
Nie ma co kryć, że bałagan z nowymi regulacjami rynku leków i systemu wypisywania, kontroli i realizacji recept rząd sobie zafundował sam. Winą za zamieszanie nie można obciążać lekarzy, czy farmaceutów, ponieważ oni mają prawo dbać o swój interes (i interes pacjentów), a drugą stroną jest rząd i reprezentujące państwo Zakład Ubezpieczeń Społecznych (zbierający dane pacjentów) i Narodowy Fundusz Zdrowia (finansista).
Pierwszy element, czyli ustawa refundacyjna, przygotowana pół roku temu, przez resort ówczesnej minister zdrowia, Ewę Kopacz, jest dobrym rozwiązaniem. Odrzucenie i uniemożliwienie gry rynkowej i uzyskiwanie dodatkowych, nienależnych dochodów przez koncerny farmaceutyczne, to doskonały pomysł. Dodatkowo położenie nacisku na leki generyczne (produkcji krajowej) to dbałość o interes Skarbu Państwa, polskiego przemysłu i pacjenta. Pytanie jednak dlaczego tak długo i dlaczego tak nieudolnie trwały negocjacje dotyczące listy leków, co spowodowało, że pewne leki ratujące życie, lub nie mające konkurencji, a niezbędne do leczenia musiały być dopisywane w ostatniej chwili? Czy zadziałał lobbing, czy brak wiedzy? Jeżeli przyjrzeć się sprawie pasków insulinowych i urządzeń do ich kontroli, widać wyraźnie, że to pierwsze. Chaos dodatkowo został powiększony tym, że ustawa i rozporządzenia weszły do życia w dniu 23 grudnia, z datą obowiązywania od 1. stycznia. Bez vacatio legis, co było możliwe, lub choć przez wprowadzenie rozporządzenia, dającego przepisy przejściowe.
Druga sprawa, czyli obciążenie lekarzy organizacyjnie tym, aby ustalali, czy dany pacjent jest ubezpieczony, oraz jaki zakres ulgi mu przysługuje (w zależności od leku, jego składu i choroby), jest niezrozumiałe. Lekarz przy tym systemie, gdzie musi przedrzeć się przez grubą listę leków i skonfrontować to z chorym, a następnie odpowiednio wypełnić receptę, traci na czynności administracyjne większość czasu. I nie może tego zlekceważyć, ponieważ czekają go kary finansowe, za złe zakwalifikowanie leku do kategorii refinansowania. Kto jest temu winny? Obie strony. Lekarze, ponieważ przez swoje organy związkowe i Naczelną Radę Lekarską nie sygnalizowali problemu, ministerstwo zdrowia, ponieważ kiedy problem ze sfery wirtualnej prawa przeniósł się do gabinetów lekarskich i aptek, broniło swoich racji do upadłego. Interesy finansowe lekarzy (kary za złe wypisanie recepty), aptekarzy (za przyjęcie złej recepty i wydanie leku, co grozi brakiem refinansowania) i pacjentów (groźba zakupu leków ze stu procentową odpłatnością) spowodowały pat. Groźny dla pacjentów.







Najnowsze komentarze