Unia i demokracja

Nawiązując do starego powiedzenia brytyjskiego męża stanu, Winstona Churchilla, Unia Europejska (dziś) to najgorszy możliwy system polityczny dla Europy, ale nikt nie wymyślił lepszego. To najlepszy z możliwych, jaki do tej pory nasz kontyngent miał, choć pewnie sympatycy Napoleona, a może i jego wrogowie, bardzo się obruszą..

Jeszcze kilka miesięcy temu nie brałem pod uwagę możliwości rozpadu Unii Europejskiej, dziś jednak takie zagrożenia widzę. Nie wynikają one jednak z wyraźnej słabości instytucji unijnych, ale raczej ze słabości władzy politycznej w najsilniejszych państwach członkowskich. Mają rację ci z komentatorzy, którzy twierdzą, że przyjęty właśnie (technicznie) Pakt Fiskalny jest mniej narzędziem polityki wewnątrzunijnej, a bardziej wypadkową polityki wewnętrznej najsilniejszych dwóch państw – Niemiec i Francji . Angela Merkel ma wkrótce wybory, a cząstkowe wybory w landach od dawna pokazują, że z jej CDU i jej przywództwem nie jest najlepiej. Dlatego kanclerz musi pokazywać, że niemiecki wkład netto w unię nie idzie na marne. Nicolas Sarkozy ma wybory jeszcze szybciej, a w jego przypadku, gdzie stanie bezpośrednio w szranki, błędy na forum europejskim byłyby jeszcze bardziej widoczne. Dlatego też jego postulaty wzmocnienia roli państw euro w podejmowaniu decyzji w skali całej UE i wzrost znaczenia szczytów przywódców, kosztem instytucji unijnych, były tak ważne. Tylko, czy jest to zgodne z literą, a przede wszystkim zapisami Traktatu Lizbońskiego? Można wątpić.

Pakt Fiskalny tylko teoretycznie uchronił Unię Europejską przed podziałem na Europę dwóch prędkości. Ona istniała i istnieje dalej, póki na w całe UE nie ma jednolitej waluty (wyłączmy na stale z tego Wielką Brytanię, stosującą nową europejską, finansową wersję polityki splendid isolation – ale tylko tam, gdzie Brytyjczykom jest to wygodne). Jednak sam pakt działa przeciwko zasadzie równości i solidarności WSZYSTKICH państw Unii Europejskiej, gdzie wszystkie kraje (proporcjonalnie) partycypują w podejmowaniu decyzji na temat spraw ważnych dla całego kontynentu. Przesunięcie nacisku na ustalenie szczytów przywódców państwa i uruchomienie procedury wynikającej z umowy międzyrządowej nie jest dobrym krokiem.

Continue Reading →

Chory człowiek Europy

Dziś to nie Grecja, Włochy, czy Hiszpania są największym problemem Unii Europejskiej. Nie jest to nawet problem kryzysu euro. Tym problemem są Węgry i jej przywódca, nacjonalista i populista Victor Orbán.

Od czasu niesławnej pamięci Austriaka Joerga Heidera nie ma w tej chwili w Inii Europejskiej takiego problemu, jak Węgry i ich polityka, zarówno wewnętrzna, jak i wobec wspólnoty europejskiej. Nakłada się na to katastrofalny stan ekonomii węgierskiej, odziedziczony po poprzednich rządach socjalistów, ale pogłębiony decyzjami rządu Orbána. Dziś dług wewnętrzny Węgier przekracza 80% PKB, obligacje krótkoterminowe i średnioterminowe są na poziomie śmieciowym (obsługa to prawie 10% rocznie), forint poleciał w ostatnich tygodniach na łeb. Wszystko to powoduje odpływ kapitału zagranicznego, inwestycyjnego, ale także tego akumulowanego przez samych Węgrów. Ostatnie informacje są takie, że Węgrzy masowo pozbywają się forintów i transferują środki za granicę. Może to oznaczać załamanie systemu bankowego Budapesztu. Orbán przez pewien czas bronił się przed pomocą finansową Unii Europejskiej. Dziś nie ma praktycznie wyjścia, ale już nie tylko grają rolę czynniki ekonomiczne, ale również polityczne.

Większy jednak problem ma Europa z Węgrami w sferze praw demokratycznych. Orbán doszedł do władzy na fali zmęczenia rządami socjalistów Ferenca Gyurcsányego, który okłamywał wyborców co prowadzonej przez socjalistów polityki gospodarczej. Fidesz zdobył władzę bezdyskusyjnie i przy silnym poparciu społecznym, w oparciu o demokratyczne procedury. Uzyskał również coś, czego do tej pory nie uzyskała żadna partia w Polsce – taką przewagę w parlamencie, która pozwoliła Orbánowi na swobodne zmiany w konstytucji państwa. W roku 2010 węgierski parlament uchwalił nową konstytucję, która zmieniła nazwę państwa z „Republika Węgier” na „Węgry”, co było czytelnym nawiązaniem do idei Wielkich Węgier. A Węgrzy zamieszkują nie tylko terytorium państwa, określonego granicami po rozpadzie monarchii austro-węgierskiej, ale są również na Ukrainie, w Chorwacji, Rumunii i Słowacji. Szczególnie z tymi dwoma ostatnimi państwami relacje na tle mniejszości węgierskiej nie są najlepsze. Nowa konstytucja pozwala na przyznawanie obywatelstwa Węgrom nie mieszkającym i nie urodzonym na terytorium dzisiejszych Węgier.

Continue Reading →

To nie był szczyt sukcesu

Prywatnie używam określenia „czas przeszły, dokonany”. Oznacza to, że pewne jest tylko to, co zostało zrealizowane, zamknięte i wyniki są już znane. Pieniądze zostały wydane, lub zarobione, zamierzony skutek osiągnięty. W przypadku zakończonego szczytu państw Unii Europejskiej w Brukseli (w tym roku już ósmego, jak zwykle – przełomowego), nie mamy pewności, że jego postanowienia przyniosą skutek. Nie wiemy nawet, czy wspólna waluta, euro, zostanie utrzymana i czy sama Unia Europejska przetrwa następny rok.

Problem polega na tym, że to co postanowiono na szczycie, dotyczy głównie zagadnień organizacyjnych i prawnych, a nie problemów zadłużenia całej Unii Europejskiej i deficytów poszczególnych państw. Unia w całości zadłużona jest na ponad 7 bilionów euro, i w dalszym ciągu brak mechanizmów i pomysłów, jak ten deficyt zmniejszać. Unia fiskalna i kotwica zadłużenia dla wszystkich państwa UE na jednakowym poziomie to jednak trochę mało. Kontrola poziomów deficytów poszczególnych państw to jeszcze nie jest polityka fiskalna całej Unii. Szefowie państw Unii nie zdecydowali się nie przedstawienie projektów wprowadzenie podatków zunifikowanych, ze względu na opinie publiczną własnych państw. Umowa międzyrządowa, regulująca te zagadnienia, zostanie poznana dopiero w marcu przyszłego roku. Dlaczego? Dlatego, że nie ma szans na wprowadzenie tego w trybie zmian w traktacie europejskim, jak i ze względu na stanowisko Wielkiej Brytanii.

Stanowisko Dawida Camerona, brytyjskiego premiera, to przykład tego, jak rząd Wielkiej Brytanii rozumie interes własnego kraju w kontekście wspólnoty. To klasyczny przykład egoizmu narodowego, przedkładany nad interes pozostałych państw. Cameron uważa, że postulowany przez niektórych podatek od transakcji finansowych banków uderzyłby w londyńskie City, co jest prawdą, ale przecież transakcje prowadzą tma również banki, fundusze, przedsiębiorstwa państw kontynentu. Drugi problem Camerona polega na tym, że jego rząd jest w imadle politycznych uwarunkowań wewnętrznych. Z jednej strony grozi mu rozłam wewnątrz własnej partii, gdzie istnieje silne lobby konserwatystów gotowych do przeprowadzenia referendum wyprowadzającego Wielką Brytanię z Unii Europejskiej, z drugiej strony liberałowie pod wodzą Nicka Clegga mogą doprowadzić do rozpadu koalicji rządowej i do rozpisania przedterminowych wyborów. A trzeci problem, już czysto prestiżowy – Cameron chciał się zdystansować do Niemiec i Francji, od tego, że to teraz te dwa kraje nadają ton dyskusji o kryzysie unijnym.

Continue Reading →

Indeterminizm federacji Europy​

Historia pokazuje, że wielkie przemiany następują w momentach kryzysów, a nie wtedy, kiedy wszystko idzie utartym torem i kiedy panuje spokój i dobrobyt. Carat, cesarstwo austro-węgierskie upadły w wyniku I Wojny Światowej. Hitler doszedł do władzy na fali niezadowolenia z osłabienia Niemiec po Traktacie Wersalskim, ale głównie z powodu Wielkiego Kryzysu. II Wojna Światowa zakończyła rolę Wielkiej Brytanii jako imperium, a wyniosła do roli hegemona światowego Stany Zjednoczone.

Jeżeli chcemy uniknąć tu, w Europie, następnego wielkiego kryzysu, może nie tak krwawego i brzemiennego jak wojny, należy zrobić wszystko, aby kraje europejskie, nie tylko te należące do Unii Europejskiej, zacieśniły ze sobą współpracę. Odpowiedzią na kryzys ekonomiczny, który jeszcze jest do opanowania, może być tylko ściślejsza współpraca państw. Więcej Europy, więcej współpracy, a nie mniej. I to jest credo wystąpienia ministra Radosława Sikorskiego w Berlinie – a wezwanie Niemiec do przewodzenia przemianom jest tylko środkiem do realizacji pomysłu integracyjnego, a nie zaproszeniem do rządzenia Europą.

Radosław Sikorski ogłaszając swoje tezy w Berlinie, na Forum Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej doskonale wiedział, co czyni. Niemcy to kraj stabilnej, kontrolowanej demokracji, zbudowanej na zgliszczach totalitaryzmu, najsilniejszy w Europie, politycznie i ekonomicznie, ale na równi z innymi odpowiedzialny za kryzys deficytów budżetowych wielu państw Unii. To również kraj, który silnie promował zapisy Traktatu Lizbońskiego, a także rozszerzenie Unii Europejskiej. Wystąpienie w Berlinie ma inny oddźwięk, niż te same słowa wypowiedziane w Warszawie, czy nawet w Brukseli. Głos kraju jeszcze nowego w Unii, ale za to w tej chwili jednego z najsilniejszych ekonomicznie musi być podstawą do dyskusji. Wezwanie Niemiec do przewodnictwa ma także inny wymiar – to przypomnienie, że beneficjantem zadłużenia krajów Europy Południowej są właśnie Niemcy, jako największy eksporter towarów. Za kryzys strefy euro są również odpowiedzialne kraje Europy Północnej, nawet te, które wspólnej waluty nie przyjęły, jak Wielka Brytania.

Continue Reading →

Zbrodniczy ekstremizm

Morderca z Oslo i wyspy Utoya to chrześcijański fundamentalista. Więcej – katolicki, jak podają media, opuścił kościół protestancki i wstąpił do katolickiego, ponieważ ten był dla niego radykalniejszy i bardziej odpowiadający jego poglądom. I nie jest to sztuczne przypisanie Andresa Behringa Breivika, ponieważ materiały znalezione w sieci, jego autorstwa, wyraźnie sugerują, że szukał inspiracji w ideologiach sprzyjających nacjonalizmowi, rasizmowi i ksenofobii – i szukał ich w chrześcijaństwie.

Zostawiając na razie na boku cechy osobowościowe Breivika i jego konstrukcję psychiczną, należy stwierdzić, że nie było to człowiek z marginesu społecznego, czy aktywnie zaangażowany w ruchy ekstremistyczne (choć z takimi miał do czynienia, także z innych państw). To człowiek żyjący, działający, pracujący w normalnym społeczeństwie norweskim, w którym zasady wieloetniczności i wielokulturowości są normą. I w taki społeczeństwie, które prawnie, edukacyjnie, także politycznie jest przygotowane do napływu emigrantów, także innych wyznań, ras, z innych kręgów kultur, zamachowiec szukał inspiracji w religii. Oczywiście, jego poglądy są kompilacją różnych wartości (interesował się też masonerią, można znaleźć jego pozytywne opinie na temat syjonizmu i polityki Izraela wobec Palestyńczyków), ale to właśnie radykalizm chrześcijański, powiązany z kultem siły białego człowieka popchnął go do zbrodni.

Continue Reading →

Traktat Lizboński, czyli zwycięstwo partii zagranicy

Od dnia dzisiejszego Polska jest jest już pod jurysdykcją Traktatu Lizbońskiego, zwanego też Traktatem Reformującym. To ważne przypomnienie, że TL nie jest dokumentem skończonym i pełnym, bez znajomości innych aktów prawnych i nie będzie pełny, bez przepisów wykonawczych, zarówno na szczeblu całej Unii Europejskiej, jak i poszczególnych państw.

Najważniejszą zmianą, jaką wprowadza Traktat Lizboński nie jest to, że wprowadzone zostają funkcje przewodniczącego Rady Europejskiej, zwanego (umownie) unijnym prezydentem, oraz wysokiego przedstawiciela ds. polityki zagranicznej i obronnej, zwanego ministrem spraw zagranicznych. To tylko symbole unijnej jedności, ale o znaczeniu dość ograniczonym. Dalej najważniejszą rolę będą odgrywały spotkania wszystkich przywódców unijnych, a w sferze realnej polityki, największą rolę będą ogrywali silni przywódcy silnych państw UE. I Polska tę możliwość poza formalnego oddziaływania na struktury Unii ma, pod warunkiem, że potrafi, po pierwsze, odbudować relacje i przywództwo w krajach regionu, po drugie, będzie potrafiła odbudować i wzmocnić relacje z Niemcami i Francją, a po trzecie – znormalizuje stosunki z Rosją. I przestanie się oglądać na Stany Zjednoczone.

Najważniejszą formalną zmianą w Unii Europejskiej jest to, że stanie się ona podmiotem prawa międzynarodowego (otrzyma osobowość prawną). Drugą ważną sprawą jest to, że wzrasta rola Parlamentu Europejskiego, a więc również jego szefa (Jerzego Buzka, który będzie sprawował swoją funkcję 2,5 roku – pół kadencji). To właśnie Europarlament będzie decydował o budżecie całej UE i poszczególnych stref aktywności, a także o polityce energetycznej, współpracy transgranicznej, ochronie danych osobowych – choć głos zatwierdzający będzie miała Komisja Europejska i zgromadzenie państw unijnych. Ale z kolei ograniczono w wielu wypadkach prawo veta.
Wbrew pozorom zwiększy się rola parlamentów poszczególnych państwa, które będą oceniać propozycje prawne, legislacyjne Komisji Europejskiej. I jeżeli ponad połowa parlamentów krajów unijnych wypowie się o projekcie negatywnie, projekt upadnie.

Continue Reading →

Pandemia firm farmaceutycznych

Już nie z dnia na dzień, ale z godziny na godzinę coraz wyraźniej widać, że epidemia, czy nawet pandemia gryp (sezonowej i „świńskiej”) jest wielkim, zakrojonym na globalną skalę szwindlem firm farmaceutycznych, organizacji międzynarodowych, które powinny stać na straży dobra i bezpieczeństwa pacjentów, no i oczywiście mediów, które już lata temu przestały informować rzetelnie o tym co się dzieje, ale za swój cel (oprócz zarabiania pieniędzy) postawiły chęć kreowania nowej rzeczywistości zagrożenia.

Kiedy w kwietniu tego roku wybuchła pierwsza fala histerii grypowej, profesor Czapiński wezwał media do zaprzestania epatowania idiotycznymi newsami i tytułami na temat epidemii, gdzie 150 osób porównywało się do hekatomby epidemii z czasów I Wojny Światowej. W przypadku grypy przesunięta została granica przyzwoitości, gdzie pogoń za zyskiem powinna się zatrzymać. W przypadku epidemii jest to granica wywołania paniki społecznej.

Żerowanie na krwi, przemocy i patologiach to rzecz niegodna. Problem jest tylko taki, że dla mediów, szczególnie elektronicznych, takiej granicy nie ma. Dało się także w Polsce zaobserwować, że właśnie pod wpływem mediów Polacy gremialnie poszli do przychodni, choć tak naprawdę racjonalne podejście do choroby i zastosowanie tradycyjnych metod leczenie w 99% przypadkach wystarczy do wyleczenia.

Continue Reading →

Europa odetchnęła

3. listopada 2009 roku to ważny dzień dla Unii Europejskiej i całej Europy. Choć nie jest to dzień świąteczny, ani radosny. Raczej dzień ulgi.

Dawid Cameron, lider brytyjskich konserwatystów, którzy najprawdopodobniej w czerwcu przyszłego roku wygrają wybory do Izby Gmin, zapowiedział, że nie zostanie rozpisane ogólno brytyjskie referendum w sprawie Traktatu Lizbońskiego. Uznał, że jest już „pozamiatane” i robienie sztucznej atmosfery walki o „niezależność” mija się z celem. Polscy eurosceptycy utracili ostatnią nadzieję na to, że tak przez nich wulgarnie określany „Eurokołchoz” się załamie. Nic z tego, ale przecież Cameron, według polskich standardów plasuje się na lewej stronie Platformy Obywatelskiej…

Koniec ponad 1,5 rocznej zabawy o ratyfikację i przyjęcie Traktatu Lizbońskiego odbył się formalnie w czeskiej Pradze, dokładnie o godzinie 15.00. Prezydent Vaclav Klaus, po decyzji czeskiego Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł zgodność Traktatu Lizbońskiego z czeską Konstytucją, podpisał dokumenty ratyfikacyjne. Choć uczynił to, jak zaznaczył to w swoim oświadczeniu, z ciężkim sercem, traktując decyzję czeskiego trybunału jako presję polityczną. Poddał się jednak prawnej procedurze, uznającej, że Traktat Lizboński za zgodny z czeską ustawą zasadniczą.

Wbrew niektórym opiniom, nie należy traktować sytuacji, w jakiej znalazł się Vaclav Klaus jako klęski. Czeski prezydent, nie tyle eurosceptyk, co polityk konsekwentny, stanowczy i niezmienny w swoich poglądach, uważał Traktat Lizboński za prawo ograniczające suwerenność jego kraju. Tu oczywiście konieczna by była szersza dyskusja, jakie korzyści, i jakie straty, z oddania części suwerenności i prawodawstwa na rzecz Unii Europejskiej są do przyjęcia dla danego narodu. Klaus uważał, że korzyści są niewspółmierne do strat – przeciwnie do większości swych rodaków. Ci sami Czesi jednak uznali jego szczerą postawę i bezkompromisową walkę o swoje wartości za godne poparcia. Ot, kolejny czeski paradoks… Choć mniejszy, niż zachowanie polskiego „kolegi” Klausa, Lecha Kaczyńskiego, który warunkował złożenie swojego podpisu ratyfikacyjnego… interesami Irlandczyków. Tam paradoks – tu, w Polsce, wykorzystanie TL do rozgrywek partyjnych i wyborczych braci Kaczyńskich.

Unia Europejska westchnęła, ale był to płytki oddech. W wyniku walki o ratyfikację Traktatu Lizbońskiego, słabych prezydencji czeskiej i szwedzkiej i oczywiście kryzysu ekonomicznego, Europa straciła 1,5 roku. Straciła dynamikę, siłę sprawczą dalszej integracji, stała się słabszym partnerem dla USA i Rosji. Ratyfikacja i przyjęcie TL (co nastąpi w dniu 1. grudnia) to początek nowej fazy integracji, nasilenie walki z kryzysem ekonomicznym, powołanie przewodniczącego Rady Europejskiej (już zwanego prezydentem…) i koordynatora polityki zagranicznej. Jednak nie nie formuły i nowe twarze administracji unijnej są tu najważniejsze.

Należy pamiętać, że wejście w życie TL wzmocni pozycję i rolę Parlamentu Europejskiego, dając mu przede wszystkim silne prerogatywy legislacyjne – dla 27. państw UE. Należy także pamiętać, że celem wprowadzenia traktatu jest usprawnienie działań instytucji unijnych. Te dwa elementy pozwolą na zwiększenie decyzyjności całej Unii Europejskiej, zarówno w sprawach polityki zagranicznej, jak i bezpieczeństwa, a przede wszystkim – gospodarki. Nie zapominajmy, że TL to dokument reformujący prawo istniejące w UE, a teraz dopiero przyjdzie czas na poważniejsze zmiany.

Europa jednak nie zostawiła wszystkich problemów za sobą – jest w dalszym ciągu na początku integracji. To zadanie na najbliższe ćwierć wieku.

Azrael

Polska A i Polska B

Dobrze, że głosowania nad dwoma polskimi kandydatami do prezydium Parlamentu Europejskiego, Jerzym Buzkiem i Michałem Kamińskim odbyły się wczoraj, w ciągu jednego dnia.

Jerzy Buzek został wybrany na przewodniczącego PE 555. głosami, co jest ponoć najlepszym wynikiem od roku 1979. Tak, oczywiście, ten wynik jest symbolem Unii Europejskiej CAŁEJ Europy, a nie kontynentu podzielonego na „starych” i „nowych”.

Stanowisko szefa parlamentu 27 krajów jest nie tylko prestiżowe, ale mające również kolosalne znaczenie polityczne. To trzecia osoba w Unii Europejskiej, po szefie Komisji Europejskiej i szefie kraju prezydencji. To stanowisko władzy, a nie tylko statystowania, szef PE jest uczestnikiem najważniejszych spotkań i ustaleń. I rola przewodniczącego PE, może już za pół roku, kiedy być może wejdzie w życie Traktat Lizboński, jeszcze wzrośnie.

Jerzy Buzek będzie miał trudne zadanie, ponieważ problemy Europy, w dobie kryzysu ekonomicznego i marazmu, a także, na co wskazują wyniki wyborcze, dające dużą ilość miejsc w PE partiom skrajnym, a wręcz eurosceptycznym, stawiają przed nim nowe wyzwani. I to nie tylko kwestie samej integracji państw, ale również sprawy związane z odbudowaniem więzi i relacji społeczeństw – to zadania najważniejsze. Nie przez przypadek Buzek w swoim przemówieniu inauguracyjnym nawiązał do Wielkiej Rewolucji Francuskiej („Wolność, równość i braterstwo, każde z tych słów wciąż brzmi silnie w dzisiejszej UE”), jak i zaakcentował przywiązanie do praw człowieka.

Continue Reading →

Wywiad Azraela – Profesor Kazimierz Kik

Wywiad z profesorem Kazimierzem Kikiem, kandydatem Centrolewicy do Parlamentu Europejskiego, z okręgu małopolsko-świętokrzyskiego.


Azrael Kubacki: Jaki cel strategiczny Unii Europejskiej uważa Pan Profesor za najważniejszy na najbliższe 5 lat?

Kazimierz Kik: Dla Unii Europejskiej najważniejsze jest dziś przyjęcie Traktatu Lizbońskiego i stworzenie lepszego gruntu dla realizacji celów procesu lizbońskiego. Unia powinna skoncentrować się na dwóch głównych sprawach. Na zwiększaniu konkurencyjności gospodarek unijnych w świecie, i na przyśpieszeniu tempa rozwoju gospodarczego i społecznego najsłabszych państw Unii (w tym także Polski).
Poza tym powinno dojść w tym czasie do porozumienia z Rosją i do przyśpieszenia do negocjacji o członkostwo z Turcją.

AK: Czy według Pana istnieje dalej podział UE na kraje „starej Unii” i nowej, i jak to przezwyciężyć?

KK: Podział na kraje starej i nowej Unii Europejskiej istnieje. Jest to podział zarówno gospodarczy jak i polityczny. Przezwyciężenie tego podziału nastąpić może między innymi w wyniku podniesienia świadomości europejskiej elit politycznych tzw. Nowej Europy, a także poprzez zbliżenie polsko-niemieckie.

AK: Czy Traktat Lizboński powinien być jednak podpisany i przyjęty, i czy Polska powinna podpisać Kartę Praw Podstawowych? Jeżeli nie, to dlaczego?

KK: Szybkie przyjęcie Traktatu Lizbońskiego jest niezbędne dla dalszych losów Unii Europejskiej. Polska powinna jak najszybciej podpisać Kartę Praw Podstawowych.

AK: Czy Polska powinna przyjąć wspólną walutę UE jak najszybciej, czy jednak może poczekać?

KK: Jak najszybsze przyjęcie przez Polskę euro stanowi gwarancję przyśpieszenia rozwoju gospodarczego i stabilizacji gospodarczej naszego kraju.

AK: Gdzie leży granica ingerencji prawa unijnego w prawo państw członkowskich?

Granica ingerencji prawa unijnego w prawo polskie znajduje się tam gdzie decydowano by o charakterze kultury polskiej i polskiej tożsamości narodowej.

AK: Czy Polacy powinni walczyć o Wartości Chrześcijańskie w UE, i co Pan przez to rozumie?

KK: Wartości chrześcijańskie są bardzo ważne dla niemal wszystkich Polaków, a także dla wszystkich chrześcijan w Unii Europejskiej. Nie powinny być jednak, jedynym i formalnym wyznacznikiem ducha zjednoczonej Europy. Wartości chrześcijańskie w duchu nauczania Jana Pawła II są ważnym i nie tylko duchowym składnikiem kultury europejskiej. Takie wartości jak współpraca wszystkich na rzecz dobra wspólnego, przestrzeganie godności osoby ludzkiej, zasada świętości życia ludzkiego i centralna rola rodziny opartej na małżeństwie stanowić mogą silny składnik kultury europejskiej. Poszanowane być jednak muszą także wartości wyznawane przez zwolenników innych religii w Europie. Polacy powinni więc przestrzegać wartości chrześcijańskich, ale nie narzucać ich innym.

AK: Jaka powinna być postawa UE wobec Rosji, czy powinniśmy dążyć do integracji systemów bezpieczeństwa i energetyki Wspólnoty i Rosji, czy raczej nie?

KK: Współpraca z Rosją stanowi jedną z gwarancji zrealizowania światowych aspiracji Unii Europejskiej. Integrowanie Europy wbrew i przeciwko Rosji, byłoby błędem. Współpraca między Unią i Rosją powinna być oparta na poszanowaniu wspólnych interesów. Europa nie będzie bezpieczna wbrew Rosji. Bezpieczeństwo możliwe jest tylko wraz z Rosją. Dlatego powinno się dążyć do zintegrowanego systemu bezpieczeństwa i zintegrowanego systemu energetycznego Unii i Rosji.

AK: W jakim obszarze działań PE zamierza się Pan specjalizować?

W polu mojego zainteresowania byłyby sprawy polityki zewnętrznej Unii, polityki wschodniej unii i współpracy transatlantyckiej. Ważne są dla mnie także sprawy społeczne i edukacji.

AK: Proszę podać trzy powody, które mogą przekonać wyborców do głosowania na Pana.

KK: Głosować na mnie można po pierwsze dlatego, że jestem specjalistą od problemów integracji Europy, Napisałem na ten temat trzy książki i dziesiątki artykułów. Po drugie, jestem zdecydowanym zwolennikiem integracji europejskiej. Po trzecie dlatego, że wydaje mi się iż wiem na czym polegać powinna obecność Polski w Unii tak by interesy narodowe Polaków zagwarantowane były w ramach Wspólnoty Europejskiej.

————————

Prof. dr hab. Kazimierz Kik (ur. 1947) - polski politolog. Dyrektor Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego Jana Kochanowskiego w Kielcach (od 1997).
Wiceprzewodniczący Komitetu Nauk Politycznych PAN (od 2007). Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego (1973) i doktorant Instytutu Historii PAN (1974-1977).
Doktorat obronił w Instytucie Historii Uniwersytetu Łódzkiego (1978). W 1988 obronił rozprawę habilitacyjną . Za którą uzyskał nagrodę Ministra Edukacji i Szkolnictwa Wyższego.
1989-90 współtwórca i Wiceprzewodniczący „Ruchu 8 Lipca „.1990 -Wiceprzewodniczący Polskiej Unii Socjaldemokratycznej -Tadeusza Fiszbacha.
1993 Współzałożyciel „Unii Pracy”. Odznaczony złotym Krzyżem Zasługi (2001).
Znany publicysta i komentator w polskich i zagranicznych mediach. Autor wielu publikacji nt. europejskich procesów integracyjnyc
h

Debata u Aleksandra Smolara

Wydawać by się mogło, że w dniu wczorajszym najważniejszym elementem kampanii wyborczej była „debata” w Gdańsku, pomiędzy premierem Donaldem Tuskiem, a stoczniowymi działaczami związkowymi. Na szczęście Tusk uniknął prowokacji, do które miały doprowadzić manewry Karola Guzikiewicza, wiceszefa „S” Stoczni Gdańskiej, nie dał sobie narzucić konwencji wiecu i zebrania aktywu związkowego, znanego z czasów bolszewickich, i w ciągu kilkudziesięciu minut rozmawiał z tymi, którzy chcieli rozmawiać. Punkty dla premiera.

W Warszawie natomiast udało się to, co się do tej pory nie udało komitetom wyborczym poszczególnych partii – oto w jednej sali udało się zgromadzić piątkę kandydatów do Parlamentu Europejskiego – „jedynek” listy warszawskiej. Udało się to profesorowi Aleksandrowi Smolarowi, prezesowi „Fundacji Batorego”.

I tak za jednym stołem usiedli;

1. Danuta Huebner – komisarz Unii Europejskiej, Komitet Wyborczy Platformy Obywatelskiej
2. Michał Kamiński – były poseł do Parlamentu Europejskiego, były minister w Kancelarii Prezydenta RP, Komitet Wyborczy Prawa i Sprawiedliwości,
3. Wojciech Olejniczak – poseł na Sejm RP, Koalicyjny Komitet Wyborczy Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Unii Pracy
4. Janusz Piechociński - poseł na Sejm RP, Komitet Wyborczy Polskiego Stronnictwa Ludowego
5. Dariusz Rosati – poseł do Parlamentu Europejskiego, były minister spraw zagranicznych RP, Komitet Wyborczy Porozumienie dla Przyszłości (Centrolewica).

Spotkanie było dość krótkie, w związku z tym do prawdziwej debaty, wymiany ostrych poglądów nie doszło, ale jednak można było poznać przynajmniej pewne stanowiska kandydatów, i to, co oni uważają za najważniejsze na najbliższe 5 lat.

I tak, w kolejności wypowiedzi;

Danuta Huebner uważa za kluczowe zagadnienie konieczność przyjęcia Traktatu Lizbońskiego, jako przejawu jedności i odpowiedzialności za całą Europę. Za najważniejsze scenariusze unijne uznaje UE jako trwałą ochronę całej Europy i jej bezpieczeństwa, oraz uznaje za konieczne wzmocnienie otwartości „wewnętrznej i zewnętrznej Unii”, także na nowe kraje europejskie. Za kluczowe dla powodzenia UE uważa budowę wspólnej europejskiej tożsamości.

Michał Kamiński uważa, że podstawą działania UE jest solidarność, co powinno przekładać się na równie korzyści dla wszystkich członków wspólnoty. Dalej wspomniał o ochronie praw konsumenckich, promowaniu Unii otwartej na inne kraje, postulował większą aktywność w dziedzinie praw człowieka (Białoruś), skierowanie uwagi UE na wschód. Generalnie Kamiński eurosceptykiem nie jest – ale o ściślejszej integracji nie wspominał…

Continue Reading →

Jak przegra PiS?

Ostatnie sondaże i analizy przedwyborcze, prowadzone między innymi przez dr Jarosława Flisa, krakowskiego socjologa z Uniwersytetu Jagielońskiego, dają Prawu i Sprawiedliwości 14 mandatów w wyborach do Parlamentu Europejskiego. PO ma otrzymać ich 27, a pozostałe dwie partie, które mają wejść do PE, SLD i PSL – po kilka mandatów. Dla reszty konkurentów, w tym niemiłosiernie lansowanego przez media Libertasu – nie tylko telewizję publiczną – miejsc w pociągu do Brukseli już nie ma…

PO osiągnie, prawdopodobnie, sukces większy, niż w krajowych wyborach w październiku roku 2007. Pozostałe dwie formacje, SLD i PSL też osiągną wyniki na miarę swoich oczekiwań. Tylko PiS będzie musiał przyznać się do porażki. I co ciekawe, nawet tacy optymiści pisowscy, jak spin doctorzy Bielan i Kamiński nie wieszczą zwycięstwa. Wiadomo – boją się głównie o swoje mandaty, bo gdyby, poza miernym wynikiem całej partii, również on nie weszli ponownie do PE – narazili by się na pośmiewisko, prognozując zwycięstwo swojej partii.

Spróbujmy jednak zrobić pewną przymiarkę do tego, jak będzie przez polityków PiS tłumaczona ta porażka. Może być to dość ciekawe doświadczenie socjologiczne.

Po wyborach w roku 2007, można było odnieść wrażenie, że porażka była kwestią błędów samej kampanii i spisku wrogich sił przeciwko jedynie słusznej partii i słusznemu wodzowi. Że przez dwa lata rządów PiS nic się nie stało, ale tylko skumulowany atak „wrogich sił” – i jedna konferencja prasowa CBA, w sprawie posłanki PO Beaty Sawickiej, doprowadziła do upadku i porażki PiS- u w wyborach. Jako głównego winnego wskazywano między innymi TVP, bo nawoływała do wyborów i zachęcała do pójścia do urn.

Winna była też młodzież, bo poszła do wyborów tłumnie, i do tego jeszcze głosowała otwarcie na Platformę Obywatelską. W szczególności winna była polska młoda emigracja w Wielkiej Brytanii i Irlandii, która śmiała gremialnie poprzeć Donalda Tuska i PO – co spowodowało, że Jarosław Kaczyński – ponoć twarz inteligencji warszawskiej, przegrał w Stolicy dwukrotną ilością głosów z prowincjuszem z Trójmiasta. Winna zresztą była cała inteligencja wielkomiejska – bo zamiast spuścić uszy po sobie i pokornie wysłuchać marszałka Dorna, a jego list przedwyborczy powiesić sobie na ścianie – poszła także do lokali wyborczych – i pamiętając to, co się działo przy dyskusjach o lustracji oraz o ciepłym określeniu „wykształciuchy” – pokazała panu Kaczyńskiemu gest Kozakiewicza. Niewdzięczna wieś nie poszła za to do urn, a tyle się pan Kaczyński najeździł po wioskach i przysiółkach – obiecując, w zależności od sytuacji – deszcz albo słońce, pieniądze Unii – albo to, że zabierze je Krauzemu a da biednym…No a w ogóle jak to wielki przywódca polskiej „prawicy” określi, ten wynik, zwycięstwo PO jako błąd demokracji…

Continue Reading →

Stanowisko dla Jerzego Buzka

Walka o to, aby polski eurodeputowany, z ramienia Platformy Obywatelskiej, Jerzy Buzek, został przewodniczącym Parlamentu Europejskiego (na pół kadencji, 2,5 roku), przypomina trochę rozgrywkę pokerową. Tylko nie wiadomo, czy są to rozgrywki PokerStars, czy tylko szulernia.

Oczywiście, Jerzy Buzek musi zostać ponownie wybrany do europarlamentu. Nie powinno być z tym specjalnych problemów, jego popularność na Śląsku jest olbrzymia, jest szansa, że pociągnie za sobą jeszcze dwóch kandydatów PO (może kosztem kandydata PiS, Marka Migalskiego?). Tylko, że polski rząd, polska dyplomacja gra o dwa stanowiska w strukturach instytucji rządowych – właśnie Jerzego Buzka i Włodzimierza Cimoszewicza, na stanowisko szefa Rady Europy. Tadeusz Iwiński, poseł SLD i dobry znawca polityki i prawa międzynarodowego twierdzi jednak, że nie ma dużego powiązania pomiędzy tymi stanowiskami. Na szefa Rady Europy nominacje przedstawiają rządy, o wyborze na szefa RE decydują jednak europarlamentarzyści, skupieni w określonych frakcjach parlamentarnych. Wybory są tajne. Natomiast o wyborze szefa PE decydują głównie frakcje parlamentarne, decyzje zapadają jawnie i są raczej w formie konsensusu. Ale żeby móc prowadzić negocjacje, trzeba mieć określoną siłę głosów, mandatów. Dlatego wynik Platformy Obywatelskiej w czerwcowych wyborach ma duże znaczenie, o czym dalej.

Wpływ na możliwość wyboru Jerzego Buzka może mieć jednak nie tylko sprawa siły i negocjacji polskich posłów i polskiej dyplomacji. Może mieć również na to wpływ farsa, jaka się rozgrywała w całej Europie, w związku z nieudaną walką o uzyskanie dla Radosława Sikorskiego stanowiska sekretarza generalnego NATO.

Afera w związku z nominacją Radosława Sikorskiego skutecznie obnażyła naszą niemoc i brak zdolności dyplomatycznych i może podważyć nasze szanse na stanowiska w instytucjach europejskich. Zarówno dla Włodzimierza Cimoszewicza, w Radzie Europy, i dla Jerzego Buzka, jako kandydata na szefa PE. Gierki i polityczne okładanie się polskich polityków, z Lechem Kaczyńskim na czele, od Londynu, poprzez Strasburg, aż do czeskiej Pragi, to było ośmieszanie i polskiego kandydata i Polski. Winę za to ponosi także sam Radosław Sikorski, który powinien inaczej organizować lutowe i marcowe negocjacje.

Continue Reading →

Na Wschodzie – ocieplenie

Majowa wizyta polskiego ministra sprawa zagranicznych w Rosji, Radosława Sikorskiego, została w Polsce oceniona pozytywnie. Pomijam opinie niektórych polityków Prawa i Sprawiedliwości, takich jak Zbigniew Girzyński, którzy nie mogli sobie darować złośliwości. Dla niego jedynym wykładnikiem tego, czy polityka jest dobra, czy zła, jest to, co się w Moskwie mówi i pisze o Katyniu. Jednak o Katyniu w Moskwie się nie rozmawiało, lecz o innych, współczesnych sprawach ważnych dla naszych relacji bilateralnych, jak i relacji na linii UE – NATO – Rosja.

Sikorski był w Moskwie w momencie niezbyt fortunnym. Po pierwsze, kilka dni przed szczytem Unii Europejskiej w Pradze, poświęconemu Partnerstwu Wschodniemu, po drugie – w momencie, kiedy dość drastycznie zaogniły się relacje na linii Kreml – NATO. Rosja właśnie w tych dniach wydaliła dwóch dyplomatów kanadyjskich, co było retorsją za wydalenie dwóch rosyjskich dyplomatów z Kwatery Głównej NATO. Poza tym w Gruzji rozpoczęły się manewry natowskie w pobliżu Tbilisi, co wzbudziło w Moskwie poruszenie. W związku z tym, to że spotkanie zakończyło się jednak sukcesem, należy uznać za dobry prognostyk na przyszłość.

Najważniejszy elementem spotkania były rozmowy w ramach wspólnego komitetu ds. strategii, skupiającego urzędników różnych ministerstw. Właśnie to, że strony usiadły po raz pierwszy od pięciu lat do rozmów roboczych, należy uznać za duży sukces.

Continue Reading →

Szczyt idiotyzmu i szczyt Obama – Miedwiediew

W Polsce trwa dyskusja na temat n-tego konfliktu na linii Mały Pałac – Duży Pałac, tym razem w sprawie instrukcji MSZ dla Lecha Kaczyńskiego, dotyczącej strategii rozmów w sprawie wyboru nowego sekretarza generalnego NATO. Spór idzie o to, czy dokumenty przekazane Kancelarii Prezydenta były takową instrukcją, czy tylko notatką, czy Lech Kaczyński po raz kolejny na ważnym spotkani zniweczył taktykę negocjacyjną polskiego rządu, mogącą rzutować na pozycję Polski nie tylko w NATO, ale również w UE, u, czy jednak może postąpił ze swoiście rozumianą „racją stanu”. Paski na ekranie stacji telewizyjnych jarzą się na żółto i czerwono, podając kolejne informacje, dotyczące tej bzdurnej sprawy – a w tle trwa dyskusja, czy Kaczyński był ZNÓW pijany. A premier Rasmussen i tak tym szefem zostałby, niezależnie jaką taktykę Polacy by zastosowali, i z kim Lech Kaczyński by obalił flaszkę wina, lub do kogo po nocy chciał dzwonić… Sam fakt rozpętania tej idiotycznej awantury nie stawia też w korzystny świetle premiera. Upublicznienie dokumentów skierowanych do kancelarii prezydenta to akt swoistej desperacji, zresztą i tak nie miało to zupełnie żadnego znaczenia, ponieważ trzy strony tekstu, pisanego językiem dyplomatycznym, przekraczają zdolności percepcji Kaczyńskiego. Czas zająć w sprawach polityki zagranicznej postawić jasne stanowisko i jasną reprezentację.

Ostatnia odsłona tej żenującej sprawy dziś – czyli fotka z Barackiem Obamą w Pradze….

Absurdalność tych dyskusji, żenujących dla Polski i jej pozycji w Świecie, widać szczególnie na tle naprawdę ważnych spraw, czyli szczytu londyńskiego G-20, w trakcie którego doszło do spotkania i rozmowy prezydentów Baracka Obamy i Dmitrija Miedwiediewa.

Znaczenie tego londyńskiego spotkania poznamy za kilka miesięcy, kiedy eksperci wstępne ustalenia zaczną ubierać w formę konkretnych porozumień, ustaleń i terminarzy. Obama jednak bardzo konsekwentnie realizuje swoje wyborcze obietnice i plany i dąży do odprężenia w stosunkach z Rosją. Koniec poprzedniego traktatu rozbrojeniowego, START I, w grudniu tego roku, to deadline, warunkujący nowe otwarcie w sprawach rozbrojenia. Porozumienie o redukcji broni masowego rażenia jest oczywiście początkiem szerszego projektu, mającego na celu kontrolę całego arsenału atomowego na świecie, tym bardziej, że administracja Busha nic nie zrobiła w tej sprawie, po ataku na Nowy Jork, w roku 2001. Znaczące arsenały atomowe, znajdujące się w pasie islamski, w Izraelu, Indiach, Pakistanie, plus ogromne arsenały chińskie – to rzecz, która wymaga porozumienia wielostronnego. Jest jeszcze sprawa Iranu, w obecnej chwili punktu najbardziej zapalnego. Oczywiście, porozumienie amerykańsko – rosyjskie nie będzie miało znaczenie bez tego trzeciego – czyli Chin. W Londynie doszło do spotkania z chińskim przywódcą,
Hu Jintao, z zapowiedzią wizyty Obamy w Pekinie.
Barack Obama potwierdził swoją determinację w sprawach rozbrojenia, przemawiając na wiecu na praskim Placu Hradczańskim. Ideą Obamy jest otwarcie drogi ku pełnemu rozbrojeniu atomowemu. Zapowiedział negocjacje z Rosją i innym krajami w tej sprawie.

A co do Polski, zapowiedział wyraźnie, że sprawa tarczy antyrakietowej uzależniona jest od stanowiska Iranu w sprawie swojjego projektu atomowego. Odbieranie tego przez polskich komentatorów, jako zapowiedź utrzymania projektu tarczy na terytorium naszego kraju jest dużym nadużyciem. Kiedy wreszcie polscy politycy zrozumieją, że umowa o tarczę była porozumieniem nierównoważnych stron, a prawdziwym partnerem w tej sprawie jest Rosja?!

Azrael

Podzwonne dla Saakaszwilego

Despoci rzadko oddają władzę samorzutnie i bezkrwawo. Ich odejściom towarzyszy z reguły huk wystrzałów, rozruchy uliczne, wojsko na ulicach, czasem anarchia. Później na wierzch wychodzą mniejsze, lub większe afery. Wyjątków od tej reguły jest niewiele. Przykładem takiego bezbolesnego obalenia junty była Rewolucja Goździków w Portugalii, w roku 1974 i Rewolucja Róż, praktyczne bezkrwawe przejęcie władzy w Gruzji z rąk Euduarda Szewardnadze, w roku 2003. W wyniku tego, po wyborach 2004 roku prezydentem Gruzji został Micheil Saakaszwili. Pytanie jest, czy tradycja pokojowego przekazania władzy zostanie utrzymana, czy Saakaszwili odda władzę dobrowolnie. Bo czas jego już minął.

Już nie tylko Rosjanie twierdzą, że to Gruzja rozpoczęła awanturę w Osetii Południowej, już nie tylko obserwatorzy OBWE, którzy byli na miejscu działań, formułują opinię, że to Saakaszwili wydał rozkaz ostrzału Cchinwali. Zresztą uważni obserwatorzy zwrócili uwagę, że Saakaszwili już w listopadzie ubiegłego roku przyznał przed komisją gruzińskiego parlamentu, że to on podjął decyzje ataku na Osetię Południową.

Wczoraj niemiecki tygodnik „Der Spiegel” podał informację, że komisja międzynarodowa, prowadząca śledztwo w sprawi konfliktu kaukaskiego, ma informacje wskazujące na to, że to Gruzja była agresorem. Ma to potwierdzać rozkaz gruzińskiego dowództwa z dnia 7 sierpnia 2008 roku, w którym zapowiadany jest atak. To nie jedyne problemy międzynarodowe Saakaszwilego. Jest on również oskarżany o uczestnictwo w nielegalnym handlu bronią, kupowaną na Ukrainie, za którą do tego Gruzja nie rozliczyła się do końca.

Continue Reading →

Personalia, czyli "Hardcore Negotiators"

Ruchy personalne, ustawki, negocjacje, układy, koterie, koalicje, kuluary… okazuje się, że w tym przypadku wszystko jest możliwe, wszystkie koalicje są dopuszczalne, a stary skecz z kabaretu „Dudek”, Jana Pietrzaka, „Szachy” (którego autorem jest zresztą Daniel Passent) nabiera nowych barw i znaczeń.

Oto Donald Tusk chce desygnować na szefa Rady Europy Włodzimierza Cimoszewicza. Ten doświadczony polityk lewicy pasuje do takiej funkcji, ze względu na staż polityczny, doświadczenie, AUTENTYCZNĄ znajomość języka angielskiego. Był premierem, ministrem SZ , ministrem sprawiedliwości, marszałkiem Sejmu, finalizował negocjacje i wejście Polski do UE, był też kandydatem na urząd prezydenta… zaraz, zaraz… czy to przypadkiem nie ludzie obecnego premiera, niejaki Kostek Miodowicz i jego narzędzie, pani Jarucka, przy aktywnym współudziale pana Brochwicza nie podłożyli Cimoszewiczowi świni?!

No ależ tak! To znaczy, że Cimoszewicz zapomniał, a premier też zapomniał? Nie, nikt nic nie zapomniał, tylko, że ten pierwszy spłaca w ten sposób dług polityczny (e, o moralnym pisać nie będziemy…), a jednocześnie stara się usunąć „nigdy więcej nie będę kandydował” Cimoszewicza z listy potencjalnych konkurentów do prezydentury w roku 2010. Ten drugi z kolei „wypina się” na lewicę, która, jak to w tradycji prawicy jest – nie potrafiła ułożyć się na tyle, aby zmontować jedną listę wyborczą do Parlamentu Europejskiego. I tym sposobem Platforma Obywatelska i Donald Tusk pieką na jednym ruszcie kilka szaszłyków jednocześnie, bo nie zapomnijmy, że wcześniej udało się z szeregów SLD wyrwać innego silnego, znaczącego polityka, Danutę Hibner.

I może się europoseł Siwiec pieklić, że to nie tak, że tak nie powinno być, ale przede wszystkim powinien mieć pretensje do Grzegorza Napieralskiego, który zrobił wszystko, aby lewicy nie zmontować na nowo. A porażka w czerwcu, w wyborach do PE, to dla niego i SLD ostatni gwóźdź w zmurszałą trumnę polityczną.

Continue Reading →

Oś Europy


„Wybitni” specjaliści od spraw rosyjskich, tak zwani kremlinolodzy, którzy wykształcili się z sowietologów, co jakiś czas wieszczą, że układ polityczny Miedwiediew – Putin lada chwila się załamie, premier rosyjski zostanie usunięty, a Miedwiediew zostaje nowym, niepodzielnym władcą Rosji. Z bojara – car. Jako argument tego rodzaju prognoz podawane jest z pełną powagą, że „drzwi Kremla zamykają się od środka”, oraz, że w Moskwie odbyła się kilkusetosobowa demonstracja przeciwko Putinowi.

Śmieszą mnie od dawna tego rodzaju analizy, ponieważ tylko tandem polityczny tych dwóch blisko związanych ludzi może im i Rosji zapewnić stabilność. I oni, powiązani ściśle z układem siłowym Rosji, wiedzą, że tylko działanie ręką, w rękę da im bezpieczeństwo. Ich sieci powiązań są ze sobą połączone, a próba ich rozerwania, lub próba podjęcia działań przeciwko sobie, mogłaby doprowadzić do destabilizacji władzy i uaktywnienia się sił, które mogły by doprowadzić do obalenia obydwu. Dla prezydenta i premiera status quo władzy jest w dobie kryzysu najważniejsze. Już dawno, jeszcze przed wyborami w ubiegłym toku, zadania i zakres uprawnień został rozpisany i obaj będą się tego trzymać.

Miedwiediew w tym układzie jest odpowiedzialny głównie za politykę zagraniczną. Z sprawy ekonomiczne – Władimir Putin, a za sprawy bezpieczeństwa – obydwaj. To widać jasno, szczególnie uwidoczniło się to w trakcie konfliktu kaukaskiego, gdzie Putin bezpośrednio nadzorował działania w Osetii Południowej, a Dmitrij Miedwiediew prowadził negocjacje z Nicolasem Sarkozym. Wtedy to właśnie ukształtowała się doktryna polityczna Rosji, zwaną już doktryną Miedwiediewa.
Doktryna ta mówi, że że dla Kremla rosyjska sfera wpływów (należy przypuszczać, że chodzi o Gruzję, Naddniestrze, Mołdawię i być może Ukrainę) jest nienaruszalna.

Continue Reading →

Złoty i euro

Nie jestem specjalnie purystą językowym, ale jednak razi mnie dość powszechne użycie w języku debaty publicznej określenia złotówka. Złotówka jest monetą, natomiast polską walutą jest złoty, i dyskutujemy o wymianie złotego na euro. Niestety, określenie złotówka usłyszałem także z ust prezesa NBP, Sławomira Skrzypka…

Lech Kaczyński pojechał do Brukseli na szczyt szefów państw Unii Europejskiej wyposażony w instrukcje od rządu polskiego. Znajduje się tam polski plan tak zwanej „mapy drogowej” (bardzo niefortunne określenie) dojścia Polski do strefy euro, a także polskiej stanowisko, stanowisko rządu, odpowiedzialnego za politykę zagraniczną, wobec ratyfikacji i wejścia w życie Traktatu Lizbońskiego. Jak wiemy, zdanie Lecha Kaczyńskiego jest w tej sprawie, jak zresztą we wszystkich niemalże sprawach, odrębne od zdania rządu Donalda Tuska. Mam jednak nadzieję, że Lech Kaczyński stanie na wysokości zadania i zaprezentuje stanowisko dla Polski korzystne, czyli rządowe. Mam po prostu nadzieję, że „nie zgubi” kartki z instrukcjami. Szczyt brukselski, a właściwie roboczy lunch, ma również duże znaczenie, ponieważ jest on przygotowaniem do spotkania grupy G – 20 w Waszyngtonie.

Continue Reading →

Euro pierwszej prędkości

Obecny kryzys ekonomiczny w całości obnażył brak integracji europejskiej. Nie tylko integracji, ale przede wszystkim brak instrumentów oddziaływania na poszczególne kraje członkowskie i ich banki centralne. Szef Komisji Europejskiej, Jose Manuel Barroso mógł się jedynie przyglądać temu, co się dzieje, a nie miał praktycznie żadnego wpływu na decyzje poszczególnych państw. A te, nie oglądając się na przepisy unijne albo dały specjalne gwarancje dla swoich (prywatnych) banków, jak to było w przypadku Hiszpanii, Włoch, czy Niemiec albo wręcz doprowadziły do nacjonalizacji banków, jak to było w przypadku Niemiec. Jest to coś, czego nie tylko w europejskiej gospodarce do tej pory nie było, czyli renacjonalizacja sektora finansowego.

Jedynym elementem, jaki spaja w tej chwili kraje Eurolandu, jest wspólna waluta – euro. W ramach Unii Europejskiej działa tak zwana EURO – grupa, skupiająca kraje strefy euro, które wymieniają się opiniami i w przypadku zagrożeń ekonomicznych mogą sobie wzajemnie pomagać. Tak oto realizuje się poza sferą polityczną, ale za to w dziedzinie eponimicznej, praktyczna teoria dwóch prędkości w Unii Europejskiej, co było zawsze bolączką integracji.

Polska jest poza sferą euro, dopiero się startujemy z procedurami wejścia do tego nowego węża walutowego. Gdyby Polska już w dniu naszej akcesji do UE podjęła procedury dostosowawcze do standardów Maastricht, czyli zaczęła panować głównie nad deficytem budżetu państwa, mielibyśmy szansę znaleźć się w buforze bezpieczeństwa, w jakim się znajduje obecnie Słowacja. Ta decyzja, podjęta wcześniej, dałaby Polsce także zupełnie inną pozycję, jako kraju dla inwestycji i porządku kapitałowego.

Jednak dla całkowitego bezpieczeństwa i stabilności Unii Europejskiej i Polski w niej, nie tylko w dziedzinie ekonomicznej, ale głównie politycznej, jest konieczność jak najszybszego wprowadzenia w życie Traktatu Lizbońskiego. Polska przekonała się boleśnie, szczególnie w przypadku wydarzeń gruzińskich, że jej rola w Europie jest marginalna. Działania Lecha Kaczyńskiego i ad hoc powołanej grupy państw – nie zostały praktycznie zauważone. Tylko przyjęcie jego przez Irlandię, ratyfikacja przez Polskę i zakończenie procedur przez inne kraje, w tym Niemcy – otworzyłoby możliwość podjęcia przez całą Unię działań stabilizujących gospodarkę i wzmocnienia Europy politycznie.

I nie chodzi tu tylko o sprawy samego kryzysu ekonomicznego, ale również o zagadnienia bezpieczeństwa energetycznego całego kontynentu, na co Polska jest szczególnie wyczulona. Kryzys ekonomiczny najmocniej dotknął Rosję – a to może mieć nieobliczalne skutki dla całej Europy i tym bardziej wspólne działanie jest jak najbardziej wskazane.

Azrael

Tekst opublikowany na portali mojeopinie.pl