Archive for the ‘Unia Europejska’ Category

Prezydentura środka

Posted 27 lut 2010 — by Azrael
Category Polityka, Rosja, Ukraina, Unia Europejska, demokracja

Wiktor Janukowycz został oficjalnie prezydentem Ukrainy. Na jego inaugurację do Kijowa przejechało ponad 100 przedstawicieli z całego Świata, ale nie było tego najbardziej oczekiwanego, czyli prezydenta Rosji, Dmitrija Miedwiediewa. Administrację Kremla reprezentował polityk średniego szczebla, co jak na zaszłości historyczne między tymi państwami, jest ważnym sygnałem. Tylko, że różnie jest on odczytywany. Jedni komentatorzy twierdzą, że jest to sygnał dla Ukrainy, ale i dla innych państw regionu, że Moskwa traktuje Janukowycza jak swego wasala, inni twierdzą, że jest to z kolei świadectwo tego, że Ukraina wychodzi ze sfery wpływów Rosji. Jak będzie naprawdę, okaże się w grudniu tego roku, kiedy znów będzie dyskutowana sprawa cen za gaz i jego przesył do Europy przez terytorium Ukrainy.

Nie sprawy stricte polityczne, nie polityka zagraniczna będą dla Janukowycza i dla przyszłości Ukrainy najważniejsze w najbliższych miesiącach i latach. Przez pięć lat, od czasu „Pomarańczowej Rewolucji” usiłowano Ukrainie z zewnątrz narzucić polityczną narrację, że najważniejszą sprawą dla kraju i Ukraińców jest to, aby stała się ona członkiem NATO i Unii Europejskiej, właśnie w takiej kolejności. Geostrategiczne i geopolityczne pomysły najbliższego sąsiada Ukrainy z zachodu, czyli Polski, były wmawiane rządzącym „pomarańczowym”, jako główny, zbawczy cel dla państwa i społeczeństwa ukraińskiego. Zostało to nałożone na wielowarstwowy konflikt pomiędzy poszczególnymi siłami politycznymi w obozie demokratycznym, jak również na relacje z „niebieskimi”, czyli Partią Regionów Wiktora Janukowycza. Rezultaty takiej polityki są takie, że Ukraina, zarówno jej obecna elita polityczna, jak i społeczeństwo nie widzi żadnych korzyści wejścia w struktury polityczne NATO, a co do Unii Europejskiej – rządy Julii Tymoszenko nie posunęły państwa ani o krok od strony prawnej, ekonomicznej i organizacyjnej ku strukturom unijnym.

Read More

Zadania polskiej polityki zagranicznej – przyczynek

Posted 11 gru 2009 — by Azrael
Category Niemcy, Polityka, Polska, Popaprańcy, Rosja, Unia Europejska

Czasem wydaje mi się, że moje poglądy na temat polskiej polityki zagranicznej i zadań Polski na najbliższe kilka lat mocno odbiegają od opinii tak zwanych autorytetów. Szczególnie, że te autorytety bardzo często wchodzą na poziom agregacji i abstrakcji tak wielkiej, i tak nie przystającej do bieżącej polityki naszych sąsiadów i całej Unii, że aż dziwne jest to, że znajdują one miejsce w debacie. Im większy poziom abstrakcji i oderwania od rzeczywistości, tym mniejsze możliwości przełożenia tego na język praktycznej polityki. Takim przykładem jest pseudonaukowy spór o tym, czy polska polityka powinna być prowadzona w duchu jagiellońskim, czy może piastowskim, ze wszystkimi tego rodzaju odniesieniami do czasów historycznych. Ma to takie znaczenie, jak rozpatrywanie znaczenia bitwy pod Kircholmem na nasze aktualne stosunki ze Sztokholmem…

Z tym większą przyjemnością wysłuchałem wczoraj opinii, które nie tylko są zbieżne z moimi, ale dodatkowo podbudowane są autorytetem i wiedzą na temat stosunków międzynarodowych. Wczoraj, w tak znienawidzonym przez obecnego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego PKiN odbyła się konferencja, „Polska w Unii Europejskiej 2009-2014. Wyzwania polityki wewnętrznej i zewnętrznej”, zorganizowana przez Ośrodek Badań nad Przyszłością Collegium Civitas, kierowany przez Edwina Bendyka, i przez europosła Wojciecha Olejniczaka, przy współpracy z Centrum Politycznych Analiz. W ramach konferencji odbyły się dwa panele, jeden dotyczący wyzwań polityki wewnętrznej, drugi natomiast wyzwań polityki zewnętrznej dla Polski w Unii Europejskiej 2009-2014. I  właśnie ten drugi panel, w którym udział wzięli Jerzy Szmajdziński – wicemarszałek Sejmu, Marek Siwiec – poseł do PE z ramienia SLD i profesor dr hab.  Wawrzyniec Konarski, politolog z SWPS i UW, wzbudził moje większe zainteresowanie . A opinie ostatniego panelisty były najciekawszą, przynajmniej dla mnie, wypowiedzią tego spotkania.

Read More

Traktat Lizboński, czyli zwycięstwo partii zagranicy

Posted 01 gru 2009 — by Azrael
Category Europa, Państwo, Polityka, Polska, Prawo, Społeczeństwo, Unia Europejska, demokracja

Od dnia dzisiejszego Polska jest jest już pod jurysdykcją Traktatu Lizbońskiego, zwanego też Traktatem Reformującym. To ważne przypomnienie, że TL nie jest dokumentem skończonym i pełnym, bez znajomości innych aktów prawnych i nie będzie pełny, bez przepisów wykonawczych, zarówno na szczeblu całej Unii Europejskiej, jak i poszczególnych państw.

Najważniejszą zmianą, jaką wprowadza Traktat Lizboński nie jest to, że wprowadzone zostają funkcje przewodniczącego Rady Europejskiej, zwanego (umownie) unijnym prezydentem, oraz wysokiego przedstawiciela ds. polityki zagranicznej i obronnej, zwanego ministrem spraw zagranicznych. To tylko symbole unijnej jedności, ale o znaczeniu dość ograniczonym. Dalej najważniejszą rolę będą odgrywały spotkania wszystkich przywódców unijnych, a w sferze realnej polityki, największą rolę będą ogrywali silni przywódcy silnych państw UE. I Polska tę możliwość poza formalnego oddziaływania na struktury Unii ma, pod warunkiem, że potrafi, po pierwsze, odbudować relacje i przywództwo w krajach regionu, po drugie, będzie potrafiła odbudować i wzmocnić relacje z Niemcami i Francją, a po trzecie – znormalizuje stosunki z Rosją. I przestanie się oglądać na Stany Zjednoczone.

Najważniejszą formalną zmianą w Unii Europejskiej jest to, że stanie się ona podmiotem prawa międzynarodowego (otrzyma osobowość prawną). Drugą ważną sprawą jest to, że wzrasta rola Parlamentu Europejskiego, a więc również jego szefa (Jerzego Buzka, który będzie sprawował swoją funkcję 2,5 roku – pół kadencji). To właśnie Europarlament będzie decydował o budżecie całej UE i poszczególnych stref aktywności, a także o polityce energetycznej, współpracy transgranicznej, ochronie danych osobowych – choć głos zatwierdzający będzie miała Komisja Europejska i zgromadzenie państw unijnych. Ale z kolei ograniczono w wielu wypadkach prawo veta.
Wbrew pozorom zwiększy się rola parlamentów poszczególnych państwa, które będą oceniać propozycje prawne, legislacyjne Komisji Europejskiej. I jeżeli ponad połowa parlamentów krajów unijnych wypowie się o projekcie negatywnie, projekt upadnie.

Read More

Nord Stream, czyli jak się nie robi biznesu

Posted 08 lis 2009 — by Azrael
Category Biznes, Polityka, Polska, Rosja, Unia Europejska

W jednym z materiałów przeczytanych w internecie znalazłem sformułowanie, że polska polityka zagraniczna była i jest w dalszym ciągu, niestety, podporządkowana „polskiej racji stanu”.

Ponieważ wszystkie zewnętrzne działania Polski, polityczne, gospodarcze i bezpieczeństwa, były prowadzone w imieniu i w interesie owej „racji stanu”, okazuje się, że tenże interes na wszystkich frontach jest co najmniej zagrożony.

Nord Stream, bałtycki gazociąg międzynarodowego konsorcjum (nie jest to już od dawna projekt tylko niemiecko-rosyjski) powstanie i będzie docelowo miał możliwość pompowania dwoma rurami 55 mld m3 gazu rocznie – o ile Rosjanie uruchomią nowe złoża syberyjskie, ale biorąc pod uwagę stabilizację na rynku surowcowym, będą mieli ku temu środki. Także z Unii Europejskiej. Wszystkie prawne i organizacyjne problemy, czyli zgoda państw skandynawskich, zostały w ciągu ostatnich tygodni usunięte. Ostatnie dwa kraje, Szwecja i Finlandia wyraziły zgodę na położenie rur na w swoich strefach ekonomicznych. I tylko pewne wątpliwości natury ekologicznej ze strony Estonii pozostają do wyjaśnienia.

Czy dopięcie projektu Nord Stream jest polską porażką, dlaczego polskie sprzeciwy, wysuwane od lat były tak nieskuteczne? Tak, jest to polska porażka, prestiżowa, dyplomatyczna i gospodarcza. Więcej – porażka, którą Polacy sami sobie zafundowali.

Przedstawiano ten projekt jako inicjatywę rosyjsko-niemiecką, o wyraźnym odcieniu politycznym, służącą tylko interesom tych dwóch państw. Jest to bzdura. Już w roku 2006 Parlament Europejski uznał, „że Nord Stream jest projektem infrastrukturalnym o szerokim politycznym i strategicznym wymiarze zarówno dla UE” (decyzja 1364/2006/WE).

i dalej

„biorąc pod uwagę rosnące uzależnienie UE od ograniczonej liczby źródeł energii, dostawców i szlaków transportowych, istotne jest wspieranie inicjatyw zmierzających do większej dywersyfikacji, zarówno geograficznej, jak i poprzez rozwój trwałych alternatyw”.

Read More

Europa odetchnęła

Posted 04 lis 2009 — by Azrael
Category Europa, Lech Kaczyński, Polityka, Społeczeństwo, Unia Europejska, demokracja

3. listopada 2009 roku to ważny dzień dla Unii Europejskiej i całej Europy. Choć nie jest to dzień świąteczny, ani radosny. Raczej dzień ulgi.

Dawid Cameron, lider brytyjskich konserwatystów, którzy najprawdopodobniej w czerwcu przyszłego roku wygrają wybory do Izby Gmin, zapowiedział, że nie zostanie rozpisane ogólno brytyjskie referendum w sprawie Traktatu Lizbońskiego. Uznał, że jest już „pozamiatane” i robienie sztucznej atmosfery walki o „niezależność” mija się z celem. Polscy eurosceptycy utracili ostatnią nadzieję na to, że tak przez nich wulgarnie określany „Eurokołchoz” się załamie. Nic z tego, ale przecież Cameron, według polskich standardów plasuje się na lewej stronie Platformy Obywatelskiej…

Koniec ponad 1,5 rocznej zabawy o ratyfikację i przyjęcie Traktatu Lizbońskiego odbył się formalnie w czeskiej Pradze, dokładnie o godzinie 15.00. Prezydent Vaclav Klaus, po decyzji czeskiego Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł zgodność Traktatu Lizbońskiego z czeską Konstytucją, podpisał dokumenty ratyfikacyjne. Choć uczynił to, jak zaznaczył to w swoim oświadczeniu, z ciężkim sercem, traktując decyzję czeskiego trybunału jako presję polityczną. Poddał się jednak prawnej procedurze, uznającej, że Traktat Lizboński za zgodny z czeską ustawą zasadniczą.

Wbrew niektórym opiniom, nie należy traktować sytuacji, w jakiej znalazł się Vaclav Klaus jako klęski. Czeski prezydent, nie tyle eurosceptyk, co polityk konsekwentny, stanowczy i niezmienny w swoich poglądach, uważał Traktat Lizboński za prawo ograniczające suwerenność jego kraju. Tu oczywiście konieczna by była szersza dyskusja, jakie korzyści, i jakie straty, z oddania części suwerenności i prawodawstwa na rzecz Unii Europejskiej są do przyjęcia dla danego narodu. Klaus uważał, że korzyści są niewspółmierne do strat – przeciwnie do większości swych rodaków. Ci sami Czesi jednak uznali jego szczerą postawę i bezkompromisową walkę o swoje wartości za godne poparcia. Ot, kolejny czeski paradoks… Choć mniejszy, niż zachowanie polskiego „kolegi” Klausa, Lecha Kaczyńskiego, który warunkował złożenie swojego podpisu ratyfikacyjnego… interesami Irlandczyków. Tam paradoks – tu, w Polsce, wykorzystanie TL do rozgrywek partyjnych i wyborczych braci Kaczyńskich.

Unia Europejska westchnęła, ale był to płytki oddech. W wyniku walki o ratyfikację Traktatu Lizbońskiego, słabych prezydencji czeskiej i szwedzkiej i oczywiście kryzysu ekonomicznego, Europa straciła 1,5 roku. Straciła dynamikę, siłę sprawczą dalszej integracji, stała się słabszym partnerem dla USA i Rosji. Ratyfikacja i przyjęcie TL (co nastąpi w dniu 1. grudnia) to początek nowej fazy integracji, nasilenie walki z kryzysem ekonomicznym, powołanie przewodniczącego Rady Europejskiej (już zwanego prezydentem…) i koordynatora polityki zagranicznej. Jednak nie nie formuły i nowe twarze administracji unijnej są tu najważniejsze.

Należy pamiętać, że wejście w życie TL wzmocni pozycję i rolę Parlamentu Europejskiego, dając mu przede wszystkim silne prerogatywy legislacyjne – dla 27. państw UE. Należy także pamiętać, że celem wprowadzenia traktatu jest usprawnienie działań instytucji unijnych. Te dwa elementy pozwolą na zwiększenie decyzyjności całej Unii Europejskiej, zarówno w sprawach polityki zagranicznej, jak i bezpieczeństwa, a przede wszystkim – gospodarki. Nie zapominajmy, że TL to dokument reformujący prawo istniejące w UE, a teraz dopiero przyjdzie czas na poważniejsze zmiany.

Europa jednak nie zostawiła wszystkich problemów za sobą – jest w dalszym ciągu na początku integracji. To zadanie na najbliższe ćwierć wieku.

Azrael

Życie po tarczy, czyli co dalej z polską polityką zagraniczną


Część Polaków, po wczorajszej decyzji administracji amerykańskiej o rezygnacji z instalacji na terenie Polski części systemu tarczy antyrakietowej obudziła się zapewne z wielkim kacem. To ci, którzy wierzyli, że nasze relacje specjalne ze Stanami Zjednoczonymi, z początku lat 90. ubiegłego wieku trwają i trwać będą, aż do zatracenia się w miłości. Ich wielkie ego, rozdęte iluzorycznym sojuszem, dostało od Amerykanów bolesnego kopniaka. Zasłużonego, bo za brak realizmu należy zapłacić – i powinno to boleć.
Inni, i jest ich większość, obudzili się z ulgą, że problem, który wisiał nad Polską i naszymi relacjami z sąsiadami, Niemcami, Rosją, ale także z Unią Europejską, niczym miecz (a nie tarcza…) Damoklesa – został usunięty. To realiści i pragmatycy polityczni, którzy zamiast wsłuchiwać się w bełkot amerykańskich konserwatystów, słuchali Zbigniewa Brzezińskiego. A on już od wielu, wielu miesięcy wspominał, że Polska jest tylko partnerem, ale nie strategicznym, a tak naprawdę dla USA i jej nowej administracji liczy się Europa jako blok państw, potem takie kraje, jak Niemcy, Wielka Brytania, Francja, równoważna im Rosja, a potem dopiero kraje Europy Wschodniej. Było wiadome już od 4 listopada ubiegłego roku, od dnia wyborów Obamy na 44. prezydenta USA, że temat tarczy, w takim wymiarze – umiera. Polska musi odłożyć swoje plany i rojenia bycia partnerem wyjątkowym, opierające się na tym, że 10 rakiet balistycznych i 300 amerykańskich żołnierzy pod Słupskiem czyni z nas mocarstwo regionalne. Przypominało to pozycję ratlerka, który myśli, że wyszczerzając jeden ząb, przestraszy doga – rosyjskiego doga. Bo przecież w podtekście instalacji systemu tarczy w Polsce i Czech stało przekonanie naszych polityków, że jest to narzędzie oddziaływania nie na Iran i Koreę Północną, ale na Rosję. Dlatego polski rząd podpisał kompromitujące dla naszego prestiżu, co widać po roku, porozumienie o instalacji systemów, z odchodzącą administrację republikańską USA.

Barack Obama powiedział na wczorajszej konferencji wyraźnie, dobitnie – dla Ameryki najważniejsze jest bezpieczeństwo jego terytorium, potem jego wojsk, na koniec – bezpieczeństwo partnerów politycznych. I amerykański prezydent przyjął, że drogą do realizacji tego projektu jest zmiana planów strategicznych i technicznych systemów antyrakietowych, z drogich i niesprawdzonych systemów stacjonarnych, na rozwiązania mobilne. Drugą stroną zmiany strategii jest kissingerowski model polityczny, polegający na układaniu się z mocnymi i szukanie z nimi porozumienia. Nawet kosztem oddania pewnych sfer wpływów i interesów. Dotyczy to także naszego rejonu, w kontekście współpracy USA z Rosją. Dla Obamy Europa jest warta tylko w przypadku, kiedy stanowi monolit polityczno- ekonomiczny, do tego współpracujący z Rosją. A główne interesy Amerykanów skupiają się w Azji i Ameryce Południowej.

Jest całkowicie jasne, że dla wyrównania relacji z Rosją i uzyskania jej wsparcia w sprawach konfliktów w Iranie, Iraku i Afganistanie, potrzebna jest pewna zapłata, pewne ustępstwa. Najwygodniejsze, a do tego oszczędzające środki budżetowe, okazało się zrezygnowanie z wątpliwego projektu tarczy. Co też uczyniono. I spotkało się to z pełną aprobatą NATO (wypowiedź szefa tej organizacji, AndersaFogh Rassmusena, nie pozostawiała żadnych wątpliwości), krajów Unii Europejskiej (Angela Merkel), i oczywiście Rosji. To wyraźny znak, że Polska i jej starania były traktowane w CAŁEJ Europie co najwyżej wstrzemięźliwie. Nie należy traktować tego tylko jako sukces Kremla – to tylko odbicie realizmu politycznego nowego porządku, jaki chce wprowadzić Barack Obama.
Zostawmy jednak już sprawy tarczy – zastanówmy się, jak powinna wyglądać polska polityka zagraniczna; Jak do tej pory polska polityka wspierana była iluzorycznym partnerstwem strategicznym ze Stanami Zjednoczonymi. Byliśmy jedynym krajem Świata, który uważał się za ważnego, strategicznego partnera, bez podpisanej żadnej umowy o gwarancjach bezpieczeństwa ze strony USA, bez umowy o programach wzmocnienia i unowocześnienia naszej armii. Tak, offset za „Jaszczębie”, F-16, pomoc logistyczna w Iraku i Afganistanie – ale to my per saldo dokładamy do tego interesu – finansowo, i jak się okazało wczoraj – prestiżowo. Warto się zastanowić, jak powinna wyglądać nasza polityka zagraniczna bez tarczy, czyli amerykańskiej parasolki…

Read More

Dyplomacja i racja stanu

Polityka zagraniczna i dyplomacja powinna być prowadzona przez jeden ośrodek władzy i wszystko to, co się dzieje w życiu politycznym państwa, powinno być kontrolowane i uzgadnianie ze służbami dyplomatycznymi. Niestety, w Polsce, gdzie zapisy konstytucyjne sankcjonują faktyczną dwuwładzę wykonawczą – jest to praktycznie niemożliwe do realizacji.
Jeżeli dodamy do tego trudną i kłótliwą kohabitację rządu i urzędu prezydenckiego, oraz wyjątkowo słabą pozycję polityczną samego ministra spraw zagranicznych, Radosława Sikorskiego – mamy do czynienia z sytuacją, że polska polityka nie jest nie tylko niespójna, ale również niezgodna z polskim interesem i racją stanu.

Urząd prezydencki prezentuje i prowadzi politykę zagraniczną, którą można nazwać autorską polityką Lecha Kaczyńskiego. Jest to polityka na dłuższą metę szkodliwą dla naszego kraju. Mandat społeczny Kaczyńskiego i jego stanowisko nie są wykorzystywane dla interesu Polski, lecz dla budowy własnej pozycji i realizowania planów politycznych, swoich i partii jego brata. Angażowanie się w awantury gruzińskie prezydenta Saakaszwilego, wspieranie Wiktora Juszczenki nie było polityką wspierania dążeń tych państw, lecz działania na rzecz określonych sił politycznych. To polityka, która już za moment, kiedy obaj zejdą ze sceny politycznej, skończy się dla Polski utratą pozycji w tych krajach. Przytoczone ostatnio informacje, że Lech Kaczyński spotkał się 20-krotnie z Juszczenką i ani razu z prezydentami Rosji, Putinem i Miedwiediewem, są wymowne i świadczą o tym, jakie są źródła i motywacje polityczne.

Kaczyński nie raz dawał upust swoim fobiom antyrosyjskim, warto wspomnieć tylko pyskówkę z Putinem na szczycie przywódców Unii Europejskiej, w Lahti, w roku 2006, czy przemówienia wiecowe w Tbilisi. Jego ostatnie wystąpienia w trakcie uroczystości na Westerplatte też niewiele miały wspólnego z dyplomacją – i interesem naszego kraju. To były raczej wystąpienia, jak słusznie zauważył to znany publicysta konserwatywny, JanEngelgard, wiecowego agitatora, partyjnego watażki, a nie prezydenta Polski.

Również zamieszanie wokół uchwały upamiętniające rocznicę wkroczenia Armii Czerwonej do Polski, wywołane przez Prawo i Sprawiedliwość i źle rozegrane przez Platformę Obywatelską, nie sprzyja naszym interesom w polityce zagranicznej.

Niestety, również działania Donalda Tuska i jego otoczenia, motywowane słupkami sondażowymi i przygotowaniami do kampanii prezydenckiej, nie są sprzyjające polskiej polityce zagranicznej. Traktowana jest ona jako funkcja polityki wewnętrznej, co w polskim przypadku oznacza rozgrywki partyjne i personalne pomiędzy kandydatami do fotela prezydenckiego.

Polska dyplomacja robiona jest, w sposób, gdzie gest przeważa nad sensem, słowa nad interesem, a korzyści z tego są żadne. Polskie zaangażowanie w Iraku osłabiło naszą pozycję w NATO, tak samo jak polskie umizgi do Amerykanów w sprawie tarczy antyrakietowej. Polska jest pasywna w polityce na rynku europejskim, silne państwa, takie jak Niemcy, Francja, czy Wielka Brytania i oczywiście – Rosja – nie liczą się z nami. Jedną z przyczyn jest to, że Lech Kaczyński nie złożył podpisu pod Traktatem Lizbońskim, a do tego jeszcze polska reprezentacja w Parlamencie Europejskim jest niespójna. Oznacza to, że ważne sprawy, na których nam zależy, czyli bezpieczeństwo energetyczne, czy budowa Nord Stream mogą pozostać poza naszą strefą wpływów.

Polska dyplomacja, jeżeli nie chcemy na stałe stać się marginesem Europy, powinna zostać gruntownie przemodelowana.

Azrael

Afganistan i polska dyplomacja

Posted 15 wrz 2009 — by Azrael
Category Państwo, Polityka, Polska, USA, Unia Europejska, demokracja, wojsko

Medialna i emocjonalna wypowiedź generała Waldemara Skrzypczaka, przy trumnie polskiego oficera poległego w Afganistanie ,otworzyła dyskusję na temat naszego udziału w misji w tym kraju, zaangażowania i perspektyw. Zostawmy na boku sprawy związane z obsługą polskiego kontyngentu, zaopatrzeniem w broń i zasadami jego działania, we współpracy z innymi wojskami NATO. Spójrzmy na to zagadnienie szerzej.

Wojna w Afganistanie, rozpoczęta amerykańskim atakiem, trwa już osiem lat. Sytuacja wewnętrzna, po początkowym okresie stabilizacji, tylko się pogarsza. Jest to bardzo podobne nie tyle do sytuacji, jaką chętnie się przywołuje, czyli do położenia Amerykanów w Wietnamie, lecz do okoliczności, w jakich znaleźli się Rosjanie, na przełomie lat 70. i 80. Wtedy też, po osadzeniu marionetkowego rząduBabraka Karmala, Rosjanie sądzili, że uda im się szybko opanować kraj i zaprowadzić w nim swoją wersję demokracji. Zakończyło się to wojną totalną i porażką ZSRR – która niewątpliwie miała wpływ na rozpad imperium…

Amerykanie i sprzymierzone wojska NATO są bliskie temu, aby doprowadzić do sytuacji, gdzie scenariusz wojny totalnej na podstawie porozumienia zwalczających i skłóconych lokalnych przywódców klanowych i etnicznych, został wprowadzony w życie. Władza starego/nowego prezydenta Hamida Karzaja ma bardzo kruche podstawy i jego wyborcze porozumienia z politykami regionalnymi, przywódcami różnych grup etnicznych, już praktycznie zanikają.

Amerykanie nie rozumiejąc specyfiki państwa klanowego i wieloetnicznego, próbowali zbudować w Afganistanie demokrację w stylu zachodnim, budując ją od głowy, a zadanie to zlecając wojskowym. Jak słusznie już od lat zauważa Prof. dr hab. Stanisław Koziej konieczna jest zmiana strategii natowskiej w tym regionie, nie tylko wobec Afganistanu, ale również wobec Pakistanu. Najobszerniej swoje stanowisko w tej sprawie generał Koziej przedstawił w trakcie referatu, wygłoszonego na konferencji zorganizowanej przez UMCS, w kwietniu tego roku („Główne wyzwania strategiczne wobec NATO”, http://www.koziej.pl/index.php?pid=6)

Read More

Gradacja zbrodni

Posted 11 wrz 2009 — by Azrael
Category Etyka, Państwo, Polityka, Polska, Sejm, Społeczeństwo, Unia Europejska, demokracja

Polacy są narodem wybranym; To już jest wiadome od czasów Adma Mickiewicza i „Dziadów”. Jako „Chrystus Narodów” to My jesteśmy tymi, którzy wycierpieli najwięcej i najwięcej nam się należy. Należy nam się zawsze pokłon i przyznanie racji, nawet kiedy obiektywne zapisy mówią co innego.

Stefan Niesiołowski ma język szybszy niż myśl, a w przypadku kiedy w grę wchodzi sprawa związana z PiS i Kaczyńskim, mózg ewidentnie mu staje w pozycji stand by. Kiedy wchodzi w zwarcie, przestaje się kontrolować. Marszałek stwierdził w wywiadzie dla „Dziennika”, pytany, dlaczego nie można się zgodzić na to, aby w treści uchwały dotyczącej 17 września 1939 r znalazł się zapis mówiący o tym, że w Katyniu doszło doludobójstwa, o co starał się PiS, że to jest nieprawdą - „To była zbrodnia wojenna. Ludobójstwo to jest zagłada narodu. W historii do tej pory były dwa ludobójstwa: Holokaust i Wielki Głód na Ukrainie. Mord w Katyniu to było coś zupełnie innego”.

Stefan Niesiołowski oczywiście się pomylił; zbrodni ludobójstwa, według standardów konwencji ONZ z roku 1948, było w historii Świata dużo więcej, że przypomnę tylko rzezie Ormian, Wandeę, podbicie z krzyżem w rękach Ameryki Południowej, zagładę Indian i Aborygenów, czy z ostatnich czasów – Rwandę. Co do zbrodni katyńskiej – sytuacja jest niejasna.

Read More

Polska A i Polska B

Posted 15 lip 2009 — by Azrael
Category Europa, Państwo, Polityka, Polska, Popaprańcy, Unia Europejska, demokracja

Dobrze, że głosowania nad dwoma polskimi kandydatami do prezydium Parlamentu Europejskiego, Jerzym Buzkiem i Michałem Kamińskim odbyły się wczoraj, w ciągu jednego dnia.

Jerzy Buzek został wybrany na przewodniczącego PE 555. głosami, co jest ponoć najlepszym wynikiem od roku 1979. Tak, oczywiście, ten wynik jest symbolem Unii Europejskiej CAŁEJ Europy, a nie kontynentu podzielonego na „starych” i „nowych”.

Stanowisko szefa parlamentu 27 krajów jest nie tylko prestiżowe, ale mające również kolosalne znaczenie polityczne. To trzecia osoba w Unii Europejskiej, po szefie Komisji Europejskiej i szefie kraju prezydencji. To stanowisko władzy, a nie tylko statystowania, szef PE jest uczestnikiem najważniejszych spotkań i ustaleń. I rola przewodniczącego PE, może już za pół roku, kiedy być może wejdzie w życie Traktat Lizboński, jeszcze wzrośnie.

Jerzy Buzek będzie miał trudne zadanie, ponieważ problemy Europy, w dobie kryzysu ekonomicznego i marazmu, a także, na co wskazują wyniki wyborcze, dające dużą ilość miejsc w PE partiom skrajnym, a wręcz eurosceptycznym, stawiają przed nim nowe wyzwani. I to nie tylko kwestie samej integracji państw, ale również sprawy związane z odbudowaniem więzi i relacji społeczeństw – to zadania najważniejsze. Nie przez przypadek Buzek w swoim przemówieniu inauguracyjnym nawiązał do Wielkiej Rewolucji Francuskiej („Wolność, równość i braterstwo, każde z tych słów wciąż brzmi silnie w dzisiejszej UE”), jak i zaakcentował przywiązanie do praw człowieka.

Read More

Pusta rura Nabucco

Posted 14 lip 2009 — by Azrael
Category Biznes, Polityka, Rosja, Unia Europejska, demokracja

Wszystko odbyło się zgodnie z unijnymi standardami biurokratycznymi;

W poniedziałek, w Ankarze, z wielka pompą podpisano porozumienie o budowie gazociągu Nabucco. Porozumienie podpisały cztery kraje Unii Europejskiej, przez które rura ma przebiegać, czyli Bułgaria, Rumunia, Węgry i Austria, oraz Turcja. Na sali był szef Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso, a także Micheil Saakaszwili, z Gruzji, i premier Iraku Nuri al-Maliki.

Powinniśmy się cieszyć, my, Europejczycy. Oto powstaje instalacja gazowa, która ma uniezależnić dużą cześć Europy od dostaw gazu rosyjskiego. Instalacja, która nie tylko zdywersyfikuje dostawy dla dużej części Europy, będzie nie tylko przedsięwzięciem handlowym, ale również będzie elementem strategii unijnej, w dziedzinie bezpieczeństwa energetycznego. Tak przynajmniej jest to przedstawiane, tak to określił w swoim wystąpieniu Barroso. Tylko że w całej sprawie jest ale, i to nie jedno “ale”, lecz cały katalog wątpliwości.

Po pierwsze – rura, nie dość, że dopiero w budowie, to jeszcze dodatkowo “pusta” kontraktami gazowymi z dostawcami. Wprawdzie Irak, Syria i Egipt zgłosiły chęć wpompowania swojego gazu do gazociągu, a także taką deklarację złożył Turkmenistan, ale nikt, jak do tej pory nie złożył formalnego, wiążącego biznesowo podpisu pod żadną umową dostaw.

Wspomniane kraje mogą być dostawcami, ale z różnych przyczyn, kontrakty z nimi obarczone mogą być dużym ryzykiem. Irak, jak wiadomo, jest krajem w dalszym ciągu raczej wojennym, a do tego gazociąg będzie przebiegał przez tereny etniczne Kurdów, w związku z tym koszty zabezpieczenia tego kontraktu, i biznesowe i fizyczne, mogą uczynić sprawę całkowicie nieopłacalną. Turkmenistan, i owszem, jest krajem stabilnym, ale pozostającym w dalszym ciągu w sferze rosyjskich wpływów. I może w każdym momencie zmienić opcję, a Rosjanie nie będą zasypywać gruszek w popiele. Podobna sytuacja jest z dwoma innymi krajami, potencjalnymi dostawcami, czyli Azerbejdżanem i Kazachstanem, dysponującymi olbrzymimi złożami gazu. I one, owszem mogą gaz dostarczać, ale na warunkach rynkowych… określanych przez rosyjskie kontrakty.

Read More

Polityka celów

Posted 10 lip 2009 — by Azrael
Category Polityka, Polska, Rosja, USA, Unia Europejska, demokracja, tarcza antyrakietowa

Komentarze po wizycie prezydenta Baracka Obamy w Moskwie są dość skrajne. Od opinii, że była to wizyta przełomowa, podobna do spotkania Michaiła Gorbaczowa i Ronalda Reagana w Reykjaviku, w roku 1986, aż do sformułowań, że właściwie w nic tak wielkiego się nie stało, a spotkania z Putinem i Miedwiediewem mają znacznie głównie dla podniesienia prestiżu upadającego imperium postsowieckiego.

Analizy politologiczne mają to do siebie, że daje się je zweryfikować ex post dopiero po jakimś czasie, więc nie ma sensu rozpatrywać tego w obecnej chwili. Spotkanie trzydniowe w Moskwie nie było na pewno kurtuazyjne, lecz było początkiem ważnego procesu, być może takiego, który zaważy na całym wieku.

Bezspornym faktem jest to, że Amerykanie swoje cele polityczne osiągnęli, Rosjanie natomiast – liczą, że te cele, jakie sobie założyli – osiągną. I to jest właśnie prawidłowe pojmowanie polityki zagranicznej – przez pryzmat stawianych sobie celów.

Amerykanie, niezależnie od głębokiego kryzysu ekonomicznego i problemów wewnętrznych, prowadzą dalej politykę zagraniczną o charakterze globalnym, w wymiarze strategicznym. Rosjanie natomiast prowadzą w tej chwili już politykę regionalną, dotyczącą swego kraju i jego otoczenia azjatyckiego i europejskiego. Warto to brać pod uwagę, że Rosjanom zależy na zachowaniu swojej stanu posiadania i swojego zakresu wpływów na kraje WNP, natomiast amerykańska polityka zagraniczna, prowadzona w kontekście bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych, musi być prowadzona, i tak się dzieje, w skali całego globu. Rosjanie do takiego poziomu agregacji polityki już nie wrócą nigdy, natomiast Amerykanie już nigdy nie narzucą Światu swojej wizji politycznej. Układ dwubiegunowy, USA – Związek Radziecki, po roku 1989 zamienił się w układ najpierw jednobiegunowy, z USA jako hegemonem, obecnie zdąża znów do układu wielobiegunowego – USA, Wschód (Chiny – Japonia – Indie), Europa+Rosja, reszta Świata.

Read More

Tulenie sukcesu do piersi

Posted 02 lip 2009 — by Azrael
Category Polityka, Polska, Społeczeństwo, Unia Europejska, demokracja

Nie rozumiem tego wiecznego gęgania, że Lech Kaczyński nie podpisuje Traktatu Lizbońskiego. Brak zrozumienia dla motywów jego działania, niekoniecznie wynikających z kalkulacji politycznych, lecz raczej z pewnych uwarunkowań psychologicznych, świadczy po raz kolejny, że Pana Prezydenta naród nie kocha, nie rozumie i się z nim nie łączy – na dobre i na złe.

Niemcy właśnie powiedzieli, głosem ichniejszego Trybunału Konstytucyjnego, że Traktat Lizboński jest zgodny z Konstytucją RFN, ale prezydent Horst Köhler stwierdził, że nie podpisze dokumentów ratyfikacyjnych, ponieważ Bundestag musi dostosować swoje prawne prerogatywy do akceptowania wynikających z niego przepisów rangi niższej. Ma to zwiększyć prerogatywy Bundestagu, który decyzje rządu na szczytach unijnych musi najpierw wesprzeć konkretnymi swoimi aprobatami.

Tak naprawdę ten wyrok dotyczy kwestii wewnętrznej polityki legislacyjnej RFN, ale u nas już znaleźli się fachowcy, z nurtu przeciwników TL, którzy sugerują, że Lech Kaczyński do swej argumentacji, że jego ręka do podpisania dokumentów ratyfikacyjnych może zostać uruchomiona przez lud Irlandii, może dołożyć “bardzo silny” argument natury prawnej – tym razem niemiecki. Bo jeżeli niemiecki parlament ma takie wątpliwości, to przecież nasz “strażnik” praworządności też może mieć wątpliwości. Aż dziw, że jeszcze Michał Kamiński, czy inny erudyta, Szczygło, nie namówili Kaczyńskiego do wystosowania pisma do polskiego Trybunału Konstytucyjnego… choć przecież to nie leży w prerogatywach jego stanowiska, lecz parlamentu.

Read More

Tarcza w Rosji

Nie wiem, czy sekretarz obrony USA, Robert Gates sobie „chlapnął” czy wyszedł przed szereg, czyli swego szefa, prezydenta Baraka Obamę, ale jego wtorkowe wystąpienie w amerykańskim Senacie poruszyło lawinę. Lawinę spekulacji, domysłów, wystąpień, dementi… Otóż szef Pentagonu stwierdził, że Moskwa i Waszyngton poważnie rozpatrują możliwość instalacji systemów tarczy antyrakietowej bezpośrednio na terytorium Rosji…

Nastąpiła konsternacja, a jak pisze moskiewski „Kommersant”, nawet zamieszanie w MSZ Rosji. I wcale się nie dziwię, ponieważ każdy kto zna Rosję, wie, że zagadnienia bezpieczeństwa Rosji i nadzór nad siłami zbrojnymi, jest w rękach Kremla, czyli urzędu prezydenckiego, a ten jak wiadomo, sprawuje Dmitrij Miedwiediew. Gates natomiast omawiał sprawę z premierem Władimirem Putinem. Dlatego też resorty, które są w gestii Miedwiediewa, ministerstwo spraw zagranicznych i ministerstwo obrony, wstrzymały się od komentarzy. To bardzo symptomatyczne, a jednocześnie pokazujące, że spójność rosyjskiej polityki, współpraca dwóch organów władzy, prezydenta i premiera, nie jest najlepsza. Daleko jej wprawdzie do gier i zabawa Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska, lecz też nie jest za ciekawie.

Propozycja, czy plan Gatesa ma kolosalne znaczenie, z czego niewielu komentatorów zdaje sobie sprawę. Warto pamiętać, że NATO, które głównym elementem są wojska i wpływy amerykańskie, był związkiem obronnym wobec wrogiego Układu Warszawskiego, gdzie rządzili Rosjanie. I wojska Federacji Rosyjskiej są spadkobiercą tego układu zbrojnego. Dlatego też propozycja rozmieszczenie elementów tarczy antyrakietowej na terytorium Rosji, a co za tym idzie – również stacjonowanie na tym obszarze żołnierzy amerykańskich, to istna rewolucja. Nie ma co tego nawet porównywać do wspólnych jednostek wojskowych Francji i Niemiec, czy integracji systemów obronnych państwa Unii.

Kilkanaście tygodni temu pisałem, że wcześniej, czy później MUSI nastąpić współpraca w dziedzinie obronności NATO i Rosji. Taka jest po prostu logika działania w ramach Europy, gdzie Rosja MUSI, z powodów bezpieczeństwa (w tym energetycznego) zostać wciągnięta w obszar polityczny Unii Europejskiej. Awantura kaukaska, konflikt Rosji z Gruzją, a także niestabilna sytuacja na Ukrainie, potencjalnym kandydacie do NATO, tylko, wbrew sceptykom, przyśpieszyły ten proces.

Jednak głównym powodem podjęcia poważniej dyskusji o wspólnym obszarze bezpieczeństwa rakietowego Rosji i USA jest nowa polityka administracji demokratycznej Baracka Obamy. W przeciwieństwie do swoich poprzedników, Barack Obama nie czeka na swoją drugą kadencję, aby dokonać historycznych osiągnięć, przejść do historii, lecz pragnie ważne sprawy załatwić jak najszybciej. Read More

Varia powyborcze

Wyniki znane, jak widać dla większości komentatorów i polityków – nie specjalnie zaskakujące. Nikt nie poniósł miażdżącej porażki (poza sztucznie dmuchanym Libertasem), nikt nie wygrał tak, jak marzył. Jednym słowem, niespodzianek nie ma.

Ważniejsze jest przełożenie wyników tych wyborów na polską scenę polityczną. Dominująca pozycja Platformy Obywatelskiej, i to w momencie niemalże połowy kadencji Sejmu i w czasie kryzysu ekonomicznego, czym straszą i PiS i SLD – to wynik znakomity. Wybory uznali, że rządy sprawowane przez PO, ich styl i zawartość im odpowiadają. I z tego powodu PO może się cieszyć, jak również może się cieszyć jej lider, Donald Tusk. Premier już spokojnie może się zacząć przygotowywać do kampanii prezydenckiej.

PiS pozostaje największą partią opozycyjną, co nie znaczy, że jest silną opozycją. Biorąc pod uwagę procentowy wynik, koalicja PO – PSL ma miażdżącą przewagę. Widać to było wczoraj, po minie Jarosława Kaczyńskiego, dla którego właśnie krajowa scena polityczna jest najważniejsza. PiS nie jest już żadną alternatywą dla PO, więcej, biorąc pod uwagę rozkład społeczny głosów (wyborcy starsi, gorzej sytuowani) partia ta będzie traciła elektorat. PiS jest w podobnej sytuacji, co jeszcze do niedawna SLD. „Nie jest źle” Jarosława Kaczyńskiego, wypowiedziane na gorąco do kamery w sztabie wyborczym, tak naprawdę oznacza, że nie jest – i nie będzie – lepiej.

SLD uzyskała więcej mandatów, niż pięć lat wcześniej, jednak to także porażka. Trzecie miejsce to zachowanie status quo z przed lat dwóch – i wynik nie gwarantujący progresji. Zasmucający jest wynik PdP – Centrolewicy Dariusza Rosatiego i Marka Borowskiego. Czas, aby panowie oddalili się na pozycje „moralnych autorytetów”… a odbudowę lewicy, tej o rysie socjaldemokratycznym, zostawili innym.

Na scenie krajowej najwięcej na wynikach wyborów skorzystał…Paweł Piskorski i jego nowych wehikuł polityczny, Stronnictwo Demokratyczne. Piskorski, słusznie, zajął się odbudową substancji i organizacji partii, przygotowuje się w długim marszu do wyborów parlamentarnych i samorządowych, a nie wykluczone, że również wystawi własnego kandydata w wyborach prezydenckich. Zależy, kto zostanie polskim komisarzem w Komisji Europejskiej. Szykują się w najbliższym czasie fuzje tej partii z innymi, a także transfery osób o ciekawych nazwiskach. SD ma szansę być w przyszłości… trzecią siłą polityczną.

Smaczki kampanii, to wynik wyborów w Stanach Zjednoczonych, gdzie PiS wygrał, i to z wynikiem ponad 70%. To smutne, nasi rodacy żyją w świecie alternatywnym, i patrząc na ostatnie wyniki wyborów prezydenckich w USA, na upadek konserwatystów, można już się dowiedzieć, dlaczego polska Polonia nie liczy się na scenie politycznej w tamtym kraju.

Libertas, który był ciągnięty za uszy i ogon przez TVFarfał, osiągnął wynik kompromitujący – a jego działacze, panowie Zawisza, Grabowski, czy Podkański zapewne skończą żywot polityczny. Podobnie jest, mam nadzieję, z Samoobroną.

Zasmucający jest wynik wyborów w Małopolsce. Zwycięstwo ułomnego intelektualnie Zbigniewa Ziobro, który ani politycznie, ani merytorycznie i językowo nie jest przygotowany do posłowania w Parlamencie Europejskim, to znak, że krakowski konserwatyzm i poczucie smaku mocno się zdewaluowały.

Azrael

P.S. - Dodatkiem do artykułu jest nagranie, które można obejrzeć pod tym adresem - Komentarz video Azraela

Wybory jednak bez niespodzianki

Posted 07 cze 2009 — by Azrael
Category Państwo, PiS, Platforma, Polityka, Polska, Społeczeństwo, Unia Europejska, demokracja

Jest kilkanaście minut po godzinie 22.00, 7. czerwca. Wybory się zakończyły, nie było poważnych powodów, aby ciszę wyborczą i same wybory zostały przedłużone, a niepoważne powody Państwowa Komisja Wyborcza potraktowała jak należy.

Znamy już bardzo przybliżony wynik frekwencyjny, i mniej niż konkretne wyniki wyborów, procentowe. Dokładny podział mandatów będzie jednak znany dopiero rano, kiedy będą znane wyniki z ponad 90% komisji obwodowych. Niestety, żadna telewizja, zawsze tak chętna do wyprzedzenia konkurencji nie zdobyła się na zrobienie profesjonalnych badań (exit poll) przed lokalami wyborczymi. Sondaż zrobiony na zlecenie TVN24, przez agencję SMG/KRC był sondażem telefonicznym, choć na dużej liczbie respondentów – ponad 60.000.

Frekwencja była wyższa niż pięć lat temu, ale jest to jeden z najgorszych wyników w całej Unii Europejskiej. I oznacza to, że nie tylko polscy politycy nie mają zaufania wyborców krajowych, ale również to, że ich mandat w Parlamencie Europejskim nie jest zbyt mocny. Jest w tym paradoks, ponieważ polskie społeczeństwo we wszystkich sondażach uchodzi za bardzo proeuropejskie, natomiast z drugiej strony nie potrafią realizować swojego prawa wyborczego. Wydaje się, że głównym tego powodami tego jest to, że politycy nie położyli należnego nacisku na edukację, na przedstawienie zadań, roli i znaczenia PE. Ale głównym powodem jest po prostu dramatycznie niski poziom zaufania do polskich polityków. Kampania wyborcza, nakręcana przez media w stronę prostej nawalanki, na pewno kosztowała kilka, być może kilkanaście procent frekwencyjnych. A frekwencja w całej Unii Europejskiej wyniosła ponad 43%. W Polsce tylko 27,4%

Czy wyniki są niespodzianką? Nie, potwierdzają się sondaże z ostatnich dni, choć można powiedzieć, że niedoszacowano jednak Prawa i Sprawiedliwości.

Wyniki z godziny 22.00 (według TVN24) 45,3 – 24 mandaty, PiS 29,5 – 16 mandatów, SLD 12% – 6 mandatów, PSL – 7,9 – 4 mandaty. Zobaczymy, jak będzie o poranku. Najważniejsze będzie, kto nie wszedł, na dziś, na godzinę 22.18 – widać, że PE może być bez Wojciecha Olejniczaka i Janusza Piechocińskiego

Azrael

PS – dla chętnych – otwarty jest chat – zielony banner z boku strony. Kto chce pogadać – zapraszam

Czytanki (nie)oszołomów – Lothian

Taki dziś wyjątkowy dzień – w związku z tym wpis niecodzienny – jeden ze stałych komentatorów, emigrant, ale związany emocjonalnie z Polską – Lothian.

Oto jego refleksje wyborcze

——————

Wybory na emigracji.

Wróciłem właśnie z konsulatu i prawie na gorąco piszę te słowa. Trzy dni temu oddałem swój głos na proeuropejską listę w Wielkiej Brytanii. Dziś zrobiłem to samo w Konsulacie RP w Edynburgu. Głos swój oddałem na opcję, dla której silna Polska, polska racja stanu jest nierozerwalnie związana z silną i mocno zitegrowaną Europą. Przy każdej okazji powtarzam, że nie stać nas, jako społeczeństwa, na wysyłanie do Brukseli ksenofobów, którzy będą prowadzić rozbijackie podchody w tym gremium. Rozwój mojego Kraju jest ściśle związany z rozwojem EU. Unia bez Polski sobie poradzi, Polska bez Unii nigdy. Tą prawdę pokazują ostatnie pięć lat. Nie trzeba być wielkim ekonomistą, by zauważyć, że dziś, w dobie kryzysu nie moglibyśmy nawet marzyć o w miarę stabilnej gospodarce bez unijnych dopłat i pieniędzy napływających do kraju od nas, emigrantów, które zasilają budżety domowe tysięcy polskich rodzin. Warto w tym miejscu wspomnieć o setkach, a nawet tysiącach miast i miasteczek, że ich budżety nie wytrzymałyby próby czasu bez unijnego dofinansowania inwestycji, które w tym czasie zrealizowano. To, co do tej pory tam zrobiono, bez funduszy z EU trwałoby dziesiątki lat kosztem wielu wyrzeczeń. Tego nie da się oderwać od naszego członkostwa w Unii. Read More

Cisza dla refleksji

To, że cisza wyborcza, w takim wymiarze, czyli od godziny 24.00 w piątek, aż do niedzielnego wieczoru, godziny zamknięcia lokali wyborczych, nie ma sensu, kiedy system obiegu informacji tak uległ zmianie – jest chyba już dla wszystkich jasne, przynajmniej dla tych, którzy wiedzą, co oznacza słowo „internet”.

Okazuje się jednak, że nie dla Ferdynanda Rymarza, szefa Państwowej Komisji Wyborczej, który w wywiadzie dla „Gazety Prawnej” stwierdził;

„Informacje wyborcze zawieszone w internecie do piątku są legalne, ale osoby zamieszczające informacje wyborcze na stronach internetowych po godzinie 24 w piątek podlegają tej samej karze co osoby ukarane za rozrzucanie ulotek.”

Proste stwierdzenie pana Rymarza tylko komplikuje sprawę. Bo, jeżeli zamieszczę na swojej stronie internetowej, blogu, który zresztą jest na amerykańskim serwerze, agitkę wyborczą, to złamię ciszę wyborczą, czy nie? Wszak nie jestem przecież wydawcą bloga, a jedynie osobą prywatną. A jeszcze inaczej sprawa wygląda, jeżeli zamieszczę tylko link do strony, na której taki sondaż się znajduje. A czy, jeżeli zamieszczę, w formie cytatu wypowiedź kandydata na posła PE, zamieszczoną w czwartek, na innej stronie, nawołującą do głosowania na niego, to jak? Ustawa zostanie złamana, czy nie?

Cóż, uważam, że prawo do wypowiedzi, czyli inaczej mówiąc, konstytucyjne prawo obywatela do głoszenia swoich poglądów, jest przez ciszę wyborczą gwałcone. Art. 54 Konstytucji RP mówi;

Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

Jednocześnie artykuł 49 mówi, co następuje;

Zapewnia się wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się. Ich ograniczenie może nastąpić jedynie w przypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony.

Możemy przyjąć, że cisza wyborcza łamie nasze prawa obywatelskie, konstytucyjne, swobody głoszenia poglądów i zakazu komunikacji.

W krajach o utrwalonej demokracji pojęcie ciszy wyborczej występuje dość rzadko, jest nie do pomyślenia w USA.

Myślę, że powinien powstać ruch obywatelski, który by zmienił ten bzdurny przepis.

Z drugiej jednak strony ta cisza pozwala refleksyjnie na spojrzenie na minione kilka tygodni. Na kampanię o Niemcach, o Eryce Steinbach, o aktoreczce, co zmieniła preferencje, o niezależnych stoczniowcach, panu prezydentowi, co nie wspierał nikogo, a już na pewno nie kandydatów patriotycznej partii swego brata, o kulturze polemik i dyskusji („Herr Zalewski”), o tym, że znów czas, pieniądze zostały wrzucone w błoto…

Może jednak warto pójść, ponieważ takich dwóch, co kiedyś chciało kraść księżyc, dziś przymierza się do gwiazdek na unijnej fladze…

Azrael

Na kogo głosować, i dlaczego nie na PiS

Posted 05 cze 2009 — by Azrael
Category Państwo, PiS, Platforma, Polityka, Polska, Prawo, Unia Europejska, demokracja, wybory

Zbliża się koniec kampanii krajowej do Parlamentu Europejskiego. Piszę specjalnie, że to była kampania krajowa, ponieważ o tym, jak funkcjonuje PE i jakie są tam zadania naszych przedstawicieli, szary obywatel, skazany tylko na prasę codzienną i telewizję, nie miał szans się dowiedzieć. Dodatkowo, ci, którzy przyzwyczajeni są do telewizji narodowej, zwanej publiczną, a ostatnio -TVFarfał – mogli pomyśleć, że w wyborach liczy się głównie PO, PiS… i Libertas…

Jeżeli ktoś się jednak chciał czegoś dowiedzieć, to jednak mógł to uczynić, chodząc na te spotkania, które odbywały się bez kamer, i na których kandydaci, ci z pierwszych miejsc na listach, mogli ze sobą podyskutować. Chyba, że są z Małopolski i zamierzają głosować na PiS i jego gwiazdę, Zbigniewa Ziobro. Od niego o roli i zadaniach PE, nie mówiąc o programie samego kandydata, nic się dowiedzieć nie można było, i podejrzewam, że nawet chłosta by nie pomogła. Po prostu, Pan ZZ idzie do PE po immunitet i po szmal – a także po władzę w PiS. Tak, on już rozpoczął długi marsz do przejęcia schedy po bliźniakach z Żoliborza… Przeszkodzić może mu tylko prokuratura.

Co do innych kandydatów – na pewno można było znaleźć perełki, jak choćby ci polscy europarlamentarzyści, którzy starają się nie wyjeżdżać z Brukseli i Strasbourga, i kandydują po raz wtóry. Jest ich wielu, nie będę nikogo wskazywał personalnie. Sam się o tym przekonałem, robiąc wywiady i rozmawiając osobiście z kilkoma kandydatami -m.in. Januszem Piechocińskim i Dariuszem Rosatim.

Kampania była nudna. Szczególnie właśnie ta w mediach. Reklamy były na żenującym poziomie, przaśne i puste, spoty reklamowe – w większości również „nieświeże” i skierowane w stronę przeciwników politycznych, a nie wyborców. To świadczy tylko o tym, że spece od marketingu politycznego, PR mają raczej grube karki, a nie silnie rozwinięte zwoje mózgowe, bo łatwiej jest im operować cepem, niż polityczną ewangelią, pokazującą dobrą stronę naszego uczestnictwa w Unii Europejskiej i konieczność, a także imperatyw społeczny aktu głosowania w niedzielę 7 czerwca. A potem jest załamywanie rąk, że frekwencja tak znikoma. A Polacy chcą pozytywnego przekazu, co pokazała społeczna inicjatywa obywatelskiego świętowania czerwcowych wyborów, tych z roku 1989.

Read More

Wywiady polityczne Azraela – Dariusz Rosati

Posted 02 cze 2009 — by Azrael
Category Państwo, Polityka, Polska, Unia Europejska, lewica, wybory

W cyklu wywiadów politycznych, dziś prof. Dariusz Rosati. Także kandydat do Parlamentu Europejskiego, z listy Centrolewicy. Rosati jest jednym z pomysłodawców i twórców Poro umienia dla Przyszłości, ruchu politycznego, którego ideą jest w przyszłości budowa nowej formacji socjaldemokratycznej.

Wywiad, jak poprzedni, z posłem PSL, Januszem Piechocińskim, poświęcony jest niedzielnym wyborom do PE, 7 czerwca.

Rosati

[audio http://dl.getdropbox.com/u/812661/DRosati%20%281%29.mp3]

Krótki wyciąg z biogramu prof. Dariusza Rosatiego (za Wikipedią)

Dariusz Kajetan Rosati (ur. 8 sierpnia 1946 w Radomiu) – polski ekonomista i polityk, były minister spraw zagranicznych, od 2004 poseł do Parlamentu Europejskiego.
Absolwent XXII Liceum Ogólnokształcącego im. Jose Marti w Warszawie. Ukończył studia na Wydziale Handlu Zagranicznego Szkoły Głównej Planowania i Statystyki.
Po uzyskaniu tytułu zawodowego magistra nauk ekonomicznych w 1969 rozpoczął pracę w SGPiS jako asystent. W 1973 obronił pracę doktorską, w 1978 uzyskał stopień doktora habilitowanego nauk ekonomicznych. W 1990 otrzymał tytuł naukowy profesora nauk ekonomicznych. Specjalizuje się w dziedzinie polityki makroekonomicznej, integracji europejskiej, finansów i handlu międzynarodowego.

W latach 1970-1990 odbył szereg stażów krajowych i zagranicznych, m.in. we Francji, w Wielkiej Brytanii, w USA i na Węgrzech. Był wielokrotnie ekspertem organizacji międzynarodowych (UNIDO, Bank Światowy, Komisja Europejska, Międzynarodowa Organizacja Pracy). W latach 1986-1987 był profesorem wizytującym na Uniwersytecie w Princeton w USA. W 1985 założył i zajmował stanowisko dyrektora Instytutu Gospodarki Światowej w SGPiS, a następnie dyrektora Instytutu Koniunktur i Cen Handlu Zagranicznego.

W latach 1966-1990 należał do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Od 1987 do 1990 uczestniczył w pracach Komisji ds. Reformy Gospodarczej, a w latach 1988-1989 był członkiem zespołu doradców ekonomicznych Prezesa Rady Ministrów.

Na przełomie lat 80. i 90. był jednym z członków rady nadzorczej FOZZ. W latach 1991-1995 pracował w Europejskiej Komisji Gospodarczej ONZ w Genewie jako szef sekcji krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Od 1994 do 1997 zasiadał w Radzie Strategii Gospodarczej przy Radzie Ministrów.

Od grudnia 1995 do października 1997 zajmował stanowisko ministra spraw zagranicznych, od 1998 do 2004 zasiadał w Radzie Polityki Pieniężnej I kadencji. Od maja 2003 do września 2005 pełnił funkcję rektora Wyższej Szkoły Handlu i Prawa im. Ryszarda Łazarskiego w Warszawie.

Jest członkiem Komitetu Nauk Ekonomicznych PAN (od 1999), Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego (od 1969), a także European Economic Association i European Association of Comparative Economc Studies. W latach 1998-2001 zasiadał w radzie nadzorczej International Exchange Program (IREX) w Waszyngtonie. W 2001 został członkiem grupy doradców ekonomicznych Przewodniczącego Komisji Europejskiej Romano Prodiego. Do maja 2006 zasiadał radzie nadzorczej Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych. Autor ponad 250 prac naukowych (w tym pięciu książek) wydanych w języku polskim, angielskim, rosyjskim i innych.

Azrael

* Materiał dźwiękowy przygotowany dla Studia Opinii