
Co pozostało z Sierpnia ’80? I czy rzeczywiście pisanie o tamtym miesiącu z dużej litery, teraz, kiedy patrzy się po 30 latach na to, co robią uczestniczy tamtych wydarzeń jest uprawnione? Tak, jednak tak.
Do świadomości społecznej może zostać wtłoczone wiele różnych opinii i przesłań z tamtego okresu, natury politycznej, społecznej. Ale chyba najważniejsze było to, że w sierpniu 1980 roku Polacy zrobili najważniejszy krok ku wolności. Nie tylko wolności państwa, ale również wolności osobistej, swoich poglądów, dążeń i marzeń. To chyba jest najważniejsze przesłanie. Korzenie tego wybuchu wolności są w Październiku ’56 i w wydarzeniach grudnia 1970. Zwieńczeniem tej drogi ku wolności – suwerenności państwa i swobodzie obywateli – jest rok 1989, Okrągły Stół i wyborczy 4 czerwca. Nie da się oddzielić tych wszystkich wydarzeń i jeżeli chcemy zrozumieć, co się tak naprawdę stało w Gdańsku, w roku 1980, to musimy na to patrzeć jako na część procesu.
Należy pamiętać, że „Solidarność” to nie Lech Wałęsa, Anna Walentynowicz, Henryka Krzywonos, Krzysztof Wyszkowski, Zbigniew Bujak, ale setki tysięcy bezimiennych działaczy, robotników i inteligentów. To oni stanowili wartość tego ruchu. I to oni są prawdziwymi udziałowcami „S”. Tymi, którzy mają prawo do tego, aby czuć się spadkobiercami tamtego ruchu. Nie politycy, a już na pewno nie związek zawodowy, działający obecnie i noszący historyczną nazwę i logo tego z przed 30 lat. NSZZ „Solidarność”, kierowana przez Janusza Śniadka nie ma kompletnie nic wspólnego z ruchem robotniczym, a później również społecznym i opozycyjnym, który narodził się w roku 1980.
Obchody 30. rocznicy Porozumień Sierpniowych, których głównym wydarzeniem miał być uroczysty zjazd NSZZ „Solidarność”, pokazały, że dzisiejszy związek jest niczym innym, niż przybudówką Prawa i Sprawiedliwości. Wydarzenia, jakie rozegrały się wczoraj w Gdyni, pokazały, że dzisiejsza organizacja jest lojalna i w pełni oddana tylko jednej sile politycznej. Z wartości, jakie reprezentował związek w roku ’80 i przez całe lata osiemdziesiąte, nie zostało zupełnie nic. To co zobaczyliśmy w przekazach medialnych, nie było żadnym świętem, lecz polityczną i propagandową akcją syndykalistycznego związku zawodowego, skierowaną przeciwko rządowi. Nałożyło się na to wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego, który również nie przyjechał do Gdyni świętować, lecz załatwić swoje polityczne i osobiste interesy i porachunki. Dobrze, że ostatnie resztki honoru związku uratowała Henryka Krzywonos…Ona jako jedyna przeciwstawiła się chamstwu i pieniactwu, jakie panowało na sali, ona jedyna potrafiła się przeciwstawić próbom manipulacji, jakich usiłował się dopuścić Jarosław Kaczyński, przedstawiając nieprawdziwy obraz wydarzeń w Stoczni Gdańskiej.
Wiele osób się dziwiło, dlaczego rząd i sam Donald Tusk nie nadali obchodom 30. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych wymiaru państwowego. Miałoby to podnieść ich rangę, być także wyraźnym sygnałem dla zagranicy, przypominającym, że przemiany w Europie, upadek komunizmu nie zaczął się od upadku Muru Berlińskiego, ale od powołania polskiego ruchu obywatelskiego. Ale Tusk doskonale zdaje sobie sprawę, że prawdziwe święto będzie przykryte przez doraźne działania i spory polityczne. Że święto tamtej, prawdziwej „Solidarności” zostanie zawłaszczone przez układ polityczny Prawa i Sprawiedliwości i obecnego związku. I że ludzie, którzy tworzyli tamten ruch, 30 lat temu, zostaną pozostawieni sami sobie.
Trzeba jednak również to wyraźnie powiedzieć, że tak jak ruch i związek „Solidarności” nie były jednością 30 lat temu (o czym wspomina w swoim artykule w „Rzeczpospolitej” Waldemar Kuczyński, mówi o tym także historyk UJ, prof. Antoni Dudek), tak teraz te podziały tylko się pogłębiły i zamieniły w głębokie rowy nie do przeskoczenia. Są skłóceni ze sobą, pełni żalów, pychy, zadufania. Pewnym symbolem tego, co się stało z ludźmi Sierpnia ’80 jest to, że dziś, w rocznicę podpisania porozumień ma zostać ogłoszony wyrok sądowy, w sprawie którą wytoczył Lech Wałęsa Krzysztofowi Wyszkowskiemu, o pomówienie…Wielu z nich zachowuje się konformistycznie, zapominając, że podstawową wartością tamtych dni była odwaga i solidarność. Ta prawdziwa, ludzka.
Azrael
————————-
Felieton opublikowany na portalu MojeOpinie.pl




Z sierpnia pozostał nam dziś niecały dzień, czyli 1/30. Z Sierpnia, po 30 latach jeszcze mniej. Dodałbym, że dzisiejsza „S” działa na szkodę nie tylko rządu, ale gospodarki, państwa i demokracji.
smutna konstatacja:
jak niewiele różnią się obecni „związkowcy” spod znaku „S” od bojówek „robotniczych” tamtych,słusznie minionych czasów.Podobne postury,podobny błysk w oku i niezachwiana pewność własnych racji.
Co nam pozostalo z Sierpnia 80?
widac to bylo na zjadowej sali Solidarnosci w Gdansku.To czysta kompromitacji Polski i Polakow,to dramat dla tych ktorzy i w grudniu 70 i pozniej az do proumien sierpniowej nie szczedzili sil dla okreslonej ideii. Disiaj blazny i cwaniaki porzypisuja sobie wiodace zaslugi w porozumeiniach sierpniowych. Takiego cynizmu i chamstwa dawno nie widzialem plus zatrwazajacy brak kultury.Tak jak potraktowano i Tuska i Komorowskiego raczej pasuje do prostackiej karczmy gdzie zebrali sie po mszy wietej ubrani w garnitury ze sloma w butach prymitywni rodacy.
Brak slow na to wszystko i chyba lepiej bedzie zrezygnowac z organizowania tak gromadnych „uroczystosci”. No b o dla kogo?
Co zostało z Solidarności z tamtych lat? Palacze.
Została nam cała czereda uzurpatorów w rodzaju Jarosława Kaczyńskiego, który był tak wielkim opozycjonistą, że nie dość iż nie chcieli go internować, to jeszcze musieli mu teczkę sfałszować.
Również przenajświętszy kościół dzisiaj zbierający profity za walkę z komunizmem, gdy przyszły sierpniowe dni 1980 roku krytykował ruchy strajkowe. A gdy wprowadzono stan wojenny zachowując minimalne pozory niezadowolenia Kościół de facto zachował neutralność w zamian za profity materialne (właśnie wtedy zaczęła się masówka jeśli chodzi o budowę świątyń i sanktuariów).
No i wreszcie dzięki sierpniowi 1980 roku mamy mit, jakoby ludzie pod bramą stoczni gdańskiej, czując że mają takie same żołądki, nie walczyli o większe przydziały cukru i mięsa, a o wolność dla Polski i całej zniewolonej części Europy.
Największym pozytywem była eksplozja polskiego rocka, gdyby nie to pewnie doszłoby do kolejnej masakry w rodzaju Postania Warszawskiego. Utwory jakie zostały nam z lat 80-tych, niosą jakość nieznaną dzisiejszej muzyce.
… a mimo wszystko Komuna padła, Sojuz się rozleciał. Niech wam Kaczor i pozagrobowa zemsta Bezpieki (teczki) nie psuje humorów. Nasz kraj jest wolny i z powszechnej głupoty i zabobonu też się wyzwoli…
Z Sierpnia została nam nadzieja i optymizm, na przekór patologii jest lepiej!
Nie stawiał bym pytania co nam pozostało, bo pozostało wiele i to widać na każdym kroku. Z tych większych wymienię Polską w UE i NATO. Natomiast wczorajszy zjazd związku był dla mnie normalnym i znając jego obecne oblicze nie należy się dziwić że tak się działo. Solidarność 80 roku to nie to samo co Solidarność 89 czy tym bardziej Solidarność ze Śniadkiem na czele. Trzeba pamiętać że Śniadek walczy o życie, jak o życie walczą wszyscy związkowcy na wybrzeżu. Sytuacja tak się zmieniła, że do głosu w Solidarności i jej władzach najprawdopodobniej dojdą związkowcy ze Śląska. Sprawa druga to nie od dziś Związkowcy z Solidarności szukają synekur politycznych i znajdowali je skutecznie w różnych partiach.
Błąd polegał moim zdaniem na tym że włączono zjazd Związku Solidarność w program obchodów święta państwowego z okazji Sierpnia 80. Zadyma jak jasno było widać była sterowana przez Guzikiewicza i jego siepaczy pod scenariusz ułożony przez prezesa PiS.
Natomiast w tym dniu mieliśmy do czynienia z ważniejszymi sprawami. J Kaczyński wyraźnie wykorzystał zjazd Solidarności do wmurowania kolejnej cegiełki w mit brata Lecha. Kaczyński powiedział otwartym tekstem że cześć inteligencji zdradziła robotników w sierpniu 80 roku, a tylko dzięki jego bratu doszło do zwycięstwa, do którego prowadził stoczniowców Lech Kaczyński, prawda czy fałsz?. Na to zareagowała właśnie Henryka Krzywonos. Sprawa druga, ważna którą powiedział wczoraj Jarosław Kaczyński to obietnica państwa wyznaniowego w przypadku jego dojścia do władzy, to wyraźnie się podobało biskupom w tym szczególnie flaszce Głódziowi.
Tak więc zjazd związku nie miał zarówno w założeniach jak i praktyce nic wspólnego z świętowaniem rocznicy, był zaplanowaną przez Kaczyńskiego i Śniadka areną starcia politycznego do którego wykorzystana została legenda Solidarności roku 80 tego. Miał rację Wałęsa że na nią nie przyszedł.
Dlaczego tak się dzieje i dlaczego takie sytuacje mają u nas miejsce? Odpowiedział na to pytanie Wałęsa stwierdzając, że Polsce do sukcesu brakuje dobrego prawa i sprawnych narzędzi jego egzekwowania. Brak tego dobrego prawa i narzędzi egzekwowania prowadzi do tego iż w ramach tzw wolności słowa w naszym kraju osoby publiczne mogą sobie do woli kłamać i obrzucać bezkarnie gównem kogo popadnie. Przykład to wczorajszy wyrok w sprawie Wałęsa przeciwko Wyszkowskiemu którego sentencja wygłoszona przez sędzinę sprowadza się do tego iż kłamać i pomawiać wolno w ramach tzw wolności słowa.To także tolerowanie niszczenia mienia publicznego podczas demonstracji związkowych, palenie opon bezkarne niszczenie budynków państwowych. W normalnym państwie demokratycznym winni takich zachowań powinni ponieść sankcje karne, ale z racji poprawności politycznej nie u nas. Sankcje karne u nas są przeznaczone dla niesfornych kibiców, zawianych rowerzystów czy bezdomnych.
Reasumując pozostało nam dużo zarówno powodów do dumy jak niemało do wstydu.
Andrzeju – komentarz świetny a wyrok który przywołujesz, po prostu obrzydliwy. Z pokrętnych wywodów sędzi wynika wprost, że jeśli jakiś ziutek nazwie mnie kurwą to choć nie znajdzie on ani sąd dowdoów, że tak jest, to nie można „zamknąć poszukiwań historycznych” z których w przyszłości może wynikać, że nią jestem. Niestety pzrecietny poziom sędziów nie odbiega od aktulanych aktywistów solidarności. Sąd jest od sądzenia a nie od stosowania prawa a tym bardziej rozumienia jego istoty i znaczenia.
Tu muszę się nie zgodzić sąd ma właśnie stosować prawo natomiast unikać interpretacji jak i wystrzegać się poprawności politycznej. W tym wypadku sąd moim zdaniem zinterpretował prawo w imię właśnie poprawności politycznej. Uważam że w kolejnej instancji ten wyrok powinien paść. Natomiast rozważając na temat Kaczyńskiego czy Kaczyńskich należy nie zapominać o tym,że to właśnie obywatele kraju nad Wisłą legitymizują przy urnach wyborczych takie zachowania. Idąc dalej zło nie tylko tkwi w Kaczyńskich, to zło tkwi w nas samych. Kaczyńscy są tylko manipulatorami którzy to zło potrafią wykorzystywać dla swoich celów zaspokojenia żądzy władzy.
Ja myślę, ze jakiś zalążek zła tkwi przeciętnie w każdym człowieku, tym większy im bardziej „osobnik” należy do formacji wdziecznie nazwanej „ciemnym ludem” a tego u nas bez liku. Kaczyński swoimi celowymi manipulacjami rozniecił te przywary do rangi demnów – niestety przy akompaniamencie KrK. W moim przekonaniu jest już taka sytucja, że wystarczyłoby aby flaszka Głódź lub jemu podobny, wezwał na barykady ( prawie już to robi) i „zło” na cieniutkiej jeszcze smyczy, pokaże twarz swojej solidarności. A powracając do SIERPNIA miałam wówczas uczucie, że wdrapałam się na wysoką górę i jestem absolutnie wolna a ludzie są ludżmi. Jakże byłam wdzięczna nam wszystkim. Dzisiaj coraz częściej odwiedzam swoją górę, żeby się nie dać.
Mamy chyba w przypadku Polaków początku XXI wieku wręcz przypadek kliniczny podatności na manipulacje i jednak w przeciwności do wyników badań wyjątkowego poziomu zaufania, które można nazwać wręcz zatarciem zdolności do krytycznej oceny rzeczywistości. Chodzi mi oczywiście o poziom poparcia Kaczyńskiego w wyborach. Może to tłumaczyć jedynie fakt ogromnej potrzeby społeczeństwa do spokojnego prowadzenia spraw kraju. Jednak to doświadczenie musi budzić obawy które Ty potwierdzasz, potrzeba tylko iskry i mamy problemy uliczne. Natomiast Solidarność to fakt historyczny, czas wielkości narodu i co ważniejsze chyba zatracone jego w większości owoce.To co obserwujemy to nie walka o pamięć tylko walka o miejsce na podium i brutalne wypychanie z niego faktycznych bohaterów tamtych lat. To tworzenie nowego fałszywego mitu z instrumentalnym wykorzystaniem najlepszych chwil Narodu.
Sądzę,że do JK dociera wreszcie, że jest już politycznym trupem. Rozpoczęła się przecież ostra walka o sukcesję. Jedyne co pozostało JK to takie chamskie i prostackie zagrywki jak na zjeżdzie Solidarności. Bardzo dużo huku i żadnego efektu w sondażach, które będą coraz gorsze. PiS w wyborach może osiągać wyniki dające posady aktywistom i nic poza tym. Najprawdopodobniej więc działacze odejdą do PO i PSL-u, a przy JK pozostanie grono najwierniejszych. Natomiast nowy prezes PiS-u będzie działać już na swoje konto. Ale Polsce nie zaszkodzi tak, jak bracia Kaczyńscy.
Tylko wydarzenie na miarę katastrofy smoleńskiej może uratować JK. Ale na razie nic na to nie wskazuje.
Zwróciłem uwagę na zachowanie Jarosława Kaczyńskiego podczas wystąpienia Pani Henryki Krzywonos. Był wystraszony. Stać go było w ramach riposty jedynie na stwierdzenie, że go nie zrozumiała. Zabrakło jej tłumacza języka wolskiego na polski? Dopiero po kilku godzinach, kiedy ochłonął i wyszedł ze światła, zaczął pyskować. Wyraźnie widać – to tchórz i gówniarz. Odważny tylko wtedy, kiedy jest odgrodzony władzą. Dziwi tylko, że jeszcze tyle ludzi jest wciąż w niego zapatrzonych. Nie mówię o śniadkopodobnych, bo ich godziny w solidarności są policzone (nie ma już zaplecza stoczniowego), więc tupią ile wlezie. Amen.