
Strajk pracowników celnych i wynikający z tego bezpośrednio protest przewoźników, który może doprowadzić do blokady całego kraju – nie jest oczywiście winą rządu Donalda Tuska, jakby chcieli tego politycy Prawa i Sprawiedliwości, z Joachimem Brudzińskim, naczelnym myślicielem tej partii.
Mają rację celnicy, że byli traktowani przez poszczególne ekipy rządzące po macoszemu, nawet na tel innych służb mundurowych. Nie jest prawdą, że praca celnika jest łatwa, prosta i taka, w której można sobie „dorobić”. Wymaga ona wiedzy, fachowości i odporności na stres – nie mówiąc o trudnych warunkach pracy.
Oczywiście jest, jak zawsze problem, aby przekonać tych ludzi do tego, że pracują nie na rzecz swojej grupy zawodowej – lecz na rzecz Państwa. Tylko, że nie załatwi się tego pogadankami o powinnościach pracownika służby publicznej – lecz zapewnieniem tym ludziom i konkretnych profitów finansowych i zabezpieczenia socjalnego.
To co się działo w ostatnich latach, kiedy nie stworzono celnikom praktycznie żadnych rozsądnych warunków zmiany pracy, w związku ze zmienionymi zadaniami – nie stworzono mechanizmów zmian mieszkań, brak pomocy w re dyslokacji z granicy zachodniej na wschodnią albo do Izb Celnych w głębi kraju, plus brak reakcji na postulaty płacowe – skończyło się protestami.
Służby celnej nie można sprywatyzować, musi być ona nadzorowana, ze względów podatkowych i bezpieczeństwa przez państwo. Trzeba tylko ją usprawnić i zmodernizować.
Problem tego strajku (jak i innych społecznych protestów) zasadza się na tym, że rząd Donalda Tuska nie potrafi nie tylko działać w takim kryzysie – lecz także nie potrafi wyprzedzać kryzysów. Powołanie Michała Boni na szefa zespołu doradców strategicznych, mających zajmować się zagadnieniami społecznymi, w randze sekretarza stanu nastąpiło trochę za późno. Jego zespół szybkiego reagowania na konflikty społeczne dopiero się rozkręca.
Strajk celników można było przewidzieć, ponieważ już 11 października 2007 roku, czyli przed wyborami, zapowiedzieli, że nie odpuszczą. Ich nie interesuje „miesiąc miodowy” Donalda Tusk – lecz konkretne problemy.
Brak reakcji na gęstniejąca atmosferę na granicach, która z kolei może doprowadzić do paraliżu całego kraju, w związku z protestami, świadczy po raz kolejny o braku procedur zarządzania w kryzysie – i braku koordynacji działań poszczególnych członków rządu.
Nie chodzi tu wcale o powołanie nowej komisji, sztabu, który będzie działał tygodniami. Chodzi o to, aby problem traktować jako sprawę państwa i administracji – i ją w tych ramach rozwiązywać. Pracownicy celni z jednej strony muszą poczuć, że traktuje się ich poważnie – z drugiej strony MUSZĄ ODBLOKOWAĆ granice państwa.
Tu dotykamy innego problemu, który jest przy okazji strajków, wszystkich strajków, skrzętnie pomijany. Chodzi o odpowiedzialność karną strajkujących za straty poniesione przez właściciela majątku. W tym przypadku – chodzi o państwo, które traci podwójnie – jako państwo na należnościach celnych i może również stracić na odszkodowaniach dla przewoźników (nie wiem, jak takie procedury działają w prawie polskim).
Nie słyszałem do tej pory, aby organizatorzy strajków, czy to na kopalniach, czy kolei, czy gdziekolwiek – ponieśli karę z tego tytułu…
Strajki celników nie jest strajkiem politycznym, ale oczywiście opozycja zrobi wszystko, aby taką zadymę zrobić. To leży w jej interesie – bo oczywiście interesem państwa ona się nie przejmuje.
I na koniec, na marginesie;
Czy Donald Tusk mógłby zdjąć Julię Piterę z wizji? Jej zachowanie i wypowiedzi dadzą się porównać tylko już z Nelly Rokitą…
Doprowadziła do kompromitacji, swoimi opiniami na temat Mariusza Kamińskiego, jak i świstkami tak zwanego raportu w sprawie CBA, rząd i samego Donalda Tuska – i w dalszym ciągu wypowiada się na tematy, które nie leżą w jej kompetencji.
I druga sprawa – za Służbę Celną odpowiada Jan Vincent Rostowski – czekamy ma jego opinie.
Azrael
Najnowsze komentarze