Koniec wyborów, początek kampanii.

Wybory samorządowe się skończyły. Wyniki generalne, w skali całego kraju, nie są zaskoczeniem. Platforma Obywatelska wygrała wybory w większości sejmików wojewódzkich i w wielu dużych miastach, a tam gdzie wygrało Praw i Sprawiedliwość, trudno mu będzie stworzyć koalicję. Nawet na Podkarpaciu, tradycyjnym pisowskim bastionie, to raczej PO i SLD będzie rządziło. Potwierdza się również prymat polityki partyjnej na szczeblu wojewódzkim i wielkich miast, gdzie wielka czwórka PO, PiS, SLD i PSL rozdaje karty. Tylko w kilku miastach do rad miejskich wejdą przedstawiciele lokalnych komitetów.

PO będzie miało przewagę około 10% nad PiS, SLD uzyska około 15, PSL ponad 13. Te wyniki, przekładając na obraz sceny politycznej wskazują, że Prawo i Sprawiedliwość nie ma szans na powrót do władzy, na zdobycie w przyszłym Sejmie i Senacie liczby mandatów pozwalających nie tylko na przejęcie rządów, ale również na prowadzenie skutecznej polityki opozycyjnej. Jeżeli dodamy do tego to, że nowy ruch polityczny skupiony wokół secesjonistów z PiS ma szansę na wejście do Sejmu – oznacza to, że Platforma Obywatelska, kosztem głównie PiS-u, uzyska możliwość przedstawienia i wprowadzenia zmian w Konstytucji RP.

Continue Reading →

Kto jest najważniejszy?

Wystartowali oficjalnie. Nie wiemy nawet ostatecznie, jak ruch społeczny, stowarzyszenie będzie się nazywało, ponieważ są inni pretendenci do nazwy „Najważniejsza Jest Polska”, choć nie wiadomo, czy oficjalnie zarejestrowani. Problemy prawne jednak są w tym przypadku sprawą drugorzędną. Ważniejsze jest to, czy uda im się zbudować najpierw stowarzyszenie, równolegle do tego klub parlamentarny, struktury regionalne, zdobyć fundusze, utrzymać zainteresowanie mediów, no i najważniejsze i najtrudniejsze – zdobyć elektorat. Bo nawet najbardziej ciekawy program i ambitne cele wartości nabierają wtedy, kiedy mogą zaistnieć warunki do ich realizacji. W demokracji odbywa się to poprzez uzyskanie poparcia umożliwiającego wejście do parlamentu. Joanna Kluzik-Rostkowska wczoraj już oficjalnie została liderem ruchu. To ona przedstawiła deklarację programową stowarzyszenia, które będzie ścieżką wiodącą ku formacji politycznej. Nie można było tkwić w stanie zawieszenia, formuła stowarzyszenia jest elastyczna i organizacyjnie i finansowo.

J​ak lokuje się nowa formacja? Oświecona centroprawica, konserwatywna społecznie, ale z rysem opiekuńczym, niekoniecznie wcale liberalna ekonomicznie. Więcej z deklaracji wygłoszonej w warszawskim Hotelu Europejskim nie da się odczytać. Natomiast wiadomo, że politycznie nowa partia będzie chciała być alternatywą zarówno wobec Platformy Obywatelskiej, jak i Prawa i Sprawiedliwości. Nie przypadkowo ogłoszenie politycznego przesłania odbyło się tuż przed wyborami samorządowymi i w trzecią​ rocznicę zaprzysiężenia rządu Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Oczywiście, dystans od obu największych partii politycznych w Polsce nie oznacza w przyszłości współpracy z nimi, co jednak w przypadku kiedy na czele Pis stoi Jarosław Kaczyński trudno sobie wyobrazić.

Continue Reading →

Pętla

Usunięcie z Prawa i Sprawiedliwości dwóch posłanek, Joanny Kluzik-Rostkowskiej i Elżbiety Jakubiak, jest komentowane na różne sposoby. Próbuje się zastosować do tego aparat pojęciowy politologii i socjologii społecznej, a sprawę ułożyć w kontekście demokratycznej gry politycznej. To błędne podejście. Działania Jarosława Kaczyńskiego należy rozpatrywać metodami znanymi z psychologii, może psychiatrii – a może nawet mitologii.

Kaczyński wyrzuca z partii liberałów, nie przypadkiem kojarzonych ze zmarłym bratem, Lechem. I Jakubiak i Kluzik-Rostkowska, w różnych okresach, ze zmarłym prezydentem współpracowały. Zawsze w parze Jarosław-Lech ten pierwszy oceniany był jako ostrzejszy, dynamiczniejszy, bardziej bezwzględny, drugi był bardziej stonowany, koncyliacyjny, wycofany. Coś, jak pan Hyde i doktor Jekyll. Nie ma doktora, bliźniak pozbawiony wsparcia, konsultacji i hamulca, w postaci codziennej porcji rozmów telefonicznych, działa.

Jarosław Kaczyński po przegranych wyborach prezydenckich uznał, że nie ma innej drogi, niż zaostrzenie kursu i radykalizacja. Uznał, że nie ma innego wyboru. Przestał się osobiście interesować tym, czy wróci do władzy. Prowadzi wprawdzie normalną działalność polityczną swojej partii, rządzi, zarządza, ale jest to tylko jedna część. Druga, dla niego najważniejsza, to realizacja testamentu brata i budowa jego mitu. Nie, testamentu politycznego nie ma, Lech Kaczyński nie zostawił wiążącej i ważnej spuścizny politycznej, ten testament został napisany i narzucony sobie przez samego Jarosława Kaczyńskiego. Jest on przekonany, że brat zginął w wyniku nikczemnego spisku, a niewyjaśnione jeszcze okoliczności i przyczyny katastrofy obciążają przeciwników politycznych. Kaczyński poczuł się jedynym sprawiedliwym depozytariuszem pamięci brata i bratowej, no, może jeszcze kilku przyjaciół. Zrobi wszystko, aby katastrofę smoleńską wyjaśnić i aby to wyjaśnienie, niezależnie co wykażą oficjalne dochodzenia polskie i rosyjskie, obciążały przeciwników politycznych. Konkretnych ludzi, z nazwiska i stanowiska. Znamy te nazwiska, już oskarżonych, już winnych.

Continue Reading →

Prawie czyni różnicę

Idea porozumienia partii postsolidarnościowych, zwana POPiS-em jest dla niektórych publicystów i komentatorów stałym tematem dywagacji. Niektórzy twardo twierdzą, tak jak to czyni ostatnio na łamach „Rzeczpospolitej” Piotr Gursztyn, że obie formacje właściwie niewiele się od siebie różnią, a jeżeli już, to wynika to raczej z przekory wobec przeciwnika, niż z rzeczywistych różnic programowych. Miałoby tak być na przykład w polityce zagranicznej, gdzie wyraźnie pro rosyjski kurs polskiej dyplomacji ma być tylko wizerunkowym zanegowanie polityki wschodniej Lecha Kaczyńskiego. Gursztyn, tak jak większość „sierot” po POPiS-ie, nie bierze pod uwagę tego, że obie formacje znacznie różnią się od tych znanych z połowy dekady.

Porozumienie PO i PiS miało wcielić w życie idee tak zwanej IV RP, czyli publicystycznego pomysłu politologa, dr Rafała Matyji.  Paradoksem sprawą jest to, że obie partie prezentują się jako formacje prawicowe, jednocześnie odwołując się do czysto socjalistycznego i socjalnego ruchu związkowego, a później politycznego, który u zarania swojej działalności socjalizm chciał reformować, nie myślał o zmianie systemu politycznego, a niepodległościowy i antykomunistyczny kurs został mu nadany przez działaczy innych nurtów politycznych (KOR), co ciekawe, również początkowo o proweniencji lewicowej.

Igor Janke, dziennikarz prawicowy, wydał kilkanaście miesięcy temu zbiór swoich felietonów i publikacji z ostatnich kilku lat, pod tytułem PO-PiSowa kronika upadku. upadku. Już sam tytuł mówi, o czym ten wybór traktuje, ocena tego, co się stało w ciągu ostatnich lat zawarta jest w tytule. Janke napisał w przedmowie, że „koalicja PO-PiS to był tylko sen, z którego trzeba szybko się obudzić”, a minione lata podzieliły tylko elity polityczne w sposób nieodwracalny. Słuszna diagnoza, ale spór o idee POPiS-u i jego upadku toczy się nieustannie o to, kto za to ponosi winę. I tak, jak głębokie są podziały pomiędzy działaczami obu partii, tak również głęboki – i nierozwiązywalny – jest spór, kto za to ponosi odpowiedzialność.

Continue Reading →

Nienawiść i rozsądek

Festiwal deklaracji chęci oczyszczenia języka debaty publicznej i mediów z „mowy nienawiści” jest coraz większy. Każde ugrupowanie, każda stronnictwo, prawie każda gazeta i portal internetowy, stawia sobie za cel wyjaśnienie, co rozumie przez język nienawiści, jak zamierza go powstrzymać i składa petycję, uchwałę, deklarację, solenną obietnicę poprawy i co tam jeszcze można wymyślić…

Prawo i Sprawiedliwość stworzyło deklarację łódzką, w nawiązaniu do morderstwa działacza tej partii, Marka Rosiaka. Jest tak zbudowana, że można z niej sądzić, że śmierć łódzkiego działacza jest wynikiem politycznej nagonki i niechęci do PiS. Nie ma znaczenia, że morderca przygotowywał zbrodnię od roku, w jego samochodzie znaleziono listę polityków z różnych partii, że krążył po Polsce, a nawet w dniu morderstwa był pod biurem posła PO, marszałka Niesiołowskiego. Nie liczy się chęć zatrzymania groźby dalszych tego rodzaju czynów, ale zawłaszczenie tragedii dla bieżącej polityki.

Szkoda, że Jarosław Kaczyński, który zapewne w dużej części jest autorem tego dokumentu, nie wziął pod uwagę, że nienawiść niejedno ma imię, a jej źródła leżą bardzo głęboko. Nienawiść nie zaczęła się od brata Jarosława Kaczyńskiego, Lecha, i nie ma tylko jednego wektora, skierowanego w stronę jego formacji. Mamy prawo żądać od polityka tej miary neutralności i obiektywizmu, jeżeli się chce naprawiać rzeczywistość. Takie postawienie sprawy, jak to czyni Kaczyński, nie jest żadnym naprawianiem życia publicznego, ale dalszą eskalacją konfliktu. Doskonale pokazała to „AntyDeklaracja łódzka”, dokument w formacie, szacie graficznej i idei nawiązujący do materiału PiS, ale pokazujący, że zasoby brutalnego języka i manipulacji po stronie Kaczyńskiego też są olbrzymie. Warto również przytoczyć badania jednej z instytucji badania opinii publicznej, które właśnie partię Kaczyńskiego głównie oskarżają o brutalność w polityce. Licytację, kto więcej razy użył „mowy nienawiści” mogą trwać dalej, tylko do niczego to nie doprowadzi.

Continue Reading →

Polityczny PR, czy szczere działania?

Od bardzo dawna, a może jeszcze nigdy w Polsce postkomunistycznej nie odczułem, że stwierdzenie „państwo neutralne światopoglądowo” ma znaczenie nie tylko dla obywateli, ale również dla rządzących nim polityków. Po raz pierwszy to określenie nie odnosi się tylko do wirtualnej rzeczywistości przekonań natury religijnej, społecznej i filozoficznej, ale także ma konkretny wymiar polityczny, a miejmy nadzieję, że również prawny. Bo przecież neutralność światopoglądowa to także wartość doktryny państwa demokratycznego.

Kościół katolicki głosami swoich biskupów, również w formie formalnych listów do polityków chciał w obliczu dyskusji parlamentarnej wywrzeć polityczny wpływ na kształt regulacji dotyczących zagadnień bioetyki , w tym procedur prawnych i organizacyjnych metody zapłodnienia in vitro.To już nie było tylko zalecenie i przypomnienie o nauce Kościoła katolickiego w tej materii, ale wprost wypowiedziane groźby sankcji, wynikających z Kodeksu Prawa Kanonicznego. To jest próba narzucenia politykom takich rozwiązań, które byłyby zgodne z nauką Kościoła, ale niezgodne z interesem i potrzebami społecznymi. I to jest właśnie podstawowy problem tego głosu Kościoła, a nie sprawy odwoływania się do postaw moralnych polityków, ponieważ moralność jest dla każdego człowieka, a więc również polityka sprawą osobniczą. Nakaz procedowania i głosowania posłów – katolików zgodnie z doktryną Kościoła katolickiego to nic innego jak próba namówienia polityków do sprzeniewierzenia się zapisom Konstytucji RP i ustawie o wykonywaniu mandatu posła i senatora RP. Warto tu zauważyć, że Sejm i Senat, generalnie władza demokratyczną, chcą wprowadzić opcję prawną umożliwiającą dokonanie zabiegów in vitro. Nie jest to prawo przymusu łamania praw moralnych katolików, wynikających z nauczania Kościoła. To jest prawo nie wchodzące w żaden sposób w obszar nauki Kościoła.

Continue Reading →

Naiwność służbowa

Po katastrofie w Smoleńsku wiadomo było, że czekają nas, zgodnie z Konstytucją RP i ustawą o wyborze Prezydenta RP, przedterminowe wybory. Pojawiły się wtedy pomysły, aby dwie główne siły polityczne, formacje postsolidarnościowe, zakopały topory wojenne i powróciły do pewnej formuły współpracy, może nawet POPiS-u, wystawiając w wyborach wspólnego kandydata. Zaczęto lansować teorię przewartościowania politycznego i zgody narodowej, twierdząc, że jest możliwe desygnowanie, siłami wszystkich się liczących partii, jednego kandydata, ponadpartyjnego, społecznego, nie związanego z polityką.Lansowała ten pomysł między innymi wytrawna i doświadczona dziennikarka „Gazety Wyborczej”, Ewa Siedlecka, wskazując na możliwość zaproszenia kogoś z byłych prezesów Trybunału Konstytucyjnego, albo prezesa Sądu Najwyższego. I choć osobiście miałem takiego kandydata, profesora Michała Kleibera, Prezesa PAN i społecznego doradcę prezydenta Lecha Kaczyńskiego, to jednak sam pomysł kandydata nie z pełnego demokratycznego wyboru, nie spodobał mi się.

Teraz również słychać, po morderstwie działacza PiS w Łodzi, że należałoby może powołać rząd fachowców albo nawet rząd zgody narodowej. Takie pomysły ma między innymi Marek Jurek, przewodniczący Prawicy Rzeczpospolitej, słychać te głosy również z pośród polityków Prawa i Sprawiedliwości. Oznacza to, że Platforma Obywatelska i Donald Tusk dobrowolnie mieliby pozbawić się części władzy, a może i całej. Bo przecież i premier i prezydent, według niedawanych słów Jarosława Kaczyńskiego powinni zejść ze sceny… Tylko znów – co ma to wspólnego z demokracją? Czy istnieją przesłanki, aby sądzić, że Ryszard C. działał w imieniu i za namową polityków Platformy Obywatelskiej? Czy odpowiedzialni za konflikt polityczny i język debaty politycznej są tylko politycy PO? A może Polsce zagraża niebezpieczeństwo zewnętrzne, czy konflikt wewnątrzkrajowy? Zagrożona jest stabilność państwa? Nic z takich sytuacji nie ma miejsca. Ryszard C. nie jest terrorystą, nie stoi na czele grupy zbrojnej, nic świadczy o tym, aby był inspirowany przez polityków, siły specjalne PRL, czy nowego Nikołaja Riepnina. Wygląda na to, że morderca z Częstochowy to frustrat, a sam akt zbrodni ma tylko tło polityczne, ale nie jest zamachem dla uzyskania konkretnych celów politycznych. Chyba, że odwoływanie się do niego przyniesie korzyści polityczne konkretnym partiom i politykom.

Continue Reading →

Na własnej scenie

Janusz Palikot, medialny i polityczny happener, wkracza na scenę z własnym spektaklem. Bo przecież czysta polityka to nic innego tak naprawdę, szczególnie w czasach współczesnych, jak przedstawienie, performance i mamienie publiki. Metody, narzędzia i środki ekspresji są różne, ale cele są zawsze takie same – zdobyć przychylność wyborców, która da w rezultacie władzę nad nimi i państwem. Gdzieś w tle jest program. Głównie, jak pokazuje polska praktyka, program wyborczy, który jeżeli zostanie zrealizowany choć w ułamku, to wyborca powinien być happy. Prawdziwe zmiany, czy to w gospodarce, czy życiu społecznym tak naprawdę wymuszają głębokie kryzysy. Nie dotyczy to zresztą również państwa i polityki, ale wszelkich instytucji społecznych, w których uzewnętrznia się ludzka aktywność.

Dziś Kongres Ruchu Poparcia Palikota, na który chciało się akredytować ponad 7000 osób – tylko via internet. Dziś zostanie powołane stowarzyszenie pod nazwą „Nowoczesna Polska”, które zapewne w kilka miesięcy przeistoczy się w partię polityczną. Dziś Janusz Palikot nada temu ruchowi dynamikę. I być może dziś właśnie może właśnie zachwianiu ulegnie dominujący w Polsce układ dwóch zwalczających się partii quasi prawicowych. Jeszcze nie powstała formuła organizacyjna ruchu i partii, a już jedna z agencji badania opinii publicznej wskazała, że ruch Janusza Palikota mógłby uzyskać 4% poparcia w wyborach parlamentarnych.

Sytuacja jest kryzysowa i Palikot zdaje sobie z tego sprawę. Opozycja jest słaba, partia rządząca powoli się zużywa. Zaczyna przypominać partię aparatu, nie ma dynamiki i tak naprawdę unika jak ognia zmian i reform. W sprawach trudnych i drażliwych społecznie Platforma Obywatelska chowa się za Kościół katolicki. Ile można czekać na to, aby wreszcie PO poddało dyskusji sprawę in vitro? Ile czasu mamy się „ekscytować” różnicami w projektach regulacji tej sfery życia posłanki Kidawy-Błońskiej i posła Gowina? Czy ktoś wierzy, że Platforma Obywatelska przyjrzy się interesom i wpływom Kościoła katolickiego w państwie? Przede wszystkim jednak wielu obywateli ma dość wieloletniego konfliktu pomiędzy Platformą Obywatelską i Prawem i Sprawiedliwością, ma także dość miałkości lewicy. Czeka na alternatywę, na trzecią poważną siłę polityczną.

Continue Reading →

Szanse Czesława Bieleckiego

Warszawa to specyficzne miasto, nie tylko dlatego, że „…Hitler i Stalin zrobili co swoje”, jak śpiewa Muniek Staszczyk z „T.Love”. To miasto w którym zanikła tożsamość, gdzie atomizacja społeczna jest wyjątkowa. Ale o duchu Warszawy (a właściwie jego braku…) można by dużo pisać. Powinno się pisać i szukać temu winnych, ale niewątpliwie kręgosłup miasta został przetrącony przez Powstanie Warszawskie.

Dla polityków to miasto szczególne. Nie dość, że stolica kraju, to tak naprawdę jedyne miasto metropolitarne. Stąd wybory samorządowe w Warszawie mają wymiar prestiżowy. Wygrana w Poznaniu, Wrocławiu, nawet w Krakowie nie ma takiego gatunku politycznego, jak w stolicy. Szkoda jednak, że jak do te pory żaden włodarz miasta nie spowodował tego, aby miasto poczyniło krok ku wielkości, odzyskało spójność społeczną, homogeniczność i stało się nowoczesną stolicą, na miarę XXI wieku. Ostatnie inwestycje, czynione przez ekipę Hanny Gronkiewicz-Waltz posuwają sprawę naprzód, ale zbyt powoli. Nie ma jednak żadnych ruchów ku większej integracji miasta i jego bliskiego otoczenia.

Jednym z kandydatów do fotela mera miasta jest Czesław Bielecki. Osoba wyjątkowa, opozycjonista wielce zasłużony, działający nie od roku 1989, ale od lat 60, pierwsze represje spotkały go już w Marcu 1968 roku. Nie epatuje jednak tą swoją „martyrologiczną” kartą życiową, natomiast zachował niezależność i oryginalność poglądów, krytycyzm opinii na różne tematy. To cenne w czasach wszechobecnej poprawności politycznej i plastikowych poglądów. Jest Bielecki poza tym zdolnym architektem i urbanistą, znającym substancję i czujący nerw miasta. To jednak za mało, aby być dobrym kandydatem dla Warszawy.

Continue Reading →

Prawicowa political fiction ma się doskonale

Już od kilku lat mówi się, że polska scena polityczna nie jest dobrze poukładana, że zarówno system wyborczy (ordynacja), jak i zasady finansowania partii politycznych zabetonowały możliwość zmian. Jeżeli nałożymy na to permanentny konflikt dwóch partii postsolidarnościowych, Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości, to wydaje się, że sytuacja jest patowa i zamknięta na lata. Powoduje to, że z jednej strony poważna cześć elektoratu nie ma w polityce centralnej, ale także w samorządach swojego przedstawicielstwa (ponieważ i samorządy lokalne podlegają politycznej grze i rozdzielnictwu), a z drugiej strony do polityki nie przychodzą nowi ludzie, o nowych horyzontach. Na przykładzie polskiego Sejmu widać, że tzw. klasa polityczna podlega stałej degeneracji. Dramatycznie uwidoczniło się to w ostatnim okresie, po katastrofie smoleńskiej, gdzie wielu dobrych polityków, ale również tych nie najlepiej ocenianych, zostało zastąpionych przez jeszcze słabszych.

W Polsce nie powstają partie w formie politycznych start upów, ale raczej przez podział. W ciągu ostatnich dwóch kilku lat mówiło się o tym, że może (i powinna) powstać partia polityczna, która zneutralizuje działania Prawa i Sprawiedliwości na prawej stronie sceny politycznej. Pierwsza tego rodzaju przymiarka miała miejsce jeszcze za czasów rządów Jarosława Kaczyńskiego, kiedy z PiS wyłoniła się partia “jednej windy”, czyli Prawica Rzeczpospolitej Marka Jurka. Inne „poważne inicjatywy polityczne”, to Ruch Przełomu Narodowego, pod kierownictwem Jerzego Roberta Nowaka, oraz, jak się okazało, wirtualna partia i stowarzyszenie, Polska XXI Rafała Dutkiewicza, Kazimierza M. Ujazdowskiego i Jarosława Sellina. Wszystkie te byty miały charakter immanentny dla prawicy, czyli „kanapowy”. Polska prawica, konserwatywna społecznie i racjonalna ekonomicznie , nie ma w tej chwili swojego poważnego przedstawicielstwa. Wielu politycznych komentatorów jednoznacznie oskarża o ten stan Jarosława Kaczyńskiego, który „skradł” prawdziwej prawicy i miejsce na scenie politycznej, i wyborców.

Continue Reading →

Czy czas na nowe partie?

Nie wiem dokładnie, ile partii politycznych działa w Polsce, jak sądzę, jest ich dużo więcej, niż się przypuszcza. Być może nawet  100. Znaczących, parlamentarnych, mających szanse wejść do Sejmu, lub do sejmików lokalnych jest może 10. Czy w związku z tym jest sens, aby powstały nowe formacje polityczne?

W Polsce, w ciągu ostatniej dekady nie powstała żadna poważna formacja budowana praktycznie od zera. Partia Kobiet, choć ma przecież statystycznie ponad połowę potencjalnych wyborców, nie wyszła poza media, nie udało się jej zbudować ogólnopolskich struktur, nie mówiąc o listach wyborczych – ostatnio w zeszłym roku do Parlamentu Europejskiego. Teraz jest zapraszana do współpracy przez lewicę, ale raczej tylko kurtuazyjnie, bo znacznie tej formacji jest żadne. Libertas, pierwsza partia paneuropejska, a jednocześnie sceptyczna wobec instytucji Unii Europejskiej, poniosła klęskę w ubiegłym roku, nie tylko w Polsce. Zresztą trudno nazwać ją w naszym przypadku partią nową, ponieważ w jej skład weszły różnego rodzaju „zmiotki” polityczne z formacji katolicko-endeckich.

Zarówno Prawo i Sprawiedliwość, jak Platforma Obywatelska nie są partiami nowymi, pierwsza jest kontynuatorką Porozumienia Centrum, druga ma korzenie w Unii Wolności i KLD. Jednak tak się złożyło, że obie odnosząc się do spuścizny „Solidarności” w tej chwili zagospodarowują 3/4 głosującego, aktywnego wyborczo elektoratu. To jednak dużo mniej, niż połowa całego elektoratu. Obie partie są tak naprawdę konglomeratami politycznymi, a nie partiami idei, skupiają wokół siebie różny elektorat, niekoniecznie ideowy. Obie formacje, co słusznie zauważył ostatnio politolog dr Rafał Matyja, pozbawione są ideowej tożsamości i w zależności do potrzeb, od politycznego, tymczasowego układu, mogą być i lewicowe, i prawicowe. Ich głównym zadaniem jest pozyskiwanie wyborców, którzy mogą im zapewnić władzę, a nie interesuje ich strategia rządzenia i programy rozwiązywania problemów. Obie formacje w związku z tym nie są zdolne do rozwiązywania problemów społecznych (in vitro, sprawy aborcji, reformy szkolnictwa i ochrony zdrowia, itd.), jak i gospodarczych (reforma finansów publicznych, KRUS, systemy emerytalne). I obie partie kokietują Kościół katolicki…

Continue Reading →

Wymarzona opozycja

Prawo i Sprawiedliwość to wymarzona opozycja dla rządzącej koalicji. Zamiast się zajmować pracą parlamentarną, wzięła się za funeralne igrzyska i jej 120 posłów i senatorów zamierza się bawić dwa razy w tygodniu w rozwiązywanie problemu katastrofy pod Smoleńskiem. Zespół poselski, zwany komisją Macierewicza, od nazwiska przewodniczącego, skutecznie będzie nie tylko odciągał parlamentarzystów od pracy, ale również skupił na sobie media.

I efekty tego już mam; Wczoraj minister Michał Boni zasugerował, że w najbliższym czasie rząd może podnieść wysokość składki rentowej, a także niektórych podatków (w tym VAT – do 25%), w ramach walki z dziurą finansów państwa – a opozycja praktycznie nie zająknęła się na ten temat, choć przecież podniesienie VAT uderza głównie w konsumentów finalnych…Dodatkowo będzie to stymulant inflacyjny.

Prawo i Sprawiedliwość nie ma ochoty przejmować się problemami państwa, nie mówiąc o obywatelach. Jarosława Kaczyńskiego interesuje głównie sprawa „dorwania” Donalda Tuska i ideologiczne hasła, głoszone pod twardy elektorat i media. PiS jest cały czas na wojnie i w kampanii wyborczej. Dlatego właśnie osoby, które w tej formacji znają się na sprawach gospodarczych, społecznych, czy polityki zagranicznej, tacy jak Paweł Poncyliusz, Joanna Kluzik-Rostkowska, Paweł Kowal, zostali odsunięci na tor boczny. Kaczyńskiemu potrzebni są sprawni „żołnierze”, w stylu Joachima Brudzińskiego, czy Marka Kuchcińskiego, a nie ludzie, od których ciężko wyegzekwować pełną uległość.

Kaczyński swoimi wypowiedziami i decyzjami sprowadził swoją partię znów do poziomu poparcia ok. 25%. I znów będzie czekał na cud, który wyniesie go do władzy. Ale ten cud się nie zdarzy. Ani kryzys, ani afera hazardowa, katastrofa smoleńska, czy powódź, nie naruszyły poziomu poparcia dla Platformy Obywatelskiej i zaufania do Donalda Tuska.

Marzeniem Kaczyńskiego było stworzenie w Polsce systemu dwupartyjnego, gdzie dwie partie, jedna konserwatywna, centroprawicowa (PiS), druga liberalna i centrolewicowa (PO) będą się wzajemnie szachować i wymieniać władzą. Doprowadził jednak do sytuacji zbliżonej do modelu 1+1. Jedna duża partia władzy i druga, mniejsza, opozycyjna, bez szans na przejęcie steru rządów. Jest to układ zamknięty, gdzie opozycja nie ma szans na przejęcie władzy, ale zawsze wejdzie do parlamentu i zdobędzie pulę miejsc w Sejmie, a także sejmikach regionalnych. To konserwowanie układu, kiedy się zbiera pewne profity, nie biorąc odpowiedzialności za państwo…

W roku 2006 popularne było hasło wyborcze, anty-pisowskie - „Głosując na PiS, wybierasz Samoobronę”. Dziś ta hasło można sformułować – „Głosując na PiS, wzmacniasz Platformę”

Kiedy się wyborcy zorientują, że popierając Jarosława Kaczyńskiego, tak naprawdę budują pozycję jego adwersarza, Donalda Tuska?

Azrael

Jak się stać mężem stanu?

Platforma Obywatelska ma pełnię władzy. Władzy z mandatu demokratycznego, potwierdzonego wyborami w roku 2007 i 2010. Przedstawiciele tej partii zajmują trzy kluczowe stanowiska w państwie, urząd Prezydenta RP, stanowisko marszałka Sejmu i szefa rządu, a czwarte ważne miejsce, marszałka Senatu, zajmuje polityk, który PO sprzyja. To szansa, aby dokonać poważnego przełomu w polskim życiu politycznym.

Za zdobyciem tak dużej władzy stoi talent polityczny Donalda Tuska. To jemu udało się zbudować sukces formacji, która startując praktycznie od zera, doszła do pozycji prawie monopolistycznych. Opozycja jest słaba, nawet biorąc pod uwagę ostatnie wyniki lidera PiS-u w wyborach prezydenckich. Opozycja jest słaba, ponieważ partia Jarosława Kaczyńskiego, pod jego przewodnictwem jest pozbawiona zdolności koalicyjnych z kimkolwiek, a druga partia, SLD, nie reprezentuje całej lewicy. Dążenie Jarosława Kaczyńskiego do zbudowania dualistycznego systemu partyjnego doprowadziło do sytuacji, gdzie PiS wzmacnia… Platformę Obywatelską, sam pozostając bez możliwości zdobycia władzy.

Donald Tusk osiągnął bardzo dużo. Jego partia jest mocniejsza, niż kiedykolwiek. Należy włożyć pomiędzy bajki to, że triumwirat Komorowski – Schetyna – Tusk rozleci się z powodu animozji partnerów, lub kolizji środowisk wokół nich skupionych. Grzegorz Schetyna to polityk pragmatyczny, realistyczny, nieemocjonalny nadmiernie, zrozumiał wagę swojego nowego miejsca w polskiej polityce. Prezydent Bronisław Komorowski będzie prezydentem, który stanowisko będzie „piastował”. Nie będzie miał ambicji tworzenia własnego środowiska. Karty polityczne leżą w rękach Donalda Tuska.

Continue Reading →

Urząd marszałka może być frapujący…

Wywiad z Marszałkiem Sejmu, p. Grzegorzem Schetyną, 2010.07.20

Azrael (A) – Panie Marszałku, czy zamierza Pan być Marszałkiem na 500 dni, czy może jednak na… 2.000? Czy uważa Pan, że pozycja Platformy Obywatelskiej jest na tyle mocna, że uda się jej zdobyć przewagę w najbliższych wyborach parlamentarnych. w 2011 roku.

Marszałek Sejmu RP, Grzegorza Schetyna (GS) – Pytanie, jak słyszę, przewrotne, ale odpowiedź też może być taka. Zostałem wybrany marszałkiem do końca obecnej kadencji, czyli w tym wypadku rzeczywiście na 500 dni. Później otwiera się nowy rozdział, rozdział następnych czterech lat. A wtedy mogą zostać napisane i realizowane różne scenariusze. Czy będę marszałkiem w następnej kadencji? Nie wiem, ponieważ zależy to od kilku czynników – od wyniku wyborów, czy Platforma Obywatelska w nich wygra, oczywiście od woli mojej partii, a w końcu i od mojej woli, czy będę chciał pełnić to stanowisko. Wiele rzeczy może się zdarzyć – dziś stanowczo stwierdzam, że jestem marszałkiem na 500 dni.

A – Ale jeszcze miesiąc temu stwierdził Pan, że to stanowisko nie jest szczytem Pańskich zainteresowań, ani ambicji, ale już ostatnio można było usłyszeć, że jest to jednak miejsce dla Pana frapujące, nie tylko z punktu widzenia politycznego?

GS – To ciekawe miejsce i ciekawa funkcja, dopełniająca system władzy w Polsce, ważna przy obowiązującej w Polsce Konstytucji i niezbyt jasno określonych prerogatywach i zadaniach Kancelarii Prezydenta i Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Cały parlament, czyli Sejm i Senat, jest doskonałym miejscem łagodzenia napięć i budowania współpracy.

A- Jak Pan Marszałek się zapatruje, biorąc pod uwagę miejsce, w którym się w tej chwili znajdujemy i Pańskie uprawnienia, na projekt zmian w Konstytucji RP, autorstwa Platformy Obywatelskiej, który zakładał, że struktura władzy wykonawczej w Polsce zostanie zmieniona, stanowisko Prezydenta RP zostanie osłabione albo nawet wyłączone z systemu władzy?

GS- Tak, jestem zwolennikiem zmiany, by system mieszany rządowo-prezydencki został zmieniony w system gabinetowy…

A- No tak, ja to nazywam nawet systemem kanclerskim…

GS – Raczej należałoby nazwać go system premierowskim, w którym władza jest nie tyle w rękach rządu, co osobiście premiera. Proszę jednak pamiętać, że nie ma dzisiaj w Sejmie zgody na taki system, to po pierwsze, a po drugie – nie ma nawet zgody na powołanie komisji konstytucyjnej. Nie jest to więc możliwe do zrealizowania, przynajmniej w najbliższym czasie. Nie ma możliwości, aby w Sejmie powstało formalne ciało, które by mogło pracować nad tą koncepcją. Do tego potrzebna jest zgoda Prawa i Sprawiedliwości, a jej oczywiście nie ma. Pomimo to Platforma Obywatelska stara się przekonać polityków opozycji do tego rozwiązania. Podsumowując; nie ma w obecnym Sejmie zgody politycznej, by rozpocząć pracę nad nową Konstytucją.

Continue Reading →

Ekspiacja na życzenie

Uff… Można spokojnie odetchnąć. Nie, to jeszcze nie koniec upałów. To tylko koniec przedstawienia pod roboczą nazwą „Wszystkie przemiany Jarosława Kaczyńskiego”.

Szef Prawa i i Sprawiedliwości udzielił wywiadu redaktorowi Michałowi Szułdrzyńskiemu z „Rzeczpospolitej”, którego z racji jego kultury osobistej i wykształcenia filozoficznego, trudno uznać za drapieżnego dziennikarza. Zawartość i efekt tego wywiadu najlepiej został określony przez anonimową, oczywiście, opinię jednego z polityków PiS, przytoczoną na portalu społecznościowym Twitter przez innego dziennikarza;

„Dwa miesiące ciężkiej pracy poszły w piach”

Tak, właśnie dwa miesiące budowania nowego oblicza i nowego wizerunku Kaczyńskiego i jego formacji, po raz kolejny zostały zniweczone jednym niezbyt długi wywiadem. Kaczyński wrócił do swojej starej retoryki, swojej metody wyrażania swojego zdania, która zakłada, że to tylko on ma rację, on określa standardy, jakie powinny panować w polityce, i tylko on jest punktem odniesienia.

Specjaliści od kreowania wizerunku i jego sztabowcy robili wszystko, aby spektrum zwolenników Kaczyńskiego i jego partii powiększyło się. Przybrało to po I rundzie wyborów formę groteski politycznej, kiedy Kaczyński na trybunie wiecowej zaczął stawiać obok siebie obraz lewicowego polityka Oleksego, a potem samego Edwarda Gierka – patriotę w trudnych czasach.

Kaczyński nie byłby sobą, gdyby nie zostawiony sam sobie, dając wywiad do sprzyjającego mu wyraźnie medium, nie pokazał swojej naturalnej twarzy. W tydzień po wyborach wziął w swoje ręce na nowo zadanie kreacji polityki własnej partii. Zresztą nie tylko on, ponieważ również pozwolono na nowo pojawić się w mediach Zbigniewowi Ziobro, carte blanche na wypowiedzi otrzymali Marek Migalski, Beata Kempa, Ryszard Czarnecki, czy Karol Karski. To za ich przyczyną do politycznej rozgrywki włączono krzyż z przed Pałacu Namiestnikowskiego, to oni również kierują dyskusję w stronę sprawy smoleńskiej. Ale rys ideologiczny określa Jarosław Kaczyński, a tą nową ideologią będzie właśnie katastrofa pod Smoleńskiem. To właśnie mit „męczeńsko” zmarłego brata ma nieść jego i jego formację przez najbliższe lata.

Po drugiej stronie (i tym razem nie jest to miejsce, gdzie kiedyś stało ZOMO…) są ci, którzy mają inne poglądy, niż on sam, przede wszystkim krytycy jego brata. Mają oni teraz niepowtarzalną okazję dokonania głębokiej ekspiacji, przeproszenia Jarosław Kaczyńskiego, generalnie za wszytko, a wtedy on zniży się do rozmów i współpracy. Nie muszę chyba dodawać, że na jego warunkach…

To, że Jarosław Kaczyński długo nie wytrzyma w gorsecie poprawności, było wiadome wszystkim przytomnym obserwatorom sceny politycznej. Nie wiadomo było tylko, jak długo to potrwa. Jak się okazało, bez wojny (polsko-polskiej) Kaczyński oddychać, żyć i działać nie może. Wszystkie scenariusze biorą w łeb, kiedy Kaczyński mówi z „serca”.

Ta kolejna wolta Kaczyńskiego to dobra informacja dla Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej. Tak przewidywalna i trywialnie jednoznaczna opozycja to coś, co można sobie wymarzyć. Teraz tylko już wystarczy postraszyć i lewicę i samych wyborców „wilkiem w skórze owcy”, a oni sami przejdą przez płot do jego zagrody. Taki lider opozycji, jakim jest Jarosław Kaczyński, to olbrzymi skarb dla rządzących…

Azrael

Drugi człowiek w państwie

Grzegorz Schetyna obejmując stanowisko Marszałka Sejmu został nominalnie drugim człowiekiem w państwie. Po Prezydencie RP, które to stanowisko obejmie po zaprzysiężeniu, Bronisław Komorowski. I faktycznie, Schetyna będzie drugim człowiekiem w polskiej polityce, ale po Donaldzie Tusku.

Kiedy w październiku ubiegłego roku Donald Tusk, w wyniku wybuchu afery hazardowej zdymisjonował Grzegorza Schetynę ze stanowiska wicepremiera i „zesłał” go do Sejmu, uważałem to za poważny błąd, mogący skutkować dezintegracją nie tylko Platformy Obywatelskiej, ale również destabilizacją rządu. Nie był jeszcze wtedy wiadome, że Tusk nie zdecyduje się na pozostanie na stanowisku premiera, a do wyścigu prezydenckiego skieruje innego polityka PO. Decyzja o odwołaniu Schetyny i innych polityków bezpośredniego zaplecza rządowego (i politycznego) Tuska wydawała się zbyt szybka i zbyt demonstracyjna. Upokarzające (jak się wydawało) usunięcie długoletniego przyjaciela i partnera politycznego, nie tylko formalnego zastępcy, mogło zaowocować wzrostem napięcia i problemami w przyszłości. Przesłanki korupcyjne wobec Schetyny były mniej, niż wątłe. Tusk rozbił nieformalny, dualistyczny układ władzy, co mogło doprowadzić do „posypania się” partii. Nic takiego jednak się nie stało. Schetyna, mocny i dobrze oceniany wicepremier i minister spraw wewnętrznych, szybko odnalazł się w nowej roli szefa klubu parlamentarnego. Wzmocnił go, a jednocześnie walcząc o swoją pozycję w partii pozostał lojalny wobec Tuska. Sądzę, że Schetyna zdawał sobie już wtedy sprawę, że stanowisko premiera będzie dla niego nieosiągalne, ponieważ Donald Tusk w wyścigu prezydenckim nie wystartuje.

Continue Reading →

Na finiszu

Ostatnia debata, ostatnie emocje. W ciągi dwóch ostatnich dni kampanii prezydenckiej nie stanie się nic, co by miało mocniejszy wydźwięk, niż ostatnie starcie w debacie zorganizowanej przez TVP.

Z przekazu telewizyjnego można było odczytać różne sprawy, każdy zwracał uwagę na inne zagadnienia. Jedni zauważyli, że Jarosław Kaczyński odrobił lekcję z niedzieli i był dużo lepiej przygotowany, zarówno wizerunkowo, jak i merytorycznie. Bardziej wyrazisty, ostry, dynamiczniejszy, „stary dobry Jaro”. Widać było rękę Jacka Kurskiego, który znów został dopuszczony do Kaczyńskiego. Inni zwracali uwagę na gesty Bronisława Komorowskiego, na akcentowaną przez niego wolę porozumienia – podanie ręki na początku spotkania, na zgodę, bo „zgoda buduje”, i drugi raz, na zakończenie debaty, kiedy wyciągnął zza pazuchy egzemplarz Konstytucji RP i zaproponował Kaczyńskiemu złożenie podpisu pod wspólną deklaracją, będącą zbitką haseł obu kandydatów – „Zgoda buduje, bo Polska jest najważniejsza”. Spiął w ten sposób spotkanie, budując atmosferę pojednania społecznego. Sztuczną jednak atmosferę, która nie ma się nijak do spolaryzowanej sceny politycznej w Polsce. Ale środek środowego starcia należał do szefa Prawa i Sprawiedliwości, który lepiej odpowiadał na pytania dziennikarzy, które jednak niewiele miały wspólnego z określeniem zadań Prezydenta RP.

Debaty w takiej formule, jakie zaprezentowała telewizja, nie miały wielkiego sensu. Jest w tym wszystkim i wina sztabów wyborczych, które skupiały się głównie na tym, aby ich podopieczni nie wyszli gorzej, niż przeciwnicy. Potwierdza to tezę, że robienie debat przez telewizję, która dyktuje medialny przekaz, zabija istotę dyskusji. Wyłączenie możliwości interakcji, zadawania wzajemnych pytań, dyskusji, poddanie się rygorowi kamer, spowodowało to, że w dalszym ciągu nie wiemy, jakim prezydentem będzie jeden, bądź drugi kandydat. I to jest nieuczciwe wobec wyborców.

Continue Reading →

Przegrana Donalda Tuska

Wyniki po pierwszej rundzie wyborów prezydenckich są znane. I są zaskoczeniem, in minus, dla Platformy Obywatelskiej. Nie zakładano, jak sądzę, poważnie w sztabie Bronisława Komorowskiego, że zdobędzie on prezydenturę w pierwszej rundzie, ale liczono, że przewaga będzie na tyle duża, że druga runda będzie tylko przyjemną dogrywką, coś w rodzaju objazdu nowego prezydenta po kraju. Stało się jednak inaczej – druga runda zostanie poprzedzona ciężką, dwutygodniową walką, bez gwarancji wygranej. Szanse obu kandydatów należy ocenić, na dziś, mniej więcej równo…

Wynik Bronisława Komorowskiego można tłumaczyć słabą strategią i pracą jego sztabu wyborczego i dobra pracą sztabu Grzegorza Napieralskiego, który prowadząc kampanię w stylu pop trafił do dużej części młodszego elektoratu, zabierając go kandydatowi Platformy Obywatelskiej. Ale jest to tylko cześć prawdy, dobry wynik Jarosława Kaczyńskiego i Grzegorza Napieralskiego ma też inne przyczyny.

Kandydat Prawa i Sprawiedliwości osiągnął dobry wynik, ponieważ za nim stała postać jego tragicznie zmarłego brata. Jarosław Kaczyński nie musiał przywoływać swojego brata wprost, ale jednak jego postać był obecna na jego wiecach i spotkaniach. Z drugiej strony Kaczyński nadmiernie nie eksploatował wątku śledztwa po katastrofie smoleńskiej, czego się obawiano, nie przywoływał teorii spiskowych, wskazywał na tylko na sprawą dbałości o polski interes przy prowadzeniu tego dochodzenia.

Łączny wynik obu głównych kandydatów, Komorowskiego i Kaczyńskiego, obaj otrzymali łącznie ok. 78% głosów, wskazuję, że wybory miały wymiar partyjny. Polaryzacja sceny politycznej przez dwie partie lokujące się na prawicy zdominowała te wybory prezydenckie. Z drugiej strony doskonały wynik Napieralskiego, 13 – 14%, wskazuje, że tak oczekiwany przez Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego system dwupartyjny nie jest akceptowany przez dużą część społeczeństwa. Słaby wynik Janusza Korwin-Mikkego (bo ok. 2,5% głosów trudno uznać w skali całej sceny politycznej za wynik dobry) i jeszcze gorszy Andrzeja Olechowskiego, wskazują, że w Polsce myśl liberalna jest w głębokim odwrocie. To sygnał, że polska warstwa średnia i inteligencja nie jest przygotowana jeszcze mentalnie i intelektualnie do uczestnictwa w życiu politycznym w sposób podobny, jak w starych krajach Unii Europejskiej.

Wynik Bronisława Komorowskiego jest przegraną Donalda Tuska. Kiedy kilka miesięcy temu szef Platformy Obywatelskiej zdecydował, że nie będzie kandydował do urzędu Prezydenta RP, było jasne, że popchnęła go do tego nie tylko chęć zachowania stanowiska premiera do następnych wyborów parlamentarnych. Tusk zdając sobie sprawę z władzy i jej możliwości, jakie daję stanowisko premiera. Jego perspektywa polityczna sięga jednak dalej, niż do wyborów w 2011 roku. Delegowanie innego kandydata, niż on sam, miało na celu zbudowanie solidnej podstawy politycznej pod zmianę Konstytucji RP i zmianę struktur władzy w Polsce. Słaby wynik Komorowskiego, a być może jego przegrana w drugiej rundzie z Jarosławem Kaczyńskim może jego plany zniweczyć, a wręcz doprowadzić do jego klęski i oddania władzy na jesieni przyszłego roku.

Continue Reading →

Przed ciszą

Napisanie kilku zdań podsumowujących tegoroczną kampanię prezydencką (prawdopodobnie jej pierwszy etap) nie jest zadaniem wcale łatwym. Aż chciałoby się napisać strzelisty tekst o jej wyjątkowości, klasie, unikalności i przełomie. Szczególnie to ostanie słowo jest popularne…

Nie, kampania nie była ani przełomowa, ani specjalnie pasjonująca. Tak, była nietypowa, ponieważ toczyła się po tragedii narodowej, katastrofie pod Smoleńskiem, takiej prawdziwej żałobie państwowej, i w trakcie poważnej powodzi, która dewastowała dużą połać kraju i życie obywateli (ale nie aż tak, jak to nam media próbowały wmówić), ale nie wyjątkowa.

Niektórzy twierdzili, że są to najważniejsze wybory w Polsce po roku 1989. Uzasadnieniem tej opinii ma być to, że zginął urzędujący prezydent. Innych argumentów brak. Ja uważam za najważniejsze wybory w 1990 roku, ponieważ wtedy Lech Wałęsa (przy wydatnej pomocy braci Kaczyńskich…) rozbił jedność opozycji okrągłostołowej, i te następne, w których obywatele po raz pierwszy pokazali, że zasługi tak, ale demokracja ma swoje prawa – i wybrali postkomunistę, Aleksandra Kwaśniewskiego.

Na tegoroczną kampanię należy spojrzeć z takiej perspektywy, że do urn pójdziemy wybrać głowę państwa, ale tak naprawdę tytularną. Na dziś Polską rządzi premier Donald Tusk, nie tylko z racji swojego urzędu i zapisanych w Konstytucji prerogatyw, ale z racji umiejętności politycznych. Od 2007 roku Tuskowi się wszystko udaje, począwszy od wyborów parlamentarnych, na opanowaniu sytuacji kryzysowych, wynikających z afery hazardowej i załamania ekonomicznego, kończąc. I nie jest to tylko przypadek i szczęście, ale również umiejętność radzenia sobie w polityce. Donald Tusk rządzi, jego partia jest u władzy i prawdopodobnie zostanie przez kilka najbliższych lat, a wspomagać go w rządzeniu będzie „jego” prezydent.

Continue Reading →

Debata kampanijna – ostatni etap

Jeszcze jednak krótka debata w Onet.tv, tym razem poświęcona roli rodziny, głównie Jarosława Kaczyńskiego w kampanii wyborczej. Czy korowe tygodniki z Martą Kaczyńską pomogą jej stryjowi? Drugi temat – czy w kampanii zostały jeszcze choć ślady merytoryczności?

Debata do obejrzenie na stronie Onet.tv. Kliknij na zdjęcie.

Debatę prowadziłem z dr Bartłomiejem Biskupem, z UW.

Azrael

  • Facebook