Koniec końca

Lista osób, które zostały z Prawa i Sprawiedliwości usunięte, wypchnięte, jest długa i bogata. Można by z niej stworzyć kilka formacji – i tak się zresztą stało. Poczynając od Marka Jurka i jego ekipy, poprzez Pawła Zalewskiego i Ludwika Dorna, Janusza Kaczmarka, na Pawle Kowalu, Pawle Poncyliuszu i Joannie Kluzik-Rostkowskiej kończąc. Teraz w kolejce jest Zbigniew Ziobro i jego ekipa, na ile liczna, to się okaże. Bo szans na jego pozostanie w PiS już nie ma…

Prawo i Sprawiedliwość nie jest organizacją demokratyczną, to przedsięwzięcie rodzinne braci Kaczyńskich, teraz we władaniu Jarosława. PiS nie jest klasyczną, demokratyczną partią w stylu zachodnim, lecz prywatnym projektem Jarosława Kaczyńskiego, który miał mu utorować drogę do władzy i zapewnić panowanie. Częściowo nawet udało się zrealizować program zdobycia władzy, ale już od 2007 roku cały projekt chyli się ku upadkowi. Nie upada, ponieważ jest na niego potrzeba „społeczna” i polityczna, co doskonale widzi Platforma Obywatelska. PiS trwa na scenie politycznej również dlatego, ponieważ polska prawica potrafi tylko jedno – dzielić się, a nie łączyć. I dopóki nie powstanie prawdziwa konserwatywna partia chadecka, dopóty PiS i jej szef będą „robić” za prawicę. Może Ziobro ma szansę na taką partię?

Continue Reading →

Rocznica

Dziś mija dokładnie pięć lat od dnia, kiedy napisałem swój pierwszy tekst na bloga. To chyba dość czasu, aby stwierdzić, że jednak osiągnęło się sukces. A tym sukcesem jest kilka milionów odsłon, a przede wszystkim oddane grono stałych czytelników. No i pewne sygnały, że politycy i dziennikarze wiedzą, że czasem warto skonfrontować opinie z moimi.

Na rocznicę przypominam jeden z moich fundamentalnych tekstów, napisany w roku 2007.

Azrael

———————————————————————————————–

Manifest antykaczysty

 

Napisanie tego artykułu jest wynikiem między innymi wstrętu do komentowania bieżącej sytuacji politycznej. To raz.
Dwa, chciałbym się uwolnić od pewnej łatki, przypiętej mi w Internecie, że jakoby jestem lewakiem.
I po trzecie – czas na pewne podsumowanie. I zajęcie pewnego stanowiska.

Otóż dlaczego nie jestem lewakiem, a dlaczego jestem wrogiem układu politycznego, realizowanego przez Jarosława Kaczyńskiego – zwanego popularnie – kaczyzmem.

Lewakiem określa się ostatnio w Polsce każdego, kto nie popiera Prawa i Sprawiedliwości – i każdego, kto broni systemu państwa stworzonego po przełomie roku 1989. To jest lewak, niezależnie od wyznawanego światopoglądu, stosunku do gospodarki, relacji z Kościołem Katolickim. To słowo – wytrych, które ma za zadanie dezawuowanie każdego, kto ma inne poglądy, niż zwolennik Nowej Siły Przewodniej Narodu – czyli PiS – a właściwie – Genialnego Stratega – Jarosława Wspaniałego Kaczyńskiego.

Generalizowanie i przydzielanie kogoś do pewnej kategorii poglądów we współczesnym Świecie i Polsce – mija się powoli z celem. Twierdzę, że poza fundamentalistami – w stylu Marka Jurka, czy Artura Górskiego – mało który realnie działający polityk wyznaje spójną, jednoznaczną ideę, która pozwoliłaby go zakwalifikować jako socjalistę, konserwatystę czy chadeka. Politycy współczesnej polityki – to głównie technokraci, realiści… albo oportuniści.
Ideowcy – zbierają się środowiskowych grupach – typu „Krytyka Polityczna” Sławomira Sierakowskiego – albo kółkach różańcowych, takich jak Prawica Rzeczpospolitej Marka Jurka. A politykę realną robią w naszym kraju dziś… właśnie oportuniści.

Continue Reading →

Dość szantażu!

Coś się stało. Coś się dzieje. Mam nadzieję, że nie stanie się nic tragicznego.

To nie pierwszy taki sygnał, opinia, jaka do mnie dociera po tym, co się wydarzyło na Krakowskim Przedmieściu, w rocznicę katastrofy smoleńskiej. Coraz więcej osób ma po prostu dość moralnego zastraszania, opiniowania tego, kto jest „Prawdziwym Polakiem”, szantażowania tym, że jak pomnika nie będzie, to dopiero się będzie działo…

Podział na „patriotów” i „sprzedawczyków”, na tych co są Narodem i mieszkańców kondominium, na tych tworzących kult Lecha Kaczyńskiego i tych, którym odbiera się prawo do mówienia i pisania o zmarłych 2010/04/10 – to jest moim zdaniem rzecz nieodwracalna. Nieodwracalna do czasu, póki Jarosław Kaczyński, manipulator społeczny jest obecny w polskiej polityce.

Ten list dostałem wczoraj, jego autorką jest wieloletnia dziennikarka mediów publicznych, prosząca mnie o zachowanie swojego nazwiska do mojej informacji. Została z TVP „zredukowana”, ale nie o to w tym chodzi. Podobnie jak wielu, ma dość szantażu. I jak wielu obawia się, że to, co reprezentują ludzie skupieni wokół PiS-u, jest początkiem… faszyzmu. Bo chyba czas pewne rzeczy zacząć nazywać.


Azrael

————————————————————————————-

Kibole Jarka

 

Mam już dość bezczelności i arogancji pisowskich funkcjonariuszy i pisowskich kiboli pod Pałacem Prezydenckim. Nie chcę już dać się zastraszać i szantażować.
Nie chcę pomnika na Krakowskim Przedmieściu! Nawet nie przeczytałam artykułu Katarzyny Kolędy- Zalewskiej o obelisku przed Pałacem – bo od tego sztucznego ekumenizmu po prostu mnie mdli. Niby mądra kobieta, doświadczona dziennikarka, ale od czasu do czasu coś wypali na fali moralnego wzbudzenia, jak w przypadku profesor (Magdaleny Środy, czy pomysł wspólnego kandydata na prezydenta. To chyba skutek zbyt częstego przebywania w Rzymie…
Pomnik Światła dla wszystkich ofiar… Czy ci naiwniacy, którzy zaczęli się zachwycać pomysłem nie widzą, że to kolejny krok, by zrobić z Pałacu Prezydenckiego mauzoleum?! Jeśli taki pomnik powstanie to czy pozwolą deptać – dosłownie – pamięć Lecha Kaczyńskiego i innych ofiar katastrofy? Pozwolą chodzić po ryngrafach ”poległych męczeńska śmiercią? Wolne żarty. Czy taki pomnik musi powstać pod pałacem a nie miejscu na jakimś skwerze? Nie, bo to musi być przecież miejsce dla zadymy dla pisowskich kiboli.

Dość mam już udawania, że muszę być wyrozumiała i cierpliwa , bo tam, pod pałacem, gromadzą się ludzie biedni, wykluczeni, ośmieszani, ale pewnie dobrzy, prości ludzie, których czyste serca pogrążone są w bólu. Że nie mam prawa nazywać ich kibolami Jarka. Tak ich nazywam, jak się zachowują, prawie od samego dnia katastrofy. Jako antropolog kultury i były dziennikarz rozumiem te mechanizmy, ale rozumieć nie znaczy – zgadzać się Podobno Lech Kaczyński był stale obrażany, istniał „przemysł nienawiści”, jak to z lubością pisze Piotr Zaremba i inni „niezależni” dziennikarze. Wolne żarty. Porównanie do „kartofla”, jakieś epitety menela, jakieś nieśmiałe chichoty po borubachach ,irasiadach – i zażenowanie po małpie w czerwonym i stokrotce . A dziś wystarczy popatrzeć na Krakowskie Przedmieście. To mentalność Kalego w polskim wydaniu.

Continue Reading →

Endeckość w praktyce

 

Nie interesują mnie interpretacje opinii Jarosława Kaczyńskiego, czynione przez zwolenników Prawa i Sprawiedliwości i sprzyjających mu bezkrytycznie dziennikarzy, takich jak Piotr Zaremba, publicysta „Rzeczpospolitej”. Jarosław Kaczyński napisał to w swoim „Raporcie…”, że śląskość” jest pewnym sposobem odcięcia się od polskości i przypuszczalnie przyjęciem po prostu zakamuflowanej opcji niemieckiej – i nic tego nie tłumaczy, ani to, że wcześniej były inne zdania, a tym bardziej to, że mówił to w kontekście kaszubskiej tożsamości Donalda Tuska.

Gdyby Jarosław Kaczyński potrafił posługiwać się krytycznie wiedzą historyczną i politologiczną, choćby nawet na poziomie Wikipedii, to zajęłoby mu nie więcej, niż 15 minut, aby zrozumieć, że tożsamości śląskiej nie zniszczyli ani Niemcy z pod znaku Bismarcka, ani hitlerowcy, ani władze komunistyczne. Demokratyczne państwo polskie również przez okres 21 lat nie zrobiło nic, aby mit jednolitego (czytaj: centralistycznego) państwa zmienić w państwo pluralizmu regionalnego, gdzie interesy społeczne są realizowane świadomie przez świadome swoich małych, własnych ojczyzn, grupy obywateli. A ta świadomość może mieć wymiar środowiskowy, kulturowy, religijny, wspólnoty języka, wspólnoty dziejów, czy poczucia przynależności do narodu. I naród śląski istnieje, niezależnie od zapisów polskiego prawa i wyroków sądowych to kwestionujących, jeżeli istnieje świadomość narodowa, kształtująca własną zbiorowość. Ślązacy mają prawo do nazywania się narodem, ponieważ łączy ich język, wielowiekowa historia, własna kultura i to, że mieszkają od wieków na Śląsku.

Continue Reading →

Młody, zdolny…

Zabierając się do tekstu, należy zrobić analizę dostępnych materiałów, co dziś nazywa się po polsku „researchem” (nie mylić z ziemkiewiczowskim „riserczem”). Dziś to dość łatwe, bo jeżeli nie piszemy materiału głęboko naukowego, to wszystko jest praktycznie dostępne w sieci internetu. Dziś postanowiłem zająć się postacią młodego prawnika, z ambicjami politycznymi, choć się od nich odżegnuje, Marcina Dubienieckiego.

Tyle się mówi, pisze, że wokół Prawa i Sprawiedliwości nie ma młodych, zdolnych, wykształconych, aspirujących do miana elit. I taki się pojawił, Marcin Dubieniecki. Przyjrzyjmy mu się.

Po wpisaniu imienia i nazwiska naszego bohatera w najpopularniejszej wyszukiwarce internetowej, informacje o Marcinie Dubinieckim wyskakują na stronach obficie. Na pierwszym miejscu są portale typu pudelek.pl, kozaczek czy inny pomponik, zaraz za nimi wysypują się linki do stron największych tabloidów, a potemto już poważne tytuły. Tylko, ze te poważne tytuły kierują linkami do artykułów o działalności naszego bohatera nie wiele mającej wspólnego z czystą polityką, nie mówiąc o jego działalności adwokackiej, czy doradczej, ale raczej do niezbyt chlubnych informacji z obrzeży, żeby nie powiedzieć – z marginesu.

Młody, zdolny zięć zmarłego prezydenta, Lecha Kaczyńskiego jest obiektem zainteresowania mediów, ale niekoniecznie, tak jakby sobie tego życzył. Najpierw pokazywano go lekko z boku, jako męża zbolałej po śmierci pary prezydenckiej córki Marty. Potem pan Marcin szukał już sam kontaktów z mediami, wypowiadając się na temat katastrofy smoleńskiej, z nader śmiałymi tezami, a nawet, jak na prawnika przystało, wnioskami, jak choćby ten, że polskim śledczym przydałby się żydowski, dobrze ustawiony doradca prawny albo, że zamach na samolot prezydencki nie jest wcale wykluczony, oczywiście ze strony „wiadomych sił”. Następny etap aktywności, to promowanie siebie i swojej żony w dziedzinie polityki, poczynając od dywagacji o starcie w wyborach parlamentarnych, na premierostwie kończąc. Dubienecki nie tylko widział swoją żonę nie tylko jako strażnika i spadkobiercę spuścizny Lecha Kaczyńskiego – on widział siebie jako zstępcę politycznego Jarosława Kaczyńskiego. Następne odcinki serialu, to te, kiedy Dubieniecki zostaje już samorzutnie odkryty jako zdolny prawnik, szybko znajdujący drogę do ułaskawienia małego hochsztaplera przez swojego teścia, a następnie zdolny biznesmen, który z tym samym człowiekiem, oczywiście już nieskazitelnie czystym, robi interesy. Epilogiem serialu z główną, skomplikowaną rolą naszego bohatera jest odcinek, w którym wymienia on ciepłe opinie z dziennikarzami, takie jak „niech pan się ode mnie odp…”. Na koniec wygląda na to, że mecenas Dubieniecki nie jest zadowolony z tego miniserialu (niecały rok), ponieważ ostatnio na lewo i prawo komunikuje, że spotka się ze scenarzystami w sądzie. Nie wiem, czy uważa, że został źle obsadzony, czy gaża była za mała, czy może ci, do których adresowany był serial, nie zrozumieli przesłania.

 

Continue Reading →

„Wszystkie ręce umyte”

Telewizja publiczna pokazała w dniu 1 grudnia film autorstwa Sylwestra Latkowskiego i Piotra Pytlakowskiego „Wszystkie ręce umyte”. To film o kulisach śmierci byłej posłanki SLD ze Śląska, Barbary Blidy. Równocześnie z filmem ukazała się książka pod tym samym tytułem. I dopiero zapoznanie się z książką i filmem daje pełen obraz tego, co autorzy, dziennikarze śledczy i reportażyści, chcieli przekazać. A informacji, opinii, wątpliwości jest co niemiara.

Zarówno film, jak i książka nie mają charakteru stricte politycznego. Autorzy, znając konotacje polityczne, jakie sprawa śmierci Barbary Blidy wywołała i może wywoływać, uciekli z pełną premedytacją od politycznych, bezpośrednich nawiązań. Jednak w sprawę zamieszani są konkretni politycy, urzędnicy i funkcjonariusze służb, mający bardzo wyraźne umocowania i cele polityczne. Nie da się w związku z tym, oglądając materiał dokumentalny i czytając książkę, uciec od politycznych odniesień. Nie jest jednak tak, że Latkowski i Pytlakowski skupiają się tylko na tym, co było przed śmiercią Barbary Blidy, co doprowadziło do próby jej zatrzymania , o kulisach dochodzenia prokuratorskiego i działaniach Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, ale również pytają, dlaczego sprawa do dnia dzisiejszego nie jest wyjaśniona i kto ponosi odpowiedzialność za to, że winni śmierci Blidy nie ponieśli konsekwencji. Nie jest to film o samobójstwie Blidy, ale o okolicznościach, jakie do jej śmierci doprowadziły. I nie jest to również film z tezą, że Blida zmarła w wyniku zabójstwa, jak to sugeruje publicysta „Rzeczpospolitej”, Piotr Zaremba.

W 68-minutowym filmie trudno zawrzeć wszystkie wątki, wątpliwości i pytania dotyczące śmierci Blidy. Książka jest nie tylko scenopisem filmu, ale również przewodnikiem po sprawie. W niej znajdziemy brakujące informacje, wywiady, analizy, odpisy dokumentów dochodzenia i śledztwa, także opinie. Całość jest podsumowaniem ponad trzyletniego śledztwa, prokuratorskiego i sejmowej komisji śledczej, które nie odpowiedziały na podstawowe pytania, dlaczego próbowano posłankę SLD zatrzymać, dlaczego doszło do próby zatrzymania, dlaczego od samego początku postępowanie ABW i prokuratury było tak nieudolne. Nie tylko nieudolne, ale również również noszące znamiona matactwa. Film i książka nie odkrywają wielu nowych tajemnic, ale porządkują całość spraw, osadzając je w kontekstach.

Continue Reading →

Pętla

Usunięcie z Prawa i Sprawiedliwości dwóch posłanek, Joanny Kluzik-Rostkowskiej i Elżbiety Jakubiak, jest komentowane na różne sposoby. Próbuje się zastosować do tego aparat pojęciowy politologii i socjologii społecznej, a sprawę ułożyć w kontekście demokratycznej gry politycznej. To błędne podejście. Działania Jarosława Kaczyńskiego należy rozpatrywać metodami znanymi z psychologii, może psychiatrii – a może nawet mitologii.

Kaczyński wyrzuca z partii liberałów, nie przypadkiem kojarzonych ze zmarłym bratem, Lechem. I Jakubiak i Kluzik-Rostkowska, w różnych okresach, ze zmarłym prezydentem współpracowały. Zawsze w parze Jarosław-Lech ten pierwszy oceniany był jako ostrzejszy, dynamiczniejszy, bardziej bezwzględny, drugi był bardziej stonowany, koncyliacyjny, wycofany. Coś, jak pan Hyde i doktor Jekyll. Nie ma doktora, bliźniak pozbawiony wsparcia, konsultacji i hamulca, w postaci codziennej porcji rozmów telefonicznych, działa.

Jarosław Kaczyński po przegranych wyborach prezydenckich uznał, że nie ma innej drogi, niż zaostrzenie kursu i radykalizacja. Uznał, że nie ma innego wyboru. Przestał się osobiście interesować tym, czy wróci do władzy. Prowadzi wprawdzie normalną działalność polityczną swojej partii, rządzi, zarządza, ale jest to tylko jedna część. Druga, dla niego najważniejsza, to realizacja testamentu brata i budowa jego mitu. Nie, testamentu politycznego nie ma, Lech Kaczyński nie zostawił wiążącej i ważnej spuścizny politycznej, ten testament został napisany i narzucony sobie przez samego Jarosława Kaczyńskiego. Jest on przekonany, że brat zginął w wyniku nikczemnego spisku, a niewyjaśnione jeszcze okoliczności i przyczyny katastrofy obciążają przeciwników politycznych. Kaczyński poczuł się jedynym sprawiedliwym depozytariuszem pamięci brata i bratowej, no, może jeszcze kilku przyjaciół. Zrobi wszystko, aby katastrofę smoleńską wyjaśnić i aby to wyjaśnienie, niezależnie co wykażą oficjalne dochodzenia polskie i rosyjskie, obciążały przeciwników politycznych. Konkretnych ludzi, z nazwiska i stanowiska. Znamy te nazwiska, już oskarżonych, już winnych.

Continue Reading →

„Mówisz partia, a w domyśle…”

Czym jest tak naprawdę Prawo i Sprawiedliwość? Czy wyborcy i obywatele, którzy łożą na partie polityczne własne pieniądze, poprzez budżet państwa, zdają sobie sprawę, z czy mają do czynienia?

Gdy spojrzeć na to podręcznikowo i prawnie, to rzeczywiście PiS jest partią, czyli organizacją społeczną obywateli, chcących przez dojście do władzy zrealizować konkretny program polityczny, służący obywatelom. Ale przecież dłuższego czasu mówi się, że Jarosław Kaczyński nie myśli praktycznie o powrocie do władzy, zajęciu stanowiska premiera i realizacji programu, lecz o tym, aby upamiętnić poległego brata i ukarać „winnych” katastrofy TU 154M pod Smoleńskiem.

Od strony merytorycznej mogłoby się wydawać, że Prawo i Sprawiedliwość ze swoim programem pomocniczości, wartości chrześcijańskich i konserwatyzmu obyczajowego bliskie jest chadecji. Z drugiej strony jednak strony populizm ekonomiczny i etatystyczne podejście, lokuje ją po lewej stronie sceny politycznej. Ale niespodzianka czeka nas gdzie indziej – styl zarządzania, wodzowski, tłumienie dyskusji wewnętrznej, próba zablokowania jakiejkolwiek krytyki – każe się zastanowić nad innym zaszeregowaniem tej formacji. Ostatnio od szefa formacji, Jarosława Kaczyńskiego słyszymy głosy poddające wątpliwość demokratyczne wybory , jak choćby o wybraniu Bronisława Komorowskiego „przez nieporozumienie, kwestionowanie roli i zadań mediów, czy oficjalne negowanie polityki zagranicznej, czy wcześniej, pewne zapisy w projekcie Konstytucji autorstwa Jarosława Kaczyńskiego, kwestionujące trójpodział władzy. Wszystko to pozwala nam na znalezienie w PiS pierwiastka faszyzmu i przywołujemy rok 1933 z postacią Adolfa Hitlera, który zrzucił ze stanowiska kanclerza Niemiec Kurta von Schleichera. Tak, daleko do tych czasów i historia powtarza się zwykle farsą, tym bardziej jednak to smutne…

Continue Reading →

Kaczyński – bez alternatywy

Zabawne są te medialne i pseudo politologiczne dyskusje o tym, czy w Prawie i Sprawiedliwości powstają frakcje, a nawet skrzydła, czy istnieje spór pomiędzy „liberałami” a twardogłowymi, kto może zastąpić prezesa Jarosława Kaczyńskiego, i dlaczego musi to być Zbigniew Ziobro. Wszystkie te dywagacje oparte są o założenie, że PiS jest normalną formacją polityczną, opartą o program i idee, a w jej kierownictwie panuje zdrowa dyskusja i wymiana poglądów…Nic z tego.

Jednym z nielicznych przytomnych ostał się redaktor Paweł Wroński z „Gazety Wyborczej”, który przypomniał, że PiS to przedsięwzięcie rodzinne braci Kaczyńskich, że jest to formacja anachroniczna, do tego bez pomysłu na Polskę. Ja dodam do tego, że Prawo i Sprawiedliwość nie jest klasyczną, demokratyczną partią w stylu zachodnim, lecz prywatnym projektem Jarosława Kaczyńskiego, który miał mu utorować drogę do władzy i zapewnić panowanie. To projekt marketingowy, który miał mu i jego bratu spłacić lata upokorzeń, „chodzenia” w trzecim szeregu polityków, lata odsuwania poza nawias wielkiej polityki. To projekt pozbawiony własnej idei politycznej i moralności. Częściowo nawet udało się zrealizować program zdobycia władzy, ale od 2007 roku cały projekt chyli się ku upadkowi. Nie upada, ponieważ jest na niego potrzeba „społeczna” i polityczna, co doskonale widzi Platforma Obywatelska. PiS trwa na scenie politycznej również dlatego, ponieważ polska prawica potrafi tylko jedno – dzielić się, a nie łączyć. I dopóki nie powstanie prawdziwa konserwatywna partia chadecka, dopóty PiS i jej szef będą „robić” za prawicę.

Continue Reading →

Wymarzona opozycja

Prawo i Sprawiedliwość to wymarzona opozycja dla rządzącej koalicji. Zamiast się zajmować pracą parlamentarną, wzięła się za funeralne igrzyska i jej 120 posłów i senatorów zamierza się bawić dwa razy w tygodniu w rozwiązywanie problemu katastrofy pod Smoleńskiem. Zespół poselski, zwany komisją Macierewicza, od nazwiska przewodniczącego, skutecznie będzie nie tylko odciągał parlamentarzystów od pracy, ale również skupił na sobie media.

I efekty tego już mam; Wczoraj minister Michał Boni zasugerował, że w najbliższym czasie rząd może podnieść wysokość składki rentowej, a także niektórych podatków (w tym VAT – do 25%), w ramach walki z dziurą finansów państwa – a opozycja praktycznie nie zająknęła się na ten temat, choć przecież podniesienie VAT uderza głównie w konsumentów finalnych…Dodatkowo będzie to stymulant inflacyjny.

Prawo i Sprawiedliwość nie ma ochoty przejmować się problemami państwa, nie mówiąc o obywatelach. Jarosława Kaczyńskiego interesuje głównie sprawa „dorwania” Donalda Tuska i ideologiczne hasła, głoszone pod twardy elektorat i media. PiS jest cały czas na wojnie i w kampanii wyborczej. Dlatego właśnie osoby, które w tej formacji znają się na sprawach gospodarczych, społecznych, czy polityki zagranicznej, tacy jak Paweł Poncyliusz, Joanna Kluzik-Rostkowska, Paweł Kowal, zostali odsunięci na tor boczny. Kaczyńskiemu potrzebni są sprawni „żołnierze”, w stylu Joachima Brudzińskiego, czy Marka Kuchcińskiego, a nie ludzie, od których ciężko wyegzekwować pełną uległość.

Kaczyński swoimi wypowiedziami i decyzjami sprowadził swoją partię znów do poziomu poparcia ok. 25%. I znów będzie czekał na cud, który wyniesie go do władzy. Ale ten cud się nie zdarzy. Ani kryzys, ani afera hazardowa, katastrofa smoleńska, czy powódź, nie naruszyły poziomu poparcia dla Platformy Obywatelskiej i zaufania do Donalda Tuska.

Marzeniem Kaczyńskiego było stworzenie w Polsce systemu dwupartyjnego, gdzie dwie partie, jedna konserwatywna, centroprawicowa (PiS), druga liberalna i centrolewicowa (PO) będą się wzajemnie szachować i wymieniać władzą. Doprowadził jednak do sytuacji zbliżonej do modelu 1+1. Jedna duża partia władzy i druga, mniejsza, opozycyjna, bez szans na przejęcie steru rządów. Jest to układ zamknięty, gdzie opozycja nie ma szans na przejęcie władzy, ale zawsze wejdzie do parlamentu i zdobędzie pulę miejsc w Sejmie, a także sejmikach regionalnych. To konserwowanie układu, kiedy się zbiera pewne profity, nie biorąc odpowiedzialności za państwo…

W roku 2006 popularne było hasło wyborcze, anty-pisowskie - „Głosując na PiS, wybierasz Samoobronę”. Dziś ta hasło można sformułować – „Głosując na PiS, wzmacniasz Platformę”

Kiedy się wyborcy zorientują, że popierając Jarosława Kaczyńskiego, tak naprawdę budują pozycję jego adwersarza, Donalda Tuska?

Azrael

Kłamstwo i patologie…

Moralność w polityce to problem nadzwyczaj trudny i tak naprawdę bez rozwiązania. Czy polityk powinien się posługiwać kłamstwem, czy tylko nie powinien mówić do końca prawdy? Czy polityk może być moralny, czy w samej idei uprawiania polityki może być obecny pierwiastek moralności?

Moralność, jako zestaw norm, wzorów, zasad i ideałów postępowania, które regulują stosunki polityka ze społeczeństwem – a w bardziej wąskim znaczeniu – z jego wyborcami – ma ścisłą korelację z wykonywanym zawodem polityka, którego celem głównym nie jest wcale niesienie pomocy społeczeństwu, lecz walka o zdobycie władzy i jej utrzymanie. Tak naprawdę polityka to techniki i metody manipulacji. Mało jest tu miejsca na wartości moralne, na ideały, czy na prawdę. Orężem polityka, oprócz mediów, jest kłamstwo. Bo czym innym, niż kłamstwo są obietnice wyborcze, czymże jest „program naprawy”, czy „uzdrowienia”, „odzyskania” i „rozszerzania” niż kłamstwem? Czym innym były w ustach Jarosława Kaczyńskiego słowa o porzuceniu idei IV RP, o porozumieniu, o przyszłości, o państwie jako wartości moralnej, czy o kompromisie…?

Kłamstwo jest wpisane w strukturę zawodu polityka. Nie można go więc poddać analizie moralnej, wolno jednak określić, czy kłamstwo możemy uznać za uprawnione i akceptowalne. Jeżeli założymy, że kłamstwo ma służyć dostarczaniu innym fałszywej informacji, lub zablokowaniu dostępu do prawdy, w interesie samego polityka i interesie społecznym – to można by uznać kłamstwo za akceptowalne i usprawiedliwione. Z tego punktu widzenia „przemiana”, jaka dokonała się w Jarosławie Kaczyńskim, w trakcie kampanii wyborczej, można uznać za częściowo usprawiedliwioną. Gdyby jeszcze wygrał te wybory, nikt by się już w ogóle nie pytał o jego obietnice i przemiany…

Continue Reading →

Ekspiacja na życzenie

Uff… Można spokojnie odetchnąć. Nie, to jeszcze nie koniec upałów. To tylko koniec przedstawienia pod roboczą nazwą „Wszystkie przemiany Jarosława Kaczyńskiego”.

Szef Prawa i i Sprawiedliwości udzielił wywiadu redaktorowi Michałowi Szułdrzyńskiemu z „Rzeczpospolitej”, którego z racji jego kultury osobistej i wykształcenia filozoficznego, trudno uznać za drapieżnego dziennikarza. Zawartość i efekt tego wywiadu najlepiej został określony przez anonimową, oczywiście, opinię jednego z polityków PiS, przytoczoną na portalu społecznościowym Twitter przez innego dziennikarza;

„Dwa miesiące ciężkiej pracy poszły w piach”

Tak, właśnie dwa miesiące budowania nowego oblicza i nowego wizerunku Kaczyńskiego i jego formacji, po raz kolejny zostały zniweczone jednym niezbyt długi wywiadem. Kaczyński wrócił do swojej starej retoryki, swojej metody wyrażania swojego zdania, która zakłada, że to tylko on ma rację, on określa standardy, jakie powinny panować w polityce, i tylko on jest punktem odniesienia.

Specjaliści od kreowania wizerunku i jego sztabowcy robili wszystko, aby spektrum zwolenników Kaczyńskiego i jego partii powiększyło się. Przybrało to po I rundzie wyborów formę groteski politycznej, kiedy Kaczyński na trybunie wiecowej zaczął stawiać obok siebie obraz lewicowego polityka Oleksego, a potem samego Edwarda Gierka – patriotę w trudnych czasach.

Kaczyński nie byłby sobą, gdyby nie zostawiony sam sobie, dając wywiad do sprzyjającego mu wyraźnie medium, nie pokazał swojej naturalnej twarzy. W tydzień po wyborach wziął w swoje ręce na nowo zadanie kreacji polityki własnej partii. Zresztą nie tylko on, ponieważ również pozwolono na nowo pojawić się w mediach Zbigniewowi Ziobro, carte blanche na wypowiedzi otrzymali Marek Migalski, Beata Kempa, Ryszard Czarnecki, czy Karol Karski. To za ich przyczyną do politycznej rozgrywki włączono krzyż z przed Pałacu Namiestnikowskiego, to oni również kierują dyskusję w stronę sprawy smoleńskiej. Ale rys ideologiczny określa Jarosław Kaczyński, a tą nową ideologią będzie właśnie katastrofa pod Smoleńskiem. To właśnie mit „męczeńsko” zmarłego brata ma nieść jego i jego formację przez najbliższe lata.

Po drugiej stronie (i tym razem nie jest to miejsce, gdzie kiedyś stało ZOMO…) są ci, którzy mają inne poglądy, niż on sam, przede wszystkim krytycy jego brata. Mają oni teraz niepowtarzalną okazję dokonania głębokiej ekspiacji, przeproszenia Jarosław Kaczyńskiego, generalnie za wszytko, a wtedy on zniży się do rozmów i współpracy. Nie muszę chyba dodawać, że na jego warunkach…

To, że Jarosław Kaczyński długo nie wytrzyma w gorsecie poprawności, było wiadome wszystkim przytomnym obserwatorom sceny politycznej. Nie wiadomo było tylko, jak długo to potrwa. Jak się okazało, bez wojny (polsko-polskiej) Kaczyński oddychać, żyć i działać nie może. Wszystkie scenariusze biorą w łeb, kiedy Kaczyński mówi z „serca”.

Ta kolejna wolta Kaczyńskiego to dobra informacja dla Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej. Tak przewidywalna i trywialnie jednoznaczna opozycja to coś, co można sobie wymarzyć. Teraz tylko już wystarczy postraszyć i lewicę i samych wyborców „wilkiem w skórze owcy”, a oni sami przejdą przez płot do jego zagrody. Taki lider opozycji, jakim jest Jarosław Kaczyński, to olbrzymi skarb dla rządzących…

Azrael

Absolutny brak realizmu

Jarosław Kaczyński osiągnął oszałamiający sukces na poznańskim Kongresie swojej partii. W demokratycznym akcie wyborczym, którego był jedynym uczestnikiem, został znów wybrany na prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Osiągnął wynik 999 głosów „za”, na 1064 oddanych. To wielka radość dla Prezesa, no, może zmącona tylko 51. głosami niedowiarków, że Wielki Strateg z Żoliborza znów poprowadzi hufce do kolejnego wielkiego zwycięstwa…

Radość wielka również zapanowała wśród przeciwników Pana Prezesa. To inna radość, niż w PiS. To ukontentowanie tym, że Prawo i Sprawiedliwość, pomimo werbalnych deklaracji, pomimo zapowiedzi, periodycznie powtarzanych przy każdym partyjnym spędzie, że partia się zmieni, dalej pozostaje starym dobrym… Porozumieniem Centrum. Partią-bastionem, twierdzą przegranych wojów jedynego wodza. I dobrze dla przeciwników, że zabrzmiało znów „100 lat” dla prezesa, bo póki on przy sterach partyjnych, reszta może spać spokojnie. Póki Jarosław Kaczyński pozostanie i wodzem, i głównym strategie, i twarzą partii – dopóty poparcie dla niej nie wzrośnie powyżej ćwiartki całego zainteresowanego polityką społeczeństwa – co w najlepszym przypadku oznacza nie więcej niż 10% w miarę aktywnego elektoratu. To i tak dużo łatwowiernych…

Jarosław Kaczyński usiłuje przekonać swoich partyjnych żołnierzy, że ma plan na Polskę. Tym razem plan na 10 lat. Ale na początku tego planu twierdzi, że do jego urzeczywistnienia musi powrócić do władzy. „Wy mi dajcie władzę, a ja już Was urządzę”. Wyborcy to znają, już to przećwiczyli w latach 2005 – 2007 – a polska demokracja jeszcze do dziś się rumieni za Leppera i Giertycha w rządzie, za taśmy Begerowej, za śmierć Barbary Blidy, za Mariusza Kamińskiego na czele CBA, za lustracyjną szopkę… Zresztą cały ten program polega na tym, aby być anty-PO. I tak jak zawsze oskarżano Platformę Obywatelską o antypisowość, tak lwia część wystąpienia poświęcona była krytyce Platformy Obywatelskiej i Donalda Tuska. Nic tak nie motywuje, jak pokazanie wroga…

Ale padły też konkrety; Jarosław Kaczyński zapowiada, że chce, aby Polacy zaludnili plaże Egiptu i Tunezji. Milionami. Dominik Uhlig z „Gazety Wyborczej” stwierdził, że prezes wcielił się w postać szeregowca Ryan’a ze znanego filmu Stevena Spielberga, lądującego w dzień „D” na Omaha…Szkoda, że Jarosław Kaczyński nie widzi, że Polska jest już dawno w Unii Europejskiej i jego rodacy mogą jeździć gdzie chcą i kiedy chcą – oczywiście, ci, którzy potrafią się posługiwać kartą płatniczą… i

Prawo i Sprawiedliwość otwiera portal społeczny w internecie dla swoich członków i sympatyków. Coś unikalnego i niepowtarzalnego, jak zapowiadają jego twórcy, Adam Hofman i Mariusz Kamiński. Wielki przełom i krok naprzód. Tylko, że nazywa się on MyPis.pl, co automatycznie kojarzy się z MySpace, a sami autorzy przyznają się, że pomysłów szukali za Oceanem, u braci Amerykanów na Facebooku, czy innym Twitterze… Porażająca odkrywczość i innowacyjność. No, ale najważniejsze jest to, że będzie się można umówić na piwo z przyjaciółmi…

To był pierwszy dzień Kongresu Prawa i Sprawiedliwości. I już wiemy, że wszystko po staremu. Ku chwale Pana Prezesa i Jego Brata. Jutro równie zaskakująca, jak dzisiejsze wybory deklaracja poparcia dla Lecha Kaczyńskiego, w sprawie jego reelekcji prezydenckiej. I czekamy na kolejne wielkie sukcesy!

Azrael

Myśl państwowa według Jarosława K.

Polityk mający ambicje odgrywania znaczącej roli, musi nieść jakieś przesłanie, idee. Powinien kierować się nie tylko doraźnym interesem politycznym swojej formacji, ale również mieć szersze spojrzenia na otaczającą go rzeczywistość, społeczeństwo, wreszcie państwo.

Jarosława Kaczyński (i jego brat, bo przecież nie należy ich traktować jako odrębnych bytów, zarówno biologicznych, jak i politycznych…), mają dość specyficzne spojrzenie na otaczającą ich przestrzeń społeczną i polityczną. W przypadku Jarosława Kaczyńskiego można powiedzieć, że jest to spojrzenie teoretyka, ponieważ przywódca i mentor Prawa i Sprawiedliwości praktycznie przez całe życie zajmował się głównie polityką. Jego krótka praca na białostockiej filii UW, czy redagowanie „Tysola”, były tylko przerywnikami w pracy „wodza”. Jego brat miał więcej do czynienia z realnym światem i realnymi działaniami, zarówno jako naukowiec, jak i urzędnik wysokiego szczebla administracji państwowej.

Jarosław Kaczyński chciałaby modelować państwo według własnych standardów i własnych przemyśleń. Takich teoretycznych, wydumanych za biurkiem, w czasie kiedy był na marginesie życia politycznego, pod koniec lat 90.. Z tego to właśnie okresu pochodzą zręby jego projektu Konstytucji RP, program przyciągnięcia i włączenia w główny nurt życia społecznego tak zwanych odrzuconych. I wtedy, pod wpływem porażek politycznych ukształtował się syndrom negacji i odrzucenia wartości współczesnej Polski, III RP. Tylko, że polska demokracja jest na tyle silna i stabilna, że Jarosław Kaczyński musiał poprzez system wyborów podporządkować się prawidłom demokracji, ale uczynił to tylko po to, aby móc ją natychmiast negować.

Jarosław Kaczyński i jego brat oficjalnie deklarują poparcie dla polskich przemian po roku 1989, do Okrągłego Stołu, polskiego uczestnictwa w strukturach Unii Europejskiej. Ale tak naprawdę obaj reprezentują postawę sceptyczną, niechętną, a ich partia, Prawo i Sprawiedliwość ma wyraźny rys anty systemowy.

Continue Reading →

Demokracja made in PiS

Nie można powiedzieć, aby projekt Konstytucji przedstawiony przez Jarosława Kaczyńskiego, tak zwanej Konstytucji IV RP, specjalnie rozpalił komentatorów, polityków, czy dziennikarzy i publicystów. Wszyscy oni doskonale zdają sobie sprawę z tego, że to co zostało zaprezentowane na konferencji przez szefa Prawa i Sprawiedliwości, to nic innego jak zagranie polityczne, będące odpowiedzią na analogiczne działania Donalda Tuska z przed kilkunastu tygodni. To działanie marketingowe i wyborcze, skierowane ku elektoratowi PiS i Lecha Kaczyńskiego, mające pokazać, że myśl polityczna o IV RP nie umarła, że te „wartości”, państwo socjalne, silny prezydent i integralność państwa (także integralność władzy), nie zostały zapomniane.

Na projekt i pomysły Kaczyńskiego spadła lawina krytyki. Jedni porównywali zawarte w projekcie zapisy do tego, co można było znaleźć w Konstytucji (quasi faszystowskiej) z roku 1935, inni doszukują się pomysłów rodem z czasów PRL. Rzeczywiście, jeżeli popatrzymy na pomysły Kaczyńskiego, na rolę kontrolną prezydenta w stosunku do sądownictwa (prezydent miałby zostać przewodniczącym rady sądownictw), czy administracji państwa (zwierzchnik Służby Cywilnej), to widać wyraźnie, że miałby to być rola nadarbitra państwa. Zresztą Jarosław Kaczyński nie ukrywa specjalnie, że funkcja prezydenta miałby być de facto wyłączona z roli władzy wykonawczej. Ale za to głowa państwa dostałaby w ręce narzędzie rządzenia za pomocą dekretów i praktycznie swobodne prawo do odwoływania się do obywateli poprzez referenda. Ponad głową parlamentu i rządu. Poza tym prezydent miałby bardzo niejasno określone prerogatywy blokowania wyborów premiera i członków rządu. Z jednej strony brak władzy wykonawczej – z drugiej faktyczna władza, bez żadnej kontroli.

W projekcie można zauważyć pewną fascynację Jarosława Kaczyńskiego gaullizmem. Można było to już zauważyć przy pierwotnym projekcie Konstytucji, z roku 2005, którego współautorem, co się teraz przemilcza, był Kazimierz Michał Ujazdowski, uważany obecnie w PiS za politycznego renegata.

Continue Reading →

Atak PiS na internet

Prawo i Sprawiedliwość ma w sobotę odbyć Kongres. Jaki to będzie kongres, programowy, wyborczy, czy tylko zwierający… szeregi, trudno jest określić, ponieważ przecieki z siedziby partii, z ulicy Nowogrodzkiej, są mniej niż skąpe. Na stronie organizacyjnej  PiS można tylko przeczytać zarządzenie prezesa Jarosława Kaczyńskiego o zwołaniu kongresu, z informacją, że w zebraniu będą mogli uczestniczyć ci, co mają jakiś mandat…z 2006 roku. Jednym słowem – starzy partaeigenossen. Wierni, wypróbowani… otrzaskani z porażkami.

Partia, jak zwykle, będzie się „otwierać”… znamy tych otwarć na wiele… na inteligencję. Na młodzież, pracującą, a nawet taką, co siedzi przed monitorami komputerowymi i chlejąc browar ściąga filmiki… no, wiadome jakie. Na wieś. Na uczelnie wyższe nie, bo tam, poza Markiem Migalskim, Andrzejem Nowakiem i Ryszardem Legutko – sama esbecja siedzi…

Tym razem też mamy nowy pomysł, nowe otwarcie. Otóż partia chce przez internet dotrzeć do sympatyków Prawa i Sprawiedliwości, którzy poprzez stronę internetową, naciskając przycisk z napisem „Join to PiS” będą mogli stać się fanami partii – no i jej przywództwa. W zamian za to otrzymają prawo uczestnictwa w zebraniach i happeningach partyjnych (jakby przemówienia i konferencje prasowe Jarosława Kaczyńskiego nie wystarczały aż nadto, po co jeszcze inne formy kabaretowe…), no i najważniejsze, będą mogli otrzymać znaczek… Pełen hardcor, jak mówi młodzież (joł, joł…) i intelektualny orgazm…

Jaka za tym stoi myśl? Jak zwykle u polskiej pseudo – prawicy – próba zaadaptowania dla celów partyjnych pomysłu lewicowego. Jeden z działaczy PiS mówi, w wypowiedzi dla dziennika.pl;

„Poszerzamy naszą bazę, propozycję adresujemy głównie do młodych ludzi. Chcemy wokół nas stworzyć pewną społeczność. To będzie nasza odpowiedź na lewicową  ‘Krytykę Polityczną’ „

I tak świeży, niezależny, intelektualnie i kulturowo nośny pomysł Sławomira Sierakowskiego, Macieja Gduli, et consortes, ma zostać zaprzęgnięty do partyjnej propagandy pisowskiej, ponieważ celem tego rodzaju aktywności (wspartej przez działania w internecie, poprzez social media) ma być odświeżenie pomysłu i hasła tak zwanej IV RP…

Continue Reading →

Krojenie betonu

Walka polityczna z konkurencyjną partią jest zawsze podobna; Jeżeli się nie da znaleźć haków i afer, to należy poszukać u przeciwnika konia trojańskiego. Może to być niezadowolony działacz, który nie wszedł do Sejmu, czy PE, może być to polityk, który jest na bocznym torze, może być to ktoś z niespełnionymi ambicjami. A potem wystarczy tylko zastosować odpowiednie techniki, przy udziale PR i mediów – i sukces, wcześniej, czy później jest gwarantowany.

Scenariusz jest zawsze ten sam. Najpierw doprowadzenie do kryzysu, do konfrontacji wewnętrznej, później , kiedy grunt jest już przygotowany – przeprowadzić atak. Atak nie wprost, ale z flanki, wspomagany mediami, na rozbicie konkurencji i wepchnięcie jej w uliczkę bez wyjścia. Najlepiej jest wykorzystać sytuację rozprężenia. Przy każdym kryzysie politycznym ten scenariusz się sprawdza.

Wiele się mówi o ambicjach Zbigniewa Ziobro. Ambicjach, które są podsycane przez media, a także przez jego otoczenie. Można śmiało powiedzieć, że wokół byłego ministra sprawiedliwości tworzy się coś w rodzaju „dworu”, którzy tworzą m. in. Arkadiusz Mularczyk i Beata Kempa, a także inni, młodsi działacze tej partii. Mam również wrażenie, że patronuje mu po cichu Ludwik Dorn… Dwór ten będzie rezydował przez pewien czas w Brukseli. Jak długo – nie wiadomo. Dlaczego nie wiadomo? Ponieważ z końcem jednej kampanii rozpoczęła się już druga – prezydencka, na rok 2010.

Jak by nie spojrzeć, i z której strony by nie próbować analizować sytuację – pewnym kandydatem, i pewnym do drugiej rundy jest tylko obecny premier, Donald Tusk. Reszta jego kontrkandydatów jest słaba. I albo nie zdradza chęci do startu, jak Włodzimierz Cimoszewicz albo jest po prostu słaba – jak lansowany niegdyś Rafał Dutkiewicz… czy obecny mieszkaniec Pałacu Namiestnikowskiego, Lech Kaczyński. Wspomina się wprawdzie o Jerzym Buzku, ale to jest gość w Platformie Obywatelskiej i nikt nie zapewni mu wehikułu wyborczego tej partii. On jest zarezerwowany dla Donalda Tuska. Działacze tej partii mogą się żreć ze sobą o premierowską schedę (Schetyna vs Palikot – a zwycięzcą może być… Buzek), ale prymat premiera w wyborach jest, i będzie do końca, nie podważony. To logika polityczna, która może PO dać prawa do rządzenia na długie lata.

Ale w Prawie i Sprawiedliwości już nie jest to jednoznaczne. „GW” zabawiła się w sondaż, gdzie wyborcy Prawa i Sprawiedliwości stwierdzili, że Zbigniew Ziobro byłyby lepszym kandydatem, niż urzędujący prezydent (39% respondentów za Ziobrą, tylko 19% za Kaczyńskim). Zabawa zabawą, ale zapada to w pamięć i łechta ambicje… a tych Ziobrze, jak wiemy nie brakuje.

Dla spin doctorów to jest wyzwanie. Oczywiście, dla spin doctorów PO. Teraz trzeba tylko podgrzewać ferment i poczucie zagrożenia, zarówno w grupie bliskiej Ziobrze, jak i w obozie Kaczyńskich – a w pewnym momencie buldogi rzucą się sobie do gardeł, wcale niekoniecznie pod dywanem. Warto również dodać, że to same badanie pokazało, że działacze PiS chętnie by widzieli Ziobrę na czele partii – zamiast Jarosława Kaczyńskiego…

Ta „zabawa” gazetowa ma głęboki sens. To jest właśnie zastosowanie metody krojenia betonu. Krojenie tak, żeby się rozpadł.

Grup niezadowolonych, sfrustrowanych i mających dość porażek PiS w ostatnich latach, nieudolności prezesa, oraz „obciachowego” wizerunku formacji jest więcej. Ale jedynie Zbigniew Ziobro, mający w partii pseudonim „Prezydent”, ma realną szansę na wysadzenie z siodła braci Kaczyńskich.

Azrael

Archaiczność Prawa i Sprawiedliwości

Jeszcze wyniki wyborów nie były do końca pewne, jeszcze nie wszyscy mogą rezerwować buduary w Brukseli i Strasburgu, a już rozpoczęło się rozliczanie kampanii wyborczej. Platforma nie ma czego rozliczać, ponieważ jednak osiągnęła sukces, może nie na miarę swoich oczekiwań, ale raczej na miarę swoich potrzeb, więc raczej skończy się na podsumowaniu. PSL, jak zwykle brudy wypierze za zamkniętymi drzwiami, Grzegorz Napieralski, szef SLD, pozbył się największego konkurenta, Wojtka Olejniczaka i też ma na jakiś czas jednak spokój. Natomiast, jak półtora roku temu, po wyborach parlamentarnych, największy ferment rodzi się w Prawie i Sprawiedliwości.

Zbigniew Ziobro bez ceregieli domaga się rozliczenia szefów kampanii, zupełnie nieprzypadkowo będących jego wewnętrznymi przeciwnikami – Adama Bielana i Michała Kamińskiego. Na to „odwinął się” sam prezes, nakazując mu milczenie i naukę języków obcych, jako posłowi, który w PE ma reprezentować majestat RP. Czy w ten sposób spacyfikował spodziewany rokosz? Wątpię.

Kilka tygodni temu, omawiając wstępny etap kampanii, stwierdziłem, że PiS czeka dezintegracja, może nie szybka, ale postępująca. Swoista erozja partii, odchodzenie jej członków, uwiąd struktur i w rezultacie – powołanie alternatywnej partii. Przyznam się, że zakładałem, że jednak wynik wyborczy PiS będzie gorszy, choć i ten rodzi pewne nadzieje…
Erozja postępuje, a przyczynia się do niej sam prezes. W pierwszej wersji, do PE nie mieli kandydować posłowie parlamentu krajowego, ale wystawienie przez PO silnych kandydatów, i wewnętrzna presja doprowadziły do tego, że pierwszy garnitur młodych polityków PiS znalazł się na listach. I ci najlepsi, z najlepszych, wspomniani Bielan, Kamiński, a także Paweł Kowal i nowy nabytek – Marek Migalski (co nie oznacza znów podniebnych zdolności i intelektualnej wirtuozerii…), pojadą do Brukseli. A kto zostanie? Stara, dobra kadra, sprawdzona przez lata… w porażkach, głównie. Co jeszcze można wykrzesać Z Gosiewskiego, Putry, Suskiego, czy Brudzińskiego? A do tego frustracja działaczy partyjnych (także tych, którzy do PE nie weszli) przerodzi się we wściekłość. I zostanie ona skierowana w stronę Jarosława Kaczyńskiego. PiS jest jego partią autorską, wodzowską, więc on, i tylko jest odpowiedzialny za porażkę. Przywódca zdaje sobie doskonale z tego sprawę, i będzie szybko, jak tylko będzie mógł, pacyfikował wszelkiego rodzaju sprzeciw i ferment. Nie należy liczyć na jakiekolwiek rozliczenia…
I oczywiście nie należy też liczyć na to, że sam podejmie decyzję o odejściu. On ma przecież do wykonania zadanie – reelekcję prezydencką brata Lecha. Dlatego też oddanie władzy nad partią, która jest jednocześnie machiną wyborczą, nie wchodzi w ogóle w rachubę. Kaczyński zaryzykuje odejścia z partii, nawet jej rozłam, ale władzy dobrowolnie nie odda. Jest zakładnikiem układu i modelu działania.

Continue Reading →

Barbara Blida – pamiętamy…

25 kwietnia minęła druga rocznica tragicznej śmierci byłej posłanki SLD i działaczki Śląska, Barbary Blidy. Już druga rocznica, ale niewielu z tych, co chcą wyjaśnienia tej sprawy o niej zapomniało.

W wieczór śmierci posłanki napisałem ad hoc tekst – analizę sprawy śmierci posłanki, tytułując go – „Winnym śmierci Barbary Blidy jest Zbigniew Ziobro”. Ani przez jeden dzień nie miałem wątpliwości, że mam rację, a każda sprawa, każda informacja, i co najważniejsze – prace specjalnej komisji sejmowej, kierowanej przez Ryszarda Kalisza tylko nas przybliżają do wyjaśnienia tej sprawy i potwierdzenia winy – nie tylko politycznej – Zbigniewa Ziobro. Winy, która rzuca cień na jego szefa, Jarosława Kaczyńskiego, na rząd PiS – LPR – Samoobrony, a przede wszystkim na patologię polityczną, jaką była tak zwana IV RP.

Zbigniew Ziobro ponosi nie tylko odpowiedzialność polityczną, ale jako członek rządu ponosi odpowiedzialność za inspirację działań prokuratury i ABW. Ciąg przyczynowo – skutkowy, droga decyzyjna prowadzi nie od oddziału ABW i prokuratury katowickiej do góry – do ministerstwa sprawiedliwości i kancelarii ówczesnego premiera – lecz odwrotnie – od gabinetów Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobro w dół. Tuż po śmierci Barbary Blidy uważałem, że osobą również zamieszaną w sprawę jest Zbigniew Wassermann, koordynator służb specjalnych rządu Kaczyńskiego. Dziś już wyraźnie widać, że Ziobro, poza plecami Wassermanna, zawarł nieformalny układ z szefem ABW, Bogdanem Święczkowskim, swoim prokuratorskim kolegą, w tej sprawie (nieformalny – ale za wiedzą premiera), aby wykorzystać Barbarę Blidę jako „wyjście” na polityków lewicy – i powiązania ich z mafią węglową. I to właśnie były szef ABW będzie drugim, głównym oskarżonym w tej sprawie – obok szefów prokuratury okręgowej w Katowicach, którzy realizowali plan działań Ziobry. Trzeci główny oskarżony – to będzie Grzegorz Ocieczek – szef delegatury katowickiej ABW, który realizował działania w terenie.

Przyglądam się tej sprawie nieustannie, śledzę wszystkie doniesienia i wątki – i coraz bardziej słowo „mafia polityczna” jest adekwatne do działań grupy polityków i urzędników PiS w tej sprawie. Mówił o tym pełnomocnik rodziny Blidów, mecenas Leszek Piotrowski, mówią i piszą o tym już otwarcie publicyści i politycy.

Pod adresem prokuratury łódzkiej i komisji Kalisza padają zarzuty opieszałości. Nie zgadzam się z nimi. Ilość materiałów, a także opór materii, czyli prokuratorów, oraz funkcjonariuszy ABW – a także zwykły strach tych ludzi, każą pracować systematycznie, bez rozgłosu i bez hucpy politycznej, jaką chciała uczynić z prac komisji posłanka PiS, Beata Kempa, w czasie śmierci Barbary Blidy zastępczyni Zbigniewa Ziobro.

Dają się zauważyć dwie tendencje w tej sprawie;

Continue Reading →

Honory w imieniu IV RP

Staliśmy się teraz częścią zorganizowanej, potężniejącej z dnia na dzień siły. Wraz z tym rosła i nasza moc. Prowadzona przez nas walka uzyskiwała niewzruszalne oparcie i określony cel. Mogliśmy być teraz pewni, że walka ta pójdzie we właściwym kierunku, przybierze nowe formy, nabierze rozmachu. Perspektywa ukazywała cel ostateczny: wypędzenie wroga, zwycięstwo, wyzwolenie.
„Barwy walki”, M. Moczar


Poczułem się dziś, patrząc na salę w Pałacu Namiestnikowskim, tak spodziewałbym się czuć w roku 1969, kiedy to Władysław Gomułka i Józef Cyrankiewicz mogli odznaczać „zasłużonych w walce w czasie wypadków marcowych”… A potem, kiedy Lech Kaczyński przemówił – poczułem nawet ducha tamtych dni…

Kaczyński postanowił odznaczyć parteigenosseen swojego brata Jarosława, po linii walki ideologicznej. Nie ukrywał, że jest to odznaczenie o charakterze politycznym, mające być odpowiedzią na krytykę pracy prokuratorów i oddanych myśli ideowej historyków czasów IV RP. Ci odważni ludzie przecież narażali się na poważne niebezpieczeństwo i wykazali się niebywałym heroizmem w tych porażających czasach rządów Donalda Tusk, z wilczymi zębami. To bohaterstwo równe temu, jakim się wykazywał sam prezydent, przeciskający się na Wybrzeżu, po krzakach, na odczyty dla robotników o komunistycznym prawie pracy, nie mówiąc o jego bracie, który już w południe 13 grudnia 1981 roku opuścił mieszkanie mamy, a 17. tego miesiąca odbył ciężkie przesłuchanie na SB. Ciężkie, bo bez kawy…

Kaczyński tymi odznaczeniami dla Kurtyki, Żaryna, czy Gontarczyka zwieńczył wisienką tort, jaki stworzyli dla jego brata prokuratorzy i historycy IPN. Ostatecznie zdarł z tej instytucji kotarę, zasłaniającą jej zależność polityczną od pisowskich mocodawców, potwierdził, że niezależność badań ma kres tam, gdzie zaczyna się interes polityczny Prawa i Sprawiedliwości.

Od dnia, kiedy ponad dwa lata temu Janusz Kurtyka na konferencji prasowej zasiadł obok ówczesnego premiera, Jarosława Kaczyńskiego i złożył lenną obietnicę, że będzie wypełniał zadania sumiennie, dla dobra władzy premiera, PiS z pełnym zaangażowaniem wykorzystuje pracę, materiały i przecieki z IPN dla swoich celów politycznych. Za czasów rządów PiS była to „nowa polityka historyczna”, teraz jest to już mniej subtelne okładanie Lecha Wałęsy książkami. Przywódca „Solidarności” broni dostępu do płotu stoczni gdańskiej, przez który, jak wszyscy patrioci wiedzą, skakał Jarosław, a Lech go podsadzał…

Platforma Obywatelska patrzy na to, i oczywiście wykorzystuje to dla swoich celów – broniąc Lech Wałęsę przed zakusami IPN, buduje swoją przewagę sondażową.
Kto i co na tym wszystkim cierpi? Prawda historyczna, która powinna być zapleczem polityki wizerunkowej państwa i ci, którzy rzeczywiście chcą prowadzić prace naukowe – nie z tezą, nie na zamówienie śliniących się polityków, lecz prace o charakterze krytycznym, które nie opierałyby się tylko na prawdach objawionych esbeckich teczek. Ale w wirtualnej IV RP, w jakiej żyje Lech Kaczyński, za to medali nie dają…

Azrael