
Zapisy z czarnych skrzynek musiały zostać ujawnione. I to w takim trybie, ponieważ ich wstrzymanie umożliwiłoby kolejne spekulacje polityczne. Wczorajsze zamieszanie wokół posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego, kazały premierowi Donaldowi Tuskowi podjąć decyzję o natychmiastowym upublicznieniu otrzymanych materiałów.
Przy rozpatrywaniu otrzymanego zapisu – który zostanie zapewne poddany następnym analizom, tym razem już strony polskiej – należy pamiętać o kilku sprawach;
- to co otrzymaliśmy od Rosjan jest uwierzytelnioną kopią zapisu tego, co odczytano z rejestratorów samolotu i jest zapisem z samej kabiny. Jest to jedna z wersji, prawdopodobnie z początku maja. Być może zostały dokonane pewne korekty, o których nie wiemy.
- nie jest to zapis rozmów z pasażerami samolotu poza kabiną, nie jest to również stenogram rozmów załogi samolotu z wieżą – zapis z rejestratora wieży.
Nie jesteśmy w posiadaniu materiału z rozmów pomiędzy kontrolerami w wieży (było ich dwóch), oraz ich rozmowami (telefonicznymi) poza wieżą.
- nie mamy żadnych oficjalnych materiałów dotyczących rejestratorów zapisów stanu technicznego samolotu, poza wypowiedziami strony rosyjskiej (szefowa MAK, gen. Anodina), że nie stwierdzono żadnej nieprawidłowości w działaniu wszystkich urządzeń samolotu. Nie oznacza to jednak tego, że np. ustawienie urządzeń nawigacyjnych nie były prawidłowe…
- stenogram, który nam przekazano ma wiele pustych miejsc (zapisy niezrozumiałe),co wynika z tego, że otrzymaliśmy materiał z odsłuchu nieoczyszczonych taśm czarnych skrzynek.
Co więc otrzymaliśmy w wyniku tego odczytu?
Po pierwsze – piloci prezydenckiego samolotu mieli pełną świadomość tego, jakie warunki panują na lotnisku pod Smoleńskiem w dniu 10 kwietnia 2010 roku. Otrzymali te informacje zarówno od pilota polskiego samolotu JAK-40, który lądował około 70 minut wcześniej, jak i od kontrolerów z wieży. Te
informacje, o mgle, o podstawie chmur, o widoczności poniżej warunków minimalnych na tym lotnisku, kazały dowódcy samolotu, kpt. Arkadiuszowi Protasiukowi powiedzieć do dyrektora Kazany (łącznikowi z prezydentem Lechem Kaczyńskim, jak się przypuszcza), który pojawił się w kabinie, że „W tej chwili w tych warunkach, które są obecnie, nie damy rady usiąść. Spróbujemy podejść, zrobić jedno zajście, ale prawdopodobnie nic z tego nie będzie”. Dyrektor Kazana stwierdził, że „Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić.” To nie jest sygnał, że decyzja o tym, że lądować trzeba, była wyrażona wprost, zanim samolot wystartował z Okęcia. I to nie była decyzja pilota. I to jest właśnie ta presja, o której dość niechętnie wspominał pułkownik Edmund Klich. Nie znajdziemy w stenogramie informacji, czy pilot w trakcie lotu otrzymał dyspozycję (czy może propozycję nie do odrzucenia…), aby wylądował.
Jest jednak zupełnie jasne, że dowódca załogi poddany był, być może niezwerbalizowanej, ogromnej presji. Wydaje się, że dowódcą tego statku powietrznego nie był kapitan Protasiuk, lecz prezydent Lech Kaczyński, zwany w gwarze lotniczej Pasażerem albo Head. Pilot doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jakie będą reperkusje, nie tylko dla niego, jeżeli samolot nie przyziemi na smoleńskim lotnisku…
Kapitan Protasiuk wiedział, że kilkanaście (kilkadziesiąt?) minut wcześniej próbę dwukrotnego podejścia zrobił rosyjski samolot transportowy Ił-76. I odszedł na inne lotnisko. Jednak, w przeciwieństwie do polskiego samolotu, wieża rosyjskiego lotniska mogła mu nakazać odejście na inne lotnisko. Polskiemu pilotowi – nie. Rosjanie oskarżani są przez część polskich komentatorów, że nie zamknęli lotniska. Otóż rosyjskie przepisy mówią wyraźnie, że pilot zagranicznego statku powietrznego sam podejmuje decyzję o tym, czy podjąć próbę lądowania. I jeżeli nawet rosyjski dyspozytor popełnił jakiekolwiek błędy, to odpowiedzialność za lądowanie spadła tylko na polskiego pilota.
Po drugie – wiemy że w kabinie w trakcie samego finalnego podejścia – uwaga! – nie próby, ale podejścia do lądowania – był dowódca sił powietrznych, generał Błasik. Ale zapis i słowa, jakie możemy odczytać ze stenogramu wskazują, że w kabinie (jej drzwiach?) znajdowała się jeszcze jedna osoba z poza załogi. Nie wiemy i prawdopodobnie nie dowiemy się, kto to był.
Kapitan Protasiuk podchodzi do lądowania – praktycznie prosto z trasy, po wykonaniu trzech zakrętów. Bez okręgu. To jest w warunkach braku widoczności bardzo dziwne. Nie jest to próba przyziemienia , lecz jest to lądowanie za wszelką cenę. Wbrew własnemu stanowisku, które wyjawił kilkanaście minut wcześniej. Świadczy o tym to, że pilot po przekroczeniu bariery 100 metrów (pułap decyzji), przy której powinien zaprzestać lądowania i poderwać maszynę, idzie dalej do lądowania, pomimo sygnałów systemu TAWS, pomimo wyraźnie podawanych wysokości poniżej 100 metrów. Zastanawiający jest brak reakcji pilota w ciągu ostatnich kilkudziesięciu sekund przed katastrofą. Brak reakcji na słowa drugiego pilota przy wysokości 90 metrów „odchodzimy”. Zbyt szybkie schodzenie samolotu. Tak, jakby pilot przestał reagować na informacje od naprowadzających go nawigatora i drugiego pilota? i na urządzenia. Mam nieodparte wrażenie z zapisu, że pilot szukał ziemi… o czym również wspominał Edmund Klich.
Większość specjalistów komentujących stenogram zauważa, że praktycznie do wysokości 100 metrów wszystko wydaje się prawidłowe. Dopiero poniżej tego pułapu zachowanie się pilota przestaje być zrozumiałe. Być może odpowiedź jest w zapisach innych rejestratorów.
Materiały, w posiadaniu których jest strona polska wykluczają awarię samolotu, zamach – tak poszukiwany spisek wrażych sił. Nie wykluczają jednak tego, że polski pilot został postawiony przed zadaniem nie do wykonania. A przede wszystkim nie dają odpowiedzi na pytanie – dlaczego pilot zdecydował się na lądowanie, kiedy WSZYSTKIE informacje, jakie były w jego posiadaniu, już kilkadziesiąt minut wcześniej nakazywały odejście na inne lotnisko.
Azrael
* Opracowano na podstawie wcześniejszego materiału autora
————————–
Felieton opublikowany na portalu MojeOpinie.pl





„stenogram, który nam przekazano ma wiele pustych miejsc (zapisy niezrozumiałe),co wynika z tego, że otrzymaliśmy materiał z odsłuchu nieoczyszczonych taśm czarnych skrzynek.”
No właśnie, owe „zapisy niezrozumiałe” były przedmiotem negocjacji na najwyższym szczeblu.
Kto i jakie korzyści osiągnął pozostawiam domyślności zainteresowanych.
Niekoniecznie. Być może zapis w tych miejscach jest tak słabej jakości, że nie da się go odszumić (odszumowić, jak mówił prezenter TVP Info, czyżby mu się z szumowinami kojarzyło?). Cyfrowa obróbka dźwięku to nie magiczny guziczek z filmów i ma granice możliwości.
Mnie przychodzi – tu pewnie kogoś urażę – do głowy, że gen. Błasik musiał być wyjątkowym kretynem. Widzi (na lotnictwie się chyba znał, co?), że piloci pracują w ekstremalnie niebezpiecznych warunkach i w takiej sytuacji tłumaczy beztrosko komuś, niczym przewodnik na wycieczce, jak wygląda procedura lądowania. Za plecami pilotów i nad ich głowami. Generał, nie generał, powinien dostać w pysk i wylecieć z kabiny z hukiem.
ja się nie dziwie, że gen Błasik tak się zachował … to człowiek Prezydenta .. no i jak się przyjrzeć otoczeniu w pałacu na usługach L.K. to poza małymi wyjątkami mało kto był tam orłem ..
Bluźnisz Jolinek,oj bluźnisz!NIe może byc przecież tak,żeby przy restylizowanym na herosa i geniusza Najwybitniejszym Prezydencie Polski od czasów antycznych,pałętali się jacyś nieudacznicy.Toż prezydenckie otoczenie to był niekwestionowany kwiat intelektu, zebrany w jeden bukiet ku większej chwale Prezydenta i Kancelarii Jego.Amen.
Przy KAŻDYM lądowaniu odczytuje się na głos tzw checklist, zawierającą czynności, które należy wykonać (np. wypuszczenie podwozia, zapalenie świateł). Ze stenogramu wiemy (?), że tę listę czytał gen. Błasik. Jeśli w czasie lotu na wys. 100m przełożony zaczyna odczytywać te polecenia, to właściwie jest to rozkaz do lądowania – pilot nie ma nic do gadania.
Czy oczyszczone z szumow czy nie – dostarczone zapisy dosc jednoznacznie pokazuje jak doszlo do katastrofy,kto w tym ma swoj niechlubny udzial , i ze czynnik decyzji (lub jej) brak ze strony Prezydenta RP jest wymowny i dajacy do myslenia.
Naruszenie wszelkich nrom sztuki pilotazu, naruszenie norm i przepisow bezpieczesntwa w ruchu powietrznym.
Chyba wreszcie wytracone zostaja wszlkie argumenty upolitycznienia katastrofy smolenskiej i moze warto sie teraz spokojnie zastanowic nad biegeim wydarzen po katastrofie az do pogrzebu na Wawelu. Inspiracja i pospiech jest nader zrozumiale. Jaroslaw Kaczynski byl przeciez na lacznosci satelitarnej z bratem i uslyszawszwy o zaistnialej targedii mial juz swoj prywatny obraz biegu wydarzen na pokladzie samolotu. Prosze mi uwierzyc – w dniu dzisiejszym ewentualnosc pogrzebu w krypcie wawelskiej byloby niemozliwa.
Wałęsa może mieć rację:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,7965727,Walesa__Przegrana_Kaczynskiego_moze_byc_niebezpieczna.html
tak wszyscy się frapują tymi zapisami ze skrzynki, że nie ma żadnych informacji na portalach o rządowym programie pomocy dla powodzian .. a to przecież oprócz ważnej informacji dla ludzi z terenów powodziowych, także dla gospodarki dobra informacja bo trochę grosza się wyda i PKB może być dobre …
Sadze , ze informacje na temat przyczyn katastrofy beda dozowane i w przeciwienstwie do Azraela uwazam ,ze dowiemy sie kto byl ta tajemnicza trzecia osoba w kokpicie , jak i o tresci rozmow obecnie okreslanych jako niezrozumiale ….
Ludziom w tym kraju generalnie już całkiem odwala. Terlikowski snuje na swoim blogu dywagacje, że jak to możliwe, że w stenogramie słowa użyte przez pilotów w ostatnich chwilach to wezwania do cór Koryntu, a nie jak pisał Fakt (Fakt!) powołujący się na anonimowe źródła (jak zwykle) do Syna Bożego. Widomy dowód na manipulację, zamach i spisek.
Mnie też to zastanawia – to musi być manipulacja określonych sił. Najprawdopodobiej nie było to „o ku..wa”, a „o królowo polski!”
Te określone siły to w tym wypadku Rosjanie, którzy na całego manipulują śledztwem z poddańczym przyzwoleniem Tuska, ale potknęli się na tym nic nie znaczącym szczególe, który Terlikowski wraz z bandą domorosłych ekspertów od mydła, szydła i powidła z Salonu24 natychmiast dostrzegli swym skoliom wzrokiem.
A propos wpisu Romana, nieśmiało przypominam, że Lech Kaczyński w czasie tej rozmowy telefonicznej z bratem, zameldował mu,że jeszcze nie wyladowali i mają opóżnienie.To znaczy,że podjął decyzję i wiadomo jaką.
Czytając stenogram trudno nie zauważyć że wzmożony ruch w kokpicie rozpoczyna się od 10.17 o której to kapitan informuje jak wynika z zapisu stewardesę lub nie rozpoznaną osobę że mogą być problemy z lądowaniem i być może będą lądować na zapasowym. Po tak przekazanej informacji po 6 minutach o godz 10.26 zjawia się zaniepokojony Kazana który po rozmowie z kapitanem wychodzi i wraca po 4 minutach informując kapitana że nie ma decyzji prezydenta. Po jego wyjściu wchodzi ponownie stewardesa i kapitan zadaje jej o 10.31 pytanie – co na mi Basiu? odpowiedzi brak. I po 8 minutach pojawia się głos Błasika wyjaśniający komuś padające komendy pilotów.
Jak widać ruch w kokpicie jak na Marszałkowskiej. Czas w którym załoga
powinna po pierwsze znać decyzje pierwszego pasażera i dwa powinna mieć zapewniony spokój i warunki najwyższego skupienia na wykonywanych czynnościach przez kokpit przewija się kilka osób. To moim zdaniem aż proszenie się o tragedię. Należy współczuć pilotom że przyszło im pracować w takich warunkach. To co szczególnie dziwi to fakt że jest tam ich dowódca generał rzekomo as lotnictwa który ten bałagan i stan urągający wszelkim zasadom bezpieczeństwa toleruje i nie reaguje. Mało tego w sytuacji na 100 metrach pomimo braku widoczności nie zabrania kategorycznie pilotom wykonywania procedury lądowania.
Moje trzy grosze…
Co do „poniżej stu”…
Teraz gdy wróciłem do domu po urlopie i włączyłem tvn24 to można mieć przesyt tematu. Ale gdy wczoraj nad morzem czytałem PDF-a ze stenogramem… to od sytuacji „100 m” czytałem ze zgrozą dalej, pomieszaną ze zdziwieniem/złością/bezradnością/niezrozumieniem itp. Dla mnie osobiście (śmiejcie się lub nie) jest to praktycznie namacalne przeżycie bo skaczę ze spadochronem i o poziomach, poziomach krytycznych decyzji, reakcji, nieprzedłużaniem złych decyzji, itp, itd, cokolwiek wiem… Ze zbliżaniem się nieuchronnym do ziemi włącznie. Jeszcze raz – wybaczcie, wiem że o pilotowaniu samolotu nie wiem nic, ale jednak o pilotowaniu statku powietrznego coś (też kiedyś nie miałem pojęcia że spadochron JEST statkiem powietrznym).
I ja i pilot samolotu patrzymy na wskazania wysokościomierza ciśnieniowego i wg tego podejmujemy konkretne decyzje. Natomiast ja mam obowiązkowy dodatkowy wysokościomierz akustyczny, a pilot/dowódca ma system TAWS – też m.in. akustyczne ostrzeżenia. Po co? A właśnie po to by nie podejmować pochopnych decyzji „na oko”. Zwłaszcza sygnał dźwiękowy ciągły o krytycznej sytuacji jest sygnałem gdy MUSZĘ uruchomić NATYCHMIAST procedurę awaryjną bo prawie pewne że jeśli nic nie zrobię, to po prostu walnę w glebę… Pilot tak samo powinien działać. Ale tego nie zrobił
I dochodzimy do sedna. Normalnie, tfu, bezwzględnie, pilot poniżej 100 m powinien „odejść na drugi krąg”, czyli zaprzestać lądowania i wznieść maszynę. I tu jest punkt najważniejszy. Dlaczego tego nie zrobił. Dla mnie odpowiedź jest nie tyle oczywista, ile sensowna i logiczna. Zbyt wielka presja zwierzchników/sytuacji.
Niestety, w przypadku tej tragedii fakty łączą się z domysłami i hipotezami. Nie ma jedynej, jednoznacznej, popartej faktami i dowodami, wersji wydarzeń. To, jak zawsze w takich przypadkach, stwarza okoliczności dla oszołomskich wersji zdarzeń. Niestety, największymi krzykaczami są ci, którzy nie są świadomi faktów, procedur lotniczych. Po prostu ci, którzy nie znają się na temacie, a jak zawsze są najmądrzejsi. Wielka szkoda, ale co zrobić. Niby każdy ma swój rozum. Tylko żeby jeszcze korzystał z niego tak jak trzeba…
Wydaje sie ze rosjanie odczytali czesc zapisow uwazanych dotychczas za niezrozumiale i wyciagneli oczywiste wnioski ….
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,7969176,_Moskowskij_Komsomolec___zaloga_Tu_154_byla_pod_bezposrednia.html
Zasadne wydaje sie postawienie pytania ,kto przeprowadzil manewr podejscia do ladowania kpt Protasiuk czy gen Blasik ..???
ta… po czym niby wnosisz, że rosjanie odczytali niezrozumiałe fragmenty? bo jakaś rosyjska bulwarówka coś „stwierdziła”? Nasze bulwarówki mówiły, że to zamach…
Dodam jeszcze że życie pokazało że prezydent nie ląduje tam gdzie CHCE, tam gdzie chce może stracić życie a lądować powinien tam gdzie są spełnione chociażby minimalne warunki bezpieczeństwa.Dodatkowo warto w tych domysłach czy analizach pamiętać że to Polacy są w posiadaniu rejestratora cyfrowego parametrów lotu firmy ATM od kilku tygodni. Gdyba zakładać jakiekolwiek przyczyny techniczne a znając realia polskie już dawno byłby o tym przeciek. Oczywiście może powstać pytanie dlaczego do tej pory nie ma oficjalnego komunikatu z tego rejestratora. Warto także wyjaśnić że kontroler lotu nie sprowadza samolotu, jego rola kończy się na podaniu ciśnienia i informacji o pasie startowym. Następnie śledzi samolot na ścieżce i ocenia sytuację na podstawie odległości i wysokości którą powinien otrzymywać z samolotu a jak wiemy takowej nie otrzymywał. Biorąc pod uwagą to wszystko pozostaje tylko jedna opcja pilot podjął wręcz samobójczą decyzję lądowania na ślepo, pytanie tylko co było powodem takiej decyzji. I tu pytanie kto tak faktycznie miał świadomość konsekwencji politycznych rezygnacji z lądowania i odejścia na zapasowe? Moim zdaniem niewątpliwie dwóch ludzi – kapitan samolotu i kontroler Pierwszy starł się wbrew rozumowi wykonać zadanie w obawie przed tymi konsekwencjami a drugi choć miał możliwości nie zakazał lądowania, pytał o stan paliwa, pytał czy pilot już lądował na tym lotnisku, dwa razy podawał ciśnienie i przypominał o konieczności schodzenia na wysokościomierzu ciśnieniowym. Obaj moim zdaniem mieli świadomość jaka się rozpętałaby burza polityczna gdyby nie doszła z powodu mgły wizyta Kaczyńskiego w Katyniu. Rosja zostałaby natychmiast oskarżona o uniemożliwienie lądowania a pilot prawdopodobnie stanąłby przed prokuratorem że nie wykonał postawionego zadania, jego kolega już to przerabiał po Gruzji i gdyby nie obrona MON różnie mogłoby wtedy być. To moim zdaniem było otoczką i presją która pchnęła pilota do wręcz samobójczej próby posadzenia samolotu przy zerowej widzialności. Efekty takich lub podobnych decyzji w Polsce można zaobserwować na wielu przejazdach kolejowych, skrzyżowaniach czy innych odcinkach dróg, taki efekt to także Mirosławiec
Na jakiej podstawie premier Tusk stwiedzil , ze prawda o przyczynach katastrofy bedzie bolesna i trudna do przyjecia dla polakow ?????!!!!!
Czyzby znal tresc rozmowy braci blizniakow tuz przed katastrofa …?
@ Azraelk
Ciekawa analiza : http://pfg.blox.pl/2010/06/Gdzie-byl-general.html
Czy ten watek sprawy nie podjety przez zadnego dziennikarz, nie jest warty glebszej analizy?
Robi sie coraz ciekawiej …
Czyzby to gen Blasik zasiadl w fotelu kpt Protasiuka ????!!!!
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,7977188,Gen__Skrzypczak__Czesto_general_siada_za_sterami_.html
Przyjmuję do wiadomości, że piloci popełnili szereg błędów, nie stosując się do procedur i była to pewnie główna przyczyna katastrofy. Ale jest parę pytań. Pytań zasadnych.
dlaczego kontroler lotów z wieży po rozbiciu się samolotu poinformował załogę jaka, że tu odleciał na inne lotnisko?
dlaczego kontrolera nie zdziwiła dziwna trajektoria lotu i fakt, że samolot zszedł na bardzo niską wysokość na 1,5 km od lotniska? Musiał wiedzieć o jego wysokości, skoro kilkanaście sekund przed rozbiciem dał komendę „horyzont”. O odległości do lotniska też wiedział.
dlaczego kontroler tłumaczył się, że piloci nie podawali wysokości? Nie wiedział na jakiej są wysokości? To jakim cudem wiedział kiedy wydać komendę horyzont?
dlaczego stenogramy są tak nienaturalnie ubogie, dlaczego piloci tak mało ze sobą się komunikowali podczas lądowania, a jedyny komentarz to kurwaaaa” Błasika. Żadnej paniki, żadnych wrzasków, żadnych poleceń. Pogadali tylko o tym, że pogoda jest do tyłka i że pewnie się nie uda, o tym, że Błasik sobie nabija godziny dla gwiazdek. Spadali jak – za przeproszeniem- nieświadome gąski słowa nawet nie mówiąc (tak wynika ze stenogramów). To jest mocno nienaturalne.
Dlaczego dziś się okazuje, że linie energetyczne nie mogły być zerwane przez samolot, bo jak wykazano, w owym czasie samolot znajdował się pareset metrów nad ziemią?
Jeszcze niedawno mówiło się, że ostatnie słowa to „jezu, jezu”. Takie informacje podał prokurator rosyjski, który rzekomo przy pierwszych odczytach skrzynki był. Prokurator… Czyli, że ktoś kłamczuszka. Albo on albo eksperci z MAKu. Jeśli tak, to po jaką cholerę kłamać w takiej kwestii.
Czy radiolatarnie funkcjonowały normalnie, dlaczego załoga jaka zgłaszała uwagi co do ich funkcjonowania, dlaczego strona rosyjska nie przygotowała raportów z „oblotu” lotniska po katastrofie, tylko powiedziała „ok wszystko działa, jest fajnie”. I dlaczego przy tym oblocie nie było naszych „pomocników”?
Co się dzieje z telefonami? Kto je ma i dlaczego nagle tak cicho się o tym zrobiło?
Dlaczego strona rosyjska przekazała nam świstki, które zawierają kilka pełnych zdań (na 40 stron). Po co trzymała to tak długo i gdzie to cudowne urządzenie „odszumiające”, bo ze stenogramów nie widać, żeby było użyte (to mi w sumie przypomina ten sławetny dar strony rosyjskiej – parę tomów akt, które już znamy od dawna).
Dlaczego pilot nie zareagował w żaden sposób na „odchodzimy” nawigatora? Słowa nie powiedział. Normalne?
Pomijam kwestie estetyczno. Nie powiem o dwóch głąbach, które pilnowały parę kilometrów kwadratowych miejsca katastrofy i robiły to tak udolnie, że na allegro można było kupić tyle części samolotu, że można było z nich zrobić sobie nowy. A najlepsze było to jak rosjanie zakomunikowali, że skopali na pół metra ziemię, a później podchodzi reporter do krzaczka a tam… ukryło się urządzenie nawigacyjne z samolotu. Pominę też dzisiejszy „incydent” okradzenia nieboszczyka przez profesjonalnych antyterrorystów… Też nie skomentuję dlaczego 15 razy strona rosyjska odkładała moment przekazania kopii (pewnie im się korektor wyczerpał i musieli wyskoczyć do papierniczego po nowy).
Nawet gdyby ciążyła na pilotach presja, nawet gdyby dostali polecenie w trakcie albo przed lotem, nie tłumaczy to dlaczego załoga zachowywała się w tak dziwny sposób i tak jakby podchodziła do płyty lotniska nie wiedząc, że lotnisko jest 1,5 km dalej. Nie tłumaczy to również, dlaczego kontroler nie reagował. Spał?
Poprawcie mnie jeśli się mylę ale jak u diabła normalny zdrowy człowiek, nawet pod presją króla królów i wodza wszelkich plemion świata, podchodzi do lądowania 1,5 km od lotniska? Bo nie widział lotniska?! to jakiś żart?! W dzisiejszych czasach?! nie może się pilot pomylić o 1,5 km nawet gdyby miał tylko podstawowe dane nt położenia lotniska i swojego własnego a te MIAŁ. Nie mówię nawet o przyrządach pomocniczych. Rozumiem rozbić się obok pasa, bo się „nie trafiło”. Ale 1,5 km? Wina pilotów, kontrolera czy urządzeń?
Wszystkie twe pytania odnosza sie do samego ladowania …..
Dziwnie zadnego zurnalisty nie zainteresowalo dlaczego kto i tak zle zorganizowal ta smolenska eskapade i kto za jej organizacje odpowiada…!!!!
Na koniec gdyby zaloga posluchala rad wiezy i NIE PODJELA PROBY LADOWANIA mimo wszystko , to nie bylo by tych wszstkich twych pytan ..
W dalszym ciagu nie mamy odpowiedzi na najwazniejsze pytanie : DLACZEGO zaloga zdecydowala sie ladowac !
nie ma co gdybać nad rozlanym mlekiem. Mleko się rozlało, bo butelkę postawiono na krawędzi stołu. nie w każdym jednak przypadku tak postawiona butelka by się przewróciła. I nie rozbiła by się 5 metrów od stołu tylko pod nim. Gdyby postawić butelkę na środku stołu, pewnie nic by się nie stało, albo gdyby odesłać ją do lodówki.
Pretensje można mieć do siebie. Ale po samobiczowaniu za głupi błąd, po pokutach, pielgrzymkach do kalwarii, po nieprzespanych nocach wywołanych wyrzutami sumienia, przychodzi czas aby dowiedzieć się, jaki czynnik bezpośrednio wpłynął na przechył butelki, dlaczego sąsiad mówił, że mu mleko kapie z sufitu skoro jest to prawie niemożliwe, dlaczego mleko rozbiło się głupio 5 metrów od stołu. Wiatr? nierówny stół? Wibracje stołu od przejeżdżającego tramwaju? Czysta ciekawość wobec rzeczy niemożliwej. Za postawienie butelki na krawędzi już odpokutowaliśmy, i przyszedł czas zająć się kwestią 5 metrów.
Tylko Polak mógłby po kilku litrach mleka rozlewanego na podłodze, stawiać z uporem kolejne butelki na krawędzi. Nie wyobrażam sobie, żeby miało się to powtarzać, a jeśli tak nie będzie i nic się nie poprawi, wyjeżdżam z tego kraju. Bo głupoty nie lubię.
Pierwsza sprawa to czy tylko piloci popełnili te błędy? moim zdaniem oni lądowali na ślepo i wieża z kontrolerami na tak wyposażonym lotnisku nie była im w stanie pomóc. Było to moim zdaniem konsekwencją decyzji o lądowaniu w takich warunkach i na tak wyposażonym lotnisku, pytanie tylko kto ją podjął? Słuchając wypowiedzi pilotów jak i to co mi podpowiada własne doświadczenie takiej decyzji sami piloci raczej nie podjęli. Nie podjęli z racji tej iż zawód pilota to dosłownie wbite do głowy procedury bezpieczeństwa.
Natomiast rola kontrolerów jak ja próbuje się ocenić to trzeba pamiętać że lotnisko w Smoleńsku to lotnisko o III najniższym stopniu bezpieczeństwa który to stopień wynika głownie z ubogości wyposażenia w sprzęt nawigacyjny. Reasumując ma wrażenie że ta katastrofa to w sumie nałożenie się wielu przyczyn którym początek dała błędna decyzja łamiąca wszystkie procedury bezpieczeństwa o lądowaniu podjęta poza kokpitem. Natomiast już w wykonaniu samej procedury mam wrażenie kluczowymi było błędne postanowienie lądowania na autopilocie i praca nawigatora (wysokościomierz ciśnieniowy wszystko wygląda że nie zostało prawidłowo wprowadzone ciśnienie podane przez kontrolera)
najbardziej realne przyczyny – korzystanie z autopilota poniżej pułapu decyzyjnego (ale nie wiemy, -bo nikt nie powiedział wprost- czy i kiedy autopilot został wyłączony), sugerowanie się danymi z radiowysokościomierza, który pokazuje wysokość względem ziemi a nie lotniska a wiadomo, że ukształtowanie terenu przed lotniskiem smoleńskim jest jak sinusoida – górki i dołki (w tu są 3 wysokościomierze, gdyby podawały różną wysokość coś w stenogramie by się o tym pojawiło, a poza tym to nie byl pierwszy lot pilotów na smoleńsk i dobrze wiedzieli, że przy takim uksztaltowaniu terenu odczyty z radio.. to rosyjska (hehe) ruletka). Urządzenia nawigacyjne lotniska podawały złe dane a kontroler je przekazywał nieświadomy tego (może te nieszczęsne radiolatarnie jednak były popsute)