Z kart "prawdziwej" historii

 Jakoś mało artykułów na temat wyzwolenia rok 1918… i roli Marszałka…więcej się mówi w tym roku o Dmowskim… narodowcu, człowieku, który, co by nie powiedzieć, zasłużył się Polsce Niepodległej…

A jak jest on widziany właśnie w środowisku post endeckim.
Przypomnijmy, jaka „legenda” Marszałka panuje w rodzinie obecnego wicepremiera – Romana Giertycha.

Jędrzej Giertych lustrował Piłsudskiego

Józef Piłsudski był nie tylko niemieckim agentem, ale też pozbawionym
skrupułów mordercą, który nie zawahał się wydać rozkazu zabicia prezydenta
Narutowicza. Rewelacje te zawdzięczamy książce endeckiego publicysty
Jędrzeja Giertycha

Jeśli komuś się zdaje, że lustracja jest oryginalnym wkładem III RP do
polskiej historii, to znak, że przeoczył on książkę „O Piłsudskim”. Wydał ją
własnym nakładem w 1987 r. w Londynie Jędrzej Giertych – dziadek posła i
lustratora Romana Giertycha. W dziełku tym emigracyjny polityk endecki
lustruje Józefa Piłsudskiego. Zwielkim powodzeniem. Takiego Piłsudskiego

przed Giertychem nie znał nikt.

Agent niemiecki

Jędrzej Giertych musiał przede wszystkim ustalić, czy Komendant, potem
Naczelnik Państwa, Marszałek i w końcu – dla swoich wielbicieli – Dziadek
nie był aby jakimś tajnym współpracownikiem. Lustracja okazała się
nadzwyczaj owocna – wedle Giertycha Józef Piłsudski był agentem niemieckim.

„Wielka kariera polityczna Piłsudskiego, poczynając od roku 1918-go, wyrosła
na fakcie, iż był on w cichym, zupełnie formalnym porozumieniu z Niemcami i
że został przez Niemców mianowany dyktatorem w Polsce”.

A 11 listopada 1918 r.? Rozbrajanie Niemców na ulicach Warszawy przez
peowiaków i legionistów? A potyczki z rozbrajanymi żołnierzami niemieckimi -
choćby w ratuszu czy na Dworcu Wiedeńskim? Giertycha te wydarzenia nie
zmyliły. Piłsudski „był w istocie mianowany przez Niemców. Ale operacja
ustanowienia jego dyktatury przeprowadzona została tak zręcznie, że robiła
wrażenie przewrotu samorzutnego i nawet antyniemieckiego. Niektóre oddziały
niemieckie zostały na ulicach Warszawy już 11 listopada ostentacyjnie
rozbrojone”.

A jakie zadania postawili Niemcy swojemu tajnemu agentowi? Jędrzej Giertych
wykrył i to:

„Ten w istocie rewolucjonista i marksista chciał reformować nie Polskę, lecz
świat. Uznawał on potęgę i pozycję Anglii i Niemiec – i nie chciał ich
naruszać, ani przeciw nim występować. Ale widział przed sobą jedną, wielką,
rysującą się realnie perspektywę: chciał zburzyć Rosję. Na miejsce Rosji
chciał zbudować wielką federację, w istocie antyrosyjską. Był kontynuatorem
dynastycznej polityki niektórych Jagiellonów – także i Kazimierza
Jagiellończyka, który przecież budował potęgę nie Polski, lecz swojej
dynastii, walcząc o Czechy i Węgry, a trochę myśląc i o Nowogrodzie, a więc
i o Morzu Białym i kresach Syberii, a na Śląsku wyżej stawiał interesy
czeskie od polskich.

Wymieniam punkt szczególnie ważny mojej hipotezy. Piłsudski chciał być, tak
mi się wydaje, władcą Rosji. To znaczy mieć stolicę w Moskwie. Być
Aleksandrem Wielkim krajów na wschód od terytorium, mówiąc słowami
Iłłakowiczówny >Od Wisły do Ładogi, od Tatr aż do Krymu <. (…)

Na dalszą metę władanie Piłsudskiego na Ukrainie, albo nawet w Rosji na
miarę Stalina, też przecież nie Rosjanina, torowałoby oczywiście drogę
ekspansji niemieckiej. Po rządach Piłsudskiego przyszłyby tam rządy
niemieckie. Ale aż do śmierci sprawowałby tam władzę Piłsudski. Nie tylko
osiągnąłby wielką, własną historyczną chwałę. Przyniósłby niezmiernie wiele
Niemcom. Mając po swojej stronie Polskę, Litwę, Ukrainę, Niemcy osiągnęłyby
w końcu to czego bez tej torującej im drogę pomocy osiągnąćby nie mogły”.

Zdemaskowanemu przez Giertycha tajnemu agentowi Berlina nie udało się zostać
carem Rosji. Trochę szkoda, bo – jak wielkodusznie przyznaje Jędrzej
Giertych – car Józef I szerzyłby na Kremlu umiłowanie polskiej poezji.

Autor: Włodzimierza Kalicki, GW

Cóż, nie odpowiada się za przodków… ale czy Roman Giertych to ten co powinien uczyć polskie dzieci patriotyzmu ?

Azrael

Na weekend… intelektualna zabawa

Dziś, nie inspirowany wcale artykułem w „Rzeczpospolitej” o stałej inwigilacji Leszka Kołakowskiego, lecz jego stałą adoracją – proponuję pewną intelektualną zabawę.

Oto w ramach pewnego skromnego projektu ( o którym napiszę później, w post scriptum ) poproszono Leszka Kołakowskiego o zadanie kilku ważkich… acz nie do końca poważnych – pytań.

Pytania, te o sen , marzenia, i wartości zostały zadane po raz pierwszy w tygodniku „Przekrój”

Teraz są u mnie…

Zapraszam do zabawy, bo wierzę, że moi Czytelnicy są wstanie w pełni odpowiedzieć na pytania… i potrafią się wypowiadać nie tylko w kwestiach tzw. IV RP …  :-)
Miłej zabawy – i czekam na wpisy…

Continue Reading →

Dla Edgara

Zauważyłem pewną zbieżność i podobieństwo… nie tylko fizyczne, ale również mentalne.

W związku z tym, i w hołdzie jego ostatnich dokonań we Włoszczowej – dziś dla Przemysława Edgara „Małej stacyjki wśród pól” Gosiewskiego – mały prezent;

Feldfebel skręcił papierosa, Szwejk zaś oglądał tymczasem numer karabinu i zaczął mówić:

- 4268! Akurat taki sam numer miała pewna lokomotywa w Peczkach na szesnastym torze szlaku. Mieli ją wyprawić do depo w Łysej nad Łabą do remontu, ale sprawa nie była wcale taka prosta, jak się zdaje, bo ten maszynista, panie feldfebel, co ją miał prowadzić, nie umiał zachowywać w pamięci liczb. Więc inspektor szlaku wezwał go do kancelarii i mówi: „Na szesnastym torze jest lokomotywa numer 4268. Ja wiem, że pan nie ma dobrej pamięci do liczb, a gdy się panu jaką liczbę wypisze na kartce, to pan kartkę gubi. Skoro więc ma pan taką słabą pamięć do liczb, to proszę uważać, a ja panu dowiodę, że to bardzo łatwo zapamiętać sobie jakąkolwiek liczbę. Patrz pan: lokomotywa, którą ma pan odstawić do Łysej nad Łabą, ma numer 4268. Więc baczność: pierwsza liczba – czwórka, druga – dwójka. Możesz pan już zapamiętać 42, to jest dwa razy dwa, o ile bierze się rzecz od dwójki, albo też mamy 4 podzielone przez 2 równa się dwom i znowuż masz pan 4 i 2 obok siebie. A teraz, tylko nic się pan nie bój, ile to będzie dwa razy cztery? Osiem, nieprawdaż? Więc wbij pan sobie w pamięć, że ósemka z tej liczby jest ostatnią w tym szeregu. Gdy więc już pan wie, że pierwsza liczba jest 4, potem idzie 2, a czwarta jest 8, to i trzecią zapamiętać nietrudno, jeśli się sprytnie zabrać do rzeczy. Strasznie to proste, bo chodzi o 6. Pierwsza 4, druga 2, czyli że razem 6. Murowane i pewne, że tej szóstki z trzeciego miejsca zapomnieć nie można. I oto masz pan liczbę 4268 utkwioną w głowie na zawsze, Albo też może pan dojść do tych samych wyników w sposób jeszcze prostszy…”
Feldfebel przestał palić i wytrzeszczył oczy na Szwejka.
- Kappe ab! – zamruczał pod nosem, a Szwejk z wielką powagą mówił dalej:
- Więc zaczął mu objaśniać ten łatwiejszy sposób, żeby numer lokomotywy 4268 nie wyleciał z pamięci. Gdy się od 8 odejmuje 2, zostaje 6. A więc już masz 68. Sześć mniej dwa równa się cztery, jest więc i czwórka, czyli 4-68, a gdy się wstawi na drugie miejsce dwójkę, to się ma całą liczbę: 4-2-6-8. Można tę rzecz zrobić jeszcze łatwiej, przy pomocy mnożenia i dzielenia, a rezultat jest taki sam. Pamiętaj pan tylko tyle, że dwa razy 42 równa się 84. Rok ma dwanaście miesięcy. Odliczamy więc dwanaście od 84 i pozostaje 72, od tego odliczamy jeszcze 12 miesięcy, mamy 60. Szóstka jest już murowana, a zero odrzucamy. Wiemy już 42, 68, 4. Kiedyśmy już skreślili zero, to skreślimy i tę czwórkę na końcu i znowuż ogromnie jasno i wyraźnie otrzymujemy 4268, czyli numer lokomotywy, którą trzeba odstawić do depo w Łysej nad Łabą. A z dzieleniem sprawa też jest nietrudna. Wyliczam sobie koeficjent według taryfy celnej.
-Czy panu słabo, panie feldfebel? Jeśli pan chce, to mogę zacząć od general de charge. Fertig! Hoch an! Feuer!
E, do pioruna! Pan kapitan nie powinien był wysyłać nas na takie ostre słońce. Trzeba lecieć po nosze.
Przywołany lekarz stwierdził porażenie słoneczne albo też ostre zapalenie opon mózgowych.
Kiedy feldfebel odzyskał przytomność, Szwejk, stojąc nad nim, rzekł: – Muszę to panu dokończyć. Czy pan myśli, panie feldfebel, że ten maszynista sobie to zapamiętał? Wszystko pomieszał i poplątał, i pomnożył przez trzy, ponieważ przypomniał sobie o Trójcy Bożej. No i nie znalazł tej lokomotywy, która zapewne jeszcze ciągle stoi na torze 16. Feldfebel znowuż zamknął oczy….

Azrael

Dziś "chamowi"… Tuwim…

Nie koniecznie z dedykacją… jak u mnie zawsze literatura… w weekend… ale bez dedykacji…

Rycerz Krzykalski

Oto rycerz Krzykalski,
Spójrzcie, co za mina!
Zdarzyło się mu kiedyś
Złapać Tatarzyna.

Krzyczy: „Hura! To moja
Odwaga i męstwo!
Wróg w niewoli! Ja górą!
Odniosłem zwycięstwo!

Nieustraszony jestem,
Więc natarłem zbrojnie!
Hura! Hura! Jam pierwszy
Śmiałek na tej wojnie!

Któż by się mógł porównać
Z takim bohaterem?
Niech tu sam król przyjedzie
Znajwiększym orderem!

Więc krzyczą mu:
„Przyprowadź tego Tatarzyna!”
A Krzykalski: „Nie mogę,
Bo mnie za łeb trzyma!”

Azrael

Dziś Tuwim

Ponieważ NASZA PARTIA chce ogarnąć wszystkie dziedziny naszego życia, z moralnością włącznie, oraz umocnić Państwo – dziś przytaczam projekt rozważanego rozporządzenia.

Może ono być podstawą do innychm równie ważnych regulacji – o, na przykład regulacji marzeń…

PURS

Rozporządzenie

$1. W celu roztoczenia opieki i kontroli nad niewyzyskaną dotychczas dla celów ogólnopaństwowych dziedziną podświadomą życia psychicznego obywateli Rzeczypospolitej – ustanawia się Państwowy Urząd Rejestracji Snów.
$2. Wszyscy obywatele Rzeczypospolitej bez różnicy płci i wyznania, od piątego roku życia wzwyż, obowiązani są co rano meldować w komisariacie treść i dokładny przebieg swoich snów. Meldunki Przyjmować będzie i zapisywać przydzielony do każdego komisariatu urzędnik PURS-u. Osoby wojskowe składają zeznania u dyżurnego oficera komendy garnizonu.
$3. Za sen uważa się to, co się śni, roi, wzgl. marzy w czasie nieprzytomności i bezwładu podczas czynności polegających na spaniu.

$4. Kto świadomi lub podświadomie wprowadziłby władzę w błąd, składając zeznania nie odpowiadające prawdzie, podlega grzywnie od 5 do 3000 złotych, przy czym kwestię prawdziwości złożonego zeznania rozstrzyga PURS.
$5. Każdy obywatel Rzeczypospolitej zaopatrzony będzie w „Książeczkę snów”, którą obowiązany jest nosić stale i okazywać na każde żądanie policji oraz agentów PURS-u. W książeczce snów notowane są każdorazowe wyniki zeznań oraz opinia władzy o takowych.

$6. Komisja opiniująca, złożona z dwóch urzędników PURS-u, komisarza policji, lekarza i obserwatora, wyznaczać będzie co rok pierwszego stycznia nagrody lub kary za całokształt działalności sennej.
$7. Pierwszeństwo mają sny polityczne, patriotyczne, państwowotwórcze, batalistyczne oraz reprezentujące ideologię Rządu Rzeczypospolitej. Przy składaniu zeznań o snach powyższego charakteru konieczne jest potwierdzenie dwóch wiarygodnych świadków.
$8. Sny antypaństwowe, wywrotowe, lubieżne, podburzające jedną część ciała przeciw drugiej, zagrażające ustrojowi państwa lub moralności publicznej oraz sny przekraczające zdolności wyobraźni komisji podlegają opodatkowaniu, przy czym komisja zastrzega sobie prawo do uzasadnionego podejrzenia, iż miały one miejsce, choćby zeznający twierdził, że śnił w myśl $7.
$9. Zabrania się mówić przez sen.
$10. Wszystkie znajdujące się na terenie Rzeczypospolitej senniki egipskie (wzgl. chaldejskie lub arabskie) mają być w ciągu trzech dni złożone w wojewódzkich urzędach cenzury państwowej w celu ostemplowania.
$11. Zabrania się prywatnego opowiadania snów.
$12. Wszelkie zażalenia składać można w PURS-ie, w dziale „Zmór i koszmarów”.
$13. Rozporządzenie niniejsze wchodzi w życie z dniem dzisiejszym.

Azrael

Stefan Kisielewski – 15 lat

Dziś jest rocznica, 15 rocznica śmierci Stefan Kisielewskiego.

Szkoda, że w tak wyjątkowym dniu go nie ma….

Może choć cytaty i aforyzmy pozwolą nam pomyśleć, co by dziś powiedział, jakby to skomentował. Oczywiście są one wybrane kontekstowo do sytuacji obecnej – dziś – smierci hucpy braci K..

A tak – pewnie będziemy słuchać w programie I Radia Polskiego – Michalkiewicza…

O Matko !

„Gdyby dureń zrozumiał, że jest durniem, automatycznie przestałby być durniem. Z tego wniosek, że durnie rekrutują się jedynie spośród ludzi pewnych, że nie sa durniami”.„Za moralnością tęskni człowiek niemoralny. Nie tęskni za nią człowiek moralny, bo nie tęskni się za tym, co się posiada”.

Kłamstwo świadome lepsze jest od nieświadomego: to pierwsze jest przestępstwem, to drugie rodzajem choroby psychicznej. Prędzej zły człowiek się poprawi, niż wariat się wyleczy.

Bezkompromisowe stawianie zasady – wszystko albo nic – jest dowodem martwoty umysłowej.
Kto poświęca prawdy małe dla prawd wielkich, ten poświęca moralność dla działania.

Nic tak ludzi nie gorszy jak prawda. Czasem nasuwa się myśl, że dla uniknięcia publicznego zgorszenia trzeba unikać prawdy.

Dyletantyzm polityków to zmora i nieszczęście dzisiejszego świata.

Polemika z głupstwem nobilituje je bez potrzeby.

Punkt szczytowy jest już punktem ostatnim, wstępem do gnicia.

Głupiec u władzy jest nieszczęściem gdy instytucja władzy nie posiada wentylów chroniących ją przed głupotą.

Gdy nie ma wyjścia, trzeba udawać, że wiedziało się to z góry.

Nacjonalizm to częstokroć wyraz małej wiary w rzeczywiste możliwości swego narodu.

Moralność musi być formą przyjemności – inaczej nie wygra.

Cynizm ratuje prawdę, obłuda ją podcina.

…. i na koniec….

Zawsze może być jeszcze gorzej.

A.

Hemar na niedzielę

Moje wielkie odkrycie

Po latach rozmyśliwań,
Niemal u schyłku życia,
Dokonałem niezmiernie
Głębokiego odkrycia.

Moje wielkie odkrycie
Raz na zawsze, niezbicie
Rozwiązuje odwieczną
Zagadkę, mianowicie,

Rozstrzyga nieomylnie,
Ustala niezachwianie
Ostateczną odpowiedź
Na ciekawe pytanie,

Co dręczy nas od wieków
I wciąż wraca od nowa:
KTO RZĄDZI ŚWIATEM? Jaka
Mafia anonimowa?

Nie wierzcie w bajki. Nie ma
Żadnego Synhedrionu
Sekretnych władców. Nie ma
Żadnych „Mędrców Syjonu”.

Więc to bajka. I bujda,
Że „światem rządzą kobiety”
I nieprawda, że światem
Rządzą Żydzi – niestety.

Nie my, tj. nie oni.
Nie Żydzi i nie masoni,
Nie mormoni, nie kwakrzy
Nie fabrykanci broni.

Nie junkrzy, nie sztabowi
Wojskowi kondotierzy,
Nie monopole, kartele,
Bankierzy ni bukmakierzy,

Nie związki zawodowe,
Nie „Standard Oil”, nie Watykan,
Nie internacjonałka
Kalwinów czy anglikan,

Nie międzynarodówka
Komuny, czy „kapitału” -
Ktoś inny. Kto? – pytacie.
Zaraz, ludzie, pomału.

Gotowiście na wszystko?
Ha, dobrze, jam też gotów.
Słuchajcie: światem rządzi
Wielka zmowa idiotów.
Continue Reading →

Zamiast komentarza

Dziś, zamiast bieżącego komentarza politycznego – wiersz prawdziwego Barda „Solidarności”

  

Kariera Nikodema Dyzmy 

Mój śmiech histerii i pogardy

Do waszych uszu nie dociera.

To On jest dzielny, mądry, twardy -

Ja tylko – wariat, degenerat.

On jest sól ziemi i kość z kości,

Nosiciel nieobjętych dążeń…

A ja – w monoklu śmieć ludzkości,

Zdeklasowany, chory książę. 

Więc śmiech piskliwy we mnie wzbiera

Na widok pychy i charyzmy -

Na waszą miarę to kariera!

Kariera Nikodema Dyzmy! 

W pas się kłaniają ministrowie

U stóp byłego fordansera;

Wyrokiem jest – cokolwiek powie,

Nikim jest – kogo sponiewiera.

Kocha go moja piękna siostra,

Wszyscy się boją go lokaje,

Nie widać więc, gdy budzi postrach -

Czego i gdzie mu nie dostaje. 

Odrzucił tych, po których wspiął się,

Lecz sami sobie winni teraz,

Gdy w swoim wszechwiedzącym dąsie

Mało pozycji mu – premiera!

Rzecznicy salonowej tłuszczy

Unoszą brwi – to wielki człowiek!

Ja krzyczę – Cham to! Cham griaduszczij!-

Lecz przecież mam nierówno w głowie. 

Nikodem! Mąż opacznościowy!

Bez wad charakter, bez rozterek!

Oto Polaka portret nowy!

Tylko mu w ręce dać siekierę!

Lecz zmilczę.

Ma nade mną władzęI zapowiedział mi to w porę,

Że jeśli go w czymkolwiek zdradzę

Natychmiast wyśle mnie do Tworek! 

Więc śmiech płaczliwy we mnie wzbiera

Na widok pychy i charyzmy -

Na waszą miarę to kariera!

Kariera Nikodema Dyzmy!

Jacek Kaczmarski

12.10.1990

Azrael

 

P.S. Podobieństwo do znanych postaci politycznych – wielce prawdopodobne – i to nie do jednej…

 

 

Osip Mandelsztam

 

(Bez tytułu)

  

Żyjemy tu, nie czując pod stopami ziemi,

Nie słychać i na dziesięć kroków, co szepczemy,

 

A w półsłówkach, półrozmówkach naszych

Cień górala kremlowskiego straszy.

 

Palce tłuste jak czerwie, w grubą pięść układa,

Słowo mu z ust pudowym ciężarem upada.

 

Śmieją się karalusze wąsiska

I cholewa jak słońce rozbłyska.

 

Wokół niego hałastra cienkoszyich wodzów:

Bawi go tych usłużnych półludzików mozół.

 

Jeden łka, drugi czka, trzeci skrzeczy,

A on sam szturcha ich i złorzeczy.

 

I ukaz za ukazem kuje jak podkowę –

Temu w pysk, temu w kark, temu w brzuch, temu w głowę.

 

Miodem kapie każda nowa śmierć

Na szeroką osetyńską pierś.

  

[Listopad 1933]

 

(Przełożył Stanisław Barańczak)

 

 

 

_________________

 

Za ten wiersz Mandelsztam zapłacił życiem

Obyśmy nigdy nie powrócili do takich czasów

 

Azrael

 

[źródło: Zwoje]

31 Sierpnia

Historia jest niejednoznaczna…. bo inaczej wygląda w różnych oczach, a w nich samych – też inaczej w różnym czasie…

Patrząc i słuchając tego co się dzieje w tzw. IV RP braci Kaczyńskich, opluwaniu różnych ludzi czasów pierwszej „Solidarności” przez ich kolegów i niegdysiejszych przyjaciół – trudno by było młodemu człowiekowi wyjaśnić, co się wtedy stało…

Zastanawiałem się, czy i co warto napisać w 26 rocznicę Sierpnia ?

Może wspomnienia Wałęsy ? albo Borusewicza, czy Wujca ?

Ale pewnie „nowe autorytety” IV RP zaraz by wyciągnęły jakieś papiery, kwity… teczuszki…

To może coś o Jacku Kuroniu ?

A, nie, przecież „Życie Warszawy” już ostania napisało, prawda ?

I  postanowiłem dać na tę rocznicę wiersz Jacka Kaczmarskiego… barda „Solidarności”.

Ballada o zasranym pomniku

 W jakimś dużym mieście tysięcznymi dłońmi

Postawiono wielki i wspaniały pomnik.

Z wyciągniętą ręką, w kroku nieprzerwanym,

Stanął wielki człowiek z metalu odlany.

Jego twarz i gesty reprezentowały

Głoszone za życia szczytne ideały.

Każdy więc przechodzień mógł je w lot odczytać

I wprowadzić w życie i o nic nie pytać.  

To zagadka wielka i dla przyrodnika -

Dlaczego gołębie srają na pomnikach.

Ludzie przez czas pewien figurę czyścili,

Lecz że bezskutecznie – wnet się zniechęcili.

Z biegiem czasu smugi białawe odchodów

Zdobywszy figurę sięgnęły jej schodów;

Znikły całkowicie wszystkie rysy twarzyI przestała ona cokolwiek wyrażać.  

Gówna po pomniku wciąż się pięły w górę.

Wkrótce otoczyły calutką figurę.

Już i gestu nie ma i nie ma już kroku

Znikł już całkowicie błysk geniuszu w oku.

Wszystko znikło w gównach! Zniknął pomnik cały,

Nikt zeń nie odczyta żadnych ideałów!

Jest na placu miasta, wielkością mu równa,

Wielka i wspaniała piramida gówna!

Ja nie jestem związany ideowo z Sierpniem… może dlatego wyraźniej widzę, jak pomnik „Solidarności” jest obsrywany… przez samych uczestników tych wydarzeń

 Azrael

Kazik na weekend

Religia wielkiego Babilonu


Idzie ludzi tysiąc tysięcy
Na Jasną Górę idzie
Stoją ludzi tłumy wielkie
I modlą się do rzeźb
Tysiące, tysiące, tysiące ludzi
Świecą święta stworzone przez ludzi
Tysiące ludzi płaci
Aby się od grzechu wypłacić

A ja wiem, a ja wiem, on kłamie
I chociaż dawno nie wierzę
To widzę w każdym domu
Religia wielkiego Babilonu
Tak, ja widzę prawie w każdym domu
Religia wielkiego Babilonu
A przecież wszyscy wiemy
Przeklęty ten, kto coś w Piśmie zmienia

Czy pamiętasz, armia zmierza
Na wojnę za papieża
Wtedy niosą ze sobą kościelne sztandary
To jest właśnie armia rzymskiej wiary
A ja wiem, a ja wiem, on kłamie
I chociaż dawno nie wierzę
To widzę w każdym domu
Religia wielkiego Babilonu
Tak, ja widzę w prawie każdym domu
Religia wielkiego Babilonu
A przecież wszyscy wiemy
Przeklęty ten, kto coś w Piśmie zmieni

Czy wy nas macie za idiotów

(…)
Kapelan na kazaniu tak ogłosił wszem i wobec
„Na pytanie twoje chłopcze to jest właśnie odpowiedź
Nie proś o zastępczą służbę by w szpitalu chorym pomóc
Ucz się na zajęciach jak ich sprawniej można dobić”
(…)
Czy to jest tak, że dobrzy rządzą złymi
Czy tylko źli rządzą tak samo złymi?
„Proszę księdza miałem zgłosić się tu dziś na jedenastą
Wpłacić kilkaset tysięcy, nie mogłem wczoraj zasnąć
Po tym co ksiądz powiedział, że nie dozna rozgrzeszenia
Ten co pińset nie dorzuci do kościoła odnowienia
Nowej izby mieszkalnej gwardiana, katechety, organisty, proboszcza
Ja przychodzę tutaj z tym,
tam w lombardzie swój rower zastawiłem i sprzedałem
I nic nie myślałem zaraz tutaj przyjechałem,
Tylko jeszcze się zapytam o rzecz która mnie nurtuje
Czemu drugie przykazanie tak się dziwnie różnicuje ?
Inne jest tu w katechizmie, ale inne w Piśmie Świętym
Te obrazów co się tyczy, niech ksiądz powie bo ja nie wiem
Mam trzydzieści lat z okładem, głupi jestem tak jak byłem
No bo jeśli bałwochwalstwo, to co o obrazach myśleć ?
Tych co wiszą po kościołach, na ten przykład proszę kogo
Nie ma rzeczy na tym świecie co ukryte być nie mogą”
Czy wy nas macie za idiotów…? TAK TAK…
(…)

[źródło: Kazik&Kult]

Dobre dekalogi

Katolicy, ci nie douczeni, twierdzą że istnieje DEKALOG.

Oczywiście jeden , słuszny, dany od Boga…I nagminnie go łamią…

A jednak są też inne DEKALOGI. Innych wiar, albo rozumu.

Bo można żyć, dobrze, godnie, uczciwie i rzetelnie według innych, stworzonych i PRWADZIWYCH przykazań – rozumu – albo wiary…

Oto 2. INNE – nie gorsze dekalogi… 

Pierwszy to wspólny dekalog judaizmu i chrześcijaństwa;

_________________________________________________________ 

„I. Ja będę ci twoim Bogiem, [Ja], który wywiodłem cię z ziemi Micrajim, z domu niewoli. 

II. Nie wolno ci mieć innych bogów oprócz Mnie. Nie wolno ci zrobić sobie figury, żadnego wyobrażenia tego, co jest w niebie na górze, ani tego, co jest na ziemi w dole, ani tego, co jest w wodzie poniżej lądu. Nie wolno ci oddawać im pokłonów i nie wolno ci im służyć, bo Ja הי, twój Bóg, jestem Bogiem żądającym wyłączności, który [wymierza] karę [za] grzech ojców [buntowniczym] synom do trzeciego i czwartego pokolenia, tym, którzy Mnie nienawidzą, a tym, którzy Mnie kochają i przestrzegają Moich przykazań, wyświadczam dobro przez tysiące [pokoleń]. 

III. Nie wolno ci przysięgać na Imię, twojego Boga, nadaremnie, bo Bóg nie wybaczy temu, kto przysiągł na Jego Imię nadaremnie. 

IV. Przestrzegaj dnia Szabatu, aby go uświęcać, tak jak Bóg, twój Bóg, nakazał ci [przy Mara, zanim dał wam Torę]. Sześć dni [powszednich] możesz pracować i wykonywać wszelkie czynności, ale sobota to Szabat dla Boga, twojego Boga. Nie będziesz wykonywał żadnych zakazanych czynności ani ty, ani twój syn, ani twoja córka, ani twój sługa, ani twoja służąca, ani twój byk, ani twój osioł, ani żadne twoje zwierzę, ani konwertyta, który przebywa w twoich bramach – po to, żeby odpoczšł twój sługa i twoja służšca jak ty. I pamiętaj, że niewolnikiem byłeś w Micrajim, gdy Bóg, twój Bóg, wywiódł Cię stamtąd silną ręką i wyciągniętym ramieniem, [abyście Mu służyli]. Dlatego Bóg, twój Bóg nakazał ci, żebyś zachowywał Szabat.  

V. Szanuj twojego ojca i twoją matkę, tak jak Bóg, twój Bóg, nakazał ci [przy Mara], żebyś długo żył i żeby ci się wiodło na ziemi, którą Bóg, twój Bóg, daje tobie.     

VI.Nie wolno ci mordować. 

VII. i nie wolno ci cudzołożyć, 

VIII. i nie wolno ci porywać [człowieka], 

IX. i nie wolno ci świadczyć nadaremnie przeciwko twojemu bliźniemu, 

X. i nie wolno ci pożądać żony twojego bliźniego, nie wolno ci pożądać domu twojego bliźniego, jego pola i jego sługi, i jego służącej, i jego byka, i jego osła ani niczego, co należy do twojego bliźniego.

________________________________________________________________________

… a drugi, mnie najbardziej bliski…bo daje ci wskazówki rozumu dla rozumu… Bertranda Russella

____________________________________________________________

   Dziesięć liberalnych przykazań Być może istota liberalnego światopoglądu może być podsumowana w nowym dekalogu, który nie zamierza zastąpić starego ale tylko uzupełnić go. Dziesięć Przykazań, które jako nauczyciel chciałbym ogłosić, mogą być przedstawione następująco: 

1. Nie czuj się całkowicie pewny czegokolwiek. 

2. Nie sądź, że warto psuwać się naprzód przez ukrywanie dowodów, bo dowody z pewnością zostaną ujawnione. 

3. Nigdy nie zniechęcaj do myślenia bo jesteś pewien że ci się uda. 

4. Kiedy napotykasz na sprzeciw, nawet ze strony męża lub dzieci, staraj się zwalczyć go porzez argumentację a nie przez autorytet , ponieważ zwycięstwo oparte na autorytecie jest nierzeczywiste i iluzioryczne. 

5. Nie miej szacunku dla autorytetu innych, bo zawsze można znaleźć przeciwne autorytety. 

6. Nie używaj siły dla likwidowania poglądów które uważasz za szkodliwe bo jeśli tak zrobisz to te poglądy zlikwidują ciebie. 

7. Nie bój się mieć ekscentrycznych przekonań, bo każda opinia teraz akceptowana była kiedyś ekscentryczna. 

8. Znajduj więcej przyjemności w inteligentnej różnicy zdań niż w pasywnej zgodzie, bo jeśli cenisz inteligencję tak jak powinieneś, to to pierwsze oznacza większą zgodę niż to drugie. 

9. Bądź skrupulatnie prawdomówny nawet gdy prawda jest niewygodna, ponieważ jest bardziej niewygodne usiłowanie jej ukrycia. 

10. Nie zazdrość szczęścia tym którzy żyją w raju głupców, bo tylko głupiec będzie uważał że to jest szczęście.

__________________________________________________________________ 

 

Azrael 

 

[ źródla: ]

1. Dekalog judaizmu i chrześcijaństwa

2. Nota o Bertrandzie Russellu

 

Kołakowski – o władzy

  

    „… jeżeli czynimy dobro innym ludziom, to po to, aby sprawować nadzór nad ich życiem, a wiec zdobywać nad nimi częściową władzę, choćbyśmy nie byli świadomi tej utajonej motywacji. Wszystko w życiu jest zatem poszukiwaniem władzy i nic innego nie ma, a reszta jest samo oszukiwaniem.”

Czy tak jest naprawdę?

Były brytyjski kanclerz, gdy go w telewizji zapytano, czy chciałby być premierem, powiedział z niejakim zdziwieniem: „Przecież każdy chciałby być premierem.”. To mnie z kolei zdziwiło, ponieważ wcale nie sądzę, że każdy chciałby być premierem; jest mnóstwo ludzi, którzy bynajmniej o takiej posadzie nie marzą – nie dlatego, że i tak nie mają szans, że to „kwaśne winogrona”, ale dlatego, że uważaliby tę robotę za okropną: wielkie zawracanie głowy, ciężka odpowiedzialność, z góry wiadomo, że człowiek będzie bez przerwy wystawiony na ataki, że ośmieszanie, że będą mu przypisywali najgorsze intencje itd.

Czy więc nie jest prawdą, że „wszyscy chcą władzy”? To zależy od tego, jak daleko rozciągniemy sens słowa. W najszerszym znaczeniu władzą nazywamy wszystko, co pozwala nam wpływać na otoczenie – naturalne czy ludzkie – w pożądanym kierunku. Małe dziecko, które po raz pierwszy potrafi samo wstać albo zaczyna chodzić, zdobywa pewien zakres władzy nad swoim ciałem i widzimy, że się z tego cieszy; pewno też każdy wolałby mieć więcej raczej niż mniej władzy nad funkcjami, które mogą być kontrolowane, jak mięśnie i stawy. Kiedy nauczymy się obcego języka albo gry w szachy, albo pływania, albo jakiejś dziedziny matematyki, wolno powiedzieć, że nabywamy umiejętności, dzięki którym władamy pewnym zakresem kultury.

Tak rozległe pojęcie władzy jest dozwolone, stąd też powstały teorie, wedle których wszystko w ludzkich poczynaniach podporządkowane jest pragnieniu władzy, wszystkie nasze motywacje pochodzą z dążenia do władzy w rozmaitych jej formach; o cokolwiek zabiegamy, zabiegamy naprawdę o władzę, to jest źródłowa energia ludzkiego życia. Ludzie pożądają bogactw, bo bogactwo daje im władzę, zarówno nad rzeczami jak i do pewnego stopnia – czasem znacznego – nad innymi ludźmi. Nawet seks może być tłumaczony w kategoriach władzy, czy to dlatego, że wydaje nam się, że posiadamy ciało drugiego człowieka, a przez to człowieka samego, czy to, że posiadając je wykluczamy innych z tego posiadania i przez to wykluczenie albo zubożenie innych dostępujemy satysfakcji władzy. Seks jest oczywiście dziełem natury przedludzkiej, ale cała natura według tych teorii jest przeniknięta tym samym dążeniem, które u ludzi przybiera inne, przez kulturę ukształtowane formy, ale u korzeni jest tym samym. Co więcej, nawet zachowania altruistyczne, przy pewnym wysiłku mogą być tak tłumaczone: jeżeli czynimy dobro innym ludziom, to po to, aby sprawować nadzór nad ich życiem, a więc zdobywać nad nimi częściową władzę, choćbyśmy nie byli świadomi tej utajonej motywacji. Wszystko w życiu jest zatem poszukiwaniem władzy i nic innego nie ma, a reszta jest samo oszukiwaniem.

Takie teorie w zamierzeniu demaskatorskie, mają pozór wiarygodności, ale tłumaczą bardzo niewiele. Każda teoria, która wyjaśnia wszystkie zachowania ludzkie jednym rodzajem motywów albo całość życia społecznego jednym rodzajem sprawczej energii, może sie obronić, ale to właśnie pokazuje, że wszystkie one są nieprzydatne i są w końcu filozoficznymi konstrukcjami.

Cóż nam to wyjaśni, gdy powiemy na przykład, że czy człowiek poświęca się dla bliźniego, czy go torturuje, jego motywacje są takie same, że więc nie ma prawomocnych pojęć, za pomocą których moglibyśmy oceniać te rzeczy czy wręcz je odróżniać ze względu na to, o co w nich chodzi, bo zawsze chodzi o to samo (teoria jest bardzo przydatna tym, którzy chętnie sobie powiedzą: nie mam co mieć wyrzutów sumienia z powodu moich łajdactw, bo wszyscy są tacy sami). Podobną pokusę umysłową odkrywamy w tych nurtach myśli chrześcijańskiej – dziś rzadkich, kiedyś potężnych – wedle których cokolwiek czynimy, czynimy zawsze zło, jeśli brak nam boskiej inspiracji, a jeśli ją mamy, z konieczności czynimy dobro. Stąd również wynika, że gdy tej inspiracji nie mamy, wszystko jedno, czy pomagamy bliźnim, czy ich torturujemy, pójdziemy do piekła, jak też poszli wszyscy poganie, choćby i najszlachetniejsi. W takich teoriach zawsze szuka się jednego wytrychu, który wszystkie drzwi otwiera, wszystko tłumaczy. Ale nie ma takiego wytrychu, kultura rośnie przez zróżnicowanie, przez powstawanie nowych potrzeb i usamodzielnianie się starych.

Jeśli teoria, wedle której nic w nas nie ma oprócz żądzy władzy, jest naiwna i mało co tłumaczy, to nikt nie zaprzeczy, że władza jest dobrem wybitnie pożądanym. Najczęściej, gdy mówimy o władzy, mamy na myśli sens węższy niż ten, o którym była mowa, mianowicie władzę, która polega na dysponowaniu środkami, za pomocą których możemy wpływać – przemocą lub groźbą przemocy – na zachowanie ludzi i regulować to zachowanie wedle zamierzeń władcy (jednostkowego czy zbiorowego). Władza w tym sensie zakłada obecność zorganizowanych narzędzi przemocy, a w dzisiejszym świecie – państwa.

Czy każdy z nas pragnie władzy w tym sensie? Na pewno każdy by chciał, by inni ludzie zachowywali się tak, jak on uważa za właściwe, a to znaczy: albo zgodnie z jego poczuciem sprawiedliwości, albo dla niego najkorzystniej. Stąd nie wynika jednakże, że każdy chciałby być królem. Jak Pascal mówi, tylko król pozbawiony tronu jest nieszczęśliwy, że nie jest królem.

Ponieważ wiadomo, że posiadanie władzy bardzo często – choć nie bezwyjątkowo – korumpuje ludzi, ponieważ ludzie, którzy przez długi czas cieszyli się jakimś znacznym zakresem władzy mają w końcu poczucie, że władza należy im się na mocy porządku natury, podobnie jak władza dawnych monarchów miała być z boskiego nadania, a gdy ją z jakichś powodów utracą, uważają to za katastrofę kosmiczną, ponieważ walka o władzę jest głownym źródłem wojen i wszelkich okropności świata, pojawiły się dziecinne utopie anarchistyczne, które znalazły na to wszystko zbawienne lekarstwo: zlikwidować w ogóle władzę. Co wiecej, utopie takie głoszą czasem tacy myśliciele, którzy nadają władzy sens najszerszy, powiadając na przykład, że władza rodziców nad dziećmi jest z natury rzeczy okropną tyranią: wynikałoby stąd, że gdy rodzice uczą dzieci ojczystej mowy, to sprawują nad nimi tyrańsklą przemoc, odbierając im wolność, i że najlepiej byłoby zostawić je w stanie zwierzęcym, by same sobie wymyśliły język, obyczaje i całą kulturę. Ale anarchizm mniej absurdalny ma na myśli zniesienie władzy politycznej: zlikwidujemy wszelkie rządy, administrację i sądy, a ludzie będą się cieszyli przyrodzonym braterstwem.

Na szczęście anarchistycznej rewolucji zrobić na zamówienie niepodobna: anarchia powstaje gdy z jakichś powodów rozpadają się wszystkie organy władzy i nikt nie panuje nad sytuacją; wynik musi być taki, że jakaś siła, która chce niepodzielnej władzy dla siebie – a zawsze są takie – skorzysta z powszechnego bezładu i demoralizacji i narzuci własny despotyczny porządek; najbardziej widowiskowym tego przykładem była rewolucja rosyjska – ustanowienie despotycznych rządów bolszewickich dzięki powszechnemu zanarchizowaniu społeczeństwa. Anarchizm praktycznie jest na usługach tyranii.

Nie, władzy zlikwidować nie można, można tylko lepszą zastąpić gorszą albo czasami odwrotnie, Nie jest niestety tak, że gdy władzy politycznej nie będzie, wszyscy staną się braćmi; skoro interesy ludzi są skłocone z natury rzeczy, nie z przypadku, skoro niepodobna przeczyć temu, że nosimy w sobie pewne zasoby agresji, skoro potrzeby i zachcianki nasze mogą rosnąć w nieskończoność, to gdyby instytucje władzy politycznej cudem wyparowały, wynikiem byłoby nie powszechne braterstwo, ale powszechna rzeź.

Nie byłoby i nie będzie w dosłownym sensie „władzy ludu”: jest to zresztą technicznie niewykonalne. Mogą być tylko różne narzędzia, za pomocą których lud patrzy na ręce władzy i w stanie zastąpić ją inną … [...]

Kontrola ludu nad władzą nie bywa też bezbłędna, władza demokratycznie wybrana też podlega korupcji, jej decyzje są często sprzeczne z pragnieniami wiekszości, wszystkich zadowolić żadna władza nie potrafi itd. To są rzeczy banalne, znane wszystkim. Narzędzia kontroli ludu nad władzą nigdy nie są doskonałe, ale najskuteczniejsze co ludzkość do tej pory wymyśliła, by zapobiegać samowolnej tyranii, to to właśnie: utrwalać narzędzia nadzoru społecznego nad władzą i ograniczać zakres władzy państwowej do tego co naprawdę niezbędne, by ład społeczny był zachowany. W przeciwnym razie regulacja wszystkiego, co ludzie robią, to tyle co władza totalitarna.

Możemy zatem – i powinniśmy – organy władzy politycznej podejrzliwie traktować, sprawdzać jak najwięcej i w razie potrzeby na nie zawsze narzekać (a potrzeba jest prawie zawsze), nie powinniśmy jednak narzekać na samo istnienie, samą obecność władzy, chyba że wymyślimy inny świat, czego już wielu próbowało, ale nikt z powodzeniem.

Azrael

[źródło:K. Sidorczuk]

  

Kołakowski na weekend…

Czas odetchnąć – chyba że Jarosław K. znów nie da… 

 

Leszek Kołakowski.

Ogólna teoria nie-uprawiania ogrodu  

——————————————————————————– 

Ci, którzy nie cierpią ogrodnictwa potrzebują teorii. Nie uprawianie ogrodu bez teorii jest płytkim i niegodnym sposobem życia. Teoria musi być przekonująca i naukowa. Jednakże dla różnych ludzi różne teorie są przekonujące i naukowe. Potrzebujemy tedy wielu teorii. Alternatywną możliwością w stosunku do nie-uprawiania ogrodu bez teorii jest uprawianie ogrodu. Znacznie łatwiej jednakowoż jest posiąść teorię, aniżeli faktycznie uprawiać ogród.   

——————————————————————————– 

Teoria marksistowska

Kapitaliści usiłują znieprawić umysły mas pracujących i zatruć je swoimi reakcyjnymi ‘wartościami’. Chcą ‘przekonać robotników, że uprawianie ogrodu jest ogromną ‘przyjemnością’, a przez to sprawić, by robotnicy mieli się czym zajmować w czasie wolnym od pracy i uniemożliwić im przeprowadzenie rewolucji proletariackiej. Chcą ponadto wmówić robotnikom, że gdy mają swój nędzny kawałek ziemi, są dzięki temu właścicielami nie zaś pracownikami najemnymi i tak przeciągnąć ich na stronę posiadaczy w walce klasowej. Uprawiać ogród zatem to uczestniczyć w wielkim spisku mającym na celu ideologiczne oszukiwanie mas. Nie uprawiaj ogrodu!  

Teoria psychoanalityczna

Zamiłowanie do ogrodnictwa jest typowo angielską osobliwością. Łatwo pojąć, dlaczego tak jest. Anglia była pierwszym krajem rewolucji przemysłowej. Rewolucja przemysłowa zabiła środowisko naturalne. Natura jest symbolem Matki. Zabijając Naturę, Anglicy popełnili matkobójstwo. Ściga ich nieuświadomione poczucie winy, próbują tedy odkupić swoją zbrodnię przez uprawianie swego małego pseudonaturalnego ogródka i otaczanie go czcią. Uprawiać ogród to brać udział w gigantycznym samo-oszustwie, które uwiecznia infantylny mit. Nie wolno ci uprawiać ogrodu!  

Teoria egzystencjalna

Ludzie zajmują się ogrodnictwem w celu uczłowieczenia natury, ucywilizowania jej. Jest to wszakże rozpaczliwa i daremna próba przekrztałcenia bytu-w-sobie w byt-dla-siebie. Jest to nie tylko niemożliwe ontologicznie. Jest to samo-łudząca, moralnie niedopuszczalna ucieczka od rzeczywistości, jako że różnica między bytem-w-sobie a bytem-dla-siebie nie może zostać zniesiona. Uprawiać ogród albo wyobrażać sobie, że można Naturę ‘uczłowieczyć’ to starać się tę różnicę zatrzeć i beznadziejnie zaprzeczać własnemu nieredukowalnie ludzkiemu statusowi ontologicznemu. Ogrodnictwo jest fałszem!.  

Teoria strukturalistyczna

W społecznościach pierwotnych życie ludzkie rozdzielone było między parę opozycyjną: praca/czas wolny, której to opozycji odpowiadało odróżnienie pole/dom. Ludzie pracowali w polu i odpoczywali w domu. W nowoczesnych społeczeństwach oś opozycji uległa odwróceniu: ludzie pracują w domach (fabrykach, urzędach) a spędzają czas wolny na otwartej przestrzeni (ogrody, parki, lasy, rzeki itd). Odróżnienie to jest kluczowe w utrzymaniu struktury pojęciowej, stosownie do której ludzie organizują swoje życie. Uprawiać ogrodnictwo to wnieść konfuzję do odróżnienia między domem a pracą; oznacza to zaciemnić, wręcz zniszczyć strukturę opozycyjną, która jest warunkiem myślenia. Uprawianie ogrodu jest błędem!  

Filozofia analityczna

Mimo wielu usiłowań, nie udało się zbudować zadowalającej definicji ogrodu i ogrodnictwa; wszystkie istniejące definicje pozostawiają rozległe pole niepewności co do tego, jakie zjawiska do jakiego zakresu należą. Po prostu nie wiemy, czym jest dokładnie ogród i ogrodnictwo. Używanie tych pojęć jest przeto intelektualnie nieodpowiedzialne, a tym bardziej – faktyczne uprawianie ogrodu. Nie będziesz ogrodu uprawiał!  

[źródło ]

Patriotyzm Romana a prawda literatury

Nie wiem jak to jest, ale Mrożek zawsze i wszędzie jest aktualny…

Czytając go, znajdujemy uderzająco wiarygodne komentarze społeczne i polityczne.

Na przykład „Słoń” jest doskonałym komentarzem do idiotycznego pomysłu edukacji patriotycznej Romana…

Bo nauka półprawd i kłamstw, a taka może ona być pod ideologicznyn patronatem, może przynięść skutki całkiem inne od zamierzonych…

„Słoń”

Kierownik ogrodu zoologicznego okazał się karierowiczem. Zwierzęta traktował tylko jako szczebel do wybicia się. Nie dbał także o należytą rolę swojej placówki w wychowaniu młodzieży. Żyrafa w jego ogrodzie miała krótką szyję, borsuk nie posiadał nawet swojej nory, świstaki, zobojętniałe na wszystko, świstały nadmiernie rzadko i jakby niechętnie. Niedociągnięcia te nie powinny mieć miejsca, tym bardziej że ogród bywał często odwiedzany przez wycieczki szkolne.
  Był to ogród prowincjonalny, brakowało w nim kilku podstawowych zwierząt, między innymi słonia. Usiłowano go na razie zastąpić, hodując trzy tysiące królików. Jednak w miarę jak rozwijał się nasz kraj – planowo uzupełniano braki. Wreszcie przyszła kolej i na słonia. Z okazji 22 Lipca ogród otrzymał zawiadomienie, że przydział słonia został ostatecznie załatwiony. Pracownicy ogrodu, szczerze oddani sprawie, ucieszyli się. Tym większe było ich zdziwienie, kiedy dowiedzieli się, że dyrektor napisał do Warszawy memoriał, w którym zrzekał się przydziału i przedstawił plan uzyskania słonia sposobem gospodarczym.
„Ja i cała załoga” – pisał – „zdajemy sobie sprawę, że słoń jest wielkim
ciężarem na barkach polskiego górnika i hutnika. Pragnąc obniżyć koszty
własne, proponuję zastąpić słonia wymienionego w odnośnym piśmie – słoniem własnym. Możemy wykonać słonia z gumy, w odpowiedniej wielkości, napełnić go powietrzem i wstawić za ogrodzenie. Starannie pomalowany, nie będzie się odróżniał od prawdziwego, nawet przy bliższych oględzinach. Pamiętajmy, że słoń jest zwierzęciem ociężałym, nie wykonuje więc żadnych skoków, biegów i nie tarza się. Na ogrodzeniu umieścimy tabliczkę wyjaśniającą, że jest to słoń szczególnie ociężały. Pieniądze zaoszczędzone w ten sposób możemy obrócić na budowę nowego odrzutowca albo konserwację zabytków kościelnych.
Proszę zwrócić uwagę, że zarówno inicjatywa, jak i opracowanie projektu jest moim skromnym wkładem we wspólną pracę i walkę. Pozostaję uniżenie” – i podpis.
Widocznie memoriał trafił do rąk bezdusznego urzędnika, który
biurokratycznie traktował swoje obowiązki i nie wniknął w istotę sprawy, ale kierując się tylko wytycznymi w zakresie obniżki kosztów własnych -
- zaakceptował ten plan. Otrzymawszy odpowiedź zezwalającą, dyrektor ogrodu zoologicznego polecił wykonać ogromną powłokę z gumy, którą następnie wypełnić miano powietrzem.
Mieli dokonać tego dwaj woźni przez nadmuchiwanie powłoki z dwóch
przeciwnych końców. Aby rzecz utrzymać w dyskrecji, cała praca musiała być ukończona w ciągu nocy. Mieszkańcy miasta dowiedzieli się już, że ma przybyć prawdziwy słoń i chcieli go zobaczyć. Poza tym dyrektor naglił, ponieważ spodziewał się premii, o ile jego pomysł zostanie uwieńczony powodzeniem.
Zamknęli się w szopie, w której urządzony był podręczny warsztat, i zaczęli
nadmuchiwanie. Jednak po dwóch godzinach wysiłku stwierdzili, że szara
powłoka tylko nieznacznie uniosła się nad podłogą, tworząc bulwiasty,
spłaszczony kształt, w niczymjeszcze nie przypominający słonia. Noc
postępowała, głosy ludzkie uciszyły się, jedynie z ogrodu dolatywało wołanie szakala. Zmęczeni, przerwali na chwilę pilnując, żeby powietrze już
nadmuchane nie uciekło. Byli to starsi ludzie, nie przyzwyczajeni do takiej
roboty.
- Jak tak dalej pójdzie, skończymy dopiero rano – rzekł jeden z nich. – Co
ja powiem żonie, kiedy wrócę do domu? Nie uwierzy mi przecież, jeżeli jej
powiem, że przez całą noc nadmuchiwałem słonia.
- Rzeczywiście – zgodził się drugi. – Słonie nadmuchuje się rzadko.
Wszystko przez to, że nasz dyrektor jest lewak.
Po dalszej półgodzinie poczuli się zmęczeni. Kadłub słonia powiększył się,
ale daleko było mu jeszcze do pełnych kształtów.
- Coraz ciężej idzie – stwierdził pierwszy.
- W samej rzeczy – przytaknął drugi. – Jak po grudzie. Odpocznijmy trochę.
Kiedy odpoczywali, jeden z nich zauważył kurek gazowy, wystający ze ściany. Pomyślał, czy nie dałoby się wypełnić słonia do reszty gazem – zamiast powietrzem. Powiedział o tym koledze.
Postanowili zrobić próbę. Załączyli kurek do słonia i ku ich uradowaniu już
po krótkiej chwili na środku szopy stanęło zwierzę w całej wysokości. Było
jak żywe. Zwalisty tułów, słupiaste nogi, wielkie uszy i nieodłączna trąba.
Dyrektor, nie zmuszany już do liczenia się z żadnymi względami, a powodowany ambicją posiadania w swoim ogrodzie okazałego słonia – postarał się, żeby model był bardzo duży.
- Pierwszorzędny – oświadczył ten, który wpadł na pomysł z gazem. – Możemy iść do domu.
Rankiem przeniesiono słonia do umyślnie urządzonego dlań wybiegu,
w centralnym punkcie, koło klatki z małpami. Ustawiony na tle naturalnej
skały, wyglądał groźnie. Przed nim umieszczono tablicę: „Szczególnie
ociężały – w ogóle nie biega”.
Jednymi z pierwszych gości tego dnia byli uczniowie miejscowej szkoły,
przyprowadzeni przez nauczyciela. Nauczyciel zamierzał przeprowadzić lekcję o słoniu w sposób poglądowy. Zatrzymał całą grupę przed słoniem i zaczął wykład:
- …Słoń jest roślinożerny. Za pomocą trąby wyrywa młode drzewka i objada je z liści.
Uczniowie skupieni przed słoniem oglądali go pełni podziwu. Czekali, żeby
słoń wyrwał jakieś drzewko, ale on tkwił za ogrodzeniem bez ruchu.
- … Słoń pochodzi w prostej linii od zaginionych już dzisiaj mamutów.
Nic więc dziwnego, że jest największym z żyjących zwierząt lądowych.
Pilniejsi uczniowie notowali.
- …Tylko wieloryb jest cięższy od słonia, ale ten żyje w morzu. Możemy
więc śmiało powiedzieć, że królem puszczy jest słoń.
Przez ogród powiał lekki wiatr.
- …Waga dorosłego słonia waha się od czterech do sześciu tysięcy
kilogramów.
Wtem słoń drgnął i uniósł się w powietrze. Przez chwilę kołysał się tuż
nad ziemią, ale podtrzymany Wiatrem ruszył do góry i ukazał całą swą potężną postać na tle błękitu. Jeszcze chwila i mknąc coraz wyżej zwrócił się ku patrzącym z dołu czterema krążkami rozstawionych stóp, pękatym brzuchem i koniuszkiem trąby. Potem, niesiony przez wiatr poziomo, pożeglował ponad ogrodzenie i zniknął wysoko za wierzchołkami drzew. Osłupiałe małpy patrzyły w niebo.
Słonia znaleziono w pobliskim ogrodzie botanicznym, gdzie spadając nadział
się na kaktus i pękł.
A uczniowie, którzy wtedy byli w ogrodzie zoologicznym, opuścili się
w nauce i stali się chuliganami. Podobno piją wódkę i tłuką szyby. W słonie
nie wierzą w ogóle.

:-) :-(

Azrael

Lem na weekend

Wiara i wiedza
Stanisław Lem
„Rozróżnienie pomiędzy wiarą a wiedzą nie jest zupełnie łatwe do przeprowadzenia, ale możliwe.
Prawdopodobnie wiara poprzedziła wiedzę, obie zaś poczęły wschodzić wraz z początkami artykułowanej mowy ludzkiego gatunku.
Oczywiście uwagi moje na powyższy temat nie mogą mieć wiele wspólnego z rzetelnym religioznawstwem lub metanauką.
Ponadto wokół obu poruszonych nazwami tematów roztacza się halo dość dowolnej niejasności.
Powszechnie uważa się, że zwierzęta, zwłaszcza wyższe, są zdolne do zachowań odpowiadających temu, co potocznie zwiemy nawykami, a co psycholog ze szkoły Pawłowa nazwałby odruchem warunkowym.
Jakoż gołąb, który dostał ziarno grochu stojąc na palcach, może, zwłaszcza po kilkakrotnym powtórzeniu owej koincydencji, podlec takiemu powiązaniu żywienia z postawą, jak gdyby wierzył w to, że jego wstawanie na palce sprzyja pojawieniu się grochu.
Są to jednak – powie psycholog – mniemania antropomorficznego chowu.
Gołąb zachowuje się tak, jak się zachowuje, ponieważ został poddany swego rodzaju minitresurze.
Czyli urobił się w nim odruch warunkowa.
Odruchów warunkowych za akty wiary zasadniczo się nie przyjmuje, aczkolwiek między pierwszymi i drugimi zachodzi pewne podobieństwo.
Najłatwiej pokazać je, czy może raczej nazwać, jako nieścieralność określonych zachowań.
W przeciwieństwie do wiary wiedza jest daleko łatwiej skłonna do ustępstw wobec doświadczenia.
Nie muszę wierzyć, że krzesło, na którym siedzę ma cztery nogi, ponieważ bardzo łatwo mogę się o tym namacalnie przekonać.
Gdyby jednak okazało się, że ma ono tylko trzy nogi, to bez wahania przyznałbym, że moja wiedza uprzednio wyrażona była fałszywa.
Jak z tego wynika, silne jest wsparcie aktów wiedzy na popperowskim falsyfikacjoniźmie.
Problem, na ilu i jakich nogach „stoją” teorie, jest silnie uzależniony od ilości ogniw empirycznych złożonych w łańcuch wyników logicznych, prowadzący do uznania pewnej teorii za sprawną.
Tym jednak, jak się ma sprawność do pojęcia prawdy wolę się w niniejszym tekście nie zajmować.
Wiara natomiast (rozumiana konfesyjnie) żadnych działań mających ją uczynić fałszywą, czy też przynajmniej falsyfikowalną, przeważnie się nie obawia.

Moim zdaniem żyjemy w czasie, w którym kolizyjność wiary i wiedzy zachodzi nieuchronnie i postępująco.
Zresztą wyszukiwanie twierdzeń lub ich zespołów kontrfaktycznych w dogmatyce dowolnych wiar musi być, nawet przy zastosowaniu optymalnie misternej analizy logicznej, jałowe.
Jak wiadomo, Matka Boska poczęła z Ducha Świętego, wszelako każdy współczesny biolog, który już wie, że jajeczko kobiece można uruchomić pod nieobecność plemnika (np.
klonowaniem), wie zarazem, że niepokalane poczęcie pod nieobecność cudownego wprowadzenia do jajeczka chromosomu warunkującego płeć męską zapoczątkowałoby ciążę płodu płci żeńskiej.
Jednakowoż tego rodzaju przykładanie miar empiriopochodnych do dogmatyki kościelnej jest całkowicie bezzasadne, jako wyzbyte waloru argumentacyjnego.

Obecnie w Niemczech episkopat katolicki został nakłoniony listem papieża do opuszczenia wszystkich swych instytucji poradnictwa ciężarnych po to, żeby otrzymywane w takich poradniach zaświadczenia żadną miarą do spędzenia płodu posłużyć nie mogły.
Posłanie papieskie zapoczątkowuje zajścia, których pozareligijne, późne konsekwencje o charakterze społeczno-politycznym są nieprzewidywalne.
Tylko jako przykład, a nie jako orzeczenie świadomego rzeczy prewidyzmu, nazwać mogę zmiany w nastawieniach społecznych gotowe na przykład obalić w wyborach rząd kanclerza Kohla.
Moim zdaniem, które na pewno nie wynika z mojej nieomylności, ładunek rozszczepiający jedyność wiary, i to nie tylko katolickiej, podkłada pod fundamenty tej wiary, pod jej dogmatyki, globalny ruch cywilizacyjny, w znacznej mierze napędzany przyrostami wiedzy o procesach życia, zwłaszcza ludzkiego, zaś w przypadku katolicyzmu problemów natalistycznych.
Obserwując świat współczesny dowiadujemy się, że na postępy w przyspieszeniu zdobywanej informacji, także o charakterze biotechnicznym, nikt nie jest w stanie wpłynąć, chyba z jednym wyjątkiem decydentów zawiadujących inwestycjami wielkokapitałowymi.
Daremność moralnych oporów ukazuje po prostu dziejopisarstwo.

Z prasy niemieckiej wyczytałem nie przez teologów wykoncypowaną wykładnię skierowanych przeciw seksowi zakazów religijnych.
To, że jest faktem opuszczania przez organizm kobiety zapłodnionej czterdziestu procent jajeczek jako zygot, uważa biolog za jeden z mnóstwa fenomenów dowodzących, iż życie pleni się marnotrawczo, przy czym orzeczenie to w postaci bardziej naukowej brzmiałoby: życiem zarządza statystyka.
Mężczyzna koitalnie w pełni sprawny, lecz wydzielający w ejakulacie jedynie kilka milionów plemników nie może liczyć na efektywne zapłodnienie kobiety.
Medycyna stosuje w takich przypadkach albo zapładnianie in vitro, na przykład frakcją odwirowanych plemników, albo jednym wybranym plemnikiem wprowadzonym do jajeczka nakłuciem igiełką.
W dużej niezależności od powyższych spraw całą parą pracuje biologia eksperymentalna w ścisłym współdziałaniu z wielką technologią farmaceutyczną nad operacyjnym zmienianiem płodności ludzie po obu stronach płci.
Mamy do czynienia z kumulacją wiedzy, która w gruncie rzeczy nie jest i nie ma być pociskiem ładowanym do działa antykonfesyjnego.
Motywy, jakimi powodują się poszczególni badacze, nie dają się sprowadzić do jakiejś jednej postaci, na przykład do manifestacji agresywnego ateizmu, który stara się dokonywać inwazji w obręb naturalnych procesów ukształtowanych przez antropogenezę po to, ażeby dotrzeć do jakiegoś celu.
To tym bardziej, ponieważ jednoznacznie o żadnym ustalonym już celu podległym wartościującej aksjometrii nie można w ogóle mówić.
Wiedza ludzka posuwała się i posuwa się bez względu na szkody jakie mogą przynieść jej szersze wdrożenia, czy to w czasach pokoju, czy wojny.
Świat, w jakim żyjemy, nie daje się ani ujednoznacznić w swym rozbiegu w przyszłość, ani zatrzymać w tym swoim rozpędzie.
Pojawiające się, zwłaszcza w czołówce najbogatszych społeczeństw, od trzonu wiar tradycyjnych odszczepienia samobójczego sekciarstwa poświadczają, że znajdujemy się w jednym z krytycznych miejsc historii człowieka ucywilizowanego, który zderzenia, nawet frontalne, wiary i wiedzy akceptuje raczej biernie, ponieważ całościowa integracja rozumna zachodzących procesów nie jest mu dana.
Na koniec pozwolę sobie jako dyletancki obserwator zauważyć, że święte pisma otwierające się słowami wezwania w imię Boga litościwego, miłosiernego (jak Koran) potrafią ludzie przeinaczać do tego stopnia, że jako wyznawcy tego dobrego Boga w zapale prozelityzmu zajmują się ludobójstwem”

__________________________________________

Hmmm, ani słowa przeciw wierze, a tyle wiedzy…

Azrael

Sezon ogórkowy a'la Lem

Ciągłe czytanie doniesień prasowych o naszych, pożal się Boże, „jelitach” politycznych, może doprowadzić nie tylko do rozstroju nerwowego lecz także do rozpadu struktur mózgu, nie mówiąc o rodzinie. Postanowiłem więc dziś lekko odpocząć co mi się udało ( kosztem tych, którzy nie odpoczywałi ) i poczytałem trochę… Znalazłem znakomity ( bo inny tak naprawdę nie może być… ) felieton – o mało co nie napisałem Św. Pamięci, a to był uczciwy ateista przecież  :-)   -  Stanisława Lema – na czasie, wakacyjny

Oto on;   

Władza mózgu

Mamy sezon ogórkowy, a ja chciałbym wrócić do sprawy, która mnie od dawna irytuje: do proroków naszej nieśmiertelności. Ostrożniejsi powiadają, że życie ludzkie można z łatwością przedłużyć o dziesięć, dwadzieścia albo trzydzieści lat, ale spotkałem się już na łamach pisma popularnonaukowego z twierdzeniem – naukowca! – że śmierć jest właściwie zbędna. Ponieważ udało się przedłużyć życie nicieni – to takie robaczki – niektórzy powiadają, że i z nami się uda, że nicień to wprawdzie nie człowiek, ale bliski krewny…Podobne oświadczenia wydają mi się nonsensowne. Z podręcznika neurofizjologii wiemy, że mózg zawiaduje wszystkimi właściwie funkcjami ciała, ze składem chemicznym paznokci i tempem, w jakim rosną włącznie. Każdy kto jak ja przekroczył osiemdziesiątkę, dobrze wie, że w pewnym wieku zaczyna się deterioracja, polegająca na tym, że koordynacja i synchronizacja naszych ruchów pogarsza się; zaczyna się od wylewania herbaty na obrus…Dopóki jesteśmy względnie młodzi i sprawni, nie mamy pojęcia, jak wiele procesów, których wyłącznym panem jest mózg, toczy się automatycznie. Tymczasem o ile możliwa jest wymiana serca, nerki czy stawu – produkuje się teraz bardzo dobre protezy stawów biodrowych czy kolanowych – o tyle mózgu nie da się niczym zastąpić, bo stanowi on o naszej indywidualności, zawiera bagaż pamięci, który potwierdza naszą tożsamość. Nie zamienimy go na tak zwaną tabula rasa, bo nowy mózg to byłby nowy człowiek.

W mózgu starych ludzi dzieje się coś, co nazwać można zmęczeniem materiału. U mnie przejawia się to w zapominaniu nazwisk i nazw, na przykład systemów filozoficznych; miałem głowę okropnie tym naładowaną! Zanika też ogólna sprawność wymowy. I nie mam na myśli objawów będących skutkiem procesów patologicznych, nie mówię o żadnych, nie daj Boże, alzheimerach. Granicą trudno dla ludzi przekraczalną jest dziewięćdziesiąty rok życia, później możliwy jest okres wegetacji wspomaganej przez otoczenie, raczej jednak biernej; jak ktoś ma dziewięćdziesiąt parę lat, to niewiele już wymyśli. A postacie, które budzą niezrozumiały zachwyt rozmaitych geriatrofili – tu ktoś na Kaukazie dociągnął do stu osiemnastu lat, tam japońska staruszka nawet do stu dwudziestu – mnie osobiście przerażają. Widzę cherlawą istotę, która prowadzi życie kapusty na grządce – nic nie wymyśli, niczego nie napisze, z wszystkim ma najwyższe trudności. Cóż to za satysfakcja?
I nie ma na to rady, bo jesteśmy gatunkiem śmiertelnym. Zawsze mnie zresztą dziwiło, że wprawdzie sami jesteśmy śmiertelni, ale pozostawiamy po sobie pisma. Bardzo podobał mi się napis na budynku lwowskiej Politechniki: Hic mortui vivunt. Kiedy biorę coś poważniejszego do czytania, chcę wiedzieć, czy autor żyje, czy nie. Jeśli nie żyje, inaczej jakoś przyjmuję jego enuncjacje. Czynności automatyczne, sprawność synchronizacyjno-korekcyjna mózgu to jedno. Mamy jeszcze świadomość. Z ostatnich danych wynika, że – co dawno podejrzewałem – świadomość jest bardzo silnie rozproszona w naszym mózgu i nie można wskazać ośrodka, w którym by siedziała. Wyobrażenie, wedle którego w samym środku naszej głowy miałoby się znajdować małe coś, co się nazywa „ja”, jest bzdurne. Chodzi o zespół rozmaitych ośrodków, optycznych, akustycznych, kinestetycznych, motorycznych i tak dalej. Wszystko to razem kondensuje się i składa w całość.Pewne przebiegi mózgowe można oczywiście usprawniać, ale w przypadku zaburzeń czynnościowych wywołanych wiekiem możliwości poprawy są minimalne. Dziwną własnością mojego mózgu jest to, że wieczorem, kiedy jestem śpiący, zaczynam słyszeć jakąś melodię, jakby orkiestra grała – choć wiem, że orkiestry żadnej nie ma. Czasami jest to ciekawe, czasami denerwujące – motyw muzyczny, który wciąż się powtarza. Kiedy zasypiam – melodia znika, kiedy się budzę – już jej nie ma. To wszystko objawy zepsucia czy zmęczenia neuromateriału.Dla nas, ludzi, wiek rzędu osiemdziesięciu-dziewięćdziesięciu lat stanowi górną granicę i dlatego z taką lubością czytam o życiu gwiazd, w którym dziesięć czy piętnaście milionów lat nie ma najmniejszego znaczenia, albo o galaktykach, które mogą istnieć czterysta milionów lat, albo o ewolucji trwającej miliardy… Wiem, że samemu mi do tego nieskończenie daleko, ale świadomość, że umysł ludzki potrafi w ogóle dotknąć tajemnicy długowieczności systemów wszechświata, jest dla mnie fascynująca, na pewno bardziej niż to, czym większość ludzi żyje. Budzę się o trzeciej w nocy, nie mogę spać, ciekawe, co teraz będzie w telewizji? Włączam aparat, a tu striptiz, takie soft porno. Rozumiem, że ma to silny związek z biologią człowieka, ale kiedy przeczytałem, że kierownictwo Volkswagena sprowadzało swoim menedżerom luksusowe prostytutki, uznałem to za skandal. Niezależnie od skandali, jakie dzieją się u nas.

W Niemczech będzie się teraz toczyła batalia na wypowiedzi i oracje między panią Merkel, kandydatką na urząd kanclerza, a Schröderem. Polityka jest dziś dziedziną, w której przestały się liczyć konkrety. O żadnej kwantyfikacji ani komputerowych modelach sytuacji ekonomicznej nie ma mowy. Dlaczego rywalizacja partii politycznych zmieniła się w walkę na sprawność malowania tęczowych wizji lepszego społeczeństwa? U nas na przykład zapanowała moda na Czwartą Rzeczpospolitą. Dlaczego Czwarta, a nie Czterdziesta? Wszystko to jest podszyte blagą i taniochą. Nasze myślenie polityczne rozmydliło się w bajorze sloganów, po wierzchu pływa Ojczyzna, trochę Orła, trochę Wiary… Co się stało z dziedzictwem Jana Pawła? Za kilka tysięcy – bardzo tanio – można sobie kupić jego pomnik i postawić w ogródku. Ładunek elektryczny w maszynie elektrostatycznej, która stoi na moim biurku, przybiera kształt zygzakowatej błyskawicy, ponieważ szuka drogi najmniejszego oporu; tak jest i w społeczeństwie. To, co najłatwiejsze, najprostsze, najbardziej schematyczne, bierze górę.

Wiek sprawia, że niechętnie już godzę się na wywiady, ale miałem niedawno wizytę Japonki, bardzo sympatycznej i mówiącej dobrze po polsku, która przetłumaczyła Wysoki Zamek. Miała pewne kłopoty – co to na przykład jest bigos? – ale pomógł Internet. A wczoraj przyszła Francuzka, wedle której zajmuję się głównie mistycyzmem i ogólną teorią kontemplacji. Usiłowałem łagodnie wytłumaczyć, że się myli, ale zauważyłem, że moje wysiłki są daremne. Miałem zresztą trudności, bo i po francusku nie mówię już tak, jak przed laty.
Od gościa z Tokio próbowałem się dowiedzieć, co Japończyk może wynieść z mojego Wysokiego Zamku. Co z niego zrozumie? Jak kręgi na wodzie po wrzuceniu kamienia rozchodzą się coraz dalej, tak też dzieje się z moimi książkami: z jednej strony Brazylia i Portugalia, z drugiej Korea, Japonia, Tajwan, Chiny… Mnie to już właściwie obojętne, bo jestem bardzo stary, ale myślę sobie, że gdyby mój ojciec, który zmarł tu, w Krakowie, mając 74 lata, dowiedział się o tym, toby się może trochę uspokoił, bo bardzo był zmartwiony, że rzuciłem medycynę… sierpień 2005  

Napisane było, kiedy Lem miał 85 lat… i jaki język i myśl…
 
Jak to jest, że tylko ludzie wielcy potrafią pisać prosto, jasno, zrozumiale i głęboko…. To chyba kwestia wolności umysłu… Kotarbiński, Kołakowski…
 
Czego życzę wszystkim
 
Azarel

 [żródło: empik

  • Facebook