Bez zmian

Kilka dni temu „Rzeczpospolita” i „Gazeta Polska Codziennie” podały, jako sensację, że z odsłuchanych taśm z rejestratorów samolotu Tu 154M wynika, że generała Andrzeja Błasika w kabinie pilotów tuż przed katastrofą smoleńską nie było. Ma to oznaczać, że nie było nacisków na pilotów, aby lądowali za wszelką cenę. Na podstawie tych informacji, jakie wyciekły z prokuratury, najprawdopodobniej przy udziale adwokatów rodzin smoleńskich, zaczęto budować nową narrację. Brzmi ona – raport komisji ministra Millera (Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego) jest z gruntu fałszywy, należy powołać nową, najlepiej międzynarodową.

Dziś odbyła się konferencja prasowa prokuratury, prowadzona przez prokuratora generalnego, Andrzeja Seremeta. Omówił on sprawy śledztwa smoleńskiego, swojej wizyty w Rosji, rozmów z rosyjską prokuraturą. Ale dziennikarze czekali na potwierdzenie swoich rewelacji. I doczekali się – rzeczywiście, słowa do tej pory przypisywane generałowi Błasikowi, odczytane ze stenogramów przez biegłych z Krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych imienia J. Sehna, zostały faktycznie wypowiedziane przez kogoś innego – członka załogi, drugiego pilota, mjr Roberta Grzywę. Prokuratura stwierdziła, że nie może podać dowodów, że w ostatniej fazie lotu Błasik był w kokpicie samolotu, podawał komendy, lub odczyty przyrządów i wywierał nacisk na załogę, aby ta lądowała w warunkach niedozwolonych (a takie były w dniu 10 kwietnia 2010 roku). Odczyty laboratorium krakowskiego przyporządkowały – uwaga – wszystkie odczytane i rozpoznane głosy konkretnym komendom i rozmowom. Ale są również w stenogramach głosy i frazy, których przyporządkować się nie da. Oznacza to, że obecności generała Błasika w kabinie pilotów wykluczyć nie można. Prokurator Ireneusz Szeląg podał jeszcze jedną ważną informację – kopie taśm znajdujące się w Polsce są zgodne w 100% z oryginałami z rejestratorów samolotu, a oryginały po katastrofie nie podlegały żadnym zabiegom. Oznacza to, że kopie taśm i ich stenogramy mogą być zaliczone jako dowód w postępowaniu prokuratorskim.

Continue Reading →

Układanka prokuratorska

Ma rację były minister sprawiedliwości poprzedniego rządu, Krzysztof Kwiatkowski, że to, co stało za desperackim czynem płk. Mikołaja Przybyła, prokuratora okręgowego prokuratury wojskowej w Poznaniu, musi wyjaśnić prokurator Andrzej Seremet. To leży nie tylko w interesie całej prokuratury, jej części wojskowej, ale przede wszystkim dotyczy jego wizerunku.

Płk. Przybył w swoim wystąpieniu przedstawił prokuraturę wojskową jako twierdzę niezależności, która jest poddawana naciskom i manipulacjom. Niedwuznacznie oskarżył prokuratora generalnego, że używając instrumentów będących w jego dyspozycji (prokuratur cywilnych), paraliżuje postępowania prowadzone przez prokuraturę poznańską. Wskazał, że może chodzić o sprawy związane z postępowaniami związanymi z korupcją w wojsku. Planowana reorganizacja prokuratury wojskowej (włączenie jej w struktury prokuratury cywilnej) miałaby oznaczać próby zamiecenia pod dywan korupcji na najwyższych szczeblach wojska, także w MON-ie.

Drugim elementem miałoby by być wykorzystywanie dziennikarzy śledczych do bezpośredniej walki z płk. Przybyłem, w kontekście prowadzonego przez niego śledztwa w sprawie przekazywania informacji przez prokuratora cywilnego, Marka Pasionka. W tej sprawie jest kilka zagadnień. Pierwszym z nich jest przekazywanie informacji i szczegółów śledztwa smoleńskiego przez Pasionka dziennikarzom i agentom służb amerykańskich. To postępowanie, wszczęte na wniosek szefa prokuratury wojskowej, generała Krzysztofa Parulskiego, zostało przez prokuraturę cywilną umorzone. Niektóre źródła informują, że stało się to na skutek wyraźnych nacisków naszych amerykańskich sojuszników, którzy nie lubią być zamieszani w takie sprawy. Drugi problem, to oskarżenia wysuwane pod adresem samego płk. Przybyła i jego zespołu, że w sposób nieuprawniony domagał się billingów i treści sms-ów dziennikarzy, którzy z Pasionkiem rozmawiali. Oba te zagadnienia łączy osoba prokuratora generalnego, Andrzeja Seremeta. To on umarza śledztwo przeciwko Pasionkowi i to on nie stanął po stronie prokuratury wojskowej w sprawie billingów i sms. Wręcz wygląda na to, że chce wykorzystać nadarzająca się okazję do podporządkowania sobie prokuratury wojskowej.

Continue Reading →

Teksty nadesłane – 16. grudnia

 

Irak – zmierzch iluzji

 

Do napisania tego artykułu zainspirowało mnie niedawne wystąpienie prezydenta USA – Baraka Obamy, w którym ogłosił on zakończenie zaangażowania amerykańskich sił zbrojnych w Iraku. Co oczywiście nie jest do końca prawdą, tzw. doradcy wojskowi, cywilni, a pewnie i jakaś grupa jednostek specjalnych, pozostanie w tym kraju, aby wspierać odbudowujące się z mozołem rządowe siły – armię i policję, a pewnie i służby wywiadu, stanowiąc nawet „wsparcie” dla rządu irackiego.

Wycofanie się US Army i US Marine Corps było możliwe dzięki krwawym i kosztownym kampaniom z lat 2007-2008 roku. Wtedy to amerykańskie siły zbrojne przetrąciły kręgosłup al-Kaidzie w Iraku. Przede wszystkim Amerykanie w toku tych kampanii na tyle spacyfikowali sunnitów i szyitów, że oba odłamy Islamu obecnie ograniczają się do terrorystycznych ataków bombowych i pojedynczych aktów terroru wobec siebie, rezygnując z toczenia praktycznie otwartej wojny domowej, co miało miejsce przed rokiem 2007. Przywódcy Stanów Zjednoczonych uznali, że osiągnięty stan umożliwia wycofanie się z tej wojny – bardzo kosztownej wojny, prowadzonej przez kraj będący w trudnej sytuacji ekonomicznej.

Jeśli chodzi o aspekt militarny, to patrząc na całą perspektywę konfliktu, trzeba przyznać, że amerykańskie siły zbrojne odniosły sukces. Wbrew twierdzeniom wielu, że nie da się militarnie pokonać ruchu oporu w miastach oraz partyzantki na obszarach wiejskich, Amerykanie tego dokonali. Osiągnięto to dzięki zastosowaniu odpowiedniej taktyki i zmianie wyposażenia dostosowanego do działań asymetrycznych. Warto jednak podkreślić, że było to niezwykle kosztowne działanie, którego efekty nie od razu były widoczne.

Jednak mimo niezaprzeczalnego sukcesu militarnego – USA przegrały faktycznie tę wojnę. Sukces militarny przeszedł za późno – o co najmniej 3-4 lata. Koszty wojny – polityczne, gospodarcze, strategiczne daleko bardziej przekroczyły zakładane u progu inwazji korzyści. Mówimy tu o zakładanych zyskach wynikających z militarnego obalenia reżimu i pociągającej tym samym, zmiany układu sił na Bliskim Wschodzie. Właściwe, to szczerze mówiąc, trudno dostrzec jakieś sensowne proporcje zysków wobec ogromu strat jakie na wielu płaszczyznach poniosły Stany Zjednoczone, w wyniku rozpętania i prowadzenia tej wojny przez 8 lat.

Zacznijmy od strat – Po stronie amerykańskiej znalazłem oficjalną liczbę 4 486 zabitych i 32 226 ciężko rannych, do tego należy doliczyć szacunkowo 100 -120 tysięcy zabitych Irakijczyków. Wymienione liczby niekoniecznie mogą obrazować poziom rzeczywistych strat. Nie jest tajemnicą, że administracja USA w swych oficjalnych wykazach nagminnie pomija straty poniesione przez jednostki specjalne, agencje wywiadowcze oraz personel cywilny. Poziom strat poniesionych przez tą ostatnią grupę ma istotne znaczenie dla ustalenia rzeczywistego bilansu, bowiem personel cywilny miał niebagatelne znaczenie, jeśli chodzi o zaangażowanie USA w Iraku. Nie jest tajemnicą, że spora część logistyki amerykańskich sił zbrojnych w Iraku była oparta na firmach cywilnych. Co więcej, siły cywilne same prowadziły działania zbrojne, robiąc to nieraz na dużą skalę. Najlepszym w tym względzie przykładem jest sławna firma Black Water, mająca w Iraku dziesiątki tysięcy uzbrojonych po zęby „pracowników”, którzy ginęli w Faludży, Mosulu czy Bagdadzie – wśród nich byli też byli żołnierze polskiego Gromu.

Jeśli chodzi o straty obywateli Iraku, tutaj dane są jeszcze bardziej szacunkowe. Najczęściej powtarza się liczba 100 – 120 tysięcy zabitych. Jednak można znaleźć jeszcze wyższe dane szacunkowe, sięgające aż do miliona – co moim zdaniem jest raczej ideologicznym (czyt. antyamerykańskim) przegięciem. Ustalenie poziomu rzeczywistej liczby zabitych Irakijczyków jest niemożliwe, wobec słabej organizacji tamtejszego społeczeństwa oraz faktu toczenia się regularnej wojny domowej. Zmaganiom wojennym towarzyszyła także olbrzymia przestępczoś
oraz masowe migracje całych grup z terenów objętych wojną i czystkami religijnymi, co miało miejsce na północy Iraku – z powodu czystek etnicznych dokonywanych przez Kurdów i Sunnitów.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 10. grudnia

Dwóch socjalistów

 

Amerykanie maja prawo domagania się Nowego Nacjonalizmu, bez którego nie mogą mieć nadziei aby poradzić sobie z nowymi problemami. Nowy Nacjonalizm stawia na miejscu pierwszym dobro narodu, a niego osobiste dobra pojedynczych jednostek

Teddy Roosevelt

Prezydent USA, Teddy Roosevelt, był tym dzięki któremu Amerykanie maja „social security” czyli rentę państwową, programy socjalne wspomagające biednych i bezrobotnych, jak również zmiany dotyczącą praw kobiet oraz dzieci zmuszanych do pracy. Roosevelt wygłosił przemowę, podczas której zaproponował „New Nationalism” czyli „Nowy Nacjonalizm”, system umożliwiający każdemu obywatelowi USA równe prawa oraz możliwość polepszenia sytuacji ekonomicznej. Prawie sto lat później, prezydent Obama wzorując się na Teddy Roosevelcie zaapelował z podobnym przesłaniem.

To co zrobił Roosevelt zmieniło Amerykę oraz system polityczny tego kraju. Roosevelt uważał, że system polityczny USA nie powinien być zależny od specjalnych uprzywilejowanych grup społecznych, często skorumpowanych i kierujących się tylko profitami, a nie dobrem narodu. Według niego prawdziwy konserwatysta służy narodowi i nie jest niewolnikiem tego co posiada. Brak efektywnego rządu kreuje grupę uprzywilejowanych i bogatych ludzi, których celem jest zwiększenie ich dóbr, raniąc przy tym resztę społeczeństwa. Senatorzy oraz kongresmeni reprezentujący naród powinni pracować na rzecz mniej uprzywilejowanych i mieć zawsze na uwadze dobro publiczne.

Niestety, w USA ci którzy obecnie maja reprezentować naród zapomnieli kogo praw powinni bronic. Demokraci i Republikanie nie potrafią znaleźć wspólnego jerzyka, który w polityce jest najważniejszy aby osiągnąć jakikolwiek cel. Republikanie domagają się ciec w podatkach, ale tylko dla klasy najbogatszych. Ich cel to zniszczenie Prezydenta Obamy, którego nazwali Antychrystem. Według Republikanów każdy z grupy Gingrich, Romney, Bachman, Santorum, Paul byłby lepszy niż prezydent Obama. Nawet diabeł byłby lepszym prezydentem. Zapomnieli , że to ich prezydent i ich partia pozwoliła na deregulację rynku finansowego, bankrutując kraj oraz przyczyniając się do problemów USA i wielu krajów europejskich. Z odejściem Obamy nagle wszystko się zmieni. Tak od razu, gdyż Obama to Antychryst, który chce odebrać bogatym to co sobie ciężko zarobili. Nie ważne, że Prezydent Obama tak jak i Teddy Roosevelt propaguje zmiany społeczne. Chrześcijańska Ameryka nie akceptuje gejów, praw kobiet, biednych czy chorych. Antychrysta trzeba się pozbyć zanim rozda wszystko i stworzy socjalizm w Ameryce. 14% Amerykanów wierzy, że Prezydent Obama jest Antychrystem. Polowa Republikanów uważa za to, że jest socjalistą.

Continue Reading →

Polacy w Kosowie

Jerzy Miller, minister spraw wewnętrznych i administracji, oraz Tomasz Siemoniak, minister obrony narodowej odwiedzili Kosowo. Spotkali się tam z polskimi policjantami, pełniącymi służbę na północy Kosowa, przy granicy z Serbią, a także z polskimi żołnierzami, pełniącymi służbę w ramach XXIV zmiany w ramach PKW KFOR. Ministrów podejmowali ppłk Henryk Bartosewicz, dowódca PKW KFOR i podinsp. Tomasz Miciukiewicz, dowódca jednostki specjalnej policji. Delegacja odwiedziła Kwaterę główną KFOR w Prisztinie, ,gdzie została przyjęta gen. dyw. Erhard Drewsa i misję Unii Europejskiej EULEX, gdzie odbyło się spotkanie z jej szefem, Xavierem Bout de Marnhac. Cześć delegacji wojskowej udała się następnie do bazy amerykańskiej, „Camp Bondsteel”, gdzie stacjonuje polski PKW. Minister Miller udał się natomiast w rejon graniczny z Serbią, gdzie w lipcu tego roku doszło do starć pomiędzy polskimi policjantami, żołnierzami, a Serbami. Spalono wtedy policyjny punkt kontrolny, doszło do strzelaniny, w której zginął jeden policjant kosowarski.

W Kosowie jesteśmy obecni od wielu lat, w tej chwili stacjonuje tam ponad 120 policjantów i ponad 220 żołnierzy. Czy nasze uczestnictwo jest tam konieczne? Oto co mówi ppłk. Bartosewicz.

Prawda jednak jest taka, że polska obecność w Kosowie podyktowana jest głównie względami politycznymi. Wyraźnie zaznaczył to min. Jerzy Miller:

„Uczestniczymy w misjach międzynarodowych, przynależność do Unii i NATO zobowiązuje, aby w tych misjach uczestniczyć czynnie. Po drugie, jeżeli dwa jedyne przejścia graniczne między Kosowem i Serbią od kilku miesięcy są niedostępne z powodu blokady dróg, trudno uznać tę sytuację za optymistyczną. Widać, że Kosowo wymaga pomocy międzynarodowej”. Minister Siemoniak zauważył natomiast, że to, że wewnątrz Kosowa i na jego granicach jest bezpiecznie, wynika z tego, że jest w niej KFOR i działają misje takie, jak EULEX. Możliwość wycofania polskich policjantów i żołnierzy.

Ciekawsze opinie wygłaszają jednak wysokiej rangi oficerowie wojska i policji, oczywiście nieoficjalnie, kiedy rozmawia się z nimi o zasadności pobytu sił stabilizacyjnych w Kosowie i dalszej tego perspektywie. Dominuje pogląd, że dalsze nasz tam uczestnictwo nie przynosi żadnych korzyści. Negatywnie oceniane są też perspektywy dalszego funkcjonowania Kosowa, ponieważ jest to państwo tak naprawdę kadłubowe, pozostające pod wpływem i kontrolą różnego rodzaju podejrzanych sił. Korupcja, a przede wszystkim przemyt, także narkotykowy, jest tu na pierwszym planie. I patronat NATO i UE jest w tej sytuacji co najmniej dwuznaczny. Pytanie, czy oddanie kontroli nad granicami Serbom, oczywiście po ich przyjęciu do Unii Europejskiej, jest dobrym rozwiązaniem. Kosowo, twór jednak dość sztuczny, będzie jako protektorat UE sprawiał jeszcze długo poważne problemy.

 

Azrael

W Ghazni

Szybka podróż, intensywna, niecałe dwie doby, raczej bardziej kurtuazyjna i obowiązkowa, niż merytoryczna. Ale ważna. Tomasz Siemoniak, minister Obrony Narodowej w odchodzącym rządzie i być może w następnym, odwiedził Ghazni, podstawową i największą bazę Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie. Przyczyną była przejęcie obowiązków przez generała Piotra Błazeusza, dowódcę X zmiany PKW (swego czasu najmłodszego generała w polskiej armii…).

Do Ghazni obok ministra Siemoniaka udali się między innymi Stanisław Koziej, szef BBN, gen. broni Edward Gruszka, dowódca operacyjny Sił Zbrojnych, sekretarz stanu, Jacek Cichocki, szefowie służb specjalnych. W cieniu, ale nie najmniej ważnym członkiem delegacji był emeryt, radca ministerialny, gen. Waldemar Skrzypczak. Generał doradza i prowadzi przez meandry wojskowe, co nie jest łatwe. Jest jednocześnie polisą dla ministra wobec żołnierzy i gwarancją, że przepływ informacji między nimi, a ministerstwem nie będzie zakłócany.

Continue Reading →

Demokracja od tyłu

Od momentu, kiedy państwa Zachodu postanowiły uporządkować na nowo relacje z Północną Afryką, czyli także dostęp do źródeł surowców, los Muammara Kaddafiego był przesądzony. Od dnia, kiedy NATO i Amerykanie postanowili przetestować nowy system i rozpoznania i dowodzenia w powietrzu średniego szczebla – los przywódcy Libii był przypieczętowany. Od kiedy „wypróbowani” przyjaciele, Nicolas Sarkozy i Silvio Berlusconi odwrócili się od niego – wiadomo było, że śmierć jego jest nieunikniona. A los satrapów we własnej ojczyźnie często jest podobny, że przywołam tylko Saddama Husseina i Nicolae Ceausescu.

Tak, po operetkowym, ale równocześnie krwawym Kaddafim nikt nie płacze. Ani jego naród, ani dawni i nowi sprzymierzeńcy. Warto jedna pamiętać, że przywódca Libijskiej Arabskiej Dżamahirji był swego czasu przyjacielem Związku Radzieckiego i państw (także arabskich) z nim powiązanych. Potem stał się wrogiem Zachodu, pierwszym terrorystą świata. Kiedy jednak okazało się, że istnieje inny terroryzm, Al Kaida, Kaddafi stał się znów przyjacielem. Tym bardziej, że zasobnym ropą. Pułkownik przez ponad 40 lat swoich rządów kłócił i godził się ze wszystkimi na około, aspirował do przywództwa arabskiego, był ścigany amerykańskimi bombami, a następnie witany z honorami. Wewnątrz kraju rządził żelazną ręką, trzymającą wieloplemienne państwo w całości, pieniędzmi i przywilejami z ropy, a korupcja była ograniczona do jego klanu. To on i jego rodzina byli władzą, beneficjentami i instytucjami państwa.

Tylko naiwni mogą sądzić, że Kaddafiego obalił lud libijski. Dokonali tego jego byli współpracownicy, którzy w odpowiednim momencie poczuli wiatr wiosennej rewolucji tunezyjskiej i idący za nią płomień w Egipcie, Syrii, Jemenie. Tunezja przeprowadza pierwsze wolne wybory, które będą miernikiem tego, czy standardy demokratyczne, te zachodnie, zostaną zaszczepione w pierwszym kraju arabskim. Czy rząd zostanie powołany, czy będzie realna opozycja, czy będą wolne media i czy za jakiś czas znów jakiś major lub pułkownik nie postanowi przerwać chaosu i korupcji. Ale Tunezja to państwo dość jednolite, do tego mające doświadczenia i wsparcie Francji. Libia, państwo wielu plemion i klanów, zamieszkałe przez Arabów i Berberów, może nie przetrwać do wyborów, zapowiadanych przez władze tymczasowe za 8 miesięcy.

Zabójstwo Kaddafiego to klasyczna śmierć XXI wieku. Przed kamerą telefonu komórkowego, bez sądu, z wyjącym uzbrojonym tłumem. Bez sądu, bez osądzenia win. Mogłoby się okazać przecież, że nie uda się Kaddafiego zakneblować, a miałby on chyba dużo więcej do powiedzenia przed trybunałem, niż Saddam. Będą protesty, ale szybko o nich zapomnimy, a na twarzach zachodnich przywódców zagości błogi spokój. A miejsce Kaddafiego zajmie inny przywódca, o którym za kilka lat w zaciszu gabinetów Brukseli, Rzymu, Waszyngtonu będzie się spokojnie mówiło, że „może to i sukinsyn, ale nasz…”. Tylko na ulicach Benghazi i Trypolisu wszystko pozostanie po staremu…

 

Azrael

Zapiski zza Atlantyku – 17. września

Top Secret

Ameryka po 9/11 to kraj podupadły, zarówno ekonomicznie, jak i moralnie. To również kraj zaostrzonego bezpieczeństwa oraz teorii dotyczących przeróżnych konspiracji. Amerykanie nie byli przygotowani na skutki jaki tamten atak wykreował w USA. Po 9/11 USA to kraj składający się z organizacji zajmujących się działalnością tzw. Top Secret. Tak naprawdę to nikt nie wie ile pieniędzy kosztuje utrzymanie oraz działalność osób zajmujących się bezpieczeństwem. Według rządu byłego prezydenta George W. Busha, USA miało do czynienia z wrogiem, którego nie rozumiało i dlatego biliony dolarów zostały wydane na obie wojny oraz przedsięwzięcia skierowane na wykrywanie siatek terrorystycznych na terenie USA. Według raportu Washington Post, USA ma ogromną liczbę organizacji, które często wykonują te same zadania. 51 organizacji federalnych sprawdza przepływy pieniędzy od, i do organizacji terrorystycznych. Społeczeństwo nie wie na co pieniądze są wydawane, gdyż wszystkie działania związane z terroryzmem oraz obroną kraju są sklasyfikowane jako tajne. Oprócz tych organizacji, rząd byłego prezydenta George W. Busha postanowił wynająć prywatnych kontraktorów zajmujących się łapaniem i eliminowaniem niebezpiecznych osób, płacąc za to ogromne sumy pieniężne. Kontraktorzy bez skrupułów wykonują zadania powierzone im przez rząd, który jeżeli coś się nie uda obarcza za błędy kontraktorów. Dodatkowo, utworzone organizacje, JSOC, tzw. zjednoczone siły operacyjne, które przeprowadzają więcej operacji anty-terrorystycznych niż CIA. JSOC to organizacja zajmująca się uwalnianiem zakładników oraz pozbywaniem się terrorystów. Jest to dobrze rozwinięta maszyna do zabijania, bardzo efektywna. Operuje w małych grupach, łapiąc i eliminując terrorystów. Za czasów prezydenta Busha, Kongres nie był informowany o działalności JSOC. Prezydent Obama zmienił to, nakazując JSOC aby informowało Kongres o swoich poczynaniach.

Akcje przeprowadzane przez JSOC są efektywne. Jakkolwiek negatywne skutki działalności JSOC oraz prywatnych kontraktorów są również duże. Często podczas akcji giną cywile i to powoduje nienawiść do USA. Kiedy USA w żałobie obchodziło 9/11, w Afganistanie ludzie świętowali.
Amerykanie żądają cięć w budżecie rządu, ale nikt nie chce nawet tknąć tajnych operacji zajmujących się wykrywaniem terroryzmu.

Continue Reading →

Żołnierze, stało się…

Katastrofa smoleńska i związany z nią raport komisji państwowej Jerzego Millera będą jednym z głównych elementów kampanii wyborczej, która dziś formalnie się zaczyna. Dziś, ponieważ prezydent Bronisław Komorowski oficjalnie podał termin wyborów parlamentarnych.

Raport komisji Millera jednak nie tylko dlatego, że Prawo i Sprawiedliwość wykorzysta odniesienia do niego ma wymiar polityczny. Im uważniej się mu przyjrzeć i skonfrontować z raportem MAK, tym wyraźniej widać, że choć kładziono w komentarzach nacisk na jego bezstronną formułę i merytoryczną zawartość, od politycznych konotacji nie da się uciec. Już sam fakt, że jest on oparty o takie same materiały (choć poddane własnej analizie) jak raport komisji Tatiany Anodiny, narzuca konieczność interpretacji. Sam w sobie jest polemiką z rosyjskimi tezami, a dodatkowo to wrażenie zostało wzmocnione przez moskiewską konferencję – recenzję – MAK-u i polskie komentarze do niej. Polscy politycy i dziennikarze stwierdzili, że ta konferencja obraża Polaków, postponuje honor polskiego żołnierza i, oczywiście niesłusznie, broni rosyjskich kontrolerów lotu i ich dysponentów. Pomijając polityków Prawa i Sprawiedliwości, dla których już oba raporty, polski i rosyjski, są niewystarczające i kłamliwe, warto jednak zastanowić się nad tym, czy przypadkiem na pół wojskowa komisja Millera nie działa w interesie wojska – wbrew faktom.

Continue Reading →

Polityczny apolityczny raport

Raport komisji Jerzego Millera nie kończy jej pracy, co wyraźnie zapowiedział Donald Tusk na konferencji prasowej. Jeżeli pojawią się nowe dokumenty, fakty – komisja podejmie prace na nowo. Komisja nie zakończyła również swojej pracy w sensie dokumentacyjnym – w połowie sierpnia powinien zostać przedstawiony protokół z jej prac, liczący ponad 1500 stron. Znajdą się w nim rozszerzone wersje załączników, a także cześć materiałów źródłowych.

Raport wykluczył dwie sprawy – przynajmniej formalnie. Nie było zamachu i związanej z tym destrukcji samolotu przed upadkiem na ziemię, nie było również nacisków bezpośrednich na załogę Tu 154M, choć była zapewne presja podjęcia próby lądowania. Skoczyły swój żywot wszelkie teorie spiskowe, lansowane wprost przez środowiska „Gazety Polskiej” i Radia Maryja, będące podstawą i paliwem działalności komisji sejmowej Antoniego Macierewicza. Nie oznacza to jednak, że te teorie nie będą funkcjonować dalej. Tak samo, jak nigdy nie zakończa żywota legendy miejskie, tak również teorie zamachu, dwóch samolotów, sztucznej mgły będą w obiegu. Mitomanów w polskim internecie jest wystarczająca ilość, zawsze znajdzie się „lekki” piórem i umysłem drugi Leszek Szymowski…

Opracowanie komisji Millera nie jest dokumentem śledczym, lecz badaniem. Nie określa ono winnych i nie zajmuje się przegotowaniem aktu oskarżenia. Jest jednak cennym dokumentem dla prokuratur, rosyjskiej i polskiej i jako taki będzie brany pod uwagę, nie tylko jako materiał uzupełniający, ale również jak wskazówka dla dalszego procedowania. Komisja ministra Millera wskazała przyczyny katastrofy, po stronie polskiej i rosyjskiej, skupiając się na organizacji lotu, jego przygotowaniu, przebiegu, do momentu upadku samolotu. Nie zajmowała się odpowiedzialnością polityczną, nie zajmowała się również tym, co działo się później. Braki w wyszkoleniu, skutkujące tragicznymi błędami załogi, zlekceważenie procedur, skandaliczny stan infrastruktury lotniska smoleńskiego, który był podstawa błędów kontrolerów rosyjskich – wszystko to przy zaistnieniu ekstremalnych warunków pogodowych musiało doprowadzić do katastrofy. Raport, bardzo merytoryczny, ekspercki, ma jednak wymiar polityczny, ponieważ jest polemiką z raportem MAK Tatiany Anodiny. Opierając się o te same materiały i badania, zespół Millera doszedł do podobnych wniosków co winy po stronie polskiej, ale zgoła inaczej przedstawił sprawę współodpowiedzialności Rosjan.

Continue Reading →

Czytanki (nie)oszołomów – 26 lipca

Czasem na swoim blogu robię przedruki z innych blogów, tych, z którymi jest mi po drodze. Czasem, choć dużo rzadziej, udostępniam swój blog gościom, nawet, jeżeli się z nimi nie zgadzam, a z Piotrem mamy diametralnie różne osądy konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Ale szanuję wszystkie (prawie…) poglądy, a Piotr Chmielarz jest dodatkowo jednym z najdłużej obecnych gości mojego bloga. Oto jest jego materiał…

————————————————————————————————————————————————————

Piotr Chmielarz: „Świat się śmieje, czyli o „frajerach” z flotylli wolności płynących do Gazy”

 

Świat się śmieje, śmieją się bankierzy z tych, których oszukali, którzy stracili dorobek życia na ich machinacjach, które doprowadziły do wielkiego kryzysu zdając sobie sprawę, że nikt ich nie tknie najwyżej jakaś drobna płotka w rodzaju Bernarda Maddoffa zostanie skazana w procesie sądowym.

Śmieją się nafciarze amerykańscy w końcu udało im się zdobyć pola ropy w Iraku z naiwniaków, którzy uwierzyli w to, że w wojnie Iraku chodziło o jakąś tam broń masowego rażenia jakieś tam wyzwolenie narodu irackiego a przecież szykują się już nowe korzystne perspektywy w Libii tym razem zrealizowane rękami tubylców, którzy wykonają czarną robotę. Potem cóż murzyn zrobił swoje murzyn może odejść pokaże się im miejsce.

Śmieją się prezydent Barack Obama i były prezydent George W. Bush z naiwności jakiś tam członków komitetu przyznającego nagrodę pokojową Nobla oraz z mieszkańców kraju Europy Środkowej położonego gdzieś tam koło Rosji, który tak ochoczo wysyła swoich obywateli, jako mięso armatnie do obcych krajów żeby przelewali krew po to, żeby amerykańscy przemysłowcy i nafciarze zdobywali nowe obszary z surowcami i miejsce gdzie można postawić nowy rurociąg do przesyłania nafty i gazu. Tylko gdzieś tam daleko na drugim krańcu Morza Śródziemnego istnieje naród, który nie ma powodów do śmiechu, który od 1948 roku jest stale zdradzany nie tylko przez świat, ale również własnych braci.

Pytanie za 1 grosz, co to za naród?

Nie wiecie odpowiedź jest prosta – naród palestyński.

Continue Reading →

Zbrodnia uniewinniona

Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie uniewinnił oskarżonych o zbrodnię w sprawie Nangar Khel. Prokuratura wojskowa oskarżyła siedmiu żołnierzy z 18. Bielskiego Batalionu Desantowo-Szturmowego, uznając, że dopuścili się oni zbrodni wojennej ostrzeliwując ogniem bezpośrednim z granatników i broni maszynowej wioskę afgańską, zabijając w sumie osiem cywilnych osób, w tym troje dzieci, a kilkanaście innych ciężko raniąc.

Wyrok sądu, choć wygodny dla wielu, nie zamyka sprawy, zarówno pod względem formalnym (odwołanie złoży prokuratura), ale przede wszystkim moralnym. Przewodniczący składu orzekającego, sędzia płk. Mirosław Jaroszewskie w sentencji wyroku stwierdził, że „materiał zgromadzony przez prokuraturę nie pozwala udowodnić winy”. Nie oznacza to wcale, że zostało udowodnione przed sądem, że do zbrodni nie doszło.

Jeszcze raz przypomnijmy – w wyniku ostrzału moździerzowego oraz BEZPOŚREDNIEGO ostrzału z broni maszynowej, (choć nie ma udało się ustalić liczby ofiar , które zginęły od kul) w wiosce zginęło 6 osób, później jeszcze dwie zmarły w wyniku ran, kilkanaście zostało rannych – w tym trzy kobiety ciężko, które potem były leczone w Polsce. Jak już na wstępnym etapie ustaliła prokuratura, atak był niesprowokowany i wykonany z zamiarem zabicia ludności cywilnej. Ze śledztwa wynikało, iż żołnierze z Polskiego Kontyngentu Wojskowego pojechali specjalnie do wioski, kilka godzin po wybuchu miny pod polskim transporterem i bez powodu otworzyli ogień – nie będąc atakowani. Działali na podstawie bezpośredniego rozkazu szefa polskiej bazy, majora Olgierda C., a pewne jest to, że rozkaz ten został wydany niezgodnie z obowiązującymi polskie wojska zadami R0E (Rules of Engagement – zasadami walki) dla kontyngentów ISAF. Ale najważniejsze jest, co wynikało z samych zeznań żołnierzy, że byli oni świadomi tego, że rozkaz jest zbrodniczy. Działania polskich żołnierzy były inspirowane przez bezpośrednich dowódców – od dowódcy plutonu do dowódcy bazy w Wazi Khwa włącznie. Nie było w tym żadnych Amerykanów – nie było żadnej wadliwej broni – był metodyczny ostrzał wzgórz, okolic wioski i samej wioski.

Continue Reading →

Gry na podział

Obserwatorzy polskiej polityki i życia społecznego zauważają, że podziały radykalnie się pogłębiają, a po wydarzeniach z kwietnia ubiegłego roku, po smoleńskiej tragedii, rowy są już praktycznie nie do zakopania. Wielu uważa, że te podziały są szkodliwe, że lepszym rozwiązaniem byłaby „zgoda narodowa”, XXI-wieczne „Kochajmy się”. Tylko, że nie jest to możliwe, ani wcale konieczne dla rozwoju kraju.

Jeżeli przypatrzymy się Europie, to wiele krajów było i jest podzielonych daleko bardziej, niż Polska, która spójną substancję państwową uzyskała dopiero w 1919 roku, a prawdziwą demokrację po roku 1989. Niemcy to państwo federacyjne, a do roku 1990 podzielone na dwie części, o odrębnych systemach politycznych. I ten podział jest dalej widoczny, co nie przeszkadza Niemcom być dalej najmocniejszym krajem Europy. Włosi uzyskali podmiotowość w XIX wieku, ale podziała na północ i południe dalej istnieje. Po II wojnie światowej Włochy miały tyle rządów, co pozostałe kraje UE razem wzięte. A ekonomia rozwija się bez przeszkód, kraj nie ma zamiaru się podzielić. Hiszpania to kraj z silnymi ruchami separatystycznymi – Katalończycy i Baskowie. Nie mówiąc już o Belgii, która od lat jest na krawędzi państwowości, ale za to właśnie w niej ma siedziba wspólnoty europejskiej. Polskie podziały nie mają połowy takiej siły destrukcyjnej, jak te w Belgii, czy w Wielkiej Brytanii.

Polacy, jako społeczeństwo, nie są podzieleni w opinii co do polskiej państwowości. Polska ma silniejszą pozycję jako spójne, autonomiczne państwo, niż kiedykolwiek w swojej historii. Nie ma w społeczeństwie podziału na tych, którzy uważają, że kraj powinien zostać podzielony po połowie, albo w stosunku np. 70 do 30. Wszystkie te głosy, że Polska dąży ku rozwarstwieniu, podziałowi, może nawet wojnie domowej, to gierki wąskiej w skali całego kraju grupki politycznej.

Continue Reading →

Czy musiał zginąć?

Akcja zabicia Osamy bin Ladena był spektakularna. Szczególnie jej szczegóły techniczne (transmisja na żywo, użycie nowego sprzętu wojskowego, nieznanego do tej pory modelu śmigłowca bojowego), ale głównie to, że najwyższe władze Stanów Zjednoczonych oglądały akcję na żywo. Internet obiegł fotomontaż ze zdjęcia ze specjalnego pokoju telewizyjnego, w którym prezydent Barack Obama patrząc na akcję żołnierzy sił specjalnych trzyma w ręce sterownik do konsoli gier…

Czy przywódca (tytularny?) Al Kaidy musiał umrzeć? Czy rzeczywiście był dalej groźnym terrorystą, ze zdolnościami dowodzenia i planowania, jak chcą Amerykanie, czy jednak może już tylko symbolem, ale i atrapą groźnego ruchu, jak z kolei twierdzą służby pakistańskie? Tego nie wiemy. Ale już wiemy, choćby przez sprzeczności z relacji z akcji, że został zabity, choć nie miał przy sobie broni, a w pokoju na piętrze, gdzie go dopadli żołnierze z Navy SEALs , nie było ochrony. Zresztą w całej akcji ze strony ochrony bin Ladena padł tylko jeden strzał. Dodatkowo Amerykanie przecież dokonali akcji zbrojnej na Saudyjczyku, na terytorium obcego państwa…

Continue Reading →

Co po Osamie bin Ladenie?

Zabicie Osamy bin Ladena jest, jak to dość powszechnie się określa w demokratycznym, liberalnym kręgu cywilizacyjnym „symbolicznym aktem sprawiedliwości” za zamachy na WTC i Pentagon. Biorąc pod uwagę to, że sprawiedliwość w sensie filozoficznym jest wartością etyczną, już samo dokonanie egzekucji na terenie obcego państwa jest wątpliwe. Tym bardziej, że wszelkie dotychczas dostępne informacje wskazują, że amerykańskie oddział specjalny, dokonujący operacji, miał zabić, a nie pojmać tytularnego szefa Al Kaidy, a obserwujący operację amerykańscy oficjele, z prezydentem Barackiem Obamą na czele, wpadli w euforię po jego śmierci.

Czy egzekucja bin Ladena coś zmieni? Nie, on sam od lat, nie miał wpływu na operacje terrorystyczne, zamachy na Bali, w Londynie czy pod Madrytem nie były jego pomysłem. Jak to określił jeden z polskich polityków, był on już tylko emerytowanym generałem terrorystów. Jego śmierć nie oznacza końca Al Kaidy, ponieważ jest to organizacja sieciowa, coś w rodzaju rozproszonej, zdecentralizowanej struktury partyzanckiej i terrorystycznej. Jego miejsce, jak symbolu walki z Zachodem zajmie zapewne jego zastępca i były lekarz, Ayman al-Zawahiri.

Zemsta za zbrodnię z 11 września 2011 roku ma wymiar symboliczny, ale znaczenie tego dla bezpieczeństwa globalnego jest żadne. Sposób dokonania rajdu do wnętrza Pakistanu świadczy paradoksalnie o tym, jak słabe i osamotnione są Stany Zjednoczone, i jak już niewielki mają wpływ na to, co się dzieje w krajach muzułmańskich. Chyba dla wszystkich jest jasne, że Osama bin Laden mógł tak długo ukrywać się na pograniczu afgańsko-pakistańskim i na terenie samego Pakistanu tylko dlatego, że był pod ochroną służb specjalnych (a może i wojska) tego kraju. Wszystko wskazuje na to, że Amerykanie samodzielnie, w operacji wywiadowczej, trwającej lata, doszli do miejsca pobytu najbardziej poszukiwanego terrorysty i samodzielnie, bez poinformowania władz Pakistanu, dokonali operacji. Doskonale zdają sobie sprawę, że zarówno służby specjalne tego kraju, jak i wojsko są infiltrowane przez ludzi Dżalaluddina Hakkaniego, obecnego nr. 1 Talibanu pakistańskiego.

Continue Reading →

Cynizm i interesy

Obserwuję awanturę libijską od tygodni i cały czas podświadomie kibicuję Muammarowi Kadafiemu. On w całym tym zamieszaniu wykazuje się największą determinacją, rozsądkiem i najmniejszym cynizmem, nawet jeżeli przyjmiemy, że jest pół-wariatem, a jego zielona rewolucja zmieniła się w krwawą dyktaturę.

Cała ta arabska „wiosna ludów”, rewolucje uliczne , spodziewane przemiany demokratyczne, prawo narodów do własnego głosu, obalanie dyktatur i oczywiście prawa człowieka, ich łamanie w państwach Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu, to rzeczy ważne, ale tak naprawdę państwom Europy powinno chodzić i stabilizację i oddalenie groźby islamskiego terroryzmu, jak najdalej od naszego kontynentu. A jak na razie nie widać, aby rozsądek kierował decyzjami całe wspólnoty UE, a także ONZ.

Rada Bezpieczeństwa ONZ uchwaliła nad ranem naszego czasu rezolucję upoważniającą kraje europejskie do użycia sił militarnych przeciwko siłom Muammara Kadafiego. Otwiera to drogę nie tylko do wprowadzenia zakazu lotów nad Libią, ale również do użycia armii. Mówi się, że może to nastąpić w ciągu kilku godzin po akceptacji rezolucji przez struktury polityczne NATO. Jeżeli to nastąpi, będzie to zapewne scenariusz znany z Bałkanów, czyli naloty wojskowe, ewentualnie ostrzał rakietowy i artyleryjski sił morskich.

Jeżeli atak rzeczywiście nastąpi, wspólnota europejska wmiesza się w wojnę domową w Libii. To wojna klanowa, plemienna, gdzie w mniejszym stopniu chodzi o prawa demokratyczne, a w dużo większym o to, kto będzie panował nad źródłami ropy naftowej. Akcję przeciwko Libii próbuje się przyrównać do działań amerykańskich w Afganistanie, w roku 2001, ale różnica polega na tym, że tam działano przeciwko islamistom i terrorystom, tu natomiast represje mają być skierowane przeciwko legalnemu w dalszym ciągu reżimowi Kadafiego.

Continue Reading →

Wrzutki i odpowiedzialność

Polskie media pełne są „wrzutek” na interesujące czytelników i widzów tematy. Te wrzutki stają się powoli dominującą narracją, przysłaniającą rzeczywiste problemy i zagadnienia spraw. Dziwnym trafem autorzy wrzut nigdy nie zostają odkryci i ukarani za ujawnienie tajemnic państwowych lub śledztw, niezależnie od tego, czy są to instytucje wymiaru sprawiedliwości, służby specjalne, policja. Wielokrotnie można odnieść wrażenie, że nie chodzi o ujawnienie prawdy, ale jej zaciemnienie i skierowanie uwagi mediów i ich odbiorców na inne tory.

Okazuje się, że informacja o tym, że pomiędzy generałem Andrzejem Błasikiem, a formalnym dowódcą samolotu Tu-154M, kapitanem Arkadiuszem Protasiukiem doszło rankiem 10 kwietnia 2010 do kłótni, wiadome było od dawna. Opisywał to zresztą w swojej książce, poświęconej katastrofie smoleńskiej dziennikarz śledczy, Jan Osiecki, ale wtedy było to jeszcze tylko domniemanie. Teraz mamy do czynienia z filmem, zapisem z kamer video z lotniska wojskowego i informacjami zdobytymi przez „Gazetę Wyborczą” od anonimowego funkcjonariusza BOR-u. Ale najdziwniejsze jest to, że ów funkcjonariusz do tej pory nie został przesłuchany ani przez komisję państwową Jerzego Millera, ani przez prokuraturę wojskową, prowadzącą polskie śledztwo.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 11. lutego

“Świat według Donalda”

Donald Rumsfeld, były Sekretarz Obrony Kraju w USA, właśnie wydal swoje memoria zatytułowane „Known and Unknown” czyli w wolnym tłumaczeniu „Znane i Nieznane”. Tytuł idealnie pasujący do Rumsfelda, którego decyzje często oparte na własnych emocjach wpłynęły negatywnie i destrukcyjnie na USA. Memoria Rumsfelda to 815 stron zemsty ze strony znienawidzonego przez społeczeństwo polityka. Rumsfeld jak dziecko wytyka niedociągnięcia innych. To nie on, to inni podejmowali złe decyzje. To nie on był zły, on chciał zawsze dobrze, ale nie był wystarczająco silny aby oprzeć się innym. Tytuł odnosi się do jednej z wypowiedzi Rumstuda (ksywki wymyślonej przez W), podczas której były sekretarz obrony kraju próbował wytłumaczyć decyzje ataku na Irak. Rumsfelda stwierdził, że osoby podejmujące ważne i trudne decyzje nie zawsze maja kompletne informacje. Według niego wiele informacji jest często niedokładna i dlatego wpadki się zdarzają. Rumsfeld cytując Sokratesa „Wiem, ze nic nie wiem” uważał, że w ten sposób uda mu się uniknąć oskarżenia, że to on był tym, który razem z byłym vice prezydentem Cheneyem popchnął George W. Busha do ataku na Irak.

Rumsfeld, w sposób analityczny, bez żadnej krytyki w stosunku do siebie, obwinia wszystkich, CIA, Colina L. Powella, Condoleezze Rice, George Teneta, nawet samego prezydenta Georga W. Busha. Z detalami opisał ile wstydu się najadł z powodu byłego prezydenta cytując wpadki George W. Busha, podkreślając również, że były prezydent mu ufał i wiele decyzji, które podjął były po prostu na przekór swojemu ojcu byłemu prezydentowi, George H. Bush. Wedlug Rumsfelda, Busha junior jak mały chłopiec buntował się przeciwko Bushowi seniorowi, aby mu udowodnić, że potrafi podejmować trudne decyzje.

Continue Reading →

Skutki zaniechania

Kiedy Donald Tusk konstruował swój rząd w 2007 roku, wydawało się, że Bogdan Klich będzie, obok Grzegorza Schetyny, Bogdana Zdrojewskiego i Jacka Rostowskiego, jego najsilniejszym punktem. Niestety, nie jest i na tej ocenie wcale nie ważą sprawy katastrof samolotowych.

Stanowisko ministra, szczególnie konstytucyjnego, ma wymiar polityczny, osoba je zajmująca, poza administrowaniem resortem, ma również realizować cele polityczne. W wypadku Klicha część z tych celów jest realizowana – zaniechanie poboru, profesjonalizacja armii, Narodowe Siły Rezerwowe, czy modernizacja – choć zbyt powolna, zbyt chaotyczna. Na Wojsku Polskim jednak piętnem odciska się niedostatek środków, oraz udział w kontyngencie afgańskim. Polska już w Afganistanie swoje zrobiła, nie jest to już konieczny dla armii poligon, nasze zobowiązania zostały wypełnione, a nierównowaga korzyści i środków, jakie wkładamy w misję, szkodzi rozwojowi. Potrzebna jest decyzja – polityczna – o wyjściu z Afganistanu. I to szybka.

Wracając do odpowiedzialności politycznej; Bogdan Klich, realizując zadania rządu i przesłanie polityczne, odpowiada za poczynania swojego resortu i wszystkich zatrudnionych w nim ludzi. Na tym między innymi to polega. Dlatego, kiedy rozbił się samolot Tu-154M, pilotowany przez pilota wojskowego, z wojskową załogą, oznaczony biało-czerwoną szachownicą, minister powinien powinien złożyć swój los w ręce premiera i oddać się do dyspozycji. Donald Tusk, również zgodnie z politycznym przesłaniem, miał prawo go na stanowisku zachować, do czasu wyjaśnienia wszelkich okoliczności, dając mu prawo do obrony i chroniąc go przed atakami. Również w ramach działalności sejmowej, kiedy zostało skierowane przeciwko niemu (i rządowi) votum nieufności, obowiązkiem koalicji była obrona urzędującego ministra. Na marginesie – nie zdarzyło się w Sejmie, aby większościowa koalicja nie obroniła swojego ministra. Obrona Klicha nie umocniła jego pozycji, nie umocniła też pozycji samego Donalda Tusk, choćby przez kolejny zatarg z PSL.

Continue Reading →

Egipt – początek i koniec

Arabska „wiosna ludów”, uliczne rewolucje, przemiany demokratyczne, prawo narodu do własnego głosu, obalenie dyktatury… no, i oczywiście, prawa człowieka i ich łamanie w Egipcie, Tunezji, Jordanii… Te i inne podobne dość bzdurne opinie na temat tego, co się rozgrywa w Afryce Północnej i jest szeroko, na żywo, przekazywane na ekranach telewizorów, świadczy o tym, jak nie rozumiemy, co postulowane przez „demokratów” zmiany mogłyby przynieść.

Warto przypomnieć, że tak nikt z tak chętnie teraz komentujących sprawy arabskie specjalistów nie przewidział, że to, co zostało zapoczątkowane aktem samospalenia ulicznego handlarza w Tunezji, rozleje się na inne kraje arabskie i przybierze formę masowych rozruchów.

W krajach arabskich (łącznie z Iranem, który nie jest oczywiście zamieszkały przez Arabów, lecz Persów) jako forma rządów działa tylko dyktatura wojskowa albo islamska albo połączenie ich obu. Jednym krajem demokratycznym, w myśl standardów europejskich w tamtym regionie jest Izrael. Egiptem rządzi żelazną ręką od ponad 30 lat Hosni Mubarak. Rządzi w warunkach stanu wyjątkowego i jest patronem nie tylko wojska, ale klasy średniej tego państwa. I nie odda władzy „ulicy”, lub niezorganizowanej opozycji. Nie odda on, a przede wszystkim nie odda władzy armia, która jest gwarantem bezpieczeństwa wewnętrznego, a także całego regionu. Wojsko, zajmując jak na razie pozycję neutralną, w pewnym momencie będzie musiało wziąć na siebie odpowiedzialność za państwo i dokonać pałacowego przewrotu. Mubarak, niezależnie od jego deklaracji, będzie musiał wyjechać z kraju, nie dlatego wcale, że życzy sobie tego ulica, ale dlatego, że życzą sobie tego Stany Zjednoczone.

Continue Reading →