In vitro a serwilizm katolicki

Minister zdrowia, Ewa Kopacz, zapowiedziała, że proces zapłodnień in vitro, czyli pozaustrojowych – będzie finansowany z budżetu państwa. Na początek refundacja będzie dla najbiedniejszych – później dla wszystkich. Koszty tego zabiegu to nawet kilkanaście tysięcy złotych.
Należy to wspomnieć, że Światowa Organizacja Zdrowia uznaje, że niepłodność jest chorobą społeczną, Zabieg in vitro jest skuteczny w około 40%. Jest ostatnią nadzieją dla par nie mogących mieć potomstwa w sposób naturalny. Ocenia się, że w Polsce ilość par, które, z różnych przyczyn nie mogą mieć dzieci – dochodzi nawet do 1,5 mln…
Zabiegi in vitro po raz pierwszy zostały zastosowane w Polsce przez profesora Szamatowicza z Akademii Medycznej w Białymstoku.
Zabieg ten jest dofinansowywany we wszystkich starych krajach Unii Europejskiej.

Jeden z katolickich dziennikarzy, Tomasz Terlikowski,we wpisie na blogu ,wystąpił z ostrym protestem przeciwko temu pomysłowi Ewy Kopacz. I zrobił to w sposób wyjątkowo, jak na publicystę, sposób perfidny.

Continue Reading →

Prawdziwa niezależność „Rzeczpospolitej”

Wiele się mówi i pisze o niezależności mediów, gazet od wpływów politycznych. A czasem odwrotnie. To media mają ponoć kreować przestrzeń polityczną i nawet suflerować władzy.
Wróg ludu, dla prawicowych publicystów i polityków – Adam Michnik – prezentowany jest niczym Mefisto, który z Piekła, ze swojej „Agory” z ulicy Czerskiej, steruje duszami polityków.

Niezależność dziennikarska i otwartość światopoglądowa dla redaktorów „Rzeczpospolitej” była zawsze dla nich wartością „nadrzędną”. Na sugestie, że ich publikacje, komentarze, postawa wskazuje na wyraźne inklinacje w stronę Prawa i Sprawiedliwości – odpowiadali, że jest to przecież tylko postawa propaństwowa.

A jak to jest naprawdę?

Oto fragment wywiadu dla miesięcznika branżowego „Press”, numeru listopadowego.

Z kolei sam Wróblewski [obecnie menedżer „Polskapresse”] tak wspomina swoje starania o posadę redaktora naczelnego ”Rzeczpospolitej” wiosną ub.r.: ”Tuż przed jednym ze spotkań zadzwoniła osoba zbliżona do środowiska PiS-u i poprosiła o pilne spotkanie. Znaliśmy się wcześniej, więc rozmowa toczyła się otwartym tekstem. Ten człowiek postawił mi propozycję – zostanę naczelnym Rzepy na pół roku, potem zastąpi mnie Paweł Lisicki, a ja zostanę prezesem „Presspubliki”. O powiedział, że trzeba się jeszcze spotkać z Jarkiem. To było chore wycofałem się.”

Środowisko dziennikarskie, o czym pisałem niejednokrotnie, kieruje się korporacyjną logiką i lojalnością.
Takie wyznanie Tomasza Wróblewskiego jest jak bomba rzucona w szambo „niezależnych mediów”.

Ciekaw jestem reakcji kierownictwa gazety.
Czy panowie Lisicki, Gabryel, Wildstein, Zdort, Terlikowski, Janke, Ziemkiewicz i pani Lichocka – dalej będą twierdzić, że kolegia redakcyjne zatwierdzają publikacje w duchu pełnego poszanowania pluralizmu i niezależności?

Azrael

Oskarżony obywatel Sakiewicz

Wszyscy, prawie bez wyjątku trzymający pióra w rękach żurnaliści (i ci mikrofony też), zawsze i chętnie występują przeciwko układom korporacyjnym, w imię szeroko rozumianych praw demokracji. Najbardziej to widać w ciągłych atakach na samorządy prawnicze, które skutecznie blokują dostęp nowych członków do swojego grona. I jest to oczywiście ze szkodą, dla sądów, obywateli, procesów sądowych.

I ci sami dziennikarze, wprawdzie w trochę innej sprawie – bronią w imię lojalności korporacyjnej swojego kolegę, Tomasza Sakiewicza, naczelnego „Gazety Polskiej.

Continue Reading →

Polemika w Salonie

Zaprszam dziś do Salonu 24.
Wczoraj napisałem artykuł „Scenariusz rozpadu”, który też był umieszczony na Salonie 24.

Polemikę ze mną podjął wczoraj redaktor Mikołaj Wójcik z gazety „Dziennik”.

A ja mu na to odpwiedziałem – dziś, swoim artykułem. Oto on, nie jest on wyjątkowo najpierw tu opublikowany, lecz jako polemika – spejclanie dla S24. Czyli – tylko w kontekście tamtego można go czytać…

——————————————–

Redaktor Wójcik ma rację.

Redaktor Mikołaj Wójcik, z „Dziennika”, odprężony po wyborach, ale zapracowany (zapewne ma swój udział w zmianie olinowania i ustawienia żagli swojej gazety pod nowe wiatry polityczne – jak to u Axel Springera bywa… – praca przy kabestanie kosztuje dużo sił…), miał jednak chwilę, aby zajrzeć i poczytać tekst anonimowego blogera, na Salonie 24. Chwała mu za to, tym bardziej że opinia dziennikarza i politologa jest zawsze cenna, dla nas, maluczkich.

Co ciekawe – Pan Mikołaj ma poglądy nie daleko odbiegające od moich. I on stwierdza, że twarzami PiS zostaną na zawsze (czyli do upadku partii – to moja teza, nie redaktora) Kurski, Suski i Jola w czepku. Nie pisze, czy to dobrze czy źle – wszak nie rzucamy tego na szerszy kontekst polityczny.

Dalej potwierdza moje przypuszczenie – że decyzyjność w Prawie i Sprawiedliwości ogranicza się do dość wąskiego kręgu, nawet bardzo wąskiego – Jarosława Kaczyńskiego, jego kota Alika – i zapewne telefonu – czyli kontaktu z bratem, nie raz obaj członkowie „biologicznego czynnika” mówili, że bez siedmiu rozmów via telefon nie ma dnia… I znów nasz redaktor nie wysnuwa z tego żadnego wniosku.

Ja wysnuwam – że Kaczyński, nie modelując na nowo stosunków w partii na szczeblu centralnym, a jednocześnie pokazując, że nie jest już nie omylny – może prowadzić do dalszej frustracji Rady Politycznej i Zarządu. Już wyniki na szefa klubu sejmowego wskazywały, że ta jedność zaczyna się chwiać. Zawężenie swojego obszaru konsultacji do wyżej wymienionych „postaci” tej partii – daje prawie pewność, że nic nowego się w tej formacji nie urodzi. A jest to nie tylko ze szkodą dla PiS – również ze szkodą dla polskiego parlamentaryzmu.

Nie jest prawdą, że tylko finanse się liczą. Mają one, zgoda, znaczenie dla funkcjonowania partii – ale równie ważna jest organizacja i ludzie. Jeżeli jednak z partii – i klubu – odejdzie kilkunastu posłów – to odejdzie również z nimi grupa działaczy lokalnych. Nie jest równie powiedziane, że jedność na szczebli centralnym zostanie przeniesiona automatycznie w dół, do interioru. Straty w regionach mogą być o wiele większe, niż w Sejmie – bo dotykają żywotnego interesu działaczy – własnych pieniędzy.

Moje słowa o sprzeczności w łonie PiS zostały przez Pana Politologa źle zrozumiane. Mnie chodziło o sprzeczności między głoszonymi ideami a faktyczną realizowaną polityką partyjną, która z hasłami równości, solidarności społecznej i „państwa oddanego obywatelom” nie miała wiele wspólnego. I dlatego konstrukcja, oparta o pomysł socjotechniczny, a będąca de facto wydmuszką ideologiczną, może się rozpaść. Tak wiem – elektorat PiS jest betonowy. Odporny na argumenty – i jak te 5 milionów wyborców wskazują – nastawiony na hasła populistyczne i kłamstwa serwowane mu przez Jarosława Kaczyńskiego. Ale nie zapomnijmy – to jest w dużej części elektorat pływający, który zdryfował do PiS z LPR i Samoobrony – i może znów popłynąć z innym nurtem. Badania socjologiczne (choćby te robione przez dr. Markowskiego w PAN) wskazują, że polski wyborca jest wyjątkowo niestały.

Prawa strona sceny politycznej jest zajęta przez PO, co zauważył redaktor Wójcik. Właśnie – jest zajęta, i dlatego właśnie dla PiS – partii socjalno – populistycznej nie ma tam miejsca. Jarosław Kaczyński nie może i nie potrafi przesunąć się do centrum – czego by chciała Jadwiga Staniszkis – może tylko brnąć dalej w populizm – i ortodoksję katolicką. A tego już młodzież i inteligencja miejska nie akceptuje. Wystarczy się przyjrzeć ostatnim badaniom uczestnictwa wiernych w niedzielnych mszach – spadki w niektórych regionach, w porównaniu z badaniami z przed kilku lat wynosiły nawet kilkanaście procent. Szokujące.

Nie ma miejsca na prawicy dla PiS – z racji tego, że Kaczyński nie potrafi zbudować nowego programu – jest natomiast miejsce dla prawdziwej, kilkunastoprocentowej chadecji. I taka, według mnie się objawi w ciągu najbliższych dwóch lat. PO będzie zabierało powoli elektorat lewicy do siebie, będzie musiało budować stałe, mocne centrum – kosztem konserwatystów. Według mnie, ich reprezentacja jest niedoszacowana.

Widzimy więc, że i pole działania – i oddziaływania PiS się zmniejsza. A jak się zmniejsza – to i notowania spadają. A jak spadają – to się robi nerwowo wewnątrz samej organizacji. I tak, jak kula śniegowa rosnącego poparcia PiS przed wyborami w 2005 roku zabierała po drodze różne odłamy prawicy – tak roztapianie się tego ubłoconego dwuletnimi rządami „bałwanka” pisowskiego – może spowodować, że cały układ zacznie się rozpadać…

Panie redaktorze! Program JEST ważny. I PO ma ten program – on nie musi być zapisany w kwitach, wystarczy, że będzie zapisany w programach cząstkowych poszczególnych ministerstw. A słuchając i Sikorskiego i Klicha, Pawlaka czy czytając dossier Jacka Rostowskiego – wiem, że program nowoczesnego państwa sama się ukształtuję. I jest to program oparty o współpracę poszczególnych ministrów i współpracę z UE.
Nie jest to sztuczny humbug „rewolucji moralnej” i „wzmocnienia państwa”, który zakończył się wykorzystaniem służb specjalnych do inwigilacji i bezprzykładnym nepotyzmem na każdym szczeblu administracji państwa i mediów publicznych.

Komisje powstaną – tylko najpierw trzeba wytrącić do końca wszystkie atrybuty władzy z rąk pisowczyków. To, że Hofman krzyczy za komisjami – to chyba normalne… a co ma mówić? Że Ziobra nie oddamy za żadną cenę?!

Prawo i Sprawiedliwość śmiercią skomplikowaną – pętlę będzie zakładał sam Jarosław Kaczyński, truciznę będzie serwował swoim wyborcom i członkom partii przez swoich akolitów – a na koniec kopnie krzesełko pod samym sobą. I zostanie pokoik na Żoliborzu…

Napisałem w tytule, że redaktor Wójcik ma rację… e, to był tylko taki zabieg marketingowy…

Azrael

Obrońca wolnych mediów

Przywoływanie słynnego witzu o tym, jak mężczyzna powinien skończyć – jest dość łatwe. Ale akurat do Jarosława Kaczyńskiego pasuje jak ulał.
Mąż stanu, często padające określenie wobec polityków i często, szczególnie w polskich realiach politycznych – nadużywane.
Właśnie odchodzący na stronę opozycji „mąż stanu” raczy nas dalej kwiatkami swoich konferencji prasowych i paranoicznych wypowiedzi.
Kaczyński zapowiedział, że będzie zajmował się „monitorowaniem wolności mediów” – w kontekście sprawy Tomasza Sakiewicza. Już zapowiada, że będzie dbał o wolność mediów.
To może warto przypomnieć, jak te „wolne media” budowano.

Continue Reading →

Jak się pożegnałem z "Wiadomościami" TVP

Dziś rano portale doniosły o zatrzymaniu Waldemara J., byłego prezesa Lubelskiego Węgla.
Zatrzymano go za wielkie przekręty przy eksporcie węgla na Ukrainę, za lata 1994 – 98. Oczywiście – należy uznać to za sprawę dużego kalibru.
Jak wynika z doniesień – w sprawę zamieszani byli ludzie z Dolnego Śląska, Warszawy, Łodzi i oczywiście z z terenów Lubelszczyzny. Z Górnego Śląska – nie.

Oto jak przedstawiają to „Wiadomości” TVP (autor – Leszek Krawczyk – nadzór – zapewne sama Kotecka – flama Ziobry).

  1. Początek – informacja o zatrzymaniu
  2. Wystąpienie Bogdana Świączkowskiego – i informacja o dochodzeniach w sprawie mafii węglowej. Informacja jednego z prokuratorów o dochodzeniu.
  3. Informacja o dochodzeniach prokuratorskich w sprawie mafii węglowej… na Górnym Śląsku.
  4. Informacja o roli Barbary Kmiecik, słynnej Alexis, ponoć osi mafii – i wrzutka zdjęcia z Aleksandrem Kwaśniewskim z jakiejś imprezy.
  5. Powiązanie Barbary Kmiecik z Barbara Blidą – i informacja, że była podejrzana, jako kontakt i pośrednik Kmiecik w jej kontaktach z prezesami spółek węglowych – i się zastrzeliła.
  6. Informacja o wystąpieniu Z. Ziobry w telewizji „Trwam” i jego słynnych już słowach o odpowiedzialności środowiska SLD za śmierć B. Blidy. Informacja o dzisiejszym wyroku Sądu nakazującego przeproszenie SLD
  7. I koniec – na temat już samego Waldemara J.

Manipulacja i kłamstwa, granie śmiercią byłej posłanki SLD  i przy okazji – obrona Zbigniewa Ziobry. To jest już norma tak zwanej telewizji publicznej…

To nie koniec. Wcześniej natomiast mieliśmy do czynienia z informacją na temat wczorajszych ekscesów Kwaśniewskiego – nagannych. Ale reporter, który komentował to zdarzenie, Marcin Szczepański – dla mnie człowiek żywcem przeniesiony z czasów „Dziennika Telewizyjnego” – zakończył swoje wystąpienie na tle plakatu wyborczego SLD – ordynarnie pomazanego.

Pani Patrycja Kotecka, zastępca dyrektora Agnecji Informacyjnej TVP– robi „dobrą robotę” na zlecenie swoich pisowskich promotorów.

Ach, pamiętam redaktora Andrzeja Kwiatkowskiego… nie ukrywajmy – on też działał na zlecenie… ale przynajmniej robił to z klasą i profesjonalizmem…
Więc jest tyle innych programów informacyjnych, tyle innych stacji – żegnam się z tanimi manipulatorami.

Azrael

Rybiński – medialna call girl

Tomek Lis odszedł z telewizji „Polsat” co spotkało się z aplauzem po prawej stronie sceny politycznej i dziennikarskiej. Lis nie ukrywał swoich sympatii i antypatii politycznych – w imię zasady, jaką uznawał – czyli troski o państwo, Polskę, jej oblicze i przyszłość Prowadził autorski program, pod ochroną prezesa Solorza, który w końcu musiał ulec naciskom politycznym – i rozstał się z Lisem – przedkładając swój interes biznesowy nad oblicze medialne swojej stacji. Bo dziennikarz i jego zespół „Wydarzeń” – to właśnie było oblicze niezależnych mediów.
Krytycy Lis – teraz zacierający spocone rączki – to są właśnie ci, dla których niezależność dziennikarska kończy się w miejscu, w którym rozpoczyna się krytyka Prawa i Sprawiedliwości. Dla nich „niezależny publicysta” – to ujadający Maciej Rybiński.

Continue Reading →

Marek Migalski – manipulator pod płaszczykiem

Dziennikarze, ta czwarta władza – a w Polsce z powodu miernoty klasy politycznej ich pozycja poszła w górę i zyskali na znaczeniu – przyzwyczaili nas do swojej nierzetelności i zdolności manipulatorskich. Podzieleni na koterie polityczne, na grupy wzajemnej adoracji – i jeszcze silniejszej nienawiści – już dawno, poza nielicznymi wyjątkami, dziennikarzy starszej daty – próbują kreować i tworzyć różnego rodzaju scenariusze polityczne, najczęściej jako teorie spiskowe – z reguły podparte opiniami wziętymi z kapelusza.

Politycy szybko wyczuli tą tendencję „niezależnego” dziennikarstwa – i swobodnie tymi żurnalistami manipulują. Przy obecnej tendencji, że polityka nie ma – kiedy nie ma go w mediach – ten układ działa dwustronnie – wytworzyła się symbioza świata mediów i świata polityki, realizowana przed kamerą telewizyjną lub „sitkiem” radiowym. Należy o tym pamiętać – czytając dzienniki czy oglądają publicystykę telewizyjną.

Do tej pory z tego układu wyłamywali się publicyści o bogatszym zapleczu intelektualnym, którzy wypowiadają się z pozycji „eksperta”, publikują w dziennikach i tygodnikach, podpierając się swoją pozycją naukową, z reguły socjologiczną lub politologiczną. Nawet zajmując określone stanowisko, które jest wykładnią ich poglądów – jednak starali się jednak nie kreować rzeczywistości – lecz ją objaśniać. Nawet teorie tworzone na bazie tej rzeczywistości można było traktować nie jako działanie ku realizacji celu politycznego – lecz jako pewne wskazówki, czy sugestie. Do takich publicystów zaliczam Jadwigę Staniszkis i Radosława Markowskiego – stojących na dwóch przeciwstawnych biegunach w swoich poglądach.

Continue Reading →

Agenci wpływu w akcji

Platforma Obywatelska jest znów w cenie i w modzie. Znienawidzona przez Prawo i Sprawiedliwość przez ostanie 2 lata, z diabłem wcielonym, pogrobowcem Wermachtu, Donaldem Tuskiem – jest znów kokietowana niemiłosiernie. Nagle – podobnie jak nie onegdaj Andrzej Gołota – jest „ostanią nadzieją” prawych i sprawiedliwych.

Wszyscy mówią o koalicji Platformy i PiS-u po nowych wyborach, jako jedynej prawdziwie polskiej, patriotycznej wszyscy mówią, że tylko ona może podtrzymać ducha narodu i prawicy. Wszyscy zwolennicy Jedynie Słusznej Partii Jarosława Kaczyńskiego.

A kto głównie ich w tym wspiera? A to ciekawe – Axel Springer, niemiecki wydawca… nowa partia na polskiej scenie politycznej.

Continue Reading →

Maciej Rybiński – pisanie z pozycji płaszczki

Jest taka rybka, duża rybka, płaszczka się nazywa.
Płaszczka – pływa po dnie i i ma taką konstrukcję ciała, że oboje oczu ma na górze ciała. Czyli – zakres widzenia stosunkowo mały, taki ograniczony.
Płaszczka – od tego etymologicznie pochodzi określenie – płaszczyć się…

Jeden z internautów prowadzi na swoim blogu ranking dziennikarzy dworskich. Niezmiennie, tydzień w tydzień, na czele tego zestawiania jest tuz dziennikarstwa – Pan redaktor Maciej Rybiński. Od wielu tygodni.

Continue Reading →

Demiurg zdemaskowany

Od dawna twierdzę, że dziennikarze zawodowi, publicyści, ludzie mediów – rzadko kiedy są uczciwi w swoich osądach. Uczciwi wobec siebie, wobec swoich odbiorców – jak również prawdomówni i niezależni od sfer wpływów. Jest to coś na kształt własnej cenzury prewencyjnej, dającej to bezpieczeństwo, że z wypowiedzianego zdania można się wycofać – lub powiedzieć albo napisać, że uwarunkowania się zmieniły, że sytuacja była niejednoznaczna – albo wprost – że słowa zostały źle zrozumiane lub zinterpretowane.

Powoduje to to, że coraz z większą niechęcią i podejrzliwością patrzymy na to, co nam media pokazują, na dziennikarzy z wybranych gazet patrzymy jak na propagandzistów i agentów wpływu – a opina „niezależny publicysta” traktowana jest perlistym śmiechem i złośliwymi uwagami.
Wśród „braci” dziennikarskiej mówi się nawet o dziennikarzach, którzy potrafią zmieniać poglądy w zależności od tego, skąd wieje wiatr i gdzie aktualnie piszą – pływacy. Potrafią przepłynąć z jednego brzegu na drugi – zawsze uchodząc za rzetelnych i niezależnych.

Continue Reading →

Lans

Nie zamierzałem już właściwie pisać o sprawie samej tragedii pod Grenoble, padło tyle słów i opinii, że to tylko już powtarzanie.
Warto zwrócić jednak uwagę, jak nożyce opinii się mocno rozwarły. Media mainstreamowe – „przepełnione bólem”, pełne opisów, oświadczeń, mniej lub bardziej bzdurnych opinii, kamery skierowane na wszystkich i wszystko, cierpienie na twarzach komentatorów. Ciekawe, na ile z sytuacji katastrofy, na ile – z poczucia zniesmaczenia.
A Internet – pełen głosów oburzenia. Oddzielających to, co się zmarłym i poszkodowanym należy – czyli myśl, współczucie, nawet pouczycie solidarności – od zwykłego, chamskiego, prymitywnego marketingu politycznego.

Kaczyński zapowiedział, że przeznaczy 100 tys. zł dla każdej z rodzin osób poszkodowanych w wyniku wypadku polskiego autokaru we Francji. Kaczyński drugi – wesprze rodziny kwota po ponad 10 tys. zł. Zaznaczył, że będzie to nie tylko pomoc dla rodzin ofiar, ale też dla rodzin osób rannych.

Takie nieszczęścia to samograj dla populistycznego rządu. Może wykazać się swoją ofiarnością płaconą z cudzych kieszeni. Jestem pewien, że ma w głębokim poważaniu, co czują rodziny tych pechowców.

Istnieje system ubezpieczeń, towarzystwa już profesjonalnie się tym zajęły, wchodzi tu również czynnik ryzyka, jakie niesie ze sobą życie. Wystarczy przecież spojrzeć w statystyki wypadków.

Ale tu chodzi o coś innego. O pokazanie się, o to aby naród zobaczył, jacy jesteśmy wspaniali i wspaniałomyślni. Chodzi o polityczny lans.
Do tej pory to sformułowanie zarezerwowane było dla gwiazdeczek popkultury, dla takiej Herbuś, młodej Kwaśniewskiej czy Olivera Janiaka. Teraz lans ma nowe znaczenie.
Nie wiem czy to jest początek kampanii wyborczej Kaczyńskiego, jak twierdzi Jan Osiecki z portalu „Money”. Ale wiem, że jest to działanie zaplanowane, i zarówno obiekt, nie, nie my wyborcy – lecz zmarli pielgrzymi – jest wybrany z pełna premedytacją.
Dotychczas lans odbywał się w świetle jupiterów, w knajpach, na dyskotekach. Teraz – dobrym miejscem lansu jest pole katastrofy, kościół, może już niedługo – kostnica.

Dla Kaczyńskiego wypadek autobusu wydarzył się w najlepszym momencie. Możliwości zdyskontowania tego – są nieograniczone, możliwości manipulacji – również.

Mało kto jeszcze zwrócił uwagę na rzecz bezprecedensową – to jest na… kradzież…i złamanie prawa.

Otóż tego rodzaju wypadki, jak we Francji, są objęte określoną kwotą wypłacaną przez ubezpieczyciela. Jest to 1,5 mln euro, na jedno zdarzenie. Otóż Pan Premier „załatwił” z panem Netzlem, szefem PZU, że ta kwota będzie większa!
Pytam się – na jakiej podstawie?! Dlaczego kradnie się pieniądze innych ubezpieczonych, aby zapewnić środki… na korupcję polityczną?!
Podobnie – do kwoty 15 mln zł dla poszkodowanych przez trąbę powietrzną pod Częstochową, Kaczyński dorzuci dodatkowe pieniądze od Netzla… który już oświadczył, że będą wypłaty dla nieubezpieczonych.

Azrael

Kubica vs katastrofa we Francji

To już trzecia tego rodzaju katastrofa w ciągu ostatniego półtora roku, po zawaleniu się hali MTK w Katowicach, wybuchu w Halembie…

I za każdym razem jest gorzej…

Zajrzałem do notatki z listopada ubiegłego roku i przeżyłem deja vu;

Śmierć jest nieuchronna, śmierć jest nie odwracalna, śmierć wymaga zadumy – i tak jak w przypadku kopalni „Halemba” – wyjaśnienia. Od czasu, gdy zacząłem zamieszczać komentarze polityczne, przyglądam się mediom elektronicznym z co raz większą uwagą – i z co raz większym obrzydzeniem.

Misja, informacje, rzetelność, bezstronność, obiektywizm i tuzin innych przymiotników – to są puste, nic nie znaczące słowa wobec słowa – NEWS. News wypełnia wszystko. Nie ma takiego zdarzenia, które nie podlegałoby tej regule – i śmierć górników w „Halembie” – też. Oczywiście tłumaczenie jest takie – widz musi być poinformowany jak najszybciej, jak najpełniej, od razu. Widz musi WCZUĆ się w sytuację. Tak jakby można było się wczuć w sytuację 1030 metrów, pod ziemią w temperaturze 50 stopni, bez powietrza albo w sytuację matki dziecka, które od 25 godzin nie wyjechało na powierzchnię.

To wszystko ma przykryć RYWALIZACJĘ PRZEKAZU, walkę o widza, o pieniądze i oglądalność. Ta nie będzie oczywiście publikowana… ale się później przełoży na wymierną wartość.

Właściwie – to powinienem jak „rasowy” dziennikarz, „przepełniony bólem” pozmieniać słowa i szyk zdań – dodać coś i „bezsensie” śmierci – i w związku z tym, że wypadek autokaru wydarzył się w drodze powrotnej z sanktuarium – dodać coś o „pierwiastku duchowym” – i materiał gotowy.

Zaczynamy powoli żyć w kulturze pełnej obojętności. Przestaliśmy się zastanawiać nad wymiarem indywidualnym tego, co spotkało tych ludzi, przestaliśmy się zastawiać nad uczuciami – lecz bardziej analizujemy to co widzimy na ekranie, a mniej – to co czują ludzie.
Od kilku lat, od kiedy telewizja informacyjna i sieć informatyczna zbliżyła nas do śmierci – przestajemy ją powoli czuć. Interesuje nas jako zjawisko, jako element spektaklu, nie interesuje nas tak naprawdę ani jako wymiar duchowy ani nawet fizyczny.
Pamiętam 9/11. Oglądałem go praktycznie od pierwszego do ostatniego momentu. I dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że ta wielka chmura pyłu, która ogarnęła Manhattan, po zawaleniu się wież, składała się w części z ludzkich prochów…

Kiedyś, w średniowieczu, szło się na plac z szubienicą lub pniakiem, na którym kat dokonywał egzekucji. A właściwie nie egzekucji – on grał rolę, to było spektaklem.
Teraz – zamiast pniaka – mamy ekran telewizora, zamiast kata – dziennikarza.

Zacząłem się zastawiać, czy nie pozbyć się telewizora. Zupełnie szczerze, patrząc na to, jak jesteśmy manipulowani, jak nasze prywatne uczucia próbuje zastąpić się uczuciami telewizyjnymi.

Ale jest jeszcze Robert Kubica… ja przed 14.00 przełączyłem telewizor na „Polsat”

Kto jeszcze tak zrobił?

Azrael

Co tam słychać w "Rzepie", redaktorze Janke?

Wszystkich wzburzył i zainteresował wczorajszy wpis na blogi redaktora Bertolda Kittla na temat generalnie sk* dziennikarstwa w Polsce – a tak zwanego dziennikarstwa śledczego (które ja nazywam ostatnio teczkowo – śledczym – służby donoszą teczki – dziennikarze je śledzą…) w szczególności.

Kittel napisał, miedzy innymi;

„Zrobiliśmy masę fajnych rzeczy, jechaliśmy po bandzie na maksa, walczyliśmy z całym światem. (…) Zaczęto mówić, że dziennikarstwo śledcze „Rzepy” jest wzorcem, punktem odniesienia. (…) Nie mówię, że nie popełnialiśmy błędów, ale czasem coś za bardzo chcieliśmy zrobić, bo nie byliśmy zimnymi technokratami. Ale nigdy, nigdy, nigdy nie zrobiliśmy niczego pod dyktando władzy ani kogokolwiek innego” (…)
„Dziś pytam siebie, gdzie są nasze ideały. Dlaczego dziennikarstwo stało sie zawodem prostytutki władzy? Dlaczego określenie „dziennikarz śledczy” staje się etykietką pudla warującego na progu sekretariatu ministra, czekającego na ochłap z rządowego biurka? Dlaczego praca w prorządowych mediach dla tak wielu ludzi staje się powodem nie do wstydu, ale do dumy? Dlaczego głównym osiągnięciem dziennikarzy staje się puszczenie w Internecie często zmanipulowanej informacji wyłącznie w celu osiągnięcia cytowalności? Dlaczego nie mówimy głośno o wstrzymywaniu materiałów, manipulowaniu, przewalaniu tekstów, o promowaniu uzależnionych miernot?

Jakby to nie czytać – o „Rzepie” w tym dużo…

Zaczęto mówić, że to nic, że Bertoldowi nerwy puściły, więc „Rzepa” jako dziennik wiarygodny musi się z nim rozstać, żeby ochłonął lekko…Piotr Lisicki, naczelny dał dziś uroczy, pełen optymizmu komentarz, gdzie po informacji padły słowa takie;

Continue Reading →

Igor Janke – na dobrym brzegu rzeki

Jeden z internautów, dobrych, niezależnych komentatorów politycznych, na moje pytanie, dlaczego opuścił gościnne i znaczące w polskim internecie progi Salonu 24 – odpowiedział;

„Nie będę Igorowi Janke nabijał punktów w jego biegu ku karierze”.

Przyznam się szczerze – nie zgadzałem się z nim, ponieważ uważam samą inicjatywę Salonu za dobrą i dalej mam nadzieję, że tak nie jest… do końca. Że nie tylko zdobycie poklasku i miejsca w niszy medialnej, dla podkreślenie swojej kariery miał Pan Igor na myśli… I nie tylko kariera jest jego celem.

Redaktor Igor Janke reaguje nerwowo, kiedy usiłowało mu się przyczepić łatkę publicysty zbliżonego do obecnej władzy, czyli, jak się to określa – reżimowego. Uważa się za dziennikarza pluralistycznego, realistycznego i przepełnionego myślami o dobru kraju.
Tylko – nie bardzo wiadomo jakiego kraju, według jakich kryteriów rządzonego – i dla czyjego dobra.

Stwierdzam jednak – trudno się w jego tekstach doszukać peanów i poparcia wprost dla Jarosława, Lecha, czy ich akolitów, przynajmniej tak było do dnia dzisiejszego.

Pisząc jednak w takiej gazecie, jak „Rzeczpospolita” i przebywając środowisku Lisickiego, Zdorta, Ziemkiewicza, Gottesmana, Terlikowskiego, – przechodzi się jednak „dymem” i atmosferą redakcji – ulega się ich wpływowi, pewnej manierze – i siłą rzeczy – zaczyna się pisać w linii wyznaczonej przez naczelnego – i wydawcę.

A gazeta z Placu Starynkiewicza jest dziś główną tubą rządu, jest jego twardą ostoją.

Continue Reading →

Jak wspierać i się nie ubabrać…

Redaktor Igor Janke, publicysta „Rzeczpospolitej”, komentator radia „TOK FM”, dziennikarz telewizji „Puls”, właściciel portalu blogerskiego Salon24… uff, chyba wszystko… nerwowo reaguje, kiedy usiłuje mu się przyczepić łatkę publicysty zbliżonego do obecnej władzy, czyli, jak się to określa – reżimowego…

Broni swej niezależności, podskakuje na foteliku, kiedy ktoś mu próbuje imputować serwilizm wobec ekipy rządzącej.
Fakt, muszę to stwierdzić – trudno się w jego tekstach doszukać peanów i poparcia wprost dla Jarosława, Lecha, czy ich akolitów… nie zauważyłem tego.

Pisząc jednak w takim medium jak „Rzepa” i przebywając w pewnym środowisku – przechodzi się jednak „dymem” i atmosferą redakcji – ulega się zaczadzeniu, pewnej manierze – i siłą rzeczy – zaczyna się pisać nie po swojemu – ale tak, aby artykuł zmieścił się w linii…gazety.

Może dlatego wybitni felietoniści, tacy jak Stomma, Passent, Michalkiewicz (tak, ma talent polemiczny, szczególnie jak pisze o ekonomii…) piszą w domu, a do redakcji wpadają po kasę…
Nie trzeba pisać wprost „o czymś”, aby jednak wspierać reżim i tworzyć pewne konstrukcje, które nie łapią się zasad logiki – a bronią układu rządowego.

Redaktor Janke dziś zamieścił w „Rzepie” artykuł, pod wdzięczną nazwą „Histeria służy korupcji”.

Continue Reading →

Noże naostrzone

Trybunał Konstytucyjny na jakiś czas zatrzymał szaleństwo lustracyjne. Na krótko, bo lustratorzy już naostrzyli noże i szykują potężny kontratak. Nie tyle sami lustratorzy – co Jarosław Kaczyński…

I nie mówimy tu wcale o rozwiązaniach prawnych, o nowej ustawie, która byłaby zgodna z literą prawa, a przede wszystkim z Konstytucją RP. Wiadomo, że ustawa zasadnicza jest dla elit tak zwanej IV RP wrogiem podstawowym, że jest największą przeszkodą.

Pojawiły się w prasie 3 informacje, które z analizowane wspólnie dopiero dają pełny obraz tego, co nas czeka w krótkim okresie czasu.

Continue Reading →

Koszulka z Chin

Mam na sobie gatki z polską metką – ale wyprodukowane w Chinach…
Skarpetki – takoż…
A w szafie – kilkadziesiąt t-shirtów też wyprodukowane z chińskiej bawełny, przy pomocy chińskich kobiet, opłacanych około 2 dolary… dziennie….

Przypominamy sobie o Chinach tylko w kontekście ich oszałamiającego wzrostu gospodarczego albo jak Andrzej Lepper pojedzie z wycieczką na Wielki Chiński Mur.

Od czasu do czasu – ruszy nas sumienie, jak Dalaj Lama przeleci gdzieś samolotem nad naszymi głowami, to ukaże się okolicznościowy artykulik na temat zbrodni w Tybecie.. Trzech „lewaków” stanie pod ambasadą przy Bonifraterskiej, z transparentem i zniczem, Amnesty International każe nam napisać jakieś listy w obronie więźniów sumienia.

4 czerwca przypominamy sobie masakrę z 1989 roku na Placu Tiananmen, gdzie zginęło być może nawet 3000 ludzi…znamienna data…

Obchodzi nas to? Wątpię, puszczamy okolicznościowe laurki, przypominamy sobie, szukamy jakiegoś filmu ze studentem przed czołgiem, na Youtube…

A jutro – znów Lepper, Giertych, Tuski, i tak dalej…

Cynizm i pragmatyka. W Polsce był Przewodniczący Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych Wu Bangguo, który podpisał parę kwitów… było to 25 maja, rozmawiał też z Bogdanem Borusewiczem…
Jakaś gazeta się zająknęła o Placu Niebiańskiego Spokoju?! Ależ, bez przesady!…

Wszyscy my, klienci medialnej papki, jesteśmy znieczuleni i manipulowani. Nie ma w nas już od dawna czegoś takiego jak ludzki solidaryzm…jeżeli jest – to jest to sztuczne, na pokaz.

Ostatnio najbardziej mnie zniesmaczył spektakl o angielskiej dziewczynce porwanej w Portugalii… smutne, fakt.
Ale w Afryce w tym czasie zmarły setki, tysiące dzieci…

Koszulki z napisem „Nie płakałem po bohaterach z Tiananmen” – jednak nie założę….

Azrael

Odwaga dziennikarska

[...]w Polsce są dziennikarze, którzy jak chcą napisać coś, powiedzmy sobie, mocno prorządowego, antyopozycyjnego, to piszą pod pseudonimami – Jarosław Kaczyński

Redaktor Igor Janke zamieścił dziś w „Rzeczpospolitej” krótki komentarz , pod tytułem;

„Wszystkie atuty byłego prezydenta”

Dotyczy ten felietonik Lecha Wałęsy, pierwszego demokratycznie wybranego prezydenta III RP. Ale w tle tego materiału mamy postać drugiego prezydenta, też wybranego poprzez wybory demokratyczne – i cieszącego się w trakcie kadencji , a i obecnie – dużym zaufaniem społecznym. I będącego, już nie tylko potencjalnie ale faktycznie groźnym przeciwnikiem politycznym obecnego układu rządzącego.

Igor Janke napisał kilka tygodni temu artykuł, który ja określam dziennikarstwem „plotkarsko – kawiarnianym” z domieszką alkoholu. Mocno się w nim dostało prezydentowi Kwaśniewskiemu – na podstawie anonimowych informatorów – w ogromnej większości już raczej nie przyjaciół byłego prezydenta.
Okazuje się, czytając dzisiejszy artykuł – że kto z nim w parze to wróg… czego wróg – to się zaraz okaże.

Continue Reading →

Manipulanci i manipulowani

„Właśnie tworzymy coś, co zasługuje na miano kultury idiotów. Nie subkultury, o której się mamrocze i która może jedynie zapewnić nieszkodliwą zabawę, ale o samej kulturze. Po raz pierwszy osobliwość, głupota i chamstwo stają się naszą kulturową normą, co więcej ideałem, do którego dążą miliony.”

– Carl Bernstein

Redaktor Igor Janke, szef platformy blogowej Salon24 i publicysta dziennika „Rzeczpospolita”, napisał w tym ostatnim publikatorze artykuł na temat polityków Prawa i Sprawiedliwości, Michała Kamińskiego i Adama Bielana – spin doctorów dla tej formacji.

Nie będę komentował jednak tego artykułu, sensu stricto.
Ale nie dlatego, że jest to artykuł zły – wprost przeciwnie, uważam że jest rzetelny i dociekliwy, pokazuje dobrze oblicze tych dwóch wpływowych polityków PiS. Jest znacznie lepszy, niż poprzedni artykuł redaktora Janke, z tej serii, poświęconego Aleksandrowi Kwaśniewskiemu. Ale to kwestia optyki politycznej i doboru „źródeł osobowych” do materii artykułu…

Coś innego w tym artykule przykuło moją uwagę.

Otóż politycy PiS doskonale dają sobie radę z dziennikarzami. Wręcz potrafią tymi dziennikarzami i mediami manipulować, przez podsyłanie im wybranych materiałów, lub przez wypuszczanie „balonów” informacyjnych, o wątpliwej jakości…

Continue Reading →

  • Facebook