<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Azrael - zwykłe pisanie &#187; Kultura</title>
	<atom:link href="http://www.azraelk.eu/category/kultura/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.azraelk.eu</link>
	<description>Tomistyczny realizm jest walką przeciw wszelkiej samodzielności umysłowej - Kołakowski</description>
	<lastBuildDate>Fri, 30 Jul 2010 14:30:08 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Zapiski zza Atlantyku &#8211; 16. lipca</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2010/07/16/zapiski-zza-atlantyku-16-lipca-2/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2010/07/16/zapiski-zza-atlantyku-16-lipca-2/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 16 Jul 2010 09:57:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Etyka]]></category>
		<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Popaprańcy]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Zza Atlantyku]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>
		<category><![CDATA[etyka dziennikarska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.azraelk.eu/?p=4220</guid>
		<description><![CDATA[Mad Mel Wściekły, prawdopodobnie pijany i dyszący Mel Gibson, aka Brave Heart, krzyczy przez słuchawkę do matki swojego najmłodszego dziecka “Zgwałcą cię czarni i będzie to twoja wina bo ubierasz się jak &#8230;..; kim ty jesteś, skończysz w ziemi, potrafię to zaaranżować”. Trzy taśmy z pogróżkami oraz wyzwiskami nie tylko w stosunku to Oksany Grigorievnej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2><img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/aniol_jest_kobieta.jpg" alt="" width="60" height="59" /></h2>
<h2></h2>
<h2><span style="color: #0000ff;">Mad Mel</span></h2>
<p>Wściekły, prawdopodobnie pijany i dyszący Mel Gibson, aka Brave Heart, krzyczy przez słuchawkę do matki swojego najmłodszego dziecka <em>“Zgwałcą cię czarni i będzie to twoja wina bo ubierasz się jak &#8230;..; kim ty jesteś, skończysz  w ziemi, potrafię to zaaranżować”</em>. Trzy taśmy z pogróżkami oraz wyzwiskami nie tylko w stosunku to Oksany Grigorievnej obiegły media i Gibson, który od kilku lat miał przydomek rasisty oraz antysemity, stał eis ulubionym tematem Ameryki. Mel Gibson, przez wiele lat, przykładny ojciec oraz mąż nagle znalazł sobie nowy obiekt miłosny, porzucił żonę, dzieci i zamieszkał z rosyjską piosenkarką i wkrótce na świat przyszło ich pierwsze dziecko. Sielanka nie trwała długo, na początku roku, Grigorievna podała, że Gibson uderzył ją w twarz powodując złamanie zęba. Para rozeszła się, a Gibson musiał wypłacić całkiem sporą sumę pieniężną na dziecko z Rosjanka. Pełna kultura. Ostatni film 54-letniego aktora zrobił klapę, powodem może być powtarzanie tej samej roli. Kiedy pierwsza taśma dostała się do opinii publicznej, prawdę mówiąc, nikogo to nie zdziwiło, że Gibson uważa Meksykanów za mniej niż ludzi, że jest rasista oraz antysemitą. Ostre słowa, ale słowa potwierdzone przez jego wypowiedzi.</p>
<p>Były ulubieniec milionów okazał się maniakalnym typem, pijakiem, który wypowiada słowa i obraza się na tych, którzy mają problem z jego wypowiedziami. Gibson, tak jak i sportowcy czy politycy, to osoba publiczna i za to ma płacone spore sumy pieniężne. Ze sławą jednak wiąże się pewien koszt, koszt braku prywatności oraz, ciągłej inwigilacji ze strony mediów oraz fanów, którzy nie zawsze są zbyt mili.</p>
<p><span id="more-4220"></span></p>
<p><a href="http://www.azraelk.eu/wp-content/uploads/2010/07/Mel.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-4221" title="Mel" src="http://www.azraelk.eu/wp-content/uploads/2010/07/Mel.jpg" alt="" width="260" height="190" /></a></p>
<p>W swoich filmach, Mel Gibson to wesoły i dowcipny glina, ojciec, zwariowany bohater, który walczy z nieprawością; to obrońca skrzywdzonych, to waleczny Szkot William Wallace, prawdziwy Maverick, którego latami oglądano z przyjemnością. A ze od czasu do czasu pojawiał się chwiejąc na nogach i powiedział nie zawsze to co jest uważane za poprawne, wybaczano mu, Gibson wracał jak bumerang na ekrany zarabiając miliony.</p>
<p>Kiedy w 2004 roku ukazał się film “Pasja”, ukazujący cierpienie Jezusa oraz Żydów jako tych, którzy go zdradzili, w Ameryce widać było istniejący ogromny antysemityzm, o który posadzą się Polaków, oraz Europejczyków.  Późniejsze wypowiedzi aktora podczas pijanych ekscesów potwierdziły jego antysemicki stosunek do Żydów. Kiedy policja zatrzymała pijanego Gibsona, aktor najpierw zapytał oficera czy jest Żydem a potem powiedział, że Żydzi są winni wszystkim wojnom  i że należało im się to co się stało podczas II WŚ. Fakt, ludzie mówią różne rzeczy, kiedy są pijani i można debatować,  czy to oni wypowiadali owe opinie czy wypita tequila. Mel Gibson Mr. Hyde i Dr. Jekyll w jednej osobie. Nigdy nie wiadomo, który z nich będzie dominował.</p>
<p>Filmy Gibsona zarobiły miliony. Kto nie lubi oglądać „Braveheart”, „Zabójczej Broni” czy „Mavericka”?  Mel Gibson to zagorzały katolik, który według mnie wierzy, że za grzechy należy się kara.  „Pasja” była dla niego forma katharsis, ukazaniem, że wszyscy jesteśmy grzesznikami i należy nam się kara. Gibson to Jezus, ból przezywany przez Jezusa to ból Gibsona. Każdy bohater Gibsona jest albo bity, podłączany do prądu, albo w jakiś sposób poddany cierpieniu fizycznemu. Ewangelia według Świętego Mela  jest taka &#8211; wybacz tym, którzy cie prześladują, tak długo jak się ze mną zgadzasz, nie krytykujesz ani mnie, moich opinii ani moich filmów.  „Pasje” jako film trudno ocenić lub krytykować. W końcu jest to film o cierpieniu oraz śmierci Jezusa. To co mi przeszkadzało, to masochistyczne do przesady przedstawienie ostatnich godzin życia Chrystusa. Czy naprawdę było konieczne ukazanie bicia, cierpienia oraz poniżania Jezusa? Kiedy Martin Scorsese zrobił film pt „Ostatnie kuszenie Jezusa Chrystusa”,  jeden z ciekawszych filmów na temat religii, został prawie ukrzyżowany za to, że ośmielił się ukazać wizje Jezusa, w której ma żonę i dzieci. Tego, ze pragnął być zwykłym człowiekiem. I nikt nad nim nie płakał. Ostatnim dużym sukcesem filmowym Gibsona było „Apocalipto”, w którym też mogliśmy sobie pooglądać różne przerażające sceny mordowania i bicia.</p>
<p>Pogróżki nagrane na taśmie wszczęły postępowanie przeciwko aktorowi i prokuratura w każdej chwili może mu postawić zarzuty za pobicie matki jego najmłodszego dziecka.  Gibson, w swojej obronie, podkreśla, że jego problem z alkoholem jest przyczyna jego zachowania. I być może tak jest. Dlaczego teraz Griegorievna udostępniła taśmy, a nie kilka miesięcy temu kiedy, według jej zeznań Gibson ją uderzył? Dlaczego nie poszła na policję i nie złożyła oskarżenia? Nie bronie Gibsona, ale uważam, że Gibson jest produktem tego kraju i to co mówi po pijanemu, wielu w tym kraju myśli po trzeźwemu. Możliwe, że ostatnie zachowanie aktora będzie ostatnim gwoździem w jego karierze, zarówno aktorskiej jak i reżyserskiej.  Ale w Ameryce niektórym wybacza się wszystko, a innym nic.</p>
<p>Pozdrowienia z Chicago</p>
<p><strong><em>Wigg</em></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2010/07/16/zapiski-zza-atlantyku-16-lipca-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zapiski zza Atlantyku &#8211; 20. maja</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2010/05/20/zapiski-zza-atlantyku-20-maja/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2010/05/20/zapiski-zza-atlantyku-20-maja/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 20 May 2010 06:47:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Etyka]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Zza Atlantyku]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.azraelk.eu/?p=4021</guid>
		<description><![CDATA[Trzy książki Sebastian Junger, korespondent magazynu Vanity Fair wydał książkę pt. „War”, w której postanowił opisać codzienność młodego żołnierza w Afganistanie, żyjącego w ekstremalnych warunkach i któremu grozi śmierć w każdej minucie. Junger spędził kilka miesięcy w Afganistanie w jednym z plutonów, w prowincji Kunar, 25 mil od granicy z Pakistanem. Junger nie opisuje sytuacji [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/aniol_jest_kobieta.jpg" alt="" width="60" height="59" /></p>
<h2><span style="color: #0000ff;">Trzy książki</span></h2>
<p><span style="color: #0000ff;"> </span></p>
<p><strong>Sebastian Junger</strong>, korespondent magazynu Vanity Fair wydał książkę pt.<em> „War”</em>, w której postanowił opisać  codzienność młodego żołnierza w Afganistanie, żyjącego w ekstremalnych warunkach i któremu grozi śmierć w każdej minucie. Junger spędził kilka miesięcy w Afganistanie w jednym z plutonów, w prowincji Kunar, 25 mil od granicy z Pakistanem. Junger nie opisuje sytuacji politycznej w Afganistanie; jego bohaterami są młodzi żołnierze, którzy jak laboratoryjne szczury byli obserwowani prze autora, po to aby mógł on zrozumieć warunki w których żyli i jak te ekstremalne warunki, ataki ze strony Talibów, relacje z ludnością tubylczą wpłynęło na ich życie po powrocie do kraju. Żołnierze Drugiego Plutonu, otoczeni przez  wroga z każdej strony, mieszkali w trudnych warunkach często bez wody, bez odpowiedniego żywienia oraz kontaktu ze światem. To co mieli to czas, broń i oczekiwanie.  Zadaniem żołnierzy było zabicie wojowników oraz przekonanie ludności Korangali, że Amerykanie to przyjaciele a nie wrogowie. Junger opisuje czas kiedy nie było strzelania, oczekiwanie żołnierzy aby coś się wydarzyło, cokolwiek, gdyż warunki oraz miejsce były nie do zniesienia. Książka ma trzy rozdziały: Strach, Zabijanie oraz Miłość. Junger przedstawił brzydotę świata kiedy trzeba było zabijać i mieszkać w budynkach z karaluchami i tarantulami, jak również bezsilność żołnierzy w bezczynnym oczekiwaniu. Wojny nie można zrozumieć jeżeli się jej nie przeżyło oraz tych którzy w niej walczyli i z niej wracają. Mentalność żołnierzy, ich strach, aby ktoś przez nich nie zginął, strach pozbawienia kogoś życia, strach przed powrotem, złość, gniew, myśli samobójcze, samotność i brak zrozumienia, to cel książki Jungera, książki dającej ciekawy obraz bezsensu wojny prowadzonej przez Amerykanów.</p>
<p><span id="more-4021"></span></p>
<p><strong>Jack Rakove</strong>, historyk oraz autor książki<em> „Revolutionaries: A New History of the Invention of America”</em> podjął się bardzo ciekawego zadaniu opisania kim tak naprawdę byli założycieli USA.  Dla Amerykanów „Founding Fathers”, czyli Waszyngton, Madison, Jefferson, Franklin, Hamilton, Adams czy Mason to prawie że herosi, których słowa są często traktowane jak wyrocznie przez niektórych polityków. Rakove przedstawił założycieli tego kraju jako zwykłych ludzi wiodących życie farmera czy weterynarza, którzy stali się rewolucjonistami mimo własnej woli, gdyż sytuacja polityczna zmusiła ich do tego aby stanęli na czele tego kraju. Nie byli politykami, idealistami, czy entuzjastami zmian, którzy dzień i noc myśleli o polityce czy o rebelii przeciwko Imperium Brytyjskiemu.  Wydarzenia z 1774 roku, niesprawiedliwość spowodowały, że  twórcy konstytucji USA zostali wepchnięci w wir wydarzeń i stali się rewolucjonistami. Rakove nie ukazuje ich jako ludzi idealnych czy doskonałych polityków. Ukazuje ich jako ludzi, którzy się często ze sobą nie zgadzali i mieli rożne opinie na temat niewolnictwa, równouprawnienia, czy praw zawartych w obecnej konstytucji. I dlatego jest to książka ciekawa, zwłaszcza, że w tym samym czasie tworzono Konstytucje 3 Maja. Tym kim są Amerykanie dzisiaj jako naród i jakimi zasadami kieruje się Sąd Najwyższy USA wywodzi się z myślenia i decyzji często przypadkowych ludzi.</p>
<p><strong>Mark Braverman</strong>, wydal bardzo kontrowersyjną książkę pt. <em>„ Fatalne połączenie: czyli Chrześcijanie, Żydzi i poszukiwanie pokoju w Ziemi Świętej”</em>.  Dlaczego warto jest przeczytać tę książkę? Temat Żydów, Izraela nie jest tylko kontrowersyjny w West Bank, czy w Polsce ale również w USA, które latami wspierało Izrael. Izrael często podejmował decyzje, których skutki nie były dobre dla USA, a USA i tak wspierało Izrael.  Mark Braverman, Amerykanin pochodzenia żydowskiego nigdy nie kwestionował ważności Izraela jako kraju oraz praw narzuconych przez Izrael.  Jednak po powrocie z West Bank stwierdził, ze Izrael łamie prawa człowieka i tak jak w chrześcijaństwie tak i  w religii żydowskiej powinno dojść do reformacji. Według niego, podejście Izraelitów do Palestyńczyków jest karygodne. Izrael przeżywa kryzys sumienia. Ignorując prawa Palestyńczyków, Izrael ignoruje ponad tysiącletnie prawa żydowskie. Jego koncept reformacji wiary żydowskiej jest kontrowersyjny, ale według niego potrzebny. W USA nieczęsto się słyszy krytykę Izreala. USA łoży miliony na Izrael. To dzięki dolarom USA, ekonomia Izraela jakoś funkcjonuje. Według Bravermana, chrześcijanie czują się odpowiedzialni za Holocaust i dlatego pozwalają Izraelowi na opresje Palestyńczyków i łamanie praw. Braverman nawołuje do nie używania przemocy  oraz reformacji. Tak jak Braverman, wielu żydowskich intelektualistów otwarcie mówi na temat ciemnej strony postępowanie Izraela oraz politycznych syjonistów. Książka Bravermana to  nie tylko krytyka;  to również ukazanie szacunku do ksiąg żydowskich, miłości do rytuałów oraz pokojowego postępowania Żydów. Jego książka jest nawoływaniem Zachodu aby nie pozwalał Izraelowi na robienie tego co chce i łamanie praw człowieka. Za swoje poglądy, Braverman jest krytykowany i  uważany za przeciwnika Izraela. Silne organizacje żydowskie nie pozwalają na tego typu krytykę i uważają  Braverman za antysemitę. Braverman próbuje zrozumieć Izrael i jego postępowanie. Zadaje pytania dlaczego Izrael przez swoje zachowanie kreuje sytuacje o wiele bardziej niebezpieczna dla Izreala i dlaczego Zachód na to pozwala? Według niego Izraelita to nacjonalista, który łamie prawa międzynarodowe, ale  przede wszystkim prawa człowieka.</p>
<p><em><strong>Wigg</strong></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2010/05/20/zapiski-zza-atlantyku-20-maja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zapiski zza Atlantyku &#8211; 12. marca</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2010/03/12/zapiski-zza-atlantyku-12-marca/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2010/03/12/zapiski-zza-atlantyku-12-marca/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 12 Mar 2010 09:12:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Zza Atlantyku]]></category>
		<category><![CDATA[Etyka]]></category>
		<category><![CDATA[Kościół Katlolicki]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.azraelk.eu/?p=3761</guid>
		<description><![CDATA[Too bad… Dobry thriller nie potrzebuje krwi, bicia, okrucieństwa czy przemocy, wystarczy aby reżyser potrafił ukazać sytuacje tak aby widz był niepewny, ciekawy i nerwowy. Ciemne, zachmurzone niebo, przerażające zimno od morza, atmosfera ukrytego niebezpieczeństwa, oraz tajemnica, która wyjawia się powoli, ale ciekawie w nowym filmie Polańskiego “The Ghost Writer” potwierdza, że Polański jest artystą [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/aniol_jest_kobieta.jpg" alt="" width="60" height="59" /></p>
<h2><span style="color: #000080;">Too bad…</span></h2>
<p>Dobry thriller nie potrzebuje krwi, bicia, okrucieństwa czy przemocy, wystarczy aby reżyser potrafił ukazać sytuacje tak aby widz był niepewny, ciekawy i nerwowy. Ciemne, zachmurzone niebo, przerażające zimno od morza, atmosfera ukrytego niebezpieczeństwa, oraz tajemnica, która wyjawia się powoli, ale ciekawie w nowym filmie Polańskiego “The Ghost Writer” potwierdza, że Polański jest artystą w swojej sztuce. Film został ukończony w więzieniu, w atmosferze krytyki oraz potępienia i zniszczeniu człowieka, którego przez wiele lat uznawano za jednego z najciekawszych reżyserów. Scenariusz filmu jest fenomenalny, ciekawe ujęcia, kolory, dialogi oraz aktorzy, którzy zostali idealnie dobrani tworzą obraz, który zaskakuje. Ewan McGregor, który przedstawia się Pierce Brosnanowi jako „I am your ghost” jest perfekcyjny w roli pisarza zarabiającego jako „ghost- widmo”. Jest tym, który za kulisami opisuje wspomnienia sławnych ludzi i którego życie zostaje wplątane w zawikłaną sytuację, gdzie polityka i pieniądze są głównymi graczami w grze, której on sam do końca nie rozumie. Film jest oparty na książce Roberta Harrisa pt. „The Ghost”. Ale to dzięki Polańskiemu, w sposób jaki opowiada ta historie, powoli przekonujemy się jak potężna jest władza polityków oraz tych, którzy zarabiają na wojnie. Niestety, również widmo-ghost przeszłości Polańskiego jest dodatkowym bohaterem tego filmu. Film jest grany tylko w 134 kinach, sale są przepełnione od pierwszego seansu i film zarabia pieniądze. Typowo dla Amerykanów, kto pójdzie na film kogoś kto podał narkotyki trzynastolatce i ja zgwałcił?</p>
<p>Czy Amerykanie potrafią udzielić reżysera od jego kreacji? Według mnie, zawsze będzie grupa ślepców żądnych kary, która nigdy mu nie przebaczy i nie zrozumie. Ale pomimo ogromnego ataku na Polańskiego w USA, wielu go broni, próbuje wytłumaczyć system prawny i podziwia jego twórczość. Polański ma 77 lat. Prasa go nie oszczędziła. Po pojawieniu się filmu w kinach, w wielu gazetach ukazały się fragmenty wywiadu z żoną Polańskiego, Emmanuelle Seigner, dla magazynu Viva!. Oczywiście nie pominięto faktu, że miała 18 lat kiedy poznała Polańskiego, że reżyser był od niej o wiele lat starszy, ale trzeba przyznać również wspomniano, że są małżeństwem od 20 lat, z dwójka dzieci. Film zamknął usta wielu osobom, które uważały, że Polański się skończył, a jego filmy są niewarte zobaczenia. Film jest naprawdę dobrze zrobiony i został bardzo dobrze przyjęty zarówno przez widzów, jak i krytyków. Tak jak w większości jego filmów, tak i w „The Ghost Writer” dziennikarze próbują się dopatrzeć podobieństw pomiędzy życiem prywatnym reżysera, a światem, który kreuje. Rozpatrują filmy typu „Repulsion” „Rosemary’s Baby’ czy „The Tenant”, doszukując się paranoi, symptomów szaleństwa odizolowanego człowieka, widma, które ginie w zawiłych sytuacjach. Nawet po przyznaniu Polańskiemu Oskara, wielu ignoruje jego twórczość i próbuje przedstawić go tylko jako gwałciciela nieletnich, człowieka wyuzdanego, bez morałów, oraz szacunku dla prawa. W jednym ze swoich wywiadów Polański powiedział „Uważają mnie za dobrego reżysera, wiem o tym, ale również za diabolicznego małego karla, karykaturę”. Z ciekawości przeczytałam posty, których było ponad 100 w The New York Times ludzi, którzy  po recenzji filmu zatytułowanej „Polańskiego wizja ofiary” nie mogli się oprzeć, aby albo go skrytykować albo bronić. Nienawiść ze strony niektórych jest ogromna. Jakby ci ludzie nigdy niczego złego nie zrobili, jakby nie zdawali sobie sprawy, że jednak lata siedemdziesiąte były latami kiedy wszystko było wolno, kiedy to ludzie pod wpływem narkotyków robili co chcieli. W sprawie Polańskiego, oraz tego co wydarzyło się w 1977 roku, zawsze będzie podział opinii, a Polański będzie obiektem sarkastycznych żartów, drwin, krytyki i przez wielu zawsze będzie uważany za gwałciciela nieletnich i nikogo innego.</p>
<p><span id="more-3761"></span><!--more-->Ale fakt jest taki, filmy Polańskiego przynoszą profity, „The Ghost Writer”<a id="aptureLink_MI6AqUqEbW" style="float: left; padding: 0px 6px;" href="http://www.youtube.com/watch?v=L_AerBW0EcI"><img style="border: 0px none;" title="YouTube - 'The Ghost Writer' Trailer HD" src="http://i.ytimg.com/vi/L_AerBW0EcI/hqdefault.jpg" alt="" width="456px" height="285px" /></a> już zarobił i ma fenomenalne recenzje, zarówno ze strony krytyków jak i widzów. Dla tych, którzy domagają się kary i linczu na reżyserze, jest to nie do przyjęcia, że jego film został tak dobrze przyjęty. W złości i w swoim niedoinformowaniu wypowiadają się, że Polański tylko po 90 dniach w wiezieniu w Szwajcarii, siedzi sobie w swojej ekskluzywnej wilii, jeździ na nartach i ponownie ma za nic prawo amerykańskie. Ale ta grupa ludzi, która  jest pod wrażeniem filmu, próbuje wytłumaczyć, że Polański przeszedł swoje, że z powodu niedociągnięć i błędów prokuratora, oraz sędziego, jego sprawa nigdy nie będzie miała odpowiedniego zakończenia. Sprawa Polańskiego nie przyćmiła jego twórczości ani go samego jako reżysera, mimo tak wielu prób. Cokolwiek o nim będą mówić, jakkolwiek krytykować i próbować go zniszczyć, Polański jest, był i będzie reżyserem, którego filmy będą oglądane z zainteresowaniem. Jako reżyser, w swoich filmach, Polański zadaje trudne pytania, porusza ciekawe tematy i tworzy je w ciekawy sposób. „The Ghost Writer” jest filmem niesamowitym i mimo wrednej krytyki ze strony niektórych, Amerykanie udowodnili, że są gotowi zapłacić aby, zobaczyć nowy film Polańskiego, nawet ci, którzy go tak krytykują i domagają linczu.</p>
<p><em>„Wysoki sądzie, przestępcy seksualni, złaknieni pulsującego, słodko skowyczącego, fizycznego, lecz niekoniecznie kopulacyjnego kontaktu z małą dziewczynką, to w większości niewinni nieudacznicy, pasywni, nieśmiali nieznajomi, którzy proszą tylko, aby otoczenie pozwoliło im oddawać się w gruncie rzeczy nieszkodliwym, rzekomo amoralnym praktykom, tycim, gorącym, mokrym, dyskretnym zboczonkom, a nie żeby policja i społeczeństwo od razu dobierały im się do skóry”.</em></p>
<p><em>„Lolita” Nabokov</em></p>
<p><em><strong>Wigg</strong></em></p>
<p><em><strong><br />
</strong></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2010/03/12/zapiski-zza-atlantyku-12-marca/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Takich przyjaciół nie życzę&#8230;&#8221;</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2010/03/04/takich-przyjaciol-nie-zycze/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2010/03/04/takich-przyjaciol-nie-zycze/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 04 Mar 2010 13:14:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Popaprańcy]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Etyka]]></category>
		<category><![CDATA[etyka dziennikarska]]></category>
		<category><![CDATA[Prawo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.azraelk.eu/?p=3730</guid>
		<description><![CDATA[Zamieszanie wokół biografii Ryszarda Kapuścińskiego, &#8222;Kapuściński non-fiction&#8221;, autorstwa Artura Domosławskiego trwa od wielu dni i przynosi wymierny efekt; pierwszy nakład książki, w ilości 45 tyś. egzemplarzy został wykupiony praktycznie na pniu. I o to być może w tym wszystkim chodziło, aby rozgłos, a właściwie skandal wokół książki, jej autora przyniósł wymierne efekty. Po biografii Lecha [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/ksi261380ka.jpg" alt="" width="65" height="49" /></p>
<p>Zamieszanie wokół biografii Ryszarda Kapuścińskiego, &#8222;Kapuściński non-fiction&#8221;, autorstwa Artura Domosławskiego trwa od wielu dni i przynosi wymierny efekt; pierwszy nakład książki, w ilości 45 tyś. egzemplarzy został wykupiony praktycznie na pniu. I o to być może w tym wszystkim chodziło, aby rozgłos, a właściwie skandal wokół książki, jej autora przyniósł wymierne efekty.</p>
<p>Po biografii Lecha Wałęsy, napisanej przez Pawła Zyzaka to następna publikacja książkowa, która wywołała takie emocje. O ile jednak tamta książka była dziełkiem natury czysto demaskatorskiej, napisana została pod tezę i w celu udowodnienia, że Lech Wałęsa pomnikową i nieskazitelną postacią nie był już od czasów młodości, to publikacja Domosławskiego, też demaskatorska, jest jednak pewnym materiałem do dyskusji o wielu sprawach i na wielu płaszczyznach. Jednak nie jest to pozycja traktując o całości zagadnienia pod tytułem &#8222;Ryszard Kapuściński &#8211; życie i twórczość&#8221;. I jak widzimy, jakie emocje ona wyzwala wśród czytających (a nawet tych, którzy jej nie dotknęli, ale wiedzą&#8230;), warto było ją wydać. Czy jednak jest ona warta rozgłosu ze względu na wartość merytoryczną &#8211; jest to inna sprawa. Niestety, Domosławski bardzo pobieżnie dotyka zagadnienia fenomenu twórczości Kapuścińskiego i jej znaczenia w wielu zakątkach świata. Skupiając się tylko na wątpliwościach i nieścisłościach nie dotyka magii książek Kapuścińskiego.</p>
<p><span id="more-3730"></span>Nie ma jednej &#8222;prawdy&#8221; zarówno w książce Domosławskiego, jak i w dyskusjach i opiniach o niej. Widać to wyraźnie po rozrzucie opinii, gdzie osoby o podobnej proweniencji politycznej i światopoglądowej często się wypowiadają w sposób całkowicie odmienny. Ponieważ czego innego szukają w książce i na co innego zwracają uwagę. I jeżeli dla jednych, tak jak dla wdowy po Ryszardzie Kapuścińskim, najważniejsze (i najboleśniejsze) są fragmenty książki traktujące o sprawach osobistych, a nawet intymnych pisarza, to dla innych ważniejsza jest dyskusja o tym, jak Kapuściński był uwikłany w PRL. Choć słowo &#8222;uwikłany&#8221; w jego przypadku nie jest adekwatne do historii życia pisarza i reportażysty, bo lepsze jest zrozumienie, jak Ryszard Kapuściński akceptował świat i Polskę, w której żył, i jak potrafił z tego czerpać konkretne profity. Bo że czerpał &#8211; to jest jasne, choć nie tak, nie w takim wymiarze i nie za cenę kompromisów artystycznych i braku wiarygodności, jak to opisuje Domosławski. Te sprawy, czyli życie w czasach PRL i jego opisanie przez Domosławskiego jest ważne dla jego znajomych i przyjaciół, ponieważ oznacza wielokrotnie zmierzenie się z postawami i decyzjami własnymi, lub rodziców i kolegów. To są pytania o granice kompromisów, o własne wybory, o biografie swoje i ludzi bliskich. O błędy, sukcesy dokonania i kontekst spraw.</p>
<p><a href="http://www.azraelk.eu/wp-content/uploads/2010/03/KAPUSCINSKI.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-3731" title="KAPUSCINSKI" src="http://www.azraelk.eu/wp-content/uploads/2010/03/KAPUSCINSKI-254x300.jpg" alt="" width="254" height="300" /></a></p>
<p>Inni wskazują na problem sposobu pisania tego rodzaju książek. Czy piszemy biografię &#8222;stylową&#8221;, co w polskich warunkach oznacza po prostu styl &#8222;brązowniczy&#8221;, ikonograficzny opisywanej postaci, czy jednak może pójdziemy w stronę demaskatorstwa. W przypadku książki Artura Domosławskiego mamy dość ciekawy przypadek, ponieważ jej bohater był dla pewnego środowiska politycznego, dziennikarskiego i publicystycznego właśnie taką ikoną. I, niestety, nawet abstrahując od książki Domosławskiego (który się z tego środowiska wywodzi), został on &#8222;przycięty&#8221; na potrzeby pewnego mitu osoby bez skaz i wad. To było coś, co zostało w pewnym stopniu oddzielone od samej twórczości autora &#8222;Cesarza&#8221;, &#8222;Hebanu&#8221; i &#8222;Szachinszacha&#8221;. Domosławski swoją książką zdejmuje portret Kapuścińskiego ze ściany, dokonuje jego demitologizacji i pokazuje inny wymiar tego człowieka. Czy jednak przybliża na do prawdy o Kapuścińskim, tamtych czasach, czy jednak dokonuje prawdziwej wiwisekcji swojego mistrza &#8211; to sprawa zupełnie inna. Przyjaciele, znajomi Kapuścińskiego twierdzą, że jednak nie pokazuje on prawdy, lecz pokazuje tylko swoją prawdę &#8211; tę, która ma go wyzwolić z cienia swojego mentora. I chyba mają rację. Nie udaje mu się jednak, przy całym trudzie, jaki w to wkłada, zakwestionować twórczości i klasy mistrza.</p>
<p>Jestem już po lekturze książki, dość opasłej i dobrze przygotowanej faktograficznie. Tak się przynajmniej wydaje. Również przeczytałem większość opinii odnoszących się do meritum spraw, również te, które zajmują się wątkami tak naprawdę z punktu widzenia zrozumienia twórczości reportażysty i dziennikarza bez większego znaczenia. Namiętnie dyskutowana przez prawicowych komentatorów współpraca Kapuścińskiego z polskim wywiadem, w czasie kiedy był on korespondentem PAP-u, bez podania kontekstu i okoliczności &#8211; nie ma zupełnie znaczenia dla jego twórczości.</p>
<p>Gorsze są jednak te dywagacje (takie jak choćby Agatona Kozińskiego z dziennika &#8222;Polska The Times&#8221;), usiłujące na podstawie książki Domosławskiego podważyć wiarygodność Ryszarda Kapuścińskiego jako dziennikarza, reportażysty i pisarza. Świadczy to o bardzo ubogiej umiejętności rozpoznania tego, że książki z podróży Kapuścińskiego nie są już czystymi zapisami faktograficznymi, są artystyczną kreacją. Próby odczytania &#8222;Cesarza&#8221; wprost, książki wydanej w roku 1978, to zabieg dość karkołomny i świadczący o niedostatkach intelektualnych.</p>
<p>Nie można samemu Domosławskiemu zarzucić braku przygotowanie merytorycznego i intelektualnych zdolności do napisania książki o kimś, kogo nazywa on mistrzem i przyjacielem. Dlatego też tym wyraźniejsze jest wrażenie, jakie zacząłem odczuwać w trakcie lektury, a które zostało również potwierdzone przez inne osoby, znające Kapuścińskiego, również przez osoby znające samego Domosławskiego. To uczucie fałszu. Jak jeden z czytelników książki, a jednocześnie bliski przyjaciel Ryszarda Kapuścińskiego powiedział i napisał -<em> &#8222;Temu co napisał</em> [Domosławski]<em> bliżej do mowy inkwizytora&#8221;</em>. rzeczywiście &#8211; pomimo to, że w książce i w wywiadach prasowych, telewizyjnych, czy internetowych (swoją drogą &#8211; akcja promocyjna, powiedziałbym nawet &#8211; reklamiarstwo &#8211; Domosławskiego jest imponujące&#8230;) autor mówi i pisze o swojej stałej, nieustającej i niewygasłej admiracji dla Kapuścińskiego, to jednak pomimo szacunku i wdzięczności za wiele lat przyjaźni i wsparcia z jego strony, rola jego bliższa jest prokuratorowi, niż sędziemu. Domosławski to taki dziennikarski Torguemada, który z wielką miłością i bólem opisuje sprawy swojego mistrza, tłumaczy go, ale jednocześnie praktycznie każdą wątpliwość interpretuje na jego niekorzyść. Domosławski udziela łaski Ryszardowi Kapuścińskiemu, ale jednocześnie wysyła go swoją książką na szafot&#8230;</p>
<p>Książka Artura Domosławskiego jest uczciwa&#8230; tak jak jest uczciwy wobec swojego mistrza i mentora sam autor. A według mnie uczciwy nie jest. Oczywiście, niemalże benedyktyńska praca zbierania &#8222;świadectw&#8221;, opinii, informacji, materiałów wzbudza uznanie, ale ich interpretacja i dobór &#8211; już dużo mniejsze. Domosławski w wielu wypadkach świadomie wybiera te źródła i te opinie, które mają potwierdzać szczątkowe, wybrane tezy z życia pisarza, omija ważne opinie, wiedząc, że nie będą one pasowały do założeń. Nikt nie wymagał i nie oczekiwał hagiografii i laurki o Kapuścińskim, lecz dystansu i delikatności. Nie jest dla mnie i dla wielu innych dobrym argumentem to, że Domosławski pisze o prawdziwych i rzekomych romansach Kapuścińskiego tak obszernie tylko dlatego, że inni zrobiliby to gorzej, brutalniej i bardziej demaskatorsko. I nie mam prawa oburzać się tak na wdowę po Ryszardzie Kapuścińskim, panią Alicję Kapuścińską, że chce wstrzymać publikację książki, jak to czyni Krzysztof Tomasik z &#8222;Krytyki Politycznej&#8221;, ponieważ ta cześć publikacji zbliża ją do poziomu brukowców. O tym, że Domosławski już na etapie przygotowania się do publikacji myślał bardziej o swoim interesie i sukcesie książki, niż o rzetelnym potraktowaniu tematu, świadczą jego zabiegi ukrycia swoich zamiarów przez Alicją Kapuścińską, a także operacje przenoszenia manuskryptu książki z jednego wydawnictwa do innego &#8211; ponieważ wydawca zwrócił uwagę na rozmijanie się pracy z deklarowanymi wcześniej ustaleniami. Kapuścińska ma prawo dochodzenia swoich uprawnień, jeżeli uważa, że jej prawa osobiste zostały naruszone. Tym bardziej, że udostępniając archiwa i wskazując źródła i kontakty osobiste Domosławskiemu, była pewna, że umawia się ona z nim na określony zakres pracy, publikację o odbiorze zagranicznym dzieł męża i ich znaczenie w literaturze światowej.</p>
<p>Wbrew opiniom samego Artura Domosławskiego nie ma jednak kampanii przeciwko książce. Jest tylko otwarta dyskusja o tym, czy jego pozycja jest uczciwa, czy nie. Wiele osób znających życie Kapuścińskiego, konteksty jego decyzji, wyborów i jego poglądy uważa jednak, że książka Domosławskiego nie jest to <em>&#8222;złożona, wielowątkowa i zniuansowana opowieść o wybitnym reporterze, oryginalnym pisarzu, wielowymiarowym człowieku w trudnych czasach i kilku epokach, o niełatwych wyborach, dylematach, wzlotach i upadkach&#8221;</em>, jak chce sam autor, ale zręczna, zmanipulowana i fałszywa opowieść człowieka mniejszego formatu o kimś, kto mu kiedyś zaufał.</p>
<p>I mam wrażenie, że Domosławski z Kapuściński nie przyjaźnił się i go nie rozumiał. On został dla niego tylko obiektem manipulacji i szczeblem do własnej, już wątpliwej, sławy.</p>
<p>Azrael</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;-</p>
<p><span style="color: #0000ff;"><em><strong>Tekst opublikowany na portalu<a href="http://www.mojeopinie.pl/" target="_blank"> Moje Opinie</a></strong></em></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2010/03/04/takich-przyjaciol-nie-zycze/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kwiaty na brudnym śniegu</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2010/02/28/kwiaty-na-brudnym-sniegu/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2010/02/28/kwiaty-na-brudnym-sniegu/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 28 Feb 2010 12:37:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Sport]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Etyka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.azraelk.eu/?p=3714</guid>
		<description><![CDATA[Finał kobiecego biegu narciarskiego na 30 km w okolicach Vancouver pozostanie w historii polskiego olimpizmu jednym z najpiękniejszych widoków i wspomnień. Obok klaszczącego samemu sobie Wojciecha Fortuny w Sapporo , czy pokazującego niezapomniany gest Władysława Kozakiewicza na letnich IO w Moskwie. I dla takich chwil warto sport oglądać, takie sytuacje wbijają nas w dumę. Te [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.azraelk.eu/wp-content/uploads/2010/02/mkol.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-3715" title="mkol" src="http://www.azraelk.eu/wp-content/uploads/2010/02/mkol.jpg" alt="" width="90" height="48" /></a></p>
<p>Finał kobiecego biegu narciarskiego  na 30 km w okolicach Vancouver pozostanie w historii polskiego olimpizmu jednym z najpiękniejszych widoków i wspomnień. Obok klaszczącego samemu sobie Wojciecha Fortuny w Sapporo , czy pokazującego niezapomniany gest Władysława Kozakiewicza na letnich IO w Moskwie. I dla takich chwil warto sport oglądać, takie sytuacje wbijają nas w dumę.</p>
<p>Te Igrzyska Olimpijskie były dla polskiego sportu wspaniałe, najlepsze w historii, 6 medali, ze złotym na Justyny Kowalczyk, to osiągnięcie znakomite, jak na tak szczupłą reprezentację. I warte odnotowania, tym bardziej, że w historii polskich startów zdobyliśmy do tegorocznych igrzysk tylko 8 medali. Sukces niezaprzeczalny, ale zupełnie nieadekwatny do siły i znaczenia polskiego sportu zimowego na arenie międzynarodowej.</p>
<p>Nie winiłbym za to Polskiego Komitetu Olimpijskiego, który jest tak naprawdę tylko organizatorem przygotowań olimpijskich wąskiej kadry, czymś w rodzaju sponsora i managera zawodników i trenerów. Problem jest głębszy, wymagający szerszej dyskusji. To sprawy organizacji polskiego sportu, jego zaplecza finansowego, bazy, zaplecza naukowego, klasy trenerów, ich wyszkolenia. Problem jest wielowarstwowy, zaczyna się w systemie szkolnictwa i selekcji , poprzez systemy związków sportowych, zasady finansowania.</p>
<p>Kilka przykładów, dotyczące polskich zawodników.</p>
<p>1. Adam Małysz i Justyna Kowalczyk, a także polscy biathloniści trenowani są przez szkoleniowców zagranicznych &#8211; odpowiednio Fina i Białorusinów. Dlaczego polska myśl szkoleniowa jest tu tak słaba?</p>
<p>2. Polscy panczeniści trenują ponad 200 dni w roku w Niemczech i Holandii. Dlaczego? Ponieważ nie ma w Polsce ani jednego sztucznie mrożonego, krytego toru łyżwiarskiego&#8230;</p>
<p>3. Dlaczego Polska ma jedną saneczkarkę i jedną drużynę bobslejową? Podobnie jak panczeniści, uprawianie tej dyscypliny w Polsce nie jest możliwe&#8230;</p>
<p>4. Polskie narciarstwo alpejskie reprezentowane było przez jedną zawodniczkę, która skupiała się na tym, aby nie zawieść swoich trenerów, przyjaciół i rodziny, i aby dojechać do mety, tak aby była sklasyfikowana. W Polsce nie ma tras, nie na stacji narciarskich, nie ma zaplecza trenerskiego, polskie narciarstwo alpejskie nie ma nawet systemu szkolenia centralnego. Warto by spytać Janusza Zielonackiego, dlaczego w polskich górach nie można wytyczyć choć 5. profesjonalnych tras&#8230;</p>
<p>5. Podobnie jak panczeniści, polscy snowboardziści muszą 3/4 roku spędzać zagranicą. Nie ma torów, rynien, skoczni do żadnej konkurencji w tej dyscyplinie w Polsce, podobnie jak do zjazdów na muldach, czy narciarstwa artystycznego&#8230;</p>
<p>Ten katalog można by ciągnąć długo. Polskiego narciarstwa klasycznego nie ma, alpejskiego &#8211; też nie ma, biathlon po odejściu Sikory i trenerów zagranicznych umrze, polski hokeiści jeżdżą dwa razy wolniej nie tylko od Czechów i Słowaków, ale nawet od Białorusinów, polskie łyżwiarki figurowe potrafią skakać tylko pojedyncze skoki.</p>
<p>Ale w Polsce przede wszystkim dalej nie ma zrozumienia dla faktu, że kultura fizyczna, sport, jest stałym składnikiem życia społecznego, jest elementem równie ważnym, jak edukacja, to wykładnik rozwoju całego społeczeństwa.</p>
<p>Azrael</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p><span style="color: #ff0000;"><em><strong>Felieton opublikowany na portalu <a href="http://www.wprost.pl/ar/188279/Kwiaty-na-brudnym-sniegu/" target="_blank">Wprost.pl</a></strong></em></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2010/02/28/kwiaty-na-brudnym-sniegu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czytanki (nie)oszołomów &#8211; Stefan Bratkowski</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2010/02/24/czytanki-nieoszolomow-stefan-bratkowski/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2010/02/24/czytanki-nieoszolomow-stefan-bratkowski/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Feb 2010 16:46:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Popaprańcy]]></category>
		<category><![CDATA[Samoobrona]]></category>
		<category><![CDATA[Etyka]]></category>
		<category><![CDATA[etyka dziennikarska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.azraelk.eu/?p=3697</guid>
		<description><![CDATA[Wczoraj zaprezentowałem materiał Piotra Bratkowskiego o książce Artura Domosławskiego o wielkim polskim reportażyście i pisarzu, Ryszardzie Kapuścińskim. Dziś opinia inna, a raczej wspomnienie, autorstwa bliskiego i długoletniego przyjaciela, nestora polskiego dziennikarstwa, Stefana Bratkowskiego. I tak jak poprzedni tekst, pozostawię to bez komentarza&#8230; Azrael &#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211; Stefan Bratkowski: Zdemaskować reportera Wielkość w ogóle trudno się znosi, nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wczoraj zaprezentowałem materiał Piotra Bratkowskiego o książce Artura Domosławskiego o wielkim polskim reportażyście i pisarzu, Ryszardzie Kapuścińskim. Dziś opinia inna, a raczej wspomnienie, autorstwa bliskiego i długoletniego przyjaciela, nestora polskiego dziennikarstwa, <strong>Stefana Bratkowskiego</strong>. I tak jak poprzedni tekst, pozostawię to bez komentarza&#8230;</p>
<p>Azrael</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<h2><span style="color: #0000ff;">Stefan Bratkowski: Zdemaskować reportera</span></h2>
<p><span style="color: #0000ff;"><br />
</span></p>
<p>Wielkość w ogóle trudno się znosi, nie tylko w Polsce, choć u nas ponoć najciężej. Trzeba zrozumieć demaskatora. Zaprzyjaźnia się z wielkim człowiekiem, wchodzi do niego do domu, ale odkrywa, że to po prostu normalny człowiek, a w takiej sytuacji nie da się strawić jego wielkości. Dlatego nie można wymagać, by najpierw przybliżył nam po śmierci Kapuścińskiego jego twórczość. Cudza wielkość rani, kole, uwiera, nie można się dziwić, gdy ból ambicji własnej każe ją zdemistyfikować, odrzeć ze światowego na dobitek uznania i sławy. To naturalne. Pochwały dla „biografistyki” demaskatora świadczą, że to uczucia bardzo częste, prawie powszechne.</p>
<p>Jak odebrać chwałę reporterowi? To proste: trzeba mu odebrać wiarygodność, zaufanie czytelników i wydawców. Ukazać, że Kapuściński koloryzował, mitologizował, upiększał, słowem, zmieniał opisywaną rzeczywistość. Nawet w szczegółach się mijał z prawdą, jak z tym sikającym pieskiem w „Cesarzu”. Nie ważne, że to w ogóle nie reportaż, a wielka metaforyczna proza, wymierzona nie w cesarza Etiopii, lecz w nasz własny, a tym bardziej radziecki, ówczesny ustrój – na etiopskiej kanwie. Piesek się liczy. Z „Szach-in-szacha” usunął Kapuściński CIA, na pewno ze strachu, że CIA w rewanżu zdemaskuje go jako agenta wywiadu PRL; nie ważne, że i to dzieło nie dotyczyło wcale samego tylko Iranu. Jeśli ma się zdołować Kapuścińskiego, wolno nie rozumieć, czego dotyczyła ta proza.</p>
<p>Słyszę, że demaskator nie chciał demaskować… Ale sam tytuł książki – „Kapuściński non-fiction” – odsłania zamiar. Zamiar dużego formatu. Robić twórcę własnego mitu z człowieka bezpośredniego, bezpretensjonalnego, prostego w sposobie bycia – to swoisty wyczyn, dowód wielkich ambicji, na miarę Kapuścińskiego, żeby się na nim podwieźć do sukcesu.</p>
<p>Tak, trzeba demaskatora zrozumieć. Podziwiam, jak zręcznie i do końca potrafił omijać mój numer telefonu, telefonu człowieka, który przyjaźnił się z Ryśkiem 50 lat, czy telefonu Sławomira Popowskiego, u którego w Moskwie Kapuściński mieszkał przez dwa lata, zbierając materiał do „Imperium”. Omijał demaskator owe telefony, bo mógłby dowiedzieć się czegoś psującego słuszną perspektywę &#8211; a ileż pracy włożył w zebranie tylu chętnych, słusznych wypowiedzi, nawet takich przyjaciół, co to znali Ryśka przed 60 laty rok, dwa, w szkole! Znali słusznie. Na tyle, by wspólną dziecinność mianować „cynizmem”.</p>
<p>Dowiedzieliśmy się o „współpracy” Ryśka z wywiadem PRL. Nie pierwszy raz, Newsweek już chyba ze dwa lata temu objawiał wiedzę o „teczkach”, w których, jak się okazało, nic nie było. Dlaczego nie było? W roku 1959, po moim reportażu o Polskiej Agencji Prasowej, zaprosił mnie, jednego z rozbitków „Po prostu”, na rozmowę naczelny PAPu, Hoffman. Spytał mnie jako operującego językiem angielskim, czy bym nie miał ochoty na pracę korespondenta zagranicznego. Nie miałem, interesował mnie Kraj, ale nim odpowiedziałem, Hoffman dorzucił, że przy wyjeździe korespondent musi podpisać taki, wiecie, no, papier. Kiedy zobaczył, jak mnie to spłoszyło, pomachał ręką:</p>
<p>- Nie, nie, mylicie się… Kiedy kogoś wysyłam, odbywam z nim rozmowę i wbijam mu w głowę, żeby dobrze zapamiętał, że nasz korespondent nie może podejmować żadnej współpracy z wywiadem, bo w razie jej wykrycia stracimy placówkę i nikt już więcej tam nie dostanie akredytacji. Ten podpis to tylko formalność. Możecie zapytać swoich kolegów, którzy u nas pracują…</p>
<p>Pytałem. Tak było, jak mówił Hoffman, a dziś wiemy, że wywiad PRL po paru bezpłodnych latach skreślał korespondentów PAP ze swego inwentarza. Jeden z moich przyjaciół wysyłał do centrali PAP ze świata informacje nie wywiadowcze &#8211; o swych miejscowych znajomych, których można by zainteresować kontaktami handlowymi z Polską, przekazywał telefony, adresy, tematykę możliwych interesów, po czym, wróciwszy do kraju, znalazł wszystko, co przysyłał, w najniższej szufladzie biurka szefa redakcji zagranicznej… Wiadomości od korespondentów, które nie mogły ukazać się w prasie PRL, publikowano w „Biuletynie Specjalnym” PAP. Nigdy, o ile wiem, nie ukazały się drukiem korespondencje Ryśka z Kenii, gdzie zaprzyjaźnił się z młodym, chyba radykalnym, czarnoskórym przywódcą; nazwisko pamiętam do dzisiaj, po 50 latach – Tom M’Boya, po jakichś latach zginął bodaj w zamachu. I nie słyszałem, by ktoś spróbował przejrzeć te BSy.[...]</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p><strong><em>Całość materiału na <a href="http://alfaomega.webnode.com/products/stefan%20bratkowski%3a%20zdemaskowa%C4%87%20reportera/" target="_blank">Studio Opinii</a></em></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2010/02/24/czytanki-nieoszolomow-stefan-bratkowski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czytanki (nie)oszołomów &#8211; 23. stycznia 2010 roku</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2010/02/23/czytanki-nieoszolomow-23-stycznia-2010-roku/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2010/02/23/czytanki-nieoszolomow-23-stycznia-2010-roku/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 23 Feb 2010 15:46:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Popaprańcy]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Czytanki (nie)oszołomów]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.azraelk.eu/?p=3688</guid>
		<description><![CDATA[Już jeden krótki tekst o książce Artura Domosławskiego, &#8222;Kapuściński non-fiction&#8221; napisałem, miałem jeszcze tej sprawie poświęcić trochę czasu. Ale ani nie jestem za bardzo do tego upoważniony, ani nie czytałem książki, w związku z tym oddaję głos dziennikarzowi &#8222;Newsweeka&#8221;, Piotrowi Bratkowskiemu, co i drogę Kapuścińskiego zna, ma tyle lat, że rozumie więcej, a do tego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Już jeden krótki tekst o książce Artura Domosławskiego, &#8222;Kapuściński non-fiction&#8221; napisałem, miałem jeszcze tej sprawie poświęcić trochę czasu. Ale ani nie jestem za bardzo do tego upoważniony, ani nie czytałem książki, w związku z tym oddaję głos dziennikarzowi &#8222;Newsweeka&#8221;,<strong> Piotrowi Bratkowskiemu</strong>, co i drogę Kapuścińskiego zna, ma tyle lat, że rozumie więcej, a do tego książkę Domosławskiego czytał. Mnie jego opinia przekonuje, że tę pozycję trzeba poznać i że na pewno nie zmieni ona mojego stosunku do osoby i twórczości Maestra.</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<h2><span style="color: #0000ff;">Biografia Kapuścińskiego: ani bajka ani lincz</span></h2>
<p><span style="color: #0000ff;"><br />
</span></p>
<p>Wiadomo już, że sąd oddalił wniosek o zakaz publikacji książki <a id="aptureLink_ZTjstKpIIP" href="http://images.google.com/images?q=tbn:bolXXkoEaaQbdM:knight.stanford.edu/fellows/2006/domoslawski/photo.jpg">Artura Domosławskiego</a> &#8222;Kapuściński non-fiction&#8221;. W całej sprawie wypowiadają się &#8211; czasem bardzo autorytatywnie &#8211; ludzie, którzy napisanej przez Domosławskiego biografii nie czytali. Ja akurat ją znam &#8211; i oto, co sądzę:</p>
<p>Dzieci lubią bajki. Gdy dorastają, przestają w nie wierzyć. To bywa bolesne.</p>
<p>Kiedyś jednak powtarzano, że bez tego bólu niemożliwa jest dorosłość. Ale świat się zmienił: dziś w cenie jest niedojrzałość. Dlatego i ludzie &#8211; ba, całe społeczeństwa &#8211; wolą bajki od prawdy. Bajka znieczula; prawda boli. I często &#8211; niepotrzebnie komplikuje świat, który najwygodniej jest postrzegać w prostych, zero-jedynkowych kategoriach.</p>
<p>Biograficzna książka Artura Domosławskiego &#8222;<a id="aptureLink_1WwyCJarsN" href="http://images.google.com/images?q=tbn:H1pl1VX110b5PM:bytowisko.pl/grafika/kapuscinski.jpg">Kapuściński</a> non-fiction&#8221; zdążyła już wywołać skandal, choć jeszcze nie ukazała się. I nawet nie wiadomo, czy się ukaże. Od jej wydania odstąpiła oficyna &#8222;Znak&#8221;, dla której początkowo była przeznaczona. Zaś gdy wydawnictwo &#8222;Świat Książki&#8221; ogłosiło, że planuje na 1 marca premierę biografii Kapuścińskiego, wdowa po pisarzu złożyła w sądzie pozew, domagający się zakazu rozpowszechniania książki. I dodatkowo żąda, by sąd &#8211; w celu zabezpieczenia powództwa &#8211; do czasu ogłoszenia wyroku wstrzymał jej dystrybucję.</p>
<p>O ileż byłoby piękniej i prościej, gdyby o zamieszaniu z książką Domosławskiego, dało się opowiedzieć w konwencji bajki! Na przykład takiej, w której po jednej stronie stałaby kobieta, strzegąca dobrego imienia zmarłego męża. A po drugiej &#8211; inkwizytorski lustrator lub brukowy pismak, gotowi wdeptać wielkiego pisarza w szambo, w imię fanatycznie wyznawanej ideologii lub własnej, mierzonej siłą medialnej sensacji kariery. Albo bajki odwrotnej, jak w przypadku głośnego filmu o firmie Amway, gdzie siły Dobra reprezentował poszukujący prawdy artysta, zaś potęgę Zła &#8211; strzegąca swych sekretów tajemnicza korporacja.</p>
<p><span id="more-3688"></span>Niestety, tej historii nie da się opowiedzieć w podobnej konwencji. Za napisanie biografii Kapuścińskiego wziął się bowiem Artur Domosławski, zaś pierwszą osobą, której w posłowiu podziękował za pomoc przy jej napisaniu jest Alicja Kapuącińska, która dziś chce zablokować publikację książki. Domosławski to dziennikarz, który do autora &#8222;Cesarza&#8221; zwracał się &#8222;Maestro&#8221;, uważa się za jego młodszego przyjaciela i ucznia. I ma do tego prawo &#8211; łączą go z Kapuścińskim i wspólne dziennikarskie zainteresowania i podobne poglądy, lokujące się mniej lub bardziej na lewo od tego, co w dzisiejszej Polsce uchodzi za polityczne i intelektualne centrum. Co więcej: Domosławski jest reporterem i publicystą odległym i od obozu fanatyków lustracji i od żurnalistyki stabloidyzowanej, ignorującej w imię sensacji moralny wymiar dziennikarstwa, obojętnej na krzywdy jakie można poczynić w poszukiwaniu gorącego newsa. I jeszcze &#8211; dziennikarzem &#8222;Gazety Wyborczej&#8221;, dla której Kapuściński jest jedną z ikon.</p>
<p>Na ile potrafię wejść w buty Domosławskiego, nie ma w nim najmniejszej chęci i potrzeby, by przy pomocy &#8211; przepraszam za brutalność &#8211; trupa &#8222;cesarza reportażu&#8221; leczyć własne kompleksy zawodowe. Opublikował cztery książki, z których co najmniej jedna &#8211; &#8222;Gorączka latynoamerykańska&#8221; &#8211; jest jednym z arcydzieł polskiego dziennikarstwa ostatniego dwudziestolecia. Zastosowanie przy kolejnej książce strategii skandalu jest mu kompletnie niepotrzebne.</p>
<p>Co więc się właścwie zdarzyło? Wyobrażam to sobie tak. W cztery miesiące po śmierci Ryszarda Kapuścińskiego, Newsweek opublikował materiały, pochodzące z archiwów PRL-owskich służb specjalnych. Wynikały z nich dwie rzeczy. Po pierwsze, że pisarz &#8211; o czym warszawskie wróble ćwierkały od dawna &#8211; był przez kilka lat współpracownikiem PRL-owskiego wywiadu. Po drugie &#8211; że współpracował bez entuzjazmu, leniwie, nie wyrządzając tym krzywdy zasadniczo nikomu; na pewno: nikomu, kto był w zasięgu rażenia komunistycznych sił specjalnych.</p>
<p>Jednak było to w 2007 roku; w apogeum gorączki lustracyjnej. Przyjaciele Kapuścińskiego, tacy jak Artur Domosławski, musieli mieć świadomość, że fanów poltiyki &#8222;haków&#8221; nie interesują niuanse. W ich rękach &#8222;teczka&#8221; autora &#8222;Hebanu&#8221; (cokolwiek w niej było), mogła stać się polityczną amunicją w bieżących rozgrywkach, a przy okazji &#8211; posłużyć do wdeptania w błoto kolejnego autorytetu, nie kryjącego przecież swego obrzydzenia wobec obozu PiS-owskiego. Domosławski postanowił więc, sądzę, napisać prawdziwą biografię swojego mistrza, nie tylko dlatego że sama w sobie stanowiła fascynujący temat, lecz również po to, by zapobiec instrumentalnej interpretacji dwuznacznych faktów z życiorysu pisarza. Musiał wiedzieć, że porusza się po niezwykle grząskim gruncie, dlatego swoje podejrzenia i odkrycia starannie weryfikował, m.in rozmawiając ze świadkami opisywanych (albo przeciwnie: nieopisywanych) przez Kapuścińskiego zdarzeń: w Polsce, Angoli, Ugandzie czy Boliwii.</p>
<p>Odkrycia Domosławskiego dotyczą różnych sfer życia i twórczości autora &#8222;Chrystusa z karabinem na ramieniu&#8221;. I niekoniecznie najciekawsze są wśród nich te, które podwyższają poziom adrenaliny u wielbicieli historii agenturalnych. W tej akurat sferze Domosławski jedynie precyzyjniej dokumentuje &#8211; i potwierdza &#8211; to, co od kilku lat nie było tajemnicą. Hipokryzją byłoby też udawanie moralnego szoku po przeczytaniu, że Kapuściński, człowiek generalnie niezbyt zaradny życiowo, opanował w stopniu wybitnym umiejętność poruszania się w PRL-owskich labiryntach władzy. Miał wysoko postawionych protektorów, zmieniał ich w zależności od koteryjnych przegrupowań władzy, bez żalu porzucając przegranych. Jeśli nie wydaje się to nam estetyczne, warto sobie uzmysłowić, że w owych czasach była to cena niezbędna dla uprawiania zawodu zagranicznego korespondenta i reportera. Prawda jest brutalna: mógł Kapuściński podążyć w latach 60. ścieżką podobnie postrzegającego świat Jacka Kuronia: miałby dużo ładniejszy życiorys, ale my &#8211; o conajmniej kilka wybitnych książek mniej. Kto wierzy, że mogło być wtedy inaczej &#8211; wierzy w bajki.</p>
<p>Odkryte przez Domosławskiego niespodzianki są zatem gdzie indziej. W tym, że Kapuściński, postrzegany przecież przez lata przede wszystkim jako mistrz literatury faktu, do faktów właśnie miewał stosunek dosyć nonszalancki. Jedne tylko podbarwiał, aby nadać im więcej dramatyzmu, inne &#8211; wymyślał, poświęcając dziennikarską prawdę materialną na rzecz literackiego wzbogacenia narracji. Te zabiegi nie zmieniały sensu jego tekstów; po prostu u &#8222;cesarza reportażu&#8221; pisarska miłość do soczystej anegdoty bywała silniejsza od dziennikarskiej dbałości o fakty.</p>
<p>Podobnie konfabulował swój publicznie kreowany życiorys. Oczywiście &#8211; miał święte prawo do ochrony własnej prywatności i jego konsekwentne milczenie na temat życia osobistego dowodzi nawet chwalebnego braku ekshibicjonizmu (i jedynie z tej perspektywy rozumiem niechęć Alicji Kapuścińskiej do książki Domosławskiego). Po co mu jednak był, wymyślony po upadku komunizmu, ojciec, który rzekomo uciekł z transportu do Katynia? Być może rzeczywiście, jak spekuluje Domosławski, owe martyrologiczne korzenie miały być tarczą, chroniącą przed zarzutami o to, że przez większość dorosłego życia był Kapuściński lojalnym obywatelem PRL, że do stanu wojennego pozostawał członkiem PZPR, nieuleczalnie wierząc, że za kolejnym podejściem wreszcie uda się zbudować sprawiedliwy socjalizm, system &#8211; jak zasadniczo wierzył przez całe życie &#8211; lepszy od kapitalizmu?</p>
<p>Co jednak szczególnie ciekawe, kreując swój nie do końca zgodny z faktami publiczny wizerunek, Kapuściński nie musiał się specjalnie wysilać. To nie on wymyślił swą rzekomą zażyłość z &#8222;Che&#8221; Guevarą czy Patrikiem Lumumbą; ta informacja pojawiła się &#8211; przez nieporozumienie &#8211; przy okazji angielskiego wydania jednej z jego książek. Nigdy nie została sprostowana; ale też nikt nigdy nie spytał Kapuścińskiego, kiedy właściwie miałby się z oboma ikonami lewicowego Trzeciego Świata zaprzyjaźnić, skoro przybył &#8211; odpowiednio: do Ameryki Południowej i Afryki &#8211; już po ich śmierci? Po opublikowaniu we wrześniu &#8217;80 głośnych &#8222;Notatek z Wybzreża&#8221;. Kapuścińskiego wykreowano niemalże na reporterskiego barda rodzącej się &#8222;Solidarności&#8221;. Nikt nie był ciekaw, że tamtym Polskim Sierpniem &#8211; który rzeczywiście go zafascynował &#8211; zainteresował się zawodowo początkowo z inspiracji swego dobrego znajomego, prowadzącego w Szczecinie negocjacje ze strajkującymi sekretarza KC Kazimierza Barcikowskiego. Nikt też nie zwrócił uwagi, że w ciągu następnego roku swoje polityczne nadzieje wiązał nie tyle z &#8222;Solidarnością&#8221;, co z zapomnianymi dziś oddolnymi ruchami reformatorskimi w PZPR (tzw. struktury poziome).</p>
<p>Artur Domosławski wyrzuca sobie w książce, że choć wielokrotnie rozmawiał z Kapuścińskim, nie zadał mu wielu istotnych pytań. Pocieszę go: nikt ich nie zadał. Od kiedy polską świadomością zbiorową zawładnął mit &#8211; bajka o &#8222;cesarzu reportażu&#8221;, nikt nie był ciekaw prawdziwego Kapuścińskiego. Jedni budowali pomnik, inni &#8211; szukali &#8222;haków&#8221; mogących ten pomnik rozłupać.</p>
<p>Mam (raczej gorzką) satysfakcję, że to co się stało z naszą recepcją Kapuścińskiego &#8211; i co dzieje się dziś z książką Domosławskiego &#8211; intuicyjnie przewidziałem. Nie mając wiedzy którą zdobył Domosławski i w momencie niesprzyjającym głębokiej refleksji nad rolą autora &#8222;Hebanu&#8221; w naszym życiu publicznym. Tuż po jego śmierci pisałem w Newsweeku, że &#8222;wcale nie oddajemy hołdu prawdziwemu Ryszardowi Kapuścińskiemu, lecz jego (&#8230;) wizerunkowi wielce dla nas wygodnemu, zwalniającemu od stawiania sobie trudnych, niewygodnych pytań&#8221;.</p>
<p>Teraz Domosławski w końcu postawił takie pytania. Z odpowiedzi, które znalazł, stworzył portret pełen fascynujących sprzeczności. Wiecznego rewolucjonisty, któremu często nieobcy był strach i wynikający z niego oportunizm. Człowieka, którego niemal wszyscy postrzegali jako empatycznego przyjaciela, a który potrafił traktować ludzi (partyjnych mentorów, bohaterów niektórych tekstów i &#8211; co najmniej sympatyczne &#8211; kobiety) w sposób instrumentalny. Bohatera jednego z największych polskich sukcesów literackich, cierpiącego na nieustanny kompleks niższości wobec &#8222;prawdziwych pisarzy&#8221;. Reportera, którego od faktów często bardziej pociągały efektowne zmyślenia.</p>
<p>To chyba ciekawsze niż komiks o nieustraszonym wojowniku? Tak, jeśli kogoś ciekawi dobrze udokumentowana i mocno złożona prawda o świecie, o innym człowieku. O człowieku wybitnym, który i swą siłę i swą słabość potrafił przekuć w znakomite pisarstwo.</p>
<p>Jednak w Polsce, którą już Stanisław Brzozowski nazwał &#8222;zdziecinniałą&#8221;, przeważają zwolennicy prostych bajek, w których można być albo bohaterem albo zerem. Domosławski właśnie zepsuł nam taką bajkę i zostanie, podejrzewam, za to przykładnie ukarany. Przez jednych za to, że zdjął bohatera z pomnika. Przez innych &#8211; bo zobaczywszy, że na cokole postawiono człowieka z krwi, kości i rozmaitych słabości, nie wdeptał go w błoto.</p>
<p>[Źródło: <a href="http://www.redakcja.newsweek.pl/Tekst/Polityka-Polska/535172,Biografia-kapuscinskiego-ani-bajka-ani-lincz.html/wszystkie-komentarze/#komentuj" target="_blank"><strong>Blog </strong></a><a id="aptureLink_FcDafJ92Fn" href="http://images.google.com/images?q=tbn:akFgZFNUoU_5PM:ksiazki.wp.pl/k/a/150/11/11102.jpg">Piotra Bratkowskiego</a> <a href="http://www.redakcja.newsweek.pl/Tekst/Polityka-Polska/535172,Biografia-kapuscinskiego-ani-bajka-ani-lincz.html/wszystkie-komentarze/#komentuj" target="_blank">]</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2010/02/23/czytanki-nieoszolomow-23-stycznia-2010-roku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kapuściński, czyli podziękujmy SB</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2010/02/16/kapuscinski-czyli-podziekujmy-sb/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2010/02/16/kapuscinski-czyli-podziekujmy-sb/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 16 Feb 2010 16:51:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Etyka]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Popaprańcy]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[etyka dziennikarska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.azraelk.eu/?p=3660</guid>
		<description><![CDATA[Bardzo często, praktycznie każdego dnia dziękuję Panu B., a przede wszystkim jednak sobie, że udało mi się w życiu nie ulec pokusom chodzenia w stadzie i z prądem dziejowym. Uchroniłem się przed nagabywaniem pezetpeerowskich naganiaczy, z daleka trzymałem się od &#8222;S&#8221;, a pracę społeczną w organizacjach studenckich wypełniałem sumiennie, dla&#8230; własnych korzyści. Wygodnictwo, koniunkturalizm? Oczywiście, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" width="60" height="58" /></p>
<p>Bardzo często, praktycznie każdego dnia dziękuję Panu B., a przede wszystkim jednak sobie, że udało mi się w życiu nie ulec pokusom chodzenia w stadzie i z prądem dziejowym. Uchroniłem się przed nagabywaniem pezetpeerowskich naganiaczy, z daleka trzymałem się od &#8222;S&#8221;, a pracę społeczną w organizacjach studenckich wypełniałem sumiennie, dla&#8230; własnych korzyści. Wygodnictwo, koniunkturalizm? Oczywiście, ale przede wszystkim zawsze zdrowy dystans. Nawet pani oficer SB stwierdziła, że woli kawę ze mną bez zobowiązań, niż z przymusu służbowego&#8230;</p>
<p>Ten dystans wielokrotnie pozwolił nad przechodzeniem do porządku dziennego nad sprawami, co do których moraliści MUSZĄ mieć, z racji doświadczeń, a jeszcze częściej doktryny moralnej, wątpliwości.</p>
<p>Ryszard Kapuściński jest moim ulubionym dziennikarzem, reportażystą &#8211; dlatego, że to co pisał, jest nie tylko zapisem widoku i sytuacji, jakie się przed jego oczyma rozgrywały, ale jest on również dogłębnym obserwatorem zjawisk społecznych, politycznych i kreacjonistą świadomości. Nie cenię go tylko za to, co widział, ale jak widział, jak opisywał i jak potrafił to filtrować. Jego kunszt został doceniony na całym Świecie, w Polsce, jak zwykle to u nas bywa &#8211; najmniej.</p>
<p><span id="more-3660"></span></p>
<p>Media podały, że na dniach ma się ukazać książka Artura Domosławskiego, wybitnego dziennikarza, reportażysty i człowieka o równie wnikliwym spojrzeniu, co Kapuściński, o słabszym piórze i ułomnej wrażliwości, ale jednak w pewnym sensie spadkobiercy wielkiego pisarza i podróżnika. Książka &#8222;Kapuściński non fiction&#8221; jest biografią , zawierającą informacje, już zresztą upublicznione po śmierci pisarza, że był on w pewnym okresie czasu zarejestrowany jako współpracownik SB i nawet pisał raporty o osobach, z którym spotykał się za granicą. Czy przyjmował za to gratyfikację &#8211; nie wiadomo, ale zapewne ta współpraca (uzgodniona z jego ówczesnym pracodawcą, PAP-em) pozwoliła mu na bezproblemowe uzyskanie paszportu i praktycznie nieskrępowane wyjazdy. Materiały te zostały Domosławskiemu udostępnione przez IPN. Co jest w tych materiałach &#8211; dowiemy się z książki. Dowiemy się również, jak je potraktował i jak podszedł do swego poprzednika Artur Domosławski. To będzie test nie dla Kapuścińskiego &#8211; tylko właśnie dla autora jego biografii.</p>
<p>Wdowa po Ryszardzie Kapuścińskim chce, zakazem sądowym, nie dopuścić do publikacji książki. Wydaje mi się to, PRZED poznaniem tego zapisu życia jej męża, poczynionego przez Domosławskiego, działaniem nielogicznym. Tak, właśnie nielogicznym. Kapuściński potrafił i chciał nie tylko obserwować, oglądać i komentować rzeczywistość, ale również w nią wniknąć. Jego nie interesował kształt rzeczywistości, jej obraz, ale i wnętrze. Dlatego też dla jego pamięci warto również poznać, co i dlaczego musiał poświęcić tu, w Polsce, dla osiągnięcia sukcesu i spełnienia w swoim pisaniu.</p>
<p>To, że Kapuściński, przez większość swojego życia człowiek raczej lewicy, poszedł w pewnym okresie czasu na kompromis z SB, zapewne mu ciążyło. Nie był to jednak kompromis tak daleki, jaki był choćby udziałem profesora Aleksandra Wolszczana, którego lobby lustracyjne praktycznie wygnało z Polski. Profesor Wolszczan, przyjmując układ z SB, dokonał przed laty świadomego, racjonalnego wyboru, stwierdził, że jest to cena, jaką musi i może zapłacić za niezależność naukową. Podobnie uczynił Ryszard Kapuściński. I ocena postawy zarówno profesora Wolszczana, jak i Kapuścińskiego, jest problemem oceniających – a nie ich samych, lub ich rodzin. To dla tych, dla których lustracja jest istotą rozliczeń z przeszłością, istnieje sprawa. Dla tych, dla których liczy się praca, dokonania, oblicze polskiego dziennikarstwa, pozycja Polski – sprawa nie ma znaczenia.</p>
<p>Ciekawe, czy polscy moralni lustratorzy też nie przepuścili by takim ludziom, jak Heidegger, Bohr, czy nawet Św. Paweł&#8230; przecież każdy z nich miał “za uszami” takie, lub inne przewiny.</p>
<p>Azrael</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;-</p>
<p><em><strong><span style="color: #0000ff;">Materiał opublikowany na portalu </span></strong></em><a href="http://mojeopinie.pl/" target="_blank"><em><strong><span style="color: #0000ff;">Moje Opinie</span></strong></em></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2010/02/16/kapuscinski-czyli-podziekujmy-sb/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>20</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zapiski zza Atlantyku &#8211; 14. stycznia</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2010/01/14/zapiski-zza-atlantyku-14-stycznia-2/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2010/01/14/zapiski-zza-atlantyku-14-stycznia-2/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 14 Jan 2010 07:43:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Etyka]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Zza Atlantyku]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.azraelk.eu/?p=3530</guid>
		<description><![CDATA[“Avatar” – James Cameron rasistą? Pod koniec filmu „Avatar”, najemnik, były żołnierz, który od samego początku był wrogo nastawiony do tubylców z wściekłością mówi do głównego bohatera „Jak to jest jak się zdradza swoja własna rasę?”. Jack Sully jest biały, najemnik tez jest biały, natomiast tubylcy są niebiescy. Dodatkowo film ukazuje w większości białych jako [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2><img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/aniol_jest_kobieta.jpg" alt="" width="60" height="59" /></h2>
<h2><span style="color: #0000ff;">“Avatar” – James Cameron rasistą?</span></h2>
<p><span style="color: #0000ff;"><br />
</span></p>
<p>Pod koniec filmu „Avatar”, najemnik, były żołnierz, który od samego początku był wrogo nastawiony do tubylców z wściekłością mówi do głównego bohatera „Jak to jest jak się zdradza swoja własna rasę?”. Jack Sully jest biały, najemnik tez jest biały, natomiast tubylcy są niebiescy. Dodatkowo film ukazuje w większości białych jako chciwe i pozbawione wartości moralnych istoty, które aby osiągnąć swój cel podejmują decyzje aby zniszczyć  tzw. „święte miejsce” tubylców, którzy żyją zgodnie z natura, szanując każdą istotę oraz energię pochodząca z wszystkiego, co ich otacza.</p>
<p>Film zarobił krocie, ludzie idą kilka razy aby go obejrzeć. Ale film ma również wielu krytyków, którzy oskarżyli reżysera filmu, Jamesa Camerona o to, że jest rasistą. Według nich, Cameron ukazał białego jako dzielnego bohatera ratującego prymitywnych tubylców, którzy reprezentują grupę „nie-bialych” w USA. Według nich „Avatar” jest filmem lub raczej fantazją na temat rasizmu oczami białego. Owi krytycy twierdza, że „Avatar” przekazuje idee, że tylko biały może być „Mesjaszem”, tym który zbawi i uratuje istoty ludzkie przed wyginięciem. Główny bohater, Jack Sully, jest grany przez białego aktora, większość naukowców jest również grana przez białych aktorów, natomiast tubylcy to grani przez czarnoskórych aktorów. Dodatkowo krytycy filmu oskarżający Camerona o rasizm uważają, że jest film jest dobrą parabolą do wydarzeń z przeszłości, kiedy to biali w Ameryce wypędzili Indian. Opinie „nie-bialych” w USA, są takie, że fajnie by było, gdyby chociaż raz Hollywood pokazał, ze „nie-biali” też są wstanie się sami uratować i mogą być tymi, którzy ratują Świat.</p>
<p><span id="more-3530"></span>„District 9” niedawno wyprodukowany też ma głównego bohatera, który jest biały. Bohater przez przypadek staje się „obcym” i jako alien vel obcy, ratuje swoich przed wyniszczeniem. Bohater  „Duny” jest również biały, poprzez różnego rodzaju transformacje staje się w pewnym stopniu Mesjaszem, w części istotą ludzką i w części obcym. W większości filmów, to biały bohater jest tym, który walczy, asymiluje się i broni Świat przed zagładą. Ale filmy te były pisane przez białych i być może to jest wyjaśnieniem, że autor utożsamia się z bohaterem i tworzy go na swój własny wzór. Ale jest coraz więcej filmów, które ukazują „nie-bialych” jako wybawców, chociażby bohater „I am legend” grany przez Willa Smith. Edytor programu sci-fi stwierdził, że Amerykanie, Hollywood nie potrafi zrobić filmu, aby pokazać problemy rasowe inaczej niż dotychczas, czyli biały to Pan, a „nie-bialy” to sługa. Jeden z ciemnoskórych profesorów po obejrzeniu filmu powiedział, że rozumie dlaczego niektórzy maja z nim problem, ale uważa, że film jest niesamowity, jest ogromnym postępem w technologii i przede wszystkim jest po to, aby ludzie się mogli zrelaksować. Owy profesor, uważa, że jest nie fair nazwanie reżysera filmu rasistą, ale uważa, że Hollywood nie jest w stanie wyzwolić się z dawnego myślenia.</p>
<p>Reżyser filmu, James Cameron, w liście zaadresowanym do Associated Press powiedział, że jest to film, którego przesłaniem jest zapobieganie konfliktu, oraz życie w harmonii i zrozumieniu innych. W ostatniej sekwencji filmu, główny bohater, Jack Sully, zostawia swoje ludzkie ciało i staje się jednym z Na’vi, jednym z niebieskich istot żyjących w zgodzie z energia, natura etc. Nie myślę, że Cameron chciał pokazać białych jako kolonistów, najeźdźców, jako tych, którzy tylko niszczą. Fakt, trzyma się pewnych starych Hollywoodzkich schematów, ale taka jest rzeczywistość. Na tym opiera się życie w USA, na pieniądzach. W USA jednym z bardziej popularnych powiedzeń jest „Cash is the king”. Każda strona inaczej interpretuje i odbiera daną sytuację. Biali to nie tylko najeźdźcy, to również ci, którzy chcą poznać, nauczyć się i żyć zgodnie z naturą. Końcowa sekwencja jest tego przykładem, wszyscy są niebiescy. I to jest przekazanie Camerona, jesteśmy częścią tego, co nas otacza. Fabuła filmu nie jest idealna, ale to był pierwszy tego rodzaju film. Nazwanie Camerona rasistą jest przykładem tego, że w USA nie ma możliwości nie zahaczenia o to by nie urazić czarnoskórych. Każde słowo musi być wyważone, sprawdzone, bo może być użyte przeciwko danej osobie. Takim przykładem jest Harry Reid, senator oraz lider partii Demokratów w Senacie, który powiedział, że jest ok.  używanie zwrotu „Dialekt Negro”. Został nazwany rasistą, który nie powinien być w Senacie. Problem koloru skory jest nadal duży, a Amerykanie nie potrafią na ten temat rozmawiać. Larry David, twórca Seinfield oraz serialu komediowego na HBO „Curb Your Enthusiasm” często w ironiczny sposób przedstawia ten problem, ale wydaje mi się, że osoba czarnoskóra oglądająca ten program nazwałaby Davida rasista. W jednym z epizodów, Larry David ma problem z zerwaniem ze swoja dziewczyną, która jest  Murzynką, ale która jest również chora na raka. Wprowadziła się do niego wraz z całą rodziną. Larry nie wie jak z nią zerwać, bo przecież nie można zerwać z kimś, kto jest chory na raka. Proponuje jej, aby poszła na spotkanie organizowane przez osobę, która przekona ją do zerwanie z nim. Kiedy jej mówi o tym spotkaniu, ona zadaje mu pytanie, czy będą tam czarni, na co Larry odpowiada, że nie, ale może będą ludzie chorzy na raka. Śmieszne i tragiczne. I taki jest problem koloru skory w USA.</p>
<p><em><strong>Wigg</strong></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2010/01/14/zapiski-zza-atlantyku-14-stycznia-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Niezależność Andrzeja Seweryna</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2009/11/03/niezaleznosc-andrzeja-seweryna/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2009/11/03/niezaleznosc-andrzeja-seweryna/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Nov 2009 14:36:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.azraelk.eu/?p=3302</guid>
		<description><![CDATA[Prawdziwy intelektualizm wiąże się również z niezależnością sądów i odwagą podejmowania decyzji. To oprócz umiejętności twórczej pracy i wykształcenia charakteryzuje ludzi wielkich. A Andrzej Seweryn jest nie tylko wielkim aktorem, ale i odważnym, niezależnym człowiekiem, tak odważnym, że w pewnym momencie potrafił zdusić jakże groźną i często dopadającą twórców przypadłość megalomanii. Kiedy Seweryn znalazł się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div><img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/humor.jpg" alt="" width="65" height="56" /></div>
<p><strong>Prawdziwy intelektualizm wiąże się również z niezależnością sądów i odwagą podejmowania decyzji. To oprócz umiejętności twórczej pracy i wykształcenia charakteryzuje ludzi wielkich. A Andrzej Seweryn jest nie tylko wielkim aktorem, ale i odważnym, niezależnym człowiekiem, tak odważnym, że w pewnym momencie potrafił zdusić jakże groźną i często dopadającą twórców przypadłość megalomanii.</strong></p>
<p>Kiedy Seweryn znalazł się na emigracji we Francji, jego znajomość języka Moliera była praktycznie zerowa. Pierwsze role grał, ucząc się roli fonetycznie i na pamięć. Po latach, niewielu latach, jak na obcokrajowca, stał się stałym członkiem wielkiej narodowej sceny paryskiej, Comédie-Française, a także zaczął grać w filmach francuskich, niemieckich, brytyjskich.</p>
<p>Nie zniknął z polskiej sceny teatralnej i filmowej, wrócił na nią jednak już jako inny człowiek i artysta. Pokora, jakiej nauczył się we Francji czy przy pracy z Peterem Brookiem przy realizacjach teatralnych i filmowych „Mahabharaty&#8221;, pozwala mu na trzeźwą ocenę otaczającej go rzeczywistości i swojej w niej roli.</p>
<p>Andrzej Seweryn odmówił przyjęcie przyznanej przez Fundację Kino nagrody specjalnej im. Zbyszka Cybulskiego. W uzasadnieniu tej nagrody znalazły się bowiem słowa, że została mu ona przyznana teraz, ponieważ nie mógł jej dostać za czasów PRL.  Seweryn stwierdził krótko &#8211; „Nie czuje się ofiarą PRL&#8221;.</p>
<p>Decyzja Andrzeja Seweryna to nie tylko głos rozsądku, ale również świadectwo umiaru i pokory. Rzeczywiście, w czasach PRL nie uchylał się od demonstrowania swojej postawy, czy to jako student w trakcie wydarzeń Marca &#8217;68 (był nawet aresztowany) czy w latach 70. Ale jednocześnie PRL pozwolił mu zabłysnąć wieloma rolami w teatrze, filmie i telewizji (zagrał w prawie 50 realizacjach telewizyjnych). Nie był sekowany przy wyjazdach zagranicznych, nie odmawiano mu paszportu służbowego. I dlatego uznał, że nie może się wywyższać ponad tych, którzy nie będąc sławni i znani, doznali w czasach realnego socjalizmu większych dolegliwości.</p>
<p>Postawa Seweryna zbieżna jest z postawą i samooceną swojej działalności marszałka Senatu, Bogdana Borusewicza, który kiedyś w jednym z wywiadów stwierdził, że kiedy zajął się działalnością opozycyjną, wiedział dlaczego to robi i na jakie ryzyko się decyduje, dlatego nie ma szacunku dla tych, którzy w związku z działalnością w podziemiu oczekują teraz od państwa specjalnych przywilejów i apanaży&#8230;</p>
<p>Andrzej Seweryn pokazał coś, co jest, niestety, unikalne wśród polskich elit. Nie chce być pomnikiem za to, czego nie dokonał, chce być szanowany i uznawany za to, że jest aktorem i intelektualistą. Nie jest mu zatem potrzebna aureola prześladowanego opozycjonisty.</p>
<p>Azrael</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p><span style="color: #ff0000;"><strong><em>Felieton ukazał się na stronie <a href="http://www.wprost.pl/ar/177023/Niezaleznosc-Andrzeja-Seweryna/" target="_blank">Wprost.pl</a></em></strong></span></p>
<p><span style="color: #ff0000;"><strong><em><br />
</em></strong></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2009/11/03/niezaleznosc-andrzeja-seweryna/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Relatywizm sprawy Romana Polańskiego.</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2009/09/28/relatywizm-sprawy-romana-polanskiego/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2009/09/28/relatywizm-sprawy-romana-polanskiego/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 28 Sep 2009 08:55:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Etyka]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Popaprańcy]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.azraelk.eu/?p=3221</guid>
		<description><![CDATA[Piękny mamy Świat; Świat dobra, prostych prawd moralnych, uczciwych, prostolinijnych ludzi, co to sami nie rzucają kamieniami, bo bez winy są, a i winnych w ich otoczeniu też nie ma. Wszystko jest białe i jasne, proste i prostolinijne, a jak się trafi czarne, to biel szybko je ogarnia i niszczy. Państwa, ich prawo jest jasne [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" width="60" height="58" /></p>
<p>Piękny mamy Świat; Świat dobra, prostych prawd moralnych, uczciwych, prostolinijnych ludzi, co to sami nie rzucają kamieniami, bo bez winy są, a i winnych w ich otoczeniu też nie ma. Wszystko jest białe i jasne, proste i prostolinijne, a jak się trafi czarne, to biel szybko je ogarnia i niszczy. Państwa, ich prawo jest jasne i klarowne, służy dobru swoich obywateli, chroni biednych, a ludzie wymiaru sprawiedliwości nie mają co robić, bo ludzie są dobrzy wszyscy.</p>
<p>Cała sprawa Romana Polańskiego, począwszy od jego czynu, czyli domniemanego gwałtu w roku 1977 na 13-letniej dziewczynce, w willi Jacka Nicholsona, aż do jego zatrzymania w sobotę wieczorem, na lotnisku wZurychu, jest skażona moralnie, jest etycznie zrelatywizowana.</p>
<p>Przestępstwo zaistniało, Polański z pełną świadomością odbył stosunek z młodą dziewczyną, będąc świadomy jej wieku. Był również świadomy, na ile pozwalało mu odurzenie, że dziewczynka została mu podsunięta przez żądną sławy i pieniędzy matkę Samanthy Geiner. Dziewczyna doskonale wiedziała, w czym i po co uczestniczy, do czego się sama przyznała, po latach.</p>
<p>Sędzia,  który prowadził sprawę w roku 1978, doskonale wiedział, jak się sprawy mają. Układ, porozumienie, które zostało zawarte przez prawnika ofiary i prokuratora i prawnika Polańskiego, za zgodą &#8222;pokrzywdzonej&#8221; i jej matki, zakładające przyznanie się do jednego oskarżenia, było kompromisem. Kompromisem, który pokazuje, jak relatywne było i jest amerykańskie prawo. Sędzia jednak postanowił, że dla kariery własnej, która mogłaby się rozwinąć pod wpływem rozgłosu medialnego, wolał nie przyjmować ugody stron, lecz &#8222;przykładnie&#8221; skazać Polańskiego. Piszący o tym, że amerykańskie prawo jest twarde, sprawiedliwe i oparte na moralności, a polski reżyser już wówczas powinien się poddać karze (jako słynny już wówczas, ale pozostający poza establishmentem hollywoodzkim emigrant, bez obywatelstwa), wykazują się relatywizmem pojęciowym. Polański, wiedząc co się kroi, że zostanie złożony na ołtarzu kariery pana sędziego (co zostało potwierdzone po latach przez innego sędziego, prowadzącego sprawę Polański vs stan Kalifornia), czmychnął za granicę. Inaczej by trafił do pudła, na wiele, wiele lat.</p>
<p><span id="more-3221"></span></p>
<p>Inna strona tej sprawy &#8211; oskarżanie Romana Polańskiego o pedofilię; Kulisy całego zdarzenia z przed 32. lat, a także zachowanie domniemanej ofiary i jej matki, a przede wszystkim zachowanie samego Polańskiego przez całe jego życie, świadczą o tym, że nie jest, nie był on pedofilem (także jego obserwacja, w roku 1978, kiedy spędził ponad 40. dni w szpitalu, to potwierdza). W związku z tym kategoryczne sądy, że Polański powinien ponieść karę nie za złamanie prawa (czyli stosunek z nieletnią), lecz za swoje zboczenie &#8211; wykazują się nie tylko nieznajomością sprawy, ale również złą oceną moralną reżysera. Ale im to nie przeszkadza, ponieważ ich pojęcie moralności, ukształtowane poprzez doktrynalne podejście do zagadnienia winy sprawcy i braku winy ofiary &#8211; co w tym wypadku jest co najmniej wątpliwe &#8211; każe im Polańskiego nazywać pedofilem. To też jest relatywizm moralny. Samantha i jej matka były odpowiedzialne za prowokację &#8211; Polański za to, że jej uległ. Ale nie ma to nic wspólnego z pedofilią.</p>
<p>Szwajcaria, przecież wiedząc o sprawkach Polańskiego, gościła go przez lata, ma on tam swój dom, przyjeżdża często i chętnie. Zatrzymanie go na lotnisku, w momencie, kiedy ma być uhonorowany poważną nagrodą, wskazuje na to, że są sprawy, które zmusiły rząd szwajcarski do takiego postępowania. Coś musiało zaistnieć pomiędzy Stanami Zjednoczonymi  , a Helwecją (choć mówi się także o relacjach szwajcarsko &#8211; francuskich),  nie związane wprost z Polańskim, że zdecydowano się na aresztowanie go i poddanie procedurze ekstradycyjnej. Tłumaczenie, że Amerykanie od 2005 roku rozszerzyli zakres swojego działania na cały świat i dlatego JUŻ w 2009 roku można było Polańskiego zatrzymać &#8211; jakoś mnie nie przekonuje.<br />
Czy rząd Szwajcarii postąpił zgodnie z prawem? Tak, zapewne tak. Czy postąpił etycznie wobec swojego gościa? Raczej nie, ponieważ interes został przełożony nad etykę postępowania wobec obywatela zaprzyjaźnionego państwa (Polański ma obywatelstwo francuskie). Relatywizm etyczny aż bije po oczach&#8230;</p>
<p>Polscy twórcy kultury, reżyserzy, działacze i politycy, z ministrem Bogdanem Zdrojewskim na czele, bronią Romana Polańskiego, oskarżają rząd szwajcarski, a poniekąd i Amerykanów, że ścigają wybitnego reżysera, który ma taki wkład do kultury światowej, amerykańskiej kinematografii, itd&#8230; To bardzo nietrafione argumenty i ich podnoszenie, szczególnie publicznie, przez ludzi kultury, jest co najmniej niestosowne. Oznacza to, że godzą się on na relatywizm prawa, które by pozwalał ludzi ze świecznika społecznego traktować inaczej, niż ludzi bez pozycji społecznej, jaką ma Polański. To bardzo złe postawienie sprawy i opinie o tym, że Polański powinien uniknąć kary (według mnie powinien) tylko z powodu jego zasług, są nietrafione i niesmaczne. Relatywizm postaw twórców jest wszak znany &#8211; tak jak inne grupy społeczne, tworzą one system klanowy i korporacyjny.</p>
<p>Przypomnijmy, że relatywizm oznacza, że oceniać możemy postawę i zachowanie człowieka w kontekście zależności i systemu, w jakim dana sytuacja, zachowanie, czy opinia zachodzi. Nie ma według relatywistów sytuacji, w których zachodzą absolutnie jednoznaczne sytuacje etyczne i moralne, które mogłyby stanowić dogmat, kanon postępowania i opinii. Prawda i wartość moralna postępku człowieka zależy od przyjętych założeń, a także norm społecznych, kulturowych, i zawężając sprawę, konkretnego kontekstu sytuacyjnego.</p>
<p>Śledząc całą tę sprawę, postawy ludzi w niej zamieszanych, opinie obserwatorów, komentatorów, zarówno tych występujących przeciwko Polańskiemu, jak i broniących go, widzę wyraźnie, że wszyscy, począwszy od Romana Polańskiego, skończywszy na rządzie Szwajcarii, rządzie i prawie stanu Kalifornia, posługują się etyką i moralnością, ale tylko jako relatywną wartością&#8230;</p>
<p>Słynny filozof Protagoras twierdził, że prawdy jako takiej nie ma. Jest tylko prawda indywidualna (&#8221; Człowiek jest miarą wszechrzeczy&#8221;). W związku z tym należy odrzucać prawdy, które nie są akceptowane przez nas samych. Indywidualizm podejścia do prawdy każe mi stanąć całkowicie po stronie Polańskiego.</p>
<p>Azrael</p>
<p><span style="color: #ff0000;"><em><strong>Artykuł opublikowany na portalu<a href="http://mojeopinie.pl/" target="_blank"> mojeopinie.pl</a></strong></em></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2009/09/28/relatywizm-sprawy-romana-polanskiego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>59</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Inteligencki PRL</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2009/07/26/3047/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2009/07/26/3047/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 26 Jul 2009 11:57:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Literatura]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.azraelk.eu/?p=3047</guid>
		<description><![CDATA[Kilka dni temu minęła kolejna rocznica Manifestu PKWN, 65. Nie była hucznie obchodzona, bo i nie ma czego tak naprawdę świętować, dokument sporządzony w Moskwie nie był ani żadną konstytucją, był tylko aktem założycielskim państwa, którego suwerenność była mocno problematyczna. Jednak PRL był, i jest dalej, ojczyzną dla wielu żyjących nadal i odżegnywanie się od [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/ksi261380ka.jpg" alt="" width="65" height="49" /></p>
<p>Kilka dni temu minęła kolejna rocznica Manifestu PKWN, 65. Nie była hucznie obchodzona, bo i nie ma czego tak naprawdę świętować, dokument sporządzony w Moskwie nie był ani żadną konstytucją, był tylko aktem założycielskim państwa, którego suwerenność była mocno problematyczna. Jednak PRL był, i jest dalej, ojczyzną dla wielu żyjących nadal i odżegnywanie się od niego, próba udowodnienia, że się urodziło w roku 1989, a z tamtymi czasami ma się luźny związek, nie ma specjalnie sensu. PRL był Polską, w której żyło kilkadziesiąt milionów ludzi, który zostawił po sobie dorobek, w którym żyli obok siebie ludzie o różnych poglądach, przeszłości i reprezentujący różne wartości i sposób na życie.</p>
<p>Polska lat 1944 &#8211; 1989 opisywana była przez wielu, ale zbiorczego opisania tamtych czasów nie znajdziemy, tym bardziej, że nie jest możliwe napisanie historii takiej, która by odpowiadała wszystkim, i na wszystkie pytania. Historia żyje w dalszym ciągu w ludziach i ich wspomnieniach.</p>
<p>Jakiś czas temu otrzymałem w prezencie książkę, zatytułowaną <strong>„Mój PRL</strong>”, autorstwa <strong>Aleksandra Jerzego Wieczorkowskiego</strong> (<em>PW Rzeczpospolita SA, Warszawa 2007</em>). Otrzymałem ją od samego autora, mojego redakcyjnego kolegi z gazety internetowej <strong>Studio Opinii</strong>, z prośbą „o życzliwą lekturę”, jak zostało to napisane w dedykacji. Przeczytałem tę pozycję chętnie, nie tyle życzliwie, bo książki, a szczególnie biografie, czy autobiografie, powinno się czytać z dystansem, a o tym, czy po przeczytaniu można dalej myśleć życzliwie o jej autorze, czy już tylko „życzliwie”, decyduje&#8230; subiektywna ocena.</p>
<p>Nie będzie więc to recenzja, bo książka zresztą nie ma ambicji być  dziełem literackim, lecz raczej zapisem świadomości, i pewną ekspiacją człowieka, który w tamtych czasach uczestniczył aktywnie w życiu literackim i dziennikarskim Warszawy i PRL.</p>
<p><span id="more-3047"></span></p>
<p>Aleksander Jerzy Wieczorkowski pisał w znaczących pismach, a nawet takich, które można uznać za kultowe, jak choćby „Współczesność”, „Po prostu” czy „Przegląd Kulturalny”. Otarł się, pod koniec lat 50. o „Politykę”, już za czasów Mieczysława F. Rakowskiego (z którym w wielkiej przyjaźni nie był, ale jego klasę i dokonania docenia), ale był również dziennikarzem „Trybuny”, i to raczej jednak nie incydentalnym. Pisał pod własnym nazwiskiem, ale również jego felietony zamieszczane były pod pseudonimami, z których najbardziej znane są Sylwester Thim, Jan Omłot i Karol Sękota. Był także felietonistą Polskiego Radia. Po roku 1989 publikował między innymi w „Gazecie Wyborczej”. Był członkiem i PZPR i demokratycznej opozycji. Inżynier z wykształcenia, jak nie mógł pisać, w latach pięćdziesiątych był&#8230; tapperem&#8230; co zaowocowało między innymi znajomością, jak twierdzi autor, nieskonsumowaną, z wielkim francuskim aktorem Gerardem Philipem&#8230; Wielokrotnie żonaty, a więc również wielokrotnie rozwiedziony&#8230; Przyjaciel Tyrmanda, Leszka Kołakowskiego, Marka Hłaski, Zbigniewa Herberta, Stefana Bratkowskiego&#8230;Dziennikarz, felietonista, prozaik, eseista&#8230; Jednym słowem – człowiek renesansu, których w PRL było wcale nie mało. I do tego w młodości żołnierz AK&#8230;</p>
<p>Czytają indeks nazwisk, zamieszczony na końcu książki, setek nazwisk ludzi, z którym autor się zetknął (może poza Beethovenem i Bachem, bo jednak tak długo AJW nie żyje&#8230;), możemy stwierdzić, że stykał się on właściwie z całą bohemą polskiego życia kulturalnego, literackiego. Jego książka jednak nie traktuje o tym, jak wielcy byli jego przyjaciele i jak on sam przy nich był wielkim publicystą, lecz raczej o tym, jak się żyło i funkcjonowało w tamtych czasach. Nie AJW jest bohaterem książki, lecz PRL. Nie ukrywa specjalnie, że jego książka nie jest i nie może być obiektywna, ponieważ <em>„nieświadomie przyjmujemy, że okres historyczny, w którym nam się dobrze wiodło, był dla Polski korzystny, a fatalny wtedy, gdy na własnej skórze odczuwaliśmy bat systemy przemocy. Potrafimy znakomicie racjonalizować własne czyny, w każdym konflikcie racje są po naszej stronie. Różnimy się jedynie stopniem samozakłamania i grubszym bądź cieńszym naskórkiem sumienia.</em>[...]<em> Dzienniki intymne też nie mówią całej prawdy. Nie przez zapomnienie, z rozmysłem.”</em></p>
<p>Nie znajdziemy oczywiście w książce AJW oceny czasów PRL, ponieważ ani autor nie ma takiego warsztatu naukowego, ani nie ma ku temu ambicji. Jego osobiste konstatacje jednak są bardzo celne, jak choćby ta, że „system – systemem, autorytarny, czy demokratyczny, ale o jego rzeczywistym kształcie decyduje, kto trzyma władzę: przyzwoici czy dranie.”</p>
<p>AJW, człowiek dobrej, przedwojennej inteligencji, wie jednak, dlaczego PRL miał taki kształt, jaki miał i dlaczego Polska mogła się po roku 1989 odrodzić;</p>
<p><em>„W PRL do końca lat siedemdziesiątych żyli i byli aktywni przedwojenni, wykształceni inteligenci, którzy przechowali etos swojej warstwy społecznej, ukształtowany w XIX wieku. Przedwojenny maturzysta mógł być nosicielem zasad etycznych, obcych, a nawet wrogich „ludziom z awansu”. Nie chodzi o kindersztubę, ale o wpojone w domu rodzinnym i środowisku przekonanie, że pewnych rzeczy się nie robi, bo najzwyczajniej „nie wypada”.</em></p>
<p>Kim w związku z tym był (i na szczęście, dalej jest&#8230;) Aleksander J. Wieczorkowski?</p>
<p>[...]<em>byłem antykomunistą z pozycji lewicowych. Co to wtedy  znaczyło? To samo, co znaczy dziś w rozumieniu intelektualistów &#8211; lewicowość to sprzeciw wobec tłamszenia wolnej myśli przez jakąkolwiek “jedynie słuszną” ideologię, doktrynę, religię. Jednocześnie lewicowość opowiada się za szanowaniem godności osoby ludzkiej i nakłada na społeczeństw obowiązek racjonalnej pomocy potrzebującym tejże. Lewicowość to zatem wolność myśli i opiekuńczość spolegliwa, wedle określenia Tadeusza Kotarbińskiego.</em></p>
<p>AJW pracował w wielu miejscach, w wielu redakcjach, z których był z hukiem wyrzucany, a często później na powrót przyjmowany. Jego niepokorna dusza i poczucie przyzwoitości, wyniesione z domu, nie pozwalały mu na chodzenie skrótami moralnymi.</p>
<p>Nasz autor nie tylko pracował w legendarnych redakcjach prasowych, ale również brał aktywny udział w kultowych przedsięwzięciach warszawskiego życia kulturalnego. Był między innymi kierownikiem literackim pierwszego kabaretu klubu studenckiego „Hybrydy”, gdzie objawiły się po raz pierwszy talenty Jana Pietrzaka i Jonasza Kofty. W niektórych był nawet siłą sprawczą, wtedy na przykład, kiedy będąc kierownikiem literackim zespołu filmowego „Kadr” namówił Jerzego Kawalerowicza do tego, aby pozwolił Juliuszowi Machulskiemu wyreżyserować jego scenariusz. W ten sposób, od filmu „Vabank” zaczęła się jedna z najbardziej błyskotliwych karier reżyserskich.</p>
<p>Wieczorkowski nie oszczędza w swojej książce środowiska literackiego, głównie ZLP, którego przez wiele lat był członkiem. Szczególnie boleśnie przeżył okres Marca &#8217;68. Wiele lat swojej działalności poświecił AJW Polskiemu Radiu, gdzie nie tylko był felietonistą, ale również funkcyjnym, jako kierownik działu publicystyki kulturalnej. No, a potem bogata działalność opozycyjna, gdzie AJW był przewodniczącym Rady Głównej podziemnego SDP, a także publicystą podziemnego wydawnictwa „Most” (Jan Omłot i Karol Sękota). A po roku 1989? Jak pisze sam Wieczorkowski;</p>
<p><em>„W końcu znalazłem się w wielkim gronie ludzi wolnych, a zatem nikomu niepotrzebnych”&#8230;</em></p>
<p>Książka Aleksandra J. Wieczorkowskiego nie jest jednak gorzka, ponura, nie jest również żadnym rozliczeniem się z przeszłością, wrogami, czy nieprzyjaciółmi. Jest zapisem życia polskiego inteligenta i życia polskiej inteligencji twórczej, tej, która podobnie jak autor, potrafiła, w większości, przejść przez PRL „nieumoczona”. Nawet, jeżeli, jak autor, popełniała błędy.</p>
<p>Na okładce możemy przeczytać dwu zdaniowe podsumowanie, które może kiedyś (oby jak najpóźniej!) być wyryte na nagrobku autora;</p>
<p><em><strong>„Niczego partii nie zawdzięczam, prócz samowiedzy, że popełniłem błąd życia. Niczego też nie zawdzięczam opozycji, prócz świadomości, że w godzinie prawdy stanąłem po właściwej stronie”.</strong></em></p>
<p><em> </em></p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2009/07/26/3047/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Presley i Jackson</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2009/06/26/presley-i-jackson/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2009/06/26/presley-i-jackson/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 26 Jun 2009 15:33:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Media]]></category>
		<category><![CDATA[Music]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.azraelk.eu/?p=2932</guid>
		<description><![CDATA[“Nie będę płakał po Michaelu Jacksonie”, żeby nawiązać do pewnego znanego powiedzenia, ponieważ nie była to moja muzyka, ani moje poetyka przeżywania. Czego innego słuchałem w czasach jego świetności, czego innego słucham teraz, kiedy na topie są gwiazdeczki typu Britney, czy lady Gaga (?). Chciałby zwrócić uwagę tylko na kilka drobnych, a może ważnych, socjologicznie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://img297.imageshack.us/img297/4908/globus6qg.jpg" alt="" width="60" height="60" /></p>
<p>“Nie będę płakał po Michaelu Jacksonie”, żeby nawiązać do pewnego znanego powiedzenia, ponieważ nie była to moja muzyka, ani moje poetyka przeżywania. Czego innego słuchałem w czasach jego świetności, czego innego słucham teraz, kiedy na topie są gwiazdeczki typu Britney, czy lady Gaga (?). Chciałby zwrócić uwagę tylko na kilka drobnych, a może ważnych, socjologicznie spraw;</p>
<p>Dziwna i wymowna jest zbieżność losów MJ i Elvisa Presley’a. Obydwaj z biednych rodzin, obydwaj z rodzin nie do końca normalnych (matka Presley’a była alkoholiczką, ojciec Jacksona oskarżany był o przemoc i kazirodztwo), obaj nie mieli poukładanego życia. Zmarli młodo, przyczyną pośrednią albo i bezpośrednią było uzależnienie od lekarstw.</p>
<p>Obaj nie stworzyli stylu muzycznego, który zapewnił im nieśmiertelność (Presley – rock and roll, Jackson – soul), obaj też skończyli karierę jako przedstawiciele popu. Jednak to oni będą, na wsze czasy postrzegani jako królowie muzyki. To dzięki Presley’owi rock and roll wyszedł z małych rozgłośni, a Jackson wyprowadził murzyńską muzykę z wytwórni Motown Records. No, i połączyła ich przecież Marie Lisa, córka Elvisa…</p>
<p>Jednak chyba najważniejsza i najtragiczniejsza zbieżność losów tych dwóch muzyków i piosenkarzy, genialnych w tym, co robili, było to, że obaj się wznieśli na wyżyny muzyczne i uwielbienia, aby następnie z nich się zsuwać w dół, aż do zatracenie i symbolicznej śmierci. Odcięci od świata realnego, praktycznie pozbawieni wsparcia (choć relacje MJ z niektórymi członkami rodziny nie były najgorsze), w sumie infantylni i naiwni.</p>
<p>Jednak rola kulturowa Jacksona jest nieporównanie większa. Był artystą multietnicznym, pierwszym czarnym muzykiem gatunku popularnego, który przełamał bariery, co zauważył już dawno Quincy Johns (który jest bezspornie współtwórcą jego sukcesów). Nie był tylko muzykiem czarnym, ale robił wszystko, nie tylko w przenośni, aby stać się białym. I to białą kobietą, ponieważ jego wzorcem była… Diana Ross.</p>
<p>Jackson, genialny muzyk był całkowicie bezradny wobec mechanizmu show biznesu. Dzięki niemu zrobił karierę, on go przemodelował gruntownie, zabił jego tożsamość i zniszczył. I jego talent również. To on potrafił pierwszy wykorzystać telewizję i potrafił się wykorzystać klip muzyczny. To co zostało z Jacksona w ostatnich 15 latach, było już tylko jego odbiciem. Została tylko jego muzyka, która już jest dawno kanonem, mającym wpływ na wiele innych gatunków muzyki.</p>
<p>Ale jego osoba będzie stawiana w kulturze i historii murzyńskiej emancypacji obok pastora Martina Luthera Kinga, Malcolma X, Muhammada Ali…</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2009/06/26/presley-i-jackson/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zapiski zza Atlantyku &#8211; 26 kwietnia</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2009/04/26/zapiski-zza-atlantyku-26-kwietnia/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2009/04/26/zapiski-zza-atlantyku-26-kwietnia/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 26 Apr 2009 13:12:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Zza Atlantyku]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://azraelk.wordpress.com/?p=2653</guid>
		<description><![CDATA[Dlaczego uważa się nas za antysemitów? W The New York Times ukazał się artykuł pt. „Polska w poszukiwaniu własnej duszy”. Ciekawy tytuł, ciekawy temat. Artykuł porusza kwestie polsko-żydowską. Autor artykułu na podstawie filmu pt. „Opór” spróbował przedstawić relacje pomiędzy Polakami, a osobami wyznania żydowskiego. Film ten opowiada historie braci Bielski, którzy w lasach na Białorusi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/aniol_jest_kobieta.jpg" alt="" width="60" height="59" /></p>
<h2><span style="color:#000080;">Dlaczego uważa się nas za antysemitów?</span></h2>
<p>W The New York Times ukazał się artykuł pt. „Polska w poszukiwaniu własnej duszy”. Ciekawy tytuł, ciekawy temat. Artykuł porusza kwestie polsko-żydowską.  Autor artykułu na podstawie filmu pt. „Opór” spróbował przedstawić relacje pomiędzy Polakami, a osobami wyznania żydowskiego. Film ten opowiada historie braci Bielski, którzy w lasach na Białorusi walczyli przeciwko Nazistom. Michael Kimmelman, autor tego artykułu, podszedł do to tematu inaczej niż myślałam. Zazwyczaj jest to bezlitosna krytyka Polaków. Natomiast, Michael Kimmelman, skoncentrował się nie na tym jak Amerykanie odebrali ten film, ale na tym jak my Polacy go odebraliśmy. Kimmelman wspomniał Gazetę Wyborczą, która w recenzji filmu poddała pod dyskusję finansowe motywy braci Bielskich oraz uznała film i publikacje książki jako niezgodną z faktami. Autor podkreślił, że film zniknął z polskich kin bardzo szybko, a Polscy krytycy zastanawiali się kiedy to wreszcie Hollywoodzcy producenci pokażą Polskich partyzantów jako bohaterów,  a Polaków nie jako antysemitów?</p>
<p>Hollywood nie jest zainteresowany Polskimi partyzantami. Sprawa polska jest mało znana. Ameryka jest obsesyjna jeśli chodzi o mord na społeczności żydowskiej. Problem jest w tym, że filmy zrobione przez Hollywood to filmy ukazujące Polaków jako tych,  którzy stali obojętnie, kiedy miliony ludzi było mordowanych.</p>
<p>Czy my Polacy musimy czekać na Hollywood, aby zrobić film o tym kim byli Polacy podczas Drugiej Wojny Światowej? Wajda zrobił film o Katyniu. Ale film nie był wystarczająco dobry, nie przedstawił tego tematu w taki sposób aby osoba, która tym tematem nie żyje i nie oddycha, miała możliwość go zrozumienia. To jest w naszym interesie, aby zrobić film ważny dla Polaków, aby inni mogli go zrozumieć i zobaczyć co się działo w Polsce.  Polański w „Pianiście” to zrobił. Pokazał zło i dobro u Niemców, Polaków oraz Żydów. Granica pomiędzy dobrem i złem jest elastyczna. Dobrze by było spojrzeć  na temat Polacy – Żydzi z boku i postarać się zrozumieć ta druga stronę. Jak mam wytłumaczyć Amerykanom, że my Polacy tez byliśmy ofiarami wojny, czy sytuacji politycznej? W jaki sposób mam im wytłumaczyć, że miliony Polaków poniosło śmierć, kiedy na ekranie TV Polak to antysemita? Mogę mówić o początku wojny, obozach, powstaniu, Katyniu, ale czy cokolwiek może być porównane z tym co działo się w getcie żydowskim oraz fakt, że tylko bycie Żydem oznaczało śmierć?<span id="more-2653"></span></p>
<p>Jeżeli chcemy pokazać światu nasza stronę, to musimy to zrobić sami. I zrobić to tak aby świat chciał to obejrzeć. Jeżeli będziemy czekali na Hollywood aby zrobił film uczciwie pokazujący sprawę polska, to nigdy się nie doczekamy. Co prawda, w USA ukazał się film, zrobiony przez telewizje CBC w kooperacji z telewizja polska, o Irenie Sendler, która uratowała około 2,500 Żydów. Ale jest to ponownie film, nie o sprawie polskiej, ale żydowskiej. Fakt, film ten może nam pomoc . W końcu pokaże, że Polacy to nie tylko ci, którzy chcieli aby społeczność żydowską była wymordowana, ale to również ludzie, którzy pod karą śmierci ratowali i pomagali. Jednakże tego samego tygodnia telewizja wyemitowała „The Schindler’s List”.</p>
<p>Autor artykułu w The New York Times zacytował również wypowiedzi przedstawicieli społeczności żydowskiej zamieszkujących w Polsce i czynnie biorących udział w relacjach polsko żydowskich. Jednym z nich był Jerzy Halbersztadt, dyrektor Muzeum Historii Polsko-Żydowskiej w Warszawie. Halbersztadt powiedział, że antysemityzm nadal istnieje wśród Polaków. W innej formie, ale nadal istnieje. Michał Bilewicz, psycholog, żydowskiego pochodzenia dodał, że wśród młodych Polaków jako taki antysemityzm nie istnieje, młodzi Polacy są otwarci na dialog dotyczący historii polsko-żydowskiej. Podkreślił jednak, że antysemityzm jest nadal istotny wśród społeczności starszej. Wspomniał reakcje Polaków na kontrowersyjne książki Grossa „Strach” oraz „Sąsiedzi” jako przykład, że Polacy nie są gotowi do akceptacji faktu, że byli tacy, którzy przyczynili się do mordu na społeczności żydowskiej. Według niego publikacja tych książek zmusiła Polaków do dialogu, że podczas wojny byli Polacy, którzy byli tak samo źli i okrutni jak naziści. Polska mentalność w tym kierunku uległa dużej zmianie, coraz to więcej Polaków jest  gotowa aby otwarcie rozmawiać na ten temat. Autor opisuje nasza sytuacje podczas II Wojny Światowej w sposób bardzo uczciwy i obiektywny, zwracając uwagę nie tylko na to co naziści zrobili z Polska, ale rownież na traktowanie Polaków przez Rosjan oraz wpływ Rosjan na relację polsko-żydowską.</p>
<p>Nam Polakom jest trudno zaakceptować, że niektórzy z nas byli po stronie zła. Jest trudno przyznać się i zaakceptować, że nietolerancja w stosunku do społeczności żydowskiej istniała, i że nadal istnieje. A jednak byli Polacy, którzy przechodzili obojętnie obok tragedii milionów ludzi. I akceptacja tego faktu nie odbiera niczego Polakom. Dla każdego narodu jest konieczne aby uczciwie podchodzić do prawdy. Nie jesteśmy Turcją, która dokonała mordu na społeczności armeńskiej, i która nie chce się do tego przyznać aż do dziś, a każdy kto o tym mówi jest traktowany jako zdrajca narodu i wieziony przez lata. Ilu pisarzy zostało zaaresztowanych ponieważ o tym pisało?</p>
<p>Czy jesteśmy w stanie mówić otwarcie o pewnych sytuacjach bez emocji, gniewu, krzyku czy obrażania się? Pamiętam co się działo kiedy Polska była tylko wspomniana jak jeden z krajów, który pozwalał na ładowanie samolotów amerykańskich z więźniami politycznymi .</p>
<p><strong><em>Wigg</em></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2009/04/26/zapiski-zza-atlantyku-26-kwietnia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jan Paweł II jako artefakt</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2009/04/02/jan-pawel-ii-jako-artefakt/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2009/04/02/jan-pawel-ii-jako-artefakt/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 02 Apr 2009 13:17:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://azraelk.wordpress.com/?p=2604</guid>
		<description><![CDATA[Dziś mija czwarta rocznica śmierci Jana Pawła II, jak poprzednie hucznie obchodzona, głównie w mediach. Redaktorzy Tomasz Terlikowski i Artur Górski przemieszczają się z redakcji do redakcji, racząc nas swoimi przemyśleniami, Katarzyna Kolenda-Zaleska nabożnie wpatrzona w twarz kardynała Dziwisza, tylko muzyka i reklamy są stałym elementem programu. Jednak rocznicowa szopka ma w tym roku wymiar [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://img74.imageshack.us/img74/3676/kosciol3nx.jpg" alt="" width="55" height="72" /></p>
<p>Dziś mija czwarta rocznica śmierci Jana Pawła II, jak poprzednie hucznie obchodzona, głównie w mediach. Redaktorzy Tomasz Terlikowski i Artur Górski przemieszczają się z redakcji do redakcji, racząc nas swoimi przemyśleniami, Katarzyna Kolenda-Zaleska nabożnie wpatrzona w twarz kardynała Dziwisza, tylko muzyka i reklamy są stałym elementem programu.</p>
<p>Jednak rocznicowa szopka ma w tym roku wymiar umiarkowany, jakby przycięty do nieokrągłej daty, telewizje i radio, łącznie z niezawodną w egzaltacji, w tego rodzaju sytuacjach TVN24 zachowują zdrowy umiar. Oczywiście są tradycyjne zdjęcia z pod okna w Krakowie (choć to już nie to okno…), wspominki dziennikarzy. Ale nie ma już nawoływania do „santo subito”, pytań – kiedy święty i dlaczego tak późno, wręcz tu i ówdzie pojawiają informacje, że te okrzyki, szczególnie w mediach, mogły być niestosowne. Mnie najbardziej cieszy, co usłyszałem z ust kardynała Stanisława Dziwisza, że ostatecznie zarzucono barbarzyński pomysł poćwiartowania ciała Karola Wojtyły i rozwiezienia go po całym świecie, w formie relikwii&#8230;</p>
<p>Internet za to został zalany mniej, częściej bardziej bzdurnymi „świadectwami nawróceń”, wspomnieniami egzaltowanych czterdziestek, czy pięćdziesiątek, o nawróceniach i radości albo smutku w dniu śmierci papieża. WEB 2.0 pozwala na interakcję nawet z ludźmi zza światów – ale niestety – również na grafomanię i wywnętrzanie się z idiotycznych, prywatnych „przeżyć”, które z latami są ubarwiane i coraz bardziej uduchowione.</p>
<p>Po śmierci 2 kwietnia 2005 roku, o godzinie 21.37 z Jana Pawła II zaczęto robić już nie tylko gwiazdę, ale mega gwiazdę i symbol kultu. Kultu, który się rozwija w Polsce bez przeszkód. Pod postacią kremówek i świętej wody z fontanny w Wadowicach, zasilanej z miejskiego wodociągu. W ubiegłym roku w internecie spotkałem nawet „świadectwo” nawrócenia z przekazu telewizyjnego.</p>
<p><span id="more-2604"></span>Co zostało w polskim społeczeństwie z myśli i sugestii Jana Pawła II? Odpowiedź jest dość prosta – i jednocześnie skomplikowana – dużo i nic. Dużo w sferze otoczki, zupełnie mało w sferze ducha i wartości. Już nie mówi się o pokoleniu JP II, a jeżeli tak, to w kontekście zawodu. To sformułowanie, określenie, które miało generalizować pewne postawy życiowe, społeczne, intelektualne całej generacji ludzi młodych, odeszło już w niebyt. Nie ma czegoś takiego, jak wspólna grupa ludzi młodych, która aksjologicznie odwołuje się myśli i pism Jana Pawła II. Nawet środowiska silnie odwołujące się do wartości głoszonych przez Kościół Katolicki, takie jak Fronda, Ruch Światło-Życie, Duszpasterstwo Akademickie, już nie mówią o pełnej wspólnocie duchowej z myślą JPII. Przyswojenie jego spuścizny, czyli głównie encyklik, a nie wygodnych i z manipulowanych, wyrywkowych cytatów – przekracza chęci i zdolności intelektualne większości „adoratorów” Jana Pawła II. Wbrew panującym opiniom, nie są one wcale trudne i hermetyczne, niektóre wprawdzie straciły mocno na aktualności, tak jak Sollicitudo Rei Socialis, inne są poświęcone sprawom czysto religijnym i skierowane wewnątrz Kościoła (Ecclesia de Eucharistia), ale  warte są przeczytania.</p>
<p>Jan Paweł II  nie został twórcą, przewodnikiem pokolenia. Za to wokół jego spuścizny  kręci się wielka rzeszy różnego „specjalistów” i pseudonaukowców, dla których jest tworzywem.</p>
<p>Polski papież sam, trzeba to wyraźnie powiedzieć, stworzył swój własny kult , z czego zresztą zdawał sobie pod koniec życia sprawę, ale był zbyt słaby, aby się temu przeciwstawić. Tworząc ten kult, nie wiedział, że przyjmie on w Polsce aż takie rozmiary, będzie aż tak świątkowy, tandetny i merkantylny, że będzie on i jego słowa zabiegiem aż takich manipulacji.</p>
<p>Polska jak długa i szeroka ocieka imieniem Jana Pawła II. Na ustach ludzi, w tym polityków, którzy nauczeni kilku – kilkunastu cytatów, potrafią je w odpowiednim momencie przytoczyć i zastosować. Jan Paweł jest wszędzie. Pomników  rozstawionych po całym kraju jest już ponad 450, więcej niż Polanie mieli posągów Światowita. Ulic i placów jest ponoć 310, a szkół jego imienia  – prawie 400!  Wydano ponad 1200 książek, książeczek i albumów o Janie Pawle II i jego pontyfikacie. Rośnie ilość relikwii po Janie Pawle II – ilość strzępów po jego sutannie pozwoliłaby na stworzenie dywanu w katedrze. Powstała odrębna dziedzina pamiętnikarstwa, zajmująca się produkcją, dystrybucją pamiątek i gadżetów związanych z papieżem – tak zwanych papaliów. I w związku z tym mamy papafilię. Powstało nawet Stowarzyszenia Kolekcjonerów Pamiątek Pontyfikatu Jana Pawła II, działające w Rejowcu Fabrycznym.</p>
<p>Kult papieża jest wszechobecny,  tylko nie ma on nic wspólnego z religią i duchowością. I tak Jan Paweł II stał mniej wartością ducha, a bardziej artefaktem. I elementem popkultury, o czym mogliśmy przekonać się kilka dnia temu, oglądając nowy &#8222;format&#8221; w telewizji publicznej, pod tytułem „Wielki test z historii. Karol Wojtyła &#8211; Jan Paweł II”.</p>
<p>Kościół Katolicki w Polsce nie panuje nad tym kultem i nad nadużywaniem postaci Jana Pawła II. Podejrzewam nawet, że ten stan jest mu w jakiś sposób na rękę, że cała ta otoczka jest dla niego pewną protezą, przez którą wiąże ludzi z Kościołem. Polski katolicyzm miał zawsze oblicze ludowe,świątkowe i ikonograficzne.</p>
<p>Tylko, że nasuwa się taka myśl; Wszyscy się burzą, kiedy muzułmanie podnoszą gwałtowne protesty, w związku z publikacjami karykatur Mahometa. A zdjęcie Jana Pawła II na otwieraczu do piwa, czy zapalniczce jakoś nie przeszkadza…</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2009/04/02/jan-pawel-ii-jako-artefakt/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zapiski zza Atlantyku &#8211; 27 lutego</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2009/02/27/zapiski-zza-atlantyku-27-lutego/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2009/02/27/zapiski-zza-atlantyku-27-lutego/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Feb 2009 07:52:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[Zza Atlantyku]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://azraelk.wordpress.com/?p=2435</guid>
		<description><![CDATA[Film zagraniczny, a Amerykanie Noc rozdania nagród Akademii Filmowej, Oskarów, w tym roku była inna, inna sala, atmosfera bardziej kameralna,widoczny brak sponsorów i taki sobie Hugh Jackman jako prezenter. Jedna z nagradzanych kategorii to film zagraniczny. Ale Amerykanie nie zwracają uwagi na ta kategorie, bo przecież nie jest po angielsku, trzeba przeczytać napisy i zwracać [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2><img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/aniol_jest_kobieta.jpg" alt="" width="60" height="59" /></h2>
<h2><span style="color:#333399;">Film zagraniczny, a Amerykanie </span></h2>
<p><span style="color:#333399;"><br />
</span></p>
<p>Noc rozdania nagród Akademii Filmowej, Oskarów, w tym roku była inna, inna sala, atmosfera bardziej kameralna,widoczny brak sponsorów i taki sobie Hugh Jackman jako prezenter. Jedna z nagradzanych kategorii to film zagraniczny. Ale Amerykanie nie zwracają uwagi na ta kategorie, bo przecież nie jest po angielsku, trzeba przeczytać napisy i zwracać uwagę na to, co się dzieje aby się nie pogubić. Filmy z Europy, czy innego kontynentu,dla przeciętnego Amerykanina, są zbyt skomplikowane.</p>
<p>Filmy zagraniczne są pokazywane w małych kinach, zazwyczaj niezależnych, lub są od razu wydawane na DVD, z co najmniej rocznym opóźnieniem. „Katyń” Andrzeja Wajdy, który był nominowany do Oskara w zeszłym roku w kategorii filmów zagranicznych, dopiero pojawił się na DVD. „Katyń”, film ważny, ale nie szczególnie dobrze zrobiony, aby mógł być zrozumiany przez widza, który nie jest Polakiem. Powinien być obejrzany, szczególnie przez Amerykanów, którzy bardzo często mają obraz Polaka oraz Polski zdeformowany poprzez filmy często niezgodne z prawda.</p>
<p><span id="more-2435"></span>New York Times w przeddzień rozdania Oskarów poświecił obszerny artykuł na temat filmu „Katyń”. W Chicago odbył się krótki festiwal filmów Andrzeja Wajdy, a dziennikarze opisując twórczość Wajdy również dyskutowali na temat sytuacji Polski.Wielu z nich uważa, że filmy Wajdy są odzwierciedleniem rzeczywistości w Polsce. I to samo w sobie jest ważnym wydarzeniem. Często Polonia buntuje się, że gazety amerykańskie podają błędne informacje na temat obozów koncentracyjnych, czy w jaki sposób Polacy zostali przedstawieni w dużych produkcjach filmowych. Ale z tym trudno jest walczyć, nie mamy nad tym żadnej kontroli. Co przeciętnego Amerykanina obchodzi nasz protest kiedy on zobaczył film i uważa, ze jesteśmy antysemitami. Dla Amerykanów II Wojna Światowa to tylko Holokaust, jeśli chodzi o Europę, a Polak to antysemita, który pomagał Niemcom. Antysemityzm nadal jest głęboko zakorzeniony w mentalności nie tylko Polaków, ale i samych Amerykanów.Wytłumaczenie Amerykanom tego co wydarzyło się w Polsce podczas II Wojny Światowej jest rzeczą często bardzo trudną.</p>
<p>Poprzez filmy typu „Katyń” Polacy mają możliwość przedstawienia faktów historycznych, które w postaci obrazów tragedii mogą wzbudzić w nich przynajmniej zainteresowanie sprawa Polski. Temat Katynia został wcześniej poruszony w kinie, w filmie „Enigma” zrobionym przez Brytyjczyków. Film ten cieszył się ogromną popularnością w USA. Był oparty na książce cieszącego się ogromna popularnością Roberta Harrissa. Film koncentruje się na poszukiwaniu zdrajcy, który miał dostęp to tajnych informacji. To Brytyjscy naukowcy a nie matematycy z Polski byli wyłącznie tymi, którzy przyczynili się do złamania kodu Enigma. Najgorsze jest jednak to, ze owym zdrajcą jest właśnie Polak. Brat zamordowanego w lasach Katyńskich oficera polskiego.</p>
<p>I to jest dokładnie to, co większość Amerykanów wie na temat Katynia.</p>
<p>W 1943 roku kiedy naziści podali informacje na temat morderstw dokonanych na oficerach polskich przez Rosjan, prezydent Roosevelt wyznaczył George Earle&#8217;a, pełniącego funkcje emisariusza na Bałkanach, aby zebrał informacje na temat Katynia. Earle wykorzystując kontakty w Bułgarii i Rumunii sporządził dokładny raport, którego rezultaty wskazywały na to, że to Rosjanie a nie naziści byli odpowiedzialni za wymordowanie polskich żołnierzy. FDR odrzucił konkluzje Earle&#8217;a, twierdząc, że jest to niemożliwe. Sprawa została wyciszona, a raport schowany. Kiedy Earle poprosił prezydenta o opublikowanie raportu, FDR dał mu pisemny rozkaz zabraniający owej publikacji. Dodatkowo, Earle został wysłany poza teren USA. W 1945 roku jeden z oficerów amerykańskich przetrzymywanych w obozach w Niemczech, John H. Van Vliet,po powrocie to Waszyngtonu, napisał raport na temat Katynia. Clayton Bissel, wysokiej rangi oficer, któremu ten raport został przedstawiony, również go odrzucił i nie pozwolił na publikacje. Sześc lat później, Bissel, który zeznawał na ten temat przed Kongresem tłumaczył się, że musiał to zrobić, gdyż było to w interesie USA. Podczas zimnej wojny, dziennikarze amerykańscy utworzyli komitet, którego celem było przeprowadzenie śledztwa w sprawie Katynia. Ale i to zostało zaprzestane. Dopiero podczas wojny w Korei kiedy dotarły wieści w jaki sposób komuniści rozstrzeliwali żołnierzy amerykańskich, Kongres stwierdził, ze Korea była odbiciem tego, co wydarzyło się w Katyniu”. We wrześniu 1951 roku, Kongres utworzył komisję zwaną Komisją Maddena, aby ta zebrała fakty na temat Katynia. Komisja wysłuchała 81 świadków, sprawdziła 183 dowodów rzeczowych i przeprowadziła ponad 100 zeznań pod przysięga. Wynik &#8211; Polska została zdradzona przez Związek Radziecki i to Rosjanie są tymi, którzy dokonali zabójstw na polskich oficerach. Jakkolwiek sytuacja polityczna nie pozwoliła na ujawnienie tych informacji, śmierć Stalina, zakończenie wojny w Korei oraz pragnienie Ameryki do polepszenia stosunków amerykańsko-rosyjskich spowodowało, że sprawa ponownie została wyciszona.</p>
<p>Dlatego też ważne jest, aby filmy typu „Katyń”, czy „Człowiek z marmuru”, czy jakikolwiek inny film zrobiony przez Polaków i ukazujący sprawy polskie, był pokazywany w USA. Amerykanie z braku wiedzy, niedouczenia, oraz fałszywie przedstawionych faktów w tv, maja swój obraz Polaka. Film może być właśnie tym, co zmieni ich sposób myślenia lub przynajmniej zachęci do poszukania informacji.</p>
<p><em><strong>Wigg</strong></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2009/02/27/zapiski-zza-atlantyku-27-lutego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kilka słów o śmierci i moralności</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2008/11/02/kilka-slow-o-smierci-i-moralnosci/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2008/11/02/kilka-slow-o-smierci-i-moralnosci/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 02 Nov 2008 11:05:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Etyka]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://azraelk.wordpress.com/?p=1994</guid>
		<description><![CDATA[Śmierć jest obecna w naszym życiu, otacza nas zewsząd. Wciska się do naszego życia w każdej chwili, jest w literaturze, filmie, przekazie medialnym. Stwierdzenia o cywilizacji śmierci mają coś na rzeczy. Nie chodzi mi tu jednak o tak chętnie powielane stereotypy o prymacie ideologii &#8222;cywilizacji śmierci&#8221; w życiu społecznym i przeciwstawianiu jej katolicyzmu &#8211; lecz [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" width="60" height="58" /></p>
<p>Śmierć jest obecna w naszym życiu, otacza nas zewsząd. Wciska się do naszego życia w każdej chwili, jest w literaturze, filmie, przekazie medialnym. Stwierdzenia o cywilizacji śmierci mają coś na rzeczy. Nie chodzi mi tu jednak o tak chętnie powielane stereotypy o prymacie ideologii &#8222;cywilizacji śmierci&#8221; w życiu społecznym i przeciwstawianiu jej katolicyzmu &#8211; lecz o banalności śmierci, jaką chce się nam przekazać. A śmierć, niezależnie od tego, czy człowiek jest wierzący, czy nie &#8211; jest problemem osobistym, z którym każdy musi się uporać. I im wcześniej będzie wstanie się z nią rozprawić &#8211; tym spokojniej stanie w jej obliczu.</p>
<p>Do śmierci należy podejść racjonalnie. Poznanie mechanizmów życia człowieka i tego, co go czeka po śmierci, pozwala na uporanie się z lękiem przed nią. Dopiero, kiedy nasza świadomość pozwoli nam na pogodzenie się z jej nieuchronnością &#8211; a jednocześnie z kruchością życia ludzkiego &#8211; dopiero wtedy zrozumiemy, że jest ona na stałe wpisana w naturę ludzką.</p>
<p><span id="more-1994"></span></p>
<p>Śmierć nie może być tabu &#8211; nie może też być fetyszem, ani też osnową życia. Kultura społeczna jest zorientowana na życie, na rozwój, na dążenie człowieka do szczęścia. Inaczej to szczęście może być pojmowane przez ludzi wierzących, inaczej przez ateistów &#8211; ale zawsze to powinno być celem życia. Nie oznacza to jednak, że powinniśmy ludzi, stojących w obliczu śmierci, własnej, bliskich, znajomych, odsuwać poza nawias społeczeństwa, odsuwać od siebie. To może wywołać negatywne emocje, które nie pozwolą nam i ludziom stojącym w obliczu śmierci zachowywać się godnie.</p>
<p>Każdy powinien się przygotować mentalnie sam do śmierci, szczególnie w przypadkach, kiedy zdajemy sobie sprawę, że jest ona blisko, kiedy muska nas, lub naszych bliskich. Przygotowanie do śmierci jest ważniejsze, niż wspominanie tych, którzy odeszli. Jeżeli chcemy celebrować śmierć innych, pamięć o zmarłych, jeżeli to przynosi ukojenie &#8211; to powinniśmy to robić. Nie powinniśmy jednak z tego robić sztucznego ceremoniału.</p>
<p>W &#8222;Dzienniku&#8221; ukazał się wywiad ze Zbigniewem Religą, w którym profesor przyznaje, że jako ateista i lekarz utwierdził się w przekonaniu, że Boga nie ma. Swój pogląd ukształtował na podstawie swoich własnych przemyśleń i, co nie jest powiedziane wprost w wywiadzie, stałego obcowania ze śmiercią.</p>
<p>Religa stoi w obliczu śmierci. Być może choroba nowotworowa, na którą cierpi, cofnie się, i profesor będzie jeszcze żył przez lata (ma obecnie 69 lat), ale znajomość medycyny &#8211; a jeszcze bardziej samoświadomość pozwala mu spokojne spojrzenie śmierci, jako rzeczy nieuchronnej.</p>
<p>Wywiad, który mógłby być ciekawym dyskursem filozoficznym, zostaje spłaszczony przez adeptki dziennikarstwa do prostych, naiwnych pytań. Panie nie są wstanie zrozumieć, że człowiek to przede wszystkim umysł i ten zdrowy umysł potrafi przewalczyć stereotypy katolickie o tym &#8222;co jest po śmierci&#8221;. Prosta prawda, że śmierć można sobie wyobrazić jako niekończący się sen, jest dal nich niepojęta.<br />
Religa wspomina, że kieruje się również zapisami chrześcijańskiego dekalogu, co wzbudziło w komentarzach, które przeczytałem w internecie, dość duże wzburzenie. Jak to jest możliwe, że ateista przyznaje się do dekalogu, będąc niewierzącym?! A gdzie podporządkowanie się jego zapisom, szczególnie pierwszym trzem przykazaniom?!</p>
<p>Muszę powiedzieć, że opinia profesora również mnie zbulwersowała. Uważam, że ateista nie powinien się powoływać na dekalog, w takiej formie, jak jest on powszechnie znany. Ten dekalog, to dekalog katolicki, katechetyczny, spłaszczony i przedstawiony tak, aby można się go było nauczyć na pamięć. Dlatego wolałbym, aby profesor w tekście wyraźnie postawił przy słowie dekalog cudzysłów.<br />
Jeżeli ateista mówi, że przestrzega norm &#8222;dekalogu&#8221;, to powinien również zaznaczyć, że odrzuca a priori moralność chrześcijańską, a swoje wartości moralne wysnuwa z innych źródeł &#8211; przede wszystkim z własnego rozumu, a także z doświadczeń społeczeństwa. Co nie wyklucza sięgania do źródeł chrześcijaństwa.</p>
<p>Świadomy człowiek odrzuca Boga, właśnie dlatego, że ogranicza on poczucie własnej drogi poszukiwania prawdy i wartości moralnych. Religia, uprawiana przez wierzących, zagraża rozwojowi społecznemu, nauce, oddziaływa destrukcyjnie na rozwój społeczeństwa.</p>
<p>Jeszcze większe znaczenie ma świadomość ateisty swoich czynów i ich znaczenia dla otoczenia, dla bliskich. To od nich zależy, i tylko od nich, jak ich czyny będą wpływać na innych ludzi. To daje właśnie siłę, taką siłę, jaką ma Zbigniew Religa, żeby w obliczu śmierci prowadzić aktywne życie i walczyć do końca.</p>
<p>Źródłem ładu moralnego nie jest tylko Bóg, lecz człowiek, jego życie, dokonania, spisane w formie doświadczeń całych społeczeństw.  Ład moralny można znaleźć w sobie, w nauce, w filozofii. Indyferentny moralnie może być każdy &#8211; nawet głęboko deklarujący wiarę katolik.</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2008/11/02/kilka-slow-o-smierci-i-moralnosci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rytualne tańce wokół ustawy medialnej</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2008/04/14/rytualne-tance-wokol-ustawy-medialnej/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2008/04/14/rytualne-tance-wokol-ustawy-medialnej/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Apr 2008 16:48:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Media]]></category>
		<category><![CDATA[Platforma]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Radio]]></category>
		<category><![CDATA[Telewizja]]></category>
		<category><![CDATA[etyka dziennikarska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://azraelk.wordpress.com/?p=1458</guid>
		<description><![CDATA[Na polityce i medycynie znamy się wszyscy. Na piłce nożnej też, na tym, co jest dobre w kulturze – też. Doda jest zła, bo wulgarna, choć ma 156 IQ i wie, co chce osiągnąć, a Chopin jest dobry, bo nasz. Ale czym się różni nokturn od mazurka i kaprysu – już pewnie nie wiemy. Publicystyka [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://img83.imageshack.us/img83/8410/gazeta5mp.jpg" alt="" width="60" height="78" /></p>
<p>Na polityce i medycynie znamy się wszyscy. Na piłce nożnej też, na tym, co jest dobre w kulturze – też. Doda jest zła, bo wulgarna, choć ma 156 IQ i wie, co chce osiągnąć, a Chopin jest dobry, bo nasz. Ale czym się różni nokturn od mazurka i kaprysu – już pewnie nie wiemy. Publicystyka polityczna tez jest nam bliska – szczególnie ta odpowiadająca naszym poglądom politycznym. No to jak się na tylu sprawach znamy – to i na mediach też&#8230;</p>
<p>Platforma Obywatelska wzięła się za te media. Nie tak, jak bym chciał – ale chyba w tej sytuacji prawnej – oraz układu parlamentarnej – nie ma innej metody.</p>
<p>Właśnie została znowelizowana ustawa medialna, przeszła przez Senat, jeszcze tylko raz do Sejmu, oczywiście veto Lecha Kaczyńskiego i ugoda z SLD – i jazda. Można po Urbańskim i Czabańskim posprzątać, a także po innych popisowskich popaprańcach.</p>
<p>Ustawa zbiera KRRiT prawa przyznawania koncesji i oddaje je w ręce Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Członkowie KRRiT (będzie ich siedmiu – trzech delegowanych przez Sejm, dwóch z nominacji Senatu i dwóch będzie wyznaczał prezydent) będą zarabiać mniej. Nominanci będą musieli się wykazać poparciem organizacji samorządu dziennikarskiego – lub stowarzyszeń twórczych.<br />
KRRiT będzie organizować konkursy na członków rad nadzorczych i zarządów mediów publicznych i sprawować funkcje kontrolne. Na szczęście nie udzielono prerogatyw dla ministra skarbu ingerencji w działalność zarządów i nominacje w spółkach TVP i PR.<br />
Tak – wiem, że nie tak miało być, nie o to chodziło. I nie jestem z tego zadowolony, ponieważ to rodzi znów podejrzenia o próbach wasalizacji politycznej mediów. Dlatego – będę oczekiwał, że Platforma podejmie działania, nie tylko hasłowe, jak w sprawie abonamentu – faktycznego uzdrowienie mediów. Ale nie tak, jak by sobie życzyli tego zainteresowani – czyli ci, którzy z reguły dzięki tym mediom dobrze żyją.</p>
<p>Tak zwane „środowiska” muszą sobie trochę ponarzekać i trochę pokazać, jak im zależy na „niezależności” mediów, na ich „misji” oraz „opiece nad kulturą wyższą”.</p>
<p><span id="more-1458"></span></p>
<p>Przykładem tego jest artykuł redaktora<strong> <span style="color:#ff6600;">Krzysztofa Kłopotowskiego</span></strong>, z programu TVP Kultura, specjalisty od programów nocnych, dla lunatyków i zombie, zamieszczony na jego blogu. Ten pełen zadęcia i bogoojczyźnianego patosu wpis, pod tytułem<strong><a href="http://klopotowski.salon24.pl/70041,index.html" target="_blank"> „Bronić TVP jak niepodległości”</a></strong>, pokazuje, jak w interesie obrony stołków i układów korporacyjnych można zastosować socjotechnikę i manipulację społeczną.</p>
<p>Pisze Pan Kłopotowski;</p>
<p style="padding-left:30px;"><span style="color:#3366ff;"><em>Stopniowa likwidacja telewizji publicznej planowana przez rząd PO-PSL godzi w polską rację stanu oraz interesy życiowe Polaków. Oddajemy część suwerenności państwowej w traktacie lizbońskim. Tym bardziej musimy bronić suwerenności kulturalnej. Dlaczego? Dlatego, żeby ludzie, którzy mówią i myślą po polsku nie znaleźli się na gorszej pozycji wśród innych narodów Unii Europejskiej w staraniach o dobrą pracę, władzę i pieniądze</em>.</span></p>
<p>Jak właściwie publiczna telewizja miałaby bronić naszej suwerenności i dlaczego inne telewizje tego nie robią – nie rozumiem. Chyba że chodzi o zrobienie ramówki składającej się z „Potopu”, „Krzyżaków”, „Hubala” oraz filmów o Janie Pawle II a z kultury pokazywać sztuki Słowackiego i Wyspiańskiego – broń Panie B. już Gombrowicza. Ale dalej nie wiem, jak to by miało się przyczynić do zdobywania lepszej pracy.</p>
<p>Dalej jest równie dobrze;</p>
<p style="padding-left:30px;"><em><span style="color:#3366ff;">Polska jest na szarym końcu w Europie pod względem kreatywności technicznej i gospodarczej ponieważ w naszym kraju wyobraźnia się dusi. Dlatego Polacy muszą mieć dostęp do kultury wyższej i umieć z niej korzystać. Ma im w tym pomagać telewizja publiczna.</span></em></p>
<p>Niestety – nie podaje nam Pan redaktor przykładu, jak oglądanie „Pana Tadeusza” w wydaniu Wajdy albo Hanuszkiewicza miałoby się przyczynić do wzrostu kreatywności technicznej – nie mówiąc na przykład o prokreacji – bo zapewne wyższa kultura, według Pana Kłopotowskiego, też wpływ na to ma&#8230;</p>
<p>Daruję sobie resztę egzegezy Pana redaktora od filmów, bo przy tym stylu argumentacji, rodem z broszur patriotycznych okresu przed wojny – polemizować nie można i nie warto.</p>
<p>Drugiej brytyjskiej BBC w Polsce nie uda się zbudować. Już prędzej drugą Irlandię, ale telewizji państwowej, niezależnej politycznie i fachowej – w Polsce się zbudować nie da. Wie o tym doskonale Platforma Obywatelska – i wie też, że dopóki zapis konstytucyjny daje Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji takie uprawnienia, jak daje – to trzeba jakoś z tym żyć. PiS jest oczywiście za tym, aby telewizja i radio były dalej państwowe i aby w „imię interesu społecznego przypadkiem nie ruszać rad nadzorczych, ani zarządów TVP, PR i jej rozgłośni regionalnych. Tylko, że jak się okaże, że PO zmiecie po wspomnianych już Urbańskim i Czabańskim – to front zostanie zmieniony radykalnie.</p>
<p>Środowiska twórcze, głosami na szczęście bardziej rozsądnymi i wyważonymi (kwestia klasy) od przytoczonego powyżej, protestują. Argumentują, że<em><span style="color:#3366ff;"> &#8222;Kulturowa tożsamość narodu, edukacja i ochrona czystości języka to nie są zadania dla wolnego rynku&#8221;</span></em>. Tylko, że, co słusznie zauważa<strong><span style="color:#ff9900;"> </span></strong><strong><span style="color:#ff6600;">Wojciech Maziarski w „Newsweeku”</span></strong>, ta świadomość kształtowała się w Polsce przez wieki i lata bez ingerencji państwa, a czasami, jak w czasach komunizmu – też wbrew niemu. Telewizja publiczna nie jest jedynym miejscem, gdzie kultura ma się pokazywać, i nie jest również miejscem, które ma zostać zakładnikiem dla wszystkich sfrustrowanych twórców. Mecenat państwa i mecenat mediów może być z powodzeniem realizowany w innych formach – niż dotacje via telewizja publiczna. Jest Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, jest Polski Instytut Sztuki Filmowej, są municypalne teatry.<br />
Większość kultury jest realizowana siłami mecenatu prywatnego. Oczywiście – kształtuje to wolny rynek – ale tak jest wszędzie na Świecie.</p>
<p>Wbrew podejrzeniom – Platformie nie jest potrzebna telewizja jako narzędzie uprawiania polityki, jako agora dla jej politycznych działań. Donald Tusk mają wystarczające poparcie w mediach prywatnych, aby się starać i zabiegać o telewizję publiczną. Problem jest tylko taki, że w obecnym układzie telewizja i radio publiczne może znów za jakiś czas trafić w ręce kogoś, kto nie będzie do niej przychylnie nastawiony.</p>
<p>Stąd pomysły na likwidację abonamentu i zastąpienie go funduszem misyjnym, stąd wyrwanie zębów KRRiT i przekazania lwiej części jej prerogatyw UKE. Ale nie dlatego, aby mieć wpływ ostateczny na to co się dzieje w TVP – ale na to, aby na tyle ją osłabić, aby móc ją potem spokojnie podzielić – i w dużej części sprzedać. A to czego się nie sprzeda – czyli jeden, główny, elastyczny i konkurencyjny program – najpierw obudować platformami cyfrowymi – następnie upublicznić.</p>
<p>Oczywiście – ma to podtekst polityczny – bo w Polsce ma wszystko taki podtekst. Doskonale sobie wszyscy zdają sprawę, że na wolnym rynku mediów Prawo i Sprawiedliwość szans nie ma. I tu należy upatrywać takiego jazgotu polityków Prawa i Sprawiedliwości,i dziennikarzy prawicowych, którzy nagle się ocknęli i bronią „pluralizmu telewizji Andrzeja Urbańskiego”, bo doskonale wiedzą, że ich oferta polityczna, programowa i intelektualna się nie sprzedaje. Można to zrobić tak jak przytoczony Krzysztof Kłopotowski – tylko, że do realistów takie glosy już nie trafiają. Bo nie są one podyktowane autentycznym zainteresowaniem niezależnością mediów.</p>
<p>Tak jak na wolnym rynku nie udało im się zbudować samodzielnie żadnej gazety, telewizji – nie dlatego, że „Gazeta Wyborcza” i diabeł Michnik ich blokowali, tylko dlatego, że byli po prostu nieudolni – tak teraz wiedzą, że nie mają szans na rynku konkurencyjnym – an block &#8211; bo rodzynki się uchowają.</p>
<p>Utrzymywanie mediów publicznych, w takiej formule, nie jest w niczyim interesie. Nie jest w interesie PO, nie jest również w interesie odbiorcy. Nie oznacza to jednak, że powinny być one natychmiast sprzedane prywatnemu kapitałowi.<br />
Tylko upublicznienie, podobnie jak to jest z ochroną zdrowia, telewizji , puszczenie jej na giełdę, przy zachowaniu pakietu kontrolnego – i finansowanie części z budżetu – czyli z podatków, jak to się dzieje teraz – może ją uzdrowić. I do takiego rozwiązania nie potrzeba zwoływać żadnych szczytów, komisji, zawierać żadnych paktów ponad podziałami. Tworzenie jakiegoś sztucznego, nowego ciała, nawoływanie do wysłuchania „ekspertów”, medioznawców, dziennikarzy od lewa do prawa – to jest właśnie działanie polityczne, próba ukrycia chęci zachowania obecnego status quo w telewizji publicznej. Telewizja do biznes – i tak na to spojrzeć należy.</p>
<p>Tylko coś, co zarabia na siebie, co ma określony rynek i co ma szansę na działalność konkurencyjną – ma szanse na rację bytu.</p>
<p>Pojawią się zwykłe w takiej sytuacji pytania – a co z publicystyką? Co z misją?<br />
Nie rozumiem tych pytań. Oglądając telewizję, różną – wszędzie widzę te same pyski, i ten sam podział. Jest dziennikarz „Rzepy”, „GW”, „Dziennika” i „Trybuny”. I tak jest i TVPInfo i w TVN24 i w Plus.</p>
<p>Kultura wysoka, dofinansowanie produkcji filmowych, „Katyń” Wajdy? Jest dobra – to znajdzie pieniądze i możliwości.</p>
<p>Jest też oczywiście sprawa z Polskim Radiem. Tu sprawa też nie jest wcale taka trudna. Układ pięciu stacji centralnych polskiego radia nie musi wcale być utrzymany. Dlaczego 5, a nie 3? Trzy – w formie jednej spółki – resztę sprzedać. A stacje lokalne? To też jest proste. Te naprawdę dobre, jak Radio „Merkury” z Poznania (ukłony dla Niny <img src='http://www.azraelk.eu/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  ) – utrzymają się bez problemu, a zaangażowani w nich dziennikarze chętnie pójdą na układ spółek pracowniczych. I wcale nie trzeba ich podporządkowywać samorządom, czyli poddawać nowej kontroli politycznej.</p>
<p>Cała dyskusja na temat ustawy medialnej i porządku medialnego  – to dyskusja zastępcza. Jest prowadzona co jakiś czas, w intencji nie rozwiązania problemu – tylko w intencji obrony interesów politycznych poszczególnych grup. Albo interesów korporacji dziennikarskich. Teraz raban podnoszą dziennikarze „niezależni” z pod sztandarów „Rzeczpospolitej” &#8211; bo cały ten misterny układ, gdzie publicystyka i sektor informacji jest w rękach dziennikarzy prawicowych – się może posypać.</p>
<p>I zresztą powinien, bo oglądanie Wildsteina i Pospieszalskiego – to groźba utraty resztek zębów, od zgrzytania&#8230;</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2008/04/14/rytualne-tance-wokol-ustawy-medialnej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gra w dupniaka z JP II</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2008/04/03/gra-w-dupniaka-z-jp-ii/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2008/04/03/gra-w-dupniaka-z-jp-ii/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 03 Apr 2008 08:56:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Popaprańcy]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://azraelk.wordpress.com/?p=1435</guid>
		<description><![CDATA[Przyglądałem się w dniu wczorajszym, w trzecią rocznicę śmierci polskiego papieża, kto i jak się będzie zachowywał, jak będzie wyglądała rocznicowa szopka. Z pewnym zdziwieniem stwierdziłem, że media, łącznie z niezawodną w egzaltacji, w tego rodzaju sytujacjach TVN24 – zachowały zdrowy umiar. Oczywiście – były tradycyjne zdjęcia z pod okna w Krakowie (choć to już [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://img74.imageshack.us/img74/3676/kosciol3nx.jpg" border="0" height="72" width="55" /></p>
<p>Przyglądałem się w dniu wczorajszym, w trzecią rocznicę śmierci polskiego papieża, kto i jak się będzie zachowywał, jak będzie wyglądała rocznicowa szopka.<br />
Z pewnym zdziwieniem stwierdziłem, że media, łącznie z niezawodną w egzaltacji, w tego rodzaju sytujacjach TVN24 – zachowały zdrowy umiar. Oczywiście – były tradycyjne zdjęcia z pod okna w Krakowie (choć to już nie to okno&#8230;), cogodzinne raporty z Watykanu, znicze na Placu Piłsudskiego, wypowiedzi. Ale nie było już nawoływania do „santo subito”, pytań – kiedy święty i dlaczego tak późno, miłościwie nie epatowano już pomysłem wystawienia ciała Karola Wojtyły – a właściwie jego mumii – na widok publiczny w bazylice Św. Piotra.</p>
<p>Za to internet został zalany mniej, częściej bardziej bzdurnymi „świadectwami nawróceń”, wspomnieniami egzaltowanych czterdziestek, czy pięćdziesiątek, o nawróceniach i radości w dniu śmierci papieża. Cóż – WEB 2.0 pozwala na interakcję nawet z ludźmi zza światów – ale niestety – również na grafomanię i wywnętrzanie się z idiotycznych, prywatnych „przeżyć”, które z latami są ubarwiane i bardziej uduchowione.</p>
<p><span id="more-1435"></span></p>
<p>Sam przyznam, że po śmierci JP II naszła mnie myśl, że może jeżeli bym go uważniej słuchał i czytał – byłby lepszym człowiekiem – ale przekazy telewizyjne i interpretatorzy myśli i czynów papieża, jacy byli przez ten kwietniowy tydzień 2005 roku obecni na ekranach telewizorów na 3. stacjach, skutecznie mnie z tego wyleczyli, jedynie postać i słowa księdza Malińskiego pozostały w pamięci – proste i ludzkie.<br />
To wtedy właśnie z JP zaczęto robić już nie tylko gwiazdę, ale mega gwiazdę i symbol kultu. Kultu, który się rozwija w Polsce bez przeszkód. Pod postacią kremówek i świętej wody z fontanny w Wadowicach, zasilanej z miejskiego wodociągu.<br />
W internecie spotkałem nawet „świadectwo” nawrócenia z przekazu telewizyjnego – to akurat nic dziwnego, bo ja się też nawróciłem – na Pepsi, zamiast Coli&#8230;</p>
<p>Pora się wytłumaczyć z tytułu artykułu;<br />
Otóż jest on pochodną słynnej gry w dupniaka z filmu Marka Piwowskiego „Rejs”, gdzie docent obijany właśnie w dupniaka niemiłosiernie przez Tyma, w pewnym momencie stwierdził, że „nie można być jednocześnie twórcą i tworzywem”. I tu się, niestety, mylił – bo jak pokazuje przykład JP II – można.</p>
<p><img src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/Papazap.jpg" align="left" border="0" height="199" width="300" /></p>
<p>Pytanie &#8211; co nam zostało z myśli i sugestii Jana Pawła II? Odpowiedź jest dość prosta – i skomplikowana – dużo i nic. Dużo w sferze otoczki, mało w sferze ducha i wartości.<br />
Już nie mówi się o pokoleniu JP II. To sformułowanie, określenie, które miało generalizować pewne postawy życiowe, społeczne, intelektualne całej generacji ludzi młodych – już odeszło w niebyt. Nie ma czegoś takiego, jak wspólna grupa ludzi młodych, która aksjologicznie odwołuje się myśli i pism Jana Pawła II. Przyswojenie jego spuścizny – czyli głównie encyklik – a nie wygodnych i z manipulowanych, wyrywkowych cytatów – przekracza chęci i zdolności intelektualne większości „wyznawców” Jana Pawła II. Choć wbrew panującym opiniom – nie są one takie trudne i hermetyczne, niektóre wprawdzie straciły mocno na aktualności (jak Sollicitudo Rei Socialis), inne są poświęcone sprawom czysto religijnym i skierowane wewnątrz Kościoła (Ecclesia de Eucharistia), ale są warte przeczytania.<br />
Tu więc JP II nie został twórcą, przewodnikiem pokolenia – został za to twórcą wielkiej rzeszy różnego „specjalistów” i pseudonaukowców, dla których jest właśnie tworzywem. I sam, trzeba to wyraźnie powiedzieć, stworzył swój własny kult – z czego zdawał sobie już pod koniec życia sprawę – ale był zbyt słaby, aby się temu przeciwstawić. Choć z drugiej strony – prowadzać pracę duszpasterską przez wiele lat wśród ludzi – potrafił połączyć swój intelektualizm z ludowym, wręcz ludycznym pojmowaniem wiary.</p>
<p>Tworząc ten kult, nie wiedział, że przyjmie on w Polsce aż takie rozmiary, będzie aż tak świątkowy, tandetny i merkantylny, że będzie on i jego słowa zabiegiem aż takich manipulacji.</p>
<p>Polska jak długa i szeroka ocieka imieniem Jana Pawła II. Na ustach ludzi, w tym polityków, którzy nauczeni kilku – kilkunastu cytatów, potrafią je w odpowiednim momencie przytoczyć i zastosować – czego koronnym i jakże żenującym przykładem było przytoczenie przez Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego cytatu z Jana Pawła II w trakcie debaty ratyfikacyjnej w Sejmie. I co ciekawe – końcówka tego samego cytatu był inna u premiera i prezydenta&#8230;</p>
<p>Jan Paweł jest wszędzie. Pomników jest już zapewne więcej (ponad 450), niż Polanie mieli posągów Światowita. Ulic i placów jest ponoć 310 – a szkół imienia polskiego papieża – 385! Wydano ponad 1200 książek, książeczek i albumów o Janie Pawle II i jego pontyfikacie.  Rośnie ilość relikwii po Janie Pawle II – ilość strzępów po jego sutannie pozwoliłaby na stworzenie dywanu w katedrze.</p>
<p>Powstała nawet odrębna dziedzina pamiętnikarstwa, zajmująca się produkcją, dystrybucją pamiątek i gadżetów związanych z papieżem – tak zwanych papaliów. I jest w związku z tym &#8211; papafilia&#8230; Powstało nawet Stowarzyszenia Kolekcjonerów Pamiątek Pontyfikatu Jana Pawła II, działające w Rejowcu Fabrycznym.<br />
Kult papieża jest wszechobecny – tylko nie ma on nic wspólnego z religią i duchowością.<br />
I tak Jan Paweł II stał się właśnie tworzywem własnego kultu. A właściwie ni tyle kultu – co popkultury.</p>
<p>Zdaję sobie z tego sprawę, że nie jest to rzecz, nad którą Kościół Katolicki w Polsce jest wstanie zapanować. Podejrzewam nawet, że jest to mu w jakiś sposób na rękę, że cała ta otoczka jest dla niego pewną protezą, przez którą wiąże ludzi z Kościołem. Polski katolicyzm miał zawsze oblicze ludowe, świątkowe i ikonograficzne.</p>
<p>Tylko, że nasuwa się taka myśl; Wszyscy się burzą, kiedy muzułmanie podnoszą gwałtowne protesty, w związku z publikacjami karykatur Mahometa.</p>
<p>A zdjęcie Jana Pawła II na otwieraczu do piwa jakoś nie przeszkadza&#8230;.</p>
<p>Azrael</p>
<p>[Zdjęcie: <b>Przekrój, Peter Fuss</b>]</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2008/04/03/gra-w-dupniaka-z-jp-ii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>„Behemoth” wreszcie popularny w Polsce!</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2008/02/04/%e2%80%9ebehemoth%e2%80%9d-wreszcie-popularny-w-polsce/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2008/02/04/%e2%80%9ebehemoth%e2%80%9d-wreszcie-popularny-w-polsce/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 04 Feb 2008 17:56:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kościół]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Music]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Popaprańcy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://azraelk.wordpress.com/?p=1347</guid>
		<description><![CDATA[Znakomity zespół deathmetalowy, „Behemoth”, znany szeroko w Europie Zachodniej (ostatnio grał we Francji, gdzie nagrał też krążek DVD) i walczący o rynek USA – zdobywa popularność w Polsce. Polski deathmetal, którego najbardziej znanymi przedstawicielami są zespoły „Kat” i „Vader” &#8211; działa poza polskim „szołbiznesem”. Ten jest zajęty promocją kolejnych Flint, Kasi Cerekwickich, lub muzyki poważniejszej, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" border="0" height="58" width="60" /></p>
<p>Znakomity zespół deathmetalowy, <font color="#ff6600">„Behemoth”</font>, znany szeroko w Europie Zachodniej (ostatnio grał we Francji, gdzie nagrał też krążek DVD) i walczący o rynek USA – zdobywa popularność w Polsce.</p>
<p>Polski deathmetal, którego najbardziej znanymi przedstawicielami są zespoły „Kat” i „Vader” &#8211; działa poza polskim „szołbiznesem”. Ten jest zajęty promocją kolejnych Flint, Kasi Cerekwickich, lub muzyki poważniejszej, rzekłbym – uduchowionej, jaką tworzy Rubik, opsss, Pan Rubik, jak się każe tytułować.<br />
Ale zawsze w Polsce działał impresariat niezależny, acz zaangażowany.</p>
<p>Mogła się o tym przekonać swego czasu Katarzyna Kozyra, działająca na styku różnych sztuk, uprawiająca sztukę z zakresu tak zwanej sztuki krytycznej. O niej „impresariat” katolicki pamiętał już w latach &#8217;90&#8230;</p>
<p><span id="more-1347"></span></p>
<p>„Behemoth” znalazł się w kręgu zainteresowania niejakiego <font color="#ff6600">Ryszarda Nowaka</font>, ze Szklarskiej Poręby, twórcy i szefa Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami. Będzie on ścigał Adama Darskiego, lidera zespołu, za to, że ten  podczas jednego z koncertów podarł Biblię, widzowie ją spalili, po czym wyraził ciepłą opinię o religii jeszcze nie panującej (per „grupa zbrodnicza” o Kościele Katolickim) a do tego jeszcze kierownictwo klubu, w którym się odbywał koncert nie było łaskawe donieść na zespół, widzów i &#8230; siebie do prokuratury.</p>
<p>Pan Nowak był łaskaw przypomnieć art. 196 kk, w brzmieniu;</p>
<blockquote><p><i><font color="#333399">&#8222;kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2&#8243;.</font></i></p></blockquote>
<p>Nowak jest znany z tego, że tropi sekty. I jest faktem, że część jego działalności, szczególnie dotycząca tych organizacji, które wyciągają i manipulują młodzieżą sprawniej, niż to czyni sam Kościół Katolicki – wzbudza w pewnych kręgach aprobatę. Ale oprócz tego nasz inkwizytor z Karkonoszy, robi koło pióra młodzieży, bo wpadł na pomysł stworzenia listy zespołów, które według niego propagują satanizm&#8230;</p>
<p>Nowak zapowiedział, że wniosek złoży u samego ministra Ćwiąkalskiego&#8230; jak by ten nie miał problemów z notebookami&#8230;</p>
<p><font color="#ff6600">Olgierd Rudak</font>, znany w polskiej sieci specjalista od spraw prawno – dziwnych, <a href="http://olgierd.bblog.pl/wpis,wyznawcom;ra;pod;rozwage,685.html" target="_blank"><font color="#ff6600"></font></a><font color="#ff6600"><a href="http://olgierd.bblog.pl/wpis,wyznawcom;ra;pod;rozwage,685.html" target="_blank">napisał swego czasy takie słowa:</a></font></p>
<blockquote><p><i><font color="#333399">Nie istnieje coś takiego jak &#8222;religia obiektywna&#8221; i nawet jeśli przeszło dziewięciu na dziesięciu Polaków przyznaje się do wyznania rzymsko &#8211; katolickiego &#8211; nie da się powiedzieć, abyśmy byli społeczeństwem obiektywnie „rzymsko &#8211; katolickim&#8221;, zaś jedynym sposobem na zobiektywizowanie odpowiedzialności jest ustanowienie wyznania rzymskokatolickiego jako religii panującej w Rzplitej.</font></i></p></blockquote>
<p>Warto to sobie przeczytać i zapamiętać.</p>
<p>W Polsce powinno się walczyć o wolność słowa i wypowiedzi. Gwarantuje to właśnie <font color="#ff6600">Konstytucja RP</font>, w której można znaleźć takie zapisy;</p>
<blockquote><p><font color="#333399"><i>&#8222;Art. 53.<br />
1. Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii.<br />
2. Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie. Wolność religii obejmuje także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu w zależności od potrzeb ludzi wierzących oraz prawo osób do korzystania z pomocy religijnej tam, gdzie się znajdują.</i></font></p></blockquote>
<blockquote><p><i><font color="#333399">Art. 54.</font></i><i><font color="#333399"><br />
</font></i><i><font color="#333399"> 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.</font></i><i><font color="#333399"><br />
</font></i><i><font color="#333399"> 2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.</font></i></p></blockquote>
<blockquote><p><i><font color="#333399">Art. 73.</font></i><i><font color="#333399"><br />
</font></i><i><font color="#333399"> Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury.</font></i></p></blockquote>
<p>A<font color="#ff6600"> Powszechna Deklaracja Praw Człowiek</font> mówi, odpowiednio;</p>
<blockquote><p><i><font color="#333399">Artykuł 18</font></i><i><font color="#333399"><br />
</font></i><i><font color="#333399"> Każdy człowiek ma prawo do wolności myśli, sumienia i religii; prawo to obejmuje wolność zmiany religii lub wiary oraz wolność głoszenia swej religii lub wiary, bądź indywidualnie, bądź wespół z innymi ludźmi, publicznie lub prywatnie poprzez nauczanie, praktykowanie, uprawianie kultu i praktyk religijnych. </font></i></p></blockquote>
<blockquote><p><i><font color="#333399">Artykuł 19</font></i><i><font color="#333399"><br />
</font></i><i><font color="#333399"> Każdy człowiek ma prawo do wolności poglądów i swobodnego ich wyrażania; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnych poglądów, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i idei wszelkimi środkami, bez względu na granice.</font></i></p></blockquote>
<p>Fajnie by było, gdyby wokół tego tematu powstała zadyma. Nic tak nie robi dobrze – jak dobre, darmowe publicity, dobry skandal.</p>
<p>Pan Nowak nie był na koncercie, zna go z przekazów, więc raczej nie jest wstanie obiektywnie stwierdzić, czy jego uczucia zostały obrażone. Nie ma czegoś takiego, jak punkt odniesienia w tej sprawie&#8230;</p>
<p>A „Behemoth” ma co najmniej dwie trasy koncertowe w kieszeni&#8230;</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2008/02/04/%e2%80%9ebehemoth%e2%80%9d-wreszcie-popularny-w-polsce/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
