Czytanki (nie)oszołomów – 2011.04.21

Stefan ma rację, ponieważ dotknął komunizmu, a jego dotknął hitleryzm. Bo przeżył cały PRL i go zrozumiał. Bo działał w opozycji demokratycznej ,i to na pierwszej linii frontu. Bo ma doświadczenie życiowe i sumę wiedzy daleko przekraczającą zdolność pojmowania współczesnych dziennikarzy. I dlatego może napisać wprost, czego inni nie chcą widzieć…

Azrael

————————————————————————————————–

Bez niedomówień


Miałem to powiedzieć koleżankom i kolegom dziennikarzom z Oddziału Warszawskiego SDP, zebranym dla wyboru delegatów na walny zjazd Stowarzyszenia. Tak się złożyło jednak, że porządek dzienny przewidywał dyskusję dopiero po wyborach – kiedy większość zebranych udała się już do domu. Dlatego powiem to, co chciałem im zakomunikować, pisemnie, za pośrednictwem Studia Opinii…

Przyszedłem – ze swoistym ostrzeżeniem. Wbrew poprawności, zamazującej rzeczywistość. Czas nazywać rzeczy po imieniu, bez niedomówień. Żeby nie było potem, że nikt nie mówił. Mamy już do czynienia ze zjawiskami wręcz groźnymi. Jest w Europie pogoda na ruchy faszyzujące i faszystowskie, ale to nie znaczy, że mamy je traktować jako równorzędne, tolerowane w demokracji partie, tyle, że o innych tylko poglądach. Nie powinno być żadnej symetrii między ich odmową uznania dla porządku konstytucyjnego a partiami, które szanują ustrój demokratyczny i godzą się z wynikami wyborów. Byłbym rad, gdyby ci, którzy dają się pociągnąć różnym atrakcjom kłamstwa niemal kopiowanego z ruchów faszystowskich, przyjrzeli się, czemu kibicują, w co się angażują. Nie poznaję rozsądnych niegdyś, utalentowanych chłopaków – Tomka, Krzysia, Marcina, teraz jakby nie wiedzących, w co grają. Wydają się sobie mocni, zwarci i gotowi. W bardzo niebezpiecznej drużynie gracie, chłopcy.

Jeśli wódz drugiej siły w kraju bez żenady odwołuje się do idei Carla Schmitta, nauczyciela hitlerowców, jeśli podnosi hasło „Polsko, obudź się”, dosłownie wzorując się na haśle Hitlera „Deutschland, erwache”, Niemcy, obudźcie się, jeśli wzorem hitlerowców organizuje fackelzugi, marsze z pochodniami – to czy te analogie mogą nie budzić niepokoju? Ten wódz przywodzi partii zorganizowanej na sposób stricte faszystowski, z pełnią władzy, skupioną tylko w jednym ręku. Czy można tego nie zauważać? I z dziwną jakoś dokładnością przestrzega on zasady Goebbelsa – powoływać się i korzystać z demokracji, dopóki się nie zdobędzie władzy; nie przypadkiem podczas lat jego władzy nigdy nie padły z jego ust słowa takie jak „społeczeństwo obywatelskie” czy „samorząd”. Władzę wedle tego wodza należy centralizować – dokładnie tak, jak chciał i robił to wódz NSDAP. [...]
—————————–

Całość tekstu na portalu Studio Opinii

Obywatel, dziennikarz, działacz

Sprawa pobicia (?) przez warszawskie służby miejskie Michała Stróżyka jest dobrym powodem do tego, aby zastanowić się nad tym, jaką rolę powinien sprawować dziennikarz w sytuacjach zagrożenia wolności wypowiedzi. Bo to, że usunięcie namiotu stowarzyszenia „Smoleńsk 2010″ z Krakowskiego Przedmieścia było ingerencją w prawo do manifestacji poglądów, pozostaje poza dyskusją. Jest jednak kilka wątpliwości, co do tego, jakie intencje stały za demonstrantami.

Inicjatorką tego protestu, zarówno formalną, jak i faktyczną, odgrywającą wiodącą rolę, jest Ewa Stankiewicz, reportażystka radiowa, telewizyjna, ostatnio autorka filmów dokumentalnych. Od dnia 10 kwietnia 2010, kiedy pojawiła się na Krakowskim Przedmieściu, powoli zaczęła wychodzić z roli dziennikarki i publicystki, stając się aktywną uczestniczką wydarzeń. Jej film, „Solidarni 2010″, zrealizowany wspólnie z Janem Pospieszalskim, nie był zapisem świadomości Polaków z tamtych dni, lecz wybiórczą relacją, a w pewnych elementach również kreacją autorską. To jest oczywiście dokument sensu stricto, jako rejestracja pewnej rzeczywistości, jaka rozgrywała się na Krakowskim Przedmieściu w dniach i nocach kwietniowych. To rzeczywiste kadry, zdjęcia, wypowiedzi, poddane rejestracji i podane widzom bez zbytniego komentarza. Ale twórcy filmu przyznali, że dokonali wyboru m i materiał filmowy przestał mówić czystą formą rejestracji i zaczął przemawiać jako lustro poglądów autorów. W tym momencie Stankiewicz przestała być obiektywną dziennikarką, stała się uczestnikiem gry. Jako obywatelka ma do tego pełne prawo – ale już jako dziennikarka, jeżeli spojrzymy na zapisy kodeksu etyki dziennikarskiej – nie. Tym bardziej, że w tym samym mniej więcej czasie stała się aktywną działaczką stowarzyszenia „Smoleńsk 2010″.

Continue Reading →

Dość szantażu!

Coś się stało. Coś się dzieje. Mam nadzieję, że nie stanie się nic tragicznego.

To nie pierwszy taki sygnał, opinia, jaka do mnie dociera po tym, co się wydarzyło na Krakowskim Przedmieściu, w rocznicę katastrofy smoleńskiej. Coraz więcej osób ma po prostu dość moralnego zastraszania, opiniowania tego, kto jest „Prawdziwym Polakiem”, szantażowania tym, że jak pomnika nie będzie, to dopiero się będzie działo…

Podział na „patriotów” i „sprzedawczyków”, na tych co są Narodem i mieszkańców kondominium, na tych tworzących kult Lecha Kaczyńskiego i tych, którym odbiera się prawo do mówienia i pisania o zmarłych 2010/04/10 – to jest moim zdaniem rzecz nieodwracalna. Nieodwracalna do czasu, póki Jarosław Kaczyński, manipulator społeczny jest obecny w polskiej polityce.

Ten list dostałem wczoraj, jego autorką jest wieloletnia dziennikarka mediów publicznych, prosząca mnie o zachowanie swojego nazwiska do mojej informacji. Została z TVP „zredukowana”, ale nie o to w tym chodzi. Podobnie jak wielu, ma dość szantażu. I jak wielu obawia się, że to, co reprezentują ludzie skupieni wokół PiS-u, jest początkiem… faszyzmu. Bo chyba czas pewne rzeczy zacząć nazywać.


Azrael

————————————————————————————-

Kibole Jarka

 

Mam już dość bezczelności i arogancji pisowskich funkcjonariuszy i pisowskich kiboli pod Pałacem Prezydenckim. Nie chcę już dać się zastraszać i szantażować.
Nie chcę pomnika na Krakowskim Przedmieściu! Nawet nie przeczytałam artykułu Katarzyny Kolędy- Zalewskiej o obelisku przed Pałacem – bo od tego sztucznego ekumenizmu po prostu mnie mdli. Niby mądra kobieta, doświadczona dziennikarka, ale od czasu do czasu coś wypali na fali moralnego wzbudzenia, jak w przypadku profesor (Magdaleny Środy, czy pomysł wspólnego kandydata na prezydenta. To chyba skutek zbyt częstego przebywania w Rzymie…
Pomnik Światła dla wszystkich ofiar… Czy ci naiwniacy, którzy zaczęli się zachwycać pomysłem nie widzą, że to kolejny krok, by zrobić z Pałacu Prezydenckiego mauzoleum?! Jeśli taki pomnik powstanie to czy pozwolą deptać – dosłownie – pamięć Lecha Kaczyńskiego i innych ofiar katastrofy? Pozwolą chodzić po ryngrafach ”poległych męczeńska śmiercią? Wolne żarty. Czy taki pomnik musi powstać pod pałacem a nie miejscu na jakimś skwerze? Nie, bo to musi być przecież miejsce dla zadymy dla pisowskich kiboli.

Dość mam już udawania, że muszę być wyrozumiała i cierpliwa , bo tam, pod pałacem, gromadzą się ludzie biedni, wykluczeni, ośmieszani, ale pewnie dobrzy, prości ludzie, których czyste serca pogrążone są w bólu. Że nie mam prawa nazywać ich kibolami Jarka. Tak ich nazywam, jak się zachowują, prawie od samego dnia katastrofy. Jako antropolog kultury i były dziennikarz rozumiem te mechanizmy, ale rozumieć nie znaczy – zgadzać się Podobno Lech Kaczyński był stale obrażany, istniał „przemysł nienawiści”, jak to z lubością pisze Piotr Zaremba i inni „niezależni” dziennikarze. Wolne żarty. Porównanie do „kartofla”, jakieś epitety menela, jakieś nieśmiałe chichoty po borubachach ,irasiadach – i zażenowanie po małpie w czerwonym i stokrotce . A dziś wystarczy popatrzeć na Krakowskie Przedmieście. To mentalność Kalego w polskim wydaniu.

Continue Reading →

Lech Kaczyński – ocena

Metropolita warszawski, kardynał Kazimierz Nycz, przypomniał kilka dni temu, że zgodnie z tradycją polską, ale również katolicką, po roku od śmierci kończy się okres żałoby. Nie oznacza to oczywiście tego, że bliskim, ale i dalszym nie należy się chwila refleksji i wspomnień. Przyjrzyjmy się prezydenturze tragicznie zmarłego, razem z innymi 95 osobami Prezydenta RP.

Dokonując oceny prezydentury Lecha Kaczyńskiego trzeba przypomnieć dwie proste prawdy. Pierwsza to ta, że jego tragiczna śmierć w katastrofie komunikacyjnej nie podnosi wartości jego prezydentury, jako całości, a druga, że choć nie był prezydentem wszystkich Polaków, jak niektórzy chcą nam wmówić, należy oceniać jego urzędowanie w kontekście interesów całego państwa i wszystkich obywateli.

Tuż po katastrofie usiłowano stworzyć atmosferę, że śmierć Lecha Kaczyńskiego i jego żony jest ostatecznym argumentem podkreślającym jego unikalność i wielkość. Śmierć na podmokłych polach przed smoleńskim lotniskiem miała być zwieńczeniem jego polityki społecznej i historycznej, cokołem pomnika jego prezydentury. Ci, którzy zaczęli już kilka dni po katastrofie ten spiżowy pomnik kuć, przesadzili jednak, inicjując pochówek pary prezydenckiej na Wawelu. Coś, co miało zwieńczyć wielkość Kaczyńskiego, ukazało jego prawdziwy format. Coś, co miało go zrównać z wielkimi Polski, ustawiło go w przedsionku wielkości, jak jego sarkofag o stopień niżej od grobu Marszałka Józef Piłsudskiego.

Continue Reading →

Endeckość w praktyce

 

Nie interesują mnie interpretacje opinii Jarosława Kaczyńskiego, czynione przez zwolenników Prawa i Sprawiedliwości i sprzyjających mu bezkrytycznie dziennikarzy, takich jak Piotr Zaremba, publicysta „Rzeczpospolitej”. Jarosław Kaczyński napisał to w swoim „Raporcie…”, że śląskość” jest pewnym sposobem odcięcia się od polskości i przypuszczalnie przyjęciem po prostu zakamuflowanej opcji niemieckiej – i nic tego nie tłumaczy, ani to, że wcześniej były inne zdania, a tym bardziej to, że mówił to w kontekście kaszubskiej tożsamości Donalda Tuska.

Gdyby Jarosław Kaczyński potrafił posługiwać się krytycznie wiedzą historyczną i politologiczną, choćby nawet na poziomie Wikipedii, to zajęłoby mu nie więcej, niż 15 minut, aby zrozumieć, że tożsamości śląskiej nie zniszczyli ani Niemcy z pod znaku Bismarcka, ani hitlerowcy, ani władze komunistyczne. Demokratyczne państwo polskie również przez okres 21 lat nie zrobiło nic, aby mit jednolitego (czytaj: centralistycznego) państwa zmienić w państwo pluralizmu regionalnego, gdzie interesy społeczne są realizowane świadomie przez świadome swoich małych, własnych ojczyzn, grupy obywateli. A ta świadomość może mieć wymiar środowiskowy, kulturowy, religijny, wspólnoty języka, wspólnoty dziejów, czy poczucia przynależności do narodu. I naród śląski istnieje, niezależnie od zapisów polskiego prawa i wyroków sądowych to kwestionujących, jeżeli istnieje świadomość narodowa, kształtująca własną zbiorowość. Ślązacy mają prawo do nazywania się narodem, ponieważ łączy ich język, wielowiekowa historia, własna kultura i to, że mieszkają od wieków na Śląsku.

Continue Reading →

Zakupy Prezesa

Stery politycznego marketingu w Prawie i Sprawiedliwości po Adamie Bielanie i Michale Kamińskim przejęli „młodzi, zdolni”, ale niekoniecznie bystrzy i profesjonalni – Adam Hofman i Mariusz Kamiński. Efekty widać, ale dalekie od zamierzeń.

W ramach „zbliżenia z narodem” i odegrania się na politycznym wrogu, Donaldzie Tusku, Jarosław Kaczyński udał się do sklepu spożywczego, aby pokazać, jak zmieniły się warunki cenowe od czasu słynnej, przegranej zresztą przez niego, debaty telewizyjnej, w której szef PO zaskoczył pytaniem o ceny artykułów spożywczych. Kaczyński udał się do sklepu osiedlowego, ale dla pewności efektu nie swojego, ale w innej dzielnicy, i jak się później okazało – najdroższego sklepu w Warszawie. Zakupił kilka podstawowych artykułów spożywczych, zapłacił kwotę ponad 55 złotych i po wyjściu ze sklepu, w otoczeniu stada dziennikarzy oświadczył, że „za jego czasów” ceny były dwukrotnie mniejsze. W akcie zakupu kontrolowanego towarzyszyli mu partyjni towarzysze (i towarzyszki), co by prezes się nie pogubił.

Continue Reading →

Gry prezydenckie

Jedno zdanie, jakie wypowiedział w wywiadzie dla tygodnika „Newsweek” prezydent Bronisław Komorowski, wzbudza duże emocje. To zdanie brzmi – Mam suwerenne prawo wybrać kandydata na premiera. Lider zwycięskiej partii ma największe szanse, ale nie ma gwarancji. I zostało ono jednoznacznie ocenione jako sygnał pod adresem Jarosława Kaczyńskiego, że prezydent nie powierzy mu teki premiera, jeżeli jego formacja zdobędzie największą liczbę głosów. Potwierdza to zresztą jeden z autorów wywiadu, Andrzej Stankiewicz, uważając , że właśnie takie są intencje Bronisława Komorowskiego – pokazanie PiS, że wygrana arytmetyczna nie oznacza wcale zwycięstwa.

Komentatorzy zauważają, że byłoby to wbrew obyczajowi parlamentarnemu, gdzie prezydent desygnuje na premiera szefa zwycięskiej partii, lub osobę wskazaną przez niego (casus Kazimierza Marcinkiewicza). Z drugiej strony prezydent tylko przypomniał, że to jego pełne prawo konstytucyjne, a dodatkowo dał sygnał, że czuje się politykiem w pełni autonomicznym. I ten sygnał skierowany był także w stronę Donalda Tuska.

 

Continue Reading →

Młody, zdolny…

Zabierając się do tekstu, należy zrobić analizę dostępnych materiałów, co dziś nazywa się po polsku „researchem” (nie mylić z ziemkiewiczowskim „riserczem”). Dziś to dość łatwe, bo jeżeli nie piszemy materiału głęboko naukowego, to wszystko jest praktycznie dostępne w sieci internetu. Dziś postanowiłem zająć się postacią młodego prawnika, z ambicjami politycznymi, choć się od nich odżegnuje, Marcina Dubienieckiego.

Tyle się mówi, pisze, że wokół Prawa i Sprawiedliwości nie ma młodych, zdolnych, wykształconych, aspirujących do miana elit. I taki się pojawił, Marcin Dubieniecki. Przyjrzyjmy mu się.

Po wpisaniu imienia i nazwiska naszego bohatera w najpopularniejszej wyszukiwarce internetowej, informacje o Marcinie Dubinieckim wyskakują na stronach obficie. Na pierwszym miejscu są portale typu pudelek.pl, kozaczek czy inny pomponik, zaraz za nimi wysypują się linki do stron największych tabloidów, a potemto już poważne tytuły. Tylko, ze te poważne tytuły kierują linkami do artykułów o działalności naszego bohatera nie wiele mającej wspólnego z czystą polityką, nie mówiąc o jego działalności adwokackiej, czy doradczej, ale raczej do niezbyt chlubnych informacji z obrzeży, żeby nie powiedzieć – z marginesu.

Młody, zdolny zięć zmarłego prezydenta, Lecha Kaczyńskiego jest obiektem zainteresowania mediów, ale niekoniecznie, tak jakby sobie tego życzył. Najpierw pokazywano go lekko z boku, jako męża zbolałej po śmierci pary prezydenckiej córki Marty. Potem pan Marcin szukał już sam kontaktów z mediami, wypowiadając się na temat katastrofy smoleńskiej, z nader śmiałymi tezami, a nawet, jak na prawnika przystało, wnioskami, jak choćby ten, że polskim śledczym przydałby się żydowski, dobrze ustawiony doradca prawny albo, że zamach na samolot prezydencki nie jest wcale wykluczony, oczywiście ze strony „wiadomych sił”. Następny etap aktywności, to promowanie siebie i swojej żony w dziedzinie polityki, poczynając od dywagacji o starcie w wyborach parlamentarnych, na premierostwie kończąc. Dubienecki nie tylko widział swoją żonę nie tylko jako strażnika i spadkobiercę spuścizny Lecha Kaczyńskiego – on widział siebie jako zstępcę politycznego Jarosława Kaczyńskiego. Następne odcinki serialu, to te, kiedy Dubieniecki zostaje już samorzutnie odkryty jako zdolny prawnik, szybko znajdujący drogę do ułaskawienia małego hochsztaplera przez swojego teścia, a następnie zdolny biznesmen, który z tym samym człowiekiem, oczywiście już nieskazitelnie czystym, robi interesy. Epilogiem serialu z główną, skomplikowaną rolą naszego bohatera jest odcinek, w którym wymienia on ciepłe opinie z dziennikarzami, takie jak „niech pan się ode mnie odp…”. Na koniec wygląda na to, że mecenas Dubieniecki nie jest zadowolony z tego miniserialu (niecały rok), ponieważ ostatnio na lewo i prawo komunikuje, że spotka się ze scenarzystami w sądzie. Nie wiem, czy uważa, że został źle obsadzony, czy gaża była za mała, czy może ci, do których adresowany był serial, nie zrozumieli przesłania.

 

Continue Reading →

Scenariusze realne i nierealne

Z reguły scenariusz jest zawsze podobny; najpierw doprowadzenie do kryzysu, do konfrontacji, później, kiedy grunt jest już przygotowany, należy przeprowadzić atak. Atak wprost i z flanki, wspomagany mediami, na rozbicie Platformy Obywatelskiej, lub wepchnięcie jej w ręce tej złej lewicy. Tylko, że lewica nie jest już taka zła, a do tego groźba reemisji choroby społecznej, pod nazwą „IV RP” jest jak najbardziej realna.

Przy każdym kryzysie politycznym ten scenariusz był do tej pory realizowany. Tak było w roku 2006, kiedy po raz pierwszy chwiała się koalicja PiS z LPR i Samoobroną. Tak jest tym razem, kiedy mamy do czynienia z wewnętrznym, ostrym konfliktem w szeregach PO, zafundowanym sobie głównie przez samego Donalda Tuska. Jednak do rozłamu i podziału partii nie dojdzie, ponieważ wszystkie strony sporu, reprezentowane personalnie przez premiera, marszałka Sejmu, Grzegorza Schetynę, ministra Cezarego Grabarczyka i prezydenta Bronisława Komorowskiego, zdają sobie sprawę, że oznaczałoby to kres partii w tej formie i pójście prostą , acz pochyłą drogą, jaką swego czasu poszedł AWS i nieboszczka Unia Wolności. To byłaby kompromitacja polityczna wszystkich stron. Na szczęście, główni aktorzy, Schetyna i Tusk, są realistami, pragmatykami i państwowcami, w związku z tym porozumienie musi nastąpić i to wcale nie w wyniku kompromisu, ale uzgodnienia planu działania wyborczego i konsensusu partyjnego.

Próby rozbicia Platformy Obywatelskiej to również próba przejęcia jej elektoratu, a jednocześnie próba wpływu na elektorat lewicy. Operacja wygląda na inteligentną, ale jest wyjątkowo przejrzysta. Patrząc na sondaże przedwyborcze, jeżeli wybory miałyby się odbyć w przeciągu najbliższych tygodni, to różnica pomiędzy PO i PiS-em mogłaby wynosić mniej niż 10%, a trzecią siłą powinno być SLD, z wynikiem pomiędzy 15 a 20%. Scenariusze koalicyjne są różne, ale większość obserwatorów kategorycznie stwierdza, że na pewno nie zostanie zawiązana koalicja POPiS-u. Wprawdzie profesor Jadwiga Staniszkis twierdzi, że gdyby PO pozbyło się Donalda Tuska ze stanowiska szefa partii i powołało w to miejsce Grzegorza Schetynę, to kto wie… Dziwne, ale scenariusz, że to Jarosław Kaczyński może opuścić fotel prezesa swojej partii nie jest rozpatrywany. Choć prawie wszyscy twierdzą, że brak zdolności koalicyjnej tej formacji jest spowodowany osobą jej szefa.

Continue Reading →

Pisać każdy może

Mamy kolejny dowód na to, jak polskie media zajmują się tematami zastępczymi, jak polityka wizerunkowa i marketingowej narracji zdominowała przekaz. W momencie, kiedy rośnie dług publiczny, kiedy trwa dyskusja o OFE i reformie systemu emerytalnego, od trzech dni z czołówek portali informacyjnych, gazet i pasków informacyjnych telewizyjnych nie schodzi informacja pod tytułem – „Jarosław Kaczyński założył bloga”.

Byłoby pół biedy, gdyby analizie podlegała sprawa tego, co na tym blogu zostało zamieszczone i jaka to ma wartości – nie, tematem jest głównie to, czy jest samodzielna działalność prezesa Kaczyńskiego, czy jednak może to jest działalność jego politycznych pomocników, choć znając jego awersję nie tylko do samego internetu, ale również do nowoczesnych technologii, są to dywagacje pozbawione sensu. Już sam fakt, że choć pod jego tekstem zamieszczono ponad 1500 komentarzy, głównie od jego fanów, to nie ma ani jednej jego własnej adnotacji, świadczy o tym, że mamy do czynienia z kolejnym politycznym, internetowym słupem ogłoszeniowym. Zresztą materiał zamieszczony na blogu, pod tytułem „Nowoczesny patriotyzm gospodarczy” jest transkrypcją jego przemówienia, wygłoszonego na konferencji gospodarczej Prawa i Sprawiedliwości trzy tygodnie wcześniej, o czym nie informuje żadna notatka, nie mówiąc o linku.

Continue Reading →

Rekonstrukcja i rewitalizacja

Donalda Tuska od kilkunastu dni nie ma w mediach, Grzegorz Schetyna na urlopie narciarskim, prezydent Bronisław Komorowski praktycznie na tematy krajowe się nie wypowiada, a głównym problemem polskich dziennikarzy jest Platforma Obywatelska, konflikty w niej, spadek popularności. Uzdrowicieli i „wujów – dobra rada” dla PO jest bezliku. Problem polega nie na tym, co zrobić teraz, ale na tym, aby się zastanowić, co spowodowało tak potężny kryzys zaufania do rządzącej partii, rządu i samego Donalda Tuska, bo dziś źle jego pracę ocenia już ponad 50% respondentów badań opinii publicznej.

Niektórzy wskazują na przyczyny polityczne i ekonomiczne, te podstawowe, które łatwo dostrzec. Początkiem była tak zwana afera hazardowa, następnie katastrofa smoleńska i wszystkie z tym związane zagadnienia, z raportem MAK na czele, następnie chaos na kolei, no i sprawy związane z quasi reformą emerytalną, czyli „zamachem” na fundusze OFE. Innym powodem problemów PO mają być konflikty wewnętrzne, pomiędzy Donaldem Tuskiem i jego zapleczem, a niegdysiejszym bliskim przyjacielem, Grzegorzem Schetyną. Jeżeli dodamy do tego katastrofalne wypowiedzi i zachowania niektórych polityków PO (senator Roman Ludwiczak – słynne taśmy wyborcze, żarty Roberta Węgrzyna z gejów, czy odebranie prawa do leczenia emerytom przez Joannę Michę) i seryjne gafy prezydenta, to otrzymamy obraz partii… obciachowej. Wszytko to miało spowodować odwrócenie się wyborców od partii rządzącej i zakwestionowanie jej wiarygodności, odsunięcie się elektoratu miejskiego, inteligenckiego, wykształconego.

I tu właśnie należy szukać refleksji – dlaczego Platforma Obywatelska przestała traktować swój elektorat jako rzecz – oprócz państwa, rzecz jasna – najważniejszą.

Continue Reading →

Co zrobiłeś dla PO?

Platformie Obywatelskiej spada w sondażach poparcia, tak samo jest z rządem i zapewne następne wyniki pokażą, że również wskaźniki zaufania dla Donalda Tuska będą dużo niższe, niż jeszcze 2, 3 miesiące temu. Sprawa OFE, raportu MAK-u, bałagan kolejowy kłótnie w partii, które już rozgrywają się nie w gabinetach, lecz w mediach i via media, powodują to, że od PO odwracają się nie tylko okazjonalni zwolennicy, ale również ekonomiści, ludzie młodzi, intelektualiści, ludzie środowisk twórczy i opiniotwórczych.

Marcin Meller, redaktor naczelny „Playboya”, osoba może nie tyle wpływowa, co znana w „środowisku”, w dość emocjonalnej notatce umieszczonej na Facebooku ogłosił, że na Platformę już nie zagłosuje. Bo afera hazardowa, bo „Miro”, bo nie wyciągnięcie konsekwencji wobec Bogdana Klicha za katastrofę smoleńską, za inwigilację dziennikarzy. Ten głos odebrano jako reprezentatywny dla wspomnianego środowiska, młodych i średnio zaawansowanych wiekowo inteligentów miast. Dziennikarze, prawnicy, ekonomiści, studenci, pracownicy korporacyjni. A o tym, że Meller ma rację i jest wyrazicielem szerszej grupy mają świadczyć setki głosów poparcia pod jego notką.

Meller ma rację, ale jak to zawsze – racja nigdy nie jest po jednej ze stron. Rzeczywiście, problemy przedstawione przez niego rzutują na wizerunek tej partii, problemy są zamiatane pod dywan. Donald Tusk, który jak się wydaje, stracił wyczucie nastrojów społecznych, a do tego jego doradcy popełniają błędy, nie wziął pod uwagę tego, że przegrać można nie tylko z powodu przeprowadzenia radykalnych reform, ale również z powodu ich zaniechania. Podobnie jest z obroną złych urzędników i ministrów – trzeba ich bronić, póki jest z tego korzyść polityczna. Widać wyraźnie, że obrona kilku osób z rządu może doprowadzić całą partię nawet do przegranych wyborów.

Continue Reading →

Pampersi w ataku

W zalewie informacyjnym, jaki dochodzi do uszu i oczu odbiorcy, z radia, telewizji, internetu, a który coraz częściej przybiera formę infotainmentu, konieczne jest uporządkowanie tego strumienia. Czymś takim jest tradycyjna prasa, a przede wszystkim tygodniki opinii. To właśnie w nich informacja newsowa jest weryfikowana, skomentowana i nabiera jakości, a nie jest tylko 24-godzinnym bytem, czasem nawet krótszym. Na rynku polskim jest kilka poważnych tygodników, o wieloletniej tradycji, począwszy od najstarszych, „Polityki” i „Przekroju”, z wieloletnią historią, na importowanych formatach, takich jak „Newsweek”, kończąc.

Pojawił się właśnie nowy tygodnik, wydawany przez „Presspublikę”, pod nazwą „Uważam Rze”, z podtytułem ‘Inaczej pisane”. Tytuł wiadomo do czego się odnosi, ale jaki jest jego sens i jakość marketingowa – tego odkryć nie sposób. Naczelnym tygodnika jest Paweł Lisicki, ale „wstępniak” został napisany przez Michała Karnowskiego, jego zastępcę, i to on będzie tu rządził. Trzon redaktorów i komentatorów stanowią dziennikarze „Rzeczpospolitej”, z dodatkiem „przyjaciół królika”, czyli podstarzałych już tak zwanych „pampersów”. „Pampersami” nazywano środowisko młodych dziennikarzy i publicystów, którzy weszli do mediów po roku 1989, często bez przygotowania zawodowego, za to z wielkimi aspiracjami . To oczywiście uproszczona kategoryzacja, ale dobrze określa ona zarówno talenty, jak i ambicje tego środowiska. Uzupełnieniem redakcji są dwaj wysłużeni publicyści, Janusz Rolicki i Jerzy Jachowicz, mający lata świetności już za sobą…

Paweł Lisicki zapowiadał, że nowy tygodnik będzie prezentował stanowisko „konserwatywno-liberalne w debacie publicznej o najważniejszych wydarzeniach”. Pierwszy numer jednak pokazuje, czym „Uważam Rze” będzie – to jednoznacznie krytyczne pismo wobec Donalda Tuska, PO, rządu, urzędu prezydenta Bronisława Komorowskiego. Tak jak swego czasu powstał „Dziennik” Roberta Krasowskiego, mający wspierać ideę POPiS-u, tak nowe wydawnictwo powołano do walki politycznej z Platformą Obywatelską. To pismo wyborcze, rzecz by można „frontowe”. Bracia Jacek i Michał Karnowscy, Rafał Ziemkiewicz, Piotr Zaremba, Piotr Semka, Igor Janke, Bronisław Wildstein, Piotr Gursztyn i, jak zwykle dość przaśnie dowcipna spółka Mazurek/Zalewski, gwarantuje odpowiednie podejście, w dobrze znanym stylu „niezależnego dziennikarstwa”, co w tym wydaniu jest pojęciem satyrycznym.

Continue Reading →

Bez alternatywy

Od pewnego czasu komentatorzy polskiej sceny politycznej zwracają uwagę, że konflikt pomiędzy dwoma partiami postsolidarnościowymi, Platformą Obywatelską i Prawem i Sprawiedliwością, niszczy polską polską politykę, a państwo stawia w sytuacji groźnego dryfu. Permanentna (od ponad 5 lat) wojna polsko-polska zastąpiła rzeczową dyskusję, relacje pomiędzy Donaldem Tuskiem i Jarosławem Kaczyńskim zabierają więcej czasu i sił, niż rzetelne dyskusje o państwie. Pisze o tym między innymi Robert Krasowski („Klasyczny pojedynek potworów”, Rzeczpospolita, 2. lutego 2011).

Robert Krasowski twierdzi, że oceniający polską politykę są zakładnikami tego układu, gdzie muszą opowiedzieć się po jednej ze stron, rządzących, lub opozycji, ponieważ zgodnie z logiką gry politycznej, któraś ze stron powinna mieć rację w sporze i diagnozie konkretnych sytuacji. Jeżeli natomiast nie ma racji żadna ze stron – to powinna się pojawić na scenie politycznej trzecia opcja, która siłą argumentów powinna przełamać pat polityczny, a w rezultacie nawet przejąć władzę. Jednak w Polsce od wielu lat jest to niemożliwe, ale Krasowski już nie opisuje, co jest tego powodem. A powodów jest kilka, między innymi ordynacje wyborcze, zasady finansowania partii, a także wpływ mediów na debatę polityczną. To powoduje, że komentatorzy (strukturalnie, jak to określa Krasowski) muszą się opowiedzieć po jednej ze stron, dopasowując własne standardy oceny do politycznej oferty. Powoduje to spętanie, w której kontrolę nad oceną sytuacji politycznej przejmują sami politycy.

Jako przykład Robert Krasowski przytacza raport MAK, reakcje na niego i stosunek obu ze stron. Donaldowi Tuskowi zarzuca, że zlekceważył sprawę wyjaśnienia okoliczności katastrofy smoleńskiej, pozwalając na to, aby Rosjanie nas ograli i wykorzystali w grze politycznej. Przyniosło to nie tylko wymierną szkodę polityczną Tuskowi, ale również osłabiło prestiż i zaburzyło logikę państwa. Drugiej stronie, personalnie Jarosławowi Kaczyńskiemu, zarzuca, że we własnym, ściśle określonym politycznym celu, tak rozgrywa sprawę smoleńską, aby państwo do końca skompromitować. Śmierć prezydenta ma służyć budowie jego politycznego mitu, jednocześnie będąc symbolem upadku Polski, pod rządami Donalda Tuska. Kaczyński „prywatyzuje” katastrofę smoleńską i śmierć pierwszego obywatela państwa, dążąc do upokorzenia i pogrążenia państwa.

Continue Reading →

Nie ma ucieczki do przodu

Dwa sondaże opublikowane przed media tego samego dnia pokazują, że Platforma Obywatelska traci poparcie. Rozpiętość wyników obu sondaży jest tak duża, że nie warto ich nawet głębiej analizować. Nie wiemy nic na temat metodologii, próby, nie mówiąc o trendzie. Po co? Najważniejsze dla przeciwników PO, rządu i Donalda Tuska jest to, że spada… Radość jest jednak przytłumiona, bo Prawu i Sprawiedliwości… nie rośnie. A nie rośnie, bo w ubiegłym tygodniu opublikowano sondaż, gdzie Jarosław Kaczyński został po raz kolejny oceniony jako polityk, który nie budzi zaufania. To też nie jest żaden trend, ale constans – Kaczyński ma twardy negatywny elektorat od lat, którego nic nie przekona, nawet to, że czarne nagle może się zmienić w białe…Trudno więc sądzić, że wyborcy PO zwrócą się ku partii, której spiritus movens jest Kaczyński.

Ale, ale… rośnie za to SLD. I to do takiego poziomu, jakiego nie miała ta formacja od lat. W jednym sondaży otrzymała 19% poparcia, co pozwoliłoby jej zapewne na wejście do rządu. Jakiego? No, to jest otwarte pytanie, ponieważ PO nie mówi nie, a Jarosław Kaczyński zawsze wprawdzie twierdził, że że „nigdy więcej nie wolno już rozmawiać z ludźmi o marnej reputacji”, ale czego się nie robi dla „państwa i narodu”, czyli dla władzy. Jednak byłby to scenariusz dla lewicy zabójczy, co Grzegorzowi Napieralskiemu na pewno starzy działacze wytłumaczą.

Spadek notowań Platformy tłumaczony jest złą oceną społecznego odbioru zmian dokonywanych w sprawie struktury systemu emerytalnego, czyli obcięcia środków przeznaczonych dla OFE. Ponoć zabiera się nam, przyszłym emerytom, w ten sposób cześć wypracowanych przez nas samych świadczeń i oddaje znów ZUS, czyli państwu, któremu z zasady nie wierzymy. Szkoda jednak, że nikt nie poważy się podać rzetelnych wyliczeń, ile to OFE zarobiło dla nas przez 11 lat ponad wartość lokat bankowych i oprocentowania obligacji państwowych (a nie zarobiło nic…), a także nie mówi się o tym, że ta zmiana, czyli zmniejszenie odpisu, to nic innego, jak zmiana zapisu księgowego. Więcej – OFE nadzorowane są przez Powszechne Towarzystwo Emerytalne… instytucję państwową, która sztywno określa, jaka część środków ma być reinwestowana, a jaka ma pójść na zakup obligacji.

Continue Reading →

Kłamstwo o kłamstwie

Kampania do jesiennych wyborów parlamentarnych już się zaczęła. Będzie ona brutalna, prowadzona bez żadnych skrupułów. Dwaj główni przeciwnicy na scenie politycznej, Prawo i Sprawiedliwość i Platforma Obywatelska będą ją toczyć wokół wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Inne zagadnienia, sprawy społeczne i ekonomiczne zejdą na plan dalszy. To będzie kampania kłamstw, oszczerstw, pomówień.

Osią kampanii będzie kłamstwo smoleńskie, a właściwie kłamstwo o kłamstwie. Jarosław Kaczyński już wie, że mit Lecha Kaczyńskiego, który próbowano zaszczepić, nie przyjmuje się. Mało jest takich, którzy przekonali się, że prezydentura Kaczyńskiego była tą najlepszą w historii III RP. Teraz należy Polakom wmówić, że na Lechu Kaczyńskim dokonano zamachu. W zależności od tego, jak informacje o okolicznościach i przyczynach katastrofy się zmieniają, zamach był dokonany przy pomocy sztucznej mgły, bomby termicznej, zakłóceń urządzeń pokładowych, kończąc na kontrolerach rosyjskich sterowanych z Moskwy. Te kłamstwa i insynuacje skierowane są do zwolenników Prawa i Sprawiedliwości, którzy mają zostać przekonani, że żyją w niesuwerennym kraju, sterownym przez układ zależności Donalda Tuska i Moskwy. Wrogiem dla zwolenników PiS stają się nie tylko zwolennicy Platformy Obywatelskiej, ale również instytucje państwa.

Donald Tusk i jego zaplecze zlekceważyło zagrożenie, jakie niesie za sobą kwestia wyjaśnienia okoliczności katastrofy. Miękka i nerwowa reakcja na raport MAK, niespójna i źle adresowana odpowiedź komisji Millera – to punkty dla Prawa i Sprawiedliwości, któremu udało się narzucić na nowo temat debaty publicznej. Świetnie to czuje np. Jacek Kurski, który stwierdził, że ostra retoryka smoleńska lepiej integruje nasz elektorat”. Kompletnie nie ma znaczenia, że Prawo i Sprawiedliwość nie zbudowało spójnej i jednoznacznej hipotezy zamachu, wystarczy, że insynuacje „Gazety Polskiej”, „Naszego Dziennika”, wspierane autorytetami Andrzeja Zybertowicza, Zdzisława Krasnodębskiego, czy wieszcza nowej apokalipsy, J. M. Rymkiewicza, przeniknęły do mainstreamu.

Continue Reading →

Raport i dyplomacja

Histeria, jaka się rozpętała po opublikowaniu raportu moskiewskiej komisji MAK pod kierownictwem Tatiany Anodiny, nawet jak na warunki polskie, jest niesłychana. Rosjanie nie uwzględnili polskich uwag (choć zostały one zamieszczone, w formie załącznika, a więc są częścią raportu), nie uwzględnili informacji o błędach i zaniechaniach kontrolerów na lotnisku Siewiernyj, napisali o polskim pijanym generale, naciskach na załogę tupolewa, i do tego śmieli pouczać Polaków, jak latać, jak szkolić pilotów i jakich procedur przestrzegać. Polska została „obrażona, spostponowana, wydana na pośmiewisko”, nie mówiąc, że oszukana.

Tylko, że jeżeli się posłucha i poczyta specjalistów, a nie polityków i ich medialnych pomagierów, to okazuje się, że większość, może nawet 90% raportu, nie odbiega od prawdy, informacji powszechnie już znanych, choćby z wydanych książek, będących dziennikarskimi śledztwami. Co więcej, nie jest to publicystyczna powiastka do czytania przy kominku, ale solidny materiał podbudowany załącznikami, analizami, protokołami. I wbrew pozorom, nie przesądzający o winie kogokolwiek, choć oczywiście nie oddający całości zagadnień. To rosyjski punkt widzenie, zrobiony w interesie politycznym Rosji. Teraz czas na nasze, polskie, własne ustalenia komisji Jerzego Millera i dochodzenie polskiej prokuratury. Czy będą rzetelne? Mam duże wątpliwości, patrząc na tę histerię.

Ustalenie przyczyn katastrofy ma wymiar nie tylko techniczny i organizacyjny, ale głównie polityczny. Od momentu kiedy Donald Tusk przyjął rosyjską propozycję procedowania według Konwencji Chicagowskiej, nabrało to nie tylko wymiaru prawnego i organizacyjnego, ale również politycznego. Szkoda, że premier zdał sobie z tego sprawę dość późno, ponieważ Władimir Putin zapewne wiedział to od samego początku. Z perspektywy czasu widać jednak (również wyciągając wnioski z zachowania komisji MAK), że był to jedyny możliwy do przyjęcia wariant. Jeżeli ustalono by procedowanie na podstawie tak chętnie przywoływanego przez niektórych komentatorów, polityków i prawników polsko-rosyjskie porozumienia w sprawie ruchu samolotów wojskowych i wspólnego wyjaśniania katastrof, to jestem przekonany, że zarówno komisje polska i rosyjska, jak i prokuratury nie doszłyby do porozumienia. A Rosjanie mieliby argument do przeciągania sprawy i procedowania własnym torem – nawet bez polskiego udziału. A tak, uznając, że raport nie jest pełny i do końca rzetelny, pozostaje nam dalej możliwość negocjacji i konsultacji z Moskwą, w ostateczności odwołania się do międzynarodowej organizacji lotniczej.

Continue Reading →

Spodziewany raport MAK

Raport moskiewskiej komisji, MAK, z założenia międzynarodowej, a de facto rosyjskiej, silnie umocowanej na Kremlu nie powinien nikogo, kto uważnie śledził wszystkie dostępne informacje i materiały. Śledził i racjonalnie analizował, bez odwoływania się do teorii spisków, zamachów, bomb termicznych, zakłóceń urządzeń samolotu, czy wręcz podstawienia drugiego tupolewa i uprowadzenie pasażerów. Jest zaskoczeniem jednak dla tych, którzy uważali, że Rosjanie pozostaną bezstronni i przyznają się do swoich błędów. Od razu napiszmy – błędów, które nie były główną przyczyną katastrofy Tu-154M, ale tylko błędów pozwalających polskim pilotom na pójście prostą drogą ku do upadkowi samolotu w podmokłym zagajniku.

Jak wielokrotnie już pisałem, przyczyn katastrofy powinniśmy szukać najpierw u siebie, w Polsce, przed wylotem samolotu, może wiele miesięcy, a nawet lat wcześniej. Bo to, że załoga była nieprzygotowana do tego lotu jest wynikiem wcześniejszych zaniedbań w 36. pułku, polskim lotnictwie, systemie szkolenia. To, że lot się w ogóle zaczął, jest winą nie pilotów, ale tych, którzy zdecydowali, że mają oni lecieć bez sprawdzonej i potwierdzonej prognozy pogody, aktualnych kart podejścia na lotnisko, znajomości statusu i wyposażenia lotniska, braku tak zwanego lidera na pokładzie, nie znając procedur lądowania na wojskowym rosyjskim lotnisku, a przede wszystkim bez programu lotu, zakładającego rozwiązania alternatywne, niż tylko lądowanie na lotnisku Sewiernyj. Jeżeli dodamy do tego presję, jaka musiała lotowi towarzyszyć i brawurę polskich pilotów (pamiętajmy, że lądujący wcześniej polski JAK40 też złamał procedury), to do tej katastrofy dojść musiało.

Na pokładzie samolotu znajdował się zwierzchnik sił zbrojnych, prezydent RP, Lech Kaczyński i generał Andrzej Błasik, przełożony i tak naprawdę dowódca lotu. Piloci samolotu, kpt. Arkadiusz Protasiuk i mjr Robert Grzywa mieli świadomość, na jaką uroczystość lecą, że spóźnieni wylecieli z Warszawy i, że pomimo sygnałów i sugestii rosyjskiej służby naziemnej o odejściu na lotniska zapasowe, niewylądowanie może mieć poważne reperkusje. Raport MAK-U nie myli się w tej części, gdzie sugeruje presję na pilotów. Jest jasne, że dowódca załogi poddany był ogromnej presji. Dowódcą tego statku powietrznego nie był kapitan Protasiuk, lecz prezydent Lech Kaczyński, a jego przedstawicielem w kabinie pilotów był właśnie generał Błasik, a kilkanaście minut wcześniej w kabinie pojawił się dyrektor protokołu dyplomatycznego MSZ, Mariusz Kazana. Pilot doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jakie będą reperkusje, nie tylko dla niego, jeżeli samolot nie przyziemi na smoleńskim lotnisku…

Continue Reading →

Biurokracja trzyma się dobrze

Dwie informacje, podane przez „Dziennik Gazetę Prawną” dziś powinny rozpętać olbrzymią dyskusję ekonomistów, ale nie tylko ich – również przedsiębiorców i szarych obywateli.

Pierwsza mówi, że poziom zadłużenia finansów publicznych osiągnie w roku 2011 ponad 8% PKB (8,2 do 8,5%), zamiast prognozowanych 7,9%. Wpływ na to ma mieć ponoć głównie zadłużenie samorządów. Ale wpływ na budżet państwa, a więc również całość finansów ma także to, o czym donosi dryga informacja. Otóż administracja rządowa, która miała być w wyniku ustawy o redukcji zatrudnienie odchudzona o 20 tys. pracowników, prawdopodobnie zostanie zamiast tego powiększona o następne 30 tys. Jak wiemy prezydent ustawę skierował do Trybunału Konstytucyjnego, a administracja już wykorzystuje ten czas (może nawet dwa lata, bo tyle trwa rozpatrzenie skarg w TK) wykorzysta ten czas do podniesienia bazy, od której mają nastąpić zwolnienia. Bo przecież ustawa nie realizuje projekty racjonalizacji zatrudnienia, lecz nakazuje tylko obligatoryjnie zwolnić 10% zatrudnionych.

Sprawna administracja, kompetentni, wykształceni urzędnicy są państwu potrzebni. Administracja dostosowana do potrzeb społeczeństwa, biznesu. Ale zbyt rozrośnięta staje się samonapędzającą machiną, z własnymi celami i powielającymi się zadaniami. Po przekroczeniu pewnego progu zaczyna żyć w oderwaniu od realnych potrzeb i staję potworem biurokracji. Głównym powodem powstania takiego potwora jest prawo, które mnożąc przepisy, regulacje, koncesje, kontrolę i sprawozdawczość napędza administrację, która z kolei tworzy nowe regulacje, zalecenie, wnioski kontrolne i pokontrolne… i każe tworzyć nowe sprawozdania, raporty i dalsze regulacje. Administracja, mająca pełnić rolę usługową staje się machiną biurokratyczną, która czerpie pieniądze z budżetu, a często wprost z naszych kieszeni. I dodatkowo podporządkowuje sobie coraz większą sferę instytucji państwa, a także biznesu. Warto by spytać lekarzy, nauczycieli, ile czasu spędzają nad papierami…

Continue Reading →

Dźwignie polityczne Jarosława Kaczyńskiego

Kilka lat temu Waldemar Kuczyński, ekonomista, polityk i wreszcie publicysta, w dość emocjonalnym wpisie na swoim blogu życzył Jarosławowi Kaczyńskiemu, aby Polska pod jego rządami popadła w kryzys, marazm i aby dopadły ją wszelkie plagi upadku gospodarki. Oczywiście opinia i „życzenia” Kuczyńskiego spotkały się z gwałtowną krytyką i potępieniem. Kuczyński prawie natychmiast wycofał się ze swojego wpisu i gorąco przeprosił za nieprzemyślane, niegodne szacownej siwizny, kibolskie stwierdzenia. Ale jest mu to pamiętane do dziś…

Kiedy partia opozycyjna buduje swoją strategię polityczną i wytycza drogę politycznego działania w oparciu o rachuby kryzysu państwa, jego instytucji, gospodarki, finansów i załamania się w wielu sferach zależnych od Skarbu Państwa – to nikt jakoś nie załamuje rąk i nie wzywa do opamiętania się. A tak działa od dawna Prawo i Sprawiedliwość, które buduje swoją pozycje w elektoracie na dwóch filarach, które trudno nazwać „pro-motywacyjnymi”. Pierwszy to oczekiwanie na nieunikniony krach fiskalny państwa, który ma przerodzić się w zapaść gospodarczą, drugi to budowanie narracji politycznej, opartej o tragedię smoleńską, w której to winnymi są obecnie rządzący państwem politycy Platformy Obywatelskiej.

Prawo i Sprawiedliwość, partia ponoć prospołeczna, republikańska i zwolenniczka socjalnego wspierania warstw najuboższych, nie bierze w swoich rachubach tego, że kryzys gospodarczy, który nieuchronnie będzie powiązany ze wzrostem bezrobocia, dotknie głównie obywateli gorzej uposażonych, słabiej wykształconych, mniej mobilnych, a bardziej socjalnych. Wyborców PiS-u… Proste założenie , że na ruinach gospodarczych III RP powstanie nowy porządek społeczny i wystraszeni i zagubieni obywatele oddadzą władzę w ręce Jarosława Kaczyńskiego jest założeniem, że zbiorowa mądrość „narodu” uległa zachwianiu. Na szczęście, z reguły w obliczu kryzysu ludziom wraca rozum i nie oddają władzy w ręce populistów, ale raczej tych, którzy potrafią sobie z kryzysem poradzić. Tym, którzy problemy ekonomiczne (nawet kosztem wyrzeczeń) będą potrafili rozwiązać. Dlatego wybiorą raczej Balcerowicza, niż Beatę Szydło, dlatego będą chcieli raczej oddać swoje pieniądze, niż przyjąć nic nie warte obietnice… Ta rachuba Jarosława Kaczyńskiego do władzy nie przywróci.

Continue Reading →

  • Facebook