Archive for the ‘Lech Kaczyński’ Category

Walka o pamięć

Posted 03 wrz 2010 — by Azrael
Category Jarosław Kaczyński, Lech Kaczyński, Państwo, PiS, Polityka, Polska

W Polsce polityka symboliczna została zamieniona na politykę narracji politycznej (tu ukłon w stronę Eryka Mistewicza, autora tego pojęcia i całego programu strategii marketingu narracyjnego). Jeżeli mamy do czynienia z niedostatkiem wartości symbolu, należy narzucić konkretny sposób dyskusji.

Praktycznie od samego dnia katastrofy pod Smoleńskiem jesteśmy świadkami realizacji projektu pod nazwą „Najlepszy polski prezydent”, dotyczący oczywiście Lecha Kaczyńskiego. Trwa walka oto, jak zostanie zapamiętany i jak będzie oceniany tragicznie zmarły prezydent i jego urzędowanie. Manipulacje informacjami i obrazem Lecha Kaczyńskiego trwa w najlepsze – i to nie tylko ze strony jego zwolenników, ale również przeciwników jego o jego brata.

Po krótkim okresie wstrząsu, rozpoczęła się żmudna praca budowy mitu człowieka równego marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu i polskim królom. Pochowanie Lecha Kaczyńskiego na wawelskim wzgórzu miało być czymś w rodzaju hitchcockowskiego trzęsienia ziemi, potem mit miał rosnąć, aż do zapisania prezydenta na stałe do panteonu wielkich Polaków. Ale okazało się, że odczytano to jednak jako nadużycie wartości, a ponieważ śmierć prezydenta oznaczała przedterminowe wybory, również jako grę wyborczą – spodziewano się już, że do wyścigu wyborczego stanie Jarosław Kaczyński.

Read More

Nowe interpretacje Sierpnia

Posted 01 wrz 2010 — by Azrael
Category Etyka, Jarosław Kaczyński, Lech Kaczyński, PiS, Polityka, Polska, Popaprańcy

Hasło polityki historycznej w Polsce pojawiło się stosunkowo niedawno, za czasów tak zwanej IV RP i było ono od samego początku dla immanentnym elementem polityki. Nie jest to prosta i naukowa refleksja nad historią, lecz raczej interpretacja, konieczna dla podkreślenia aktualnej linii politycznej formacji, Prawa i Sprawiedliwości, dla której jest to narzędzie politycznego marketingu. W myśl starego orwellowskiego hasła, „Kto panuje nad przeszłością – panuje nad teraźniejszością”, uznano, że jeżeli uda się zweryfikować historię, szczególnie tę najnowszą, na swoją korzyść, to uda się zdobyć prymat w polityce bieżącej, że jeżeli uda się przemodelować świadomość historyczną, to jednocześnie uda się je nakłonić do akceptacji określonego programu politycznego. Polityka historyczna weszła do kanonu działań ideologicznych PiS-u, była również narzędziem działania byłego prezydenta, Lecha Kaczyńskiego, choćby poprzez takie działania, jak polityka nagradzania orderami.

Jarosław Kaczyński przyjechał do Gdyni na uroczysty zjazd „Solidarności”, dobrze przygotowany „pod niego” przez Janusza Śniadka z zamiarem wzmocnienia mitu swojego zmarłego brata. Już w pierwszym zdaniu wspomniał, że mówi w jego imieniu, co samo w sobie nie było niczym złym. Ale późniejszy kontekst jego wystąpienia wyraźnie pokazał, że jego celem nie było uhonorowanie zasług autentycznych bohaterów strajku sierpniowego, tych, którzy doprowadzili do podpisania Porozumień Sierpniowych, Lecha Wałęsy, Anny Walentynowicz, Gwiazdów, lecz o „przywrócenie” do świadomości wagi roli swojego brata w tamtych wydarzeniach.

Read More

Świat alternatywny

Najważniejszym wydarzeniem wczorajszego dnia była uroczystość złożenie przysięgi przez nowego Prezydenta RP, przed Zgromadzeniem Narodowym, Bronisława Komorowskiego i związane z tym uroczystości. Jarosław Kaczyński, szef największego ugrupowania opozycyjnego, nie pojawił się na żadnej z uroczystości. Nie było go w Sejmie, w Archikatedrze Warszawskiej, gdzie mszę koncelebrował arcybiskup Kazimierz Nycz, także na Zamku Królewskim. A w każdej z tych uroczystości można było znaleźć pierwiastek pamięci i hołdu dla jego zmarłego brata…

Manifestacja Kaczyńskiego ma kilka wymiarów. Jest to oczywiście czytelny komunikat polityczny, potwierdzony zresztą jego wypowiedziami na konferencji prasowej w niedzielę i wywiadem dla partyjnego portalu, że nie zamierza honorować nowego prezydenta i nie zamierza z nim podjąć współpracy. Nie zamierza również godzić się z wyrokami demokratycznego wyboru, które dały mu taką pozycję na scenie politycznej. Bo według niego wybór Komorowskiego był przypadkowy…

Jarosław Kaczyński na plakatach i materiałach wyborczych miał wypisanie, że dla niego to Polska jest najważniejsza. Biorąc udział w wyścigu wyborczym, akceptował prawa demokracji i powierzył swój los szerokiej rzeszy wyborców – prawie 8 milionom. Teraz, odwracając się od państwa pokazuje jednocześnie, jakie dla niego znaczenie mają takie deklaracje. I obraża jednocześnie swoich wyborców. Pusty fotel sejmowy kontrkandydata w wyborach, na zaprzysiężeniu nowego prezydenta, to negowanie wszystkich wartości państwa demokratycznego i społeczeństwa alternatywnego.

Kaczyński nie zamierza prowadzić polityki opozycyjnej. Będzie prowadził politykę moralnego relatywizmu, napędzając atmosferę zemsty i rewanżu za śmierć swojego brata. Użyje wszelkich metod, narzędzi i symboli, aby wystąpić nie tylko przeciwko domniemanym sprawcom katastrofy, czyli rządzącym, ale również przeciwko państwu. To polityka, która idzie w kierunku nie tylko podzielenie społeczeństwa, ale również rozłamu państwa.
Jeżeli w Prawie i Sprawiedliwości są jeszcze politycy, którzy chcą i potrafią się przeciwstawić tej linii Kaczyńskiego – powinni to otwarcie zrobić. Jeżeli nie mogą – powinni odejść. Jeżeli rzeczywiście dla nich Polska jest najważniejsza…

Azrael

Pętla na szyi Jarosława Kaczyńskiego

Antoni Macierewicz to obsesjonat i mistyk – a właściwie mistyfikator – który swoimi działaniami chce przede wszystkim zwrócić uwagę na siebie. O tym, że jest to człowiek niesterowalny politycznie i nieobliczalny, wiedzą wszyscy doskonale. Jak również o tym, że nigdy, jak do tej pory, rezultat zleconych mu działań nie był taki, jaki sobie wyobrażali zleceniodawcy. Boleśnie przekonali się o tym także Jarosław i Lech Kaczyńscy, zarówno na początku lat 90 ubiegłego wieku, jak i za czasów ich rządów.

Nie czas na teraz na przypominanie działań Macierewicza jako likwidatora WSI, ale jego „zasługi” w zniszczeniu ochrony kontrwywiadowczej Polski i wywiadu zagranicznego (nie tylko wojskowego) są zapewne przedmiotem wnikliwych analiz i w Moskwie i w Waszyngtonie. Od lutego 2007 roku, kiedy został opublikowany jego przesławny raport o WSI, polski wywiad nie ma co liczyć na współpracę z innymi, jak i na pozyskiwanie agentur w miejscach ważnych dla polskich interesów – także tam, gdzie działają polskie wojska.

Jednak Macierewicza znów wzięto do wypełnienia misji specjalnej. Ta misja to zrobienie medialnego show, mającego wyprzedzić informacje i raporty polskiej i rosyjskiej prokuratury i rosyjskiej komisji badającej, z udziałem polskich przedstawicieli, okoliczności i przyczyny katastrofy pod Smoleńskiem. A dokładnie chodzi o to, aby jeżeli się nawet nie uda potwierdzić teorii spisku, który doprowadził do zbrodni (słowa samego Macierewicza), to należy tak poprowadzić tak spektakl medialno-polityczny, aby jedynymi winnymi byli przedstawiciele polskiego rządu i, oczywiście, strona rosyjska. Ma to wszystko na celu zagłuszenie informacji o jakiejkolwiek winie Lecha Kaczyńskiego, czy jego otoczenia, o jakichkolwiek zaniedbaniach z jego strony, w wyniku których TU 154M musiał lądować w warunkach, które na to nie pozwalały.

Read More

Ogórek z Krakowskiego Przedmieścia

Polska to szczęśliwy kraj. Nie ma problemów z bezrobociem, z deficytem budżetowym, polskiej służby zdrowia zazdroszczą nam wszyscy, mamy stabilne systemy emerytalne, a problem alkoholizmu, czy przepełnionych więzień rozwiązaliśmy lata temu. Pozostają nam tylko więc utarczki o krzyż.

Sprawa krzyża na Krakowskim Przedmieściu jest takim wakacyjnym ogórkiem w polskim stylu. Gdyby do sprawy podejść racjonalnie, to do rozwiązani tego problemy nie trzeba by było żadnych narad, ani żadnego konsensusu, ale prostej decyzji. Z jednej strony decyzji administracyjnej, nakazującej usunięcie krzyża z przestrzeni publicznej i państwowej, z drugiej głos uprawnionego, posiadającego autorytet hierarchy Kościoła katolickiego, który by pouczył wiernych i przypomniał im, czym jest tak naprawdę krzyż. Ale obie instytucje, Państwo i Kościół nie za bardzo potrafią ten swój autorytet pokazywać i wykorzystywać. Stąd media mogły się „posilić” w wakacje quasi poważnym tematem.

Właśnie brak autorytetu, a także kultury demokratycznej pozwolił na to, że od dwóch tygodni pod krzyżem trwają żenujące dyskusje i awantury, a politycy i grupy twórców „ruchów społecznych” mogą sobie z niego robić narzędzie rozgrywki. Dziś doszło do tego nawet, że znany medialny celebryta i manipulator, Jan Pospieszalski zrobił z obrony krzyża pod Pałacem Namiestnikowskim rozgrywkę z „Gazetą Wyborczą”…

Nie interesuje mnie, czyją własnością jest ten krzyż i jaką funkcję pełnił i pełni teraz. Interesuje mnie za to, jak poszczególne siły nim manipulują. Dla jednych jest to symbol pamięci o Lechu Kaczyńskim, choć przecież zginął on w innym miejscu, a od Warszawy odwrócił się, ponieważ decyzją rodziny (?) spoczął w Krakowie. Dla innych ma być symbolem narodzenie się nowej świadomości Narodu, czego emanacją ma być ponoć Ruch 10 kwietnia. Tylko, że jak się spojrzy za fasadę tego „oddolnego ruchu”, to zobaczymy tam medialne i PR-owskie zaplecze Prawa i Sprawiedliwości, a dodatkowo przyciąga on wszelkiej maści oszołomów. I tak krzyż z symbolu pamięci staje się narzędziem walki, totemem wojennym.

Pamięć o tragicznie zmarłych w katastrofie powinna być uczczona. Tak, również pod Krakowskim Przedmieściu. Jeżeli ten tydzień pomiędzy katastrofą, a pogrzebem pary prezydenckiej był miejscem spotkań Polaków, to warte jest to zapamiętania. Ale nie symbolem DZIELĄCYM Polaków, bo właśnie do tego wojna o krzyż doprowadziła. I dlatego, że choć niektórzy politycy PiS mówią do kamer, że Polska jest państwem katolickim, to jednak polskie państwo jest świeckie.

Azrael

„Naszym programem jest…”

Piątkową konferencję Jarosława Kaczyńskiego w siedzibie partii, na ulicy Nowogrodzkiej można rozpatrywać w wariancie komentarzy politycznych, choć bardziej wskazane byłoby spojrzenie na nią w kategoriach czysto ludzkich i psychologicznych. To drugie powinno być domeną psychologów, psychologów społecznych, terapeutów, ale oni jeszcze trzymają się z daleka od polityki, choć może niesłusznie. Być może takie analizy słów i działań polityków przyniosłyby lepsze efekty, niż prace ośrodków opinii publicznej.

Z punktu widzenia czystej gry politycznej można powiedzieć tak; Jarosław Kaczyński zakończył jedną kampanię i rozpoczął drugą, samorządową. Uznał, że elektorat centrowy nie jest mu już przydatny, że w kampanii regionalnej sprawdzi się twardy, wierny elektorat, który motywuje się zupełnie innymi przesłaniami. I będzie to oczywiście prawda. Do walki potrzebne są inne argumenty i inne narzędzia, rozgrywka prowadzona jest bardziej poza mediami. Tu mniejszą rolę odgrywa wizerunek Jarosława Kaczyńskiego, większą za to jasne, twarde, prostolinijne przesłanie podziału na MY i ONI. A co oni, to ci, którzy przyczynili się do śmierci (męczeńskiej) Lecha Kaczyńskiego, a do tego jeszcze atakują symbol jego śmierci, czyli krzyż pod Pałacem Namiestnikowskim.

Ale dużo ciekawszy jest jednak wątek psychologiczny, osobisty, jakim kieruje się Jarosław Kaczyński. Otóż wydaje mi się, że Kaczyński zastąpił jeden cel swojej polityki innym. Od dłuższego czasu, od wielu miesięcy miałem wrażenie, że osią polityki Jarosława Kaczyńskiego była chęć doprowadzenia swojego brata do ponownego wyboru na stanowisko Prezydenta RP. Kiedy z powodu katastrofy smoleńskiej stało się to niemożliwe, Kaczyński postanowił zmienić ten cel na inny. Tym celem jest wyjaśnienie okoliczności śmierci brata, pokazanie winnych, ukaranie ich. Programem Kaczyńskiego stała się zemsta.

Read More

Mit i kit

Polska polityka jest pełna symboli. Symboli, odniesień do nich, konotacji i nawiązań, a symbole mają to do siebie, że często są oderwane od życia, kontekstu, realiów. Warto, za nim te mity powstaną, przeciwstawić się nim. Trzeźwym, racjonalnym pojmowaniem rzeczywistości. W Polsce ostatnimi laty modne stało się pojęcie „polityki historycznej”, co mało w ogóle ma wspólnego z historią, jako nauką, a bliższe jest manipulacji, co przecież jest kwintesencją polityki.

Już w kilka dni po katastrofie pod Smoleńskiem, kiedy zapadła decyzja o pochowaniu pary prezydenckiej na Wawelu, było wiadome, że sam wypadek, jak i postać Lecha Kaczyńskiego będą wykorzystywane w polityce. Katastrofa od samego początku obrastała teoriami spisku, mitami męczeństwa, była środkiem do realizacji celów politycznych. I choć brat zmarłego prezydenta odżegnywał się w kampanii wyborczej wprost do samego wypadku, to już jego zaplecze takich skrupułów nie miało.

Jarosław Kaczyński i Prawo i Sprawiedliwość po zakończeniu prezydenckiej kampanii wyborczej, która zakończyła się dla szefa PiS bardzo dobrym wynikiem, automatycznie przystąpił do następnej, samorządowej. Dobry wynik ma być przepustką do sukcesu na jesieni, a także w wyborach przyszłorocznych. Ale jeszcze ważniejsze od wyniku wyborczego dla samego Jarosława Kaczyńskiego ważniejsze jest zbudowanie mitu i jednocześnie kultu Lecha Kaczyńskiego. To wymyka się racjonalnym ocenom i ci, którzy chcieliby ocenić postawę i działania Jarosława Kaczyńskiego w kategoriach stricte politycznych, robią poważny błąd metodologiczny.

Katastrofa TU 154M ma być dla Prawa i Sprawiedliwości czymś w rodzaju nowego aktu założycielskiego nowej ery politycznej. Dlatego tak uparcie Jarosław Kaczyński mówi o bohaterskiej i męczeńskiej śmierci swojego brata, dlatego również podkreśla ostatnio „nikczemną” postawę Platformy Obywatelskiej, a specjalnie premiera Donalda Tuska. Ważną rolę w kreacji tego kultu Lecha Kaczyńskiego odgrywają gesty i materialne dowody kultu, jak sarkofag, koniecznie na Wawelu, czy krzyż pod Pałacem Namiestnikowskim. W całej awanturze o ten krzyż nie chodzi wcale o odczucia społeczne, lecz o miejsce hołdu Lechowi Kaczyńskiemu.

Z tym mitem, kultem bohaterszczyzny IV RP trzeba walczyć. Nie z postacią Lecha Kaczyńskiego, bo jego działania, jak prezydenta oceni historia, naukowcy, politolodzy. Trzeba walczyć z chorobliwym, manipulacyjnym przekazem, że Kaczyński świadomie oddał życie pod Smoleńskiem (u wrót nekropolii katyńskiej) za swoje przekonania, wiarę idee. Takie podejście do sprawy powoduje to, że ten mit przykryje śmierć wielu wartościowych ludzi, ojców, matek, dzieci, ale także urzędników państwa, oficerów, którzy zginęli w bezsensownym wypadku lotniczym.

Teorie i mity wokół katastrofy smoleńskiej tworzone są po to, aby nie łączyć obywateli, ale ich właśnie podzielić. Im więcej teorii, o zamachu, spisku – tym większa możliwość wywyższenia ponad miarę tych, którzy nie zawsze na to zasługiwali. Kaczyński tworząc mit swojego brata ma konkretne cele polityczne, ale także inne – to chęć podzielenia społeczeństwa na prawdziwych patriotów (My, Naród) i na tych, którzy nie mają prawa według Prawych Polaków się do wybrańców zaliczać. To możliwość podzielenia społeczeństwa. Wyjaśnienie kulis katastrofy powinno boleśnie przerwać budowę mitu.

Aby zakończyć budowę mitu Lecha Kaczyńskiego, oprócz szybkiego wyjaśnienia kulis katastrofy, konieczne jest dokonanie rzetelnej oceny jego prezydentury. I pokazanie, że Lech Kaczyński nie był dobrym prezydentem, dobrym politykiem, ani tym bardziej mężem stanu. Nie powinien w ogóle zamieszkać w Pałacu Namiestnikowskim, popchnęła go do tego wybujała ambicja brata. Gdyby nie ona, pozostałby lubianym nauczycielem akademickim i średniej klasy naukowcem. I żadnym materiałem na bohatera mitów…

Azrael

——————————————–

Felieton opublikowany na portalu Wprost.pl

Pianino Kaczyńskiego

Łoskot spadającego na chodnik przed willą pianina, zakończył porządki. Wcześniej Jarosław Kaczyński podeptał rogowe okulary, a atrapa metalowego czajniczka rozbiła się na ścianie pokoju. Możemy znów być sobą…

W trakcie kampanii wyborczej co i rusz czytałem, jak to Jarosław Kaczyński po katastrofie smoleńskiej się zmienił, Jako człowiek, dotknięty wielką tragedią, ale również jako polityk. Tak jakby tragedia osobista, a także tragedia jego partii, miały się wprost, kojąco przełożyć na na jego spojrzenie na rzeczywistość, państwo, swoją rolę w polityce, osąd przeciwników politycznych. Ja w tę przemianę nie wierzyłem ani ułamka sekundy, ponieważ „od zawsze” uważałem Kaczyńskiego za wyrafinowanego, bezwzględnego, nie mającego skrupułów gracza politycznego, który nie cofnie się przed niczym. To co widzieliśmy w kampanii, to była kreacja i triki polityczne, zbolała maska, uzupełniona czarnym garniturem. Portret, nakreślony rękami Joanny Kluzik-Rostkowskiej i Pawła Poncyliusza. Posłanka PiS jest na urlopie, Poncyliusz leczy nadwyrężony kręgosłup… „Chata wolna, oj, będzie bal…”. I jest…

Jarosław Kaczyński stoi na czele partii, której główny, żelaznym elektoratem są ludzie sfrustrowani, odrzuceni, żądni zemsty i odwetu. I Kaczyński im to daje. On nie potrafi żyć bez chęci zemsty, rozliczeń, spisków i atmosfery podejrzliwości. I dwa wywiady, łagodny, Michała Szułdrzyńskiego dla „Rzeczpospolitej”, i ten drugi, bez zahamowań, Tomasz Sakiewicza i Katarzyny Hejke dla „Gazety Polskiej”, odsłaniają nam Kaczyńskiego takiego jak dawniej. Nie, jednak nie takiego – innego, ponieważ nie mającego hamulca w postaci brata i nie mającego innego celu, niż odwet na tych, którzy według niego doprowadzili do jego śmierci.

Kaczyński z pełną premedytacją powraca na tory wojenne. Nie jest to jednak wojna polsko-polska, która by zakładała jednak jakiekolwiek podstawy ideowe działalności Kaczyńskiego. To jest wprost wypowiedziana wojna przeciwnikom politycznym, Donaldowi Tuskowi i Platformie Obywatelskiej. Świadczą o tym cytaty, z własnych wypowiedzi, które Kaczyński sam przytacza. Kaczyński oskarżający rząd o „zbrodniczą politykę”, zamyka drogę do dyskusji i współpracy. Zresztą nigdy tak naprawdę nie było mowy o jakiejkolwiek współpracy, umowach ponad podziałami, interesie społecznym. Teraz gra idzie o utrzymanie mitu Lecha Kaczyńskiego i mitu smoleńskiego – najchętniej mitu zamachu, wynikającego ze spisku Donalda Tuska z Władimirem Putinem. Jarosław Kaczyński wyraźnie to sugeruje, opowiadając w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”, że jego nazwisko było do końca na liście pasażerów TU 154M. Szef PiS-u nie ma wątpliwości, kto ponosi odpowiedzialność polityczną za katastrofę, a ta kryminalna, to tylko kwestia czasu.

Kaczyński dał sygnał do walki dla takich inicjatyw, jak Ruch 10 Kwietnia, czy Katyń 2010, dla dziennikarzy „Gazeta Polskiej” i „Rzeczpospolitej”, blogerów Salonu24. Również wraca do środowiska radiomaryjnego. I definitywnie zamyka się na wyborcę centrowego. Jego twarda retoryka i nowa wojna może mu przynieść krótkoterminowy sukces w jesiennej kampanii samorządowej, ale już przyszłoroczne wybory parlamentarne będą klęską,. Ale chyba Kaczyński przestał już patrzeć kategoriami kalkulacji politycznej. On prowadzi politykę mitologiczną. Mit IV RP ma zostać zamieniony przez mit smoleński. Tylko, że to droga donikąd.

Azrael

Ekspiacja na życzenie

Uff… Można spokojnie odetchnąć. Nie, to jeszcze nie koniec upałów. To tylko koniec przedstawienia pod roboczą nazwą „Wszystkie przemiany Jarosława Kaczyńskiego”.

Szef Prawa i i Sprawiedliwości udzielił wywiadu redaktorowi Michałowi Szułdrzyńskiemu z „Rzeczpospolitej”, którego z racji jego kultury osobistej i wykształcenia filozoficznego, trudno uznać za drapieżnego dziennikarza. Zawartość i efekt tego wywiadu najlepiej został określony przez anonimową, oczywiście, opinię jednego z polityków PiS, przytoczoną na portalu społecznościowym Twitter przez innego dziennikarza;

„Dwa miesiące ciężkiej pracy poszły w piach”

Tak, właśnie dwa miesiące budowania nowego oblicza i nowego wizerunku Kaczyńskiego i jego formacji, po raz kolejny zostały zniweczone jednym niezbyt długi wywiadem. Kaczyński wrócił do swojej starej retoryki, swojej metody wyrażania swojego zdania, która zakłada, że to tylko on ma rację, on określa standardy, jakie powinny panować w polityce, i tylko on jest punktem odniesienia.

Specjaliści od kreowania wizerunku i jego sztabowcy robili wszystko, aby spektrum zwolenników Kaczyńskiego i jego partii powiększyło się. Przybrało to po I rundzie wyborów formę groteski politycznej, kiedy Kaczyński na trybunie wiecowej zaczął stawiać obok siebie obraz lewicowego polityka Oleksego, a potem samego Edwarda Gierka – patriotę w trudnych czasach.

Kaczyński nie byłby sobą, gdyby nie zostawiony sam sobie, dając wywiad do sprzyjającego mu wyraźnie medium, nie pokazał swojej naturalnej twarzy. W tydzień po wyborach wziął w swoje ręce na nowo zadanie kreacji polityki własnej partii. Zresztą nie tylko on, ponieważ również pozwolono na nowo pojawić się w mediach Zbigniewowi Ziobro, carte blanche na wypowiedzi otrzymali Marek Migalski, Beata Kempa, Ryszard Czarnecki, czy Karol Karski. To za ich przyczyną do politycznej rozgrywki włączono krzyż z przed Pałacu Namiestnikowskiego, to oni również kierują dyskusję w stronę sprawy smoleńskiej. Ale rys ideologiczny określa Jarosław Kaczyński, a tą nową ideologią będzie właśnie katastrofa pod Smoleńskiem. To właśnie mit „męczeńsko” zmarłego brata ma nieść jego i jego formację przez najbliższe lata.

Po drugiej stronie (i tym razem nie jest to miejsce, gdzie kiedyś stało ZOMO…) są ci, którzy mają inne poglądy, niż on sam, przede wszystkim krytycy jego brata. Mają oni teraz niepowtarzalną okazję dokonania głębokiej ekspiacji, przeproszenia Jarosław Kaczyńskiego, generalnie za wszytko, a wtedy on zniży się do rozmów i współpracy. Nie muszę chyba dodawać, że na jego warunkach…

To, że Jarosław Kaczyński długo nie wytrzyma w gorsecie poprawności, było wiadome wszystkim przytomnym obserwatorom sceny politycznej. Nie wiadomo było tylko, jak długo to potrwa. Jak się okazało, bez wojny (polsko-polskiej) Kaczyński oddychać, żyć i działać nie może. Wszystkie scenariusze biorą w łeb, kiedy Kaczyński mówi z „serca”.

Ta kolejna wolta Kaczyńskiego to dobra informacja dla Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej. Tak przewidywalna i trywialnie jednoznaczna opozycja to coś, co można sobie wymarzyć. Teraz tylko już wystarczy postraszyć i lewicę i samych wyborców „wilkiem w skórze owcy”, a oni sami przejdą przez płot do jego zagrody. Taki lider opozycji, jakim jest Jarosław Kaczyński, to olbrzymi skarb dla rządzących…

Azrael

Fenomenologia Janusza Palikota

Słychać głosy, że posła PO z Biłgoraja, Janusza Palikota należy raz, ostatecznie i bezwarunkowo „zgłuszyć”. Odwołać z funkcji w klubie parlamentarnym, zabronić mu występów publicznych. I dodatkowo jeszcze przeprosić za to, co mówi i czyni, bo to jest ponoć poniżej poziomu debaty publicznej w Polsce. Nawet jak na warunki polskiej polityki i obłudy w niej panującej, dawno takiej głupoty nie słyszałem.

Janusz Palikot ma prawo do wypowiadanie się na każdy temat, jako poseł posiadający mandat społeczny, i jako polityk posiadający ku temu stosowne doświadczenie, poparte wykształceniem filozoficznym. To właśnie jego wiedza i wykształcenie pozwala mu na dyskusję i skuteczną polemikę z każdym. On się nie boi sprowadzać spraw do prostych prawd i reagować na obłudę. Tak swego czasu dyskutował z Jarosławem Gowinem w sprawie metody in vitro, tak w trakcie kampanii reagował na politykę miłości odmienionego Jarosława Kaczyńskiego, tak również odpowiedział na słowa o męczeńskiej śmierci Lecha Kaczyńskiego w katastrofie smoleńskiej. I jeżeli krytycy Palikota uznają jego słowa o „krwi na rękach” Lecha Kaczyńskiego, to równie gwałtownie powinni zareagować na wypowiedź Kaczyńskiego w wieczór wyborczy. Nie słyszałem jednak protestów, a przecież waga tych słów była nieporównywalna ze stwierdzeniem Palikota. Palikot naruszył tabu nie mówienia źle o zmarłych, które to tabu łamane jest nagminnie. Mało jednak osób zauważyło, że pamięć Lecha Kaczyńskiego została uwikłana w kontekst polityczny w słynnym „dokumencie” spółki Stankiewicz/Pospieszalski, „Solidarni 2010″, kiedy to „niezależny” komentator/aktor unurzał dłonie Donalda Tuska we krwi ofiar katastrofy smoleńskiej…

Read More

Przegrana Donalda Tuska

Wyniki po pierwszej rundzie wyborów prezydenckich są znane. I są zaskoczeniem, in minus, dla Platformy Obywatelskiej. Nie zakładano, jak sądzę, poważnie w sztabie Bronisława Komorowskiego, że zdobędzie on prezydenturę w pierwszej rundzie, ale liczono, że przewaga będzie na tyle duża, że druga runda będzie tylko przyjemną dogrywką, coś w rodzaju objazdu nowego prezydenta po kraju. Stało się jednak inaczej – druga runda zostanie poprzedzona ciężką, dwutygodniową walką, bez gwarancji wygranej. Szanse obu kandydatów należy ocenić, na dziś, mniej więcej równo…

Wynik Bronisława Komorowskiego można tłumaczyć słabą strategią i pracą jego sztabu wyborczego i dobra pracą sztabu Grzegorza Napieralskiego, który prowadząc kampanię w stylu pop trafił do dużej części młodszego elektoratu, zabierając go kandydatowi Platformy Obywatelskiej. Ale jest to tylko cześć prawdy, dobry wynik Jarosława Kaczyńskiego i Grzegorza Napieralskiego ma też inne przyczyny.

Kandydat Prawa i Sprawiedliwości osiągnął dobry wynik, ponieważ za nim stała postać jego tragicznie zmarłego brata. Jarosław Kaczyński nie musiał przywoływać swojego brata wprost, ale jednak jego postać był obecna na jego wiecach i spotkaniach. Z drugiej strony Kaczyński nadmiernie nie eksploatował wątku śledztwa po katastrofie smoleńskiej, czego się obawiano, nie przywoływał teorii spiskowych, wskazywał na tylko na sprawą dbałości o polski interes przy prowadzeniu tego dochodzenia.

Łączny wynik obu głównych kandydatów, Komorowskiego i Kaczyńskiego, obaj otrzymali łącznie ok. 78% głosów, wskazuję, że wybory miały wymiar partyjny. Polaryzacja sceny politycznej przez dwie partie lokujące się na prawicy zdominowała te wybory prezydenckie. Z drugiej strony doskonały wynik Napieralskiego, 13 – 14%, wskazuje, że tak oczekiwany przez Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego system dwupartyjny nie jest akceptowany przez dużą część społeczeństwa. Słaby wynik Janusza Korwin-Mikkego (bo ok. 2,5% głosów trudno uznać w skali całej sceny politycznej za wynik dobry) i jeszcze gorszy Andrzeja Olechowskiego, wskazują, że w Polsce myśl liberalna jest w głębokim odwrocie. To sygnał, że polska warstwa średnia i inteligencja nie jest przygotowana jeszcze mentalnie i intelektualnie do uczestnictwa w życiu politycznym w sposób podobny, jak w starych krajach Unii Europejskiej.

Wynik Bronisława Komorowskiego jest przegraną Donalda Tuska. Kiedy kilka miesięcy temu szef Platformy Obywatelskiej zdecydował, że nie będzie kandydował do urzędu Prezydenta RP, było jasne, że popchnęła go do tego nie tylko chęć zachowania stanowiska premiera do następnych wyborów parlamentarnych. Tusk zdając sobie sprawę z władzy i jej możliwości, jakie daję stanowisko premiera. Jego perspektywa polityczna sięga jednak dalej, niż do wyborów w 2011 roku. Delegowanie innego kandydata, niż on sam, miało na celu zbudowanie solidnej podstawy politycznej pod zmianę Konstytucji RP i zmianę struktur władzy w Polsce. Słaby wynik Komorowskiego, a być może jego przegrana w drugiej rundzie z Jarosławem Kaczyńskim może jego plany zniweczyć, a wręcz doprowadzić do jego klęski i oddania władzy na jesieni przyszłego roku.

Read More

Stenogramy to nie wszystko

Posted 02 cze 2010 — by Azrael
Category Lech Kaczyński, Państwo, Polityka, Polska

Zapisy z czarnych skrzynek musiały zostać ujawnione. I to w takim trybie, ponieważ ich wstrzymanie umożliwiłoby kolejne spekulacje polityczne. Wczorajsze zamieszanie wokół posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego, kazały premierowi Donaldowi Tuskowi podjąć decyzję o natychmiastowym upublicznieniu otrzymanych materiałów.

Przy rozpatrywaniu otrzymanego zapisu – który zostanie zapewne poddany następnym analizom, tym razem już strony polskiej – należy pamiętać o kilku sprawach;

- to co otrzymaliśmy od Rosjan jest uwierzytelnioną kopią zapisu tego, co odczytano z rejestratorów samolotu i jest zapisem z samej kabiny. Jest to jedna z wersji, prawdopodobnie z początku maja. Być może zostały dokonane pewne korekty, o których nie wiemy.

- nie jest to zapis rozmów z pasażerami samolotu poza kabiną, nie jest to również stenogram rozmów załogi samolotu z wieżą – zapis z rejestratora wieży.
Nie jesteśmy w posiadaniu materiału z rozmów pomiędzy kontrolerami w wieży (było ich dwóch), oraz ich rozmowami (telefonicznymi) poza wieżą.

- nie mamy żadnych oficjalnych materiałów dotyczących rejestratorów zapisów stanu technicznego samolotu, poza wypowiedziami strony rosyjskiej (szefowa MAK, gen. Anodina), że nie stwierdzono żadnej nieprawidłowości w działaniu wszystkich urządzeń samolotu. Nie oznacza to jednak tego, że np. ustawienie urządzeń nawigacyjnych nie były prawidłowe…

- stenogram, który nam przekazano ma wiele pustych miejsc (zapisy niezrozumiałe),co wynika z tego, że otrzymaliśmy materiał z odsłuchu nieoczyszczonych taśm czarnych skrzynek.

Co więc otrzymaliśmy w wyniku tego odczytu?

Read More

Odpowiedzialność

Posted 01 cze 2010 — by Azrael
Category Lech Kaczyński, Państwo, Polityka, Polska

Kiedy Donald Tusk wystąpił po raz pierwszy oficjalnie w sprawie katastrofy, złożył deklarację, że poznamy wszystkie szczegóły i okoliczności wypadku. W związku z tym rząd, bo to teraz w jego dyspozycji są autoryzowane kopie zapisów czarnych skrzynek tupolewa, oraz stenogramy rozmów z kabiny załogi, musi je opublikować. Z pełną odpowiedzialnością za to, co się tam znajduje.

W połowie mają odbyła się w Moskwie konferencja międzypaństwowej komisji (MAK) badającej okoliczności wypadku. Obciążyła ona jednoznacznie (co nie oznacza że przesądziła o pełnej winie) polską załogę samolotu za doprowadzenie rozbicia samolotu. Wątek o tym, że udział w katastrofie mogła mieć również rosyjska obsługa naziemna, nie został wykluczony. Na prawdopodobny błąd polskiej załogi samolotu składają się także inne czynniki, które rozgrywały się na przestrzeni wielu tygodni przed wylotem porankiem 10. kwietnia z lotniska na Okęciu. Są to sprawy o charakterze politycznym, organizacyjnym, proceduralnym, decyzyjnym, splot dziesiątek, setek decyzji, a także zaniedbań, które doprowadziły do tego, że dowódca załogi, kapitan Arkadiusz Protasiuk został postawiony przed wyborem zero-jedynkowym nad zamglonym lotniskiem smoleńskim. Działania Kancelarii Prezydenta, KPRM, przygotowanie wyjazdu, jego zabezpieczenie, organizacja. Jeszcze wcześniej czynniki natury politycznej, które doprowadziły do podziału obchodów rocznicy katyńskiej na dwie części.

Rosjanie przekazali nam zapisy, nakładając pewnego rodzaju obostrzenia co do ujawnienia ich treści. W memorandum, jakie z polskiej strony podpisał minister spraw wewnętrznych, Jerzy Miller, są odniesienia do konwencji chicagowskiej, która jest podstawą porozumienia polsko-rosyjskiego dotyczącego wyjaśnienia okoliczności katastrofy. Rosjanie przypominają Polakom w ten sposób, że polska strona upubliczni zapisy na własny rachunek i na własną (polityczną) odpowiedzialność.

Read More

Policzyli się…

Mały szok, a na pewno konsternacja; Jarosław Kaczyński, a właściwie jego zwolennicy zebrali około 1.700.000 podpisów na listach rejestracyjnych kandydata Prawa i Sprawiedliwości w wyborach prezydenckich. W 9 dni, jak to podkreślano. Liczono, ile dziennie, ile na godzinę… nie podano tylko, ile czarno-białych zdjęć zmarłej pary prezydenckiej, Marii i Lecha Kaczyńskich rozdano, tak przy okazji…

Tak, mobilizacja zwolenników Kaczyńskiego była ogromna. I okrzyknięto, że jest to wielki sukces, ponieważ główny konkurent, Bronisław Komorowski, zebrał niecałe 760.000 głosów. To dużo mniej i wyraźnie wskazuje, że nadzieje niektórych, że wyścig prezydencki może się rozstrzygnąć w pierwszej rundzie, trzeba zweryfikować. Tym bardziej, że inni konkurenci też zebrali znaczącą ilość głosów (łącznie finalnie wystartuje 10. kandydatów).

Wysoki wynik cieszy zwolenników Jarosława Kaczyńskiego, pozwala im znów przedstawić swoje racje i poglądy. Przede wszystkim ten, że 20% przewaga Bronisława Komorowskiego w sondażach jest zafałszowaniem, że wynika to z presji mediów, że własne sondaże (czy te robione przez Radio Maryja, dające dużą przewagę Kaczyńskiemu), są bardziej wiarygodne. Tylko, że fakt uzyskania ponad dwukrotnej liczby podpisów nie oznacza tego, że musi się to powtórzyć przy urnie. Z wielkim prawdopodobieństwem można napisać, że nie powtórzy się.

Tak dobry wynik zwolenników Jarosława Kaczyńskiego da się wytłumaczyć racjonalnie, i nie jest to trudne.

Read More

Amok, mit, kult

Katastrofa samolotu TU-154M pod Smoleńskiem będzie wykorzystywana w polityce nie tylko doraźnie dla potrzeb prezydenckiej kampanii wyborczej. Będzie obrastała teoriami spisku, mitami męczeństwa, a także dla wielu będzie stanowiła cezurę polityczną. Dla wielu ważne będzie to, co się stało przed katastrofą i po niej. Będzie symbolem, a symbole mają to do siebie, że często są oderwane od życia, kontekstu, realiów. Warto może więc za nim te mity powstaną, przeciwstawić się nim. Trzeźwym, racjonalnym pojmowaniem rzeczywistości.

Śmierć prezydenta, małżonki i licznych przedstawicieli życia publicznego to nie była śmierć elity. To była śmierć ważnych osób dla państwa, które MUSZĄ być, i będą zastąpione przez innych. Elity polityczne nie kształtuję się same, one są służebne wobec społeczeństwa i to one określa, kto na takie miano zasłużył. I zarówno prezydent, jak i prezesi NBP, IPN, czy wysocy oficerowie Wojska Polskiego znajdą następców. Wyłonionych przez demokratyczne procedury.

Katastrofa nie jest żadnym aktem założycielskim nowej ery politycznej, nie jest początkiem żadnej przemiany, a już na pewno nie jest aktem jedności politycznej. Nie zostanie stworzona żadna nowa wspólnota, ponieważ ból i żal po zmarłych jest przeżyciem indywidualnym. Budowanie na tej podstawie wspólnoty, czy idei jest zadaniem nad wyraz karkołomnym. Społeczeństwo nie jest homogeniczne, nie można w demokracji narzucić mu jedynie słusznej interpretacji, czy poglądów.

Tragiczna śmierć dla niektórych stała się śmiercią nie tylko bohaterską, ale również męczeńską. Tylko, że śmierć bohatera i męczennika naznaczona jest zamiarem oddania życia za przekonania, wiarę, idee, z pełną odpowiedzialnością i świadomością. Katastrofa komunikacyjna na polu przed smoleńskim lotniskiem była tragedią, dla wielu, dla rodzin, bliskich, przyjaciół – ale nie była śmiercią męczeńską. I to, że była to ofiara ludzka złożona przed katyńską metropolią, nie oznacza, że została ona złożona świadomie. Ofiary i bohaterowie leżą w gromach Katynia, Miednoje, Ostaszkowa, zostali zgładzeni za to, że byli Polakami.

Teorie i mity wokół katastrofy samolotu tworzone są po to, aby nie łączyć obywateli, ale ich właśnie podzielić. Im więcej teorii, o zamachu, spisku – tym większa możliwość wywyższenia ponad miarę tych, którzy nie zawsze na to zasługiwali. To możliwość podzielenia społeczeństwa na prawdziwych patriotów (My, Naród) i na tych, którzy nie mają prawa według Prawych Polaków się do wybrańców zaliczać. Po to ten mit męczeństwa jest tworzony, aby wokół niego można było zbudować kult. Wyjaśnienie kulis katastrofy może boleśnie przerwać budowę mitu. Tym bardziej, że dziedzictwo Lecha Kaczyńskiego już teraz wygląda na wyjątkowo skromne.

Azrael

Bez taryfy ulgowej

Do pierwszej rundy wyborów prezydenckich pozostało mniej niż 7 tygodni, a obserwatorzy narzekają, że prawdziwej kampanii wyborczej nie ma. I mają rację, ale tylko częściowo. Ona się toczy, ale na zupełnie innych warunkach, niż do tego byliśmy przyzwyczajeni. Zawsze było tak, że jej ton nadawali najsilniejsi gracze na rynku, ci, którzy byli na czele peletonu wyborczego. Do nich i ich narracji politycznej musieli się dostosować pozostali konkurenci. Chyba, że znajdował się ktoś, kto „przełamywał falę” polityczną i stosując nową formę komunikacji potrafił narzucić nową formułę gry. Kimś takim jest Barack Obama, któremu udało się stworzyć obraz człowieka z poza establishmentu politycznego, a do tego jeszcze stworzył unikalną formułę kampanii w internecie. I wygrał. W Polsce się to nie powtórzy.

Jest już zupełnie jasne, że walka wyborcza rozegra się pomiędzy dwoma kandydatami, Jarosławem Kaczyński ze strony Prawa i Sprawiedliwości i Bronisławem Komorowskim ze strony Platformy Obywatelskiej. Pozostali kandydaci, jeżeli osiągną w pierwszej rundzie wynik ponad 10% – będą mogli sobie to poczytać za sukces. Jeżeli oczywiście wejdą w ogóle do gry, ponieważ dochodzą sygnały, że Andrzej Olechowski ma poważne problemy z zebraniem koniecznych do startu 100.000 podpisów na listach wyborczych.

Bronisław Komorowski swoją kampanię prowadzi od dawna. Prawybory w PO były właśnie taką kampanią prowadzoną w tradycyjnym stylu; media, wywiady, spotkania, aktywizacja zaplecza politycznego. Teraz już nie musi. Wypadek pod Smoleńskiem jest dla niego cezurą, która ustawiła go na prostej drodze do prezydentury. On w świadomości społecznej już pełni funkcję prezydenta, nie musi wiele robić, aby tylko „dowieźć” swoje poparcie społeczne do wyborów – a te mogą się skończyć na pierwszej rundzie, ponieważ niektóre sondaże dają mu ponad 50% poparcia. Podkreśleniem pozycji „prezydenckiej” Komorowskiego był jego wywiad dla TVN24, zrealizowany na Zamku Królewskim. Nazbyt dosłowne – ale z punktu widzenia politycznego PR, działanie skuteczne. Można mówić, że Komorowski jest politykiem drugiego planu i że brak mu charyzmy, ale teraz właśnie ktoś taki, po okresie konfliktowej prezydentury Lecha Kaczyńskiego (i w perspektywie jeszcze ostrzejszej ewentualnej kadencji jego brata, Jarosława) jest dla większości wyborców lepszym wyborem – dla wielu mniejszym złem.

Read More

Ten zły prezydent Kaczyński

Posted 27 kwi 2010 — by Azrael
Category Lech Kaczyński, Państwo, Polityka, Polska, Społeczeństwo, demokracja

Nie jest chyba tajemnicą, że postać Lecha Kaczyńskiego będzie tłem dla jego brata w rozpoczynającej się kampanii prezydenckiej. Może się nie ukazywać na plakatach, bilbordach, ale będzie stale obecna trakcie trwania kampanii. I będzie również punktem odniesienia dla nowego prezydenta, niezależnie od tego, czy będzie to Jarosław Kaczyński, czy inny kandydat. Bardziej będzie to widoczne, niż w przypadku Aleksandra Kwaśniewskiego i jego następcy, ponieważ w roku 2005 oczy były zwrócone jednak na jego brata, siłę sprawczą nowego rządu i twórcę projektu IV RP.

Nie da się uniknąć w związku z tym oceny prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Nie można jej jednak dokonać w sposób całkowicie obiektywny, ponieważ nie ma takiej miary, która by potrafiła kwantyfikować działalność polityczną. To, co zrobił Lech Kaczyński na swoim urzędzie, może zostać tylko opisane – a w tym wypadku nie unikniemy filtru subiektywizmu.

Tuż po katastrofie usiłowano natychmiast stworzyć atmosferę, że śmierć Lecha Kaczyńskiego i jego żony jest ostatecznym argumentem podkreślającym jego unikalność i wielkość. Coś, co były zwieńczeniem jego polityki społecznej i historycznej, pomnik jego prezydentury. Ci, którzy zaczęli ten pomnik spiżowy kuć, przesadzili jednak, inicjując, lub dając tylko zgodę na pochówek pary prezydenckiej na Wawelu. Coś, co miało zwieńczyć wielkość Kaczyńskiego, ukazało jego prawdziwy format. Coś, co miało go zrównać z wielkimi Polski, ustawiło go w przedsionku wielkości, jak jego sarkofag o stopień niżej od grobu Marszałka Józef Piłsudskiego.

Read More

Kampania spowita czernią

Dziś zamknięta została formalnie lista ubiegających się o urząd Prezydenta RP. Jarosław Kaczyński został kandydatem Prawa i Sprawiedliwości, a szefową jego kampanii będzie Joanna Kluzik-Rostkowska, chyba najbardziej liberalny polityk tej partii. Czy to oznacza, że będziemy mieli nowy, kolejny zwrot w polityce PiS i samego Kaczyńskiego? Nic podobnego. Wystarczy przeczytać oświadczenie, jakie Kaczyński umieścił na stronie partii, aby upewnić się, że linia polityczna pozostaje bez zmian, a kampania będzie opierała się o schemat odwołujący się do pamięci o bracie, Lechu Kaczyńskim.

Jarosław Kaczyński i jego otoczenie chce wykorzystać sprawę katastrofy pod Smoleńskiem w kampanii. W oświadczeniu nie tylko odwołuje się do spuścizny swojego brata, ale również do pamięci o innych zmarłych. Widać wyraźnie, że Kaczyński chce się nam przedstawić jako spadkobierca idei i myśli politycznej brata. Jednak wyborcy będą pamiętali, a jeżeli nie, to kontrkandydaci na pewno to przypomną, że do dnia śmierci to Lech Kaczyński był raczej uważany za depozytariusza woli brata. Odwoływanie się do zmarłego brata i jego testamentu siłą rzeczy będzie również odwołaniem do idei IV RP – do schematu i projektu politycznego, który łatwo można zaatakować.

Komitetów wyborczych zarejestrowano 22 lub 23, ale już dziś z dużą dozą prawdopodobieństwa można napisać, że poważnych kandydatów jest kilku, a do drugiej rundy przejdą Jarosław Kaczyński i Bronisław Komorowski, z ramienia PO. Dwie najsilniejsze partie już skupiają wokół siebie bloki, po stronie PiS opowiedziała się „Solidarność” (można powiedzieć – wreszcie Janusz Śniadek się określił…), swoje poparcie dla PO zgłosiła właśnie Partia Demokratyczna. Andrzej Olechowski, Grzegorz Napieralski i Waldemar Pawlak za sukces będą musieli uznać wynik powyżej 10% poparcia.

Read More

Prawda i prawda domniemana

Posted 25 kwi 2010 — by Azrael
Category Lech Kaczyński, Państwo, Polityka, Polska, Prawo, Społeczeństwo, demokracja, wybory

Po dwóch tygodniach od katastrofy TU-154M pod Smoleńskiem pytań i wątpliwości jest coraz więcej, odpowiedzi dużo mniej. Wynika to z tego, że informacje, które docierają do interesujących się sprawą, mają swoje źródła w wielu miejscach, są zaburzone, a tych prawdziwych, oficjalnych, wynikających z prac komisji polsko-rosyjskiej, jeszcze nie ma. Jej pierwszy oficjalny komunikat zostanie przedstawiony dopiero w przyszłą środę. To, nawet biorąc pod uwagę żałobę narodową, jest dość późno. Wyjaśnienia i informacje przedstawiane przez prokuraturę polską, pod kierownictwem Andrzeja Seremeta, są niewystarczające, ponieważ, po pierwsze, samych prokuratorów obowiązuje tajemnica śledztwa, po drugie, tylko cześć zagadnień jest objęta jej dochodzeniem. Pamiętać warto, że na czele tej komisji stoi premier Donald Tusk ze strony polskiej i Władimir Putin ze strony rosyjskiej.

Sprawa wypadku i jego przyczyn ma wymiar wielowątkowy i wielopłaszczyznowy, nie ogranicza się tylko do samego lotu Tupolewa, wypadku i jego technicznego wymiaru. Badający wszystkie zagadnienia muszą się zmierzyć z całym szeregiem zagadnień natury organizacyjnej, prawnej, technicznej, informacyjnej, także politycznej. Bez zbudowania całego modelu, wyjaśniającego, jak doszło do organizacji feralnego lotu, jakie były jego powody, kto był odpowiedzialny za całą realizację wyjazdu na prezydenckie obchody rocznicy katyńskiej, kto zajmował się logistyką, zabezpieczeniem wyjazdu, kto zdecydował o składzie lotu… i o szeregu innych spraw, nie da się dojść do pełnego obrazu. Niektórzy stwierdzają, że powinno być to zrobione w formie białej księgi, zapisu dochodzenia, z podaniem materiałów źródłowych, przesłuchań, analiz. Tak, ale opracowanie takiego dokumentu, to miesiące, a może i lata. Biała księga może być tylko podsumowaniem prac różnych zespołów i komisji.

Wyjaśnienie szczegółów technicznych samej katastrofy jest oczywiście bardzo ważne. Na dziś podstawowym pytaniem jest to, dlaczego samolot prezydenta znalazł się w momencie podejścia do lotniska na wysokości, która uniemożliwiła mu praktycznie jakąkolwiek reakcję. Czy zaistniała tu wina załogi samolotu, wina obsługi naziemnej, kontroli ruchu, czy wpływ miały czynniki techniczne, czy konglomerat wszystkich tych elementów. Ale ważniejsze jest to, dlaczego w ogóle w tych warunkach pogodowych, przy stanie wyposażenie lotniska, charakterystyce samolotu i jego wyposażeniu, a wreszcie przy informacjach dostępnych załodze doszło do próby lądowania. Na dziś, z dostępnych informacji jednoznacznie wynika, że samolotu TU-154M w tym miejscu i w tych warunkach w ogóle nie powinno być. I lotnisko i samolot nie pozwalały na jego lądowanie.

Read More

Czy Jarosław Kaczyński jest Polsce potrzebny?

Analizując polską politykę naturalnie odnosimy ją do tego, co się dzieje w innych państwach. Bliska jest nam kultura polityczna Zachodu, wypracowane procedury i obyczaje demokratyczne. Mówią one, że polityk, który poniósł porażkę polityczną, powinien odejść na emeryturę albo, jeżeli posiada stosowny autorytet, może zająć pozycję „mędrca”, w ciałach doradczych, komitetach politycznych. W przypadku Wielkiej Brytanii odchodzący premier przegranej partii oddaje w niej władze, a sam zostaje praktycznie z automatu członkiem Izby Lordów… W Polsce Izby Lordów nie ma, więc polityk przegrany zostaje na czele partii, aż do granic kompromitacji…

Jarosław Kaczyński w roku 2007 oddał ster rządów, choć nie musiał tego robić. Oddał i przegrał wybory. Wcześniej przegrał wybory samorządowe (na szczeblu sejmików wojewódzkich, a także w dużych miastach, mających znaczenie polityczne i prestiżowe) i ostatecznie przegrał wybory do Parlamentu Europejskiego. Partia pod jego przewodnictwem ma za sobą trzy porażki – nie klęski. Jednak Kaczyński pozostaje na stanowisku partii, ponieważ tylko on, podobno, może być spoiwem partii i jej motorem napędowym, także jej ideologiem.

Problem jednak w tym, że Jarosław Kaczyński zarówno jako polityk, jak i ideolog jest już całkowicie wypalony. Od czasu wyborów w roku 2005 z pod jego ręki nie wyszedł ani jeden świeży, nowatorski, współczesny projekt. W żadnej dziedzinie, ideologicznej, ekonomicznej, polityki zagranicznej, czy państwa. Projekt IV RP, przypomnijmy, to pomysł z roku 2005 nie tylko Prawa i Sprawiedliwości, ale również Platformy Obywatelskiej, poniósł klęskę. Poniósł klęskę, ponieważ opierał się na fałszywych przesłankach ideowych, odnoszących się do przeszłości, do rozliczeń, podziału i dezintegracji społeczeństwa. Przykładem braku pomysłów i programów Kaczyńskiego są zapowiadane co kilka miesięcy nowe programy, nowe projekty, nowe otwarcia, na młodzież, inteligencję, z których dokładnie nic nie wynikało. Przedstawiony na przełomie roku projekt zmian konstytucyjnych, mający być efektem prac samego prezesa, był tak naprawdę korektą projektu Konstytucji z roku 2005, którego współautorem był Kazimierz Michał Ujazdowski, którego skrzętnie „wygumkowano” z tego projektu, jak i z historii partii.

Read More