Przed ciszą

Napisanie kilku zdań podsumowujących tegoroczną kampanię prezydencką (prawdopodobnie jej pierwszy etap) nie jest zadaniem wcale łatwym. Aż chciałoby się napisać strzelisty tekst o jej wyjątkowości, klasie, unikalności i przełomie. Szczególnie to ostanie słowo jest popularne…

Nie, kampania nie była ani przełomowa, ani specjalnie pasjonująca. Tak, była nietypowa, ponieważ toczyła się po tragedii narodowej, katastrofie pod Smoleńskiem, takiej prawdziwej żałobie państwowej, i w trakcie poważnej powodzi, która dewastowała dużą połać kraju i życie obywateli (ale nie aż tak, jak to nam media próbowały wmówić), ale nie wyjątkowa.

Niektórzy twierdzili, że są to najważniejsze wybory w Polsce po roku 1989. Uzasadnieniem tej opinii ma być to, że zginął urzędujący prezydent. Innych argumentów brak. Ja uważam za najważniejsze wybory w 1990 roku, ponieważ wtedy Lech Wałęsa (przy wydatnej pomocy braci Kaczyńskich…) rozbił jedność opozycji okrągłostołowej, i te następne, w których obywatele po raz pierwszy pokazali, że zasługi tak, ale demokracja ma swoje prawa – i wybrali postkomunistę, Aleksandra Kwaśniewskiego.

Na tegoroczną kampanię należy spojrzeć z takiej perspektywy, że do urn pójdziemy wybrać głowę państwa, ale tak naprawdę tytularną. Na dziś Polską rządzi premier Donald Tusk, nie tylko z racji swojego urzędu i zapisanych w Konstytucji prerogatyw, ale z racji umiejętności politycznych. Od 2007 roku Tuskowi się wszystko udaje, począwszy od wyborów parlamentarnych, na opanowaniu sytuacji kryzysowych, wynikających z afery hazardowej i załamania ekonomicznego, kończąc. I nie jest to tylko przypadek i szczęście, ale również umiejętność radzenia sobie w polityce. Donald Tusk rządzi, jego partia jest u władzy i prawdopodobnie zostanie przez kilka najbliższych lat, a wspomagać go w rządzeniu będzie „jego” prezydent.

Continue Reading →

Debata kampanijna – ostatni etap

Jeszcze jednak krótka debata w Onet.tv, tym razem poświęcona roli rodziny, głównie Jarosława Kaczyńskiego w kampanii wyborczej. Czy korowe tygodniki z Martą Kaczyńską pomogą jej stryjowi? Drugi temat – czy w kampanii zostały jeszcze choć ślady merytoryczności?

Debata do obejrzenie na stronie Onet.tv. Kliknij na zdjęcie.

Debatę prowadziłem z dr Bartłomiejem Biskupem, z UW.

Azrael

Cierpiętnicze wybory

Ostatni tydzień przed wyborami, ostanie płotki, już w niedzielę meta. Albo tylko meta pierwszego etapu, potem etap drugi, być może dla kandydata Platformy Obywatelskiej trudniejszy, niż pierwszy.

Wybory w Polsce są wykładnią świadomości obywatelskiej, a nie jest ona najwyższa. W jednym z miast w ubiegłym tygodniu grupa studentów zrobiła happening polityczny, stawiają stolik wyborczy wirtualnego kandydata i zbierając podpisy pod jego kandydaturą. Zebrali ich ponad 100… duże miasto, media pełne informacji, tydzień przed terminem wyborów. Happening się udał, zgroza nad wiedzę obywatelską rodaków wzrosła.

Zmorą polskich wyborów jest mała świadomość celów wyborów, każdych, zarówno tych do polskiego parlamentu, jaki parlamentu europejskiego i oczywiście prezydenckich. Jestem święcie przekonany, że 9 na 10 badanych na ulicy nie będzie potrafiła świadomie powiedzieć o 3. prerogatywach konstytucyjnych prezydenta. Tak, oczywiście, wiemy, że prezydent jest głową państwa, ale już pytanie, czy oznacza to, że rządzi, spotka się zapewne z frasobliwą miną. A już pytanie o miejsce prezydenta w strukturze władzy państwowej zapewne spowoduje oddalenie się respondenta w popłochu…

Za nikłą wiedzą idzie słaba frekwencja wyborcza i brak zdecydowania, na kogo głosować. Badania pokazują, że oprócz tych twardych, zdeklarowanych wyborców, większość głosujących podejmuje decyzję na kogo głosować w ciągu ostatnich 72 godzin. Niemalże nad urną wyborczą. A ponieważ tych niezdecydowanych z roku na rok jest więcej, w związku z tym przewidywania i wróżby wyborcze (zwane w mediach sondażami…) są coraz mniej wiarygodne. Za to otwiera się pole do różnego rodzaju zabiegów „pijarowskich” i marketingowych, mających nam pokazać kandydata w jak najlepszym świetle. Nawoływania do debat merytorycznych, o problemach państwa i społeczeństwa, przy każdych następnych wyborach są coraz mniej słyszalne. Już nawet dziennikarze nie mówią, „ja chciałbym się dowiedzieć, co pan X, Y, Z sądzi o.. ), ponieważ wiedzą, że i tak dowie się tego, co dany kandydat będzie mu chciał powiedzieć.

Jako świadomy wyborca już wiem na kogo… nie zagłosuję. I jako świadomy obserwator wiem, na kogo powinienem zagłosować, aby mój interes, jako obywatela, został dobrze przez kandydata obroniony. Ale jako świadomy potrzeb państwa, wiem, na kogo finalnie będę musiał oddać głos.

Continue Reading →

Obyczaj demokratyczny

Wielu krytyków Bronisława Komorowskiego zarzuca mu, że podejmując decyzje jako sprawujący urząd prezydenta, narusza coś, co jest zwane „obyczajem demokratycznym”. Uważają oni, że takie decyzje, jak desygnowanie na urząd prezesa NBP profesora Marka Belki (wyboru dokonuje Sejm), czy zwołanie Rady Gabinetowej (która tak naprawdę nie ma żadnej mocy decyzyjnej, ponieważ nie ma prerogatyw Rady Ministrów…) powinny być podejmowane przez prezydenta wybranego w wyborach powszechnych. Krytycy ci jednak nie biorą pod uwagę tego, że Marszałek Sejmu, po pierwsze, sprawuję urząd z mocy Konstytucji, a nie z mocy decyzji partyjnej, a w demokracji obyczaj musi ustąpić prawu. Działania Komorowskiego mają znamiona precedensu i dlatego to on właśnie tworzy obyczaj, a nie jego krytycy. I do tego podejmuje decyzje i interwencje w imieniu i interesie państwa.

Innym trwałym obyczajem jest debata prezydencka, która miałaby pokazać, jakie wizje prezydentury mają poszczególni kandydaci, czym się różnią, i jak chcieliby sprawować swoją misję, daną przez obywateli w wyborach. Jak debata ma wyglądać, tego już zwolennicy tego obyczaju nie mówią, ponieważ każdy widzie go inaczej (tak jak każdy widzi inaczej demokrację, z reguły dość wycinkowo). Jedni uważają, że debata powinna być równoprawna dla wszystkich biorących udział w wyścigu do pałacu prezydenckiego, inni natomiast, że w debacie powinni brać udział ci, którzy mają realne szanse. Szef TVP1, Witold Gadowski uważa, natomiast, że prawdziwie demokratyczna debata ma miejsce wtedy, kiedy konkurują ze sobą przedstawiciele czterech najsilniejszych partii sejmowych, w związku z tym tylko ich zaprosił do najważniejszej debaty. I tak redaktor Gadowski stworzył nowy kanon demokratycznej debaty, gdzie równość kandydatów jest wykładnią siły popierających ich partii politycznych. Jest prawdą, że polityka w demokracji realizuje się poprzez partie polityczne, ale może pan Gadowski by zajrzał do ustawy o wyborze prezydenta i sprawdził, kto tworzy komitety wyborcze kandydatów do urzędu prezydenckiego. Debata w TVP czterech kandydatów dla pana Gadowskiego jest dla niego demokratyczna, ale już debata zorganizowana przez studentów na Uniwersytecie Warszawskim dla wszystkich kandydatów (Jarosław Kaczyński i Grzegorza Napieralski się nie pojawiali) już nie była na tyle ważną, aby ją transmitować w jego telewizji…

Continue Reading →

O debatach

Nie trzeba chyba nikogo świadomego obserwatora przekonywać, że polska demokracja jest w wieku przedszkolnym. Państwo demokratyczne jest odbiciem społeczeństwa demokratycznego, a społeczeństwo nawet jeszcze nie aspiruje, aby być społeczeństwem obywatelskim. Demokracja przedstawicielska to w Polsce w dalszym ciągu jednak tylko przybliżony obraz tego, czym powinna być. A jest to wynikiem tego, że nie ma społeczeństwa obywatelskiego. Kółeczko się zamyka… Gdzieś obok są również media, które powinny pełnić rolę kontrolera i inspiratora demokracji.

Hitem ostatnich dni jest dyskusja o tym, czy powinny być przeprowadzone debaty kandydatów do urzędu prezydenckiego. Większość mediów uważa, że oczywiście tak. Większość kandydatów uważa również, że debaty są potrzebne. i tu kończy się konsensus.

Początkiem była dyskusja pomiędzy sztabami dwóch kandydatów, Bronisława Komorowskiego i Jarosława Kaczyńskiego, kto kogo i dlaczego powinien zaprosić na debatę. Obaj kandydaci deklarowali chęć debatowania. Nie werbalizowali jednak tego, kto ma debatę organizować, no i o czym właściwie ma ona być. Pewnie o Polsce, to pojęcie jest tak szerokie, że zmieści się w nim wszystko.

Odezwała się telewizja, tak zwana publiczna. Przypomniała sobie, że ma też zadania misyjne. Zaproponowała własną formułę programu wyborczego. W trzech rzutach – najpierw trzech kandydatów z planktonu politycznego, później trzech następnych, których widać bardziej, na końcu czterech. Tych czterech wybrano dlatego, że mają sondażowo najlepsze notowania, ale również dlatego że reprezentują partie mające przedstawicieli w parlamencie. Jakiś klucz trzeba było przyjąć, więc zdecydowano się na partyjny. To dość proste – polska demokracja nie jest obywatelska, tylko głównie partyjna, a TVP nie jest telewizją publiczną, proobywtaleską, ale partyjną – aktualnie oddaną w pacht PiS i odłamowi SLD… Stąd ta „logika” jest całkowicie zrozumiała.

Continue Reading →

Zły i gorszy

Do końca kampanii wyborczej pozostało już mniej niż dwa tygodnie, można więc uznać, że jest to ostatnie dwieście metrów z krótszego dystansu średniego biegów lekkoatletycznych. Zaczyna się przedłużony sprint. Kampania rozpoczęła się na dobre w dzień pogrzebu Lecha Kaczyńskiego z małżonką, zakończy… no właśnie – nie wiadomo, czy 18 czerwca, czy dopiero 2 lipca.

Co raz więcej pojawia się głosów, że jeżeli kandydat Platformy Obywatelskiej, Bronisław Komorowski nie wygra w pierwszej rundzie, to druga runda może się zakończyć niespodzianką, analogiczną do tej w roku 2005 – zwycięstwem kandydata PiS. Wprawdzie okoliczności i warunki są zupełnie inne – ale efekt, wybór może być podobny.

W roku 2005 PO i PiS były partiami siostrzanymi, idącymi niemalże w koalicji wyborczej – dziś są natomiast środowiskami wrogimi – choć różnic programowych nie wiele. Podobnie, jak niewiele jest różnic pomiędzy Komorowskim, a Jarosławem Kaczyńskim.

Ostatnie sondaże dają Komorowskiemu od 46 do 50% poparcia, a Jarosławowi Kaczyńskiemu – od 35 do 38%. Ważniejsze jednak jest to, że Kaczyński ma cały czas trend wzrostowy, co upodabnia sytuację do tej z przed pięciu lat, kiedy Lech Kaczyński również gonił. Z tym, że na korzyść Kaczyńskiego wtedy zadział wynik wyborów parlamentarnych, dających PiS jedna dość niespodziewane zwycięstwo. Teraz nie ma wyborów, ale jest za to druga w ciągu miesiąca odsłona powodzi. Z którą rząd radzi sobie różnie. Wydaje się również, że wyniki Jarosława Kaczyńskiego mogą być niedoszacowane, a Komorowskiego – przeszacowane.

Continue Reading →

Debata w Onet.tv

I znów kolejne zaproszeni i kolejna krótka debata w Onet.tv. Tym razem na temat kampanii Bronisława Komorowskiego, czy ma szansę na prezydenturę już w pierwszej rundzie, o jego gafach, o aktywności w internecie.

Moim przeciwnikiem (bo chyba tak trzeba to nazwać…) był młody poseł (z Warszawy) Platformy Obywatelskiej, Michał Szczerba.

Kliknij na zdjęcie...

Debata do obejrzenia na stronie Onet.tv


Azrael

Cudownie nawrócony

Tuż po katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem krążyła plotka, pogłoska, że obie najsilniejsze partie polityczne, Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość, dojdą do porozumienia i w wyborach prezydenckich wystawią wspólnego, ponadpartyjnego, koncyliacyjnego kandydata „zjednoczonej prawicy”. Były już nawet pewne kandydatury, mówiono o którymś z byłych prezesów Trybunału Konstytucyjnego, czy o prezesie PAN, profesorze Michale Kleiberze. Nie były to tylko chyba pogłoski, ponieważ niektórzy z polityków obu formacji nie zaprzeczają, że tego rodzaju konsultacje były prowadzone. Chyba jednak nieufność głównych polityków obu formacji była, i jest w dalszym ciągu, przeszkodą do zbudowania takiego porozumienia.

Pomysł jednak nie umiera. Ma on jednak inną formułę. Teraz tym wspólnym kandydatem miałby zostać Jarosław Kaczyński.

Szef PiS-u w swoich wypowiedziach prezentuje się nam jako zupełnie nowy polityk. Wywiad, jakiego udzielił gazecie „Rzeczpospolita” pokazuje nam kogoś, kogo do tej pory nie znaliśmy. Kogoś, kogo nie mogliśmy sobie nawet wyobrazić. Wszystkie przemiany i otwarcia, jakie przeżyliśmy w ciągu ostatnich lat, to nic w porównaniu z tym, co zafundował nam Kaczyński w tych kilku minutach nagrania video, przesłaniu pojednania do Rosjan, i w kilku tysiącach znaków wywiadu. Nie tylko mówi zupełnie innym językiem, ale zupełnie o innych sprawach. Nie padają słowa układzie, anty-pisowskim spisku mediów, szarej sieci, o postkomunistach, no i o IV RP. Zresztą Jarosław Kaczyński nie chce mówić o swoim koronnym pomyśle, lecz o przyszłości. On, który praktycznie całą swoją karierę zbudował na negacji porządku społecznego, konsensusu państwa III RP, który, jeżeli nawet mówił o przyszłości, to projekty osadzał o przeszłość. Żadnych spraw rozliczeń, wszystkich tych dezubekizacji i dekomunizacji. Nie ma podziału na Polskę liberalną (łże Polskę…) i solidarną. Zastanawiam się, czy to jest właśnie to przesłanie i testament zmarłego brata, Lecha?

Continue Reading →

Wojna wyborcza i media

Bronisław Komorowski jest na prowadzeniu wyścigu wyborczego, ale sama Platforma Obywatelska traci dystans do Prawa i Sprawiedliwości, co pokazał ostatni sondaż zrobiony dla Polskiego Radia. Z ponad 20% poparcie zmalało do 4%, a przecież obaj kandydaci, Jarosława Kaczyński i marszałek Sejmu są wyraźnie utożsamiani ze swoimi formacjami politycznymi. Coś trzeba z tym zrobić…

Tak, coś trzeba z tym zrobić, ale nie bardzo wiadomo jak. Jarosław Kaczyński jest dalej kandydatem „wycofanym”, bardziej przypomina awatar, czy hologram, niż rzeczywistego polityka w wyborczym starciu. Nie ma bardzo jest jak do niego się odnieść, ponieważ trudno wejść w interakcję z obrazem, a nie z rzeczywistym człowiekiem. A kampanię wyborczą wygrywa się w zwarciu. Symbole, nawet tak znaczące, jak trumny i znicze nagrobne, mają znaczenie, ale same nie wygrywają. Zdają sobie z tego sprawę oba sztaby wyborcze.

Wczorajsza prezentacja komitetu wspierającego Bronisława Komorowskiego (komitetu honorowego?), w warszawskich Łazienkach, pokazała, że PO nie ma pomysłu. Rzucenie wszystkiego na żywioł, zdanie się na to, że autorytety załatwią wszystko same, wystarczy tylko dać im mikrofon i je eksponować, nie jest pomysłem najlepszym.

Andrzej Wajda powiedział wczoraj, że kampania wyborcza jest czymś w rodzaju wojny domowej. Konsternacja obserwatorów jest duża. Nie dlatego jednak, że Wajda nie ma racji, ale dlatego, że są rzeczy, o których się wie, ale o których nie wypada mówić – publicznie. Słynny reżyser przypomniał, że podział na MY i ONI dalej funkcjonuje, ale linie podziału są zgoła inne, niż jeszcze to było w roku 2005.

Continue Reading →

Kampania emocji

Za każdym razem, przy okazji każdych wyborów, czy to do Sejmu, lub Parlamentu Europejskiego, a także prezydenckich, pojawia się postulat, aby były one merytoryczne. To znaczy, aby debata obracała się wokół spraw ważnych dla państwa, jego finansów, bezpieczeństwa, edukacji, etc., etc.. A jak jest? Jest plebiscyt popularności poszczególnych kandydatów, okraszony ideologią, a najczęściej jej formą wulgarną. Panują nad tym spin doktorzy, media. Poppolityka, postpolityka, różnie to jest nazywane. Nawet afery, tak jak ta ostatnia, hazardowa, mają nikły wpływ na zmiany na scenie politycznej, na preferencje wyborcze. Chyba, że stanie się coś wyjątkowego…

Katastrofa pod Smoleńskiem jest właśnie czymś takim nowym, co było potrzebne, aby rozruszać scenę polityczną. Myliłby się jednak ktoś, kto uważa, że wypadek samolotu TU 154M da podstawy do szerszej dyskusji o państwie. Pojawiają się wprawdzie głosy, takie jak Czesława Bieleckiego, byłego opozycjonisty i znakomitego architekta, aby porozmawiać o państwie i jego wadach, niekompetencji i braku procedur, ale jest to wołanie na pustyni intelektualnej polskiej polityki. Nawet Jan Rokita, kiedyś polityk, dziś publicysta, ma raczej mało do powiedzenia ostatnimi czasy na tema państwa i jego problemach.

Kampania prezydencka jest znów kampanią wizerunku i emocji, tym razem związanych z katastrofą lotniczą. Wszystkie strony, obozy polityczne unikają odniesienia bezpośredniego do wypadku, ale wszystkie gdzieś ją w ten, czy inny sposób wykorzystują. Już sam fakt, że Bronisław Komorowski pełni funkcję po zmarłym Lechu Kaczyńskim, jest wystarczającym powodem do tego, aby mieć na uwadze, jak w pewnych sytuacjach zachowywałby się prezydent. To on byłby 9 maja w Moskwie i rozmawiałby z prezydentem Miedwiediewem, a ta rozmowa zupełnie inaczej by zapewne wyglądała, jak i stan stosunków z Rosją. Sztab wyborczy kandydata SLD, Grzegorza Napieralskiego zaangażował w kampanii rodziny zmarłych posłów tej formacji, w tym wdowę po kandydacie lewicy, Jerzym Szmajdzińskim. No i oczywiście – przede wszystkim Prawo i Sprawiedliwość również będzie „korzystać” z odniesień do smoleńskiej tragedii. Jest to po prostu nieuniknione.

Continue Reading →

Strzelać do pianisty

Jarosław Kaczyński przemówił. Wprawdzie z „puszki”, nie live, tylko z odtworzenia, znów bez możliwości konfrontacji z nim mediów, ale było to jego pierwsze wystąpienie wyborcze. Przygotowane zresztą merytorycznie na wysokim poziomie, to jest jeden z najlepszych materiałów , jaki został przedstawiony w ostatnich latach.

Szef PiS i kandydat na prezydenta, zwrócił się formalnie do Rosjan, ale tylko przykrywka dla prawdziwego adresata. Dobrze dobrany materiał, skierowany pozornie do Rosjan, w tonie pojednania i zrozumienia, równie dobrze napisany, jaki i zagrany, był przede wszystkim adresowany do wyborców polskich, do tej części, która jest niezdecydowana, na kogo głosować i do elektoratu negatywnie nastawionego do Kaczyńskiego. Otoczenie prezesa, pastele, okulary na nosie, czajniczek na herbatę i pianino z partyturą („Etiuda rewolucyjna”?) dopełniały wizerunku. Sygnał był czytelny – prezes jest człowiekiem kulturalnym, jeżeli nawet nie gra na pianinie, to jak zauważyła pani Jakubiak, czeka ono na potomka…

Wszyscy doskonale wiedzą, jak wyglądała polityka wschodnia Lecha Kaczyńskiego, na którego testament powołuje się jego brat. Przez 4,5 roku nie wykonał on ani jednego gestu w stronę Rosji, który mógłby być odczytany jako próba nawiązania relacji. Wszystkie jego poczynania miały na celu osłabienie pozycji Rosją. Wizja polityki zagranicznej PiS-, to walka z odwiecznymi wrogami, Rosją i Niemcami. To polityka napięć i konfliktu.

Ale nie o Rosję w tym wszystkim chodzi; Krótki, niewiele ponad trzyminutowy spot miał nam ukazać Jarosława Kaczyńskiego jako racjonalnego polityka, pragmatyka, męża stanu, przyjaciela nie tylko Rosjan, przewidywalnego, takiego, którego osobista tragedia zmieniła. To już nie jest jastrząb polityczny, ale raczej gołąbek pokoju. To co było formalnie adresowane do Rosjan, czyli słowa współczucia dla poległych w trakcie II WŚ, miało wywrzeć wrażenie na polskich odbiorcach. I wywarło. Ci, którzy nie rozumieją kuchni politycznej, są gotowi uwierzyć w słowa i nowy wizerunek Kaczyńskiego, ci, którzy potrafią wniknąć głębiej, widzą, jak dobra to jest manipulacja.

Continue Reading →

Puste emocje prezydenckie

Emocje, jakie towarzyszą tegorocznym wyborom prezydenckim i kampanii wyborczej, są mocno na wyrost. Przyczyną tego jest oczywiście atmosfera polityczna i społeczna po katastrofie samolotu z 96 osobami na pokładzie, 10 kwietnia pod Smoleńskiem. Katastrofa, która jeszcze nie wprost, ale podskórnie, będzie laitmotivem wielu dyskusji.

Jednym ze skutków tej katastrofy jest to, że zmieniła się polityczna geografia wyborów. Wprawdzie aż 10. kandydatów zebrało ponad 100.000 wymaganych do startu podpisów, ale jest dla wszystkich jasne, że liczyć się będą tylko dwaj – Jarosław Kaczyński z ramienia Prawa i Sprawiedliwości i Bronisław Komorowski z Platformy Obywatelskiej. To przyporządkowanie partyjne m znaczenie nie tylko formalne, ale również pokazuję faktyczną wymiar i znaczenie wyborów i stanowiska prezydenta w Polsce.

Podział sceny politycznej, jej dualizm, nie jest jednak wcale zapowiedzią tego, o czym politolodzy piszą od wielu lat, czyli dążeniem do systemu dwupartyjnego. Nie jest również odbiciem konfliktu w polskim społeczeństwie, na tle ważnych problemów. Na obie partie polityczne, PO i PiS tak naprawdę nie głosuje nawet 30% całego uprawnionego do odwania głosu elektoratu. Nie jest to konflikt społeczny, ale raczej konflikt „elit” politycznych (cudzysłów mocno uprawniony…), ale raczej nie jest to spór ideowy, czy światopoglądowy, ale o dostęp do władzy. Wybory prezydenckie są tylko kolejną odsłoną tego sporu formacji, drużyn partyjnych. Dzieje się tak dlatego, że pozycja prezydenta w systemie władzy wykonawczej mniej zależy od tego, jak jest to zapisane w Konstytucji RP, a bardziej od tego, jaki jest podział władzy w Sejmie i implikowana tym siła drugiego członu egzekutywy politycznej, czyli rządu.

Continue Reading →

Policzyli się…

Mały szok, a na pewno konsternacja; Jarosław Kaczyński, a właściwie jego zwolennicy zebrali około 1.700.000 podpisów na listach rejestracyjnych kandydata Prawa i Sprawiedliwości w wyborach prezydenckich. W 9 dni, jak to podkreślano. Liczono, ile dziennie, ile na godzinę… nie podano tylko, ile czarno-białych zdjęć zmarłej pary prezydenckiej, Marii i Lecha Kaczyńskich rozdano, tak przy okazji…

Tak, mobilizacja zwolenników Kaczyńskiego była ogromna. I okrzyknięto, że jest to wielki sukces, ponieważ główny konkurent, Bronisław Komorowski, zebrał niecałe 760.000 głosów. To dużo mniej i wyraźnie wskazuje, że nadzieje niektórych, że wyścig prezydencki może się rozstrzygnąć w pierwszej rundzie, trzeba zweryfikować. Tym bardziej, że inni konkurenci też zebrali znaczącą ilość głosów (łącznie finalnie wystartuje 10. kandydatów).

Wysoki wynik cieszy zwolenników Jarosława Kaczyńskiego, pozwala im znów przedstawić swoje racje i poglądy. Przede wszystkim ten, że 20% przewaga Bronisława Komorowskiego w sondażach jest zafałszowaniem, że wynika to z presji mediów, że własne sondaże (czy te robione przez Radio Maryja, dające dużą przewagę Kaczyńskiemu), są bardziej wiarygodne. Tylko, że fakt uzyskania ponad dwukrotnej liczby podpisów nie oznacza tego, że musi się to powtórzyć przy urnie. Z wielkim prawdopodobieństwem można napisać, że nie powtórzy się.

Tak dobry wynik zwolenników Jarosława Kaczyńskiego da się wytłumaczyć racjonalnie, i nie jest to trudne.

Continue Reading →

Bez taryfy ulgowej

Do pierwszej rundy wyborów prezydenckich pozostało mniej niż 7 tygodni, a obserwatorzy narzekają, że prawdziwej kampanii wyborczej nie ma. I mają rację, ale tylko częściowo. Ona się toczy, ale na zupełnie innych warunkach, niż do tego byliśmy przyzwyczajeni. Zawsze było tak, że jej ton nadawali najsilniejsi gracze na rynku, ci, którzy byli na czele peletonu wyborczego. Do nich i ich narracji politycznej musieli się dostosować pozostali konkurenci. Chyba, że znajdował się ktoś, kto „przełamywał falę” polityczną i stosując nową formę komunikacji potrafił narzucić nową formułę gry. Kimś takim jest Barack Obama, któremu udało się stworzyć obraz człowieka z poza establishmentu politycznego, a do tego jeszcze stworzył unikalną formułę kampanii w internecie. I wygrał. W Polsce się to nie powtórzy.

Jest już zupełnie jasne, że walka wyborcza rozegra się pomiędzy dwoma kandydatami, Jarosławem Kaczyński ze strony Prawa i Sprawiedliwości i Bronisławem Komorowskim ze strony Platformy Obywatelskiej. Pozostali kandydaci, jeżeli osiągną w pierwszej rundzie wynik ponad 10% – będą mogli sobie to poczytać za sukces. Jeżeli oczywiście wejdą w ogóle do gry, ponieważ dochodzą sygnały, że Andrzej Olechowski ma poważne problemy z zebraniem koniecznych do startu 100.000 podpisów na listach wyborczych.

Bronisław Komorowski swoją kampanię prowadzi od dawna. Prawybory w PO były właśnie taką kampanią prowadzoną w tradycyjnym stylu; media, wywiady, spotkania, aktywizacja zaplecza politycznego. Teraz już nie musi. Wypadek pod Smoleńskiem jest dla niego cezurą, która ustawiła go na prostej drodze do prezydentury. On w świadomości społecznej już pełni funkcję prezydenta, nie musi wiele robić, aby tylko „dowieźć” swoje poparcie społeczne do wyborów – a te mogą się skończyć na pierwszej rundzie, ponieważ niektóre sondaże dają mu ponad 50% poparcia. Podkreśleniem pozycji „prezydenckiej” Komorowskiego był jego wywiad dla TVN24, zrealizowany na Zamku Królewskim. Nazbyt dosłowne – ale z punktu widzenia politycznego PR, działanie skuteczne. Można mówić, że Komorowski jest politykiem drugiego planu i że brak mu charyzmy, ale teraz właśnie ktoś taki, po okresie konfliktowej prezydentury Lecha Kaczyńskiego (i w perspektywie jeszcze ostrzejszej ewentualnej kadencji jego brata, Jarosława) jest dla większości wyborców lepszym wyborem – dla wielu mniejszym złem.

Continue Reading →

Wola prezydencka

Polityk, sprawujący urząd, powinien się kierować interesem państwa. W ramach prawa i przysługujących mu uprawnień. Powinien realizować również swój program polityczny, jeżeli uważa, że jego realizacja przyniesie państwu i społeczeństwu korzyści. W demokracji działają partie polityczne, realizujące swoje programy.

Bronisław Komorowski jest Marszałkiem Sejmu, wybranego w demokratycznych wyborach. W wyniku tragicznego wypadku pod Smoleńskiem, Konstytucja RP delegowała go do pełnienia funkcji Prezydenta RP, dając mu pełne prerogatywy do pełnienia tej funkcji, do czasu wybrania w wyborach następnego prezydenta. Wybory będą miały charakter powszechny, ale kandydat będzie niósł ze sobą konkretny program polityczny. Poprzednik Komorowskiego na urzędzie, Lech Kaczyński, w ramach swoich uprawnień działał dla państwa, ale realizując również konkretny program politycznej formacji, z którą się utożsamiał.

Bronisław Komorowski jest związany w swojej działalności Konstytucją, a dodatkowo – zobowiązaniem Sejmu. Jako poseł głosował za zmianą ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, w związku z tym nie ma żadnych podstaw ku temu, aby jako pełniący obowiązki prezydenta w tej sprawie podjął inną decyzję, niż złożenie podpisu zatwierdzającego nową ustawę. Komorowski nie jest ani formalnym, ani politycznym spadkobiercą swojego poprzednika, nie wiąże go żadne, w tym również moralne zobowiązanie realizacji woli Lecha Kaczyńskiego. Testament zmarłego prezydenta może być obowiązujący dla jego brata, jeżeli tak uważa, ale nie dla funkcjonującego w ramach swoich uprawnień Bronisława Komorowskiego.

Przecinając spekulacje dotyczące odesłania ustawy do Trybunału Konstytucyjnego, Komorowski zapobiegł działaniu zwolenników utrzymania politycznego status quo w Kolegium IPN i jego zarządzie. Pani doktor Barbara Fedyszak-Radziejowska i związany z nią układ członków Kolegium IPN, mocno kojarzony polityczne z PiS i jej byłymi przystawkami, usiłował metodą faktów dokonanych wybrać nowego prezesa Instytutu, licząc, że Komorowski nie podejmie działań, mających mu szkodzić, jako kandydatowi. Tylko, że Kolegium, działając wyprzedzająco, tak naprawdę dało Komorowskiemu dodatkowy argument do podpisania ustawy.

Bronisław Komorowski nie jest zastępcą, ani politycznym zakładnikiem Lecha Kaczyńskiego, w swoich decyzjach powinien być autonomiczny. IPN w wyniku śmierci swojego szefa, Janusza Kurtyki, nie został sparaliżowany, działa dalej i jest niezależny. A decyzja marszałka i mała nowela, przegłosowana w Sejmie wczoraj przecięła polityczną próbę wywołania konfliktu. Sejm będzie miał otwartą do powołania nowego ciała zarządczego Instytutem, jego Rady.

Azrael

—————————-

Felieton opublikowany na portalu Wprost.pl

  • Facebook