Tabloid dla niewybrednych

Tomasz Sakiewicz potrafi robić pieniądze. Niektórzy twierdzą, że nie ma żadnych hamulców, aby robić pieniądze, wykorzystując wszelkie metody. Dowodów nie brakuje, a tym koronnym jest wzrost nakładu jego flagowego wydawnictwa, tygodnika „Gazeta Polska”, który przez ostanie prawie półtora roku napędzany był historiami i bajkami o spiskach i zamachach, dotyczących katastrofy smoleńskiej. Dziś, jak dobry posokowiec, Sakiewicz poczuł złą krew wokół „Rzeczpospolitej”, która w wyniku zmiany właściciela może stracić swój narodowo-konserwatywny profil i postanowił wejść na rynek z dziennikiem, pod nazwą „Gazeta Polska Codziennie” (GPC). Ma być to tabloid polityczno-plotkarski, z położeniem nacisku na sport.

Szef wydawnictwa Niezależne Wydawnictwo Polskie Sp. z o.o. i naczelny GPC postanowił z przytupem zareklamować nowy dziennik. A właściwie nie tyle zareklamować, co w sowim stylu sprowokować skandal. Bo Sakiewicz oprócz pieniędzy lubuje się w skandalach i prowokacjach. Działa trochę metodą starą jak świat, prowokując reakcję oficjalnych instytucji i mediów, pozując na niezależnego i pokrzywdzonego, jednocześnie wykorzystując słabości i luki prawa. Przygotował spot reklamowy, w którym możemy obejrzeć zbitkę odniesień do rządów Platformy Obywatelskiej, mediów głównego nurtu, tragicznych śmierci kilku osób (m.in. Andrzeja Leppera, Grzegorza Michniewicza, ministra KPRM, Eugeniusza Wróbla, byłego wiceministra gospodarki) i zamachu na działacza PiS w Łodzi. Z 30 sekundowego spotu można wysnuć wniosek, że za wszystko odpowiedzialne są rządy PO i dlatego należy im patrzeć na ręce. Sakiewicz nie waha się przed posługiwaniem tragedią, zmarłymi, ale robi to zręcznie. Całość ma jednak wymiar prowokacji i jest zamierzonym działaniem na wywołanie afery. I to się udaje.

Continue Reading →

Test klasy politycznej

Komisja śledcza badająca okoliczności śmierci Barbary Blidy zakończyła swoją działalność definitywnie. Raport został zamknięty i przedstawiony przez szefa komisji, Ryszarda Kalisza, przed Sejmem. Głównym politycznym wnioskiem komisji jest postawienie przed Trybunałem Stanu Jarosława Kaczyńskiego, byłego premiera i Zbigniewa Ziobro, byłego ministra sprawiedliwości. Kilku innych funkcjonariuszy państwa powinno stanąć przed sądami karnymi. Ryszard Kalisz w swoim wystąpieniu położył nacisk na sprawczą rolę Jarosława Kaczyńskiego, stawiając tezę, że to jego decyzja była podstawą do uruchomienia wszystkich instrumentów służb państwa, mających doprowadzić do zatrzymania byłej posłanki – i wyjścia na „układ” lewicy.

Ryszard Kalisz, główny autor raportu, zwrócił uwagę na naruszenia Konstytucji RP na szczeblu rządu. Dobitnie pokazuje, gdzie zostały przekroczone konkretne przepisy prawa, co z kolei ma wpływ na wystąpienie deliktu konstytucyjnego, dokonanego przez Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobro. To powoduje, że obaj mogą stanąć przed Trybunałem Stanu, niezależnie postępowań karnych. Do postawienia ich przed trybunałem wystarczy wola polityczna, przekonanie posłów, że oto urzędnicy państwa sprzeniewierzyli się Konstytucji RP. Kalisz za to precyzyjnie określa, za co powinni karnie odpowiadać były szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Bogdan Święczkowski oraz były wiceszef Agencji Grzegorz Ocieczek.

Continue Reading →

Pożegnanie z senatorem

Krzysztof Piesiewicz nie będzie senatorem. Zrezygnował z kandydowania w dniu kiedy mijał termin składania kart z podpisami o poparciu jego kandydatury i w dniu, kiedy skazano grupę jego szantażystów. Rezygnację motywował tym, że w internecie znów pojawiły się materiały pokazującego jego „dokonania” z kokainą i oryginalny ubiór domowy…

Przykro to powiedzieć o człowieku zasłużonym dla polskiej polityki, palestry i kultury, ale Pan Piesiewicz nie rozumie prawideł demokracji, a również tego, że stał się osobą niewiarygodną. Człowiek, który swego czasu nie tylko wykazał się odwagą cywilną, zdolnością walki o standardy demokratyczne i jednocześnie, razem z Krzysztofem Kieślowskim, „nauczał” o moralności, prawdzie, winie, kłamstwie – nie potrafi zachować obiektywizmu wobec siebie, jako człowieka, a przede wszystkim jako służebnego wobec społeczeństwa. Nikt nigdy nie wymagał od senatora ekspiacji, ale tylko uczciwej oceny swojego postępowania i przyznania się do błędów. Piesiewicz nigdy tego jasno, publicznie, jak na postać zaufania społecznego przystało, nie uczynił.

Kiedy afera wybuchła, trudno było ją komentować, bardzo było wiadomo, do jakiej kategorii ją zaliczyć – do skandali obyczajowych, takich na miarę afer „bunga-bunga” Berlusconiego, czy do afer kryminalnych, z szantażem, okupem i narkotykami w tle, czy może do afer medialnych, rozpętanych dla celów politycznych. Dziś wiadomo, że jest to kryzys wartości wybitnego człowieka.

Warto przypomnieć, że najistotniejszym problemem, z jakim mamy do czynienia w przypadku Pisiewicza, nie są wcale nagrania video, jakie opublikował „Super Express”, lecz to, że senator RP, prawnik, poddał się szantażowi, co zostało potwierdzone wyrokiem sądu. I to jest dla niego dyskwalifikujące, jako prawnika, jako polityka. Piesiewicz, jako senator, miał zobowiązanie do pełnienia swojej funkcji, otrzymanej z mandatu społecznego, w sposób całkowicie odpowiedzialny i moralnie czysty. Szantaż, wiarygodne podejrzenia nie tylko zażywania narkotyków, kokainy, ale również ich udostępniania, to sprawy dyskwalifikujące. W demokracjach stabilnych, funkcjonowanie takiego polityka kończy się w ciągu maksymalnie kilku dni od daty ujawnienia kompromitujących go szczegółów.

Z chwilą wygaśnięcia mandatu senatora, Piesiewiczowi zostaną postawione zarzuty dotyczące zażywania, ale również rozpowszechniania narkotyków. Prokuratura twierdzi, że ma twarde dowody dotyczące tych czynów. To będzie chwila prawdy dla niego. I chciałyby zobaczyć jeszcze Krzysztofa Piesiewicza w todze z zielonym żabotem na sali sądowej, lub obejrzeć film według jego scenariusza, a nawet wysłuchać jego głębokich i trafnych opinii, ale istnieje większe prawdopodobieństwo, że już nigdy nie zaistnieje on na scenie życia publicznego. I sam sobie ten los zgotował…

 

Azrael

Lżenie

Trzy obrazy, trzy różne sytuacje, ale jednak podobne do siebie, opisujące kondycję polskiego katolicyzmu…

Styczeń 2007 roku, ingres do warszawskiej Archikatedry biskupa Stanisława Wielgusa. Ten jednak nie ubiera infuły ordynariusza warszawskiego, rezygnuje pod brzemieniem oskarżeń o współpracę z SB. Przemawia sam, po tym w kościele rozlegają się głosy protestu, wybucha karczemna awantura, okrzyki i złorzeczenia trwają długie minuty. Katolicka świątynia zostaje spostponowana…

Sierpień 2010 roku, Krakowskie Przedmieście w Warszawie. Przed Pałacem Namiestnikowskim stoi krzyż, postawiony w spontanicznym odruchu pamięci po tragicznie zmarłych w katastrofie smoleńskiej 10. kwietnia 2010 roku. Ma zostać przeniesiony z pod pałacu do kościoła Św. Anny, ustawiony w specjalnej nawie. Kościół katolicki zawarł konsensus z instytucją państwa i stroną społeczną (harcerze) – krzyż ma zostać przesunięty w miejsce godne dla niego. Tu gdzie stoi, jest od dłuższego czasu obiektem manipulacji, gry politycznej, totemem w walce. Z kościoła po krzyż idzie procesja księży i diakonów, aby godnie zająć się tym krzyżem. Ale księża, działając w imieniu instytucji, ale również wspólnoty religijnej nie mogli dokonać przeniesienia krzyża w procesji, ponieważ zostali zmuszeni przez tak zwanych „obrońców” do wycofania się. Zostali obrzuceni epitetami, porównani do komunistów, znów majestat Kościoła został sprofanowany. Fanatycy quasi religijni pokonali i państwo i Kościół katolicki. Kościół i państwo okazało się za słabe wobec terroru tysiąca sekciarzy religijnych.

I znów Warszawa, 1. sierpnia, 67. rocznica Powstania Warszawskiego. Powązki Wojskowe, pomnik Gloria Victis, delegacje składają kwiaty i wieńce, powinien być to moment zadumy i modlitwy, przecież cmentarz katolicki to miejsce święte, gdzie katolik powinien zachowywać się godnie. Każdy człowiek powinien zachowywać się godnie. Ale nie – uroczystość staje się wiecem politycznym, słychać oklaski i, co gorsze, również gwizdy, krzyki, buczenie. Znów lżenie… To „patrioci”, tacy dość świeżej daty, bo przecież nie warszawscy powstańcy.

Polscy katolicy wielokrotnie podnoszą raban, że są obrażani, że ich uczucia i symbole religijne są ośmieszane, postponowane, niszczone. Nie mają ponoć prawa manifestować swojej wiary, są oburzeni, kiedy inni, powołując się na zapisy polskiej Konstytucji chcą usunąć religijne symbole z przestrzeni publicznej. Ale kiedy tradycja, obyczaje, prawdziwy patriotyzm, kultura, a często również prawo kanoniczne nakazują umiar i szacunek – nie potrafią go okazać. Dziwnym trafem ci „prawdziwi katolicy” są również „prawdziwymi Polakami”. Polskość i patriotyzm gości na ich ustach – często na przemian z obelgami i obelżywymi okrzykami. I to nie ci negujący miejsce i rolę Kościoła katolickiego w przestrzeni publicznej zachowują się niegodnie – to najczęściej sami katolicy zachowują się haniebnie…

 

Azrael

Zapiski zza Atlantyku – 7. sierpnia

Alternatywna terapia

 

Wkrótce Republikanie oraz Tea Party wybiorą swojego kandydata, który będzie startował przeciwko prezydentowi Obamie w wyborach w 2012 roku. Republikanie oraz członkowie Tea Party nalezą do konserwatystów, którzy są przeciwko Muzułmanom, gejom, aborcji, środowisku naturalnemu oraz ateistom. Michele Bachman startuje na kandydata swojej partii na prezydenta USA. Jej mąż, Marcus Bachmann jako terapeuta prowadzi klinikę, w której stosuje się terapie konwersyjne polegające na nawróceniu homoseksualisty na heteroseksualizm. Michele Bachmann jest osobą głęboko wierząca. A Michele Bachman robi to co mówi jej mąż. Według niej właśnie tak zachowuje się osoba wierząca, gdyż kobieta powinna słuchać męża. To mąż powiedział jej aby została prawnikiem od podatków i to mąż powiedział jej aby startowała na urząd prezydenta USA. Marcus Bachman miałby wpływ na życie wielu ludzi jeżeli Michele Bachman zostałaby wybraną na prezydenta. Patrząc na Marcusa Bachmana, na jego sposób zachowania, poruszania, mówienia, ubierania oraz manieryzmów, nasuwa się przypuszczenie, że on sam jest gejem, ale ze względu na wiarę, która nie akceptuje homoseksualizmu postanowił zostać heteroseksualistą. Tak jak i kilku innych terapeutów stosuje terapie konwersji, która ma pomoc wierzącym gejom aby zostali heteroseksualnymi mężczyznami. Według APA, Zrzeszenia Amerykańskich Psychologów, ta terapia nie daje rezultatów, wręcz przeciwnie, szkodzi. Ale to nie przeszkadza dużej grupie religijnych ekstremistów w stosowaniu owej terapii. W telewizji pokazano program gdzie obie strony mogły przedstawić argumenty za i przeciw terapii konwersji. Rich Wyler, należał do grupy mężczyzn, którym terapia pomogła stać się heteroseksualistą. Wyler powiedział, że terapia zmieniła jego nastawienie do mężczyzn i już ich nie postrzega jako obiektów pożądania. Wyler wychowywał się w domu zdominowanym przez matkę. Według terapeuty właśnie to było przyczyną, że stał się gejem. Dodatkowo, Wyler był głęboko wierząca osobą, bycie gejem izolowało go od wszystkiego co kochał gdyż jako gej nie był akceptowany. Peterson Toscano reprezentował grupę przeciwko terapi konwersji. Toscano spędził siedemnaście lat uczestnicząc w terapii, która według niego wyrządziła mu ogromną krzywdę, gdyż nie mógł zaakceptować kim był i zrozumieć, że bycie gejem to nic złego. Terapia polega na tłumaczeniu „chorym” , że ich postępowanie było niezgodne z wiarą chrześcijańską. Pacjenci musieli pisać raporty dotyczące ilu mieli kochanków oraz swoje doświadczenia.

Psychologowie oraz lekarze uważają, że tendencje seksualne są zdeterminowane wcześnie w życiu każdego z nas i próba zmiany owych orientacji jest niewskazana. Jeden z lekarzy powiedział, że to tak jakby z mężczyzny hetero próbowano zrobić homoseksualistę. Na Florydzie, metody terapii konwersyjnej są bardzo popularne. Uczestniczący czytaja Sports Illustrated przedstawiający roznegliżowane modelki, mają spotkania z kobietami aby nauczyć się z nimi rozmawiać jako mężczyzna heteroseksualny, muszą czytać obowiązkowe lektury typu „Siedem nawyków bardzo homoseksualnych mężczyzn” oraz „To co robiłem w przeszłości”. Jednym z głównych faktorów aby stać się hetero jest wiara w Boga. Według terapeutów wiara pomaga i jest w stanie uleczyć gejów. Wyler powiedział , że to właśnie wiara w Boga pomogła mu stać się hetero. Jako młody mężczyzna o orientacji homoseksualnej przeprowadził się do Las Vegas, opuścił rodzinę, kościół, przyjaciół ponieważ bycie gejem nie bylo akceptowane. Wyler miał wiel przypadkowych romansów, ale po jakimś czasie stwierdził, że jest samotny, że brakuje mu miejsca oraz ludzi z którymi się wychował. To pragnienie spowodowało, że postanowił spróbować terapie konwersji. Wyler twierdzi, że jest całkowicie wyleczony i obecnie jest wyłącznie zainteresowany kobietami. Według danych z jednej z klinik, 29 z 111 mężczyzn twierdziło, że po kursie nie miało żadnych zainteresowań seksualnych w stosunku do mężczyzn. Ich obiektem pożądania była Rachel z „Przyjaciół” grana przez Jennifer Aniston oraz tenisistka Anna Kurnikowa. Sześciu pacjentów popełniło samobójstwo. Większość terapeutów prowadzących owe terapie to byli homoseksualiści lub „niezadeklarowani geje”. Propagatorzy owej terapii twierdza, że kobiety są zainteresowane byłymi gejami gdyż dobrze się ubierają, lubią oglądać filmy z Cary Grantam, dobrze zarabiają, są zawsze emocjonalnie dostępni w porównaniu do mężczyzn heteroseksualnych. Terapia uszczęśliwia duży procent kobiet…

Mąż Michele Bachmann, Marcus kupuje swojej żonie ubrania i to on decyduje w co Michele Bachmann ma się ubrać. Bachmann twierdzi, że nie stosuje terapii konwersji w swojej klinice, ale stowarzyszenie ludzi walczących z religijnymi ekstremistami odnalazło pacjentów Bachmanna. Jeden z pacjentów udostępnił nagrania z terapii, które zostały przekazane gazecie, The Times.
Radio chrześcijańskie w USA wzywa rodziców aby nie pozwalali zachowań homoseksualnych u swoich dzieci, gdyż te zachowania są ” barbarzyńskie”. Młodzi ludzie, nawet ci, którzy mają tendencje homo powinni się modlić aby nie stać się gejem i czytać Biblię. Modlitwa sprawi, że Bóg pomoże zmieni niezdrowe zachowania…

 

Pozdrowienia z Chicago

Wigg

 

Śmierć Andrzeja Leppera

O Andrzeju Lepperze usłyszałem po raz pierwszy w roku 1991, w siedzibie małej firmy na ulicy Podwale w Warszawie. Dwóch miłych starszych już panów dyskutowało o tym, że ten objawiony właśnie trybun ludu wiejskiego ma duży potencjał, ale należy go uformować. I nastąpiło jego formowanie, aż do momentu, kiedy po marszałkowaniu w Sejmie, w roku 2005 jego formacja polityczna, Samoobrona, budowana na podkładzie związku zawodowego, weszła do koalicji rządowej z Prawem i Sprawiedliwością i Ligą Polskich Rodzin.

Samoobrona była silna osobowością swojego lidera, naturszczyka politycznego. Ale to był naturszczyk, który został szybko zaadaptowany i poddany procedurze obrabiania przez ludzi, którzy widzieli w tym interes i dla których był kapitałem, mogącym im dać zwrot inwestycji. To ludzie bez poglądów politycznych, dlatego łączenie Leppera z lewicą, prawicą, nie ma sensu. On, kiedy zrozumiał swoim chłopskim sprytem, że może wiele dla siebie i innych załatwić – to to realizował, nie oglądając się na to skąd idzie jego partner. Samoobrona mając doskonałe wpływy na biednej wsi doskonale ich reprezentowała, w zamian za co Andrzej Lepper budował swoją pozycję polityczną. I Samoobrona to był Lepper, bez niego ta formacja nie istnieje.

Lepper urwał się swoim opiekunom dość szybko. Stał się politykiem samodzielnym, umiał słuchać i korzystać z rad, umiał również manipulować, grać i wykorzystywać szanse. Popełniał jednak błędy, nie miał odpowiedniej „ochrony kontrwywiadowczej”, która by uchroniła go przed katastrofą. I kiedy poparł w II rundzie wyborów Lecha Kaczyńskiego, a następnie wszedł w koalicję Z Jarosławem Kaczyńskim – jego polityczny los został dopełniony. Wystarczyło tylko uplasować w jego pobliżu odpowiednich ludzi (oficer UOP, Andrzej Kryszyński, afera gruntowa), wykorzystać słabość i naiwność innych (Piotr Ryba), lub odpowiednio wykorzystać słabości samego Leppera i jego otoczenia (Aneta Krawczyk i seksafera) – i można było zrzucić go z polskiego politycznego Olimpu. A Andrzej Czuma, szef komisji „naciskowej”, który przeczytawszy „setki tomów akt” nie zauważył żadnych nacisków i manipulacji służb specjalnych na sprawy polityczne, powinien zabrać teczkę i zniknąć z życia publicznego…

Andrzej Lepper targnął się na swoje życie w warszawskiej siedzibie swoje umierającej partii. Motywacje tego czynu formalnie pozostają nieznane, przynajmniej dziś (nie pozostawił żadnego listu). Kumulacja złych spraw wokół niego (także osobistych – choroba syna), a przede wszystkim świadomość klęski, politycznej i osobistej, popchnęła go do tego czynu. Niektórzy z którymi spotykał się i rozmawiał w ostatnich dniach twierdzą, że zdradzał oznaki depresji. Do samobójstwa mogła go w takim przypadku popchnąć nawet błahostka, dla innego niezrozumiała, może rodzinna scysja… Ale droga, która do tego doprowadziła, jest pełna zagadek i niejednoznaczności.

Śmierć człowieka jest tragedią – śmierć takiego polityka, jak Andrzej Lepper – dla wielu jest ulgą.

 

Azrael

Rocznica

 

Im więcej lat mija od roku 1944, im więcej się wie o Powstaniu Warszawskim, im więcej się czyta materiałów, świadectw, tym trudniej bronic jest decyzji o jego wybuchu. Tym którzy to robią, pozostają już właściwie tylko argumenty o honorze Polaków i o tym, że powstanie i tak by wybuchło, ponieważ ciśnienie społeczne, młodych akowców, było ogromne. Na drugiej szali jest śmierć 18.000 samych powstańców, młodej polskiej inteligencji, 150.000 ofiar cywilnych, rozstrzelanych i spalonych przez Niemców, co stanowiło prawie 1/3 wszystkich wymordowanych mieszkańców Warszawy w trakcie II wojny, i totalna destrukcja miasta. Zniszczono 85% powierzchni miasta, w tym cala jego lewą stronę.

Wysuwa się też zupełnie groteskowe argumenty za tym, że gdyby nie Powstanie Warszawskie, to Rosjanie jeszcze bardziej zdominowali by powojenną Polskę. Gdyby przeżyło te 20 tys. polskich młodych inteligentów, Polska może stałaby się wcześniej demokracja. Winę usiłuje się też zrzucić na aliantów, którzy nie pomogli, choć polskie dowództwo na Zachodzie przestrzegało, że działania alianckie są już rozpisane do końca wojny i nie w nich miejsca na nieuzgodnione inicjatywy. Rosjan winiono za to, ze nie przekroczyli linii Wisły i nie pomogli Polakom, ale Józef Stalin doskonale zdawał sobie sprawę, że Powstanie Warszawskie jest politycznie skierowane przeciwko niemu. Żadne rachuby dowództwa powstania, militarne, społeczne i polityczne nie bronią się. Nie broniły się również w roku 1944. General Władysław Anders stwierdził – „Stolica pomimo bezprzykładnego w historii bohaterstwa z góry skazana jest na zagładę. Wywołanie powstania uważamy za ciężką zbrodnię i pytamy się, kto ponosi za to odpowiedzialność”.

Continue Reading →

Polityczny apolityczny raport

Raport komisji Jerzego Millera nie kończy jej pracy, co wyraźnie zapowiedział Donald Tusk na konferencji prasowej. Jeżeli pojawią się nowe dokumenty, fakty – komisja podejmie prace na nowo. Komisja nie zakończyła również swojej pracy w sensie dokumentacyjnym – w połowie sierpnia powinien zostać przedstawiony protokół z jej prac, liczący ponad 1500 stron. Znajdą się w nim rozszerzone wersje załączników, a także cześć materiałów źródłowych.

Raport wykluczył dwie sprawy – przynajmniej formalnie. Nie było zamachu i związanej z tym destrukcji samolotu przed upadkiem na ziemię, nie było również nacisków bezpośrednich na załogę Tu 154M, choć była zapewne presja podjęcia próby lądowania. Skoczyły swój żywot wszelkie teorie spiskowe, lansowane wprost przez środowiska „Gazety Polskiej” i Radia Maryja, będące podstawą i paliwem działalności komisji sejmowej Antoniego Macierewicza. Nie oznacza to jednak, że te teorie nie będą funkcjonować dalej. Tak samo, jak nigdy nie zakończa żywota legendy miejskie, tak również teorie zamachu, dwóch samolotów, sztucznej mgły będą w obiegu. Mitomanów w polskim internecie jest wystarczająca ilość, zawsze znajdzie się „lekki” piórem i umysłem drugi Leszek Szymowski…

Opracowanie komisji Millera nie jest dokumentem śledczym, lecz badaniem. Nie określa ono winnych i nie zajmuje się przegotowaniem aktu oskarżenia. Jest jednak cennym dokumentem dla prokuratur, rosyjskiej i polskiej i jako taki będzie brany pod uwagę, nie tylko jako materiał uzupełniający, ale również jak wskazówka dla dalszego procedowania. Komisja ministra Millera wskazała przyczyny katastrofy, po stronie polskiej i rosyjskiej, skupiając się na organizacji lotu, jego przygotowaniu, przebiegu, do momentu upadku samolotu. Nie zajmowała się odpowiedzialnością polityczną, nie zajmowała się również tym, co działo się później. Braki w wyszkoleniu, skutkujące tragicznymi błędami załogi, zlekceważenie procedur, skandaliczny stan infrastruktury lotniska smoleńskiego, który był podstawa błędów kontrolerów rosyjskich – wszystko to przy zaistnieniu ekstremalnych warunków pogodowych musiało doprowadzić do katastrofy. Raport, bardzo merytoryczny, ekspercki, ma jednak wymiar polityczny, ponieważ jest polemiką z raportem MAK Tatiany Anodiny. Opierając się o te same materiały i badania, zespół Millera doszedł do podobnych wniosków co winy po stronie polskiej, ale zgoła inaczej przedstawił sprawę współodpowiedzialności Rosjan.

Continue Reading →

Dwa społeczeństwa

Do Andersa Behring Breivika nikt nie chce się przyznać. Wszyscy się odżegnują od znajomości z nim i powinowactwa poglądów. Zresztą poglądy mordercy z wyspy Utoya są mocno eklektyczne, choć budowane przez lata. Jego manifest to raczej potok myśli i zapożyczeń, niż realny projekt. I przez lata Breivik przygotowywał się do mordu, co już samo w sobie wyklucza, że był wariatem. Ale był socjopatą, którego do zbrodni popchnęły określone programy i manifesty działających w Europie ekstremistycznych organizacji, prawicowych i faszyzujących. I ma racje minister Radosław Sikorski, ze Polska jest pełna potencjalnych Breivików. Wystarczy poczytać prawicowe portale…

Społeczeństwo norweskie stanęło na wysokości zadania. Wyważone, ludzkie, ciepłe i współczujące słowa premiera, Jensa Stoltenberga, jego przekonanie, ze odpowiedzią za zamach i śmierć 76 osób będzie „więcej demokracji, więcej otwartości”. Norwegia jest i pozostanie krajem otwartym i przyjaznym, także dla emigrantów z innych kręgów kulturowych. Żadnej gry politycznej, nie tylko ze strony rządzącej partii, ale także opozycji. Wielu Norwegów zdaje sobie sprawę, że państwo i jego służby zawiodły w obliczu tego zamachu, ale nie ma histerycznych wezwań do dymisji, powoływania ad hoc komisji śledczych, czy wezwań do odwetu, lub ograniczenia dostępności do broni (a tej w Norwegii jest bardzo dużo). I nie jest to tylko sprawa porażenia ogromem tragedii, ale obraz kultury i świadomości społeczeństwa norweskiego. To zupełnie inna reakcja, niż można by się spodziewać po Amerykanach, nie mówiąc o Polakach. Żadnego ograniczenia praw obywatelskich, żadnego zaostrzenia prawa. Największe wrażenie jednak robi informacja, że odpowiedzią na zamach, zamach na demokracje tak naprawdę, jest masowy napływ nowych kandydatów do partii politycznych. Norwedzy, głownie młodzi, uznali, że konieczne jest wzmocnienie dyskusji społecznej i wsparcie państwa. W Polsce po katastrofie smoleńskiej Prawo i Sprawiedliwość tez odnotowało znaczny napływ członków. Tylko, że ich motywacją jest walka z państwem, III RP, a nie jego wzmocnienie…

Continue Reading →

Zbrodniczy ekstremizm

Morderca z Oslo i wyspy Utoya to chrześcijański fundamentalista. Więcej – katolicki, jak podają media, opuścił kościół protestancki i wstąpił do katolickiego, ponieważ ten był dla niego radykalniejszy i bardziej odpowiadający jego poglądom. I nie jest to sztuczne przypisanie Andresa Behringa Breivika, ponieważ materiały znalezione w sieci, jego autorstwa, wyraźnie sugerują, że szukał inspiracji w ideologiach sprzyjających nacjonalizmowi, rasizmowi i ksenofobii – i szukał ich w chrześcijaństwie.

Zostawiając na razie na boku cechy osobowościowe Breivika i jego konstrukcję psychiczną, należy stwierdzić, że nie było to człowiek z marginesu społecznego, czy aktywnie zaangażowany w ruchy ekstremistyczne (choć z takimi miał do czynienia, także z innych państw). To człowiek żyjący, działający, pracujący w normalnym społeczeństwie norweskim, w którym zasady wieloetniczności i wielokulturowości są normą. I w taki społeczeństwie, które prawnie, edukacyjnie, także politycznie jest przygotowane do napływu emigrantów, także innych wyznań, ras, z innych kręgów kultur, zamachowiec szukał inspiracji w religii. Oczywiście, jego poglądy są kompilacją różnych wartości (interesował się też masonerią, można znaleźć jego pozytywne opinie na temat syjonizmu i polityki Izraela wobec Palestyńczyków), ale to właśnie radykalizm chrześcijański, powiązany z kultem siły białego człowieka popchnął go do zbrodni.

Continue Reading →

Senator Piesiewicz

Kiedy pod koniec 2009 roku wybuchła afera wokół senatora Krzysztofa Piesiewicza, trudno było ją komentować. Właściwie nie bardzo było wiadomo, do jakiej kategorii ją zaliczyć – do skandali obyczajowych, takich na miarę afer Profumo, czy „bunga-bunga” Berlusconiego, czy była to afera kryminalna, z szantażem, okupem i narkotykami w tle, czy afera medialna, rozpętana dla celów politycznych. Dziś się okazuje, że wszystkiego było po trochu, a afera nie umarła, ponieważ nie tylko trwają postępowania prokuratorskie (w tym przeciwko senatorowi Piesiewiczowi), ale również ten polityk pragnie przedłużyć swoje funkcjonowanie w Senacie RP.

Na senatora Piesiewicza patrzymy jako na postać wieloznaczną. Wybitny prawnik, obrońca w wielu sprawach działaczy „S”, zaangażowany w sprawę wyjaśnienia śmierci księdza Popiełuszki. Jest to również artysta, a właściwie humanista, jego scenariusze nadawały głębi filmom Krzysztofa Kieślowskiego i nie były to proste interpretacje Dekalogu, czy innych przesłań płynących z wiary. No i na końcu również polityk, i choć bez specjalnego znaczenia formalnego, to jednak jego wypowiedzi, opinie miały wagę znaczną, jak choćby te na tematy lustracyjne. Ale sprawa afery zanegowała wszystkie te dokonania, a szczególnie rys moralny jego poczynań, słów, ocen. Jako liberał i libertyn uważałem, że dopóki senatorowi nie zostało udowodnione przestępstwo, mógł on pełnić swój mandat. Ale przez okres od grudnia 2009 do dziś nie posunęliśmy się praktycznie ani o krok do wyjaśnienia okoliczności afery, roli samego senatora. A on sam w tym nie pomaga, wręcz zaciemnia obraz.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 16. lipca

Gazetożerca, Rupert Murdoch

 

 

O czym lubimy czytać w gazetach? O tym co słychać w kraju, na świecie, sporcie, i polityce. Ale najbardziej fascynujące tematy to morderstwo, afera polityczna, oraz coś nowego na temat sławnych ludzi. Nie ma to jak miły wieczór z gazetą w ręku lub na stronie internetowej, gdzie można przeczytać o czymś co nas zszokuje, zmrozi krew w żyłach i oburzy. Włączając komputer większość z nas oczekuje wiadomości z przed kilku minut. Dzięki technologii ,szybkość przekazywania informacji jest niesamowita. Ludzie oczekują wiadomości 24/7. Oczekiwania rosną. Ludziom już nie wystarcza tylko wiadomość; ludzie oczekują zdjęć, wywiadów oraz czegoś pikantnego. Reality show przyzwyczaiły do oglądania życia zwykłych ludzi oraz celebry tow.

Popularność tych programów jest tak duża, że producenci wymyślają coraz to bardziej kontrowersyjne programy aby zachęcić widzów do oglądania. Widzom wydaje się, że maja prawo do podglądania życia innych ludzi. W USA programy typu „Jersey Show” „Kardashians” „Jean Simmons Show” etc. maja niesamowita oglądalność. Az do momentu kiedy wydarzy się coś strasznego. Wtedy wszyscy wyrażają oburzenie, że jak to ktoś śmiał wykorzystać kogoś życie prywatne aby zarobić. W pewnym sensie technologia niszczy prawdziwe dziennikarstwo. Darmowy dostęp do większości gazet powoduje ich masowa bankructwa. Nawet mogul, The New York Times, obawiając się upadku finansowego postanowił udostępnić tylko 20 artykułów w przeciągu czterech tygodni za darmo zmuszając tych, którzy czytają tę gazetę do subskrypcji. Gazety, które nadal zarabiają to plotkarskie i sensacyjne tabloidy.

Continue Reading →

Decyzja w sprawie KRRiT

W mediach publicznych jest jak w serialu “Moda na sukces” albo w innych telenowelach, brazylijskich, czy wenezuelskich, pełniących w telewizji z ulicy Woronicza rolę misyjną. Jakiś układ próbuje przejąć interes, inny go broni, cyngle, udający niezależność starają się odzyskać pozycje, a jakiś polityczny “ojciec chrzestny” szybko przeciwdziała. “Pożyteczni idioci”, lub takowych udający, a tak naprawdę żyjący z tego tortu medialnego, dalej bredzą o tym, że znów jest realizowany zamach na “polską instytucję kultury”, czy na dziedzictwo kulturowe i “niezależność mediów”…

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji to ciało dość kuriozalne, zapisane w Konstytucji RP, właściwie jako dodatkowy ośrodek władzy. I jeżeli jeszcze lata temu, kiedy z demokracją życia politycznego i społecznego szła konieczność zapewnienia odgórnie pluralizmu mediów, jej pozycja miała uzasadnienie. Dziś, kiedy ład reguluje rynek, jej funkcjonowanie w takiej postaci ma sens ograniczony. No, chyba że wykorzystuje się ją instrumentalnie – i politycznie.

Decyzja prezydenta Bronisława Komorowskiego, podtrzymująca dalsze działanie KRRiT w tym składzie, pomimo odrzucenia jej sprawozdania przez Sejm i Senat, jest oczywiście decyzją polityczną. To, że Sejm i Senat wnioski odrzuciły, głosami i PO i PiS, świadczy nie o tym, że obie te formacje tak samo oceniały jej pracę, ale o tym, że miały zgoła różne wobec niej oczekiwania i ocenę, właśnie polityczną. Bo przecież KRRiT w roku 2010 to tak naprawdę dwie rady – jedna pod kierownictwem Witolda Kołodziejczyka – człowieka PiS, druga – Jana Dworaka – człowieka prezydenta, mniej PO.

Continue Reading →

Wieszcz IV RP

Pamiętam jak w roku 2007, po słynnym wywiadzie redaktor Joanny Lichockiej z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem, poetą z Milanówka, w „Rzeczpospolitej”, rozległy się zewsząd głosy zachwytu – ach, jak wspaniale, poeta Rymkiewicz oddał rzeczywistość, ducha zmian, jakie zaszły w IV RP, i o duchu Józefa Piłsudskiego w ciele Jarosława można było przeczytać, i o tym, jak to Polacy świadomie wybrali takiego dobro. Poetę Rymkiewicza niosło, a Joanna Lichocka dała mu pohasać. A jak megalomanom daje się popłynąć, to nie mogą się zatrzymać…

Rymkiewicz, urodzony w 1935 roku, w młodości stalinista, i to wbrew pozorom ideowy i groźny, o czym wspominają żyjący jeszcze dziennikarze tygodnika „Po prostu”, znający Piłsudskiego tylko z przekazów, do którego zapałał miłością już po okresie zafascynowania innym Józefem, od lat widzi w Kaczyńskim nie prawdziwą postać polityczną – tylko swoje wyobrażenie z lat młodzieńczych. Taka mitologizacja to nadużycie, wobec pamięci Marszałka i jego politycznych dokonań. W tym samym wywiadzie Rymkiewicz obraża inteligencję, podpisując się pod słynnymi słowami o wykształciuchach Dorna. I rozgrzesza Jarosława Kaczyńskiego za wszystko (w tym za koalicję z LPR i SO).

Continue Reading →

Gra aborcją

Jest w Polsce powszechne, niestety, przekonanie, że to, co część społeczeństwa uważa za normę moralną, musi być narzucone reszcie obywateli, jako norma prawna. Na szczęście jednak prawo polskie, zgodne z ustawą zasadniczą, stoi na straży praw obywatelskich. I mam nadzieję, że tak również będzie w przypadku obywatelskiego projektu Fundacji „PRO-Prawo do życia” o całkowitym zakazie aborcji.

Projekt, pilotowany przez p. Mariusza Dzierżawskiego i środowiska zbliżone do „Frondy” zakłada zmianę ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży w kierunku maksymalnie restrykcyjnym. Dziś aborcja, według tej ustawy, niesłusznie nazywanej „kompromisem aborcyjnym”, jest możliwa w trzech przypadkach – zagrożenia życia lub zdrowia matki, ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu, lub gdy ciąża jest wynikiem przestępstwa gwałtu, czy kazirodztwa. Projekt zakłada wykluczenie z prawa tych wyjątków.

Ten projekt to klasyczna próba zaciemnienia obrazu sytuacji kobiet w imię interesu określonej grupy, działającej z pobudek ideologicznych. Jak słusznie zauważył Jacek Żakowski, u podstaw tej propozycji nie stoi wcale dbałość o dobro człowieka, kobiety i nienarodzonego dziecka, ale o oczyszczenie własnego sumienia „obrońców życia poczętego”, którzy doprowadzając do jej delegalizacji, zepchnęli dziesiątki tysięcy kobiet do podziemia aborcyjnego. Brak mechanizmów opieki nad kobietami i nad nowo-narodzonymi, a nie chcianymi dziećmi, obnaża hipokryzję tych środowisk, związanych z Kościołem katolickim. To rozwiązani, które promuje fundacja „PRO-Prawo do życia”, to zgoda i ciche przyzwolenie na funkcjonowanie podziemia aborcyjnego. Gdyby środowiska pro-life rzeczywiście chciały walczyć z aborcją i jej skutkami społecznymi, to wspierałaby wszelkie dostępne projekty dotyczące świadomego macierzyństwa, programy pomocy samotnym matkom, a przede wszystkim programy edukacji seksualnej. Ale łatwiej jest jednak zamknąć oczy i usta innym, niż zająć się sprawą w imię interesu społecznego. I zakazać bezwzględnie aborcji.

Poparcie tego projektu, przez dużą cześć posłów, także rządzącej Platformy Obywatelskiej, czym faktycznie jest skierowanie projektu do komisji sejmowej, jest już grą polityczną. Posłowie, którzy o tym zdecydowali, powinni zdawać sobie sprawę, w imię interesu społecznego i praw obywatelskich, że proponowana regulacja jest szkodliwa. Jeżeli uważają, że aborcja jest zbrodnią, to powinni dołożyć wszelkich starań, aby prawo działało w interesie kobiet. Jednak już ponad 3 lata procedowania nad regulacjami dotyczącymi in vitro, pokazuje, że PO nie potrafi dać sobie rady z trudnymi tematami społecznymi.

Gra polityczna aborcją rozkręca się na dobre – SLD składa własny wniosek ustawy o „o świadomym rodzicielstwie”, środowiska pro-life postanowiły „lustrować” przyszłych posłów pod kątem ich opinii na temat aborcji i wystawiać im certyfikaty „moralności”. A dziesiątki tysięcy ciężarnych kobiet, zostawionych samym sobie, pełne domy dziecka i podziemie aborcyjne, pozostają poza nawiasem tej walki…

Azrael

Zapiski zza Atlantyku – 24. czerwca

Sieć kłamstw

W serialu „House” główny bohater zawsze powtarza te same słowa – „wszyscy kłamią”. W erze reality shows, mediów o skrajnych poglądach politycznych, zakłamanych polityków jest coraz trudniej uwierzyć, że prawda ma jakakolwiek wartość. Dziennikarze zmieniają fakty, politycy kłamią i nie wiadomo kto mówi prawdę. Coraz więcej wpływowych, dobrze wykształconych i na wysokim stanowisku ludzi uważa, że może łamać prawo a kłamstwo popłaca. Czy ludzie kłamią więcej niż kiedyś? Czy większość z nas zdaje sobie sprawę, że jeżeli polityk kłamie pod przysięgą, skutki tego kłamstwa mogą mieć negatywny efekt na życie wielu ludzi? Ludzie przywykli i akceptują, że politycy kłamią, że ich znajomi kłamią i że dziennikarze kłamią. Wiec w takim razie komu można ufać?

James B. Stewart, piszący dla The New York Times, a poprzednio dla The New Yorker, The Wall Street Journal czy Smart Money wydał książkę pt. “ Tangled Webs” , książkę o ludziach, którzy posiadali sławę i pieniądze. Mimo tego postanowili złamać prawo wierząc, że nikt ich na tym nie złapie. Stewart zebrał informacje na temat wielu sławnych osób , które myślały, że są ponad prawem. Marta Stewart (ikona TV zajmująca się robieniem czegoś z niczego), Bernie Madoff (sławny z największego przekrętu, zwanego Ponzi ), Lewis „Scooter” Libby (pracujący dla Dicka Cheneya, który wyjawiał sekrety CIA) czy Barry Bonds (król baseballa używający sterydów). Wszyscy wiedząc, że zrobili źle, rozmyślnie kłamali pod przysięgą, uniemożliwiając śledztwo. Stewart stwierdził, że wyjawienie prawdy było zbyt skomplikowane i dlatego owe osoby kontynuowały kłamanie. Prawda jest często trudna, kłamstwo jest łatwiejsze. We wszystkich wypadkach, kiedy prawda została ujawniona, owe osoby nie zostały skazane za czyny niezgodne z prawem, ale za kłamanie pod przysięga oraz nieumożliwianie śledztwa.
Scooter Libby nie został oskarżony o wyjawienie tajnych informacji CIA, ale za podanie fałszywych zeznań przed komisją federalną. Barry Bonds został skazany za uniemożliwienie przeprowadzenia śledztwa w sprawie ujawnienia, że brał narkotyki. Marta Stewart poszła do więzienia za kłamanie pod przysięgą, a nie za to, że korzystała z tajnych informacji dotyczących inwestycji. Żadna z tych osób nie twierdziła, że jest niewinna. Większość poszła do wiezienia, oprócz Scootera Libby, który został ułaskawiony przez George W. Busha. Te ułaskawienie świadczy bardzo źle o systemie sprawiedliwości w USA. James Stewart podkreślił, że co roku do wiezienia idą ludzie za gwałt, za napady, za morderstwa etc. Ludzie są informowani o tego typu przestępstwach, ale bardzo rzadko o procesach ludzi, którzy zajmowali wysokie stanowiska, złamali prawo, kłamali pod przysięgą oraz uniemożliwiali śledztwo.

Continue Reading →

Tadeusz Rydzyk i jego dzieła

Tadeusz Rydzyk i jego koncern medialny działają w przestrzeni publicznej już prawie 20 lat. Nie napiszę, że w Kościele Katolickim, bo ten człowiek pasterzem, księdzem, przestał być dawno. Jest głównie politykiem, biznesmenem, manipulatorem medialnym, może agentem wpływu– ale nie księdzem. Wszystkie jego wypowiedzi, te mniej i bardziej ukryte, znane od lat tłumaczone były słowami – „ależ przecież on prowadzi taką wspaniałą działalność ewangeliczną!”. To kłamstwo, nie ma czegoś takiego jak „dzieło” Tadeusza Rydzyka, nie ma żadnego fenomenu ewangelizacji, jest po prostu interes, realizowany kosztem wiernych, na czele którego stoi katolicki ksiądz, wspierany autorytetem całej hierarchii polskiego Kościoła.

Tadeusz Rydzyk wykorzystując antenę swojego radia i swojej telewizji, publikując „Nasz Dziennik” buduje swoją sferę interesów. A politycy tak zwanej prawicy razem z nim. Raz był to Roman Giertych, innym razem Marek Jurek, potem Jarosław Kaczyński. Niepostrzeżenie politycy stali się zakładnikami toruńskiego redemptorysty, poddającymi się jego manipulacjom. I nic nie jest wstanie oderwać ich od niego, ani antysemickie teksty na antenie radiowej, ani sprawdzone i potwierdzone dokumentami informacje o współpracy z SB naczelnego ideologa Radia Maryja, Jerzego Roberta Nowaka, ani nawet ścisła współpraca z polonijnym biznesmenem podejrzanej konduity, Janem Kobylańskim. Rydzyka rozgrzeszano z parszywych słów, przymykano oczy na machloje finansowe. W imię czego? A, jak zwykle – w imię interesu, przybranego w szaty moralności.

Continue Reading →

W interesie Jarosława Kaczyńskiego

Sędzia prowadzący sprawę wytoczoną Jarosławowi Kaczyńskiemu przez byłego szefa MSWiA Janusza Kaczmarka, wydał postanowienie o badaniu psychiatrycznym oskarżonego. Jest to właściwie postanowienie o ” dopuszczeniu dowodu z opinii dwóch biegłych lekarzy psychiatrów celem odpowiedzi na pytanie, czy stan zdrowia psychicznego oskarżonego pozwala na udział w postępowaniu sądowym”, jak podał wydział prasowy sądu. Oznacza to, że sąd działa na rzecz oskarżonego, sprawdzając, czy ze względu na stan zdrowia jest on gotowy do trudów procesu.

Sąd działa w ramach swoich uprawnień i na nic opinia, że jest to decyzja polityczna. Więcej – biorąc pod uwagę wypowiedzi, jakich udzielał Jarosław Kaczyński, że traumatyczne wydarzenie związane ze śmiercią brata i przyjaciół w katastrofie smoleńskiej zmusiły go do brania silnych leków, sędzia Maciej Jabłoński miał obowiązek zlecić badania. No, chyba, że jak twierdzi były przyboczny Kaczyńskiego, Michał Kamiński, ten w wywiadzie dla „Newsweeka” z września ubiegłego roku kłamał o przyjmowaniu medykamentów po katastrofie i w trakcie prezydenckiej kampanii wyborczej. Sytuacja dla sądu jest więc niejasna. Konieczna jest weryfikacja, ponieważ zachodzi sytuacja, która doskonale jest opisana w komentarzu do art. 202 kpk;

Przyczyną sprawczą powołania biegłych lekarzy psychiatrów w celu wydania opinii o stanie zdrowia psychicznego oskarżonego są uzasadnione podejrzenia co do występowania zakłóceń czynności psychicznych oskarżonego, mających istotne znaczenie dla toczącego się postępowania. Nie wystarczą same wątpliwości co do stanu zdrowia psychicznego oskarżonego, ale muszą one dotyczyć także tego, że są one tego rodzaju, że nasuwają wątpliwości co do jego poczytalności lub możliwości uczestniczenia w postępowaniu.

Continue Reading →

Raport Kalisza

Komisja śledcza badająca okoliczności śmierci Barbary Blidy, działająca ponad 3 lata, zakończyła swoją działalność i przygotowała liczący ponad 250 stron projekt raportu. Jest to autorski projekt jej przewodniczącego, Ryszarda Kalisza. Główną konkluzją projektu, ale wcale nie najważniejszą z punktu widzenia prawa, jest wniosek o postawienie byłego premiera, Jarosława Kaczyńskiego i byłego ministra sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobry przed Trybunałem Stanu, a także stwierdzenie, że Barbara Blida nie chciała popełnić samobójstwa. Projekt został przekazany posłom, którzy mają pełne cztery tygodnie na na poprawki i zdania odrębne.

Jestem zaskoczony nie tyle konkluzjami samego raportu, co tym, że jego zapisy są tak daleko idące. Przyznam, że przez dłuższy czas uważałem, że Ryszardowi Kaliszowi brakuje determinacji w doprowadzeniu do końca całej tej sprawy. Zarzuty opieszałości wysuwane pod jego adresem (także przez polityków lewicy, w tym Leszka Millera), brak reakcji na przeciągające się postępowanie w prokuraturze w Łodzi, a także dość dziwne procedury utajniania dokumentów, w tym także z przesłuchań, dawały podstawy do wysuwania wniosków, że Ryszardowi Kaliszowi przestało zależeć na wyjaśnieniu okoliczności śmierci posłanki, lub ma problemy, o czym się mówiło w kuluarach sejmowych, że pewne sprawy z czasów, kiedy był ministrem spraw wewnętrznych, mogą rzutować na jego decyzje. Teraz z kolei jest oskarżany o działanie z pobudek politycznych. I jest to prawda, ponieważ komisja badająca okoliczności śmierci byłej posłanki SLD została powołana z pobudek politycznych – tak samo jak wszystkie poprzednie, od komisji rywinowskiej poczynając. Raport finalny będzie również skażony politycznie, o ile Ryszard Kalisz i inni członkowie zdecydują się na kompromisy. Mam nadzieję, że nie będą one iść za daleko, ponieważ poseł SLD znów wziął na siebie odpowiedzialności politycznej za tę sprawę. A jest to ważne, ponieważ już od dawna formułowano opinię, że za śmiercią Blidy stoi „mafia polityczna”, o czym mówił otwarcie nie tylko pełnomocnik rodziny Blidów, nieżyjący już mecenas Leszek Piotrowski, ale pisali i mówili tak otwarcie również publicyści i politycy.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 12. czerwca

Decyzja

Ciekawe czy za kilkadziesiąt lat, Jack Kevorkian, lekarz śmierci, będzie uważany za szarlatana czy za kogoś kto przyczynił się do tego, że chorzy umierający w bólu mogli go zakończyć. W wielu krajach prawo zabrania lekarzom zastosowania środków medycznych aby pomoc choremu w zakończeniu życia. Większość religii jest przeciwko uważając taki czyn za niemoralny.

Ktokolwiek przeżył cierpienie bliskiego umierającego na raka czy inną chorobę pozbawiająca godności i prowadząca do śmierci, wie jak straszliwe są takie momenty. Bycie świadkiem cierpienia kochanej osoby oraz bezsilność niszczy wszystko, włącznie z żyjącymi. Świadomość bezsilności jest najgorsza. Jedyne, co można dać, to czas, miłość, obecność aby może ulżyć w bólu. Decyzja o zakończeniu życia jest bardzo trudna. Ból oślepia. Czasami jest tak ogromny, ze ludzie nie myślą, że to juz koniec, po prostu nie chcą już czuć bólu. Prawo zabrania lekarzom w asystowaniu przy samobójstwie. Jednak wielu lekarzy pomaga pacjentom. Jack Kevorkian, patolog był osobą, dzięki której tzw. asystowanie przy samobójstwie zostało nagłośnione. Kevorkian uczestniczył w 130 śmierciach z wyboru. W zeszłym tygodniu, kiedy zmarł w szpitalu bez niczyjej pomocy miał 83 lata.

W 1990 roku, W Detroit, Janet Adkins poprosiła Kevorkiana aby pomógł jej umrzeć. Kevorkian przygotował wszystko a Adkins nacisnęła guzik aby leki przeciwbólowe oraz trucizna zostały wstrzyknięte w jej organizm pozbawiając ją życia. W ten sposób Kevorkian asystował w śmierci wielu ludzi. Aż do roku 1998 kiedy to pomagając Tomowi Youk umierającego na chorobę Lou Gehrig popełnił dużą pomyłkę. Kevorkian wysłał video ukazujące ostatnie momenty życia Youka do programu 60 Minutes. Video ukazywało Kevorkiana pytającego Youka czy zgadza sie na zakończenie życia. Jako potwierdzenie Youk mial kiwnąć głową. W tym przypadku zamiast pacjenta naciskającego guzik z lekami oraz trucizna, Kevorkian był tym, który to zrobił. Prokurator Oakland County oglądając ten program nie mógł uwierzyć w to co zobaczył. To tak jakby Kevorkian prosił się o skazanie. Kevorkian spędził 8 lat w wiezieniu i w 2007 roku został wypuszczony na wolność.

Continue Reading →

  • Facebook