Swoboda dyskusji

Jean-Paul Sartre powiedział, że „Człowiek jest wolny całkowicie lub nie jest wolny wcale.” W tym krótkim aforyzmie zawarł całe przesłanie wolności, w tym również wolności duchowej i intelektualnej, a także prawo do dążenia do takiego stanu umysłu człowieka, która go wyzwoli z pod wpływu autorytetów, przesądów i dogmatów. Dopiero osiągnięcie takiego stanu pozwoli mu na pełne poznanie otaczającego go Świata.

Te proste zasady stosuje się w wielu dziedzinach życia, także w nauce, a przede wszystkim mają one zastosowanie w życiu społeczeństw. Dopiero postawa nonkonformizmu, i to nie tylko jednostek, ale całych grup społecznych, pozwoli na osiągnięcie pełnej satysfakcji i może być motorem postępu.

Są w Polsce środowiska, które uzurpują sobie prawo do narzucania społeczeństwu swoich norm postępowania i dyskusji w ramach, jakie one uważają za stosowne. Każdy głos, który neguje ich prawo do zamykania dyskusji, jest przez nich wściekle atakowany, każdy przejaw wolności wypowiedzi i wolności poglądów, wzbudza nieuzasadnioną, wielką agresję.

Oto biskup Tadeusz Pieronek, który jest uważany przez wielu za księdza oświeconego, wręcz „modernistę”, oświadczył w wywiadzie dla gazety „Dziennik”;

„Debata o eutanazji i aborcji jest nie tylko niepotrzebna, ale i szkodliwa. Jeśli ktoś chce mieć wojnę, to będzie ją miał na własne życzenie. Stanowisko Kościoła od zawsze jest negatywne i nie widzę tu pola do dyskusji.”

Jest to wypowiedź nieodosobniona, rzadko jednak podana w tak jednoznacznej formie. Oznacza ona ni mniej, ni więcej, że według tego hierarchy to Kościół Katolicki ma jedynie prawo do określania zakresu debaty na tematy kluczowe w nowoczesnym społeczeństwie, co więcej – tylko ON ma rację, więc właściwie dyskusja jest wcale niepotrzebna. Jako żywo przypomina to stary dowcip o temacie maturalnym – „Napisz, kto jest największym przywódcą na Świecie – i dlaczego Stalin”…

Wolność w demokracji polega między innymi na wolności głoszenia swoich poglądów, a także na suwerennym prawie każdego człowieka do własnych przekonań i wypowiedzi. To są fundamenty nie tylko ustroju, ale również podstawy funkcjonowania społeczeństwa. Rzeczy, które powinny być zakodowane w umyśle każdego obywatela, w tym również księdza.

Jest oczywiste, że Kościół Katolicki czuje się zaskoczony, wręcz zagrożony tego rodzaju dyskusją, zapewne czuje dyskomfort, szczególnie, że po raz pierwszy dyskusja na tak ważkie tematy została podtrzymana przez rządzących. Premier Donald Tusk powiedział, że „Musimy o tym [o eutanazji] zacząć rozmawiać ludzkim językiem.” Nie kościelnym, nie po kryjomu, nie pod dyktando – lecz otwarcie.

Środowiska kościelne i sprzyjający im publicyści prawicowi uważają, że dogmaty są nienaruszalne. Zgoda, jest to ich prawo, ale jest to ICH prawo, w ich obszarze życia. Zamknięcie dyskusji w tym obszarze, to zanegowanie prawa do demokratycznego dyskursu. Nie możemy sobie na to w żaden sposób pozwolić.

Im świat szybciej idzie do przodu, im bardziej się rozwija nauka, im więcej wiemy na temat jego funkcjonowania, tym bardziej stajemy się społeczeństwem otwartym, w myśl idei Henri Bergsona. To pozwala nam swobodę ocen postępowania nie tylko władz publicznych, ale również na ocenę postaw innych instytucji państwa, w tym także Kościoła Katolickiego. Czy to się mu podoba, czy nie. Bez otwartości i swobody dyskusji i krytyki – nie będzie rozwoju.

Kościół jest w defensywie, dlatego każda inicjatywa, która ma celu poszerzenie dominacji wolnego społeczeństwa nad dogmatami, spotyka się z krytyką z jego strony. Na próżno.

Indeterminizm społeczeństwa jest nie do zatrzymania.

Azrael

——————————

Artykuł zamieszczony  w gazecie internetowej „Studio Opinii”

Refleksje o wolności i eutanazji

Z twardymi publicystami katolickimi, takimi jak Tomasz Terlikowski, w zasadzie nie zgadzam się nigdy, jeżeli chodzi oczywiście o zagadnienia światopoglądowe. Bo w wielu innych tematach, jak na przykład lustracji w Kościele Katolickim, i owszem. Nie mogę się zgodzić, ponieważ publicyści ci z reguły głoszą opinię, że na gruncie moralności nie może być kompromisu – a z reguły tak zaczynając – prowadzą dalej swój wywód, że moralność, ta jedynie słuszna, katolicka, MUSI być jedyną obowiązującą w społeczeństwie, szczególnie polskim, której jak wiadomo, jest w większości katolickie, a większość ma ZAWSZE RACJĘ…

Katoliccy fundamentaliści przyjmują proste założenie – rudymenty naszej moralności wywodzą się od Boga, w związku z tym nie mamy prawa dyskutować o tak fundamentalnej sprawie, jak eutanazja,, ponieważ życie pochodzi z jego nadania i jest święte. Jeżeli tak, to dopuszczenie do jakiejkolwiek dyskusji na ten temat nie jest możliwe, ze względu na to, że nie jesteśmy właścicielem własnego życia, nie jesteśmy jego panami. Jest to założenie, ze człowiek jest ubezwłasnowolniony, ograniczony w ten sposób prawami boskimi.

Tylko, że państwo, społeczeństwo, nie może ustanawiać praw i obowiązków na podstawie moralnych zasad, zdefiniowanych w sposób tak kategoryczny, jak dotyczy to życia. Państwo ma obowiązek zważać na zasady moralne, ale prawa powinny być stanowione na podstawie etyki. Etyka zaś, jako element filozofii, jest poza sferą ducha, czy Boga – lecz jest po prostu nauką.

Ludzie mają zasady moralne wszczepione w swoje życie i nabywają ich w etapie nauki i wychowania. Te zasady, niezależnie od tego, jakie wychowanie odbieramy, mogą być ze sobą zbieżne. Tak jest na przykład z zasadą niezabijania drugiego człowieka, ponieważ życie ludzkie jest wartością największą. Okazuje się, że religia właśnie może popchnąć człowieka do zabrania życia drugiemu – jak to się dzieje w islamie.

Zasady etyczne z kolei powinny być podstawą tworzenia prawa, które by pozwoliło z jednej strony moralne i zgodne z sumieniem postępowanie członków społeczeństwa, z drugiej strony – dawałoby prawo do wolności człowieka, nieskrępowanej dogmatami moralnymi innych ludzi.

W myśl tej zasady, życie ludzkie, jako najważniejsze prawo człowieka, powinno być jego własnością, a wolność powinna mu dawać prawo do odebrania go sobie, jeżeli zaistnieją warunki, że to człowieczeństwo zamienia się w wegetacją istoty bez świadomości.

Życie człowieka stoi na szczycie hierarchii wartości, powinno być chronione szczególnie – ale prawo do niego nie może pozostać poza sferą indywidualnej wolności jednostki.

Azrael

Cywilizacja śmierci

Znów jesteśmy postawieni przed dylematem i dyskusją na temat godnej śmierci i prawach człowieka, podobnie jak w przypadku niedawnej sprawy Eulany Englaro. Piszę, że MY jesteśmy wezwani do dyskusji, ponieważ uważam, że jest to jeden z tych problemów, wobec którego nie można przejść obojętnie. Głosy, aby ten przypadek nie stał się znów powodem do dyskusji, to próba ograniczenia prawa do wyrażania opinii o prawie człowieka o decydowaniu o swym losie.

Matka czterdziestoletniego Krzysztof Jackiewicza prosi o to, aby jej syn, który wegetuje od 24 lat, mógł odejść z tego świata śmierci i obłudy. Krzysztof jest chory na rzadką chorobę, spowodowaną wirusem która doprowadziła do degeneracji mózgu i móżdżku w sposób nieodwracalny. Zostało to już zdiagnozowane wiele lat temu i nie ma wątpliwości, jak zresztą w przypadku włoskiej kobiety – ten człowiek już nie żyje, jeżeli za życie można uznać samoświadomość istnienia.

Sprawa jest jednoznaczna – ten człowiek już nie żyje, a jego matka nie domaga się dla niego litości, lecz prawa do godnego odejścia. Choroba zabrała mu samoświadomość i niezależność, autonomiczność osoby ludzkiej, coś, co dla każdego powinno być najważniejsze, czyli wolność wyboru. Jeżeli niewola, jakiej jest poddawany przez ostatnie 24 lata nie może być przerwana przez niego samego – to należy dać prawo jego matce do tej ostatniej posługi.
Świadomość każdego człowieka jest ograniczona sprawnością mózgu i to od jego sprawności zależy, czy jest on człowiekiem, czy tylko skrawkiem biologicznym. Krzysztof Jackiewicz został pozbawiony przez chorobę prawa do godnego życia, odżywiania, które jest czynnością wymuszaną, nie można nazwać nawet terapią. Ten człowiek znajduje się od 24 lat w agonii, a przedłużanie mu tego stanu, to zgoda na to, aby urojona cywilizacja obrony życia, za wszelką cenę, zmieniła się w cywilizację śmierci. Tylko wolność osobnicza, pełna, której nie można ograniczać, może ten problem rozwiązać, wolność nie ograniczona dogmatem i zakazem.

Problem eutanazji, o czym pisałem już wielokrotnie, powinien być obszarem decyzji indywidualnych, w ramach prawa. Eutanazja powinna być w Polsce dozwolona.We Francji działa Stowarzyszenie na Rzecz Godnej Śmierci. Warto się zastanowić, czy prawo do własnej śmierci nie powinno być tylko i wyłącznie w naszych rękach. Bo w prawie do godnego życia zawiera się prawo do godnej śmierci…

W sprawie Jackiewicza, podobnie jak w szczęśliwie zakończonej sprawie Eluany Englaro, należy wspierać jego rodzinę,

Bo to ona cierpi. I tak jak ojciec Włoszki dokonał aktu miłosierdzia wobec swojej córki, tak również matka chorego syna powinna mieć to prawo.

A państwo, którego obowiązkiem jest respektowanie praw człowieka, w tym prawa do godnej śmierci, nie powinno stać po stronie tych, którym doktryna religijna pozwala na to, aby przypatrywać się 24 – letniej agonii człowieka.

Azrael

Sprawa Olewnika, czyli hucpa

Środowe zatrzymanie Jacka Krupińskiego, kolegi i wspólnika biznesowego zamordowanego w roku 2001 Krzysztofa Olewnika, to nie jest żaden przełom w śledztwie, ani wielki sukces. To jest po prostu kolejna hucpa medialno – polityczna, która ma w tym przypadku, przykryć sytucję wokół Ministra Sprawiedliwości, Andrzeja Czumy. Janusz Palikot w odstawce, ale zawsze można znaleźć inne metody odwrócenia uwagi od afer wokół byłego opozycjonisty, które się sypią jak kulki z rękawa drętwego iluzjonisty.

Piszę te słowa z przykrością, ponieważ gra śmiercią Olewnika, jest czymś nad wyraz obrzydliwym. Wykorzystywanie sprawy w taki sposób, robienie szopki medialnej, konferencji i wciskanie kitu, że oto coś nowego i porażającego zostało odkryte, jest po prostu bezczelnym okłamywaniem obywateli.

Continue Reading →

"Polaczek z Czikago"

Czas podsumować kilkudniowe zamieszanie wokół Andrzeja Czumy, zamieszanie wynikające z artykułu Cezarego Łazarewicza, zamieszczonego w tygodniku „Polityka”. I czas opisać rzeczy takimi, jakie one są, nazywając czarne czarnym, a białe – białym.

1. Nie jest prawdą, że tylko „Polityka” weszła w posiadanie informacji na temat działalności Andrzeja Czumy w USA i zajęła się ona sprawą z powodu chęci zemsty na Donaldzie Tusku, za odwołanie miłego jej Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Informacje o nierzetelności polskiego emigranta spływały też do innych gazet, w tym „Rzeczpospolitej”, ale tylko tygodnik „Polityka” zajął się tym poważnie. Inne zbywały informacje, ponieważ AndrzejJermakowski, który jest osią tych informacji, był oskarżany przez Czumę o agenturalność. Tylko, że Jermakowski, jak się okazuje, ma status pokrzywdzonego, wydany przez IPN…

Łazarewicz oparł się nie o opinie i donosy polskiego piekiełka z Chicago, ale głównie oparł się o materiały, które są dostępne bez żadnych problemów. Oto niektóre z nich;

Continue Reading →

Eluana Englaro – ulga

„Bóg stworzył jeden świat, a człowiek drugi”

Sylvia Plath

Ona nie „odeszła do domu Pana” w poniedziałek 9 lutego 2009 roku. Ona zrobiła to 17 lat temu, kiedy jej krążenie zostało zatrzymane na 4 minuty, a mózg, ośrodek odczuwania, myślenia i pojmowania świata, nie wrócił już do stanu świadomości.
W poniedziałek została tylko pożegnana przez najbliższych i zostanie złożona w spokoju w grobie, poza cierpieniem i udręką swoją i najbliższych.

Lekarze już po dwóch latach od wypadku stwierdzili, że stan uszkodzenia mózgu jest nieodwracalny, a także to, co skrzętnie przemilczają zwolennicy przedłużania jej męczarni, że wtedy, kiedy była jeszcze człowiekiem w pełni władz, wyraziła pogląd, że nie chciałaby być podtrzymywana przy życiu w przypadku, kiedy znajdzie się w stanie wegetatywnym. Nie może więc być mowy o eutanazji biernej, lecz jeżeli już, to o eutanazji czynnej.
Nie jest również uprawnione określenie zaprzestania podawania sztucznie jedzenie i picia mordem i zbrodnią, ponieważ o tym zadecydował niezawisły sąd. Sąd ludzi, a nie sąd boży, ludzi, którzy kierowali się dobrem człowieka – Eluany i jej cierpiącego ojca.

Osobą, której należy współczuć, jest ojciec zmarłej. Obarczanie go winą za śmierć córki jest nadużyciem, on tylko chciał, aby zaznała ona spokoju i ukojenia. Jego odwaga i determinacja zasługują na szacunek i podziw. Nie trafia to katolickich głów, że tego rodzaju wybór i decyzje należy przyjąć z pokorą, tak jak należy przyjąć z pokorą nieuchronność śmierci, śmierci, która zagościła w ciele kobiety już dawno. I nie decyzja ojca, wsparta wyrokiem sądu jest nieetyczna, lecz barbarzyńskie nawoływania do trwania cierpień, w imię ideologii.

W tej konkretnej sprawie nie można być obojętnym i stać z boku. Albo się jest po stronie cierpiących i oddawać im prawo do decyzji albo TRZEBA stać po stronie doktryny religijnej, która zezwala na takie cierpienia. Ojciec Eulany stanął przed wyborem – dokonać aktu miłosierdzia, przez odłączenie córki od aparatury odżywiającej, czy przedłużać jej cierpienia. Nie miałby takiego dylematu, gdyby pozwolił na wieczny jej sen, poprzez podanie zastrzyku.

Wiele się dyskutuje teraz o tym, jak rozwiązać te sprawy od strony prawnej, formalnej, pisze się o testamentach życia, zgodach i prawnym dopuszczeniu eutanazji. We wszystkich tych dywagacjach człowiek jest jednak traktowany przedmiotowo. Tak jak nie ma dwóch takich samych ludzi, tak nie ma również dwóch takich samych sytuacji. Tylko wolność osobnicza, pełna, której nie można ograniczać, może ten problem rozwiązać, wolność nie ograniczona dogmatem i zakazem.

Azrael

Chwila prawdy

Platforma Obywatelska przygotowała projekt nowelizacji ustawy o partiach politycznych, w którym znalazł się zapis o zawieszeniu subwencji państwowych na ich rzecz. Zawieszenie miałoby biec od kwietnia tego roku, do końca roku 2010 – a więc miałoby objąć wybory do Parlamentu Europejskiego. Oczywiście, głównym motywem noweli jest kryzys ekonomiczny, a tak naprawdę, jak to w polskiej polityce – zagranie pod publiczkę, bo PSL, jako partia administracji, synekur i stanowisk stanie okoniem.

Chlebowski na konferencji prasowej stwierdził, że może to przynieść zysk w postaci 200 mln złotych i oświadczył, że nie ma argumentów, że to może prowadzić do szukania alternatywnych źródeł finansowania.
Po raz kolejny szef klubu wykazuje się, nie tylko polityczną ignorancją.

Przypomnijmy – w roku 2008 PO otrzymała z budżetu 38 mln zł, PiS – 35,5 mln zł, PSL – 14,2 mln zł, SLD – 13,5 mln zł, SdPl – ok. 3,3 mln zł, PD – ok. 2,2 mln zł. Inne partie nie otrzymały nic, co jest dla mnie koronnym dowodem, że pomysł całkowitego zawieszenia subwencji jest chybiony.

Polski układ polityczny jest skostniały między innymi właśnie z powodu tego chorego systemu finansowania partii, który skutecznie powoduje, że żadna nowa inicjatywa, która nie wynika z rozbicia poprzedniej partii, czy połączenia „dietetycznych” układów partyjnych, nie może zaistnieć na polskim targu politycznym. Ta petryfikacja polityczna powoduje to, że partie już dawno „wynarodowiły” się ze społeczeństwa, przybrały formę machin wyborczych i strukturę piramidy, z centrum w Warszawie – bo tu jest nie tylko Sejm i Senat, ale tu właśnie dzielone są pieniądze. Drugim efektem takich zasad finansowania działalności partyjnej, czyli publicznej, jest to, że dalej 50% wyborców pozostaje w domu, bo nie ma na kogo głosować i wie, że od jego głosu niewiele zależy.

Jestem za tym, aby finansowanie partii było zdywersyfikowane;
Pierwszą część powinna stanowić dalej subwencja z budżetu państwa, ale powinna być ona przyznawana nie tylko na podstawie ilości zdobytych mandatów do Sejmu. lub przekroczenia określonego progu wyborczego, jak jest do tej pory, ale również na podstawie ilości zweryfikowanych członków partii, czyli tak zwanych członków rejestrowych. Członkowie ci mieliby obowiązek (na podstawie regulaminów wewnętrznych) do płacenia określonych składek na poczet partii. I to byłoby drugie źródło dochodu. Trzecie źródło – to wpłatydobrowolne od członków wspierających – również zarejestrowanych, zarówno osób prawnych, jak i fizycznych. Oczywiście – wpłaty dobrowolne muszą być ograniczone kwotowo i rejestrowane w dokumentach PIT. I ostatni element układu finansowania – odpis podatkowy, powiedzmy w wysokości 0,5%, podobnie jak to jest z instytucjami pożytku publicznego.

Tym sposobem i budżet i obywatele finansowałyby wszystkie partie polityczne, które spełniałyby wymogi prawne, a nie tylko te, które już na scenie działają. To mogłoby otworzyć scenę polityczną. Oczywiście subwencja państwowapowinna być poddana rygorystycznym obostrzeniom, z niej nie można by na przykład finansować działalności reklamowej i marketingowej.

Czy ten pomysł jest realny? Teoretycznie tak. Praktycznie – też, pod warunkiem, że politycy zdobędą się na wykrzesanie z siebie poczucia odpowiedzialności.

Jarosław Kaczyński i PiS są przeciwne pomysłowi PO. Dlaczego? Bo według nich może to otworzyć drogę do nieformalnego finansowania partii. Oczywiście, może, chyba, że ktoś postara się rozwiązać problem raz, dobrze i kompleksowo.

Postawienie na to, aby spróbować nie tylko sprzedaży swoich pomysłów w Sejmie i w mediach, ale również spróbować zdobyć zaufanie wyborców, wyrażone brzęczącą monetą – powinno być dla polityków bezcenne.

Azrael

Marek Migalski – męczennik za IV RP

Przez media, a również ostatnio przez internet, przewala się dyskusja na temat blokowania przez środowiska naukowe habilitacji dr Marka Migalskiego, naukowca Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa na Uniwersytecie Śląskim. Migalski skrytykował swego czasu swego szefa, prof. Jana Iwanka, co spotkało się z protestami środowiska UŚ. Iwanek był tajnym współpracownikiem służb specjalnych czasów PRL. Migalskiemu zasugerowano, że na UŚ nie ma szans na otwarcie przewodu habilitacyjnego, również UJ w Krakowie nie wydał pozytywnej rekomendacji, jak i uniwersytet we Wrocławiu nie chce go widzieć w gronie doktorów habilitowanych.

Migalski to nie człowiek z mojej bajki, czemu wielokrotnie dawałem już wyraz. Migalski zaczął się pojawiać w okienku telewizyjnym jakieś dwa lata temu, tworząc za każdym razem alternatywne opinie do reszty wypowiedzi innych socjologów i politologów. Jak profesor Rychard coś powiedział – natychmiast spotykał się z kontrą Migalskiego. Jeżeli Jadwiga Staniszkis czy Wawrzyniec Konarski wydali jakąś opinię – to Migalski był zaraz wzywany przed kamerę, a jego opinie zawsze miały wyraźnie pro pisowski wydźwięk i tłumaczyły postępowanie Jarosława Kaczyńskiego, oczywiście jako zgodne z polską racją stanu lub dobrem publicznym.

Continue Reading →

Zalegalizować lincz

Sprawa wydawała się jasna, dość prosta, postępowanie sądu racjonalne i zgodne z literą prawa, oraz jego duchem. Trzech braci Winków, którzy zabili we wsi Włodowo sąsiada, Józefa C., wyręczając niesprawny aparat ścigania, policję, otrzymało kary więzienia, w wymiarze lat 4. Sąd uznał, że działając w zamiarze bezpośrednim, ale pod wpływem silnego wzburzenia, dokonali oni przestępstwa. Jednocześnie, biorąc pod uwagę czynniki społeczne i rodzinne oskarżonych, zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary.

Sąd kierował się rzadką w tego rodzaju sprawach wstrzemięźliwością, nie ukrywajmy – działając pod presją społeczną i medialną. Gdyby sprawa miała mniej spektakularny, wyroki byłyby dużo wyższe. Sąd kierując się jednak dobrem oskarżonych i społeczności, wykazał wyrokiem, że kara za zbrodnię jest nieuchronna, ale państwo w tej specyficznej sytuacji, kiedy jego funkcjonariusze nie stanęli na wysokości zadania, jest gotowe na potraktowanie sprawy jako wyjątku.

Przypomnijmy – Józef C. zaatakował jednego z sąsiadów maczetą, ten, zraniony pojechał po pomoc, której ze strony policji nie otrzyma. Po jego powrocie zebrała się grupa mieszkańców, która odnalazła Józefa C. i go zamordowała. Nie było to działanie w obronie koniecznej, w czasie bezpośredniego i rzeczywistego zagrożenia.

Continue Reading →

Po stronie człowieka

Kościół zawsze wiedział lepiej. Nie Bóg, lecz Kościół, jego namiestnicy na Ziemi, którzy uważają, że w jego imieniu mogą bronić interesów własnych. Wypowiadają się w sprawach ludzkich, moralnych, wtedy, kiedy zagrożony zostaje interes ich dominacji nad człowiekiem. Czasem posuwają się do szantażu – szantażu moralnego, kiedy jest im to wygodne.

Metropolita krakowski, kardynał Stanisław Dziwisz był łaskaw przypomnieć, że „wszelkie formy zapłodnienia poza organizmem matki – zapłodnienia in vitro – są moralnie niegodziwe”. Kardynał powiedział to ex cathedra, z ambony, więc jest to głos oficjalny Kościoła Katolickiego.

Problem, nie tylko dla tych, którzy z przyczyn medycznych nie mogą mieć dzieci, ale również dla tych, którzy stawiają dobro człowieka ponad dogmat jest taki, że słowa kardynała odczytują nie jako pouczenie, lecz jako moralny szantaż. Jest to próba narzucenia własnych poglądów nie tylko wiernym, ale również wywarcia nacisku państwo, prawodawstwo i posłów, aby podporządkowali się woli kościelnej. Kościół broni swojej pozycji i nie stosuje w tym przypadku nauczania, lecz próbuje zepchnąć sprawę w rejon dogmatu.

Dziwisz w tej samej homilii powiedział, że „metoda in vitro sprzeciwia się również godności ludzkiej, zarówno rodziców, jak i poczętego dziecka, ponieważ dziecko zostaje powołane do życia poza aktem małżeńskim jako znakiem wzajemnej miłości”.

Jak prostackie musi być pojmowanie miłości do człowieka i jak mocna musi być chęć podporządkowania sobie człowieka przez Kościół, jeżeli człowieczą godność usiłuje się przeciwstawić miłości rodziców do swego dziecka, któremu chcą dać życie za wszelką cenę, właśnie jako akt miłości?!

Kościół nie tylko nie nadąża za rozwojem człowieka i jego potrzebami, jego człowieczeństwem, kościół dawno już złożył na ołtarzu własnego interesu poczucie prawdy moralnej. Kościół nie stoi po stronie człowieka. Człowiek musi sobie radzić sam.

Azrael

W sprawie in vitro nie może być kompromisu

Wiele się mówi, że rozwiązania, jakie zostaną zaproponowane w ustawie bioetycznej, regulującej między innymi zagadnienia zapłodnień in vitro, będą kompromisowe. Nie wiemy, z czym będą kompromisowe, ponieważ nie znamy jeszcze i samego projektu i tego, jakie faktycznie prawa będą miały kobiety, pary małżeńskie i wolne związki, które nie mogąc mieć dzieci w sposób naturalny, będą chciały skorzystać z drogi medycznej.

Ci, co mówią o kompromisie, nie debatują nad zagadnieniami medycznymi i zdrowotnymi, nie interesuje ich prawo do posiadania dziecka, prawo do szczęścia – tylko zagadnienie przypodobania się Kościołowi Katolickiemu. Dyskusja o kompromisie wychodzi z przesłanki, że skoro w Polsce Kościół Katolicki odgrywa taką znaczącą rolę, to właściwie można by założyć, że ta metoda powinna zostać zakazana w całości. Czyli to, że hierarchowie tylko przymkną oko, jest już uznane za kompromis…

Otóż, gdyby rząd działał zgodnie z interesem ogólnospołecznym, nakazującym dbanie o interesy wszystkich obywateli, to rozwiązania prawne, przyjęte w ustawie nie powinny zawierać żadnych zapisów uzgodnionych z Kościołem. Kościół Katolicki w Polsce dąży do wszczepienia w działalność prawa i państwa zapisów, które, niezgodnie z rozwojem nauki, zamykają drogę dużej części par do tej metody prokreacji. Wynika to z radykalnego pojmowania problemu ochrony życia, gdzie Kościół nie może i ni chce dopuścić do rozplenienia się poglądu, że dawcą życia jest nie Bóg, tylko istota ludzka. Dlatego akt sztucznej prokreacji, który można, interpretując naukę Kościoła, traktować jako realizację boskiego planu powołania życia, próbuje się zrównać z aborcją i eutanazją. Akt pokonania choroby, jaką jest bezpłodność, zaliczony zostaje do grzechów…

Dwójmyślenie hierarchów kościelnych, którzy z jednej strony radykalnie opowiadają się przeciwko metodzie in vitro, z drugiej strony akceptują działania i prace Jarosława Gowina, wynika nie z dbałości o czystość moralną społeczeństwa, lecz z czystej kalkulacji. Kościół wie, że gdyby chciał wymóc na politykach zakaz in vitro, spowodowało by to odwrócenie się od Kościoła szerokich, młodych rzesz wiernych. Lepiej więc zastosować, w imię „kompromisu” coś, co będzie ograniczało dostęp do zabiegów, ale zostawić furtkę, która pozwoli na stwierdzenie, że Kościół jest „postępowy”.

Uleganie przez polityków szantażowi pseudo moralnemu Kościoła, to przykład, jak i społeczeństwo i sami politycy nie rozumieją wymogów demokracji i odpowiedzialności za dobro obywateli. Politycy, wybrańcy obywateli, zamiast tworzyć prawo wolności i swobód – tworzą prawo zakazów i restrykcji.

Powierzenie sprawy regulacji prawnej zapłodnień in vitro Jarosławowi Gowinowi świadczy o tym, że Donald Tusk nie jest skłony na to, aby państwo było autonomicznym i niezależnym od Kościoła Katolickiego tworem.
Budując „kompromis” z Kościołem, poza obywatelami, nie działa na ich korzyść.

Polska, będąca w Unii Europejskiej i poddana jej jurysdykcji i kontroli, nie stanie się państwem wyznaniowym. Ale tego rodzaju sprawy, jak regulacja in vitro pokazują, że jeżeli chodzi o sposób pojmowania dobra społecznego – bliżej polskim politykom dogmatom i restrykcjom kościelnym, niż otwartej demokracji.

Azrael

Tabloidowość to stan umysłu

Tabloidy, kiedyś nazywane brukowcami albo różową prasą (od koloru papieru, na jakim te gazety były wydawane) muszą wychodzić, ponieważ jest na nie zapotrzebowanie. Grupa ludzi, którzy wolą więcej oglądać, niż czytać, a ich zdolność percepcji ogranicza się do nie więcej niż 10 zdań prostych, na raz, jest dużo większa niż tych, dla których podstawą codziennego czytelnictwa są rozbudowane artykuły ekonomiczne, lub eseje. Dlatego polski „Fakt” (Axel Springer) ma ponad 500 tyś. nakłady, a tak „Gazeta Prawna” nie więcej niż 80 tyś – pomijając kwestię ceny.
W gazetach tych jednak nie pracują dziennikarze o umysłowości zbliżonej do swych czytelników, lecz raczej ludzie zdolni i sprawni intelektualnie, sprawni w pisaniu, a jeszcze bardziej w rozumieniu mechanizmów czytelnictwa. I cyniczni, jak cyniczne i bezwzględne potrafią być właśnie tabloidy.
Czasem jednak dziennikarz tabloidu wychodzi poza ramy swojej gazety, lub zostaje z niej delegowany do innych czynności. Na przykład jako reprezentant i autorytet. Z reguły, w polskich warunkach – specjalista od wszystkiego. Jak polscy politycy, którym się wydaje, że samo zasiadanie w Sejmie pozwala im na autorytatywne wypowiadanie się o wszystkim i wszędzie, gdzie zostaną zaproszeni.

Continue Reading →

Ars bene moriendi

Hannah Jones, młoda Angielka, mieszkająca w Marden, w hrabstwie Herefordshire, to człowiek dorosły. Człowiek dorosły, w ciele drobnej trzynastolatki, doświadczonej wieloletnimi zmaganiami z chorobą.
Dziewczynka od piątego roku życia cierpi na rzadką odmianę białaczki. I od tego czasu rzadko wychodzi ze szpitala, poddawana różnym terapiom. Leczenie farmakologiczne spowodowało u niej inną chorobę, wadę serca, ubytek w przegrodzie międzykomorowej. Lekarze zastosowali rozrusznik serca, ale jest to tylko rozwiązanie tymczasowe, które nie leczy i nie zatrzymuje postępu choroby. Lekarze zalecili przeszczep, ale w związku z jej stanem zdrowia, możliwość przeżycia zabiegu ocenili na 10 do 15%. Jednocześnie oznacza to zaniechanie terapii przeciwko białaczce.

Dziewczyna świadomie zrezygnowała z operacji, godząc się na prawdopodobną śmierć w ciągu kilku miesięcy. Stwierdziła, że chce je spędzić z rodziną. Rodzice zaakceptowali jej wybór, a sąd przyznał im rację.

Continue Reading →

Kilka słów o śmierci i moralności

Śmierć jest obecna w naszym życiu, otacza nas zewsząd. Wciska się do naszego życia w każdej chwili, jest w literaturze, filmie, przekazie medialnym. Stwierdzenia o cywilizacji śmierci mają coś na rzeczy. Nie chodzi mi tu jednak o tak chętnie powielane stereotypy o prymacie ideologii „cywilizacji śmierci” w życiu społecznym i przeciwstawianiu jej katolicyzmu – lecz o banalności śmierci, jaką chce się nam przekazać. A śmierć, niezależnie od tego, czy człowiek jest wierzący, czy nie – jest problemem osobistym, z którym każdy musi się uporać. I im wcześniej będzie wstanie się z nią rozprawić – tym spokojniej stanie w jej obliczu.

Do śmierci należy podejść racjonalnie. Poznanie mechanizmów życia człowieka i tego, co go czeka po śmierci, pozwala na uporanie się z lękiem przed nią. Dopiero, kiedy nasza świadomość pozwoli nam na pogodzenie się z jej nieuchronnością – a jednocześnie z kruchością życia ludzkiego – dopiero wtedy zrozumiemy, że jest ona na stałe wpisana w naturę ludzką.

Continue Reading →

Tylko in vitro? A co ze związkami partnerskimi?

Platforma Obywatelska zajęła się sprawą in vitro, powołując radę do spraw bioetyki. Ciało to, po przewodnictwem profesora Andrzeja Zolla ma zająć się przygotowaniem do ratyfikacji przez Polskę Konwencji Bioetycznej Rady Europy oraz sprawą ustawy o zapłodnieniu metodą in vitro.
Polska podpisała Konwencję już w 1997, ale do tej pory jej nie ratyfikowała. W dokumencie tym znajduje się między innymi zapis o nakazie poszanowania integralności i godności każdej osoby oraz respektowania jej interesu i dobra jako przeważających nad interesem społeczeństwa i nauki.

Dokument ten formułuje zasady odnoszące się do zakazu dyskryminacji osób ze względu na dziedzictwo genetyczne, zakresu przeprowadzania genetycznych testów prognozujących oraz zakazu przeprowadzania ich w celu wywołania dziedzicznych zmian genetycznych potomstwa.

Można śmiało powiedzieć – są to sprawy dotyczące zasad etyki.
W związku z tym zachodzi pytanie, czy nie czas, aby zająć się sprawą inną, która dotyka równie dużą ilość osób.
Jest to sprawa rejestracji w Polsce tak zwanych związków partnerskich.

Konstytucja RP definiuje małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Jednocześnie jednak prawo polskie definiuje rodzinę jako osoby spokrewnione i niespokrewnione, które pozostają w związku, posiadające wspólne gospodarstwo domowe. Oznacza to, że nie ma żadnych przeciwwskazań, aby Polska dopuściła do rejestracji związków partnerskich i uznała je za związek o charakterze rodzinnym.

1 kwietnia sąd w Luksemburgu orzekł, że państwo uznające związki partnerskie, to według prawa partner posiada takie same prawa, jak małżonek. W tym konkretnym przypadku chodziło o rentę rodziną po zmarłym partnerze, której rząd niemiecki zabraniał. Sąd uznał, że jest to dyskryminacja ze względu na orientację seksualną – czyli dyskryminacja z powodów etycznych.

Pomijając sprawę etyczną, trzeba wyraźnie powiedzieć, że osoby o orientacji nieheteroseksualnej są członkami społeczeństwa i nie mogą być dyskryminowani w żaden sposób. Biorąc pod uwagę, że orientacja seksualna jest jedną z cech naturalnych człowieka, prawo nie może dyskryminować takich osób i powinny podlegać takiej samej ochronie prawnej. Dotyczy to wspólnoty majątkowej między partnerami, prawo do dziedziczenia, prawo do wiedzy o stanie zdrowia partnera, i decydowaniu o jego leczeniu, prawo występowania przed organami państwa na podstawie upoważnienia.

Nie można tego tematu spychać na pobocze dyskusji. Platforma Obywatelska musi zająć się tymi sprawami już, jeżeli chce reprezentować interesy całego społeczeństwa.

Azrael

  • Facebook