
Bronisław Komorowski jest na prowadzeniu wyścigu wyborczego, ale sama Platforma Obywatelska traci dystans do Prawa i Sprawiedliwości, co pokazał ostatni sondaż zrobiony dla Polskiego Radia. Z ponad 20% poparcie zmalało do 4%, a przecież obaj kandydaci, Jarosława Kaczyński i marszałek Sejmu są wyraźnie utożsamiani ze swoimi formacjami politycznymi. Coś trzeba z tym zrobić…
Tak, coś trzeba z tym zrobić, ale nie bardzo wiadomo jak. Jarosław Kaczyński jest dalej kandydatem „wycofanym”, bardziej przypomina awatar, czy hologram, niż rzeczywistego polityka w wyborczym starciu. Nie ma bardzo jest jak do niego się odnieść, ponieważ trudno wejść w interakcję z obrazem, a nie z rzeczywistym człowiekiem. A kampanię wyborczą wygrywa się w zwarciu. Symbole, nawet tak znaczące, jak trumny i znicze nagrobne, mają znaczenie, ale same nie wygrywają. Zdają sobie z tego sprawę oba sztaby wyborcze.
Wczorajsza prezentacja komitetu wspierającego Bronisława Komorowskiego (komitetu honorowego?), w warszawskich Łazienkach, pokazała, że PO nie ma pomysłu. Rzucenie wszystkiego na żywioł, zdanie się na to, że autorytety załatwią wszystko same, wystarczy tylko dać im mikrofon i je eksponować, nie jest pomysłem najlepszym.
Andrzej Wajda powiedział wczoraj, że kampania wyborcza jest czymś w rodzaju wojny domowej. Konsternacja obserwatorów jest duża. Nie dlatego jednak, że Wajda nie ma racji, ale dlatego, że są rzeczy, o których się wie, ale o których nie wypada mówić – publicznie. Słynny reżyser przypomniał, że podział na MY i ONI dalej funkcjonuje, ale linie podziału są zgoła inne, niż jeszcze to było w roku 2005.




Najnowsze komentarze