Voit znam z sieci mniej więcej od roku. Wiem, kim jest, ale nie wiem czy życzy sobie ujawnienia danych. Warszawianka, z wyboru Mazurka, osoba wrażliwa społecznie. Prowadzi osobistego bloga, który jest kwintesencją blogowania, ponieważ jest osobisty i szczery, a jak potrzeba – ostry i zaangażowany.
Założyła drugiego, w którym rozmawia. Z Andrzejem Celińskim, człowiekiem opozycji, „Solidarności”, również lewicowcem, ale przede wszystkim prostolinijnym ideowcem, pasjonatem. Takim, który trudno się mieście w ramach polskiej partyjniackiej polityki. Warto oba blogi czytać…
———————————————————-
Andrzej rozmawia z Voit
Z Andrzejem Celińskim znamy się nie tak długo. Nie pamiętam, jak go poznałam, ale z tego, co mi gdzieś świta, ślizgał się po wypolerowanych podłogach na Rozbrat, żeby pogadać ze mną w jakiejś lokalnej sprawie. Spóźnił się, ja czekałam zupełnie spokojnie. Był wtedy chyba wiceprzewodniczącym SLD. Spodziewałam się poważnego człowieka w garniturze, a trafiłam na faceta w rozchełstanym krawacie i szopie na głowie. I pewnie na długo zapamiętam ten ślizg po posadzkach.
Nasz – mój w zasadzie - pomysł jest taki: pogadamy sobie z Andrzejem o tym, co się ostatnio wydarzyło. Potem oddajemy głos Wam. Andrzej jest wodoodporny i to on i tylko on będzie na tym blogu odpowiadał na Wasze pytania. Dzisiaj go nie będzie - ugrzązł gdzieś po Warszawą, ale jutro odpowie na wszelkie pytania. Raz w tygodniu będziecie mieć go do swojej dyspozycji.
——————————–
- Dramat goni dramat – najpierw katastrofa w Smoleńsku, teraz powódź. W międzyczasie kampania wyborcza. Chciałbyś być teraz na miejscu Tuska?
- Tak. Jakkolwiek to brzmi. I jest niedorzeczne. Polska ma swoje pięć minut na lepsze pozycjonowanie się w Europie, w świecie. Od jakości rządzenia, od głębokości i tempa zmian zależy nasza przyszłość nie na jedno ani nawet kilka pokoleń. To czas wielkiej historii. Być premierem to wielka rzecz. Zazdroszczę. I mu kibicuję. On jeden pośród tylu twarzy „gladiatorów” współczesnej polskiej polityki, tego sejmu, liderów tych partii – autentyczny. Skupiony, dorzeczny, wkurzony, kiedy trzeba. Ja z innej jestem bajki, nie uznaję neoliberalizmu jako dobrej perspektywy dla większości, i dla Polski, ale szanuję Tuska.
- Polacy mają to do siebie, że wiecznie narzekają na władze – rząd powinien a nie zrobił, premier powinien, Sejm powinien… Rzadko jesteśmy zadowoleni. O czymś takim, jak katastrofa w Smoleńsku mogliśmy co najwyżej poczytać w kryminałach Clancy’ego. Do tej pory to było coś w rodzaju political-fiction. Jak w tym wszystkim widzisz mechanizmy konstytucyjne? Zadziałały, czy nie?
Jak idzie o opanowanie skutków – zadziałały. Państwo funkcjonuje tak, jak funkcjonowało. Inna rzecz, że prezydent niepotrzebnie tam leciał. Że coś było tam nienaturalnego i w samej decyzji, i w jej konsekwencjach. Zginał prezydent. Zginęło jeszcze 94 ludzi. Niepotrzebnie. W tej katastrofie zakodowana jest jakaś bezgraniczna lekkomyślność. Nie rozumiem tego wszystkiego. Nie akceptuję.W żadnym przyzwoicie urządzonym państwie „naszego świata” nie do przyjęcia jest taki skład pasażerów jednego samolotu. I lądowanie w takich warunkach. To skrajna nieodpowiedzialność. Bo co – prezydent ważniejszy niż państwo, które reprezentuje? Co z procedurami? Co z rozumem, jeśli brak procedur? Gdzie w tym premier, gdzie minister obrony narodowej? Nikt nie poważy się powiedzieć, ze tak się nie robi?
- Dlaczego „prezydent tam niepotrzebnie leciał”? Miał nie lecieć?!
- Nie. Hołd ofiarom został, w imieniu Państwa Polskiego, złożony trzy dni wcześniej. Z punktu widzenia naszego interesu jest doprowadzenie do „zamknięcia” tej sprawy z Rosją. Można pomyśleć, że stosowniej byłoby, aby po stronie rosyjskiej zapraszającym był prezydent. Wówczas po stronie polskiej byłby też prezydent. Ale było inaczej. W końcu to Putin dzisiaj ma największy wpływ na Rosję. A jego partnerem jest polski premier, a nie prezydent. Katyń nie może być miejscem rywalizacji.










