Ten tekst nie jest autorstwa anonimowego blogera, lecz zawodowego dziennikarza, mojego kolegi (co poczytuję sobie za zaszczyt) ze Studia Opinii, Ernesta Skalskiego. Nie jest klasycznym opisaniem sytuacji, czy felietonem, lecz raczej zbiorem refleksji i przyczynków wokół katastrofy smoleńskiej. Dlatego tak jest ciekawy, pokazuje wiele zagadnień tak, jakby były one widziane przez obcokrajowca, znającego Polskę, ale realistę. To dla mnie jest najlepszy materiał publicystyczny o tej sprawie, jak został napisany…
Azrael
————————————————————————————————————————————————
Przepraszam. Jeszcze raz Smoleńsk, ale…
Tu -154 z prezydentem RP na pokładzie, zwodząc atakujące rosyjskie MIG-i, omijając rakiety i pociski rosyjskiej artylerii plot, został trafiony gdy schodził do lądowania po Smoleńskiem. Musiał tam lecieć, gdyż od złożenia – w terminie ! – kwiatów na cmentarzu w Katyniu zależał los Rzeczpospolitej, no i honor Polaków. Takie przekonanie odniósłby ktoś kto by o wydarzeniu wnioskował na podstawie artykułu Kornela Morawieckiego w dzisiejszej (piątkowej) ”Rzeczpospolitej”. Cytuję; ”Spróbujmy dziś spojrzeć na smoleński dramat jako na wymuszony przeznaczeniem bolesny polski hołd oddany bohaterom i ofiarom II wojny światowej”
Do mnie jednak bardziej przemawia to co na tej samej stronie napisał ekspert Tomasz Hypki. Kto nie ma pod ręką ”Rzepy”, niech szybko sprawdzi: WWW.rp.pl , znajdując rubrykę Opinie.
Bajzel
- Przepraszam, panie generale. Z całym szacunkiem, ale to ja dowodzę na pokładzie samolotu. Bardzo proszę niezwłocznie opuścić kabinę !
Na to generał wychodzi, a potem przedstawia kapitana do awansu i nagrody za odwagę cywilną i konsekwentne przestrzeganie procedury.
Zapewne są armie, w których takie coś jest możliwe, ale to raczej nie polska, a już na pewno nie rosyjska. W tamtych szczęśliwych armiach i krajach, może jest nudno, bo wszystko reguluje przepis, któremu wszystkie szczeble podlegają. Rutyna i procedura; ich przestrzeganie zapewnia bezpieczeństwo decyzji. W kulturze słabo kontrolowanej władzy przepis jest dla subalternów, o ile naczalstwo nie zdecyduje inaczej. Bo naczalstwo ważniejsze niż wszystko inne. A bezpieczeństwo wykonawcy zapewnia nie przestrzeganie regulacji ale decyzja wyższej władzy, do której się warto odwołać. O ile ta się potem nie wyprze i nie zwali winy na subalterna.
Zwracam się do pamięci czytelników miewających niekiedy po 0,6 w żyłach. Przeważnie człowiek jest wtedy przytomny i sprawny. W każdym razie we własnym przekonaniu. Dobrze się czuje, jest pewny siebie, odważny i energiczny. W wielu armiach wywoływano ten stan, kiedy trzeba było iść do ataku na bagnety. W precyzyjnym działaniu nie jest on nazbyt przydatny. Byłoby jawną grandą, i tylko grandą, wypominanie tego stanu generałowi gdyby był tylko pasażerem. Ale można przypuścić – powtarzam; przypuścić, jeśli mamy nie odrzucać żadnej możliwości – że te 0,6 miało wpływ na jego postępowanie w kabinie pilotów, w której go być nie powinno.
De mortuis aut bene aut nihil to dobra zasada na okres żałoby i na Zaduszki, ale nie kiedy trzeba dochodzić prawdy. Nie sprawdza się wówczas bezkrytyczne gloryfikowanie zmarłych i zwalanie wszystkiego na pozostałych przy życiu. I to selektywnie.
Żwirko i Wigura, Szkoła Orląt, Dywizjon 303, latanie ”na drzwiach od stodoły” – polscy piloci z definicji muszą być doskonali. Czy jednak nawet nie doskonali, lecz przyzwoici piloci nie powinni byli wiedzieć, że w Smoleńsku, dokąd przecież 36. pułk latał, jest wąwóz przed pasem startowym ? Że aparatura tam marna i bez ILS, a obsługa, zgodnie z ”prawem Czernomyrdina”, może chce dobrze, ale im wychodzi jak zawsze. Co nie jest problemem tylko kiedy wyraźnie widać lotnisko. Czy nie powinni byli wiedzieć kiedy i gdzie posługiwać się autopilotem i kiedy jakim wysokościomierzem, bo jednym i drugim posługiwali się niewłaściwie? I co robili przez długie sekundy po pierwszym ”odchodzimy”, kiedy nie wiadomo co robili ? Uniknięcie tylko jednego z tych błędów pozwoliłoby na uniknięcie katastrofy. Nawet we mgle nad lotniskiem, gdzie w ogóle nie powinno ich było być. Załoga była bez wątpienia straszliwie zestresowana, lecz bywają piloci, którym psychika i trening pozwalają na skuteczne działanie w stresie. I czy nie tacy powinni być dobierani do tego rodzaju zadań ?
Pilot jednoosobowego odrzutowca ma nie prawo, lecz obowiązek, odmówić wylotu jeśli coś mu dolega czy niepewnie się czuje psychicznie. Ale stan personelu latającego w 36. pułku nie pozwalał na takie ekstrawagancje. Żona kapitana Protasiuka twierdzi, że nie chciał on lecieć, a ustąpił po awanturze z generałem Błasikiem. Z jednej strony kapitan, a z drugiej trzygwiazdkowy generał, dowódca lotnictwa i awantura ? Dziwne to jakoś jak na wojsko. Jeśli to prawda, faktycznie pasowałoby słowo; bajzel.
Ma ono swój odpowiednik w rosyjskim.
Continue Reading →
Najnowsze komentarze