
To, co się stało wczoraj na ulicy Rozbrat, na warszawskim Powiślu, w siedzibie Sojuszu Lewicy Demokratycznej, jest tylko zwieńczeniem drogi, jaką kroczy ta partia od wyborów w roku 2005. Od prężnej lewicowej partii, z rysem liberalnym, do partii lewackiej, bez pomysłu, programu i bez szans na powrót do rządzenia. Od dłuższego czasu problemem SLD jest brak osobowości, brak charyzmatycznych przywódców, którzy nie tylko by potrafili zbudować program i wytyczyć szlak polityczny dla partii, ale jeszcze go umiejętnie sprzedać. Stara gwardia polityczna albo jest na emeryturze albo, tak jak Józef Oleksy, czy Leszek Miller, stoi w drugim szeregu. SLD liczy ponoć nawet 70.000 członków, według danych partyjnych, ale kompletnie nie ma to odbicia na siłę polityczną na szczeblu centralnym. Zastanawiające, jak jest możliwe, że silne struktury regionalne partii nie potrafią się przełożyć na wynik wyborczy? Jak to jest możliwe, że partia nie potrafi zbudować i sprzedać swojego programu tak, aby stać się realną siłą polityczną? A dodatkowo, pomimo wielokrotnie powtarzanych deklaracji, że to właśnie SLD jest tą siłą, która może lewicę zjednoczyć, brak w tym kierunku realnych działań.
Nominowanie Grzegorza Napieralskiego na kandydata do urzędu prezydenckiego, po tragicznej śmierci Jerzego Szmajdzińskiego, wydawać się by mogło logicznym działaniem. Tylko nie wiadomo, właściwie dlaczego. Nie jest nigdzie napisane, a już na pewno w statucie partii, że jej szef ma obowiązek do kandydowania. Nie trafiają do mnie również głosy, że musiał wziąć na siebie odpowiedzialność za partię. Gdyby rzeczywiście tak było, to partia powinna wystawić kandydata, który mógłby wnieść do „konkursu” wartość dodaną i przyczynić się do poprawienia notowań partii. Już słychać głosy, że jeżeli Napieralski zdobędzie tyle procent głosów, ile wynosi poparcie dla partii, to będzie to sukces.
Pomimo, że wycofał się z wyścigu wyborczego Tomasz Nałęcz, Napieralski ma niewielkie szanse na to, aby być kandydatem zjednoczonej lewicy. Nie ma on praktycznie żadnego autorytetu na lewicy, a jego pozycja opiera się na tylko na aparacie regionalnym partii. To, co pozwala mu na rządzenie partią, nie pozwala na rządzenie całą lewicą. A jeżeli pojawiają się rozsądne projekty współpracy, do Napieralski robi wszystko, aby je zniszczyć. To właśnie on był głównym przeciwnikiem koalicji SLD z Partią Demokratyczna, a w ostatnich tygodniach nie podjął żadnych sensownych rozmów z innymi formacjami lewicowymi, jak choćby z SdPL.
Wczorajsze spotkanie przywodzi mi na myśl powiedzenie, że są tacy popierający, którzy klepią cię po plecach z ręką uzbrojoną w nóż… Wygląda na to, że zarówno zwolennicy Napieralskiego, jak i jego przeciwnicy wypchnęli na szpicę, jedni wierząc, że może odnieść sukces, inni, że jego wynik będzie tak słaby, że podważy jego przywództwo w partii. Rację mają raczej ci drudzy, którzy dość realnie oceniają i siłę partii i zdolności swojego kandydata. Napieralski osiągnie wynik w granicach 5-7%, a biorąc pod uwagę liczbę kandydatów, która ograniczy się do 5. (chyba, że jednak Marek Jurek zbierze wymagane 100.000 podpisów na listach), to wyprzedzenie kandydata PSL, Waldemara Pawlaka, będzie jedynym sukcesem. Taki wynik będzie podstawą do rozliczeń i konkurenci, a przede wszystkim Wojciech Olejniczak, nie zaniedbają, aby spróbować go usunięci ze stanowiska szefa partii.
SLD, silne strukturami, słabe jest programem. Intelektualne, kontrowersyjne, ale pociągające pomysły i idee „Krytyki Politycznej” Sławomira Sierakowskiego mogłyby trafić do młodego elektoratu lewicowego. Tylko, że ci młodzi nie utożsamiają się z SLD, nawet z polityką, rozumianą jako gra partyjna. To jest problem, z którym w pewnym momencie będzie się musiał zderzyć SLD, a także Sierakowski. Nie da się działać na scenie politycznej bez programu – nie da się zmieniać świata bez wejście w struktury państwa. Mam nadzieję, że obie strony kiedyś do tego dojrzeją.
Azrael




Pingback: Tweets that mention Opublikowano na blogu Azraela: "Oczywisty kandydat?" -- Topsy.com
Popraw zdanie: „Nominowanie Grzegorza Napieralskiego na kandydata do urzędu prezydenckiego, po tragicznej śmierci wydawać się by mogło logicznym działaniem.”- jest nieczytelne.
Co do Napieralskiego- wydaje mi się, że będzie szedł ostro. Chodzi mi o zapateryzm, na co nie zdobyłby się Kalisz. Tak sądzę.
Oczywiście żałuję, że SLD nie poprze Olechowskiego, ale widocznie rozmowy z nim były bardzo niekonkretne. W sensie korzyści po ewentualnym wyborze.
Muszę powiedzieć że z tymi silnymi strukturami SLD bym nie przesadzał. Moim zdaniem ich potencjał jest faktycznie przeszacowany. Powodem tego zjazdu w dół jest brak nowoczesnego wkładu intelektualnego w retorykę partii która nadal jest kojarzona jako antyklerykalna i na siłę chcąca przynajmniej deklaratywnie bronić wykluczonych. Z tym że nie wyciągać z wykluczenia tylko je raczej hodować pod parasolem budżetowym państwa.SLD nic nie ma z nowoczesnej socjaldemokracji europejskiej. I podobnie SLD jak i PiS prowadza działania na atomizacje sceny politycznej po prawej i lewej stronie.
Ja za to prosiłbym szanownych o komentarz „Dlaczego Grzegorz Napieralski ogłaszając, że będzie kandydował na prezydenta wygląda jakby go przejechał walec?” („Poranek”, J.Kuźniar)
Wiem że Leszek Miller już udzielił odpowiedzi na to pytanie, oczywiście jest ona dyplomatyczna i wymijająca.
Osobiście mam podejrzenie że Napieralski zdał sobie nagle sprawę że koledzy wsadzili go na niezłą minę i ze jego szybka i ostra kariera właśnie zostaje zagrożona – ale to moje zdanie, Wy macie większe doświadczenie i nosa do oceny sytuacji.
sl
Wydaje mi się, że to co mówi Andrzej ma wiele rzetelnych spostrzeżeń. SLD po latach rządzenia i afer, utknęła w martwym a do tego bezideowym punkcie swej historii. Jako wnuczka Lewicy rozbitej przez Komunistów jeszcze w latach 30tych oraz spadkobierczyni dziwacznego tworu jakim był PZPR, SLD sprawia wrażenie jakby miał kłopoty z własną tożsamością… Przerażająca jest wiara „aparatu” w manipulacje medialne i „prawne”, co w sposób naturalny stawia Sojusz w braterskim partnerstwie z PiSem i KK… Oni wszyscy wierzą w „skuteczność zbójeckich spółek”… Jako wyborca i obywatel mam wrażenie, że po anarchistycznej demokracji lat 90tych, uporządkowanie sceny politycznej w stylu „demokracji autorytarnej” zbliża nas bardziej do knebla ala PRL niż rozwoju nowoczesnego rządzenia…
Zmieniają się hasła i powody do nietolerancji, niestety pozostaje cenzura stadna i sformalizowane metody „zagłuszania” oponentów…
Rozumiem skomplikowaną sytuację tzw. „lewicy” ale staczanie się na pozycje pomocnika „nowego” zamordyzmu to już znak totalnej degrengolady.
Osobiście mam nadzieję, że jak praktyka codzienna pokazuje PO pod kierownictwem Tuska uczy się być partią liberalną, samorządową i w tym znaczeniu – lewicową, co może skutecznie zakończyć karierę jakiejkolwiek partii lewicowej na długi czas w Polsce. Pozostaje pustka której nie ma kto wypełnić. Myślę, że skompromitowana ideologia nie ma interesującego programu, który mógłby wrócić do tradycyjnie Polskiej wizji postępu – jak „szklane domy”, „praca u podstaw”, spółdzielnie, oświecony kapitalizm (Cegielski, Wedel…) czy interwencjonizm państwowy Kwiatkowskiego itp. Żeby Ruch społeczny miał powodzenie musiałby pojawić się ktoś z powodzeniem przekładający istniejące tradycje na konkretny język punktów „do załatwienia” w codziennej rzeczywistości „tu i teraz” a zwłaszcza patrzący politykom na ręce punktując korupcję, nie załatwione sprawy oraz szkodliwe czy nierealne pomysły na wydawanie pieniędzy…
Nie mogą tego robić ludzie z założenia nie wierzący w uczciwość i przejrzystość politycznego układu, bo też kto im uwierzy?
Nie wystarczy napierać Panie Napieralski!
Przewiduję, że po bardzo prawdopodobnej, trudnej do przełknięcia przez eseldowskie struktury porażce Napieralskiego, padnie hasło ” sztandar wyprowadzić”.
Jeśli PO zgarnie całą wyborczą pulę, na lewicy wzrośnie oddolny ferment, trudny do ogarnięcia, więc SLD sprowadzone przez politycznych konkurentów do parteru, pójdzie w rozsypkę. Oczywista stanie się potrzeba budowanie czegoś nowego. Bo ileż można stawiać na ciągle ten sam zestaw kart wybieranych z poniszczonej talii.
Pisałem już wcześniej że za wyjątkiem lidera partii dominującej start pozostałych liderów jest nie lada wyzwaniem z racji tej iż to bezpośrednia weryfikacja wyborcza a nie zakulisowe zdobywanie stołków w partii. Tak będzie tym razem moim zdaniem, z PiSem i SLD oraz i PSLem.
Jeśli kandydaci z tych partii otrzymają w pierwszej turze podobną do obecnych sondażowych dla partii liczbę głosów nic się nie stanie gorzej jak będzie to mniej.Mina Napieralskiego świadczy o tym że w tyle głowy ma samoświadomość i widzi zagrożenie.