
Święto Niepodległości w Warszawie miało różne oblicza. Szkoda, że w świadomości pozostaną obrazy burd przekazywane przez media. I przekazy zmanipulowane przez stacje telewizyjne i internet, dla osiągnięcia konkretnych korzyści.
Pierwszy obraz to ten znany z corocznych uroczystości na Placu Piłsudskiego, pod Grobem Nieznanego Żołnierza. Przemówienia, honorowa zmiana wart, składanie wieńców potem defilada i parada pasjonatów historii i wojskowości, w szpalerze tłumów. Duma i radość, w osnowie podniosłej atmosfery. Wszystko bez zakłóceń.
Drugi obraz to pierwsze rozruchy na Nowym Świecie. Niemieccy zadymiarze, na wyrost nazwani antyfaszystami, atakują polską grupę rekonstrukcyjną w strojach napoleońskich, a następnie kryją się z restauracji Nowy Wspaniały Świat, zarządzanej przez „Krytykę Polityczną”. Media są już na miejscu, ale widzą tylko to, co chcą. Niemcy są wyciągani przez policję z knajpy i przewożeni na komendę, na Wilczej. W przekazie o tym incydencie dochodzi do pierwszych przekłamań. Media nie podają, że niemieccy zadymiarze chronią się w kawiarni przez polskimi prawicowcami, z którymi starli się chwilę wcześniej. Natomiast „Krytyka Polityczna” wieczorem ogłasza tryumfalnie o tym, że powstrzymano prawicowców z Marszu Niepodległości na Marszałkowskiej, ale ani słowem nie wspomina o Niemcach, którzy w Polsce pojawili się także z jej inicjatywy. O tym nie wspomina w krótkiej notce również dziennikarz „Gazety Wyborczej”, Seweryn Blumsztajn. To zaburza obraz „zwycięstwa” nad prawicą.
Trzeci obraz – jestem na Marszałkowskiej, w samym środku festynu „Kolorowej Niepodległej”. Platforma, muzyka, Kazimiera Szczuka wodzi, na ulicy politycy lewicy. Radośnie. Ale na obrzeżach stoją, przed kordonami policji, ubrani na czarno polscy zadymiarze, przemieszani z niemieckimi. Gotowi do starcia. Nie ma to nic wspólnego ze świętowaniem…
Kilkanaście minut później, Plac Konstytucji. Jestem w samym środku. Nie widzę przygotowań do uroczystego marszu, atmosfery patriotycznego napięcia. Małe grupki ONR, Młodzieży Wszechpolskiej i ogromne tłumy kiboli, zadymiarzy, gotowych do konfrontacji. Nie, nie z lewicowcami – z policją, po to tu przyszli, zachęceni przez prawicowe media, także przez „Gazetę Polską”. Nie są ich setki, są ich tysiące, w tym przygotowane profesjonalnie szwadrony z białymi maskami. I nie jest to ochrona Marszu Niepodległości, lecz jego bandycka awangarda. Tuż przed godziną 15.00 rozpoczyna się regularna bitwa z policją, sprowokowana przez bandytów. Widać to na przekazach medialnych i widzę to na własne oczy. W stronę policji lecą petardy, race, kostka brukowa, ponoć również zapalone butelki.
Organizatorzy Marszu Niepodległości potem odcinają się od bandytów. Oni ich nie zapraszali, sami przyszli. Na próżno – to nie były oddzielne grupy – to była ta sama ekipa. Część bandytów poszła w marszu w drugą stronę, Waryńskiego, Belwederską, Alejami Ujazdowskimi. Ten marsz idzie spokojnie, ale trudno w nim zauważyć podniosłość, dumę, radość, skupienie. Tego nie robią same flagi i transparenty. To musi być wewnątrz. Tego nie ma, jest raczej prawicowo-narodowa buta.
Zanim czoło pochodu dociera do Placu na Rozdrożu, gdzie stoi pomnik Romana Dmowskiego, wcześniej, bocznymi uliczkami i wzdłuż Trasy Łazienkowskiej docierają tam zorganizowane grupy ONR i bandytów. Dochodzi do spalenia dwóch samochodów stacji TVN, w tym wozu transmisyjnego i uszkodzenia dwóch innych samochodów. Atakowani się dziennikarze, nie tylko TVN, ale także innych stacji. Dziennikarka, publicystka tygodnika „Uważam Rze” na jednym z prawicowych portali napisała kilka godzin później, że wyglądało to na zaplanowaną prowokację… policji. Świadek naoczny, prawicowy bloger, Rybitzky, twierdzi jednak co innego – podpalenie dokonała grupa zorganizowana, spod szyldu ONR… Komu wierzyć? Zawodowej dziennikarce, piszącej relację z drugiej ręki, czy niezależnemu blogerowi? I jak poprzednio – organizatorzy marszu odcinają się od bandyckiego podpalenia. Krzysztof Bosak, rzecznik Fundacji Republikańskiej powie później na antenie TVN24, że winni są bandyci… i policja.
Marsz zostaje zakończony (rozwiązany) pod pomnikiem narodowca, Romana Dmowskiego. Wcześniej, przy Belwederze stoi pomnik Marszałka, ale on nie jest obiektem zainteresowania narodowców. To Dmowski jest bohaterem ONR, MW, organizatorów marszu. Tak jest wygodnie dla nich, choć przecież rocznica odzyskania polskiej niepodległości ściśle wiąże się z Józefem Piłsudskim… Przed pomnikiem ateisty Dmowskiego wyrasta olbrzymi drewniany krzyż, a część maszerujących intonuje „Pierwszą Brygadę”. Prawicowa schizofrenia…
Szybko w mediach pojawiają się głosy ze strony władz miasta, organizatorów marszu, a nawet prezydenta, że należy zmienić prawo, które pozwala na marsze, ich blokowanie i prowadzi do chaosu. Bzdura. Ustawa o organizacji imprez masowych powinna być stosowana literalnie, to wystarczy. Nie przekonują mnie głosy, że miasto ma związane ręce przy zgłoszeniach manifestacji, nie może je odmówić. Może, jeżeli służby miasta, a przede wszystkim policja wykaże, że wydanie zezwolenia może przyczynić się do zagrożenia porządku publicznego. Wydanie jednoczesnych zezwoleń na marsz i na jego blokowanie było takim przypadkiem.
Miasto nie stanęło na wysokości zadania. Święto Niepodległości to nie tylko oficjałka na Placu Piłsudskiego – to święto społeczeństwa. I trzeba ten dzień tak zorganizować, aby był dla mieszkańców, a nie dla ideologicznych manifestantów.
Azrael




Miasto nie stanęło na wysokości zadania? masz racje bo nie zorganizowało niewystarczającej liczby imprez dla mieszkańców wręcz rugujących z najważniejszych miejsc w Warszawie zadymiarzy. Nie zabezpieczyło ponieważ nadal funkcjonuje PRLowskie podejście do organizacji świąt państwowych gdzie obywatel się nie liczą się tylko oficjałki. Same zajścia – jeśli jest zapotrzebowanie polityczne na takie rozwiązania to trudno się dziwić. Partie polityczne jak widać sięgają już w politycznym mordobiciu do kiboli faszystów lewaków i wszelkiej swołoczy gotowej zawsze i wszędzie prać się po mordach. Mało tego zaczynają sięgać po odwody międzynarodowe. Czy należy coś zmieniać? po pierwsze należy tak zmieniać aby to nie moje i każdego innego obywatela pieniądze były wydawane na pilnowanie bandytów i chuliganów zapraszanych przez polityków na ich parady nienawiści i podłości w ramach wojny polsko polskiej.Dwa należy w końcu stosować zasadę ze nie ma wolności bez odpowiedzialności. Jak na razie prawo nasze bardziej chroni bandytów i swołocz politycznych zadymiarzy a nie spokoju zwykłych obywateli.Chcesz manifestować to wiedz że ponosisz pełna odpowiedzialność za to się stanie podczas manifestacji – czy to tak trudno zrozumieć? Moim zdaniem łatwo tylko jak tu pogodzić interesy polityczne.
Świetny tekst Azraelu. Rzetelne dziennikarstwo, którego wczoraj próżno było szukać w mediach. Dodałbym tylko jedną rzecz. To środowiska lewicowe, popierane przez Gazetę Wyborczą i Krytykę polityczną, chciały zderzenia z Marszem Niepodległości. To one nakręcały agresję zapowiadając ściągnie zagranicznych lewackich bojówek. Ta akcja musiała wywołać reakcje, przyciągając wszelkiej maści szumowiny. Ja nie usprawiedliwiam prawej strony, zwracam tylko uwagę, na bardzo istotny fakt, wciąż pomijany przez mainstreamowi media, które role rozdały na długo przed wczorajszym świętem. Ci z Marszu Niepodległości to agresywni faszyści, a blokujący to gołąbki pokoju. Taka ocena jest fałszywa i po prostu nie uczciwa.
Pingback: Kilka słów poświątecznych, czyli bez przesady: lepszy faszysta niż ja « Pawian przy drodze
Na szczęście Warszawa to nie cała Polska. Wiem, że Warszawiacy się wkurzają, bo masa mętów z miejscowymi bezmózgami zrobiła zadymę, ale odnosi się wrażenie, że to co działo się w Warszawie jest najważniejsze, bo reszta się nie liczy. A my prowincjusze z Trójmiasta masowo rozpalaliśmy grilla i delektowaliśmy się jesiennym słońcem oraz korzystaliśmy z możliwości spożywania alkoholu na świeżym powietrzu – jeszcze przed podwyżką akcyzy. Obok nas jakaś para nie krępując się zbytnio pracowała energicznie nad poprawą demograficznych perspektyw naszej umęczonej ojczyzny – tak więc jest normalne życie poza stolicą, choć faktem jest, że może nie tak spektakularne. Tylko trzeba je zauważyć i docenić.
Co do udziału niemieckiego… czy mogły być to te same bojówki Lufthansy, te które pobiły M. Rokitę i jego frau?
Dziwne podejście Panie Hipokrytes. Delektujesz się Pan tym że druga strona jest także BEEEE. Ja natomiast pytam Szanownego Pana co ja mam z tego jako szary obywatel, bo to że dwie strony są BEEE wcale mnie nie rajcuje.Proszę także pamiętać że blokowanie dotyczy faszyzującej strony i chociaż blokujących nie rozgrzeszam to jednaka uważam że dla elementów faszyzujących z racji doświadczeń historycznych Polski i Polaków miejsca pomiędzy Odrą a Bugiem a szczególnie w stolicy nad Wisłą nie powinno być. To co mnie szczególnie uderzyło to analfabetyzm historyczny uczestników zadymy o którym pisze Azrael, to wręcz prowokuje pytanie o jaki patriotyzm i jakie tradycje chodzi tym analfabetom historycznym spod pomnika Dmowskiego z krzyżem w łapach i Pierwszą Brygadą Piłsudskiego na ustach.
@Andrzej
Ależ ja w swoim komentarzu nie zajmuję się tym co Pan z tego ma albo nie ma. Piszę o tym, że nie podoba mi się zakłamany przekaz medialny, który prowadzi do tego, że dla wielu „faszyzm” i „patriotyzm” to niemalże synonimy. Ile można ględzić o faszyzmie? Może tylko przypomnę, że faszyzm to ideologia lewicowa a nie prawicowa.
Analfabetyzm historyczny nie ma co uderzać, bo to powszechne zjawisko w Polsce. Na kolorowych blokadach z pewnością byli sami doktoryzowani historycy.
Panie Hipokrytes po takim tekście cyt. Ile można ględzić o faszyzmie? muszę Panu zadać pytanie – Czy mam rozumieć że Pan popiera i identyfikuje się z działaniami ONRu i Młodzieży Wszechpolskiej? Proszę o krótką odpowiedź TAK lub NIE, bo chcę wiedzieć z kim mam do czynienia.
Natomiast co do faszyzmu to nie nie jest on ideologią lewicową jak Pan twierdzi. Tak jak i nie jest także ideologia prawicową Drogi Panie. To typowa doktryna polityczna państwa totalitarnego dyktatury nacjonalistycznej, wroga w stosunku do każdej formy demokracji i myśli liberalnej.
Na temat tego, z kim Pan ma do czynienia, powinien Pan sobie sam wyrobić opinię, na podstawie moich komentarzy. Po co Panu moje deklaracje? Ale proszę, ułatwię tą identyfikację – nie i niewiem skąd takie wątpliwości.
W swojej wcześniejszej wypowiedzi odnosił się Pan przecież do polskich doświadczeń z faszyzmem niemieckim, w wersji nazistowskich Niemiec, opierającym się na ideologii narodowo-socjalistycznej więc proszę mnie nie szachować teoretycznymi definicjami pomijając kontekst dyskusji.
Panie HIPOKRYTES – Ja nikogo nie mam zamiaru szachować jak pan pisze tylko ustalam fakty. Zadałem panu proste pytanie po wyrażeniu lekceważenia faszyzmu przez pana w zdaniu cyt. Ile można ględzić o faszyzmie? Zapewniam pana że dla mojego pokolenia faszyzm to nie ględzenie i przestrzeganie przed nim nie jest jakimś wymyślaniem nie wiadomo czego. Nie szachuję pana jak pan to napisał jakimiś definicjami tylko delikatnie próbowałem panu uświadomić jak pan mocno się myli pisząc to zdanie cyt.Może tylko przypomnę, że faszyzm to ideologia lewicowa a nie prawicowa. Tym razem powiem dobitniej – proponuję uzupełnienie wiedzy podstawowej panie Hipokrates zanim pan cokolwiek napisze.
@Andrzej
Uwielbiam ten pański mentorski styl ex cathedra. Nie rozmawiamy o definicjach tylko realnych doświadczenia, co zresztą sam Pan wciąż podkreśla. Zdążyłem już zauważyć, że należy Pan do tej grupy światłych europejczyków, którzy za każdym rogiem węszą antysemitów i faszystów. Ciężko musi się żyć w takim świecie.
Azraelu uważam że pan Hipokrytes ostatnim wpisem łamie dobre zasady prowadzenia debaty na Twoim blogu.Spersonalizowany atak na moją osobę wynikający moim zdaniem z braku argumentów przez ww pana uważam za łamanie tych zasad.
Strasznie Pan delikatny.
Panie Hipokrytes to nie jest kwestia delikatności, szkoda że pan tego nie rozumie.
Tak jest, Azraelu! Przepędź tego agresywnego faszystę Hipokrytesa.
To smutne, że właśnie w Polsce, kraju tak ciężko doświadczonym przez faszyzm ta ideologia odradza się. Nawet jeśli jestmentalnym gettem! Smutne jest też to, choć i niestety dla rodaków typowe, że ludzie, którzy nie są analfabetami nie potrafią ze sobą rozmawiać. A o faszyźmie trzeba mówić jak najbardziej. I to głośno!
Eee tam faszyzm… Najbardziej smutne i żenujące jest to, że 100 Niemców pobiło 10 tyś uczestników marszu niepodległości!
Ano tak. W rzeczy samej. A miał Niemiec nie pluć nam w twarz i…
@Hypokrytes
Pan Andrzej należy do tych, którym wszytko się kojarzy… Ma też bardzo brzydką przywarę charakterystyczną dla przedszkolaków: jest skarżypytą. Skarży, gdy ktoś nie przyjmuje z poklaskiem jego „jedynie-słusznych-ocen” i prosi, by pani (tu: Azrael) wyprosił niepokornego dyskutanta.