Czytanki (nie)oszołomów – 14. marca

W ramach dawno nie publikowanego cyklu, dziś mały tekst mojego serdecznego kolegi, od lat wielu, Jana Hermana, lewaka nieuleczalnego, ale za to niepokornego. Polecam czytelnikom jego blog na stałe. Warto.

 

=—————————————————————————–=

Rola digitalizacji w umałpieniu człowieka


Engels Fryderyk, łączący w swojej osobie rolę wyzyskiwacza z rolą sponsora Marksa Karola, zwalczającego wyzysk – popełnił był kiedyś dzieło „Rola pracy w uczłowieczeniu małpy”. Popisywał się w niej zarówno najbardziej aktualną wiedzą na temat ewolucji, z której wynikało, że człowiek to jest łysa na czole małpa wyższego rzędu, jak też swoimi zdolnościami intelektualnymi, które kazały mu wnioskować, że małpa przeistoczyła się w człowieka poprzez poważne zajęcie się pracą.

Gdyby Engels uważniej wczytywał się w to, co Marks pisze o fenomenie pracy, szczególnie w czasach im aktualnych, pojąłby szybko to, co wie początkujący czytelnik Katechizmu: że praca jest dla człowieka złem koniecznym, krańcową uciążliwością, wysiłkiem podejmowanym w pocie czoła, aby przetrwać w nieprzyjaznych ziemskich warunkach. Co innego zabawa.

Continue Reading →

Poranny żart

Jarosław Kaczyński pogodził się z inteligencją…


… swojego brata…

A.

PiS młodzieży – młodzież wodzowi

Dziś Prawo i Sprawiedliwość zaprezentowało spot reklamowy, skierowany do młodzieży. Jarosław Kaczyński mówi w nim, że rozumie młodzież.


Młodzież też rozumie wodza i ma dla niego jasne przesłanie…

[slideshow id=432345564270343685&w=426&h=320]

Azrael

Przełom w domu i reklamie

Sorry, ale nie mogłem się powstrzymać – doskonałe :)

Znalezione u revelsteina

POPiS, czyli bzdur ciąg dalszy

Wczoraj „Rzeczpospolita” opublikowała wywiad z Lechem Kaczyńskim, w którym to znaleźliśmy nawoływania do odgrzania starego kotleta, czyli koalicji dwóch formacji postsolidarnościowych, Prawa i Sprawiedliwości i Platformy Obywatelskiej.
Nie muszę chyba tłumaczyć, komu tak naprawdę zależałoby na tym, aby tego rodzaju porozumienie zostało zawarte. Sztywne sondaże „ujemnego poparcia” dla Lecha Kaczyńskiego i jego brata, na to jednoznacznie wskazują. Z drugiej natomiast strony Polacy irracjonalnie wierzą, że gdyby „bestia” miała założony kaganiec, pod postacią współodpowiedzialności za państwo, to można by ją dopuścić do rządzenia – lub choćby do czegoś w rodzaju koalicji sejmowej. Tak wierzy 60% badanych, którzy uważają, że POPiS to byłby dobry pomysł na trudne, kryzysowe czasy.

Szkoda jednak, że sondaże się nie pytają, dlaczego właściwie. Dlaczego Tusk miałby dążyć do porozumienia, kiedy ma stabilną większość, niezłą, jak na inne kraje regionu i całej UE, perspektywy przejścia przez kryzys, no i najważniejsze, z punktu widzenia gry o prezydenturę – jasno zdefiniowanego i osłabionego przeciwnika.

Ale PiS nie ustaje w rozgrywkach;

Dziś o poranku gazeta codzienna „Dziennik”, lecąca na pysk w sprzedaży, podała newsa, że to ponoć sam Tusk wystąpił z tą propozycją. Miało się to stać w trakcie wspólnej podróży samolotem, 12 grudnia ubiegłego roku, kiedy to odwołano lot rejsowy premiera, a Lech Kaczyński podesłał mu „własny” samolot, w wyniku czego panowie razem też wracali do kraju. Informacja pochodziła z tak zwanego sprawdzonego źródła, z Kancelarii Prezydenta.
Oczywiście politycy PO twardo (albo dowcipnie) dementują te rewelacje, a jak raczej wierzę im, niż „sprawdzonemu” źródłu.

Zajrzałem pod notkę i szczerze się zdziwiłem, bo znalazłem tam podpisy dziennikarzy, Mikołaja Wójcika i Marcina Graczyka, którzy raczej młodymi wróblami nie są, i nie powinni się tak łatwo wpuszczać w maliny. Więc dlaczego „”bliski współpracownik” Kaczyńskiego tak łatwo „sprzedał” te rewelacje?

Teorii może być kilka, dla mnie najbardziej prawdopodobna jest ta, że redaktor Robert Krasowski nie pozbył się tęsknoty za koalicją PO i PIS, która miała być polskim modelem wielkiej koalicji niemieckich SPD i CDU, a która miała być także napędem i sednem profilu jego gazety. Dlatego też jest gotów uwierzyć w każdą tego rodzaju pogłoskę.

I następna sprawa; Kto wpuścił panów z „Dziennika” w taki medialny kanał? Tu sprawa jest prosta, jak drut – to Michał Kamiński, który już nie raz tego rodzaju manewry czynił. Kamiński zapewne nudzi się w pracy, od kiedy do mediów chodzą głównie Stasiak i Szczygło, więc w związku z tym, że zbliżają się wybory do Parlamentu Europejskiego, postanowił się przypomnieć. Siedzą w fotelu, z nogami na blacie i cygarem w zębach (oj, znany jest jego hedonizm) wymyślił więc newsa, który, choć absurdalny, to jednak znalazł chętnego do publikacji. A że mieści się on w ramach „strategii miłości i niewalki” Prawa i Sprawiedliwości – to przynęta została chwycona. I znów Ania Jędrzejowska z TVN24, która ma dziwną słabość do Kamińskiego, będzie mogła go zaprosić do studia…

Istnieje tez inna możliwość; Barek na pokładzie TU 154 został w trakcie wspólnej wyprawy Donalda, Lecha i Michała mocno nadwyrężony… Pytanie wtedy zostaje otwarte – kto i co komu obiecał i czy jednak Kamiński nie był z tego towarzystwa najprzytomniejszy?

Azrael

Zmięty kapelusz

Nawet gdybym chciał bardzo, to się awanturą na lotnisku monachijskim specjalnie nie przejmuję. Raz, że jestem nieuleczalnym germanofilem i uważam, że Polacy powinni się wiele od Niemców uczyć, i to nie tylko ordnungu, ale również patriotyzmu, i lokalnego i narodowego. Po drugie – Jana Rokitę niespecjalnie lubię i uważam, że jest to postać nie dość, że mocno przereklamowana i niespełniona, to do tego mając zbyt wysokie mniemanie o sobie.

Pomimo, że Jan Rokita, kiedy wszedł w środowisko publicystów, zgubił drugie imię, to jednak balonik samozachwytu i taka, nieduża wprawdzie, megalomania ,w nim zostały. Jego admiratorem specjalnym zresztą nie byłem nigdy. Zachwyty nad jego wiedzą, oczytaniem, analitycznymi umiejętnościami, traktowałem dość podejrzliwie. Może dlatego, że jestem z Warszawy – a on korzenie ma w Krakowie, choć przez wiele lat głównie rezydował w stolicy. Warszawiacy cenią sobie raczej dynamizm, przebojowość, skuteczność, pragmatyzm – niż intelektualne dysputy przy kawiarnianym stoliku, lub światłe słowa wypowiadane zza stołu z zielonym suknem. Podejrzane dla mnie zawsze było to, jak tak doskonale przygotowany polityk, sześć razy wybierany do Sejmu – raz tylko, krótko sprawował urząd państwowy – za to krążył po różnych formacjach, niczym Antoni Macierewicz. Zawsze dla mnie też było dziwne, że głosy zachwytu po jakimś czasie milkły w partii, w której aktualnie Jan Maria był – a odzywały się u nominalnych przeciwników. Zachwyty prawej strony sceny politycznej nad Janem Marią Rokitą płynęły zewsząd Wszyscy, począwszy Jarosława Kaczyńskiego, przez Jarosława Gowina, na komentatorach takich jak Maciej Rybiński kończąc – wychwalają jego postawę patriotyczną (poza czasami, kiedy mówiąc słowami Jarosława Kaczyńskiego, dopuszczał się rzeczy nie omalże jak zbrodnie…). Tylko dlaczego nic z tego na dłuższą metę nie wynikało.

Continue Reading →

Wizerunek, czyli pudrowanie manekina

Wizerunek stał się ostatnio obsesją braci Kaczyńskich. W ubiegłym tygodniu Jarosław Kaczyński pokazał swój nowy image ubranego i uczesanego polityka, a jego partia pokazała wizerunek partii konserwatywnej. Partia konserwatywna dla wyborców ubogich, gorzej wykształconych, spadku po LPR i Samoobronie… ot, polskie paradoksy.

Dziś się okazało, że również brat Jarosława, Lech, piastujący urząd prezydenta, też będzie zmieniał wizerunek. Który to już raz?Pamiętamy go przecież jako człowiek pochylającego się nad ubogimi („spieprzaj dziadu”), jak mężczyznę mającego charme wobec kobiet („Jeszcze jedno pytanie, ale nie od tej małpy w czerwonym”), jako męża stanu („Panie prezesie, melduję wykonanie zadania!”), czy partyzanta (z wyciętego lasu…), po jego wyprawie do Gruzji i bohaterskiej postawie w swoim mercedesie, na granicy z Rosją. Jaki to nowy wizerunek mamy teraz poznać?

Lech Kaczyński ma się stać ponoć politykiem „niezależnym” i ma się nie tylko nie wikłać w spory i kłótnie polityczne, ale ma również „nie zgadzać się” ze swoim bratem…Ponoć dzięki temu ma odzyskać pozycję polityka konsensusu, działającego ponad podziałami. Czyli – ma być jak jego poprzednik, Aleksander Kwaśniewski. Do tego jeszcze jego nowe oblicze medialne i polityczne ma być widoczne szerzej, bo poprzez internet.
Oficjalna strona prezydencka ma przejść lifting, ma stać się multimedialna, a napuszony styl ma zostać zastąpiony językiem zrozumiałym dla internautów. Jak pamiętamy, brat pana prezydenta określił internautów jako seksoholików z piwem w ręce, więc boję się, co na tych nowych stronach kancelarii Prezydenta RP będzie można znaleźć, co by dzicz sieciową zainteresowało…

Przekazy mają być krótkie, a nie wykluczone, że pan Lech będzie też czatował („mam 12 lat i też jestem chłopcem…”).

Nie wiem już, czy się dalej śmiać, czy raczej zapłakać nad głupotą felczerów od kreowania wizerunku Lecha Kaczyńskiego. Wszelkie próby, które do tej pory podejmowali, że przypomnę choćby orędzia, czy walki o samolot do Brukseli, kończyły się albo kompromitacją albo szerokim rechotem publiczności. Kaczyński i jego otoczenie nie rozumie, nigdy nie rozumiało, czego oczekuje i czego wymaga od niego nie tylko ta część społeczeństwa, której sprzyja, ale również ogół obywateli.

Warto by było „specjalistom” przypomnieć, że wizerunek nie jest czymś najważniejszym w polityce, nawet w epoce mediokracji. Jest on tworzony pod konkretne zapotrzebowanie, głównie dla celów kampanii wyborczej i jak najmniej powinno być go widać i jak najmniej powinno się o nim mówić. Mówienie i pisanie o zmianie wizerunku to sygnał, że Lech Kaczyński nie myśli o tym, jak dobrze, skutecznie, zgodnie z interesem społecznym sprawować swój urząd, myśli tylko o tym, jak wygrać następne wybory.
Wizerunek nie jest rzeczywistością, jest tylko wyobrażeniem, jakie polityk chce przekazać opinii publicznej. Przy pomocy wizerunku można przekazać treści i wartości – o ile się je ma i o ile niosą one przesłanie. Lech Kaczyński takich wartości nie przekazuje – bo wszystko, co ma do powiedzenia, jest wtórne, miałkie i już dawno zostało powiedziane przez innych. Nie od dziś wiadomo, że sufler, z którym Lech Kaczyński się zdzwania kilkakrotnie dziennie, podrzuca i tekst i pomysły.

Nie wątpię, że Lech Kaczyński ma dobre cechy i lepszą twarz, niż to przekazują media. Szkoda, że nikt tego nie potrafi wydobyć na światło dzienne.

Nowe kreowanie emploi prezydenta przypomina mi słowa Janusza Palikota, który stwierdził swego czasu, kiedy Kaczyński ruszył z objazdem po kraju, że że urząd prezydencki przez niego sprawowany przypomina trupa na wrotkach, lub łyżwach, którego się obwozi po kraju, jako małomiasteczkową atrakcję.

Spin doctorzy próbują ubrać prezydenta w nowe ubranko i dać mu na twarz nowy uśmiech.
Zapewne ze skutkiem równie  skutecznym, jak uprzednio.

Azrael

Uber Amazing Blog

Dostałem nagrodę. Konkretnie nagrodę od kolegów blogerów, pod nazwą Uber Amazing Blog. I to nominowali mnie od razu dwaj blogerzy - Michał Gwiazdowski (Dziennik Rosyjski) i Piotr Wołejko (różne blogi o dyplomacji, nie będę linkował, bo i tak każdy w sieci wie, kto zacz i jaką – wysoką – klasę reprezentuje). Zabawa , według mnie miła, bo świadczy o uznaniu od kolegów – czasem o zazdrości.

Poniżej jeszcze zasady i lista moich nominantów – laureatów.

Zasady:

Nagroda – wyróżnienie „Uber Amazing Blog” przyznawana jest blogom, które:
- inspirują lub
- rozśmieszają, poprawiają humor lub
- podają ciekawe informacje lub
- świetnie „się czytają” lub
- mają niesamowity wygląd lub
- wyróżniają się w inny sposób czyniący je „Uber Amazing”.

Zasady przyznawania nagrody-wyróżnienia są następujące:
- należy umieścić logo na swoim blogu lub w komentarzu;
- wyznaczyć przynajmniej 5 blogów (lub więcej), które są dla Ciebie Uber Amazing;
- powiadomić wyróżnionych o otrzymaniu nagrody Uber Amazing Blog, przez wpisanie komentarza na ich blogach;
- wstawić ten link oraz link do osoby od której otrzymałeś(aś) wyróżnienie.”

Moi nominanci;

1. Paweł Wimmer – za nieustającą klasę, wiedzę i nienachalność prezentowania swego wielkiego doświadczenia zawodowego.

2. Mirosław Makowski - za wprowadzenie zupełnie unikatowego modelu blogowania, gdzie wiedza plastyczna, fotograficzna miesza się z wiedzą o Warszawie i rzadkiej urody humorem.

3. Walpurg – jeden z weteranów walki o niezależność myślenia, Krakus i nie zgniły konserwatysta…

4. Galopujący Major - znany mi osobiście erudyta – jedno z najlepszych piór w blogosferze, wojownik Salonu 24.

5.  Fraglesi - trochę na uboczu ostatnio, ale wszyscy jeszcze pamiętają jego znakomite, prześmiewcze teksty antykaczystowskie, okraszone znakomitymi pracami fotograficznymi.

POLIS – miasto z Legolandu

Ambicja to rzecz ważna. Ambicją można wiele zdziałać, można pokryć różnego rodzaju niedostatki, można dzięki ambicji odnieść wielkie sukcesy, jak to się dzieje w sporcie. Do dziś pamiętam pożegnalną walkę rosyjskiego zapaśnika Karelina, który miał zwieńczyć wielką karierę zawodniczą złotym medalem w Sydney, ale przegrał z ambicją i sprytem Amerykanina Gardnera. Ambicją jednak nie da się jednej rzeczy zniwelować – niedostatków intelektu i braku wiedzy.

Grupa blogerów społeczno – politycznych, skupiona głównie wokół „Niezależnego forum publicystów” Salon24 (powinno to się ująć w podwójny cudzysłów), postanowiła wyjść poza to forum, i poza formułę blogerską i podjęła projekt stworzenia czasopisma internetowego i pisanego, pod nazwą POLIS. POLIS ma być w założeniu projektem kulturalno – społecznym, czymś w rodzaju nowego programu ideowego, który ma być nową wartością, czymś, co ostrzem swej klasy i jakością przekazu powali zmurszałą publicystykę mainstreamu. Blogerzy,dotąd anonimowi w sieci, ewentualnie zapraszani do mediów mainstreamu jako ozdobniki, tło albo zjawisko para publicystyczne, postanowili wziąć sprawę w swoje ręce i chcą pokazać, co są naprawdę warci. W redakcji tego nowego, medialnego miasta znaleźli się najlepsi blogerzy portalu S24, starannie wyselekcjonowani, z doskonałymi ponoć piórami i świeżym spojrzeniem. To miało gwarantować właśnie nie tylko jakość, ale również świeżość spojrzenia. Jak napisał jeden z blogerów – blogerzy wreszcie coś udowodnią i pokażą klasę i ujawnią tkwiący w nich potencjał.

Continue Reading →

Poradnik kościelny

Ponieważ dziś niedziela i wiele osób wybiera się do kościoła na mszę – to zamieszczam poradnik, jak przetrwać tą trudną i często nudną godzinę;

————————————————————————————————————————

Co można zrobic na nudnym kazaniu?

Jesteś w kościele i akurat trafiłeś na księdza, który ma najnudniejsze kazania świata, oto kilka propozycji, co można robić, żeby nie zasnąć:

1. Wyślij do organisty kartkę z zapytaniem, czy gra piosenki na życzenie.

2. Spoliczkuj swojego sąsiada. Jeżeli nie nastawi drugiego policzka podnieś
rękę i powiedz o tym księdzu.

3. Zaprezentuj, jak dostać się na balkon bez używania schodów.

4. Usiądź w ostatnim rzędzie i wypuść całą garść kulek pod przednie ławki.
Po mszy przyznaj sobie 10 punktów za każdą osobę, która się przewróci.

5. Używając kościelnych ulotek, zaprojektuj, przetestuj, a później
zmodyfikuj nowy samolot.

6. Zaczynając od tyłu kościoła staraj się przeczołgać pod ławkami, tak by
nikt Cię nie zauważył.

7. Podnieś rękę i zapytaj księdza, czy możesz wyjść do toalety.

8. Wyjmij chusteczkę do nosa i użyj jej. Wywieraj różne ciśnienie na nozdrza
tak by wytrąbić swoją ulubioną pieśń.

9. Dawaj do zrozumienia jednemu z ministrantów, ze ma rozpięty rozporek.

10. Unoś co jakiś czas jedną brew i patrz w ten sposób na sąsiadów.

[Źródło: Antygon]

Stan zdrowia głowy państwa

Lech Kaczyński, pełniący obowiązki prezydenta naszego pięknego kraju (z mandatu społecznego, wobec którego powinien być odpowiedzialny) oświadczył dziś, że badaniom lekarskim się nie podda i raportu o swoim stanie zdrowia nie poda.

Czyli krucjata Janusza Palikota, chcącego, aby Lech Kaczyński pokazał, że jest w pełni władz zdrowia somatycznego i psychicznego, spaliła na panewce.
Lech Kaczyński swą odmowę ujawnienia swego stanu zdrowia umotywował tym, że może dotyczyć to każdego kto podpadł, oraz tym, że przecież widać w ostatnich miesiącach udzielił stu przemówień, i gołym okiem widać było, że żadnych zdrowotnych wad nie ma…

Zostawmy wady ukryte Pana Lecha. Rzeczywiście, w wieku 59 lat o pewnych wadach już mówić nie wypada. Ale to co widać gołym okiem, każe wątpić, czy to, co widać, jest normą.
Głowa państwa… właśnie, o głowę chodzi. Ten wieczny bełkocik, te różne Benuery, Pereiry, przemówienia z „głowy”, czyli jak mówią – z niczego, problemy z koordynacją rąk, głowy, przemówienia improwizowane, ale głównie bez sensu, lub obrażające innych – każą nam przychylić się ku wnioskowi Janusza Palikota o złożeniu w Sejmie ustawy zmuszającej Lecha Kaczyńskiego do ujawnienia, czy jest zdrowy na ciele i umyśle.

Każdy polityk jest podejrzany. Jedni bardziej, inni mniej. Norma wśród polityków, szczególnie ta dotyczące psyche, jest znacznie zaniżona. Właśnie dlatego my, obywatele, ci, którzy brali udział w wyborach, mamy prawo ŻĄDAĆ od głowy państwa odpowiedzialności za to, co mówi, robi i jak się zachowuje.
Lech Kaczyński ma „psi” obowiązek ujawnić stan zdrowia, bo jak przykłady Johna F. Kennedy’ego, Ronalda Reagana czy Winstona Churchilla wskazują, tamci mając ukryte choroby, pełnili swe obowiązki doskonale.

Więc na co cierpi Lech Kaczyński, że aż 65% respondentów badań opinii publicznej twierdzi, że źle sprawuje swój urząd i że właśnie gołym okiem widać, że głowa państwa ma problemy właśnie…z głową?

Azrael

Nagana, czyli nagroda


Rzadko się zgadzam z Lechem Kaczyńskim, ale dziś miał rację. Rzeczywiście, PO podjęło temat ukarania posła Janusz Palikota dopiero wtedy, kiedy odważył się powiedzieć głośno to, o czym polityczna poprawność do tej pory nie pozwalała – że Tadeusz Rydzyk powinien wreszcie odpowiedzieć na kilka trudnych pytań, w tym skąd ma pieniądze na działalność, gdzie są pieniądze stoczniowców gdańskich i dlaczego jego rozgłośnia nie płaci pieniędzy za koncesję, ponieważ stale, dzień w dzień, łamie przepisy o nadawcy społecznym. Zapraszam codziennie na 13.10 – i proszę posłuchać przeglądu prasy krajowej tej stacji…Nie świadczy to dobrze o Platformie i Chlebowskiemu, bozamiast robić szopkę na klubie parlamentarnym – powinni zwrócić się do ministra Ćwiąkalskiego z wnioskiem o przejrzenie postępowań wobec Tadeusz Rydzyka i jego finansisty – ojca Króla.

Myli się jednak Lech Kaczyński, Palikot nie mówił rzeczy niemądrych o nim – mówił rzeczy nad wyraz mądre – tylko nie dla każdego zrozumiałe, ale to problem już jego, prezydenta. Już wiemy, że o zdrowiu Lecha nie dowiemy się wcześniej, niż jesienią.

Karą dla Palikota jest nagana na piśmie, którą zapewne poseł sobie powiesi na ścianie gabinetu, jak wyraz swojego zwycięstwa. Słusznie zauważono, że jego wartość jest ponad wartością człowieka udającego księdza i człowieka udającego męża stanu ( „O ludziach marnych rozmawiajmy językiem marnym”).

Kazimierz Kutz powiedział wczoraj w TVN 24, że Palikot „przyszedł do polityki z literatury, z Gombrowicza, a nie magla politycznego„. Tak, i doskonale się dostosował się do warunków politycznego układu względności.

Myślę, że to nie koniec happeningów Palikota. Postępuję on zgodnie z Gombrowiczem, który w „Ferdydurke” napisał;

„Bo nie ma ucieczki przed gębą, jak tylko w inną gębę. A przed człowiekiem schronić się można tylko w objęcia innego człowieka. Przed pupą nie ma zaś w ogóle ucieczki – ścigajcie mnie, jeśli chcecie!”

No to spróbujcie go złapać!

Azrael

Fundacja "NIE PiS" działa!

Twój ojciec jest w PiS? Twój syn zapisał się do młodzieżówki PiS? Twoja córka powiesiła plakat ze Zbigniewem Ziobrą na ścianie? Już nie jesteś sam! Rusza grupa wsparcia dla rodzin z problemem Prawych i Sprawiedliwych!

- Kiedy w roku 2005 moja żona powiedziała mi, że w pracy powstaje komórka Prawa i Sprawiedliwości i ona się do niej zapisuje – poczułem się zagubiony, nieszczęśliwy – mówi Jan Kabłąk z Dzierżoniowa. To właśnie tu powstaje kolejne regionalne koło wsparcia dla rodzin z problemem PIS. - Ale postanowiłem działać i się nie poddawać. Dowiedziałem się, że takich ludzi uwikłanych, opuszczonych, porzuconych, którzy nie mogli patrzeć jak ich bliscy się pogrążają w szalonych myślach, zaczynają studiować dzieła Jarosława i Lech Kaczyńskich, wyrywają gałki z radia i telewizora, nastawiając je wcześniej na rozgłośnie toruńską – jest więcej. Zacząłem szukać pomocy…

I Pan Kabłąk znalazł pomoc!
W Warszawie, przy ulicy Wolskiej 186 powstała fundacja „Nie PIS – pomożemy Ci”, która udziela porad dla rodzin uzależnionych od Prawa i Sprawiedliwości, oraz dla tych, którzy chcą wyjść z tego groźnego nałogu.

Spotkania mają charakter otwarty, realizowanych jest kilka programów. Wzorce są już znane, materiały opracowane przez wybitnych zachodnioeuropejskich i amerykańskich terapeutów. – Korzystamy z doświadczeń amerykańskiego ruchu anonimowych alkoholików. To rzeczywiście sprawdzone wzorce, dające w tym wypadku zdumiewające rezultaty.

I rzeczywiście. Rozmawiamy z Panią Izą Kociubrzyńska;

- Było ciężko, bardzo ciężko. Nie mogłam zasnąć, nie wysłuchując przynajmniej dwóch wywiadów Jarosława Kaczyńskiego dla „Sygnałów Dnia”. To z kolej tak mnie pobudzało, że musiałam wstać i przynajmniej przez 15 minut rzucałam lotkami w zdjęcie Donalda Tuska. Moje kontakty z mężem uległy osłabieniu, dopiero kiedy kupił okulary zbliżone do okularów Zbigniewa Ziobro i zaczął zaczynać każde zdanie swojej wypowiedzi od słów „znaczy, psze pani” – mógł się do mnie zbliżyć. Moja matka wyciągnęła mnie z tego uzależnienia i przyprowadziła na ulicę Wolską. I tu odnalazłam spokój, zrozumienie i grupę oddanych ludzi, przyjaciół, którzy przeszli to samo… Chwilą mojego wyzwolenia być dzień, kiedy stanęłam przed salą pełną ludzi – i powiedziałam – Jarosław Kaczyński nie jest genialny… Ulga, którą poczułam, była bliska tej, jak wtedy, kiedy się przyznałam do kradzieży oranżady w proszku…

Spotkania są bezpłatne i odbywają się co tydzień, w środy od godz. 16 przy ul. Wolskiej 186 lok. 12

Prowadzą je terapeutka Anna Niezbita i Jan Otwarty, ojciec dwóch uzależnionych synów, którzy są już wyleczeni i są wolontariuszami – Rok temu synowie powiedzieli mi, że mają taki problem – zaczynają seplenić i bać się Niemców, Rosjan i gejów. Wiem, jak trudno przyjąć tę wiadomość… ale daliśmy sobie radę z tym.

Na pierwsze spotkanie w marcu 2007 roku troje rodziców i dwójka dzieci, których ojcowie zaczęli tracić kontakt z rzeczywistości.
To i tak dużo – mówi Iza Kociubrzyńska - Okazuje się, że bardzo trudno przekroczyć barierę niemożności i wstydu.

Dla ludzi, którzy są na stanowiskach, i ten syndrom im osobiście przeszkadza – jest telefon zaufania i strona internetowa.

Informacje pod numerem 22 6941914
A strona fundacji to www.niepis.org.pl

Targowica bis!

Nie mogę więcej milczeć i udawać, że nic się nie stało. Obowiązek polskiego patrioty i człowieka, który popiera idee o. Tadeusza Rydzyka, jego nieugiętą postawę, godną pamięci św. Maksymiliana Kolbe, każe mi głośno krzyczeć, tak głośno, aby wszyscy mogli usłyszeć.

Ratyfikacja Traktatu Lizbońskiego to jest Targowica. Wprawdzie tylko bis, ale Targowica.

Partia białej flagi, partia zagranicy, którą reprezentuje Donald Tusk i skonfederowany z nim Jarosław Kaczyński – oddaje w pacht polskie interesy administratorom z Eurokołchozu z Brukseli! Korporacyjne pieniądze i układy, które płyną z Unii Europejskiej, każą IM głosować, jak chcą! Emisariusze zepsucia moralnego, wysłannicy piekieł, tacy jak MAŁŻEŃSTWO gejów z Ameryki jest przykładem, jak niecne zamysły wpijają się w zdrową tkankę polskiego katolickiego Narodu!

Ten Sejm można tylko porównać do Sejmu Rozbiorowego,

Pośle Giżyński! Wzywam w imieniu o. Tadeusza! Zostań drugim Reytanem! On ci tego nie zapomni! Albo niech posłanka Sobecka się położy…

Azrael

Zybertowicz niecnota

Prawo i Sprawiedliwość w ramach „odzyskiwania” inteligencji wielkomiejskiej będzie zapewne sięgało po swoje kadry intelektualne. Piszę – zapewne – bo nie jestem do końca przekonany, czy Jarosław Kaczyński będzie potrzebował wsparcia intelektualnego. Wszak nie tylko genialnym strategiem jest – ale i wielkim myślicielem. Zupełnie jak Lenin…

Czytam ja sobie często dość propisowskich myślicieli i przyznam się szczerze (całkowicie bez ironii), że obcowanie z tekstami Szlachty, Gawina, Cichockiego czy nawet Legutki – bywa niezłą rozrywką i rozgrywką intelektualną. Gorzej już jest z Krasnodębskim. Ale cóż, i tak Jarosław Kaczyński oparł swój program tak zwanej IV RP na przemyśleniach z lat swojego „Sulejówka”, rozmowach z wiernym Dornem i lustrem (czytaj: bratem) a nie na analizie pism innych – w założeniach – gorszych I dostaliśmy zlepek idei narodowo – gaullistowskich w sosie populizmu.

Jednym z tych, których jednak Kaczyński słuchał – był zapewne Andrzej Zybertowicz. To on dał Kaczyńskiemu „mięso” jego projektu, coś, co go napędzało, co było osnową projektu zmiany państwa – czyli walki z układem.

Continue Reading →

Lechowi na Walentynki

Pracę prezydenta Lecha Kaczyńskiego dobrze ocenia 29 procent ankietowanych, źle – 60 procent – wynika z najnowszego sondażu CBOS. Odsetek pozytywnych opinii zmniejszył się w porównaniu do stycznia o 7 punktów procentowych.(Onet)

Lechu, w tym dniu składam Ci życzenia, wszystkiego dobrego, wiesz, myślę o Tobie zawsze, rano, wieczorem i nocą… Będę Cię broniła własną piersią przed kalumniami i oszczerstwami… Nie jest prawdą, że Naród Cię nie kocha… A jak nie kocha – to jego strata…

Twoja Ania na Walentynki…

* Zdjęcia - REPORTER

"Miś" i nie tylko

Dziś, zamiast zwyczajowej porcji muzyki – prawdziwy, nieskażony humor, z pod znaku Barej.

„Miś”. Kultowy film o wszystkim, o polityce, PRL, polskim światku medialnym.
Filmy Barej, pocięte, poszatkowane przez cenzurę – zawsze pozostaną świeże i odkrywcze. Coś, co nie jest do podrobienia.

[youtube=watch?v=vPA7y5lHvT8]

Reszta na blogu video – i tam mała niespodzianka

Miłego weekendu

Azrael

Takie to ludzkie…

Nominacja Anny Fotygi na szefową Kancelarii Prezydenta spotkała się z powszechną dezaprobatą.
Komentarze są nieprzychylne, uwypuklają cechu Pani Minister, jej brak zdolności prowadzenia dyskusji, padały opinie, że jest nieudolna, słaba merytorycznie, niepotrafiąca wyartykułować swojego zdania, mająca problemy z komunikacją werbalną, a także – problemy z relacjami międzyludzkimi. Że jest wprost autystyczna i zagubiona, jak przysłowiowe dziecko we mgle.

Ale spójrzmy na to inaczej – od strony Lecha Kaczyńskiego. I to nie z punktu widzenia polityka sprawującego urząd państwowy, lecz człowieka.
Funkcja głowy państwa, jaką piastuje… z woli swojego brata, przerasta go. Nie jest stworzony do blichtru, do błyszczenia i nadawania tonu polskiej polityce – i w kraju i zagranicą. I na nic tu zabiegi ministra od wizerunku, Michała Kamińskiego. Lech Kaczyński – parafrazując słynny tekst z filmu „Rejs” – lubi tylko takich ludzi, jakich zna. Zbyt wiele razy się spalił (Kaczmarek, Piłka) aby zaufać innym, którzy do tego mogą mieć inne zdanie – i jeszcze może do tego chcieliby go do tego przekonywać. Poza tym – nie najważniejsze jest działanie samego urzędu prezydenckiego – lecz zasada solidarności i wspierania się braci – Jarosława i Lecha. I to jest taka pewna, osobowościowa cech, bliźniacza cecha, która powoduje taki, a nie inny dobór kadr wokół Prezydenta.
Choć nie wykluczone, że w Lechu Kaczyńskim tkwią i inne uczucia, inne pokłady miłości… do tej pory nie ujawnione. Wprawdzie syndrom „czterdziestki” już dawno za nim, ale może zbliżać się czas szaleństw trzeciego wieku…

Azrael

Zdjęcia:

1. Wojciech Olkuśnik/AG

2. Witold Rozłucki/Reporter

Będzie normalniej?

Politycy opozycji i komentatorzy wyśmiewali się z Donalda Tuska, że ogłosił poniedziałek 19 listopada Dniem Radości Narodowej. A we wtorek u Sekielskiego i Morozowskiego wyjaśniał rolę miłości w polityce. Śmiertelnie poważni prawicowi komentatorzy od razy mu przypomnieli, że nie godzi się, że przecież czas na budowę i odbudowę, że powaga urzędu… Doda – to się nie godzi – lepsze by były chorały gregoriańskie – no, ostatecznie wyższa kultura pod postacią Andrzeja Rosiewicza z jego słynną piosnką o czerech ziobrach…

Komentatorom jakoś nie przeszkadzały dowcipy poprzedniego premiera, Jarosława Kaczyńskiego. A trzeba przyznać, że żarty się go trzymały (i dalej są przy nim) wspaniale. Na przykład żartował kiedyś, że w nim jest samo dobro… a wszyscy uwierzyli, a to był taki subtelny witz. Potem mówił, że gdy jego ugrupowanie nie zdobędzie 280 mandatów w wyborach sejmowych – to się poda do dymisji – no i znów wulkan humoru… Ostatnio stwierdził, że podda się demokratycznemu osądowi swojej partii na kongresie w grudniu… boki zrywać, jak świeże wiśnie…

Niektórzy myśleli, że to dobre samopoczucie Pana Byłego Premiera tak daleko sięga, że w dobrej atmosferze będzie można podyskutować o reformie Prawa i Sprawiedliwości. I napisali wesoły list do szefa partii. Ale tu okazało się, że pokłady dobrego humoru Jarosława Kaczyńskiego są na wyczerpaniu… każda demokracja ma swoje granice… Panowie Dorn, Ujazdowski i Zalewski nie utrzymali się w konwencji żartu, takiego rodem z niemieckiego przedwojennego kabaretu i zamiast się przewrócić na wznak i zamachać łapami jak Saba, że oni tylko tak żartowali – unieśli się fałszywym honorem.

Donald Tusk pokazuję inną, ludzką twarz polityki. Nie wilcze zęby, jak to widzi Kaczyński, lecz właśnie nowy, trochę blaeirowski styl komunikacji z mediami i społeczeństwem. Wymaga on jeszcze dopracowania i szlifu – ale już jest nieźle. Szczególnie na tle swoich poprzedników.

Łagodność i koncyliacyjność premiera powinna się jednak ograniczać tylko do przekazu medialnego. „Ofensywa miłości” dobrze wygląda w mediach – gorzej się sprawdza w twardej walce politycznej. Tusk składał w kampanii konkretne deklaracje rozliczeniowe – i czas aby do nich przystąpił. Tym bardziej, że wysokie wskaźniki poparcia, jakie ma PO nie będą trwać wiecznie. I musi też pamiętać, że opozycja, jeszcze silna i stabilna – zacznie bezlitośnie punktować błędy tego rządu.

Rząd PO i PSL ma wiele trudnych zadań i ukrytych problemów, z którymi się będzie musiał zderzyć. Te trudne problemy, w sferach socjalnych i administracji publicznej, które będą wymagały trudnych decyzji, spowodują spadek notowań. Dlatego decyzje muszą zapadać szybko – i szybko, precyzyjnie i dokładnie powinny być przedstawiane społeczeństwu.
Sprawna komunikacja ze społeczeństwem to podstawa sukcesu. Ale nie w formie wiecznych, kilku dziennie konferencji prasowych – lecz w formie czytelnych sygnałów i przekazów via media. Dlatego między innymi ważna jest szybka nowelizacja ustawy o KRRiT – i wyczyszczenie sytuacji w TVP i Polskim Radio. Na marginesie – śmieszne są pokrzykiwania Sellina, który przed wyborami twierdził, że ma notatnik ze 60 nazwiskami fachowców, którzy zasiądą w KRRiT… a jak było? Wiadomo… I teraz znów usiłuje oskarżać PO o próbę przejęcia mediów.

Mam nadzieję, że rzecznik prasowa rządu, dr Agnieszka Liszka, specjalistka od komunikacji społecznej – znajdzie nową formułę dla swojego stanowiska.

Oczekiwania normalności w polityce, spokoju i sensu są powszechne.

Azrael

No tego nie mogłem sobie darować!

Za ”Gazetą Wyborczą”

Zwycięzca Big Brothera w Sejmie

Janusz Dzięcioł zdobył mandat w okręgu toruńsko-wrocławskim z listy PO, zajmując trzecie miejsce po Antonim Mężydle i Zbigniewie Girzyńskim pod względem liczby uzyskanych głosów – 19 807. Pobił takie sławy jak Anna Sobecka, spikerka Radia Maryja (15 180) i Jerzy Wenderlich z SLD (11 825).

Janusza Dzięcioła znamy jako zwycięzcę programy „Big Brother” z 2001 roku.

No tego nie mogłem sobie darować. Mrożek razem z Gombrowiczem się kłaniają!

Azrael