SLD – wykorzystaj i rzuć

Przed wyborami parlamentarnymi roku 2007 wydawało się, że koalicja Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego i zjednoczonego obozu lewicowo – demokratycznego, działającego pod szyldem Lewicy i Demokratów, jest nieunikniona. Okazało się jednak, że nienawiść i obrzydzenie wobec Prawa i Sprawiedliwości kazało młodej inteligencji wyjść z domu i zagłosować na PO, Kwaśniewskiego dopadła filipińska przypadłość i LiD dostał o 50% głosów mniej niż się spodziewano, a peeselowska rodzina, jak zwykle, wykazała się wyjątkową mobilnością. I resztę już znamy – koalicja PO – PSL, rozpad LiD-u i dryf lewicy w stronę wodospadu, za którym jest już tylko otchłań. Z „wielkiej koalicji” ostała się koalicja mniejsza, która może wprawdzie rządzić i uchwalać ustawy, ale już nie może ich bronić w przypadku veta opozycyjnego prezydenta. I tak właśnie, dopóki rząd Donalda Tuska tkwił w błogim stanie oczekiwania, kiedy jego szef będzie mógł przystąpić do marszu ku Pałacowi Namiestnikowskiemu, na Krakowskim Przedmieściu,toczyło się życie polityczne. I nawet, w tym przypadku, kiedy szuflady „pełne ustaw” okazały się bardziej puste, niż u Puchatka, to zawsze można było można powiedzieć, że i tak, jakby były, to Lech Kaczyński by je zawetował.

Jednak zły nie śpi, tym razem pod postacią amerykańskich imperialistów – bankowców, którzy wywołali kryzys, najpierw finansów, w rezultacie całej, globalnej gospodarki i trzeba się z nim uporać. Po drodze są jeszcze mniejsze problemy, typu ustawy o szkolnictwa wyższego, publicznych mediach, czy reforma emerytur mundurowych, więc okazało się, że konieczne jest dogadanie się z lewicą, nie tylko na jedno, czy dwa głosowania, lecz może na dłużej. Bo publiczność, czyli wyborcy już nie tylko samą miłością do Platformy Obywatelskiej, Donalda Tuska i nienawiścią do kaczyzmu się żywią, ale pytają się, czego i dlaczego rząd nie czyni w dobie kryzysu.

Continue Reading →

Personalia, czyli "Hardcore Negotiators"

Ruchy personalne, ustawki, negocjacje, układy, koterie, koalicje, kuluary… okazuje się, że w tym przypadku wszystko jest możliwe, wszystkie koalicje są dopuszczalne, a stary skecz z kabaretu „Dudek”, Jana Pietrzaka, „Szachy” (którego autorem jest zresztą Daniel Passent) nabiera nowych barw i znaczeń.

Oto Donald Tusk chce desygnować na szefa Rady Europy Włodzimierza Cimoszewicza. Ten doświadczony polityk lewicy pasuje do takiej funkcji, ze względu na staż polityczny, doświadczenie, AUTENTYCZNĄ znajomość języka angielskiego. Był premierem, ministrem SZ , ministrem sprawiedliwości, marszałkiem Sejmu, finalizował negocjacje i wejście Polski do UE, był też kandydatem na urząd prezydenta… zaraz, zaraz… czy to przypadkiem nie ludzie obecnego premiera, niejaki Kostek Miodowicz i jego narzędzie, pani Jarucka, przy aktywnym współudziale pana Brochwicza nie podłożyli Cimoszewiczowi świni?!

No ależ tak! To znaczy, że Cimoszewicz zapomniał, a premier też zapomniał? Nie, nikt nic nie zapomniał, tylko, że ten pierwszy spłaca w ten sposób dług polityczny (e, o moralnym pisać nie będziemy…), a jednocześnie stara się usunąć „nigdy więcej nie będę kandydował” Cimoszewicza z listy potencjalnych konkurentów do prezydentury w roku 2010. Ten drugi z kolei „wypina się” na lewicę, która, jak to w tradycji prawicy jest – nie potrafiła ułożyć się na tyle, aby zmontować jedną listę wyborczą do Parlamentu Europejskiego. I tym sposobem Platforma Obywatelska i Donald Tusk pieką na jednym ruszcie kilka szaszłyków jednocześnie, bo nie zapomnijmy, że wcześniej udało się z szeregów SLD wyrwać innego silnego, znaczącego polityka, Danutę Hibner.

I może się europoseł Siwiec pieklić, że to nie tak, że tak nie powinno być, ale przede wszystkim powinien mieć pretensje do Grzegorza Napieralskiego, który zrobił wszystko, aby lewicy nie zmontować na nowo. A porażka w czerwcu, w wyborach do PE, to dla niego i SLD ostatni gwóźdź w zmurszałą trumnę polityczną.

Continue Reading →

Lewicy pogłębianie dna

Lewica, ta z pod sztandarów SLD, nie zniknęła po aferze Rywina. Została osłabiona, ale nawet chwiejący się na nogach Aleksander Kwaśniewski jej nie pogrążył – weszła, w koalicji z PD do Sejmu, i zajęła miejsca opozycyjne.

Jednak okazało się, że grabarz tej formacji jest w jej środku. To Grzegorz Napieralski.

Sojusz Lewicy Demokratycznej podjął właśnie decyzję, że do czerwcowych wyborów Parlamentu Europejskiego będą dwie listy wyborcze – właśnie eseldowska i druga, organizowana przez przez Porozumienie dla Przyszłości, być może wspierana przez właśnie podniesione z upadku Stronnictwo Demokratyczne Pawła Piskorskiego.

Media doniosły, że decyzja ta zapadła na radzie SLD pod naciskiem działaczy regionalnych, którzy bronią twarzy i tożsamości lewicowej partii. A Grzegorz Napieralski jest twarzą tej grupy. Oznacza to, że Wojciech Olejniczak został definitywnie pozbawiony wpływu na partię i zapewne już niedługo zostanie usunięty ze stanowiska szefa klubu parlamentarnego. Oznaczać to będzie zapewne również odejście z klubu i partii Ryszarda Kalisza, który jako jedyny wypowiedział się przeciw odrębnym listom.

Continue Reading →

Co tam na lewicy?

Zupełnie niespodziewanie ruch po lewej stronie sceny politycznej jest obecnie większy, niż na prawicy.
Oczywiście, określenie prawica – lewica, co do znudzenia powtarzają już wszyscy komentatorzy sceny politycznej i politolodzy, jest tak w Polsce zamazany, że trudno tak naprawdę ocenić, kto w którym miejscu się plasuje. Od czasu powstania Prawa i Sprawiedliwości i złamania przez tę partię kanonów ideowych prawicy – trudno określić, która partia, czy grupa polityczna prezentuje jakie poglądy.

Przyjmiemy założenie, że interesują nas te ugrupowania i myśli ideowe, która mają faktyczne znaczenie na kształtowanie bieżącej polityki. Nie będą nas interesowały lewackie organizacje, typu Polska Partia Pracy, które nie mają zdolności koalicyjnych, lecz realne siły i politycy.

Joanna Lichocka w ostatnim artykule w „Rzeczpospolitej” pisze, że podstawowym celem lewicy (odnosząc to do SLD) powinno być nie odnoszenie się do Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości, lecz budowanie własnej tożsamości. Powołuje się tu na opracowanie naukowca UW, dr Rafała Chwedoruka, zamówione zresztą przez szefa SLD, Grzegorza Napieralskiego, które mówi, że powodzenie lewicy zależy od tego, jak mocno będzie się ona różniła od PO. Czyli – jak mocno będzie antyliberalna. Jednym słowem – SLD, a co za tym idzie cała lewica powinna pójść w stronę czystego socjalizmu, akcentując sprawy socjalne i roszczeniowe społeczeństwa.
Jest to droga, według mnie, błędna. Oznacza ona zbliżenie programowe z PiS – czyli tak naprawdę złamanie ideowe. Uważam, że jedynym logicznym kierunkiem dla lewicy, jeżeli chce wzmocnić swoją pozycję, jest jej integracja i pójście w stronę powołania centrolewicy. I wcale nie sądzę, że powinno się to dokonać pod skrzydłami Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Grzegorza Napieralskiego. SLD próbuje działać w imieniu lewicy, ale biorąc pod uwagę niestabilną sytuację w partii (konflikt na linii Olejniczak – Napieralski, alienowanie się Ryszarda Kalisza), inwestowanie na dłuższą metę w tę partię mija się z celem. Świadczą o tym wyniki sondażowe, które z 12% z przed miesiąca, spadły do 6% w dniu wczorajszym. Dziwię się Leszkowi Millerowi, że chce dmuchać w tą gumową lalkę Napieralskiego, zamiast samemu szukać rozwiązań.

Continue Reading →

Napieralski i cztery wina

Nowy szef Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Grzegorz Napieralski, wykazuje dość dużą inicjatywę polityczną i ruchliwość. Jest go pełno w mediach, ciągle ma nowe pomysły, w wielu przypadkach jest postrzegany, jako ciekawa „partia do wzięcia”. I dla koalicji rządowe i dla opozycyjnego PiS. Czy i jak potrafi z tego skorzystać?

Tuż po czerwcowym zwycięstwie w wyborach do władz partii, zamieścił na swoim blogu wpis, w którym postawił sobie jako główny cel uczynienie z SLD (lub formacji zjednoczonej lewicy) drugiej siły na scenie politycznej. Dlaczego nie pierwszej – tego nie wiemy. Brak wiary, zdolności, pomysłu programowego, czy może realizm? Wydaje się, że wszystko po trochu. Jednym konkretem, który Grzegorz Napieralski zamieścił w tym swoim wpisie – jest sprawa obrony Kodeksu Pracy. Dalej były hasła o obronie pamięci wszystkich, którzy walczyli o Polskę (?) oraz szerzej omówione sprawy walki o prawa kobiet – aborcja i zapłodnienia in vitro. Czyli – znany katalog tematów.
„Nasz program to Polska, w której odnajdą się wszyscy – wolna jak dziś Hiszpania, zamożna jak Skandynawia” – takie hasło się tam znalazło, tylko, niestety, bez opisu, co się za tym ma dokładnie kryć.
Potem był wyjazd do guru – Zapatero – ale jakoś nie widać po tej wyprawie przełożenia, w działaniach i konkretnych propozycjach.

Continue Reading →

"Co robić?" Napieralskiego

Czas euforii po zwycięstwie szybko minie i nowy przewodniczący Sojuszy Lewicy Demokratycznej stanie przed nowymi zadaniami i wyzwaniami – i będzie musiał sobie zadać leninowskie „Co robić?”.

Napieralski zamieścił na swoim blogu, być może w spontanicznym akcie, wpis, w którym usiłuje odpowiedzieć na to pytanie. Oprócz zadań politycznych, czyli uzyskania pozycji drugiej siły politycznej w kraju -znajdujemy tam liczne, aż nazbyt liczne postulaty i zadania. Jest oczywiście o neutralności światopoglądowej, o programie socjalnym i ochronie ludzi pracy, o współpracy z rożnymi, marginalizowanymi i kontestującymi rzeczywistość XXI wieku środowiskami, jest o demokracji -i inne tego rodzaju hasła. Głównie zresztą właśnie hasła, ponieważ na temat PROGRAMU – nie znajdziemy tam wiele. Jednym konkretem, który Grzegorz Napieralski zamieszcza w tym swoim wpisie – jest sprawa obrony Kodeksu Pracy. Dalej znajdujemy znów hasła o obronie pamięci wszystkich, którzy walczyli o Polskę (?) oraz szerzej omówione sprawy walki o prawa kobiet – aborcja i zapłodnienia in vitro. Czyli – znany katalog tematów. I co ciekawe – nie ma tam już na gorąco tuż po wyborach powiedzianego zdania o wymówieniu konkordatu z Watykanem – za to znajdujemy słowa, że nowy szef SLD nie jest antyklerykałem. A to ni mniej, ni więcej oznacza, że jest… koniunkturalistą, czyli – politykiem z krwi i kości.

Wytłuszczone słowa we wpisie przewodniczącego Napieralskiego to „Nasz program to Polska, w której odnajdą się wszyscy – wolna jak dziś Hiszpania, zamożna jak Skandynawia”. Prawda jak ślicznie?! Tylko co to znaczy?

Czy Napieralskiego stać, w przeciwieństwie do Wojciecha Olejniczaka na autorski program swojej partii, czy jest intelektualnie przygotowany nie tylko doprowadzenia takiej machiny, ale również do podjęcia wysiłku zjednoczenia lewicy? Szczerze mówiąc – wątpię.

Mieczysław F. Rakowski, który pomimo ciężkiej choroby, jest aktywnym komentatorem życia politycznego, głównie lewicy, daje, jak zwykle, proste – ale jakże słuszne rady. Z pozycji prawdziwego guru, gdzie nie zawiła forma, lecz prosty, jasny, klarowny przekaz, stwierdza, że Napieralski przede wszystkim powinien się dużo uczyć, czytać, łączyć partię i zwalczać w niej koterie, nie słuchać potakiwaczy, ale słuchać mądrych rad. I przede wszystkim – jeżeli już chce się powoływać na Zapatero – to nie powinien zapominać o tradycjach polskiej lewicy.

Rakowski nie widzi szansy na podjęcie konstruktywnego dialogu z SDPL (ale o Polskiej Lewicy Leszka Millera nic nie mówi), jak również nie widzi dla SLD drogi we współpracy z organizacjami lewackimi. I co ciekawe – wyraźnie daje sygnał, że lewica XXI wieku musi koniecznie pracować nad nowymi formami języka i komunikacji. Jak by to nie zabrzmiało – jest to ukłon w stronę „Krytyki Politycznej”.

Grzegorz Napieralski stoi być może przed ostatnią szansą uratowania tej starej łajby, Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Dobrze by było, gdyby posłuchał właśnie rad ludzi trzeźwych i doświadczonych, którzy przepłynąwszy życie, widzą w dalszym ciągu wyraźnie i ostro horyzont. Może to ostatnia szansa na naukę.

Azrael

Napieralski – jednak niespodzianka

Grzegorz Napieralski wygrał dziś na Kongresie Sojuszu Lewicy Demokratycznej z Wojciechem Olejniczakiem w stosunku 237 do 210 głosów. Minimalnie, ale jednak.

Wydawało się, że nie będzie to możliwe, że łatka aparatczyka, którą mu ostatnio przypięto – spowoduje, że Olejniczak wygra – może nie z wielką przewagą, ale znacznie. Jednak stało się inaczej.

Co ciekawe – wydaje się, że dość drewniany Napieralski – co zresztą potwierdził w wystąpieniu tuż po ogłoszeniu wyników – miał więcej głosów wśród młodych lewicy. To rokuje mu dobrze – o ile oczywiście nie zmarnuje szansy.

Czy jego wybór to jest skręt w lewo? I jakie to ma być „lewo”? Napieralski, zgodnie zresztą z zaleceniami zespołu profesora Reykowskiego, widzi przyszłość lewicy we współpracy ze związkami zawodowymi, jego głos wyraźniej było słychać w rozmowach na tematy społeczne, w obronie „odrzuconych”. Tylko, że co innego się mówi w momencie, kiedy się prowadzi kampanię, co innego, kiedy trzeba prowadzić partię, A partia może się tylko odrodzić na podstawie zdobycia młodego, inteligenckiego elektoratu – bo ten klasyczny, postpeerelowski wymiera, a ten roszczeniowy, nastawiony na „daj” – jest zagospodarowany przez Prawo i Sprawiedliwość.

Continue Reading →

SLD droga na cmentarz

Lewica parlamentarna się podzieliła. Nie tylko parlamentarna – rozczłonkowanie partii, które się przyznają do idei lewicowych – jest porównywalne do tego, co się działo z polską prawicą, zanim znalazła się pod szyldem AWS. Może partii nie ma ich dużo, jak tamtych trzy- czteroliterowych partyjek, w których dominowały słowa konserwatyzm, prawica i Ojczyzna – ale ich skłócenie jest jeszcze większe, niż prawicy.

Pisałem o lewicy już wystarczająco dużo – i dalej twierdzę, że pójście w stronę radykalizmu społecznego, czyli skręt w lewo, ku elektoratowi „opuszczonemu, zdradzonemu” w wyniku przemian społecznych po roku 1989 – to droga donikąd, droga ku gettu politycznemu. Słusznie wczoraj w programie TVN 24 Jerzy Urban zauważył, że jak się skręca tylko w lewo – to pojazd zaczyna się kręcić w kółko…

Impuls do rozstania się lewicy dał Wojciech Olejniczak, postawiony pod ścianą przez swojego konkurenta do stanowiska szefa Sojuszu Lewicy Demokratycznej, sekretarza generalnego, Grzegorza Napieralskiego. Jest to dość dziwne, ponieważ Olejniczak to człowiek namaszczony przez Aleksandra Kwaśniewskiego, który od ideałów doktrynerskiej lewicy odszedł już dawno. Rozpad LiD był jednak rzeczą logiczną, z punktu widzenia jego pozycji w partii i nacisków aparatu partyjnego SLD, która nie potrafiła się zintegrować – i zgodzić – z działaczami Partii Demokratycznej. Ci zresztą za bardzo zintegrować się nie chcieli – etos „S” służy im jak etola, mająca podkreślić ich wyjątkowość – tylko, że jest ona już mocno wyleniała i podszyta pustką – pustką elektoratu i znaczenia na scenie politycznej.

Continue Reading →

Sierakowski: demiurg w powijakach

Sławomir Sierakowski to obecnie chyba największa gwiazda polskiej polityki. Tak, właśnie – nie Donald Tusk, nie były premier, Jarosław Kaczyński, czy jego brat, prezydent, nie Lech Wałęsa czy Antoni Macierewicz.

Nie ich się słucha i czyta, nie czeka się na ich wypowiedzi – lecz wszyscy zerkają w stronę młodego, lekko zgarbionego, jeszcze młodzieńca i oczekują ,co on napisze, ogłosi na zebraniu Klubu „Krytyki Politycznej”, albo bąknie w jakiejś stacji telewizyjnej. I nie ma znaczenia, że z reguły jego wypowiedzi są enigmatyczne i dość przewidywalne – bo to powiedział właśnie on, Sławomir Sierakowski.

Określają go już mianem guru polskiej nowej lewicy – tej, która nie jest obciążona postkomunistycznym aparatem, papieżem nowej myśli lewicowej (choć wydawał też w swojej oficynie dzieła z materiałami Lenina…), a ostatnio zaczęto mówić o nim per demiurg. Spotkał się z Wojciechem Olejniczakiem, w knajpce o uroczej nazwie „Szparka” i kilkoma zdaniami wyzwolił młodego też szefa SLD z wpływów starych aparatczyków, Janika i Szmajdzińskiego. To on miał być autorem pomysłu, aby wypchnąć trzech polityków Partii Demokratycznej z klubu LiD i zawrócić SLD na tory polityczne skręcające w lewo. Okrzyknięto to wielkim sukcesem i wizjonerskim spojrzeniem na przyszłość lewicy. Tylko, że Sierakowski temu zaprzecza i nie przykłada do swobodnej, jak to określił, wymiany zdań wielkiego znaczenia. A dodatkowo wizjonerskie spojrzenie zakończyło się tym, że za Widackim, Lisem i Filarem poszli działacze SdPL, w ilości 6 – i za chwilę rojenia o konsolidacji lewicy ulecą w powietrze.

Continue Reading →

Demokraci.pl – pozamiatane?

Powołanie platformy wyborczej Lewicy i Demokratów w sierpniu 2007 roku przyjąłem z dużą sympatią. Już nie jako zwolennik, ale raczej jako bardzo życzliwy sympatyk. Liczyłem, że nowa zjednoczona lewica, składająca się z młodych SLD, postkorowców i pod przewodnictwem Aleksandra Kwaśniewskiego – będzie mocną trzecią siłą polityczną w polskim parlamencie i naturalnym koalicjantem dla Platformy Obywatelskiej.

Cóż – nikt nie przypuszczał wtedy, że plebiscyt kto za – kto przeciw Kaczyńskiemu ,przybierze taki dramatyczny obraz, że Kwaśniewski „zachoruje” na tajemniczą „filipinkę”… i rzeczywiście LiD miał trzeci wynik wyborczy – ale nie miał legitymacji do wejścia do rządu…

Patrząc na konwencję wyborczą Lewicy i Demokratów, na Rozbrat, w siedzibie Sojuszu Lewicy Demokratycznej, wielu zadawało sobie pytania – dlaczego w jednym rzędzie siedzą tacy ludzie jak Lityński, Pinior, Lis, Borowski, Onyszkiewicz, Kwaśniewski, Kalisz? Przecież tych ludzi te 27 lat temu dzieliło wszystko, byli na przeciwstawnych biegunach politycznych i społecznych. A teraz siedzą obok siebie. Czy tylko niechęć do rządów PiS-u ich do siebie zbliżyła, czy chęć wejścia do nowego parlamentu jest motorem ich działania, czy coś więcej?

Continue Reading →

Koniec z LiD – nic się nie stało

Wczorajsza konferencja prasowa Wojciecha Olejniczaka, informacja o odejściu od koalicji z Partią Demokratyczną – partią z którą SLD tworzyło koalicję wyborczą Lewica i Demokraci – a następnie klub parlamentarny – ma znaczenie… poznawcze. I żadnego innego, jest tylko zagraniem medialnym, bez faktycznego znaczenia, ani na pozycję samego SLD, ani na pozycję partii Janusza Onyszkiewicza.

Było wiadome, że ten sojusz, stworzony wokół Aleksandra Kwaśniewskiego, będą zwieńczeniem marzeń połączenia i pogodzenia środowiska odwołującego się do lewicy i środowiska postsolidarnościowego – rozpadnie się, co było wynikiem działania samego Kwaśniewskiego i wynikającej z tego porażki wyborczej.

Problemem demokratów.pl jest właściwie tylko to, jak zakończyć działalność. Czcigodna rada starszych tej partii – która stanowi jej siłę – i jedyną wartość – musi zakończyć smutny żywot tego zstępnego Unii Demokratycznej. Panowie Geremek, Mazowiecki, Onyszkiewicz czy Frasyniuk – mogą sobie znaleźć inne miejsce w polityce i życiu społecznym – reszta może się przyłączyć do Platformy Obywatelskiej. Cześć środowiska danego KOR-u – jest już tylko historią.

Continue Reading →

Kościół i Zapatero

Zastanawiałem się, co lepiej skomentować – kościół zboczeńców (ks. Andrzej ze Szczecina) i idiotów (Jerzy Robert Nowak w Bydgoszczy), czy kwestię wyborów parlamentarnych do hiszpańskich Kortezów?

Ale pierwsza sprawa jest jasna i prosta, jak tylko może być proste traktowanie tej sprawy, tradycyjnie przez polski Kościół. Winna jest „Gazeta Wyborcza” i dominikanin, któremu jak powiedział, Ewangelia nie pozwalała milczeć – a nie zaniechanie działań w „imię ochrony dobrego imienia Kościoła” przez biskupów diecezji szczecińsko – kamieńskiej – w tym bliskiego Radiu Maryja biskupa Stefanka. I nie jest winny ksiądz Andrzej – on za chwilę stanie się ofiarą czterech młodzieńców – a 13 lat to czas krótki na wyjaśnienie takich drobiazgów.

W drugim przypadku JRN wygłosił już tradycyjną, cotygodniową homilię, poświęconą Grossowi, Żydom, Bartoszewskiemu i innym – i oczywiście kuria znów nic nie wiedziała… No cóż – te rewelacje mamy na co dzień, Kościół miłosierdzia, miłości i dobra dostarcza nam materiału publicystycznego nieustannie.

Potrzeba w Polsce takiego drugiego Zapatero – tylko w dwójnasób zdeterminowanego. Lewica potrzebuje kogoś takiego, kto nie będzie oglądał się na to, co jeden biskup (Pieronek) z drugim (Nyczem) powie – ale będzie walił tak jak się należy – na odlew.

Jose Luiso Zapatero wygrał, bo był uczciwy i bezkompromisowy, bo pokazał, że wartości socjaldemokratyczne mogą być programem dla jeszcze niedawno katolickiego kraju pociągającym.

Uzyskał w parlamencie hiszpańskim przeważającą ilość głosów, i to w reelekcji – bo się nie bał, nie wchodził w kunktatorskie układy. Obiecał wycofanie wojsk z Iraku po zamachach w 2004 roku – zrealizował to zgodnie z planem, nie oglądając się na USA. Prowadzi swoją niezależną od Unii i Ameryki, politykę wobec krajów Ameryki Południowej – i w momencie upadku reżymu braci Castro – to Hiszpania będzie rozdawała karty na Kubie. Wewnątrz kraju nie bał się prowadzić ostrego kursu wobec Kościoła, nie przestraszył się demonstracji inspirowanych przez Kościół Katolicki – socjaliści przeforsowali małżeństwa homoseksualne. I Partia Ludowa przegrała.

Jeżeli polska lewica nie weźmie przykładu z działań takich, jak starego i nowego premiera Hiszpanii – to się nigdy nie podniesie. Jeżeli nie zacznie nazywać spraw po imieniu, to nigdy nie odbuduje zaufania wobec siebie. Jeżeli nie przestanie traumatycznie przepraszać, za to, że istnieje i ma poglądy – to rzeczywiście zdechnie. I nie chodzi tu tylko o SLD – lecz również o inne, lewackie, czy postmarksistowskie ruchy.
In vitro, kwestia aborcji, antykoncepcja, prawa mniejszości, miejsce Kościoła w Państwie, zgodnie z konkordatem, Konstytucją i innymi prawami – i gospodarcza polityka liberalna (Leszek Miller się kłania) – to są tematy i zadania dla lewicy.

Polska lewica uległa mitowi, lansowanemu przez media w ostatnich kilku latach – że na scenie politycznej jest tylko miejsce na dwie siły polityczne, jako głównych rozgrywających – i że ma to być Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość. I jeżeli lewica nie obudzi się z tego snu, to rzeczywiście, po rekonfiguracji PiS-u – do której powoli zmierzamy – wolne siły wyborcze zaanektuje nowa siła powstała na to miejsce – katolicka partia populistyczna. I wtedy lewica rzeczywiście odejdzie w niebyt.

To lewica, jak pokazuje Hiszpania, lewica liberalna społecznie i z liberalnym programem gospodarczym ma szansę na poważne zaistnienie.
Tylko do tego potrzeba facetów z „jajami”. Ostatnią taką osobą jest… Joanna Senyszsyn.

Azrael

Leszek Miller pisze list

Kilka tygodni temu, w reakcji na dość ostre moje uwagi na temat działalności poprzedniej i przyszłej byłego premiera, Leszka Millera, otrzymałem od niego kilka maili. W jednym z nich były premier zaproponował mi zrecenzowanie kluczowym materiałów z kongresu założycielskiego jego nowej formacji, Polskiej Lewicy, jego przemówienia programowego i deklaracji partii. Materiały można znaleźć na stronie partii.

Mocno zaskoczony propozycją, podjąłem się jednak analizy tych pism – i efekt tego można sobie przeczytać na moim blogu.
Okazało się, że nie koniec naszej korespondencji z premierem Millerem, byłym szefem (i jak niektórzy mówią – grabarzem…) SLD. Dziś na jego blogu została zamieszczona odpowiedź na mój artykuł.

Jest ona na tyle ciekawa, merytoryczna i programowa, że pozwalam sobie na jej przytoczenie w całości;
Wytłuszczenia w tekście pochodzą ode mnie.

Continue Reading →

Marek Migalski dalej na linii frontu

Statystyczny obserwator polskiego życia społecznego i politycznego, z racji ograniczeń zawodowych, czasowych jest zmuszony do oparcia się w kształtowaniu swojej opinii na publikatorach. Radio, telewizja, prasa – i co raz częściej internet. Chyba, że jest aktywnym politykiem lub samorządowcem… ale wtedy słucha swojej partii – i żadne media go nie przekonają.

Czasami do wspomnianych ograniczeń dochodzą też pewne hamulce światopoglądowe; są tacy, którzy nie czytają „Gazety Wyborczej”, ale wiedzą, co w niej jest (wszak zaznajomili się z „Michnikowszczyzną”, nie mówiąc o Łysiaku i Remuszcze), inni – nie słuchają Radia Maryja i nie czytają naczelnego organu Tadeusza Rydzyka – „Naszego Dziennika”. Tak czy siak – wiedza ich jest wybiórcza.

Oczywiście – po jakimś czasie, jeżeli świat otaczający nas interesuje – zauważamy, że informacje, które nam media serwują – nie zawsze odpowiadają prawdzie, nie zawsze są rzetelne. Wynika to z tego faktu, że dziennikarze, ta czwarta władza już przyzwyczaili nas – i siebie – do swojej nierzetelności i zdolności manipulatorskich. Ot, choćby mały przykład z dnia dzisiejszego;

Pewien dziennikarz gazety codziennej, prowadzi od czasu do czasu program poranny w jednej ze stacji radiowych. Zaczyna go przeglądem prasy, dzienników, czasem tygodników. I dziś traf chciał, że rozpoczął ten przegląd od gazety, w której jest zatrudniony, jako ceniony publicysta polityczny. Oczywiście – ma prawo, tym bardziej, że omawiany przez niego artykuł, właściwie komentarz – był niezły, i na tematy bieżące. Tylko jedno ale… ten artykuł był autorstwa naszego prowadzącego… o czym już on nie wspomniał… ale wszystko jest cacy…

Continue Reading →

Lewica bez pomysłu

Pisanie o lewicy polskiej nie jest łatwe, ani przyjemne, ani również twórcze. Bo właściwie – o czym pisać?
Czy pisać o formacji, która werbalnie odwołuje się do etosu lewicowego, a praktycznie jest tylko szczątkami partii władzy Leszka Millera – czyli do SLD? Czy może pisać o nowej partii Leszka Millera, Polskiej Lewicy, która z kolei jest formacją nastawioną na promowanie swojego wodza i właściwie poza jednostronicowymi hasłami nie ma programu? Bo czy może być zaczątkiem programu stwierdzenie, że „nie powinniśmy się wstydzić czasów PRL”?.

Można oczywiście rozpatrywać programy takich partii jak Polskiej Partii Pracy czy Racji PL. Tylko, że nie widać, aby te formacje potrafiły zdobyć się na szersze, niż syndykalistyczne spojrzenie na sprawy społeczne, socjalne i ekonomiczne. Bo niczym innym , jak syndykalizm w czystej postaci, jest strajk w kopalni „Budryk”, sterowany przez związek zawodowy „Sierpień ’80”.

Można oczywiście zachwycać się „świeżością”myśli środowiska „Krytyki politycznej” Sierakowskiego, Gduli i Dunin – ale ja zostawiam to komentatorom konserwatywnym, którzy doskonale wiedzą, że to kółko zainteresowań nie stworzy nigdy poważnego programu politycznego – nie mówiąc o sprawnej organizacji. Zresztą przywódcę w czerwonej koszuli ostatnio więcej interesuje jego nowy program w TVP i zajęcia parateatralne – niż praca organizacyjna.

Continue Reading →

Środkiem drogi

To, że Jarosław Kaczyński jest Genialnym Strategiem – to wiek każdy pisowski osesek. Każde słowo, nie mówić o decyzji czy czynie wielkiego wodza – są zapisywane złotymi czcionkami w księdze grubszej niż Stary i Nowy Testament razem wzięte, a cytaty – będą obowiązywać po wsze czasy, jak choćby ten;

Żadne krzyki i płacze nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne.

To wydaje się, że jest w ogóle naczelna zasada prowadzenia polityki przez Najlepszego Premiera Od Czasu Mieszka Pierwszego (NPOCMP), Jarosława Kaczyńskiego.

Continue Reading →

Sojusz robotniczo – chłopski

Miller znalazł swoje miejsce. U boku chłopa, w dodatku – chama i wyrokowca. Miller, który wyszedł z fabryczki w Żyrardowie – zatoczył koło, nie tylko polityczne, ale również – mentalne.

Leszek Miller. Aparatczyk ZSMP i PZPR, działacz starej daty. Za starej, jak na obecne czasy. Nie czas na przypominanie jego niewątpliwych zasług – i jeszcze większych przewin wobec lewicy. Można powiedzieć – miał wszystko – ostał mu się jeno sznur… który mu dynda u szyi.
Ten oszlifowany beton partyjny miał swoje 10 lat, po wybraniu Aleksandra Kwaśniewskiego na prezydenta RP. Z partii, która za przyczyną Kwaśniewskiego, zrobił organizację postkomunistyczną, która wprawdzie osiągnęła w 2001 roku sukces – ale nie taki jak oczekiwano. I potem – była już równie pochyła…
Miller zakończył działalność jako wiarygodny polityk… nie teraz, tylko w 2005 roku, kiedy nie wyciągnął wniosków z porażki wyborczej i nie odsunął się – na kilka lat co najmniej. Mógł dalej jeździć z wykładami, mógł prowadzić publicystykę, być mentorem. Miał okazję poczekać na swoją kolej – jak to swego czasu uczynił Waldemar Pawlak, odsunięty na boczny tor.. Tamten wykorzystał ten czas, i stał się najlepiej przygotowanym merytorycznie i intelektualnie politykiem w Polsce.
Idąc na listę Samoobrony – popełnił poważny błąd. Spalił za sobą mosty w SLD definitywnie – i niezależnie, czy wejdzie do Sejmu, czy nie – odsunął się na margines polityczny. Przełożył prywatę, czyli tak naprawdę dość małostkową rywalizację z Olejniczakiem w Łodzi – nad pryncypia. Szermuję także chęcią odegrania się na Zbigniewie Ziobrze – i wykazania się w pracach komisji do spraw wyjaśnienia śmierci Barbary Blidy – i oczywiście udziału w tym ministra sprawiedliwości. Rozumiem jego motywację, czysto ludzką chęć odegrania się. Ale to nie zwalnia od ważniejszej, też ludzkiej przyzwoitości.
Miller, stając w jednym rzędzie z Wrzodakiem i Lepperem – pokazał, jakim małym człowiekiem i politykiem jest

Miller wzmocnił, oczywiście, Samoobronę – i nieco osłabił koalicję Lewicy i Demokratów. Ale tylko chwilowo, ma to znacznie lokalne. Lepper nie pozwoli na to, aby Miller był twarzą kampanii – za bardzo zagraża to jego pozycji, nadszarpniętej aferami. To będzie tylko chwilowe wahnięcie.

Azrael

Racjonalnie okiem sceptyka

Sceptycznego spojrzenia na sytuację polityczną w Polsce, nauczyły mnie  wydarzenia ostatnich kilkanastu miesięcy. Przedtem, stary a głupi, gotowy byłem uwierzyć w zapewnienia, programy, oświadczenia… Ale praktyka uprawiania polityki – a także sposób jej komentowania i recenzowania przez media – uleczyły mnie skutecznie. Szczególnie – to ostatnie.

Patrzę sobie na polski magiel polityczny – i wiem, że nie ma tu, teraz siły politycznej, partii, ugrupowania, na które jestem gotów oddać swój głos bezwarunkowo, identyfikując się z ludźmi i programami. Może dlatego – że programy ni jak się nie maja po pierwsze, do realiów – po drugie – wiadomo, że są one pisane pod wybory, a nie oddają rzeczywistego katalogu potrzeb państwa i społeczeństwa.

Continue Reading →

Erystyka według Kwaśniewskiego


Mam taki pogląd, że to człowiek niesie ideę, a nie odwrotnie… To ludzie, ich osobowość i siła witalna jest decydująca o powodzeniu politycznym, o sukcesie ruchu politycznego, partii, ugrupowania. Zostawiam „jajogłowym” dyskusje o podstawach państwowości, o moralności, o tym, jak się postrzega słowa „patriotyzm”, „interes narodowy”, „solidarne państwo”. Ci, którzy na ten temat prowadzą długie dyskusje na poważnie – rzadko potrafią przekuć to na sukces polityczny. Zrozumiał to też Jarosław Kaczyński – który w nośne hasła ubrał socjotechniczny projekt zdobycia władzy.

I Kwaśniewski niesie ideę – nie idę, opartą o przemyślenia i doktryny, zwietrzałe, z XX wieku -lecz ideę stworzenia ruchu politycznego, który musi zdobyć władzę. Bo Kwaśniewski – musi wygrać – nie ma alternatywy.

Continue Reading →

  • Facebook