Archive for the ‘Media’ Category

Krzywe zwierciadło Ewy Stankiewicz

Posted 30 maj 2010 — by Azrael
Category Etyka, Media, Państwo, Polityka, Polska, Społeczeństwo, etyka dziennikarska, wybory

Spojrzenie na rzeczywistość przez oko kamery jest ZAWSZE pewną kreacją, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z fabułą, czy z dokumentem. Chyba, że kamera zostanie włączona, postawiona nieruchomo i materiał nią nagrany pokazany bez skrótów i montażu. Ale już nawet miejsce ustawienia statywu kamery jest obarczone wolą kogoś, kto chce otrzymać konkretny obraz.

Film „Solidarni 2010″ Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego jest oczywiście dokumentem sensu stricto, jako rejestracja pewnej rzeczywistości, jaka rozgrywała się na Krakowskim Przedmieściu w dniach i nocach kwietniowych. To były rzeczywiste kadry, zdjęcia, wypowiedzi, poddane rejestracji i podane widzom bez zbytniego komentarza. I nie można zarzucić (nie mamy na to żadnych materialnych dowodów), że za samymi zdjęciami stoi manipulacja.
Ale już sami twórcy przyznali, że dokonali wyboru materiału. I w tym momencie materiał przestaje mówić czystą formą rejestracji i zaczyna do przemawiać jako lustro poglądów autorów. Jako zdeformowane pojęcie rzeczywistości post katastrofy smoleńskiej. Idąc dalej – sposób i metoda prezentacji tego filmu, w uzależnionej od politycznego wpływu telewizji, w konkretnym terminie i w konkretnym kontekście wyborczym, deformuje nam zapis filmy jeszcze dalej. Zaciemnia wyraźnie zapis, pokazując, że filmem można manipulować i grać do woli. Czym innym jest pokazanie materiału na przeglądzie filmowym, czym innym osadzenie go w politycznym kontekście.

Wróćmy do samego zapisu. Twórcy filmu stwierdzają, że oddali w nim nową, budzącą się świadomość Polaków, ich przebudzenie, odzyskanie poczucie jedności społecznej. Zresztą ocen jest wiele, film i jego interpretacje były zapewne również implikacją do powstania Ruchu 10 Kwietnia, czegoś w rodzaju patriotycznego „wzruszenia” społecznego. Przedstawiano to początkowo jako ruch społeczny, oddolny, ale jednak okazało się, że jest to inicjatywa określonych sił politycznych, think tanków prawicowych, konkretnych ludzi, także dziennikarzy, mocno osadzonych w polityce. Ruch społeczny wystartował, ale już traci powoli impet, ponieważ u źródła jego powstania leżało to, że katastrofa smoleńska i skupienie się na śmierci Lecha Kaczyńskiego z małżonką, może doprowadzić do przewartościowania społecznego i wyzwolenia nowego impulsu. Dowodem miały być m. in. właśnie kadry filmu Ewy Stankiewicz.

Read More

Salonowy Lis

Posted 25 maj 2010 — by Azrael
Category Media, Polityka, Polska, Społeczeństwo, etyka dziennikarska

Wielu obserwatorów zastanawiało się, dlaczego Platforma Mediowa Point Group SA, po przejęciu z rąk rodziny Królów tygodnika „Wprost” i całej grupy AWR „Wprost” nie dokonuje zmian w redakcji tygodnika, poza odwołaniem jego naczelnego, Stanisława Janeckiego. Zmiany, w managemencie wydawnictwa zostały dokonane, ale w samej redakcji już tylko kosmetyczne, jak pojawienie się Sylwestra Latkowskiego. Tak naprawdę wszyscy się zastanawiali, w jakim kierunku pójdzie tygodnik, od kilku lat postrzegany jako mocno zaangażowane pismo. Zaangażowane politycznie po stronie Prawa i Sprawiedliwości, choć jego łamy były otwarte i dla publicystów innych orientacji politycznych. I już wiemy – dziś stery rządów objął Tomasz Lis, znany dziennikarz telewizyjny, publicysta, także wydawca wielu książek. Ostatnio związany (kontraktowo) z TVP.

Ściągnięcie Lisa do „Wprost” to ruch ciekawy i niespodziewany. Motywy były zapewne różnorakie.

„Wprost” po odejście Janeckiego (p.o. naczelnym została jego zastępczyni, Katarzyna Kozłowska) dryfował na rynku wydawniczym, co miało odbicie w wynikach sprzedaży. Nie było bardzo wiadomo, do jakiego czytelnika będzie adresowany tygodnik. Czy do prawicowego, do czego przyzwyczaił Janecki (a wcześniej Piotr Gabryel), czy może jednak do liberalnego? Przyjście Lisa jednoznacznie identyfikuje pismo jako tygodnik opinii środowisk liberalnych. Wbrew pozorom jednak nie lewicowych, nie tych, do których jest adresowana „Polityka”, ale raczej bliżej mu będzie do „Newsweeka”.

Read More

Dziennikarstwo totalne Pospieszalskiego

Posted 29 kwi 2010 — by Azrael
Category Etyka, Media, Państwo, Polityka, Polska, Popaprańcy, Telewizja, etyka dziennikarska

Film Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego „Solidarni 2010″ tylko formalnie można uznać za dokument. Jego rolą nie było przedstawienie zapisu faktów, ale pokazanie przefiltrowanej podwójnie atmosfery z Krakowskiego Przedmieścia i okolic Wawelu z czasów żałoby. Podwójna filtracja kamerą i poglądami głównych scenarzystów.

W przestrzeni medialnej i politycznej zaczyna się wojna. Wojna o pamięć i jej sposób interpretacji. To nie tylko sprawa tworzenia mitu o Lechu Kaczyńskim i jego „męczeńskiej śmierci” w imię ideałów, ale również próba zdefiniowania na nowo, w oczyszczonej formie pojęć Patriotyzm, Naród, Pamięć. Należy ją oczyścić i stworzyć nową formację, która ma zostać depozytariuszem, jedynym, niepodważalnym, tych pojęć. To formacja, która już nosi nawet nazwę – to Prawdziwi Polacy, w innej formule – Prawi Polacy.

Film spółki Pospieszalski/Stankiewicz jest publicystyką. Nie zapisem świadomości i odczuć Polaków – bo wtedy trzeba by pokazać kilka stron i wielość opinii ludzi, którzy pojawili się w kolejce do Pałacu Namiestnikowskiego i na krakowskich Błoniach, ale publicystyką ordynarną, propagandową. Nie ma na ekranie ani głosów, ani twarzy autorów, co ma świadczyć o bezstronności, ale to wbrew pozorom nie działa na ich korzyść, ponieważ pokazuje dobitniej skalę manipulacji. Tym bardziej, że to oni później dobierali i selekcjonowali materiał. Nie ma pytań na ekranie, ale są za to im, autorom, odpowiadające wypowiedzi, oświadczenia, a czasem wręcz insynuacje. Nie ma pytań i nie ma sprostowań. Po co? Nie są potrzebne, ponieważ tu chodzi o przedstawienie konkretnego planu.

Ten plan to pokazanie na ekranie budzącego się Narodu, Patriotycznego Narodu, tak jak go widzi Pospieszalski i przeciwstawienie go Elitom – Establishmentowi. Jego przedstawicielem ma być Donald Tusk, który „ma krew na rękach”, którą zresztą przelał z Rosją. I stąd właśnie bierze się całkowicie „spontaniczny” sprzeciw i głos protestu Narodu. Stankiewicz i Pospieszalski tylko znaleźli się w odpowiednim miejscu i czasie i włączyli kamerę… tak mamy sądzić. Ale przedobrzyli, bo okazało się, że prawie 1/3 filmu zajmuje wypowiedź aktora, tak autentycznego, że aż trzeba mu było podrzucać kwestię zza kadru… I jak to się stało, że wśród 180.000 osób, które w kolejce stało, dominował ten aktor i jego, grana na jednej nucie przez 20 minut, rozpacz.

Pospieszalskiemu chodziło w tym filmie, poza doraźnym celem politycznym, czyli wsparciem kampanii prezydenckiej Jarosława Kaczyńskie o coś jeszcze innego. On pokazał, jakie idee i wartości są bliskie zwolennikom Prawa i Sprawiedliwości i w jakim zamkniętym świecie żyją. I to właśnie ma być świat i społeczeństwo, ten na nowo sformatowany Naród, jaki chcieliby zaprogramować zwolennicy IV RP. To MY, Naród, Prawi Polacy, oraz ONI, ci z krwią na rękach.

Pomimo formalnych zabiegów, niedoróbek, chropawości, które miały świadczyć o „autentyczności”, film jest totalną porażką. Oczywiście, trafi do „przekonanych” zwolenników Prawa i Sprawiedliwości i zwolenników teorii spiskowych, ale zostanie odrzucony przez tych, których miał nawrócić, na patriotyzm, takim, jak go widzi Pospieszalski.
Wszystko dlatego, że dziennikarstwo totalne Jana Pospieszalskiego jest równie prymitywne i nachalne, jak anty imperialistyczna propaganda z czasów PRL.

Azrael

——————————

Felieton opublikowany na portalu Wprost.pl

Debata publiczna na dnie

Posted 03 kwi 2010 — by Azrael
Category Media, Państwo, Polityka, Polska, Społeczeństwo, demokracja

Za nami prawybory w Platformie Obywatelskiej, swego rodzaju pre-kampania prezydencka. Przed nami prawdziwa kampania, która rozpocznie się w połowie maja, kiedy marszałek Sejmu, Bronisław Komorowski, ogłosi termin wyborów. Najprawdopodobniej będzie to ostatnia niedziela września. Nie zapomnijmy również, że kilka tygodni po wyborach prezydenckich – zapewne dwurundowych odbędą się następne wybory – samorządowe.

Przy okazji obserwacji rywalizacji Bronisława Komorowskiego i Radosława Sikorskiego można było zauważyć, że obaj kandydaci „pięknie się różnili” ale nie bardzo było wiadomo właściwie czym. Kampania w ramach partyjnych była uładzona, bez specjalnych zgrzytów, z minimalną liczbą złośliwości. Nie przeszkadzało to jednak temu, aby obaj kandydaci prowadzili debatę w ramach programu swojej partii. Jeżeli tak nie było, czy oznacza może to, że PO nie ma programu, a do obiegu dyskusji społecznej nie potrafi wprowadzić nowych, ciekawych tematów? A może jest tak, że nie tylko politycy nie potrafią stworzyć nowych programów i projektów, ale obywatele nie są przygotowani do tego rodzaju dyskusji?

Po wyborach parlamentarnych w roku 2007 został spopularyzowany termin „postpolityka”, jak coś, co nie zawiera przesłania i idei, ale opiera się głównie na politycznym marketingu, reklamie i umiejętności sprzedaży wizerunku w mediach. Właśnie Platforma Obywatelska uchodzi za taką partię, która głównie liczy się z sondażami ośrodków opinii publicznej. To ona ma programować swoje działania pod kątem tego, jak jest widziana przez wyborców i jak by chciała być widziana w przyszłości. Zarzuca się Donaldowi Tuskowi, że jego najbliższe zaplecze zajmuje się głównie politycznym PR, a nie programowaniem merytorycznym prac partii w Sejmie i rządu. Nadrzędnym celem jest utrzymanie wysokich wyników sondażowych partii i jej kandydata do urzędu prezydenckiego. Według mojej oceny ten pogląd nie odbiega daleko od prawdy, bo tak naprawdę bogatą pracę merytoryczną tego środowiska widać tylko w przypadku ministra Michała Boniego, który z przepracowania często wygląda jak zombie, a skończyć może (odpukać…), jak Andrzej Bączkowski…

Read More

Debata Prezydencka 2010

Posted 19 mar 2010 — by Azrael
Category Lech Kaczyński, Media, PiS, Platforma, Polityka, Polska, Telewizja, demokracja

To już była druga debata, do której zostałem zaproszony przez Onet.tv – pierwsza dotyczyła zmian w Konstytucji RP, ta natomiast tego, czy Polacy dadzą drugą szansę Lechowi Kaczyńskiemu, w zbliżających się wyborach prezydenckich. Ja na swój prywatny użytek określiłem temat spotkania – Czy Lech Kaczyński zostanie ponownie prezydentem, i dlaczego nie… ;)

Zapraszam do obejrzenia – bezpośrednio ze strony Onet.tv.

Należy kliknąć  na zdjęcie;

W spotkaniu wzięli udział posłowie; z PiS – Adam Hofman, z PO – Sebastian Karpiniuk, oraz redaktor naczelny „Gazety Polskiej” – Tomasz Sakiewicz. No, i Wasz bloger…

Azrael

Aferalne media, polityczni dziennikarze

Dwie sprawy o charakterze personalnym rozgrywające się w mediach publicznych, skutecznie przykrywają skandaliczną sytuację, jaka jest pokłosiem politycznych rozgrywek wokół TVP i Polskiego Radia. Te dwie sprawy to odwołanie ze stanowiska szefa publicystyki programu pierwszego TVP Anity Gargas, druga to powierzenie najważniejszych programów politycznych w PR III Polskiego Radia wyrazistemu dziennikarzowi gazety „Polska The Times”, Michałowi Karnowskiemu.

Obie te sprawy to dwie strony tego samego medalu, czyli efekt zawłaszczenia mediów publicznych przez układ polityczny. Nie przez polityków i partie polityczne, ale układ polityczny ściśle ze sobą powiązanych polityków i dziennikarzy. Jest niewątpliwe dla każdego, że już od wielu lat nominacje na stanowiska zarządcze w telewizji i radiu publicznych mają podstawy polityczne, a wręcz partyjne. Jest to praktyka stała, dotycząca wszystkich formacji politycznych, mających swoich przedstawicieli na szczeblu centralnym. W mediach było i jest miejsce dla PO, PiS, PSL, SLD, Samoobrony, LPR i odprysków innych formacji (także w stacjach i rozgłośniach regionalnych).

I jest naturalną rzeczą, że ci szefowie polityczni mediów publicznych dobierają sobie takich współpracowników, którzy będą realizowali nie program merytoryczny – lecz program „zlecony” politycznie.

Read More

Czas medialnych politruków

Media publiczne są publiczne już tylko z nazwy. Panuje w nich polityczna hucpa i kolesiostwo, z misją i zadaniami publicznymi nie ma to nic wspólnego. Takie łajdactwo, jak czyszczenie stacji i programów z ludzi niewygodnych jest na porządku dziennym. Pozwalają na to również często związki zawodowe, które też są w tym układzie korporacji dziennikarskich, jak i Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, które jest już tylko fasadą bez znaczenia. Korporacja dziennikarska działa sobie dokładnie tak, jak korporacje w innych branżach, ale różni ją od innych to, że pozbywa się ona zasad etycznych, staję się powoli gildią w obronie swoich członków.

Jacek Sobala, który został nominowany na stanowisko dyrektora Programu III Polskiego Radia jest politycznym namiestnikiem. Namiestnikiem koalicji politycznej PiS-u i części środowisk lewicowych, związanych ze stowarzyszeniem Ordynacka. To nie technokrata medialny, ani nie dziennikarski intelektualista, za jakiego chciałby uchodzić, ale po prostu polityczny desygnat, mający za zadanie realizowanie konkretnych wytycznych partyjnych. To człowiek, który jest rzucany przez PiS na front medialny do wykonywania konkretnych zadań. Kiedy w 2006, przy wydatnej pomocy szefowej KRRiT, Elżbiety Kruk, partia ta przejęła władzę w Polskim Radiu, Jacek Sobala został szefem Radia BIS. Jego “reforma” stacji polegała na wyrzuceniu kilku osobowości radiowych, spłaszczeniu oferty muzycznej i w efekcie odejściu od głośników młodych słuchaczy. Po wykonaniu tego zadania Sobala przerzucony został na front Programu I PR, gdzie obok innego nominanta PiS, Marcina Wolskiego, na zlecenie Prezesa PR, Krzysztofa Czabańskiego czyścił radio “ze złogów”, doprowadzając tę stację do najgorszych wyników słuchalności w historii. Jak więc widzimy – jest to towarzysz oddany i zdolny…

Sobala w grudniu ubiegłego roku zastąpił Magdę Jethon, długoletnią dziennikarkę PR III, osobę też nie neutralną światopoglądowo, ale za to nie emitującą na antenie swoich sygnałów politycznych. Jethon została zastąpiona Sobalą momencie, kiedy Trójka osiągnęła słuchalność na poziomie 8,1 proc. w grupie słuchaczy między 25 a 45 rokiem życia, a samo odwołanie odbyło się telefonicznie, bez podania przyczyn.

Read More

Im gorzej, tym lepiej

Posted 06 lut 2010 — by Azrael
Category Media, Polityka, Polska, Popaprańcy, Telewizja

O mediach publicznych, z położeniem nacisku na TVP, z przyzwyczajenia zwaną telewizją publiczną, piszę od zawsze – i zawsze w tym samym tonie – uważam, że instytucję zarejestrowaną w Warszawie, przy ulicy Woronicza 17, powinno się zamknąć, zlikwidować, zarządy, rady nadzorcze i szefostwo związków zawodowych wyrzucić za bramę, z dożywotnim zakazem wejścia.

„TVP delendam esse” – to powinno być hasło początkowe i końcowe każdej dyskusji o telewizji polityków, hochsztaplerów, złodziei. Może za ostro? Nie, bo doprowadzenie stacji telewizyjnej, mającej największy udział w rynku reklamy, największą widownię i dodatkowo bonus w postaci abonamentu do upadku – to jest zbiorowa odpowiedzialność wszystkich tych, którzy ostatnio maczali palce w dojeniu tej instytucji.

Pojawiła się informacja w mediach, że TVP ma na koncie tylko ok. 13 mln złotych, co może nie starczyć na wypłaty marcowe, a zarząd, pod przewodnictwem pisowskiego nominanta, Romuald Orła, chce zaciągnąć kredyt w wysokości około 100 mln złotych. Dodatkowo związkowcy, pod wodzą związku Wizja (pracownicy techniczni TVP) grożą strajkiem i to pełnym – chcą przerwać emisję programu. To świetny pomysł, ponieważ dałby on podstawę do wejścia do TVP komisarza, wyznaczonego przez ministra skarbu, który, jak mam nadzieję, zmieniły się w syndyka.

Nie jest prawdą, że zapaść TVP wynika z załamania się systemu abonamentowego, z powodu decyzji politycznych rządu PO. Abonament jest tylko częścią przychodów TVP, to kilka – kilkanaście procent jej budżetu, podstawą jej działalności są wpływy reklamowe i licencje. A to, że ze względu na kryzys ekonomiczny i spadek poziomu telewizji te przychody spadają, nie jest winą ani ministra Aleksandra Grada, ani premiera. Powodem stanu TVP jest chory układ producencki, pozwalający na to, aby instytucja licząca jeszcze dalej ok. 4000 pracowników zlecała produkcje na zewnątrz, zamiast sama być dostawcą kontentu medialnego do innych stacji.

Paradoks polega na tym, że w większości wypadków formy i agencje zewnętrzne, pracujące na zlecenie TVP, korzystają z ludzi, techników, operatorów, kamerzystów zleceniodawcy. To jest wyprowadzanie pieniędzy, środków poza spółkę, czyli działanie na jej niekorzyść.

Ministerstwo Skarbu zapewne telewizji nie pomoże, oczywiście również z powodów politycznych (TVP jest w rękach porozumienia PiS – Ordynacka). Warto pamiętać, że TVP nie ma zatwierdzonego budżetu, działa na podstawie prowizorium budżetowego. Niewypłacalność telewizji publicznej (pierwsze wnioski o ogłoszenie upadłości są już ponoć złożone, ze strony prywatnych wierzycieli) będzie dobrą podstawą do wejścia przedstawiciela skarbu państwa i zawieszenia organów spółki. To dobra informacja dla PO, tuż przed wyborami prezydenckimi, nie ma co ukrywać.

Read More

Łajdactwo uprawnione

Nie od dziś wiadomo, że nasze dziennikarstwo stoi korporacją. Polscy żurnaliści tworzą klakę, lobbing. Lojalność zawodowa i środowiskowa to rzecz ważna i cenna. Korporacja dziennikarska jest jednak dość specyficznym środowiskiem. W sprawach natury światopoglądowej dziennikarze różnią się od siebie diametralnie. I nie ukrywają swoich poglądów specjalnie, niejednokrotnie w swoich publikacjach czy programach w mediach elektronicznych dają temu wyraz. Ale ta lojalność i te wsparcie bywa bardzo wybiórcze.
Wczoraj media poinformowały, że w ramach „odzyskiwania” radia publicznego przez koalicję PiS/SLD ( a właściwie nie tyle SLD, co Stowarzyszenie „Ordynacka”) szefowa programu III Polskiego Radia, Magda Jethon została zastąpiona przez Jacka Sobalę. Stało się to w momencie, kiedy Trójka osiągnęła słuchalność na poziomie 8,1 proc. w grupie słuchaczy między 25 a 45 rokiem życia, a samo odwołanie odbyło się telefonicznie, bez podania przyczyn. Przyczyny oczywiście są – to podział tortu medialnego przez polityczne grupy wpływów.

Sobala to nie jest ktoś przypadkowy, ani osoba nieznana. To człowiek, który jest rzucany przez PiS na front medialny do wykonywania zadań. Kiedy w 2006, przy wydatnej pomocy szefowej KRRiT, Elżbiety Kruk, oczywiście nominantki PiS, partia ta przejęła władzę w Polskim Radiu, Sobala został szefem Radia BIS. Jego „reforma” polegała na wyrzuceniu z tej stacji kilku osobowości radiowych, spłaszczeniu oferty muzycznej i w efekcie odejściu od stacji młodych słuchaczy. Po wykonaniu tego zadania Sobala przerzucony został na front Programu I PR, gdzie obok innego nominanta PiS, Marcina Wolskiego, na zlecenie Prezesa PR, Krzysztofa Czabańskiego (zgadnijcie, z kim związanego…?) czyścił radio „ze złogów”, doprowadzając tę stację do najgorszych wyników słuchalności w historii. Jak widzimy – towarzysz oddany i zdolny…

Read More

Ja, bezgrzeszny, kamieniem nie rzucę

Posted 16 gru 2009 — by Azrael
Category Etyka, Media, Państwo, Polityka, Polska, Popaprańcy, etyka dziennikarska

Im dalej brniemy w sprawę senatora PO, Krzysztofa Pisiewicza, tym więcej wątków dyskusji nam się otwiera. A to sprawa odpowiedzialności polityka, obranego przez wyborców przed nimi, na ile media mogą wchodzić w prywatne życie ludzi polityki, pytania o legalność używania narkotyków i odpowiedzialność z tego tytułu…. No i na końcu pytanie ćwiczone już przy dalej trwającej sprawie Romana Polańskiego, czyli, czy celebrytom i ludziom sztuki wolno więcej, czy mniej, i o ile.

Dyskusje są oczywiście prowadzone doktrynalnie i z poziomu piedestału, z jakiego komentator przemawia, co prowadzi do groteski. Bo jeżeli naczelny Superaka, który ujawnił sprawę i filmy pisze i mówi o misji niesienia informacji o politykach wyborcom, to mój rechot z tego odbija się od ścian. Pan redaktor ma misje, ale polegają one, z jednej strony, na tym, aby zarabiać pieniądze dla wydawcy, w dowolny sposób, z drugiej strony dostarczać czytelnikom, sprofilowanym na tego rodzaju gazety skandalu, krwi, plotek, gołych d* – również w dowolny sposób, za wszelką cenę.

Jak słyszę, że „autorytet moralny gazety „Fakt” (tak, tak!) redaktor Warzecha, swoim napuszonym i z lekka stentorowym głosem obwieszcza, że senator Piesiewicz jest sam sobie winny, a nie winni są szantażyści, którzy zrealizowali prowokację w jego domu – to już wiem, że takie wartości, jak etyka, nie tylko dziennikarska, prawo do prywatności, czy ważenie wartości człowieka nie tylko na podstawie nagrań z ukrycia, są dla niego pojęciami abstrakcyjnymi. Pan Warzecha zauważył wczoraj w programie telewizyjnym, że polityk zawarł z wyborcami umowę społeczną, w związku z tym im wolno wchodzić w jego życie prywatne, a on musi je pokazywać. Na szczęście drugi obecny w programie dziennikarz, Paweł Wroński zauważył, że tenże Warzecha, jak autorytet i dostawca kontentu informacyjnego poddany jest również takim samym procedurom, ponieważ jest uważany za osobę zaufania publicznego (na szczęście tylko dla czytelników ‘Faktu”…).

Prawo do prywatności jest prawem obywatelskim, jeszcze ważniejszym, niż prawo własności. Do czasu, kiedy posiadacz tego prawa nie łamie prawa innych ludzi. Osobistych i ustalonych przez społeczeństwo. Być może Piesiewicz to prawo złamał, namawiając do kokainy. I o tym fakcie wyborca powinny być poinformowany, ale powinny to zrobić organy państwa – a nie tabloid, w formie wyjątkowo brutalnej. Tu zresztą rodzi się dalsze pytanie – na ile wyborca powinien być świadomy, jak jego wybraniec postępuje w życiu prywatnym? Pisze się ostatnio o dwóch modelach mediów; we Francji przestrzega się prywatności polityków i uznaje się ich wizerunek za dobro publiczne – koronnym przykładem jest nieślubne dziecko francuskiego prezydenta Françoisa Mitterranda, który przez ponad 20 lat ukrywał to, że ma nieślubną córkę, a media mu w tym pomagały – aż do jego śmierci. Drugim, skrajnym przykładem jest Wielka Brytania, gdzie każdy, najmniejszy skandal jest podawany społeczeństwu na tacy. Nawet rodzina królewska jest poza ochroną.

Oczywiście, państwo ma również inklinacje do tego, aby wiedzieć o społeczeństwie i obywatelach jak najwięcej, o czym świadczą zapędy kontrolowania obywateli, pod pozorem zapewnienia bezpieczeństwa. Przykładem jest tego projekt MSWiA powołania rejestru zakazanych stron, w ramach noweli do ustawy hazardowej, co zmusiłoby operatorów internetu do zbierania informacji o internautach (a jest to już ponad 50% obywateli) – a także do ich udostępniania na niezbyt jasnych zasadach.

Wracając do sprawy senatora Piesiewicza; Jako liberał i libertyn uważam, że dopóki senatorowi nie zostanie udowodnione przestępstwo, dopóty może on pełnić dalej swój mandat parlamentarny. A ponieważ sam wyznaję zasadę, za Ernesto Sabato, że „moralność jest sumą moich przyzwyczajeń”, tego samego oczekuję od Krzysztofa Piesiewicza i liczę, że również tak jak ja, pozostanie on wolnym człowiekiem, który lubi łamać konwenanse. A zdrową moralnością i etyką katolicką publiką „Super Expressu” nie powinien się przejmować.

Azrael

Podwójne życie senatora

Posted 12 gru 2009 — by Azrael
Category Etyka, Media, Polityka, Polska, Popaprańcy, etyka dziennikarska

Trudno jest komentować sprawę senatora Krzysztofa Piesiewicza, ponieważ właściwie nie bardzo wiadomo, do jakiej kategorii ją zaliczyć. Nie jest do końca jasne, czy jest to skandal obyczajowy, na miarę afer Profumo, czy Berlusconiego, czy czysta sprawa afery kryminalnej, szantażu, celem wymuszenia okupu, czy afera medialna, czy może jednak polityczna? Wydaje się, że wszystkiego mamy to po trochu, a całość jeszcze nie jest przed nami odkryta.

Patrzymy na senatora jako na postać wieloznaczną. Jest to wybitny prawnik, obrońca w wielu sprawach działaczy „S”, zaangażowany w sprawę wyjaśnienia śmierci księdza Popiełuszki. Jest to również artysta, a właściwie humanista, ponieważ to jego scenariusze nadawały głębi filmom Krzysztofa Kieślowskiego i nie były to proste interpretacje Dekalogu, czy innych przesłań płynących z wiary. No i na końcu również polityk, i choć bez specjalnego znaczenia formalnego, to jednak jego wypowiedzi, opinie miały wagę znaczną, jak choćby te na tematy lustracyjne.

Nie wiem, czy jednak ta publiczna postać jest do końca znana i czy wiemy o nim wszystko. Jednak próba jego oceny tylko poprzez ujawnione filmy mogłaby być najgorszą metodą.

Czy jest to skandal obyczajowy? W pewnym sensie tak, jest to upadek senatora, ale to co zastało ujawnione stało się w pewnym sensie poza nim. Dokonano na nim manipulacji poza jego świadomością i zrobiono to w jego domu, miejscu, gdzie prywatność jest rzeczą świętą, jeżeli nie krzywdzi się innych. Piesiewicz nie zapraszał „Super-Expressu” do siebie, nie nagrywał się sam telefonem komórkowym, nie wysyłał do mediów nagrań i nie był motywatorem tabloidów, jak to czynił swego czasu Kazimierze Marcinkiewicz. Wina tu nie leży po jego stronie. Chyba, że zostanie udowodnione, że substancja, jaką zażywał, była kokainą i że to on był inicjatorem zdarzeń. To jednak będzie trudne do udowodnienia, bo w żadnej mierze za wiarygodne nie można uznać zeznań szantażującej go grupy, a nawet opublikowanych filmów.

Read More

Grand Tomasz Lis

Posted 11 gru 2009 — by Azrael
Category Media, Państwo, Polityka, Polska, Popaprańcy, Społeczeństwo, etyka dziennikarska

Coroczne nagrody Grand Press i Dziennikarza Roku miesięcznika branżowego „Press” budzą duże emocje i szeroki oddźwięk w środowisku. Bo to właśnie środowisko, redakcje radiowe, telewizyjne, prasowe, a także internetowe, zgłaszają kandydatów i wybierają nagrodzone programy i ich twórców. Jest to więc konkurs społeczności dziennikarskiej, tej oficjalnej, ponieważ publicyści i autorzy niezależni od mainstreamu medialnego w dalszym ciągu są niezauważani. Przynajmniej oficjalnie, bo już nieoficjalnie dziennikarze obywatelscy i blogerzy są i czytani, i stanowią inspirację, do czego dziennikarz z „cenzusem”, ale za to z wątpliwą czasem etyką, rzadko się przyznają.
Dziennikarstwo jest w impasie, wynika to nie tylko z konieczności konkurencyjności i poddania się presji rynku, braku standardów zawodowych i etycznych, ale również z bezpardonowej walki pomiędzy redakcjami, wydawcami, czy nawet całymi grupami medialnymi, jak to jest w przypadku „Agory” i „PressPubliki”.

Wielu dziennikarzy (a nawet całe redakcje), zdolnych, o znakomitych piórach i takich samych horyzontach daje się „wpuścić w kanał” bieżącej nawalanki politycznej i wykorzystać do obszczekiwania. Albo przeciwników politycznych redakcji albo redakcji konkurencyjnych gazet. I każda redakcja ma takich szczekających. Obszczekiwanie się to zresztą ulubiona zabawa polskich dziennikarzy. Szczególnie lubią to robić ci, którzy chcieliby uchodzić za “niezależnych”.

Dobry dziennikarz, a właściwie dobry publicysta, który chce być opiniotwórczy, musi mieć własne zdanie i własne poglądy, które może poddać krytyce i przedyskutować. Muszą one jednak być przemyślane, logiczne i spójne. Bo to, że ktoś ma „oryginalne” poglądy, nie oznacza jeszcze tego, że są one rozsądne i warte uwagi. Świadczy o tym postać o najbardziej rozdętym ego w polskim dziennikarstwie – Łukasza Warzechy.

Read More

Polityczna grypa

W Polsce, jak powszechnie wiadomo, wszystko jest polityką, a nawet jeżeli nie jest, to zawsze znajdą się tacy politycy, którzy będą potrafili z tego zrobić sprawę polityczną. A właściwie politykierską. Znany politolog, amerykanista, dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas zauważył ostatnio na, że w odróżnieniu od Unii Europejskiej, gdzie uprawianie polityki to 90% treści merytorycznych, a tylko 10% walki, u nas 10% to dyskusje, a pozostałe 90.. ta, jak to obrazowo określił zwykłe „łubudubu”…

No i w przypadku grypy mamy właśnie takie „łubudubu” polityczne, które nie ma nic wspólnego z rzeczową argumentacją, nie mówiąc o wiedzy dyskutantów. Przykładają się do tego również media, które histerycznie ogłaszają o nowych zarażonych grypą szczepu A/H1N1, co idzie jak na razie w setki chorych, nie informując prawie wcale, że liczba chorych „klasyczną” grypą idzie już w setki tysięcy. Jeden zmarły, z Wybrzeża, zarażony nowym wirusem, tak naprawdę zmarł na zapalenie płuc, z powikłaniami.

W tym wszystkim ważna jest przede wszystkim statystyka. Statystyka śmierci, liczba zmarłych, do zarażonych. A jest ona na niskim poziomie, w przypadku nowego szczepu na takim samym, jak w latach ubiegłych. A niektóre dane mówią, że nawet na mniejszym. To zależy w dużym stopniu nie tyle od tego, ilu obywateli i kiedy zostało zaszczepionych nową grypą, ale od tego, jaki jest stan służby zdrowia i umiejętność radzenia sobie z cięższymi przypadkami choroby. A z tym, w porównaniu z naszym sąsiadem, Ukrainą, gdzie zmarło już setki osób, jest w Polsce dużo lepiej.

Read More

Guru Bronisław Wildstein poucza

Posted 13 paź 2009 — by Azrael
Category Etyka, Media, PiS, Polityka, Polska, Popaprańcy, etyka dziennikarska

Rzetelność dziennikarska i etyka to określenia uzupełniające się. I dość odległe polskim dziennikarzom, niezależnie gdzie piszą. Czy jest to prasa codzienna, magazyny i tygodniki, czy po prostu internet. Jakość polskiego dziennikarstwa jest żałośnie niska i na nic zdają się tu korporacyjne działania, wmawiające nam, czytelnikom, widzom i słuchaczom, że jest dobrze, lepiej niż przed laty. Zależność dziennikarzy nie tylko od wydawców, ale również od grup wpływów politycznych, czy biznesowych jest aż nadto widoczna.

Są jednak tacy dziennikarze, którzy gotowi są bronić dziennikarskiej „prawdy i niezależności”, nawoływać do przestrzegania kanonów zawodu, jego posłania i etyki. Słuszna pozycja, gdyby nie to, że sami nie trzymają się standardów niezależnego, rzetelnego dziennikarstwa.

O Bronisławie Wildsteinie, publicyście „Rzeczp0spolitej”, a nie taka dawno niezależnym szefie telewizji publicznej (sic!) pisałem już wielokrotnie, pokazując nie tylko jego przekłamania, polityczne uzależnienie i miałkość przekazu, ale również nierzetelność intelektualną. Pan redaktor Wildstein jednak, od czasu napisania powieści z kluczem, „Dolina nicości” ma status guru, wyroczni dziennikarskiej, żeby nie napisać, „świętej krowy” dziennikarstwa polskiego. Jest postrzegany przez dużą grupę środowisk prawicowych nie tylko jako zdolny, wybitny publicysta, ale również jako pewien punkt odniesienia i drogowskaz moralny.Co nie powie, lub co nie napisze, jest słowem prawdy, czystej prawdy moralnej, etycznej i zawodowej. Zajął pozycję PONAD środowiskiem dziennikarskim – i wszedł na postument przeznaczony dla guru, którego się słucha, ale z którym się nie polemizuje, ponieważ głosi prawdy objawione, nie podlegające dyskusji. Szkoda jednak, że jego czytelnicy (wyznawcy) nie potrafią tego, co wychodzi spod jego pióra czasem odnieść do kontekstu szerszego, niż czysta zawartość artykułu.

Read More

TVP i korporacjonizm

Posted 29 wrz 2009 — by Azrael
Category Media, Państwo, Polityka, Polska, Popaprańcy, Telewizja, etyka dziennikarska

Zamierzałem ten temat poruszyć już wczoraj, ale postanowiłem poczekać na reakcje dziennikarskie. I nie rozczarowałem się; Reakcji ze strony kolegów nie było…

Jan Piński, niegdyś dziennikarz tygodnika „Wprost” (z którego ewakuował się tuż przed zwolnieniem, co nie jest specjalnie chronioną przez red. Janeckiego tajemnicą), a obecnie dyrektor Agencji Informacji TVP, udzielił gazecie „Rzeczpospolita” krótkiego wywiadu („Rzeczpospolita”, 28.09.2009, „Dzięki nam TVP jest bardziej obiektywna”). Rzecz dotyczyła tego, dlaczego telewizja publiczna nie informuje o tym co się dzieje w największej, publicznej, czyli społecznej telewizji polskiej, w sferze zarządzania nią i zmian kadrowych.

Piński się przyznał, że blokada informacyjna to jego decyzja, motywując to tym, że;

„Proszę sobie odpowiedzieć na pytanie, jak pokazywanie przepychanek pod budynkiem Telewizji Polskiej wpłynęłoby na wizerunek TVP?”. Oskarża również media prywatne, które krytykują ten sposób postępowania TVP, o chęć przejęcia profitów z reklamy. Media prywatne według Pińskiego nie informują o swoich problemach właścicielskich, a przecież powinny. Według Pińskiego to nie politycy biorą udział w walce o media publiczne, ale właśnie prywatni nadawcy są stroną w tej rozgrywce.

Pan redaktor Jan Piński jest przykładem dziennikarza, który rozumie misję telewizji publicznej nie jako prezentowanie rzetelnej, obiektywnej informacji, lecz jako ochronę interesu swojej instytucji, jednocześnie atakując prywatnych nadawców, że robią dokładnie tak samo. Szkoda tylko, że nie rozumie, że TVP i jej dziennikarze, a już na pewno ci, którzy przekazują informacje, mają pełnić rolę służebną wobec widzów, obywateli, a nie aktualnie panującego kierownictwa stacji. Interes TVP, w odróżnieniu od interesu TVN, Polsatu, czy TV Plus, nie jest interesem prywatnym, lecz społecznym i publicznym.

TVP przez wiele dni nie informował o decyzjach i opiniach Krajowej Rady Radia i Telewizji wobec TVP, która jest przecież organem konstytucyjnym państwa. Oznacza to, że kierownictwo stacji, w tym również Jan Piński, jako szef AI TVP nie wypełnia zadań nadawcy publicznego. Brak informacji o powołaniu nowych rad nadzorczych TVP i PR, a także zarządu – jest po prostu manipulacją.

Nie wiem w co i w czyim interesie gra Jan Piński. Zapewne w interesie swojego zwierzchnika, Piotra Farfała, ale jest koń już okulawiony, stawianie na którego jest równoznaczne z klęską. W tym przypadku – klęską wizerunku rzetelnego dziennikarza, którym to mianem raczej określić go nie można już od dość dawna (ilość pieniędzy, które „Wprost” przegrał w procesach wynikających z nierzetelności Pińskiego, jest pokaźna).

Redaktor Piński nie jest jednak osamotniony w swoistym pojmowaniu „misji”. Jak wspomniałem na początku, poczekałem kilkadziesiąt godzin z komentarzem do tego artykułu, oczekując reakcji bractwa dziennikarskiego. Nie ma żadnej reakcji.

Sprawa jest dość prosta; Mniejszego kalibru dziennikarze zlecenia na pisane o Janie Pińskim nie dostaną. Dziennikarze „frontowi” polskich gazet często są gośćmi w TVP albo wręcz mają własne okienka (Wildstein, Ziemkiewicz, ostatnio też Zalewski). Inni natomiast, choć ich w mediach publicznych nie ma, to jednak przy zmianie zarządu mogą się „załapać”… a jest gdzie; jedynka, dwójka TVP, TVP Info… radio, kilka stacji. Po co więc pisać i komentować słowa i opinie Pińskiego, kiedy się to może nie opłacić? A poza tym – przecież on nasz, z atramentu dziennikarskiego, z naszej korporacji… ‘

Przyzwyczajony jestem do takiego pojmowania roli i zadań dziennikarskich. O, gdyby Pińskiego wylano… to byłoby zupełnie coś innego…

Azrael

Czyje media publiczne?

Posted 27 wrz 2009 — by Azrael
Category Media, Polityka, Polska, Radio, Społeczeństwo, Telewizja, demokracja

To, co się dzieje w mediach publicznych, a głównie w Telewizji Polskiej, opisywane jest za pomocą słów bliskich dramatowi teatralnemu. Niektórzy mówią o tragedii telewizji publicznej, inni o komedii, wielu mówi o farsie. Aktorzy tego długiego już przedstawienia, sami się zresztą w nim obsadzający, wypowiadają kwestie raz pompatyczne, innym razem śmiesznie kabaretowe, czasem są to kuplety. Dobrze, że inne telewizje, te prywatne, kamerują poszczególne akty i sceny, może uda im się po jakimś czasie wyprodukować z tego pierwszy komediowy film z gatunku reportażu…

O mediach dyskutują wszyscy i wszyscy mają coś do powiedzenie, zaczynając od głowy państwa. Oto Lech Kaczyński, jako niezależny arbiter, właśnie zdecydował się na przyjęcie sprawozdania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, dając sygnał, niezależnie oczywiście, że sankcjonuje układ polityczny partii swojego brata z przedstawicielami postkomunistycznej lewicy. Musiał być niezależny, ponieważ przecież są wybory, a dobre, oczywiście wiarygodnie niezależne przedstawianie go w kampanii, przez jakże niezależną telewizję publiczną, jest wartością samą wsobie…Kilka miesięcy temu Lech Kaczyński krytykował KRRiT, ale przecież od tego czasu jej niezależność znacznie wzrosła…

Równie niezależna jak pan prezydent jest szefowa Rady Programowej TVP, redaktor Janina Jankowska. To ciało o tak ważnych prerogatywach i możliwościach, że żaden z prezesów TVP nie zaprząta sobie głowy tym, co ona uchwala i jakie zajmuje stanowisko. Ma wprawdzie zapisane w swoim statucie, że reprezentuje ona społeczne interesy i oczekiwania związane z działalnością programową spółki, ale może warto przypomnieć, że 10. z 15. jej członków reprezentuje ugrupowania sejmowe, a i pozostała piątka też jest pod kogoś podwieszona.

Widziałem Panią Janinę w trakcie próbnego szturmu budynku dyrekcji przez nowego prezesa (?) TVP, pana Bogusława Szwedo (a jakże, także niezależnego fachowca, z radia Leliwa, z Tarnobrzega, bez konotacji politycznych …). Przykro było patrzeć, jak p. Jankowska usiłował zaczepić p. Szwedo i pokazać mu swą siłę…dość iluzoryczną.

Read More

TVP. Jak to wygląda w środku

Posted 19 sie 2009 — by Azrael
Category Media, Polityka, Społeczeństwo, Telewizja

Dość często piszę na temat TVP i tego, jak to wygląda z zewnątrz. Formułuję opinie raczej dość skrajne, uważając, że ten moloch powinien zostać radykalnie zreformowany, najlepiej poprzez proces likwidacji. Uważałem i uważam dalej, że system i organizacja TVP straciła nie tylko zdolność realizacji tak zwanej misji, ale również zdolność biznesowej działalności.

Okazuje się, że moje odczucia i opinie są zbieżne z wieloma innymi, także wewnątrz tej starej, skorumpowanej i skostniałej struktury. Kilka dni temu otrzymałem list od pracowniczki, długoletniej dziennikarki TVP. Okazuje się, że jest jeszcze gorzej, niż sądziłem. Proces niszczenie telewizji przez koterie, amatorszczyzna, oraz system producencki, który sprzyja nepotyzmowi, to tylko nieliczne przykłady.

Autorka nie odnosi się do spraw związanych z biznesową i kosztową stroną TVP. To jasne, ponieważ jest po prostu dziennikarzem, który wie, jak zrobić, choć pewnie nie zawsze zdaje sobie sprawę z tego, ile z kosztów produkcji telewizyjnej to ukryte koszty administracji… a może i korupcji.

Publikuję list w całości, za zgodą autorki, być może będą następne. I namawiam innych pracowników TVP i PR do podobnych inicjatyw.

Azrael

————————————————————————

Szanowny Azraelu.

Byłam na dłuższym urlopie i dopiero dziś czytałam dawne artykuły ,więc moje uwagi na temat TVP SA nieco spóźnione ale może się do czegoś przydadzą.

Pracuję w TVP od ponad 20 lat- przeżyłam więc niejednego prezesa i niejednego szefa anteny. Na szczęście jestem tzw.” prostym dziennikarzem,” którego nazwisko ukazuje się na liście płac czyli na końcu programu ( twarz więc mam nieznaną choć w archiwach mam na swoim koncie kilkadziesiąt poważnych pozycji) Tyle wyjaśnienia a teraz moje obserwacje i uwagi.

Znów dyskutuje się o TVP – Krajowa Rada. ,rady nadzorcze, prezesi- To wszystko ważne jest dla polityków. ale także dla zatrudnionych tam dziennikarzy Ważne dla nich jest to by firma miała dobrego szefa ,ustabilizowaną sytuację „emocjonalną’, bu dało się tu pracować twórczo. By stres towarzyszył poszukiwaniu najlepszej formy dla programu a nie kombinowaniu jak tu przetrwać kolejnego „reformatora” Może wreszcie szefem zostanie jakiś fachowiec, który nie będzie załatwiał swoich interesów politycznych lub finansowych swojego środowiska. Może zechce posłuchać opinii dziennikarzy bo o tym co widać na ekranie decyduje także to co dzieje się wewnątrz firmy..
Uwaga I – Telewizja to kilka instytucji w jednym. Zupełnie inaczej pracują dziennikarze w informacji i publicystyce a inaczej dziennikarze ,których nazwiska widać w końcowych napisach.

Read More

Czytanki (nie)oszołomów – 18 lipca

Posted 18 lip 2009 — by Azrael
Category Czytanki (nie)oszołomów, Media

Internet wprowadził do przekazu nowe wartości, które nie tylko uzupełniają słowo pisane, ale często je zastępując. Video, zdjęcia, czy screen casty mogą być samodzielnymi formami przekazu. I wtedy to słowo jest uzupełnieniem.

Oto nowy, ale oparty o dobre, amerykańskie wzory blog (portal?), reprezentujący zdjęcia reporterskie i publicystyczne, w wyjątkowej jakości.
Strona założona została przez Piotra Macurę, dziennikarza, fotografa portalu Interia. Mając dostęp do zdjęć, postanowił je udostępnić szerszej publiczności. I naprawdę warto, ponieważ i jakość i wybór tematów, jest bardzo ciekawy.

Oto dwa zdjęcia przykładowe, a reszta na stronie 990 pixeli

tour-de-france

pampeluna

Media publiczne sitw

Posted 14 lip 2009 — by Azrael
Category Media, Polityka, Polska, Radio, Telewizja, demokracja

Kto rządzi w telewizji? Nie, nie chodzi o partie. Nie chodzi tylko o polityków.

W telewizji ostatnimi czasy rządzi KRS (Krajowy Rejestr Sądowy). To od niego zależy, która sitwa jest w danym momencie przy władzy. Nie politycy, tylko ich cyngle. Farfał, Urbański, Siwek, Bochenek, wcześniej „niezależny” Wildstein…

Czy jest szansa na to, że ktoś to zmieni, że jeżeli ustawa przejdzie, to nowi włodarze i nowa KRRiT coś zmieni? Zapewne nie. Przyjdą inni cyngle, którzy będą wykonywali znów „misję”. Czym jest misja telewizji publicznej, w Polsce demokratycznej, wolnej, unijnej – nie próbuje się już nawet formułować w okrągłych zdaniach. Gdzieś usłyszałem, że misję się czuje podświadomie i intuicyjnie… to było głos ze środowisk, tak zwanych twórczych.

Te środowiska były wczoraj u pana prezydenta. Na okrągłym stole. Kto ich mianował jako autorytety reprezentatywne dla środowisk – nie wiadomo. Ale jak przeczytałem nazwiska Knittla i Sadowskiego, Iłłowieckiego i Jankowskiej, to wiem, że reprezentują one te środowiska, te sitwy, które są właśnie odstawione od koryta mediów publicznych, a boli je to…

„Środowiska” i pana prezydent spili sobie z dziubków nektar. Pan prezydent „w pierwszych słowach” oznajmił, że ustawy nie podpisze. Zresztą i tak mało co podpisuje…ustawa ma ponoć zagrażać kulturze polskiej i społecznemu dialogowi. Problem tylko taki, że kultury w tej telewizji (programach ogólnodostępnych) już nie ma od lat, a dialog społeczny, to jak rozmowa z głuchymi i ślepymi. I nie są to wcale widzowi głusi i ślepi, bo oni już dawno wybierają inne formy komunikacji społecznej i dyskusji, niż telewizja publiczna. Radio – i owszem. Tak, radio jest do uratowania i warto to zrobić.

Przestają mnie, jak 99% widzów i słuchaczy interesować zagrywki, kto kogo, czy odrzucić sprawozdanie KKRiT, czy nie, czy ma być kurator, czy jednak nie. Nie interesuje mnie także to, czy tak zwane środowiska będą miały wpływ na kształt mediów publicznych, czy nie. Choć wolałbym, żeby raczej nie miały. Nie widzę takiej potrzeby, aby sfrustrowani megalomani mieli na coś wpływ…

Pan Lech Kaczyński chce wziąć patronat nad nową ustawą, mającą określać ład medialny. Cały ład medialny, ten realizowany przez prywatne media też. Po co? Nie wiadomo właściwie po co, ale zawsze jakaś sitwa by się mogła podwiesić po jego patronat…

Mogę się zgodzić, że ustawa, nad którą wisi pióra Kaczyńskiego, jest do luftu. Tylko, że gwarancji na to, że następna będzie lepsza, nie ma. Nie ma, dopóki zarząd ładu medialnego będzie zapisany w Konstytucji, w formie KRRiT, nie będzie dobrej ustawy, dopóki politycy nie zostaną galwanicznie odstawieni od wpływu na media.

A to jest możliwe tylko pod warunkiem, że media zostaną w tej postaci, w jakiej są, zostaną zlikwidowane i nastąpi opcja „zero”.

Reorganizacja mediów publicznych MUSI nastąpić przez likwidację istniejących struktur i powołanie nowych spółek. Niekoniecznie, co zauważył nestor polskiego dziennikarstwa, Stefan Bratkowski, spółek prawa handlowego, ale spółek publicznych. I wbrew pozorom, mogą one być finansowane i celowo, i w formie dotacji. Pod warunkiem, że będą realizowały programu kulturalne, społeczne, publicystyczne, sportowe, autorskie. Bez reklam. Bez polityków. Bez związków zawodowych.

Nowa ustawa, nowy porządek prawny mediów powstać musi, bez tego się nie obędzie. Ale aby nowa ustawa miała sens, musi zostać nałożona nie na istniejącą, chorą, niewydolną i pełną sitw strukturę, lecz na zupełnie nową organizację.

Azrael

Sytuacja w TVP

Posted 04 lip 2009 — by Azrael
Category Media, Polityka, Polska, Popaprańcy, Radio, Telewizja, demokracja

W telewizji publicznej jest jak w serialu “Moda na sukces” albo w innych telenowelach, brazylijskich, czy wenezuelskich, pełniących w telewizji z ulicy Woronicza rolę misyjną. Jakiś układ próbuje przejąć interes, inny go broni, cyngle, udający niezależność (w tym przypadku szef Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Witold Kołodziejski) starają się odzyskać pozycje, a polityczny “ojciec chrzestny” szybko przeciwdziała. “Pożyteczni idioci”, lub takowych udający, a tak naprawdę żyjący z tego tortu medialnego, dalej bredzą o tym, że znów jest realizowany zamach na “polską instytucję kultury”, czy na dziedzictwo kulturowe i “niezależność mediów”…

W piątek KRRiT, zapewne z politycznej inspiracji, dogadała się wewnętrznie, i spróbowała dokooptować do Rady Nadzorczej nowego członka, aby ta stała się ona w myśl prawa operatywna. I stała się, na kilkanaście minut, co skutkuje odwołaniem Piotra Farfała i odwieszeniem panów wiceprezesów, Sławomira Siwka i Marcina Bochenka. Ten pierwszy ma zostać pełniącym obowiązki prezesa TVP. Nie odwieszono za to Andrzeja Urbańskiego… bo nie pasuje do schematu, i nawet on nie będzie się dalej w tym babrał.

Minister Aleksander Grad, czyli wspomniany już ojciec chrzestny, jednoosobowe walne zgromadzenie wspólników TVP, zamknął posiedzenie Rady Nadzorczej, co może okazać się nieskuteczne, i decyzje RN będą wiążące. Należy się w poniedziałek spodziewać wyścigu do sądu, w celu wpisania nowych zapisów do KRS, o zmianach w RN i zarządzie TVP.

Tylko, że jednocześnie właściciel, czyli reprezentujący Skarb Państwa minister Grad, nie udzielił skwitowania (absolutorium) ani Radzie Nadzorczej, ani zarządowi TVP. Podstawą były audyty urzędu skarbowego. Oznacza to, że jeżeli na ich podstawie minister wystąpi z wnioskiem do prokuratury, podejrzewając dokonanie przestępstw, lub przynajmniej nadużyć w TVP, to będzie miał podstawę do wystąpienia do sądu o wprowadzenie do telewizji kuratora. A wprowadzenie kuratora oznacza również wszczęcie procedury likwidacji TVP…

Sytuacja, wbrew pozorom, nie jest patowa. Scenariusz, jaki przewidywałem dni kilkanaście temu, że Platforma Obywatelska zrobi wszystko, aby media publiczne, a przede wszystkim TVP, postawić w stan likwidacji i na gruncie (a właściwie – gruzie…) zbudować je od nowa – wypełnia się. Przegłosowana w Sejmie definitywna postać ustawy medialnej nie ma za zadanie uzdrowienia i nadania nowych form działania istniejącym PR i TVP, lecz ma je po prostu zabić. I Pan Kołodziejski, uruchamiając proces zmian w radzie nadzorczej i zarządzie TVP tylko działa na rękę PO. Jak mantrę powtarzam od wielu miesięcy, że reorganizacja mediów publicznych nastąpi nie poprzez ich przekształcenie, lecz poprzez likwidację istniejących struktur i powołanie nowych spółek. Obietnica zniesienia abonamentu, to nic innego, jak zabranie tlenu, w postaci środków finansowych i zaduszenia radia i telewizji. Zmiana koalicji i ustaleń, dotyczących ustawy medialnej, ma doprowadzić do tego, aby weto prezydenckie do ustawy medialnej zostało podtrzymane. To uczyni pustkę prawną (ponieważ również KRRiT zakończy działalność), która pozwoli na pełną reorganizację mediów publicznych.

Próba przejęcia, nieudolna, przez PiS, telewizji publicznej, przez obsadzenie na stanowisku Sławomira Siwka, nie ma specjalnie znaczenia dla długofalowego planu likwidacji organizacyjnej TVP, a wręcz dała mocniejsze argumenty do ręki tym, którzy faktycznie mogą doprowadzić do likwidacji telewizji.

A inne wartości, misja, dziedzictwo, interes społeczny, czy kultura narodowa… to już są tylko w tej sprawie elementy wtórne…

Azrael