
Czasem od samego zdarzenia ciekawsze jest to, jak jest ono ocenianie i komentowane, w zależności od zajmowanych pozycji. Jakie pozycje i postawy zajmują poszczególne osoby, obserwatorzy, dziennikarze. Tak jest właśnie z „występem” Grzegorza Brauna, reżysera dokumentalisty, skandalisty lustracyjnego i polityka-amatora, jaki został przedstawiony ponad miesiąc temu na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Tam, gdzie nauczał chyba najbardziej intelektualny i żywy społecznie hierarcha współczesnego polskiego Kościoła katolickiego, abp Józef Życiński.
Przypomnijmy fakty; 11. kwietnia, na spotkaniu studenckiego koła historycznego, Braun nazwał zmarłego wielkiego kanclerza tej uczelni i metropolitę lubelskiego, abp. Józefa Życińskiego kłamcą i łajdakiem. Stwierdził też między innymi, że abp Życiński w życiu publicznym opowiedział się po stronie wrogów Kościoła i wrogów państwa polskiego. Było to przy okazji prezentacji przez niego filmu poświęconego aborcji, eutanazji i zapłodnieniu in vitro. O samym Józefie Życińskim mówił tak przy okazji, odpowiadając na pytanie z sali. A słowa jego spowodowały na sali oklaski aprobaty i co na nagranym filmie ze spotkania widać, praktycznie żadną reakcję organizatorów. I zapadła na miesiąc cisza w sprawie…
I cisza by była nadal, gdyby nie to, że nagrany film ze spotkania, ukazał się na portalu gazety „Idź pod prąd”, związanej z Kościołem Nowego Przymierza Pawła Chojeckiego, czymś w rodzaju instytucji kaznodziejstwa chrześcijańskiego, żeby nie napisać, że sekty. „Gazeta Wyborcza”, którą oskarżono o wykorzystanie sprawy niecnych celach, czyli do ataku na „patriotę i oczywiście „niezależność opinii”, dowiedziała o występie Brauna dopiero po opublikowaniu filmiku. I słusznie, bo inaczej nikt by się nie dowiedział o fekaliach intelektu p. Brauna, szkalujących zmarłego arcybiskupa. I nikt nie miałby okazji zająć w tej bulwersującej sprawie stanowiska, jakie nakazuje mu sumienie.





Najnowsze komentarze