Demokracja w nowej odsłonie

​​

W starych, słusznie minionych czasach, znane były trzy śmieszne zbitki słów, inaczej, oksymorony. Były to Trabant limuzyna, parlamentaryzm radziecki i demokracja socjalistyczna. Trabant miał rzeczywiście wersję z bagażnikiem, czyli właśnie limuzynę, rosyjski deputowany działał w ramach demokracji słusznego ustroju Lenina, a jego polski odpowiednik działał w ramach państwa, zakreślonego ideologią demokratyzmu socjalistycznego, poddanego dodatkowo centralizmowi demokratycznemu.

Dziś do tych historycznych sformułowań dołącza następne – pisowska demokracja. Jak pamiętamy, kiedy Prawo i Sprawiedliwość opuszczała ostatnia zorganizowana grupa frondystów, pod kierownictwem Zbigniewa Ziobro, Jarosław Kaczyński wspominał o zdemokratyzowaniu partii, a miało się to odbyć właśnie przy okazji wyborów do struktur regionalnych partii. Słowo „wybór” jest dość jasno określone etymologicznie, a jednym z jego synonimów, o znaczeniu politycznym jest elekcja. Czyli wolny wybór z pośród wielu kandydatów. W tym przypadku konwencja regionalna, zjazd, czy sejmik, jak to w PiS się nazywa, miałby wybrać kogoś, kto ma najlepszy program, pomysł na partię i jej program, oczywiście w ramach porządku, jakiemu ta partia hołduje.

Continue Reading →

Normalizacja

Liberalne państwo powinno dawać swoim obywatelom pełne prawo do dysponowania swoimi środkami tak, jak tego sobie życzą. Liberalne państwo powinno traktować wszystkie organizacje społeczne, pożytku publicznego, fundacje, stowarzyszenia, etc. w takim sam sposób. Państwo demokratyczne nie może stosować podwójnych standardów wobec obywateli i organizacji społecznych.

Likwidacja Funduszu Kościelnego, z którego opłacane są w części składki ubezpieczeń księży, ale także wykorzystywany jest przez Kościół katolicki do innych celów, nie jest żadną walką z nim, nie jest początkiem „wojny religijnej”, jak komentują to niektórzy ortodoksi katoliccy i część biskupów. To porządkowanie relacji państwo – kościoły, a przede wszystkim próba przywrócenia panowania nad wydatkami państwa na cele kultu religijnego. Bo kwota niespełna 90 mln złotych to kropla w morzu, co państwo i samorządy przekazują instytucjom katolickim, lub wkładają księżom bezpośrednio do kieszeń, jak to jest w przypadku wynagrodzeń za naukę religii w szkołach.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 17. marca

Punkt zwrotny

W niedzielę, w prowincji Kandahar doszło do masakry 16 cywilów, w tym dziewięciorga dzieci. O trzeciej w nocy, jeden z żołnierzy amerykańskich stacjonujący w Afganistanie opuścił bazę wojskową i udał się do wioski gdzie dokonał mordu na niewinnych ludziach. Dwa dni przed niedzielną masakrą, helikopter NATO otworzył ogień na cywilów w prowincji Kapisa raniąc trzech. Wojsko USA ma opuścić Afganistan w 2014 roku. Amerykanie niczego już tam nie dokonają. Prezydent Obama mimo ponagleń o szybsze wycofanie wojsk powiedział, że tego nie zrobi i wycofanie nastąpi tak jak zostało to zaplanowane. Hamid Karzai nie kontroluje niczego. A Taliban czeka.

Amerykanie próbują tłumaczyć , że masakra była anomalią, że to tylko jeden żołnierz, który z pewnością nie miał zamiaru mordu. Ale to nie był jeden żołnierz, bo jak taki żołnierz tak po prostu mógł opuścić jednostkę i bez niczyjej wiedzy udać się do wioski gdzie dokonał mordu? W końcu w wojsku są zasady, ludzie żyją w grupie. Świadkowie zeznali, że nie był to jeden żołnierz, ale kilku „pijanych i śmiejących się” żołnierzy, biorących udział w masakrze. Trudno oceniać żołnierzy i to przez co przeszli, ale nie ma usprawiedliwienia dla tego co się wydarzyło. Był to mord planowany i dokonany z zimna krwią. Tego typu wydarzenia niweczą cala prace ludzi, którzy rzeczywiście przyjechali tam aby pomoc.

Dzięki obecności wojsk zjednoczonych, Kabul stal się miastem ludzi żywych a nie duchów, kobiety mogły pójść do szkoły, ludzie odczuli zmiany. Ale kto wie w jaki sposób wszystko ulegnie zmianie, kiedy wojsko amerykańskie opuści Afganistan a Taliban przejmie władzę. Presja na wycofanie wojska amerykańskiego jest ogromna. 1,800 żołnierzy zginęło, 15,000 doznało urazów, a kraj wydal 400 miliardów USD. Potencjalna wojna z Iranem, problemy w Syrii oznaczają trudne decyzje, decyzje, które muszą być podjęte przez prezydenta, który nie tylko orientuje się w ekonomi lub jest wierzący, ale przez kogoś kto w trudnych momentach potrafi podjąć decyzję, która może zaważyć na losach wielu ludzi. Prezydent Obama mimo oskarżeń ze strony Republikanów, że nie jest zbyt „twardy” w stosunku do Iranu, udowodnił, że potrafi podejmować krytyczne decyzje. Czy Mitt Romney lub Sara Palin potrafiliby podjąć jakiekolwiek decyzje kiedy nie potrafią odpowiedzieć na proste pytania podczas debat lub wywiadów?

Continue Reading →

Wywiad z ppłk. Cezarym Kiszkowiakiem

 

Doświadczenie polskich żołnierzy, zdobyte ma misjach zagranicznych jest nie do oszacowania dla polskiej armii.

Ppłk. Cezary Kiszkowiak – szef zespołu specjalistów PRT VIII. i IX. zmiany PKW w Afganistanie.

 

Azrael Kubacki: Czym jest PRT?

Ppłk. Cezary Kiszkowiak: Znaczna cześć polskiego kontyngentu to żołnierze którzy patrolują strefę polskiej odpowiedzialności obejmującą całą prowincję Ghzani. Obok nich działają żołnierze współpracy cywilno – wojskowej, a także żołnierze formacji PRT (Provincial Reconstruction Team) – czyli Zespołu Odbudowy Prowincji. W Afganistanie w każdej prowincji jest taki zespół, zajmujący się odbudową infrastruktury oraz projektami szkoleń zawodowych, korzystając ze środków narodowych, zespół w Ghazni jest wyjątkowy, ponieważ jest dwu narodowy, amerykańsko-polski.

Czy zespół PRT jest wydzielony spod dowództwa Polskiego Kontyngentu Wojskowego?

Nie, faktycznie nie, jest on integralną częścią formacji Task White Eagle. Task White Eagle został powołany w tym czasie, kiedy Polacy przejęli całą prowincję.

Jakie najważniejsze projekty prowadził PRT w Ghazni?

Wszystkie projekty realizowane w Prowincji Ghazni są inicjowane przez władze afgańskie. To nie są pomysły nasze, czy Amerykanów, to są projekty Afgańczyków. Zwykle inicjatorem każdego projektu jest Zespół Odbudowy Prowincji, w skład którego wchodzi Gubernator Prowincji, jego urzędnicy, Szefowie Dystryktów oraz przedstawiciele starszyzn plemiennych. Zbiera się on raz na kilka miesięcy i wskazuje najważniejsze potrzeby w danym czasie, czy na danym obszarze. Są to przede wszystkim projekty drogowe, ponieważ Afganistan tak naprawdę posiada jedną drogę asfaltową, słynną Highway 1., oczywiście z autostradą ma ona niewiele wspólnego, jest to raczej obwodnica państwa. Dlatego budowa infrastruktury drogowej, choćby tej podstawowej, łączącej stolice prowincji, czy poszczególne dystrykty może popchnąć ekonomię kraju do przodu.

Trzy największe projekty, które ukończyliśmy w 2011 roku to mechaniczna oczyszczalnia ścieków dla miasta Ghazni. Do tego projektu zostały zakupione również wozy asenizacyjne. To druga oczyszczalnia ścieków w całym Afganistanie, pierwsza jest w Kabulu. Drugi projekt to wysypisko śmieci, z pełną infrastrukturą, możliwością kompostowania, z drenażami, czyli profesjonalne składowisko odpadów komunalnych. I trzeci projekt, to zagospodarowanie centrum miasta Ghazni. Ten ostatni to tak naprawdę kilka projektów pod jedną nazwą, niezbyt fortunną, „Tereny zielone”. W rzeczywistości są to drogi w centrum miasta, toalety i łaźnie publiczne, parki wzdłuż rzeki, regulacja kanałów. Projekt ten przygotowuje miasto do uroczystości związanych z bycie światową stolicą kultury islamu, które odbędą się w Ghazni w roku 2013.

Jak układają się relacje z władzami afgańskimi?

Przez cały rok swojej służby nie miałem najmniejszych problemów w kontaktach z Gubernatorem Prowincji, dyrektorami departamentów, czy innymi urzędnikami. Podobnie wygląda władzami starszyzn plemiennych, które w tym kraju odgrywają ogromną rolę. Oni chcą współpracować, chcą odbudowy i poprawy statusu swojego kraju. Jednak bardzo ciężko jest zdobyć ich zaufanie, dopiero po czterech miesiącach nasze relacje stały się przyjacielskie. Są otwarci, gościnni, skorzy do współpracy, ale aby zyskać ich zaufanie, potrzeba czasu. Dlatego byłem w Afganistanie przez 13. miesięcy. To rzecz naturalna, ten kraj znajduje się od 30. lat wstanie wojny.

Continue Reading →

„Minister”, czyli kulisy polityki

To, że świat polityki jest cyniczny wiemy doskonale. Na skali prestiżu zawód polityka jest na niskim poziomie i z roku na rok obniża się. A powinien być to przecież zawód zaufania publicznego i misji. Trudno także, patrząc na to, co robią politycy przyjmować, że idą oni do polityki tylko dla kariery. Jeżeli tak rzeczywiście by było, to demokracja powinna upaść albo powrócić do antycznej formuły agory – demokracji nie przedstawicielskiej, lecz bezpośredniej.

W kwietniu na ekrany polskich kin wejdzie film francuski „Minister”, w reżyserii Pierre’ Schöllera, który również napisał do niego scenariusz. Film powstał w ubiegłym roku, ma na koncie już kilka cennych nagród, między innymi nagrodę jury FIPRESCI na z festiwalu w Cannes z ubiegłego roku, a także trzy francuskie Cezary, już przyznane w tym roku – za najlepszego scenariusz oryginalny, dla najlepszego aktora drugoplanowego i za dźwięk do filmu. Polskim dystrybutorem filmu jest AGAINST GRAVITY. To jest film właśnie o kulisach polityki, wyjątkowo zresztą w obecnej polskiej rzeczywistości aktualny.

Polski dystrybutor określa go mianem politycznego thrillera, pokazującego kulisy władzy, ale dla mnie, obserwatora politycznego, od intrygi ważniejsze jest jednak rozdarcie i uwikłanie głównego bohatera, ministra transportu rządu Francji. Poznajemy go jako polityka zanurzonego w grach politycznych, dla których musiał głęboko ukryć idee i wartości, jakim zapewne hołdował. Pracuje w pewnym układzie politycznym, partyjnym i rządowym, który zmusza go nie tylko do kompromisów i gier, ale również do ukrycia prawdziwej twarzy. Pracuje w drużynie, musi się poddać logice rządzenia i dyktatowi medialnemu, ale próbuje się z tego wyzwolić. Nie może, gdy wydaje się, że wychodzi z jednego układu, okazuje się, że wpada w innym. Jest w sytuacji, gdzie nie może wyjść poza ramy. Ciąży mu to psychicznie, ma nawet wpływ na jego fizyczność. Okazuje się, że nawet pozbawiony stresu przez alkohol, na prywatnym spotkaniu ze swoim kierowcą i jego partnerką, nie może się wyzwolić z pęt. I nawet relacje z żoną, bliską i kochaną z wzajemnością, są poddane presji układu w jakim działa.

Continue Reading →

Teksty nadesłane – 13. marca

Zacznę cytatem z wielkiej postaci XX wieku : „Mam Marzenie”…

 

Marzenie jest takie,że wybrani przez nas przedstawiciele Polską zarządzają. Nie rządzą, nie administrują, ale właśnie zarządzają. Zachowują się jak menedżerowie, a nie jak urzędnicy.

Że na dziś jest zupełnie inaczej widać najlepiej po tzw. „projekcie 67”.
Nie kwestionuję tego,że powinniśmy, jako społeczeństwo, pracować dłużej.
To,że dłużej,to punkt widzenia menedżera, który policzył,że w przeciwnym przypadku system emerytalny nie zbilansuje przychodów i wydatków.
To,że wszyscy,to punkt widzenia urzędnika. Na dodatek urzędnika bez wyobraźni,bardziej ekonoma.

Jeśli ekonom ma dwóch pracowników ( Kowalskiego i Malinowskiego ) i widzi,że jest konieczność przepracowania 4 roboczogodzin więcej mówi : Kowalski,Malinowski- pracujecie dzisiaj 2 godziny dłużej.
W tej samej sytuacji menedżer pyta,kto chciałby pracować dłużej. Bo jeśli Kowalski już o 7-ej myśli ile jeszcze zostało do 15-ej,a Malinowski pracuje z zapałem i entuzjazmem,to lepiej żeby Malinowski pracował 4 godziny dłużej.

Podobnie jest, moim zdaniem, z wiekiem przejścia na emeryturę.
Kowalski jest zmęczony fizycznie i psychicznie,traktuje pracę jak roboty przymusowe,marzy o tym żeby zostać emerytem i nie wstawać o 5-ej,żeby nie oglądać znienawidzonego szefa i równie znienawidzonych współpracowników. Godzi się na zapłacenie za ten komfort niższymi dochodami. A i jego szef marzy o tym,żeby móc powiedzieć : Kowalski u nas pracował. Malinowski jest w świetnej formie fizycznej i psychicznej,zapału i optymizmu mógłby mu pozazdrościć niejeden trzydziestolatek. Lubi swoją pracę,lubi szefa,lubi współpracowników,nie cierpi seriali,kapci i kotów. Może pracować do 70-ątki i wszyscy będą żałować,kiedy w wieku 70 lat zdecyduje się przejść na emeryturę.

Continue Reading →

Test wiarygodności

Kiedy pod sam koniec poprzedniej kadencji Sejmu Ryszard Kalisz przedstawiał na sali plenarnej wyniki pracy swojej komisji, badającej okoliczności śmierci Barbary Blidy, stwierdziłem, że jest to początek końca tej sprawy. Ale koniec nastąpi dopiero wtedy, kiedy Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro staną przed Trybunałem Stanu, a urzędnicy ich rządu przed sądem karnym. To, czy tak się stanie, jest najpoważniejszym testem klasy politycznej III RP w jej historii.

Rafał Grupiński zapowiedział, że premier Jarosław Kaczyński i minister sprawiedliwości, Zbigniew Ziobro staną przed TS za złamanie Konstytucji RP i będzie to wniosek ponadklubowy (ponadpartyjny). To jednak jeszcze nie wszystko, mam nadzieję, że we wspólnym wniosku znajdą się przede wszystkim konkretne odniesienia do spraw łamania prawa, nie tylko samej Konstytucji. Jeżeli wynikiem ich działalności była śmierć posłanki SLD, Barbary Blidy, to odpowiedzialność polityczna, o jakiej decyduje trybunał, to jeszcze zbyt niewielka dolegliwość. Przypomnijmy, że Ryszard Kalisz, przedstawiając swój raport, położył nacisk na sprawczą rolę Jarosława Kaczyńskiego, stawiając tezę, że to jego decyzja była podstawą do uruchomienia wszystkich instrumentów służb państwa, mających doprowadzić do zatrzymania byłej posłanki – i wyjścia na „układ” lewicy. To oznacza użycie służb specjalnych i prokuratury w celach niezgodnych z prawem.

Ryszard Kalisz w raporcie zwrócił uwagę na naruszenia Konstytucji RP na szczeblu rządu. Pokazał gdzie zostały przekroczone konkretne przepisy prawa, co z kolei miało wpływ na wystąpienie deliktu konstytucyjnego, dokonanego przez Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobro. To powoduje, że obaj mogą stanąć przed Trybunałem Stanu, ale niezależnie od tego można przeciwko nim wszcząć postępowania karne. Do postawienia ich przed trybunałem wystarczy wola polityczna (3/5 głosów posłów) i przekonanie posłów, że oto urzędnicy państwa sprzeniewierzyli się Konstytucji RP. Kalisz również precyzyjnie określił, za co powinni karnie odpowiadać były szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Bogdan Święczkowski oraz były wiceszef Agencji Grzegorz Ocieczek.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 10. marca

Romney i nie jego drużyna

Super Wtorek miał być prawdziwą wygraną Mitta Romneya. Wygrana miała udowodnić, że Republikanie go w końcu zaakceptowali, tak aby to on pokonał prezydenta Obamę w wyborach prezydenckich. Jednak narzucony przez działaczy partyjnych Mitt Romney ponownie doznał porażki, wygrał wprawdzie sześć z dziesięciu stanów, ale w Ohio, stanie, który musiał wygrać, jego wygrana była minimalna. Do późnych godzin nocnych to Rick Santorum miał przewagę. Romney wygrał jednym procentem z kimś, kto w przeciwieństwie do niego nie wydal milionów dolarów aby wygrać. Romney napisał memo do pozostałych kandydatów informując ich, że nie mają żadnej szansy biorąc pod uwagę liczbę delegatów. Ale Gingrich, Santorum oraz Paul nie wycofają się i trudno wyobrazić sobie aby kiedykolwiek, nawet dla dobra partii, poparli Mitta Romneya. I tak zwycięzcą Super Wtorku został… Barack Obama.

George Will uważa, że ani Mitt Romney, ani Rick Santorum nie zostaną wybrani prezydentem następnej kadencji. Według niego Republikanie powinni postawić sobie inne cele polityczne na rok 2012 w postaci utrzymania Izby Reprezentantów w rekach Republikanów i wygrania Senatu. George Will to szanowany dziennikarz i komentator partii republikańskiej. Niektórzy nawet sugerują, że Chris Cristie, gubernator stanu New Jersey czy Jeb Bush powinni startować, tak aby Romney się sam wycofał. Ale Romney tego nie zrobi. Mitt Romney za wszelka cenę chce zostać prezydentem.

Logicznie rozumując, prezydent Obama powinien wygrać. W kraju jest lepiej, bezrobocie zmalało (poniżej 9%), widać zmiany, ale sytuacja może ulec pogorszeniu w każdej chwili. Mimo, że poparcie dla prezydenta Obamy znacznie wzrosło jak również niezadowolenie w stosunku do Republikanów, niepewna sytuacja w Europie oraz konflikt w Syrii i ciągłe problemy z Iranem mogą spowodować, że Amerykanie wybiorą Mitta Romney. Amerykanie udowodnili, że nie zawsze mądrze glosują.

Continue Reading →

Rozgrywka w PO

Odejście Łukasza Gibały, młodego, ale ambitnego posła z Krakowa z Platformy Obywatelskiej do Ruchu Palikota, jest samo w sobie wydarzeniem małej wagi. Dopiero, kiedy się ją umieści w wielowymiarowej macierzy politycznych układów, dopiero wtedy widać, jak poważny problem jest to dla Donalda Tuska, szerzej zaś dla dla Platformy Obywatelskiej i całej koalicji rządowej. Po raz pierwszy zagrożona jest spójność partii.

Politycy „wizerunkowi” PO, to znaczy ci, którzy media mają ustawić dla konkretnej narracji, twierdzą że „Łukasz Gibała ma wybujałe ambicje a za razem małe możliwości”. Tak – doktor filozofii, który dostał się do Sejmu z 19. miejsca listy, stał na czele struktur miejskich partii… rzeczywiście, postać blada wyrazem. Wielu chciałoby zostać zapamiętanym po upływie kadencji, tak jak Gibała jest już dziś widoczny. I ma za sobą realną siłę polityczną.

Problem Donalda Tuska to spadające notowania – ostatnio poparcie dla PO spadło poniżej 30%, bardzo słabe poparcie dla niego osobiście – co jest szczególnie widoczne na tle wyników sondaży zaufania dla Bronisława Komorowskiego. Udało się zalać olejem debat problemy związanie z ACTA i uspokoić sprawę związaną systemem refundacji leków, ale przed premierem zadanie przeprowadzenia, jeszcze wiosną, reformy systemu emerytalnego. Biorąc pod uwagę, że dziś koalicja ma 234 mandaty, a PSL cały czas stoi okoniem wobec propozycji podniesienia wieku emerytalnego, integralność formacji jest rzeczą nadrzędną. Rozpad koalicji i zawiązanie nowej, z Ruchem Palikota, to ostateczność. Tym bardziej, że nikt nie wie, jak by zachowało się w tej sytuacji skrzydło konserwatywne. I jak zachowałby się Grzegorz Schetyna. Donald Tusk nie może pozwolić sobie na otwartą koalicję z Ruchem Palikota i SLD, ponieważ taki układ jest zupełnie inny, niż koalicja PiS – LPR – Samoobrona. Tamta budowała do pewnego momentu siłę Jarosława Kaczyńskiego – koalicja PO – RP – SLD będzie budować siłę lewicy.

Continue Reading →

Gowin wprowadzi chaos

Paweł Biedrzycki, prezes Zrzeszenia Transportu Prywatnego m.St. Warszawy

 

Azrael Kubacki: Czy taksówkę można zaliczyć do transportu publicznego?

Paweł Biedrzycki: Moim zdaniem tak, taksówka powinna być traktowana jako uzupełnienie transportu miejskiego. Powinna podlegać regułom gry narzucanym przez miasto.

Jakim regulacjom prawnym podlega transport taksówkowy?

Oczywiście reguluje to ustawa o transporcie drogowym, także ustawa o prawie drogowym. Na te dwie regulacje nakładają się kompetencje władz lokalnych.

Co leży w gestii samorządów?

Ceny przewozów taksówkowych, górna granica opłaty za przejazd, oznakowanie pojazdów. Samorządy nie określają liczby taksówek w danym mieście, ani liczby korporacji taksówkowych. Oczywiście samorządy wyznaczają także miejsca postojów. Na inne sprawy wpływu nie mają.

Transport indywidualny to nie tylko taksówki?

Przewóz indywidualny to trochę inny problem – to problem tak zwanych małych przedsiębiorców. Mały przedsiębiorca, nie tylko taksówkarz, podlega dziś dużym obciążeniom. Ilość stałych kosztów taksówkarza jest bardzo duża. W 2003 roku weszły w życie przepisy nakładające na taksówkarzy konieczność zainstalowania kas fiskalnych i uzyskania licencji. Uznano, że taksówkarz musi mieć jakieś kompetencje, wiedzę, musi być oczywiście niekaralny. Te regulacje dość dobrze zorganizowały rynek. Ale te regulacje spowodowały to, że część jeżdżących po mieście weszła do szarej strefy. Wtedy pojawiło się rozwiązanie alternatywne, w postaci okazjonalnego przewozu osób. Powstał rynek równoległy – okazało się, że można zarabiać jeżdżąc praktycznie bez uprawnień, bez kryteriów narzuconych przez ustawodawcę. Zrzeszenie przez wiele lat usiłowało zwalczyć ten proceder, uważając go za piractwo w usługach. Popierały nas również związki zawodowe przewoźników. Jako przeciwnik występowały głównie media pod hasłem – „Ale przewoźnicy są tańsi”.

Czy ci okazjonalni przewoźnicy nie podlegają żadnym rygorom?

Nie, nie jest tak do końca. Taki rodzaj indywidualnej aktywności, poza dochodami dla jeżdżących, przynosił również zyski korporacjom taksówkowym, które zlecały im przewozy. Podlegali więc regulacjom samych korporacji. To oznaczało, że przewoźnicy okazjonalni wcale nie byli tańsi. I wszyscy wydawali się zadowoleni, nikt przez lata nie chciał się tym problemem zająć, zasłaniając się albo brakiem kompetencji albo brakiem możliwości. A problem jest w tym głównie, że w przeciwieństwie do taksówkarzy, którzy muszą odprowadzać podatek VAT, jeżdżący okazjonalnie wymykali się przepisom podatkowym. Obroty nie były rejestrowane, podatki odprowadzał mało kto, a kasy fiskalne były fikcją, ponieważ nie były połączone z taksometrami. Rozliczali się tylko z właścicielem danej korporacji taksówkowej za zlecenia i za tak zwane użyczenie licencji. Nie musieli się rozliczać z fiskusem, był nawet taki moment, że nie musieli prowadzić działalności gospodarczej, a więc w przeciwieństwie do licencjonowanych taksówkarzy nie odprowadzali składek do ZUS-u . W szczytowym momencie takich przewoźników w Warszawie było 1/3 wszystkich taksówek. To byli przewoźnicy nielicencjonowani, więcej – nieewidencjonowani.

Ilu jest w Warszawie taksówkarzy?

Około 9000 tysięcy, z czego około połowa jeździ w korporacjach, których jest mniej więcej 15, reszta stoi na tak zwanym „słupku”, czyli bierze pasażerów z postojów.

Continue Reading →

Katastrofa medialna

Nic tak nie znieczula na tragedię ludzką, jak przekazy w telewizjach informacyjnych i krzykliwe tytuły w tabloidach. Przy okazji tragicznych wydarzeń, jak wypadek polskiego autokaru pod Grenoble, katastrofa w kopalni „Halemba”, upadek samolotu CASA pod Mirosławcem, czy ostatnie tragiczne zderzenie pociągów pod Zawierciem, poważne stacje newsowo – publicystyczne stają się elektronicznymi tabloidami. Nagle wszystko przestaje mieć znaczenie, świat zawęża się do jednego miejsca. Wszystko kręci się wokół jednej sprawy.

Jest coś takiego unikalnego w polskiej mentalności, jednocześnie wartego odnotowania, z drugiej strony pełnego egzaltacji – i odpychającego. Jest to sztuczne, na pokaz, na zamówienie, wybucha co jakiś czas, płomieniem, głównie medialnym, aby szybko zgasnąć, zostawiając za sobą smród kadzideł, lampek – i pustkę… brak refleksji, brak wniosków. Niektórzy nazywają to kultem ofiar, ja to nazywam medialnym kultem śmierci.

Media elektroniczne, z telewizją TVN24 na czele, epatują widza nie kończącymi się wywiadami, migawkami, relacjami z konferencji prasowych, potem relacjami z pogrzebów, mszami świętymi… Wszytko musi mieć temperaturę i być na bieżąco. Ach, szkoda, że nie udało się zrobić „lajfa”. Przy wszystkim musi być kamera i mikrofon. I musi być to szokujące. Konieczne jest przesłuchanie teraz, natychmiast, najlepiej na tle pogiętych blach albo szybu kopalnianego kogoś, kto tam był, a jak nie można znaleźć takiego, to choć kogoś, kto miał być. I przebitki, w kółko te same, na jadące karetki, na zaaferowanych ratowników, na tłum gapiów. No i dziś, w XXI wieku, koniecznie filmiki z wizualizacją. A nad wszystkim unosi się „śmigło” z dziennikarzami. Tak jest ciekawiej.

Continue Reading →

Teksty nadesłane – 5. marca

Ropa , Putin i Rosja

Z dużą dokładnością można przepowiedzieć, kiedy towarzysz Putin stanie się historią – wystarczy śledzić notowania ropy naftowej na rynkach światowych. Dziś jest to w granicach 120 USD – jeśli ropa spadnie poniżej poziomu 70 USD na parę miesięcy albo i dłużej – Putin is death.

Dlaczego tak twierdzę? Obecnie Rosyjski PKB składa się w około 30% z eksportu nośników energetycznych. Co więcej, czytałem jakiś miesiąc temu analizę na rosyjskich stronach, z której wynikało, że zależność ta coraz bardziej się pogłębia. W czasach upadku ZSRR, PKB tego kraju był zależny od eksportu ropy i gazu zaledwie w 7%. Jeśli się mylę to niech mnie ktoś poprawi, jednak jeśli chodzi o te liczby to nie wydaje mi się żebym źle zapamiętał owe dane.

Zła wiadomość dla towarzysza Putina jest taka, że właśnie szykuje nam się przełom, jeśli chodzi o zaopatrywanie świata w nośniki energii – ropę i gaz. I to przełom idący aż z trzech stron.

Po pierwsze łupki w USA. Istnieją w miarę ostrożne analizy mówiące, że kraj ten, na razie największy światowy konsument ropy naftowej i gazu, uniezależni się w znacznej mierze od importu. Jeśli chodzi o gaz jest to już faktem. Jeśli chodzi o ropę naftową, podobno jest to tylko kwestia dziesięciolecia. Pamiętajmy, że obecnie sukcesy USA dziedzinie wydobycia gazu z łupków przyczyniły się do diametralnej zmiany tego segmentu rynku (no może jeszcze nie w naszej umęczonej ojczyźnie, ale u nas też zegar zmian tyka). Jeśli ktoś pofatyguje się i zatrudni przeglądarkę Google, to znajdzie z początku 2008 roku przechwałki szefów Gazpromu, że za parę lat ich firma, będzie najbogatszą firmą na świecie i pierwszą, której wartość przekroczy jeden bilion USD. No gdzie są teraz? Nie w okolicach biliona, a w rejonie 180 mld.
Dodajmy do tego niesamowite przyspieszenie w Chinach, jeśli chodzi o możliwość wykorzystania łupków. Państwo środka inwestuje w pozyskanie technologii wydobycia gazu i ropy z łupków oraz dąży do przejęcia kontroli nad nowymi źródłami, nie tylko u siebie, ale i w Afryce, Ameryce Płd, a na nawet w USA.

Spotkałem się z opinią wielu ekspertów mówiących, że z ropą naftową będzie podobnie jak z gazem, jeśli USA uniezależnią się od dostaw z zagranicy. Co zmieni także układ sił na świecie, a pewne regiony (np. Zatoka Perska) stracą na swoim znaczeniu.

Continue Reading →

Po katastrofie

Przyczyny katastrofy kolejowej pod Szczekocinami są już jasne. Przynajmniej dla polskiej, pożal się Boże, prawicy. Jan Pospieszalski i Tomasz Sakiewicz, „niezależni dziennikarze” tak zwanego „drugiego obiegu” porównali ten wypadek z tragedią pod Smoleńskiem. Eurokomuna, która ma dziś w Polsce władzę, rządzi lękiem! Boimy się latać samolotami, a dziś boimy się również jeździć pociągami. To obecni rządzący nie potrafili zadbać o życie osób, które na trasie Warszawa – Kraków uczestniczyły w katastrofie – wykrzyczał w Krakowie na niedzielnym wiecu Pospieszalski, a Sakiewicz uzupełnił – Rządzący nie dbają o obywateli. Doszło do dwóch poważnych katastrof, samolotu pod Smoleńskiem i wczoraj pociągu niedaleko Krakowa. To władza, która rządzi od katastrofy do katastrofy. Resztę można było sobie doczytać na portalach społecznościowych, gdzie moralnie wzburzeni prawicowi dziennikarze i blogerzy tradycyjnie musieli dopełnić „lansu” i wykorzystać sprawę politycznie na tle śmierci ludzi…

Zostawiając na boku niesmaczne i niemoralne zachowania „Prawdziwych Polaków”, trzeba wyraźnie stwierdzi, że stan polskich kolei od lat nie jest dobry i gdzieś na początku przyczyn katastrofy jest chaos organizacyjny, drastyczne niedoinwestowanie polskich kolei. I brak nadzoru, ponieważ Urząd Nadzoru Kolejowego ma bardzo słabą pozycję, a do tego polska kolei jest z majoryzowana przez związki zawodowe. Największym problemem jest jednak to, że PKP jest poszatkowane na wiele spółek – dalej państwowych, lub co najwyżej samorządowych, które konkurują ze sobą i jednocześnie są zobligowane do osiągania zysku. Powoduje to, że kto inny jest odpowiedzialny za tory (szeroko rozumiane szlaki z infrastrukturą, kto inny za przewozy, jeszcze kto inny za dworce. I nikt nie ma wobec innych regresu, nie ma możliwości egzekwowania odpowiedzialności. Zarządy spółek są rozliczane z wyniku finansowego, a nie z jakości swoich usług i bezpieczeństwa.

Continue Reading →

Putin na Kreml

Komentatorzy polityczni, a także sami Rosjanie nie mają raczej wątpliwości kto po niedzielnych wyborach prezydenckich w Rosji zasiądzie na Kremlu. Będzie to Władimir Putin, który podmieni na tym stanowisku swojego nominanta z przed czterech lat, Dmitrija Miedwiediewa. Nie czas dziś oceniać prezydenturę Miedwiediewa, nie da się jednak jej oddzielić od osoby Putina. W Rosji mieliśmy do czynienia z systemem dwuwładzy, gdzie ten drugi siłą swojego zaplecza był mocniejszy. Miedwiediew nie był alter ego Putina, lecz jego uzupełnieniem.

Rosja jest krajem swoistej demokracji – demokracji autorytarnej. Dziwne to połączenie – ale jak pokazuje ostatnie dwudziestolecie – możliwie i konieczne w tak olbrzymim kraju jakim jest Rosja, z jego historią i uwarunkowaniami wewnętrznymi. Putin uważa, że choć miejsce jego kraju jest w kulturze Zachodu, to Rosja do pełnej, liberalnej demokracji nie dorosła. Paradoksalnie świadczy o tym słabość opozycji rosyjskiej, która osadzona w wielkomiejskiej klasie średniej nie ma jeszcze siły na budowę realnej przeciwwagi politycznej dla systemu politycznego stworzonego przez Putina.

Continue Reading →

Konieczny element układu​

Donald Tusk na jednej z konferencji prasowych westchnął, że brakuje mu Jarosław Kaczyńskiego. Brakuje mu jego opinii, aktywności, konferencji prasowych… Tak, rzeczywiście, nic tak nie odwraca uwagi od problemów rządu i spadających sondaży, jak kilka od niechcenia rzuconych bon motów Prezesa…

Proszę, wystarczyło tylko, alby Kaczyński dla jednego z mediów Tomasza Sakiewicza wspomniał, że wokół Bronisława Komorowskiego działają grupy wywodzące się z dawnych PRL-owskich służb, WSI, a Palikot, przyjaciel prezydenta jest ich rezydentem, aby media porzuciły „bzdury” w postaci reformy emerytalnej. Według niego Donald Tusk, ten delegat i Moskwy i Berlina słabnie w oczach, a cienie jego wrogów już na niego dybią zza pleców. Tym cieniem ma być prawdopodobnie Grzegorz Schetyna, który w przymierzu z Palikotem ma dokonać zamachu. Idy marcowe wszak niedługo…

Continue Reading →

Teksty nadesłane – 29. lutego

Anonymous na Zapustach – czyli rozważania o tradycji.

Kilka dni temu byłam na imprezie ,którą jako juror, obserwuję od kilkunastu lat. To przegląd zespół zapustnych z kilkunastu wsi północnego Mazowsza. Lubię tę prowincjonalną imprezę, która w dużym stopniu zachowała swój dawny, ludyczny charakter. Barwny korowód przebierańców przechodzi przez wieś, odwiedzając wybrane domy. Impreza kończy się występami w strażackiej remizie. Lubię obserwować zarówno uczestników tych występów jak i samą publiczność. Najbardziej interesująca wydaje się zmiana treści w zapustowym przekazie. To w nim i w reakcjach widzów odzwierciedlają się zmiany mentalności jakie zachodzą na polskiej wsi. W tym roku obok tradycyjnych zapustnych masek diabła, śmierci, misia, bociana, kozła pojawiły się maski Anonymousa. Zespól licealnej młodzieży, którego nazwa „Animagia”, jest także dowodem nowych skojarzeń , pojawił się na scenie w charakterystycznych maskach XVII wiecznego rebelianta. Myślę ,że chyba nikt nie znał historii przywódcy spisku prochowego, może niektórzy widzieli film „V jak Vendetta” ale wszyscy pamiętają te maski, które pojawiły się na ulicach miast w proteście internautów. Żywa reakcja publiczności, także tej starszej, dowodzi, że dowcip zyskał uznanie.

W powszechnym odczuciu tradycja to coś niezmiennego, a jej miłośnicy chcieli by wszystkie jej elementy pozostawał w niezmienionej formie. Tak się jednak nie dzieje. Nawet w odległych czasach, do najbardziej tradycyjnych i wydawało by się zamkniętej społeczności, docierało „ nowe” i wpływało na powolne, ale jednak zmieniające się, postrzeganie świata. To nowe przynosili najpierw ludzie wędrowni: żebracy, ,kupcy, powracający ze służby żołnierze a potem nauczyciele, księża ,a dziś prasa, książka, radio i telewizja . Tradycyjna kultura w większości zatraciła swoją pierwotną istotę często zachowując tylko zewnętrzne przejawy. W tradycyjnym świętowaniu powtarzają się te same gesty, symbole, przedmioty. Dziś i one się zmieniają , ale gdzieś podskórnie można odnaleźć ich dawną treść. Wiejskie świętowanie to rodzaj teatru, w którym nie chodzi tylko o rozrywkę. Gdy to wiemy łatwiej nam zrozumieć współczesne zachowania. One nie muszą i często nie powinny nam się podobać , ale pozwalają nam je zrozumieć.

Continue Reading →

Premier – Słońce

Dziś mija pierwsze sto dni urzędowania Donalda Tuska i jego rządu. To taka umowna granica, chętnie przywoływana przez media, ale biorąc pod uwagę, że kadencja Sejmu i rządu powinna trwać pełne 4 lata, ta „setka” nie ma specjalnego znaczenia. A dodatkowo trzeba pamiętać, że ten gabinet jest rządem kontynuacji i choć wymieniono w nim połowę składu (a nawet więcej), to jest to dalej autorski projekt Donalda Tuska. Tak na to patrząc, to już ponad 1500 dni jego rządów.

Premier postanowił na tę okoliczność dokonać przeglądu działań swoich ministrów i podległych im resortów. Po co właściwie – nie bardzo wiadomo. To jest zagranie z kategorii PR i spektakl dla mediów. Rząd spotyka się co tydzień na posiedzeniach, wystarczyłoby aby obok spraw bieżących ministrowie przedstawiali swoje plany na najbliższy okres. Po to są także określone procedury raportowania (chyba, że ich nie ma…) aby KPRM była na bieżąco informowana o tym co się dzieje.

Oczywiście, znamy powody tego widowiska, rozłożonego na wiele dni spotkań z ministrami. To problemy, jakie rząd sobie sprokurował sam – zawirowania z refundacją leków i protestami lekarzy i farmaceutów na przełomie roku, ACTA i protesty internautów, Stadion Narodowy i przygotowania do Euro2012, problemy z drogami, no i oczywiście – rozpoczęta dyskusja o reformie systemu emerytalnego. Wpadki, niezręczności, błędy ministrów tego rządu skupiają się głównie premierze. Donald Tusk nie miał jeszcze, jako szef rządu i partii tak złych notowań. Platforma Obywatelska nie miała od dawna tak złych wyników sondażowych.

Continue Reading →

O nowym portalu Tomasza Lisa

Bezczelnik polityczny Azraela tym razem o nowym przedsięwzięciu Tomasza Lisa – portalu www.NaTemat.pl

 

Azrael

Zapiski zza Atlantyku – 24. lutego

Wolność od religii

John F. Kennedy był pierwszym prezydentem w USA, który był katolikiem. Kennedy przeszedł do historii jako genialny polityk, ale również jako ktoś kto notorycznie zdradzał swoja żonę na oczach całego świata. I nikt nie kwestionował ani jego wiary ani wartości moralnych.

Republikanie starają się przekonać, że prezydent Barak Obama jest muzułmaninem. Bo muzułmanin jest zły z natury i jego celem w życiu jest zniszczenie USA. Prezydent Obama nie jest muzułmaninem, jako dziecko uczęszczał do szkoły katolickiej w Indonezji. W USA kiedy jego wychowaniem zajęli się dziadkowie, uczęszczał do ich kościoła (Unitarian Universalist Church). W Chicago, z żoną i dziećmi uczęszczał do Trinity United Church of Christ. W jednej ze swoich przemówień powiedział, że wiara była jedną z głównych sil, które pozwoliły mu pokonać przeszkody i osiągnąć wiele w życiu”. Jednak według badań z 2010 roku, według PEW , 18% Amerykanów uważa, że prezydent Obama jest muzułmaninem, 34%, ze jest chrześcijaninem, a 43% nie wie jaka jest jego religia. Mimo, że prezydent Obama oświadczył, że jest chrześcijaninem i wiara odgrywa ważna rolę w jego życiu to i tak Republikanie uważają, że mają prawo kwestionować to w co wierzy i kim jest.

Continue Reading →

Pisanie historii na nowo

Lecha Wałęsy nie lubię, właściwie to nigdy go nie lubiłem. Za pierwszej „Solidarności”, za tej drugiej, także w czasach kiedy był prezydentem. Złym prezydentem, otaczającym się ludźmi miernego formatu. Nie lubię go za zarozumialstwo, za brak taktu, za zawiść, brak klasy. A ruch „Solidarności” nie był moim ruchem, pomimo, że przez kilka miesięcy do związku należałem. Zraził mnie jako prezydent, nie znosiłem jego wystąpień, miałem za złe otoczenie się ludźmi w stylu Wachowskiego, Drzycimskiego, czy bracia Jarosław i Lech Kaczyńscy.

Ale Wałęsa jest symbolem przełomu, jest człowiekiem, który wyniesiony na szczyt przysporzył Polsce splendoru – i dzięki temu jest jak jest, od dwudziestu dwóch lat żyjemy w normalnym, demokratycznym państwie. Nie on stworzył „Solidarność”, tak jak nie uczyniła tego suwnicowa Walentynowicz i Andrzej Gwiazda. To tylko elementy. Nie oni tworzyli ideę i prawidła, nie są autorami 21 postulatów, nie wnieśli do ruchu pierwiastka intelektualnego. Ruch społeczny był dziełem doradców pierwszego komitetu strajkowego – a jego korzenie to ROPCiO, KOR, i inne związki opozycyjne. Także Kościół Katolicki. I setki tysięcy aktywnych działaczy w kraju.

Lech Wałęsa jest popularny w Polsce i takim pozostanie już nie jako polityk, lecz jako pewien symbol. I nie chodzi tu tylko o jego przeszłość opozycyjną, czasy „Solidarności”, ale również chodzi o sprawy najnowsze, o nagonkę, jaką na niego uczyniono w ciągu ostatnich lat. Po konflikcie z braćmi Kaczyńskimi, a przede wszystkim po awanturach z publikacjami IPN, jego popularność w społeczeństwie znacznie wzrosła. Gdyby był umieszczany w rankingach, zapewne byłby w pierwszej piątce. Gdyby był dalej aktywny politycznie, jego znaczenie byłoby minimalne, ale popularność – dalej wielka.

Continue Reading →

  • Facebook