Co możemy zrobić dla Ameryki?

Cieszmy się, pierwszy obywatel Stanów Zjednoczonych, prezydent Barack Obama wreszcie odwiedza nasz kraj. Wprawdzie nie jest to oficjalna wizyta, tylko robocza, będzie w Polsce mniej niż 24 godziny, a głównym celem jest spotkanie z szefami krajów Europy środkowo-wschodniej, ale zawsze… Przywódca wolnego świata, jeszcze przywódca, ponieważ każdy rozsądny obserwator wie, że apogeum potęgi Stanów Zjednoczonych już jest za nami. Prawdziwi mocarze rezydują w Pekinie i Delhi.

Czy Amerykanie traktują nas poważnie? Czas romantyzmu w polityce amerykańskiej minął dawno. Zresztą administracja USA widzie Europę w takiej kolejności – najpierw Londyn, potem Bruksela (jako siedziba NATO), następnie Berlin (Niemcy), potem Paryż (Francja) i znów Bruksela (Unia Europejska), potem Rosja – i reszta. To, że Barack Obama w piątek po południu spotka się na roboczym obiedzie z szefami państw naszego regionu, to ukłon w ich stronę, a nie naszą. I sygnał zapewne w stronę Moskwy. To, że Barack Obama pojawia się w Warszawie, a nie w Pradze, którą lubi, ani w Budapeszcie, który właśnie prowadzi prezydencję Unii Europejskiej, jest wynikiem dobrej polskiej dyplomacji, tej europejskiej, a nie naszych relacji z USA.

Jak zwykle oczekujemy, że wizyta amerykańskiego prezydenta w naszym kraju przyniesie coś wyjątkowego. Cóż, ważne rzeczy stały się już w Londynie, gdzie Obama wygłosił ważne przesłania dotyczące Libii i Bliskiego Wschodu, ważne rzeczy będą się działy we Francji, w Deauville, na spotkaniu szczytu G8. W Polsce nie należy się spodziewać ani ważnych deklaracji, ani ważkich przemówień.

Continue Reading →

Czas na Radka Sikorskiego?

Rangę Polski w relacjach amerykańskich najlepiej jest ocenić po tym, jak została przyjęta w Stanach Zjednoczonych niemiecka kanclerz, Angela Merkel. Amerykanie zaprosili ją do wystąpienia przez połączonymi izbami Kongresu i Senatu, jako drugiego polityka niemieckiego w historii, po Konradzie Adenauerze. Została przywitana i pożegnana owacją, a jej 40-minutowe wystąpienie zostało przyjęte więcej niż gorąco. Merkel była podejmowana nie tylko jako przywódca polityczny Niemiec, ale również jako przywódca Europy. I tak właśnie w pamięci Amerykanów to dzień 9 listopada 1989 roku, rocznica upadku Muru Berlińskiego, będzie dniem obalenia komunizmu…
Trudno uznać wizytę polskiego ministra spraw zagranicznych, Radosława Sikorskiego za udaną, jeżeli się uzna, że najważniejszy punkt wyjazdu nie został zrealizowany, a do tego stało się to w sposób, który trudno nie uznać za afront. Sikorski w trakcie trzydniowego pobytu w Waszyngtonie odbył kilka ważnych spotkań, m. in. z Johnem Kerrym, wpływowym politykiem Demokratów i szefem komisji spraw zagranicznych Senatu, czy generałem Jamesem Jonesem, doradcą Baracka Obamy od spraw bezpieczeństwa. Odbyło się też kilka ważnych dyskusji i spotkań, jako to w instytucie Brookings, poświęcone Partnerstwu Wschodniemu, czy spotkaniu z szeroką grupą amerykańskich kongresmenów.

Ważne te spotkania jednak tracą na blasku i znaczeniu w zderzeniu z tym, jak Sikorski został potraktowany przez swojego partnera, sekretarz stanu, Hilary Clinton. Polski szef MSZ pojechał do Stanów Zjednoczonych głównie po to, aby potwierdzić, że kurtuazyjna i turystyczna wizyta amerykańskiego wiceprezydenta Johna Bidena w Polsce jest początkiem paktu o partnerstwie strategicznym obu państw. Okazało się jednak, że Clinton wybrała spotkanie w Maroku z egipskim prezydentem, Hosni Mubarakiem, nad kilkadziesiąt minut rozmowy z szefem polskiego MSZ… Dialog strategiczny pomiędzy Polską i USA nie został podjęty…

Continue Reading →

Biden w Polsce – rzeczy ważne i mniej ważne

Od wizyty Joe’a Bidena w Polsce minął już ponad tydzień, warto jednak do niej wrócić i zastanowić się, jakie z niej płynie przesłanie.

Oczywiście, sama wizyta amerykańskiego wiceprezydenta ma znaczenie trzeciorzędne, ale sygnały, jakie można było z niej odczytać, powinny przynieść konkretne decyzje i wytyczyć marszrutę postępowania polskiej dyplomacji na dłuższy czas.

Przyjazd Bidena miała znaczenie czysto wizerunkowe, to taka polityka gestów wobec Polski (i Czech). Zabranie Polakom zabawki, pod nazwą tarcza antyrakietowa, mogło w naszym kraju wzbudzić falę antyamerykanizmu, gdyby nie to, że Polacy do tarczy byli raczej negatywnie nastawieni. Poza tym Polacy, poza chronicznym euroentuzjazmem i równie chroniczną antyrosyjskością, nie interesują się polityką zagraniczną. Amerykańska administracja zaproponowała nam w zamian za rakiety stacjonarne uczestnictwo w nowym projekcie, ruchomej tarczy, opartej o rakiety na okrętach wojennych i o mobilne systemy radarowe. System ma być gotowy w 2018 roku. To termin poza dwie kadencje obecnej administracji, a do tego nie wiadomo, jak on ma w zasadzie wyglądać i gdzie jest w tym polskie miejsce i interes.

Wyraźnie sobie za to należy powiedzieć, jaki jest polityczny podtekst tego rodzaju propozycji; Otóż relacje USA z Polską w dziedzinie systemów militarnych są implikowane relacjami z NATO, a przede wszystkim z Rosją. Stosunki amerykańsko-rosyjskie weszły w fazę nawet już nie normalizacji, ale przyjaźni. To sygnał dla Polski bardziej niż wymowny. Polska, jako kraj graniczny UE i NATO (i długo tak pozostanie), ma znaczenie dla Stanów Zjednoczonych tylko jako jeden z elementów układu z Rosją. Amerykanie nie podejmą żadnej inicjatywy bez porozumienia z Kremlem. Było to już jasne po letniej wizycie prezydenta Obamy w Moskwie.

Continue Reading →

Życie po tarczy, czyli co dalej z polską polityką zagraniczną


Część Polaków, po wczorajszej decyzji administracji amerykańskiej o rezygnacji z instalacji na terenie Polski części systemu tarczy antyrakietowej obudziła się zapewne z wielkim kacem. To ci, którzy wierzyli, że nasze relacje specjalne ze Stanami Zjednoczonymi, z początku lat 90. ubiegłego wieku trwają i trwać będą, aż do zatracenia się w miłości. Ich wielkie ego, rozdęte iluzorycznym sojuszem, dostało od Amerykanów bolesnego kopniaka. Zasłużonego, bo za brak realizmu należy zapłacić – i powinno to boleć.
Inni, i jest ich większość, obudzili się z ulgą, że problem, który wisiał nad Polską i naszymi relacjami z sąsiadami, Niemcami, Rosją, ale także z Unią Europejską, niczym miecz (a nie tarcza…) Damoklesa – został usunięty. To realiści i pragmatycy polityczni, którzy zamiast wsłuchiwać się w bełkot amerykańskich konserwatystów, słuchali Zbigniewa Brzezińskiego. A on już od wielu, wielu miesięcy wspominał, że Polska jest tylko partnerem, ale nie strategicznym, a tak naprawdę dla USA i jej nowej administracji liczy się Europa jako blok państw, potem takie kraje, jak Niemcy, Wielka Brytania, Francja, równoważna im Rosja, a potem dopiero kraje Europy Wschodniej. Było wiadome już od 4 listopada ubiegłego roku, od dnia wyborów Obamy na 44. prezydenta USA, że temat tarczy, w takim wymiarze – umiera. Polska musi odłożyć swoje plany i rojenia bycia partnerem wyjątkowym, opierające się na tym, że 10 rakiet balistycznych i 300 amerykańskich żołnierzy pod Słupskiem czyni z nas mocarstwo regionalne. Przypominało to pozycję ratlerka, który myśli, że wyszczerzając jeden ząb, przestraszy doga – rosyjskiego doga. Bo przecież w podtekście instalacji systemu tarczy w Polsce i Czech stało przekonanie naszych polityków, że jest to narzędzie oddziaływania nie na Iran i Koreę Północną, ale na Rosję. Dlatego polski rząd podpisał kompromitujące dla naszego prestiżu, co widać po roku, porozumienie o instalacji systemów, z odchodzącą administrację republikańską USA.

Barack Obama powiedział na wczorajszej konferencji wyraźnie, dobitnie – dla Ameryki najważniejsze jest bezpieczeństwo jego terytorium, potem jego wojsk, na koniec – bezpieczeństwo partnerów politycznych. I amerykański prezydent przyjął, że drogą do realizacji tego projektu jest zmiana planów strategicznych i technicznych systemów antyrakietowych, z drogich i niesprawdzonych systemów stacjonarnych, na rozwiązania mobilne. Drugą stroną zmiany strategii jest kissingerowski model polityczny, polegający na układaniu się z mocnymi i szukanie z nimi porozumienia. Nawet kosztem oddania pewnych sfer wpływów i interesów. Dotyczy to także naszego rejonu, w kontekście współpracy USA z Rosją. Dla Obamy Europa jest warta tylko w przypadku, kiedy stanowi monolit polityczno- ekonomiczny, do tego współpracujący z Rosją. A główne interesy Amerykanów skupiają się w Azji i Ameryce Południowej.

Jest całkowicie jasne, że dla wyrównania relacji z Rosją i uzyskania jej wsparcia w sprawach konfliktów w Iranie, Iraku i Afganistanie, potrzebna jest pewna zapłata, pewne ustępstwa. Najwygodniejsze, a do tego oszczędzające środki budżetowe, okazało się zrezygnowanie z wątpliwego projektu tarczy. Co też uczyniono. I spotkało się to z pełną aprobatą NATO (wypowiedź szefa tej organizacji, AndersaFogh Rassmusena, nie pozostawiała żadnych wątpliwości), krajów Unii Europejskiej (Angela Merkel), i oczywiście Rosji. To wyraźny znak, że Polska i jej starania były traktowane w CAŁEJ Europie co najwyżej wstrzemięźliwie. Nie należy traktować tego tylko jako sukces Kremla – to tylko odbicie realizmu politycznego nowego porządku, jaki chce wprowadzić Barack Obama.
Zostawmy jednak już sprawy tarczy – zastanówmy się, jak powinna wyglądać polska polityka zagraniczna; Jak do tej pory polska polityka wspierana była iluzorycznym partnerstwem strategicznym ze Stanami Zjednoczonymi. Byliśmy jedynym krajem Świata, który uważał się za ważnego, strategicznego partnera, bez podpisanej żadnej umowy o gwarancjach bezpieczeństwa ze strony USA, bez umowy o programach wzmocnienia i unowocześnienia naszej armii. Tak, offset za „Jaszczębie”, F-16, pomoc logistyczna w Iraku i Afganistanie – ale to my per saldo dokładamy do tego interesu – finansowo, i jak się okazało wczoraj – prestiżowo. Warto się zastanowić, jak powinna wyglądać nasza polityka zagraniczna bez tarczy, czyli amerykańskiej parasolki…

Continue Reading →

Komentarz video Azraela – tarcza antyrakietowa

Video komentarz Azraela – tarcza antyrakietowa

Na temat systemu tarczy antyrakietowej napisałem już ponad 20. tekstów, w związku z tym, po otrzymaniu wczoraj informacji, że praktycznie administracja Baracka Obamy zarzuciła ten temat, nie będę pisał kolejnego, kompilacyjnego tekstu, lecz po prostu skomentuję to w formie nagrania – i będzie to chyba definitywne zamknięcie tematu. Na szczęście…

Azrael

Polityka celów

Komentarze po wizycie prezydenta Baracka Obamy w Moskwie są dość skrajne. Od opinii, że była to wizyta przełomowa, podobna do spotkania Michaiła Gorbaczowa i Ronalda Reagana w Reykjaviku, w roku 1986, aż do sformułowań, że właściwie w nic tak wielkiego się nie stało, a spotkania z Putinem i Miedwiediewem mają znacznie głównie dla podniesienia prestiżu upadającego imperium postsowieckiego.

Analizy politologiczne mają to do siebie, że daje się je zweryfikować ex post dopiero po jakimś czasie, więc nie ma sensu rozpatrywać tego w obecnej chwili. Spotkanie trzydniowe w Moskwie nie było na pewno kurtuazyjne, lecz było początkiem ważnego procesu, być może takiego, który zaważy na całym wieku.

Bezspornym faktem jest to, że Amerykanie swoje cele polityczne osiągnęli, Rosjanie natomiast – liczą, że te cele, jakie sobie założyli – osiągną. I to jest właśnie prawidłowe pojmowanie polityki zagranicznej – przez pryzmat stawianych sobie celów.

Amerykanie, niezależnie od głębokiego kryzysu ekonomicznego i problemów wewnętrznych, prowadzą dalej politykę zagraniczną o charakterze globalnym, w wymiarze strategicznym. Rosjanie natomiast prowadzą w tej chwili już politykę regionalną, dotyczącą swego kraju i jego otoczenia azjatyckiego i europejskiego. Warto to brać pod uwagę, że Rosjanom zależy na zachowaniu swojej stanu posiadania i swojego zakresu wpływów na kraje WNP, natomiast amerykańska polityka zagraniczna, prowadzona w kontekście bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych, musi być prowadzona, i tak się dzieje, w skali całego globu. Rosjanie do takiego poziomu agregacji polityki już nie wrócą nigdy, natomiast Amerykanie już nigdy nie narzucą Światu swojej wizji politycznej. Układ dwubiegunowy, USA – Związek Radziecki, po roku 1989 zamienił się w układ najpierw jednobiegunowy, z USA jako hegemonem, obecnie zdąża znów do układu wielobiegunowego – USA, Wschód (Chiny – Japonia – Indie), Europa+Rosja, reszta Świata.

Continue Reading →

Czy Barack zabierze Micheila do domu?

Stara mądrość, nie tylko polityczna mówi – nie ma przypadków, są tylko znaki. I właśnie z takim znakiem mamy do czynienia teraz;

W trakcie wizyty amerykańskiego prezydenta Baracka Obamy w Moskwie w mediach pojawiła się informacja, że specjalny zespół dochodzeniowy, pod pod kierownictwem szwajcarskiej dyplomatki Heidi Tagliavini jest bliski opublikowania swojego raportu, z którego niedwuznacznie wynika, że to Micheil Saakaszwili był agresorem w konflikcie w Osetii Południowej. Już w połowie czerwca niemiecki tygodnik „Der Spiegel” ujawnił, że z wyniku dochodzenia komisji jednoznacznie wynika, że Saakaszwili rozpoczął ostrzał stolicy Osetii Płd. Ma to potwierdzać rozkaz gruzińskiego dowództwa z dnia 7 sierpnia 2008 roku, w którym zapowiadany jest atak. Zresztą to nie jedyne problemy gruzińskiego prezydenta, jest on również oskarżony o nielegalny handel bronią, z Ukrainą, za którą zresztą jego kraj się nie rozliczył.

Jak więc widać, nie tylko Rosjanie twierdzą, że to Gruzja rozpoczęła awanturę w Osetii Południowej, już nie tylko obserwatorzy OBWE, którzy byli na miejscu działań, formułują opinię, że to Saakaszwili wydał rozkaz ostrzału Cchinwali. Uważni obserwatorzy zwrócili uwagę, że Saakaszwili już w listopadzie ubiegłego roku przyznał przed komisją gruzińskiego parlamentu, że to on podjął decyzję ataku na Osetię Południową.

W trakcie rozmów Obamy na Kremlu, z prezydentem Miedwiediewem, a także zapewne w trakcie spotkania z premierem Putinem, sprawy dotyczące Kaukazu (a i zapewne również Ukrainy) były poruszane. I zapewne nie były one przedmiotem osobnych rozmów, lecz elementem dyskusji w ramach pakietów problemów, na które składają się sprawy rozbrojeniowe, globalnego systemu bezpieczeństwa, sprawy współpracy obu państw w kontekście Iranu, Korei Północnej i Afganistanu.

Continue Reading →

Tarcza w Rosji

Nie wiem, czy sekretarz obrony USA, Robert Gates sobie „chlapnął” czy wyszedł przed szereg, czyli swego szefa, prezydenta Baraka Obamę, ale jego wtorkowe wystąpienie w amerykańskim Senacie poruszyło lawinę. Lawinę spekulacji, domysłów, wystąpień, dementi… Otóż szef Pentagonu stwierdził, że Moskwa i Waszyngton poważnie rozpatrują możliwość instalacji systemów tarczy antyrakietowej bezpośrednio na terytorium Rosji…

Nastąpiła konsternacja, a jak pisze moskiewski „Kommersant”, nawet zamieszanie w MSZ Rosji. I wcale się nie dziwię, ponieważ każdy kto zna Rosję, wie, że zagadnienia bezpieczeństwa Rosji i nadzór nad siłami zbrojnymi, jest w rękach Kremla, czyli urzędu prezydenckiego, a ten jak wiadomo, sprawuje Dmitrij Miedwiediew. Gates natomiast omawiał sprawę z premierem Władimirem Putinem. Dlatego też resorty, które są w gestii Miedwiediewa, ministerstwo spraw zagranicznych i ministerstwo obrony, wstrzymały się od komentarzy. To bardzo symptomatyczne, a jednocześnie pokazujące, że spójność rosyjskiej polityki, współpraca dwóch organów władzy, prezydenta i premiera, nie jest najlepsza. Daleko jej wprawdzie do gier i zabawa Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska, lecz też nie jest za ciekawie.

Propozycja, czy plan Gatesa ma kolosalne znaczenie, z czego niewielu komentatorów zdaje sobie sprawę. Warto pamiętać, że NATO, które głównym elementem są wojska i wpływy amerykańskie, był związkiem obronnym wobec wrogiego Układu Warszawskiego, gdzie rządzili Rosjanie. I wojska Federacji Rosyjskiej są spadkobiercą tego układu zbrojnego. Dlatego też propozycja rozmieszczenie elementów tarczy antyrakietowej na terytorium Rosji, a co za tym idzie – również stacjonowanie na tym obszarze żołnierzy amerykańskich, to istna rewolucja. Nie ma co tego nawet porównywać do wspólnych jednostek wojskowych Francji i Niemiec, czy integracji systemów obronnych państwa Unii.

Kilkanaście tygodni temu pisałem, że wcześniej, czy później MUSI nastąpić współpraca w dziedzinie obronności NATO i Rosji. Taka jest po prostu logika działania w ramach Europy, gdzie Rosja MUSI, z powodów bezpieczeństwa (w tym energetycznego) zostać wciągnięta w obszar polityczny Unii Europejskiej. Awantura kaukaska, konflikt Rosji z Gruzją, a także niestabilna sytuacja na Ukrainie, potencjalnym kandydacie do NATO, tylko, wbrew sceptykom, przyśpieszyły ten proces.

Jednak głównym powodem podjęcia poważniej dyskusji o wspólnym obszarze bezpieczeństwa rakietowego Rosji i USA jest nowa polityka administracji demokratycznej Baracka Obamy. W przeciwieństwie do swoich poprzedników, Barack Obama nie czeka na swoją drugą kadencję, aby dokonać historycznych osiągnięć, przejść do historii, lecz pragnie ważne sprawy załatwić jak najszybciej. Continue Reading →

Szczyt idiotyzmu i szczyt Obama – Miedwiediew

W Polsce trwa dyskusja na temat n-tego konfliktu na linii Mały Pałac – Duży Pałac, tym razem w sprawie instrukcji MSZ dla Lecha Kaczyńskiego, dotyczącej strategii rozmów w sprawie wyboru nowego sekretarza generalnego NATO. Spór idzie o to, czy dokumenty przekazane Kancelarii Prezydenta były takową instrukcją, czy tylko notatką, czy Lech Kaczyński po raz kolejny na ważnym spotkani zniweczył taktykę negocjacyjną polskiego rządu, mogącą rzutować na pozycję Polski nie tylko w NATO, ale również w UE, u, czy jednak może postąpił ze swoiście rozumianą „racją stanu”. Paski na ekranie stacji telewizyjnych jarzą się na żółto i czerwono, podając kolejne informacje, dotyczące tej bzdurnej sprawy – a w tle trwa dyskusja, czy Kaczyński był ZNÓW pijany. A premier Rasmussen i tak tym szefem zostałby, niezależnie jaką taktykę Polacy by zastosowali, i z kim Lech Kaczyński by obalił flaszkę wina, lub do kogo po nocy chciał dzwonić… Sam fakt rozpętania tej idiotycznej awantury nie stawia też w korzystny świetle premiera. Upublicznienie dokumentów skierowanych do kancelarii prezydenta to akt swoistej desperacji, zresztą i tak nie miało to zupełnie żadnego znaczenia, ponieważ trzy strony tekstu, pisanego językiem dyplomatycznym, przekraczają zdolności percepcji Kaczyńskiego. Czas zająć w sprawach polityki zagranicznej postawić jasne stanowisko i jasną reprezentację.

Ostatnia odsłona tej żenującej sprawy dziś – czyli fotka z Barackiem Obamą w Pradze….

Absurdalność tych dyskusji, żenujących dla Polski i jej pozycji w Świecie, widać szczególnie na tle naprawdę ważnych spraw, czyli szczytu londyńskiego G-20, w trakcie którego doszło do spotkania i rozmowy prezydentów Baracka Obamy i Dmitrija Miedwiediewa.

Znaczenie tego londyńskiego spotkania poznamy za kilka miesięcy, kiedy eksperci wstępne ustalenia zaczną ubierać w formę konkretnych porozumień, ustaleń i terminarzy. Obama jednak bardzo konsekwentnie realizuje swoje wyborcze obietnice i plany i dąży do odprężenia w stosunkach z Rosją. Koniec poprzedniego traktatu rozbrojeniowego, START I, w grudniu tego roku, to deadline, warunkujący nowe otwarcie w sprawach rozbrojenia. Porozumienie o redukcji broni masowego rażenia jest oczywiście początkiem szerszego projektu, mającego na celu kontrolę całego arsenału atomowego na świecie, tym bardziej, że administracja Busha nic nie zrobiła w tej sprawie, po ataku na Nowy Jork, w roku 2001. Znaczące arsenały atomowe, znajdujące się w pasie islamski, w Izraelu, Indiach, Pakistanie, plus ogromne arsenały chińskie – to rzecz, która wymaga porozumienia wielostronnego. Jest jeszcze sprawa Iranu, w obecnej chwili punktu najbardziej zapalnego. Oczywiście, porozumienie amerykańsko – rosyjskie nie będzie miało znaczenie bez tego trzeciego – czyli Chin. W Londynie doszło do spotkania z chińskim przywódcą,
Hu Jintao, z zapowiedzią wizyty Obamy w Pekinie.
Barack Obama potwierdził swoją determinację w sprawach rozbrojenia, przemawiając na wiecu na praskim Placu Hradczańskim. Ideą Obamy jest otwarcie drogi ku pełnemu rozbrojeniu atomowemu. Zapowiedział negocjacje z Rosją i innym krajami w tej sprawie.

A co do Polski, zapowiedział wyraźnie, że sprawa tarczy antyrakietowej uzależniona jest od stanowiska Iranu w sprawie swojjego projektu atomowego. Odbieranie tego przez polskich komentatorów, jako zapowiedź utrzymania projektu tarczy na terytorium naszego kraju jest dużym nadużyciem. Kiedy wreszcie polscy politycy zrozumieją, że umowa o tarczę była porozumieniem nierównoważnych stron, a prawdziwym partnerem w tej sprawie jest Rosja?!

Azrael

Radka droga ku NATO

„Nie chcem, ale… chcem” – mógłby parafrazując pewnego prezydenta/elektryka powiedzieć polski minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski. Nie chce zostać szefem Sojuszu Północnoatlantyckiego, co zaznacza na prawie każdej konferencji prasowej, ale jednocześnie mówi, że krajowi naszego regionu należy się takie stanowisko, a inne działania wskazują, że on sam i podległe mu służby dyplomatyczne robiły wszystko, aby doprowadzić do jego nominacji. Lutowy wyjazd do Stanów Zjednoczonych miał być w tej sprawie kluczowym, ale chyba nie poszło w kontaktach z Hillary Clinton jak trzeba. Były również śniadanka z politykami Europy Zachodniej, były dyspozycje dla polskich placówek dyplomatycznych lobbowania za kandydaturą Sikorskiego. Były także nic nieznaczące deklaracje Lecha Kaczyńskiego, że będzie polską kandydaturę wspierał, co dla przytomniejszych obserwatorów mogło być odczytane jako poklepywanie Sikorskiego po plecach, z ręką uzbrojoną w nóż.. Wszystko to na darmo.

Pojawia się w związku z tym teraz opinia, że polskie starania o umocowanie Radosława Sikorskiego w Brukseli, mogą być zagrywką mającą przykryć inną grę – grę na obsadzenie Polaka, a konkretnie Jerzego Buzka na stanowisku szefa nowego Parlamentu Europejskiego, po czerwcowych wyborach. Wydaje się jednak, że ambicje Sikorskiego nie pozwalają na to, aby przyjął w rozgrywce rolę pionka. To miała być gra o stanowisko dla niego.

Ostatnie informacje mocno musiały polskiego, ambitnego polityka zaboleć. Oto Amerykanie, którzy rządzą strukturami NATO, wybrali, zresztą na podstawie sugestii Wielkiej Brytanii, Niemiec i Francji, która właśnie wraca w pełni do struktur wojskowych organizacji, Andersa Fogh Rasmussena, premiera Danii. Oto ci Amerykanie właśnie, z którymi wiązał takie nadzieje, wystawili go do wiatru i nie pomogło nawet wstawiennictwo bliskiego Barackowi Obamie amerykańskiego politologa polskiego pochodzenia, Zbigniewa Brzezińskiego.

Continue Reading →

Tarcza, czyli pośmiewisko Świata

Realizm w polityce zagranicznej, umiejętność obliczenia swoich aktywów i uzmysłowienie swoich słabych punktów, to sprawa nie tyle dyplomacji, co po prostu zdrowego rozsądku.

Kiedy w sierpniu ubiegłego roku podpisywano dokumenty o instalacji systemów amerykańskiej tarczy w Polsce (ratyfikowane następnie we wrześniu), przyrównywano tę uroczystość do polskiego przystąpienia do sojuszu obronnego NATO. W dniu 12 marca 1999 roku prof. Bronisław Geremek, ówczesny minister SZ, przekazał na ręce Sekretarz Stanu USA,Madeleine Albright akt przystąpienia Polski do Traktatu Północnoatlantyckiego. Odbyło się to w Independence, USA. Rzeczpospolita Polska stała się członkiem NATO – i struktur politycznych i wojskowych. Zajęło to Polsce w sumie pięć lat. Polska związała się z NATO, krajami europejskimi i Stanami Zjednoczonymi wieloma umowami gwarancyjnymi. I otrzymała wielką wartość dodaną, która umożliwiła rzeczywistą poprawę polskiej armii.

Podpisując umowę o tarczy, nie dostaliśmy nic, a jak czas pokazał – rachunek okazał się ujemny. Radosław Sikorski podpisał samą umowę o przekazaniu terenu pod stację, a także ustalenia o zasadach stacjonowania amerykańskich żołnierzy.Podpisał także deklarację polityczną, tak zwaną deklarację solidarności, w której to Amerykanie zobowiązywali się do reakcji w sytuacji zaatakowania naszego kraju przez rakiety balistyczne. Wszystkie te dokumenty są dokumentami stworzonymi i podpisanymi przez amerykańską administrację. Odchodzącą administrację republikańską George’a W. Busha. Dokumenty te zostały podpisane w momencie, kiedy już było jasne, dla każdego rozsądnego analityka, że to demokrata zasiądzie na fotelu prezydenta w Białym Domu, a kryzys ekonomiczny ukazywał się już na horyzoncie. Deklaracja polityczna nie niosła za sobą żadnych wartości dla polskiej armii. Nie było w niej żadnych ustaleń, nawet obietnic, dotyczących środków na modernizację polskiej armii. Poza baterią rakiet Patriot, zdolną zabezpieczyć przed atakiem Ursynów w Warszawie albo miasto Sopot – Polska nie miała otrzymać, bez własnych wydanych pieniędzy – żadnego innego wsparcia. Podpisanie tej umowy sierpniowej, pod wpływem antyrosyjskiej histerii, wywołanej konfliktem kaukaskim, za najpoważniejszy błąd polskiej dyplomacji rządu Donalda Tuska. I odpowiedzialny za to jest osobiście Radosław Sikorski.

Continue Reading →

Oś Europy


„Wybitni” specjaliści od spraw rosyjskich, tak zwani kremlinolodzy, którzy wykształcili się z sowietologów, co jakiś czas wieszczą, że układ polityczny Miedwiediew – Putin lada chwila się załamie, premier rosyjski zostanie usunięty, a Miedwiediew zostaje nowym, niepodzielnym władcą Rosji. Z bojara – car. Jako argument tego rodzaju prognoz podawane jest z pełną powagą, że „drzwi Kremla zamykają się od środka”, oraz, że w Moskwie odbyła się kilkusetosobowa demonstracja przeciwko Putinowi.

Śmieszą mnie od dawna tego rodzaju analizy, ponieważ tylko tandem polityczny tych dwóch blisko związanych ludzi może im i Rosji zapewnić stabilność. I oni, powiązani ściśle z układem siłowym Rosji, wiedzą, że tylko działanie ręką, w rękę da im bezpieczeństwo. Ich sieci powiązań są ze sobą połączone, a próba ich rozerwania, lub próba podjęcia działań przeciwko sobie, mogłaby doprowadzić do destabilizacji władzy i uaktywnienia się sił, które mogły by doprowadzić do obalenia obydwu. Dla prezydenta i premiera status quo władzy jest w dobie kryzysu najważniejsze. Już dawno, jeszcze przed wyborami w ubiegłym toku, zadania i zakres uprawnień został rozpisany i obaj będą się tego trzymać.

Miedwiediew w tym układzie jest odpowiedzialny głównie za politykę zagraniczną. Z sprawy ekonomiczne – Władimir Putin, a za sprawy bezpieczeństwa – obydwaj. To widać jasno, szczególnie uwidoczniło się to w trakcie konfliktu kaukaskiego, gdzie Putin bezpośrednio nadzorował działania w Osetii Południowej, a Dmitrij Miedwiediew prowadził negocjacje z Nicolasem Sarkozym. Wtedy to właśnie ukształtowała się doktryna polityczna Rosji, zwaną już doktryną Miedwiediewa.
Doktryna ta mówi, że że dla Kremla rosyjska sfera wpływów (należy przypuszczać, że chodzi o Gruzję, Naddniestrze, Mołdawię i być może Ukrainę) jest nienaruszalna.

Continue Reading →

O tarczy, z ręką w nocniku

O tym, że traczy antyrakietowej w Polsce nie będzie, realiści, tacy jak profesor Roman Kuźniar, mówili od dawna. A że jest to sprawa przesądzona, wiadomo było poranku 5 listopada 2008 roku, kiedy Barack Obama został zwycięzcą wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Tylko tacy nieuleczalni amerykanofile, o profilu konserwatywnym, jak Zbigniew Lewicki, mogli snuć dalej plany o tym przedsięwzięciu. Jeszcze w styczniu Lewicki przekonywał, że podpisana w sierpniu rządowa umowa pomiędzy Polską i Stanami Zjednoczonymi, ma moc traktatową, równą traktatowi natowskiemu i Amerykanie MAJĄ OBOWIĄZEK jej dotrzymania. A naprawdę już wtedy chodziło tylko o ostatnie punkty dla administracji George’a W. Busha…

Od zawsze pisałem, że instalacja tego systemu w Polsce, to pomysł poroniony. Realizm w polityce, rzeczowość i umiejętność przewidywania, to rzecz podstawowa. Polityka zagraniczna wymaga również elastyczności. Jej brak może postawić kraj w sytuacji bez wyjścia. Polska jest mistrzem prowadzenia polityki “romantycznej”, jak ją nazywają jedni, histerycznej i pełnej fobii – jak chcą inni. Nasz kraj był wielokrotnie zdradzany i oszukiwany przez swoich koalicjantów. Polska bezkrytycznie wierzyła, że ktoś, kto podpisał z nami porozumienie, pakt, będzie się z niego bezwarunkowo wywiązywał, nie oglądając się na swoją własną sytuację. Doskonale pamiętamy to z roku 1939, pamiętamy to również z konferencji jałtańskiej, z roku 1945. Pomimo to, Polska dalej sądzi, że lepiej jest szukać przyjaciół daleko, a wrogów jak najbliżej.

Continue Reading →

Realizm i romantyzm w polityce zagranicznej

Polityka zagraniczna Polski jest w głębokim impasie. Jest w permanentnym kryzysie, właściwie od czasu, kiedy Polska zakończyła „długi marsz” od roku 1991, wejściem w 2004, jako pełnoprawny członek, w skład Unii Europejskiej. Od tego czasu, w zależności od tego, jaki rząd jest aktualnie u władzy, polityka ma różne priorytety. Generalnie trudną w niej znaleźć priorytety, taktykę, w sytuacjach krótkoterminowych, jak i strategię – nie na kadencję aktualnego rządu, lecz na lat 10, 20, 30.

Wydawałoby się, że Polska, po wejściu w skład struktury obronnej Paktu Północnoatlantyckiego uzyskała wystarczające gwarancje bezpieczeństwa, gwarancje w Europie i od Stanów Zjednoczonych, największego i najsilniejszego partnera tego układu. Okazuje się jednak, że polscy politycy szukają rozwiązań alternatywnych, rozwiązań sojuszy ponad strukturami natowskimi. Polacy, godząc się na instalację tarczy antyrakietowej, budują sobie sami pozycję bufora pomiędzy krajami „starej Unii”, a Rosją. Dodatkowo jeszcze, polska polityka zagraniczna jest całkowicie niespójna, podzielona pomiędzy dwa ośrodki władzy wykonawczej, rząd i MSZ, oraz Kancelarię Prezydenta. Oba te ośrodki, konkurencyjne również w sprawach polityki wewnętrznej, prowadzą swoistą „wojnę zagraniczną”, nie opartą o żadne rzetelne analizy i oceny sytuacji międzynarodowej – w skali regionu i całego globu. Krańcowym tego przykładem było podpisanie umowy o instalację systemu tarczy antyrakietowej, w momencie, kiedy jasne już było dla każdego rozsądnie myślącego analityka, że administracja nowego prezydenta, demokraty Baracka Obamy będzie traktowała ten pomysł z dużym dystansem. Dystansem wynikającym ze zmiany strategii polityki zagranicznej, a także sytuacji wewnętrznej w samych Stanach Zjednoczonych.

Polska, szczególnie po konflikcie kaukaskim, powinna przedefiniować swoją strategią obronną – w ramach uporządkowania na nowo polskiej dyplomacji.

Continue Reading →

Tarcza i globalne bezpieczeństwo

Realizm w polityce, rzeczowość i umiejętność przewidywania, to rzecz podstawowa. Polityka zagraniczna wymaga również elastyczności. Jej brak może postawić kraj w sytuacji bez wyjścia. Polska jest mistrzem prowadzenia polityki „romantycznej”, jak ją nazywają jedni, histerycznej i pełnej fobii – jak chcą inni.

Nasz kraj był wielokrotnie zdradzany i oszukiwany przez swoich koalicjantów. Polska bezkrytycznie wierzyła, że ktoś, kto podpisał z nami porozumienie, pakt, będzie się z niego bezwarunkowo wywiązywał, nie oglądając się na swoją własną sytuację. Doskonale pamiętamy to z roku 1939, pamiętamy to również z konferencji jałtańskiej, z roku 1945. Pomimo to, Polska dalej sądzi, że lepiej jest szukać przyjaciół daleko, a wrogów jak najbliżej.

Tarcza antyrakietowa, zgodnie z przypuszczaniami realistów, odsuwa się w siną dal. Nie była ona nigdy tak naprawdę realna, zarówno z punktu widzenia militarnego i politycznego, pomimo złożonych przez Stany Zjednoczone, Czechy i Polskę podpisów pod umowami instalacji jej elementów. Cały ten pomysł, będący elementem planów POLITYCZNYCH administracji Busha, nie miał za zadanie wzmocnienia układu obronności Polski, czy Czech, lecz był elementem globalnej rozgrywki. Tego Polacy nie potrafili pojąć, nie przyjmowali do świadomości, że nie są w tej grze żadnym podmiotem, że nie o obronę polskiego terytorium w tym wszystkim chodzi, lecz o realizację interesów i planów amerykańskich.

Polacy jednak wiedzą jedno – tarcza ma nas osłonić przed Rosją. Jak ma to zrobić, jeżeli Rosjanie mogą uderzyć jednocześnie setkami rakiet dalekiego, średniego i krótkiego zasięgu, kiedy w Polsce ma być 10 silosów i kilka mobilnych systemów przeciwrakietowych – tego już nie możemy się dowiedzieć.

Continue Reading →

Fetysz tarczy

Tarcza antyrakietowa znów zagościła w polskiej polityce, nie tylko zresztą polskiej, ale także europejskiej i w relacjach amerykańsko – rosyjskich. Już następnego dnia po wyborze Baracka Obamy, rosyjski prezydent, Dmitrij Miedwiediew, w swoim pierwszym oficjalnym expose poruszył ten temat. Poruszył w sposób zdecydowany, sugerując, że umieszczenie systemów rakietowych w Polsce i Czechach spotka się z ostra reakcją Rosji i instalacją systemów rakiet krótkiego zasięgi Iskander w Kaliningradzie i na Białorusi. Systemu, który w przeciwieństwie do tarczy, już istnieje i został „ostrzelany”, z dobrym rezultatem, w Gruzji.

Potem mieliśmy rozmowę Lecha Kaczyńskiego z prezydentem – elektem, znaną z tego, że prowadzona była przez „głuchy telefon”, jak to określił prezydencki minister, Piotr Kownacki. Tarcza wystąpiła tam w roli głównej, czego nie bardzo sobie Barack Obama i jego współpracownicy by życzyli. Druga rozmowa, z Joe Bidenem, też zawierała akcenty dotyczące systemu antyrakietowego – znów wywołane przez Lecha Kaczyńskiego.

Wygląda na to, że tarcza uważana jest przez polską stronę, a właściwie przez obóz prezydencki za główny temat i podstawę systemu obronnego Polski. Systemu, który wbrew bajaniom o tym, że jest to element systemu obronnego USA przeciwko Iranowi, ma nas chronić przed Rosją.

Continue Reading →

Finisz kampanii, czyli egzorcyzmy

Instytut Gallupa wbił osinowy kołek w kampanię Johna McCaina i serca jego zwolenników w Stanach Zjednoczonych. Dzisiejszy sondaż, ogłoszony w dzienniku „USA Today”, daje Barackowi Obamie przewagę aż 11% nad republikańskim konkurentem. Wynik 55% do 44% jest nie tylko miażdżący, ale również bardziej wiarygodny, niż inne, ponieważ był realizowany na dużej grupie respondentów, rożnymi technikami i w okresie 4 dni – od 30 października do 2 listopada.

Co pozostaje zwolennikom McCaina i dla komentatorów mu sprzyjających? Zaklinanie rzeczywistości, egzorcyzmy i szukanie magicznych źródeł ewentualnego sukcesy republikanina. Wspomina się chętnie o tak zwanym efekcie Bradleya, jednocześnie wspominając o domniemanym rasizmie CAŁEGO społeczeństwa Stanów Zjednoczonych. Przypomnijmy, efekt Bradleya wziął się od nazwiska popularnego, czarnoskórego polityka amerykańskiego, wieloletniego burmistrza Los Angeles – Toma Bradleya, który mimo dużej przewagi w sondażach przedwyborczych w 1982 r. wynoszącej ponad 15%, przegrał wybory na gubernatora Kalifornii. Zwolennicy McCaina zapominają jednak, że od tamtego czasu minęło 26 lat, że społeczeństwo jest bardziej otwarte i nie kryje się ze swoimi preferencjami, że Denzel Washington dostał Oskara, a Condi Rice jest sekretarzem Stanu. I jeszcze jedno – o Obamie można usłyszeć, co zresztą potwierdza jego kariera polityczna, że jest to biały polityk o czarnej twarzy. Czarnym to nie przeszkadza (sondaże dają mu prawie 90% poparcia w tej grupie etnicznej), biali, szczególnie ci bardziej wykształceni, widzą w nim „swojaka”.

Continue Reading →

Polityka zagraniczna, której nie ma

Polska polityka zagraniczna jest znów w impasie. Pierwsze, udane działania i sukcesy Donalda Tuska, i jego ministra Radosława Sikorskiego, po przejęciu władzy, nie przekładają się na trwałe sojusze i wzrost znaczenia naszego kraju. Odpowiedzialność za ten stan rzeczy spoczywa po równi na rządzie i na Lechu Kaczyńskim.

Polska nie ma poważnych projektów politycznych, prawdziwie długofalowej polityki zagranicznej. Jest albo reaktywna i histeryczna, jak w przypadku konfliktu gruzińskiego, lub pozostająca w zastoju, jak w przypadku naszych relacji z Unią i jej poszczególnymi krajami. To co się wydaje sukcesem, podniesieniem znaczenia naszego kraju na wyższy poziom, jak choćby wizyta Lecha Kaczyńskiego w Tbilisi – szybko okazuje się niczym nie znaczącym epizodem. To co ma Polskę wzmacniać na arenie międzynarodowej – jak tarcza antyrakietowa – wzbudza napięcia z naszymi sąsiadami, Rosją, Ukrainą i Niemcami – i nie jest akceptowane bezkrytycznie w całej Unii i NATO.

Continue Reading →

Dobra i zła suwerenność

Zwolennicy tarczy antyrakietowej przyrównują dzisiejszą uroczystość podpisania dokumentów o instalacji systemów amerykańskiej tarczy, do polskiego przystąpienia do sojuszu obronnego NATO.

Przypomnijmy – w dniu 12 marca 1999 roku prof. Bronisław Geremek, polski minister SZ, przekazał na ręce Sekretarz Stanu USA,Madeleine Albright akt przystąpienia Polski do Traktatu Północnoatlantyckiego. Odbyło się to w Independence, USA. Rzeczpospolita Polska stała się członkiem NATO – i struktur politycznych i wojskowych. Zajęło to Polsce w sumie pięć lat. Polska związała się z NATO, krajami europejskimi i Stanami Zjednoczonymi wieloma umowami gwarancyjnymi. I otrzymała wielką wartość dodaną, która umożliwiła rzeczywistą poprawę polskiej armii.

Co zyskujemy w sprawie tarczy? Jakie gwarancje, jakie uzgodnienia idą za dzisiejszymi podpisami?

Otóż minister Radosław Sikorski podpisuje samą umowę o przekazaniu terenu pod stację, a także ustalenia o zasadach stacjonowania amerykańskich żołnierzy.. Po drugie – podpisuje DEKLARACJĘ polityczną, tak zwaną deklarację solidarność, w której to amerykanie zobowiązują się do reakcji w sytuacji zaatakowania naszego kraju przez rakiety balistyczne.

Wszystkie te dokumenty są dokumentami stworzonymi i podpisanymi przez amerykańską administrację. Odchodzącą administrację republikańską George’a W. Busha, najgorszego prezydenta w historii Stanów Zjednoczonych.

Continue Reading →