Gen wolności
O Internecie, pisanym dużą literą, własności ,kradzieży , genie anarchii i rozjechaniu się wartości pokoleń.
Ten nieco barokowy tytuł ma sygnalizować mnogość problemów, z którymi teraz się stykamy. Z dużym zainteresowaniem obserwuję zbiorowe zachowania i indywidualne opinie wygłaszane z okazji podpisania umowy ACTA. W moim domu także wybuchła mała, pokoleniowa awantura. Zaczęło się od spraw wolności w Internecie, („młody” jest przyzwyczajony, że na każdy gwizd ma wszelkie nowości i natychmiastowy kontakt z kumplami ze świata) a skończyło się na rozważaniach o kradzieży ,stosunku do własności (w powszechnym mniemaniu „niczyjej”) aż doszło do absurdu czyli rozważań patriotycznych (czy musimy poddawać się dyktatowi Brukseli). ”Młody”, odpuścił Brukseli, dopiero na następny dzień, gdy dowiedział się Europejski Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że ”nie można zmuszać dostawców Internetu do zainstalowania systemu zapobiegania nielegalnego pobierania plików”. Gdy już wydawało się, że spacyfikowałam domowe nastroje i nieco przywróciłam system wartości, który wydawał mi się ważny, zostałam dobita przez ”starszą latorośl”. Po tej wizycie poczułam się ”jak wyciągnięta spod lodu” (nie wiem czy t o określenie nie jest już anachroniczne?). Już na tzw „dzień dobry” latorośl, zawodowo, pracująca za pomocą Internetu, zagroziła, że natychmiast wyjdzie z domu jeśli jestem za ACTA. Wysłuchałam więc argumentów o spisku mega korporacji ,które za ciężkie pieniądze ograniczają dostęp do kultury, że nic nie rozumiem i to co się dzieje to jest rewolucja, że ONI mają prawo do informacji, że i te zjawiska nie są zrozumiane przez „kościanych dziadków”, (wszyscy powyżej 40 lat), że musi się zmienić model finansowania kultury, że są już twórcy, którzy tak jak Neil Gaiman, zrozumieli, że umieszczanie swoich książek w Internecie przynosi im korzyści w postaci reklamy i sławy, która potem przekłada się na konkretne wydania papierowe. Przytoczony został przykład średniowiecznych Benedyktynów, którzy kopiowali, bez niczyjej zgody, książki i dzięki temu kultura się rozpowszechniała. Na zakończenie, żeby mnie dobić jęknął:” co ta Platforma wyrabia, tyle z nią wiązałem nadziei , nie ma na kogo już głosować „. Na moje nieśmiałe stwierdzenie, że przecież rząd konsultował ACTA z 27 organizacjami otrzymała odpowiedz, że „nie konsultuje się, konsultuje się uwolnienia chłopa pańszczyźnianego z jego wasalem”. Na „do widzenia” obiecano mi przysłać zestaw linków, które powinnam koniecznie przeczytać, by skorygować swój punkt widzenia i by porozumienie miedzy pokoleniowe było dalej możliwe.
Do tej pory to ja byłam tzw „przywódcą stada”. Tradycyjnym powitalnym pytaniem było: „co tam mamo w polityce”. Miałam też poczucie, że przekazałam jakiś, w miarę spójny, system wartości, który dawał mi bezpieczne samozadowolenie, że jestem liberalna i w miarę nowoczesna (raczej w poglądach a nie w technologii – bo tu słabo nadążam). Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że na moich oczach powstały dwa światy, z nieco innym systemem wartości, w którym bezwarunkowe przykazanie „nie kradnij” nie znaczy wcale „ nie kopiuj” . Ten nowy stosunek do wytwarzanych wartości jest usprawiedliwiany zachłannością mega korporacji i usprawiedliwiany słowem „mam prawo do..” Uświadomiłam sobie, że naprawdę istnieje odrębny świat Internetu – pisanego z dużej litery jak Pan Bóg (komputer sygnalizuje błąd gdy napiszemy to słowo małą literą!).
Postanowiłam przemyśleć te argumenty, ale by zachować resztki dobrego samopoczucia, rozpaczliwie postanowiłam jedną nogą pozostać w rzeczywistości, którą znam i rozumiem. Nie będę tu rozważać czy jest sens stanowić prawo, którego nie można wyegzekwować i czy to prawo narusza swobody obywatelskie. Interesuje mnie co innego. W całej tej plątaninie wygłaszanych poglądów przebija się nasz sposób myślenia i nasza wrażliwość na sprawy społeczne i polityczne a także, co najciekawsze nasze, wyznawane przez nas wartości przekazane przez rodziców i kulturę, w której funkcjonujemy. I to ostatnie wydało mi się najciekawsze.
Badanie kultury, to najogólniej mówiąc, to „badanie historycznie wykształconych zespołów treści kulturalnych i mechanizmów jego powstawania i jego zmian” – jak stwierdza, staroświecki, acz mój ulubiony klasyk – J.St. Bystroń. Treści kultury to także stosunek do innego człowieka, grupy, instytucji, do świata zewnętrznego. W tym mieści się i miłość do ojczyzny i stosunek do państwa stosunek do swoich i obcych , a nawet do zwierząt, przyrody, przedmiotów ale tez i wartości . Te wszystkie cechy, jak i wiele innych, tworzy szeroko rozumiana kulturę danej grupy, wytworzoną ale i zmieniają się w nowych warunkach historycznych . Takie cechy wspólne mają grupy małe i duże – od rodziny poczynając , przez grupę społeczna do narodu czy nawet wspólnej cywilizacji. Tyle teoria. Mnie interesuje jeden element – nasz stosunek do własności. Naukowe rozważania zaczęły by od podstaw naszej cywilizacji czyli dekalogu (Nie kradnij) i od interpretacji Starego i Nowego Testamentu), poprzez tradycje katolicyzmu i protestantyzmu (z ich stosunkiem do bogacenia się, w którym katolicy chętniej pamiętają bogatego i wielbłąda przechodzącego przez igielne ucho niż protestancki m etosem pracy i bogacenie się jako nagroda za uczciwe i pracowite życie) poprzez idee filozoficzne (marksizm – zniesienie własności prywatnej). Mnie osobiście bardzo cieszy, że Polacy, w swej mentalności, zaczynają się przybliżać do społeczeństw północy, oddalając się od społeczeństw południa (z jego wybujałym indywidualizmem, skłonnością do nepotyzmu a prościej mówiąc kumoterstwa, stosunkiem do pracy i do cudzej własności). Budowa kapitalizmu powoduje stopniową zmianę mentalności i zachowań. Zmiany są powolne. Dawne dobre i złe cechy przeplatają się i nakładają na siebie. Warto wiedzieć z czego ten nasz galimatias wynika. Dlaczego właśnie w Polsce sprzeciw wobec Akta jest tak silny. Czy to nie z naszych wiejsko – narodowych cech, przetrawionych przez doświadczenia historyczne wynika nasz stosunek do własności prywatnej (chyba o to właśnie chodzi w nowym – starym prawie o ochronie własności intelektualnej i porozumieniu przeciwko obrotowi podróbkami). Czy to nie to przekazaliśmy w spadku młodym?
Moralność Kalego – to cecha większości tradycyjnych społeczeństw, która nie zależy od kontynentu. Kalemu zabrać krowę to źle, Kali zabrać krowę – o to już co innego! My Polacy mamy też „specyficzny”, przeniesiony z tradycji i historii, stosunek do nie cudzej własności. Wstydzimy się i irytują nas stereotypy jakimi inne nacje charakteryzują nas Polaków. Nie w smak nam dowcip o niemieckich samochodach, które już są w Polsce zanim przybędzie ich właściciel, robimy aferę i domagamy się przeprosin za reklamę pewnej sieci handlowej, w której tą krzywdzącą cechę uwydatniono i uogólniono. Ale nie ma dymu bez ognia – często nasz stosunek do własności prywatnej, najoględniej mówiąc, jest ambiwalentny. Ukraść komuś rower to złodziejstwo, ale wynieść z pracy długopis czy papier już nie. Dzwonienie z telefonu służbowego do krewnego za granicą nie wywołuje na ogół żadnych wyrzutów sumienia czy potępienia otoczenia. To przecież nie kradzież ale nasze ulubione „kombinowanie”, „zorganizowanie”,” załatwienie”. Taki człowiek to nie złodziej ale człowiek zaradny.
No i znów wracamy do pytania – skąd nam się to wzięło? Prostym wytłumaczeniem jest tzw. natura ludzka wyrażająca się w powiedzeniu ”bliższa koszula ciału”, ale to przecież nie wszystko. To także, przeniesiony przez lata historii i wspólnych doświadczeń, stosunek do cudzej własności. Chłop uznawał własność prywatną za świętą, ale to silne uczucie nie zabraniało mu zaorać miedzy sąsiada, wypasać bydło na jego polu gdy ten nie widzi, wynieść drzewa z dworskiego czy państwowego lasu. Przyczyną była nie tylko bieda, ale też wyznawany system wartości. Co za płotem to już nie moje i nie muszę o to dbać.
Najważniejsza jest moja rodzina, moje gospodarstwo, a dopiero w ścisłej kolejności, mój klan, plemię, grupa, naród. Dołóżmy jeszcze kilka cech, bo jest z czego. A nasz tradycyjny stosunek do obcych i innych (kulturowo czy klasowo ), a wiec jeśli nie obojętnych to wrogich, nie zasługujących na takie samo traktowanie jak „swój” (dziś obcy to pazerny koncern, który czerpie zbyt duże zyski utrudniając dostęp ogółu do pożądanych dóbr). Do tego doszły jeszcze legendy o Janosiku który zabierał bogatym , stosunek do państwa wykształcony w latach zaborów jako do wroga. Maniacko wręcz wracam do naszych „cech narodowych”, głównie tradycji ludowych utrwalonych przez nabytą w czasach słusznie minionych zasadę „ ykiwać państwo”, które jest nam wrogie, obce, nie zapewniało nam możliwości prostego i legalnego dostępu do podstawowych i pożądanych dóbr. Jak mówili znawcy zaszło „zawieszenie zachodnich norm” . Znawcy tego okresu historii odwołują się do książki prof Richarda Pipesa, który nazwał tą kulturę „antywłasnościową”. Zaliczył do niej niemal wszystkie kraje post-komunistyczne. Do tego stosunku do własności doszła jeszcze, jak pisze profesor ,akceptacja nowych norm – czyli dumy z tzw „zdobyczy, ,łupu”- wyrażające się w obcym słowie „trofiejne”. Ja bym do tego dodała jeszcze, prymitywny i tkwiący w nas od początku ludzkości, instynkt myśliwego, a także wykształcone i wpajane przez lata poczucie, że wszyscy mamy równe żołądki i należy nam się równy dostęp do wszystkiego. Słuszne w moim mniemaniu poglądy o równości i sprawiedliwości, potrzebie wyrównywania szans, w ferworze dyskusji, często nabierają karykaturalnych cech. Kuriozalne wręcz, wypowiedziane, mam nadzieję, że w zacietrzewieniu, przez rozsądnego i erudycyjnego Jacka Żakowskiego, wstrząsnęły mną i rozśmieszyły jednocześnie. W rozmowie z Iloną Łepkowską, autorką scenariuszy telenowel, zapytał czy brakuje jej pieniędzy, bo ta chce egzekwowania swoich praw autorskich. Dał też przykład, że to niesprawiedliwe, że książki Konwickiego nie zarabiają tyle ile (w podtekście marna) twórczość Dody. Nie oglądam seriali, gdzie w kuchni przy zupie rozstrzyga się problemy tego świat, ale uważam, że za pracę należą się pieniądze. Gusty publiczności to rzecz odrębna. Rolą państwa jest popieranie wartościowej twórczości, wspieranie, dofinansowanie. Rolą państwa jest nauczanie w szkołach historii kultury, kształtowanie smaku i gustów. Rola dziennikarzy jest pisanie o wartościowych rzeczach i ich propagowanie wśród dorosłych. Nie możemy zabraniać ludziom słuchania i oglądania rzeczy które im sprawiają przyjemność, choćby to raniło nasz smak. Jeśli seriale, pop muzyka ma swoich nabywców, to Doda powinna dostawać pieniądze za swoją twórczość, tak jak stolarz za zrobienie stołu. A że to nieadekwatne zarobki do wytworu? Popyt i podaż – prawa rynku. Czy jest na to jakiś inny, rozsądny pomysł? ”Ja wiem lepiej co jest wartościowe i co uszczęśliwi Kowalskiego” –takie myślenie wydaje mi się aroganckie . Tzw ”kultura wyższa” nie wszystkim trafia w gust . Ważne jest , żeby była powszechnie dostępna . Niech każdy bierze z niej co mu się podoba. Wolność ,najogólniej mówiąc, polega na tym by nie uszczęśliwiać innych wbrew ich woli, żeby dorosły człowiek mógł robić to, na co ma ,a co nie robi krzywdy innym. A kradzież cudzego dorobku do takich należy.
Zgadzam się, że instytucje finansowe nie mogą dyktować polityki i powodować upadki rządu, a zachłanne koncerny farmaceutyczne i medialne utrzymywać sztucznie wysokich cen i blokowa dostęp do dóbr. Zgadzam się z też wieloma innymi, słusznymi zastrzeżeniami. Trzeba jednak szukać rozwiązań, które mogą zmieniać nasz system wartości, ale nie wyrywają go z korzeniami. Podoba mi marsz środkiem drogi, bo nie do końca trafne, wydają mi się asekuranckie zdania ministra Zdrojewskiego, że protesty młodych ludzi przeciw ustawie to wyraz naszej wrażliwości na prawa wolności – że to gen wolności. Myślę, że to raczej gen anarchii i skłonność do nieprzestrzegania prawa.
Justyna Ziółkowska, długoletnia dziennikarka TVP, antropolog kultury




Kolejny tekst, który sprowadza problem ACTA do kradzieży, twórców itp. itd.! Od Pani, jako od dziennikarki, wymagałbym minimalnego przygotowania, zanim zabierze się głos w dyskusji…
Sam jestem dziennikarzem, przez pół roku na studiach miałem prawo autorskie i – szerzej – prawo ochrony własności intelektualnej. I przez pół roku poznawałem konwencje paryską, berneńską, rzymską, Traktat waszyngtoński, czy wreszcie TRIPS, który stał się obowiązującym załącznikiem do umów z WTO.
ACTA to konserwowanie dotychczasowego modelu ochrony praw własności intelektualnej, powtórzenie wielu tez przyjętych właśnie w porozumieniu TRIPS (1994, Marakesz). Modelu, który winien być zmieniony, bo prawa majątkowe nie mogą być nadrzędne w stosunku do praw człowieka (np. prawa do możliwie najlepszej opieki medycznej, najlepszych lekarstw)… Podkreśla to coraz więcej ekspertów, i dlatego coraz głośniejsze jest wołanie o zmianę prawa w zakresie ochrony własności intelektualnej.
Prof. Joseph Stiglitz (Nobel z ekonomii w 2001 r.): „Kiedy ministrowie handlu podpisali porozumienie TRIPS w Marrakeszu w rzeczywistości podpisywali wyroki śmierci na tysiące ludzi w Afryce Subsaharyjskiej i innych krajach rozwijających się”.
Obecna polityka w zakresie ochrony praw własności intelektualnej (patentów) się w wielu miejscach skompromitowała (także w Polsce, gdzie nieoryginalne ciuchy z naklejkami Adidasa czy Nike, zamiast przekazać np. do domów dziecka, komisyjnie się niszczy). Twierdzenie, że wzmacnianie mechanizmów egzekwowania tych praw przyczyni się do rozwoju gospodarczego na całym świecie (pierwsze zdanie preambuły ACTA) to kompletna bzdura. Obecny model nie sprzyja zrównoważonemu rozwojowi świata, pogłębia różnice społeczne, chroni tylko interesy międzynarodowych koncernów i najbogatszych państw świata. Do takich konkluzji prowadzi raport „W stronę nowej ery praw własności intelektualnej: od konfrontacji do negocjacji”, przygotowany przez międzynarodową grupę ekspertów ds. biotechnologii, innowacji i własności intelektualnej” (Montreal 2008), zawierający 16 rekomendacji na temat kierunków rozwoju prawa własności intelektualnej, które są zasadniczo odmienne od przyjmowanych na gruncie ACTA rozwiązań.
Także ostatni raport OECD („Mechanizmy współpracy w zarządzaniu własnością intelektualną”) wskazuje, że istotą ochrony praw na dobrach niematerialnych winno być tworzenie mechanizmów (w tym mechanizmów prawnych) umożliwiających współpracę i dzielenie się wiedzą. Myślenie w kategoriach zakazowych (na których oparte są porozumienia TRIPS i ACTA) należy do przeszłości, jego dalsze funkcjonowanie jest po prostu szkodliwe.
ACTA to jest odpowiedź na te głosy, ze strony bogatych państw i korporacji, które zarabiają miliardy i chcą dyktować dowolnie wysokie ceny na leki, nowości technologiczne… To dokument pisany pod dyktando międzynarodowych koncernów, który ma zagwarantować im, że żaden parlament, ani żaden sąd nie będzie mógł zagrozić ich interesom. Choć ich interesy są bardzo często sprzeczne z interesem społecznym…
Kolejny tekst, który sprowadza problem ACTA do kradzieży, twórców itp. itd.! Od Pani, jako od dziennikarki, wymagałbym więcej…
Sam jestem dziennikarzem, przez pół roku na studiach miałem prawo autorskie i – szerzej – prawo ochrony własności intelektualnej. I przez pół roku poznawałem konwencje paryską, berneńską, rzymską, Traktat waszyngtoński, czy wreszcie TRIPS, który stał się obowiązującym załącznikiem do umów z WTO.
ACTA to konserwowanie dotychczasowego modelu ochrony praw własności intelektualnej, powtórzenie wielu tez przyjętych właśnie w porozumieniu TRIPS (1994, Marakesz). Modelu, który winien być zmieniony, bo prawa majątkowe nie mogą być nadrzędne w stosunku do praw człowieka (np. prawa do możliwie najlepszej opieki medycznej, najlepszych lekarstw)… Podkreśla to coraz więcej ekspertów, i dlatego coraz głośniejsze jest wołanie o zmianę prawa w zakresie ochrony własności intelektualnej.
Prof. Joseph Stiglitz (Nobel z ekonomii w 2001 r.): „Kiedy ministrowie handlu podpisali porozumienie TRIPS w Marrakeszu w rzeczywistości podpisywali wyroki śmierci na tysiące ludzi w Afryce Subsaharyjskiej i innych krajach rozwijających się”.
Obecna polityka w zakresie ochrony praw własności intelektualnej (patentów) się w wielu miejscach skompromitowała (także w Polsce, gdzie nieoryginalne ciuchy z naklejkami Adidasa czy Nike, zamiast przekazać np. do domów dziecka, komisyjnie się niszczy)…
I jeszcze to: twierdzenie, że wzmacnianie mechanizmów egzekwowania tych praw przyczyni się do rozwoju gospodarczego na całym świecie (pierwsze zdanie preambuły ACTA) to kompletna bzdura. Obecny model nie sprzyja zrównoważonemu rozwojowi świata, pogłębia różnice społeczne, chroni tylko interesy międzynarodowych koncernów i najbogatszych państw świata. Do takich konkluzji prowadzi raport „W stronę nowej ery praw własności intelektualnej: od konfrontacji do negocjacji”, przygotowany przez międzynarodową grupę ekspertów ds. biotechnologii, innowacji i własności intelektualnej” (Montreal 2008), zawierający 16 rekomendacji na temat kierunków rozwoju prawa własności intelektualnej, które są zasadniczo odmienne od przyjmowanych na gruncie ACTA rozwiązań.
Także ostatni raport OECD („Mechanizmy współpracy w zarządzaniu własnością intelektualną”) wskazuje, że istotą ochrony praw na dobrach niematerialnych winno być tworzenie mechanizmów (w tym mechanizmów prawnych) umożliwiających współpracę i dzielenie się wiedzą. Myślenie w kategoriach zakazowych (na których oparte są porozumienia TRIPS i ACTA) należy do przeszłości, jego dalsze funkcjonowanie jest po prostu szkodliwe.
ACTA to jest odpowiedź na te głosy, ze strony bogatych państw i korporacji, które zarabiają miliardy i chcą dyktować dowolnie wysokie ceny na leki, nowości technologiczne… To dokument pisany pod dyktando międzynarodowych koncernów, który ma zagwarantować im, że żaden parlament, ani żaden sąd nie będzie mógł zagrozić ich interesom. Choć ich interesy są bardzo często sprzeczne z interesem społecznym…
I najgorsze jest to, że do tych wszystkich wszystkich wykrzykiwanych haseł dochodzi „wolność”. Bo się ograniczy „swobodę wypowiedzi”! Zresztą tych „ograniczeń wolności” jest więcej, wystarczy wejść na stronę jakiegokolwiek artykułu o ograniczeniach prędkości, sprawdzaniu biletów, działalności straży miejskiej, policji, itd. Ostatnio okazało się, że instalowanie kamer na ulicach to też totalitarna, komunistyczna inwigilacja.
No, a jakiekolwiek zakusy na sieć to już wręcz wypowiedzenie wojny ogółowi młodych ludzi. Bo tak się niestety porobiło, że wcześniejsze pokolenie uwiło sobie gdzieś na krańcach małe, bezpieczne gniazdka, a ogromna reszta pozostała Dzikimi Polami, po których mają prawo hasać jedynie młode wilki.
I cóż takiego robią te wilki w sieci? Na organizowanych naprędce zadymach jest mowa o kulturze, wiedzy, komunikacji bez barier. Tyle, że w praktyce najczęściej to wygląda tak, że kultura to w większości dostęp do darmowych rąbanek i filmów pornograficznych (no, bo komu innemu przyszłoby do głowy hasło Bronek, m…, skąd będziesz ściągać pornole). Wiedza to zrzynanie z portali typu „Ściąga”, Wikipedia. Komunikacja to FB i Twitter – gadki o niczym, fantazjowanie na swój temat, zamieszczanie nikogo nie interesujących zdjęć. A „swoboda wypowiedzi” to brak jakiejkolwiek moderacji wpisów tam, gdzie jeszcze ona istnieje (obserwacja pokazuje, że właściciele dużych portali, czy stron poczytnych gazet albo nie nadążają z tą moderacją, albo nie chcą zawracać sobie tym głowy).
Bardzo interesująca analiza. Jak na dłoni widać siłę i moc tradycji. Obowiązuje zasada że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Natomiast jeśli mówimy o równości to jako naród (inni myślą podobnie) akceptujemy ją głownie w zakresie brania i korzystania, trudności występują jeśli przechodzimy do dawania i budowania.Natomiast obecny wybuch niezadowolenia jest chyba bardziej skomplikowany niż wielu się wydaje.Internet jest medium w którym szary człowiek występuje w dwóch zasadniczych rolach dawcy i biorcy dając jednocześnie pole poczucia wolności i pozornej anonimowości. Uważam że każda próba odebrania tej swobody będzie powodowała ogromne wrzenie które o dziwo u nas nie ma raczej wektora politycznego. mam wrażenie że żadna partia obecnej sceny nie ma na tyle wiarygodności aby efekty tego wrzenia zdyskontować a już na pewno nie PiS. Ta wojna toczy się od dawna ale toczyła się trochę w przysłowiowym podziemiu. Teraz wychodzi na wierzch.Ciekawa jest w niej rola mediów, które w swym głównym nurcie ponownie dały plamę, ponieważ nie potrafiły się sprężyć i dokonać skutecznej transmisji wiedzy o ACTA do głów Polaków. Polacy w swej masie nie znają treści tej umowy do czego przyparty przez dziennikarza przyznał się także wódz opozycji J. Kaczyński.
Cała sprawa kompromituje polityków od prawa do lewa bo po pierwsze nie wiedzieli w wielu przypadkach za czym głosują w PE podnosząc rękę za TAK dla ACTA i jak widać dalej protestują przeciw czemuś czego nie znają bo zabrakło czasu i chęci aby teks ten nienajdłuższy po prostu przeczytać. Pytanie jak ma wierzyć przeciętny Kowalski w merytoryczności debaty o która tak walczą wszyscy politycy od lewa do prawa?
Mimo wszystko to młodzi mają rację. Trzeba bronić praw autorskich, ale nie cenzurą prewencyjną, ani nakładaniem kagańca na internet. Należy szukać sensownych nowych rozwiązań a nie wracać do starych ograniczeń dystrybucji. A może rozszerzą anachroniczne regiony z DVD na wszystko inne? Wystarczy wprowadzić konta, abonamenty i inne sposoby nabywania przez użytkowników praw do używania produktów intelektualnych… Przyszłość niesie nowe rozwiązania… Prawa redagowane w tajemnicy i podpisywane w pośpiechu to bardzo zły pomysł i wstęp do starego zamordyzmu w nowej szacie…
Pozwoliłam sobie podać link do tego świetnego tekstu na swoim blogu… Pięknie pozdrawiam i Panią i Azraela… Alter ego kuzynkibietki z magazynuzbednychslow
Analiza jak analiza. Omija z daleka istotę sprawy, jaka tkwi w ACTA. Ochrona prawa autorskiego jest tylko pretekstem do złapania nas w sidła wszechobecnej kontroli z pominięciem prawa do obrony osoby posądzonej o rzekomą kradzież własności intelektualnej. Wystarczy donos kogokolwiek z sieci, żeby posądzony musiał udowadniać, że nie jest wielbłądem. A w tym czasie zostanie pozbawiony środków do życia, jeśli żyje z działalności w internecie. Zasada domniemania niewinności została wyprowadzona z ACTA. Poza tym zapominamy, że w Polsce obowiązują rygorystyczne przepisy dające wystarczające środki do ochrony praw autorskich i praw pokrewnych. A skoro tak, to po co nam implementacja złego prawa wprowadzanego w dodatku podstępem? W Parlamencie Europejskim już poseł sprawozdawca podał się do dymisji, mając dość aury niczym nieuzasadnionej tajności w rokowaniach poprzedzających ACTA. Amerykanie porzucili pomysły z pro-ACTA. Trybunał Sprawiedliwości w Strasburgu stwierdził, że przepisy ACTA godzą w Kartę Praw. Jak widzę, zwolennicy ACTA starają się za wszelką cenę nie dostrzegać belki w oku, myśląc, że ACTA chronią ich własne osobiste prawa. Nie chronią, i w tym sedno sprawy. Za to dają kolejne narzędzie do legalnego podglądania użytkowników Internetu i wycinania oponentów z sieci pod wątpliwym prawnie pretekstem naruszenia praw autorskich bez możliwości obrony na drodze prawnej.
@ petrel
Masz rację jeśli chodzi o ocenę samego tworu Amerykanów do spółki z Japończykami. Jednak analiza dotyczy pewnego zjawiska z którym mamy do czynienia obecnie. Ustawa o refundacji nie wyciągnęła na ulice do aktywnego sprzeciwu nawet 1% ludzi którzy wyszli na hasło ACTA. To jest jedna sprawa i druga ważna to sposób procedowania w ukryciu pod kontrola Amerykanów. Trzecia także istotna to masowa wręcz nieznajomość tekstu przez krytykujących ją polityków, nie mówiąc o szczerym wyznaniu Migalskiego. To poraża.
Andrzeju. Trudno, żeby chorzy urządzali demonstracje na ulicach. Za to aktywność w internecie już powinna była dać Donaldowi Tuskowi do myślenia. Po zmyłkach z ustawą refundacyjną, kiedy to Bartosz Arłukowicz przystał na wykreślenie sankcji wobec lekarzy i aptekarzy, a potem się okazało, że lekarzy już zwolniono, ale aptekarzy nadal będą strzyc przy ziemi, ciśnienie przekroczyło normę. Teraz – okazuje się – Donald, podpisując ACTA, zrobił kuku nie tylko nam, ale i własnej córce, która ściąga pliki i linki z internetu na swoją popularną stronę aż huczy. Porozmawiałby z ze swoją inteligentną Kaśką, to by głupot nie robił. Młodzież po prostu nas przerosła i odkryła w sobie siłę.
Zapraszam jutro rano o 8.00 do słuchania radia TOK FM. Będę dyskutował o ACTA…
@Petrel
Młodzież, nas wybacz nie przerosła tylko ma inne priorytety. Problem z ACTA to moim zdaniem problem wartości. Pomimo całej sympatii niestety dla wielu młodych ludzi pojęcia wolności i samowoli stają się coraz bardziej tożsame a wolność nie potrafią łączyć z odpowiedzialnością. Gwoli wyjaśnienia nie jestem obrońcą ACTA, której regulacje uważam z racji zastosowanej procedury za złe nie mówiąc o treści. Jeśli mamy problem to problem nie wolności a odpowiedzialności za słowo. W internecie ten problem będzie wracał jak bumerang, bo to medium nie może być polem wyjętym spod ogólnie obowiązujących wartości.Nie może być tak, że ściąganie nielegalnych kopii nie jest równoznaczne z kradzieżą własności, czy też obrzucanie błotem, pomówienia i kłamstwo dozwolone.Z tym musimy się zmierzyć zarówno ci starsi jak i młodsi. U nas jedno co mnie faktycznie dziwi i niepokoi to wysuwanie się na czoło protestujących dawnych inwigilatorów spod hasła, że nie mający winy nie powinni się bać, bo jeśli już się bać to tego typu i charakteru ludzi.
Mam już sporo lat. I też widzę ACTA (a i SOPA czy PIPA) jako kolejną odsłonę bitwy koncernów (kiedyś się je nazywało „monopole”) ponadnarodowych o rządzenie światem. Widzę, jak powoli koncerny zdobywają rynek – są coraz większe, coraz więcej mają pieniędzy i coraz bardziej niszczą konkurencję. Nawet silne w ramach kraju organizacje są bezradne. Przykładów mamy tu bez liku, czy to w branży samochodowej, spożywczej czy to w chemiczno – farmaceutycznej. A to tylko to co widać, bo jest mnóstwo ukrytych więzi pomiędzy firmami powodujących, że to co widać to tylko wierzchołek góry lodowej. Walka będzie bardzo ciężka, bo koncerny stać na zakup najlepszych fachowców (prawników, polityków, naukowców, zarządców, twórców), ich siła jest więc naprawdę niedoceniana …
Przepraszam, że wtrącę dwa słowa. Po pierwsze – owszem w świętej księdze jest przykazanie – nie kradnij, jednak warto zauważyć, że parę stron wcześniej Jahwe namawia swych podopiecznych do okradania Egipcjan, kończąc tą zachętę słowami – będzie to panu miłe.
Po drugie – samo pojęcie własność intelektualna. Wszystkim obrońcom tego pojęcia radzę zastanowić się co się pod nim kryje.
Przykład z naszych czasów, żadnych tam Benedyktynów czy Cystersów – gdyby J.R.R Tolkien czy Ursula K. Le Guin mieli tak dobrych i agresywnych prawników chroniących tak zażarcie własność intelektualną np .J. K. Rowling, ta ostatnia napisałaby góra jedną książkę o Harrym Potterze, po czym nie wyszłaby z długów za kradzież własności intelektualnej.
To tylko jeden z miliona przykładów – weźmy branże muzyczną – nie oszukujmy się od przynajmniej dziesięciu lat nic nowego nie wymyślono, obecnie produkcje muzyczne kolejne wariacje mniej (najczęściej) lub bardziej udanych przerabianych istniejących utworów. Gdyby taki Jean-Michel Jarre czy zespół Depeche Mode lub Madonna się uwzięli i zaczęli ścigać za kradzież pomysłów i bezczelne kopiowanie ich utworów, to wycięliby jakieś 3/4 tej branży łącznie z obecnymi mega gwiazdami w rodzaju Lady Gaga czy Rhianna.
Weźmy kino – to w tej branży byłaby jeszcze większa masakra – szczególnie amerykańskiego kina akcji, gdzie szczególnie w tak zwanych filmach akcji powiela się po raz dziesięciotysięczy motyw – zabili go i uciekł.
Reasumując – obecnie produktów oryginalnych jeśli chodzi o kulturę jest ułamek procenta, a może i mniej. Dzisiejsi twórcy żerują na dorobku czyli własności intelektualnych całych pokoleń, bezczelnie kopiując lub czasem przetwarzając znane pomysły. Jednak nikt nie chce chronić twórczości przeszłych pokoleń, tylko dzieła obecnych kopistów. I to jest niesprawiedliwe.
Rozmowa interesująca ale zabrakło mi Gospodarzu w niej kilku chyba ważnych elementów:
Pierwszy to taki iż oto mamy do czynienia z sytuacją że politycy chętnie zarzucali protestującym, iż nie wiedzą, przeciw czemu protestują. W tym wypadku może i tak być iż faktycznie znikoma część z nich czytała ACTA. Jednak na tym miedzy innymi polega demokracja przedstawicielska, że obywatel nie musi znać szczegółów stanowionego prawa, głosuje na ludzi, którzy znają się na prawie, albo wierzy w to, że się znają. I tu wyszło szydło z worka. Tym razem na pierwszy rzut oka wielu protestujących wydaje się lepiej poinformowanych niż ci wcześniej za tym prawem glosujący w PE, czy tez obecnie zabierających publicznie głos. Niektórzy europosłowie otwarcie przyznają, że nie byli w stanie się zapoznać z umową, na którą się zgodzili.
Drugi nawiązujący do pierwszego oto obywatele zauważyli, że jeśli nie podoba im się jakaś regulacja prawna wysmażona przez polityków, mogą wejść do Internetu i sprawdzić, kto za nią głosował, a kto był przeciw. Nową jakością z dużym ładunkiem przyszłych konsekwencji społecznych jest akcja pod hasłem : jesteś przeciwko ACTA, napisz do swojego posła. Tu asie okazało że duża liczba internautów napisała, niektórzy posłowie odpowiadali. Te doświadczenia pokazują obywatelom, że dzięki Internetowi mogą kontrolować rządzących. To zachowania obywatelskie, które powinny nas cieszyć, czy także polityków to dobre pytanie?
Trzeci to taki iż po raz kolejny Internet okazuje się sprawnym narzędziem do stymulowania zachowań społecznych. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że ten protest jest stymulowany przez grupę liderów opinii, którzy bardzo sprawnie poruszają się w Internecie, wykorzystują narzędzia internetowe, żeby pokazać swój punkt widzenia i przekonać do niego inne osoby, czego rząd ale nie tylko dotyczy to rządu kompletnie nie potrafi zrobić.
Czwarty powiązany z trzecim to wniosek że wbrew potocznych opinii (puszka piwa i pornol) okazuje się, że sieć nie odspołecznia, jak widać przeciwnie sprzyja budowaniu i nadaje silne impulsy relacjom społecznym, a więc także sprzyja budowie kapitału społecznego.
I w końcu piąty element bezradność klasy politycznej zarówno tej rządzącej jak i tej opozycyjnej nie potrafiącej jasno zaprezentować stanowiska i rozwiązań dotyczących wolności i odpowiedzialności w sieci. Nawiasem mówiąc nasze prawo pod względem ochrony własności jest bardziej rygorystyczne niż ACTA, jeśli szwankuje to jego egzekwowanie. Jednak ta umowa jest o tyle niebezpieczna iż nie wiadomo w którym kierunku się może rozwinąć pod panowaniem korporacji amerykańskich.
W żadnym się kierunku nie rozwinie, będzie tak jak było. Tylko, że na serwerach rosyjskich czy chińskich – tym to amerykańscy imperialiści to „mogom skoczyć”. Wszelkie próby regulacji są skazane na niepowodzenie jeśli znaczna część świata jest z pod kontroli wyłączona. Dodajmy do tego inwencję – np. Polak potrafi.
@ Khair
Tu panie Khair pełna zgoda ponieważ ACTA ma moim zdaniem charakter ochrony interesów korporacyjnych a z racji ograniczonej liczby państw sygnatariuszy w kontekście globalnego charakteru internetu nie będzie miała oczekiwanej skuteczności. Jednak czy tak się stanie? Mam nieodparte wrażenie że biorąc pod uwagę niedookreślenie umocowania i kompetencji komitetu zarządzającego/sterującego czy może inaczej może to być tu postawie tezę wstęp do tworzenia czegoś na wzór COCOMMu rodem z XX wieku który stanowić ma barierę pomiędzy blokiem państw o dużym potencjale innowacyjnym w stosunku do ogromnego rynku konsumentów pozostającym poza nim.
Coś takiego miało już miejsce… choć w innej dziedzinie. W średniowieczu przenajświętszy kościół zwalczał używanie… kuszy. Człowiek posługujący się kuszą nie miał co szukać rozgrzeszenia u księdza (no chyba, że sowicie zapłacił – to zawsze działało) – oddziały posługujące się tą bronią były traktowane pogardliwie przez kronikarzy czy trubadurów, choć władcy doceniali ich skuteczność sowicie ich wynagradzając (no cóż, przepisy i przykazania najświętszego kościoła sobie, a life is brutal…).
W każdym razie przez całe średniowiecze kusza i kusznicy byli na cenzurowanym, stanowiąc przedmiot pogardy i cel dla przekleństw – co oczywiście było zrozumiałe, ponieważ byle cieć czy pachołek przy pomocy wystruganej przez siebie kuszy mógł zabić szlachetnie urodzonego, którego zbroja kosztowała nieraz parę wsi, a ćwiczenia rycerskie były równie kosztowne. Kusza naruszała ustalony porządek społeczny, dając gminowi broń przy pomocy, której mógł znieść z pola bitwy szlachetnie urodzonych, niwelując ich przewagę dzięki kosztownym zbrojom i uzbrojeniu.
Skuteczność kościelnych zakazów była oczywiście żadna. Co gorsze, kusza przekształciła się w broń palną, która całkowicie i skutecznie zmiotła rycerzy z pola bitew.
I tego właśnie życzę korporacjom.
@ Khair
Ten przykład do mnie przemawia, co wcale nie znaczy że nie będzie prób opanowania internetu.Tylko laik może myśleć że internet to gry i zabawy. Internet to coraz bardziej sprawne narzędzie władzy – panowania coraz bardziej pożądane przez określone plemiona. Można zaryzykować tezę, że za dekadę ten kto będzie potrafił używać to narzędzie ten będzie wygrywał wybory i zdobywał władzę (57% badanych w przedziale 18-30 lat – internet głównym źródłem wiedzy o świecie). Tak więc awantura o ACTA to w sumie zmaganie o panowanie w sieci i władzę. Na naszych oczach mija chyba era trybunów ludowych typu właśnie Lepper, Palikot, czy Kaczyński. W blogosferze rodzi się nowy typ liderów sieciowych potrafiących coraz skuteczniej mobilizować użytkowników sieci. Nie chcę tu używać słowa manipulować choć mam przekonanie że coraz częściej do tego dochodzi. Do nich moim zdaniem nie należą raczej współcześni politycy aktywni w sieci jak np Czarnecki, Migalski, Siwiec itp. to raczej ludzie pokroju Kataryny, Marii Dory, czy też Gospodarza. I z drugiej strony właśnie pozbawiony kontroli politycznej internet to coraz lepiej wykorzystywane przez obywateli narzędzie kontroli wybranych w wyborach przedstawicieli narodu, to bat na rządzących.
Z zażenowaniem i lekkim przerażeniem przeczytałem komentarz dyskutanta podpisującego się „andrej”. Widać jednak kiepsko uczą w szkołach dziennikarskich podstaw ochrony własności intelektualnej i przemysłowej. A może wynika to z systemu wartości wyniesionego z domu rodzinnego? Ale do rzeczy. Patent na wynalazek wymyślono w Wenecji, gdzieś w XVII wieku, po to aby rozwijać właśnie postęp techniczny. Mądrzy Wenecjanie doszli do wniosku, że lepiej zagwarantować wynalazcy czasowy monopol na swój wynalazek uzyskując przez to opis wynalazku i możliwość jego powszechnego stosowania po upływie czasu ochrony, zamiast utrzymywania przez wynalazcę swojego wynalazku w tajemnicy, przez co tylko on miałby z niego korzyści. I tu jest zawarta cała tajemnica patentu: czasowy monopol za cenę opublikowania wynalazku i późniejszego jego powszechnego zastosowania. Jest to podstawowy warunek postępu technicznego na świecie. Wyciąganie przy okazji problemu tanich lekarstw dla trzeciego świata to ckliwa demagogia nie mająca nic wspólnego z istotą problemu.
Drugi problem to znaki towarowe. Proszę mi wytłumaczyć, czy każdy musi mieć prawo nosić buty oznakowane znakiem Adidasa lub Pumy jeżeli nie chce ich kupić od producenta? Znaki te są także gwarantem pewnej, na ogół wysokiej jakości. Jest to ważne dla konsumentów. Trudno się dziwić, że firmy bronią się przed nanoszeniem swoich znaków na plastikową tandetę.
Problem praw autorskich. Uważam, że praca twórcy: pisarza, naukowca, malarza, muzyka, także dziennikarza, także muzyka estradowego to ciężka praca, której, aby osiągnąć sukces, trzeba się poświęcić bez reszty. Ludziom tym należy się godziwe wynagrodzenie a nawet majątek. Inną sprawą jest rozważenie czy ochrona autorska nie idzie za daleko. Ja uważam, że obecna ochrona przez lat bodaj 70 to jest stanowczo zbyt długo. Rozumiem, że dzieci i wnuki mogą żyć z majątku rodziców ale dla czego mają jeszcze prawo do tantiem nie ze swojego dorobku.
Kochani dyskutanci, zapewniam, że Traktat ACNA nie wnosi nic nowego do prawa polskiego czego by tam już nie było. Młodych tłumaczy powszechny brak znajomości prawa ale dla starszych, szczególnie dziennikarzy nieznajomość rzeczy to duży wstyd…
Pozwolę sobie wtrącić, że prawo autorskie dopuszcza coś takiego jak inspirację danym, cudzym utworem. Co jest jeszcze inspiracją a co już kradzieżą jest to problem, na którym niejedna kancelaria prawnicza zbiła majątek.
Moim zdaniem Katon i Khair dobrze aktualny stan spuentowali. Szkoda, że casus ACTA wywołał jedynie powierzchowną dyskusję a właściwie wrzawę o nic a wszak powstał klimat do zastanowienia się nad zmianą status quo. Autorskie praa osobiste i majątkowe trwać winny najwyżej 10 lat i dość już dopłacania do każdej kserokopiarki czy też głośnika w markecie opłat na rzecz ZAiKS. Firmy farmaceutyczne zastrzegają sobie aktywnośc patentu na dany lek na okres ok.25 lat i dopiero po jego wygaśnięciu mogą wejść na rynek generyki. Z odzieżą, według mnie jest tak, że np. Puma ( czy iina potężna firma) produkuje swój towar, który reklamują aktorzy, piłkarze itp. co napęda szaleństwo snobiu konsumentów.Oczywiśćei, ze to kosztuje i doskonale wliczone jest w cenę każdego artykułu czy też torebki Prady, za którą nabywca płaci niewiarygodną cenę w stosunku do jego wartości. Stąd rozkwitł świat podróbek a wcześniej np. win musujących, skoro szampan moze być tylko jeden. Który świat stał się bardziej moralny ten „podróbkowy” czy zachłanny pierwotny ? Zobaczymy – a w razie czego KUSZA Panie i Panowie.
Masz rację Ewo ale wiekszość jak na to patrzę źle rozpoznaje zagrożenie.To co obserwujemy to odpowiedź młodego pokolenia na hasło jakie zostało rzucone pt. chca nam zamknąć facebooka. A faktycznie ACTA to inna sfera zagrożenia o wiekszym jak dla Polski kalibru montowana przez dwie najbardziej innowacyjne gospodarki świata USA i Japonię. ACTA jest traktatem handlowym narzuconym przez USA, na warunkach USA. Nacisk jest wręcz fizycznie odczuwalny. Bo ACTA dotyczy głównie przeciwdziałania rozpowszechniania podróbek nie tylko w Internecie ale przede wszystkim w świecie realnym. Przepisy ACTA będą miały zastosowanie wszędzie tam gdzie zostanie naruszenia zasada oryginalności. A patenty mają głównie korporacje tych dwóch państw. ACTA to koniec z tanimi zamiennikami cześci itp.