IPN łączy i dzieli

Instytut Pamięci Narodowej do specyficzna instytucja na polskiej scenie. Właśnie nie w obszarze nauki i działalności historycznej, czy w obszarze wymiaru sprawiedliwości, ale na „scenie”, ponieważ działania szefa tej instytucji, a także poszczególnych jej pracowników i doradców, odbierane są jako działania polityczne, medialne – rzadko kiedy jako naukowe.

W Sejmie odbyło się pierwsze czytanie projektu nowelizacji ustawy i IPN, autorstwa Platformy Obywatelskiej – partii, która w poprzedniej kadencji powołała tę instytucję i walnie przyczyniła się do nadania jej obecnego profilu, dalekiego od bezstronności jednostki naukowej. To PO przyłożyła rękę do powołania na jej szefa profesora Janusza Kurtyki, co odbyło się w atmosferze skandalu pomówienia, i to ona pozwoliła na taką formę organizacyjną, w której polityczny prymat ma obecnie jedna siła polityczna. I możemy wczytywać się w sprawozdanie IPN, które właśnie zostało przyjęte przez sejmową komisję Sprawiedliwości i Praw Człowieka, nie zmieni to jednak oblicza tej instytucji, jako narzędzie politycznego przeciwko politycznym adwersarzom. Można się chwalić pracą pionów naukowego, edukacyjnego i archiwalnego, jednak IPN jest postrzegany przez swój pion śledczo-dochodzeniowy,

Platforma Obywatelska nie chce likwidacji IPN, do czego miała prowadzić propozycja Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Więcej – zmiany, jakie PO chce wprowadzić w ustawie o IPN, mają charakter kosmetyczny i mają za zadanie poddanie tej instytucji dalszej kontroli. Kontroli politycznej polityków. A najważniejsza wadliwość tej instytucji, czyli połączenie działalności śledczej i naukowej, w projekcie PO nie zostaje usunięta. Zamiana instytucji kolegium na radę instytutu to tylko tak naprawdę zabieg erystyczny, ponieważ sam tryb wyboru i akceptacji członków tej rady zostawiają politykom bardzo szeroką możliwość wpływu na nią.

Continue Reading →

Manipulacje Antoniego Dudka

Są daty, rocznice polskiej historii współczesnej, które wzbudzają gorące dyskusje, które nigdy nie kończą się porozumieniem, konsensusem, czy nawet zrozumieniem racji drugiej ze stron. Dotyczy to między innymi rocznicy Okrągłego Stołu, Powstania Warszawskiego, inwazji wojsk sowieckich we wrześniu 1939 roku, czy zbliżającej się rocznicy stanu wojennego.

W wielu wypadkach rocznice te są wykorzystywane nie tylko do przypomnienia historii, czy do rzetelnej dyskusji politycznej, ale do realizowania polityki bieżącej, lub do załatwiania interesów określonych grup, czy instytucji. Z czymś takim mamy właśnie do czynienie w tej chwili, kiedy dr Antoni Dudek, z okazji zbliżające się daty 13. grudnia, postanowił się podzielić swoimi „naukowymi osiągnięciami”, które jakoby miał doszczętnie obciążyć generała Wojciecha Jaruzelskiego i postawić go w rzędzie zdrajców Polski – zapewne wyżej targowiczan…

Grudniowy „Biuletynu IPN” (dostępny już w sieci) ma opublikować pełen zapis rozmowy, z nocy 8 na 9 grudnia 1981 r. jaką Wojciech Jaruzelski przeprowadził z dowódcą wojsk Układu Warszawskiego marszałkiem Wiktorem Kulikowem. Uwaga ważna – nie jest to zapis rozmowy, nie jest to też stenogram, lecz są to notatki adiutanta Kulikowa, gen. Wiktora Anoszkina, sporządzone na jego prywatny użytek. Zostały one pozyskane przez polskiego reżysera Dariusza Jabłońskiego, zbierającego materiały do filmu dokumentalnego o płk. Ryszardzie Kuklińskim i przekazane do dyspozycji IPN. I dopiero teraz (choć cześć tych zapisków znana jest od lat, były one częściowo już publikowane) nabierają one znaczenia NAUKOWEGO, po opublikowaniu ich w biuletynie ipeenowskim. Dlaczego ma to znaczenie, i dlaczego teraz następuję ta publikacja – o tym później.

Według Antoniego Dudka z zapisków generała Anoszkina wynika, że Jaruzelski miał prosić Rosjan (Kulikowa) o pomoc militarną w przypadku, gdyby opór przeciwko stanowi wojennemu – miał być zbyt silny w stosunku do możliwości sił bezpieczeństwa i wojska. Jeżeli się jednak głębiej wczytamy w materiał, nie znajdziemy tam potwierdzenia, że chodziło o pomoc stricte militarną, a raczej o pomoc wojskową, w sensie zaopatrzeniowym. Potwierdza to również generał Florian Siwicki, ówczesny minister obrony narodowej, który mówi o pomocy gospodarczej i politycznej. Poza tym generałKulikow nie był władny podjąć takiej decyzji samodzielnie, nie miał żadnych umocowań politycznych.

Continue Reading →

Mokry, śmierdzący kapiszon

Instytut Pamięci Narodowej wydał nowe opracowanie naukowe, pt. „Aparat represji w Polsce Ludowej”. Znajduje się w nim kilkudziesięciostronicowe opracowanie dr Piotra Gontarczyka, poświęcone Aleksandrowi Kwaśniewskiemu. To publikacja zapowiadana od miesięcy przez prezesa Janusza Kurtykę – a dokładnie od dnia, kiedy były prezydent niezbyt pochlebnie wyraził się o pracy śledczej IPN, w kontekście oskarżenia gen. Wojciecha Jaruzelskiego o działania w związku przestępczym, a o samym prezesie instytutu – w szczególności. Praca Gontarczyka ma więc solenną podbudowę, ale niekoniecznie zgodną z etyką pracy naukowca.

Uzasadnione jest tu przypomnienie, że p. Piotr Gontarczyk był w latach 1998 – 2005 współpracownikiem Rzecznika Interesu Publicznego, sędziego Bogusława Nizieńskiego, tego samego, który bezskutecznie oskarżał Aleksandra Kwaśniewskiego o współpracę z SB. Sprawa została przez Nizieńskiego przegrana przed Sądem Lustracyjnym, a prezydent uznany – nie po raz pierwszy – za niewinnego. Jednym słowem sąd, jako instytucja demokratycznego państwa prawa oczyściła prezydenta z oskarżeń. Nie w oczach jego politycznych przeciwników i hunwejbinów lustracyjnych.

Opracowanie, jakie zamieścił Piotr Gontarczyk w zbiorczej publikacji IPN, prawie wyłącznie opiera się o materiały, które były podstawą wyroku w roku 2000. Ale funkcjonariusz IPN postanowił je w swoim opracowaniu twórczo zinterpretować, to co jest dostępnie w niewielkiej ilości, rozwlec na ponad 50.stronach artykułu. Po dogłębnej kwerendzie dodane są pewne materiały, ale jeszcze o mniejsze wartości, niż te z lat poprzednich. Gontarczyk w związku z tym zamiast rzetelnej analizy materiałów prowadzi coś w rodzaju procesu poszlakowego, a nie dowód oparty o potwierdzone krzyżowo i bezwzględnie wiarygodne zapisy. Poza wpisem ewidencyjnym Gontarczyk nie znalazł żadnych raportów, oświadczeń, donosów, czy choćby notatek funkcjonariuszy. Całość dowody tego opracowania zasadza się na jednej informacji o zamieszkaniu Kwaśniewskiego, a przede wszystkim o tym, że przecież nieprawdą jest, że członkowie PZPR nie byli werbowani przez służby specjalne PRL.

Można sobie zadać pytanie, o co w związku z tym chodzi IPN, Gontarczykowi i Januszowi Kurtyce, który legitymuje takie opracowania? Otóż instytucja ta dalej tkwi w formule zakreślonej przez czasy tak zwanej IV RP. Jest to instytucja, w części zajmującej się lustracją i ściganiem peerelowskich przestępców (w stylu trochę orwellowskim, a więc przestępców myśli…), realizująca konkretne zadania polityczne, mające być walką o pamięć historyczną i narzędziem walki. Problemem jest tylko to, że kiedy w przypadku książki o Lechu Wałęsie, autorstwa spółki Cenckiewicz/Gontarczyk zręczna kompilacja kserokopii materiałów, fałszywek i własnych, równie odkrywczych, opinii dała pewne rezultaty, to w przypadku materiału o Aleksandrze Kwaśniewski zostały już tylko konfabulacje i czysta, pardon, brudna publicystyka.

IPN pod okiem i ręką Janusza Kurtyki jest z jednej strony podobny do orwellowskiego Ministerstwa Prawdy z „Roku 1984”, z drugiej strony, bliski jest esbeckim metodom i stylowi działania. Tylko, że wtedy fałszywki miały lepszą jakość…

Azrael

Kochamy PRL, czyli jak czytać sondaże

Ukazał się ciekawy sondaż, opracowany przez CBOS. To agencja, która prowadzi nie tylko badania na zamówienie, „gazetowe”, ale rzeczywiście przykłada się i do metodologii i do analiz.

To badanie dotyczyło stosunku społeczeństwa do czasów PRL. Badanie było solidne, ankieterskie, zrobione na grupie ponad 1.000 respondentów.

Z badania wynika, że o PRL dobre zdanie ma 44% respondentów, przeciwnie ten okres ocenia 43%, 76% badanych ma dosyć rozliczeń czasów sprzed roku 1989.Co ciekawe – lepiej czasy komuny wspominają ci, którzy weszli w życie dorosłe w tamtym okresie…I ostatni znamienny wynik, to ten, że nie można sprawiedliwie osądzić ludzi sprawujących władzę w czasach PRL (69% badanych).

Niektórzy komentatorzy, tacy jak red. Piotr Skwieciński z „Rzeczpospolitej”, uważają, że na takie postrzeganie czasów z przed roku 1989 ma wpływ obecny kryzys ekonomiczny i niepewność życia, brak stabilizacji. Jednak za podstawową przyczynę zmiany trendu postrzegania PRL wskazuje to, że środowiska, które twardo stawiały na sprawę rozliczeń, walki o pamięć, wykorzystując sprawę Lecha Wałęsy, czy książkę młodego historyka Pawła Zyzaka, przegrały bój o pamięć, jak rozumiem – pamięć historyczną, a właściwie – politykę historyczną. Tę, z historii lat najnowszych.

Jest w tym dużo prawdy, ale tylko część. Otóż, nie jak uważa Piotr Skwieciński, to nie obrońcy Wałęsy, obrońcy tradycji wolności i antykomunizmu wygrali, lecz przegrali ci, którzy w imię SWOJEJ wizji prawdy historycznej chcieli tę tradycję przejąć. To właśnie świadomość społeczna, zbiorowa mądrość społeczeństwa, pozwoliła na to, aby próba zdyskredytowania Lecha Wałęsy i pamięci tamtych lat, może wyidealizowanej, może wybiórczej, ale bliskiej każdemu, kto świadomie tamten czas przeżył, pozwoliła na odrzucenie i sprzeciw wobec ataku na Wałęsę i etos „Solidarności”. Nie jest to tożsame z tym, że Polacy nie chcą wiedzieć, jak było naprawdę, ale nie chcą, aby rozliczenie z przeszłością były podstawowym problemem społecznym w roku 2009. Nie przypadkowo wcale młodzi ludzie oceniają PRL źle, ale jednocześnie nie widzą potrzeby, aby tamten czas i rozliczenia historyczne, robione głównie z zamysłem ideologicznym, przekładały się wprost na życie społeczne Polski wieku XXI. I nie jest to kwestia postpolityki, jak chce to widzieć Piotr Skwieciński, lecz sprawa społecznego realizmu i pragmatyzmu.

Walka o prawdę historyczną jest oczywiście ważna, dobrze się dzieje, że w Polsce można napisać i opublikować takie książki, jak te autorstwa spółki Gontarczyk/Cenckiewicz, czy Pawła Zyzaka.

Continue Reading →

Casanova z IPN, lub pan z teczką

Ostatnio w polskim życiu politycznym mieliśmy dwie afery o podłożu seksualnym. Obie dość przaśne, żeby nie powiedzieć, wulgarne. Jedna to afera w „Samoobronie”, z udziałem Andrzeja Leppera i Stanisława Łyżwińskiego. Druga natomiast to afera w magistracie olsztyńskim, z udziałem prezydenta Małkowskiego. Obie nie warte opisywania, strzępienia piór, bo tak naprawdę chodziło w tym o zwykłe wykorzystanie seksualne, na podstawie zależności służbowych.

Tym razem mamy do czynienia z czymś bardziej wysublimowanym. Oto Prezes Instytutu Pamięci Narodowej, Janusz Kurtyka, ponoć uzależnił i wykorzystał seksualnie Katarzynę Hejke, z-cę redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”. Wabikiem miały być… teczki instytutu na czele którego Kurtyka stoi. Teczki te z kolei pozwoliły pani Hejke zabłysnąć na firmamencie dziennikarskim serią znakomitych artykułów śledczych. Jednym słowem – prezes donosił (teczki), a panie Hejke je śledziła… Nie wiemy tylko, czy po akcie miłosnym, czy przed.

I wszystko zostałoby pomiędzy namiętnymi kochankami, gdyby nie to, że Pani Hejke wolną nie była. Pan mąż, profesor łódzkiej filmówki, Krzysztof Hejke, dowiedział się o sprawie, zabezpieczył dowody, i to nie tylko dowody zdrady żony, ale również materiały wabika pana prezesa, pod postacią dokumentów IPN i w stosownym momencie zareagował. Zrobił to z grubej rury, pisząc list do Prezydenta RP (z odpisem do Marszałka Sejmu i szefa Kolegium IPN). Impulsem dla tego listu było przyznanie przez Lecha Kaczyńskiego wysokiego odznaczenia dla prezesa Kurtyki, za dobrą pracę, ale i za niezłomną i szlachetną postawę. Oto fragment tego listu, który ma właściwie już w tej chwili formę listu otwartego;

Continue Reading →

Sztandar IPN kirem ozdobiony…

Jan Żaryn łaskaw był w środę oznajmić, omamiony podstępnym pytaniem dziennikarza radia TOK FM (koncern Agora, Adam Michnik, żeby nie było niedomówień…), że „Jest pewna zaszłość, która zdarzyła się za czasów prof. Leona Kieresa [...] Wałęsa otrzymał wtedy status pokrzywdzonego. Otrzymał go w sytuacji niewyjaśnionej, jeśli chodzi o życiorys. W kontekście obowiązującej wówczas ustawy status pokrzywdzonego mogli otrzymać tylko ci, wobec których nie było żadnego śladu, który wskazywałby, że w jakimś okresie życia dana osoba była zarejestrowana jako tajny współpracownik”. Powiedział to nie tylko jako historyk, ale przede wszystkim jako funkcjonariusz państwa,

No i skończyło się tak, jak wiemy, a jak w czarnych snach zwolennicy lobby lustracyjno-rozliczeniowego nie przewidywali. Chorąży hufca IPN, prezes Janusz Kurtyka, Wielki Strażnik Teczek zwolnił pana Żaryna z funkcji, a do tego w komunikacie, jak został wydany, poza suchą sentencją, że tenże został zwolniony za wypowiedź pod adresem Lecha Wałęsy, nie znalazło się nic o wielkim wkładzie w prace Instytutu, zasługach, poświęceniu, odwadze… a przecież 48 godzin wcześniej właśnie za to bezprzykładne Bohaterstwo otrzymał „w klapę” od Lech Kaczyńskiego…

I teraz nie bardzo wiadomo, co z tym Kurtyką dalej robić. Lustratorzy i rozliczacze nie wiedzą – nasz ci on,czy już agorowo – tevaenowski? Przeszedł na ciemną stronę walteryzmu i michnikowszczyzny, czy poświęcił druha dla ratowania IPN? Po cichu, w zakamarkach Ciemnogrodu pisze i mówi się, że skrewił i po prostu tak zwany „dupochron” dla siebie założył, zwalniając Żaryna, ale głośno i dobitnie pisać tego nie można. I tak z ideowca lustracji i Nowej Prawdy Historycznej ostał się jedynieroztrzęsiony, trzymający się biureczka koniunkturalista…I na nic wezwania prezydenta wirtualnej IV RP, Lecha Kaczyńskiego, „odważni bądźcie” – nie są….

Żaryn nie pełnił w IPN funkcji nic nieznaczącej – na stanowisku szefa Biura Edukacji Publicznej pełnił ważną rolę propagandzisty i reżysera planów budowy nowej historii, zresztą specjalnie nie ukrywa, że czuje się postawiony na froncie walki o „wizję historii”. Nie o prawdę, lecz o wizję. I gdyby nie „złe siły”, które atakują IPN, misja byłaby kontynuowana. A projekt zmian, jakie chce wprowadzić rząd w IPN, w formie ustawy, nazywa bolszewickimi wzorami.

Pojawiają się opinię, że zmiana ustawy o IPN to zły pomysł, ponieważ nie należy w celach politycznych zmieniać kierownictwa niezależnej instytucji i to zła praktyka w demokracji. Słuszny pogląd w założeniu, pod warunkiem, że dotyczy to instytucji, która w pełni jest demokratyczna nie poddaje się politycznym naciskom i „wiatrowi ideologicznemu”. IPN taki nie jest i należy go przekształcić, nie naruszając prawdziwych wartości naukowych, ale za to kastrując go z policjantów myśli i zwykłych oszołomów.

Można też przeczytać i usłyszeć, że PO chce zmienić ustawę, działając pod wpływem lobby antylustracyjnego, obawiającego się ujawnienia tajemnic, jakie IPN lada chwila może ujawnić. Dotyczy to ponoć działań WSI i ich powiązań z ludźmi piastującymi wysokie stanowiska polityczne i biznesowe, także w mediach. Przez cienką siatkę aluzji można odczytać, że chodzi ponoć o TVN, a także polityków PO.

Problem tylko jest taki, czego zwolennicy spisków już nie chcą dopowiedzieć, że ten problem dotyka najbardziej polityków tak zwanej prawicy. I to, że materiały dotyczące wpływy agentury wojskowej na takie podmioty, jak Fundacja „Wola”, Fundacja Prasowa „Solidarność”, spółka „Telegraf”, były dużo większe, niż na inne spółki, w tym również nomenklaturowe spółki postkomunistyczne. Warto mieć to na uwadze.

Zbiór zastrzeżony IPN to coś, przy czym mityczna puszka Pandory wypełniona była nektarem…

Azrael

"Na Zyzaka"

Czas powoli, na koniec tygodnia, sumować sprawę zwaną „aferą Pawła Zyzaka”. Niektórzy piszą o aferze ipeenowskiej, inni o aferze na UJ, jeszcze innym będzie się ona kojarzyła z siusianiem do chrzcielnicy, a może nawet ze sprawą polskiej afery rozporkowej, a’la Lech Wałęsa, bo przecież legendarny przywódca polskiej opozycji nie utrzymał na wodzy…, no, zostawmy opisy na boku…

W sprawie są generalnie cztery strony, coś na kształt czworokąta. Jest magister Zyzak, z książką i swoim promotorem, profesorem Nowakiem, jest bohater książki, czyli Lech Wałęsa, dalej mamy IPN, jak tarcza strzelnicza, no i rząd Donalda Tuska, który z tego może sobie zrobić albo lody albo problem – jeżeli jej nie wykorzysta.

Zacznijmy od magistra Pawła Zyzaka. Ma on swoje pięć minut sławy, która może go wynieść, albo pogrążyć, ale na pewno jego nazwisko zostanie w języku polskim. Już się mówi, „pluć jak Zyzak”, „pisać Zyzakiem”, niektórzy twierdzą, że pewna figura seksualna będzie teraz nie seksem oralnym, ale seksem Zyzaka (jak historia może być oralna, to seks – Zyzaka, prawda?!). Paweł Zyzak jest w centrum zainteresowania mediów, „Gazeta Polska” już rozpoczęła obwożenie go po kraju, jako rewelacyjnej atrakcji (lepszy, niż człowiek-słoń, bo mówi), media mainstreamu jeszcze się wstydzą go zapraszać, ale redaktor Bogdan Rymanowski, z TVN24 zaraz się pewnie złamie. 24-letni pracownik ksero z Instytutu Pamięci Narodowej przeżywa czas chwały. Jego prac magisterską, napisaną na zasadzie wspomnianej historii oralnej, choć oczywiście w stopniu minimalnym, następnie wydaną w formie książkowej, trudno uznać za przełom w historiografii. Jej poziom jest żenujący, gdyby nie objętość, można by ją zaliczyć do literatury „kolejowej”. Ale za to trafiła na podatny grunt, ponieważ jest trzecią tego rodzaju publikacją, po dwóch pracach Sławomira Cenckiewicza (pierwsza z Piotrem Gontarczykiem), a do tego wydaną prawie w rocznicę podpisania umów Okrągłego Stołu. Trafia ona też w określone środowiska polityczne i określoną atmosferę permanentnej wojny historycznej, mającej na celu zanegowanie etosu „Solidarności”, z jego zwieńczeniem, czyli Okrągłym Stołem.

Continue Reading →

Kurtyka nie jest w stanie nikogo obrazić

„Kwaśniewski nie jest w stanie nikogo obrazić, bo był komunistycznym aparatczykiem gwarantującym Sowietom przynależność Polski do ich imperium” - tak Janusz Kurtyka, szef Instytutu Pamięci Narodowej powiedział dziś o byłym, dwukrotnie wybieranym prezydencie RP, Aleksandrze Kwaśniewskim, polityku, który cieszy się i w Polsce i zagranicą dalej dużą popularnością. Dodał, że Kwaśniewski był również notowany jako TW „Alek”, w latach 1983 – 89. I ja Januszowi Kurtyce wierzę, ponieważ jest on szefem instytutu, którego zadaniem jest zbieranie informacji i haków, w celu wykorzystania ich w celach politycznych – lub jak w tym przypadku – w celu obrony własnego tyłka.

Kwaśniewski mógł zostać wprowadzony do ewidencji, jako szef młodzieżowego tygodnika SZSP i ZSP, „ITD”, więcej – mógł być nawet o tym powiadomiony, ale nie musiał. Tylko, że z samego faktu, że był zarejestrowany, jeszcze nic nie wynika. Potwierdził to wyrok sądu lustracyjnego, z roku 2000, co oznacza, że nie znalazły się dowody na działalność agenturalną byłego prezydenta.

Nie to jednak jest w tej sprawie najważniejsze (oczywiście, ważne jest dla hunwejbinów lustracyjnych), lecz to, że Janusz Kurtyka przekroczył granice kultury politycznej.Oskarżenia adresowane do Aleksandra Kwaśniewskiego, pokazuje, że dla Janusza Kurtyki i jego podwładnych dokumenty esbeckie, zgromadzone w archiwach, są raz fetyszem, dwa – narzędziem uprawiania polityki. Kwaśniewski nazwał IPN „instytutem kłamstwa narodowego” i ma w tym rację. Jak pokazują liczne dowody, dokumenty tam zgromadzone są wielokrotnie wykorzystywane do formułowania kłamstw, oskarżeń i piętrowych teorii spiskowych. Książką Pana Zyzaka, napisana w części na podstawie dokumentów źródłowych IPN, jest przykładem, co z nimi można zrobić, jeżeli dostaną się one w ręce zdolnego, lecz pozbawionego skrupułów manipulatora.

Janusz Kurtyka, jak zapowiada Stefan Niesiołowski, wkrótce opuści swoje stanowisko, wniosek w tej sprawie złożył dziś Sojusz Lewicy Demokratycznej. PSL będzie to obojętne, a Platforma Obywatelska, mając za chwilę sprawę ustawy medialnej, a także wybory do Parlamentu Europejskiego – zgodzi się po krygowaniu na ten wniosek. I jeszcze przed wakacjami zostanie opracowana nowela ustawy o IPN. Kurtyka zostanie oskarżony o działalność na niekorzyść IPN. Nie ma szans na obronę, ponieważ złamał osobiście zasadę apolityczności swego stanowiska, atakując byłego prezydenta. Kto na tym straci? Nikt nie wie do końca, poza tymi, których teczki są w zbiorze zastrzeżonym IPN. A nie są to teczki działaczy komunistycznych.

Azrael

IPN, czyli sikanie przez nogawkę

Lech Wałęsa oczywiście z Polski nie wyjedzie, nagród, medali i wyróżnień nie odda, zbyt wiele w nim dumy (pomieszanej z megalomanią) z tego, co zrobił, zbyt wiele uznania dla niego z wielu stron, aby mógł nas i Polskę opuścić. Dziś za nim murem stanęli były premier, Tadeusz Mazowiecki i były prezydent, Aleksander Kwaśniewski. Nie zaliczali się do zwolenników Lecha Wałęsy, ale obydwaj wiedzą, na czym polega dobrze rozumiany interes i oblicze Polski.

Wałęsę wzburzyła książka, Pawła Zyzaka „Lech Wałęsa. Idea i historia”, wydana przez krakowskie wydawnictwo „Arcana”. Autor to młody wilczek pisowski, który przyjęty pod skrzydła wydawałoby się poważnego naukowca, Andrzeja Nowaka, „wydalił” z siebie coś, co jest pomieszaniem magla, pomówień, konfabulacji i prostych kłamstw.

Lech Wałęsa niepotrzebnie uniósł się w tej sprawie, ponieważ książka Zyzaka zasługuje na uwagę równą tej, jaką się przykłada do pism Leszka Bubla, czy publicystyki Doroty Kani, z „Gazety Polskiej”. To jakość kloaczna. Informacje o sikaniu Lecha Wałęsy do chrzcielnicy, czy konfabulacje o nieślubnym dziecku nadają się do „Faktu”, a nie do pracy naukowej. Zresztą o „warsztacie” Pana Zyzaka wypowiedziało się już wielu naukowców. Tego rodzaju „praca naukowa” nie może sprofanować pamięci o Wałęsie i „Solidarności”. To próba obsikania nogawek Lecha Wałęsy. Bezskuteczna.

Continue Reading →

Teczki Wałęsy, a rola IPN

Nie rozumiem rozpętanej znów afery wokół dokumentów, których wydania odmówił Lechowi Wałęsie gdański oddział Instytutu Pamięci Narodowej. Afery, którą rozpętał znów sam Wałęsa. Nie rozumiem, po co próbuje ciągnąć ten temat, kiedy badania sondażowe opinii publicznej pokazują, że społeczeństwo uważa tę sprawę za zamkniętą i nie mającą znaczenia.

Ustawa o działaniu IPN wyraźnie mówi, że materiały nie mogą być udostępniane osobom, które były zarejestrowane jako TW, a Lech Wałęsa miał w latach 1970 – 76 taki status. Lech Wałęsa był w PEŁNI ŚWIADOMYM współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa PRL, zarejestrowanym w grudniu 1970 roku i wyrejestrowanym w roku 1976.

Continue Reading →