Zapiski zza Atlantyku – 20. sierpnia

Wojna o małżeństwo


W ubiegłym tygodniu, w Kalifornii, sędzia, Vaughn R. Walker uznał, że 8. poprawka, zabraniająca małżeństwa pomiędzy osobami tej samej płci jest niezgodna z konstytucja Stanów Zjednoczonych. Geje w Kalifornii, tak jak i heteroseksualni, wreszcie mogli zawrzeć związek małżeński. Decyzja sędziego wzbudziła oburzenie wśród tych, którzy uważają, że małżeństwo to związek pomiędzy kobietą i mężczyzną – i ogromna radość w środowisku gejowskim. Jakkolwiek nie była to decyzja ostateczna, gdyż została wniesiona apelacja do Sadu Najwyższego, który zadecyduje czy 8. pioprawka rzeczywiście była niezgodna z Konstytucją USA.

Definicją małżeństwa jest związek pomiędzy kobietą i mężczyzną. Celem małżeństwa jest prokreacja. Jednak czasy oraz obyczaje uległy tak wielu zmianom, że tak naprawdę trudno określić czym jest związek małżeński. Coraz więcej małżeństw ulega rozpadowi; ludzie zawierają po kilka związków lub żyją bez oficjalnego potwierdzenia, ze są para. W erze tabloidów, 24/7 mediów, internetu nic nie da się ukryć. Ludzie deklarują miłość do końca życia, a potem rozwodzą się, twierdząc, że związek był totalną pomyłką. Duży procent Amerykanów uważa, że małżeństwo to związek pomiędzy kobietą i mężczyzną, ale coraz większa grupa jest za tym aby małżeństwo było definiowane jako związek pomiędzy dwojgiem ludzi, oparty na obopólnej zgodzie, poświeceniu oraz miłości. Przeciwnicy zalegalizowania związków pomiędzy osobami tej samej płci uważają, że tego typu małżeństwa zagrożą idei rodziny. Według nich związki pomiędzy gejami, legalne czy nie są nienaturalne oraz niemoralne. Według kościoła, związek małżeński może być tylko pomiędzy kobietą i mężczyzna, jest to sprawa odpowiedzialności moralnej w stosunku do społeczeństwa i każdy inny związek jest nienormalny, a ludzie w takich związkach powinni być leczeni.

Geje zawsze chcieli tego co wszyscy inni obywatele – mieli prawo do posiadania takiego prawa. Ukrywali się ze swoimi preferencjami, gdyż homofobia powodowała często na nich ataki, zwolnienia z pracy, czy prześladowanie. W 1989 roku, dwóch autorów, gejów, Marshall Kirk oraz Hunter Madsen w swojej książce pt.”Jak Amerykanie mogą pokonać strach przed gejami”, stwierdzili, że geje muszą być przedstawieni jako ofiary, którym odebrano prawa zagwarantowane w Konstytucji USA. Społeczność gejowska jest bardzo duża w USA i od wielu lat działa bardzo aktywnie aby mieć reprezentantów w Kongresie wspierających prawa gejowskie. Przeciwnicy związków małżeńskich pomiędzy gejami twierdza, ze nie maja nic przeciwko, żeby geje zawierali cywilne związki. Nie zgadzają się jednak aby geje mieli takie same prawa jak oni. I niby nie ma to znaczenia, jeżeli nie jest się gejem. Ze względu na brak legalizacji związków, osoby tej samej płci, żyjący razem wiele lat, nie mogli decydować o leczeniu swojego partnera, nie mogli dziedziczyć, otrzymać renty po zmarłym, nie mogli otrzymać ubezpieczenia z racji bycia w związku, czy dostać wolne dni w wypadku choroby czy śmierci partnera. Społeczeństwo nadal patrzy z odrazą na pocałunki pomiędzy osobami tej samej płci, często wyśmiewając ich i wytykając ich palcami. Mimo, że sitcomy oraz filmy często ukazuje podobne sytuacje, homofobia jest nadal wielka wśród Amerykanów.

Niedawno stacja telewizyjna Showtime pokazała film dokumentalny pt. „Outrage” czyli „Gniew”, ukazujący jak wielu polityków w USA ukrywa fakt, że są gejami robiąc wszystko aby nikt się o tym nie dowiedział. Aby być wybranym na stanowiska polityczne, zawierają związki małżeńskie mając nadzieję, że nikt się nie dowie. W swoich działaniach posuwają się nawet do tego, że kiedy Kongres ma zadecydować na temat spraw dotyczących gejów, glosują przeciwko grupie, do której nalezą. Kilka ważnych osób: David Melhman, lansował byłego prezydenta George W. Busha jako anty gejowskiego konserwatystę, aby dostać poparcie kościoła ewangelickiego. Jim McCrery, Republikanin z Louisiany, który miał stosunki seksualne z mężczyznami, głosował przeciwko pomocy zarażonym na HIV/AIDS, oraz małżeństwom pomiędzy gejami. Charlie Christ, gubernator z Florydy, który będzie kandydował na prezydenta USA w 2012, który glosował przeciwko związkowi małżeńskiemu pomiędzy gejami, oraz prawem do adopcji, miał kilka związków z mężczyznami, ale aby jego wizerunek był lepszy, ożenił się mając nadzieję, że tym zamknie buzie krytykom. Kelly Heyniger, która Christ zamierzał poślubić, powiedziała, że nie może nic obecnie powiedzieć, ale jak zapytają ją za 10 lat to będzie w stanie opowiedzieć ciekawą historię na temat gubernatora. Warto przytoczyć również przykład Mary Cheney, córki Cheney’a, która żyje w otwartym związku gejowskim. Mary Cheney, wykorzystując pozycje ojca, nie zrobiła nic aby pomoc społeczności gejowskiej, wręcz przeciwnie, popierała politykę ojca oraz Busha, która dyskryminowała gejów. Film pokazuje nadal istniejącą hipokryzje oraz homofobię w USA, kraju „zacofanego moralnie”, jest prośba o wysłuchanie, zdesperowanym krzykiem o prawdę, oraz zrozumienie mniejszości, która przez lata obrzucano epitetami i wyśmiewano.

Jest to smutny i poważny dokument poruszający ważną sprawę, sprawę życia wielu ludzi. Prezydent Obama został wsparty przez społeczność gejowską, która miała nadzieję, że wstawi się za nimi. Jednak Prezydent Obama jest politykiem w kraju gdzie Muzułmanów porównuje się do Nazistów i uważa, że dzieci emigrantów to przyszli terroryści, którzy za 20 lat udowodnia Amerykanom, że nie należy dawać praw emigrantom. Republikanie są otwarcie przeciwko zalegalizowaniu związków małżeńskich pomiędzy gejami, Demokraci są podzieleni w zależności od miejsca, które reprezentują. Obecnie temat ten budzi dużo kontrowersji, ale za kilka lat nie będzie. W ostatnich latach obyczaje oraz sposób w jaki ludzie żyją uległy dużym zmianom. W niedalekiej przyszłości prawie wszystko będzie akceptowane.

Pozdrowienia z Chicago

Wigg

——————

Do normalnego pisania wracamy od poniedziałku. Pozdrawiam – Azrael

12 Thoughts on “Zapiski zza Atlantyku – 20. sierpnia

  1. Współczesny problem który mamy to rozwikłanie i poukładanie relacji pomiędzy takimi pojęciami jak: szczęście, wolność, odpowiedzialność, tolerancja w kontekście powoli rosnącej dominacji humanizmu. Sprawa niełatwa i wymagająca czasu. Istniejący obok kodu genetycznego kod moralny zawarty w dekalogu stanowiący spoiwo trzech głównych nurtów religijnych, a jednocześnie będący fundamentem naszej cywilizacji w zasadzie niczemu nie przeszkadza ale jednocześnie nic nie ułatwia. Mam wrażenie że trochę się cofamy w czasie w sprawach traktowania obowiązku i odpowiedzialności za efekty powiedzmy tzw małżeństwa. Do tych efektów coraz częściej przykłada się mniejszą wagę preferując prawo do szczęścia jednostki. Jak się dalej potoczą sprawy chyba zależeć będzie od tego czy znajdziemy środek prowadzący do równowagi pomiędzy wcześniej wymienionych pojęć. Czym prędzej się to stanie tym lepiej i bezpieczniej. Dlaczego? ponieważ uważam że idea humanizmu obecnie z racji przywiązywania zbyt dużej wagi do prawa do szczęścia jednostki nie chce zauważać innych problemów, w tym właśnie odpowiedzialności rozumianej i odnoszonej jedynie do jednostek nie zwracając należnej uwagi większym podmiotom społecznym.

  2. stary wilk on 22/08/2010 at 13:08 said:

    @ Andrzej
    Wolność jednej jednostki nie ma prawa naruszać wolności innej jednostki. Odpowiedzialność związana jest ze skutkami postępowania każdej jednostki względem siebie i innych, bowiem zasadą powino być współdziałanie dla wspólnej korzyści bez niczyjej krzywdy. W ramach wzajemnej toleracji natomiast kwestie korzyści i krzywdy należy ustalać w myśl starej zasady złotego środka. Jeśli tego będziemy się trzymać – będziemy mieć szanse na szczęście, szeroko rozumiane, a nie wyłącznie indywidualne.

    @ autor
    W świetle prawa małżeństwo to prawnie usankcjonowany związek dwóch osób heteroseksualnych, dający w rezultacie ściśle określone korzyści prawne. Takie same korzyści prawne powinny być udziałem osób homoseksualnych w związku partnerskim. Żadne kody genetyczne, normy moralne, tradycja, a także rozmaite „autorytety”, nie powinny tego principium naruszać. Będziemy wtedy nie tylko szczęśliwsi, ale i normalniejsi.

    Homoseksualizm ma spory związek z genetyką i gospodarką hormonalną organizmu, o czym warto wiedzieć. Jeszcze nie tak dawno planowo zawlczana była leworęczność, co było całkowicie idiotyczne, bo nie jest to choroba, którą można wyleczyć. Ma ona podobną biologiczno-chemiczną genezę i jest związana z kształtowaniem się w mózgu ośrodków sterujących, pod wpływem rozmaitych bodźców zresztą. Dziś nikt już nie zmusza leworęcznych do praworęczności. Czas więc, by i homoseksualizm został w pełni zaakceptowany, także prawnie.

    Warto zainteresować się wiedzą. Nie będziemy wtedy niewolnikami przesądów i nie zawsze najmądrzejszej tradycji.

  3. stary wilk on 23/08/2010 at 09:09 said:

    @ Andrzej
    Wolność jednej jednostki nie ma prawa naruszać wolności innej jednostki. Odpowiedzialność związana jest ze skutkami postępowania każdej jednostki względem siebie i innych, bowiem zasadą powino być współdziałanie dla wspólnej korzyści bez niczyjej krzywdy. W ramach wzajemnej toleracji natomiast kwestie korzyści i krzywdy należy ustalać w myśl starej zasady złotego środka. Jeśli tego będziemy się trzymać – będziemy mieć szanse na szczęście, szeroko rozumiane, a nie wyłącznie indywidualne.

    @ autor
    W świetle prawa małżeństwo to prawnie usankcjonowany związek dwóch osób heteroseksualnych, dający w rezultacie ściśle określone korzyści prawne. Takie same korzyści prawne powinny być udziałem osób homoseksualnych w związku partnerskim. Żadne normy moralne, tradycja, a także rozmaite „autorytety”, nie powinny tego principium naruszać. Będziemy wtedy nie tylko szczęśliwsi, ale i normalniejsi.

    Homoseksualizm ma spory związek z genetyką i gospodarką hormonalną organizmu, o czym warto wiedzieć. Jeszcze nie tak dawno planowo zwalczana była leworęczność, co było całkowicie idiotyczne, bo to także nie jest choroba, którą można leczyć. Ma ona podobną jak i homoseksualizm biologiczno-chemiczną genezę i jest związana z kształtowaniem się w mózgu ośrodków sterujących jeszcze w życiu prenatalnym, pod wpływem rozmaitych bodźców zresztą. Dziś nikt już nie zmusza leworęcznych do praworęczności. Czas więc, by i homoseksualizm został w pełni zaakceptowany, także prawnie.

    Warto zainteresować się wiedzą w tym względzie, która stale się poszerza. Nie będziemy wtedy niewolnikami przesądów i nie zawsze najmądrzejszej tradycji.

  4. Jiima on 23/08/2010 at 10:58 said:

    Nie zgodzę się z tym stwierdzeniem. Nie chcę marudzić, ale coraz częściej postrzegam religię jako rodzaj patologii społecznej, niestety, żadna religia (nie mylić z wiarą) nie przysłużyła się generalnie in plus swoim wyznawcom, a zawsze funkcjonowała jako siła anty-postępowa i blokująca rozwój… zwłaszcza gdy rozwój mógł zagrozić stałym wpływom do kasy danej świątyni.
    „Głównych” nurtów religijnych jest nieco więcej niż trzy, z czego jeden nie trzyma się jakoś specjalnie owego „kodu moralnego” dekalogu, więc nie przeceniajmy jego roli. Z resztą poza dziwnymi prikazami typu zakaz „pożądania rzeczy bliźniego” (do których należy również służąca i żona, a więc bliźnim z założenia może być tylko facet skoro potępiamy związki jednopłciowe) inne społeczności świata również tępiły antyspołeczne zachowania takie jak zabójstwo „swoich” (w odróżnieniu od zabijania „obcych” które na ogół jest uznawane za bohaterstwo i akt patriotyzmu), kradzieże czy dobieranie się do nie swoich małżonków. Również w kwestii szacunku do rodziców to narody dalekiego wschodu spokojnie wygrywają z cywilizacją judeochrześcijańską. I nie ma nic w tym dziwnego, większość tych zakazów nie jest „moralna”, ustanowiona przez „boga” ani będąca „prawem naturalnym”, tylko całkiem logiczna i pragmatyczna, zwłaszcza w prymitywnych warunkach w których się tworzyły.
    Co do szczęścia jednostki i szczęścia społeczeństwa – społeczeństwo składa się z jednostek i w zasadzie temat należy uznać za zamknięty. Dopóki jednostki dążą do swojego szczęścia bez odbierania prawa do szczęścia innym, wsio w pariadkie. Wbrew pozorom i propagandzie niektórych szkół filozoficznych (na ogół powiązanych z kościołem) nie oznacza to zaraz egoizmu. Człowiek może *lubić* pomagać innym, taka postawa powinna być promowana i jest częścią uspołeczniania. Ale nigdy nie powinno się promować postawy poświęcania siebie i swoich potrzeb dla bliżej niezdefiniowanego „społeczeństwa”, „narodu”, „ludu bożego” czy whatever, w ten sposób zwykle rodzą się nieszczęścia…
    Co to ma do homoseksualizmu i małżeństw? Szczerze nie wiem. Czy ich szczęście zagraża społeczeństwu? Czy to że dziewczyna mojej przyjaciółki będzie mogła ją odwiedzać w szpitalu odbędzie się kosztem szczęścia innych (oprócz oczywiście grupki nietolerancyjnych bigotów, ale osobiście uważam, że to że ktoś jest nieszczęśliwy z tego powodu że na przykład słońce jest żółte a nie zielone to nie jest powód by się nim przejmować)?

  5. Jeśli już to z którym twierdzeniem się nie zgadzasz? Można różnie oceniać wpływ religii jako takich na rozwój cywilizacyjny, chociaż mam podobny może bardziej ostrożny osąd w kontekście na ile się one przysłużyły ludzkości. Jednak uważam że raczej trudno sobie wyobrazić tenże rozwój cywilizacyjny bez ich udziału. Oczywiście że nie można stawiać znaku równości pomiędzy pojęciami wiary i religii jednak są one nierozłączne z racji tej iż religia jest niczym innym jak instytucjonalizacją wiary. Dalej uważam że dla naszej cywilizacji najważniejsze obecnie są trzy systemy religijne które wywodzą się z tego samego pnia. Daleki wschód o którym piszesz to jednak nie religie a w dużej mierze systemy filozoficzne. Nie przeceniam roli dekalogu a jednak nie można pominąć faktu że to na nim wyrosła cała cywilizacja zachodu. Trudno wskazać bardziej uniwersalny kod moralny. Szczęście społeczne nie jest jak starasz się powiedzieć prostą sumą szczęścia poszczególnych obywateli i w tym problem. Nie nazwałabym stanu relacji pomiędzy zachodem a wschodem że tenże wschód wygrywa, moim zdaniem raczej coraz bardziej widać że potrzebują się nawzajem aby przetrwać.
    Odnośnie ostatniego akapitu, ja nie pisałem jedynie w kontekście szczęścia a cyt. Współczesny problem który mamy to rozwikłanie i poukładanie relacji pomiędzy takimi pojęciami jak: szczęście, wolność, odpowiedzialność, tolerancja w kontekście powoli rosnącej dominacji humanizmu.
    Stan równowagi to stan w którym relacje pomiędzy tymi pojęciami w wymiarze praktycznym są w pełni przestrzegane i akceptowane. I w tym momencie dotyczy to właśnie mniejszości seksualnych czy każdych innych które funkcjonują w społeczeństwie.

  6. ewa on 24/08/2010 at 09:31 said:

    A jednak Jiima !!!. Kościł chrześcijański miał wiele ciekawych nurtów ( wschodnio-konstantynopolski, katarski, luterański, templariuszy). Wszystkie przez ten Kościół zostały wytępione . Kościół watykański wywalczył sobie okrucieństwem monopol religii chrześciańskiej . Nie jset on ani morakny ani społeczny, ani ematyczny ani też miłosieny. Pro-cywilizacyjny – wątpię. Współczesna hipokryzja wiązana z seksulanością człowieka jest też tego efektem. Erotytka ludzka i poszukiwanie jej w jakieś formie seksulaności jest tak stara jak ludzkość. Nie ma tu ani mniejszości ani większości. Gdyby kościł po prostu odczepił sie od tego tematu ( jakże mu bliskiego, bo zakazanego w jego strukturze) te relacje mogłyby się poukładać. Człowiek bowiem cywilizuje się wbrew kościołowi a nie w harmonii z Szkoda, że hierarchowie tego nie widzą i nie czują.

  7. Jednak Ewo religie mają wpływ na proces cywilizacyjny. Tak się stało iż w większości świat zachodni jest pod wpływem religii głownie trzech wyrastających z tego samego pnia natomiast w przypadku świata wschodniego można zauważyć znaczne wpływy systemów filozoficznych. Różnica jest zasadnicza, ponieważ systemy religijne skupiły się na osiąganiu zagwarantowania sobie przez człowieka życia po śmierci wykorzystując jego naturalny strach z faktu jego niedoskonałości wynikający z skończoności jego życia. Natomiast systemy filozoficzne wschodu obrały kierunek głównie na doskonalenie jego życia doczesnego. Stad też moim zdaniem przyszłość jaśniejsza jest przed właśnie społeczeństwami wschodu pomimo osiągnięć zachodu. Natomiast rola chrześcijaństwa w procesie cywilizacyjnego rozwoju jest bardzo skomplikowana od można powiedzieć motoru do hamulcowego. Skomplikowana bo skomplikowane były sposoby zdobywania i utrzymywania władzy nad ludźmi, a nad tym skupiała się i skupia obecnie Kościół. Sednem i treścią jego istnienia była zawsze i jest obecnie władza nad ludźmi. Humanizm jest obcy Kościołowi, ba nawet wrogi tak jak wrogim jest liberalizm. Stąd też demokracja jest traktowana przez Kościół jako choroba współczesności, która przeminie i wrócimy do normalnego panowania.

  8. ewa on 25/08/2010 at 10:13 said:

    A jak tak Andrzeju to OK. Dlatego wolę anropozofię ( szczególnie R.Steinera) lub jungowską filozowię człowieka i jego nadświadomości zespolonej z arechtypem i poszukującym miserium w sobie i wokół.

  9. Pan Rudolf mnie nie przekonuje i nie gustuje w zanurzaniu się w mistycyzmie, Jung także do mnie nie przemawia. Jestem przekonanym agnostykiem, stąd bliskie mi są poglądy Wilsona czy mniej z racji kurzu czasu Huxley,a.

  10. ewa on 25/08/2010 at 13:44 said:

    No i super – a właśnie z tą różnorodnością i prawem do wyboru własnej ściezki bez deptania ogródka sąsiadów walczy zaciekle kościól katolicki. Dlatego uważam, że nie „z” lecz wbrew kościołowi rozwijamy się duchowo lub też mentalnie – co chyba jest stawniejsze dla przekonanego agnostyka – ergo CYWILIZACYJNIE. Pozdrawiam

  11. Może nie wbrew, bo może to być rozumiane jako ” na złość” czy ” na przekór” Moim zdaniem rozwój cywilizacyjny jest efektem aktywnej, twórczej a czasami destrukcyjnej natury człowieka. Kościół jako taki próbował i próbuje ten trend naturalny kanalizować . Udawała mu się to pod mocą częściowo bata lub innych gróźb ten scenariusz realizować ale jak widać coraz ciężej mu to idzie. Od zawsze sakrum czy mit był wykorzystywany do władania duszami, tak się i dzieje obecnie. Mit w naszej XXI wiecznej rzeczywistości przynajmniej w Polsce ma wielkie znaczenie i chyba długo się to jeszcze nie zmieni. Obym się mylił.

  12. ewa on 26/08/2010 at 11:25 said:

    Obyś się Andrzeju mylił. Wszak cyklicznie po okresach zastoju i jakby marazmu nastpuje znaczne przyspieszenie i gwałtowane zmiany „nie wiadomo” dlaczego. To tak jakby za zasłoniętą kurtyną następowała zmiana dekoracji i dopiero po jej podniesieniu dziwimy się, że to nie jest już ten spektakl. A powracając do związków malżeńskich , czy partnerskich. to uważam, że wielkim krokiem naprzód jest dostrzeżenie tego stanu jako rownoprawnego i wywodzacego się ze złożonej natury człowieka. Toczące się dyskusje, powoli ale coraz bardziej zbliżają nas do akceptacji odmienności ( rasowych, seksualnych, kulturowych itp) a to stwarza nadzieję, że mit mażeństwa – chocby bylejakiego, ale jako związku mężczyzny i kobiety – będzie ewoluował.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

  • Facebook