Archive for the ‘Media’ Category

Aferalne media, polityczni dziennikarze

Dwie sprawy o charakterze personalnym rozgrywające się w mediach publicznych, skutecznie przykrywają skandaliczną sytuację, jaka jest pokłosiem politycznych rozgrywek wokół TVP i Polskiego Radia. Te dwie sprawy to odwołanie ze stanowiska szefa publicystyki programu pierwszego TVP Anity Gargas, druga to powierzenie najważniejszych programów politycznych w PR III Polskiego Radia wyrazistemu dziennikarzowi gazety “Polska The Times”, Michałowi Karnowskiemu.

Obie te sprawy to dwie strony tego samego medalu, czyli efekt zawłaszczenia mediów publicznych przez układ polityczny. Nie przez polityków i partie polityczne, ale układ polityczny ściśle ze sobą powiązanych polityków i dziennikarzy. Jest niewątpliwe dla każdego, że już od wielu lat nominacje na stanowiska zarządcze w telewizji i radiu publicznych mają podstawy polityczne, a wręcz partyjne. Jest to praktyka stała, dotycząca wszystkich formacji politycznych, mających swoich przedstawicieli na szczeblu centralnym. W mediach było i jest miejsce dla PO, PiS, PSL, SLD, Samoobrony, LPR i odprysków innych formacji (także w stacjach i rozgłośniach regionalnych).

I jest naturalną rzeczą, że ci szefowie polityczni mediów publicznych dobierają sobie takich współpracowników, którzy będą realizowali nie program merytoryczny – lecz program “zlecony” politycznie.

Read More

Czas medialnych politruków

Media publiczne są publiczne już tylko z nazwy. Panuje w nich polityczna hucpa i kolesiostwo, z misją i zadaniami publicznymi nie ma to nic wspólnego. Takie łajdactwo, jak czyszczenie stacji i programów z ludzi niewygodnych jest na porządku dziennym. Pozwalają na to również często związki zawodowe, które też są w tym układzie korporacji dziennikarskich, jak i Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, które jest już tylko fasadą bez znaczenia. Korporacja dziennikarska działa sobie dokładnie tak, jak korporacje w innych branżach, ale różni ją od innych to, że pozbywa się ona zasad etycznych, staję się powoli gildią w obronie swoich członków.

Jacek Sobala, który został nominowany na stanowisko dyrektora Programu III Polskiego Radia jest politycznym namiestnikiem. Namiestnikiem koalicji politycznej PiS-u i części środowisk lewicowych, związanych ze stowarzyszeniem Ordynacka. To nie technokrata medialny, ani nie dziennikarski intelektualista, za jakiego chciałby uchodzić, ale po prostu polityczny desygnat, mający za zadanie realizowanie konkretnych wytycznych partyjnych. To człowiek, który jest rzucany przez PiS na front medialny do wykonywania konkretnych zadań. Kiedy w 2006, przy wydatnej pomocy szefowej KRRiT, Elżbiety Kruk, partia ta przejęła władzę w Polskim Radiu, Jacek Sobala został szefem Radia BIS. Jego “reforma” stacji polegała na wyrzuceniu kilku osobowości radiowych, spłaszczeniu oferty muzycznej i w efekcie odejściu od głośników młodych słuchaczy. Po wykonaniu tego zadania Sobala przerzucony został na front Programu I PR, gdzie obok innego nominanta PiS, Marcina Wolskiego, na zlecenie Prezesa PR, Krzysztofa Czabańskiego czyścił radio “ze złogów”, doprowadzając tę stację do najgorszych wyników słuchalności w historii. Jak więc widzimy – jest to towarzysz oddany i zdolny…

Sobala w grudniu ubiegłego roku zastąpił Magdę Jethon, długoletnią dziennikarkę PR III, osobę też nie neutralną światopoglądowo, ale za to nie emitującą na antenie swoich sygnałów politycznych. Jethon została zastąpiona Sobalą momencie, kiedy Trójka osiągnęła słuchalność na poziomie 8,1 proc. w grupie słuchaczy między 25 a 45 rokiem życia, a samo odwołanie odbyło się telefonicznie, bez podania przyczyn.

Read More

Im gorzej, tym lepiej

Posted 06 lut 2010 — by Azrael
Category Media, Polityka, Polska, Popaprańcy, Telewizja

O mediach publicznych, z położeniem nacisku na TVP, z przyzwyczajenia zwaną telewizją publiczną, piszę od zawsze – i zawsze w tym samym tonie – uważam, że instytucję zarejestrowaną w Warszawie, przy ulicy Woronicza 17, powinno się zamknąć, zlikwidować, zarządy, rady nadzorcze i szefostwo związków zawodowych wyrzucić za bramę, z dożywotnim zakazem wejścia.

“TVP delendam esse” – to powinno być hasło początkowe i końcowe każdej dyskusji o telewizji polityków, hochsztaplerów, złodziei. Może za ostro? Nie, bo doprowadzenie stacji telewizyjnej, mającej największy udział w rynku reklamy, największą widownię i dodatkowo bonus w postaci abonamentu do upadku – to jest zbiorowa odpowiedzialność wszystkich tych, którzy ostatnio maczali palce w dojeniu tej instytucji.

Pojawiła się informacja w mediach, że TVP ma na koncie tylko ok. 13 mln złotych, co może nie starczyć na wypłaty marcowe, a zarząd, pod przewodnictwem pisowskiego nominanta, Romuald Orła, chce zaciągnąć kredyt w wysokości około 100 mln złotych. Dodatkowo związkowcy, pod wodzą związku Wizja (pracownicy techniczni TVP) grożą strajkiem i to pełnym – chcą przerwać emisję programu. To świetny pomysł, ponieważ dałby on podstawę do wejścia do TVP komisarza, wyznaczonego przez ministra skarbu, który, jak mam nadzieję, zmieniły się w syndyka.

Nie jest prawdą, że zapaść TVP wynika z załamania się systemu abonamentowego, z powodu decyzji politycznych rządu PO. Abonament jest tylko częścią przychodów TVP, to kilka – kilkanaście procent jej budżetu, podstawą jej działalności są wpływy reklamowe i licencje. A to, że ze względu na kryzys ekonomiczny i spadek poziomu telewizji te przychody spadają, nie jest winą ani ministra Aleksandra Grada, ani premiera. Powodem stanu TVP jest chory układ producencki, pozwalający na to, aby instytucja licząca jeszcze dalej ok. 4000 pracowników zlecała produkcje na zewnątrz, zamiast sama być dostawcą kontentu medialnego do innych stacji.

Paradoks polega na tym, że w większości wypadków formy i agencje zewnętrzne, pracujące na zlecenie TVP, korzystają z ludzi, techników, operatorów, kamerzystów zleceniodawcy. To jest wyprowadzanie pieniędzy, środków poza spółkę, czyli działanie na jej niekorzyść.

Ministerstwo Skarbu zapewne telewizji nie pomoże, oczywiście również z powodów politycznych (TVP jest w rękach porozumienia PiS – Ordynacka). Warto pamiętać, że TVP nie ma zatwierdzonego budżetu, działa na podstawie prowizorium budżetowego. Niewypłacalność telewizji publicznej (pierwsze wnioski o ogłoszenie upadłości są już ponoć złożone, ze strony prywatnych wierzycieli) będzie dobrą podstawą do wejścia przedstawiciela skarbu państwa i zawieszenia organów spółki. To dobra informacja dla PO, tuż przed wyborami prezydenckimi, nie ma co ukrywać.

Read More

Łajdactwo uprawnione

Nie od dziś wiadomo, że nasze dziennikarstwo stoi korporacją. Polscy żurnaliści tworzą klakę, lobbing. Lojalność zawodowa i środowiskowa to rzecz ważna i cenna. Korporacja dziennikarska jest jednak dość specyficznym środowiskiem. W sprawach natury światopoglądowej dziennikarze różnią się od siebie diametralnie. I nie ukrywają swoich poglądów specjalnie, niejednokrotnie w swoich publikacjach czy programach w mediach elektronicznych dają temu wyraz. Ale ta lojalność i te wsparcie bywa bardzo wybiórcze.
Wczoraj media poinformowały, że w ramach “odzyskiwania” radia publicznego przez koalicję PiS/SLD ( a właściwie nie tyle SLD, co Stowarzyszenie “Ordynacka”) szefowa programu III Polskiego Radia, Magda Jethon została zastąpiona przez Jacka Sobalę. Stało się to w momencie, kiedy Trójka osiągnęła słuchalność na poziomie 8,1 proc. w grupie słuchaczy między 25 a 45 rokiem życia, a samo odwołanie odbyło się telefonicznie, bez podania przyczyn. Przyczyny oczywiście są – to podział tortu medialnego przez polityczne grupy wpływów.

Sobala to nie jest ktoś przypadkowy, ani osoba nieznana. To człowiek, który jest rzucany przez PiS na front medialny do wykonywania zadań. Kiedy w 2006, przy wydatnej pomocy szefowej KRRiT, Elżbiety Kruk, oczywiście nominantki PiS, partia ta przejęła władzę w Polskim Radiu, Sobala został szefem Radia BIS. Jego “reforma” polegała na wyrzuceniu z tej stacji kilku osobowości radiowych, spłaszczeniu oferty muzycznej i w efekcie odejściu od stacji młodych słuchaczy. Po wykonaniu tego zadania Sobala przerzucony został na front Programu I PR, gdzie obok innego nominanta PiS, Marcina Wolskiego, na zlecenie Prezesa PR, Krzysztofa Czabańskiego (zgadnijcie, z kim związanego…?) czyścił radio “ze złogów”, doprowadzając tę stację do najgorszych wyników słuchalności w historii. Jak widzimy – towarzysz oddany i zdolny…

Read More

Ja, bezgrzeszny, kamieniem nie rzucę

Posted 16 gru 2009 — by Azrael
Category Etyka, Media, Państwo, Polityka, Polska, Popaprańcy, etyka dziennikarska

Im dalej brniemy w sprawę senatora PO, Krzysztofa Pisiewicza, tym więcej wątków dyskusji nam się otwiera. A to sprawa odpowiedzialności polityka, obranego przez wyborców przed nimi, na ile media mogą wchodzić w prywatne życie ludzi polityki, pytania o legalność używania narkotyków i odpowiedzialność z tego tytułu…. No i na końcu pytanie ćwiczone już przy dalej trwającej sprawie Romana Polańskiego, czyli, czy celebrytom i ludziom sztuki wolno więcej, czy mniej, i o ile.

Dyskusje są oczywiście prowadzone doktrynalnie i z poziomu piedestału, z jakiego komentator przemawia, co prowadzi do groteski. Bo jeżeli naczelny Superaka, który ujawnił sprawę i filmy pisze i mówi o misji niesienia informacji o politykach wyborcom, to mój rechot z tego odbija się od ścian. Pan redaktor ma misje, ale polegają one, z jednej strony, na tym, aby zarabiać pieniądze dla wydawcy, w dowolny sposób, z drugiej strony dostarczać czytelnikom, sprofilowanym na tego rodzaju gazety skandalu, krwi, plotek, gołych d* – również w dowolny sposób, za wszelką cenę.

Jak słyszę, że “autorytet moralny gazety “Fakt” (tak, tak!) redaktor Warzecha, swoim napuszonym i z lekka stentorowym głosem obwieszcza, że senator Piesiewicz jest sam sobie winny, a nie winni są szantażyści, którzy zrealizowali prowokację w jego domu – to już wiem, że takie wartości, jak etyka, nie tylko dziennikarska, prawo do prywatności, czy ważenie wartości człowieka nie tylko na podstawie nagrań z ukrycia, są dla niego pojęciami abstrakcyjnymi. Pan Warzecha zauważył wczoraj w programie telewizyjnym, że polityk zawarł z wyborcami umowę społeczną, w związku z tym im wolno wchodzić w jego życie prywatne, a on musi je pokazywać. Na szczęście drugi obecny w programie dziennikarz, Paweł Wroński zauważył, że tenże Warzecha, jak autorytet i dostawca kontentu informacyjnego poddany jest również takim samym procedurom, ponieważ jest uważany za osobę zaufania publicznego (na szczęście tylko dla czytelników ‘Faktu”…).

Prawo do prywatności jest prawem obywatelskim, jeszcze ważniejszym, niż prawo własności. Do czasu, kiedy posiadacz tego prawa nie łamie prawa innych ludzi. Osobistych i ustalonych przez społeczeństwo. Być może Piesiewicz to prawo złamał, namawiając do kokainy. I o tym fakcie wyborca powinny być poinformowany, ale powinny to zrobić organy państwa – a nie tabloid, w formie wyjątkowo brutalnej. Tu zresztą rodzi się dalsze pytanie – na ile wyborca powinien być świadomy, jak jego wybraniec postępuje w życiu prywatnym? Pisze się ostatnio o dwóch modelach mediów; we Francji przestrzega się prywatności polityków i uznaje się ich wizerunek za dobro publiczne – koronnym przykładem jest nieślubne dziecko francuskiego prezydenta Françoisa Mitterranda, który przez ponad 20 lat ukrywał to, że ma nieślubną córkę, a media mu w tym pomagały – aż do jego śmierci. Drugim, skrajnym przykładem jest Wielka Brytania, gdzie każdy, najmniejszy skandal jest podawany społeczeństwu na tacy. Nawet rodzina królewska jest poza ochroną.

Oczywiście, państwo ma również inklinacje do tego, aby wiedzieć o społeczeństwie i obywatelach jak najwięcej, o czym świadczą zapędy kontrolowania obywateli, pod pozorem zapewnienia bezpieczeństwa. Przykładem jest tego projekt MSWiA powołania rejestru zakazanych stron, w ramach noweli do ustawy hazardowej, co zmusiłoby operatorów internetu do zbierania informacji o internautach (a jest to już ponad 50% obywateli) – a także do ich udostępniania na niezbyt jasnych zasadach.

Wracając do sprawy senatora Piesiewicza; Jako liberał i libertyn uważam, że dopóki senatorowi nie zostanie udowodnione przestępstwo, dopóty może on pełnić dalej swój mandat parlamentarny. A ponieważ sam wyznaję zasadę, za Ernesto Sabato, że “moralność jest sumą moich przyzwyczajeń”, tego samego oczekuję od Krzysztofa Piesiewicza i liczę, że również tak jak ja, pozostanie on wolnym człowiekiem, który lubi łamać konwenanse. A zdrową moralnością i etyką katolicką publiką “Super Expressu” nie powinien się przejmować.

Azrael

Podwójne życie senatora

Posted 12 gru 2009 — by Azrael
Category Etyka, Media, Polityka, Polska, Popaprańcy, etyka dziennikarska

Trudno jest komentować sprawę senatora Krzysztofa Piesiewicza, ponieważ właściwie nie bardzo wiadomo, do jakiej kategorii ją zaliczyć. Nie jest do końca jasne, czy jest to skandal obyczajowy, na miarę afer Profumo, czy Berlusconiego, czy czysta sprawa afery kryminalnej, szantażu, celem wymuszenia okupu, czy afera medialna, czy może jednak polityczna? Wydaje się, że wszystkiego mamy to po trochu, a całość jeszcze nie jest przed nami odkryta.

Patrzymy na senatora jako na postać wieloznaczną. Jest to wybitny prawnik, obrońca w wielu sprawach działaczy “S”, zaangażowany w sprawę wyjaśnienia śmierci księdza Popiełuszki. Jest to również artysta, a właściwie humanista, ponieważ to jego scenariusze nadawały głębi filmom Krzysztofa Kieślowskiego i nie były to proste interpretacje Dekalogu, czy innych przesłań płynących z wiary. No i na końcu również polityk, i choć bez specjalnego znaczenia formalnego, to jednak jego wypowiedzi, opinie miały wagę znaczną, jak choćby te na tematy lustracyjne.

Nie wiem, czy jednak ta publiczna postać jest do końca znana i czy wiemy o nim wszystko. Jednak próba jego oceny tylko poprzez ujawnione filmy mogłaby być najgorszą metodą.

Czy jest to skandal obyczajowy? W pewnym sensie tak, jest to upadek senatora, ale to co zastało ujawnione stało się w pewnym sensie poza nim. Dokonano na nim manipulacji poza jego świadomością i zrobiono to w jego domu, miejscu, gdzie prywatność jest rzeczą świętą, jeżeli nie krzywdzi się innych. Piesiewicz nie zapraszał “Super-Expressu” do siebie, nie nagrywał się sam telefonem komórkowym, nie wysyłał do mediów nagrań i nie był motywatorem tabloidów, jak to czynił swego czasu Kazimierze Marcinkiewicz. Wina tu nie leży po jego stronie. Chyba, że zostanie udowodnione, że substancja, jaką zażywał, była kokainą i że to on był inicjatorem zdarzeń. To jednak będzie trudne do udowodnienia, bo w żadnej mierze za wiarygodne nie można uznać zeznań szantażującej go grupy, a nawet opublikowanych filmów.

Read More

Grand Tomasz Lis

Posted 11 gru 2009 — by Azrael
Category Media, Państwo, Polityka, Polska, Popaprańcy, Społeczeństwo, etyka dziennikarska

Coroczne nagrody Grand Press i Dziennikarza Roku miesięcznika branżowego “Press” budzą duże emocje i szeroki oddźwięk w środowisku. Bo to właśnie środowisko, redakcje radiowe, telewizyjne, prasowe, a także internetowe, zgłaszają kandydatów i wybierają nagrodzone programy i ich twórców. Jest to więc konkurs społeczności dziennikarskiej, tej oficjalnej, ponieważ publicyści i autorzy niezależni od mainstreamu medialnego w dalszym ciągu są niezauważani. Przynajmniej oficjalnie, bo już nieoficjalnie dziennikarze obywatelscy i blogerzy są i czytani, i stanowią inspirację, do czego dziennikarz z “cenzusem”, ale za to z wątpliwą czasem etyką, rzadko się przyznają.
Dziennikarstwo jest w impasie, wynika to nie tylko z konieczności konkurencyjności i poddania się presji rynku, braku standardów zawodowych i etycznych, ale również z bezpardonowej walki pomiędzy redakcjami, wydawcami, czy nawet całymi grupami medialnymi, jak to jest w przypadku “Agory” i “PressPubliki”.

Wielu dziennikarzy (a nawet całe redakcje), zdolnych, o znakomitych piórach i takich samych horyzontach daje się “wpuścić w kanał” bieżącej nawalanki politycznej i wykorzystać do obszczekiwania. Albo przeciwników politycznych redakcji albo redakcji konkurencyjnych gazet. I każda redakcja ma takich szczekających. Obszczekiwanie się to zresztą ulubiona zabawa polskich dziennikarzy. Szczególnie lubią to robić ci, którzy chcieliby uchodzić za “niezależnych”.

Dobry dziennikarz, a właściwie dobry publicysta, który chce być opiniotwórczy, musi mieć własne zdanie i własne poglądy, które może poddać krytyce i przedyskutować. Muszą one jednak być przemyślane, logiczne i spójne. Bo to, że ktoś ma “oryginalne” poglądy, nie oznacza jeszcze tego, że są one rozsądne i warte uwagi. Świadczy o tym postać o najbardziej rozdętym ego w polskim dziennikarstwie – Łukasza Warzechy.

Read More

Polityczna grypa

W Polsce, jak powszechnie wiadomo, wszystko jest polityką, a nawet jeżeli nie jest, to zawsze znajdą się tacy politycy, którzy będą potrafili z tego zrobić sprawę polityczną. A właściwie politykierską. Znany politolog, amerykanista, dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas zauważył ostatnio na, że w odróżnieniu od Unii Europejskiej, gdzie uprawianie polityki to 90% treści merytorycznych, a tylko 10% walki, u nas 10% to dyskusje, a pozostałe 90.. ta, jak to obrazowo określił zwykłe “łubudubu”…

No i w przypadku grypy mamy właśnie takie “łubudubu” polityczne, które nie ma nic wspólnego z rzeczową argumentacją, nie mówiąc o wiedzy dyskutantów. Przykładają się do tego również media, które histerycznie ogłaszają o nowych zarażonych grypą szczepu A/H1N1, co idzie jak na razie w setki chorych, nie informując prawie wcale, że liczba chorych “klasyczną” grypą idzie już w setki tysięcy. Jeden zmarły, z Wybrzeża, zarażony nowym wirusem, tak naprawdę zmarł na zapalenie płuc, z powikłaniami.

W tym wszystkim ważna jest przede wszystkim statystyka. Statystyka śmierci, liczba zmarłych, do zarażonych. A jest ona na niskim poziomie, w przypadku nowego szczepu na takim samym, jak w latach ubiegłych. A niektóre dane mówią, że nawet na mniejszym. To zależy w dużym stopniu nie tyle od tego, ilu obywateli i kiedy zostało zaszczepionych nową grypą, ale od tego, jaki jest stan służby zdrowia i umiejętność radzenia sobie z cięższymi przypadkami choroby. A z tym, w porównaniu z naszym sąsiadem, Ukrainą, gdzie zmarło już setki osób, jest w Polsce dużo lepiej.

Read More

Guru Bronisław Wildstein poucza

Posted 13 paź 2009 — by Azrael
Category Etyka, Media, PiS, Polityka, Polska, Popaprańcy, etyka dziennikarska

Rzetelność dziennikarska i etyka to określenia uzupełniające się. I dość odległe polskim dziennikarzom, niezależnie gdzie piszą. Czy jest to prasa codzienna, magazyny i tygodniki, czy po prostu internet. Jakość polskiego dziennikarstwa jest żałośnie niska i na nic zdają się tu korporacyjne działania, wmawiające nam, czytelnikom, widzom i słuchaczom, że jest dobrze, lepiej niż przed laty. Zależność dziennikarzy nie tylko od wydawców, ale również od grup wpływów politycznych, czy biznesowych jest aż nadto widoczna.

Są jednak tacy dziennikarze, którzy gotowi są bronić dziennikarskiej “prawdy i niezależności”, nawoływać do przestrzegania kanonów zawodu, jego posłania i etyki. Słuszna pozycja, gdyby nie to, że sami nie trzymają się standardów niezależnego, rzetelnego dziennikarstwa.

O Bronisławie Wildsteinie, publicyście “Rzeczp0spolitej”, a nie taka dawno niezależnym szefie telewizji publicznej (sic!) pisałem już wielokrotnie, pokazując nie tylko jego przekłamania, polityczne uzależnienie i miałkość przekazu, ale również nierzetelność intelektualną. Pan redaktor Wildstein jednak, od czasu napisania powieści z kluczem, “Dolina nicości” ma status guru, wyroczni dziennikarskiej, żeby nie napisać, “świętej krowy” dziennikarstwa polskiego. Jest postrzegany przez dużą grupę środowisk prawicowych nie tylko jako zdolny, wybitny publicysta, ale również jako pewien punkt odniesienia i drogowskaz moralny.Co nie powie, lub co nie napisze, jest słowem prawdy, czystej prawdy moralnej, etycznej i zawodowej. Zajął pozycję PONAD środowiskiem dziennikarskim – i wszedł na postument przeznaczony dla guru, którego się słucha, ale z którym się nie polemizuje, ponieważ głosi prawdy objawione, nie podlegające dyskusji. Szkoda jednak, że jego czytelnicy (wyznawcy) nie potrafią tego, co wychodzi spod jego pióra czasem odnieść do kontekstu szerszego, niż czysta zawartość artykułu.

Read More

TVP i korporacjonizm

Posted 29 wrz 2009 — by Azrael
Category Media, Państwo, Polityka, Polska, Popaprańcy, Telewizja, etyka dziennikarska

Zamierzałem ten temat poruszyć już wczoraj, ale postanowiłem poczekać na reakcje dziennikarskie. I nie rozczarowałem się; Reakcji ze strony kolegów nie było…

Jan Piński, niegdyś dziennikarz tygodnika “Wprost” (z którego ewakuował się tuż przed zwolnieniem, co nie jest specjalnie chronioną przez red. Janeckiego tajemnicą), a obecnie dyrektor Agencji Informacji TVP, udzielił gazecie “Rzeczpospolita” krótkiego wywiadu (“Rzeczpospolita”, 28.09.2009, “Dzięki nam TVP jest bardziej obiektywna”). Rzecz dotyczyła tego, dlaczego telewizja publiczna nie informuje o tym co się dzieje w największej, publicznej, czyli społecznej telewizji polskiej, w sferze zarządzania nią i zmian kadrowych.

Piński się przyznał, że blokada informacyjna to jego decyzja, motywując to tym, że;

“Proszę sobie odpowiedzieć na pytanie, jak pokazywanie przepychanek pod budynkiem Telewizji Polskiej wpłynęłoby na wizerunek TVP?”. Oskarża również media prywatne, które krytykują ten sposób postępowania TVP, o chęć przejęcia profitów z reklamy. Media prywatne według Pińskiego nie informują o swoich problemach właścicielskich, a przecież powinny. Według Pińskiego to nie politycy biorą udział w walce o media publiczne, ale właśnie prywatni nadawcy są stroną w tej rozgrywce.

Pan redaktor Jan Piński jest przykładem dziennikarza, który rozumie misję telewizji publicznej nie jako prezentowanie rzetelnej, obiektywnej informacji, lecz jako ochronę interesu swojej instytucji, jednocześnie atakując prywatnych nadawców, że robią dokładnie tak samo. Szkoda tylko, że nie rozumie, że TVP i jej dziennikarze, a już na pewno ci, którzy przekazują informacje, mają pełnić rolę służebną wobec widzów, obywateli, a nie aktualnie panującego kierownictwa stacji. Interes TVP, w odróżnieniu od interesu TVN, Polsatu, czy TV Plus, nie jest interesem prywatnym, lecz społecznym i publicznym.

TVP przez wiele dni nie informował o decyzjach i opiniach Krajowej Rady Radia i Telewizji wobec TVP, która jest przecież organem konstytucyjnym państwa. Oznacza to, że kierownictwo stacji, w tym również Jan Piński, jako szef AI TVP nie wypełnia zadań nadawcy publicznego. Brak informacji o powołaniu nowych rad nadzorczych TVP i PR, a także zarządu – jest po prostu manipulacją.

Nie wiem w co i w czyim interesie gra Jan Piński. Zapewne w interesie swojego zwierzchnika, Piotra Farfała, ale jest koń już okulawiony, stawianie na którego jest równoznaczne z klęską. W tym przypadku – klęską wizerunku rzetelnego dziennikarza, którym to mianem raczej określić go nie można już od dość dawna (ilość pieniędzy, które “Wprost” przegrał w procesach wynikających z nierzetelności Pińskiego, jest pokaźna).

Redaktor Piński nie jest jednak osamotniony w swoistym pojmowaniu “misji”. Jak wspomniałem na początku, poczekałem kilkadziesiąt godzin z komentarzem do tego artykułu, oczekując reakcji bractwa dziennikarskiego. Nie ma żadnej reakcji.

Sprawa jest dość prosta; Mniejszego kalibru dziennikarze zlecenia na pisane o Janie Pińskim nie dostaną. Dziennikarze “frontowi” polskich gazet często są gośćmi w TVP albo wręcz mają własne okienka (Wildstein, Ziemkiewicz, ostatnio też Zalewski). Inni natomiast, choć ich w mediach publicznych nie ma, to jednak przy zmianie zarządu mogą się “załapać”… a jest gdzie; jedynka, dwójka TVP, TVP Info… radio, kilka stacji. Po co więc pisać i komentować słowa i opinie Pińskiego, kiedy się to może nie opłacić? A poza tym – przecież on nasz, z atramentu dziennikarskiego, z naszej korporacji… ‘

Przyzwyczajony jestem do takiego pojmowania roli i zadań dziennikarskich. O, gdyby Pińskiego wylano… to byłoby zupełnie coś innego…

Azrael

Czyje media publiczne?

Posted 27 wrz 2009 — by Azrael
Category Media, Polityka, Polska, Radio, Społeczeństwo, Telewizja, demokracja

To, co się dzieje w mediach publicznych, a głównie w Telewizji Polskiej, opisywane jest za pomocą słów bliskich dramatowi teatralnemu. Niektórzy mówią o tragedii telewizji publicznej, inni o komedii, wielu mówi o farsie. Aktorzy tego długiego już przedstawienia, sami się zresztą w nim obsadzający, wypowiadają kwestie raz pompatyczne, innym razem śmiesznie kabaretowe, czasem są to kuplety. Dobrze, że inne telewizje, te prywatne, kamerują poszczególne akty i sceny, może uda im się po jakimś czasie wyprodukować z tego pierwszy komediowy film z gatunku reportażu…

O mediach dyskutują wszyscy i wszyscy mają coś do powiedzenie, zaczynając od głowy państwa. Oto Lech Kaczyński, jako niezależny arbiter, właśnie zdecydował się na przyjęcie sprawozdania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, dając sygnał, niezależnie oczywiście, że sankcjonuje układ polityczny partii swojego brata z przedstawicielami postkomunistycznej lewicy. Musiał być niezależny, ponieważ przecież są wybory, a dobre, oczywiście wiarygodnie niezależne przedstawianie go w kampanii, przez jakże niezależną telewizję publiczną, jest wartością samą wsobie…Kilka miesięcy temu Lech Kaczyński krytykował KRRiT, ale przecież od tego czasu jej niezależność znacznie wzrosła…

Równie niezależna jak pan prezydent jest szefowa Rady Programowej TVP, redaktor Janina Jankowska. To ciało o tak ważnych prerogatywach i możliwościach, że żaden z prezesów TVP nie zaprząta sobie głowy tym, co ona uchwala i jakie zajmuje stanowisko. Ma wprawdzie zapisane w swoim statucie, że reprezentuje ona społeczne interesy i oczekiwania związane z działalnością programową spółki, ale może warto przypomnieć, że 10. z 15. jej członków reprezentuje ugrupowania sejmowe, a i pozostała piątka też jest pod kogoś podwieszona.

Widziałem Panią Janinę w trakcie próbnego szturmu budynku dyrekcji przez nowego prezesa (?) TVP, pana Bogusława Szwedo (a jakże, także niezależnego fachowca, z radia Leliwa, z Tarnobrzega, bez konotacji politycznych …). Przykro było patrzeć, jak p. Jankowska usiłował zaczepić p. Szwedo i pokazać mu swą siłę…dość iluzoryczną.

Read More

TVP. Jak to wygląda w środku

Posted 19 sie 2009 — by Azrael
Category Media, Polityka, Społeczeństwo, Telewizja

Dość często piszę na temat TVP i tego, jak to wygląda z zewnątrz. Formułuję opinie raczej dość skrajne, uważając, że ten moloch powinien zostać radykalnie zreformowany, najlepiej poprzez proces likwidacji. Uważałem i uważam dalej, że system i organizacja TVP straciła nie tylko zdolność realizacji tak zwanej misji, ale również zdolność biznesowej działalności.

Okazuje się, że moje odczucia i opinie są zbieżne z wieloma innymi, także wewnątrz tej starej, skorumpowanej i skostniałej struktury. Kilka dni temu otrzymałem list od pracowniczki, długoletniej dziennikarki TVP. Okazuje się, że jest jeszcze gorzej, niż sądziłem. Proces niszczenie telewizji przez koterie, amatorszczyzna, oraz system producencki, który sprzyja nepotyzmowi, to tylko nieliczne przykłady.

Autorka nie odnosi się do spraw związanych z biznesową i kosztową stroną TVP. To jasne, ponieważ jest po prostu dziennikarzem, który wie, jak zrobić, choć pewnie nie zawsze zdaje sobie sprawę z tego, ile z kosztów produkcji telewizyjnej to ukryte koszty administracji… a może i korupcji.

Publikuję list w całości, za zgodą autorki, być może będą następne. I namawiam innych pracowników TVP i PR do podobnych inicjatyw.

Azrael

————————————————————————

Szanowny Azraelu.

Byłam na dłuższym urlopie i dopiero dziś czytałam dawne artykuły ,więc moje uwagi na temat TVP SA nieco spóźnione ale może się do czegoś przydadzą.

Pracuję w TVP od ponad 20 lat- przeżyłam więc niejednego prezesa i niejednego szefa anteny. Na szczęście jestem tzw.” prostym dziennikarzem,” którego nazwisko ukazuje się na liście płac czyli na końcu programu ( twarz więc mam nieznaną choć w archiwach mam na swoim koncie kilkadziesiąt poważnych pozycji) Tyle wyjaśnienia a teraz moje obserwacje i uwagi.

Znów dyskutuje się o TVP – Krajowa Rada. ,rady nadzorcze, prezesi- To wszystko ważne jest dla polityków. ale także dla zatrudnionych tam dziennikarzy Ważne dla nich jest to by firma miała dobrego szefa ,ustabilizowaną sytuację „emocjonalną’, bu dało się tu pracować twórczo. By stres towarzyszył poszukiwaniu najlepszej formy dla programu a nie kombinowaniu jak tu przetrwać kolejnego „reformatora” Może wreszcie szefem zostanie jakiś fachowiec, który nie będzie załatwiał swoich interesów politycznych lub finansowych swojego środowiska. Może zechce posłuchać opinii dziennikarzy bo o tym co widać na ekranie decyduje także to co dzieje się wewnątrz firmy..
Uwaga I – Telewizja to kilka instytucji w jednym. Zupełnie inaczej pracują dziennikarze w informacji i publicystyce a inaczej dziennikarze ,których nazwiska widać w końcowych napisach.

Read More

Czytanki (nie)oszołomów – 18 lipca

Posted 18 lip 2009 — by Azrael
Category Czytanki (nie)oszołomów, Media

Internet wprowadził do przekazu nowe wartości, które nie tylko uzupełniają słowo pisane, ale często je zastępując. Video, zdjęcia, czy screen casty mogą być samodzielnymi formami przekazu. I wtedy to słowo jest uzupełnieniem.

Oto nowy, ale oparty o dobre, amerykańskie wzory blog (portal?), reprezentujący zdjęcia reporterskie i publicystyczne, w wyjątkowej jakości.
Strona założona została przez Piotra Macurę, dziennikarza, fotografa portalu Interia. Mając dostęp do zdjęć, postanowił je udostępnić szerszej publiczności. I naprawdę warto, ponieważ i jakość i wybór tematów, jest bardzo ciekawy.

Oto dwa zdjęcia przykładowe, a reszta na stronie 990 pixeli

tour-de-france

pampeluna

Media publiczne sitw

Posted 14 lip 2009 — by Azrael
Category Media, Polityka, Polska, Radio, Telewizja, demokracja

Kto rządzi w telewizji? Nie, nie chodzi o partie. Nie chodzi tylko o polityków.

W telewizji ostatnimi czasy rządzi KRS (Krajowy Rejestr Sądowy). To od niego zależy, która sitwa jest w danym momencie przy władzy. Nie politycy, tylko ich cyngle. Farfał, Urbański, Siwek, Bochenek, wcześniej “niezależny” Wildstein…

Czy jest szansa na to, że ktoś to zmieni, że jeżeli ustawa przejdzie, to nowi włodarze i nowa KRRiT coś zmieni? Zapewne nie. Przyjdą inni cyngle, którzy będą wykonywali znów “misję”. Czym jest misja telewizji publicznej, w Polsce demokratycznej, wolnej, unijnej – nie próbuje się już nawet formułować w okrągłych zdaniach. Gdzieś usłyszałem, że misję się czuje podświadomie i intuicyjnie… to było głos ze środowisk, tak zwanych twórczych.

Te środowiska były wczoraj u pana prezydenta. Na okrągłym stole. Kto ich mianował jako autorytety reprezentatywne dla środowisk – nie wiadomo. Ale jak przeczytałem nazwiska Knittla i Sadowskiego, Iłłowieckiego i Jankowskiej, to wiem, że reprezentują one te środowiska, te sitwy, które są właśnie odstawione od koryta mediów publicznych, a boli je to…

“Środowiska” i pana prezydent spili sobie z dziubków nektar. Pan prezydent “w pierwszych słowach” oznajmił, że ustawy nie podpisze. Zresztą i tak mało co podpisuje…ustawa ma ponoć zagrażać kulturze polskiej i społecznemu dialogowi. Problem tylko taki, że kultury w tej telewizji (programach ogólnodostępnych) już nie ma od lat, a dialog społeczny, to jak rozmowa z głuchymi i ślepymi. I nie są to wcale widzowi głusi i ślepi, bo oni już dawno wybierają inne formy komunikacji społecznej i dyskusji, niż telewizja publiczna. Radio – i owszem. Tak, radio jest do uratowania i warto to zrobić.

Przestają mnie, jak 99% widzów i słuchaczy interesować zagrywki, kto kogo, czy odrzucić sprawozdanie KKRiT, czy nie, czy ma być kurator, czy jednak nie. Nie interesuje mnie także to, czy tak zwane środowiska będą miały wpływ na kształt mediów publicznych, czy nie. Choć wolałbym, żeby raczej nie miały. Nie widzę takiej potrzeby, aby sfrustrowani megalomani mieli na coś wpływ…

Pan Lech Kaczyński chce wziąć patronat nad nową ustawą, mającą określać ład medialny. Cały ład medialny, ten realizowany przez prywatne media też. Po co? Nie wiadomo właściwie po co, ale zawsze jakaś sitwa by się mogła podwiesić po jego patronat…

Mogę się zgodzić, że ustawa, nad którą wisi pióra Kaczyńskiego, jest do luftu. Tylko, że gwarancji na to, że następna będzie lepsza, nie ma. Nie ma, dopóki zarząd ładu medialnego będzie zapisany w Konstytucji, w formie KRRiT, nie będzie dobrej ustawy, dopóki politycy nie zostaną galwanicznie odstawieni od wpływu na media.

A to jest możliwe tylko pod warunkiem, że media zostaną w tej postaci, w jakiej są, zostaną zlikwidowane i nastąpi opcja “zero”.

Reorganizacja mediów publicznych MUSI nastąpić przez likwidację istniejących struktur i powołanie nowych spółek. Niekoniecznie, co zauważył nestor polskiego dziennikarstwa, Stefan Bratkowski, spółek prawa handlowego, ale spółek publicznych. I wbrew pozorom, mogą one być finansowane i celowo, i w formie dotacji. Pod warunkiem, że będą realizowały programu kulturalne, społeczne, publicystyczne, sportowe, autorskie. Bez reklam. Bez polityków. Bez związków zawodowych.

Nowa ustawa, nowy porządek prawny mediów powstać musi, bez tego się nie obędzie. Ale aby nowa ustawa miała sens, musi zostać nałożona nie na istniejącą, chorą, niewydolną i pełną sitw strukturę, lecz na zupełnie nową organizację.

Azrael

Sytuacja w TVP

Posted 04 lip 2009 — by Azrael
Category Media, Polityka, Polska, Popaprańcy, Radio, Telewizja, demokracja

W telewizji publicznej jest jak w serialu “Moda na sukces” albo w innych telenowelach, brazylijskich, czy wenezuelskich, pełniących w telewizji z ulicy Woronicza rolę misyjną. Jakiś układ próbuje przejąć interes, inny go broni, cyngle, udający niezależność (w tym przypadku szef Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Witold Kołodziejski) starają się odzyskać pozycje, a polityczny “ojciec chrzestny” szybko przeciwdziała. “Pożyteczni idioci”, lub takowych udający, a tak naprawdę żyjący z tego tortu medialnego, dalej bredzą o tym, że znów jest realizowany zamach na “polską instytucję kultury”, czy na dziedzictwo kulturowe i “niezależność mediów”…

W piątek KRRiT, zapewne z politycznej inspiracji, dogadała się wewnętrznie, i spróbowała dokooptować do Rady Nadzorczej nowego członka, aby ta stała się ona w myśl prawa operatywna. I stała się, na kilkanaście minut, co skutkuje odwołaniem Piotra Farfała i odwieszeniem panów wiceprezesów, Sławomira Siwka i Marcina Bochenka. Ten pierwszy ma zostać pełniącym obowiązki prezesa TVP. Nie odwieszono za to Andrzeja Urbańskiego… bo nie pasuje do schematu, i nawet on nie będzie się dalej w tym babrał.

Minister Aleksander Grad, czyli wspomniany już ojciec chrzestny, jednoosobowe walne zgromadzenie wspólników TVP, zamknął posiedzenie Rady Nadzorczej, co może okazać się nieskuteczne, i decyzje RN będą wiążące. Należy się w poniedziałek spodziewać wyścigu do sądu, w celu wpisania nowych zapisów do KRS, o zmianach w RN i zarządzie TVP.

Tylko, że jednocześnie właściciel, czyli reprezentujący Skarb Państwa minister Grad, nie udzielił skwitowania (absolutorium) ani Radzie Nadzorczej, ani zarządowi TVP. Podstawą były audyty urzędu skarbowego. Oznacza to, że jeżeli na ich podstawie minister wystąpi z wnioskiem do prokuratury, podejrzewając dokonanie przestępstw, lub przynajmniej nadużyć w TVP, to będzie miał podstawę do wystąpienia do sądu o wprowadzenie do telewizji kuratora. A wprowadzenie kuratora oznacza również wszczęcie procedury likwidacji TVP…

Sytuacja, wbrew pozorom, nie jest patowa. Scenariusz, jaki przewidywałem dni kilkanaście temu, że Platforma Obywatelska zrobi wszystko, aby media publiczne, a przede wszystkim TVP, postawić w stan likwidacji i na gruncie (a właściwie – gruzie…) zbudować je od nowa – wypełnia się. Przegłosowana w Sejmie definitywna postać ustawy medialnej nie ma za zadanie uzdrowienia i nadania nowych form działania istniejącym PR i TVP, lecz ma je po prostu zabić. I Pan Kołodziejski, uruchamiając proces zmian w radzie nadzorczej i zarządzie TVP tylko działa na rękę PO. Jak mantrę powtarzam od wielu miesięcy, że reorganizacja mediów publicznych nastąpi nie poprzez ich przekształcenie, lecz poprzez likwidację istniejących struktur i powołanie nowych spółek. Obietnica zniesienia abonamentu, to nic innego, jak zabranie tlenu, w postaci środków finansowych i zaduszenia radia i telewizji. Zmiana koalicji i ustaleń, dotyczących ustawy medialnej, ma doprowadzić do tego, aby weto prezydenckie do ustawy medialnej zostało podtrzymane. To uczyni pustkę prawną (ponieważ również KRRiT zakończy działalność), która pozwoli na pełną reorganizację mediów publicznych.

Próba przejęcia, nieudolna, przez PiS, telewizji publicznej, przez obsadzenie na stanowisku Sławomira Siwka, nie ma specjalnie znaczenia dla długofalowego planu likwidacji organizacyjnej TVP, a wręcz dała mocniejsze argumenty do ręki tym, którzy faktycznie mogą doprowadzić do likwidacji telewizji.

A inne wartości, misja, dziedzictwo, interes społeczny, czy kultura narodowa… to już są tylko w tej sprawie elementy wtórne…

Azrael

Presley i Jackson

Posted 26 cze 2009 — by admin
Category Kultura, Media, Music, Społeczeństwo, USA

“Nie będę płakał po Michaelu Jacksonie”, żeby nawiązać do pewnego znanego powiedzenia, ponieważ nie była to moja muzyka, ani moje poetyka przeżywania. Czego innego słuchałem w czasach jego świetności, czego innego słucham teraz, kiedy na topie są gwiazdeczki typu Britney, czy lady Gaga (?). Chciałby zwrócić uwagę tylko na kilka drobnych, a może ważnych, socjologicznie spraw;

Dziwna i wymowna jest zbieżność losów MJ i Elvisa Presley’a. Obydwaj z biednych rodzin, obydwaj z rodzin nie do końca normalnych (matka Presley’a była alkoholiczką, ojciec Jacksona oskarżany był o przemoc i kazirodztwo), obaj nie mieli poukładanego życia. Zmarli młodo, przyczyną pośrednią albo i bezpośrednią było uzależnienie od lekarstw.

Obaj nie stworzyli stylu muzycznego, który zapewnił im nieśmiertelność (Presley – rock and roll, Jackson – soul), obaj też skończyli karierę jako przedstawiciele popu. Jednak to oni będą, na wsze czasy postrzegani jako królowie muzyki. To dzięki Presley’owi rock and roll wyszedł z małych rozgłośni, a Jackson wyprowadził murzyńską muzykę z wytwórni Motown Records. No, i połączyła ich przecież Marie Lisa, córka Elvisa…

Jednak chyba najważniejsza i najtragiczniejsza zbieżność losów tych dwóch muzyków i piosenkarzy, genialnych w tym, co robili, było to, że obaj się wznieśli na wyżyny muzyczne i uwielbienia, aby następnie z nich się zsuwać w dół, aż do zatracenie i symbolicznej śmierci. Odcięci od świata realnego, praktycznie pozbawieni wsparcia (choć relacje MJ z niektórymi członkami rodziny nie były najgorsze), w sumie infantylni i naiwni.

Jednak rola kulturowa Jacksona jest nieporównanie większa. Był artystą multietnicznym, pierwszym czarnym muzykiem gatunku popularnego, który przełamał bariery, co zauważył już dawno Quincy Johns (który jest bezspornie współtwórcą jego sukcesów). Nie był tylko muzykiem czarnym, ale robił wszystko, nie tylko w przenośni, aby stać się białym. I to białą kobietą, ponieważ jego wzorcem była… Diana Ross.

Jackson, genialny muzyk był całkowicie bezradny wobec mechanizmu show biznesu. Dzięki niemu zrobił karierę, on go przemodelował gruntownie, zabił jego tożsamość i zniszczył. I jego talent również. To on potrafił pierwszy wykorzystać telewizję i potrafił się wykorzystać klip muzyczny. To co zostało z Jacksona w ostatnich 15 latach, było już tylko jego odbiciem. Została tylko jego muzyka, która już jest dawno kanonem, mającym wpływ na wiele innych gatunków muzyki.

Ale jego osoba będzie stawiana w kulturze i historii murzyńskiej emancypacji obok pastora Martina Luthera Kinga, Malcolma X, Muhammada Ali…

Azrael

Terlikowski naucza

Posted 26 cze 2009 — by admin
Category Kościół, Media, Popaprańcy, Społeczeństwo, demokracja

“Rzeczpospolita” udziela swoich łam różnym dziennikarzom, publicystom, ludziom nauki i kultury. Oprócz stałego staffu redakcji i współpracowników, Paweł Lisicki do tematów kontrowersyjnych lubi zatrudniać ludzi z zewnątrz, dla pobudzenia dyskusji. Czasem chodzi o zlecenie polityczne, jak na przykład wsparcie Prawa i Sprawiedliwości piórem Tomasza Sakiewicza, czy Łukasza Warzechy, czasem też dokopanie prezydentowi, czy jego bratu – wtedy można poprosić Waldemara Kuczyńskiego albo Tomasza Wołka.

Ta “linia” redakcyjna zapewne przyświecała temu, aby zamówić temat i artykuł o homoseksualizmie u redaktora Tomasza Terlikowskiego. I pan doktor nie zawiódł pokładanych nadziei – napisał artykuł ostry. Ostry, ale nie polemiczny, za to na poziomie skrajnej homofobii. I to na poziomie marginesu, zarówno kulturowego, jaki i intelektualnego, z odcieniem fobii i zaburzeń maniakalnych.

Z takimi ludźmi, jak Tomasz Terlikowski, czyli z twardymi publicystami katolickimi w zasadzie nie zgadzam się nigdy, jeżeli chodzi oczywiście o zagadnienia światopoglądowe. W wielu innych tematach, jak na przykład lustracji w Kościele Katolickim, i owszem. Nie mogę się zgodzić, ponieważ publicyści ci z reguły głoszą opinię, że na gruncie moralności nie może być kompromisu – a z reguły tak zaczynając – prowadzą dalej swój wywód, że moralność, ta jedynie słuszna, katolicka, MUSI być jedyną obowiązującą w społeczeństwie, szczególnie polskim, której jak wiadomo, jest w większości katolickie, a większość ma ZAWSZE RACJĘ…

Read More

Ustawa o prywatyzacji mediów publicznych

Posted 24 cze 2009 — by admin
Category Media, Państwo, Platforma, Polityka, Polska, Społeczeństwo

Decyzje i plany polityczne można przeprowadzać elegancko albo mniej elegancko. Dla jednych liczy się styl, dla innych – skuteczność. Skuteczność w polityce jednak jest rzeczą najważniejszą.

Nie od dziś wiadomo, że Platforma Obywatelska i sam premier Donald Tusk do mediów publicznych, a w szczególności do TVP przywiązani nie są. Nie widzą, w przeciwieństwie do innych sił politycznych w mediach siły sprawczej polityki, lecz raczej zupełnie niepotrzebny twór, który dawno już przestał pełnić role służebne na rzecz społeczeństwa, lecz jest tworem bizantyjskim, żyjącym dla siebie i pokaźnego grona pasożytów, którzy żerują na nim – za pieniądze abonamentowe. Dlatego jestem przekonany, że długofalowym celem PO było doprowadzenie mediów do stanu zapaści finansowej (bo w zapaści organizacyjnej TVP jest już od dawna), a następnie do podzielenia śmierdzącej masy upadłościowej – i jej sprzedaży. I tu się z premierem zgadzam – tak, media w takiej postaci, jako proste przedłużenie z czasów PRL istnieć nie mogą. I proszę tylko bez dawno już przebrzmiałych, wyświechtanych tekstów o misji…

Pierwszym krokiem premiera było zamknięcie kurka z dopływem środków z abonamentu, czyli z narzuconej daniny społecznej, nad którą ani Skarb Państwa, ani sami obywatele od momentu wypłynięcia pieniędzy z naszych portfeli nie mieli wpływu. Dalej były dwie drogi – albo przejęcie pełnej kontroli przez państwo nad tymi mediami albo ich likwidacja – czyli przekształcenie struktur publicznych TVP i PR w spółki prawa handlowego.
Wybrano rozwiązanie drugie – doprowadzenie TVP i radia do sytuacji, kiedy ze względu na brak środków będą musiały zostać postawione w stan likwidacji. I dopiero na czystej bazie technicznej powinno się zbudować nową strukturę, dostosowaną do wymogów prawa – a przede wszystkim wymogów konkurencji.

Ustawa medialna powstała oczywiście nie z powodu tego, aby TVP i PR uzdrowić i nadać im nowe formy, przystające do potrzeb społecznych. Ona powstała tylko dlatego, że zapisy prawa Unii Europejskiej obligują rządy państw członkowskich do pomocy mediom publicznym. Jednak to, co zostało przegłosowane kilka tygodni temu, i co dziś było procedowane w Sejmie, czyli poprawki Senatu, wcale nie miały uzdrowić i stworzyć nowe formuły telewizji i radia publicznego, lecz je po prostu zabić. I to się w pełni udało.

Sejm dziś przyjął poprawkę Senatu o zniesieniu minimum środków budżetowych na rzecz mediów publicznych, co było ustalone na linii Platforma Obywatelska – SLD. Jest wiadome, że z powodów zapisów ustawy o KRRiT prezydent ustawy nie podpisze, tylko skorzysta z prawa veta. SLD, łącznie z PiS, “oszukane” przez PO doprowadzi do przyjęcia veta, na jesieni tego roku. W międzyczasie okaże się, że nie ma środków na prowadzenie działalności – poza środkami, które specjalnym rozporządzeniem, z rezerwy budżetowej nie wyasygnuje rząd. I wtedy Skarb Państwa zacznie wdrażać procedurę likwidacji (w między czasie skończy się kadencja KRRiT…).

Już rok temu pisałem, że reorganizacja mediów nastąpi nie poprzez ich przekształcenie i przesunięcia krzesełek w inne miejsca budynków, redakcji i gabinetów – lecz poprzez likwidację istniejących struktur i powołanie nowych spółek. Mam jednocześnie nadzieję, że to co się stanie, pozwoli przede wszystkim TVP na pozbycie wpływów na działalność tej instytucji raka związków zawodowych. To jest moloch, zatrudniający 4700 osób, mający „na pokładzie” 30 związków zawodowych, którym steruje biuro reklamy, za misję uchodzą programy, takiej jak “Gwiazdy tańczą na lodzie”, “gwiazdy” pokroju Kammela brały po 60, i więcej, tysięcy złotych za twarz. Substancja telewizji, jej zaplecze techniczne, jej twórcy zostaną utrzymane. I jej dziedzictwo kulturowe, które powinno zostać integralną i niepodzielną częścią nowej telewizji.

I mam nadzieję, że nowa telewizja PUBLICZNA zostanie oczyszczona z polityków. Choć w to nie wierzę. Oni zawsze znajdą drogę…

Azrael

Czytanki (nie)oszołomów – 15 czerwca

Posted 15 cze 2009 — by Azrael
Category Czytanki (nie)oszołomów, Media, PiS, Polityka, Polska, Popaprańcy, demokracja

Dziś w lekko zapomnianym cyklu doskonały tekst p. Romy Przybyłowskiej w Studio Opinii, o sprawie aktorki Anny Cugier-Kotki. Perełka!

——————————————————————————————————

Pół kantem, pół serio

Jakie czasy – takie formaty. Polska od tygodnia śledzi „na żywo“ – rozterki i dramaty heroiny marketingu. Suspensu nie brakuje. O samym napadzie nadal nic pewnego – w jakim odbył się świecie: realnym czy wirtualnym. Aktorka, choć stale coś wnosi (pewnie z inspiracji reżysera), robi wrażenie, jakby jej przy tym nie było. Miotana sprzecznościami i pogubiona jak uczniak, jakoś nie przyswoiła, co się tak naprawdę zdarzyło…I kiedy? W sobotę… a może w piątek (jak doniosła Rzplita)? I komu w końcu nieszczęsna ma wierzyć: swoim słowom – czy własnym oczom? Jeszcze gorzej z nami, którzy mogliśmy towarzyszyć jej rozterkom i dość różnym próbom ujęcia faktów, nie będąc w stanie nadążyć z dobrą wiarą za kolejną wersją. Zwłaszcza, gdy jedyny napastnik zaczął się „rozmnażać“, a zadane ciosy – przemieszczać na ciele. Dramaturgia faktów też nie przystawała do zachowań bohaterki. Gwałt zadany nietykalności człowieka był tylko częścią gwałtu dokonanego na logice zdarzeń.

Nie często się zdarza, żeby aktor za reklamowane treści – obrywał osobiście. A już aktorka o puszystym nazwisku, z dużą zdolnością przystosowania poglądów – to prawdziwa rzadkość. Kiedy została niecnie zrepresjonowana, w biały dzień, pod zwyczajnym sklepem, przez nieznanych sprawców – było ciekawe, za którą partię dała… głowę. Tym gorzej, że w ostatnim spocie ufała jeszcze PiS-owi. Mniejsza o partie – na ręczny „dyskurs“ pod budką przyzwolenia nie ma. Jakby nie było – poturbowano kobietę…może nawet opozycjonistkę. Dla reputacji kraju, gdzie podstawowe wolności są (znowuż!) „poważnie zagrożone“, nie jest to błahostka. Kto wie, czy nie minęliśmy już Białorusi… a może teraz już trzymamy kurs na Chiny? Nic dziwnego, że w szczerym odruchu potępienia opinia publiczna zapragnęła dopaść bandziorów, nawet wykształconych „z twarzy“. Toteż, zagryzając paznokcie, oczekiwaliśmy, kiedy bohaterka wreszcie złoży zeznanie, a policja zacznie ścigać. Mijały dni, ale akcja stała w miejscu. Dziwnym trafem aktorkę, sprawną w udzielaniu wywiadów, dopadało gwałtowne zmęczenie, gdy trzeba było złożyć zeznania. 5 dób minęło od napadu zanim dojrzała jako ofiara i policja mogła z nią porozmawiać w zaciszu domowym. Nie wiemy, czy sińce się uchowały, obdukcja – nie bardzo.

W końcu to „kryminal“, a zgodnie z zasadami gatunku, wątpliwości i suspens powinny wciąż rosnąć. Choć trudno się oprzeć wrażeniu, że fakt, który „wyciekł“ do prasy, był jeszcze mocno niedojrzały. Poszedł pod walce – zanim zdołał się wyklarować (stosownie do potrzeb) i obrosnąć w sensowne realia. Nie wszystko da się zapiąć od razu na ostatni guzik…

Czas wreszcie wyjaśnić, że byliśmy świadkami śmiałego eksperymentu z dziedziny reklamy hybrydowej, która jest oryginalnym osiągnięciem pis-aru. Otóż słynny spotowy serial, który z powodu wewnętrznej przemiany bohaterki narobił tyle hałasu – niezauważenie przeszedł w „reality show“ z tą samą aktorką w roli głównej… O ile pierwsza część tej political-fiction była dziełem fachowców i nie wykraczała poza kadry zamówionych klipów, o tyle dalszy tok scenariusza, już w normalnych realiach (jeśli można mówić o normalności), powstawał na żywo – w pełnej improwizacji „reżyserów rzeczywistości“. I wcale nie jest pewne, że został już zakończony. Potwierdzają to nie tylko kolejne korekty, dokonane przez aktorkę w Superstacji, a potem w TVN24 – gdzie zawsze jest coś „nie tak“. Wciąż nie mamy pewności, czy p. Ania wie, w czym gra, i rozróżnia światy: np. kiedy kończy się rzeczywistość filmowo-reklamowa, a zaczyna polityczna gra w „realu“? Budząc sprzeczne wrażenia, zamiast w klimacie współczucia znalazła się „w kręgu podejrzeń“- jak mówi jej ostatni klient. Czy o to chodziło? ….

Całość artykuły można przeczytać w Studio Opinii.

Prowokacja polityczna?

Posted 09 cze 2009 — by Azrael
Category Etyka, Kaczyński, Media, PiS, Polityka, Popaprańcy, demokracja, etyka dziennikarska

Sprawa pobicia aktorki Anny Cugier- Kotka jest coraz bardziej tajemnicza. Ta aktorka, ale również były pracownik telewizji “Puls”, a wcześniej “Superstacji”, została w sobotę rano zaczepiona, a następnie znieważona słowami, a również kopnięta przez grupę trzech młodych mężczyzn. Słowa do niej wypowiedziane miały charakter wulgarny, a motywem incydentu miały być występy pani Cugier-Kotki w spotach reklamowych Prawa i Sprawiedliwości. Jak do tej pory, do dnia dzisiejszego, p. Cukier-Kotka nie złożyła formalnego zawiadomienia o pobiciu, ani nie przedstawiła obdukcji lekarskiej. Więcej – jak do tej pory nieznani są żadni świadkowie zajścia, ani żadne inne dowody materialne, ani dokumentowe – w tym raporty policji, czy materiały służby zdrowia.

Informacja o pobiciu aktorki ukazała się dopiero po kilkudziesięciu godzinach, na łamach “Rzeczpospolitej”. Autorem informacji, powołującej się na tajemniczego znajomego p. Cukier-Kotki, jest dziennikarz Wojciech Wybranowski. W materiale tym podane jest, że pobicie było dokonane w piątek (miało miejsce w sobotę), że dokonana została obdukcja (brak na to potwierdzenie) i że dokonało napady trzech osobników (brak również na to jakichkolwiek dowodów, czy oficjalnych zeznań). Pojawia się za to w tym materiale postać posła Jacka Kurskiego, spin doctora PiS, znającego aktorkę wcześniej, nawet wcześniej, niż została zaangażowana do reklam wyborczych jego partii. Kurski w swojej wypowiedzi próbuje powiązać sprawę domniemanego pobicia aktorki z zatrzymaniem i aresztowaniem producenta spotu PiS, Michała B., współautora filmu dokumentalnego “Nocna zmiana”, ściganego listem gończym przez sąd rejonowy w Malborku za oszustwa finansowe. Dlaczego te sprawy mają się łączyć? Chyba dlatego, że łączy je osoba posła Kurskiego..

Przebieg zdarzeń jest następujący – w poniedziałek późnym wieczorem portal „Rzeczpospolitej” publikuje artykuł, pełen przekłamań i nieścisłości, za to z tezą, przez zamieszczenie tam opinii Jacka Kurskiego, że chodzi o sprawę polityczną. Read More