
Budowanie przez Platformę Obywatelską pozycji politycznej (i wyborczej) na negacji działań Prawa i Sprawiedliwości i Jarosława Kaczyńskiego, jak radzą ponoć sprowadzeni ze Stanów Zjednoczonych specjaliści od politycznego PR, jest dobrą taktyką, ale na dłuższą metę złą strategią.
W długim przedziale czasu, dłuższym niż okres kadencji parlamentu, rządząca koalicja powinna PiS wyeliminować ze sceny politycznej, używając do tego wszystkich dozwolonych w demokracji sposobów. Nie można oczekiwać, że Prawo i Sprawiedliwość przegra i rozsypie się pod naciskiem wyników wyborów jesiennych. Koszty destabilizacji społecznej w oczekiwaniu na spełnienie się takiego scenariusza mogą być zbyt duże.
Stefan Bratkowski, dziennikarz, publicysta, działacz opozycji demokratycznej, pozytywista, honorowy prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich powiedział, chyba jako pierwszy przedstawiciel mediów z taki autorytetem, że Polsce zagraża działalność totalitarnej formacji, za jaką uważa Prawo i Sprawiedliwość. To ryzykowne porównanie, które w polskim kontekście historycznym może być oceniane jako zbyt karkołomne, na wyrost. Tylko, że jeżeli się prześledzi historię z lat 30. ubiegłego wieku, to analogii najdziemy nadzwyczaj dużo. Polska demokracja jest wprawdzie stabilna, gospodarka zdrowa, otoczenie zewnętrzne przyjazne, natomiast atmosfera wewnętrzna, tworzona przez część polityków i mediów wskazywałaby na zupełnie coś innego. I tak jak Adolf Hitler doszedł do władzy na fali histerii wobec możliwości przejęcia władzy przez socjaldemokratów i komunistów niemieckich, tak teraz „lud” straszony jest liberałami Donalda Tuska, do tego zdrajcami i agentami niemieckimi i rosyjskimi. Niektórzy twierdzą, że brakuje tylko tego, aby Polska pogrążyła się w chaosie ekonomicznym, za którym mógłby pójść rozpad struktur politycznych i państwowych, aby objawił się polski odpowiednik Franza von Papena, który by wezwał Jarosława Kaczyńskiego do „uratowania Polski i Narodu”. Jarosław Kaczyński od 2007 roku robi wszystko, aby wrócić do siedziby rządu w Alejach Ujazdowskich, ale kolejne próby powrotu przy pomocy wyborów demokratycznych kończą się jego dotkliwymi porażkami. Katastrofa smoleńska, z jej wstrząsem społecznym, złożeniem brata, prezydenta Lecha Kaczyńskiego na Wawelu, dała mu nowy impuls. Dała mu także, w jego mniemaniu, mandat do tego, aby można było okrzyknąć go zbawcą Polski, wyzwalającym ją z rąk liberałów, którzy sprowadzili Polskę do poziomu kondominium rosyjsko-niemieckiego. Jarosławowi Kaczyńskiemu marzy się rola nowego Piłsudskiego, jednocześnie nowego caudillo, wyniesionego do władzy przez antyliberalną kontrrewolucję.




Najnowsze komentarze