Ustawianie mebli

 

Powodzenie drugiej kadencji rządów Platformy Obywatelskiej, prawdopodobnie w koalicji z PSL, zależy od sprawnego współdziałania trzech ośrodków władzy – urzędu Prezydenta RP, premiera i marszałka Sejmu. Kto w tym przypadku będzie miał większą siłę, zależy w największym stopniu od zapisów Konstytucji RP, dalej od praktyki rządzenia, ale również od tego, kto będzie zajmował poszczególne stanowiska. W przypadku prezydenta i premiera, sprawa jest jasna, w przypadku marszałka Sejmu już nie.

Donald Tusk ma prawo czuć się się zwycięzcą tych wyborów. To jego osobiste zaangażowanie przyniosło taki sukces – 10% przewagi nad następną formacją. Utrzymał swoją partię przy władzy, będzie pierwszym premierem drugiej kadencji, a do tego utrzymał jedność swojej formacji. Ma w parlamencie 270 posłów i senatorów i niezależnie od podziałów wewnętrznych, jest to jego drużyna. Oczywiście, mówi się o frakcjach, czyli „spółdzielniach” Grzegorza Schetyny i Cezarego Grabarczyka, ale to jest tylko wojsko na papierze. To Donald Tusk decyduje o składzie ciał statutowych partii i obsadzie stanowisk w klubie parlamentarnym. Bliski jest w tym swojemu adwersarzowi, Jarosławowi Kaczyńskiemu… Ale Tusk nie jest hegemonem i nie może całego swojego otoczenia traktować, jak cesarz podwładnych.

Jeżeli jednak PiS został pozbawiony polityków autonomicznych, to w PO tacy pozostali. Z ambicjami. Pozycja Donalda Tuska jest taka, że od niego zależy, jak te ambicje mogą być zaspokojone, lub stłumione. Wiadomo o kogo chodzi – o byłego już praktycznie marszałka Sejmu, Grzegorza Schetynę, swego czasu najbliższego współpracownika Donalda Tuska, również bliskiego przyjaciela. Zmieniło się to po tak zwanej aferze hazardowej, kiedy Grzegorz Schetyna odszedł z rządu (został z niego usunięty), choć trudno było oskarżyć go nielojalność, a sama afera skończyła się niczym. W to miejsce weszła inna grupa osób, ale ich pozycja wobec premiera jest zupełnie inna. Teraz ma zostać zastąpiony na stanowisku marszałka przez Ewę Kopacz. Ewa Kopacz to osoba całkowicie oddana Tuskowi, bez właściwości politycznych, jakimi na tym stanowisku wykazywał się Grzegorz Schetyna.

Continue Reading →

Decyzja w sprawie KRRiT

W mediach publicznych jest jak w serialu “Moda na sukces” albo w innych telenowelach, brazylijskich, czy wenezuelskich, pełniących w telewizji z ulicy Woronicza rolę misyjną. Jakiś układ próbuje przejąć interes, inny go broni, cyngle, udający niezależność starają się odzyskać pozycje, a jakiś polityczny “ojciec chrzestny” szybko przeciwdziała. “Pożyteczni idioci”, lub takowych udający, a tak naprawdę żyjący z tego tortu medialnego, dalej bredzą o tym, że znów jest realizowany zamach na “polską instytucję kultury”, czy na dziedzictwo kulturowe i “niezależność mediów”…

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji to ciało dość kuriozalne, zapisane w Konstytucji RP, właściwie jako dodatkowy ośrodek władzy. I jeżeli jeszcze lata temu, kiedy z demokracją życia politycznego i społecznego szła konieczność zapewnienia odgórnie pluralizmu mediów, jej pozycja miała uzasadnienie. Dziś, kiedy ład reguluje rynek, jej funkcjonowanie w takiej postaci ma sens ograniczony. No, chyba że wykorzystuje się ją instrumentalnie – i politycznie.

Decyzja prezydenta Bronisława Komorowskiego, podtrzymująca dalsze działanie KRRiT w tym składzie, pomimo odrzucenia jej sprawozdania przez Sejm i Senat, jest oczywiście decyzją polityczną. To, że Sejm i Senat wnioski odrzuciły, głosami i PO i PiS, świadczy nie o tym, że obie te formacje tak samo oceniały jej pracę, ale o tym, że miały zgoła różne wobec niej oczekiwania i ocenę, właśnie polityczną. Bo przecież KRRiT w roku 2010 to tak naprawdę dwie rady – jedna pod kierownictwem Witolda Kołodziejczyka – człowieka PiS, druga – Jana Dworaka – człowieka prezydenta, mniej PO.

Continue Reading →

Stracona szansa

Veni, vidi,… i Barack Obama po kilkunastu godzinach odleciał do Waszyngtonu. Co zostawił po swojej wizycie, poza gestami, dobrymi zdjęciami i jeszcze lepszym politycznym PR, co zresztą na tle polskich polityków nie jest zbyt trudne, trudno określić. Nie zostawił po sobie żadnego ważkiego przesłania, dla Polski, czy dla krajów Europy środkowo-wschodniej, której przywódcy gościli w Warszawie. Sami przywódcy, prezydenci 20 państw, nie zostali po sobie dokumentu, manifestu, który byłby przesłaniem przyszłości. Czy zresztą ktoś tego oczekiwał

Polityczni komentatorzy oczywiście będą starali się znaleźć jednak coś, co będzie można określić jako sukces. Nie przesłoni to jednak faktu, że Polska może i aspiruje do roli lokalnego przywódcy, ale jest to przywództwo państwa drugiego rzutu Europy. Ta smutna konstatacja jednak ma pokrycie w fakcie, że Barack Obama nie wygłosił w Polsce ani jednego ważnego przemówienia, nie podpisał ani jednego ważnego dokumentu. A jest w dalszym ciągu określany mianem przywódcy demokratycznego Świata.

I wina, że taki będzie odbiór jego wizyty, jest po stronie Polski. A wystarczyło przygotować tę wizytę trochę inaczej, nie przez pryzmat korzyści doraźnych polskich władz, prezydenta Bronisława Komorowskiego i rządu Donalda Tuska, lecz wykorzystując dostępne wartości polskiej historii i historyczne, dalej aktywne w życiu politycznym i społecznym postacie. Spotkanie w Pałacu Prezydenckim z wybitnymi osobistościami polskiej demokracji, miało dużą wagę, ale było niepełne, mocno okrojone. Nie było na nim Lecha Wałęsy.

Continue Reading →

Dyskusja w Belwederze

Belwederska debata , pod auspicjami prezydenta Bronisława Komorowskiego pokazała, że dyskutować można merytorycznie, logicznie argumentując. Szkoda jednak, że dyskusja nie przyczyniła się do refleksji nad tym, co zostało zaniedbane i czego nie dopełniono, tak aby system emerytalny był wydolny. Pryncypialność obrońców obecnego kształtu systemu emerytalnego ogranicza się do stwierdzeń, że obecny rząd z ministrem Jackiem Rostowskim łamie umowę społeczną podpisaną ponad 11 lat temu, tak jakby profesorowie Leszek Balcerowicz i Jerzy Hausner nie byli nie tylko ekonomistami, ale również przecież politykami. I to politykami, którzy legitymizowali rozwiązania osłabiające system emerytalny, tak jak choćby wzrost emerytur mundurowych za czasów, kiedy Jerzy Hausner był wicepremierem i ministrem gospodarki, odpowiedzialnym za reformy.

Dyskusja, trwająca 3 godziny, nie dotknęła praktycznie tematu najważniejszego – jak zreformować Zakład Ubezpieczeń Społecznych i jakie podjąć kroki (także polityczne), aby składki do niego wprowadzane były nie tylko bazą do wypłacanych na bieżąco emerytur, ale także aby stały się podstawą do działalności tej instytucji na rynku kapitałowym. Jeżeli nie zostanie poważnie podjęty ten temat, wymagający głębokich zmian strukturalnych, to w dalszym ciągu emerytury (a także duża cześć samych składek) będzie finansowane z długu publicznego albo, co może jeszcze poważniej zagrozić rozwojowi państwa, ze wzrostu podatków. W Belwederze dyskutowano tylko nad bieżącym projektem rządowym, zakładającym, że składka emerytalna przekazywana do OFE zmaleje z 7,3 proc. do 2,3 proc., a następnie wzrośnie do poziomu 3,5 proc. Dlaczego akurat o takie wartości – tak naprawdę nie wiadomo.

Dość absurdalnie w dyskusji ekonomicznej, o pieniądzu, długu i finansach państwa brzmiały argumenty Jerzego Hausnera i Leszka Balcerowicza, że rządowa propozycja reformy niewielkiej części systemu emerytalnego, jakim są OFE to demontaż elementów ustroju państwa i złamanie umowy społecznej, zawartej przy uchwalaniu reformy emerytalnej z roku 1999, co może podważyć zaufanie obywateli dla państwa. Tak, jakby dopuszczenie przez obecny rząd do całkowitego załamania finansów państwa, przez zaniechanie choćby wycinkowej reformy, byłoby dla państwa i jego szans rozwojowych lepszą alternatywą. Przyznam się, że populizm Leszka Balcerowicza i obrona status quo, w imię grupy twórców reformy, jest dla mnie dużym zaskoczeniem.

Continue Reading →

Gry prezydenckie

Jedno zdanie, jakie wypowiedział w wywiadzie dla tygodnika „Newsweek” prezydent Bronisław Komorowski, wzbudza duże emocje. To zdanie brzmi – Mam suwerenne prawo wybrać kandydata na premiera. Lider zwycięskiej partii ma największe szanse, ale nie ma gwarancji. I zostało ono jednoznacznie ocenione jako sygnał pod adresem Jarosława Kaczyńskiego, że prezydent nie powierzy mu teki premiera, jeżeli jego formacja zdobędzie największą liczbę głosów. Potwierdza to zresztą jeden z autorów wywiadu, Andrzej Stankiewicz, uważając , że właśnie takie są intencje Bronisława Komorowskiego – pokazanie PiS, że wygrana arytmetyczna nie oznacza wcale zwycięstwa.

Komentatorzy zauważają, że byłoby to wbrew obyczajowi parlamentarnemu, gdzie prezydent desygnuje na premiera szefa zwycięskiej partii, lub osobę wskazaną przez niego (casus Kazimierza Marcinkiewicza). Z drugiej strony prezydent tylko przypomniał, że to jego pełne prawo konstytucyjne, a dodatkowo dał sygnał, że czuje się politykiem w pełni autonomicznym. I ten sygnał skierowany był także w stronę Donalda Tuska.

 

Continue Reading →

Rekonstrukcja i rewitalizacja

Donalda Tuska od kilkunastu dni nie ma w mediach, Grzegorz Schetyna na urlopie narciarskim, prezydent Bronisław Komorowski praktycznie na tematy krajowe się nie wypowiada, a głównym problemem polskich dziennikarzy jest Platforma Obywatelska, konflikty w niej, spadek popularności. Uzdrowicieli i „wujów – dobra rada” dla PO jest bezliku. Problem polega nie na tym, co zrobić teraz, ale na tym, aby się zastanowić, co spowodowało tak potężny kryzys zaufania do rządzącej partii, rządu i samego Donalda Tuska, bo dziś źle jego pracę ocenia już ponad 50% respondentów badań opinii publicznej.

Niektórzy wskazują na przyczyny polityczne i ekonomiczne, te podstawowe, które łatwo dostrzec. Początkiem była tak zwana afera hazardowa, następnie katastrofa smoleńska i wszystkie z tym związane zagadnienia, z raportem MAK na czele, następnie chaos na kolei, no i sprawy związane z quasi reformą emerytalną, czyli „zamachem” na fundusze OFE. Innym powodem problemów PO mają być konflikty wewnętrzne, pomiędzy Donaldem Tuskiem i jego zapleczem, a niegdysiejszym bliskim przyjacielem, Grzegorzem Schetyną. Jeżeli dodamy do tego katastrofalne wypowiedzi i zachowania niektórych polityków PO (senator Roman Ludwiczak – słynne taśmy wyborcze, żarty Roberta Węgrzyna z gejów, czy odebranie prawa do leczenia emerytom przez Joannę Michę) i seryjne gafy prezydenta, to otrzymamy obraz partii… obciachowej. Wszytko to miało spowodować odwrócenie się wyborców od partii rządzącej i zakwestionowanie jej wiarygodności, odsunięcie się elektoratu miejskiego, inteligenckiego, wykształconego.

I tu właśnie należy szukać refleksji – dlaczego Platforma Obywatelska przestała traktować swój elektorat jako rzecz – oprócz państwa, rzecz jasna – najważniejszą.

Continue Reading →

Oczekiwania

Bronisław Komorowski jest najlepiej ocenianym politykiem w Polsce. W grudniu 2010 roku ponad 55% respondentów dobrze oceniało jego pracę. Jak długo uda się utrzymać tak dobre wyniki? Nie wiem, ale chyba jednak nie za długo, jeżeli obraz prezydentury będzie wyglądał, jak do tej pory. Dla porównania, Lecha Kaczyńskiego w lutym tego samego roku, a więc na dwa miesiące przed katastrofa pod Smoleńskiem źle oceniało 65% respondentów. I to powinno być miarą oceny, pomimo tego, jak styl prezydentury Komorowskiego jest oceniany. A jest oceniany równie krytycznie, jak jego poprzednika, tylko przy użyciu jeszcze ostrzejszych sformułowań.

Merytoryczna ocena pracy prezydenta i jego kancelarii nie wypada dobrze. Jeżeli przyjrzymy się składowi kancelarii, to stwierdzamy, że jest on zrównoważony i merytoryczny, czysto urzędniczy. Jeżeli jednak popatrzymy na efekty pracy – sprawa wygląda już gorzej. Nie widać inicjatyw wyprzedzających, nie widać znaczących sukcesów, nie widać aktywności legislacyjnej. Dobre pomysły, jak stałe spotkania eksperckie dotyczące ważnych spraw społecznych, przechodzą niezauważone. Jest to wynikiem tragicznej polityki informacyjnej kancelarii, brak rzecznika prasowego i oddanie inicjatywy do występowania w mediach ministrom i doradcom nie jest dobrym pomysłem. Ostatnia wypowiedź ministra Sławomira Nowaka, że w Davos jest nudno i nie ma po co tam jeździć – to tylko jedna z wielu gaf. Sam prezydent popełnia ich bez liku i czas wreszcie, aby ktoś nad jego wystąpieniami i wywiadami popracował. Bo inaczej takie wypowiedzi, jak o dyplomatycznej koronie Himalajów, jaką ponoć zdobył prezydent, będzie dobrą pożywką dla jego przeciwników i mediów. Za gafę można też uznać serię niezręczności w trakcie ostatniego, wilanowskiego spotkania w ramach Trójkąta Weimarskiego. Moknący w deszczu prezydent Sarkozy, nie oddanie honoru fladze, zachowanie prezydenta już w samym Pałacu Wilanowskim – to poszło w świat, równolegle z dobrym, przemyślanym pomysłem dotyczącym doproszenia prezydenta Rosji do Trójkąta Weimarskiego.

Continue Reading →

Nie ma ucieczki do przodu

Dwa sondaże opublikowane przed media tego samego dnia pokazują, że Platforma Obywatelska traci poparcie. Rozpiętość wyników obu sondaży jest tak duża, że nie warto ich nawet głębiej analizować. Nie wiemy nic na temat metodologii, próby, nie mówiąc o trendzie. Po co? Najważniejsze dla przeciwników PO, rządu i Donalda Tuska jest to, że spada… Radość jest jednak przytłumiona, bo Prawu i Sprawiedliwości… nie rośnie. A nie rośnie, bo w ubiegłym tygodniu opublikowano sondaż, gdzie Jarosław Kaczyński został po raz kolejny oceniony jako polityk, który nie budzi zaufania. To też nie jest żaden trend, ale constans – Kaczyński ma twardy negatywny elektorat od lat, którego nic nie przekona, nawet to, że czarne nagle może się zmienić w białe…Trudno więc sądzić, że wyborcy PO zwrócą się ku partii, której spiritus movens jest Kaczyński.

Ale, ale… rośnie za to SLD. I to do takiego poziomu, jakiego nie miała ta formacja od lat. W jednym sondaży otrzymała 19% poparcia, co pozwoliłoby jej zapewne na wejście do rządu. Jakiego? No, to jest otwarte pytanie, ponieważ PO nie mówi nie, a Jarosław Kaczyński zawsze wprawdzie twierdził, że że „nigdy więcej nie wolno już rozmawiać z ludźmi o marnej reputacji”, ale czego się nie robi dla „państwa i narodu”, czyli dla władzy. Jednak byłby to scenariusz dla lewicy zabójczy, co Grzegorzowi Napieralskiemu na pewno starzy działacze wytłumaczą.

Spadek notowań Platformy tłumaczony jest złą oceną społecznego odbioru zmian dokonywanych w sprawie struktury systemu emerytalnego, czyli obcięcia środków przeznaczonych dla OFE. Ponoć zabiera się nam, przyszłym emerytom, w ten sposób cześć wypracowanych przez nas samych świadczeń i oddaje znów ZUS, czyli państwu, któremu z zasady nie wierzymy. Szkoda jednak, że nikt nie poważy się podać rzetelnych wyliczeń, ile to OFE zarobiło dla nas przez 11 lat ponad wartość lokat bankowych i oprocentowania obligacji państwowych (a nie zarobiło nic…), a także nie mówi się o tym, że ta zmiana, czyli zmniejszenie odpisu, to nic innego, jak zmiana zapisu księgowego. Więcej – OFE nadzorowane są przez Powszechne Towarzystwo Emerytalne… instytucję państwową, która sztywno określa, jaka część środków ma być reinwestowana, a jaka ma pójść na zakup obligacji.

Continue Reading →

Świadomość historii

Historii zmienić nie możemy. Możemy ją tylko interpretować albo wykorzystywać, w różny sposób i do różnych celów.

Awantura o zaproszenie przez Kancelarię Prezydenta Bronisława Komorowskiego byłego I Sekretarza PZPR, ale jednocześnie pierwszego prezydenta III RP, generała Wojciecha Jaruzelskiego na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego jest kolejną odsłoną polskich dyskusji o tym, jak oceniamy przeszłość. I nie dotyczy to tylko jego roli w historii najnowszej, Stanu Wojennego, ale głównie tego, jak to jest oceniane i interpretowane. Trudno jest po ponad 20 latach niektórym przyjąć do wiadomości, że komunizm nie został w Polsce obalony, lecz oddał władzę dobrowolnie i praktycznie bezkrwawo, III RP rozpoczęła się od obrad Okrągłego Stołu, wyborów czerwcowych w roku 1989, rządu Tadeusza Mazowieckiego i wyboru Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta.

Wojciech Jaruzelski swoje w polityce już zrobił. Ocena nie będzie jednoznaczna. Wielu wolałoby, w tym również niżej podpisany, aby jego osoba pozostawała w cieniu. Nie możemy jednak zabraniać prezydentowi Komorowskiemu zapraszania go jako gościa na posiedzenie RBN, ponieważ klucz konsultacji był określony jasno – byli premierzy i prezydenci III RP. Temat spotkania w Pałacu Prezydenckim był jasny – stosunki polsko-rosyjskie w kontekście wizyty prezydenta Dmitrija Miedwiediewa w Polsce, na początku grudnia. Wiedzy o Rosji i Rosjanami Jaruzelskiemu nikt zabrać nie może. Jego doświadczenie w sprawach politycznych, społecznych, militarnych jest nie do przecenienia.

Continue Reading →

Naiwność służbowa

Po katastrofie w Smoleńsku wiadomo było, że czekają nas, zgodnie z Konstytucją RP i ustawą o wyborze Prezydenta RP, przedterminowe wybory. Pojawiły się wtedy pomysły, aby dwie główne siły polityczne, formacje postsolidarnościowe, zakopały topory wojenne i powróciły do pewnej formuły współpracy, może nawet POPiS-u, wystawiając w wyborach wspólnego kandydata. Zaczęto lansować teorię przewartościowania politycznego i zgody narodowej, twierdząc, że jest możliwe desygnowanie, siłami wszystkich się liczących partii, jednego kandydata, ponadpartyjnego, społecznego, nie związanego z polityką.Lansowała ten pomysł między innymi wytrawna i doświadczona dziennikarka „Gazety Wyborczej”, Ewa Siedlecka, wskazując na możliwość zaproszenia kogoś z byłych prezesów Trybunału Konstytucyjnego, albo prezesa Sądu Najwyższego. I choć osobiście miałem takiego kandydata, profesora Michała Kleibera, Prezesa PAN i społecznego doradcę prezydenta Lecha Kaczyńskiego, to jednak sam pomysł kandydata nie z pełnego demokratycznego wyboru, nie spodobał mi się.

Teraz również słychać, po morderstwie działacza PiS w Łodzi, że należałoby może powołać rząd fachowców albo nawet rząd zgody narodowej. Takie pomysły ma między innymi Marek Jurek, przewodniczący Prawicy Rzeczpospolitej, słychać te głosy również z pośród polityków Prawa i Sprawiedliwości. Oznacza to, że Platforma Obywatelska i Donald Tusk dobrowolnie mieliby pozbawić się części władzy, a może i całej. Bo przecież i premier i prezydent, według niedawanych słów Jarosława Kaczyńskiego powinni zejść ze sceny… Tylko znów – co ma to wspólnego z demokracją? Czy istnieją przesłanki, aby sądzić, że Ryszard C. działał w imieniu i za namową polityków Platformy Obywatelskiej? Czy odpowiedzialni za konflikt polityczny i język debaty politycznej są tylko politycy PO? A może Polsce zagraża niebezpieczeństwo zewnętrzne, czy konflikt wewnątrzkrajowy? Zagrożona jest stabilność państwa? Nic z takich sytuacji nie ma miejsca. Ryszard C. nie jest terrorystą, nie stoi na czele grupy zbrojnej, nic świadczy o tym, aby był inspirowany przez polityków, siły specjalne PRL, czy nowego Nikołaja Riepnina. Wygląda na to, że morderca z Częstochowy to frustrat, a sam akt zbrodni ma tylko tło polityczne, ale nie jest zamachem dla uzyskania konkretnych celów politycznych. Chyba, że odwoływanie się do niego przyniesie korzyści polityczne konkretnym partiom i politykom.

Continue Reading →

Kogo by tu jeszcze obrazić

Każde wystąpienie, każdy wywiad Jarosława Kaczyńskiego są obficie komentowane, poddawane analizom i próbom podczepienia ich pod powszechnie obowiązujące normy polityczne. Szkoda naprawdę czasu. To co słyszmy, jest już tylko groteską polityczną, w której na przemian mamy do czynienia z pozorami realizmu i czystą fantastyką, gdzie tragizm sytuacji, w jakiej jest Jarosław Kaczyński po śmierci swojego brata, przeplata się z komizmem, z jakim usiłuje to wykorzystać dla swoich celów. Zdumienie może tylko budzić to, że w dalszym ciągu tak wielu bierze to, co przekazuje im Kaczyński na wiarę, za prawdę oświeconą i głęboką strategię…

Ostatnie dwa wywiady, jakie przeprowadzili z szefem PiS-u dziennikarze „Rzeczpospolitej” i tygodnika „Newsweek”, po raz kolejny pokazują, że najlepszą formą dowiedzenia się prawdy o nim jest umiejętność takiego zadawania pytań, aby Kaczyński się otworzył. Spora cześć wywiadów poświęcona jest kampanii wyborczej i udziałowi w niej Joanny Kluzik-Rostkowskiej i Pawła Poncyliusza. Trzeba napisać wprost – Kaczyński oboje swoich oddanych współpracowników po prostu upokarza. Twierdzi, że Joanna Kluzik-Rostkowska została szefową jego sztabu wyborczego w sposób samozwańczy, bo tak naprawdę miała być tylko twarzą kampanii. Paweł Poncyliusz natomiast został rzecznikiem prasowym kampanii, ze względu na ładną twarz…Tylko, że kiedy pod koniec kwietnia Jarosław Kaczyński został oficjalnym kandydatem Prawa i Sprawiedliwości w wyborach prezydenckich, na posiedzeniu Rady Politycznej Kluzik-Rostkowska została przedstawiona przez niego samego jako szefowa sztabu, dobitnie informując, że nie będzie ona li tylko „paprotką”, tylko realnie będzie pełniła swoją funkcję… A 4 lipca, na wiecu powyborczym szczerze, jakby się wydawało, dziękował jej za świetny wynik. Teraz natomiast okazuje się, że kampania była wymyślona za niego, ponieważ on był pod wpływem silnych środków uspokajających.

Continue Reading →

Prezydent – zagadka

Przysięga przed Zgromadzeniem Narodowym złożona, insygnia władzy prezydenckiej przejęte. Bronisław Komorowski jest IV prezydentem RP, wybranym w głosowaniu powszechnym.

Jakim prezydentem będzie? Oczekiwania są wobec niego dość umiarkowane. I różne, w zależności od wyznawanych poglądów. Jedni chcą tylko, aby był lepszy, niż jego tragicznie zmarły poprzednik. Wystarczy, aby nie był małostkowy, aby się nie obrażał, aby wzniósł się ponad wady swoje i te klasyczne, polskie, takie jak zawiść i mesjanizm. Inni chcą jednak kontynuacji prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który był wrażliwy na sprawy społeczne i socjalne, ale realizował je niezbyt skutecznie, a do tego dość opatrzenie rozumiał pojęcie polityki historycznej. Im więcej chciał wyrównać nieprawidłowości ostatniego dwudziestolecia, tym bardziej dzielił. Jeżeli wsłuchaliśmy się w pierwsze orędzie Komorowskiego, to okazuje się, że idea solidaryzmu społecznego jest mu równie bliska, jak poprzednikowi. Zresztą w trakcie kampanii wyborczej Komorowski dużo mówił o zgodzie politycznej, ale także społecznej.

Zgoda buduje, ale nie należy sądzić, że Bronisław Komorowski będzie prezydentem wszystkich Polaków. To nie ten czas, kiedy takim lejtmotywem „czarował” Aleksander Kwaśniewski. Tamte hasło odnosiło się do innych podziałów i innego kontekstu politycznego i historycznego. Teraz Komorowski nie będzie miał możliwości budowania konsensusu z opozycją do formacji politycznej, z której się wywodzi, ponieważ ona tego nie chce. Brak Jarosława Kaczyńskiego na inauguracji prezydentury Komorowskiego to nie tylko objaw braku szacunku do zwyczajów i procedur demokratycznych, ale czytelny sygnał, że środowisko, na czele którego stoi nie widzi potrzeby zgody narodowej. Sprawa katastrofy smoleńskiej, jako politycznego oręża, jest dla niego ważniejsza, niż interes społeczeństwa i Polski. A z drugiej strony urzędujący prezydent, dbając o prestiż stanowiska, nie może dokonywać bezwarunkowych kompromisów, ulegając szantażom pseudo moralistów – jak w przypadku krzyża stojącego przed Pałace Namiestnikowskim.

Continue Reading →

Na sukces trzeba zapracować

Bronisław Komorowski jest kolejnym, 4. już prezydentem wybranym w wolnych, powszechnych wyborach. Mam nadzieję, że będzie również ostatnim prezydentem wybranym w ten sposób, liczę, że formuła rządów, gdzie główna władza wykonawcza, jaką jest rząd, ma konkurencję w postaci Kancelarii Prezydenta, zostanie zmieniona. Szczególnie ostatnie trzy lata pokazały, jak dewastujący dla polityki może być ośrodek prezydencki, kiedy realizuje on głównie zadania partii opozycyjnej. I liczę, że projekt zmian w Konstytucji stanie się jednym z głównych programów Platformy Obywatelskiej.

Komorowski nie musiał zostać prezydentem. Jako kandydat zastępczy, za Donalda Tuska, który wybrał realną władzę premiera, miał dużo szczęścia. Gdyby kampania trwała tydzień, dwa tygodnie dłużej, to trend wzrostu poparcia dla Jarosława Kaczyńskiego mógłby przekroczyć barierę 50%. Gdyby nie ośmieszające Kaczyńskiego i jego sztab odwołanie do Edwarda Gierka i zaangażowanie się w ostatnim tygodniu premiera Donalda Tuska – to szef PiS mógłby odbierać gratulacje. Wszystkie badania pokazują, że istnieje ogromna liczba wyborców, którzy decyzję podejmują w ostatnim momencie, w ciągu ostatnich kilku dni. Ci wyborcy, to był tak zwany elektorat negatywny Jarosława Kaczyńskiego, który już zmiękczony jego wizerunkową przemianą był gotowy oddać na niego głos, ale ostatni kilka dnia znów ustawiły go na odpowiednich torach. Tym razem na wynik wyborczy nie miały wpływu kluczowego debaty telewizyjne, które zresztą wypadły na remis.

Teraz jest czas zmian i nowych wyzwań. Nie dla Bronisława Komorowskiego, ale dla Donalda Tuska i dla rządu. Platforma Obywatelska nie otrzymała 500 dni monopolu władzy (do następnych wyborów parlamentarnych), jak to głosi opozycja z Prawa i Sprawiedliwości, ale prawie półtora roku szansy na pokazanie, że jest formacją gotową do reform, do ryzyka. Ten czas należy wykorzystać na reformę finansów publicznych, z położeniem nacisku na system emerytalny i ubezpieczeniowy (nie tylko chodzi o KRUS, nie tylko o służby mundurowe), reformę ochrony zdrowia i szkolnictwa, zrobienie porządku z mediami publicznymi, uporządkowanie relacji w polityce zagranicznej, przygotowanie wyjścia polskiego kontyngentu z Afganistanu. Donald Tusk stoi przed ogromnym zadaniem – może wybrać drogę reform, grożącą porażką, albo przyjąć metodę trwania i zarządzania państwem, co może (ale nie musi…) zabezpieczyć mu kolejny sukces wyborczy jesienią 2011 roku. Premier Donald Tusk musi podjąć decyzję – czy zarządza Polską, czy nią rządzi… Nie da się zaniechań wytłumaczyć kohabitacją, wetem prezydenckim, blokowaniem przez urząd prezydencki inicjatyw.

Continue Reading →

Komentarze powyborcze – 4. lipca

Dwa komentarze video, tak na gorąco, pierwszy z godziny 19.00 – przed wynikami, drugi o godzinie 21.00.

i drugi…

Dodam, że ok. godziny 13.00 Jarosław Kaczyński według badań exit poll OBOP prowadził ponoć 8. punktami…

Azrael

Wybór bez alternatywy

Dla wielu, którzy pójdą do urn upalnego 4. lipca, wybór jakiego dokonają, będzie jednym z najtrudniejszych. Szczególnie dla tych, którzy podchodzą do demokratycznej procedury wyborów w sposób ideowy, traktują pryncypia demokratyczne poważnie, a Polska jest dla nich wartością, a nie tylko miejscem przeżycia.

U mety wyścigu mamy dwóch polityków, którzy są znani od lat, znamy ich działalność opozycyjną, karierę polityczną, wiemy, co robili lat 30, 20, 10 temu – i w ciągu ostatnich pięciu lat. Wiemy również, że są to działacze państwowi. Tylko, czy jest to aby prawdą? Paweł Śpiewak w swoim ostatnim artykule dla tygodnika „Polityka” („Pięć lat Po Czwartej”, 29 czerwca 2010) przypomina, dlaczego wymyślił projekt IV RP i co się z nim stało. I bardzo trafnie przypomina, że w Polsce roku 2010 rządzi nie procedura demokratyczna, ale partiokracja, czyli dominacja partii nad instytucjami i prawami państwa. I tu należy przypomnieć, że obaj kandydaci brali udział w przygotowaniu IV RP, pięć lat temu, a także to, że obaj od 20 lat nie działają w polityce u podstaw, w społeczeństwie, lecz zajmują się grą stricte polityczną – sejmową, gabinetową…

Tą kampanią wyjątkowo rządził polityczny PR i marketing, choć retorycznie była ona łagodniejsza, niż można się było tego spodziewać. Katastrofa smoleńska i wielka powódź zrobiły swoje. Ale warto jednak wiedzieć, że nie wybieramy ani obrazu marketingowego polityka, a tym bardziej nie wybieramy wersji katastrofy smoleńskiej. Mamy do wyboru jednak dwa modele Polski, jej przyszłości – ale również interpretacji przeszłości. Z jednej strony mamy polityka, który uznaje III Rzeczpospolitą za kraj niedoskonały, ale jednak za wartość, którą należy chronić, poprawiać, szanować. Z drugiej strony natomiast stoi polityk, który nie negując prawideł demokracji, chciał ten ustrój przyciąć do swojego obrazu rzeczywistości. Hasło „Polska jest najważniejsza” nie jest dla niego tożsame z tym, że najważniejsi są Polacy, wszyscy bez wyjątku. I choć można krytycznie odnosić się do deklaracji o prezydencie wszystkich Polaków, to jednak wiemy, że Bronisław Komorowski będzie bliżej tej idei. Polska Komorowskiego to inny kraj, niż Polska Kaczyńskiego. To kraj ludzi skierowanych w przyszłość, zadowolonych, ufnych w państwo, akceptujących Unię Europejską. Polska Kaczyńskiego jest narodowo-katolicka, ksenofobiczna, nieufna wobec sąsiadów, a także wobec własnych obywateli. Continue Reading →

Na finiszu

Ostatnia debata, ostatnie emocje. W ciągi dwóch ostatnich dni kampanii prezydenckiej nie stanie się nic, co by miało mocniejszy wydźwięk, niż ostatnie starcie w debacie zorganizowanej przez TVP.

Z przekazu telewizyjnego można było odczytać różne sprawy, każdy zwracał uwagę na inne zagadnienia. Jedni zauważyli, że Jarosław Kaczyński odrobił lekcję z niedzieli i był dużo lepiej przygotowany, zarówno wizerunkowo, jak i merytorycznie. Bardziej wyrazisty, ostry, dynamiczniejszy, „stary dobry Jaro”. Widać było rękę Jacka Kurskiego, który znów został dopuszczony do Kaczyńskiego. Inni zwracali uwagę na gesty Bronisława Komorowskiego, na akcentowaną przez niego wolę porozumienia – podanie ręki na początku spotkania, na zgodę, bo „zgoda buduje”, i drugi raz, na zakończenie debaty, kiedy wyciągnął zza pazuchy egzemplarz Konstytucji RP i zaproponował Kaczyńskiemu złożenie podpisu pod wspólną deklaracją, będącą zbitką haseł obu kandydatów – „Zgoda buduje, bo Polska jest najważniejsza”. Spiął w ten sposób spotkanie, budując atmosferę pojednania społecznego. Sztuczną jednak atmosferę, która nie ma się nijak do spolaryzowanej sceny politycznej w Polsce. Ale środek środowego starcia należał do szefa Prawa i Sprawiedliwości, który lepiej odpowiadał na pytania dziennikarzy, które jednak niewiele miały wspólnego z określeniem zadań Prezydenta RP.

Debaty w takiej formule, jakie zaprezentowała telewizja, nie miały wielkiego sensu. Jest w tym wszystkim i wina sztabów wyborczych, które skupiały się głównie na tym, aby ich podopieczni nie wyszli gorzej, niż przeciwnicy. Potwierdza to tezę, że robienie debat przez telewizję, która dyktuje medialny przekaz, zabija istotę dyskusji. Wyłączenie możliwości interakcji, zadawania wzajemnych pytań, dyskusji, poddanie się rygorowi kamer, spowodowało to, że w dalszym ciągu nie wiemy, jakim prezydentem będzie jeden, bądź drugi kandydat. I to jest nieuczciwe wobec wyborców.

Continue Reading →

Rachunki Bronisława Komorowskiego

Mam dość poważny zgryz, jak ocenić wizytę kandydata Platformy Obywatelskiej w domu Barbary Blidy, w Siemianowicach Śląskich. Tym samym domu, w którym była posłanka lewicy zginęła w wyniku postrzału z pistoletu gazowego. Zginęła tragicznie, w obliczu funkcjonariuszy państwowych, a do dzisiejszego dnia nie jest do końca jasne, czy było to samobójstwo, czy zbieg okoliczności, które doprowadziły do niekontrolowanego strzału.

Sprawa wyjaśnienia śmierci Blidy ma pewne punkty styczne ze sprawą Krzysztofa Olewnika. W oby przypadkach mamy do czynienia z odpowiedzialnością organów państwa, które nie stanęły na wysokości zadania wyjaśnienia obu zdarzeń. Barbara Blida zginęła ponad 3 lata temu, w kwietniu 2007 roku, dochodzenie prokuratorskie w dalszym ciągu nie jest zamknięte, a komisja sejmowa powołana do wyjaśnienia wszystkich okoliczności nie zdołała nie tylko jeszcze dojść do jakichkolwiek konkluzji, ale przede wszystkim nie potrafiła poruszyć machiny państwa. Ta machina, blokada organizacyjna, prawna, urzędnicza powoduje to, że sedno sprawy, pokazanie mechanizmów, jakie doprowadziły do tego wypadku, nie zostało jeszcze ujawnione. I być może nie zostanie nigdy ujawnione.

Nie czas i miejsce na ukazanie całego zagadnienia od strony politycznej, odpowiedzialności poszczególnych grup politycznych za to, co się stało 25 kwietnia 2007 roku, w Siemianowicach Śląskich. Jest jednak faktem, że Bronisław Komorowski, który stoi na czele polskiego parlamentu od końca roku 2007, jest osobą współodpowiedzialną za to, że ta sprawa toczy się tak, że dziś nie jesteśmy dużo bliżej jej wyjaśnienia, niż wówczas, kiedy obejmował funkcję marszałka Sejmu RP. I stąd powinien czuć się w dwójnasób odpowiedzialność za wyjaśnienie sprawy do końca.

Continue Reading →

Gafy i błędy

Walka o wyborców każe kandydatom iść na kompromisy i szukać porozumienia ze środowiskami, do których im i ich formacjom bardzo daleko. Często wykracza to poza taktyczne porozumienia, jest to często łamanie sobie samemu kręgosłupa ideowego.

Obaj kandydaci, którzy pozostali w wyścigu wyborczym chcieliby by być zaliczeni do prawicy, i to raczej tej konserwatywnej. Dla obu wsparcie Kościoła katolickiego jest ważne, stąd spotkanie Bronisława Komorowskiego z metropolitą krakowskim, kardynałem Dziwiszem, stąd z drugiej strony otwarte popieranie przez Tadeusza Rydzyka i jego medialne hufce Jarosława Kaczyńskiego. Obaj jednak traktują i wsparcie Kościoła katolickiego i zasady wiary dość wybiórczo. Podobnie zresztą, jak interes społeczny.

W trakcie niedzielnej debaty Komorowski wyraźnie się opowiedział za sprawą dopuszczalności (i słuszności) stosowania metody zapłodnienia pozaustrojowego in vitro, co na pewno nie jest zgodne z linią Komisji Episkopatu Polski, z kolei Jarosław Kaczyński zdeklarował się jako twardy katolik, którego wiara nie pozwala na zajęcie w tej sprawie otwartego stanowiska. Szkoda, bo uchylanie się przed odpowiedzialnością w tej sprawie to polityczne tchórzostwo.

Jest i druga strona wypowiedzi Kaczyńskiego – jak jego stanowisko w sprawie in vitro i przywiązanie do katolicyzmu zamierza on połączyć z chęcią współpracy z lewicą laicką, a także z zapisami Konstytucji RP, szczególnie art. 31 i 32. To dość karkołomne.

Bronisław Komorowski popełnia (popełniał?) dużo gaf, przejęzyczeń, trochę śmiesznych, trochę strasznych. Ale nie traktuje wyborców (swoich i tych, których chce pozyskać) jak idiotów. A Jarosława Kaczyński niestety tak, choć jego polityczny zakon wyznawców zdaje się tego nie zauważać.

Continue Reading →

Nieprzekonani pozostali przy swoim

O tym, czy debata kandydatów do urzędu prezydenckiego przyniosła sukces, pokażą… badania telemetryczne. W czasie, kiedy trwała, w programie TVP2 rozpoczął się mecz Argentyna – Meksyk. To, ilu telewidzów przełączyło kanały, rezygnując z oglądania polityków, na rzecz meczu piłkarskiego, może być miarodajną oceną debaty. Bo przecież nie opinie sztabowców obu kandydatów, dla których ich podopieczni osiągnęli oszałamiające zwycięstwa.

Debata to z definicji dyskusja, która ma przynieść konkluzję, wspólną dla debatujących, to wymiana poglądów. Tą konkluzją powinna być wizja prezydentury – dla Polski, w interesie społecznym. Takiego rezultatu nie otrzymaliśmy. Raczej coś w rodzaju protokołu rozbieżności kandydatów do urzędu Prezydenta RP. Winni za organizację i przebieg debaty są członkowie sztabów obu kandydatów. Bali się oni, że interlokutorzy sobie nie poradzą, posypią się przed kamerami, na oczach milionów widzów. Sławomir Nowak ma na świeżo w pamięci gafy marszałka Bronisława Komorowskiego, jakie popełniał seriami już w tej kampanii, zaplecze Jarosława Kaczyńskiego ma zapewne w tyle głów porażkę, jaką poniósł w roku 2007 ich kandydat w starciu z Donaldem Tuskiem. Obie strony wolały więc przywiązać kandydatów do sztywnej formuły, niż pozwolić im na inwencję i interakcję. Dlatego najlepiej wypadły dziennikarki trzech stacji telewizyjnych, prowadzące ten z multiplikowany wywiad.

Bronisław Komorowski górował nad Jarosławem Kaczyńskim przygotowaniem, werwą i… demagogią. Odwoływał się do szczegółów, co mogło wywołać wrażenie konkretności i przygotowania, ale nie dało żadnego obrazu wizji prezydentury. Ale był bardziej energiczny, Kaczyński bardziej wycofany, mówił wolniej, trudniej dobierał słowa, zdarzyły mu się językowe lapsusy. Wyciszenie Kaczyńskiego, które jest znakiem jego kampanii było jednak sztuczne, kiedy dyskutowano o sprawie dochodzenia smoleńskiego. Aż prosiło się o rys bardziej osobisty w tym momencie…

Obaj kandydaci dużo obiecywali, szczególnie w sprawach, w których niewiele mają do zaoferowania, ponieważ wykracza to poza ich konstytucyjnego prerogatywy. W części dotyczącej polityki zagranicznej za to nie sprawdziły się specjalnie zadające pytania dziennikarki, tak, że ważne tematy nie zostały poruszone.

Obu polityków dobrze znamy od lat i nie zostały przed nami odkryte żadne pokłady nowych wartości, które mogłyby wpłynąć na głosujących. Po debacie nie dowiedzieliśmy się niczego nowego ani o tym, jak sobie Bronisław Komorowski i Jarosław Kaczyński wyobrażają swoje prezydentury, ani jaki mają program a pięć lat swojego urzędowania. Oznacza to, że obaj nie zrealizowali głównego celu tej debaty, czyli nie pozyskali nowego elektoratu, w tym elektoratu lewicowego. Również młodzież, biznesmeni, czy ludzie nauki nie znaleźli w debacie nic, co mogłoby ich przekonać do jednego, bądź drugiego kandydata.

Werdykt, że telewizyjne spotkanie zakończyło się wynikiem zero do zera, ze wskazaniem na Komorowskiego, za lepsze przygotowanie kondycyjne i techniczne, jest chyba uprawniony. Ale rozczarowujący. Wygranymi byli ci widzowie, którzy poświęcili swój czas na oglądanie Messiego…

Azrael

Przegrana Donalda Tuska

Wyniki po pierwszej rundzie wyborów prezydenckich są znane. I są zaskoczeniem, in minus, dla Platformy Obywatelskiej. Nie zakładano, jak sądzę, poważnie w sztabie Bronisława Komorowskiego, że zdobędzie on prezydenturę w pierwszej rundzie, ale liczono, że przewaga będzie na tyle duża, że druga runda będzie tylko przyjemną dogrywką, coś w rodzaju objazdu nowego prezydenta po kraju. Stało się jednak inaczej – druga runda zostanie poprzedzona ciężką, dwutygodniową walką, bez gwarancji wygranej. Szanse obu kandydatów należy ocenić, na dziś, mniej więcej równo…

Wynik Bronisława Komorowskiego można tłumaczyć słabą strategią i pracą jego sztabu wyborczego i dobra pracą sztabu Grzegorza Napieralskiego, który prowadząc kampanię w stylu pop trafił do dużej części młodszego elektoratu, zabierając go kandydatowi Platformy Obywatelskiej. Ale jest to tylko cześć prawdy, dobry wynik Jarosława Kaczyńskiego i Grzegorza Napieralskiego ma też inne przyczyny.

Kandydat Prawa i Sprawiedliwości osiągnął dobry wynik, ponieważ za nim stała postać jego tragicznie zmarłego brata. Jarosław Kaczyński nie musiał przywoływać swojego brata wprost, ale jednak jego postać był obecna na jego wiecach i spotkaniach. Z drugiej strony Kaczyński nadmiernie nie eksploatował wątku śledztwa po katastrofie smoleńskiej, czego się obawiano, nie przywoływał teorii spiskowych, wskazywał na tylko na sprawą dbałości o polski interes przy prowadzeniu tego dochodzenia.

Łączny wynik obu głównych kandydatów, Komorowskiego i Kaczyńskiego, obaj otrzymali łącznie ok. 78% głosów, wskazuję, że wybory miały wymiar partyjny. Polaryzacja sceny politycznej przez dwie partie lokujące się na prawicy zdominowała te wybory prezydenckie. Z drugiej strony doskonały wynik Napieralskiego, 13 – 14%, wskazuje, że tak oczekiwany przez Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego system dwupartyjny nie jest akceptowany przez dużą część społeczeństwa. Słaby wynik Janusza Korwin-Mikkego (bo ok. 2,5% głosów trudno uznać w skali całej sceny politycznej za wynik dobry) i jeszcze gorszy Andrzeja Olechowskiego, wskazują, że w Polsce myśl liberalna jest w głębokim odwrocie. To sygnał, że polska warstwa średnia i inteligencja nie jest przygotowana jeszcze mentalnie i intelektualnie do uczestnictwa w życiu politycznym w sposób podobny, jak w starych krajach Unii Europejskiej.

Wynik Bronisława Komorowskiego jest przegraną Donalda Tuska. Kiedy kilka miesięcy temu szef Platformy Obywatelskiej zdecydował, że nie będzie kandydował do urzędu Prezydenta RP, było jasne, że popchnęła go do tego nie tylko chęć zachowania stanowiska premiera do następnych wyborów parlamentarnych. Tusk zdając sobie sprawę z władzy i jej możliwości, jakie daję stanowisko premiera. Jego perspektywa polityczna sięga jednak dalej, niż do wyborów w 2011 roku. Delegowanie innego kandydata, niż on sam, miało na celu zbudowanie solidnej podstawy politycznej pod zmianę Konstytucji RP i zmianę struktur władzy w Polsce. Słaby wynik Komorowskiego, a być może jego przegrana w drugiej rundzie z Jarosławem Kaczyńskim może jego plany zniweczyć, a wręcz doprowadzić do jego klęski i oddania władzy na jesieni przyszłego roku.

Continue Reading →