Zarządca, nie wizjoner

Wczorajsze wystąpienie Donalda Tuska w Sejmie nie było klasycznym expose, w którym premier przedstawia wizję rządzenia państwem na najbliższe cztery lata kadencji. Było to jednak najlepsze expose na te kryzysowe czasy, skierowane do obywateli i posłów, ale również do banków, funduszy inwestycyjnych, agencji ratingowych. To było wystąpienie, mające pokazać, że rząd panuje nad sytuacją ekonomiczną państwa. Na projekty, plany rozwojowe i reformy przekrojowe przyjdzie czas, kiedy kryzys paneuropejski zostanie opanowany.

Poprzednie expose, cztery lata temu trwało trzy godziny i siedem minut, co było rekordem polskiego parlamentu. Było pełne dobrej atmosfery i pozytywnej energii, emanującej z Donalda Tuska. Takie było wówczas zapotrzebowanie społeczne po dwóch latach rządów Prawa i Sprawiedliwości. Można było w nim znaleźć wszystko o wszystkim – było o gospodarce, infrastrukturze, polityce zagranicznej. Nie było jednak zaznaczonej sprawy reformy finansów. Były za to obietnice i projekty i prośby o zaufanie. Słowo „zaufanie” wybijało się ponad inne. I choć niewiele z tamtych projektów udało się zrealizować – wyborcy zaufali jeszcze raz.

Tym razem otrzymaliśmy mniej zapowiedzi i obietnic, właściwie wcale, ale za to wiele konkretów. Wreszcie poruszono sprawy, o których przez cztery lata mówiono niechętnie. To zmiany w KRUS, wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat, likwidacja wielu przywilejów i ulg (ale w kontekście solidaryzmu społeczneg0), a także objęcie księży powszechnym systemem ubezpieczeń. To są reformy, wycinkowe, ale jednak reformy. Pomysły premiera dotyczyły sfery finansów publicznych, ale w kontekście społecznym, tak jak na przykład kwestia ulg rodzinnych, czy ubezpieczenia i opodatkowania rolników. Ten ostatni temat zapewne wywołał szczękościsk polityków koalicyjnego PSL, ale przywoływany solidaryzm społeczny będzie im kazał współpracować z Platformą Obywatelską przy tych zmianach. Inaczej miejsce PSL może przecież zająć Janusz Palikot, silniejszy w Sejmie niż Waldemar Pawlak, a swoją rękę może też dołożyć liberalny Leszek Miller. Przedłużenie wieku emerytalnego to wyższe emerytury, ale z kolei ten pomysł nie został zrównoważony pomysłem na ograniczenie tak zwanych umów śmieciowych. Wreszcie również urealniono sprawy emerytur służb mundurowych i górniczych. Nie zapomniano o sprawie rewaloryzacji emerytów, także w kontekście solidaryzmu społecznego z pobierającymi najmniejsze świadczenia. Równie dobrze przyjęto pomysł na ograniczanie ulgi prorodzinnej w zależności od dochodu rodziny i liczby dzieci.

Continue Reading →

Integracja, erozja, czy rozpad?

No i stało się, jak przewidywałem kilka tygodni temu, Zbigniew Ziobro doprowadził do rozłamu. Na razie jest to rozłam w klubie parlamentarnym, nie partii, o czym należy pamiętać. Klub pod nazwą „Solidarna Polska”, składający się z 16 posłów i jednego senatora PiS (dalej formalnie członków partii) oficjalnie kontestuje sposób prowadzenia partii przez Jarosława Kaczyńskiego i wzywa do przyjęcia z powrotem Zbigniewa Ziobro, Jacka Kurskiego i Tadeusza Cymańskiego. Powołanie klubu jeszcze przed pierwszym posiedzeniem Sejmu nowej kadencji to dobry ruch, ale rozłam klubu PiS-u nie oznacza wcale, że szybko powstanie nowa partia. To nie ten czas, nie ta sytuacja, która zmusiła Janusza Palikota do ciężkiej harówki i zrobienia po kraju dziesiątków tysięcy kilometrów, dla budowy zrębów nowej formacji.

Tak, Jacek Kurski i Zbigniew Ziobro przygotowywali się do tej sytuacji. Doskonale wiedzieli, że po wyborach, przegranych wyborach, będą marginalizowani w partii przez Jarosława Kaczyńskiego i środowisko starych „wujów” z Porozumienia Centrum. Dlatego też w kampanii wyborczej popierali wybranych, swoich, kandydatów do Sejmu i Senatu, jednocześnie umacniając kontakty z dużą częścią terenowego aktywu partyjnego i elektoratu. Bo w przeciwieństwie do grupy Joanny Kluzik-Rostkowskiej i Pawła Poncyliusza, grupa Ziobry była osadzona w partii, a także wśród wyborców. Ziobro, Kempa… mogą pociągnąć za sobą dużą część elektoratu. Ale nie zrobią tego od razu – najpierw będą robić wszystko, aby erozja Prawa i Sprawiedliwości postępowała. Może nawet do momentu, kiedy Jarosław Kaczyński sam zrezygnuje, a na gruzach jego panowania dojdzie do unifikacji środowisk, które wcześniej PiS opuściły. To jest jednak scenariusz mało prawdopodobny, raczej neo-PiS-u nie należy się spodziewać.

Ziobro nie musi jednak już teraz zakładać partii. Nie jest ona mu w tej chwili potrzebna, ma wehikuł polityczny, czyli klub parlamentarny, a także otwarty dostęp do mediów nieprzychylnych PiS-owi. Takie szybkie powołanie partii politycznej byłoby zaprzeczeniem tezy, że jego działania są motywowane dobrem PiS-u i, szerzej, prawicy. Dziś, biorąc pod uwagę przeszłość Ziobry, poparcie mediów Tadeusza Rydzyka, jego formacja naturalnie byłaby odbierana jako partia stojąca na prawo od PiS. Przecież To właśnie były minister sprawiedliwości w rządzie Jarosława Kaczyńskiego był ostoją projektu tak zwanej IV RP. Kierunek, w jakim musiałaby pójść nowa formacja, czyli narodowy katolicyzm, automatycznie by ją ulokował w niszy politycznej. Lepszym rozwiązaniem jest próba budowy szerszej, nowej platformy prawicowej, w oparciu o współpracę z PJN. Próba dokooptowania środowisk Marka Jurka, czy Janusza Korwin-Mikkego to droga prowadząca w ślepy zaułek.

Dziś właściwie nie wiadomo, jaki pomysł mają Ziobro i Kurski. Dziś ich pomysł na działanie jest podobny do tego, jaki miał z początku PJN – kontestowanie Jarosława Kaczyńskiego. To pomysł na tygodnie, nie na miesiące i lata. Jeżeli nowa grupa nie przedstawi szybko programu, idei, marszruty politycznej – to pozostanie tylko grupą „dietetyków” Sejmu i Parlamentu Europejskiego. Jeżeli Jarosław Kaczyński obroni jedność partii, szczególnie chodzi w tym przypadku o struktury terenowe, to grupa Ziobry będzie musiała powołać nową formację. Tylko, czy będzie to droga ku integracji prawicy, czy wręcz przeciwnie, dalszej jej atomizacji?

 

Azrael

​​

To musiało się tak skończyć…

Logika Jarosława Kaczyńskiego nie pozwoliła mu inaczej zakończyć sprawy trzech europosłów, Zbigniewa Ziobry, Jacka Kurskiego i Tadeusza Cymańskiego. Ubierając swoją decyzję w szafarz demokratycznych procedur, które istnieją tylko dla mediów, wyrzucił ich ze swojej partii. Bo przecież Prawo i Sprawiedliwość nie jest partią demokratyczną, lecz, jak to trafnie określił Marian Piłka, formacją polityczną w stylu oenerowskim, gdzie nie tylko władzą, ale i właścicielem jest przywódca. PiS nie jest partią demokratyczną, tak jak nie jest demokratą Jarosław Kaczyński, choć musi się poddawać od czasu do czasu procedurom państwa demokracji parlamentarnej. Ten niedemokratyzm PiS jest zapisany w jej statucie, gdzie jedyną władzą stoją ponad przewodniczącym partii jest jej kongres, z tym, że największy wpływ na kształtowanie władz wszystkich szczebli partii, a co za tym idzie na wybór delegatów na walny jej zjazd ma … prezes partii. Kółeczko zamknięte, do czasu, kiedy Jarosław Kaczyński nie odejdzie z polityki.

Nie sądzę, aby Zbigniew Ziobro i stojący za nim działacze poważnie myśleli o przebudowie partii, jeżeli tak, to wykazali się poważną naiwnością. W tej formacji nie ma miejsca na wewnętrzną dyskusję, na zmianę profilu, na budowę oddolną programu i struktur. Wszystko to po prostu zależy od Jarosława Kaczyńskiego. Podobnie jest także w Platformie Obywatelskiej, ale jej przewodniczący swoją pozycję opiera na sile swoich zwycięstw. On dzieli, rządzi, powołuje i odwołuje swoich współpracowników po zwycięstwach wyborczych. Jest hegemonem z racji sukcesu, jeżeli poniesie porażkę – prawdopodobnie odejdzie. Jarosław Kaczyński zbudował swego czasu swoją pozycję również w oparciu o sukces i nośny program. Dziś ten program jest zwietrzały, czas jest inny, a swoją przewagę z lat przeszłych Kaczyński obudował formalizmem niedemokratycznego statutu.

Continue Reading →

Ustawianie mebli

 

Powodzenie drugiej kadencji rządów Platformy Obywatelskiej, prawdopodobnie w koalicji z PSL, zależy od sprawnego współdziałania trzech ośrodków władzy – urzędu Prezydenta RP, premiera i marszałka Sejmu. Kto w tym przypadku będzie miał większą siłę, zależy w największym stopniu od zapisów Konstytucji RP, dalej od praktyki rządzenia, ale również od tego, kto będzie zajmował poszczególne stanowiska. W przypadku prezydenta i premiera, sprawa jest jasna, w przypadku marszałka Sejmu już nie.

Donald Tusk ma prawo czuć się się zwycięzcą tych wyborów. To jego osobiste zaangażowanie przyniosło taki sukces – 10% przewagi nad następną formacją. Utrzymał swoją partię przy władzy, będzie pierwszym premierem drugiej kadencji, a do tego utrzymał jedność swojej formacji. Ma w parlamencie 270 posłów i senatorów i niezależnie od podziałów wewnętrznych, jest to jego drużyna. Oczywiście, mówi się o frakcjach, czyli „spółdzielniach” Grzegorza Schetyny i Cezarego Grabarczyka, ale to jest tylko wojsko na papierze. To Donald Tusk decyduje o składzie ciał statutowych partii i obsadzie stanowisk w klubie parlamentarnym. Bliski jest w tym swojemu adwersarzowi, Jarosławowi Kaczyńskiemu… Ale Tusk nie jest hegemonem i nie może całego swojego otoczenia traktować, jak cesarz podwładnych.

Jeżeli jednak PiS został pozbawiony polityków autonomicznych, to w PO tacy pozostali. Z ambicjami. Pozycja Donalda Tuska jest taka, że od niego zależy, jak te ambicje mogą być zaspokojone, lub stłumione. Wiadomo o kogo chodzi – o byłego już praktycznie marszałka Sejmu, Grzegorza Schetynę, swego czasu najbliższego współpracownika Donalda Tuska, również bliskiego przyjaciela. Zmieniło się to po tak zwanej aferze hazardowej, kiedy Grzegorz Schetyna odszedł z rządu (został z niego usunięty), choć trudno było oskarżyć go nielojalność, a sama afera skończyła się niczym. W to miejsce weszła inna grupa osób, ale ich pozycja wobec premiera jest zupełnie inna. Teraz ma zostać zastąpiony na stanowisku marszałka przez Ewę Kopacz. Ewa Kopacz to osoba całkowicie oddana Tuskowi, bez właściwości politycznych, jakimi na tym stanowisku wykazywał się Grzegorz Schetyna.

Continue Reading →

Dalej w demokratycznym państwie

Okazuje się, że zbiorowa mądrość społeczeństwa wygrała. To ono wygrało, czy jak kto woli – wygrała Polska. A patrząc na przekrój głosów według miejsca zamieszkania i wykształcenia – wygrali ci, dzięki którym Polska może się rozwijać i którzy są i będą jej motorem napędowym.

Polska, pomimo kryzysu światowego, kryzysu UE, strefy euro i zagrożeń finansów wewnętrznych, przeżywa najlepszy okres w swojej historii. Już po 22 latach od Okrągłego Stołu zbudowano stabilną demokrację, której nie jest wstanie przewrócić nawet tak trudny kryzys instytucjonalny, jak śmierć głowy państwa. Polska ma stabilną sytuację wewnętrzną, dobre relacje zagraniczne, w tym te najważniejsze – z sąsiadami, notuje wzrost gospodarczy. To przeważyło opinię, że III RP to jest ta Polska, jakiej większość społeczeństwa oczekuje. PO osiągnęło tak doskonały wynik również dlatego, że prawica nie potrafiła pokazać alternatywy, (i nie chodzi wcale tu i PiS), a lewica jest w trakcie reorganizacji, za przyczyną Ruchu Palikota.

Wyniki z ponad 90% okręgów wskazują, że zwycięzcą jest Platforma Obywatelska, a właściwie Donald Tusk, bo tak personalistycznie jest skonstruowana polska polityka. To pierwsze zwycięstwo partii rządzącej w demokratycznej Polsce, dające powtórzenie koalicji z PSL. PSL wziął „swoje”, choć nie poszerzył swojego elektoratu. Ale ten układ zapewnia stabilność. I nie należy brać pod uwagę rojeń zwolenników Prawa i Sprawiedliwości, że pogłębiający kryzys odda władzę w ręce Jarosława Kaczyńskiego. Polacy przećwiczyli populistów z Samoobrony i PiS, wiedzą, czym to pachnie. Nie dadzą się nabrać ponownie. Niemrawa dość kampania PO została w ostatnich tygodniach zdynamizowana „Tuskobusem”. I to premier może sobie samemu podziękować za wygraną…

Continue Reading →

Jak głosować?

Jednym z głównych haseł tegorocznej kampanii wyborczej było pytanie „Jak żyć, Panie Premierze?”, skierowane przez „Paprykarza”, Stanisława Kowalczyka, plantatora z Woli Wrzeszczowskiej do Donalda Tuska. Jak żyć, zależy w pewnym stopniu również od tego, gdzie żyjemy i jak jest to miejsce, kraj rządzone. Czyli, jak wybierzemy, bo „jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”, piszą dalej poetyką przysłów ludu z nad Wisły…

Demokracja wymaga od nas minimum wysiłku, a tym minimum może być akt wyborczy. Jak słyszę, że slogany, że „do wyborów nie pójdę, bo co to zmieni?” to oznacza to, że ktoś nie traktuje nie tylko swojego kraju poważnie, ale również siebie samego. Jeżeli celebryta, rockman Kazik informuje mnie, że na wybory nie pójdzie, jednocześnie dość często eksponując swoje poglądy w mediach, oznacza to, że ma w… czterech literach to, co w Polsce się dzieje i będzie dziać. Ma do tego prawo, ale w związku z tym niech zniknie z mediów. Jeżeli system mu się nie podoba – niech przyłoży rękę do jego zmiany. Jeżeli nie chce – to niech wykaże się odrobiną przyzwoitości i pójdzie, odda nieważny głos i opublikuje jego zdjęcie. I niech zniknie… wtedy uznam, że jest człowiekiem odpowiedzialnym.

Continue Reading →

Nerwowa końcówka kampanii

Wszyscy obserwatorzy sceny politycznej narzekali, że kampania jest nudna, miałka, bez ikry, bez specjalnych spięć. Platforma Obywatelska eksponowała chęć kontynuacji rozpoczętego projektu rządzenia, tym bardziej, że zbliża się do Polski druga fala kryzysu, która może załamać nie tylko euro, ale również jedność europejską. Prawo i Sprawiedliwość wyraża chęć naprawy, bo przecież wszystko zmierza w złym kierunku. I eksponuje kolejne wcielenie łagodnego Jarosława Kaczyńskiego. PSL – jak zwykle quasi merytoryczny i „obrabiający” swój twardy, ludowy elektorat. SLD w rytmie disco polo odróżnia się od PO i PiS, raz bardziej od jednej partii, innym razem od drugiej, a po cichu zerka, kto może im dać przepustki na bramie do KPRM, czyli miejsca w rządzie. Na obrzeżach kampanii pętały się Ruch Palikota, ze swoim szefem happenerem, i niby zgrana ekipa Pawła Kowala, PJN. I tylko mniej lub więcej wiarygodne sondaże (raczej mniej…) od czasu bujały mediami. I nagle…

Koniec września, gwałtownie rośnie poparcie dla Janusza Palikota, przynosi efekty wreszcie praca u podstaw, kosztem głównie SLD, ale i PO. Palikot przejmuje radykalniejszych wyborców i wprowadza do dyskusji tematy do tej pory spychane na bok, dotyczące Kościoła, ale również praw kobiet i mniejszości. Koncyliacyjny Kaczyński i schowanie na zaplecze Macierewicza, Fotygi, Brudzińskiego i innych podobnych strachów, nieeksponowanie wątku smoleńskiego, powoduje, że PiS zbliża się do PO, nawet na 2%, a według wewnętrznych badań PiS, nawet zaczyna wygrywać. W SLD panika, Palikot na fali, Napieralskiego nie może wesprzeć chory Aleksander Kwaśniewski, a PO sięga po najpoważniejszy argument – premier wsiada do autobusu, „Tuskobusu” i zaczyna peregrynacje po kraju. Jarosław Kaczyński w ramach ocieplenia pozwala na publikację książki i filmu o sobie. I zaczyna się taniec…

Continue Reading →

„Polska została dziś zawłaszczona przez sondażokrację” – Wawrzyniec Konarski

Polityka w Polsce, a zwłaszcza członkostwo w którejkolwiek z izb parlamentu okazało się znakomitym biznesem, jest połączeniem działalności politycznej z konkretnymi korzyściami merkantylnymi. Z prof. Wawrzyńcem Konarskim, politologiem UJ rozmawia Azrael.

Prof Wawrzyniec Konarski, www.centrumprasowe.swps.pl

Azrael Kubacki: Panie profesorze, jak Pan ocenia tegoroczną kampanię, czy da się do niej przyłożyć jakieś schematy, szablony z poprzednich kampanii wyborczych do parlamentu?

Prof. dr hab. Wawrzyniec Konarski: W sensie formy nie jest to kampania agresywna. Są w niej złośliwości, ale nie ma to tak ostrego wymiaru, jak słynny „dziadek z Wehrmachtu”, podobnych epitetów nie możemy znaleźć w tegorocznej kampanii. Co do jakości… jednak jest trochę merytoryczna, co mnie osobiście cieszy. Retoryka smoleńska ma w niej minimalne znaczenie. Wielokrotnie wcześniej sygnalizowałem, że najlepszym sposobem dialogu jest punktowa forma wypominania rządzącym tego, czego oni nie zrealizowali, pomijając motywacje atakujących, dlatego, że jest to pewna forma dialogu, choć na dużą odległość. Debaty Tusk – Kaczyński raczej nie będzie, ale jednak pewna znamiona dyskusji pomiędzy nimi są, jeden wyraża pewną opinię, a drugi się do niej odnosi, choć oczywiście tylko wtedy, kiedy jest im to na rękę.

Jakościową zmianą w tej kampanii jest to, że praktycznie całą kampanię po stronie PO wziął na swoje barki Donald Tusk, zajmuje się nie tylko strategią, ale również taktyką jej prowadzenia. Okazuje się po raz kolejny, że PO jest wewnętrznie partią bardzo oligarchiczną, w istocie wodzowską, ale jest to przekazywane w sposób miękki do mediów. W przypadku PiS-u mamy do czynienia z władzą w partii sprawowaną w sposób całkowicie autorytarny, natomiast w przypadku Donalda Tuska mamy autorytaryzm miękki co do formy, ale za to twardy co do treści. Oczywiście, tego na zewnątrz nie widać, nici wewnętrznych powiązań są ukryte, ale patrząc na brak cyrkulacji elit wewnątrz PO, widać twarde zarządzanie partią. Jest to siła Donalda Tuska, ale również jego słabość, ponieważ on sam musi być i mózgiem i motorem swojej formacji. Zdał sobie sprawę, że na niewielu swoich ministrów i współpracowników może liczyć.

Continue Reading →

Palikot w Sejmie?

Sondaże, sondaże… wszyscy narzekają na ich jakość, ale kiedy się jakikolwiek pojawia, jest szeroko cytowany i równie szeroko komentowany. Czasem tylko zagląda się za kulisy i sprawdza, jakiej metodologii użyto i na jakiej grupie wyborców dokonano badania (manipulacji?).

Ale od pewnego czasu, od kilku tygodni we wszystkich badaniach można zauważyć prawidłowość – Ruch Palikota rośnie. Od 1% doszedł już do 6%. A są także badania, realizowane poza oficjalnymi ośrodkami badań opinii, dające Palikotowi ponad 7%. Są to badania uliczne i we wszystkich zbadanych okręgach ruch Janusza Palikota osiągnął ten poziom.

Palikot po wielu tygodniach objazdu Polski, organizacji struktur, spotkań z każdym, kto chciał się z nim spotkać, zbiera owoce. Rejestracja list w całej Polsce i stworzenie w związku z tym komitetu ogólnokrajowego odnowiło Januszowi Palikotowi także przepustkę do mediów, nie tylko do oficjalnych programów wyborczych w telewizji publicznej, ale również do programów publicystycznych.

Ruch Poparcie Palikota ma więc szansę na wprowadzenie do Sejmu kilkunastu swoich członków, zbierając głosy liberalnych obyczajowo młodych ludzi, dla których inne partie nie mają żadnej oferty. Liberalizm obyczajowy młodych Polaków jest wprawdzie nieco konserwatywny, jednak istnieje spora grupa społeczna, która nie odnajduje się w innych partiach.

Continue Reading →

Polski interes wymaga wzmocnienia Unii Europejskiej

 

Wywiad z Włodzimierzem Cimoszewiczem, senatorem, byłym premierem, ministrem spraw zagranicznych, marszałkiem Sejmu, prawnikiem przeprowadzony dla serwisu MojeOpinie.pl

——————————————————————————————————————————————-

Przesiąkanie polityki do służb państwowych, administracji, wojska, policji, instytucji kontrolnych prowadzi do naruszania ich rzetelności i obiektywizmu, do osłabienia aktywności państwa.

 

Azrael Kubacki: Panie Premierze, jesteśmy kilka dni po opublikowaniu raportu komisji badania wypadków lotniczych, pracującej pod kierownictwem min. Jerzego Millera. Czy z wyników jej prac można wysnuć szerszy wniosek o stanie państwa, dziś, w roku 2011?

Włodzimierz Cimoszewicz: Raport znam pośrednio, na podstawie tego, co mówili autorzy i o czym informują media. Wątpię, abym znalazł czas na czytanie ponad 320 stron, zwłaszcza, że prawie niczym nie jestem zaskoczony. Do wyjaśnienia przyczyn i okoliczności katastrofy smoleńskiej potrzebne są oczywiście liczne szczegółowe uwagi zawarte w tym dokumencie. Do zastanowienia się nad kondycją i funkcjonowaniem naszego państwa wystarczy sumaryczny obraz tych wszystkich błędów, zaniechań, głupoty, braku wyobraźni, lekceważenia prawa, wreszcie – braku profesjonalizmu. Z jednej strony, chciałoby się powiedzieć, że nie jest z naszym państwem tak źle, skoro stać je na tak samokrytyczne spojrzenie. To się rzadko zdarza, także w innych krajach. Z drugiej, raport mówi nam wszystkim sporo prawdy o nas samych jako społeczeństwie. Nie są to prawdy odkrywcze, ale powszechny oportunizm sprawia, że rzadko przypominane. Kult profesjonalizmu, który powoli zaczyna zakorzeniać się w młodym pokoleniu to nowość. Widać go coraz częściej na uczelniach, wśród tych studentów, którzy często uczą się równocześnie na kilku kierunkach, pracują, mają rożne,bywa że egzotyczne, zainteresowania. Widać go dość często w gospodarce. Brak go natomiast nadal w instytucjach publicznych, w polityce, w kierowaniu państwem. Stad bierze się tolerancja dla niskich kwalifikacji, bierności, lenistwa, zaniechań. Powszechną chorobą jest nasz lekceważący stosunek do rożnych reguł, obowiązków, procedur i prawa. Można to jeszcze przez 100 lat tłumaczyć zaborami i komunizmem, ale tak długo, jak rygoryzm prawny nie stanie się dla władz i osób publicznych 11-tym przykazaniem, nic się nie zmieni. Przesiąkanie polityki do służb państwowych, administracji, wojska, policji, instytucji kontrolnych etc., prowadzi do naruszania ich rzetelności i obiektywizmu, do osłabienia aktywności. Kariery zawodowe w służbie publicznej, podporządkowane politycznym mechanizmom, oznaczają często promocję braku kompetencji i zdolności. Częste zmiany personalne wywołują brak ciągłości i konsekwencji działania, co prowadzi do tego, że zamiast raz, potykamy się wiele razy na tej samej przeszkodzie. Guzy poprzedników nie bolą następców. W sumie: to co raport Millera ujawnia w wojsku, ma znacznie szerszy zasięg i powinno być podstawą do głębszego namysłu. Naprawa nie może mieć charakteru propagandowej akcji, bo niczego nie zmieni. Prawdopodobna polityczna bijatyka wokół tych spraw będzie tylko kolejnym dowodem nieodpowiedzialności polityków i ich partii.

Jak Pan ocenia, na końcu kadencji obecnego parlamentu rządy koalicji PO – PSL? Czy teza (m.in. Andrzeja Olechowskiego), rząd Donalda Tuska sprawnie zarządza państwem, ale nie rządzi, jest uprawniona? A może Polsce nie są potrzebne już radykalne reformy systemowe?

Największą zasługą tego rządu pozostaje to, że zastąpił poprzedni. Oczywistym osiągnięciem jest poprawa wizerunku Polski w świecie zarówno w wyniku zmian w sposobie uprawiania polityki zagranicznej, jak i dzięki niezłej kondycji polskiej gospodarki, zwłaszcza w czasie powszechnego kryzysu. Większość z nas czuje się lepiej w państwie, w którym rządzący nie wywołują każdego dnia jakiegoś kolejnego konfliktu, a w rządzie nie ma karykaturalnych osobników , od których roiło się w czasach PiS,LPR i Samoobrony.

To mówiąc, nie mam wątpliwości, że w niezwykle wielu ważnych sprawach ten rząd zrobił niewiele albo nic. Jest tez wiele przykładów popełnianych błędów. Rząd nie próbuje nawet inicjowania publicznej debaty o złożonych kwestiach niezbędnych zmian struktury gospodarczej, o koniecznej poważnej reformie finansów publicznych,zabezpieczającej ich stabilność i wydolność, o konieczności nowego modelu edukacji i wychowania stwarzającego szanse na wzrost tzw. kapitału społecznego będącego warunkiem sine qua non dalszego rozwoju ekonomicznego i cywilizacyjnego. Energetyka jest niebezpiecznie blisko załamania w wyniku zestarzenia się potencjału wytwórczego, a inwestycje pozostają mizerniutkie. Rola nauki w gwarantowaniu konkurencyjności naszej gospodarki nie zmieniła się o jotę. I tak dalej, i tak dalej… . Można by długo to wymieniać. To nie jest tak, że reformy już są niepotrzebne. W niektórych obszarach są niezbędne. Prawda natomiast jest, że ich zapowiedzi wywołują często alergiczną reakcję u wielu ludzi. Politycy myślący głównie w perspektywie najbliższych wyborów, wolą więc nie dotykać się do tego. Powiedziałem kiedyś Donaldowi Tuskowi, że po tym jak w pierwszym 20-to leciu transformacji stworzyliśmy niezłe funkcjonującą gospodarkę rynkową, w drugim powinniśmy pomóc jej wspiąć się o piętro wyżej pod względem nowoczesności i konkurencyjności. Niestety, nie widzę żadnych energicznych działań w tym zakresie. Polska stała się zręczniejszym graczem w UE, ale rząd pozostaje w jakimś stopniu zakładnikiem głupawej retoryki opisującej relacje z UE w kategoriach walki. Ciągle udowadnia się jak wiele przy kolejnej okazji wywalczyliśmy. Nasz fundamentalny interes wymaga wzmocnienia Unii Europejskiej, tymczasem po ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego przyłączyliśmy się bezsensownie do tych, którzy nie chcieli w Europie silnego przywództwa.

Polska powinna w zgodzie z własnym i wspólnym interesem państw unijnych, wykorzystywać każdą okazję, w tym swoja prezydencję, do podnoszenia kwestii przyszłości Unii. Obawiam się, że nie mamy jednak własnej klarownej wizji.

Continue Reading →

Dobry wyrok Trybunału Konstytucyjnego

Opinie na temat Trybunału Konstytucyjnego wahają się w zależności od tego, której sile politycznej jego wyrok akurat pasuje. Tym razem wszyscy wydają się zadowoleni – lub takie zadowolenie udają, robiąc dobrą minę… Jednak ten wyrok, choć przy zaskakującej liczbie zdań odrębnych, 9. na 15. sędziów, dobrze oddaje główną rolę TK jako strażnika, bezwarunkowego, Konstytucji RP. Przy okazji wzmocnił swoją pozycję, a także pozycję urzędu Prezydenta RP.

Wyrok TK w sprawie Kodeksu Wyborczego radykalnie zmienia tylko jedną rzecz w zbliżających się wyborach. Potwierdza zapisane w nim wybory z okręgów jednomandatowych do Senatu, co znacznie ciekawszymi robi wybory do izby wyższej parlamentu. Inicjatywa prezydentów miast, Dutkiewicza, Szczurka, Majchrowskiego, wspólna lista kandydatów, może zamieszać w wyborach – pod warunkiem, że będą to naprawdę osobowości. Może jest to dobry krąg, aby Senat przestał być iluzoryczną „izbą refleksji”, a stał się miejscem głosu samorządowców, przedstawicieli „małych ojczyzn”. Nie oznacza to jednak, że tego rodzaju system wyborczy powinien być stosowany w wyborach do Sejmu. System proporcjonalny daje jednak większy pluralizm.

Zniesienie zakazu billboardów i spotów telewizyjnych w trakcie kampanii (i przed nią, jak pokazała praktyka ostatnich dni…) nie jest porażką PO i zwycięstwem PiS, jak to widzą niektórzy. Jest za to potwierdzaniem prymatu marketingu nad programem i nieuzasadnionym faworyzowaniem tych, którzy mają pieniądze – ze Skarbu Państwa. To rozwiązanie zabija dyskusję merytoryczną, zamyka drogę do innych inicjatyw docierania do wyborcy i, co jest najważniejsze, stawia w gorszej sytuacji partie nie będące w Sejmie, a aspirujące do mandatów poselskich – uderza to między innymi w PJN Pawła Kowala i Prawicę Rzeczpospolitej Marka Jurka. Zakaz reklamowania się w mediach i umieszczania płacht reklamowych nie był żadnym ograniczeniem wolności słowa i dyskusji, lecz zmuszeniem partii politycznych do dywersyfikacji dyskusji i nadania jej nowej formy.

Cześć wyroku odnosząca się niekonstytucyjności dwudniowych wyborów jak sądzę była głównym powodem powodem podziału wśród sędziów trybunału. To jest według mnie ze szkodą dla demokracji, nie ułatwia wyborcom samego aktu głosowania, może zmniejszyć frekwencję. To podejście konserwatywne do litery Konstytucji RP będzie zapewne dyskutowane równie zażarcie, jak sprawa ciszy wyborczej i zakazu agitacji, są to zagadnienia z tego samego zakresu praw wyborczych, szerzej – praw obywatelskich. Za to utrzymano proponowaną w kodeksie możliwość głosowania poprzez pełnomocnika, a także korespondencyjnie. To nie tylko ukłon w stronę niepełnosprawnych, ale również emigracji. To usprawnienie systemy głosowania, a przede wszystkim większe prawa czynnego udziału w wyborach.

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie będzie tym razem kontestowany i nie będzie komentowany jako działania „w imieniu i na rzecz” określonej formacji politycznej. Jest jednak sygnałem, że czas może przyjrzeć się szczegółowym rozwiązaniom Konstytucji RP. I jest również dowodem, że prawo tworzone w Sejmie pozostawia wiele do życzenia…

Azrael

Decyzje już podjęto

Naprawdę trudno przyjąć, że akcje „informacyjne” jakie prowadzi Prawo i Sprawiedliwość w internecie i realu nie są działaniami z kategorii kampanii wyborczej. Nawet propozycja obiadu, czy też śniadania z baronową Beatą Kempą z Kielecczyzny „podpada” raczej pod kampanię. Państwowa Komisja Wyborcza jednak, zamiast zająć twarde i jednoznaczne stanowisko, pogroziła tylko palcem. „Podejmowanie przez podmioty, które zamierzają uczestniczyć w zbliżających się, lecz jeszcze niezarządzonych wyborach, działań, które noszą cechy kampanii wyborczej, jest niezgodne z przepisami prawa wyborczego”. I inna cześć opinii – „w okresie bezpośrednio poprzedzającym kampanię wyborczą działania partii politycznych i innych podmiotów promujące idee, poglądy czy programy lub osoby wizerunkowo kojarzące się z danym podmiotem są odbierane jako (…) prowadzenie kampanii wyborczej przed jej prawnym rozpoczęciem”. A gdzie są zalecenia i sankcję? Nie tylko zresztą pod adresem Prawa i Sprawiedliwości, ale również polityków innych formacji, SLD i PO. Nie jest żadnym tłumaczeniem, że PKW czeka na decyzję Trybunału Konstytucyjnego o zgodności nowego kodeksu wyborczego z Konstytucją RP, ponieważ w tym momencie mają zastosowanie przepisy mówiące, że kampanii prowadzić nie można, dopóki prezydent nie ogłosi jej oficjalnie. A zrobi to dopiero z początkiem sierpnia.

Ciekawsza jednak jest zawartość merytoryczna, treść kampanii PiS, spotów telewizyjno-internetowych i plakatów. Przesłanie kampanii jest zupełnie niejasne. Billboardy z Jarosławem Kaczyńskim, oznajmiające, że jest on premierem, i że czas na odważne decyzje, pozwalają politycznej konkurencji przypomnieć, że takie decyzje już zostały podjęte. Właśnie wtedy, kiedy Jarosław Kaczyński premierem był, ponad 10 milionów wyborców podjęło decyzję o jego odsunięciu. Powiedzieli, że dwa lata szukania „układu” i „szarych sieci”, tropienia lustracyjnego, kopania rowów społecznych to za dużo.

Continue Reading →

Grzegorz Napieralski – Lewica nowych standardów

Wywiad z Grzegorzem Napieralskim, przewodniczącym Sojuszu Lewicy Demokratycznej, politologiem.

 

Azrael Kubacki: Jaką książkę Pan ostatnio czytał? Nie pytam się oczywiście o beletrystykę, lecz raczej o książki z dziedziny politologii, marketingu politycznego…Moje pytanie związane jest z opinią byłego prezydenta, Aleksandra Kwaśniewskiego, który uważa, że młodzi politycy powinni trochę więcej czytać, a mniej występować w mediach.

Grzegorz Napieralski: Czytam dużo, zarówno w internecie, jak i w druku. Czytanie to obowiązek człowieka i polityka, to obowiązek stałej nauki. Stały kontakt z wyborcami i mediami wymusza przygotowanie. Z ciekawych książek czytałem „Zachód. 10 lat przed totalnym bankructwem?” Autor Jacques Attali opisuje mechanizmy obsługi długów, ich rolowania, taka książka na granicy polityki i opisu rzeczywistości. A dziś czytałem ciekawy raport na temat zagospodarowywania popiołów przemysłowych i tego co jest związane z ochroną środowiska. Siłą rzeczy czytać muszę dużo.

Bardziej moje pytanie dotyczyło sfer programowych, politologii. Przez wiele lat był Pan postrzegany jako polityk czerpiący z doświadczeń socjaldemokracji zachodniej, głównie hiszpańskiej. Zwano Pana „polskim Zapatero”. Ale ostatnio mniej słyszy się tego rodzaju nawiązań, również z Pańskiej strony…

Może dlatego, że od pewnego czasu polityk musi stać się w pełni samodzielny, również w oczach obserwatorów. Gdy zdobywa się w polityce pozycję, takich porównań używa się coraz mniej. Tak, ja chętnie spoglądam na demokracje zachodnie, dużo jeżdżę, Rzym, Sztokholm, Wielka Brytania, oczywiście Bruksela, warto z tamtych wzorców korzystać. Ale pewnych gotowych rozwiązań nie da się przenieść. I kiedy była wielka debata o polityce Jose Luisa Zapatero, podkreślałem, że nie chodzi o jego hasła w polityce gospodarczej, czy w życiu społecznym, ale bardzie mi imponowała jego determinacja i konsekwencja, co rzadko się zdarza w polskiej polityce. Zapowiedział, że przeprowadzi wiele trudnych reform, i je przeprowadził. I to w nim mi się podoba, jest dalej konsekwentny, pomimo kryzysu w jakim znalazł się jego kraj i cała Europa. Na zachodnią demokrację warto spoglądać również z tego względu, jak w niej uprawia się parlamentaryzm.

Continue Reading →

Zasady wyznaczają obowiązki

Wywiad z Przewodniczącym Prawicy Rzeczpospolitej, byłym marszałkiem Sejmu, Markiem Jurkiem

———————————————————————————————————-

 

Azrael Kubacki: Pewna znana osoba powiedziała, że jest Pan ostatnią osobą życia publicznego kierującą się w polityce honorem. Czy wie Pan o kogo chodzi?

Marek Jurek: Nie wiem…

To była p. profesor Magdalena Środa w jednym ze swoich felietonów. Czy nie jest Pan zaskoczony?

Pani profesor Środa to bardzo miła osoba…

Ile dla Pana znaczy honor i moralność w polskiej polityce?

Honor to jedno z najważniejszych dóbr osobistych, ale to zasady wyznaczają obowiązki. Zasadniczym zadaniem polityka jest działanie na rzecz dobra wspólnego.

Kieruje się Pan również wspólnotą narodową, dobrem narodu, uważa Pan te wartości za ponadczasowe. Ale czy z drugiej strony nie uważa Pan, że promowanie w polskim społeczeństwie, które jest społeczeństwem otwartym, ostrych wartości chrześcijańskich skończy się porażką i odsunięciem części społeczeństwa od takich pomysłów?

Opinia chrześcijańska przede wszystkim musi mieć swoją reprezentację i swój głos. To jest kwestia równowagi społecznej. Widzimy skutki jej naruszenia. W debacie o wolnych związkach premier Donald Tusk czy Małgorzata Kidawa-Błońska wypowiadają się tak jakby kryzys rodziny, coraz większa liczba rozwodów, malejąca liczba zawieranych małżeństw stanowiły przejawy postępu społecznego, więc może warto przyspieszyć ten proces (śmiech)? Dla nas zasady, którymi się kierujemy, są wyrazem sprawiedliwości, ale dla wszystkich dyskusja wokół nich jest okazją do zastanowienia się nad znaczeniem rodziny i wychowania dla społeczeństwa. Tej refleksji bardzo często brakowało. Jeszcze piętnaście lat temu większość ośrodków opinii nie chciała w ogóle zwracać uwagi na kryzys demograficzny. Dziś praktycznie wszyscy ekonomiści uważają, że ma to kluczowe znaczenie dla gospodarczej i społecznej przyszłości Polski. Różnica jest tylko taka, że profesor Krzysztof Rybiński wie, że można w tej sprawie dużo zrobić, a profesor Leszek Balcerowicz uważa, że raczej nic…

Warto zauważyć, że wolne związki partnerskie są coraz bardziej rozpowszechnione w Polsce, bardzo dużo dzieci rodzi się w takich związkach nieformalnych. Jak temu przeciwdziałać?

Politycy muszą wiedzieć czym jest dobro społeczne. Państwo powinno stać po stronie rodziny, w tym sensie, że to rodzina – obok jednostki – może być podmiotem społecznych praw. Bo w rodzinie ludzie przyjmują wzajemne obowiązki wobec siebie. I bardzo dobrze jeśli ludzie zakładają rodziny, tym bardziej jeśli już prowadzą życie faktycznie rodzinne, ale bez trwałych zobowiązań.

Continue Reading →

Cień klęski

Jarosław Kaczyński przedstawił na niedzielnej konwencji nowy/stary program swojej formacji. Konwencja to określenie dużo na wyrost, ponieważ na Foksal, w siedzibie SDP, pojawiło się raptem 200 osób. Stary program, ponieważ jest to modyfikacja zapisów z krakowskiego kongresu z roku 2009, nowy, ponieważ został okraszony wstępem samego prezesa, odnoszącym się raczej do spraw rządzenia Donalda Tuska i PO, a nie do meritum. Reakcje po prezentacji były raczej mało entuzjastyczne. I nie dotyczy to wcale przeciwników Prawa i Sprawiedliwości, ale raczej komentatorów sprzyjających Kaczyńskiemu. Ale czy właściwie program PiS ma jakikolwiek sens? Czy jest możliwe, aby Jarosław Kaczyński kiedykolwiek wrócił do władzy? Czy jest możliwe, aby jego opinie, wygłaszane z pozycji antystemowych, brane były w ogóle pod uwag?ę.

Jest prawdą, że Platforma Obywatelska nie rządzi najlepiej. Jak to swego czasu określił Andrzej Olechowski – PO zarządza państwem, ale nie rządzi. Dobrze daje sobie radę z kryzysami, dobrze wyczuwa nastroje społeczne, umiejętnie interpretuje sondaże, ale czy PO zasługuje na takie poparcie jakim cieszy się w społeczeństwie? Nie, choćby dlatego, że nie wypełnia swoich obietnic i nie modernizuje państwa, tak jak obiecała. Nie wszystko da się zwalić na kryzys. Ale za to ma naprzeciwko siebie opozycję, która jest faktycznie poza prawdziwym kręgiem systemu politycznego w Polsce i robi wszystko, aby ten system negować, a nie modyfikować. Prowadzi to paradoksalnie do tego, że PiS zagospodarowuje 20 do 25% elektoratu, ale ten elektorat praktycznie nie ma znaczenia dla wyniku wyborczego i tego, kto w Polsce będzie rządził. Zamknięty, zabetonowany układ polityczny, jak stworzył Jarosław Kaczyński, powoduje to, że PiS jest partią bez żadnej zdolności koalicyjnej, oraz dla niewielu wyborców innych formacji partią drugiego wyboru. Wyborcy SLD zagłosują na PO i odwrotnie, w przypadku zaistnienia takiej konieczności, wyborcy tych formacji rzadko kiedy zdecydują się na oddanie głosu na PiS. Praktycznie polityka rozgrywa się wokół pozostałych 75% wyborców demokratycznego układu politycznego. To nie media, układ rządzący brak demokracji wpycha PiS na margines – to Jarosław Kaczyński umieścił tam swoją partię i swoich zwolenników.

Continue Reading →

Zadania i programy SLD

Przed wyborami parlamentarnymi w roku 2007 wydawało się, że koalicja Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego i obozu lewicowo – demokratycznego, działającego pod szyldem Lewicy i Demokratów, jest nieunikniona. To była koalicja strachu przed utrzymaniem się przy władzy Prawa i Sprawiedliwości. Okazało się, że nienawiść i obrzydzenie wobec Prawa i Sprawiedliwości kazała młodej inteligencji wyjść z domu i zagłosować gremialnie na PO, Aleksandra Kwaśniewskiego dopadła choroba „filipińska” i LiD dostał o połowę głosów mniej niż się spodziewano. A wkrótce po wyborach koalicja SLD z demokratami rozpadła się i nowy „Centrolew” odszedł w niebyt.

Grzegorz Napieralski osiągnął w ubiegłym roku niespodziewanie dobry wynik w wyborach prezydenckich – prawie 14% głosów w pierwszej rundzie. I ten wynik lewica chce poprawić w tym roku, na tle zmęczenia wyborców konfliktem pomiędzy PO i PiS-em, szarpaniną smoleńską i bezwładem politycznym obecnego rządu. Lewica jest i pozostanie trzecią siłą polityczną w Polsce, z dużym prawdopodobieństwem wejdzie do koalicji rządowej, tylko że z tego tak naprawdę niewiele wynika dla wyborców. Zdefiniowane wyborców lewicowych i wartości, jakich przestrzegają, jest zresztą dość trudne, zresztą nie tylko w Polsce. Działa jeszcze w sferze przekazu medialnego podział na postkomunistów i postsolidarnościowców, ale już w realnym życiu jest on praktycznie zatarty. Pamiętajmy, że od roku 1981, kiedy faktycznie rozpoczął się schyłek komunizmu, w dorosłe życie, z prawami do głosowania, weszły dwa pokolenia Polaków, dla których podział na „my i oni” ma zupełnie inny wymiar.

Lewica dalej szuka swojej tożsamości. Grzegorz Napieralski niby wiele mówi o drodze , na jaką powinna wkroczyć polska lewica, tylko, że jest to zabawa czysto retoryczna. Znalezienie celów, podjęcie nowych wyzwań i pójście nową drogą wymagałoby zdolności intelektualnych i determinacji, a tego Napieralskiemu jest brak. Szef SLD jest zauroczony jest hiszpańską lewicą, PSOE i jej szefem, Jose Luisem Zapatero. To tak naprawdę zainteresowanie na pokaz, wirtualne, bo w polityce krajowej Napieralski opierał się do tej pory na elektoracie postpeerelowskim i na związkach zawodowych. Nuta dyskusji światopoglądowych, liberalizmu społecznego, pojawiła się u niego stosunkowo niedawno. I nie jest to coś, na czym można zbudować nośny program ogólnospołeczny. Antyklerykalizm (umiarkowany w przypadku SLD), związki partnerskie osób tej samej płci, sprawy in vitro – to tematy ważne, które powinny zajmować eksponowane miejsce w programie, ale podobnie jak na Zachodzie, wyborców bardziej interesują problemy ekonomiczne i socjalne. A tu SLD nie ma nic ciekawego do zaproponowania, nic szczególnego, co by ją odróżniało od drugiej partii opozycyjnej, PiS.

Continue Reading →

Transfery i upadki

Nowy transfer do Platformy Obywatelskiej będzie połączony najprawdopodobniej ze spektakularną klapą kolejnego politycznego ugrupowania. Oto Joanna Kluzik-Rostkowska, szefowa i założycielka, obok Elżbiety Jakubiak i Pawła Poncyliusza, formacji pod roboczą nazwą Polska Jest Najważniejsza, otrzymała ponoć ze strony Donalda Tuska propozycję kandydowania do Sejmu z listy katowickiej PO. Oczywiście, jako numer 1..

Spodziewany w ciągu kilku-, kilkunastu tygodni upadek PJN (choć formalnie, rejestrowo, partia jeszcze nie działa) to nie jest koniec projektu politycznego, ale raczej koniec pomysłu spin doctorów, macherów politycznego kreowania rzeczywistości. Tworząc nową formację, trzeba sobie postawić pytania, czy ma ona rację bytu i jaki program i przesłanie zamierza realizować. Kiedy Kluzik-Rostkowska ogłaszała na jesieni ubiegłego roku powstanie nowego bytu politycznego, jej przeciwnicy twierdzili, że przyczyną odejścia jej i całej grupy polityków z PiS nie były kwestie ideowe, ale raczej towarzyskie. Politycy, którzy z PiS zostali wyrzuceni związani byli raczej z Lechem Kaczyńskim i duchem liberalizmu, zarówno światopoglądowego, jak i obyczajowego. Zostali z PiS wypchnięci, przez środowiska dawnego Porozumienia Centrum i grupę Zbigniewa Ziobry, ale jednak cześć z nich (Elżbieta Jakubiak, czy Adam Bielan) dalej ciążyła ku partii Jarosława Kaczyńskiego. Z drugiej strony konieczne było twarde dystansowanie się wobec rządzącej Platformy Obywatelskiej, chociażby po to, aby uniknąć oskarżeń o to, że PJN stanie się przystawką tej partii.

Czy rzeczywiście istniała szansa na powołanie konkurencyjnej partii politycznej wobec PiS, ale również wobec Platformy Obywatelskiej? Tak naprawdę mało było czasu na powołanie i zarejestrowanie partii. Udało się stworzyć w Sejmie klub parlamentarny, ale już z budową struktur lokalnych (poza Śląskiem i Pomorzem) było dużo gorzej. Zabrakło determinacji, zaangażowania polityków, nawet samej szefowej, no i zaważył też brak środków finansowych. A przecież najważniejsze w polityce demokratycznej jest poparcie wyborców, zdobycie elektoratu.

Continue Reading →

W poszukiwaniu elektoratu

Kiedy w grudniu ubiegłego roku ruch polityczny Joanny-Kluzik Rostkowskiej przedstawił swoją deklarację ideową, widać było, że nie założyciele nie bardzo wiedzieli, w jakim kierunku ich formacja ma iść. W materiale wówczas ogłoszonym nagromadzono wiele sprzecznych deklaracji, sygnałów, przy dużym poziomie ogólności. Wszystko to sprawiało wrażenie bałaganu ideowego w nowej formacji, a może już wtedy rodzącego się konfliktu wewnętrznego – programowego i personalnego. Wówczas, ale również teraz, wyborcy nie otrzymali od partii Joanny Kluzik-Rostkowskiej przekonywujących argumentów za tym, że nowa formacja (partia) ma coś unikalnego, świeżego i nowatorskiego, co może zmienić scenę polityczną, skłonić ich do oddania na nią głosu.

Deklaracja ideowa w świecie medialnej, wizerunkowej polityki, czasem zwanej postpolityką, ma znaczenie drugorzędne, liczy się siła organizacyjna formacji i jej znaczenie dla mediów. A to systematycznie spada. PJN jest do tego w sytuacji takiej, że musi się wpasować pomiędzy Prawo i Sprawiedliwość i Platformę Obywatelską, korzystając na przejęciu ich elektoratów, więc naturalnie musi podkraść część idei z obu formacji. Stąd w deklaracji znaleźliśmy odwołanie do solidaryzmu społecznego i idei samej „Solidarności”, akcentowanie konserwatyzmu, deklaracja przywiązania do wartości chrześcijańskich i odniesienie do republikanizmu, choć to ostatnie pojęcie jest przywoływane przez różne, dalekie od siebie, formacje polityczne. O jaki republikanizm chodzi, zapewne nawet członek partii, politolog Marek Migalski nie wie do końca, czy może chodzi o ten antydemokratyczny z czasów Arystotelesa, czy może rewolucyjny jakobinizm Wielkiej Rewolucji Francuskiej, czy zupełnie współczesny amerykański, stricte konserwatywny.

Continue Reading →

Tylko dwa dni

Trwają dyskusje i konsultacje, czy tegoroczne wybory parlamentarne mają być jedno-, czy dwudniowe. Przy dyskusji o tym problemie zapomina się o tym, że sprawa jak najłatwiejszego dostępu wyborców do aktu głosowania, co zapewnia jak najszerszą partycypację społeczną, powinno być podstawą podejmowania decyzji.

Przeciwnicy wyborów rozpisanych na 2. dni głosowania powołują się na art. 98 ust. 2 Konstytucji RP, mówiący, że (…)”Wybory do Sejmu i Senatu zarządza Prezydent Rzeczypospolitej nie później niż na 90 dni przed upływem 4 lat od rozpoczęcia kadencji Sejmu i Senatu, wyznaczając wybory na dzień wolny od pracy” (…). Tylko, że nie jest do końca określone, czy sobota nie mogłaby się stać dniem wolnym, na podstawie zwykłego rozporządzenia rządowego.

Istnieje jednak jeszcze jednak przesłanka, mówiąca, że wybory mogą być dwudniowe. To Kodeks wyborczy, przyjęty przez Sejm w grudniu 2010 roku (głosowało za nim 430 posłów). Otóż według tego przepisu prezydent, jako zarządzający wybory parlamentarne, ma prawo do własnej decyzji, czy wybory mają trwać jeden dzień, czy dwa. Narzucony zostaje tylko czas otwarcia lokali wyborczych, od godziny 7 do 21. Jeżeli uznano by, że należy zapis Konstytucji RP odczytać literalnie, to Kodeks wyborczy jest regulacją z nią niezgodną.

Niektórzy komentatorzy (m.in. redaktor Piotr Śmiłowicz z „Newsweeka”) twierdzą, że wprowadzenie głosowania przez dwa dni jest w interesie Platformy Obywatelskiej i jest manipulacją, mogącą partii rządzącej dać nieuzasadnioną przewagę. Porównuje się to do sytuacji z roku 2006, kiedy koalicja PiS-Samoobrona-LPR zmieniła ordynację przed wyborami samorządowymi, wprowadzając możliwość blokowania list, czy do do jeszcze wcześniejszej sytuacji, kiedy w roku 2001 spadająca w przepaść AWS zmieniła zasady obliczania głosów z metody d’Hondta, promującej duże partie, na St. League’a, która bardziej uśredniała wyniki. To porównanie błędne. Dwudniowe wybory nie zmieniają zasadniczo ordynacji wyborczej – nie zmieniają zasad liczenia głosów, nie zmieniają systemu proporcjonalności, dają wszystkim konkurującym siłom politycznym prawo do skorzystania z sytuacji na równych prawach. Wyborca będzie głosował raz, w wyborach tajnych i bezpośrednich. I siła jego głosu nie ulegnie zmianie.

Wybory rozpisane na dwa dni będą kosztować drożej (ok. 50 mln). Demokracja musi kosztować – taki jej urok. Nie przekonują mnie opinie, że dwudniowe wybory spowodują wzrost podejrzeń i skarg o fałszowanie wyników. Od czego są mężowie zaufania, sztaby wyborcze? Nie przespane noce kilku tysięcy osób są minimalną ceną za to, że poprawi się frekwencja wyborcza – co będzie oznaczało silniejszy mandat wyborczy nie tylko wygranych, ale całego parlamentu.

Azrael

Rekonstrukcja i rewitalizacja

Donalda Tuska od kilkunastu dni nie ma w mediach, Grzegorz Schetyna na urlopie narciarskim, prezydent Bronisław Komorowski praktycznie na tematy krajowe się nie wypowiada, a głównym problemem polskich dziennikarzy jest Platforma Obywatelska, konflikty w niej, spadek popularności. Uzdrowicieli i „wujów – dobra rada” dla PO jest bezliku. Problem polega nie na tym, co zrobić teraz, ale na tym, aby się zastanowić, co spowodowało tak potężny kryzys zaufania do rządzącej partii, rządu i samego Donalda Tuska, bo dziś źle jego pracę ocenia już ponad 50% respondentów badań opinii publicznej.

Niektórzy wskazują na przyczyny polityczne i ekonomiczne, te podstawowe, które łatwo dostrzec. Początkiem była tak zwana afera hazardowa, następnie katastrofa smoleńska i wszystkie z tym związane zagadnienia, z raportem MAK na czele, następnie chaos na kolei, no i sprawy związane z quasi reformą emerytalną, czyli „zamachem” na fundusze OFE. Innym powodem problemów PO mają być konflikty wewnętrzne, pomiędzy Donaldem Tuskiem i jego zapleczem, a niegdysiejszym bliskim przyjacielem, Grzegorzem Schetyną. Jeżeli dodamy do tego katastrofalne wypowiedzi i zachowania niektórych polityków PO (senator Roman Ludwiczak – słynne taśmy wyborcze, żarty Roberta Węgrzyna z gejów, czy odebranie prawa do leczenia emerytom przez Joannę Michę) i seryjne gafy prezydenta, to otrzymamy obraz partii… obciachowej. Wszytko to miało spowodować odwrócenie się wyborców od partii rządzącej i zakwestionowanie jej wiarygodności, odsunięcie się elektoratu miejskiego, inteligenckiego, wykształconego.

I tu właśnie należy szukać refleksji – dlaczego Platforma Obywatelska przestała traktować swój elektorat jako rzecz – oprócz państwa, rzecz jasna – najważniejszą.

Continue Reading →