Raport Kalisza

Komisja śledcza badająca okoliczności śmierci Barbary Blidy, działająca ponad 3 lata, zakończyła swoją działalność i przygotowała liczący ponad 250 stron projekt raportu. Jest to autorski projekt jej przewodniczącego, Ryszarda Kalisza. Główną konkluzją projektu, ale wcale nie najważniejszą z punktu widzenia prawa, jest wniosek o postawienie byłego premiera, Jarosława Kaczyńskiego i byłego ministra sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobry przed Trybunałem Stanu, a także stwierdzenie, że Barbara Blida nie chciała popełnić samobójstwa. Projekt został przekazany posłom, którzy mają pełne cztery tygodnie na na poprawki i zdania odrębne.

Jestem zaskoczony nie tyle konkluzjami samego raportu, co tym, że jego zapisy są tak daleko idące. Przyznam, że przez dłuższy czas uważałem, że Ryszardowi Kaliszowi brakuje determinacji w doprowadzeniu do końca całej tej sprawy. Zarzuty opieszałości wysuwane pod jego adresem (także przez polityków lewicy, w tym Leszka Millera), brak reakcji na przeciągające się postępowanie w prokuraturze w Łodzi, a także dość dziwne procedury utajniania dokumentów, w tym także z przesłuchań, dawały podstawy do wysuwania wniosków, że Ryszardowi Kaliszowi przestało zależeć na wyjaśnieniu okoliczności śmierci posłanki, lub ma problemy, o czym się mówiło w kuluarach sejmowych, że pewne sprawy z czasów, kiedy był ministrem spraw wewnętrznych, mogą rzutować na jego decyzje. Teraz z kolei jest oskarżany o działanie z pobudek politycznych. I jest to prawda, ponieważ komisja badająca okoliczności śmierci byłej posłanki SLD została powołana z pobudek politycznych – tak samo jak wszystkie poprzednie, od komisji rywinowskiej poczynając. Raport finalny będzie również skażony politycznie, o ile Ryszard Kalisz i inni członkowie zdecydują się na kompromisy. Mam nadzieję, że nie będą one iść za daleko, ponieważ poseł SLD znów wziął na siebie odpowiedzialności politycznej za tę sprawę. A jest to ważne, ponieważ już od dawna formułowano opinię, że za śmiercią Blidy stoi „mafia polityczna”, o czym mówił otwarcie nie tylko pełnomocnik rodziny Blidów, nieżyjący już mecenas Leszek Piotrowski, ale pisali i mówili tak otwarcie również publicyści i politycy.

Continue Reading →

Transfery i upadki

Nowy transfer do Platformy Obywatelskiej będzie połączony najprawdopodobniej ze spektakularną klapą kolejnego politycznego ugrupowania. Oto Joanna Kluzik-Rostkowska, szefowa i założycielka, obok Elżbiety Jakubiak i Pawła Poncyliusza, formacji pod roboczą nazwą Polska Jest Najważniejsza, otrzymała ponoć ze strony Donalda Tuska propozycję kandydowania do Sejmu z listy katowickiej PO. Oczywiście, jako numer 1..

Spodziewany w ciągu kilku-, kilkunastu tygodni upadek PJN (choć formalnie, rejestrowo, partia jeszcze nie działa) to nie jest koniec projektu politycznego, ale raczej koniec pomysłu spin doctorów, macherów politycznego kreowania rzeczywistości. Tworząc nową formację, trzeba sobie postawić pytania, czy ma ona rację bytu i jaki program i przesłanie zamierza realizować. Kiedy Kluzik-Rostkowska ogłaszała na jesieni ubiegłego roku powstanie nowego bytu politycznego, jej przeciwnicy twierdzili, że przyczyną odejścia jej i całej grupy polityków z PiS nie były kwestie ideowe, ale raczej towarzyskie. Politycy, którzy z PiS zostali wyrzuceni związani byli raczej z Lechem Kaczyńskim i duchem liberalizmu, zarówno światopoglądowego, jak i obyczajowego. Zostali z PiS wypchnięci, przez środowiska dawnego Porozumienia Centrum i grupę Zbigniewa Ziobry, ale jednak cześć z nich (Elżbieta Jakubiak, czy Adam Bielan) dalej ciążyła ku partii Jarosława Kaczyńskiego. Z drugiej strony konieczne było twarde dystansowanie się wobec rządzącej Platformy Obywatelskiej, chociażby po to, aby uniknąć oskarżeń o to, że PJN stanie się przystawką tej partii.

Czy rzeczywiście istniała szansa na powołanie konkurencyjnej partii politycznej wobec PiS, ale również wobec Platformy Obywatelskiej? Tak naprawdę mało było czasu na powołanie i zarejestrowanie partii. Udało się stworzyć w Sejmie klub parlamentarny, ale już z budową struktur lokalnych (poza Śląskiem i Pomorzem) było dużo gorzej. Zabrakło determinacji, zaangażowania polityków, nawet samej szefowej, no i zaważył też brak środków finansowych. A przecież najważniejsze w polityce demokratycznej jest poparcie wyborców, zdobycie elektoratu.

Continue Reading →

Rocznica

Dziś mija dokładnie pięć lat od dnia, kiedy napisałem swój pierwszy tekst na bloga. To chyba dość czasu, aby stwierdzić, że jednak osiągnęło się sukces. A tym sukcesem jest kilka milionów odsłon, a przede wszystkim oddane grono stałych czytelników. No i pewne sygnały, że politycy i dziennikarze wiedzą, że czasem warto skonfrontować opinie z moimi.

Na rocznicę przypominam jeden z moich fundamentalnych tekstów, napisany w roku 2007.

Azrael

———————————————————————————————–

Manifest antykaczysty

 

Napisanie tego artykułu jest wynikiem między innymi wstrętu do komentowania bieżącej sytuacji politycznej. To raz.
Dwa, chciałbym się uwolnić od pewnej łatki, przypiętej mi w Internecie, że jakoby jestem lewakiem.
I po trzecie – czas na pewne podsumowanie. I zajęcie pewnego stanowiska.

Otóż dlaczego nie jestem lewakiem, a dlaczego jestem wrogiem układu politycznego, realizowanego przez Jarosława Kaczyńskiego – zwanego popularnie – kaczyzmem.

Lewakiem określa się ostatnio w Polsce każdego, kto nie popiera Prawa i Sprawiedliwości – i każdego, kto broni systemu państwa stworzonego po przełomie roku 1989. To jest lewak, niezależnie od wyznawanego światopoglądu, stosunku do gospodarki, relacji z Kościołem Katolickim. To słowo – wytrych, które ma za zadanie dezawuowanie każdego, kto ma inne poglądy, niż zwolennik Nowej Siły Przewodniej Narodu – czyli PiS – a właściwie – Genialnego Stratega – Jarosława Wspaniałego Kaczyńskiego.

Generalizowanie i przydzielanie kogoś do pewnej kategorii poglądów we współczesnym Świecie i Polsce – mija się powoli z celem. Twierdzę, że poza fundamentalistami – w stylu Marka Jurka, czy Artura Górskiego – mało który realnie działający polityk wyznaje spójną, jednoznaczną ideę, która pozwoliłaby go zakwalifikować jako socjalistę, konserwatystę czy chadeka. Politycy współczesnej polityki – to głównie technokraci, realiści… albo oportuniści.
Ideowcy – zbierają się środowiskowych grupach – typu „Krytyka Polityczna” Sławomira Sierakowskiego – albo kółkach różańcowych, takich jak Prawica Rzeczpospolitej Marka Jurka. A politykę realną robią w naszym kraju dziś… właśnie oportuniści.

Continue Reading →

Ostrzej z nimi!

Budowanie przez Platformę Obywatelską pozycji politycznej (i wyborczej) na negacji działań Prawa i Sprawiedliwości i Jarosława Kaczyńskiego, jak radzą ponoć sprowadzeni ze Stanów Zjednoczonych specjaliści od politycznego PR, jest dobrą taktyką, ale na dłuższą metę złą strategią.

W długim przedziale czasu, dłuższym niż okres kadencji parlamentu, rządząca koalicja powinna PiS wyeliminować ze sceny politycznej, używając do tego wszystkich dozwolonych w demokracji sposobów. Nie można oczekiwać, że Prawo i Sprawiedliwość przegra i rozsypie się pod naciskiem wyników wyborów jesiennych. Koszty destabilizacji społecznej w oczekiwaniu na spełnienie się takiego scenariusza mogą być zbyt duże.

Stefan Bratkowski, dziennikarz, publicysta, działacz opozycji demokratycznej, pozytywista, honorowy prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich powiedział, chyba jako pierwszy przedstawiciel mediów z taki autorytetem, że Polsce zagraża działalność totalitarnej formacji, za jaką uważa Prawo i Sprawiedliwość. To ryzykowne porównanie, które w polskim kontekście historycznym może być oceniane jako zbyt karkołomne, na wyrost. Tylko, że jeżeli się prześledzi historię z lat 30. ubiegłego wieku, to analogii najdziemy nadzwyczaj dużo. Polska demokracja jest wprawdzie stabilna, gospodarka zdrowa, otoczenie zewnętrzne przyjazne, natomiast atmosfera wewnętrzna, tworzona przez część polityków i mediów wskazywałaby na zupełnie coś innego. I tak jak Adolf Hitler doszedł do władzy na fali histerii wobec możliwości przejęcia władzy przez socjaldemokratów i komunistów niemieckich, tak teraz „lud” straszony jest liberałami Donalda Tuska, do tego zdrajcami i agentami niemieckimi i rosyjskimi. Niektórzy twierdzą, że brakuje tylko tego, aby Polska pogrążyła się w chaosie ekonomicznym, za którym mógłby pójść rozpad struktur politycznych i państwowych, aby objawił się polski odpowiednik Franza von Papena, który by wezwał Jarosława Kaczyńskiego do „uratowania Polski i Narodu”. Jarosław Kaczyński od 2007 roku robi wszystko, aby wrócić do siedziby rządu w Alejach Ujazdowskich, ale kolejne próby powrotu przy pomocy wyborów demokratycznych kończą się jego dotkliwymi porażkami. Katastrofa smoleńska, z jej wstrząsem społecznym, złożeniem brata, prezydenta Lecha Kaczyńskiego na Wawelu, dała mu nowy impuls. Dała mu także, w jego mniemaniu, mandat do tego, aby można było okrzyknąć go zbawcą Polski, wyzwalającym ją z rąk liberałów, którzy sprowadzili Polskę do poziomu kondominium rosyjsko-niemieckiego. Jarosławowi Kaczyńskiemu marzy się rola nowego Piłsudskiego, jednocześnie nowego caudillo, wyniesionego do władzy przez antyliberalną kontrrewolucję.

 

Continue Reading →

Czytanki (nie)oszołomów – 2011.04.21

Stefan ma rację, ponieważ dotknął komunizmu, a jego dotknął hitleryzm. Bo przeżył cały PRL i go zrozumiał. Bo działał w opozycji demokratycznej ,i to na pierwszej linii frontu. Bo ma doświadczenie życiowe i sumę wiedzy daleko przekraczającą zdolność pojmowania współczesnych dziennikarzy. I dlatego może napisać wprost, czego inni nie chcą widzieć…

Azrael

————————————————————————————————–

Bez niedomówień


Miałem to powiedzieć koleżankom i kolegom dziennikarzom z Oddziału Warszawskiego SDP, zebranym dla wyboru delegatów na walny zjazd Stowarzyszenia. Tak się złożyło jednak, że porządek dzienny przewidywał dyskusję dopiero po wyborach – kiedy większość zebranych udała się już do domu. Dlatego powiem to, co chciałem im zakomunikować, pisemnie, za pośrednictwem Studia Opinii…

Przyszedłem – ze swoistym ostrzeżeniem. Wbrew poprawności, zamazującej rzeczywistość. Czas nazywać rzeczy po imieniu, bez niedomówień. Żeby nie było potem, że nikt nie mówił. Mamy już do czynienia ze zjawiskami wręcz groźnymi. Jest w Europie pogoda na ruchy faszyzujące i faszystowskie, ale to nie znaczy, że mamy je traktować jako równorzędne, tolerowane w demokracji partie, tyle, że o innych tylko poglądach. Nie powinno być żadnej symetrii między ich odmową uznania dla porządku konstytucyjnego a partiami, które szanują ustrój demokratyczny i godzą się z wynikami wyborów. Byłbym rad, gdyby ci, którzy dają się pociągnąć różnym atrakcjom kłamstwa niemal kopiowanego z ruchów faszystowskich, przyjrzeli się, czemu kibicują, w co się angażują. Nie poznaję rozsądnych niegdyś, utalentowanych chłopaków – Tomka, Krzysia, Marcina, teraz jakby nie wiedzących, w co grają. Wydają się sobie mocni, zwarci i gotowi. W bardzo niebezpiecznej drużynie gracie, chłopcy.

Jeśli wódz drugiej siły w kraju bez żenady odwołuje się do idei Carla Schmitta, nauczyciela hitlerowców, jeśli podnosi hasło „Polsko, obudź się”, dosłownie wzorując się na haśle Hitlera „Deutschland, erwache”, Niemcy, obudźcie się, jeśli wzorem hitlerowców organizuje fackelzugi, marsze z pochodniami – to czy te analogie mogą nie budzić niepokoju? Ten wódz przywodzi partii zorganizowanej na sposób stricte faszystowski, z pełnią władzy, skupioną tylko w jednym ręku. Czy można tego nie zauważać? I z dziwną jakoś dokładnością przestrzega on zasady Goebbelsa – powoływać się i korzystać z demokracji, dopóki się nie zdobędzie władzy; nie przypadkiem podczas lat jego władzy nigdy nie padły z jego ust słowa takie jak „społeczeństwo obywatelskie” czy „samorząd”. Władzę wedle tego wodza należy centralizować – dokładnie tak, jak chciał i robił to wódz NSDAP. [...]
—————————–

Całość tekstu na portalu Studio Opinii

Obywatel, dziennikarz, działacz

Sprawa pobicia (?) przez warszawskie służby miejskie Michała Stróżyka jest dobrym powodem do tego, aby zastanowić się nad tym, jaką rolę powinien sprawować dziennikarz w sytuacjach zagrożenia wolności wypowiedzi. Bo to, że usunięcie namiotu stowarzyszenia „Smoleńsk 2010″ z Krakowskiego Przedmieścia było ingerencją w prawo do manifestacji poglądów, pozostaje poza dyskusją. Jest jednak kilka wątpliwości, co do tego, jakie intencje stały za demonstrantami.

Inicjatorką tego protestu, zarówno formalną, jak i faktyczną, odgrywającą wiodącą rolę, jest Ewa Stankiewicz, reportażystka radiowa, telewizyjna, ostatnio autorka filmów dokumentalnych. Od dnia 10 kwietnia 2010, kiedy pojawiła się na Krakowskim Przedmieściu, powoli zaczęła wychodzić z roli dziennikarki i publicystki, stając się aktywną uczestniczką wydarzeń. Jej film, „Solidarni 2010″, zrealizowany wspólnie z Janem Pospieszalskim, nie był zapisem świadomości Polaków z tamtych dni, lecz wybiórczą relacją, a w pewnych elementach również kreacją autorską. To jest oczywiście dokument sensu stricto, jako rejestracja pewnej rzeczywistości, jaka rozgrywała się na Krakowskim Przedmieściu w dniach i nocach kwietniowych. To rzeczywiste kadry, zdjęcia, wypowiedzi, poddane rejestracji i podane widzom bez zbytniego komentarza. Ale twórcy filmu przyznali, że dokonali wyboru m i materiał filmowy przestał mówić czystą formą rejestracji i zaczął przemawiać jako lustro poglądów autorów. W tym momencie Stankiewicz przestała być obiektywną dziennikarką, stała się uczestnikiem gry. Jako obywatelka ma do tego pełne prawo – ale już jako dziennikarka, jeżeli spojrzymy na zapisy kodeksu etyki dziennikarskiej – nie. Tym bardziej, że w tym samym mniej więcej czasie stała się aktywną działaczką stowarzyszenia „Smoleńsk 2010″.

Continue Reading →

Dość szantażu!

Coś się stało. Coś się dzieje. Mam nadzieję, że nie stanie się nic tragicznego.

To nie pierwszy taki sygnał, opinia, jaka do mnie dociera po tym, co się wydarzyło na Krakowskim Przedmieściu, w rocznicę katastrofy smoleńskiej. Coraz więcej osób ma po prostu dość moralnego zastraszania, opiniowania tego, kto jest „Prawdziwym Polakiem”, szantażowania tym, że jak pomnika nie będzie, to dopiero się będzie działo…

Podział na „patriotów” i „sprzedawczyków”, na tych co są Narodem i mieszkańców kondominium, na tych tworzących kult Lecha Kaczyńskiego i tych, którym odbiera się prawo do mówienia i pisania o zmarłych 2010/04/10 – to jest moim zdaniem rzecz nieodwracalna. Nieodwracalna do czasu, póki Jarosław Kaczyński, manipulator społeczny jest obecny w polskiej polityce.

Ten list dostałem wczoraj, jego autorką jest wieloletnia dziennikarka mediów publicznych, prosząca mnie o zachowanie swojego nazwiska do mojej informacji. Została z TVP „zredukowana”, ale nie o to w tym chodzi. Podobnie jak wielu, ma dość szantażu. I jak wielu obawia się, że to, co reprezentują ludzie skupieni wokół PiS-u, jest początkiem… faszyzmu. Bo chyba czas pewne rzeczy zacząć nazywać.


Azrael

————————————————————————————-

Kibole Jarka

 

Mam już dość bezczelności i arogancji pisowskich funkcjonariuszy i pisowskich kiboli pod Pałacem Prezydenckim. Nie chcę już dać się zastraszać i szantażować.
Nie chcę pomnika na Krakowskim Przedmieściu! Nawet nie przeczytałam artykułu Katarzyny Kolędy- Zalewskiej o obelisku przed Pałacem – bo od tego sztucznego ekumenizmu po prostu mnie mdli. Niby mądra kobieta, doświadczona dziennikarka, ale od czasu do czasu coś wypali na fali moralnego wzbudzenia, jak w przypadku profesor (Magdaleny Środy, czy pomysł wspólnego kandydata na prezydenta. To chyba skutek zbyt częstego przebywania w Rzymie…
Pomnik Światła dla wszystkich ofiar… Czy ci naiwniacy, którzy zaczęli się zachwycać pomysłem nie widzą, że to kolejny krok, by zrobić z Pałacu Prezydenckiego mauzoleum?! Jeśli taki pomnik powstanie to czy pozwolą deptać – dosłownie – pamięć Lecha Kaczyńskiego i innych ofiar katastrofy? Pozwolą chodzić po ryngrafach ”poległych męczeńska śmiercią? Wolne żarty. Czy taki pomnik musi powstać pod pałacem a nie miejscu na jakimś skwerze? Nie, bo to musi być przecież miejsce dla zadymy dla pisowskich kiboli.

Dość mam już udawania, że muszę być wyrozumiała i cierpliwa , bo tam, pod pałacem, gromadzą się ludzie biedni, wykluczeni, ośmieszani, ale pewnie dobrzy, prości ludzie, których czyste serca pogrążone są w bólu. Że nie mam prawa nazywać ich kibolami Jarka. Tak ich nazywam, jak się zachowują, prawie od samego dnia katastrofy. Jako antropolog kultury i były dziennikarz rozumiem te mechanizmy, ale rozumieć nie znaczy – zgadzać się Podobno Lech Kaczyński był stale obrażany, istniał „przemysł nienawiści”, jak to z lubością pisze Piotr Zaremba i inni „niezależni” dziennikarze. Wolne żarty. Porównanie do „kartofla”, jakieś epitety menela, jakieś nieśmiałe chichoty po borubachach ,irasiadach – i zażenowanie po małpie w czerwonym i stokrotce . A dziś wystarczy popatrzeć na Krakowskie Przedmieście. To mentalność Kalego w polskim wydaniu.

Continue Reading →

Wystawa z podtekstami

Polska awantura wokół rocznicowej wystawy, dotyczącej katastrofy smoleńskiej, jaka miała miejsce w Parlamencie Europejskim, a następnie w polskich mediach, pokazuje, jak na dłoni, jak Prawo i Sprawiedliwość instrumentalizuje wszystko, co jest związane z tamtymi tragicznymi wydarzeniami.

Polska europarlamentarzystka, Lidia Geringer de Oedenberg, będąca jednocześnie kwestorem (kontrolerem) ze strony PE takich imprez, ujawniła wszystkie okoliczności sprawy. Zamawiającym wystawę polski poseł PE, Ryszard Legutko, był zobowiązany do przedstawienia pełnej wystawy (dossier) na co najmniej 2 miesiące przed jej terminem. Zrobił to, przedstawiając zdjęcie i podpisy pod nimi na 4 dni przed rozpoczęciem planowanej ekspozycji. Polska posłanka zgodziła się na wystawę, ale pozostałych 4 kwestorów, po zapoznaniu się z jej treścią, a przede wszystkim napisami pod fotografiami, złożyło sprzeciw, powołując się na określone przepisy regulaminu PE. Profesor Legutko odwołał się od tej decyzji, do szefa PE, Jerzego Buzka, który poprosił kwestorów o ponowne przeanalizowanie sprawy. Ci podtrzymali swoją decyzję, a ponieważ napisy były wydrukowane pod zdjęciami, zostały one po prostu zaklejone. Uznano, że są one w treści zbyt kontrowersyjne, a PE, miejsce otwartych dysput, nie jest jednak miejscem politycznych rozgrywek – a za takie należało uznać prowokacyjne napisy.

Wystawa miała mieć wydźwięk polityczny, skierowany w stronę polskiego rządu i Rosji. I nie chce mi się wierzyć, że Ryszard Legutko nie wiedział o tym, jakie reperkusje może ona spowodować. Zgodził się na prowokację i z pełną premedytacją oddał jej przygotowanie w ręce dziennikarek „Gazety Polskiej” i „Nowego Państwa”, Anity Gargas i Katarzyny Hejke. W całej tej sprawie chodziło o pokazanie katastrofy w wymiarze rozgrywki politycznej w Polsce, przedstawienie Rosji jako jednego z winnych, a Prawa i Sprawiedliwości jako jedynych sprawiedliwych, dążących do wyjaśnienia prawdy. Legutko, odpowiedzialny za tę wystawę, bardziej myśli o swojej karierze w PiS, a nie o przedstawieniu polskiej tragedii na forum Parlamentu Europejskiego. I tylko temu, że Jerzy Buzek jest szefem PE można zawdzięczać, że wystawa doszła do skutku.

Politycy PiS, co pokazały między innymi wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu w rocznicę tragedii smoleńskiej, im bliżej wyborów, tym bardziej zaczynają przypominać kiboli. Szkoda, że nawet intelektualiści z profesorskimi dyplomami, dostosowują się do takich metod działania.

 

Azrael

Wymyślony świat Jarosław Kaczyńskiego

W ostatnim wywiadzie dla tygodnika „Wprost”, mówiąc o swoim bracie, Jarosław Kaczyński wspomina; W dzieciństwie rozmawialiśmy o wymyślonym przez nas świecie i tym, co się w nim działo. Toczyliśmy w nim wojny, bawiliśmy się jak to dzieci. Mam wrażenie, że Kaczyński dalej pozostaje w swoim imaginowanym świecie, tylko, że jest to karykatura, taka straszliwa wersja bajki o Piotrusiu Panie.

Świat Kaczyńskiego zawsze był od-idealizowany, zanurzony w jego własnych poglądach i fobiach. Po katastrofie smoleńskiej ten stan się pogłębił. Zabrał jednak do tego świata swoich zwolenników, a właściwie wyznawców. Kaczyński nie stoi już na czele ruchu politycznego, lecz, jak to określił profesor Edmund Wnuk-Lipiński, świeckiego ruchu religijnego. Ten ruch religijny ma swoją nową mitologię, z bóstwem Lechem Kaczyńskim, a jego mitem założycielskim staje się katastrofa smoleńska, która, rzecz oczywista, zdarzyła się za przyczyną zamachu.

Gdyby wszystko to było w sferze fantazji, można by to poddać analizie psychologicznej i podciągnąć to pod badania naukowe. Ale tak się nie dzieje, ponieważ Jarosław Kaczyński przenosi swoją projekcję na działania rzeczywiste. Usiłuje zbudować swój wyimaginowany świat w realu, w opozycji do realnego świata. Polega to na tym, że przestał akceptować państwo, jego struktury i władzę i co za tym idzie, jego formacja nie jest już opozycją polityczną, a staje narzędziem w jego rękach. To co poza nim, to kondominium, rządzone przez oddanych wrogim siłom zdrajców interesu narodowego. Prawdziwi Polacy i Patrioci są z nim, reszta to już tylko wrogowie śmiertelni.

Continue Reading →

Polityczna żałoba

Najcelniejsze podsumowanie wczorajszego dnia, rocznicy tragicznej katastrofy smoleńskiej, można było znaleźć na portalu miniblogowym, Twitter – Jarosław Kaczyński w rocznicę śmierci brata znalazł czas na 3. przemówienia na wiecach w Warszawie, a nie znalazł czasu na odwiedzenie jego grobu w Krakowie. To właśnie mówi wszystko o nim, jako człowieku.

Żałoba Jarosława Kaczyńskiego skończyła się wtedy, kiedy postanowił kandydować w wyborach prezydenckich. To co widzimy, czarny garnitur i krawat, których ponoć nie zamierza zdejmować do śmierci, to tylko wizualizacja, mająca mu pomóc w przedstawieniu. Spektaklu politycznym, jakiego świadkiem byliśmy wczoraj na Krakowskim Przedmieściu przez cały dzień.

Kaczyński nie przeżywał wczoraj żadnej żałoby – on prowadził wczoraj mityngi polityczne, z przerwami na składanie wieńców pod okiem kamery. Wczoraj rozpoczęła się kampania wyborcza, której preludium zorganizowała mu „Gazeta Polska”. A w kampanii nie ma żadnych skrupułów. Nie liczy się wezwanie Kościoła do uszanowania pamięci i skupienia, nie liczą się odczucia bliskich zmarłych w katastrofie. Liczy się cel główny – zniszczenie Platformy Obywatelskiej, obalenie Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego. Zorganizowanie alternatywnych obchodów wobec tych oficjalnych to manifestacja wrogości wobec władzy, ale również państwa. Agresywne przemówienia, w których zrównuje się katastrofę smoleńską ze zbrodnią katyńską, są oskarżeniem, że Lech Kaczyński został zamordowany.

Continue Reading →

Rocznica

 

O pierwszej rocznicy katastrofy smoleńskiej można pisać w wielu aspektach. Trudno jest jednak pisać o wszystkim. Tym bardziej, że skupiając się na jednych sprawach, zapomina się o innych. Uświadamia to wyemitowany w TVN24 film Ewy Ewart, „W milczeniu”, który pokazał, jak dyskutując o tym, kto jest winny katastrofie, kto za nią i jej wyjaśnienie odpowiada, zapomniano o najważniejszym – o ludziach. Tych, którzy zginęli porankiem 1o kwietnia na lotnisku smoleńskim, i tych, którzy pozostali. Rodziny tragicznie zmarłych zostały przez ten rok poddane traumatycznym doświadczeniom, naciskom, manipulacjom, w części zostały zostawione same sobie. Niektórzy z nich jednak sami uczestniczą w medialnych i politycznych spektaklach. Część zupełnie świadomie i bez skrupułów.

I.

Polskę dotknęła wielka tragedia, największa tragedia społeczna i polityczna w czasach pokoju. W jednej chwili zginęło 96 osób, z prezydentem państwa na czele, wielu znakomitych działaczy, senatorowie, posłowie, urzędnicy administracji publicznej, ludzie kultury, praktycznie całe najwyższe dowództwo polskiej armii. Nie było nigdzie w czasach pokoju tak wielkiego nieszczęścia w wymiarze państwa, tragedia jest tak wielka nie tylko śmiercią prezydenta państwa, ale również tak wielu uczestników życia społecznego, publicznego. W samolocie lecącym do Smoleńska znalazło się wielu ludzi stale, trwale i znacząco mających wpływ na funkcjonowanie państwa. Obserwując jednak to, co się działo przez pierwsze dni po katastrofie, widać było wyraźnie, że państwo poradziło sobie z tym, w wymiarze stabilności. Ani przez moment nie czuło się żadnych zagrożeń wewnętrznych, nie mówiąc o zewnętrznych. Demokracja polska potrafiła przez 20 lat wypracować procedury, które działały w warunkach ekstremalnych.

Katastrofa i tragedia nie przewartościowała podejścia do polityki, odpowiedzialności za sprawy państwa i społeczeństwa. Nie nastąpiło mityczne porozumienie narodowe, ponad podziałami. To nie jest rzecz w demokracji uwzględniana w katalogu procedur państwowych. Wprost przeciwnie – katastrofa tylko pogłębiła, w sposób nieodwołalny, podziały społeczne, polityczne. To, co się stało w Stanach Zjednoczonych, gdzie pod wpływem traumy ataków na WTC i Pentagon, nastąpiło zjednoczenie i polityków i społeczeństwa, w Polsce nie mogło mieć miejsca. Emocje i tragedia, poza krótkotrwałym okresem żałoby narodowej i do czasu wyborów prezydenckich, szybko opadły i nie przerodziły się w trwałą wartość polityczną i społeczną. Doświadczenia polskie po śmierci Jana Pawła II wskazują, że Polacy doskonale wczuwają się w atmosferę tragedii – i szybko zapominają, jakie nauki powinni z niej wyciągnąć.

Wbrew niektórym opiniom, państwo sobie radzi również z wyjaśnianiem okoliczności katastrofy. Minął rok od niej, ale praktyka innych wielkich katastrof wskazuje, że to nie jest długi okres na wyjaśnienie wszystkich okoliczności upadku polskiego samolotu. Gorzej jednak, że nikt nie potrafi wziąć na siebie odpowiedzialności za to, dlaczego głowa państwa i 95 innych osób musiało zginąć. Wbrew pozorom, odpowiedzialność za katastrofę i jej wyjaśnienie nie skupia się tylko na rządzących.

Continue Reading →

Komu pomniki?

Nie ma wątpliwości, że katastrofa pod Smoleńskiem 10 kwietnia ubiegłego roku była ciosem w prestiż polskiego państwa. I choć doskonale dało sobie radę z sytuacją kryzysową i nie zostało osłabione, to jednak jego wizerunek został nadszarpnięty.

To co się działo w sferze politycznej również można zaliczyć do swoistych katastrof. Jedni wykorzystują tragiczne wydarzenia do rozgrywek politycznych i budowania swojej pozycji, inni nie potrafią tego ukrócić i brakuje im determinacji, aby przeciąć polityczną hucpę. Jedni wypadek komunikacyjny stawiają na równi ze zbrodnią katyńską, drudzy nie potrafią przeciwstawić się temu, biorąc przynajmniej cześć odpowiedzialności na swoje barki. Wyjaśnienie okoliczności jakie doprowadziły do tragicznych wydarzeń na podsmoleńskim jest prowadzone atmosferze piętrowych rozgrywek – pomiędzy polskimi politykami, a także pomiędzy politykami polskimi i rosyjskimi.

Nigdy nie byłem zdania, że tragedia smoleńska odmieni polską politykę i zmieni ton dyskusji, debaty, spowoduje przewartościowania i odbuduję zaufanie Polaków do polityków i organów przedstawicielskich państwa, Sejmu i rządu. Polscy politycy oderwali się od tego, co się nazywa służbą publiczną i odpowiedzialnością. Nie sądziłem jednak, że to co się wydarzyło przez rok od katastrofy jeszcze bardziej pogłębi podziały społeczne. Nie minęło nawet 48 godzin od katastrofy, a już rozpoczęły się spory i polityczne podchody, wywołane decyzją o pochówku pary prezydenckiej na Wawelu. I dyskusje o podobnym charakterze trwały praktycznie nieprzerwanie – najpierw o tym, kto i dlaczego ma prawo do żałoby po Lechu Kaczyńskim, komu należy się prawo do wątpliwej spuścizny po prezydencie, w jaki sposób i gdzie uhonorować pamięć po nim. Właśnie po nim, a nie po wszystkich zmarłych. W pewnym momencie przybrało to żenujący, skandaliczny dla całego społeczeństwa spektakl pod nazwą „Walka o krzyż”.

Continue Reading →

Endeckość w praktyce

 

Nie interesują mnie interpretacje opinii Jarosława Kaczyńskiego, czynione przez zwolenników Prawa i Sprawiedliwości i sprzyjających mu bezkrytycznie dziennikarzy, takich jak Piotr Zaremba, publicysta „Rzeczpospolitej”. Jarosław Kaczyński napisał to w swoim „Raporcie…”, że śląskość” jest pewnym sposobem odcięcia się od polskości i przypuszczalnie przyjęciem po prostu zakamuflowanej opcji niemieckiej – i nic tego nie tłumaczy, ani to, że wcześniej były inne zdania, a tym bardziej to, że mówił to w kontekście kaszubskiej tożsamości Donalda Tuska.

Gdyby Jarosław Kaczyński potrafił posługiwać się krytycznie wiedzą historyczną i politologiczną, choćby nawet na poziomie Wikipedii, to zajęłoby mu nie więcej, niż 15 minut, aby zrozumieć, że tożsamości śląskiej nie zniszczyli ani Niemcy z pod znaku Bismarcka, ani hitlerowcy, ani władze komunistyczne. Demokratyczne państwo polskie również przez okres 21 lat nie zrobiło nic, aby mit jednolitego (czytaj: centralistycznego) państwa zmienić w państwo pluralizmu regionalnego, gdzie interesy społeczne są realizowane świadomie przez świadome swoich małych, własnych ojczyzn, grupy obywateli. A ta świadomość może mieć wymiar środowiskowy, kulturowy, religijny, wspólnoty języka, wspólnoty dziejów, czy poczucia przynależności do narodu. I naród śląski istnieje, niezależnie od zapisów polskiego prawa i wyroków sądowych to kwestionujących, jeżeli istnieje świadomość narodowa, kształtująca własną zbiorowość. Ślązacy mają prawo do nazywania się narodem, ponieważ łączy ich język, wielowiekowa historia, własna kultura i to, że mieszkają od wieków na Śląsku.

Continue Reading →

Zapis stanu świadomości

Raport o stanie Rzeczpospolitej nie stanie się przełomem w polskiej polityce, nie będzie manifestem programowym, zresztą jak Jarosław Kaczyński sam stwierdził, nie jest to w ogóle program. Więc czym jest tak naprawdę ten ponad 100-stronicowy dokument?

Materiał powstał ponoć już kilka tygodni temu, choć uważni obserwatorzy twierdzą, że są tam fragmenty dopisane później, jak choćby te o najnowszej książce Jana Tomasza Grossa. Był już przedstawiany w styczniu na forum Rady Politycznej Prawa i Sprawiedliwości, przyjęty w formie uchwały, choć jego oficjalna prezentacja nastąpiła dopiero teraz, na stronie partii i w trakcie internetowej transmisji spotkania Kaczyńskiego w Salonie24. Możemy założyć, że jest to materiał autorski Jarosława Kaczyńskiego. I tak należy go odbierać.

Bo tak naprawdę nie jest to żaden raport o stanie Polski, czy diagnoza polityczna instytucji państwa, stosunków społecznych, nie mówiąc o sprawach gospodarczych. To jest zapis świadomości samego Jarosława Kaczyńskiego, jego sposób widzenia rzeczywistości polskiej i subiektywnym, emocjonalnym, ale również wyrachowanym zabiegiem politycznym. Daleko temu materiałowi do ekspertyzy, ponieważ trudno w nim znaleźć ślad użycia jakichkolwiek narzędzi badawczych, które pozwoliłyby na obiektywizm. Użycie w materiale wielu mądrych słów, w rodzaju hiperekspiacja, hiperproceduralizacja, korporacjonizacja, czy ulubione słówko prezesa Kaczyńskiego – imposybilizm, mu nadać znamiona naukowości i głębi. A tylko po prostu śmieszy.

Continue Reading →

Media na krawędzi

Media mainstreamu w Polsce w dobie po Okrągłym Stole nie są czwartą władzą, nie spełniają również swojej głównej roli, jaką jest kontrolowanie polityków, działaczy samorządowych, urzędników i ich dokonań. Są od dawna, praktycznie od samego początku polskiej transformacji, elementem i uczestnikiem gry politycznej. Koronnym tego przykładem jest niekończący się serial zmian w mediach publicznych, w szczególności w TVP. I im polska demokracja krzepnie, tym media coraz bardziej się degenerują.

Wiesław Władyka w książce „Polityka” i jej ludzie” opisuje, jak jej redakcja i jej poszczególni dziennikarze wspierali konkretne opcje polityczne, czy konkretne decyzje aktualnej władzy. Nie chodzi tu wcale tylko o czasy PRL i popieranie swego byłego redaktora naczelnego, Mieczysława F. Rakowskiego, kiedy został ministrem, premierem, a następnie I sekretarzem PZPR. Władyka opisuje, jak Polityka po rewitalizacji redakcji i zrefowaniu żagli na nowe wiatry polityczne, zaczęła popierać polskie przemiany, z reformami Leszka Balcerowicza na czele. Tygodnik ten miał zawsze silny i profesjonalny dział ekonomiczny, ale dość zabawne są wolty, jakie dokonały się choćby u Jerzego Kleera. Zaangażowanie Polityki było pełne, choć krytyczne, co spowodowało na początku lat 90. ubiegłego wieku bardzo ostry konflikt z odnowioną lewicą, która uważała, że pismo, które powstało z inicjatywy PZPR powinno teraz popierać socjaldemokratyczną wizję państwa.

Jako generalny przykład dziennikarza, który już dawno przekroczył ramy gazety, którego ambicje sięgają dużo dalej, a siła oddziaływania jest olbrzymia, podawany jest oczywiście Adam Michnik i jego Gazeta Wyborcza. Zresztą nie dzieli się tego na części, mówi się wprost o politycznym środowisku GW, michnikowszczyźnie, czy wręcz o Salonie III RP, na czele którego stał szef dziennika. I dużo jest w tym prawdy.

Continue Reading →

Zakupy Prezesa

Stery politycznego marketingu w Prawie i Sprawiedliwości po Adamie Bielanie i Michale Kamińskim przejęli „młodzi, zdolni”, ale niekoniecznie bystrzy i profesjonalni – Adam Hofman i Mariusz Kamiński. Efekty widać, ale dalekie od zamierzeń.

W ramach „zbliżenia z narodem” i odegrania się na politycznym wrogu, Donaldzie Tusku, Jarosław Kaczyński udał się do sklepu spożywczego, aby pokazać, jak zmieniły się warunki cenowe od czasu słynnej, przegranej zresztą przez niego, debaty telewizyjnej, w której szef PO zaskoczył pytaniem o ceny artykułów spożywczych. Kaczyński udał się do sklepu osiedlowego, ale dla pewności efektu nie swojego, ale w innej dzielnicy, i jak się później okazało – najdroższego sklepu w Warszawie. Zakupił kilka podstawowych artykułów spożywczych, zapłacił kwotę ponad 55 złotych i po wyjściu ze sklepu, w otoczeniu stada dziennikarzy oświadczył, że „za jego czasów” ceny były dwukrotnie mniejsze. W akcie zakupu kontrolowanego towarzyszyli mu partyjni towarzysze (i towarzyszki), co by prezes się nie pogubił.

Continue Reading →

Jak kreowano mit

Ciało prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki spoczęło na Wawelu, w przedsionku krypty Józefa Piłsudskiego. To miejsce uznano za warte tego zaszczytu dla prezydenta, który zginął w katastrofie lotniczej. Czy rok temu były rzeczywiste argumenty, aby aż tak uhonorować Lecha Kaczyńskiego? Tak, wtedy były. Zginął na posterunku, jego pomnik na Wawelu stał się swoistym epitafium dla grobów polskich oficerów z Katynia i innych miejsc kaźni. Lech Kaczyński był przyzwoitym człowiekiem, dobrym ojcem, mężem, ciepłym człowiekiem. Ale również wiele przesłanek świadczyło o tym, że nie zasługuje na takie miejsce. Dorobek polityczny, a przede wszystkim to, co już wówczas wielu obserwatorów zauważało, że Lech Kaczyński dzielił, a nie łączył Polaków. I zrobiono wszystko, aby pomimo nawoływania do jedności obywateli w obliczu tragedii (nie mówiąc o elitach politycznych), dzielił także po śmierci…

Już przed pogrzebem uważano, że sama decyzja złożenia Lecha Kaczyńskiego w kryptach wawelskich była kontrowersyjna, także tryb jej podjęcia – a głównie motywacje, jakie za nią stały. Kto ją ostatecznie podjął – tak do końca nie było wiadomo. Czy był to Jarosław Kaczyński, czy najbardziej uprawniona do tego córka zmarłych, czy jednak zagrały tu po prostu interesy? Interesy Kościoła, tego krakowskiego, kardynała Stanisława Dziwisza, czy może interesy polityczne formacji, której sprzyjał zmarły prezydent?

Continue Reading →

Gry prezydenckie

Jedno zdanie, jakie wypowiedział w wywiadzie dla tygodnika „Newsweek” prezydent Bronisław Komorowski, wzbudza duże emocje. To zdanie brzmi – Mam suwerenne prawo wybrać kandydata na premiera. Lider zwycięskiej partii ma największe szanse, ale nie ma gwarancji. I zostało ono jednoznacznie ocenione jako sygnał pod adresem Jarosława Kaczyńskiego, że prezydent nie powierzy mu teki premiera, jeżeli jego formacja zdobędzie największą liczbę głosów. Potwierdza to zresztą jeden z autorów wywiadu, Andrzej Stankiewicz, uważając , że właśnie takie są intencje Bronisława Komorowskiego – pokazanie PiS, że wygrana arytmetyczna nie oznacza wcale zwycięstwa.

Komentatorzy zauważają, że byłoby to wbrew obyczajowi parlamentarnemu, gdzie prezydent desygnuje na premiera szefa zwycięskiej partii, lub osobę wskazaną przez niego (casus Kazimierza Marcinkiewicza). Z drugiej strony prezydent tylko przypomniał, że to jego pełne prawo konstytucyjne, a dodatkowo dał sygnał, że czuje się politykiem w pełni autonomicznym. I ten sygnał skierowany był także w stronę Donalda Tuska.

 

Continue Reading →

Młody, zdolny…

Zabierając się do tekstu, należy zrobić analizę dostępnych materiałów, co dziś nazywa się po polsku „researchem” (nie mylić z ziemkiewiczowskim „riserczem”). Dziś to dość łatwe, bo jeżeli nie piszemy materiału głęboko naukowego, to wszystko jest praktycznie dostępne w sieci internetu. Dziś postanowiłem zająć się postacią młodego prawnika, z ambicjami politycznymi, choć się od nich odżegnuje, Marcina Dubienieckiego.

Tyle się mówi, pisze, że wokół Prawa i Sprawiedliwości nie ma młodych, zdolnych, wykształconych, aspirujących do miana elit. I taki się pojawił, Marcin Dubieniecki. Przyjrzyjmy mu się.

Po wpisaniu imienia i nazwiska naszego bohatera w najpopularniejszej wyszukiwarce internetowej, informacje o Marcinie Dubinieckim wyskakują na stronach obficie. Na pierwszym miejscu są portale typu pudelek.pl, kozaczek czy inny pomponik, zaraz za nimi wysypują się linki do stron największych tabloidów, a potemto już poważne tytuły. Tylko, ze te poważne tytuły kierują linkami do artykułów o działalności naszego bohatera nie wiele mającej wspólnego z czystą polityką, nie mówiąc o jego działalności adwokackiej, czy doradczej, ale raczej do niezbyt chlubnych informacji z obrzeży, żeby nie powiedzieć – z marginesu.

Młody, zdolny zięć zmarłego prezydenta, Lecha Kaczyńskiego jest obiektem zainteresowania mediów, ale niekoniecznie, tak jakby sobie tego życzył. Najpierw pokazywano go lekko z boku, jako męża zbolałej po śmierci pary prezydenckiej córki Marty. Potem pan Marcin szukał już sam kontaktów z mediami, wypowiadając się na temat katastrofy smoleńskiej, z nader śmiałymi tezami, a nawet, jak na prawnika przystało, wnioskami, jak choćby ten, że polskim śledczym przydałby się żydowski, dobrze ustawiony doradca prawny albo, że zamach na samolot prezydencki nie jest wcale wykluczony, oczywiście ze strony „wiadomych sił”. Następny etap aktywności, to promowanie siebie i swojej żony w dziedzinie polityki, poczynając od dywagacji o starcie w wyborach parlamentarnych, na premierostwie kończąc. Dubienecki nie tylko widział swoją żonę nie tylko jako strażnika i spadkobiercę spuścizny Lecha Kaczyńskiego – on widział siebie jako zstępcę politycznego Jarosława Kaczyńskiego. Następne odcinki serialu, to te, kiedy Dubieniecki zostaje już samorzutnie odkryty jako zdolny prawnik, szybko znajdujący drogę do ułaskawienia małego hochsztaplera przez swojego teścia, a następnie zdolny biznesmen, który z tym samym człowiekiem, oczywiście już nieskazitelnie czystym, robi interesy. Epilogiem serialu z główną, skomplikowaną rolą naszego bohatera jest odcinek, w którym wymienia on ciepłe opinie z dziennikarzami, takie jak „niech pan się ode mnie odp…”. Na koniec wygląda na to, że mecenas Dubieniecki nie jest zadowolony z tego miniserialu (niecały rok), ponieważ ostatnio na lewo i prawo komunikuje, że spotka się ze scenarzystami w sądzie. Nie wiem, czy uważa, że został źle obsadzony, czy gaża była za mała, czy może ci, do których adresowany był serial, nie zrozumieli przesłania.

 

Continue Reading →

Pisać każdy może

Mamy kolejny dowód na to, jak polskie media zajmują się tematami zastępczymi, jak polityka wizerunkowa i marketingowej narracji zdominowała przekaz. W momencie, kiedy rośnie dług publiczny, kiedy trwa dyskusja o OFE i reformie systemu emerytalnego, od trzech dni z czołówek portali informacyjnych, gazet i pasków informacyjnych telewizyjnych nie schodzi informacja pod tytułem – „Jarosław Kaczyński założył bloga”.

Byłoby pół biedy, gdyby analizie podlegała sprawa tego, co na tym blogu zostało zamieszczone i jaka to ma wartości – nie, tematem jest głównie to, czy jest samodzielna działalność prezesa Kaczyńskiego, czy jednak może to jest działalność jego politycznych pomocników, choć znając jego awersję nie tylko do samego internetu, ale również do nowoczesnych technologii, są to dywagacje pozbawione sensu. Już sam fakt, że choć pod jego tekstem zamieszczono ponad 1500 komentarzy, głównie od jego fanów, to nie ma ani jednej jego własnej adnotacji, świadczy o tym, że mamy do czynienia z kolejnym politycznym, internetowym słupem ogłoszeniowym. Zresztą materiał zamieszczony na blogu, pod tytułem „Nowoczesny patriotyzm gospodarczy” jest transkrypcją jego przemówienia, wygłoszonego na konferencji gospodarczej Prawa i Sprawiedliwości trzy tygodnie wcześniej, o czym nie informuje żadna notatka, nie mówiąc o linku.

Continue Reading →

  • Facebook