Teksty nadesłane – 27. stycznia

Gen wolności

O Internecie, pisanym dużą literą, własności ,kradzieży , genie anarchii i rozjechaniu się wartości pokoleń.

Ten nieco barokowy tytuł ma sygnalizować mnogość problemów, z którymi teraz się stykamy. Z dużym zainteresowaniem obserwuję zbiorowe zachowania i indywidualne opinie wygłaszane z okazji podpisania umowy ACTA. W moim domu także wybuchła mała, pokoleniowa awantura. Zaczęło się od spraw wolności w Internecie, („młody” jest przyzwyczajony, że na każdy gwizd ma wszelkie nowości i natychmiastowy kontakt z kumplami ze świata) a skończyło się na rozważaniach o kradzieży ,stosunku do własności (w powszechnym mniemaniu „niczyjej”) aż doszło do absurdu czyli rozważań patriotycznych (czy musimy poddawać się dyktatowi Brukseli). ”Młody”, odpuścił Brukseli, dopiero na następny dzień, gdy dowiedział się Europejski Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że ”nie można zmuszać dostawców Internetu do zainstalowania systemu zapobiegania nielegalnego pobierania plików”. Gdy już wydawało się, że spacyfikowałam domowe nastroje i nieco przywróciłam system wartości, który wydawał mi się ważny, zostałam dobita przez ”starszą latorośl”. Po tej wizycie poczułam się ”jak wyciągnięta spod lodu” (nie wiem czy t o określenie nie jest już anachroniczne?). Już na tzw „dzień dobry” latorośl, zawodowo, pracująca za pomocą Internetu, zagroziła, że natychmiast wyjdzie z domu jeśli jestem za ACTA. Wysłuchałam więc argumentów o spisku mega korporacji ,które za ciężkie pieniądze ograniczają dostęp do kultury, że nic nie rozumiem i to co się dzieje to jest rewolucja, że ONI mają prawo do informacji, że i te zjawiska nie są zrozumiane przez „kościanych dziadków”, (wszyscy powyżej 40 lat), że musi się zmienić model finansowania kultury, że są już twórcy, którzy tak jak Neil Gaiman, zrozumieli, że umieszczanie swoich książek w Internecie przynosi im korzyści w postaci reklamy i sławy, która potem przekłada się na konkretne wydania papierowe. Przytoczony został przykład średniowiecznych Benedyktynów, którzy kopiowali, bez niczyjej zgody, książki i dzięki temu kultura się rozpowszechniała. Na zakończenie, żeby mnie dobić jęknął:” co ta Platforma wyrabia, tyle z nią wiązałem nadziei , nie ma na kogo już głosować „. Na moje nieśmiałe stwierdzenie, że przecież rząd konsultował ACTA z 27 organizacjami otrzymała odpowiedz, że „nie konsultuje się, konsultuje się uwolnienia chłopa pańszczyźnianego z jego wasalem”. Na „do widzenia” obiecano mi przysłać zestaw linków, które powinnam koniecznie przeczytać, by skorygować swój punkt widzenia i by porozumienie miedzy pokoleniowe było dalej możliwe.

Do tej pory to ja byłam tzw „przywódcą stada”. Tradycyjnym powitalnym pytaniem było: „co tam mamo w polityce”. Miałam też poczucie, że przekazałam jakiś, w miarę spójny, system wartości, który dawał mi bezpieczne samozadowolenie, że jestem liberalna i w miarę nowoczesna (raczej w poglądach a nie w technologii – bo tu słabo nadążam). Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że na moich oczach powstały dwa światy, z nieco innym systemem wartości, w którym bezwarunkowe przykazanie „nie kradnij” nie znaczy wcale „ nie kopiuj” . Ten nowy stosunek do wytwarzanych wartości jest usprawiedliwiany zachłannością mega korporacji i usprawiedliwiany słowem „mam prawo do..” Uświadomiłam sobie, że naprawdę istnieje odrębny świat Internetu – pisanego z dużej litery jak Pan Bóg (komputer sygnalizuje błąd gdy napiszemy to słowo małą literą!).

Continue Reading →

Teksty nadesłane – 2. listopada

Obcy w niemieckim kubraczku

 

Awantura jaką wywołały słowa ministra Radosława Sikorskiego wygłoszone w Berlinie sprowokowały mnie do zastanowienia się co jest główną przyczyną takiej histerycznej reakcji opozycji. Przecież każdy rozsądny człowiek powinien, jeśli nie zgodzić się ze słowami ministra, to poważnie je rozważyć. Myślę, że zadziałał tu odruch Pawłowa – „nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”. Bo jakże to tak, nie dość, że w Berlinie, a nie tu w kraju, to jeszcze Polak daje fory Niemcowi. To nie tylko niepatriotycznie. To zdrada stanu. Taką reakcję ,na swój własny użytek nazywam syndromem „dziadka z Wermachtu”. Wtedy też żadne argumenty ,żadne wyjaśnienia nie mogły zniwelować pierwszego wrażenia. Za tym określeniem ciągnęły się gdzieś wbite do głów na lekcjach historii słowa Roty, zabory, wojna, powstanie a nawet” imperializm i rewizjonizm niemiecki”.

„Dziadek z Wermachtu” – Czas, oswojenie i obśmianie tematu spowodowało, że określenie to nabrało nowego znaczenia i chyba już na stałe weszło do naszego słownika. Oddaje ono pewien sposób myślenia. Coś co na pierwszy rzut oka jest prawdą ale jednocześnie tą prawdą nie jest bo nie uwzględnia kontekstu sytuacji ,złożoności sprawy i obarcza dzieci za „niby winy” przodków. „Dziadek z Wermachtu „stał się synonimem idiotycznego oskarżenia .Myślę, że gdyby minister Sikorski wygłosił podobne przemówienie w USA i oczekiwał od tamtejszego rządu ratowania świata prawicowi politycy byliby zachwyceni. Ta reakcja świadczy o tym jak mentalnie głęboko jeszcze tkwimy w poprzednich wiekach.

O tym jaki mamy stosunek do zachodniego sąsiada świadczą liczne przysłowia i powiedzenia choćby cytowane przez Wacława Potockiego – ”jak świat światem nie będzie Niemiec Polakowi bratem” oraz liczne stereotypy i uprzedzenia funkcjonujące w powszechnym obiegu.. Wiem i rozumiem ,że wynikają one także z naszej nie najlepszej wspólnej historii. Ale czy istnieje jakiś kraj, który miał zawsze dobre stosunki z sąsiadami.? Nawet przedzielona kanałem Francja i Anglia ma wiele uprzedzeń w swoim wzajemnym myśleniu.

Continue Reading →

Teksty nadesłane – 29. listopada

Polacy nic się nie stało?*

 

Kiedy kilka miesięcy temu, wyrażają oburzenie breweriami wyczynianymi na Krakowskim Przedmieściu, napisałam „Kibole Kaczyńskiego” nie spodziewałam się ,że ten tytuł stanie się tak dosłowny.

Przyhołubienie przez PiS stadionowych chuliganów stało się faktem.. Są politycy, którzy mają szczególny talent do destrukcji, talent do dzielenia i szczucia. Przecież łatwiej jest wykopać dół, przerwać tamę niż coś zbudować . Łatwiej krzyczeć: wróg! złodziej! złap! ,zabij ! niż : ucz się !zrozum! Myśl!

To co się dzieje się teraz , nosi charakter wojny plemiennej. Nie trzeba dużej wiedzy by opisy etnografów czy obrazki filmów ,w których młodzi mężczyźni z pomalowanymi w wojenne barwy twarzami z dzidami, nożami w rękach wydający groźne, okrzyki wyruszali na wojnę, skojarzyć z grupami „kiboli” – widać wtedy jak niewiele zmienił się świat. We wszystkich kulturach i we wszystkich epokach młodzi mężczyźni przeładowaniu testosteronem wyłamywali się z dotychczasowej kurateli ,domu, szkoły społeczeństwa poszukując uznania w swojej grupie podobnych im typów. Walki miedzy podobnymi grupami były częścią inicjacji – przejścia do grupy wojowników. Nawet najbardziej „prymitywna „ cywilizacja potrafiła wykorzystać ten fakt biologiczno –kulturowych dla swojego dobra. Wysyłała więc tych nabuzowanych osiłków na polowania lub na wojnę. Wewnątrz własnej społeczności ta grupa była wykorzystywana gdy chodziło o walkę o władzę. Świat jednak się powinien zmieniać, historia powinna uczyć. XXI wiek zobowiązuje.

Politycy udają, że ich słowa i czyny nie sprzyjają agresywny wystąpieniom. Święte oburzenie ,na sugestię, że nobilitacja kiboli nie miała wpływu na to co wydarzyło się 11 listopada lub na pobicia dziennikarzy , jest „rżnięciem głupa” i urąga inteligencji przeciętnego obserwatora. Wykorzystywanie do celów politycznych grup młodych osiłków jest krótkowzroczne i nieodpowiedzialne. Rozhuśtanie nastrojów, pochwała i dowartościowanie nagannych postaw, ciche i głośne przyzwolenie będzie miało swoje konsekwencji i może się odbić polityczną czkawką. „Dziki” gdy pomaluje twarz na wojenne barwy, zatańczy taniec wojenny, dopije wywar dodający animuszu musi gdzieś wyładować swoją emocję. Niejeden cyniczny polityk przeliczył się w kalkulacjach, że można bezkarnie rozpalać ognisko w lesie a pożar wykorzystać do nowej uprawy. Zapomina, że pożar może dopaść podpalacza i jego rodzinę.

Continue Reading →

  • Social Slider