Polityka zagraniczna IV RP

Jarosław Kaczyński kilka tygodni temu poinformował, że sprawami polityki zagranicznej w ramach Prawa i Sprawiedliwości będzie zajmować się Anna Fotyga – była polska minister spraw zagranicznych i szefowa Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Odbyło się to jak najbardziej oficjalnie, w formie listu skierowanego do ambasadorów państw akredytowanych w Polsce. I Pani Ambasador działa.

Jarosław Kaczyński opublikował na portalu partyjnym PiS-u materiał, którzy jedni (w tym sam autor) uważają za zwykły artykuł, inni natomiast za list. Jest jednak faktem, że za przyczyną właśnie Pani Ambasador, która traktuje swoje powinności poważnie, materiał ów został rozesłany do ambasadorów i posłów Parlamentu Europejskiego. I stał się przesłaniem – przesłaniem Kaczyńskiego (Doktryną Kaczyńskiego?), któremu wydaje się, że stoi na czele emigracyjnego rządu IV RP, a do tego ma obowiązek kontynuowania polityki zagranicznej swego zmarłego brata. Materiał dotyczy Rosji i relacji z nią nie tylko Polski, ale całej Unii Europejskiej, ba, całego Świata.

List (posłanie) jest kuriozalny w każdej formie. Już samo opublikowanie tego materiału, skierowanie go do korpusu dyplomatycznego, a także oficjalnie do europosłów, poza strukturami dyplomatycznymi Polski, jest czymś zupełnie niesłychanym. Oficjalne kontestowanie polityki zagranicznej własnego kraju i prezentowanie tego stanowiska na zewnątrz, jest poza wszelkimi standardami. O wiele gorsze jednak jest to, co znajdujemy w środku, a co jest kontynuacją nieskutecznej i wręcz szkodliwej polityki zagranicznej tragicznie zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jarosław Kaczyński traktuje Rosję jako wroga, zagrażającego nie tylko Polsce, ale również Unii Europejskiej. Śle w związku z tym wezwanie do rządu Stanów Zjednoczonych, aby to on poprowadził nową krucjatę wobec Rosji. Polska ma być tu partnerem, ponieważ jak Kaczyński uważa, może znów zmobilizować kraje postsowieckie, a dodatkowo także te z Grupy Wyszehradzkiej. Polska miałaby stać na czele „sojuszu dużych i mniejszych państw Europy Środkowo-Wschodniej” – formacji, która miałby się przeciwstawić nie tylko Rosji, ale również Niemcom. To wyeksponowanie opinii Kaczyńskiego o zagrożeniu Polski i przez Rosję, i przez Niemcy.

Continue Reading →

Wszyscy kochają minister Radziszewską

Kiedy w 1991 roku wiceminister zdrowia Kazimierz Kapera publicznie stwierdził, że homoseksualizm jest zboczeniem, a AIDS dotyka tylko dewiantów, ówczesny premier Jan Krzysztof Bielecki odwołał go (ale polityk ten ponownie wrócił do polityki za czasów AWS – i znów popisał się podobną, kontrowersyjną opinią…). Teraz, prawie 20 lat później, kiedy świadomość społeczna jest większa, a poszanowanie praw obywatelskich, w tym mniejszości jest bardziej przestrzegane – premier Donald Tusk kluczy, zwleka i podtrzymuje dyskusję o czymś, co nie powinno być przedmiotem debaty. Bo problem nie polega tylko na tym, co minister Elżbieta Radziszewska powiedziała, ale jak rozumie swoje powinności, jako sekretarz stanu w rządzie i jego pełnomocnik ds. równego traktowania.

Przypomnijmy – minister Radziszewska w wywiadzie dla katolickiego tygodnika „Gość Niedzielny” stwierdziła, że katolicka szkoła nie ma obowiązku zatrudnienia nauczycielki-lesbijki. Powołała się tu na – uwaga – dopiero co przygotowywane przez rząd zapisy nowej ustawy, mające być zgodne z unijnymi dyrektywami. W kilka dni później, w porannym programie stacji TVN Radziszewska broniła swojego stanowiska, że katolicka szkoła ma prawo zwolnić nauczycielkę lesbijkę. Jej dyskutantem był Krzysztof Śmiszek z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego. Pani minister argumentując swoje stanowisko dokonała publicznego coming outu pana Śmieszka, stwierdzając, że szkoła jego, jako zdeklarowanego geja mogłaby nie zatrudnić. Tylko, że pan Śmieszek (jak tysiące innych homoseksualistów) nie ujawnia swojej orientacji seksualnej, a zarówno prawo europejskie, jak i polskie prawo zabraniają zadawania o te sprawy pytań, traktując to już jako dyskryminację.

Continue Reading →

Długie dochodzenie przed nami…

Już nie tylko anonimowi internauci, czy wybitni specjaliści od katastrof lotniczych z „Gazety Polskiej” i „Naszego Dziennika” mówią i piszą o zamachu rosyjskich służb na polski samolot z prezydentem na pokładzie. Tego rodzaju sugestie pojawiają się także wśród polityków Prawa i Sprawiedliwości. Jarosław Kaczyński mówi jest o „pewnej formie zamachu”, ale jego przyboczni już nie pozostawią wątpliwości – to był zamach. Zapewne rosyjskich służb i Donalda Tuska.

Ostatnio modnym tematem stało się wytłumaczenie, według jakich procedur były organizowany lot TU 154M 10 kwietnia, czy to były procedury wojskowe, czy może cywilne. Rosjanie chcą w swoim sprawozdaniu, przygotowywanym przez komisję MAK przyjąć, że lot był cywilny, a lądowanie odbywało się według procedur cywilnych, choć obsada wieży na lotnisku była czysto wojskowa. Takie założenie i przyjęta klasyfikacja lotu zrzuca całą odpowiedzialność za lądowanie na polską załogę. Problem polega jednak na tym, że i lot i samo lądowanie odbywało się właściwie poza jakimikolwiek procedurami.

Warto pamiętać, że lotnisko pod Smoleńskiem została zamknięte już w ubiegłym roku i nie było używane do latania ani wojskowego, ani cywilnego. Procedury, jakie na nim stosowano w dniu 10 kwietnia, były stworzone tak naprawdę ad hoc, o czym świadczy obecność na wierzy dodatkowego oficera, który podejmował decyzje na podstawie rozmów ze swoimi zwierzchnikami. Polacy na to się zgodzili. Więcej, polska strona zrezygnowała z rosyjskiego nawigatora na pokładzie samolotu, oraz zgodziła się na używanie w komunikacji języka rosyjskiego, pomimo, że żaden z załogantów nie miał certyfikatu na używanie tego języka w operacjach lotniczych. I jeżeli odczytamy dostępne już stenogramy rozmów polskich pilotów z wieżą, zauważymy, że komunikacją pomiędzy załogą a wieżą była mniej, niż skromna. Kapitan Protasiuk, który pilotował samolot i miał jednocześnie prowadzić rozmowę z wieżą po rosyjsku, praktycznie w ostatniej fazie lotu milczał…

Continue Reading →

Kogo by tu jeszcze obrazić

Każde wystąpienie, każdy wywiad Jarosława Kaczyńskiego są obficie komentowane, poddawane analizom i próbom podczepienia ich pod powszechnie obowiązujące normy polityczne. Szkoda naprawdę czasu. To co słyszmy, jest już tylko groteską polityczną, w której na przemian mamy do czynienia z pozorami realizmu i czystą fantastyką, gdzie tragizm sytuacji, w jakiej jest Jarosław Kaczyński po śmierci swojego brata, przeplata się z komizmem, z jakim usiłuje to wykorzystać dla swoich celów. Zdumienie może tylko budzić to, że w dalszym ciągu tak wielu bierze to, co przekazuje im Kaczyński na wiarę, za prawdę oświeconą i głęboką strategię…

Ostatnie dwa wywiady, jakie przeprowadzili z szefem PiS-u dziennikarze „Rzeczpospolitej” i tygodnika „Newsweek”, po raz kolejny pokazują, że najlepszą formą dowiedzenia się prawdy o nim jest umiejętność takiego zadawania pytań, aby Kaczyński się otworzył. Spora cześć wywiadów poświęcona jest kampanii wyborczej i udziałowi w niej Joanny Kluzik-Rostkowskiej i Pawła Poncyliusza. Trzeba napisać wprost – Kaczyński oboje swoich oddanych współpracowników po prostu upokarza. Twierdzi, że Joanna Kluzik-Rostkowska została szefową jego sztabu wyborczego w sposób samozwańczy, bo tak naprawdę miała być tylko twarzą kampanii. Paweł Poncyliusz natomiast został rzecznikiem prasowym kampanii, ze względu na ładną twarz…Tylko, że kiedy pod koniec kwietnia Jarosław Kaczyński został oficjalnym kandydatem Prawa i Sprawiedliwości w wyborach prezydenckich, na posiedzeniu Rady Politycznej Kluzik-Rostkowska została przedstawiona przez niego samego jako szefowa sztabu, dobitnie informując, że nie będzie ona li tylko „paprotką”, tylko realnie będzie pełniła swoją funkcję… A 4 lipca, na wiecu powyborczym szczerze, jakby się wydawało, dziękował jej za świetny wynik. Teraz natomiast okazuje się, że kampania była wymyślona za niego, ponieważ on był pod wpływem silnych środków uspokajających.

Continue Reading →

Szanse Czesława Bieleckiego

Warszawa to specyficzne miasto, nie tylko dlatego, że „…Hitler i Stalin zrobili co swoje”, jak śpiewa Muniek Staszczyk z „T.Love”. To miasto w którym zanikła tożsamość, gdzie atomizacja społeczna jest wyjątkowa. Ale o duchu Warszawy (a właściwie jego braku…) można by dużo pisać. Powinno się pisać i szukać temu winnych, ale niewątpliwie kręgosłup miasta został przetrącony przez Powstanie Warszawskie.

Dla polityków to miasto szczególne. Nie dość, że stolica kraju, to tak naprawdę jedyne miasto metropolitarne. Stąd wybory samorządowe w Warszawie mają wymiar prestiżowy. Wygrana w Poznaniu, Wrocławiu, nawet w Krakowie nie ma takiego gatunku politycznego, jak w stolicy. Szkoda jednak, że jak do te pory żaden włodarz miasta nie spowodował tego, aby miasto poczyniło krok ku wielkości, odzyskało spójność społeczną, homogeniczność i stało się nowoczesną stolicą, na miarę XXI wieku. Ostatnie inwestycje, czynione przez ekipę Hanny Gronkiewicz-Waltz posuwają sprawę naprzód, ale zbyt powoli. Nie ma jednak żadnych ruchów ku większej integracji miasta i jego bliskiego otoczenia.

Jednym z kandydatów do fotela mera miasta jest Czesław Bielecki. Osoba wyjątkowa, opozycjonista wielce zasłużony, działający nie od roku 1989, ale od lat 60, pierwsze represje spotkały go już w Marcu 1968 roku. Nie epatuje jednak tą swoją „martyrologiczną” kartą życiową, natomiast zachował niezależność i oryginalność poglądów, krytycyzm opinii na różne tematy. To cenne w czasach wszechobecnej poprawności politycznej i plastikowych poglądów. Jest Bielecki poza tym zdolnym architektem i urbanistą, znającym substancję i czujący nerw miasta. To jednak za mało, aby być dobrym kandydatem dla Warszawy.

Continue Reading →

Debata w „Fundacji Batorego”

Uczestniczyłem dziś w ciekawej debacie, zorganizowanej przez przez Fundację im. Stefana Batorego, pod roboczym tytułem „Co sprawa krzyża powiedziała nam o polskim Kościele?”. Piszę, że tytułu był roboczy, ponieważ już w słowie wstępnym prowadzący spotkanie Aleksander Smolar rozszerzył zakres dyskusji o formułę „Kościół a demokracja”. Oczywiście, przy tak zarysowanym problemie spotkanie mogłoby trwać nie kilka godzin, ale tygodnie, ale spowodowało to oderwanie dyskusji od kontekstu krzyża, jako narzędzia uprawiania polityki.
Zrobienie sprawozdania, ze względu na różnorodność opinii mija się z celem, w związku tym zamieszczam nagranie audio, jakie udało mi się zrobić.

Część pierwsza to wypowiedź panelistów, którymi byli red. Paweł Lisicki, naczelny „Rzeczpospolitej, red. Zbigniew Nosowski, naczelny miesięcznika „Wieź”, oraz prof. dr hab. Magdalena Środa , filozofka, etyczka, publicystka, członkini PAN. Jej wypowiedź, ostatnią w nagraniu, polecam szczególnie gorąco, wiercący się Lisicki i Nosowski byli smacznym widokiem…

Debata o krzyżu – cześć pierwsza

Druga część to wypowiedzi z sali (nie wszystkie), równie ciekawe, czasem kontrowersyjne. W kolejności wypowiadali się;

1. Andrzej Wielowiejski
2. Barbara Labuda
3. Ludwik Dorn
4. prof. Nina Kraśko (polecam gorąco…)
5. Tomasz Wiśnicki
6. prof. Karol Tarnowski

Debata o krzyżu – cześć druga

Całość nagrań to niemal dwie godziny, ale warte posłuchania.

Azrael

Prawicowa political fiction ma się doskonale

Już od kilku lat mówi się, że polska scena polityczna nie jest dobrze poukładana, że zarówno system wyborczy (ordynacja), jak i zasady finansowania partii politycznych zabetonowały możliwość zmian. Jeżeli nałożymy na to permanentny konflikt dwóch partii postsolidarnościowych, Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości, to wydaje się, że sytuacja jest patowa i zamknięta na lata. Powoduje to, że z jednej strony poważna cześć elektoratu nie ma w polityce centralnej, ale także w samorządach swojego przedstawicielstwa (ponieważ i samorządy lokalne podlegają politycznej grze i rozdzielnictwu), a z drugiej strony do polityki nie przychodzą nowi ludzie, o nowych horyzontach. Na przykładzie polskiego Sejmu widać, że tzw. klasa polityczna podlega stałej degeneracji. Dramatycznie uwidoczniło się to w ostatnim okresie, po katastrofie smoleńskiej, gdzie wielu dobrych polityków, ale również tych nie najlepiej ocenianych, zostało zastąpionych przez jeszcze słabszych.

W Polsce nie powstają partie w formie politycznych start upów, ale raczej przez podział. W ciągu ostatnich dwóch kilku lat mówiło się o tym, że może (i powinna) powstać partia polityczna, która zneutralizuje działania Prawa i Sprawiedliwości na prawej stronie sceny politycznej. Pierwsza tego rodzaju przymiarka miała miejsce jeszcze za czasów rządów Jarosława Kaczyńskiego, kiedy z PiS wyłoniła się partia “jednej windy”, czyli Prawica Rzeczpospolitej Marka Jurka. Inne „poważne inicjatywy polityczne”, to Ruch Przełomu Narodowego, pod kierownictwem Jerzego Roberta Nowaka, oraz, jak się okazało, wirtualna partia i stowarzyszenie, Polska XXI Rafała Dutkiewicza, Kazimierza M. Ujazdowskiego i Jarosława Sellina. Wszystkie te byty miały charakter immanentny dla prawicy, czyli „kanapowy”. Polska prawica, konserwatywna społecznie i racjonalna ekonomicznie , nie ma w tej chwili swojego poważnego przedstawicielstwa. Wielu politycznych komentatorów jednoznacznie oskarża o ten stan Jarosława Kaczyńskiego, który „skradł” prawdziwej prawicy i miejsce na scenie politycznej, i wyborców.

Continue Reading →

Biskup Pieronek i swoboda wypowiedzi

Wolność w demokracji polega między innymi na wolności głoszenia swoich poglądów, a także na suwerennym prawie każdego człowieka do własnych przekonań i wypowiedzi. To są fundamenty nie tylko ustroju, ale również podstawy funkcjonowania społeczeństwa. Rzeczy, które powinny być zakodowane w umyśle każdego obywatela, w tym również księdza Kościoła katolickiego. Choć akurat w tym przypadku rzadko mamy z tym do czynienia.

Tadeusz Pieronek, swego czasu biskup pomocniczy w Bielsku Białej, później sekretarz Komisji Episkopatu Polski, ma jak na polskie warunki dość niewyparzony język. Już wielokrotnie jego wypowiedzi wzbudzały emocje i konsternacje, nie tylko zresztą w Polsce, jak na przykład jego wywiad dla włoskiego portalu Pontifex na temat Holokaustu, w którym stwierdził, że „Shoah jest pomysłem Żydów”… Musiał się mocno później z tego mocno tłumaczyć. Również nie stroni od wypowiedzi politycznych, a także od otwartej krytyki biskupów z KEP, m. in. w związku z jego postawą wobec Radia Maryja. Zapewne dlatego pozostaje bez przydziału, będąc obecnie jedynie wykładowcą Papieskiej Akademii Teologicznej.

W wywiadzie dla gazety „Polska” bp Tadeusz Pieronek wprost powiedział, że krzyż na Krakowskim Przedmieściu ma tylko zadania polityczne i był tak naprawdę zakładnikiem dla Jarosława Kaczyńskiego w jego projekcie wyjątkowego uhonorowania zmarłego brata pomnikiem przez pałacem. Wprost również zarzucił Kaczyńskiemu, że to in inspiruje polityczne zamieszanie wokół krzyża, chcąc na tym zbić kapitał polityczny. Mocne słowa, wypowiedziane wprost, „bez znieczulenia”.

Oczywiście biskup krakowski został oskarżony o to, że sprzyja partii rządzącej, a nawet, że idzie pod rękę z antyklerykalną lewicą, która właśnie rozpoczęła dyskusję o roli religii w szkołach i miejscu krzyża w przestrzeni publicznej. Czyli oskarżono go o motywacje polityczne. Paradoksalnie, to właśnie tylko potwierdza trafność jego opinii. Należy przecież pamiętać, że to Jarosław Kaczyński na wiecu po krzyżem określił go jako „substytut pomnika”, nadają mu właśnie rolę czysto polityczną. Walka o krzyż stała się dla niego walką krzyżem, totemem politycznym, co zresztą swego czasu usankcjonował nawet komitet polityczny PiS, wydając oświadczenie, że krzyż powinien pozostać na Krakowskim Przedmieściu. Jak wymowny znak oporu przeciwko prezydenturze Bronisława Komorowskiego. Krzyż, który dla wiernych powinien być symbolem wiary, cierpienia, zmartwychwstania i zbawienia – dla Kaczyńskiego jest tylko obiektem manipulacji…

Azrael

Spektakl wolnego Czeczena

Sprawa Ahmeda Zakajew (Akhmada Zakhayeva) została rozegrana modelowo. Było zatrzymanie i doprowadzenie do prokuratury w świetle kamer, godziny napięcia i oczekiwania, spodziewany wniosek prokuratury o areszt, zgodny z normami postępowania w tego rodzaju sytuacjach, związany z listem Interpolu, no i tryumf po decyzji sądu, dla wielu niezrozumiałej, zwalniającej Zakajewa z konieczności przebywania w polskim areszcie do czasu rozpatrzenia wniosku ekstradycyjnego. Polski sąd przychylił się do opinii i wyroku sądu brytyjskiego, dającego Czeczenowi azyl polityczny, stawiając to ponad dwustronną umowę ekstradycyjną Polski i Rosji. A dodatkowo nie zabezpieczył w żadnym stopniu pozwu strony rosyjskiej – Zakajew pozostał wolny, polski wymiar sprawiedliwości nie ma żadnego wpływu, czy pojawi się na sprawie o ekstradycję.

Nie o sprawy prawne jednak tu chodzi, ale o spektakl, w którym Polska odegrała rolę sceny, a polskie organy ścigania i wymiaru sprawiedliwości zagrały role drugoplanowe – a być może role politycznych, pożytecznych idiotów. Ahmed Zakajew wiedział, że przyjeżdżając do Polski naraża się na zatrzymanie – polskie organy ścigania, MSZ i MSWiA o tym informowały. Ale jednak przyjechał. Polskie służby konsularne mogły mu wizy nie przyznać, polskie organy ścigania mają Zakajewa w systemie informatycznym, jako poszukiwanego, wiedząc, że Rosjanie, zgodnie z prawem zażądają jego zatrzymania. Świadomie weszły w grę, której celem było nagłośnienie kongresu emigrantów czeczeńskich w Polsce – środowisk dla Czeczenii i Rosji marginalnych. Wchodząc w ten układ Polska nie ryzykowała nic specjalnego w naszych relacjach z Rosją – dowodem na to jest to, że polska i rosyjska prokuratura były cały czas w kontakcie i informowały się wzajemnie o sprawach. Stosunki dyplomatyczne Polski i Rosji nie ucierpią, Zakajew i jego rząd są tylko figurami na politycznej szachownicy, tolerowanymi w Wielkiej Brytanii.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 17. września

Szpiedzy

Sarah Shourd spędziła 410 dni w więzieniu w Iranie. W tym tygodniu została zwolniona za kaucją. Zwolnienie Shourd z więzienia zostało załatwione przez dyplomatów ze Szwajcarii oraz Sułtana Omanu, który prawdopodobnie był tym, który zapłacił kaucję. Rząd Iranu zażądał pól miliona dolarów, sumy, której rodzice Shourd nigdy nie byliby w stanie zapłacić. Czasami rząd Iranu nakazuje podpisanie dokumentów bez wpłaty, ale w wypadku Shourd nikt nie wie, czy pieniądze zostały wpłacone i kto naprawdę to zrobił. Sarah Shroud wróciła do domu. W więzieniu w Iranie pozostaje nadal jej narzeczony, Shane Bauer oraz kolega, Josh Fattal, którzy razem z nią zostali zaaresztowani na granicy pomiędzy Iranem, a Północnym Irakiem, gdzie owa grupa przypadkowo przekroczyła granice. Przynajmniej taka była ich oficjalna wersja. Rząd Iranu oskarżył trojkę Amerykanów o nielegalne przekroczenie granicy i szpiegowaniem dla rządu USA.

Shourd, oraz jej koledzy to nie pierwsi Amerykanie, którzy przypadkowo przekroczyli granice z państwem, które nie jest na przyjaznych stosunkach z USA. Na początku tego roku, dziennikarka, Roxana Saberi została złapana i uwieziona w Iranie. Euna Lee I Larua Ling, które przebywają obecnie na wolności dzięki dyplomacji zostały aresztowane w Północnej Korei. Rząd USA zerwał oficjalne kontakty z Teheranem po Rewolucji w Iranie w 1979 roku. W wypadku jakichkolwiek problemów zawsze korzysta z pomocy Pakistanu oraz Szwajcarii. W wypadku dwóch dziennikarek zaaresztowanych w Północnej Korei, to były Prezydent Bill Clinton oraz były Prezydent Jimmy Carter ingerowali w uwolnienie ich z wiezienia, jednocześnie próbując wznowić porozumienie lub jakikolwiek dialog pomiędzy USA oraz Północną Koreą. Sytuacja nie tylko polityczna, ale przede wszystkim religijna jest inna w Iranie. Sekretarz Stanu, Hillary Clinton po tym jak dziennikarki zostały zwolnione ostrzegła obywateli USA, że nie powinni oczekiwać, że zawsze dyplomacja zadziała i powinni trzymać się z daleka od terenów, gdzie mogliby być złapani przez władzę krajów nieprzyjaźnie nastawionych do USA. Prezydent Iranu, Ahmadinejad, ma problemy z liderami religijnymi, nawet dla nich, nie jest wystarczająco konserwatywny. Rząd Iranu wyraził zgodę na uwolnienie Amerykanki jako gest humanitarny, zwłaszcza po tym, jak mama Sary Shroud podała, że córka znalazła guza, który może być rakowy.

Continue Reading →

Krzyż w Pałacu Prezydenckim

Dziś o godzinie 8 z minutami pracownicy Kancelarii Prezydenta RP przenieśli krzyż z Krakowskiego Przedmieścia do Pałacu Prezydenckiego, umieszczając go w kaplicy. Krzyż zostanie finalnie przeniesiony do Kościoła Św. Anny, porozumienie pomiędzy Kancelarią Prezydenta, miastem, harcerzami i kurią warszawską, z lipca tego roku zostanie wreszcie wykonane.

Krzyż, który został postawiony w spontanicznym odruchu pamięci po tragicznie zmarłych w katastrofie smoleńskiej 10. kwietnia, był od wielu tygodni niewiele znaczącym rekwizytem. Myli się ten, kto sądził, poza tak zwanymi „obrońcami”, że jest on znakiem pamięci, czy znakiem polskości, jak niektórzy też go nazywają. Stał się po prostu obiektem manipulacji. Po przeniesieniu go kościoła akademickiego odzyska swoją wartość – religijną i wartość pamięci.

Nie trzeba tłumaczyć, że zamieszania wokół krzyża miało wymiar polityczny.Zarówno ten symbol krzyża, jak i różnego rodzaju imprezy i demonstracje, z ostatnią, przemarszem Jarosława Kaczyńskiego na czele pochodu z pochodniami, tylko zaogniały trudną sytuację. Prawo i Sprawiedliwość usiłowało obciążyć tym problemem wyłącznie prezydenta Bronisława Komorowskiego, który w wywiadzie prasowym opowiedział się za usunięciem symbolu religijnego z przed najważniejszego budynku państwowego w Polsce i przeniesieniem go w innego, godne miejsce.

Continue Reading →

Czy czas na nowe partie?

Nie wiem dokładnie, ile partii politycznych działa w Polsce, jak sądzę, jest ich dużo więcej, niż się przypuszcza. Być może nawet  100. Znaczących, parlamentarnych, mających szanse wejść do Sejmu, lub do sejmików lokalnych jest może 10. Czy w związku z tym jest sens, aby powstały nowe formacje polityczne?

W Polsce, w ciągu ostatniej dekady nie powstała żadna poważna formacja budowana praktycznie od zera. Partia Kobiet, choć ma przecież statystycznie ponad połowę potencjalnych wyborców, nie wyszła poza media, nie udało się jej zbudować ogólnopolskich struktur, nie mówiąc o listach wyborczych – ostatnio w zeszłym roku do Parlamentu Europejskiego. Teraz jest zapraszana do współpracy przez lewicę, ale raczej tylko kurtuazyjnie, bo znacznie tej formacji jest żadne. Libertas, pierwsza partia paneuropejska, a jednocześnie sceptyczna wobec instytucji Unii Europejskiej, poniosła klęskę w ubiegłym roku, nie tylko w Polsce. Zresztą trudno nazwać ją w naszym przypadku partią nową, ponieważ w jej skład weszły różnego rodzaju „zmiotki” polityczne z formacji katolicko-endeckich.

Zarówno Prawo i Sprawiedliwość, jak Platforma Obywatelska nie są partiami nowymi, pierwsza jest kontynuatorką Porozumienia Centrum, druga ma korzenie w Unii Wolności i KLD. Jednak tak się złożyło, że obie odnosząc się do spuścizny „Solidarności” w tej chwili zagospodarowują 3/4 głosującego, aktywnego wyborczo elektoratu. To jednak dużo mniej, niż połowa całego elektoratu. Obie partie są tak naprawdę konglomeratami politycznymi, a nie partiami idei, skupiają wokół siebie różny elektorat, niekoniecznie ideowy. Obie formacje, co słusznie zauważył ostatnio politolog dr Rafał Matyja, pozbawione są ideowej tożsamości i w zależności do potrzeb, od politycznego, tymczasowego układu, mogą być i lewicowe, i prawicowe. Ich głównym zadaniem jest pozyskiwanie wyborców, którzy mogą im zapewnić władzę, a nie interesuje ich strategia rządzenia i programy rozwiązywania problemów. Obie formacje w związku z tym nie są zdolne do rozwiązywania problemów społecznych (in vitro, sprawy aborcji, reformy szkolnictwa i ochrony zdrowia, itd.), jak i gospodarczych (reforma finansów publicznych, KRUS, systemy emerytalne). I obie partie kokietują Kościół katolicki…

Continue Reading →

Jeszcze konflikt, czy już wojna?

Kiedy pięć lat temu, po wyborach parlamentarnych dwie postsolidarnościowe partie polityczne, Prawo i Sprawiedliwość nie zawarły koalicji sejmowej i nie stworzyły rządu – było to dla wielu obserwatorów polskiej polityki konsternacją. Jak to się mogło stać, że politycy deklarujący chęć odnowy państwa i „przywrócenie” go obywatelom, zrezygnowali w ciągu kilkunastu dni z tego pomysłu? Potem już wszyscy wiemy – koalicja PiS – LPR – Samoobrona, tarmoszenie się obu największych formacji po szczękach, kryzys afery gruntowej i przejęcie przez PO rządów w roku 2007. W tle dodatkowo konflikt na linii rząd PO-PSL i Kancelaria Prezydencka Lecha Kaczyńskiego, zakończona katastrofą smoleńską 10. kwietnia tego roku.

Do dziś trwają spory, dlaczego właściwie koalicja nie została zawarta – czy Donald Tusk chciała za dużo, czy może Prawo i Sprawiedliwość nie chciała dać tyle, co pozwoliłoby zrównoważyć prace rządu i ambicje obu szefów partii, Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska. Prawda jednak jest taka, że koalicja dla obu formacji nie była korzystna, ponieważ jej zawarcie wówczas byłoby przyzwoleniem na synergię i rozmydleni obu partii. Zarówno Kaczyński, jak i Tusk mają jednak zapędy autorytarne, jeden bardziej eksponowane, drugi mniej i obaj obawiali się, że mogą stracić panowanie nad sowimi formacjami. Poza tym obaj uwierzyli, a za nimi również obserwatorzy i analitycy sceny politycznej, że dla Polski najlepszy jest system bipolarny sceny politycznej – ale bez lewicy. Dwie partie, spadkobiercy „Solidarności” miały zagospodarować scenę polityczną, nie zważając na to, że 50% wyborców, obywateli, permanentnie do urn wyborczych nie chodziło. Jedna partia miała być bardziej liberalna, druga bardziej narodowo-katolicka, ale obie chętnie pukały do krucht, aby pozyskać poparcie Kościoła Katolickiego. Lewica, jak wiadomo, była w rozsypce, a PSL to partia kadrowa, wystarczająca na te 5 do 8 procent poparcia, koniecznych do zajęcia miejsca w Sejmie.

Continue Reading →

Polska miejscem tortur?

Kilka dni temu amerykańska agencja prasowa, Associated Press, na podstawie raportu a także informacji anonimowych, uzyskanych z CIA, podała, że w Polsce istniało tajne więzienie, w którym dokonywano przesłuchań i tortur. Oficjalny raport mówi o jednym terroryście, Abd al-Rahim al-Nashirim, ale wcześniejsze informacje i doniesienia mówią, że takich więźniów w Polsce mogło być około 20…

Nikogo, kto śledzi media polskie i zagraniczne, nic już nie przekona, że tajnych więzień CIA w Polsce nie było. Polscy politycy dawno już zeszli z poziomu wypowiedzi „nie było więzień” do tekstu „nic nie mam do powiedzenia na ten temat”, lub „nie jestem zwolniony z tajemnicy państwowej”. O lotach tak zwanych „Guantanamo Exspress” przez Polskę jest wiadome już od 2005 roku. O tym, że te więzienia były – jest jasne już od roku 2006, czyli od momentu, kiedy gościła w naszym kraju specjalna komisja Parlamentu Europejskiego, pod przewodnictwem Carlosa Coelho, zajmująca się wyjaśnieniem doniesień nie tylko prasowych o lotach samolotów CIA. W skład komisji wchodziło 13 posłów Parlamentu Europejskiego, w tym trzech z Polski. Delegacja miała się spotkać w sumie z dwudziestoma osobami, z czego aż 11 odmówiło. Między nimi byli również dziennikarze, między innymi Sylwester Latkowski – wybitny reportażysta i dziennikarz śledczy, znany z doskonałych źródeł. Inne osoby, które uchyliły się od spotkania z Komisją PE, to, między innymi, Andrzej Barcikowski, były szef ABW w latach 2002-2005, poseł Marek Biernacki, przewodniczący Komisji Służb Specjalnych, tragicznie zmarły w Smoleńsku Jerzy Szmajdziński, minister ON w latach 2001-2005. To ostatnie nazwisko było szczególnie ważne w tej sprawie. Zeznania złożył natomiast Jarosław Giziński, dziennikarz, „Newsweek Polska”, który stwierdził przed komisją, że istnienie więzień CIA w Polsce zostało potwierdzone przez „wysokiego rangą członka polskiego rządu”, w trakcie zbierania materiału do artykułu prasowego, który zamieścił w roku 2005. Gizińskiemu nie udało się jednak uzyskać od władz informacji na temat lotów CIA, o których wspomniano w sprawozdaniach instytucji badających te zarzuty.Inny dziennikarz, z olsztyńskiego oddziału TVP, Adam Krzykowski (który, jak się wydaje, ma najgłębszą wiedzę, co się w Starych Kiejkutach działo), powiedział parlamentarzystom, że z informacji uzyskanych od funkcjonariuszy Służby Granicznej, przekazał precyzyjniejsze – i potwierdzone informacje o lotach i lądowaniach samolotów CIA w Szymanach, nie opodal bazy w Starych Kiejkutach.

Continue Reading →

Forum Palladium

Jarosław Kaczyński w swoisty sposób czci pamięć swojego brata; Wczoraj, miast pojechać do Krakowa, aby z rodzinami innych zmarłych w katastrofie smoleńskiej oddać hołd przed tablicą odsłoniętą w krypcie wawelskiej, wolał wykorzystać to do politycznej rozgrywki. I jeżeli nawet jego zwolennicy będą dalej tłumaczyć, że prezes ta właśnie przeżywa żałobę, tak ma wyglądać jego trauma, to efektem tego jest gra polityczna, nastawiona na destabilizację państwa.

Przed spotkaniem w klubie „Palladium” rozdano „obywatelski” materiał, memoriał, którego główną tezą, rozpisaną na 50 stronach było to, że katastrofa smoleńska była winą premiera, rządu, generalnie Platformy Obywatelskiej. Ten materiał (który sygnował osobistym podpisem Antoni Macierewicz, co zostało uwiecznione na fotografiach), to swoista Biała Księga katastrofy albo nowa biblia Prawa i Sprawiedliwości, nowy program. partii .Jarosławowi Kaczyńskiemu nie zależy już na tym, aby odzyskać władzę, aby zrobić co dla kraju i jego obywateli – jego teraz napędza chęć zemsty. Nawet za cenę podpalenie Polski – marsz z pochodniami na Krakowskim Przedmieściu jako żywo przypomina inne marsze, z przed 80 lat…

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 10. września

Synowie Anarchii

„Jesteśmy separatystami, Boga bojącymi się patriotami. Kiedy czarni rządzą tym krajem, chcemy przypomnieć obywatelom tego kraju wartości, na których ten kraj został stworzony”. Słowa te nie należą do Glenna Becka czy tłumu jego wyznawców, ani Sary Palin i jej tłumu wiernych fanów, ale do bohatera serialu stacji f/x „Synowie Anarchii”. Właśnie zaczął się trzeci sezon, który tak jak i poprzednie ukazuje podziały klasowe, religijne oraz rasowe istniejące w tym kraju.

Rzeczywistość bohaterów jest brutalna, w każdym momencie ktoś może ich zabić, zranić lub zabrać to co kochają najbardziej. Bohaterowie to gang harlejowców, to klub białych facetów, na którego czele stoi Clay Monro (Ron Pearlman), były weteran wojny w Wietnamie. Członkowie tego klubu to jego kumple z wojny oraz ich synowie. Synowie Anarchii nie wierzą w rząd, nie wierzą w równość panująca w USA, kierują się swoimi własnym zasadami. Ze względu na zmieniające się czasy, głównym źródłem zarobku jest kupowanie i sprzedawanie broni, szantaż bogatych oraz przemoc. Jak w dramacie Szekspira, Jacks (Charlie Hunnan), syn brata Claya ma inną wizję klubu. Serial perfekcyjnie ukazuje brudną rzeczywistość Ameryki w małym miasteczku w USA. Synowie Anarchii rządzą Charming, miasteczkiem w Kalifornii, gdzie istnieją podziały pomiędzy czarnymi i białymi, Latynosami, muzułmanami oraz Chińczykami. Miasteczko Charming reprezentuje strach w Amerykanach; strach, że biała rasa nie przetrwa, że muzułmanie to terroryści, których należy się pozbyć a czarni nadal nie mają prawa żyć i pracować z białymi. Miasteczko Charming to patrioci z „Tea Party”, którzy protestując wieszają i palą kukłę przedstawiającą Prezydenta Obamę z wąsem Adolfa Hitlera. To grupa facetów, która zbroi się i praktykuje strzelanie, czekając na rozpoczęcie wojny przeciwko rządowi. To małomiasteczkowi pastorzy, którzy uważają, że żaden muzułmanin nie ma prawa mieszkania obok „prawdziwych” Amerykanów. To pastor, Terry Jones, który znalazł się nie okładkach każdej gazety, gdyż ogłosił, że planuje spalenie Koranu w rocznice 9/11. Pastor, Terry Jones, reprezentuje tylko 30 osobowa grupę ludzi należąca do jego kościoła. W imię Chrystusa postanowił wypowiedzieć wojnę muzułmanom i spalić Koran. Zapytany, czy liczy się z konsekwencjami swojego czynu, odpowiedział, że ktoś musi działać przeciwko złu. Republikanie milczą, a Sara Palin porównała akt spalenia Koranu z budową świątyni w Nowym Jorku i uznała to za prowokację. Według Republikanów, akt spalenia Koranu to protest społeczeństwa przeciwko Demokratom oraz czarnemu Obamie.

Continue Reading →

Sprawa Janiny Jankowskiej

Kilka dni temu wybuchła afera medialno-dziennikarska, towarzyska, a później również polityczna. Otóż znakomita dziennikarka radiowa i działaczka opozycji demokratycznej, Janina Jankowska zamieściła na swoim blogu taką oto informację (będącą częścią większego wpisu);

Powiem zabawną historię z innej beczki. Od kilku lat prowadzę zajęcia w pewnej wyższej szkole dziennikarstwa. Lubię młodzież i staram się im przekazać tajniki warsztatu i standardy bezstronności. Kilka dni temu otrzymuję telefon od jednego z wykładowców, że znalazłam się na liście do zwolnień z powodu swoich pro-pisowskich poglądów. Zadecydował o tym prezes fundacji, która prowadzi tę szkołę czyli Stefan Bratkowski. Jako dokumentalistka staram się konfrontować informację ze źródłami. Dzwonię do Stefana Bratkowskiego. Pytam:, Stefan, czy to Ty zadecydowałeś? On na to, ależ nie. To studenci pytani o światopoglądowe powiązania wykładowców z PiS – em , wskazali także ciebie. – Stefan – mówię , może mało parlamentarnie – ty upadłeś na głowę. Prowadzę warsztaty dziennikarskie i żaden z moich studentów nawet nie domyśla się moich poglądów. To prawda – mówi Stefan, ale pracowałaś dla prezydenta Kaczyńskiego ( ordery dla ludzi „Solidarności”) i …. twoje wypowiedzi w „Babilonie” w TVN „

Chodzi tu o Wyższą Szkołę Dziennikarstwa im. M. Wańkowicza, której założycielem jest fundacja, na czele której stoi Stefan Bratkowski, honorowy prezes SDP – również wybitny dziennikarza i działacz opozycji.

Prawicowi dziennikarze – częściowo z pokolenia i środowiska tak zwanych „pampersów”, co ma tu duże znaczenie, natychmiast podnieśli raban, że dziennikarkę ZWOLNIONO z pracy, co z przytoczonego cytatu nie wynika w żadnym wypadku. Zresztą Jankowska następnego dnia napisała na blogu;

NIE ZOSTAŁAM ZWOLNIONA!! Nic oficjalnego, nawet nie wiem, czy do tego by doszło.Jedynie znalazłam się na liście wykładowców posiadających „pro-pisowskie” poglądy. Lista powstała w wyniku rozmów ze studentami.

Ale sprawa zaczęła żyć swoim własnym życiem, nie tylko w internecie, na prawicowych portalach, ale również w mediach mainstreamu. Jankowska miała zostać albo zostanie zwolniona za poglądy, nie podobające się w szkole wyższej, prywatnej szkole, prowadzonej przez prywatną fundację. I prawdopodobnie tak się stanie. Ale nie tylko z powodu poglądów, ale ze względu na działalność szkodzącą szkole.

Pozwoliłem sobie na przeprowadzenie długich rozmów z bohaterami zamieszania, Stefanem Bratkowskim i Janiną Jankowską.

Otóż Janina Jankowska nie otrzymała żadnego oficjalnego pisma w sprawie swojego zwolnienia ze szkoły (a właściwie nie przedłużenia z nią corocznie odnawialnego kontraktu). Nie ma czegoś takiego, jak lista „do odstrzału” wykładowców. Nie były prowadzone wśród studentów żadne ankiety, badania, czy konfidencjonalne rozmowy, kto z prowadzących zajęcia ma takie, a kto inne poglądy polityczne. Redaktor Stefan Bratkowski, szef fundacji Fundacji Centrum Prasowe dla Europy Srodkowo-Wschodniej, która jest założycielem szkoły (w imieniu SDP) nie jest pracodawcą Janiny Jankowskiej.

Janina Jankowska otrzymała informację, że jest na liście osób, z którymi kontrakt nie zostanie przedłużony od innej dziennikarki i wykładowcy, Joanny Siedleckiej. To spowodowało jej reakcję na blogu i mało elegancką wymianę opinii ze Stefanem Bratkowskim.

Continue Reading →

Szaleństwo, czy metoda?

Próba opisania sytuacji, jakie rozgrywają się w Prawie i Sprawiedliwości, wypowiedzi, decyzji i działań Jarosława Kaczyńskiego, to zadanie dość karkołomne. Przyłożenie szablonów i szukanie racjonalnych uwarunkowań mija się z celem. Nie od dziś przecież wiadomo, że Jarosław Kaczyński nie kieruje się racjonalnymi przesłankami, lecz emocjami i własnym oglądem rzeczywistości. Nie jest według mnie prawdą, że ktokolwiek z jego otoczenia ma na niego decydujący wpływ.

Nie wiemy, czy ostatnie działania Kaczyńskiego – usunięcie Marka Migalskiego, list do członków partii, wywiad dla „Gazety Polskiej” i wreszcie zawieszenie posłanki Elżbiety Jakubiak, niegdyś najbliższej współpracowniczki Lecha Kaczyńskiego, to dowód na głęboką traumę po śmierci brata, głęboki plan polityczny powołania nowej formacji, czy zwyczajny strach przed rokoszem wewnątrz partii. Efektem tego jest osłabienie partii i jej pozycji wobec Platformy Obywatelskiej i odsuwanie się środowisk opiniotwórczych od PiS – co musi się za jakiś czas przełożyć również na poparcie wyborców.

Prezes PiS usiłuje wypchnąć z partii jej działaczy, którzy uważani są za liberałów. Elżbieta Jakubiak, polityk bez żadnego wpływu na partię i bez żadnego formalnego wpływu na jej organy i samego prezesa, jest jednak łącznikiem pomiędzy tymi politykami, którzy stanowili sztab wyborczy Kaczyńskiego w ostatnich wyborach prezydenckich, Joanną Kluzik-Rostkowską i Pawłem Poncyliuszem i grupą tak zwanych „muzealników” z Janem Ołdakowskim i Pawłem Kowalem. Jej zawieszenie w prawach członka partii (zapewne za wywiad dla tygodnika „Wprost” i za, przynajmniej częściowe, poparcie Marka Migalskiego i jego listu otwartego do Kaczyńskiego) jest sygnałem dla wszystkich, którzy nie dość uważnie odczytali, lub zlekceważyli list otwarty do działaczy partyjnych. A w nim zawarta była wyraźna groźba, że krytyka zostanie uznana za nielojalność, a ta będzie karana banicją. Dodatkowo, aby upokorzyć i zastraszyć potencjalnych krytyków i rokoszan, Jarosław Kaczyński przekazuje swoje decyzje nie wprost, nie osobiście, lecz przez „umyślnych” (Mariusz Błaszczak, szef klubu parlamentarnego), lub wręcz przez media, jak było z rozwiązaniem struktur partyjnych na Pomorzu. Jacek Kurski i Tadeusz Cymański o tym, że ich macierzyste okręgi zostają rozwiązane, dowiedzieli się właśnie z mediów…

Continue Reading →

Darcie autorytetów

Minął już tydzień od obchodów 30. rocznicy Porozumień Sierpniowych w Gdańsku i Gdyni, ale żenujący spektakl nie nie mija. Clou programu, czyli honorowy i uroczysty zjazd NSZZ „Solidarność” odbił się czkawką na całych obchodach. Kilka godzin spotkania niegdysiejszych przyjaciół i stronników, dziś zapiekłych wrogów, rzuciło głęboki cień i otoczyło nieprzyjemnym fetorem całe święto. Można usłyszeć i przeczytać wiele opinii, głównie działaczy tej pierwszej „Solidarności”, która mniej była związkiem, a bardziej ruchem społecznym, że uroczyste święto przerodziło się w stypę, ponieważ właśnie pogrzebano tę ludzką, zwykłą, ale jakże kiedyś mocną solidarność…

Spektakl polityczny, jakiego byliśmy świadkami, w wykonani premiera Donalda Tuska, którego przemówienie w Gdyni nie było przecież koncyliacyjne, obecnego szefa związku, Janusza Śniadka, a przede wszystkim Jarosława Kaczyńskiego miał zwieńczenie w osobie Henryki Krzywonos, która „wygarnęła” Kaczyńskiemu kilka prostych prawd. I teraz to ona, przez ostatni tydzień jest obiektem zainteresowania mediów, a jej poczynania i teraz, i 30 lat temu, są obiektem wnikliwych, ale nie zawsze rzetelnych analiz. Jak przypuszczałem, nawet Instytut Pamięci Narodowej został w sprzęgnięty w badania tego, czy Krzywonos była bohaterką Sierpnia, strajku w Stoczni Gdańskiej, czy zatrzymała tramwaje pod gdańską operą, czy jednak nie. Ilość artykułów na ten temat, począwszy od „Gazety Polskiej”, na „Krytyce Politycznej” kończąc, idzie w dziesiątki.

Poziom tej dyskusji jest żenujący. Henryka Krzywonos jest oskarżana o to, że w Gdyni działała na zlecenie, z podjudzenia i „na rzecz” Platformy Obywatelskiej, a w ogóle to całe jej wystąpienie było zaplanowaną kampanią reklamową książki jej poświęconej przez „lewacką” „Krytykę Polityczną” Sierakowskiego. Świadczyć mają o tym zdjęcia, gdzie Krzywonos pochyla się ku Bronisławowi Komorowskiemu, który ma jej udzielać rad, tuż przed wejściem na trybunę. A w ogóle Henryka Krzywonos ma być „przykrywką” i alternatywą dla Anny Walentynowicz, tragicznie zmarłej w katastrofie smoleńskiej. A już na pewno Krzywonos działa w interesie nieobecnego oficjalnie na obchodach Lecha Wałęsy…

Continue Reading →

Na marginesie

Już nie tylko politolodzy, dziennikarze, niezależni komentatorzy mówią i piszą, że Prawo i Sprawiedliwość nie ma szans powrotu do władzy. Także z wewnątrz samej partii dają się słyszeć głosy, że partia pod przewodnictwem Jarosława Kaczyńskiego nie ma szans na objęcie rządów w Polsce. Nie jest to tylko głos politologa i europosła Marka Migalskiego, ale również opinie szeregowych działaczy terenowych. Co gorsza, osoby mające dostęp do ścisłego otoczenia Jarosława Kaczyńskiego, tacy jak choćby dziennikarz „Faktu”, Łukasz Warzecha, stwierdzają, że Jarosław Kaczyński nie myśli już o polityce sensu stricto, o wyborach samorządowych, o programie i wyborcach, ale jego aktywność skupia się na wyjaśnieniu katastrofy smoleńskiej. A otoczenie Kaczyńskiego, składające się ze starych, wypróbowanych działaczy, wypełniających normę BMW (bierny, mierny, ale wierny…), jest gotowe na przyjęcie wiecznej, mandatowej i dietowej opozycji parlamentarnej, którą będzie stać tylko na krytykanctwo poczynań rządu i Platformy Obywatelskiej, a nie na konstruktywną krytykę, mogącą przynieść korzyści państwu.

PiS nie jest już żadną alternatywą dla wyborców. W świadomości wyborców trwają jeszcze lata 2005 – 2007, rządów PiS i koalicji z LPR i Samoobroną, metody, atmosfera stęchlizny i skłócenia społeczeństwa, tworzenia sztucznych kryzysów i napięć, język konfliktu. Twarze tamtego okresu, czyli sam Jarosław Kaczyński, ale również wierchuszka pisowska, Zbigniew Ziobro, Joachim Brudziński, Marek Kuchciński, Marek Suski, Joanna Szczypińska są obecni w polityce i dlatego PiS nie ma szans wyjścia poza żelazny elektorat. Osoby uznawane na ich tle za liberałów, takie jak Paweł Poncyliusz, Joanna Kluzik-Rostkowska, Mariusz Kamiński – są odsunięte od decyzji w partii, także od mediów. I słyszmy już, że nie mają specjalnych szans na start w zbliżających się wyborach samorządowych.

Jarosław Kaczyński w wyborach prezydenckich otrzymał w II turze znakomity wynik, ale jak się okazało już w kilka dni po 4 lipca – niezadowalający dla niego. Dlatego pracownicy jego sztabu wyborczego zostali odsunięci na boczny tor, a on sam wrócił do twardej retoryki. I efekty są już widoczne – poparcie dla partii drastycznie spadło w dół. Prawo i Sprawiedliwość nie wyjdzie już poza 25% społecznego poparcia, a jeżeli twardy konfrontacyjny kurs z rządem, premierem i Platformą Obywatelską zostanie utrzymany – poparcie może spaść poniżej 20% Jarosław Kaczyński i jego otoczenie nie potrafią zreformować partii i co za tym idzie nie potrafią poszerzyć swojego zaplecza politycznego. PiS już od dawna był partią dla zamkniętego elektoratu, więcej – ten elektorat niechętnie by widział poszerzenie i zmianę formuły działania, języka i oblicza partii. Od dawna wiadomo, że Jarosław Kaczyński najbardziej zawsze się bał „obejścia” jego partii z prawej strony. Dlatego wezwania, jakie do niego kierowano (m. in. ze strony Jadwigi Staniszkis), aby przesunął się w stronę centrum, zawsze trafiały w próżnię. Teraz, kiedy Kaczyński i partia prowadzą politykę „wojenną”, stanowisko to uległo dalszemu utwardzeniu.

Continue Reading →

  • Facebook