Destrukcje

Jeżeli spojrzeć realnie na miejsce Prawa i Sprawiedliwości na polskiej scenie politycznej, to widać wyraźnie, że jest to miejsce na jej marginesie. Jeżeli spojrzeć na polską prawicę (konserwatywną, chadecką) i jej rolę w polskiej polityce, to widać równie wyraźnie, że też jest to margines. A jeżeli zdiagnozować, kto jest temu winien – to winnym jest Jarosław Kaczyński.

Pomimo, że klub sejmowy Prawa i Sprawiedliwości liczy w tej chwili 137 posłów (18. odeszło do klubu Solidarna Polska), to nie ma on praktycznie żadnej szansy wpływu na to, co się w Sejmie dzieje. Pozostałe kluby opozycji będą współpracowały z PiS tylko ewentualnie w sprawach ideologicznych, wąsko rozumianych. W ważnych sprawach ekonomicznych, czy dotyczących administracji państwa – PiS nie będzie miał możliwości zawierania koalicji. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że Jarosław Kaczyński świadomie ustawił swoją partię nie na pozycjach opozycji, lecz na pozycji anty systemowej, jak to zgrabnie jest określane – anty establishmentowej.

Widać to wyraźnie z listu, jaki Jarosław Kaczyński napisał i przekazał działaczom swojej formacji. Nie znajdziemy w nim programu konstruktywnego rozwoju, czy projekcji wizji państwa, która by polemizowała z Donaldem Tuskiem i jego pomysłami na Polskę, lecz program walki i obrony. Kaczyński chce bronić samych wyborców przed… politykami, ma zamiar bronić tradycji, Kościoła katolickiego, demokracji (?), nie chce dopuścić myśli o euro, także chce bronić kultury, polskiej wsi, a także polskiej suwerenności. Przed kim chce bronić, nie bardzo wiadomo, ale należy się domyślać, że przed Donaldem Tuskiem. A jak ta obrona ma przebiegać, już się właściwie nie dowiadujemy. Brutalną prawdą jest to, że bez Ludwika Dorna Jarosław Kaczyński nie ma żadnych pomysłów. Eryk Mistewicz, specjalista marketingu politycznego twierdzi w jednym z wywiadów, że PiS pod przewodnictwem Jarosław Kaczyńskiego jest prawicą XIX-wieczną. Sądzę, że dziś jest to partia i polityki bez żadnej idei.

Continue Reading →

Zarządca, nie wizjoner

Wczorajsze wystąpienie Donalda Tuska w Sejmie nie było klasycznym expose, w którym premier przedstawia wizję rządzenia państwem na najbliższe cztery lata kadencji. Było to jednak najlepsze expose na te kryzysowe czasy, skierowane do obywateli i posłów, ale również do banków, funduszy inwestycyjnych, agencji ratingowych. To było wystąpienie, mające pokazać, że rząd panuje nad sytuacją ekonomiczną państwa. Na projekty, plany rozwojowe i reformy przekrojowe przyjdzie czas, kiedy kryzys paneuropejski zostanie opanowany.

Poprzednie expose, cztery lata temu trwało trzy godziny i siedem minut, co było rekordem polskiego parlamentu. Było pełne dobrej atmosfery i pozytywnej energii, emanującej z Donalda Tuska. Takie było wówczas zapotrzebowanie społeczne po dwóch latach rządów Prawa i Sprawiedliwości. Można było w nim znaleźć wszystko o wszystkim – było o gospodarce, infrastrukturze, polityce zagranicznej. Nie było jednak zaznaczonej sprawy reformy finansów. Były za to obietnice i projekty i prośby o zaufanie. Słowo „zaufanie” wybijało się ponad inne. I choć niewiele z tamtych projektów udało się zrealizować – wyborcy zaufali jeszcze raz.

Tym razem otrzymaliśmy mniej zapowiedzi i obietnic, właściwie wcale, ale za to wiele konkretów. Wreszcie poruszono sprawy, o których przez cztery lata mówiono niechętnie. To zmiany w KRUS, wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat, likwidacja wielu przywilejów i ulg (ale w kontekście solidaryzmu społeczneg0), a także objęcie księży powszechnym systemem ubezpieczeń. To są reformy, wycinkowe, ale jednak reformy. Pomysły premiera dotyczyły sfery finansów publicznych, ale w kontekście społecznym, tak jak na przykład kwestia ulg rodzinnych, czy ubezpieczenia i opodatkowania rolników. Ten ostatni temat zapewne wywołał szczękościsk polityków koalicyjnego PSL, ale przywoływany solidaryzm społeczny będzie im kazał współpracować z Platformą Obywatelską przy tych zmianach. Inaczej miejsce PSL może przecież zająć Janusz Palikot, silniejszy w Sejmie niż Waldemar Pawlak, a swoją rękę może też dołożyć liberalny Leszek Miller. Przedłużenie wieku emerytalnego to wyższe emerytury, ale z kolei ten pomysł nie został zrównoważony pomysłem na ograniczenie tak zwanych umów śmieciowych. Wreszcie również urealniono sprawy emerytur służb mundurowych i górniczych. Nie zapomniano o sprawie rewaloryzacji emerytów, także w kontekście solidaryzmu społecznego z pobierającymi najmniejsze świadczenia. Równie dobrze przyjęto pomysł na ograniczanie ulgi prorodzinnej w zależności od dochodu rodziny i liczby dzieci.

Continue Reading →

Rząd kontynuacji czy przełomu?

Po przedstawieniu przez premiera Donalda Tuska składu nowego rządu, komentatorzy i politycy wydają się być zawiedzeni. Nie ma w nim żadnych niespodzianek, których by wcześniej nie odkryli dziennikarze, łącznie z nominacją filozofa (ale doktora politologii) Jarosława Gowina na stanowisko ministra sprawiedliwości.

Próbuje się temu rządowi przydzielić różne etykiety – polityczny, autorski, rząd hegemona, czy nawet, jak to określił sam premier, rząd zderzaków (przed skutkami kryzysu). Chyba najtrafniejsze określenie to rząd zadaniowy. Nie mamy do czynienia z rekonstrukcją rządu, ponieważ poprzedni nie rozleciał się, lecz stabilnie dotrwał do końca kadencji, ale raczej z kontynuacją. To rząd, gdzie najważniejsze resorty (finansów, skarbu, gospodarki, rozwoju regionalnego, spraw wewnętrznych, administracji i cyfryzacji, obrony, spraw zagranicznych) z punktu widzenia interesów gospodarczych państwa pozostały nienaruszone, lub są prostą kontynuacją poprzez awansowanie sekretarzy i podsekretarzy stanu na stanowiska ministrów konstytucyjnych. Jest oczywiście także wymiar polityczny, związanie z premierem i rządem pewnych ludzi i frakcji politycznych Platformy Obywatelskiej – tym są nominacje konserwatysty Gowina do MS i lewicującego Bartosza Arłukowicza, który objął resort ochrony zdrowia. Ukłonem w stronę parytetu płci jest nominacja Joanny Muchy, ale znający ją wiedzą, że nie jest to osoba słaba i nie będzie li tylko ozdobnikiem gabinetu Donalda Tuska.

Rząd pozostanie centrum legislacji państwa, szerzej – głównym centrum władzy. Premier, mający niepodważalną legitymację rządzenia, a także silną pozycję w swojej partii, doprowadził do znacznego osłabienia prezydenta w roli władzy wykonawczej, nic nie zabierając prestiżowi tego urzędu, a przede wszystkim osłabił rolę Sejmu. Nominacja na stanowisko marszałka Sejmu całkowicie oddanej Donaldowi Tuskowi Ewy Kopacz jest tego koronnym dowodem. Spójność klubu PO w Sejmie potwierdza alians premiera z jego szefem, Rafałem Grupińskiem, stronnikiem Grzegorza Schetyny. To każe inaczej patrzeć na sprawę samego byłego marszałka. Również podział ról w rządzie wskazuje, że premier chce trzymać władzę w swoich rękach, prawdziwe centrum dowodzenia jest w Alejach Ujazdowskich, w Kancelarii Premiera Rady Ministrów. Wskazuje też na to wzmocnienie pozycji Tomasza Arabskiego, który nie tylko pozostał szefem kancelarii, ale również został szefem Komitetu Stałego RM. To poważna funkcja, warto sobie przypomnieć jak ważną rolę w rządzie Jarosława Kaczyńskiego odgrywał Przemysław Gosiewski.

Continue Reading →

Ustawianie mebli

 

Powodzenie drugiej kadencji rządów Platformy Obywatelskiej, prawdopodobnie w koalicji z PSL, zależy od sprawnego współdziałania trzech ośrodków władzy – urzędu Prezydenta RP, premiera i marszałka Sejmu. Kto w tym przypadku będzie miał większą siłę, zależy w największym stopniu od zapisów Konstytucji RP, dalej od praktyki rządzenia, ale również od tego, kto będzie zajmował poszczególne stanowiska. W przypadku prezydenta i premiera, sprawa jest jasna, w przypadku marszałka Sejmu już nie.

Donald Tusk ma prawo czuć się się zwycięzcą tych wyborów. To jego osobiste zaangażowanie przyniosło taki sukces – 10% przewagi nad następną formacją. Utrzymał swoją partię przy władzy, będzie pierwszym premierem drugiej kadencji, a do tego utrzymał jedność swojej formacji. Ma w parlamencie 270 posłów i senatorów i niezależnie od podziałów wewnętrznych, jest to jego drużyna. Oczywiście, mówi się o frakcjach, czyli „spółdzielniach” Grzegorza Schetyny i Cezarego Grabarczyka, ale to jest tylko wojsko na papierze. To Donald Tusk decyduje o składzie ciał statutowych partii i obsadzie stanowisk w klubie parlamentarnym. Bliski jest w tym swojemu adwersarzowi, Jarosławowi Kaczyńskiemu… Ale Tusk nie jest hegemonem i nie może całego swojego otoczenia traktować, jak cesarz podwładnych.

Jeżeli jednak PiS został pozbawiony polityków autonomicznych, to w PO tacy pozostali. Z ambicjami. Pozycja Donalda Tuska jest taka, że od niego zależy, jak te ambicje mogą być zaspokojone, lub stłumione. Wiadomo o kogo chodzi – o byłego już praktycznie marszałka Sejmu, Grzegorza Schetynę, swego czasu najbliższego współpracownika Donalda Tuska, również bliskiego przyjaciela. Zmieniło się to po tak zwanej aferze hazardowej, kiedy Grzegorz Schetyna odszedł z rządu (został z niego usunięty), choć trudno było oskarżyć go nielojalność, a sama afera skończyła się niczym. W to miejsce weszła inna grupa osób, ale ich pozycja wobec premiera jest zupełnie inna. Teraz ma zostać zastąpiony na stanowisku marszałka przez Ewę Kopacz. Ewa Kopacz to osoba całkowicie oddana Tuskowi, bez właściwości politycznych, jakimi na tym stanowisku wykazywał się Grzegorz Schetyna.

Continue Reading →

Nerwowa końcówka kampanii

Wszyscy obserwatorzy sceny politycznej narzekali, że kampania jest nudna, miałka, bez ikry, bez specjalnych spięć. Platforma Obywatelska eksponowała chęć kontynuacji rozpoczętego projektu rządzenia, tym bardziej, że zbliża się do Polski druga fala kryzysu, która może załamać nie tylko euro, ale również jedność europejską. Prawo i Sprawiedliwość wyraża chęć naprawy, bo przecież wszystko zmierza w złym kierunku. I eksponuje kolejne wcielenie łagodnego Jarosława Kaczyńskiego. PSL – jak zwykle quasi merytoryczny i „obrabiający” swój twardy, ludowy elektorat. SLD w rytmie disco polo odróżnia się od PO i PiS, raz bardziej od jednej partii, innym razem od drugiej, a po cichu zerka, kto może im dać przepustki na bramie do KPRM, czyli miejsca w rządzie. Na obrzeżach kampanii pętały się Ruch Palikota, ze swoim szefem happenerem, i niby zgrana ekipa Pawła Kowala, PJN. I tylko mniej lub więcej wiarygodne sondaże (raczej mniej…) od czasu bujały mediami. I nagle…

Koniec września, gwałtownie rośnie poparcie dla Janusza Palikota, przynosi efekty wreszcie praca u podstaw, kosztem głównie SLD, ale i PO. Palikot przejmuje radykalniejszych wyborców i wprowadza do dyskusji tematy do tej pory spychane na bok, dotyczące Kościoła, ale również praw kobiet i mniejszości. Koncyliacyjny Kaczyński i schowanie na zaplecze Macierewicza, Fotygi, Brudzińskiego i innych podobnych strachów, nieeksponowanie wątku smoleńskiego, powoduje, że PiS zbliża się do PO, nawet na 2%, a według wewnętrznych badań PiS, nawet zaczyna wygrywać. W SLD panika, Palikot na fali, Napieralskiego nie może wesprzeć chory Aleksander Kwaśniewski, a PO sięga po najpoważniejszy argument – premier wsiada do autobusu, „Tuskobusu” i zaczyna peregrynacje po kraju. Jarosław Kaczyński w ramach ocieplenia pozwala na publikację książki i filmu o sobie. I zaczyna się taniec…

Continue Reading →

Objazdu dzień drugi

Drugi dzień rejsu autobusu Donalda Tuska i jego ekipy po południu kraju. Rejs będzie trwał aż do piątku, poza krótką przerwą na posiedzenie rządu we wtorek.

Poranek to poranny jogging wokół Błoń krakowskich, w towarzystwie posła Ireneusza Rasia i sportowców, piłkarzy, Marka Koźmińskiego i Tomasza Rząsy. Dwie rundy, premier kończy z twarzą koloru swojego czerwonego dresu, ale Marek Koźmiński, przecież sportowiec, na ostatnich nogach… Za to Katarzyna Kolenda-Zaleska z TVN jak nowa… tylko, że trasę przejechała Melexem… Po kilku minutach Tusk już odpowiada na pytania dziennikarzy na improwizowanym briefingu pod drzewem. O polityce, oczywiście…”Ja cztery lata temu też myślałem, że w Polsce można więcej osiągnąć. Nie przewidziałem kryzysu. Pamiętam, że cztery lata temu być może powiedziałem za wiele…”. Mówi także, że jeżeli wygra, to rząd czeka poważne przemeldowanie – zostanie może pięciu ministrów.

Niespełna po godzinie już następne spotkanie – Rynek Podgórski, białe miasteczko medyczne. Premier po biegu zrewitalizowany i pełen energii. Słowa do mieszkańców, a właściwie zwolenników PO. Plac, nieduży, nie jest wypełniony do końca, ale są przecież kamery, niektóre stacje dają live… Obok premiera stoi jego ekipa polityczna, nawet pojawił się poseł Jarosław Gowin i były minister ON, kandydat na senatora, Bogdan Klich. Choć raczej jest z boku, ale do zdjęcia został zaproszony. Ale tak jak w sobotę gwiazdą był Tomasz Karolak, tak dziś gra… pardon, towarzyszy premierowi znakomity aktor krakowsko-warszawski, Andrzej Grabowski…

Continue Reading →

Na trasie „Tusko-busu”.

Jak wyglądają podróże Donalda Tuska i jego ekipy po kraju? Czy są to gospodarskie wizyty, marketingowa sieczka, czy autentyczne spotkania z wyborcami? Zobaczmy…

Sobota, 1 października, autobus rusza sprzed Belwederu, to tradycja. Wyjazd poprzedzony jest krótkim briefingiem dla prasy. Są na nim Andrzej Olechowski i Tomasz Karolak. Udzielają poparcia Donaldowi Tuskowi, ale dziś to nie oni są bohaterami, ale happener z Greenpeace, Iwo Łoś, który przebrany za Jarosława Kaczyńskiego przypomina o zielonej, odnawialnej energii. Premier zabiera go na przejażdżkę autobusem i do Ryk, pierwszego przystanku na trasie, rozmawia z nim. Po drodze autobus Tuska zatrzymuje się na stacji benzynowej, a za nim cała kawalkada samochodów z prasą. Za premierem jeździ drugi autobus z prasą, samochody redakcyjne, samochody z nadajnikami i antenami satelitarnymi. Kamer na każdym postoju jest kilkadziesiąt…

W Rykach pierwsze spotkanie, na boisku modelowego „Orlika”, raczej z aktywistami partyjnymi i kandydatami na posłów, niż obywatelami. Choć jest jedna ciekawa rozmowa – z lokalną bizneswomen, gnębioną ponoć od lat przez urzędników.
Samo wystąpienie premiera można zawrzeć w słowach – nie jesteśmy nieomylni, ale jednak patrząc na wyniki i na to, jak z kryzysem radzą sobie inni – możecie zaryzykować, wy, wyborcy, następne cztery lata z nami. To oznacza, że premier namawia do zaufania dla koalicji PO – PSL, co zresztą powtórzył na następnym spotkaniu, przestrzegając przed PiS i mocno deprecjonując zdolności polityczne szefa SLD, Grzegorza Napieralskiego i Janusza Palikota. Ale przede wszystkim namawiał do uwierzenia we własne siły…

W Lublinie clou programu miało być spotkanie ze studentami. I było, ale poprzedziła je krótkie, ale intensywne spotkanie z kibicami lubelskiego „Motoru”, choć niektórzy twierdzili, że barwy klubowe były niezbyt widoczne, za to odczuwalny była zapach przetrawionego alkoholu… Spięcie trwało kilkanaście sekund, Donald Tusk pilotowany przez „borowików” wszedł spokojnie do klubu „Archiwum”. W środku czekali studenci, a spotkanie prowadziła posłanka i kandydatka na posła VII kadencji Sejmu, Joanna Mucha.
Podobnie ja w Rykach, wystąpienie premiera zawierało się w prostym przesłaniu – „Uchronimy Polskę przed wywrotką, nasz kraj nie zamieni się w Grecję” – jasne przesłanie, kto może to zrobić, pozostaje jasne, jak również, jaki może być to hazard. I czym może Polsce grozić premier Napieralski, premier Palikot, lub Jarosław Kaczyński.

Continue Reading →

Puste debaty

Debaty, debaty, debaty… najczęściej słyszane słowo w tegorocznej kampanii wyborczej. Wszyscy komentatorzy, obserwatorzy twierdzą, że obok samego aktu wyborczego, właśnie debata jest kwintesencją demokracji. Wyborcom się to należy, wyborcy mają prawo poznać programy partii i poglądy polityków na rożne sprawy. I naiwnie sądzi się, że na tej podstawie podejmą decyzję wyborczą, na kogo oddać głos. Jak to się ma do deklarowanego zainteresowania życiem politycznym, a przede wszystkim do frekwencji wyborczej – już rzadko kto wspomina. A frekwencja w Polsce raczej nie przekracza 50% uprawnionych do głosowania…

Odbyła się pierwsza debata merytoryczna w telewizji publicznej, z udziałem przedstawicieli wszystkich komitetów wyborczych. Oglądalność – niewiele przekroczyła 1,2 mln widzów, co jak na temat (gospodarka), miejsce i czas jest wynikiem po prostu nędznym. I potwierdza opinię, że elektorat nie interesuje się merytoryczną zwartością programów, ale wizerunkiem polityków. Debata zresztą „zasługiwała” na taką oglądalność. Była źle zorganizowana, chaotyczna (bezsensowne pytania video od widzów), a skład dyskutantów i czas na wypowiedzi skłaniał raczej do solowych, populistycznych występów, a nie do dyskusji, czyli debaty. I zamiast poznania racji poszczególnych komitetów wyborczych, partii politycznych, otrzymaliśmy kolejną dawkę szumu informacyjnego i politycznego PR. Dlatego najlepiej wypadli populiści lewicowi, Janusz Palikot i Bogusław Ziętek, a najgorzej naukowiec reprezentujący PiS, profesor Jerzy Żyżyński. A gwiazdą debaty był prowadzący redaktor Tadeusz Mosz, mający wybitne zdolności do autopromocji…

Continue Reading →

Patrioci i renegaci

Donald Tusk zaprezentował się wczoraj w Parlamencie Europejskim, w swoim expose na rozpoczynającą się polską półroczną prezydencję Unii Europejskiej jako euroentuzjasta i patriota europejski. Jak większość Polaków, ponieważ jesteśmy największymi zwolennikami UE w całe Europie. W wypowiedzi polskiego premiera była nie tylko duma, ale również optymizm i nadzieja, że tak jak powstanie wspólnoty było wynikiem przemyśleń po wielkiej traumie II Wojny Światowej, tak kryzys, w jakim obecnie się znajduje, może zostać przezwyciężony tylko poprzez europejską solidarność. „Unia Europejska jest szansą dla Europy ale przede wszystkim dla Polski. Jest produktem strasznych doświadczeń XX wieku, ale też tego co w europejskiej tradycji najważniejsze: wolności jednostki i solidarności” – to słowa z ponad 20-minutowego przemówienia. Przemówienie Donalda Tuska zostało świetnie przyjęte przez praktycznie wszystkie frakcje PE, poza konserwatystami. Poza marginesem europarlamentu.

Polski rząd sprawuje prezydencję w imieniu całego kraju, a nie tylko w imieniu rządzącej partii. Oczywiście, Platforma Obywatelska będzie spijała nektar korzyści z tej prezydencji w kampanii wyborczej. Tak zresztą zdecydowała 4 lata temu obecna opozycja, oddając władzę PO. Oczywiście, wybory można było przeprowadzić w innym terminie, są na to możliwości, ale czy zostały złamane prawa demokracji? Nie, nie zostały, a politycy polskiej opozycji mogą się swobodnie wypowiadać na każdy temat, także na forum UE. Z czego, niestety, skorzystali. PE to instytucja demokratyczna, każdy może w nim powiedzieć, co mu leży na sercu, poddać krytyce własny rząd, premiera. Tylko, czy w dniu takim jak wczoraj styl i zakres spraw jaki podjęli Zbigniew Ziobro i Ryszard Legutko był odpowiedni? Interes Polski w tym momencie i w tym dniu raczej wymagał, aby Donalda Tuska wspierać, jeżeli posłowie PiS zasiadają w PE z własnej woli, to oznacza to, że wierzą w integracją europejską, o czym dobitnie mówił premier. Jeżeli nie wierzą, to nie powinno ich tam być…

Continue Reading →

Stracona szansa

Veni, vidi,… i Barack Obama po kilkunastu godzinach odleciał do Waszyngtonu. Co zostawił po swojej wizycie, poza gestami, dobrymi zdjęciami i jeszcze lepszym politycznym PR, co zresztą na tle polskich polityków nie jest zbyt trudne, trudno określić. Nie zostawił po sobie żadnego ważkiego przesłania, dla Polski, czy dla krajów Europy środkowo-wschodniej, której przywódcy gościli w Warszawie. Sami przywódcy, prezydenci 20 państw, nie zostali po sobie dokumentu, manifestu, który byłby przesłaniem przyszłości. Czy zresztą ktoś tego oczekiwał

Polityczni komentatorzy oczywiście będą starali się znaleźć jednak coś, co będzie można określić jako sukces. Nie przesłoni to jednak faktu, że Polska może i aspiruje do roli lokalnego przywódcy, ale jest to przywództwo państwa drugiego rzutu Europy. Ta smutna konstatacja jednak ma pokrycie w fakcie, że Barack Obama nie wygłosił w Polsce ani jednego ważnego przemówienia, nie podpisał ani jednego ważnego dokumentu. A jest w dalszym ciągu określany mianem przywódcy demokratycznego Świata.

I wina, że taki będzie odbiór jego wizyty, jest po stronie Polski. A wystarczyło przygotować tę wizytę trochę inaczej, nie przez pryzmat korzyści doraźnych polskich władz, prezydenta Bronisława Komorowskiego i rządu Donalda Tuska, lecz wykorzystując dostępne wartości polskiej historii i historyczne, dalej aktywne w życiu politycznym i społecznym postacie. Spotkanie w Pałacu Prezydenckim z wybitnymi osobistościami polskiej demokracji, miało dużą wagę, ale było niepełne, mocno okrojone. Nie było na nim Lecha Wałęsy.

Continue Reading →

Odwrócony agent

Politycznym hitem dnia jest pozyskanie dla Platformy Obywatelskiej Bartosza Arłukowicza, polityka de nomine lewicy, a tak naprawdę wytworu politycznego marketingu. Bo Arłukowicz nie jest lewicowym dzieckiem Thugutta, Ciołkosza, czy Daszyńskiego, ale raczej współczesnych spin doctorów i medialnego przekazu. Nie zapomnijmy, że po raz pierwszy zaistniał jak zwycięzca reality show „Agent” stacji telewizyjnej TVN… Dlatego przejście z drużyny ‘lewicy’ do ‘liberałów’ nie było dla niego trudne…Piszę oba określenia w cudzysłowie, ponieważ zdefiniowanie oblicza i programu partii politycznych w Polsce przychodzi specjalistom, a nawet przywódcom partyjnym coraz trudniej.

Komu przypisać sukces pozyskania przez Donalda Tuska tak znaczącej medialnie postaci i silnej wyborczej karty? Oczywiście, Grzegorzowi Napieralskiemu. To on, po wygranej wewnętrznej walce o przywództwo w partii wypchnął na margines swojego konkurenta, Wojciecha Olejniczaka. To on również nie potrafił znaleźć argumentów, aby w jego formacji pozostała jedna z najlepszych postaci lewicy, czyli była szefowa rządowego Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej i była komisarz UE, Danuta Hübner. To on również wypycha na margines Ryszarda Kalisza, a teraz właśnie zrobił to z Arłukowiczem.

Continue Reading →

Kibole

Premier jest najwyższym urzędnikiem państwa, odpowiedzialnym za wszelkie decyzje administracyjne. Jednocześnie to stanowisko, które obejmuje się z powodu wygranych wyborów przez formację polityczną, więc Donald Tusk otrzymał tę najważniejszą funkcję z nadania politycznego. Każda decyzja jaką podejmuje ma wymiar polityczny, tak więc oskarżanie go, że wpłynął na wojewodów mazowieckiego i wielkopolskiego, swoich podwładnych, aby ci zamknęli odpowiednio stadiony Legii Warszawa i Lecha Poznań, z powodów politycznych, jest czystym truizmem. Wybory, kampania wyborcza? Tak, oczywiście. I interes społeczny.

W Bydgoszczy, po meczu finału Pucharu Polski drużyn z Warszawy i Poznania, motłoch zniszczył stadion. Motłoch, który był do tej pory hołubiony przez zarządy klubów, władze miast (kuriozalne wypowiedzi prezydenta Poznania, Ryszarda Grobelnego), a nawet przez policję. I oczywiście również tolerowany przez PZPN. W związku z tym okazało się po meczu, że tak naprawdę nie ma winnych tego, że dopuszczono do takich ekscesów. Nie czuje się winny PZPN, wyznaczając stadion nie nadający się do tego rodzaju imprez, nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności wojewoda kujawsko-pomorski, która mogła zakazać meczu, niewinni są policjanci, którzy nie dość, że reagowali jak emeryci z lumbago, to jeszcze nie zatrzymali nikogo z tysięcy bandytów. Niewinne są też kluby. Społeczeństwo jest winne, bo tak wychowało „młodzież”… No, to Donald Tusk musi pokazać, że z kibolami walczyć trzeba.

Zamykając stadiony Tusk dał czytelny sygnał – kluby odpowiadają za swoich kibiców. Jeżeli uważają, że lepiej trzymać sztamę z pseudo organizacjami kibicowskimi, które są pożywką dla grup przestępczych albo doskonałym obiektem manipulacji (także polityków, ale głównie mediów), a nie z organami bezpieczeństwa państwa – to niech płacą. Trzeba uświadomić tym, którzy narzekają, że za bandytyzm w Bydgoszczy odpowiadają normalni, zwykli kibice, którym Tusk zamknął stadiony, że jeżeli uda się go zlikwidować, to liczba widzów zostanie z multiplikowana. Przyjdą ci, z rodzinami, którzy od lat omijają stadiony. Im nie są potrzebne żadne organizacje kibiców – im są potrzebne czyste, nowoczesne i bezpieczne stadiony. Wspólnota tworzy się na trybunach, a nie w pokoikach pseudo działaczy szemranych kiboli.

Continue Reading →

Rocznica

 

O pierwszej rocznicy katastrofy smoleńskiej można pisać w wielu aspektach. Trudno jest jednak pisać o wszystkim. Tym bardziej, że skupiając się na jednych sprawach, zapomina się o innych. Uświadamia to wyemitowany w TVN24 film Ewy Ewart, „W milczeniu”, który pokazał, jak dyskutując o tym, kto jest winny katastrofie, kto za nią i jej wyjaśnienie odpowiada, zapomniano o najważniejszym – o ludziach. Tych, którzy zginęli porankiem 1o kwietnia na lotnisku smoleńskim, i tych, którzy pozostali. Rodziny tragicznie zmarłych zostały przez ten rok poddane traumatycznym doświadczeniom, naciskom, manipulacjom, w części zostały zostawione same sobie. Niektórzy z nich jednak sami uczestniczą w medialnych i politycznych spektaklach. Część zupełnie świadomie i bez skrupułów.

I.

Polskę dotknęła wielka tragedia, największa tragedia społeczna i polityczna w czasach pokoju. W jednej chwili zginęło 96 osób, z prezydentem państwa na czele, wielu znakomitych działaczy, senatorowie, posłowie, urzędnicy administracji publicznej, ludzie kultury, praktycznie całe najwyższe dowództwo polskiej armii. Nie było nigdzie w czasach pokoju tak wielkiego nieszczęścia w wymiarze państwa, tragedia jest tak wielka nie tylko śmiercią prezydenta państwa, ale również tak wielu uczestników życia społecznego, publicznego. W samolocie lecącym do Smoleńska znalazło się wielu ludzi stale, trwale i znacząco mających wpływ na funkcjonowanie państwa. Obserwując jednak to, co się działo przez pierwsze dni po katastrofie, widać było wyraźnie, że państwo poradziło sobie z tym, w wymiarze stabilności. Ani przez moment nie czuło się żadnych zagrożeń wewnętrznych, nie mówiąc o zewnętrznych. Demokracja polska potrafiła przez 20 lat wypracować procedury, które działały w warunkach ekstremalnych.

Katastrofa i tragedia nie przewartościowała podejścia do polityki, odpowiedzialności za sprawy państwa i społeczeństwa. Nie nastąpiło mityczne porozumienie narodowe, ponad podziałami. To nie jest rzecz w demokracji uwzględniana w katalogu procedur państwowych. Wprost przeciwnie – katastrofa tylko pogłębiła, w sposób nieodwołalny, podziały społeczne, polityczne. To, co się stało w Stanach Zjednoczonych, gdzie pod wpływem traumy ataków na WTC i Pentagon, nastąpiło zjednoczenie i polityków i społeczeństwa, w Polsce nie mogło mieć miejsca. Emocje i tragedia, poza krótkotrwałym okresem żałoby narodowej i do czasu wyborów prezydenckich, szybko opadły i nie przerodziły się w trwałą wartość polityczną i społeczną. Doświadczenia polskie po śmierci Jana Pawła II wskazują, że Polacy doskonale wczuwają się w atmosferę tragedii – i szybko zapominają, jakie nauki powinni z niej wyciągnąć.

Wbrew niektórym opiniom, państwo sobie radzi również z wyjaśnianiem okoliczności katastrofy. Minął rok od niej, ale praktyka innych wielkich katastrof wskazuje, że to nie jest długi okres na wyjaśnienie wszystkich okoliczności upadku polskiego samolotu. Gorzej jednak, że nikt nie potrafi wziąć na siebie odpowiedzialności za to, dlaczego głowa państwa i 95 innych osób musiało zginąć. Wbrew pozorom, odpowiedzialność za katastrofę i jej wyjaśnienie nie skupia się tylko na rządzących.

Continue Reading →

Lud z warszawskiej kawiarni

Wydarzeniem politycznym weekendu nie była żadna konwencja partyjna, spotkanie z politykami zagranicznymi, czy nawet ewent dla wyborców, ale kawiarniane spotkanie premiera z muzykami. Ex-muzykami tak naprawdę, którzy lata świetności mają za sobą, przed laty byli kontestatorami, na ile im się to opłacało, rzecz jasna, a teraz robią za autorytety społeczne i za celebrytów. No i, oczywiście, za głos obywatelski.

Implikacją do tego spotkania był histeryczny list redaktora naczelnego Playboya i prowadzącego program Drugie śniadanie mistrzów w TVN24, Marcina Mellera, opublikowany kilka tygodni temu na portalu społecznościowym, w którym to znalazła się deklaracja, że na Platformę już nie zagłosuje. Dlaczego ? No, bo afera hazardowa, bo „Miro” na listach wyborczych (nie będzie go), bo niewyciągnięcie konsekwencji wobec Bogdana Klicha za katastrofę smoleńską, bo ponoć inwigilacja dziennikarzy. Głos Mellera został przez przeciwników Platformy Obywatelskiej odebrany jako jako reprezentatywny dla środowiska, młodych i średnio zaawansowanych wiekowo inteligentów miast. I jako sygnał, że środowisko młodych inteligentów odwraca się od PO. Po tej deklaracji padły inne, choćby innego obywatela, przez przypadek również aktora i celebryty (też już czterdziestolatka…), Tomasza Karolaka. Zrobiło się groźnie. Tylko, że potem sondażownie pokazały, że ten spadek poparcia nie trzyma żadnego trendy.

Continue Reading →

Gry prezydenckie

Jedno zdanie, jakie wypowiedział w wywiadzie dla tygodnika „Newsweek” prezydent Bronisław Komorowski, wzbudza duże emocje. To zdanie brzmi – Mam suwerenne prawo wybrać kandydata na premiera. Lider zwycięskiej partii ma największe szanse, ale nie ma gwarancji. I zostało ono jednoznacznie ocenione jako sygnał pod adresem Jarosława Kaczyńskiego, że prezydent nie powierzy mu teki premiera, jeżeli jego formacja zdobędzie największą liczbę głosów. Potwierdza to zresztą jeden z autorów wywiadu, Andrzej Stankiewicz, uważając , że właśnie takie są intencje Bronisława Komorowskiego – pokazanie PiS, że wygrana arytmetyczna nie oznacza wcale zwycięstwa.

Komentatorzy zauważają, że byłoby to wbrew obyczajowi parlamentarnemu, gdzie prezydent desygnuje na premiera szefa zwycięskiej partii, lub osobę wskazaną przez niego (casus Kazimierza Marcinkiewicza). Z drugiej strony prezydent tylko przypomniał, że to jego pełne prawo konstytucyjne, a dodatkowo dał sygnał, że czuje się politykiem w pełni autonomicznym. I ten sygnał skierowany był także w stronę Donalda Tuska.

 

Continue Reading →

Scenariusze realne i nierealne

Z reguły scenariusz jest zawsze podobny; najpierw doprowadzenie do kryzysu, do konfrontacji, później, kiedy grunt jest już przygotowany, należy przeprowadzić atak. Atak wprost i z flanki, wspomagany mediami, na rozbicie Platformy Obywatelskiej, lub wepchnięcie jej w ręce tej złej lewicy. Tylko, że lewica nie jest już taka zła, a do tego groźba reemisji choroby społecznej, pod nazwą „IV RP” jest jak najbardziej realna.

Przy każdym kryzysie politycznym ten scenariusz był do tej pory realizowany. Tak było w roku 2006, kiedy po raz pierwszy chwiała się koalicja PiS z LPR i Samoobroną. Tak jest tym razem, kiedy mamy do czynienia z wewnętrznym, ostrym konfliktem w szeregach PO, zafundowanym sobie głównie przez samego Donalda Tuska. Jednak do rozłamu i podziału partii nie dojdzie, ponieważ wszystkie strony sporu, reprezentowane personalnie przez premiera, marszałka Sejmu, Grzegorza Schetynę, ministra Cezarego Grabarczyka i prezydenta Bronisława Komorowskiego, zdają sobie sprawę, że oznaczałoby to kres partii w tej formie i pójście prostą , acz pochyłą drogą, jaką swego czasu poszedł AWS i nieboszczka Unia Wolności. To byłaby kompromitacja polityczna wszystkich stron. Na szczęście, główni aktorzy, Schetyna i Tusk, są realistami, pragmatykami i państwowcami, w związku z tym porozumienie musi nastąpić i to wcale nie w wyniku kompromisu, ale uzgodnienia planu działania wyborczego i konsensusu partyjnego.

Próby rozbicia Platformy Obywatelskiej to również próba przejęcia jej elektoratu, a jednocześnie próba wpływu na elektorat lewicy. Operacja wygląda na inteligentną, ale jest wyjątkowo przejrzysta. Patrząc na sondaże przedwyborcze, jeżeli wybory miałyby się odbyć w przeciągu najbliższych tygodni, to różnica pomiędzy PO i PiS-em mogłaby wynosić mniej niż 10%, a trzecią siłą powinno być SLD, z wynikiem pomiędzy 15 a 20%. Scenariusze koalicyjne są różne, ale większość obserwatorów kategorycznie stwierdza, że na pewno nie zostanie zawiązana koalicja POPiS-u. Wprawdzie profesor Jadwiga Staniszkis twierdzi, że gdyby PO pozbyło się Donalda Tuska ze stanowiska szefa partii i powołało w to miejsce Grzegorza Schetynę, to kto wie… Dziwne, ale scenariusz, że to Jarosław Kaczyński może opuścić fotel prezesa swojej partii nie jest rozpatrywany. Choć prawie wszyscy twierdzą, że brak zdolności koalicyjnej tej formacji jest spowodowany osobą jej szefa.

Continue Reading →

Rekonstrukcja i rewitalizacja

Donalda Tuska od kilkunastu dni nie ma w mediach, Grzegorz Schetyna na urlopie narciarskim, prezydent Bronisław Komorowski praktycznie na tematy krajowe się nie wypowiada, a głównym problemem polskich dziennikarzy jest Platforma Obywatelska, konflikty w niej, spadek popularności. Uzdrowicieli i „wujów – dobra rada” dla PO jest bezliku. Problem polega nie na tym, co zrobić teraz, ale na tym, aby się zastanowić, co spowodowało tak potężny kryzys zaufania do rządzącej partii, rządu i samego Donalda Tuska, bo dziś źle jego pracę ocenia już ponad 50% respondentów badań opinii publicznej.

Niektórzy wskazują na przyczyny polityczne i ekonomiczne, te podstawowe, które łatwo dostrzec. Początkiem była tak zwana afera hazardowa, następnie katastrofa smoleńska i wszystkie z tym związane zagadnienia, z raportem MAK na czele, następnie chaos na kolei, no i sprawy związane z quasi reformą emerytalną, czyli „zamachem” na fundusze OFE. Innym powodem problemów PO mają być konflikty wewnętrzne, pomiędzy Donaldem Tuskiem i jego zapleczem, a niegdysiejszym bliskim przyjacielem, Grzegorzem Schetyną. Jeżeli dodamy do tego katastrofalne wypowiedzi i zachowania niektórych polityków PO (senator Roman Ludwiczak – słynne taśmy wyborcze, żarty Roberta Węgrzyna z gejów, czy odebranie prawa do leczenia emerytom przez Joannę Michę) i seryjne gafy prezydenta, to otrzymamy obraz partii… obciachowej. Wszytko to miało spowodować odwrócenie się wyborców od partii rządzącej i zakwestionowanie jej wiarygodności, odsunięcie się elektoratu miejskiego, inteligenckiego, wykształconego.

I tu właśnie należy szukać refleksji – dlaczego Platforma Obywatelska przestała traktować swój elektorat jako rzecz – oprócz państwa, rzecz jasna – najważniejszą.

Continue Reading →

Orogeneza polityczna

System polityczny w Polsce, który dał w Sejmie układ 2+2, czyli dwie duże formacje dwie mniejsze, może po następnych wyborach zostać zachowany. No, może się zmienić w układ pięciu partii, ale nie ma specjalnych szans na to, aby karty nie były rozdawane przez Platformę Obywatelską, lub Prawo i Sprawiedliwość. To wynika z tego, że regulacje prawne, czyli ordynacja wyborcza do Sejmu, zasady finansowania działalności partyjnej, progi wyborcze powodują to, że polska scena polityczna jest zabetonowana.

Od lat w polskiej polityce widzimy te same twarze, te same układy i te same problemy, które w skrócie polegają na tym, jak pokonać głównego konkurenta i jak dotrwać na pozycjach do następnych wyborów. Jak trudno wskoczyć do centralnej polityki i zająć „biorące” miejsce, czyli przekroczyć 5% próg wyborczy, pokazały dzieje Prawicy Rzeczpospolitej, czy niezliczonych już innych formacji quasi prawicowych. A jak się spadnie z progu wyborczego – to się kończy to nicością – patrz LPR i Samoobrona. Dlatego inicjatywa Janusza Palikota ma znikome szanse, chyba że ścieranie się PO i PiS tak znuży wyborców, że zaczną szukać zupełnie czegoś innego, a nie tylko alternatywy dla PO i PiS, czyli formacji drugiego wyboru.

Continue Reading →

Skutki zaniechania

Kiedy Donald Tusk konstruował swój rząd w 2007 roku, wydawało się, że Bogdan Klich będzie, obok Grzegorza Schetyny, Bogdana Zdrojewskiego i Jacka Rostowskiego, jego najsilniejszym punktem. Niestety, nie jest i na tej ocenie wcale nie ważą sprawy katastrof samolotowych.

Stanowisko ministra, szczególnie konstytucyjnego, ma wymiar polityczny, osoba je zajmująca, poza administrowaniem resortem, ma również realizować cele polityczne. W wypadku Klicha część z tych celów jest realizowana – zaniechanie poboru, profesjonalizacja armii, Narodowe Siły Rezerwowe, czy modernizacja – choć zbyt powolna, zbyt chaotyczna. Na Wojsku Polskim jednak piętnem odciska się niedostatek środków, oraz udział w kontyngencie afgańskim. Polska już w Afganistanie swoje zrobiła, nie jest to już konieczny dla armii poligon, nasze zobowiązania zostały wypełnione, a nierównowaga korzyści i środków, jakie wkładamy w misję, szkodzi rozwojowi. Potrzebna jest decyzja – polityczna – o wyjściu z Afganistanu. I to szybka.

Wracając do odpowiedzialności politycznej; Bogdan Klich, realizując zadania rządu i przesłanie polityczne, odpowiada za poczynania swojego resortu i wszystkich zatrudnionych w nim ludzi. Na tym między innymi to polega. Dlatego, kiedy rozbił się samolot Tu-154M, pilotowany przez pilota wojskowego, z wojskową załogą, oznaczony biało-czerwoną szachownicą, minister powinien powinien złożyć swój los w ręce premiera i oddać się do dyspozycji. Donald Tusk, również zgodnie z politycznym przesłaniem, miał prawo go na stanowisku zachować, do czasu wyjaśnienia wszelkich okoliczności, dając mu prawo do obrony i chroniąc go przed atakami. Również w ramach działalności sejmowej, kiedy zostało skierowane przeciwko niemu (i rządowi) votum nieufności, obowiązkiem koalicji była obrona urzędującego ministra. Na marginesie – nie zdarzyło się w Sejmie, aby większościowa koalicja nie obroniła swojego ministra. Obrona Klicha nie umocniła jego pozycji, nie umocniła też pozycji samego Donalda Tusk, choćby przez kolejny zatarg z PSL.

Continue Reading →

Jaka narracja wyborcza?

Termin jesiennych wyborów parlamentarnych jeszcze nie został oficjalnie podany, ale kampania jest już w pełnym toku. Listy wyborcze, rozprowadzanie się kandydatów, parcie na szkło i mikrofony mediów. Nie wiadomo, jak będzie wyglądała ta kampania, choć już wiadomo, że po raz kolejny będzie ona głównie starciem PO i PiS.

W roku 2005 kampania obracała się wokół szeroko rozumianych zmian państwa, jego odbudowy, walki z patologiami, programu tak zwanej IV RP, jako lekarstwa na aferę Rywina. Jej rezultatem była koalicja politycznego kunktatorstwa i korupcji – PiS – Samoobrona – LPR. Dwa lata napięć, dzielenie społeczeństwa, hucpy lustracyjnej, skończyło się spektakularnym oddaniem władzy przez Jarosława Kaczyńskiego. Kampania roku 2007 to starcie „Polski liberalnej” z „Polską socjalną”. W wyniku tego mamy koalicję rządową, której bardzo daleko od liberalnego rządu Marka Belki, a naprzeciwko mamy socjalistyczno-narodowo-katolicki PiS, którego już nic nie interesuje, poza sprawą smoleńską.

Jak będzie wyglądała kampania tegoroczna? Po stronie Prawa i Sprawiedliwości sprawa jest dość jasna – dominować będzie tak zwana narracja smoleńska, to będzie główne „story” tej formacji. Po jednej stronie staną obrońcy honoru Lecha Kaczyńskiego i jego „spuścizny politycznej”, nazywający się „prawdziwymi Polakami”, po drugiej stronie natomiast ci, których będzie można nazywać dowolnie – zdrajcami, tchórzami, zaprzańcami, sługusami Moskwy i Berlina. Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz, czy Joachim Brudziński posunęli język „debaty politycznej” tak daleko, że każda inwektywa, oszczerstwo, kalumnia jest dla tego środowiska uprawniona, ponieważ wypowiedziana w dobrej sprawie. Raport MAK stał się do tego dobrym pretekstem i paliwem kampanii. Wszystko to będzie w otoczce narodowego-katolickiego szaleństwa, przy marszach z pochodniami, po mszach, i w cieniu krzyży. Na inne problemy i narracje nie ma specjalnie miejsca, nawet tak ważne sprawy, jak reforma emerytalna (OFE), czy nasza prezydencja w UE nie będą na wyborczych sztandarach. PiS nie przykłada do tego już żadnej wagi, co pokazała ostatnia konferencja tej partii na temat gospodarki, która nie zakończyła się nawet stanowiskiem o najważniejszych sprawach polskiego państwa. Kampania PiS to będzie walka z wrogiem, a nie z przeciwnikiem politycznym, i będzie czymś w rodzaju wendetty na „zabójcach” Lecha Kaczyńskiego.

Continue Reading →