„Change” po polsku

Z czasów PRL przypominam sobie taki rysunek; Gołąbek pokoju, ale w barwach ochronnych, a w dziobie, zamiast gałązki oliwnej trzyma odbezpieczony granat… O, tak mi się kojarzy szeroko dyskutowana przemiana Jarosława Kaczyńskiego.

Jarosław Kaczyński się zmienił, jak sam zauważył, inteligentni Polacy to widzą. Tak, inteligentni Polacy widzą i obserwują. Samego prezesa i jego otoczenie. Ludzie mają również tę cechę, w odróżnieniu od rybek akwariowych, że posiadają pamięć długoterminową. Potrafię też analizować zachowania, pod kątem sytuacji.

Premier Kaczyński się zmienił. Medialnie. Unika ostrych sformułowań. Nawołuje do pokoju, do zaprzestania wojny polsko-polskiej. Gruba kreska i pojednanie. Ponad podziałami. Coś w rodzaju pojednania ekumenicznego. Ale ja zajrzałem do Katechizmu Kościoła Katolickiego, a tak jest bardzo jednoznacznie opisany sakrament pojednania. Pokuty i pojednania, którego podstawowym elementem jest pokuta wewnętrzna. Takiej i Jarosława Kaczyńskiego nie widzę. Nie widzę żalu, ani chęci odkupienia. Więc jeżeli on, katolik, nie widzi konieczności pełnego pojednania, to dlaczego jak mam mu wierzyć?

Życie doświadczyło Jarosława Kaczyńskiego, ale nie zmieniło go to jako polityka. On dalej ma te same poglądy i wyznaje te same wartości. Odcina się od IV RP, ale przemyca w swoich wystąpieniach wszystkie elementy tamtego projektu. Silne, dominujące państwo, ale na jego warunkach. Odwołania do różnych wartości, ale tylko odczytywanych tak, jak on sobie wyobraża. Ręka wyciągnięta do zgody, ale pod warunkiem, że będzie to na jego warunkach.

Continue Reading →

Krzywe zwierciadło Ewy Stankiewicz

Spojrzenie na rzeczywistość przez oko kamery jest ZAWSZE pewną kreacją, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z fabułą, czy z dokumentem. Chyba, że kamera zostanie włączona, postawiona nieruchomo i materiał nią nagrany pokazany bez skrótów i montażu. Ale już nawet miejsce ustawienia statywu kamery jest obarczone wolą kogoś, kto chce otrzymać konkretny obraz.

Film „Solidarni 2010″ Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego jest oczywiście dokumentem sensu stricto, jako rejestracja pewnej rzeczywistości, jaka rozgrywała się na Krakowskim Przedmieściu w dniach i nocach kwietniowych. To były rzeczywiste kadry, zdjęcia, wypowiedzi, poddane rejestracji i podane widzom bez zbytniego komentarza. I nie można zarzucić (nie mamy na to żadnych materialnych dowodów), że za samymi zdjęciami stoi manipulacja.
Ale już sami twórcy przyznali, że dokonali wyboru materiału. I w tym momencie materiał przestaje mówić czystą formą rejestracji i zaczyna do przemawiać jako lustro poglądów autorów. Jako zdeformowane pojęcie rzeczywistości post katastrofy smoleńskiej. Idąc dalej – sposób i metoda prezentacji tego filmu, w uzależnionej od politycznego wpływu telewizji, w konkretnym terminie i w konkretnym kontekście wyborczym, deformuje nam zapis filmy jeszcze dalej. Zaciemnia wyraźnie zapis, pokazując, że filmem można manipulować i grać do woli. Czym innym jest pokazanie materiału na przeglądzie filmowym, czym innym osadzenie go w politycznym kontekście.

Wróćmy do samego zapisu. Twórcy filmu stwierdzają, że oddali w nim nową, budzącą się świadomość Polaków, ich przebudzenie, odzyskanie poczucie jedności społecznej. Zresztą ocen jest wiele, film i jego interpretacje były zapewne również implikacją do powstania Ruchu 10 Kwietnia, czegoś w rodzaju patriotycznego „wzruszenia” społecznego. Przedstawiano to początkowo jako ruch społeczny, oddolny, ale jednak okazało się, że jest to inicjatywa określonych sił politycznych, think tanków prawicowych, konkretnych ludzi, także dziennikarzy, mocno osadzonych w polityce. Ruch społeczny wystartował, ale już traci powoli impet, ponieważ u źródła jego powstania leżało to, że katastrofa smoleńska i skupienie się na śmierci Lecha Kaczyńskiego z małżonką, może doprowadzić do przewartościowania społecznego i wyzwolenia nowego impulsu. Dowodem miały być m. in. właśnie kadry filmu Ewy Stankiewicz.

Continue Reading →

Wszystko, co chcielibyście wiedzieć… o Jarosławie Kaczyńskim

Środek kampanii wyborczej. Dziwnej, w cieniu katastrofy smoleńskiej i na wałach kolejnej powodzi stulecia, ale jednak kampanii. Bronisław Komorowski prowadzi ją w cieniu Donalda Tuska, inni kandydaci w cieniu Bronisława Komorowskiego, a Jarosław Kaczyński, w milczeniu, w cieniu swojego tragicznie zmarłego brata. Chciałby być może inaczej, ale jego specjaliści od spraw wizerunku odradzają mu zbyt częste i wylewne wypowiedzi. Poza tymi, gdzie trudne pytania, o program i wizję prezydentury raczej nie padną. Trudno tego rodzaju pytań oczekiwać ze strony blogerów, ponieważ Salonie24 specjalnie w krytyków Jarosława Kaczyńskiego i jego brata nie obrósł, trudno tego oczekiwać od redaktora „Gościa Niedzielnego”. A tak naprawdę trudno oczekiwać jasnych i klarownych odpowiedzi od samego szefa PiS-u. I właśnie na kandydaturę Kaczyńskiego należy patrzeć przez pryzmat jego formacji politycznej, bo dla każdego politycznego i paryjnego lidera wybory prezydenckie są „rozbiegówką” do wyborów parlamentarnych. I dlatego Kaczyńskiego można i trzeba oceniać nie przez pryzmat tego co mówi (albo jak milczy…), ale przez jego już dwudziestoletnie dokonania na scenie politycznej. I trzeba się spytać, czy ma on kwalifikacje do sprawowania urzędu, który przy obecnych zapisach konstytucyjnych ma poważny wpływ na władzę wykonawczą.

Wydawać by się mogło, że atmosfera po katastrofie smoleńskiej i w obliczu powodzi pustoszącej kraj będzie sprzyjała Jarosławowi Kaczyńskiemu. To przecież polityk, który swoją pozycję w dużym stopniu budował na emocjach, na fermencie społecznym, na negacji porządku społecznego. Tak przecież było w roku 2005, kiedy afera Rywina wypromowała w dużym stopniu jego brata, jego samego i ideę tak zwanej IV RP. Jarosław Kaczyński powinien stać się nową nadzieję dla „zgnębionych” Polaków, ale okazuje się, jak pokazują sondaże, nie chcą oni mu dać następnej szansy. Nie drugiej, tylko kolejnej, nie zapomnijmy przecież, że przegrał on po kolei wybory samorządowe, przedwczesne parlamentarne w 2007 roku i zeszłoroczne do Parlamentu Europejskiego. Szkoda, że przed decyzją o kandydowaniu on sam i ci, którzy go popychali nie zrobili jednak solidnego bilansu ostatnich 5 lat działalności braci Kaczyńskich i ich formacji.

Continue Reading →

Salonowy Lis

Wielu obserwatorów zastanawiało się, dlaczego Platforma Mediowa Point Group SA, po przejęciu z rąk rodziny Królów tygodnika „Wprost” i całej grupy AWR „Wprost” nie dokonuje zmian w redakcji tygodnika, poza odwołaniem jego naczelnego, Stanisława Janeckiego. Zmiany, w managemencie wydawnictwa zostały dokonane, ale w samej redakcji już tylko kosmetyczne, jak pojawienie się Sylwestra Latkowskiego. Tak naprawdę wszyscy się zastanawiali, w jakim kierunku pójdzie tygodnik, od kilku lat postrzegany jako mocno zaangażowane pismo. Zaangażowane politycznie po stronie Prawa i Sprawiedliwości, choć jego łamy były otwarte i dla publicystów innych orientacji politycznych. I już wiemy – dziś stery rządów objął Tomasz Lis, znany dziennikarz telewizyjny, publicysta, także wydawca wielu książek. Ostatnio związany (kontraktowo) z TVP.

Ściągnięcie Lisa do „Wprost” to ruch ciekawy i niespodziewany. Motywy były zapewne różnorakie.

„Wprost” po odejście Janeckiego (p.o. naczelnym została jego zastępczyni, Katarzyna Kozłowska) dryfował na rynku wydawniczym, co miało odbicie w wynikach sprzedaży. Nie było bardzo wiadomo, do jakiego czytelnika będzie adresowany tygodnik. Czy do prawicowego, do czego przyzwyczaił Janecki (a wcześniej Piotr Gabryel), czy może jednak do liberalnego? Przyjście Lisa jednoznacznie identyfikuje pismo jako tygodnik opinii środowisk liberalnych. Wbrew pozorom jednak nie lewicowych, nie tych, do których jest adresowana „Polityka”, ale raczej bliżej mu będzie do „Newsweeka”.

Continue Reading →

Gruba kreska Jarosława Kaczyńskiego

Poruszenie wśród sympatyków Prawa i Sprawiedliwości jest zauważalne. Wielu z nich zadaje sobie pytanie – z jaką partią, z jakim Jarosławem Kaczyńskim mamy w tej chwili do czynienia?

Na sobotni wiec w Warszawie, na Placu Teatralnym przyszli twardzi, bojowi zwolennicy Kaczyńskiego. Przyszli na konwencję wyborczą, na której spodziewali się, że „wódz” wytyczy kierunek kampanii, pokaże cele, wskaże metody. Otrzymali w zamian za to dobre, ale łagodne przemówienie i przesłanie jedności społecznej w obliczu kolejnej katastrofy, tym razem powodzi. I kiedy on skandowali słowa poparcia, Jarosław Kaczyński podnosił ręce w kaznodziejskim geście spokoju. Zdezorientowani słuchacze po jego przemówieniach zaczęli się rozchodzić.

Czy Jarosław Kaczyńskie się radykalnie zmienił, czy może jest to tylko gra polityczna? I w jednym i w drugim przypadku mamy zwraca uwagę to, że Kaczyński odchodzi od idei tak zwanej IV RP. W jednym z wywiadów wręcz prosi dziennikarza – nie mówmy o tym, rozmawiajmy o przyszłości. I co ciekawe – nie tylko Jarosław Kaczyński mówi, że projekt IV RP nie ma już racji bytu – również inni politycy Prawa i Sprawiedliwości, tacy, jak Mariusz Kamiński, czy nawet Adam Bielan, odcinają się od tj idei.

Jeżeli rzeczywiście Jarosław Kaczyński i grono jego młodych partyjnych kolegów tak myśli – oznacza to, że szef PiS odkreśla grubą kreską swoją dotychczasową działalność polityczną. Unieważnia swój dorobek polityczny ostatnich kilkunastu lat. Porozumienie Centrum, partia powstała na początku ostatniej dekady XX wieku i jej kontynuatorka, Prawo i Sprawiedliwość, to formacje antysystemowe, których podstawy ideowe są zupełnie inne od reszty sił politycznych. Siłą Jarosława Kaczyńskiego była negacja porządku politycznego powstałego po Okrągłym Stole, który według niego dał Polsce Konstytucję służącą oligarchom politycznym, a zniszczył poczucie jedności społecznej. I teraz Kaczyński postanawia się włączyć na nowo w nurt życia III RP…

Continue Reading →

Czytanki (nie)oszołomów – 22. maja

Voit znam z sieci mniej więcej od roku. Wiem, kim jest, ale nie wiem czy życzy sobie ujawnienia danych. Warszawianka, z wyboru Mazurka, osoba wrażliwa społecznie. Prowadzi osobistego bloga, który jest kwintesencją blogowania, ponieważ jest osobisty i szczery, a jak potrzeba – ostry i zaangażowany.

Założyła drugiego, w którym rozmawia. Z Andrzejem Celińskim, człowiekiem opozycji, „Solidarności”, również lewicowcem, ale przede wszystkim prostolinijnym ideowcem, pasjonatem. Takim, który trudno się mieście w ramach polskiej partyjniackiej polityki. Warto oba blogi czytać…

———————————————————-

Andrzej rozmawia z Voit

Z Andrzejem Celińskim znamy się nie tak długo. Nie pamiętam, jak go poznałam, ale z tego, co mi gdzieś świta, ślizgał się po wypolerowanych podłogach na Rozbrat, żeby pogadać ze mną w jakiejś lokalnej sprawie. Spóźnił się, ja czekałam zupełnie spokojnie. Był wtedy chyba wiceprzewodniczącym SLD. Spodziewałam się poważnego człowieka w garniturze, a trafiłam na faceta w rozchełstanym krawacie i szopie na głowie. I pewnie na długo zapamiętam ten ślizg po posadzkach.

Nasz – mój w zasadzie -  pomysł jest taki: pogadamy sobie z Andrzejem o tym, co się ostatnio wydarzyło. Potem oddajemy głos Wam. Andrzej jest wodoodporny i to on i tylko on będzie na tym blogu odpowiadał na Wasze pytania. Dzisiaj go nie będzie -  ugrzązł gdzieś po Warszawą, ale jutro odpowie na wszelkie pytania. Raz w tygodniu będziecie mieć go do swojej dyspozycji.

——————————–
- Dramat goni dramat – najpierw katastrofa w Smoleńsku, teraz powódź. W międzyczasie kampania wyborcza. Chciałbyś być teraz na miejscu Tuska?

- Tak. Jakkolwiek to brzmi. I jest niedorzeczne. Polska ma swoje pięć minut na lepsze pozycjonowanie się w Europie, w świecie. Od jakości rządzenia, od głębokości i tempa zmian zależy nasza przyszłość nie na jedno ani nawet kilka pokoleń. To czas wielkiej historii. Być premierem to wielka rzecz. Zazdroszczę. I mu kibicuję. On jeden pośród tylu twarzy „gladiatorów” współczesnej polskiej polityki, tego sejmu, liderów tych partii – autentyczny. Skupiony, dorzeczny, wkurzony, kiedy trzeba. Ja z innej jestem bajki, nie uznaję neoliberalizmu jako dobrej perspektywy dla większości, i dla Polski, ale szanuję Tuska.

- Polacy mają to do siebie, że wiecznie narzekają na władze – rząd powinien a nie zrobił, premier powinien, Sejm powinien… Rzadko jesteśmy zadowoleni. O czymś takim, jak katastrofa w Smoleńsku mogliśmy co najwyżej poczytać w kryminałach Clancy’ego. Do tej pory to było coś w rodzaju political-fiction. Jak w tym wszystkim widzisz mechanizmy konstytucyjne? Zadziałały, czy nie?

Jak idzie o opanowanie skutków – zadziałały. Państwo funkcjonuje tak, jak funkcjonowało. Inna rzecz, że prezydent niepotrzebnie tam leciał. Że coś było tam nienaturalnego i w samej decyzji, i w jej konsekwencjach. Zginał prezydent. Zginęło jeszcze 94 ludzi. Niepotrzebnie. W tej katastrofie zakodowana jest jakaś bezgraniczna lekkomyślność. Nie rozumiem tego wszystkiego. Nie akceptuję.W żadnym przyzwoicie urządzonym państwie „naszego świata” nie do przyjęcia jest taki skład pasażerów jednego samolotu. I lądowanie w takich warunkach. To skrajna nieodpowiedzialność. Bo co – prezydent ważniejszy niż państwo, które reprezentuje? Co z procedurami? Co z rozumem, jeśli brak procedur? Gdzie w tym premier, gdzie minister obrony narodowej? Nikt nie poważy się powiedzieć, ze tak się nie robi?

- Dlaczego „prezydent tam niepotrzebnie leciał”? Miał nie lecieć?!

- Nie. Hołd ofiarom został, w imieniu Państwa Polskiego, złożony trzy dni wcześniej. Z punktu widzenia naszego interesu jest doprowadzenie do „zamknięcia” tej sprawy z Rosją. Można pomyśleć, że stosowniej byłoby, aby po stronie rosyjskiej zapraszającym był prezydent. Wówczas po stronie polskiej byłby też prezydent. Ale było inaczej. W końcu to Putin dzisiaj ma największy wpływ na Rosję. A jego partnerem jest polski premier, a nie prezydent. Katyń nie może być miejscem rywalizacji.

Continue Reading →

Nieprofesjonalizm i brak wiary

Im więcej informacji – zarówno tych oficjalnych, potwierdzonych dokumentami, czy wypowiedziami, jak i nieoficjalnych – jest dostępnych, tym prawda o przyczynach katastrofy prezydenckiego TU 154M jest łatwiejsza do ustalenie, ale z drugiej strony trudniejsza. Trudniejsza do przyjęcia.

Można zarzucić rządowi polskiemu, jak to czyni chociażby publicysta „Rzeczpospolitej”, Bronisław Wildstein, że nie dołożył starań, aby mieć większy wpływ na wyjaśnienie kulis samej katastrofy. Mogliśmy żądać nie tylko szerszego udziału w pracach komisji – Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) – ale nawet przejęcia dochodzenia przez stronę polską albo komisję międzynarodową. Tylko, że odebrane by to było właśnie jako działanie o charakterze politycznym. I nie tylko chodzi tu o relacje polsko-rosyjskie, ale właśnie o to, że gdyby Polacy przejęli nadzór nad dochodzeniem, to z kolei można by polskie organy śledcze oskarżyć o ukrywanie kulis katastrofy. Bo w tym przypadku chodzi o to tylko, aby kij miał gdzie uderzyć.

Konferencja MAK z przed kilku dni jednoznacznie obciąża polską załogę samolotu za doprowadzenie rozbicia samolotu. Nie zamyka jednak wątku, że udział w tym również mogła mieć obsługa naziemna lotniska, która w sposób nie dość kategoryczny zabroniła polskiej załodze nie tylko lądowania – ale nawet próby podejścia do lądowania. Ma to znaczenie kluczowe, w kontekście wywiadu, jakiego udzielił inny uczestnik wydarzeń z 10 kwietnia, dowódca samolotu JAK-40, porucznik Artur Wosztyl. Otóż z jednej strony potwierdził on, że na lotnisku panowały w momencie próby przyziemienia TU 154M warunki uniemożliwiające lądowanie, po drugie – że załoga samolotu była o tym poinformowana. Trzykrotnie przez por. Wosztyla, a także co najmniej trzykrotnie przez służby naziemne rosyjskie i białoruskie. Wypowiedź polskiego pilota ma znaczenie fundamentalne, ponieważ niezależnie od tego, czy urządzenie samolotu były dobrze, czy źle ustawione (wysokościomierze, autopilot, inne systemy nawigacyjne), to pilot, Andrzej Protasiuk, zgodnie ze sztuką lotniczą, nie miał prawa podjęcia próby lądowania. I stałoby się tak zapewne, gdyby rosyjskie lotnisko zostało zamknięte. Nie zostało, ponieważ jego obsługa – oficerowie – nie mieli rozkazu…

Continue Reading →

In vitro znów dzieli

Sprawa zapłodnienia in vitro nie jest w katolickiej Polsce problemem natury medycznej. Nie jest także problemem otwartej dyskusji społecznej, tak jak Polska nie jest otwartym krajem demokracji obywatelskiej, w stylu zachodnim. Wskazania medyczne, lecznicze tej metody sztucznego zapłodnienia, są w naszym kraju na samym końcu, po zagadnieniach ideologicznych i politycznych. Debata o zapłodnieniu pozaustrojowym toczy się nie w środowiskach lekarskich i naukowych, ale poza nim, wśród polityków i hierarchów kościelnych, a dodatkowo z całkowitym pominięciem opinii tych najbardziej zainteresowanych, czyli kobiet i par, które nie mogą mieć dzieci w drodze zapłodnienia drogą naturalną.

Jeszcze pod koniec ubiegłego roku obradowała wspólna komisja rządu i Komisji Episkopatu Polski, pod kierownictwem szefa MSWiA Jerzy Millera (konserwatysty, z bloku Jarosława Gowina) i Sławoja Leszka Głódzia. Hierarchowie wyrazili wówczas zniecierpliwienie tym, że projekty o ZAKAZIE stosowania metody in vitro nie weszły pod obrady Sejmu. KEP nie prezentował stanowiska, że jeden z projektów jest lepszy, inny natomiast gorszy – nie, polski Kościół Katolicki prezentuje stanowisko, że państwo polskie, będące w Unii Europejskiej, powinno zakazać całkowicie tej metody leczenia. Biskupi polscy jasno dają znać, że nie chcą, aby in vitro zostało w Polsce uregulowane – i wywierają wpływ na rząd.

Takim wpływem był specjalny dodatek, umieszczony w katolickich gazetach i tygodnikach (w nakładzie ponad 500 tyś. egzemplarzy), gdzie o metodzie in vitro wypowiadali się tacy fachowcy, jak wspomniany arcybiskup Sławoj Głódź, czy przewodniczący KEP, arcybiskup Michalik. In vitro zostało w nim przedstawione z jednej strony jako “medyczny eksperyment”, z drugiej natomiast jako zbrodnia, równa aborcji.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 20. maja

Trzy książki

Sebastian Junger, korespondent magazynu Vanity Fair wydał książkę pt. „War”, w której postanowił opisać codzienność młodego żołnierza w Afganistanie, żyjącego w ekstremalnych warunkach i któremu grozi śmierć w każdej minucie. Junger spędził kilka miesięcy w Afganistanie w jednym z plutonów, w prowincji Kunar, 25 mil od granicy z Pakistanem. Junger nie opisuje sytuacji politycznej w Afganistanie; jego bohaterami są młodzi żołnierze, którzy jak laboratoryjne szczury byli obserwowani prze autora, po to aby mógł on zrozumieć warunki w których żyli i jak te ekstremalne warunki, ataki ze strony Talibów, relacje z ludnością tubylczą wpłynęło na ich życie po powrocie do kraju. Żołnierze Drugiego Plutonu, otoczeni przez wroga z każdej strony, mieszkali w trudnych warunkach często bez wody, bez odpowiedniego żywienia oraz kontaktu ze światem. To co mieli to czas, broń i oczekiwanie. Zadaniem żołnierzy było zabicie wojowników oraz przekonanie ludności Korangali, że Amerykanie to przyjaciele a nie wrogowie. Junger opisuje czas kiedy nie było strzelania, oczekiwanie żołnierzy aby coś się wydarzyło, cokolwiek, gdyż warunki oraz miejsce były nie do zniesienia. Książka ma trzy rozdziały: Strach, Zabijanie oraz Miłość. Junger przedstawił brzydotę świata kiedy trzeba było zabijać i mieszkać w budynkach z karaluchami i tarantulami, jak również bezsilność żołnierzy w bezczynnym oczekiwaniu. Wojny nie można zrozumieć jeżeli się jej nie przeżyło oraz tych którzy w niej walczyli i z niej wracają. Mentalność żołnierzy, ich strach, aby ktoś przez nich nie zginął, strach pozbawienia kogoś życia, strach przed powrotem, złość, gniew, myśli samobójcze, samotność i brak zrozumienia, to cel książki Jungera, książki dającej ciekawy obraz bezsensu wojny prowadzonej przez Amerykanów.

Continue Reading →

Cudownie nawrócony

Tuż po katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem krążyła plotka, pogłoska, że obie najsilniejsze partie polityczne, Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość, dojdą do porozumienia i w wyborach prezydenckich wystawią wspólnego, ponadpartyjnego, koncyliacyjnego kandydata „zjednoczonej prawicy”. Były już nawet pewne kandydatury, mówiono o którymś z byłych prezesów Trybunału Konstytucyjnego, czy o prezesie PAN, profesorze Michale Kleiberze. Nie były to tylko chyba pogłoski, ponieważ niektórzy z polityków obu formacji nie zaprzeczają, że tego rodzaju konsultacje były prowadzone. Chyba jednak nieufność głównych polityków obu formacji była, i jest w dalszym ciągu, przeszkodą do zbudowania takiego porozumienia.

Pomysł jednak nie umiera. Ma on jednak inną formułę. Teraz tym wspólnym kandydatem miałby zostać Jarosław Kaczyński.

Szef PiS-u w swoich wypowiedziach prezentuje się nam jako zupełnie nowy polityk. Wywiad, jakiego udzielił gazecie „Rzeczpospolita” pokazuje nam kogoś, kogo do tej pory nie znaliśmy. Kogoś, kogo nie mogliśmy sobie nawet wyobrazić. Wszystkie przemiany i otwarcia, jakie przeżyliśmy w ciągu ostatnich lat, to nic w porównaniu z tym, co zafundował nam Kaczyński w tych kilku minutach nagrania video, przesłaniu pojednania do Rosjan, i w kilku tysiącach znaków wywiadu. Nie tylko mówi zupełnie innym językiem, ale zupełnie o innych sprawach. Nie padają słowa układzie, anty-pisowskim spisku mediów, szarej sieci, o postkomunistach, no i o IV RP. Zresztą Jarosław Kaczyński nie chce mówić o swoim koronnym pomyśle, lecz o przyszłości. On, który praktycznie całą swoją karierę zbudował na negacji porządku społecznego, konsensusu państwa III RP, który, jeżeli nawet mówił o przyszłości, to projekty osadzał o przeszłość. Żadnych spraw rozliczeń, wszystkich tych dezubekizacji i dekomunizacji. Nie ma podziału na Polskę liberalną (łże Polskę…) i solidarną. Zastanawiam się, czy to jest właśnie to przesłanie i testament zmarłego brata, Lecha?

Continue Reading →

Zmiana pozycjonowania

Janusz Palikot to własna, unikalna marka polityczna. On może zupełnie swobodnie funkcjonować praktycznie po każdej stronie sceny politycznej, od lewicy, poprzez centrum, na prawicy się zatrzymując (jeżeli uznamy, że prawicą jest chadecja, a nie populistyczni narodowcy). Jego zmysł polityczny, oparty o solidną wiedzę na temat marketingu i własne doświadczenia i wykształcenie filozofa, pozwala mu wyjść z różnych trudnych sytuacji. A przede wszystkim pozwala mu na niezależne funkcjonowanie w świecie politycznej narracji.

Poseł PO miał kilka twarzy – biznesmena, filozofa, znawcy literatury Gombrowicza (i spuścizny naukowej Lecha Kaczyńskiego…), ale twarz (maska?) polityka leży mu najlepiej. W zależności od jego potrzeb był poważnym działaczem sejmowym w komisji mającej usprawniać państwo albo fighterem atakującym Prawo i Sprawiedliwość, z położeniem nacisku na Lecha Kaczyńskiego. Nie porównywałbym go jednak do Andrzeja Leppera, bo działalność tamtego była groteską demokracji, a to co czynił do tej pory Palikot było politycznym happeningiem, czasem performance.

Śmierć Lecha Kaczyńskiego dla innego, mnie zdeterminowanego i odważnego polityka, niż jest to Janusz Palikot mogłaby by być końcem jego kariery. Dowcipy z prezydenta nie są już śmieszne, jego wady, dosadnie i bezwzględnie ukazywane przez Palikota przestają mieć znaczenie. Trzeba mieć dużo determinacji i pomysłowości, żeby z tego rodzaju zaułka politycznego wyjść na nową drogę. I Palikotowi się to chyba jednak uda. Wystarczy po drugiej stronie znaleźć przeciwnika politycznego, do którego można się odnieść. Oczywiście chodzi o Jarosława Kaczyńskiego.

Jest wielu, którzy w przemianę Jarosława Kaczyńskiego nie wierzą. Po prostu, po 20 latach działalności politycznej o określonym profilu, nie można radykalnie zmienić poglądów. Człowiek 61-letni nie zmienia poglądów na otaczającą go rzeczywistość, nawet pod wpływem tak wielkiej tragedii osobistej. Bardziej wiarygodne by było wycofanie się z życia publicznego. Kolejna zmiana wizerunku nie wzbudza zaufania. I Palikot nie kryje, że tej przemianie nie wierzy. Poseł Po pojawił się na jednym ze spotkań marszałka Bronisława Komorowskiego, znacząco odmieniony – fryzura i grube, rogowe, a’la intelektualista z lat 60, to czytelna drwina z kreacji Jarosława Kaczyńskiego, jaką mogliśmy oglądać w nagraniu – przesłaniu – do „braci Moskali”, zamieszczonym w internecie, z okazji 65 rocznicy zakończenia II Wojny Światowej.

Palikot powrócił do polityki, ponieważ jest potrzebny w kampanii wyborczej. Wycofana kampania Jarosława Kaczyńskiego jest dla sztabu Komorowskiego zaskoczeniem. Nie ma kogo atakować, nie ma się do czego odnieść. Od pogrzebu Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki minęły już prawie 4 tygodnie, a poza kilkoma wywiadami szef PiS-u nie udzielił żadnej publicznej wypowiedzi. Trzeba w związku z tym, jeżeli nie da się go wyciągnąć na „ubitą ziemię” znaleźć inne skuteczne metody, pozwalające na utrzymanie przewagi sondażowej. I Palikot będzie robił za krzywe zwierciadło Jarosława Kaczyńskiego… Oby tylko nie przerysował…

Azrael

———————-

Felieton opublikowany na portalu MojeOpinie.pl

Wojna wyborcza i media

Bronisław Komorowski jest na prowadzeniu wyścigu wyborczego, ale sama Platforma Obywatelska traci dystans do Prawa i Sprawiedliwości, co pokazał ostatni sondaż zrobiony dla Polskiego Radia. Z ponad 20% poparcie zmalało do 4%, a przecież obaj kandydaci, Jarosława Kaczyński i marszałek Sejmu są wyraźnie utożsamiani ze swoimi formacjami politycznymi. Coś trzeba z tym zrobić…

Tak, coś trzeba z tym zrobić, ale nie bardzo wiadomo jak. Jarosław Kaczyński jest dalej kandydatem „wycofanym”, bardziej przypomina awatar, czy hologram, niż rzeczywistego polityka w wyborczym starciu. Nie ma bardzo jest jak do niego się odnieść, ponieważ trudno wejść w interakcję z obrazem, a nie z rzeczywistym człowiekiem. A kampanię wyborczą wygrywa się w zwarciu. Symbole, nawet tak znaczące, jak trumny i znicze nagrobne, mają znaczenie, ale same nie wygrywają. Zdają sobie z tego sprawę oba sztaby wyborcze.

Wczorajsza prezentacja komitetu wspierającego Bronisława Komorowskiego (komitetu honorowego?), w warszawskich Łazienkach, pokazała, że PO nie ma pomysłu. Rzucenie wszystkiego na żywioł, zdanie się na to, że autorytety załatwią wszystko same, wystarczy tylko dać im mikrofon i je eksponować, nie jest pomysłem najlepszym.

Andrzej Wajda powiedział wczoraj, że kampania wyborcza jest czymś w rodzaju wojny domowej. Konsternacja obserwatorów jest duża. Nie dlatego jednak, że Wajda nie ma racji, ale dlatego, że są rzeczy, o których się wie, ale o których nie wypada mówić – publicznie. Słynny reżyser przypomniał, że podział na MY i ONI dalej funkcjonuje, ale linie podziału są zgoła inne, niż jeszcze to było w roku 2005.

Continue Reading →

Nie wierzyć

Umiejętność krytycznego spojrzenia to cecha, której się nabiera z czasem. Z doświadczeniem, ze zrozumieniem zależności i niuansów, z umiejętnością spojrzenia za kotarę rzeczywistości. Ważne jest to też przy ocenianiu polityki i polityków, ponieważ nie mówienie prawdy albo całej prawdy to podstawowa zdolność polityka. To zresztą jest stwierdzenie eufemistyczne…

Zewsząd słyszę i czytam, że Jarosław Kaczyńskie po katastrofie pod Smoleńskiem się zmienił. Jako człowiek, co jest zrozumiałe w związku z tragedią rodziną, ale również jako polityk, tak jakby osobnicze cechy miały wprost przełożyć się na jego ogląd rzeczywistości, stanowisko wobec państwa, społeczeństwa i przeciwników politycznych. Ma to wynikać z tych kilku wypowiedzi, zgranych do internetu i jednego wywiadu, jaki udzielił Igorowi Jankemu, który zadawał pytania w imieniu grupy blogerów. Grupy starannie wyselekcjonowanej, wyselekcjonowanej z selektywnego portalu Salon24, a dodatkowo pytania przebrane zostały przez dziennikarza. I właśnie na podstawie tego internetowo/medialnego przekazu mamy wszyscy wyciągnąć wniosek, że oto objawił się nam „nowy człowiek, nowy Kaczyński”.

Niestety, podobnie jak inni politycy, jest to wszystko kreacją polityczną, trikami politycznymi, maską. Kaczyński założył na potrzeby kampanii zbolałą maskę, stonowaną kreację w czerniach, przy stłumionym świetle i na tle starannie wybranych bibelotów marketingu politycznego, jakimi stali się mimowolnie blogerzy polityczni. W wywiadzie, którego udzielił Kaczyński nie znajdziemy odpowiedzi na ważne pytania, ponieważ takie nie padły, a jeżeli padły – to Kaczyński lekko się po nich prześlizguje. Najważniejszą rzeczą, sygnałem, jest wola wyrażona przez Kaczyńskiego współpracy z innymi siłami politycznymi, ale jakie to może mieć znaczenie, jeżeli zakładamy, że i tak przynajmniej przez roku musiałby współpracować z większością parlamentarną. A jak taka współpraca wyglądała, wiemy po 4,5 roku prezydentury jego brata…

Przy analizie tego, co powiedział i co jeszcze powie Jarosław Kaczyński, warto się zastanowić, po co wybieramy prezydenta Polski i jakimi kryteriami powinniśmy się kierować przy wyborze kandydata na najwyższy urząd w państwie.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 13. maja

Prawo Miranda

W 1963 roku, Ernesto Miranda został zaaresztowany za rabunek, porwanie oraz gwałt w Arizonie. Podczas aresztowania Mirandy, policja nie poinformowała go o tym, że według prawa konstytucyjnego ma prawo do milczenia zanim policja rozpocznie jakiekolwiek przesłuchanie. Podczas dwugodzinnego przesłuchania, Ernesto Miranda przyznał się do zarzutów i sędzia skazał do na ponad 20 lat wiezienia. Ernesto Miranda nie ukończył szkoły, nie był stabilny psychicznie oraz nie miał prawnika obecnego podczas przesłuchania, który zapewniłby, że jego prawa jako obywatela tego kraju zostały uszanowane. Ernesto Miranda wniósł apelacje do Najwyższego Sadu w Arizonie twierdząc, że policja nie miała prawa go przesłuchiwać nie uprzedzając go o prawie do zachowania milczenia i dlatego jego przyznanie się do winy nie powinno być brane pod uwagę. Sad w Arizonie odrzucił jego apelację. W 1966 roku, Ernesto Miranda wniósł apelacje do Najwyższego Sądu w USA, który zadecydował, że policja nie uszanowała piątej poprawki do konstytucji USA, która gwarantuje, każdemu podejrzanemu, prawo do zachowani milczenia i nie zeznawania przeciwko sobie, jeżeli nie zaproponowano mu prawnika. Od tego czasu prawo Miranda, jest szczególnie przestrzegane, gdyż jego złamanie może przyczynić się do odrzucenia sprawy w sądzie.

Kiedy Faisal Shahzad próbował zdetonować bombę na Times Square w Nowym Jorku, debata na temat prawa Mirandy powróciła. Faisal Shahzad nie urodził się w USA, pochodził z Pakistanu, ale otrzymał obywatelstwo USA i według konstytucji USA podczas aresztowania miał prawo do zachowania milczenia i nie zeznawania przeciwko sobie. Shahzad zeznawał zanim przeczytano mu prawo do zachowania milczenia. Podczas przesłuchania zeznał, że był przygotowywany do ataku na USA w Waziristanie, bazie Al-Qaeda graniczącej z Afganistanem kiedy był pięć miesięcy w Pakistanie. Przyznał również, że otrzymał fundusze oraz wskazówki jak należy przeprowadzić atak. Shahzad, mimo, że nie urodził się w USA, był obywatelem tego kraju, więc przysługiwało mu wszelkie prawo konstytucyjne. Republikanie uważają, że terroryści nie mają żadnych praw. Kiedy 25 grudnia zeszłego roku, Umar Farouk Abdulmutallab, próbował wysadzić w powietrze samolot lecący do Detroit, Republikanie ostro skrytykowali administracje Obamy za to, że przeczytano mu prawo Miranda pozwalające zachowanie milczenia. Jakkolwiek , Umar Farouk był przesłuchiwany przez 3 lub 4 godziny zanim owe prawa mu przeczytano, gdyż z powodu poparzeń potrzebował opieki lekarskiej.

Continue Reading →

Kampania emocji

Za każdym razem, przy okazji każdych wyborów, czy to do Sejmu, lub Parlamentu Europejskiego, a także prezydenckich, pojawia się postulat, aby były one merytoryczne. To znaczy, aby debata obracała się wokół spraw ważnych dla państwa, jego finansów, bezpieczeństwa, edukacji, etc., etc.. A jak jest? Jest plebiscyt popularności poszczególnych kandydatów, okraszony ideologią, a najczęściej jej formą wulgarną. Panują nad tym spin doktorzy, media. Poppolityka, postpolityka, różnie to jest nazywane. Nawet afery, tak jak ta ostatnia, hazardowa, mają nikły wpływ na zmiany na scenie politycznej, na preferencje wyborcze. Chyba, że stanie się coś wyjątkowego…

Katastrofa pod Smoleńskiem jest właśnie czymś takim nowym, co było potrzebne, aby rozruszać scenę polityczną. Myliłby się jednak ktoś, kto uważa, że wypadek samolotu TU 154M da podstawy do szerszej dyskusji o państwie. Pojawiają się wprawdzie głosy, takie jak Czesława Bieleckiego, byłego opozycjonisty i znakomitego architekta, aby porozmawiać o państwie i jego wadach, niekompetencji i braku procedur, ale jest to wołanie na pustyni intelektualnej polskiej polityki. Nawet Jan Rokita, kiedyś polityk, dziś publicysta, ma raczej mało do powiedzenia ostatnimi czasy na tema państwa i jego problemach.

Kampania prezydencka jest znów kampanią wizerunku i emocji, tym razem związanych z katastrofą lotniczą. Wszystkie strony, obozy polityczne unikają odniesienia bezpośredniego do wypadku, ale wszystkie gdzieś ją w ten, czy inny sposób wykorzystują. Już sam fakt, że Bronisław Komorowski pełni funkcję po zmarłym Lechu Kaczyńskim, jest wystarczającym powodem do tego, aby mieć na uwadze, jak w pewnych sytuacjach zachowywałby się prezydent. To on byłby 9 maja w Moskwie i rozmawiałby z prezydentem Miedwiediewem, a ta rozmowa zupełnie inaczej by zapewne wyglądała, jak i stan stosunków z Rosją. Sztab wyborczy kandydata SLD, Grzegorza Napieralskiego zaangażował w kampanii rodziny zmarłych posłów tej formacji, w tym wdowę po kandydacie lewicy, Jerzym Szmajdzińskim. No i oczywiście – przede wszystkim Prawo i Sprawiedliwość również będzie „korzystać” z odniesień do smoleńskiej tragedii. Jest to po prostu nieuniknione.

Continue Reading →

Strzelać do pianisty

Jarosław Kaczyński przemówił. Wprawdzie z „puszki”, nie live, tylko z odtworzenia, znów bez możliwości konfrontacji z nim mediów, ale było to jego pierwsze wystąpienie wyborcze. Przygotowane zresztą merytorycznie na wysokim poziomie, to jest jeden z najlepszych materiałów , jaki został przedstawiony w ostatnich latach.

Szef PiS i kandydat na prezydenta, zwrócił się formalnie do Rosjan, ale tylko przykrywka dla prawdziwego adresata. Dobrze dobrany materiał, skierowany pozornie do Rosjan, w tonie pojednania i zrozumienia, równie dobrze napisany, jaki i zagrany, był przede wszystkim adresowany do wyborców polskich, do tej części, która jest niezdecydowana, na kogo głosować i do elektoratu negatywnie nastawionego do Kaczyńskiego. Otoczenie prezesa, pastele, okulary na nosie, czajniczek na herbatę i pianino z partyturą („Etiuda rewolucyjna”?) dopełniały wizerunku. Sygnał był czytelny – prezes jest człowiekiem kulturalnym, jeżeli nawet nie gra na pianinie, to jak zauważyła pani Jakubiak, czeka ono na potomka…

Wszyscy doskonale wiedzą, jak wyglądała polityka wschodnia Lecha Kaczyńskiego, na którego testament powołuje się jego brat. Przez 4,5 roku nie wykonał on ani jednego gestu w stronę Rosji, który mógłby być odczytany jako próba nawiązania relacji. Wszystkie jego poczynania miały na celu osłabienie pozycji Rosją. Wizja polityki zagranicznej PiS-, to walka z odwiecznymi wrogami, Rosją i Niemcami. To polityka napięć i konfliktu.

Ale nie o Rosję w tym wszystkim chodzi; Krótki, niewiele ponad trzyminutowy spot miał nam ukazać Jarosława Kaczyńskiego jako racjonalnego polityka, pragmatyka, męża stanu, przyjaciela nie tylko Rosjan, przewidywalnego, takiego, którego osobista tragedia zmieniła. To już nie jest jastrząb polityczny, ale raczej gołąbek pokoju. To co było formalnie adresowane do Rosjan, czyli słowa współczucia dla poległych w trakcie II WŚ, miało wywrzeć wrażenie na polskich odbiorcach. I wywarło. Ci, którzy nie rozumieją kuchni politycznej, są gotowi uwierzyć w słowa i nowy wizerunek Kaczyńskiego, ci, którzy potrafią wniknąć głębiej, widzą, jak dobra to jest manipulacja.

Continue Reading →

Znicze

Rosjan znamy, i nie. Obiegowe opinie o Rosjanach są wśród Polaków takie samie, jak o innych nacjach. Bo Polacy są ZAWSZE lepsi. I Polakom się zawsze należy więcej. Bo wojna, bo zabory, powstania. I to nas powinni prosić o przebaczenie Niemcy, a także Rosjanie. Bo miłosierdzie i wybaczenie jest zapisane w katechizmie Polaka, ale rzadko już w jego sercu.

Powstała społeczna akcja, aby zapalić radzieckim żołnierzom, poległym na terytorium Polski w trakcie II Wojny Światowej znicze i może też złożyć kwiaty, a może tylko 9 maja przejść się do najbliższego cmentarza, czy samotnego grobu i odmówić modlitwę. Akcja została zainicjowana przez grono ludzi sztuki, ale została rozpropagowania na rózne środowiska, miedzy innymi przez internetowe strony social media. To działanie spontaniczne, ponieważ powszechne odczucie ludzi (nie polityków) jest takie, że Rosjanie po katastrofie polskiego samolotu zachowali się wobec Polaków – nie tylko rodzin zmarłych – bardzo przyjaźnie. Rosyjscy politycy, z Miedwiediewem i Putinem też, zarówno w kontekście samej katastrofy, jak i wyraźnego postępu w odkłamywaniu zbrodni katyńskiej, z przed 70 lat. Ale to dodatek, bo inicjatywa nie ma wymiaru politycznego.

Rosjanie w 1944 roku przynieśli dla jednych wyzwolenie – dla innych stali się synonimem drugiej okupacji. Tak, taka jest złożoność historii. Ale Polacy przecież dbają o swoich zmarłych, w ogóle o zmarłych. Każde życie warte jest wspomnienia i szacunku i nie ma znaczenia TERAZ czy była to śmierć na polskiej ziemi w sprawie, z naszego punktu widzenia, słusznej, czy nie. Zapalając symboliczne światło na grobie dziękujemy Rosjanom za to, co pokazali dziś, po katastrofie i mówimy, że jesteśmy gotowi do pojednania. Zresztą ci, którzy Rosję i Rosjan znają dziś, a nie z opowieści z przed lat, wiedzą, że to pojednanie się rozwija, splata – od lat. Rosjanie lubią nas bardziej, niż my sami siebie…

Akcja oddzielona jest od polityki, ale to sygnał, który będzie miał na nią wpływ. I trzeba te światełka zapalić nie 1 listopada, ale właśnie 9 maja, bo to dla Rosjan i ich dumy dzień szczególny, nie tylko w wymiarze państwowym, czy imperialnym, ale czysto ludzkim, symbolicznym. Bo to nie jest gest propagandowy, polityczny – to gest wyciągniętej ręki. To gest świadomego społeczeństwa, ale również zwykłego człowieczeństwa. Ci, którzy przeciwko temu protestują, tak samo reagowali na znany list polskich biskupów do kościoła niemieckiego. I nie jest to żadna gloryfikacja stalinizmu, ale sygnał, że rozumiemy, że to Rosjanie byli głównymi ofiarami zbrodniczego systemu.

Azrael

Puste emocje prezydenckie

Emocje, jakie towarzyszą tegorocznym wyborom prezydenckim i kampanii wyborczej, są mocno na wyrost. Przyczyną tego jest oczywiście atmosfera polityczna i społeczna po katastrofie samolotu z 96 osobami na pokładzie, 10 kwietnia pod Smoleńskiem. Katastrofa, która jeszcze nie wprost, ale podskórnie, będzie laitmotivem wielu dyskusji.

Jednym ze skutków tej katastrofy jest to, że zmieniła się polityczna geografia wyborów. Wprawdzie aż 10. kandydatów zebrało ponad 100.000 wymaganych do startu podpisów, ale jest dla wszystkich jasne, że liczyć się będą tylko dwaj – Jarosław Kaczyński z ramienia Prawa i Sprawiedliwości i Bronisław Komorowski z Platformy Obywatelskiej. To przyporządkowanie partyjne m znaczenie nie tylko formalne, ale również pokazuję faktyczną wymiar i znaczenie wyborów i stanowiska prezydenta w Polsce.

Podział sceny politycznej, jej dualizm, nie jest jednak wcale zapowiedzią tego, o czym politolodzy piszą od wielu lat, czyli dążeniem do systemu dwupartyjnego. Nie jest również odbiciem konfliktu w polskim społeczeństwie, na tle ważnych problemów. Na obie partie polityczne, PO i PiS tak naprawdę nie głosuje nawet 30% całego uprawnionego do odwania głosu elektoratu. Nie jest to konflikt społeczny, ale raczej konflikt „elit” politycznych (cudzysłów mocno uprawniony…), ale raczej nie jest to spór ideowy, czy światopoglądowy, ale o dostęp do władzy. Wybory prezydenckie są tylko kolejną odsłoną tego sporu formacji, drużyn partyjnych. Dzieje się tak dlatego, że pozycja prezydenta w systemie władzy wykonawczej mniej zależy od tego, jak jest to zapisane w Konstytucji RP, a bardziej od tego, jaki jest podział władzy w Sejmie i implikowana tym siła drugiego członu egzekutywy politycznej, czyli rządu.

Continue Reading →

Policzyli się…

Mały szok, a na pewno konsternacja; Jarosław Kaczyński, a właściwie jego zwolennicy zebrali około 1.700.000 podpisów na listach rejestracyjnych kandydata Prawa i Sprawiedliwości w wyborach prezydenckich. W 9 dni, jak to podkreślano. Liczono, ile dziennie, ile na godzinę… nie podano tylko, ile czarno-białych zdjęć zmarłej pary prezydenckiej, Marii i Lecha Kaczyńskich rozdano, tak przy okazji…

Tak, mobilizacja zwolenników Kaczyńskiego była ogromna. I okrzyknięto, że jest to wielki sukces, ponieważ główny konkurent, Bronisław Komorowski, zebrał niecałe 760.000 głosów. To dużo mniej i wyraźnie wskazuje, że nadzieje niektórych, że wyścig prezydencki może się rozstrzygnąć w pierwszej rundzie, trzeba zweryfikować. Tym bardziej, że inni konkurenci też zebrali znaczącą ilość głosów (łącznie finalnie wystartuje 10. kandydatów).

Wysoki wynik cieszy zwolenników Jarosława Kaczyńskiego, pozwala im znów przedstawić swoje racje i poglądy. Przede wszystkim ten, że 20% przewaga Bronisława Komorowskiego w sondażach jest zafałszowaniem, że wynika to z presji mediów, że własne sondaże (czy te robione przez Radio Maryja, dające dużą przewagę Kaczyńskiemu), są bardziej wiarygodne. Tylko, że fakt uzyskania ponad dwukrotnej liczby podpisów nie oznacza tego, że musi się to powtórzyć przy urnie. Z wielkim prawdopodobieństwem można napisać, że nie powtórzy się.

Tak dobry wynik zwolenników Jarosława Kaczyńskiego da się wytłumaczyć racjonalnie, i nie jest to trudne.

Continue Reading →

Krwawe karty rzucone

Nie dalej jak dwa dni temu w komentarzu o scenariuszach kampanii wyborczej napisałem, że może się zdarzyć, że jej osnową będzie sprawa wyjaśnienia okoliczności i kulis katastrofy smoleńskiej. W skrytości ducha liczyłem, że jednak tak się nie stanie. A jednak…

Pierwszym sygnałem był film Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego, „Solidarni 2010″, w którym „jeden z wielu Polaków”, jak się potem okazało aktor, zasugerował, że Donald Tusk może mieć „krew na rękach”. Od samego początku w polskim internecie królują teorie spiskowe o domniemanym zamachu rosyjskich służb specjalnych, pracujących zapewne na rzecz polskiego rządu. Przoduje w tych insynuacjach Salon24.pl, którego współwłaścicielem jest dziennikarza „Rzeczpospolitej”, Igor Janke. Ton tym teoriom nadają blogerzy nie ukrywający swojej sympatii dla Prawa i Sprawiedliwości, z pierwszą damą polskiego blogerstwa politycznego, Kataryną, oraz ściśle afiliowani przy „Gazecie Polskiej” Tomasza Sakiewicza „niezależni publicyści”. A „GaPol” jak wiemy, również nie ukrywa tego, że działa na rzecz PiS – i jej szefa, obecnego kandydata tej partii do urzędu Prezydenta RP. Ostatnim sygnałem był wczorajszy program publicystyczny Anity Gargas, „Misja specjalna”, nadany w TVP 1, który już dość niedwuznacznie oskarża rząd Donalda Tuska o zaniechania i zaniedbania przy wyjaśnieniu kulis katastrofy.

Continue Reading →

  • Facebook