
Dziś, na godzinę 15.30 – można powiedzieć – osiągnęliśmy sukces na szczycie Unii Europejskiej w Brukseli.
Tak przynajmniej twierdzą komentatorzy zbliżenie do rządu.
Zaszachowaliśmy ich – propozycja utrzymania systemu nicejskiego do 2020 roku, a potem „jakoś się zobaczy”.
Czyli – gra na przeczekanie, i chytre uśmieszki i działania.
Bo popatrzmy – kasa dla nas, w myśl ustaleń z zeszłego roku – leci do 2013 roku – bez problemu. Jest w dalszym ciągu utrzymane veto, więc jakby się coś nam fundamentalnie nie podobało – to zawsze się będzie można zrejtanić w Brukseli albo i w Strasburgu. Prace zjednoczeniowe – zostaną wstrzymane i już nikt nie będzie ważył się nam wchrzaniać z prawem unijnym do naszych rozwiązań. I to co najważniejsze – dalej będziemy się czuli jak 27/29 Niemca… bo o to chodzi.
Tylko, że jednego w tym polska delegacja nie bierze pod uwagę. Że propozycja ta niczego, dokładnie niczego nie rozwiązuje, ani nie jest pragmatycznym rozwiązaniem, ani nie jest wzmocnieniem pozycji Polski.
Kaczyński i Fotyga – zamiast siedzieć i czekać, przyjmować, rozmawiać i czekać, kiwać głową i czekać – zaczęli się wdawać w jakieś idiotyczne dyskusje alternatywne. Ponoć w Brukseli jest 50 polskich specjalistów, prawników, matematyków i informatyków – którzy liczą, sprawdzają i doradzają.
Co i komu?
Jeżeli to jest rozgrywka na to, że do 2020 roku Unia przestanie istnieć, jak sugeruje pewien domorosły analityk – kretyn, a tandem Kaczyński/Fotyga wykazuje się dalekowzrocznością godną Nostradamusa – to znaczy, że wszyscy inni, naokoło są schizofrenikami, a tylko wspomniana dwójka ma jasne, przejrzyste, długofalowe spojrzenie. .
Rząd i sprzyjające im media – zresztą nie tylko sprzyjające – rozpętały histerię pod nazwą – „walka o pierwiastek”. Wszyscy temu ulegli.
A tu nie chodzi o „pierwiastek”, ale o to, jak ma wyglądać i wokół jakich spraw ma się toczyć dyskusja o przyszłości federacji europejskiej.
Polsce powinno zależeć tylko na jednym – na układzie zero jedynkowym, polegającym na tym, że wprowadzamy temat systemu głosowania i ważenia głosów do mandatu negocjacyjnego komisji międzyrządowej.
Nie żadna wojna – lecz próba rozpoczęcia merytorycznej dyskusji o zasadach partnerstwa w Unii.
Kto mógłby być naszym przyjacielem w takim rozumieniu negocjacji?
Niemcy, Francja, Hiszpania, Włochy… wszyscy – oprócz Wielkiej Brytanii.
Ale do tego jest konieczne jedno – przewartościowanie naszego, pardon, rządu spojrzenia na Unię jako wspólnotę. Polska potrzebuje Unii – bo jako państwo słabe – tylko na współpracy z Unią może zyskać.
Zwycięstwo jest bliskie. Po polskie veto, jeżeli nastąpi – będzie zwycięstwem państw i jedności Unii.
Jeżeli propozycja Polski o włączeniu naszego wniosku do mandatu negocjacyjnego zakończy się powodzeniem – to będzie to zwycięstwo całej Unii.
Każdy kompromis – na który się zanosi – będzie porażką.
Na razie jest dobrze – bo jeszcze nie zakończyły się negocjacje…
Ale tak naprawdę – słuchając doniesień i czytając informacje agencyjne – pewnie będzie porażka, którą zaraz propaganda będzie szlifować na diament zwycięstwa.
A to tylko będzie Jablonex, chyba, że Czesi też go nam zabiorą…
Azrael
Najnowsze komentarze