Zbig Brzeziński

Książka, którą właśnie odłożyłem, jest wyjątkowa. Ta wyjątkowość polega na tym, że dotyczy człowieka, który z Polską miał styczność śladową (przeżył w niej tylko dwa lata dziecięce), ale jego wpływ na Polskę i jej otoczenie jest nie do przeceniania. Wyjątkowość książki polega również na tym, że napisana została przez Polaka głęboko osadzonego w środowisku amerykańskim, nie polonijnym, ale establishmentu najwyższego szczebla. Andrzej Lubowski nie jest klasycznym biografem, nawet publicystą, to ekonomista po SGPiS, Berkeley i Stanfordzie, człowiek ciekawy świata i jego mechanizmów.

Zbigniew Brzeziński, bohater książki „Zbig. Człowiek, który podminował Kreml”, autorstwa Andrzeja Lubowskiego to postać w Polsce znana, ale tylko w bardzo wąskim zakresie. Polacy postrzegają go przez pryzmat stanowiska jakie zajmował w administracji Jimmiego Cartera, prezydenta USA, który ma obok Richarda Nixona najgorszą prasę pośród mieszkańców Białego Domu w XX wieku. Czy słusznie, to oceni historia.

Książka Andrzeja Lubowskiego, jak na opracowanie biograficzne, czy pracę naukową nie jest obszerna, raptem 300 stron z przypisami i indeksami. Autor sam wyraźnie zaznacza, że nie jest to biografia, ani opracowanie naukowe, ale na końcu znajdziemy solidną bibliografię. Nie jest to również hagiografia, Lubowski nie jest przyjacielem Brzezińskiego, choć spędził z nim wiele godzin na rozmowach. Nie da się ukryć, że jednak czuje do tego amerykańskiego politologa sympatię, sympatię wynikającą głównie ze zbieżności poglądów na wiele spraw politycznych, przede wszystkim stosunku Brzezińskiego do Rosji i szerzej komunizmu.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 20. maja

Trzy książki

Sebastian Junger, korespondent magazynu Vanity Fair wydał książkę pt. „War”, w której postanowił opisać codzienność młodego żołnierza w Afganistanie, żyjącego w ekstremalnych warunkach i któremu grozi śmierć w każdej minucie. Junger spędził kilka miesięcy w Afganistanie w jednym z plutonów, w prowincji Kunar, 25 mil od granicy z Pakistanem. Junger nie opisuje sytuacji politycznej w Afganistanie; jego bohaterami są młodzi żołnierze, którzy jak laboratoryjne szczury byli obserwowani prze autora, po to aby mógł on zrozumieć warunki w których żyli i jak te ekstremalne warunki, ataki ze strony Talibów, relacje z ludnością tubylczą wpłynęło na ich życie po powrocie do kraju. Żołnierze Drugiego Plutonu, otoczeni przez wroga z każdej strony, mieszkali w trudnych warunkach często bez wody, bez odpowiedniego żywienia oraz kontaktu ze światem. To co mieli to czas, broń i oczekiwanie. Zadaniem żołnierzy było zabicie wojowników oraz przekonanie ludności Korangali, że Amerykanie to przyjaciele a nie wrogowie. Junger opisuje czas kiedy nie było strzelania, oczekiwanie żołnierzy aby coś się wydarzyło, cokolwiek, gdyż warunki oraz miejsce były nie do zniesienia. Książka ma trzy rozdziały: Strach, Zabijanie oraz Miłość. Junger przedstawił brzydotę świata kiedy trzeba było zabijać i mieszkać w budynkach z karaluchami i tarantulami, jak również bezsilność żołnierzy w bezczynnym oczekiwaniu. Wojny nie można zrozumieć jeżeli się jej nie przeżyło oraz tych którzy w niej walczyli i z niej wracają. Mentalność żołnierzy, ich strach, aby ktoś przez nich nie zginął, strach pozbawienia kogoś życia, strach przed powrotem, złość, gniew, myśli samobójcze, samotność i brak zrozumienia, to cel książki Jungera, książki dającej ciekawy obraz bezsensu wojny prowadzonej przez Amerykanów.

Continue Reading →

„Takich przyjaciół nie życzę…”

Zamieszanie wokół biografii Ryszarda Kapuścińskiego, „Kapuściński non-fiction”, autorstwa Artura Domosławskiego trwa od wielu dni i przynosi wymierny efekt; pierwszy nakład książki, w ilości 45 tyś. egzemplarzy został wykupiony praktycznie na pniu. I o to być może w tym wszystkim chodziło, aby rozgłos, a właściwie skandal wokół książki, jej autora przyniósł wymierne efekty.

Po biografii Lecha Wałęsy, napisanej przez Pawła Zyzaka to następna publikacja książkowa, która wywołała takie emocje. O ile jednak tamta książka była dziełkiem natury czysto demaskatorskiej, napisana została pod tezę i w celu udowodnienia, że Lech Wałęsa pomnikową i nieskazitelną postacią nie był już od czasów młodości, to publikacja Domosławskiego, też demaskatorska, jest jednak pewnym materiałem do dyskusji o wielu sprawach i na wielu płaszczyznach. Jednak nie jest to pozycja traktując o całości zagadnienia pod tytułem „Ryszard Kapuściński – życie i twórczość”. I jak widzimy, jakie emocje ona wyzwala wśród czytających (a nawet tych, którzy jej nie dotknęli, ale wiedzą…), warto było ją wydać. Czy jednak jest ona warta rozgłosu ze względu na wartość merytoryczną – jest to inna sprawa. Niestety, Domosławski bardzo pobieżnie dotyka zagadnienia fenomenu twórczości Kapuścińskiego i jej znaczenia w wielu zakątkach świata. Skupiając się tylko na wątpliwościach i nieścisłościach nie dotyka magii książek Kapuścińskiego.

Continue Reading →

Czytanki (nie)oszołomów – Stefan Bratkowski

Wczoraj zaprezentowałem materiał Piotra Bratkowskiego o książce Artura Domosławskiego o wielkim polskim reportażyście i pisarzu, Ryszardzie Kapuścińskim. Dziś opinia inna, a raczej wspomnienie, autorstwa bliskiego i długoletniego przyjaciela, nestora polskiego dziennikarstwa, Stefana Bratkowskiego. I tak jak poprzedni tekst, pozostawię to bez komentarza…

Azrael

————————————–

Stefan Bratkowski: Zdemaskować reportera


Wielkość w ogóle trudno się znosi, nie tylko w Polsce, choć u nas ponoć najciężej. Trzeba zrozumieć demaskatora. Zaprzyjaźnia się z wielkim człowiekiem, wchodzi do niego do domu, ale odkrywa, że to po prostu normalny człowiek, a w takiej sytuacji nie da się strawić jego wielkości. Dlatego nie można wymagać, by najpierw przybliżył nam po śmierci Kapuścińskiego jego twórczość. Cudza wielkość rani, kole, uwiera, nie można się dziwić, gdy ból ambicji własnej każe ją zdemistyfikować, odrzeć ze światowego na dobitek uznania i sławy. To naturalne. Pochwały dla „biografistyki” demaskatora świadczą, że to uczucia bardzo częste, prawie powszechne.

Jak odebrać chwałę reporterowi? To proste: trzeba mu odebrać wiarygodność, zaufanie czytelników i wydawców. Ukazać, że Kapuściński koloryzował, mitologizował, upiększał, słowem, zmieniał opisywaną rzeczywistość. Nawet w szczegółach się mijał z prawdą, jak z tym sikającym pieskiem w „Cesarzu”. Nie ważne, że to w ogóle nie reportaż, a wielka metaforyczna proza, wymierzona nie w cesarza Etiopii, lecz w nasz własny, a tym bardziej radziecki, ówczesny ustrój – na etiopskiej kanwie. Piesek się liczy. Z „Szach-in-szacha” usunął Kapuściński CIA, na pewno ze strachu, że CIA w rewanżu zdemaskuje go jako agenta wywiadu PRL; nie ważne, że i to dzieło nie dotyczyło wcale samego tylko Iranu. Jeśli ma się zdołować Kapuścińskiego, wolno nie rozumieć, czego dotyczyła ta proza.

Słyszę, że demaskator nie chciał demaskować… Ale sam tytuł książki – „Kapuściński non-fiction” – odsłania zamiar. Zamiar dużego formatu. Robić twórcę własnego mitu z człowieka bezpośredniego, bezpretensjonalnego, prostego w sposobie bycia – to swoisty wyczyn, dowód wielkich ambicji, na miarę Kapuścińskiego, żeby się na nim podwieźć do sukcesu.

Tak, trzeba demaskatora zrozumieć. Podziwiam, jak zręcznie i do końca potrafił omijać mój numer telefonu, telefonu człowieka, który przyjaźnił się z Ryśkiem 50 lat, czy telefonu Sławomira Popowskiego, u którego w Moskwie Kapuściński mieszkał przez dwa lata, zbierając materiał do „Imperium”. Omijał demaskator owe telefony, bo mógłby dowiedzieć się czegoś psującego słuszną perspektywę – a ileż pracy włożył w zebranie tylu chętnych, słusznych wypowiedzi, nawet takich przyjaciół, co to znali Ryśka przed 60 laty rok, dwa, w szkole! Znali słusznie. Na tyle, by wspólną dziecinność mianować „cynizmem”.

Dowiedzieliśmy się o „współpracy” Ryśka z wywiadem PRL. Nie pierwszy raz, Newsweek już chyba ze dwa lata temu objawiał wiedzę o „teczkach”, w których, jak się okazało, nic nie było. Dlaczego nie było? W roku 1959, po moim reportażu o Polskiej Agencji Prasowej, zaprosił mnie, jednego z rozbitków „Po prostu”, na rozmowę naczelny PAPu, Hoffman. Spytał mnie jako operującego językiem angielskim, czy bym nie miał ochoty na pracę korespondenta zagranicznego. Nie miałem, interesował mnie Kraj, ale nim odpowiedziałem, Hoffman dorzucił, że przy wyjeździe korespondent musi podpisać taki, wiecie, no, papier. Kiedy zobaczył, jak mnie to spłoszyło, pomachał ręką:

- Nie, nie, mylicie się… Kiedy kogoś wysyłam, odbywam z nim rozmowę i wbijam mu w głowę, żeby dobrze zapamiętał, że nasz korespondent nie może podejmować żadnej współpracy z wywiadem, bo w razie jej wykrycia stracimy placówkę i nikt już więcej tam nie dostanie akredytacji. Ten podpis to tylko formalność. Możecie zapytać swoich kolegów, którzy u nas pracują…

Pytałem. Tak było, jak mówił Hoffman, a dziś wiemy, że wywiad PRL po paru bezpłodnych latach skreślał korespondentów PAP ze swego inwentarza. Jeden z moich przyjaciół wysyłał do centrali PAP ze świata informacje nie wywiadowcze – o swych miejscowych znajomych, których można by zainteresować kontaktami handlowymi z Polską, przekazywał telefony, adresy, tematykę możliwych interesów, po czym, wróciwszy do kraju, znalazł wszystko, co przysyłał, w najniższej szufladzie biurka szefa redakcji zagranicznej… Wiadomości od korespondentów, które nie mogły ukazać się w prasie PRL, publikowano w „Biuletynie Specjalnym” PAP. Nigdy, o ile wiem, nie ukazały się drukiem korespondencje Ryśka z Kenii, gdzie zaprzyjaźnił się z młodym, chyba radykalnym, czarnoskórym przywódcą; nazwisko pamiętam do dzisiaj, po 50 latach – Tom M’Boya, po jakichś latach zginął bodaj w zamachu. I nie słyszałem, by ktoś spróbował przejrzeć te BSy.[...]

—————————–

Całość materiału na Studio Opinii

Czytanki (nie)oszołomów – 23. stycznia 2010 roku

Już jeden krótki tekst o książce Artura Domosławskiego, „Kapuściński non-fiction” napisałem, miałem jeszcze tej sprawie poświęcić trochę czasu. Ale ani nie jestem za bardzo do tego upoważniony, ani nie czytałem książki, w związku z tym oddaję głos dziennikarzowi „Newsweeka”, Piotrowi Bratkowskiemu, co i drogę Kapuścińskiego zna, ma tyle lat, że rozumie więcej, a do tego książkę Domosławskiego czytał. Mnie jego opinia przekonuje, że tę pozycję trzeba poznać i że na pewno nie zmieni ona mojego stosunku do osoby i twórczości Maestra.

—————————————————————————————————————————–

Biografia Kapuścińskiego: ani bajka ani lincz


Wiadomo już, że sąd oddalił wniosek o zakaz publikacji książki Artura Domosławskiego „Kapuściński non-fiction”. W całej sprawie wypowiadają się – czasem bardzo autorytatywnie – ludzie, którzy napisanej przez Domosławskiego biografii nie czytali. Ja akurat ją znam – i oto, co sądzę:

Dzieci lubią bajki. Gdy dorastają, przestają w nie wierzyć. To bywa bolesne.

Kiedyś jednak powtarzano, że bez tego bólu niemożliwa jest dorosłość. Ale świat się zmienił: dziś w cenie jest niedojrzałość. Dlatego i ludzie – ba, całe społeczeństwa – wolą bajki od prawdy. Bajka znieczula; prawda boli. I często – niepotrzebnie komplikuje świat, który najwygodniej jest postrzegać w prostych, zero-jedynkowych kategoriach.

Biograficzna książka Artura Domosławskiego „Kapuściński non-fiction” zdążyła już wywołać skandal, choć jeszcze nie ukazała się. I nawet nie wiadomo, czy się ukaże. Od jej wydania odstąpiła oficyna „Znak”, dla której początkowo była przeznaczona. Zaś gdy wydawnictwo „Świat Książki” ogłosiło, że planuje na 1 marca premierę biografii Kapuścińskiego, wdowa po pisarzu złożyła w sądzie pozew, domagający się zakazu rozpowszechniania książki. I dodatkowo żąda, by sąd – w celu zabezpieczenia powództwa – do czasu ogłoszenia wyroku wstrzymał jej dystrybucję.

O ileż byłoby piękniej i prościej, gdyby o zamieszaniu z książką Domosławskiego, dało się opowiedzieć w konwencji bajki! Na przykład takiej, w której po jednej stronie stałaby kobieta, strzegąca dobrego imienia zmarłego męża. A po drugiej – inkwizytorski lustrator lub brukowy pismak, gotowi wdeptać wielkiego pisarza w szambo, w imię fanatycznie wyznawanej ideologii lub własnej, mierzonej siłą medialnej sensacji kariery. Albo bajki odwrotnej, jak w przypadku głośnego filmu o firmie Amway, gdzie siły Dobra reprezentował poszukujący prawdy artysta, zaś potęgę Zła – strzegąca swych sekretów tajemnicza korporacja.

Continue Reading →

Inteligencki PRL

Kilka dni temu minęła kolejna rocznica Manifestu PKWN, 65. Nie była hucznie obchodzona, bo i nie ma czego tak naprawdę świętować, dokument sporządzony w Moskwie nie był ani żadną konstytucją, był tylko aktem założycielskim państwa, którego suwerenność była mocno problematyczna. Jednak PRL był, i jest dalej, ojczyzną dla wielu żyjących nadal i odżegnywanie się od niego, próba udowodnienia, że się urodziło w roku 1989, a z tamtymi czasami ma się luźny związek, nie ma specjalnie sensu. PRL był Polską, w której żyło kilkadziesiąt milionów ludzi, który zostawił po sobie dorobek, w którym żyli obok siebie ludzie o różnych poglądach, przeszłości i reprezentujący różne wartości i sposób na życie.

Polska lat 1944 – 1989 opisywana była przez wielu, ale zbiorczego opisania tamtych czasów nie znajdziemy, tym bardziej, że nie jest możliwe napisanie historii takiej, która by odpowiadała wszystkim, i na wszystkie pytania. Historia żyje w dalszym ciągu w ludziach i ich wspomnieniach.

Jakiś czas temu otrzymałem w prezencie książkę, zatytułowaną „Mój PRL”, autorstwa Aleksandra Jerzego Wieczorkowskiego (PW Rzeczpospolita SA, Warszawa 2007). Otrzymałem ją od samego autora, mojego redakcyjnego kolegi z gazety internetowej Studio Opinii, z prośbą „o życzliwą lekturę”, jak zostało to napisane w dedykacji. Przeczytałem tę pozycję chętnie, nie tyle życzliwie, bo książki, a szczególnie biografie, czy autobiografie, powinno się czytać z dystansem, a o tym, czy po przeczytaniu można dalej myśleć życzliwie o jej autorze, czy już tylko „życzliwie”, decyduje… subiektywna ocena.

Nie będzie więc to recenzja, bo książka zresztą nie ma ambicji być dziełem literackim, lecz raczej zapisem świadomości, i pewną ekspiacją człowieka, który w tamtych czasach uczestniczył aktywnie w życiu literackim i dziennikarskim Warszawy i PRL.

Continue Reading →

Kilka zdań o Kołakowskim

„Nie ma takiej idei, za którą nie można by, gdybyśmy chcieli, odkryć jakiejś innej, i nie ma takiej ludzkiej motywacji, której nie da się, jeśli się tylko dobrze postaramy, uznać za zwodniczą ekspresję innej, jakoby głębszej”

Nie można właściwie pisać o jednym Leszku Kołakowskim. Nie znajdzie się chyba również na świecie człowiek, który byłby wstanie ogarnąć całą jego spuściznę naukową, eseistyczną, prozatorską. Na Świecie poznany w latach 70. jako krytyk marksizmu, dopiero później odkryto jego wielkie przemyślenia na temat historii filozofii, styku humanizmu z religią, szerzej filozofii i religii. Pisze się o nim jako o najwybitniejszym filozofie współczesnym, o czym świadczyć ma przyznana w roku 2003, jako pierwszemu laureatowi nagroda biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych im. Johna Klugego. Ta opinia dla kogoś, kto nie stworzył własnego, spójnego systemu filozoficznego, świadczy o jego przenikliwości umysłu i umiejętności nie tylko syntezy, ale również interpretacji filozoficznej.

Kołakowski nie narzucał swojego poglądu arbitralnie, ex cathedra. Słynął, zresztą od młodych lat, z umiejętności stawiania pytań, ale nigdy nie były to pytania zamykające. Był zawsze człowiekiem, filozofem poszukującym, dlatego jego droga od zdeklarowanego marksisty prowadzi przez rewizjonizm tej teorii, aż do czegoś, co sam nazwał, zapewne w przypływie swojej wielkiej samoironii, konserwatywno-liberalnym socjalizmem. Te poglądy nie były podyktowane ani zewnętrznymi wpływami, ani modą.

Od wielu lat na emigracji, nie prowadzący w Polsce działalności naukowej i dydaktycznej, był obecny duchowo. Z jego inspiracji powstał KOR i rozpoczęły działalność tak zwane Uniwersytety Latające, przypisuje mu się ideę powstania wolnych związków zawodowych. Został za wkłada w budowę demokratycznej Polski odznaczony Orderem Orła Białego.

Kołakowskiego cenię za umiejętność opowiadania o wielkich sprawach i problemach w sposób nadzwyczaj jasny, jego swoboda myśli jest dla mnie niedoścignionym wzorem. No i oczywiście za liberalizm.

Poniżej kilka linków do miejsc gdzie można poczytać o Kołakowskim albo poczytać jego…

„GW1″

„GW2″

„Rzeczpospolita1″

„Rzczepospolita2″

„TP1″

„TP2″

„Strach” – jak Polak z Polakiem

Nie zawiodłem się znów na polskich publicystach, dziennikarzach, komentatorach, politykach i oczywiście, całym społeczeństwie.

Książka „Strach. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści”, Jana Tomasza Grossa wydana przez krakowski „Znak”, rozpętała dyskusję zastępczą. Powiedziałbym – statystyczno – pseudonaukową.

Wydawnictwo to, traktowane w Polsce jako dzieło naukowe, jest w rzeczywistości esejem, opierającym się na wspomnieniach i świadectwach Żydów ocalałych po Holokauście, ich losach powojennych. Opisuje także relacje polsko – żydowskie po wojnie. Pogromy, mordy i co było skutkiem tego (choć nie tylko tego) – żydowską emigrację. Książka jest zamierzoną prowokacją, mającą według Grossa dać Polakom impuls do przemyślenia swojej postawy wobec Żydów w obliczu Holokaustu i upadku wartości – i pozwolić na oczyszczenie się z pewnych stereotypów.

Według Grossa antysemityzm Polaków jest stanem złożonym, wynikającym z faktu psychologicznego, polegającego właśnie na wojennej obojętności Polaków wobec masowego mordu, poczynionego przez Niemców na Żydach i strachu przed utratą zajętych po Żydach majątków, kiedy ci wracali po wojennych przejściach w swe rodzinne strony.

Książka wywołuje dyskusję, ale nie taką jak by chciał Gross – i nie taką, na jaką stać powinno Polaków. Nie ma w tej dyskusji prawie wcale pierwiastka moralnego, dyskusji o tym, czym jest antysemityzm i rasizm, jak został on w Polakach zakorzeniony, czy wybuchł on z powodu traumy wojennej i rozluźnienia gorsetu moralności, przewartościowania stosunku do drugiego człowieka w obliczu hekatomby hitlerowskiej, czy może są także głębsze przyczyny tego zjawiska.

Continue Reading →

Krzysztof Komeda

Dawno, dawno nie było u mnie muzyki – i trochę żal, że zaniedbałem ten zwyczaj weekendowy.

Prymat polityki, niestety. A jest tyle ważnych, ciekawych innych spraw. I czasem też trzeba odetchnąć.

Kilka tygodni temu zmarł Ira Levin – amerykański pisarz, na podstawie książki którego nasz Roman Polański nakręcił swój słynny film – „Rosemary baby”. A muzykę nagrał, no wiadomo – Krzysztof Komeda – Trzciński.

Rzadko się spotyka dwóch geniuszy obok siebie…

Przypomnijmy najsłynniejsze nagranie z tego filmu;

[youtube=watch?v=RxoXZEsclRk]

A na moim nowym blogu video – niespodzianki.

Pozdrawiam

Azrael

Leszek Kołakowski – 80 lat


Dziś mija osiemdziesiąta rocznica urodzin człowieka, którego myśl filozoficzna i poglądy, umysł i dowcip, inteligencja są mi najbliższe. Nie uznaję z zasady żadnych autorytetów, w żadnej dziedzinie ani żadnych nakazów. Uznaję tylku ludzi i ich życie i twórczość jako drogowskazy. Są tylko dwie takie osoby. Pierwszą był nieżyjący już Stanisław Lem – drugą jest właśnie Leszek Kołakowski.

Kołakowski – człowiek, który od stalinizmu i czasów chodzenia z pistoletem pod pachą po UW doszedł do profesury w Oxford– jest teraz uznawany za jednego z największych myślicieli Świata – i jednego z największych krytyków myśli chrześcijańskiej.
Nie będę tu umieszczał notki biograficznej – za to, akurat po wyborach, warto sobie przypomnieć jeden z jego esejów.

Azrael

————————————————————————————————

Leszek Kołakowski

O WŁADZY

„… jeżeli czynimy dobro innym ludziom, to po to, aby sprawować nadzór nad ich życiem, a wiec zdobywać nad nimi częściową władzę, choćbyśmy nie byli świadomi tej utajonej motywacji. Wszystko w życiu jest zatem poszukiwaniem władzy i nic innego nie ma, a reszta jest samooszukiwaniem.”

Czy tak jest naprawdę?

Continue Reading →

Harry Potter w szponach geja

J.K. Rowling, autorka cyklu o Harrym Potterze ogłosiła na spotkaniu autorskim w Nowym Jorku, że dyrektor szkoły magii w Hogwarcie profesor Albus Dumbledore, mentor Harry’ego Pottera, woli mężczyzn…

I ciekawe – wśród fanów powieści zapanował aplauz…

Sam jestem umiarkowanym ( z racji wieku) wielbicielem książek o małym czarodzieju, ale moja córka (10 letnia) przeczytała już 4, a żona – wszystkie (sic!). Ale bawią mnie filmy – a jeszcze bardziej zamęt jaki ta książka wywołuje w świecie obrońców wiar – bo nie tylko Kościół katolicki ją zwalcza – ale również inne odłamy chrześcijaństwa.
Ciekawe, bo oprócz krytyków i milionów czytelników – najwięcej na temat Harry’ego i książek gardłują duchowni. Kościół Katolicki dostrzega w niej szatańskie szpony i tajniki czarnej magii i okultyzmu.

Continue Reading →

Wildstein o Kapuścińskim – czyli o kim?

„Rzeczpospolita” zamieściła artykuł pod tytułem „W świetle sprawy Kapuścińskiego”, autorstwa Bronisława Wildsteina, publicysty ostatnio płodnego. Tak, jakby chciał odrobić swoje milczenie z czasów prezesury w TVP.

Przyznam od razu – artykuł ciekawy, dobrze napisany i merytoryczny, bez zbytniego napięcia emocjonalnego – i bez zbytniego tonu oskarżycielskiego Można śmiało powiedzieć – rzeczowy.. Oczywiście – napisany z punktu widzenia człowieka, dla którego lustracja o otwarcie archiwów Instytutu Pamięci Narodowej jest lekiem na wszystkie bolączki. Rzeczowy – gdyby nie sama postać autora publikacji.

Pominę rytualne dyskusje i dogryzanie „Gazecie Wyborczej” oraz publicystom „Newsweeka”. Jest to tak naprawdę wypełniacz artykułu, taki żelazny generator tekstów, bez którego „szanujący” się prawicowy publicysta nie wyobraża sobie napisania materiału więcej niż na pół strony. Niektórzy, gdyby Adama Michnika nie było – to by go sobie wymyślili. A jak odejdzie – to nikt już nie zostanie – jako punkt odniesienia. Przykład Ziemkiewicza – wzorcem.

Zajmijmy się opisaniem przez Bronisława Wildsteina sprawy Kapuścińskiego. Piszę sprawy – bo Wildstein nie śmie zająć się innymi sprawami, ani – na szczęście – nie stawia tezy, że publicystyka wybitnego dziennikarza jest w prostej linii uzależniona od jego współpracy z wywiadem PRL.

Continue Reading →

Książęta umysłu vs. hołota

Czytają dzisiejsze informacje o zmianach w lekturach szkolnych – nie jestem wcale tym zaskoczony. To logiczna działalność, to pewna ideologiczna prawidłowość.

Nie ma to specjalnego znaczenia dla poziomu edukacji polskiej młodzieży – nie czarujmy się – nie czyta ona lektur. Nie ma na to czasu, jest internet, kluby, koledzy i koleżanki…

Ma natomiast znaczenie dla zrozumienia – co jest wartością, do czego powinien się młody człowiek odnosić.

Jeżeli jeszcze Goethego rozumiem – to już wycofania Kafki, Dostojewskiego, Gombrowicza i Herling – Grudzińskiego – kompletnie nie.

Nie mogę się do tego odnieść inaczej niż osobiście. Bo literatura jest odbierana osobiście. Inaczej się nie da.
I czytając informacje prasowe, od razu prze oczyma stanął mi przyjaciel Witolda Gombrowicza, wielki Jerzy Giedroyc.

Continue Reading →

Anonimowym lustratorom ku pamięci

Sprawa Ryszarda Kapuścińskiego, a wcześniej – Wisławy Szymborskiej – to ciekawy asumpt do dyskusji, czy można oddzielić człowieka od jego dzieła i na ile twórca może być rozgrzeszony za swoje czyny z przeszłości.

Ujawnione akta IPN, Ryszarda Kapuścińskiego, w tygodniku „Newsweek”, pokazują, że człowiek może przejść przez lata PRL w taki sposób, że wielkość twórczości jest wstanie wygrać z ciemnością. Że jest wstanie się obronić, że nie ma takiej siły, zeby zamknąć usta.

Artykuł w tygodniku był rzetelny i nawet podpisany imieniem i nazwiskiem, stronił od ocen moralnych. Zawarto w nim informacje, które pokazują, że cena , jaką zapłacił Kapuścińki – była duża.
Ale ta cena pozwoliła mu na pisanie, i na swobodę twórczą, której nikt i nigdzie nie był wstanie złamać. Pisał o polityce, o jej zakłamaniu, o dyktatorach, o złu świata. Jakość jego pisarstwa i reportażu była tak wielka – bo wynikała nie tylko z talentu pióra, lecz także z jego serca – że nic nie było wstanie go ograniczać – także służba bezpieczeństwa.

Wisława Szymborska poszła w inną stronę. Swoje przewiny w latach młodości odkupiła wspaniałą poezją, która też nie dała służbom i władcom PRL na żadne działania przeciwko poetce. Była na tyle hermetyczna, że nie poddawał się ocenom politycznym. A póżniej, od lat 70 – wielokrotnie dawała wyraz swemu zaangażowaniu w życie społeczne.

Śmieszą mnie panoszący się w Internecie polskim moraliści, którzy pod anonimowymi nickami, pod tekstami obłudnymi, prymitywnymi i manipulotarskim – usiłują dokonywać ocen moralnych. Śledzą życie polityczne, nie pod kątem indywidulanych spraw każdego człowieka, jego życia i uwarunkowań – lecz pod kątem przydatnej dla danej chwili opcji „moralności”.

I wpadają we własne sidła… bo jak zwykle – okazuje się, że białe – nie zawsze jest krystalicznie białe, a nazywanie czegoś czarnym, na zmówienie – może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego.

Bo i w przypadku Kapuścińkiego i Szymborskiej, oni się bronią swą postawą życiową przez wiele lat.

A Andrzej Gwiazda – pomawiając Bogdana Borusewicza – wykorzystał swoją przeszłość jako instrument do oskarzeń.

I dostał odpowiedź, w postaci „kwitów”, esbeckich, pokazanych przez Lecha Wałęsę…wskazujących, że każdy mógł być narzędziem, świadomym, lub nie, manipulacji

Czy należy mówić o przeszłości wybitnych ludzi wszystko? Tak, należy.

Tylko, że ocen moga dokonywać ludzie uprawnieni. W przypadku Szymborskiej i Kapuścińkiego – czytelnicy.

Nie anonimowi, bez twarzy, bez znaczenia mali ludzie….

Azrael

Spotkanie z księdzem Isakowicz – Zaleskim – refleksje


Miałem przyjemność (tak, przyjemność…) uczestniczyć w spotkaniu z księdzem Tadeuszem Isakowicz –Zaleskim.
Jego książka „Księża wobec bezpieki – na przykładzie archidieczji krakowskiej” jest ewenementem i i bestsellerem wydawniczym.
Ewenementem – bo jest to książka napisana przez kapłana – ale nie o posłudze sensu stricte – lecz o walce Kościoła i jego historii – tak naprawdę powstała poza jego oficjalnymi strukturami – i wbrew kurii krakowskiej.

Spotkanie, zorganizowane w ramach Klubu prawica.net, było niestety zbyt krótkie. Ale cóż, ksiądz jest rozchwytywany, a zapewne umowa z wydawnictwem „Znak” nakazuje mu wiele autorskich spotkań – wczoraj miał dwa w Warszawie

Nie będę opisywał szczegółowo spotkania – bo jak zawsze na portalu prawica.net – ukaże się zapis dźwiękowy…

Kilka refleksji…

Continue Reading →

Spotkanie z Rafałem Ziemkiewiczem

Miałem wczoraj przyjemność, jako członek Klubu Prawicy.net uczestniczyć na spotkaniu z Rafałem Ziemkiewieczem.
Spotkanie miało znamienny tytuł – „Michnikowszczyzna”.

Ale tak naprawdę nie było to spotkanie autorskie, poświęcone samej książce, wydanej przez Ziemkiewicza – ale raczej przedstawienie przez niego pewnego ogólnego poglądu na pozycję Adama Michnika i jego środowiska i motywacje jego działań.

Spotkanie było dość „miękkie:, to znaczy – mało polemiczne i dyskusyjne, być może dlatego, że wszyscy się spotkali u „siebie”. Mnie mile zaskoczył fakt, że redaktor ma zbieżne poglądy z moimi na polską działalność „kaczyzmu” w obecnej chwili (to słowo, ku mojemu zdziwieniu – świetnie się w tym towarzystwie przyjęło…),ale o ty ma końcu.

Continue Reading →

Uczniowie Kapuścińskiego są w „Gazecie Wyborczej”

Zmarł Ryszard Kapuściński.
Mówi się że cmentarze są pełne ludzi nie zastąpionych. Ale jego nikt nie zastąpi, czas, miejsca w których bywał i On sam – to determinanty jego wielkości.

Nie będę analizował jego publicystki i beletrystyki – od tego są lepsi. Dla mnie, poza walorami poznawczymi, najważniejsze w jego pisarstwie było skupienie i chęć za każdym razem – dogłębnego poznania problemu.

Nie ma następcy jego dziennikarstwa. Są za to jego uczniowie, którzy wynieśli z kontaktów nim wiele nauk.

Jego najważniejszymi uczniami są niewątpliwie Artur Domosławski i Wojciech Jagielski.

Pierwszy to doskonały znawca Ameryki Południowej – choć i jego reportaże krajowe są znakomite.

Drugi natomiast to specjalista od spraw afrykańskich – choć tez na przykład świetnie się orientuje w sprawach Rosji…

Ale nikt Go nie zastąpi…

Azrael

Zmarł Ryszard Kapuściński

RYSZARD KAPUŚCIŃSKI

Urodził się w 1932 w Pińsku, dziś na Białorusi – najwybitniejszy pisarz spośród polskich reporterów. Pióro kształcił najpierw na reportażach krajowych, potem zjeździł cały świat, uczestnicząc w kilkudziesięciu wojnach, przewrotach i rewolucjach w Ameryce, Azji, a zwłaszcza w Afryce, której wyzwoleniu z kolonialnego jarzma asystował i któremu poświęcił kilka świetnych książek – wraz z ostatnią: HEBANEM.

Zrazu tylko dociekliwy reporter, Kapuściński zadziwia od lat siedemdziesiątych jako autor książek coraz to literacko kunsztowniejszych, w których technika narracji, rysunek psychologiczny postaci, bogata stylizacja, metaforyka i niezwykłe obrazowanie służyły do interpretacji oglądanego świata. Takim reportażem-powieścią o schyłku anachronicznego reżimu Haile Selassie w Etiopii była najsławniejsza książka Kapuścińskiego: tłumaczony na wiele języków CESARZ. Podobną sławę zdobył SZACHINSZACH – książka o ostatnim szachu Iranu, i poświęcone schyłkowi ZSRR IMPERIUM.

Kapuścińskiego fascynują nie tylko obce światy i ludzie, ale też książki: w dalekie kraje wchodzi najpierw przez bramę literatury, każdą podróż poprzedza wielomiesięczną lekturą, umie słuchać napotkanych ludzi, ale też potrafi „czytać” ukryte sensy znaczących scen: wyprowadzka Europejczyków z Angoli, dyskusja o alimentach w parlamencie Tanganiki, rekonstrukcja fresków w nowej Rosji – wszystko to zmienia się pod jego wzrokiem w metaforę historycznych przemian. Ta skłonność do przetwarzania prywatnych przygód w syntezę czyni z Kapuścińskiego wybitnego myśliciela, a trzy tomy jego LAPIDARIÓW to pasjonujący zapis przekształcania reporterskich spostrzeżeń w filozoficzną refleksję o świecie i człowieku.

„W czasie wędrówek po obszarach Imperium zwróciło moją uwagę między innymi to, że nawet w opuszczonych i zapadłych miasteczkach, nawet w pustych niemal księgarniach z reguły była do kupienia wielka mapa tego kraju, na której reszta świata znajdowała się jakby na drugim planie, na marginesie, w cieniu. Mapa ta jest dla Rosjan rodzajem wizualnej rekompensaty, swoistą emocjonalną sublimacją, a także przedmiotem nie ukrywanej dumy.Służy ona także do tłumaczenia i usprawiedliwiania wszelkich niedostatków, błędów, biedy i marazmu. Za duży kraj, żeby dało się go zreformować! – tłumaczą przeciwnicy reform. Za duży kraj, żeby dało się go posprzątać! – rozkładają ręce dozorcy od Brześcia do Władywostoku. Za duży kraj, żeby wszędzie dostarczyć towar! – burczą ekspedientki w pustych sklepach.”(„Imperium”)

Źródło: www.polska2000.pl

Poezja na weekend

Od mego serdecznego druha blogowego Makowskiego dostałem w prezencie zestaw najwspanialszych 2. płyt reaktywowanego „Zespołu Reprezentacyjnego” – „Sefarad: i „Pornograf”;

Dziś próbka tekstu Gerogesa Brassensa z albumu „Pornograf”

Śmierć za idee

Dla idei ponieść śmierć – któż zna ideę większą?
Ja wszak wciąż żyję, bo na próżno szukam ich.
Gdy nawet znajdę coś, to inni się tak śpieszą,
Że na śmiertelny skok nie starcza mi już sił.
Czasami myślę, że być może to i racja,
Tak ogniem wiary płonąć, by podpalić stos.
A jednak zanim spłonę, muszę dodać coś:

Ponieśmy za idee śmierć, ale nie zaraz.
Śmierć – tak, ale nie zaraz.

Doradza przodków chór, by śpieszyć się powoli
I wciąż do przodu prąc, odpocząć parę chwil.
Bo jaki zysk jest w tym, że się wyciągnie nogi,
Jeżeli jutro już nie będzie dokąd iść.
Opóźniać każą zaś ten marsz taktyki prawa,
Wykazujące, że nim Bogu duszę dasz,
To najpierw stań i swą ideę dobrze sprawdź.

Niejeden święty mąż, martyrologię głosząc,
Sam długo zwleka, nim na szafot wdrapie się.
Bo dobrze taki wie, że lepiej jeszcze pożyć,
Z daleka patrząc w ten swój świątobliwy cel.
Dlatego zanim się wypełnia ich ofiara,
Nierzadko egzekucji dokonuje czas,
Lecz widać oni teł wmawiają sobie tak:

Idea, jasna rzecz, wymaga poświęcenia,
Wyraźnie mówią to statuty wszystkich sekt.
Jednego chciałbym wszak od ofiar wyjaśnienia:
Jak wśród natłoku słów odnaleźć słuszną treść?
Sztandarów łopot to już dla mnie tylko hałas,
Więc prędko biegnę, gdy z oddali słyszę głos,
To mędrzec widząc grób, czym prędzej skręcił w bok.

Na próżno płynie krew i próżne hekatomby,
A złoty cielec próżno przechodzi z rąk do rąk.
Bo jeśliby tu mogły zaradzić ścięte głowy,
To by na ziemi raj był już niejeden rok.
Lecz Bóg nie syty wciąż i ciągle chce nas karać,
Podsyca marzeń żar, na szańce każe iść,
By śmierć spragniona krwi, krew naszą mogła pić.

Mesjasze ofiar złych, apostołowie śmierci,
Możecie pierwsi iść – błogosławimy wam
Lecz nam nie każcie tej ofiary z wami dzielić,
Niech najpierw każdy z was spróbuje tego sam.
Nareszcie ten rozpędzić można dance macabre,
Kostucha wreszcie chce wyznaczać sama los
I byle komu swych nie daje ostrzyć kos

Ponieśmy za idee śmierć, ale nie zaraz,
Śmierć tak – ale nie zaraz.
Ale nie zaraz

W jednym dobrym wierszu więcej prawdy niż w całym życiu polityka….

Azrael

Słowo ( socjologiczne ) na weekend

W Polsce gościł jeden z największych w tej dobie futurologów i socjologów – AlvinToffler.

Dla każdego, kto posługuje się Internetem i chce żyć w nowoczesnym Świecie, przeczytanie jego trylogii ( napisanej wspólnie z żoną, Heidi ) „Szok przyszłości”, „Budowa nowej cywilazji. Trzecia fala” i „Powershift” (Przejęcie władzy) – to fundament zrozumienia przemian społeczeństwa.

Prezentuję fragment jego pracy, z pracy „Budowa nowej cywilizacji. Trzecia fala”

Demokracja na pol bezposrednia.

Drugim kamieniem wegielnym jutrzejszego ustroju politycznego musi stac sie zasada „demokracji na pol bezposredniej”, ktora oznaczac bedzie, ze zamiast zdawania sie na reprezentantow bedziemy w wiekszym stopniu reprezentowac sami siebie. Polaczenie tych dwoch rozwiazan daje wlasnie demokracje na pol bezposrednia.
Widzielismy juz, ze rozpadniecie sie jednoglosnej, wspolnej opinii podwaza samo pojecie reprezentacji. Jesli po powrocie od urn ginie tez jednosc wyborcow, to kogo wlasciwie reprezentuje posel? Z drugiej zas strony, czlonkowie cial prawodawczych w coraz wiekszym stopniu polegac musza na zawodowych urzednikach i odwolywac sie do pomocy ekspertow z zewnatrz. W Wielkiej Brytanii czlonkowie parlamentu z racji braku kompetencji w poszczegolnych sprawach notorycznie okazuja sie bezsilni wobec biurokracji w Whitehall, co sprawia, ze wladza w duzej mierze nalezy do nieobieralnych urzednikow.

Continue Reading →