Archive for the ‘Prawica’ Category

Kaczyński – bez alternatywy

Posted 29 sie 2010 — by Azrael
Category Jarosław Kaczyński, Kaczyzm, PiS, Polityka, Polska, Popaprańcy, Prawica, demokracja

Zabawne są te medialne i pseudo politologiczne dyskusje o tym, czy w Prawie i Sprawiedliwości powstają frakcje, a nawet skrzydła, czy istnieje spór pomiędzy „liberałami” a twardogłowymi, kto może zastąpić prezesa Jarosława Kaczyńskiego, i dlaczego musi to być Zbigniew Ziobro. Wszystkie te dywagacje oparte są o założenie, że PiS jest normalną formacją polityczną, opartą o program i idee, a w jej kierownictwie panuje zdrowa dyskusja i wymiana poglądów…Nic z tego.

Jednym z nielicznych przytomnych ostał się redaktor Paweł Wroński z „Gazety Wyborczej”, który przypomniał, że PiS to przedsięwzięcie rodzinne braci Kaczyńskich, że jest to formacja anachroniczna, do tego bez pomysłu na Polskę. Ja dodam do tego, że Prawo i Sprawiedliwość nie jest klasyczną, demokratyczną partią w stylu zachodnim, lecz prywatnym projektem Jarosława Kaczyńskiego, który miał mu utorować drogę do władzy i zapewnić panowanie. To projekt marketingowy, który miał mu i jego bratu spłacić lata upokorzeń, „chodzenia” w trzecim szeregu polityków, lata odsuwania poza nawias wielkiej polityki. To projekt pozbawiony własnej idei politycznej i moralności. Częściowo nawet udało się zrealizować program zdobycia władzy, ale od 2007 roku cały projekt chyli się ku upadkowi. Nie upada, ponieważ jest na niego potrzeba „społeczna” i polityczna, co doskonale widzi Platforma Obywatelska. PiS trwa na scenie politycznej również dlatego, ponieważ polska prawica potrafi tylko jedno – dzielić się, a nie łączyć. I dopóki nie powstanie prawdziwa konserwatywna partia chadecka, dopóty PiS i jej szef będą „robić” za prawicę.

Read More

Zapiski zza Atlantyku – 27. sierpnia

Posted 27 sie 2010 — by Azrael
Category Polityka, Prawica, Społeczeństwo, USA, Zza Atlantyku, demokracja

Ekstrema

Wojna w Iraku, Afganistanie, oraz negatywne podejście do krajów Bliskiego Wschodu podczas rządów byłego prezydenta George’a W. Busha, wykreowały obraz nietolerancyjnej Ameryki, która nie liczy się z prawami nikogo innego tylko swoimi. Od jakiegoś czasu w USA, pojawiła się nowa grupa ekstremalnych nacjonalistów oraz fanatyków wywodząca się z partii Republikanów, a skierowana przeciwko muzułmanom, czarnym, emigrantom oraz gejom. Partia Republikanów, która w przeszłości reprezentowała konserwatywne podejście do wielu spraw, obecnie nie ma żadnych idei czy założeń oprócz tych, których celem jest zniszczenie prezydenta Baracka Obamy, partii Demokratów oraz przejecie władzy w Kongresie. To nie rozsądnie myśląca grupa ludzie, ale Sarah Palin, Newt Gingrich, Glen Beck, Rush Limbaugh, John McCain, członkowie Tea Party, którzy uważają, że biednym nie należy pomagać, emigranci powinni opuścić USA, murzyni zacząć pracować a muzułmanie są niebezpieczni i ich religia nie ma prawa bytu w USA, mimo, ze konstytucja USA gwarantuje im to prawo.

Projekt budowy Centrum oraz świątyni muzułmańskiej niedaleko Ground Zero został już dawno zatwierdzony. Ale burza została wywołana niedawno. Powód jest prosty, właśnie odbywają się prawybory do Kongresu, ekonomia ulega polepszeniu, powolnemu ale polepszeniu, a Republikanie z powodu swoich irracjonalnych wypowiedzi zaczęli tracić glosy wyborców. Protest przeciwko projektowi budowy centrum muzułmańskiego to pełen nienawiści atak na muzułmanów. Daisy Khan, główna organizatorka owego centrum w wywiadzie dla ABC powiedziała, że jest to przerzut nienawiści z Żydów na muzułmanów. To już nie tylko islamofobia, to coś więcej, to otwarta i brudna wojna z tymi, którzy są wyznawcami islamu. I co najgorsze, liderzy partii Republikanów stoją na czele tego spektaklu nietolerancji. Newt Gingrich, który zamierza startować na Prezydenta USA powiedział, że organizatorzy tego centrum to ci sami radykalni islamiści, którzy pozbawili życia 3,000 Amerykanów. Budowa świątyni to profanacja tych, którzy zginęli 9/11, Gingrich powiedział, że „naziści nie maja prawa do postawienie swojego znaku obok Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie.” Gingrich, który oskarża Prezydenta Obamę o socjalizm uważa, że ma pełne prawo do dyskryminowanie jednej religii kosztem innej i mówienia krajowi co jest słuszne, a co nie. Ci fałszywi obrońcy Nowego Jorku poprzez swoje wypowiedzi niepotrzebnie wprowadzają strach oraz niechęć do muzułmanów. Tego typu sytuacja tylko alienuje dużą grupę muzułmanów w USA, oraz irytuje muzułmanów na całym świecie, którzy i tak uważają Amerykanów za nietolerancyjnych ignorantów. Stacje telewizyjne pokazują tłumy Amerykanów oskarżających muzułmanów o terroryzm i profanację miejsca śmierci. Imam Feisal Abdul Rauf, który wyszedł z inicjatywa budowy świątyni w Park Place kilka bloków od Ground Zero, został oskarżony o współprace z Iranem, oraz o sponsorowanie terroryzmu. Protestujący zaatakowali nawet jednego ze swoich, gdyż był czarny i nakrycie głowy miał takie jak muzułmanie.

Read More

Głosować z obrzydzeniem

Zastosowanie norm moralności do współczesnej polityki nie ma sensu, chyba każdemu świadomemu obserwatorowi polityki nie trzeba tego specjalnie tłumaczyć. W dość dużym uproszczeniu moralność w tym segmencie można określić jako możliwość spojrzenia na siebie wyborcy i polityka sprawującego w jego imieniu urząd bez zbytniego absmaku. Moralność w swoje szczątkowej formie zostanie zachowana, kiedy polityk według nas zachowuje normy, których my sami byśmy nie przekroczyli. Choć tak naprawdę jest to już w polskiej polityce rzadkość…

Kilka dni przed pierwszą rundą wyborów prezydenckich ultrakonserwatywny kandydat, Marek Jurek, który swego czasu pryncypialnie opuścił szeregi Prawa i Sprawiedliwości, wezwał wyborców Jarosława Kaczyńskiego, aby zagłosowali na niego. Jego wezwanie podyktowane było tym, aby zablokować w ten sposób wzrost znaczenia lewicy, tak, aby nie stała się ona trzecią siłą polityczna w Polsce. Głosowanie na niego miało dać mu zwycięstwo nad kandydatem lewicy, Grzegorzem Napieralskim. Jak się to skończyło – już wiemy.

Ale ciekawsze jest to, co stało się później. Jak pamiętamy, Jarosław Kaczyński zaraz po ogłoszeniu przybliżonych wyników wyborów, po I. rundzie, zwrócił się do Napieralskiego z ciepłymi słowami, a kilka dni potem zaczął lewicę (i to nie tę solidarnościową bynajmniej…) kokietować. Wręcz unieważnił pojęcie postkomunizmu w życiu społecznym i politycznym. Co na to Marek Jurek, kandydat ideowy? Udzielił poparcia Jarosławowi Kaczyńskiemu i wezwał swoich wyborców do przerzucenia głosów na niego…

I zapewne wyborcy szefa Prawicy Rzeczpospolitej w części skorzystają z rady. Pójdą głosować. Z obrzydzeniem wrzucą głos do urny. Tylko te obrzydzenie będzie skierowane w którą stronę? Kaczyńskiego? Jurka? A może wyborcy powinni przed decyzją – iść na głosowanie, czy nie – spojrzeć w lustro? Aby nie czuć jednak później obrzydzenia do siebie?

Read More

PiS, ideologia, zwolennicy

To zastanawiające jest, jak partia, która mieni się być odpowiedzią na potrzeby inteligencji, chce być głosem odrzuconych, konserwatystów i środowisk patriotycznych, przyciąga do siebie zupełnie inny elektorat. Jak to możliwe, że Prawo i Sprawiedliwość, które chciałoby nam wmówić, że jego nadrzędnym celem jest dobro obywateli i silne państwo, doprowadziło do tak głębokiej polaryzacji w społeczeństwie i do osłabienia pozycji i znaczenia państwa na arenie międzynarodowej, w trakcie swoich dwuletnich rządów? I jak to jest możliwe, że ideologia patriotyczna i bogoojczyźniana, mająca zintegrować społeczeństwo, została powszechnie odrzucona?

Wielu przyczynę trwałej, dość niskiej, pozycji sondażowej PiS-u, pomimo problemów Platformy Obywatelskiej i kryzysu ekonomicznego, wskazuje w osobach Jarosława i Lecha Kaczyńskich. Jest to prawda, ale te przyczyny są głębsze. Tym powodem jest to, że ideologia, która legła u podstaw budowy tak zwanej IV RP, może zainteresować tylko ludzi, którzy są przesiąknięci schematami myślenia rodem z czasów PRL, czymś takim na wskroś bolszewickim. Ludzi, którzy są zamknięci, zafiksowani tylko na pewną, jedną opcję polityczną i społeczną i chcieliby zmusić innych do tego, aby nagięli swoje postępowanie i swoje życie do wymogów jedynie słusznych poglądów. Dlatego też do PiS-u jak do mało której formacji ciągnie zamknięty, ksenofobiczny, żądny zemsty i rewanżu elektorat, w dużej części przejęty od postkomunistów – i dodatkowo barbaria intelektualna.

Pisałem już wielokrotnie, że tak zwana IV RP to projekt intelektualnie i ideowo miałki i pusty, sztuczny i bez żadnej głębi, ale za to pociągający swoją prostotą i prostackością. Oparcie tego o polski katolicyzm, nacjonalizm i polo-centryczny pseudo-mesjanizm, jest nęcące dla niewyrobionego odbiorcy – a ku takiemu zwraca się właśnie PiS. Do tego należy jeszcze tylko dodać wroga, lub wrogów i będziemy mieli kwintesencję populistycznego ruchu politycznego. A trafia on na podatny grunt, ponieważ zdobycze i doświadczenia demokracji i społeczeństwa obywatelskiego są w Polsce w dalszym ciągu kruche.

Read More

Eklektyzm polityczny Dorna

Posted 26 wrz 2009 — by Azrael
Category PiS, Polityka, Polska, Popaprańcy, Prawica, Społeczeństwo, demokracja

Po co właściwie Ludwik Dorn zakłada nową partię? Po co buduje coś, co już z samego założenia jest skazane na formację „windową”, że nawiążę do słynnego bon motu Jacka Kurskiego? Czy wtórności pomysłu, naftaliny intelektualnej nie czuć na odległość?

Co jakiś czas znaleźć można w mediach, prasie, w internecie, wezwania do stworzenia nowego programu, nowej strategii, czy nawet górnolotnie – nowej idei dla Polski. Z reguły te głosy odzywają się z tej strony, która jest określana jako prawica, choć tak na prawdę, prawicą nie jest, tylko jej się wydaje, że ją reprezentuje. Nowy ruch polityczny, który chce powołać Dorn, prawicą rzeczywiście jest, tylko że w Polsce, gdzie idee polityczne zostały przez ostatnie kilka lat dokumentnie skompromitowane, ideowe przesłania trafią na betonową ścianę niechęci. Program IV RP z jednej strony i iluzoryczny program modernizacji państwa, lansowany przez przez Platformę Obywatelską, z drugiej, pokazały, że partie polityczne mają tylko programy wyborcze, a nie realne programy dla państwa i społeczeństwa.

Samego Ludwika Dorna nie lubię. Z zasady, jako byłego przybocznego i totumfackiego Jarosława Kaczyńskiego i także jako człowieka obdarzonego, nawet jak na polityka, jak dla mnie, zbyt dużą dozą megalomanii. Z drugiej jednak strony tkwi w nim pewien potencjał polityczny i intelektualny, który jest nie do przecenienia i nie do pogardzenia. Dorn był w odstawce politycznej od prawie dwóch lat, od czasu słynnego buntu trzech wiceszefów PiS, listu “bandy trojga” po przegranych wyborach w październiku 2007 roku. Panowie Dorn, Ujazdowski i Zalewski zbytnio uwierzyli w prawo do dyskusji i demokrację partyjną – i zostali, przy pomocy “intelektualistów inaczej”, czyli Gosiewskiego, Brudzińskiego, czy Suskiego spacyfikowani. Przypomnijmy, że Ludwik Dorn w liście do Jarosława Kaczyńskiego napisał, że w polityce kierował się zawsze swoją drogą, niekoniunkturalnie – co nie do końca jest prawdą. On w swoim życiu miał także inne pomysły na życie, niż polityka, jak choćby praca w banku. Dorn przez długi okres czasu nie wypierał się PiS-u, jako idei i deklarował, że będzie ją wspierał. I nie ma co liczyć, że jego nowa formacja będzie miała inną, niż PiS, linię polityczną.

Read More

Razem ku Socjalistycznej Ojczyźnie!

Posted 08 wrz 2009 — by Azrael
Category Państwo, PiS, Polityka, Polska, Popaprańcy, Prawica, SLD, Społeczeństwo, lewica

Mało rzeczy w polskiej polityce może mnie zadziwić, ale jednak zdarzają się sytuacje, kiedy brew podnosi mi się w zdumieniu.

W poniedziałkowej porannej audycji radia TOK FM ex-prezydent, Aleksander Kwaśniewski, niestety, jak najbardziej poważnie, zasugerował, że po zawarciu pierwszego porozumienia ponad barierami pomiędzy SLD i PiS w sprawie mediów publicznych, w przyszłości wszystkie scenariusze dalszej współpracy do parlamentarnej koalicji, są jak najbardziej możliwe…

Moje zdumienie wzbudza nie sam fakt, że taka koalicja może zaistnieć, ale to, że Aleksander Kwaśniewski, który jeszcze dwa lata temu, przed wyborami w roku 2007 zawarł kontrakt wyborczy z elitami postosolidarnościowymi, teraz wydaje się wspierać i godzić na kompromis z drugą stroną tej barykady, czyli populistami, socjalistami pisowskimi. Gdzie w związku z tym podziały się idee socjaldemokratyczne Kwaśniewskiego? Gdzie poczucie, że najważniejsze są sprawy ideowe, jeżeli uważa, że koalicja jego byłej formacji z socjałami, a do tego nacjonalistami, może coś Polsce przynieść dobrego?

Read More

Czytanki (nie)oszołomów, czyli prawicowi popaprańcy

Posted 29 lip 2009 — by Azrael
Category Czytanki (nie)oszołomów, Polska, Popaprańcy, Prawica, Społeczeństwo

Chciałem sam na ten temat napisać, ale Jan Osiecki, dziennikarz „Newsweeka”, zrobił to nie tylko dokładnie, ale również z odpowiednią dozą humoru.

Po sprawie Pani Katarzyny S., znanej jako kataryna w polskim internecie, to druga afera, związana z blogerami. Choć Panią Szmidt trudno nazwać „blogerką”, ponieważ to czym się ona głównie zajmuje, to kradzież własności intelektualnej. Jej pisanie polega na kradzieży materiałów z innych stron internetowych, a następnie wklejanie ich u siebie. Poza tym znana jest z inicjatyw, które zakłada i tworzy taśmowo, a potem je niszczy. Nikt drugi w polskim internecie tak nie kompromituje prawicy, i jednocześnie blogerów. Druga Pani, Małgorzata Puternicka, jak sądzę, miała dobre intencje, natomiast ich wykonanie powierzyła skrajnym oszołomom. A codo Pani Anny Walentynowicz… cóż, teorie spisku zostały przez nią i jej znajomych, Wyszkowskiego i małżeństwo Gwiazdów mocno wsparte…

Azrael

———————————————————————————————————–

Kompromitacja a la prawica


Kochajmy naszych prawicowców, bo tak szybko się kompromitują. Tragikomedia pt. „benefis Pani Anny Walentynowicz” – dobiega końca. Sprawa będzie jednak długo budziła nie tylko uśmiech, ale również poczucie niesmaku. Dla tych którzy nie znają nie śledzą tak dokładnie okolic prawej ściany naszego internetowego zaścianka krótkie streszczenie.

Read More

Zamilczane ludobójstwo

Posted 12 lip 2009 — by Azrael
Category Państwo, Polityka, Polska, Prawica, Społeczeństwo, demokracja

Kilkanaście dni temu odbyła się w Lublinie, na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim uroczystość, która dla wielu Polaków była hańbiąca. Oto prezydent Ukrainy, Wiktor Juszczenko otrzymał doktorat honoris causa tej uczelni, za jak napisano w laudacji, „działanie, dzięki któremu społeczeństwo Ukrainy weszło na drogę demokratycznych przemian”. Ten honor uczyniony Juszczence przez katolicką uczelnie, przy obecności polskiego prezydenta, jest dla wielu policzkiem. Jest on zwolennikiem wprowadzenia do życia społecznego Ukrainy pamięci o OUN/UPA, zbrodniczych dla Polaków organizacji, winnych śmierci w krwawych mordach około 60.000 Polaków z Wołynia, a w sumie ok. 130.000 Polaków zamordowanych we wszystkich wschodnich województwach II Rzeczpospolitej (niektóre dane mówią o śmierci nawet 200.000 ludzi…). Juszczenko jest tym, który chce wprowadzić budować tożsamość narodową bazującą na pamięci i politykę historyczną opartej o te dwie organizacje.

11 lipca minęła 66 rocznica krwawej niedzieli, gdzie w jak udokumentowano, w ponad 500 aktach zbrodniczych ataków zginęło tego dnia i w ciągu kilku dni, w zaplanowanych i bestialskich akcjach około 20.000 Polaków. Niestety, oficjalne władze państwowe, a także kościelne, nie odniosły się do tej rocznicy i do pamięci pomordowanych.

Zbrodnie wołyńskie to jedna z najbardziej hańbiących i przemilczanych kart polskiej polityki po roku 1989. Polityka historyczna, tak często i chętnie przywoływana w dyskusjach, szczególnie przez polską prawicę, nie obejmuje spraw mordów na Ukrainie. Poprawność polityczna, która z jednej strony każe upominać się wobec Rosji o uznanie zbrodni w Katyniu, Miednoje i Ostaszkowie za ludobójstw, jednocześnie w sposób równie zdecydowany, ale za to amoralny, każe z pamięci oficjalnej polityki i edukacji obywatelskiej usuwać pamięć o zbrodni, o ludobójstwie wołyńskim.

Read More

Komentarz video Azraela – Andrzej Olechowski w SD

Posted 02 lip 2009 — by Azrael
Category Państwo, Platforma, Polityka, Polska, Prawica, Społeczeństwo, demokracja

Polska prawica to projekt zamknięty

Posted 30 cze 2009 — by Azrael
Category Państwo, Polityka, Polska, Prawica, Społeczeństwo, demokracja

Co jakiś czas w prasie, mediach elektronicznych pojawiają się opinie, komentarze, lub pytania, dlaczego to lewica w Polsce nie ma szans, dlaczego nie może się odbudować? Coraz częściej pada stwierdzenie, że Polska może, a wręcz powinna być państwem bez silnej politycznej reprezentacji lewicowej. Wypada się z tym zgodzić – tak, Polska może być krajem, gdzie w parlamencie nie jest reprezentowana klasyczna partia lewicy socjalnej, tak samo, jak w polskim parlamencie nie ma klasycznej partii prawicowej, rozumianej jako prawica konserwatywna.

Zatarcie pomiędzy pojęciami prawicy i lewicy było już wielokrotnie omawiane, także przeze mnie. W czasie kiedy żyjemy, w XXI wieku, klasyczne pojęcia i odniesienia do wartości kultywowanych i stworzonych w XIX i XX wieku, tracą rację bytu. Takie nazwiska, jak Edmund Burke, John Locke, Pierre Proudhon, czy Michał Bakunin, niewiele mówią nie tylko młodzieży, wyborcom, ale również samym politykom. Oni już tych idei i wartości nie potrzebują. Nie potrzebują ani tamtych programów, ani idei, ani odniesienia do wartości, osadzonych w określonym czasie i warunkach, będących tak naprawdę elementem pewnych doktryn filozoficznych, z których dopiero tworzyły się konkretne programy. Tym bardziej, że próby korzystania z nich, adaptacji do unikalnych sytuacji i etapów rozwoju społecznego, mogą prowadzić do głębokich patologii i tragedii. Doświadczenia stalinizmu, faszyzmu, w różnych postaciach, także tego z pierwiastkiem katolickim, jak we frankistowskiej Hiszpanii, są tego wymownym przykładem.

Lewica w Polsce rzeczywiście jest w głębokim impasie. Ale również w wielkim impasie jest polska prawica. Warto się zastanowić, dlaczego prawicowa myśl polityczna nie jest, jak to się teraz określa, “trendy”. I warto się zastanowić, dlaczego prawica, tak samo jak lewica, jest projektem ideowo zamkniętym.

Read More

"Prawica zmienia i przyspiesza"

Polska prawica to bezmiar radości i zabawy, głównie dla obserwatorów. Patrzenie na to, jak polskie formacje prawicowe się łączą i dzielą, to rzecz godna prac naukowych, magisterek, doktoratów i habilitacji. Tylko, że dla obserwacji tego, co się na prawej stronie sceny politycznej dzieje, dla badacza konieczne jest użycie mikroskopu i pincety, aby wyłuskać poszczególne elementy z przebogatej palety polskich prawic…

Marek Jurek, lider Prawicy Rzeczpospolitej, chwalił się po wyborach do Parlamentu Europejskiego, że jego formacja uzyskała w wyborach wynik, który kreuje ją na piątą siłę polityczną w Polsce. Tylko, że ta piąta siła, to poniżej 2% oddanych wszystkich głosów. Zbiorowisko frustratów, działających pod szyldem Libertas i żyrowane przez irlandzkiego biznesmena, Declana Ganley’a, wspierane bezczelnie przez telewizję Piotra Farfała, osiągnęło wynik zbliżony. O innych kabaretach politycznych nie warto nawet wspominać.

Prawicowe „elity” płaczą, że takie wyniki wyborcze i takie miejsce polityczne wynika z tego powodu, że polska scena polityczna jest spetryfikowana i podzielona w wyniku określonej, proporcjonalnej ordynacji wyborczej i systemu finansowania partii politycznych, który prowadzi do tego, że cztery oligarchie polityczne mają pozycję niezagrożona. Płacze prawica – płacze również lewica, która, poza z lekka śmierdzącym zgnilizną SLD, jest w sytuacji podobnej. Jest to jednak tylko prawda połowiczna.

Problemem jest to, że polska prawica nie potrafiła przez okres dwudziestolecia wolnej, demokratycznej Polski zbudować spójnego, ideowego i społecznego programu politycznego. Pomijam to program Prawa i Sprawiedliwości, autorstwa Jarosława Kaczyńskiego, bo nie ma on nic wspólnego z ideami i państwem. W programie Jarosława Kaczyńskiego myśli w politycznej nie było żadnej. Był to raczej zbitek teorii interwencjonizmu państwowego z jak najbardziej socjalistycznymi pomysłami, etatyzmem w postaci prostej – czyli rozdawnictwo…a właściwie – obiecanie rozdawnictwa. Chciano to przedstawić jako myśl konserwatywną. Read More

Żal mi wyborców PiS

Właściwie rozliczenie kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego przez Prawo i Sprawiedliwość już nastąpiło. Zrobił to sam prezes Jarosław Kaczyński na kilku konferencjach prasowych. Z jednej strony wywołał z mroków historii najnowszej tak znienawidzone przez „patriotów” stwierdzenie o grubej kresce, dają mu nowe znaczenie i nowego ducha, z drugiej strony – spacyfikował ewentualne spory i próbę krytyki, przeczołgując, też na konferencji prasowej na Nowogrodzkiej, w mateczniku partii, Zbigniewa Ziobro. Ten, wyższy od swojego szefa o głowę, był na scenie malutki… ale zapewne to upokorzenie zapamięta, bo co jak co, ale urazy to on potrafi w sobie nosić długo.

Wprawdzie spin doctorzy, Bielan z Kamińskim, oskarżani o to, że kampania, raz, że nie był skuteczna, dwa, że była niekoniecznie jednakowa dla wszystkich, coś tam sprokurowali, jakiś dokument, opracowanie, ale zapewne nie jest to coś na podobieństwo obrony Sokratesa, a zresztą i tak zostanie to ocenione za pomocą jednej skorupki, prezesa… Tak naprawdę, to oczywiście winne są media, tym razem z Radiem ZET na czele, winny jest układ i takie tam inne, znane od lat problemy, łącznie satyrykiem Majewskim. Niewinny, in definitione, jest oczywiście Jarosław Kaczyński.

Prawda, dość brutalna, jest taka, że PiS wprawdzie nie uniknął kompromitacji, a za taką należałoby uznać wynik na poziomie połowy mandatów PO, ale również nie odniósł sukcesu. Wynik 27,5% oddanych głosów to porażka, i można się wprawdzie chwalić, że się jest najsilniejszą partią opozycyjną, ale biorąc pod uwagę, że jest to trzecia kolejna wyraźna porażka tej partii, oznacza, że droga do powrotu do władzy wydłuża się. Głównym problemem PiS jest to, że partia ta straciła zdolność przyciągnięcia nowego elektoratu. Nowego, czyli młodego, wykształconego, z miast średnich i dużych, które teraz stanowią grupę społecznie najbardziej aktywną. I ten elektorat głosuje, i będzie głosować dalej, na PO, lub na inne partie zbliżające się do centrum politycznego. A elektorat PiS, z przyczyn czysto biologicznych, zaczyna się kurczyć. Read More

Prawicowy 4 czerwca

Posted 28 maj 2009 — by Azrael
Category Polityka, Polska, Popaprańcy, Prawica, Społeczeństwo, demokracja

Większość, znakomita większość polskiego społeczeństwa, będzie w dniu 4 czerwca wspominała wydarzenia z przed dwudziestu lat, rocznicę pierwszej tury wyborów parlamentarnych, wynikających z zapisów umów Okrągłego Stołu. Dla wielu jest to rocznica, kiedy, mówiąc tekstem Joanny Szczepkowskiej, „Proszę państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm”. Jest jednak grupa, grupa polityczna, nie społeczna, która 4 czerwca będzie obchodzić inaczej – jako dzień klęski. Właśnie 4 czerwca, ale trzy lata po wyborach, w 1992 roku, upadł rząd Jana Olszewskiego. Rząd ten upadł, a nie została obalony. I słusznie będzie ten dzień tak obchodzony przez „patriotyczną prawicę”, bo od tego czasu żadna prawicowa, konserwatywna partia w Polsce u władzy nie była.

Kiedy 3 maja tego roku prezydent Lech Kaczyński odznaczał premiera Jana Olszewskiego Orderem Orła Białego, powiedział w trakcie swojego wystąpienia, że był to pierwszy rząd, który walczył o budowanie Polski wolnej od komunizmu. Nie rząd Tadeusza Mazowieckiego, który odsunął komunistów od władzy i przeprowadził reformy gospodarcze, ale rząd nieudolnego polityka, który przez pół roku nie potrafił znaleźć poparcia politycznego. Już wtedy uchodził za nieudolny, a jedynie co w pamięci po nim pozostaje, to przemówienia Olszewskiego z trybuny sejmowej, egzaltowane i puste.

Pomijając sprawę votum nieufności, jakie zostało złożone przeciwko rządowi Jana Olszewskiego w dniu 29 maja, głównym powodem – ale nie przyczyną, o czym później, była ustawa lustracyjna. Uchwałę o przegłosowaniu ustawy lustracyjnej i ujawnieniu listy agentów SB złożył poseł UPR, Janusz Korwin-Mikke. Projekt ustawy był tak naprawdę autorstwa Antoniego Macierewicza. 4 czerwca w Sejmie pojawiły się odpisy teczek, przywiezione przez Antoniego Macierewicza (tak zwana lista Macierewicza), z której wynikało, że agentami SB byli między innymi prezydent Lech Wałęsa, Leszek Moczulski, szef KPN i Wiesław Chrzanowski, lider ZChN. I to głosy KPN zdecydowały o odwołaniu w nocy 4 czerwca rządu Jana Olszewskiego, na wniosek Lecha Wałęsy.

Prawica czci 4 czerwca jako dzień, kiedy prawie ostatni rząd „patriotyczny” był u władzy. Piszę, że prawie, bo przecież jego następcą, moralnym spadkobiercą był rząd Jarosława Kaczyńskiego. Jego koniec był mniej spektakularny, jak koniec kadłubowego rządu Jana Olszewskiego, ale zapewne za lat dwadzieścia dalej rozdrobniona i skłócona prawica będzie się żywiła jego mitem, jako rządu patriotów, obalonego przez skumulowane działania „układu” i mediów.

Read More

Nie złapiecie Wałęsy

Posted 02 maj 2009 — by Azrael
Category Państwo, PiS, Platforma, Polityka, Polska, Popaprańcy, Prawica, demokracja


Lech Wałęsa zrobił się w ostatnich dniach aktywny. W czwartek gościł na zjeździe Europejskiej Partii Ludowej (EPP) w Warszawie, na którym przemawiał, dnia następnego był już w Rzymie, na inauguracyjnym paneuropejskim spotkaniu partii Declana Ganley’a – Libertas. Szczególnie uczestnictwo w tej drugiej imprezie wzbudziły komentarze – dość skrajne, nawet oskarżającego byłego prezydenta o uleganie wpływom Kremla (Jacek Żakowski). Dla mnie ten wyjazd nie jest tak naprawdę niczym specjalnym, ponieważ pamiętam jeszcze z dawnych czasów tak zwane wzmacnianie lewej nogi przez Lecha Wałęsę.
Wbrew obiegowej opinii Wałęsa wcale nie legitymizuje Ganley’a i go nie wzmacnia, lecz zaznacza określoną swoją pozycję i dystans do polskiej polityki. Pobyt w Rzymie i występ przed delegatami pierwszego międzynarodowego zjazdu Libertas nie ma specjalnego znaczenia, ani dla tej partii, ani dla Wałęsy.

Wałęsa jest popularny w Polsce. Ale nie jest popularny jako polityk, lecz jako pewien symbol. I nie chodzi tu wcale tylko o jego przeszłość opozycyjną, czasy „Solidarności”, ale również chodzi o sprawy najnowsze, o nagonkę, jaką na niego uczyniono w ciągu ostatnich lat. Po konflikcie z braćmi Kaczyńskimi, a także po awanturach z publikacjami IPN, jego popularność w społeczeństwie znacznie wzrosła. Jest mniej więcej na podobnym poziomie, co popularność premiera Donalda Tuska.

Przemawiając na na zjeździe EPP mówił o stoczniach, wskazując, że istnieje konieczność ich uratowania. Zaznaczył w tym wystąpieniu swoją krytyczną postawę wobec PiS i PO. Będąc w Rzymie wspomniał, że w zjednoczonej Europie jest również miejsce dla eurosceptyków, takich jak Libertas. Wcześniej jednoznacznie opowiadał się za polityką rządu Donalda Tuska. Niektórym wydaje się nawet, że jest on narzędziem Tuska, do zadań specjalnych. Oczywiście – Prawo i Sprawiedliwość to dla niego obecnie jest najpoważniejszy przeciwnik. Powstaje w związku z tym pytanie – dla kogo i na co gra Lech Wałęsa?

Read More

Dezintegracja Prawa i Sprawiedliwości

Zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości jeszcze za czasów rządów tej partii wieszczyli, że ich konkurent, Platforma Obywatelska lada moment, już za tydzień, za miesiąc rozpadnie się, a odłamki zostaną wchłonięte przez jedynie słuszną partię prawicy. Nic takiego się nie stało, PO się nie rozpadła, bo za takowe nie można uznać odejścia Jana Marii Rokity. Potem, już po wygranych wyborach PiS, przeszedłszy do opozycji, ustawił się na pozycji krytyka i oczekującego. Oczekującego, że lada moment, lada chwila PO zacznie słabnąć w sondażach, społeczeństwo „przejrzy na oczy” i zwróci się ku Jarosławowi Kaczyńskiemu, zbawicielowi. I tak mija miesiąc za miesiącem, lato po wiośnie, potem jesień, zima i znów wiosna… a sondaże jak stały, tak stoją. Nawet kryzys nie przygnał wyborców znów w ramiona PiS. A jak najnowsze badania instytucji badawczych pokazują, PO stoi twardo pomiędzy 50, a 55%, a PiS traci na rzecz SLD, które oscyluje teraz wokół 10% społecznego poparcia. I to musi budzić frustracje, nie tylko zwolenników partii, ale również jej członków, jak i samego Jarosława Kaczyńskiego.

Kierownictwo PiS podejmowało różnie kroki, mające zmienić oblicze partii, samego Jarosława Kaczyńskiego, ocieplające wizerunek i pokazujące, że nie jest to partia oszołomów, obciachu, antyinteligentów i skostniałego populizmu. Mieliśmy już prawie wszystkie działania z dziedziny politycznego PR. „Programy” dla inteligencji, umizgi do młodzieży, chwyty reklamowe z trzema gracjami, pieczołowicie rewitalizowanymi, nowe szaty i fryzurę Jarosława Kaczyńskiego, szkolenia PR, zakończenie bojkotu TVN i TVN24, politykę pokoju…naprawdę, specjaliści od kreowania wizerunku robili wszystko, aby PiS został odczytany na nowo. I nic.

A jest to tak proste, jak tylko może być jasna świadomość kogoś, kto stoi z boku. Największym obciążeniem dla tej partii są jej przywódcy – bracia Jarosław i Lech Kaczyński. To oni są tymi, którzy jednocześnie zapewniając integralność partii, są postaciami, które odstręczają do niej wyborców. Obaj są na czele rankingu polityków, co do których wyborcy nie mają zaufania i których nie lubią. I nie jest to żaden trend, który można odwrócić, lecz podobnie, jak stała pozycja w sondażach partii, jest to sytuacja constans. A wspomniane powyżej działania politycznego PR tylko utwierdzają wyborców w poglądzie, że bracia próbują zmienić swój wizerunek, a być może także swoje poglądy, nie dla dobra sprawowanych urzędów i funkcji, lecz dla własnych korzyści.

Read More

Grosze zabrane partiom

Posted 04 kwi 2009 — by Azrael
Category Państwo, PiS, Platforma, Polityka, Polska, Prawica, Prawo, Sejm, Społeczeństwo, demokracja

Wczorajsza szopka sejmowa, dotycząca marnych kilkudziesięciu milionów złotych (w skali całego budżetu państwa), zaoszczędzonych na finansowaniu partii politycznych, to przykład kolejnej demagogii całej klasy politycznej.

Kwota trzydziestu kilku milionów nie ma kompletnie żadnego znaczenia, ale brak na koncie partii może przyczynić się do zwiększenia konkurencyjności drugiej – zdobytej dzięki politycznemu PR, reklamie, spotom telewizyjnym. Uszczuplenie kont partii, zaowocuje tylko tym, że mniej będzie na ulicach billboardów, mniej nędznych i sztampowych reklam w telewizji i radiu. Niestety, politycy sejmowi nie dotknęli najważniejszego problemu, czyli zasad finansowania działalności politycznej i społecznej, jako systemu.

System polityczny w państwie demokratycznym działa w oparciu o partie polityczne i tego nie da się zmienić, demokracja bezpośrednia, czy inicjatywy samorządowe dobrze się mogą sprawdzać w skali mikro, lokalnej, ale do zarządzania aparatem państwa konieczne jest użycie partii politycznych. Jednak partie te powinny odzwierciedlać jak najszersze spektrum wyborców, w związku z tym, szczególnie patrząc na małą frekwencję wyborczą w Polsce, należy na nowo otworzyć system polityczny i partyjny w Polsce. Może to tylko odbyć się w ten sposób, że dotychczasowy system finansowania zostanie otworzony na nowo i zdywersyfikowany.

Polityka, działalność publiczna, musi kosztować i powinna być finansowana z budżetu, ale tylko w części i to nawet nie przeważającej. Polityka to nie tylko politycy w Sejmie i mediach, to również ich zaplecze eksperckie, polityczne think tanki (które dalej są w Polsce w powijakach), to działalność lokalna, na szczeblu okręgów wyborczych. To wymaga pieniędzy, jeżeli ma to mieć charakter profesjonalny.

Read More

"Na Zyzaka"

Posted 03 kwi 2009 — by Azrael
Category Etyka, IPN, Polityka, Polska, Popaprańcy, Prawica, Społeczeństwo

Czas powoli, na koniec tygodnia, sumować sprawę zwaną „aferą Pawła Zyzaka”. Niektórzy piszą o aferze ipeenowskiej, inni o aferze na UJ, jeszcze innym będzie się ona kojarzyła z siusianiem do chrzcielnicy, a może nawet ze sprawą polskiej afery rozporkowej, a’la Lech Wałęsa, bo przecież legendarny przywódca polskiej opozycji nie utrzymał na wodzy…, no, zostawmy opisy na boku…

W sprawie są generalnie cztery strony, coś na kształt czworokąta. Jest magister Zyzak, z książką i swoim promotorem, profesorem Nowakiem, jest bohater książki, czyli Lech Wałęsa, dalej mamy IPN, jak tarcza strzelnicza, no i rząd Donalda Tuska, który z tego może sobie zrobić albo lody albo problem – jeżeli jej nie wykorzysta.

Zacznijmy od magistra Pawła Zyzaka. Ma on swoje pięć minut sławy, która może go wynieść, albo pogrążyć, ale na pewno jego nazwisko zostanie w języku polskim. Już się mówi, „pluć jak Zyzak”, „pisać Zyzakiem”, niektórzy twierdzą, że pewna figura seksualna będzie teraz nie seksem oralnym, ale seksem Zyzaka (jak historia może być oralna, to seks – Zyzaka, prawda?!). Paweł Zyzak jest w centrum zainteresowania mediów, „Gazeta Polska” już rozpoczęła obwożenie go po kraju, jako rewelacyjnej atrakcji (lepszy, niż człowiek-słoń, bo mówi), media mainstreamu jeszcze się wstydzą go zapraszać, ale redaktor Bogdan Rymanowski, z TVN24 zaraz się pewnie złamie. 24-letni pracownik ksero z Instytutu Pamięci Narodowej przeżywa czas chwały. Jego prac magisterską, napisaną na zasadzie wspomnianej historii oralnej, choć oczywiście w stopniu minimalnym, następnie wydaną w formie książkowej, trudno uznać za przełom w historiografii. Jej poziom jest żenujący, gdyby nie objętość, można by ją zaliczyć do literatury „kolejowej”. Ale za to trafiła na podatny grunt, ponieważ jest trzecią tego rodzaju publikacją, po dwóch pracach Sławomira Cenckiewicza (pierwsza z Piotrem Gontarczykiem), a do tego wydaną prawie w rocznicę podpisania umów Okrągłego Stołu. Trafia ona też w określone środowiska polityczne i określoną atmosferę permanentnej wojny historycznej, mającej na celu zanegowanie etosu „Solidarności”, z jego zwieńczeniem, czyli Okrągłym Stołem.

Read More

Declanowe srebrniki

Posted 28 mar 2009 — by Azrael
Category Państwo, Polityka, Polska, Popaprańcy, Prawica, Unia Europejska, demokracja, wybory

Nazwisko Declana Ganley’a poznaliśmy tuż przed irlandzkim referendum w sprawie przyjęcia Traktatu Lizbońskiego. Tajemniczy irlandzki przedsiębiorca założył nieformalny ruch sprzeciwu wobec Traktatu, strasząc Irlandczyków tym, że wiele ich przywilejów ekonomicznych, ale również społecznych, jak na przykład zakaz aborcji, zostanie zlikwidowanych w wyniku przyjęcia nowych regulacji traktatowych. Irlandczycy wybrali pomysły Ganley’a, ale chyba w powtórzonym referendum już tego błędu nie uczynią.
Ganley idąc za ciosem stworzył paneuropejską partię pod nazwą Libertas, która ma za zadanie tworzenie alternatywnego do struktur oficjalnych Unii Europejskiej modelu wspólnoty. Nie bardzo wiadomo, jaka to alternatywa miała by być, tym bardziej, że Declan Ganley nie odcina się od pewnych rozwiązań instytucjonalnych UE, jak wspólnego prezydenta, czy przyjęcia euro przez wszystkie kraje. Oczywiście zakłada również, że członkowie jego formacji będą zasiadali w europarlamencie.

Libertas weszło do Polski, kilka miesięcy temu nieformalne, teraz już w pełnej formie organizacyjnej. Za partnerów Ganley ma polskie, śladowe, formacje polityczne i polityków z marginesu, jak pokazuje sprawa pijaństwa Mirosława Orzechowskiego, nie tylko politycznego, raczej nastawionych do Unii Europejskiej sceptycznie, a nawet wrogo. Polscy eurosceptycy mają jednak “ciąg” do Parlamentu Europejskiego, a raczej do pieniędzy, jakie tam można zarobić. Partia najbardziej eurosceptyczna, Liga Polskich Rodzin Romana Giertycha, która się też podłączyła do Libertas, zajęła w wyborach w roku 2005 drugie miejsce.

Wujek Ganley ma coś, czego polska prawica nigdy w nadmiarze nie miała – czyli pieniądze. I właśnie je uruchamia, na poczet kampanii wyborczej.

Declan Ganley, a zapewne jego polscy doradcy wpadli na pomysł, aby sfinansować kampanie do Parlamentu Europejskiego kredytem bankowym, zaciągniętym w polskim banku, poręczonym majątkiem swego bossa. Polskie prawo zakazuje finansowania partii politycznych z pieniędzy zagranicznych, więc pomysł ten wydaje się dobrym obejściem tych zapisów. Zapisów prawa tak, ale obyczaju i przyzwoitości politycznej – już nie. A do tego tej machlojki mają się dopuścić wielce zawsze etyczni narodowi patrioci, którzy na ustach mają zawsze wymieszane słowa o interesie narodowym, moralności, odpowiedzialności za państwo, i tym podobne frazesy.

Jednak jest jeszcze jednak sprawa; Jak się okazuje, umowa pomiędzy polskim oddziałem partii Libertas, a jej szefem może być niezgodna z polskim prawem, o ile kredyt zostanie spłacony przez poręczyciela, czyli Declana Ganley’a. Otóż w Kodeksie Cywilnym, któremu umowa kredytowa podlega znajdujemy zapis o następującej treści;

Art. 83. § 1. Nieważne jest oświadczenie woli złożone drugiej stronie za jej zgodą dla pozoru. Jeżeli oświadczenie takie zostało złożone dla ukrycia innej czynności prawnej, ważność oświadczenia ocenia się według właściwości tej czynności.

Jeżeli strony z góry się umówiły, że kredyt bankowy dla polskiego oddziału partii Libertas nie zostanie nigdy przez nią spłacony, może to zostać zakwalifikowane przez sąd właśnie jako „pozorność czynności prawnej” – i umowa kredytowa może uznać ją za nieważną, jako umowa zawarta tylko dla pozoru… Oznacza to, że PKW będzie miała prawo uznać, że Libertas jest de facto finansowane z pieniędzy zagranicznych – i komitet wyborczy zostanie usunięty z list….

„Razwiedka” irlandzka w postaci Ganley’a może ponieść w Polsce klęskę, która przełoży się na działanie jego formacji w całej Europie. Polscy działacze jego partii, pracujący za jego pieniądze – już ponieśli klęskę. Polscy genetyczni patrioci, obrońcy naszej suwerenności, polskiej złotówki, polskiej tożsamości, polskiego interesu narodowego sprzedali się za euro irlandzkiego mocodawcy. Dla prostej kariery.

Azrael

———

Podziękowanie dla septe za wskazanie tego problemu prawnego

Politycy bez idei

Posted 26 mar 2009 — by Azrael
Category Państwo, Polityka, Polska, Prawica, demokracja, lewica

Czas wielkich osobowości politycznych w Polsce już minął. Ostatnią osobowością i praktycznie jedyną w czasach wolnej Polski, która odcisnęła indywidualnie swoją charyzmą piętno na losach Polski, był marszałek Józef Piłsudski. Po drugiej wojnie światowej takiej osobowości nie było, chyba że uznamy rolę Jana Pawła II w obaleniu komunizmu. Lech Wałęsa, ludowy przywódca, jest raczej emanacją ruchu społecznego, Leszek Balcerowicz to technokrata, a Aleksander Kwaśniewski – bardziej zdolny socjotechnik i kunktator polityczny, niż mąż stanu.

Po roku 1945, a także po roku 1989 – nikt nie zbudował żadnego, rozsądnego, spójnego programu ideowego, strategii, czy może choć zarysu kierunku rozwoju naszego kraju. Miałkość i brak wzorców w polskich elitach są tak głębokie, brak dyskusji, a także oddzielenie środowisk intelektualnych od prawdziwego życia społecznego jest tak duże – że nie można mówić o czymś takim, jak idee we współczesnej polskiej polityce. Dziś w polityce mamy sprawnych administratorów, sprawnych politykierów i wytwory PR politycznego, a nie autentyczne osobowości, ludzi z charyzmą. Jeżeli nawet wydaje się nam, że ktoś takową ma, to jest to tylko namiastka tego, co przywódca polityczny powinien sobą reprezentować. Nie jest to oczywiście tylko wina stanu polskiej polityki, choć jest on, jak wszyscy widzimy, tragiczny, lecz raczej przypadłość stanu politycznego, który został nazwany post polityką. Nazwa ta, określająca politykę bez idei, została z popularyzowana dość niedawno, a była pokłosiem i echem tak zwanej IV RP, quasi ustroju, jaki chciano na siłę wdrożyć w polskim społeczeństwie. Ustrój ten wulgarnie nazywano kaczyzmem.
Po roku 1989 w Polsce stworzył się konsensus demokracji parlamentarnej i liberalizmu gospodarczego. Nigdy jednak nie ukonstytuował się pełny obraz nowoczesnego społeczeństwa, w której dominującą rolę odgrywa warstwa średnia i inteligencja. Nie przez przypadek Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory w roku 2005 dzięki warstwom małomiasteczkowym i anty inteligenckim. Hasła demokratyczne i liberalizmu gospodarczego zostały zastąpione ideologią nacjonalistyczną z zabarwieniem katolickim – natomiast, liberalizm gospodarczy – zastąpiono populizmem ekonomicznym i przynajmniej w warstwie werbalnej – socjalistycznym podejściem do gospodarki. Zerwanie z demokracją i liberalizmem a postawienie na populizm i narodowy klerykalizm – zapewnił sukces partii braci Jarosława i Lecha Kaczyńskich. Ale to nie była żadna idea, nie mówiąc o programie dla państwa.

Read More

Lepiej z "GW" zyskać…

Posted 25 mar 2009 — by Azrael
Category Etyka, Państwo, Polityka, Polska, Popaprańcy, Prawica, etyka dziennikarska

Czasem zastanawiam się, czytając prawicowych dziennikarzy, ile trzeba mieć w sobie pokładów złości, nieuczciwości intelektualnej i takiej prostej nienawiści do przeciwników, aby to tak zaślepiało, aż do śmieszności.

Piotr Semka, prawicowy, nie niezależny, bo już nawet na takiego nie pozuje, publicysta „Rzeczpospolitej” napisał na swoim blogu umieszczonym na portalu gazety, krótki komentarz, dotyczący Radosława Sikorskiego i jego kandydowania na sekretarza generalnego NATO.

Semka niestarannie ukrywa, że z tego, że Radosław Sikorski nie zostanie nominowany na stanowisko w NATO, cieszy się. Uważa, że jest to przykład tego, że Polska nie jest traktowana jako równorzędny partner i nasze ambicje, aby zostać docenionym przez inne duże państwa Unii Europejskiej, zostały potwierdzone. Całość sprowadza do personaliów, ponieważ uważając polskiego ministra spraw zagranicznych za postać ważną, stwierdza, że właśnie to spowodowało, że nie znalazł on uznania. Semka uważa, że na stanowiska do instytucji europejskich powinno wystawiać się takich kandydatów, którzy nie koniecznie mogą objąć stanowiska, ale będą reprezentowali swoiście rozumianą „polską rację stanu”. Ta racja stanu ma polegać na tym, aby tak formułować nasze stanowiska, w tym przypadku dotyczące spraw rosyjskich, aby nie mogły zostać one przyjęte przez inne kraje… Jednym słowem ważniejsze jest to, aby prezentować opinie, a nie koniecznie wchodzić w struktury wspólnoty europejskiej, tam, gdzie faktycznie, realnie podejmowane są decyzje. Nie ważne jest to, czy polityka ma być skuteczna, czy nie – ważne jest to, aby było swoiście, po semkowsku, patriotyczna.

O co właściwie Semce chodzi? Otóż pod pokładem niechęci do Sikorskiego i takiego oszołomskiego „patriotyzmu” za cenę naszych interesów, kryje się niechęć do lewicy i Aleksandra Kwaśniewskiego osobiście. Semkę boli, w dwójnasób, że Kwaśniewski jest postrzegany jako kandydat lepszy od tego nielubianego przez niego Sikorskiego, zarówno w Polsce, i to nie tylko środowiska lewicowe, ale również na Zachodzie. Kwaśniewski to zadra w oku prawicowych środowisk i mówienie o tym, że to on w dużym stopniu stoi zarówno za naszym wejściem do struktur euroatlantyckich, jak i Unii Europejskiej, jest dla środowiska Semki czymś, co przynosi mu cierpienie.

Komentator polityczny „Rzeczpospolitej” widzi wprawdzie możliwość współpracy z innymi krajami europejskimi, zawierania kompromisów, ale nie za cenę rekomendowania na stanowiska osób, które według niego nie będą tak patriotyczne, jak sobie życzą patrioci spod znaku „Rzeczpospolitej”.

Łamańce, jakie Semka wyczynia w swoim tekście, na połowie strony formatu A4 są zadziwiające. Z jednej strony mamy ukrytą satysfakcję, że „nie nasz” Sikorski, wprawdzie z prawicy, ale nie dość patriotyczny, przegrywa i jest to przykład tego, że źle nas traktują, z drugiej strony, gdyby kandydat już zupełnie wrogi wygrał, to byłaby to zupełna klęska…

Pomijając już karierę, sukcesy i wkład Aleksandra Kwaśniewskiego w transformację Polski, jego rolę w wejściu do wspólnoty europejskiej, na równych prawach, zadziwiający jest u prawicowca brak poczucia odpowiedzialności za interes Polski w Unii i brak takiego normalnego wydawałoby się poczucia solidarności z Polakiem, któremu należy życzyć dobrze – a dotyczy to zarówno Radosława Sikorskiego, jak i byłego prezydenta. Takie pojmowanie interesu narodowego, społecznego, a wręcz patriotyzmu jest mi zupełnie obce.

Jeżeli tak ma wyglądać dbałość o interes narodowy w wykonaniu „Rzeczpospolitej”, to ja wolę czytać już z powrotem „Gazetę Wyborczą”. Tam takich nadużyć intelektualnych i schadenfreude z porażki Polaka nie znajdę.

Azrael

————————

Komentarz Piotra Semki – „Lepiej z Sikorskim przegrać”