Pisanie historii na nowo

Lecha Wałęsy nie lubię, właściwie to nigdy go nie lubiłem. Za pierwszej „Solidarności”, za tej drugiej, także w czasach kiedy był prezydentem. Złym prezydentem, otaczającym się ludźmi miernego formatu. Nie lubię go za zarozumialstwo, za brak taktu, za zawiść, brak klasy. A ruch „Solidarności” nie był moim ruchem, pomimo, że przez kilka miesięcy do związku należałem. Zraził mnie jako prezydent, nie znosiłem jego wystąpień, miałem za złe otoczenie się ludźmi w stylu Wachowskiego, Drzycimskiego, czy bracia Jarosław i Lech Kaczyńscy.

Ale Wałęsa jest symbolem przełomu, jest człowiekiem, który wyniesiony na szczyt przysporzył Polsce splendoru – i dzięki temu jest jak jest, od dwudziestu dwóch lat żyjemy w normalnym, demokratycznym państwie. Nie on stworzył „Solidarność”, tak jak nie uczyniła tego suwnicowa Walentynowicz i Andrzej Gwiazda. To tylko elementy. Nie oni tworzyli ideę i prawidła, nie są autorami 21 postulatów, nie wnieśli do ruchu pierwiastka intelektualnego. Ruch społeczny był dziełem doradców pierwszego komitetu strajkowego – a jego korzenie to ROPCiO, KOR, i inne związki opozycyjne. Także Kościół Katolicki. I setki tysięcy aktywnych działaczy w kraju.

Lech Wałęsa jest popularny w Polsce i takim pozostanie już nie jako polityk, lecz jako pewien symbol. I nie chodzi tu tylko o jego przeszłość opozycyjną, czasy „Solidarności”, ale również chodzi o sprawy najnowsze, o nagonkę, jaką na niego uczyniono w ciągu ostatnich lat. Po konflikcie z braćmi Kaczyńskimi, a przede wszystkim po awanturach z publikacjami IPN, jego popularność w społeczeństwie znacznie wzrosła. Gdyby był umieszczany w rankingach, zapewne byłby w pierwszej piątce. Gdyby był dalej aktywny politycznie, jego znaczenie byłoby minimalne, ale popularność – dalej wielka.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 19. lutego

Kontrowersyjne tematy

Rick Santorum zadziwił wszystkich, nawet Mitta Romneya, wygrywając w Minnesota, Colorado oraz Missouri. Po wygranej wysunął się na pierwsze miejsce ponownie usuwając Mitta Romneya z tej pozycji. Santorum w odróżnieniu od Romneya jest prawdziwym konserwatystą i Republikanie, przynajmniej Ci, którzy twierdzą, że bycie konserwatywnym jest dla nich ważne, na niego zagłosowali, gdyż Santorum reprezentuje dokładnie to co mówi. Santorum nie ma milionów, nie ma wsparcia finansowego ze strony bogatych sponsorów, ale powoli zbiera datki aby móc kontynuować swoją walkę o nominację.

W jaki sposób Santorum pokonał Romneya? Santorum chodził od drzwi do drzwi przedstawiając swoja platformę polityczną. Santorum nie jest robotem w jeansach, który nie potrafi znaleźć wspólnego języka z ludźmi. Santorum zawsze glosował przeciwko aborcji, przeciwko podniesieniu podatków oraz nadaniu gejom prawa do zawierania związku małżeńskiego.

Continue Reading →

Sama sobie zgotowała ten los…

Patrząc na to, jak Joanna Mucha jest „przeczołgiwana” przez kolejne media, mniej, lub bardziej eleganckich dziennikarzy, to wcale nie jest mi jej żal. Bo uczucie żalu, czy współczucia wobec polityka powinno być tym ostatnim.

Nie znam osobiście Joanny Muchy, doświadczonej polityk parlamentarnej i doktora nauk ekonomicznych, ale z opinii zasłyszanych wyłania się obraz osoby miłej, kompetentnej i wcale nie „celebrytki”, na co mogłaby ją skazywać nieprzeciętna uroda. Tym bardziej się dziwię, że przyjęła propozycję premiera Donalda Tuska objęcia trudnego resortu. Tak, trudnego, ponieważ sport i turystyka to skomplikowana materia, nie tylko społeczna, ale również ekonomiczna. A dodatkowo Polska ma w tym roku dwa poważne zadania – u siebie Euro2012, w „eksporcie” Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Za te drugie odpowiada głównie PKOL, ale jednak trochę odpowiedzialności spada i na ministerstwo. A ilość zadań bieżących jest ogromna.

Joanna Mucha kompetentna w sprawach ekonomii i polityki ma zerowe doświadczenie w sprawach administracji państwa, a dodatkowo nie ma zaplecza politycznego. Nie ma również zaplecza i kontaktów w świecie sportu, nie ma własnego zespołu urzędników i doradców znających materię organizacyjną tej sfery życia społecznego. Stąd kuriozalne pytanie (o ile rzeczywiście ono padło…), kto wybrał drużyny grające o Superpuchar. Stąd dziwna nominacja pana Wieczorka z Lublina, który dał się już poznać… uszkadzając służbowy samochód…

Continue Reading →

Droga ku historii

Czy ktoś jeszcze pamięta jaka radość panowała w komitecie wyborczym Platformy Obywatelskiej po wygranych, drugich z kolei wyborach parlamentarnych? Niewielu zapewne, a minęło dopiero przecież kilka miesięcy, właśnie mija pierwsze sto dni nowego rządu Donalda Tuska. Sto dni, w których sam premier stracił wiele zaufania społecznego (jest w tym rankingu na miejscu… 4.), a jego rząd ma 70% negatywnych opinii. I nikt z ankietowanych w ostatnim sondażu nie ocenia go „bardzo dobrze”.

Ten rząd jest jeszcze bardziej autorski, niż poprzedni, pomijając polityków koalicyjnego PSL. Brak w nim Grzegorza Schetyny i odsunięcie go na bocznicę polityczną jest tego najbardziej jaskrawym przykładem. Ale nie tylko brak ex-marszałka Sejmu, ale również dziwne nominacje ministerialne (Gowin, Mucha, Nowak, Cichocki), wskazują na to, że był on budowany pod kątem całkowitego przesunięcia centrum politycznego w Aleje Ujazdowskie, do kancelarii premiera. Tam ma być nie tylko centrum legislacyjne, ale również centrum decyzyjne. Efekt jest taki, że z KPRM dziś do Sejmu dotarło zaledwie kilka projektów ustaw i to raczej w sprawach drugorzędnych. Sejm, już dawno pozbawiony roli agory debat politycznych, które przesunęły się do mediów, został dziś pozbawiony paliwa legislacyjnego. Mało kto wie o tym, że posłowie rządzącej partii nie mają prawa zgłaszać własnych projektów do laski marszałkowskiej, lecz muszą być one kierowane do kancelarii, a stamtąd dopiero wracają w formie gotowych materiałów. A projekty innych klubów sejmowych (choć marszałek Ewa Kopacz zrezygnowała praktycznie z tak zwanej zamrażalki) mają znaczenie drugorzędne. A przecież reformy ponoć są w drugiej kadencji konieczne.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 13. lutego

Świat bez USA

Latami, dla wielu Polaków USA kojarzyło z balonową gumą do żucia, Kaczorem Donaldem oraz nieosiągalnym i nierealnym światem. USA jest postrzegane inaczej przez kogoś mieszkającego i przez kogoś, kto nigdy w USA nie był. Amerykanie wierzyli i nadal wierzą, że USA jest najlepszym krajem na świecie a Amerykanie są najlepsi we wszystkim. Oni w to głęboko wierzą. Uważają, że SA wyjątkowi, niezniszczalni i nalezą im się przywileje, ponieważ sobie na nie zapracowali. Ich pojęcie o świecie, innych kulturach oraz nacjach jest naprawdę bardzo małe. Mimo, że w USA zamieszkuje tak wielu emigrantów, od których mogliby się wielu rzeczy nauczyć, Amerykanie nie SA zbyt chętni do nauki. Ich główny problem to edukacja, a raczej coraz gorszy poziom nauczania. To bardzo specyficzny naród, głęboko zapatrzony w siebie.

USA odgrywało i nadal odgrywa główną role na arenie politycznej. Ale upadek ekonomiczno- finansowy, rozwój i wpływ Chin na to co się dzieje w USA i poza zmieniły w pewnym sensie status USA.

Zbigniew Brzeziński, którego zdanie jest niezwykle cenione wśród polityków oraz mediów w USA napisał niesamowitą książkę pt. „Wizja Strategiczna”, w której przedstawia wizję Świata bez potęgi USA. Według niego to Chiny odgrywałyby pierwszą rolę jezeli USA przestałoby istnieć jako potęga międzynarodowa. Zbigniew Brzeziński był doradca byłego prezydenta Jimmy Cartera. Jego nieortodoksyjne poglądy oraz opinie przysporzyły mu wielu krytyków, ale Brzeziński jak się okazało miał rację na temat wielu spraw. To właśnie on przewidział rozpad Związku Radzieckiego i był tym, który doradzał Carterowi jak należy postąpić ze Związkiem Radzieckim oraz Bliskim Wschodem. Zbigniew Brzeziński jest demokratą wierzącym w równość i sprawiedliwość oraz unikanie konfliktu w postaci wojny. Od samego początku był przeciwko wojnie z Irakiem, od samego początku również popierał Baracka Obamę, jest jego doradcą, ale również i krytykiem. Brzeziński uważa, że prezydent Obama zrobił i osiągnął wiele, ale również popełnił wiele pomyłek, których można było uniknąć głownie jeśli chodzi o sytuacje z Izraelem. Według niego, Izrael wymanewrował Obamę i jeżeli prezydent jasno nie przedstawi sytuacji to Izrael wpląta USA w niepotrzebna wojnę. Izrael ma ogromny wpływ na Kongres w USA. Dzieje się to tak dlatego, że Żydzi amerykańscy posiadający pieniędze mają duży wpływ na lobbistów i przez to na politykę USA. Według Brzezińskiego USA powinno dbać o dobro USA i być bardziej krytyczne w stosunku do Izraela.

Continue Reading →

ACTA – politycznie

Debata, czy wysłuchanie obywatelskie, jakie odbyło się w mroźny poniedziałek z inicjatywy Donalda Tuska w Kancelarii Premiera Rady Ministrów nie przyniosło żadnego rozstrzygnięcia. Bo przynieść nie mogło, w przypadku, kiedy obie strony, rządowa i szeroko rozumiana społeczna, nie do końca znały swoje motywacje i przesłanki. Rząd nie do końca rozumie, jakie jest sedno protestów przeciwko ACTA, protestujący przeciwko tej umowie nie wiedzą, jakie uwarunkowania stoją za podjętą decyzją jej podpisania i za drogą ku jej ratyfikacji. Opinia, że „analogowy” rząd nie rozumie „cyfrowego” społeczeństwa jest chwytliwa, ale mało konkretna.

Warto pamiętać, że premier Tusk działa w wielopłaszczyznowych relacjach. Jest politykiem, który musi przy podejmowani decyzji brać pod uwagę wiele zmiennych i informacji. Może, gdyby był dobrze poinformowany przez swoich urzędników, podjąłby inną decyzję i nie wydałby decyzji podpisania umowy przez polską ambasador w dalekiej Japonii. Wstrzymałby decyzję, blokując w ten sposób proces ratyfikacji – przynajmniej do momentu, kiedy umowa nie zostanie przyjęta przez Parlament Europejski. A dziś jest coraz mniej pewne, że europosłowie zagłosują za ACTA, pomimo nacisków Komisji Europejskiej. Jak powiedział mi Rafał Trzaskowski, polski poseł z frakcji EPP, już nie tylko socjaliści i zieloni są przeciwko ACTA, ale rośnie także sprzeciw konserwatystów i liberałów. Liczba tych, którzy boją się, że zostaną zaliczeni do lobbystów wielkich koncernów rośnie. Tym bardziej, że nie wiadomo, czy Amerykanie, którzy stoją za aktem założycielskim tej umowy, sami zrobią z niej obowiązujący akt prawny w Stanach Zjednoczonych.

Continue Reading →

Wywiad z prof. Pawłem Artymowiczem

Cięli już krzaki. Uderzyli w brzozę

 

Azrael Kubacki, bloger polityczny, dziennikarz gazety internetowej „Studio Opinii”: Czy zajmował się Pan kiedykolwiek badaniem katastrof lotniczych?

prof. Paweł Artymowicz, fizyk i pilot, Toronto: Nie, nie miałem okazji uczestniczyć do tej pory w badaniu katastrof w ruchu lotniczym, podobnie zresztą jak eksperci sejmowego zespołu Antoniego Macierewicza. Oni też nie mają takich doświadczeń.

Ale jest Pan przecież nie tylko fizykiem i astrofizykiem, ale również od wielu lat czynnym pilotem, jak rozumiem interesował się Pan wszelkimi wypadkami lotniczymi? Jak wygląda na Zachodzie metodologia badań tego rodzaju katastrof, jak ta polskiego Tu 154M pod Smoleńskiem?

- Czytałem setki raportów amerykańskiej komisji NTSB (National Transportation Safety Board). Piloci robią to rutynowo. Jest to ważne dla każdego, kto chce latać bezpiecznie. Komisje takie, jak NTSB zajmują się ustalaniem tego, co było najbardziej prawdopodobnym powodem danego wypadku. Nie jest ich zadaniem przedstawienie dokładnych symulacji komputerowych, które byłyby pewną odpowiedzią na wszystkie możliwe pytania. Jest to zresztą w praktyce niewykonalne. Komisje badania wypadków na Zachodzie skupiają się mniej na wynajdowaniu winnych (i naturalnie nigdy na ich ukrywaniu), a bardziej na tym, jak zapobiec podobnemu wypadkowi w przyszłości. To podejście daje świetne rezultaty. Zasadniczą przyczyną większości wypadków są błędy pilotów. Na wniosek NTSB modyfikuje się ich szkolenie, co przyczynia się do zmniejszenia wypadkowości, która obecnie jest wielokrotnie niższa, niż w Polsce.

Całość wywiadu w Wyborcza.pl

Azrael

Sosnowiecki lans medialny

Spektakl z Sosnowca dobiega do końca – znaleziono ciało zmarłego (zamordowanego?) dziecka, matka została przesłuchana, zostaną jej postawione zarzuty. Można będzie odstawić wkrótce wozy transmisyjne, dziennikarze wrócą za biurka. Polskie media znów mnie nie zawiodły – news ze zwłokami w tle powoduje, że ogarnia je amok. Tym razem gwiazdą – nie pierwszy raz – stał się Krzysztof Rutkowski, nazywający sam siebie detektywem. Jak to określił jeden z publicystów – to golem stworzony przez media.

Kilka lat temu telewizje informacyjne delektowały się zdjęciami, nagraniami, wywiadami z rodziną polskiego Fritza z Podlaskiego. Była to rzecz obrzydliwa, jak tylko może być obrzydliwe pomieszanie pedofilii z kazirodztwem i przemocą. Ale trzeba było koniecznie o tym mówić i pokazywać. Pseudo detektywa również, ponieważ, jak to określiła na twitterze dziennikarka TVN24, Anna Kalczyńska, „Rutkowski, kontrowersyjny showman, brutalny i szczery. Przedstawia swoja wersje. To jest życie”. Tak, to według pani redaktor powinni być pokazywane „życie”. Osią programów telewizji informacyjnych, nadawanych dla wielu milionów widzów stały się obrazki tragedii rodziny i dziecka. Stacje telewizyjne stały się elektronicznymi tabloidami life.

Osobną sprawą jest postać samego Rutkowskiego, kabotyna, medialnego żigolaka. To on namówił matkę sześciomiesięcznej Magdy do przyznania się, że dziecko nie zostało porwane przez nieznajomego, lecz zmarło w wyniku wypadku, a następnie ukryte. Nie zrobił jednak tego w sposób profesjonalny, w czterech ścianach pokoju przesłuchań, ale pod okiem kamery, a film z zeznania najpierw trafił do mediów, później dopiero do policji. A te, transmitując konferencję prasową z jego udziałem, promują jego wizerunek, kosztem tragedii całej rodziny. Bo przecież sensacja jest w tym przypadku rzeczą najważniejszą. I nie ma tu nic do tego, jak stwierdziła nieoceniona red. Kalczyńska, że „Rutkowskiego pokazaliśmy nie dlatego, ze go lansujemy ale dlatego, ze przekazał info, o którym pisały dziś wszystkie gazety”, ale dlatego, że to się sprzedaje. Bo przecież o sprzedaż i czas reklamowy chodzi, nieprawda?

Jest drugi aspekt tej sprawy, a są nim działania policji i prokuratury. Pozwoliły one, aby hochsztapler Rutkowski miał swobodny dostęp do rodziny, nie przestrzegając jej przed jego prowokacjami. Same natomiast pokazały wyjątkową inercję i brak profesjonalizmu. Dziesiątki, może setki policjantów, sprzęt, prokuratorzy, psycholodzy, kryminolodzy – i spętanie procedurami, bezwład organizacyjny i decyzyjny, na którym skorzystał celebryta Rutkowski. Niestety, to on skutecznie przesłuchał matkę tragicznie zmarłego niemowlęcia i wyciągnął z niej najważniejsze informacje. I to państwowe służby przyczyniły się do tego, że telewizje mogły przedstawić Krzysztofa Rutkowskiego w roli nie tylko detektywa (do czego nie ma uprawnień), ale również prokuratora i sędziego. Telewizje przy jego pomocy stworzyły nowy „format” medialny – „Detektyw ujawnia”… – kosztem tych, którzy tak naprawdę nie zdali egzaminu – policji i prokuratury.

Przypominając sobie zachowania mediów z różnych spektakularnych, tragicznych wydarzeń i sposób ich pokazywania i komentowania, zastanawiam się, gdzie jest granica? I ze strachem myślę, że chyba jej nie widać…

 

Azrael

Zapiski zza Atlantyku – 2. lutego

Stawka większa niż życie

 

Po wygranej w Południowej Karolinie, Newt Gingrich uwierzył, że może zostać prezydentem. W kolejnych debatach, Newt nikogo nie obrzucał błotem, chciał sobie zjednać niezależnych wyborców. Niestety, spokojny Gingrich okazał się nudny i to przyczyniło się również do porażki na Florydzie.
Sposób prowadzenia kampanii wyborczych Partii Republikańskiej jest wyjątkowo wredny. Nie ma limitów, wszystkie chwyty są dozwolone. Wygranie Florydy było bardzo ważne dla Romneya, gdyż Floryda ma 50 delegatów i w odróżnieniu od poprzednich stanów, wygrany otrzymuje wszystkich mandaty na konwencję wyborczą.

Stawka była wysoka. Tak jak przypuszczano, Romney wygrał. Otrzymał 46,4% poparcia a Gingrich tylko 31,9%.

Floryda to to stan zamieszkały przez Kubańczyków, Żydów, starszą generację, która po przejściu na emeryturę przeniosła się na Florydę, Polaków, którzy masowo wykopują domy oraz w dużej ilości tzw. „blue collar” czyli ludzi pracujących fizycznie. Kubańczycy jako jedyni Latynosi są pro republikańscy, trudno zrozumieć dlaczego, ale tak jest. Wśród Republikanów panuje przekonanie, że emigrant to ktoś kto obniża poziom nauczania w szkołach i zabiera pieniądze od rządu, nic nie dając w zamian. Republikanie gdyby mogli deportowaliby wszystkich emigrantów, nie bacząc na konsekwencje. Romney oraz Gingrich zbyt często nie podejmowali tematu emigracji, ale na Florydzie nie mogli go uniknąć. Romney zaproponował samo-deportacje czyli osoba nielegalnie przebywająca w USA powinna sama się deportować i w swoim kraju cierpliwie czekać na legalne pozwolenie pobytu w USA. Ogólnie podejście Romneya do emigracji jest bardzo rygorystyczne. Popiera on Krisa Kobacha, który stworzył dyskryminacyjne prawa przeciwko emigrantom. Wielu Latynosów, głownie z Arizonie, Nebrasce, Kalifornii czy Illinois uważa, że Romney popełnia samobójstwo traktując sprawę emigracji w ten sposób, gdyż podczas głównych wyborów emigranci nie poprą go. Gingrich, który ma bardziej liberalne podejście do emigrantów, zniszczył jakakolwiek szansę kiedy, nazywając język hiszpański „językiem getta”.

Continue Reading →

Unia i demokracja

Nawiązując do starego powiedzenia brytyjskiego męża stanu, Winstona Churchilla, Unia Europejska (dziś) to najgorszy możliwy system polityczny dla Europy, ale nikt nie wymyślił lepszego. To najlepszy z możliwych, jaki do tej pory nasz kontyngent miał, choć pewnie sympatycy Napoleona, a może i jego wrogowie, bardzo się obruszą..

Jeszcze kilka miesięcy temu nie brałem pod uwagę możliwości rozpadu Unii Europejskiej, dziś jednak takie zagrożenia widzę. Nie wynikają one jednak z wyraźnej słabości instytucji unijnych, ale raczej ze słabości władzy politycznej w najsilniejszych państwach członkowskich. Mają rację ci z komentatorzy, którzy twierdzą, że przyjęty właśnie (technicznie) Pakt Fiskalny jest mniej narzędziem polityki wewnątrzunijnej, a bardziej wypadkową polityki wewnętrznej najsilniejszych dwóch państw – Niemiec i Francji . Angela Merkel ma wkrótce wybory, a cząstkowe wybory w landach od dawna pokazują, że z jej CDU i jej przywództwem nie jest najlepiej. Dlatego kanclerz musi pokazywać, że niemiecki wkład netto w unię nie idzie na marne. Nicolas Sarkozy ma wybory jeszcze szybciej, a w jego przypadku, gdzie stanie bezpośrednio w szranki, błędy na forum europejskim byłyby jeszcze bardziej widoczne. Dlatego też jego postulaty wzmocnienia roli państw euro w podejmowaniu decyzji w skali całej UE i wzrost znaczenia szczytów przywódców, kosztem instytucji unijnych, były tak ważne. Tylko, czy jest to zgodne z literą, a przede wszystkim zapisami Traktatu Lizbońskiego? Można wątpić.

Pakt Fiskalny tylko teoretycznie uchronił Unię Europejską przed podziałem na Europę dwóch prędkości. Ona istniała i istnieje dalej, póki na w całe UE nie ma jednolitej waluty (wyłączmy na stale z tego Wielką Brytanię, stosującą nową europejską, finansową wersję polityki splendid isolation – ale tylko tam, gdzie Brytyjczykom jest to wygodne). Jednak sam pakt działa przeciwko zasadzie równości i solidarności WSZYSTKICH państw Unii Europejskiej, gdzie wszystkie kraje (proporcjonalnie) partycypują w podejmowaniu decyzji na temat spraw ważnych dla całego kontynentu. Przesunięcie nacisku na ustalenie szczytów przywódców państwa i uruchomienie procedury wynikającej z umowy międzyrządowej nie jest dobrym krokiem.

Continue Reading →

Co dalej z ACTA?

Dyskusja o umowie międzynarodowej ACTA przybrała różne formy, w zależności od tego, kto ją prowadzi, co w niej widzi, jakie z niej (według danego komentatora) płyną zagrożenia, jaki może mieć wpływ na internet, życie kulturalne, prawa własności intelektualnej, prawa majątkowe twórców i pośredników, etc, etc.. Obszarów dyskusji zrobiło się tak dużo, że trudno je ogarnąć. Przy okazji dochodzi do tak dziwnych porównań, jakie uczynił Jacek Żakowski, który w jednym zdaniu zestawił prawa majątkowe i prawa swobodnego do odstępu do treści w internecie – kategorię prawną i kategorię społeczną, obywatelską.

Teoretycznie podpisane już przez Polskę porozumienie ACTA ma za zadanie chronić prawa autorskie twórców, w szczególności chodzi o dobra trwałe i dobra licencyjne. W Polsce zostało to sprowadzone do kategorii internetu i problemu, czy w sieci nie zapanuje cenzura – jak to ładnie ujął jeden z anonimowych hakerów – czy nie zostanie ograniczone prawo do kradzieży. Problemem nie są zapisy umowy, ale to, czy ten, kto w sieci kradnie, będzie miał ochronę swoich danych osobowych, a pośrednik (paser?) nie będzie zmuszony do ich przekazania. Trywializuję temat? Tak, owszem, ale poważne dyskusje o tym, czy cenzura internetu, która jakoby ma wypływać z ACTA nie toczy się na ulicach, w trakcie protestów, ale dość nieśmiało w mediach. To jest problemem, a nie demonstracje, na których, co już widać, wiele sił politycznych i pseudopatriotycznych chce zbić kapitał.

Sedno problemu umowy ACTA, w skali globalnej ujął wczoraj w programie Tomasza Lisa w telewizji publicznej nie socjolog kultury, prawnik, czy medioznawca, ale muzyk i performer Piotr „Glaca” Mohamed. Stwierdził przytomnie, że ACTA to umowa będącą zmową wielkich koncernów i producentów różnych dóbr, nie tylko z segmentu kultury, w ochronie swoich praw własności, patentów, licencji, praw produkcji. Praw uzasadnionych, ale również stanowiących zagrożenie dla rozwoju społecznego, dla praw niektórych producentów, nawet państwa. „Glaca” przedstawił jeden argument – stwierdził, że na podstawie przepisów ACTA można zbudować rozporządzenia blokujące produkcję tańszych, generycznych leków. To może być zagrożeniem dla wielu szerokich grup ludności, nawet państw. Wystarczy podać przykład leków przeciwko AIDS, ich tańszych mutacji i zestawić to z problemem tej śmiertelnej choroby w wielu biednych krajach Afryki. Problem ACTA w Polsce i zagrażających z tego powodu problemów młodych internatów to „pan Pikuś”…

Continue Reading →

Teksty nadesłane – 27. stycznia

Gen wolności

O Internecie, pisanym dużą literą, własności ,kradzieży , genie anarchii i rozjechaniu się wartości pokoleń.

Ten nieco barokowy tytuł ma sygnalizować mnogość problemów, z którymi teraz się stykamy. Z dużym zainteresowaniem obserwuję zbiorowe zachowania i indywidualne opinie wygłaszane z okazji podpisania umowy ACTA. W moim domu także wybuchła mała, pokoleniowa awantura. Zaczęło się od spraw wolności w Internecie, („młody” jest przyzwyczajony, że na każdy gwizd ma wszelkie nowości i natychmiastowy kontakt z kumplami ze świata) a skończyło się na rozważaniach o kradzieży ,stosunku do własności (w powszechnym mniemaniu „niczyjej”) aż doszło do absurdu czyli rozważań patriotycznych (czy musimy poddawać się dyktatowi Brukseli). ”Młody”, odpuścił Brukseli, dopiero na następny dzień, gdy dowiedział się Europejski Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że ”nie można zmuszać dostawców Internetu do zainstalowania systemu zapobiegania nielegalnego pobierania plików”. Gdy już wydawało się, że spacyfikowałam domowe nastroje i nieco przywróciłam system wartości, który wydawał mi się ważny, zostałam dobita przez ”starszą latorośl”. Po tej wizycie poczułam się ”jak wyciągnięta spod lodu” (nie wiem czy t o określenie nie jest już anachroniczne?). Już na tzw „dzień dobry” latorośl, zawodowo, pracująca za pomocą Internetu, zagroziła, że natychmiast wyjdzie z domu jeśli jestem za ACTA. Wysłuchałam więc argumentów o spisku mega korporacji ,które za ciężkie pieniądze ograniczają dostęp do kultury, że nic nie rozumiem i to co się dzieje to jest rewolucja, że ONI mają prawo do informacji, że i te zjawiska nie są zrozumiane przez „kościanych dziadków”, (wszyscy powyżej 40 lat), że musi się zmienić model finansowania kultury, że są już twórcy, którzy tak jak Neil Gaiman, zrozumieli, że umieszczanie swoich książek w Internecie przynosi im korzyści w postaci reklamy i sławy, która potem przekłada się na konkretne wydania papierowe. Przytoczony został przykład średniowiecznych Benedyktynów, którzy kopiowali, bez niczyjej zgody, książki i dzięki temu kultura się rozpowszechniała. Na zakończenie, żeby mnie dobić jęknął:” co ta Platforma wyrabia, tyle z nią wiązałem nadziei , nie ma na kogo już głosować „. Na moje nieśmiałe stwierdzenie, że przecież rząd konsultował ACTA z 27 organizacjami otrzymała odpowiedz, że „nie konsultuje się, konsultuje się uwolnienia chłopa pańszczyźnianego z jego wasalem”. Na „do widzenia” obiecano mi przysłać zestaw linków, które powinnam koniecznie przeczytać, by skorygować swój punkt widzenia i by porozumienie miedzy pokoleniowe było dalej możliwe.

Do tej pory to ja byłam tzw „przywódcą stada”. Tradycyjnym powitalnym pytaniem było: „co tam mamo w polityce”. Miałam też poczucie, że przekazałam jakiś, w miarę spójny, system wartości, który dawał mi bezpieczne samozadowolenie, że jestem liberalna i w miarę nowoczesna (raczej w poglądach a nie w technologii – bo tu słabo nadążam). Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że na moich oczach powstały dwa światy, z nieco innym systemem wartości, w którym bezwarunkowe przykazanie „nie kradnij” nie znaczy wcale „ nie kopiuj” . Ten nowy stosunek do wytwarzanych wartości jest usprawiedliwiany zachłannością mega korporacji i usprawiedliwiany słowem „mam prawo do..” Uświadomiłam sobie, że naprawdę istnieje odrębny świat Internetu – pisanego z dużej litery jak Pan Bóg (komputer sygnalizuje błąd gdy napiszemy to słowo małą literą!).

Continue Reading →

Liberał na czele lewicy

Wywiad z Leszkiem Millerem, szefem Sojuszu Lewicy Demokratycznej

 

Azrael Kubacki: Jak się kieruje klubem parlamentarnym składającym się z 26 posłów, kiedy kiedyś miało się ich ponad 200…?

Leszek Miller: Zabrzmi to paradoksalnie, ale trudniej niż dużym. W małym klubie interakcje i codzienna łączność szefa klubu z posłami jest większa, mam niestety więcej spraw na głowie. A obsługa techniczna jest niestety mniejsza, ale atmosfera jest za to bardziej rodzinna i życzliwa…

Osiągnął Pan już sukces, nikt z klubu jak na razie nie odszedł, no, poza posłem Sławomirem Kopycińskim…

Ale on do nas w ogóle nie przyszedł, może dlatego ta nasza dwudziestosześcioosobowa rodzina trzyma się mocno.

A jak długo będzie trzymała się mocno? Ostatnie wyniki sondażowe pokazują poziom poparcia dla SLD poniżej 5%…

Tak, ale to było jedno badanie preferencji wyborczych [CBOS], dwa dni później inna placówka badawcza, Homo Homini dała nam 11%. Wszyscy wolą mówić o czterech procentach, a nie o jedenastu, ale tak na moje oko chyba coś z tym zrobić, nie może być tak, że różnice w badaniach instytutów badawczych są aż tak istotne. Tu ktoś tu popełnia istotne błędy, nie wiem czy zamierzone, czy nie…

Jak Pan dziś definiuje wyborcę lewicowego? To chyba jest inny wyborca niż 20, 15, 10 lat temu…

Widzę różnicę pomiędzy wyborcą, który przede wszystkim jest nastawiony na lewicowość kulturową, a takim, który reprezentuje lewicowość socjalną, czy społeczną. Lewicowość kulturowa dominuje zapewne u Janusza Palikota, my mamy wyborców socjalnych. To wyraźne zróżnicowanie.

Oczywiście, jeżeli w ogóle Ruch Palikota można zaliczyć do lewicy, antyklerykalizm to za mało, aby mówić o lewicowości.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 24. stycznia

Wypadek

7 października 2011 roku. Manhattan, New York, grupa młodych ludzi jedzie na weekend do Vermont. Nic nie zapowiada tragedii. Trudno powiedzieć co się naprawdę stało. Kierowca samochodu popełnił fatalną pomyłkę, która zakończyła się poważnym wypadkiem . Alexandra Błaszczuk, pasażerka samochodu, doznała poważnych uszkodzę kręgosłupa. Już nigdy nie będzie mogła chodzić.

W USA po wypadku pomoc jest bardzo szybka. Na miejsce wypadku od razu przybywa karetka pogotowia , straż pożarna oraz policja. W przeciągu kilku minut, ofiary są zabierane do szpitala gdzie lekarze specjaliści mają dostęp do najlepszego sprzętu. Czasami jednak nawet najlepsi specjaliści oraz sprzęt nie są w stanie odwrócić skutków poważnych urazów. W przypadku Alexandry Błaszczuk tak właśnie było. Pomimo natychmiastowej operacji, pobytu w klinice rehabilitacyjnej będzie sparaliżowana do końca życia.

Na swojej stronie internetowej, Alexandra poprosiła ludzi o pomoc finansową.

Continue Reading →

Generał Błasik, nowy bohater

Sprawa katastrofy smoleńskiej bardzo ciąży nad życiem politycznym w Polsce. Nie tylko zresztą nad czystą polityką, ale również ma ogromny wpływ na życie społeczne i mające na nie wpływ media. Dyskusja na temat tak zwanego „drugiego obiegu” mediów i kultury ogniskuje się w dużym stopniu na relacjach i stosunku do tego, jak oceniane jest śledztwo smoleńskie, a także spór co było podstawową przyczyną katastrofy prezydenckiego samolotu (lub kto wykonał na niego zamach…). Konflikt w prokuraturze, pomiędzy prokuratorem generalnym, Andrzejem Seremetem, a szefem prokuratury wojskowej, generałem Krzysztofem Parulskim też ma warstwę podskórną, jest nią śledztwo smoleńskie – kto nad nim będzie sprawował pieczę, kontrolę.

Wszytko, co da się wykorzystać do rozgrywki jest dobre, wszystko wokół tragedii smoleńskiej można zinterpretować na korzyść swojego poglądu, lub, co gorsza, gry politycznej. Minął ponad tydzień, kiedy prokuratura zaprezentowała na konferencji nowe badanie nagrań, zrobione przez krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych. Wynika z niego, że nie rozpoznano w nagraniach i nie przydzielono do konkretnych linii stenogramów głosu generała Andrzeja Błasika. Kłóci się to z konkluzjami komisji rządowej Jerzego Millera i całkowicie mija się z tezami komisji MAK, która sugerowała, że generał był siłą sprawczą (wywierał nacisk na załogę) katastrofy. Tylko, że uważne wczytanie się w listę stenogramu może świadczyć, że Błasik (i jeszcze innych oficer, gen. Tadeusz Buk) byli w kokpicie samolotu (lub w jego drzwiach) w ostatnich minutach lotu i śledzili poczynania załogi. Już samo to jest naruszeniem przepisów bezpieczeństwa lotu, za co odpowiedzialny był dowódca lotu. A tym dowódcą, od momentu przywitania Lecha Kaczyńskiego przy trapie samolotu na warszawskim Okęciu był generał Błasik.

Continue Reading →

ACTA – trochę realizmu

Jestem zwolennikiem regulacji dystrybucji informacji i treści w sieci, jak również kontroli tego, czy prawo własności (prawa majątkowe i prawa intelektualne) są przestrzegane. W związku z tym muszę być również zwolennikiem regulacji ACTA, a właściwie tego, co może ta umowa przynieść.

ACTA to nic innego jak międzynarodowa umowa handlowa o zwalczaniu obrotu podróbkami, skierowana w stronę obrony prawa majątkowych i autorskich – wszystkich. Element dystrybucji w otwartej sieci jest tak jakby elementem dodatkowym. Ograniczenie tej dystrybucji i poddanie jej kontroli (szczególnie chodzi o strony, portale, serwery) budzi objawy, że kryje się za tym próba ograniczenia praw użytkowników internetu. Czyli – cenzura. Czy są to obawy uzasadnione? Tak, ale nie wynika to z zapisów ACTA. Jeżeli się prześledzi tę stosunkową krótką umowę handlową (uwaga – która nie jest obligatoryjna dla Polski, w myśl przepisów Unii Europejskiej, choć Rada Unii ją przyjęła pod koniec ubiegłego roku), to widać, że dopiero wprowadzenie regulacji krajowych, lub skorzystanie z już obowiązującego prawa o ochronie praw autorskich, czy znaków towarowych, może doprowadzić do ograniczenia praw dostępu do treści internetowych. Dopiero, kiedy Polska po podpisaniu umowy przystąpiłaby do porozumienia, dopiero wtedy ustalenia stałego komitetu ACTA byłyby dla nas obowiązujące. Można to sprawdzić, czytając i treść ACTA i opinie na jej temat, zamieszczone na stronie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. To, że grozi internatom zablokowanie dostępu do treści, blokowanie i usuwanie stron, czy nawet odcinanie od sieci – nie wynika z samego ACTA.

Prace nad ACTA trwają od roku 2006 i są poufne. To jest problem podstawowy. Tak naprawdę do końca nie wiadomo, kto stoi za treścią umowy. Nie jest jasne, czy są to ustalenia rządowe, czy eksperckie, tryb procedowania i przyjęcia tego dokumentu (także na szczeblu unijnym) jest mocno podejrzany. Budzi to podejrzenia, że jest to forma totalitarnej (podjętej przez korporacje) próby ograniczenia demokracji (a może anarchii…) w internecie. Jest winą polityków, że doprowadzili do sytuacji (nie tylko zresztą w Polsce), że umowa traktowana jest jako zamach na wolność słowa. W Polsce ma to dość dramatyczny wyraz, ponieważ wszyscy mający dostęp do sieci pamiętają zamieszanie związane z próbą wprowadzenia Rejestru Usług i Stron Niedozwolonych i dyrektywy audiowizualnej, mającej wprowadzić obowiązek rejestracji serwisów i filmów udostępnianych w internecie.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 20. stycznia

Wierzę w jednego prawdziwego Ronalda Reagana

 

Najbardziej popularnym Republikaninem wszechczasów jest Ronald Reagan. Niewspomnienie Ronalda Reagana w jakiejkolwiek debacie lub przemówieniu jest czymś niemożliwym. Dla wielu, Reagan to prawdziwy konserwatywny Republikanin, który wygrał wybory, gdyż zdołał przekonać Demokratów do siebie, że jest lepszym kandydatem. Biorąc pod uwagę co i kogo w tym roku reprezentują kandydaci republikańscy, wątpię by Ronald Reagan miał jakakolwiek szansę wśród Republikanów na wybranie go kandydatem do wyścigu prezydenckiego.

Kiedy Reagan ubiegał się o prezydenturę, w USA nie było za ciekawie; panowała wysoka inflacja, trwała zimna wojna, a kraj przechodził zmiany kulturowe. Reagan jest uważany za jednego z lepszych prezydentów, który wyratował kraj. Ale prawdziwy Reagan to nie jest ten Reagan, którego próbują pokazać Republikanie. Ronald Reagan był przeciwko propozycji 6. poprawki , która miała zabronić gejom prawa pracy w Kalifornii. Reagan podniósł podatki, usunął wiele ulg podatkowych, ale też zlikwidował podatki dla tych, których zarobki były minimalne. Biorąc pod uwagę retorykę obecnych Republikanów, że wszyscy powinni płacić podatki a bogaci powinni mieć ulgi podatkowe, Reagan miałby dziś duże kłopoty. W 1986 roku Reagan przeprowadził reformę emigracyjną, zwaną dziś amnestią dla milionów nielegalnych emigrantów, którzy przybyli do USA przed 1 Styczniem 1982 roku. Republikanie są przeciwko amnestii. Gdyby Reagan startował w obecnych wyborach, nazwano by go nie tylko socjalista przeciwko kapitalizmowi. Każdy z kandydatów partii republikańskiej uważa się za Ronalda Reagana. Nie ma jednak wśród Republikanów polityka choć zbliżonego klasą.

Przed kandydatami wybory w Południowej Karolinie. Będzie ciekawa, gdyż w środę podano, że w Iowa to nie Romney wygrał wybory 8 glosami, ale Rick Santorum z przewagą 34 głosów. Okazało się, że z ośmiu rejonów wyniki glosowania zaginęły. Romney, który do wczoraj uważał się za zwycięzce, powiedział, że w Iowa wygrali obaj. Rick Perry wycofał się z kandydowania popierając Newta Gingricha. Podczas ostatniej debaty kandydaci skakali sobie do oczu zapominając, że ich prawdziwym przeciwnikiem jest prezydent Obama. Gingrich jak wściekły buldog zacięcie atakował Romneya. Gingrich jest skłonny do sprzedania własnej duszy, jeżeli oznaczałoby to, że to on a nie Romney będzie kandydatem Republikanów. Romney wypadł słabo, bardzo słabo, zwłaszcza kiedy doszło do kwestii ujawnienia ile zapłacił podatku od dochodów. Każdy kandydat wyjawia ile zarobił i ile zapłacił podatków. W obecnych czasach nie można od tego uciec. Romney tego nie zrobił. Mimo rad wielu osób, Romney powiedział, że być może poda ile zapłacił podatków w kwietniu. Dlaczego? Romney nie pracuje, żyje z tego co zarabiają na niego zainwestowane przez niego pieniądze. Nie ma nic w tym złego. Problem jest kiedy ktoś żyjąc tak przedstawia się jako jeden z pracujących na życie. Ile podatku zapłacił Mitt Romney? 15%. Osoby, które zarabiają pomiędzy $34,000 a $82,400, płacą 25% podatku. To jest tak zwana klasa średnia. Osoby, które zarabiają pomiędzy $8,700 a $34,000 płacą 15% podatku. Dzięki lukom podatkowym oraz rożnego rodzaju kombinacjom podatkowym; Romney płaci tyle co grupa Amerykanów, której się nie za dobrze powodzi. Romney dodatkowo zarobił $374,000. Ale według niego owa suma to nic. Fakt, dla kogoś kto zarabia miliony owa suma nie jest duża, ale dla wielu ludzi to kilka lat pracy.

Continue Reading →

Bez zmian

Kilka dni temu „Rzeczpospolita” i „Gazeta Polska Codziennie” podały, jako sensację, że z odsłuchanych taśm z rejestratorów samolotu Tu 154M wynika, że generała Andrzeja Błasika w kabinie pilotów tuż przed katastrofą smoleńską nie było. Ma to oznaczać, że nie było nacisków na pilotów, aby lądowali za wszelką cenę. Na podstawie tych informacji, jakie wyciekły z prokuratury, najprawdopodobniej przy udziale adwokatów rodzin smoleńskich, zaczęto budować nową narrację. Brzmi ona – raport komisji ministra Millera (Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego) jest z gruntu fałszywy, należy powołać nową, najlepiej międzynarodową.

Dziś odbyła się konferencja prasowa prokuratury, prowadzona przez prokuratora generalnego, Andrzeja Seremeta. Omówił on sprawy śledztwa smoleńskiego, swojej wizyty w Rosji, rozmów z rosyjską prokuraturą. Ale dziennikarze czekali na potwierdzenie swoich rewelacji. I doczekali się – rzeczywiście, słowa do tej pory przypisywane generałowi Błasikowi, odczytane ze stenogramów przez biegłych z Krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych imienia J. Sehna, zostały faktycznie wypowiedziane przez kogoś innego – członka załogi, drugiego pilota, mjr Roberta Grzywę. Prokuratura stwierdziła, że nie może podać dowodów, że w ostatniej fazie lotu Błasik był w kokpicie samolotu, podawał komendy, lub odczyty przyrządów i wywierał nacisk na załogę, aby ta lądowała w warunkach niedozwolonych (a takie były w dniu 10 kwietnia 2010 roku). Odczyty laboratorium krakowskiego przyporządkowały – uwaga – wszystkie odczytane i rozpoznane głosy konkretnym komendom i rozmowom. Ale są również w stenogramach głosy i frazy, których przyporządkować się nie da. Oznacza to, że obecności generała Błasika w kabinie pilotów wykluczyć nie można. Prokurator Ireneusz Szeląg podał jeszcze jedną ważną informację – kopie taśm znajdujące się w Polsce są zgodne w 100% z oryginałami z rejestratorów samolotu, a oryginały po katastrofie nie podlegały żadnym zabiegom. Oznacza to, że kopie taśm i ich stenogramy mogą być zaliczone jako dowód w postępowaniu prokuratorskim.

Continue Reading →

Wyrok na historii

Podstawą wczorajszego wyroku sądu, skazującego członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego za wprowadzenie stanu wojennego, jest zastosowanie przepisu o stworzeniu przez nich „związku przestępczego o charakterze zbrojnym”. To wykładania stosowana do wczoraj pod adresem kryminalnych grup przestępczych – tym razem zastosowano ją wobec byłych polityków i urzędników państwa.

O tym, że stan wojenny został wprowadzony nielegalnie wiemy jednak nie z wczorajszego wyroku, lecz z wyroku Trybunału Konstytucyjnego z marca ubiegłego roku. Trybunał uznał dwa dekrety z 12 grudnia, o wprowadzeniu stanu wojennego oraz o postępowaniach szczególnych w sprawach o przestępstwa i wykroczenia w czasie stanu wojennego za niezgodne z Konstytucją PRL. Trybunał potwierdził, że Rada Państwa nie miała prawa wprowadzić stanu wojennego na mocy dekretów – ich wydawanie było możliwe tylko w przerwach między sesjami Sejmu, a w grudniu 1981 r. sesja trwała. Trzeba w związku z tym było znaleźć winnych. I znaleziono.

Proces Wojciecha Jaruzelskiego, Czesława Kiszczaka, Stanisława Kani i innych uczestników tamtych wydarzeń był procesem politycznym. Jego ocena nie trzyma się jednak podziałów ideowych i politycznych, ale jest raczej pochodną świadomości tamtych czasów, wynikająca z wieku i doświadczeń, a także umiejętności racjonalnego zrozumienia uwarunkowań, w jakich działali wszyscy uczestnicy tamtych wydarzeń. Wyraźnie daje się to odczuć, słuchając bardzo zróżnicowanych ocen wyroku ówczesnych opozycjonistów, takich jak Stefan Niesiołowski, Jan Lityński, Andrzej Celiński, Bogdan Borusewicz. Ludzie, którzy tamte czasy przeżyli świadomie, a w nowej Polsce potrafili się odnaleźć i czują się z nią związani, a także są wstanie zrozumieć motywacje ludzkie – wiedzą, że proces Jaruzelskiego i Kiszczaka miał charakter czysto polityczny, a akt oskarżenia, oparty o przepis kodeksu karnego, mówiący o kierowaniu związkiem zbrojnym, miał znamiona zemsty. Wojciech Jaruzelski to doskonale zrozumiał, wie, że znalazł się na sali sądowej po to, aby dokonano na nim – a także na tych, którzy w 1989 roku zawarli z nim pakt społeczny dla nowej Polski – zemsty politycznej.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 12. stycznia

Mission Impossible

 

Polityka to teatr kłamstw, manipulacji, obłudy, negatywnych reklam oraz dużych pieniędzy przynajmniej w USA. New Hampshire było kolejnym ważnym etapem dla kandydatów Partii republikańskiej. Mitt Romney otrzymał 39.4%, Ron Paul 22.8%, Jon Huntsman 16.8%, Newt Gingrich 9.4%, Rick Santorum 9.3%, a Rick Perry 1%. I to Mitt Romney zdecydowanie wygrał.

Ron Paul ma dużo pieniędzy i nie lubi Romneya, nie pokona go, ale jeżeli będzie chciał to może mu bardzo zaszkodzić, decydując się na startowanie jako kandydat niezależny. Nudny Jon Huntsman nie ma żadnych szans. Newt Gingrich pozostanie do końca w grze, mimo słabego poparcia. Ten nadęty i zakłamany bufon nie podaruje Romney’owi oszczerstw, które przesunęły go na dalszą pozycję. Rick Santorum, który prawie pokonał Romney’a w Iowa stracił swoja szansę, gdyż zamiast tak ja w Iowa mówić na temat ekonomii postanowił przekonać wyborców z New Hampshire, że USA potrzebuje jako kandydata Jezusa Chrystusa. Mimo braku prawdziwego rywala, Mitta Romney’a czeka zacięta walka w Południowej Karolinie, gdyż 60% wyborców to ewangeliści, którzy uważają Mormonizm za kult. To również stan Tea Party, która nie akceptuje Romney’a.

Mitt Romney to anemiczny biznesmen z wysokimi ambicjami oraz milionami dolarów. Jego platforma polityczna oparta jest na krytykowaniu prezydenta Obamy. Romney uważa, że jako biznesmen, tylko on potrafi przywrócić nadzieję w Amerykę i przywrócić jej świetność. Trudno go krytykować za to, że jest biznesmenem, Romney potrafi zarobić pieniądze, ale kierując się niewłaściwymi wartościami. Rywale Romney’a oskarżyli go o to, że nie jest prawdziwym kapitalistą, że pracując dla Bain Capital doprowadził do bankructw wiele firm oraz pozbawił pracy Amerykanów. Romney to prawdziwy kapitalista, dzięki niemu, Bain Capital zarobiło miliony dolarów. Społeczeństwo ucierpiało, ale współudziałowcy zarobili pieniądze. Mitt pokazał, że jest dobry w kupowaniu podupadających firm, które po jego przejęciu bankrutowały a potem zostały przejmowane przez nowych właścicieli. Ludzie tracili pracę, gdyż firma nie miała pieniędzy aby im płacić. Kto na tym zarobił? Mitt Romney, Bain Capital oraz właściciele firm. Owe manewry przyniosły mu około 200 milionów dolarów. The Wall Street Journal podał, że z 77 firm przejętych przez Romney’a, 22% zbankrutowało. Wall Street kierowało się taką samą taktyką, zarobić jak najwięcej nie licząc się z nikim. Romney przedstawia się jako kandydat pracujących ludzi, jako ten, który wie co to znaczy nie mieć pieniędzy i bać się utrzymanie pracy. Mitt Romney to syn multimilionera, nigdy w życiu nie martwił się o to czy będzie miał co jeść, gdzie spać czy jak przeżyć do następnego miesiąca. Nawet gdyby został zwolniony, pieniądze ojca umożliwiłyby mu życie w komfortowych warunkach. Porównywanie się do przeciętnych Amerykanów, którzy znaleźli się bez pracy jest idiotyczne i niemoralne. Rywale Romney’a zostali nazwani przez niego oraz jego sztab „socjalistami”, tak jak i prezydent Obama. Za tymi słowami stoi zazdrość, Romney prezydentowi Obamie zazdrości sukcesu tym, ma urazę do ludzi sukcesu i dlatego też nie potrafi poradzić sobie z ekonomią.

Continue Reading →

  • Social Slider