Gaz łupkowy – miraż, interes, czy polityka?

Od kilku lat słyszmy, że Polska leży na gigantycznych złożach gazu łupkowego. Szacunki, ale jak na razie tylko szacunki, mówią że mamy go 5,3 biliona m3, co przy rocznym zużyciu krajowym na poziomie kilkunastu miliardów metrów sześciennych rocznie, czyni nas krezusami. Więcej od nas mają w Europie, ale też tylko szacunkowo, Brytyjczycy. Dziś wydobywamy około pięć miliardów metrów sześciennych gazu ziemnego rocznie, metodami konwencjonalnymi. Po uruchomieniu wydobycia gazu łupkowego na skalę przemysłową, produkcja mogłaby wzrosnąć nawet do 30 mln m3 rocznie. Ale choć gazu łupkowego szuka już w naszym kraju ponad 30 firm, przyznano około 220 koncesji na poszukiwania, to jednak próbnych odwiertów jest mało. PGNiG rozpoczęło wydobycie gazu z łupków w Lubocinie w pobliżu Wejherowa. Ale kiedy przerodzi się to w wydobycie przemysłowe – dalej nie wiadomo.

Pytań i wątpliwości w sprawie gazu w dalszym ciągu jest więcej, niż realnych danych i informacji. Gra się toczy na różnych płaszczyznach i w różnych miejscach, w Warszawie, ale i w Brukseli, a także w… Moskwie, gdzie siedzibę ma Gazprom.

W Brukseli można usłyszeć bardzo różne głosy ekspertów energetycznych i politycznych w sprawie wydobycia gazu łupkowego. Przykładem tego była międzynarodowa konferencja zorganizowana przez polskich europarlamentarzystów, skupionych we frakcji EPP Parlamentu Europejskiego, 20 września tego roku, w siedzibie Parlamentu Europejskiego w Brukseli. Konferencja, prowadzona przez Jacka Saryusz-Wolskiego, Bogusława Sonika i Lenę Kolarską-Bobińską, poruszyła najpoważniejsze problemy wydobycia gazu łupkowego w Polsce. Polityczne, ekonomiczne, ale również technologiczne, gdyż jednym z zaproszonych specjalistów był prof. Paweł Poprawa z Państwowego Instytutu Geologicznego. Reprezentowani byli specjaliści z całego świata, między innymi p. Saya Kitasel z Worldwatch Institute, czy p. Brian Horsfield z Gas Shales in Europe (GASH). A na wypełnionej po brzegi sali byli zwolennicy wydobycia gazu, jak i jego przeciwnicy, między innymi europosłowie z frakcji Zielonych.

Continue Reading →

Putin – Miedwiediew – zmiana czy kontynuacja?

Dmitrij Miedwiediew objął władzę na Kremlu w maju 2008 roku. Został wybrany w wolnych, demokratycznych, tajnych wyborach, ale jak wszyscy doskonale wiedzieli, z namaszczenia swojego poprzednika, Władimira Putina. Dostał ponad 70% głosów, przy frekwencji przekraczającej 60%. Po raz pierwszy w Rosji postsowieckiej został wybrany prezydent po panowaniu po pełniej, dwukrotnej kadencji swojego poprzednika. Wielu zauważyło wtedy, że Miedwiediew po złożeniu przysięgi z dłonią na rosyjskiej konstytucji, sam podjął insygnia władzy, a nie z rąk Putina. Odebrano to jako sygnał, że nowy przywódca nie będzie żadną marionetką. Potwierdził to zresztą w wywiadzie dla polskiej prasy kilka miesięcy później adwokat Michaiła Chodorkowskiego, Robert Amsterdam, który stwierdził, że Miedwiediew jest samodzielnym, autonomicznym politykiem.

Pojawiły się natychmiast pytania – kto będzie rządził w Rosji, czy będzie to nowy prezydent, czy jednak siła władzy zostanie przy Putinie, który został premierem? Rosyjski oligarcha, polityczny emigrant, Borys Bieriezowski twierdził wtedy, że choć argumenty i siła polityczna są po stronie Putina, to jednak Miedwiediew będzie tym, który z każdym rokiem swojego panowania będzie zdobywał przewagę. Czy z perspektywy lat i informacji, jakie do nas spłynęły z Moskwy w sobotę, pomylił się? Niekoniecznie.

Obaj szefowie państwa, Miedwiediew i Putin, tworzą duumwirat polityczny. Putin panuje głównie nad sprawami wewnętrznymi Rosji, nad administracją, nad gospodarką. Nie wynika to tylko z zapisów samej Konstytucji Rosji, ale również z tego, że Putin przystąpił do wzmocnienie roli premiera w strukturach władzy. Sprawy nadzoru nad aparatem bezpieczeństwa pozostały w gestii urzędu prezydenckiego, jak i sprawy zagraniczne – decyzje jednak w kluczowych sprawach zapadają w konsultacji pomiędzy Putinem i Miedwiediewem. I ci dwaj politycy, nie pokłócili się o władzę, ponieważ to ludzie z jednego koszyka, pragmatycy polityczni.

Nie zgadzam się z opinią jednego z moich kolegów ze „Studia Opinii”, Sławomira Popowskiego, wieloletniego polskiego rezydenta PAP-a i „Rzeczpospolitej” w Moskwie, znakomitego dziennikarza, że rosyjska demokracja to demokracja „imitacyjna”. To jest demokracja, która wpisuje się doskonale w historię Rosji i doświadczenia współczesnych aktorów tamtej sceny politycznej. To demokracja autorytarna, do jakiej Rosjanie są przyzwyczajeni. To demokracja bardzo różniąca się od reżimu Łukaszenki. To ustrój, który był, jest i będzie akceptowany przez Unię Europejską, Stany Zjednoczone i przyszłego hegemona, Chiny.

Continue Reading →

Co po Osamie bin Ladenie?

Zabicie Osamy bin Ladena jest, jak to dość powszechnie się określa w demokratycznym, liberalnym kręgu cywilizacyjnym „symbolicznym aktem sprawiedliwości” za zamachy na WTC i Pentagon. Biorąc pod uwagę to, że sprawiedliwość w sensie filozoficznym jest wartością etyczną, już samo dokonanie egzekucji na terenie obcego państwa jest wątpliwe. Tym bardziej, że wszelkie dotychczas dostępne informacje wskazują, że amerykańskie oddział specjalny, dokonujący operacji, miał zabić, a nie pojmać tytularnego szefa Al Kaidy, a obserwujący operację amerykańscy oficjele, z prezydentem Barackiem Obamą na czele, wpadli w euforię po jego śmierci.

Czy egzekucja bin Ladena coś zmieni? Nie, on sam od lat, nie miał wpływu na operacje terrorystyczne, zamachy na Bali, w Londynie czy pod Madrytem nie były jego pomysłem. Jak to określił jeden z polskich polityków, był on już tylko emerytowanym generałem terrorystów. Jego śmierć nie oznacza końca Al Kaidy, ponieważ jest to organizacja sieciowa, coś w rodzaju rozproszonej, zdecentralizowanej struktury partyzanckiej i terrorystycznej. Jego miejsce, jak symbolu walki z Zachodem zajmie zapewne jego zastępca i były lekarz, Ayman al-Zawahiri.

Zemsta za zbrodnię z 11 września 2011 roku ma wymiar symboliczny, ale znaczenie tego dla bezpieczeństwa globalnego jest żadne. Sposób dokonania rajdu do wnętrza Pakistanu świadczy paradoksalnie o tym, jak słabe i osamotnione są Stany Zjednoczone, i jak już niewielki mają wpływ na to, co się dzieje w krajach muzułmańskich. Chyba dla wszystkich jest jasne, że Osama bin Laden mógł tak długo ukrywać się na pograniczu afgańsko-pakistańskim i na terenie samego Pakistanu tylko dlatego, że był pod ochroną służb specjalnych (a może i wojska) tego kraju. Wszystko wskazuje na to, że Amerykanie samodzielnie, w operacji wywiadowczej, trwającej lata, doszli do miejsca pobytu najbardziej poszukiwanego terrorysty i samodzielnie, bez poinformowania władz Pakistanu, dokonali operacji. Doskonale zdają sobie sprawę, że zarówno służby specjalne tego kraju, jak i wojsko są infiltrowane przez ludzi Dżalaluddina Hakkaniego, obecnego nr. 1 Talibanu pakistańskiego.

Continue Reading →

Gry katyńskie

[...] „…ludobójstwo w sensie właściwym, w odróżnieniu od zwykłej rzezi, żąda następującego kryterium: jest to rzeź zamierzona w ramach ideologii, stawiającej sobie za cel unicestwienie części ludzkości dla wprowadzenia własnej koncepcji dobra. Plan zniszczenia ma obejmować całość określonej grupy, nawet jeśli nie zostaje doprowadzony do końca w rezultacie niemożliwości materialnej czy zwrotu politycznego…” – Alain Besancon

 

Nie ma takiej sprawy, której nie można by użyć w polskiej polityce jako oręża, do uderzenia przeciwnika politycznego. Brak skrupułów i poszanowania uczuć innych jest na początku dziennym.

Nie chce mi się wierzyć, obserwując wydarzenia ostatniego roku, że panie Magdalena Merta i Zuzanna Kurtyka, umieszczając tablicę na kamieniu nieopodal miejsca katastrofy polskiego samolotu, w której zginęli ich mężowie, nie wiedziały, jak oddźwięk i jakie reperkusje będzie miał umieszczony na niej napis. To przecież Janusz Kurtyka, szef IPN tak mocno zaakcentował w jednej ze swoich publikacji to, że zbrodnia katyńska była ludobójstwem.

Warto przypomnieć, że w listopadzie ubiegłego roku, a więc już po katastrofie smoleńskiej, a także po umieszczeniu tablicy, rosyjska Duma przyjęła rezolucję, w której jednoznacznie przyznano, że za mordami polskich oficerów wojska, policji i korpusu ochrony pogranicza, stał Stalin i jego pomocnicy, a czyny te były zbrodniami. To deklaracja ważna – dla Rosji, Rosjan, dla ich pozycji i wiarygodności w Europie, i ważna dla Polaków, naszych wspólnych relacji. Rezolucja ​ rosyjskiej Dumy nie była oczywiście przełomem w naszej wspólnej historii, ten dokonał się wtedy, kiedy Michaił Gorbaczow przyznał, że mord katyński został dokonany rękami rosyjskimi, a uzupełnieniem tego były przeprosiny prezydenta Rosji, Borysa Jelcyna, w roku 1993. Rosjanie jednak po raz pierwszy oficjalnie i instytucjonalnie przyznali, że to oni są winni zbrodni, co jest głęboką przemianą ich własnego spojrzenia na historię swojego państwa. To nie była tylko indywidualna wypowiedź prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, czy Władimira Putina, lecz deklaracja państwowa. Nie uznano tego jednak za ludobójstwo. Nie ma więc tłumaczenia dla polskiego MSZ, który delikatnie, ale stanowczo był informowany, że inskrypcje na tablicy nie są do przyjęcia. Tablica powinna zostać zmieniona – przez Polaków. Awantura w rocznicę katastrofy smoleńskiej była do uniknięcia – przy odrobinie zdrowego rozsądku.

Continue Reading →

Każdy ma swoją prawdę

W Moskwie odbyła się dość dziwna konferencja, transmitowana do Polski. Dziwna, ponieważ raport komisja MAK generał Tatiany Anodiny powinien zamykać wszelkie oficjalne wystąpienia strony rosyjskiej – poza prokuraturą. Dziwna również z tego powodu, że trzej zaproszeni specjaliści byli członkami komisji technicznej MAK-u i wszystko, co mieli do przekazania zostało przekazane.

Rosyjscy specjaliści, piloci i inżynierowie jednoznacznie winą za katastrofę obarczyli stronę polską, począwszy od przygotowania lotu, na błędach załogi kończąc. Nieznajomość lotniska, brak oficjalnej prognozy pogody, nieznajomość procedur, presja psychiczna wywierana na kpt. Protasiuka przez generała Błasika. I pełna obrona kontrolerów pracujących na lotnisku w dniu 10 kwietnia. I patrząc z perspektywy Moskwy – nietrudno się z tym zgodzić.

Polacy po raporcie MAK podnieśli raban, że polskie uwagi do niego, w ilości 27 stron (przekazanych stronie rosyjskiej po polsku…) nie zostały w nim uwzględnione, zapominając, że jednak zostały przez Rosjan przedstawione, jako swoisty protokół rozbieżności. To, że, podobnie jak dziś, nie znalazły się w nim uwagi o pracy rosyjskich kontrolerów lotu, nie oznacza, że nie znajdą się one w polskim raporcie, a także że oskarżeń wobec rosyjskich oficerów nie wysunie polska prokuratura. Tym bardziej, że właśnie polscy prokuratorzy skończyli dwutygodniową, owocną rundę przesłuchań w Rosji, w tym także kontrolerów.

Po dzisiejszej konferencji znów podniósł się w Polsce jazgot, że konferencja była jednostronna, nie oddająca rzeczywistości mglistego kwietniowego poranka ubiegłego roku. Tylko, że z faktami i argumentami strony rosyjskiej dyskutować się nie da, ponieważ to nie oni organizowali lot, nie oni odpowiadali za szkolenie załogi, za polskie procedury, za bałagan i polskie „jakoś to będzie”. Oni mogą współodpowiadać za ostatnie kilka- kilkanaście minut lotu, ale nie widzą potrzeby „podkładać” się polskiej stronie w imię interesu poprawy naszych relacji. Bo katastrofa rozpoczęła się w Polsce, a upadek Tu-154M w błoto lotniska smoleńskiego był tylko zwieńczeniem polskich, naszych błędów.

Oczywiście, RIA Novosti organizując tę konferencję działała w zamyśle politycznym, mającym uprzedzić konferencję polskich prokuratorów, po powrocie z Moskwy. Miało to być czymś w rodzaju uderzenia wyprzedzającego, o czym świadczy położenie nacisku na to, że rosyjscy kontrolerzy nie mieli prawa zamknąć lotniska 10. kwietnia, nawet z powodu mgły, a polski samolot powinien mieć na pokładzie rosyjskiego lidera. To wyraźny znak, że Rosjanie nie zamierzają się podzielić ani odpowiedzialnością prawną, ani polityczną za katastrofę polskiego samolotu z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie. Bo dlaczego by mieli?

Azrael

Z dala od terroryzmu

Miękka reakcja Władimira Putina na zamach na lotnisko Domodiedowo może być zaskoczeniem. Uważa on, że zamach nie ma związku z Czeczenią, a za główne elementy walki z terroryzmem uważa między innymi „rozwój bazy społecznej i gospodarczej na Kaukazie Północnym”. Wskazuje w ten sposób trop, ale ostrze działań odwetowych – jeżeli takie w ogóle będą – nie będzie skierowane w ludność tamtego regionu.

Putin, doświadczony oficer służb i polityk, zdaje sobie sprawę z tego, że zamachy w Rosji są nieuniknione, ze względu na obszar państwa, jak i liczbę konfliktów i grup zainteresowanych takimi działaniami. Zdaje sobie również sprawę z tego, że odwet w stylu wojen czeczeńskich i pacyfikacji całych obszarów państwa, nie przyniesie żadnych korzyści w walce z ekstremistami. To nie są partyzanci w stylu Szamira Basajewa, lecz dobrze zorganizowane grupy islamskich bojowników. Nie ma to nic wspólnego z walką narodowo-wyzwoleńczą Dżochara Dudajewa, czy Asłana Maschadowa, lecz jest realizacją planu wydzielenia z terytorium Rosji obszaru objętego kalifatem. Nie musi to oznaczać wcale, że zamachu dokonali ludzie związani z Doku Umarowem, ponieważ terror islamski, po doświadczeniach walki z Al Kaidą, działa w formie rozproszonych, autonomicznych grup. Równie dobrze zamachu mogli dokonać Czeczeni, jak Ingusze, czy bojowcy z Dagestanu.

Continue Reading →

Debata smoleńska

Debata w założeniu powinna zakończyć się konkluzjami, przyczynić się do zbliżenia jej stron, wyjaśnić wątpliwości. W polskim Sejmie jednak dawno już debata parlamentarna nie wnosi do polityki nic nowego, raczej obnaża miałkość polskiej klasy politycznej.

Wczoraj, na wniosek opozycji, dyskutowano o problemie katastrofy smoleńskiej, w kontekście ubiegłotygodniowego raportu komisji Tatiany Anodiny (MAK) i polskiej odpowiedzi, czyli medialnej i multimedialnej konferencji komisji Jerzego Millera. Debata została tak naprawdę sprowadzona, nie po raz pierwszy, do przedstawienia z trybuny sejmowej dwóch racji – tej rządowej, czyli platformerskiej i opozycyjnej, czyli pisowskiej. W tle racji czysto politycznych, a raczej politykierskich, stał problem naszych relacji z Rosją. Takie postawienie sprawy spowodowało to, że najrozsądniejsze wypowiedzi padały z ust posłów lewicowych, Marka Borowskiego i Andrzeja Celińskiego, a także, jak zawsze po chłopsku rozsądnego, Stanisława Żelichowskiego.

Premier był przygotowany do dyskusji politycznej, doskonale zdawał sobie sprawę, co może go czekać, dlatego szczegóły dotyczące katastrofy smoleńskiej zostawił swoim ministrom, sam natomiast swoje wystąpienie rozpoczął od ataku politycznego. I tak jak w trakcie swojego wystąpienia powiedział, że rządowi chodziło o to, aby „wygrać prawdę o Smoleńsku, wygrać pokój w relacjach międzynarodowych i wygrać pokój w demokratycznym sensie ustrojowym” , tak wygrał również na samym początku starcie polityczne z opozycją. Przedstawił, na zasadzie kontrastu, to, że rząd chce wygrać całą prawdę o Smoleńsku, co w związku z trudnymi relacjami z Rosją nie jest łatwe, opozycja natomiast buduje swoją pozycję polityczną w oparciu o tezy zamachu.

Continue Reading →

Wet za wet

Konferencja i prezentacja multimedialna komisji państwowej, pod kierownictwem Jerzego Millera to poważny błąd polityczny rządu Donalda Tuska. Podobnie jak raport komisji MAK Tatiany Adoniny jest ona niepełna, manipulacyjna i wybiórcza. Już sam fakt, że zaprezentowane materiały audio zapisów rozmów w wieży lotniska są niekompletne i zostały pozyskane nieoficjalnie, stawiają nie tylko polskiego ministra, ale również rząd w nie najlepszym świetle. Efektem tego jest to, że jak podała rosyjska agencja prasowa, MAK odtajni wszystkie zapisy z wieży i rozmów kontrolerów, a nie tylko 1/10, jaka jest w polskim posiadaniu – i zapewne uzupełni je o stosowny komentarz.

Kilka nowych elementów, jakie poznaliśmy na konferencji ministra Millera nie było warte politycznego wydźwięku tego przedstawienia. Polska strona zachowała się dokładnie tak samo, jak komisja Anodiny, tylko, że nie zostanie to powszechnie zauważone na świecie. Donald Tusk tylko nieznacznie poprawi wizerunek swój i rządu w kraju, zaburzony zbyt miękką i spóźnioną reakcją na raport MAK, nie uzyskując nic w relacjach z Moskwą – a wprost przeciwnie, pogarszając nasze relacje. Można zrozumieć psychologiczne i prestiżowe potraktowanie sprawy, a „honorowe” zaprezentowanie naszych racji w ten sposób to pokazanie słabości, a nie siły. Tym bardziej, że jak się okazuje, Polska nie ma innej drogi, jak dogadywanie się z Rosją, oczywiście na bazie rzetelnego podejścia do sprawy wyjaśnienia wszystkich okoliczności katastrofy smoleńskiej.

Continue Reading →

Hity i kity

Medialnym hitem weekendu stała się artykuł Bogdana Wróblewskiego z „Gazety Wyborczej”. Przekazał w nim informację, że zgodnie z zapisami z jednej z czarnych skrzynek Tu 154M, Cockpit Voice Recorder, odczytanymi już w Polsce, pierwszy pilot, kpt. Protasiuk na 22 sekundy przed katastrofą zgłosił, że odchodzi na drugi krąg, a 8. sek, później drugi pilot, mjr. Grzywa to potwierdził. Tego pierwszego zgłoszenia w raporcie MAK nie ma. To ma być dowód, że, po pierwsze, piloci „nie byli samobójcami”, po drugie, Rosjanie manipulują w swoim sprawozdaniu. Prosta, wycinkowa informacja została natychmiast przełożona na język polityki i stała się narzędziem rozgrywki…

Gdy jednak przyjrzeć się bliżej tej informacji i posłuchać ocen fachowców, to potwierdza to tylko to, że polska załoga popełniła wszystkie błędy, jakie mogła zrobić, złamała wszelkie procedury. Ta komenda, informacja podana przez pilota nie tłumaczy tego, dlaczego pilot we mgle podjął decyzję lądowania. Nie tłumaczy tego, dlaczego ustawił kilka minut wcześniej system autopilota i automatycznego ciągu, który miał go doprowadzić do pozycji i pułapu decyzji, a następnie automatycznie (po naciśnięciu jednego przycisku) odprowadzić. Nie mógł tego zrobić, ponieważ ten system powiązany jest drogą radiową z lotniskowym systemem ILS ( Instrument Landing System), którego na lotnisku Siewiernyj nie było… Nie tłumaczy, dlaczego w ciągu 8. sekund pilot nie podjął samodzielnie decyzji o zwiększeniu ciągu i ściągnięciu wolantu, nie tłumaczy, dlaczego pilot schodził pod złym kątem i korzystał z wysokościomierza radiowego, a nie barycznego, wyskalowanego dla poziomu lotniska, nie tłumaczy wielu innych rzeczy… Ale za to tłumaczy, że presja i napięcie w kabinie, perspektywa bez-alternatywności nie pozwoliła Protasiukowi na podjęcie prawidłowej decyzji.

Continue Reading →

Raport i dyplomacja

Histeria, jaka się rozpętała po opublikowaniu raportu moskiewskiej komisji MAK pod kierownictwem Tatiany Anodiny, nawet jak na warunki polskie, jest niesłychana. Rosjanie nie uwzględnili polskich uwag (choć zostały one zamieszczone, w formie załącznika, a więc są częścią raportu), nie uwzględnili informacji o błędach i zaniechaniach kontrolerów na lotnisku Siewiernyj, napisali o polskim pijanym generale, naciskach na załogę tupolewa, i do tego śmieli pouczać Polaków, jak latać, jak szkolić pilotów i jakich procedur przestrzegać. Polska została „obrażona, spostponowana, wydana na pośmiewisko”, nie mówiąc, że oszukana.

Tylko, że jeżeli się posłucha i poczyta specjalistów, a nie polityków i ich medialnych pomagierów, to okazuje się, że większość, może nawet 90% raportu, nie odbiega od prawdy, informacji powszechnie już znanych, choćby z wydanych książek, będących dziennikarskimi śledztwami. Co więcej, nie jest to publicystyczna powiastka do czytania przy kominku, ale solidny materiał podbudowany załącznikami, analizami, protokołami. I wbrew pozorom, nie przesądzający o winie kogokolwiek, choć oczywiście nie oddający całości zagadnień. To rosyjski punkt widzenie, zrobiony w interesie politycznym Rosji. Teraz czas na nasze, polskie, własne ustalenia komisji Jerzego Millera i dochodzenie polskiej prokuratury. Czy będą rzetelne? Mam duże wątpliwości, patrząc na tę histerię.

Ustalenie przyczyn katastrofy ma wymiar nie tylko techniczny i organizacyjny, ale głównie polityczny. Od momentu kiedy Donald Tusk przyjął rosyjską propozycję procedowania według Konwencji Chicagowskiej, nabrało to nie tylko wymiaru prawnego i organizacyjnego, ale również politycznego. Szkoda, że premier zdał sobie z tego sprawę dość późno, ponieważ Władimir Putin zapewne wiedział to od samego początku. Z perspektywy czasu widać jednak (również wyciągając wnioski z zachowania komisji MAK), że był to jedyny możliwy do przyjęcia wariant. Jeżeli ustalono by procedowanie na podstawie tak chętnie przywoływanego przez niektórych komentatorów, polityków i prawników polsko-rosyjskie porozumienia w sprawie ruchu samolotów wojskowych i wspólnego wyjaśniania katastrof, to jestem przekonany, że zarówno komisje polska i rosyjska, jak i prokuratury nie doszłyby do porozumienia. A Rosjanie mieliby argument do przeciągania sprawy i procedowania własnym torem – nawet bez polskiego udziału. A tak, uznając, że raport nie jest pełny i do końca rzetelny, pozostaje nam dalej możliwość negocjacji i konsultacji z Moskwą, w ostateczności odwołania się do międzynarodowej organizacji lotniczej.

Continue Reading →

Komentarz polityczny – 13. stycznia 2011

Azrael

———————————————–

* Dziś, o godzinie 21.40 zapraszam do „Superstacji”. Będę gościem programu Elizy Michalik.

Spodziewany raport MAK

Raport moskiewskiej komisji, MAK, z założenia międzynarodowej, a de facto rosyjskiej, silnie umocowanej na Kremlu nie powinien nikogo, kto uważnie śledził wszystkie dostępne informacje i materiały. Śledził i racjonalnie analizował, bez odwoływania się do teorii spisków, zamachów, bomb termicznych, zakłóceń urządzeń samolotu, czy wręcz podstawienia drugiego tupolewa i uprowadzenie pasażerów. Jest zaskoczeniem jednak dla tych, którzy uważali, że Rosjanie pozostaną bezstronni i przyznają się do swoich błędów. Od razu napiszmy – błędów, które nie były główną przyczyną katastrofy Tu-154M, ale tylko błędów pozwalających polskim pilotom na pójście prostą drogą ku do upadkowi samolotu w podmokłym zagajniku.

Jak wielokrotnie już pisałem, przyczyn katastrofy powinniśmy szukać najpierw u siebie, w Polsce, przed wylotem samolotu, może wiele miesięcy, a nawet lat wcześniej. Bo to, że załoga była nieprzygotowana do tego lotu jest wynikiem wcześniejszych zaniedbań w 36. pułku, polskim lotnictwie, systemie szkolenia. To, że lot się w ogóle zaczął, jest winą nie pilotów, ale tych, którzy zdecydowali, że mają oni lecieć bez sprawdzonej i potwierdzonej prognozy pogody, aktualnych kart podejścia na lotnisko, znajomości statusu i wyposażenia lotniska, braku tak zwanego lidera na pokładzie, nie znając procedur lądowania na wojskowym rosyjskim lotnisku, a przede wszystkim bez programu lotu, zakładającego rozwiązania alternatywne, niż tylko lądowanie na lotnisku Sewiernyj. Jeżeli dodamy do tego presję, jaka musiała lotowi towarzyszyć i brawurę polskich pilotów (pamiętajmy, że lądujący wcześniej polski JAK40 też złamał procedury), to do tej katastrofy dojść musiało.

Na pokładzie samolotu znajdował się zwierzchnik sił zbrojnych, prezydent RP, Lech Kaczyński i generał Andrzej Błasik, przełożony i tak naprawdę dowódca lotu. Piloci samolotu, kpt. Arkadiusz Protasiuk i mjr Robert Grzywa mieli świadomość, na jaką uroczystość lecą, że spóźnieni wylecieli z Warszawy i, że pomimo sygnałów i sugestii rosyjskiej służby naziemnej o odejściu na lotniska zapasowe, niewylądowanie może mieć poważne reperkusje. Raport MAK-U nie myli się w tej części, gdzie sugeruje presję na pilotów. Jest jasne, że dowódca załogi poddany był ogromnej presji. Dowódcą tego statku powietrznego nie był kapitan Protasiuk, lecz prezydent Lech Kaczyński, a jego przedstawicielem w kabinie pilotów był właśnie generał Błasik, a kilkanaście minut wcześniej w kabinie pojawił się dyrektor protokołu dyplomatycznego MSZ, Mariusz Kazana. Pilot doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jakie będą reperkusje, nie tylko dla niego, jeżeli samolot nie przyziemi na smoleńskim lotnisku…

Continue Reading →

Na rok 2011

Prognozowanie tego, co może się zdarzyć w roku 2011 może być oczywiście bardzo zawodne, szczególnie, jeżeli popatrzymy wstecz, na rok miniony. Nikt nie mógł przewidzieć katastrofy smoleńskiej, która od 10 kwietnia jest punktem odniesienie i polityczną cezurą. Nikt nie mógł przewidzieć skali powodzi, które w mniejszym stopniu, ale również wpłynęły na życie polityczne i społeczne.

Możemy prognozować sprawy natury politycznej, czy ekonomicznej, ale też w zakresie ograniczonym, co pokazał choćby kryzys ekonomiczny z roku 2008, który większość ekonomistów zaskoczył, choć symptomy bańki spekulacyjnej na rynku kredytów hipotecznych, a także handlu derywatami, powinny zaniepokoić specjalistów już kilka lat wcześniej. Dziś wszyscy się spodziewają kryzysów finansów wielu państw i załamania euro, ale nikt nie wie, jak on będzie wyglądał i czym się zakończy.

Zostańmy przy sprawach w miarę pewnych.

1. Na polską politykę będzie rzutowała sprawa wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Na polską politykę i na relacje polsko-rosyjskie, ale w zakresie mniejszym, niż się przypuszcza. Nieuniknione jest to, że politycy i zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości będą robić wszystko, aby wykorzystać to do doraźnych celów politycznych – zbliżają się przecież wybory parlamentarne, a Jarosław Kaczyński nie ma i nie będzie miał argumentów innej natury, aby pokonać Platformę Obywatelską. Sądzę jednak, że będą to działania bezskuteczne. Podjęte ostatnio kroki, aby sprowadzić sprawę na odpowiednią płaszczyznę, odszukania przyczyn katastrofy wokół samego lotu. I powoli ten punkt widzenia zaczyna się przebijać do świadomości, że winnych (bezpośrednich) upadku TU 154M należy szukać w trójkącie generał Andrzej Błasik – załoga samolotu – wieża kontrolna na lotnisku Siewiernyj.

Kluczowe do wyjaśnienia i zamknięcia sprawy nie będzie wcale sprawozdanie międzypaństwowej komisji MAK i rosyjskiej prokuratury, ale wyniki prac polskiej komisji, pod przewodnictwem min. Jerzego Millera i polskiej, wojskowej prokuratury. Nie zmienią tego polityczne próby wmieszania w sprawę polityków, ani próby umiędzynarodowienie dochodzenia, komisja Macierewicza, wzywanie amerykańskich kongresmenów, czy natowskich generałów. Wyjaśnienie wszystkich okoliczności, przyczyn i praprzyczyn katastrofy zależy od działania polskiej komisji i polskiej prokuratury – to one i tylko one powinny otrzymać uprawnienia do przedstawienia konkluzji końcowych, zaleceń i ewentualnie wniosków dla sądu.

Continue Reading →

Problem Białorusi

Temat Białorusi i satrapy Łukaszenki dalej nie schodzi z łam prasy, programów stacji informacyjnych. W krajowych komentarzach oznacza to oczywiście polski punkt widzenia i spojrzenie na to się stało w wieczór wyborczy w Mińsku i dni następne jak na gwałt na demokracji. To dość płytkie spojrzenie, ponieważ na Białorusi demokracji w sensie zachodnim długo jeszcze nie będzie, co więcej – większość Białorusinów jak się wydaje, jej nie chce za bardzo.

Polski minister spraw zagranicznych , Radosław Sikorski została gremialnie skrytykowany, a wręcz wyśmiany za listopadową podróż do Mińska (razem z ministrem niemieckim, Guido Westerwelle). Zarzucono im naiwność i niedostatek znajomości realiów białoruskich, a wręcz zdradę interesów demokratycznej opozycji białoruskiej. To błędna, trywialna ocena. Sikorski pojawił się na Białorusi po to, aby robić politykę, politykę unijną – ale jednocześnie polityką antyrosyjską. I to ostatnie było naiwnością, w dodatku podwójną.

Komentatorzy rzadko biorą pod uwagę to, że postsowiecka Białoruś ma byt państwowy krótki i uważana jest w przez Rosję za swoją strefę wpływów, podobnie jak Gruzja, Mołdowa, czy Ukraina. Kraj tranzytowy surowców, rynek zbytu (obustronny), ludność tak naprawdę rosyjskojęzyczna. Oddanie wpływów na Białorusi przez Rosję byłoby wielką naiwnością. Podwójną w kontekście planowanego zacieśnienia kontaktów Rosji z Unią Europejską i NATO – przy aprobacie Stanów Zjednoczonych. Białoruś jest państwem ważnym dla obu stron – Unii Europejskiej i Rosji. I Łukaszenkę można obalić tylko w porozumieniu z Kremlem…

Continue Reading →

Miedwiediew w Polsce ​

Jeśli jednak nasza pozycja będzie słaba, jeśli sami nie będziemy umieli rozwiązywać naszych problemów z sąsiadami za Bugiem, jeśli płaczliwie będziemy szukać pomocy na Zachodzie w każdej sprawie, to nie oczekujmy traktowania nas jako równorzędnego partnera, lecz jedynie jako protegowanego. Niemcy nie zdywersyfikują naszych dostaw surowców energetycznych, nie ochronią naszej mniejszości ani dyplomatów na Wschodzie, a UE nie zajmie stanowiska w kwestii spornej, zanim tego nie uczyni polski premier czy prezydent.

Antoni Podolski – były dyrektor Centrum Stosunków Międzynarodowych w Warszawie.

Wizyta rosyjskiego prezydenta, Dmitrija Miedwiediewa, w Polsce, nie będzie żadnym przełomem. Mam zresztą wrażenie, że polska strona nie bardzo wie, co by chciała osiągnąć. Umowa gazowa podpisana, inne sprawy dotyczące gospodarki nie wymagają spotkań na aż tak wysokim szczeblu. Przełomem w stosunkach Polski i Rosji tak naprawdę było spotkanie premierów Donalda Tuska i Władimira Putina na Westerplatte. To wtedy uzgodniono zapewne najważniejsze szczegóły porozumienia gazowego, Rosjanie przekonywali nas do uczestnictwa w Nord Stream (z czego niestety nie skorzystaliśmy). Jeszcze więcej ustalono w kwestiach symbolicznych – złożono deklaracje otwarciu, na zasadach wzajemności archiwów (Putin), a także deklaracja korzystania z doświadczeń i ustaleń polsko-rosyjskiej Grupy ds. Trudnych, która zajmowała się, z powodzeniem, ustaleniem wspólnego stanowiska w sprawie zbrodni katyńskiej.

Dziś Miedwiediew przyjechał robić interesy. Ekonomiczne, ale również polityczne. Nie tylko z Polską, ale również Unią Europejską. Dalsza normalizacja naszych stosunków to mały krok dla Rosji ku dalszej integracji z Unią Europejską i NATO. Z tego punktu widzenia polska dyplomacja ma trudne zadanie – co zrobić, aby Polska dla Rosji była równie atrakcyjnym partnerem, jak inne kraje UE, a przede wszystkim Niemcy. Jest to sprawa wykreowania takich wzajemnych kontaktów, na szczeblu szefów państw, aby Rosjanie brali pod uwagę polskie interesy. I odwrotnie – Polacy reprezentując nasz interes, a także Unii Europejskiej, która jest polskim partnerem numer 1., muszą brać pod uwagę punkt widzenie Kremla.

Oczywiście, dla niektórych najważniejsze będę sprawy wizerunkowe, dotyczące katastrofy smoleńskiej i uhonorowania ofiar katyńskich. To oczywiste, że powinniśmy wymagać od Rosjan wszystkiego, co może nas przybliżyć do wyjaśnienie kulis katastrofy prezydenckiego samolotu. W sferze symboliki (pomnik na miejscu katastrofy) obie strony dojdą do porozumienia. W sferze faktów – Rosjanie będą bronić opinii, że polscy piloci lądowali na swoją odpowiedzialność, a właściwie z powodu jej braku… I tu stoimy na pozycji straconej, jeżeli dotychczasowe ustalenia się potwierdzą.

Ale najważniejsze jest to, czy Polacy będą potrafili z Rosją robić interesy. Gazprom, Rosnieft i wiele innych film widzi w Polsce partnera, szczególnie w branży paliwowej . Trzeba im dać warunki działania w naszym kraju. Ani gorsze, ani lepsze od tych, jakie mają inni inwestorzy. Pieniądz nie ma barw ideologicznych.

Azrael

WikiLeaks – nic odkrywczego

Materiały ujawnione przez portal WikiLeaks, jego szefa, tajemniczego Australijczyka, Juliana Assange i kilka współpracujących z nim gazet europejskich i amerykańskich, to tylko medialna piana, za którą kryją się poważniejsze sprawy. Ekscytacja sprawami obyczajowymi, opiniami jednych polityków na temat drugich, cierpkie i złośliwe opinie odwracają uwagę od spraw dużo poważniejszych.

Sam portal i jego szef zasłaniają się tajemnicą, ponoć ze względów bezpieczeństwa. Ale już samo to, że może on od działać od lat, zatrudniać ludzi i korzystać z infrastruktury informatycznej, każe stawiać pytania, czy jest on na pewno całkowicie niezależny, czy może jednak stoją za nim jakieś siły, dla których ujawniane kompromitujące materiały (dotyczące głównie dyplomacji amerykańskiej, wcześniej wojny w Afganistanie i Iraku) nie są wygodne. Historia ruchów „niezależnych”, kontestujących, pacyfistycznych, z lat 70 i 80 ubiegłego wieku uczy nas, że czasem szlachetne hasła i odważne działania inspirowane były przez mniej szlachetne, ale za to skuteczne służby specjalne. Wystarczy przypomnieć, jaki wpływ na politykę zachodnioniemiecką miała enerdowska STASI, czy na ile postępowe partie włoskiej lewicy były infiltrowane przez radziecki wywiad. Zapewne amerykański służby wywiadowcze zrobią wszystko, aby ujawnić kulisy działania WikiLeaks, ale niekoniecznie oczywiście to ujawnią. Logicznym wydaje się, że głównym beneficjentem kompromitacji dyplomacji amerykańskiej, jakie od wczoraj jesteśmy świadkami, są… Chiny. I tu bym szukał powiązań…

Continue Reading →

Deklaracja rosyjskiej Dumy

Rosyjska Duma przyjęła rezolucję, w której jednoznacznie przyznano, że za mordami polskich oficerów wojska, policji i korpusu ochrony pogranicza, stał Stalin i jego pomocnicy, a czyny te​ były zbrodniami. To deklaracja ważna – dla Rosji, Rosjan, dla ich pozycji i wiarygodności w Europie i ważna dla Polaków i naszych wspólnych relacji.

W Polsce oczywiście dalej będą trwały dyskusje, czy nie powinniśmy walczyć dalej, o uznanie polskich pomordowanych oficerów za ofiary ludobójstwa. Tę dyskusję przerabialiśmy już w roku ubiegłym, przy okazji uchwały sejmowej dotyczącej rocznicy 17 września 1939 roku. Warto jednak może przypomnieć, że według standardów konwencji ONZ z roku 1948, zbrodnia na polskich oficerach ludobójstwem nie była. Jeżeli dodatkowo zapoznamy się z opinią francuskiego filozofa, Alaina Besancon’a, to powinniśmy uznać, że czyn, która jest niewątpliwie zbrodnią wojenną, nie wypełnia znamion ludobójstwa. Definicja Besancon’a brzmi w sposób następujący;

[...] „…ludobójstwo w sensie właściwym, w odróżnieniu od zwykłej rzezi, żąda następującego kryterium: jest to rzeź zamierzona w ramach ideologii, stawiającej sobie za cel unicestwienie części ludzkości dla wprowadzenia własnej koncepcji dobra. Plan zniszczenia ma obejmować całość określonej grupy, nawet jeśli nie zostaje doprowadzony do końca w rezultacie niemożliwości materialnej czy zwrotu politycznego…”.


Continue Reading →

Świadomość historii

Historii zmienić nie możemy. Możemy ją tylko interpretować albo wykorzystywać, w różny sposób i do różnych celów.

Awantura o zaproszenie przez Kancelarię Prezydenta Bronisława Komorowskiego byłego I Sekretarza PZPR, ale jednocześnie pierwszego prezydenta III RP, generała Wojciecha Jaruzelskiego na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego jest kolejną odsłoną polskich dyskusji o tym, jak oceniamy przeszłość. I nie dotyczy to tylko jego roli w historii najnowszej, Stanu Wojennego, ale głównie tego, jak to jest oceniane i interpretowane. Trudno jest po ponad 20 latach niektórym przyjąć do wiadomości, że komunizm nie został w Polsce obalony, lecz oddał władzę dobrowolnie i praktycznie bezkrwawo, III RP rozpoczęła się od obrad Okrągłego Stołu, wyborów czerwcowych w roku 1989, rządu Tadeusza Mazowieckiego i wyboru Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta.

Wojciech Jaruzelski swoje w polityce już zrobił. Ocena nie będzie jednoznaczna. Wielu wolałoby, w tym również niżej podpisany, aby jego osoba pozostawała w cieniu. Nie możemy jednak zabraniać prezydentowi Komorowskiemu zapraszania go jako gościa na posiedzenie RBN, ponieważ klucz konsultacji był określony jasno – byli premierzy i prezydenci III RP. Temat spotkania w Pałacu Prezydenckim był jasny – stosunki polsko-rosyjskie w kontekście wizyty prezydenta Dmitrija Miedwiediewa w Polsce, na początku grudnia. Wiedzy o Rosji i Rosjanami Jaruzelskiemu nikt zabrać nie może. Jego doświadczenie w sprawach politycznych, społecznych, militarnych jest nie do przecenienia.

Continue Reading →

Polityka zagraniczna IV RP

Jarosław Kaczyński kilka tygodni temu poinformował, że sprawami polityki zagranicznej w ramach Prawa i Sprawiedliwości będzie zajmować się Anna Fotyga – była polska minister spraw zagranicznych i szefowa Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Odbyło się to jak najbardziej oficjalnie, w formie listu skierowanego do ambasadorów państw akredytowanych w Polsce. I Pani Ambasador działa.

Jarosław Kaczyński opublikował na portalu partyjnym PiS-u materiał, którzy jedni (w tym sam autor) uważają za zwykły artykuł, inni natomiast za list. Jest jednak faktem, że za przyczyną właśnie Pani Ambasador, która traktuje swoje powinności poważnie, materiał ów został rozesłany do ambasadorów i posłów Parlamentu Europejskiego. I stał się przesłaniem – przesłaniem Kaczyńskiego (Doktryną Kaczyńskiego?), któremu wydaje się, że stoi na czele emigracyjnego rządu IV RP, a do tego ma obowiązek kontynuowania polityki zagranicznej swego zmarłego brata. Materiał dotyczy Rosji i relacji z nią nie tylko Polski, ale całej Unii Europejskiej, ba, całego Świata.

List (posłanie) jest kuriozalny w każdej formie. Już samo opublikowanie tego materiału, skierowanie go do korpusu dyplomatycznego, a także oficjalnie do europosłów, poza strukturami dyplomatycznymi Polski, jest czymś zupełnie niesłychanym. Oficjalne kontestowanie polityki zagranicznej własnego kraju i prezentowanie tego stanowiska na zewnątrz, jest poza wszelkimi standardami. O wiele gorsze jednak jest to, co znajdujemy w środku, a co jest kontynuacją nieskutecznej i wręcz szkodliwej polityki zagranicznej tragicznie zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jarosław Kaczyński traktuje Rosję jako wroga, zagrażającego nie tylko Polsce, ale również Unii Europejskiej. Śle w związku z tym wezwanie do rządu Stanów Zjednoczonych, aby to on poprowadził nową krucjatę wobec Rosji. Polska ma być tu partnerem, ponieważ jak Kaczyński uważa, może znów zmobilizować kraje postsowieckie, a dodatkowo także te z Grupy Wyszehradzkiej. Polska miałaby stać na czele „sojuszu dużych i mniejszych państw Europy Środkowo-Wschodniej” – formacji, która miałby się przeciwstawić nie tylko Rosji, ale również Niemcom. To wyeksponowanie opinii Kaczyńskiego o zagrożeniu Polski i przez Rosję, i przez Niemcy.

Continue Reading →

Spektakl wolnego Czeczena

Sprawa Ahmeda Zakajew (Akhmada Zakhayeva) została rozegrana modelowo. Było zatrzymanie i doprowadzenie do prokuratury w świetle kamer, godziny napięcia i oczekiwania, spodziewany wniosek prokuratury o areszt, zgodny z normami postępowania w tego rodzaju sytuacjach, związany z listem Interpolu, no i tryumf po decyzji sądu, dla wielu niezrozumiałej, zwalniającej Zakajewa z konieczności przebywania w polskim areszcie do czasu rozpatrzenia wniosku ekstradycyjnego. Polski sąd przychylił się do opinii i wyroku sądu brytyjskiego, dającego Czeczenowi azyl polityczny, stawiając to ponad dwustronną umowę ekstradycyjną Polski i Rosji. A dodatkowo nie zabezpieczył w żadnym stopniu pozwu strony rosyjskiej – Zakajew pozostał wolny, polski wymiar sprawiedliwości nie ma żadnego wpływu, czy pojawi się na sprawie o ekstradycję.

Nie o sprawy prawne jednak tu chodzi, ale o spektakl, w którym Polska odegrała rolę sceny, a polskie organy ścigania i wymiaru sprawiedliwości zagrały role drugoplanowe – a być może role politycznych, pożytecznych idiotów. Ahmed Zakajew wiedział, że przyjeżdżając do Polski naraża się na zatrzymanie – polskie organy ścigania, MSZ i MSWiA o tym informowały. Ale jednak przyjechał. Polskie służby konsularne mogły mu wizy nie przyznać, polskie organy ścigania mają Zakajewa w systemie informatycznym, jako poszukiwanego, wiedząc, że Rosjanie, zgodnie z prawem zażądają jego zatrzymania. Świadomie weszły w grę, której celem było nagłośnienie kongresu emigrantów czeczeńskich w Polsce – środowisk dla Czeczenii i Rosji marginalnych. Wchodząc w ten układ Polska nie ryzykowała nic specjalnego w naszych relacjach z Rosją – dowodem na to jest to, że polska i rosyjska prokuratura były cały czas w kontakcie i informowały się wzajemnie o sprawach. Stosunki dyplomatyczne Polski i Rosji nie ucierpią, Zakajew i jego rząd są tylko figurami na politycznej szachownicy, tolerowanymi w Wielkiej Brytanii.

Continue Reading →