Archive for the ‘wybory’ Category

Marazm partyjniacki

Media robią wszystko, co mogą, aby podgrzewać atmosferę wyborczą, choć oficjalnie termin wyborów prezydenckich nie został jeszcze ogłoszony (dwie ostatnie niedziele września, lub pierwsza października, jak to sprawdził i opublikował na swoim blogu redaktor Krzysztof Leski). Co ciekawe, kompletnie nie wspomina się o drugich wyborach, samorządowych, które z punktu widzenia obywateli, mają znaczenie dużo większe. Zresztą nie tylko obywateli, ale również partii politycznych, bo to one będą bardziej rzutować wynikami na następne, parlamentarne, które zapewne odbędą się na wiosnę przyszłego roku. Taki kalendarz wyborczy narzuca nam polska prezydencja Unii Europejskiej.

Wybory samorządowe, które zresztą są również wyborami partyjnymi, nie skupiają uwagi mediów, ponieważ trudno zainteresować społeczeństwo sprawami tak przyziemnymi, jak gminne, czy powiatowe drogi, wodociągi, czy nawet szpitale. Nawet afery lokalne, wójta, burmistrza (prezydenci miast to dla partii już stanowiska selekcyjne, nie znajdą się wśród kandydatów ludzie z niesprawdzoną przeszłością…), mają inny, siermiężny posmak. Rzadko dociera do społeczeństwa jednak, że “rozgrywki regionalne” to nie tylko wojna o stołki, ale również walka o budżety, kasę, dotacje – o ogromne pieniądze, w przypadku metropolii kwoty idące w setki milionów, a nawet miliardy. Dlatego dziwić może to, media mainstreamu interesują się co i gdzie bąkną na wiecach i akademiach Sikorski, Komorowski, Olechowski i inni, mniej lub bardziej znaczący kandydaci, a nie tym, kogo poszczególne siły polityczne będą desygnować na obieralne stanowiska w samorządach gminnych, powiatowych i wojewódzkich.

Read More

Wirtualna kampania

Posted 02 mar 2010 — by Azrael
Category Państwo, Polityka, Polska, Społeczeństwo, demokracja, wybory

Jeszcze nie ma końca pierwszego kwartału rok 2010, a już wiadomo, co zdominuje życie polityczne w Polsce. To oczywiście kampania wyborcza, która oficjalnie nie została jeszcze ogłoszona (nie znamy terminu wyborów), ale toczy się w najlepsze.

Platforma Obywatelska postanowiła przeprowadzić “prawybory”. Wprawdzie ten termin nie jest zastrzeżony dla kampanii wyborczej w USA, nie ma trade mark na to określenie, ale jest jasne dla wszystkich, że kojarzy się to amerykańskimi wyborami prezydenckimi, ale również z wyborami do ciał obieralnych, kongresów i senatów stanowych i federalnych. To w Stanach Zjednoczonych nie tylko zabawa, ale również składnik obyczaju politycznego.

To co za oceanem jest procedurą i standardem demokratycznym , w Polsce stało się partyjną farsą. Nie jest to nawet konsultacja z działaczami partii Donalda Tuska, ponieważ wstępną decyzja o desygnowaniu do wyścigu prezydenckiego Bronisława Komorowskiego i Radosława Sikorskiego, jest czymś w rodzaju wyborów koncesjonowanych, bezalternatywnych. I do tego liberalna partia desygnowała do konkursu dwie persony o poglądach konserwatywnych…

Taka metodologia działania dobra jest dla politycznego marketingu, do walki politycznej, ale każdy z uważnych obserwatorów wolałby zapewne sytuację, kiedy po rezygnacji Donalda Tuska, jego następca zostałby wybrany drogą naturalną. Wybór pomiędzy Komorowskim i Sikorskim dla wielu działaczy PO, ale także dla wyborców jest wyborem mniejszego zła. Wydaje się, że kampania pomiędzy oboma kandydatami może doprowadzić do ich “spalenia” się. Już zresztą widać, że obaj naturalnie kierują swoją retorykę wyborczą w kierunku najpierw swoich politycznych przeciwników z własnej partii, a dopiero później w stronę innych konkurentów. Wspomagają ich w tym niektórzy działacze partyjni, tacy jak Janusz Palikot i Jarosław Gowin.

Read More

Lody ruszyły…

Posted 24 lut 2010 — by Azrael
Category Kaczyński, Lech Kaczyński, PiS, Polityka, Polska, Popaprańcy, demokracja, wybory

Coś się przewartościowało w Prawie i Sprawiedliwości i w jego otoczeniu, wśród jego zwolenników. Dotychczasowy dogmat o nieomylności Jarosława Kaczyńskiego ulega zakwestionowaniu i erozji. Nie wszystkie decyzje i opinie Kaczyńskiego, nie wszystkie jego posunięcia są dla zwolenników PiS do przyjęcia. Co ciekawe – atak idzie zarówno ze strony twardych, “zoologicznych” zwolenników partii braci Kaczyńskich, jak i ze strony pragmatyków, którzy uważali, że kompromisy (które, tak jak koalicja z Samoobroną i LPR, kończyły się kompromitacjami) są konieczne w imię wyższych celów – budowy państwa IV RP…

Kilka sytuacji z ostatnich tygodni wzbudziło ferment; Sprawa wicemarszałka Senatu, Zbigniewa Romaszewskiego, który odważył się na własne zdanie w sprawie senatora Pisiewicza i jego zrzeczenia się, lub odebrania mu immunitetu. Romaszewski został zawieszony przez Klub Parlamentarny PiS, ale nikt nie wątpi, że za tą decyzją stał sam Jarosław Kaczyński. Romaszewski urażony zrezygnował z członkostwa w klubie, bo ktoś ośmielił się zakwestionować jego prawo do wolności słowa. A w PiS, o czym się przekonali własnej skórze i Ludwik Dorn,Kazimierz Michał Ujazdowski, Paweł Zalewski, Marek Jurek i wielu innych wolno mieć własne słowo i własne opinie, o ile są one zgodne z linią… Jarosława Kaczyńskiego.

Drugim elementem był słynny wywiad “hakowy” dla tygodnika “Newsweek”, zrealizowany przez spółkę Stankiewicz/Śmiłowicz, obnażający całą teorię spiskową Jarosława Kaczyńskiego.

Trzecią natomiast sprawą, która poruszyła dotąd niewzruszonych pisowców, było odwołanie “niezależnej” dziennikarki Anity Gargas z funkcji dyrektorskiej pełnionej w TVP. W całym tym zamieszaniu kołderka okrywająca sytuację w TVP została odrzucona i okazało się, że jednak sojusz PiS z SLD w mediach istnieje. Istnieje i działa, tak działa, że jeżeli zachodzi potrzeba, to nawet najwierniejsi żołnierze mogą zostać poświęceni, no, w imię wartości. Naiwni, acz pragmatyczni zwolennicy PiS i Jarosława Kaczyńskiego sądzili, że ten sojusz ma przyczynić się do poszerzenia sfery wolności słowa w mediach publicznych (oczywiście w pisowskim rozumieniu tego pojęcia, co pokazał film o generale Wojciechu Jaruzelskim). Nic z tego – to sojusz, który miał zapewnić Lechowi Kaczyńskiemu określone wsparcie medialne w zbliżającej się kampanii prezydenckiej. Smaczku sprawie dodaje to, że to ponoć sam Grzegorz Napieralski wymusił na Jarosławie Kaczyńskim zwolnienie Gargas…

Read More

Prawybory dublerów

Posted 18 lut 2010 — by Azrael
Category Państwo, Platforma, Polityka, Polska, Tusk, demokracja, wybory

Od kiedy wiadome się stało, że Donald Tusk nie będzie startował w wyścigu prezydenckim, napięcie w Platformie Obywatelskiej wyraźnie opadło. Tak, scenariusz rewanżu za o rok 2005, rok dwu porażek wyborczych były pociągający i taki naturalny. Upokorzenie przeciwnika politycznego do końca i wyeliminowanie go ze sceny politycznej na zawsze (nie PiS-u, jako formacji, ale jej szefów, braci Jarosława i Lecha Kaczyńskich) było, i jest dalej, kuszące. Tusk jednak wybrał inny scenariusz, jest gotów oddać splendor stanowiska za realną władzę.

Niektórzy zarzucają Donaldowi Tuskowi, że rezygnacja z kandydowania na fotel prezydenta RP jest przykładem myślenia kategoriami partyjnymi. Jakoby jego wybór podyktowany był nie rzeczywistą chęcią prowadzenia rządu i realizowania trudnej, znojnej i niewdzięcznej działalności reformy państwa, lecz obawą utraty panowania nad partią, która dość naturalną drogą mogłaby trafić pod twarde panowanie Grzegorza Schetyny, który przecież nie jest pozbawiony ambicji politycznych i osobistych. Jeżeli natomiast ster partii trafiłby w inne, słabsze ręce, to z kolei mogłoby to zaowocować wzrostem nie do końca pożądanych dyskusji wewnętrznych, frakcyjnością, może nawet secesją części członków, czy rozłamem.

Jednak decyzja Donalda Tuska jest logiczna. System demokratyczny opiera się właśnie na partiach politycznych, z jednej strony jako emanacja polityki, z drugiej strony jako organu przedstawicielskiego wyborców. Jeżeli Tusk pozbawiłyby się panowania nad partią i oddałby ją w inne ręce, jaką by miał możliwość oddziaływania politycznego na Sejm, ten główny organ legislacyjny państwa? Tylko silna partia, silna w parlamencie pozwoli mu na realizację planów.

Read More

Seanse nienawiści

Posted 13 lut 2010 — by Azrael
Category Kaczyński, Lech Kaczyński, PiS, Polityka, Polska, Popaprańcy, wybory

Nad wywiadami i wypowiedziami Jarosława Kaczyńskiego trzeba się zawsze pochylić. Nie tylko dlatego, że jest to szef największej partii opozycyjnej, oraz były premier – ale również z tego powodu, że z tych wywiadów , czy to nagrywanych, czy tylko spisywanych, wyziera prawdziwszy obraz tego człowiek, niż z jego oficjalnych wystąpień, na zjazdach, kongresach.

Swego czasu Pan Premier lubił przychodzić do Pierwszego Programu Polskiego Radia. Swojsko, przytulnie, NASZE to było radio, odzyskane, Prezes Krzysztof Czabański zaprzyjaźniony z bratem, Lechem… I dziennikarz był też spolegliwy, Jacek Karnowski , który też, broń Boże – nie zadawał kłopotliwych pytań… I co wtorek – w “Sygnałach Dnia” – można było spokojnie dać swoją wykładnię sytuacji politycznej – i sprzedać własne poglądy.

Czyli – trochę jadu o poranku. Taki orwellowski seans nienawiści…

No i stare wraca; Takie deja vu – zaproszenie od “niezależnego” nowego szefa Programu III PR, Jacka Sobali przyjął drugi Karnowski, tym razem Michał, brat Jacka. Dostał od razu 3. programy, w tym prestiżowy Salon Polityczny Trójki. I znów zapewne wóz transmisyjny będzie wieczorem jeździł na Żoliborz, w celu nagrania “na żywo” złotych myśli ukochanego przywódcy, aby później je odgrywać z “puszki”, jako że Pan Prezes nie zwykł się na tyle spoufalać, aby rankiem do studia przyjeżdżać. A Pan Michał też wie, jak pytać i o co pytać, aby było ładnie, miło, ciepło…

Pan Prezes był łaskaw też udzielić kolejnego wywiadu dla tygodnika “Newsweek” Można powiedzieć – wywiadu wyborczego, bo choć jeszcze brat-prezydent nie złożył oficjalnej deklaracji o tym, że będzie znów się ubiegał… o mieszkanie w Pałacu Namiestnikowski, Jarosław Kaczyński postanowił już, w swoim swobodnym stylu postraszyć przeciwników.

Pan Premier powiedział miedzy innymi;

Jeśli Donald Tusk postawi w wyborach prezydenckich na Radosława Sikorskiego, to będzie bardzo zabawni[...] Bo – [jak twierdzi lider PiS] – na Sikorskiego są haki.

Jak widzimy – kampania w wykonaniu Prawa i Sprawiedliwości będzie miała stary, dobry sznyt, który przyniósł “sukces” w roku 2007 i w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Widać wyraźnie, że osoba Radosława Sikorskiego bardziej boli Kaczyńskich i ich doradców, bo to właśnie on ma największą szansę na wygraną, i to może nawet w pierwszej turze wyborów. Ale haki też zapewne są na Bronisława Komorowskiego, nie po to IPN jest “nasz”, a dziennikarze “Rzepy” (niezależni, ma się rozumieć), snują już powiastki o sprzyjaniu marszałka Sejmu rozwiązanej WSI.

Jarosław Kaczyński nie potrafi żyć bez teorii spisku, teczek, pomówień i insynuacji. To nie jest jego styl. Jego styl to szczucie i podejrzliwość, napędzana teczkami. To świat spisków, podsłuchów, tajnych spotkań i szarej sieci układów. Gdyby nie to, że Kaczyński nie zna się na komputerach, na internecie – można by napisać, że żyje on w jakimś wirtualnym, nierealnym świecie, z którego patrzy przez układ zniekształcających soczewek na zewnątrz.

Jest coś zadziwiającego w tym, dlaczego człowiek o takich poglądach i tak w sumie ograniczonych horyzontach poznawczych, pełen fobii, podejrzliwości i kompletnie nie rozumiejący trendów, relacji społecznych, nowoczesnego świata – jest w tym miejscu, w którym jest i ma w dalszym ciągu tak wielu zwolenników. I to tych, których wielokrotnie już zawiódł, a ono trwają i wracają…

Azrael

——————————————

Felieton opublikowany na portalu Wprost.pl

Janukowycz prezydentem

Posted 08 lut 2010 — by Azrael
Category Polityka, Polska, Rosja, Społeczeństwo, Ukraina, demokracja, wybory

Powiedzenie, że wróg twojego wroga jest twoim przyjacielem, w dwójnasób sprawdziło się na Ukrainie, w czasie przed, i w trakcie wyborów prezydenckich. Dwójka najpoważniejszych konkurentów politycznych nowego ukraińskiego prezydenta, Wiktora Janukowycza, reprezentanci “pomarańczowych”, Julia Tymoszenko i Wiktor Juszczenko, to śmiertelni wrogowie. I patrząc na wynik wyborczy, gdzie Janukowycz zebrał tylko niewiele więcej głosów niż konkurentka, nasuwa się taka myśl, że gdyby Juszczenko wzniósł się ponad urazy i poparł przed drugą turą swoją byłą polityczną partnerkę, to być może wynik byłby odwrotny… Cóż, nikt nie robił Janukowyczowi lepszej kampanii, niż jego przeciwnicy polityczni.

Janukowycz wygrał, wygrała jednak też ukraińska demokracja. Obserwatorzy z Unii Europejskiej jednoznacznie stwierdzają, że nie było większych nieprawidłowości w procesie wyborczym, standardy demokratyczne zostały utrzymane. Nie będzie powtórki Majdanu z 2005 roku, rewolucja pomarańczowa umarła, ale pozostawiła po sobie testament demokracji, którego depozytariuszem stał się Janukowycz. Ten sam człowiek, przeciwko czemu została zawiązana lata temu konfederacja sił demokratycznych Ukrainy. Julia Tymoszenko, pomimo, że ma bardzo mocny mandat społeczny, bo ponad 45% ogółu głosujących w II turze wyborów (przy dobrej, ponad 60% frekwencji), nie ma jednak żadnego prawa do negacji wyników wyborów. To teraz ona stałaby się siewcą niepokoju i anarchii. Bardzo niebezpiecznej anarchii, ze względu na sytuację wewnętrzną kraju, także ekonomiczną.

Read More

Standardy nade wszystko

Posted 26 sty 2010 — by Azrael
Category Państwo, Piskorski, Polityka, Polska, Prawo, Tusk, demokracja, wybory

Prokuratura warszawska postawiła szefowi Stronnictwa Demokratycznego, Pawłowi Piskorskiemu zarzut karny posługiwania się sfałszowanym dokumentem. Nie dokumentem, ale jego kopią. Kopią, z której grafolog, biegły sądowy wyczytał, że znajduje się na niej sfałszowany podpis. Czwarty biegły, poprzednich trzech tego nie stwierdziło. Zarzut postawiono po 12 latach od sporządzenia umowy (fałszywki?) pomiędzy Pawłem Piskorskim, a antykwariuszem, na sprzedaż antyków (w tym polerowanych angielskich lasek…).

Zarzut postawiła prokuratura, niezależna (sic!), pozostająca pod nadzorem prokuratora generalnego, będącego nominantem partii rządzącej, Platformy Obywatelskiej. Szef tej partii będzie prawdopodobnie kandydował w wyborach prezydenckich w tym roku, a oskarżony Piskorski stoi na czele partii, która jest zapleczem politycznym i organizacyjnym niegdyś partnera kandydata partii rządzącej, a obecnie rywala, dr Andrzeja Olechowskiego. Także inkryminowany Paweł Piskorski był nie onegdaj bliskim współpracownikiem Donalda Tuska.

Tyle opisanie sprawy, pokazującej, jak rządząca partia i podległe jej służby gorliwie i bezstronnie zajmują się ściganiem przestępców, nie oglądając się na nic. Etos walki z przestępczością i korupcją jest wielce godny pochwały i zachwytu… ale…

Paweł Piskorski wrócił do polityki krajowej rok temu. Immunitetem nie był objęty już dawno, a nawet jeżeli by był, to zapewne by się go zrzekł, gdyby mu postawiono zarzuty. Jednak do czasu, kiedy nie zaangażował się politycznie, najpierw w odbudowę SD, później w kampanię A. Olechowskiego, organy państwa nim się nie interesowały. Wcześniej, kiedy rządziły SLD i PiS, również Piskorski mógł chodzić swobodnie nie gnębiony nalotami CBA, czy wezwaniami do prokuratury. Więcej – organy administracji i finansów państwa, a nawet NSA uznały, że Piskorskiemu i jego działaniom finansowym nie można nic zarzucić. Jeżeli nawet były jakieś przesłanki popełnienia czynów niezgodnych z prawem, to albo się one już przedawniły albo nie zostały podjęte żadne działania w celu ich wyjaśnienia. Wszystkie te sprawy, łącznie z wyjątkowym szczęściem Piskorskiego w kasynie zostały, jak się wydawało, zamknięte.

Read More

Koniec polityki wschodniej Lecha Kaczyńskiego

Posted 19 sty 2010 — by Azrael
Category Polityka, Polska, Rosja, Społeczeństwo, demokracja, wybory

Znamy wyniki pierwszej rundy wyborów prezydenckich na Ukrainie, które dały bardzo wyraźną, ponad 10-punktową przewagę lidera Partii Regionów, Wiktora Janukowycza nad Julią Tymoszenko. Ubiegający się o reelekcję przyjaciel Lecha Kaczyńskiego, Wiktor Juszczenko uplasował się na piątym miejscu, z poparciem niewiele ponad 5%. Wygląda na to, że Janukowycz w drugiej rundzie wygra z obecną premier i zostanie prezydentem Ukrainy na następne 5 lat. Ponieważ w praktyce ukraińskiej pozycja prezydenta jest mocniejsza, niż w Polsce, prawdopodobnie zostanie rozwiązany wkrótce parlament i rozpisane zostaną przedterminowe wybory. To może oznaczać, że Janukowycz przejmie pełnię władzy u naszego wschodniego sąsiada.

“Niebiescy” Janukowycza, w przeciwieństwie do “pomarańczowych” zachowali jedność i homogeniczność postaw politycznych. Wbrew obiegowym opiniom nie jest to partia Moskwy, kojarzona z zakulisowymi wpływami Rosji. To raczej Julię Tymoszenko oskarżano o uleganie wpływom Kremla, szukano jej powiązań nieformalnych z rosyjskimi sferami biznesowymi i siłami specjalnymi. Janukowycz to przede wszystkim polityk związany ze sferami biznesu, oligarchów, którzy wcale niezbyt chętnie widzieliby zwiększenie rosyjskich wpływów na Ukrainie. I patrząc z zewnątrz, Janukowycz jest politykiem autonomicznym, któremu na pewno będzie zależało na utrzymaniu integralności terytorialnej Ukrainy, ale jednocześnie na zrównoważeniu jej pozycji wobec Rosji i reszty Europy. Już wiemy, że priorytetem dla niego będzie wejście do Unii Europejskiej, ale niekoniecznie do NATO. I jest to całkowicie zrozumiałe, biorąc pod uwagę obecność na Krymie floty rosyjskiej, a także znacznej rosyjskiej mniejszości.

Read More

Ten trzeci

Posted 18 sty 2010 — by Azrael
Category Państwo, PiS, Platforma, Polityka, Polska, Popaprańcy, demokracja, wybory

Zadziwiające jest to, że choć Włodzimierz Cimoszewicz, senator niezależny, ale kojarzony z lewicą, od wielu miesięcy powtarza, że w wyborach prezydenckich na jesieni tego roku startować nie zamierza, w dalszym ciągu jest przez niektóre sondażownie umieszczany w rankingach. A jak nie jest już umieszczany, to i tak jego “waga” polityczna jest brana pod uwagę.

Cimoszewicz wyraźnie i jednoznacznie odciął się od lewicy, ale tylko tej, którą reprezentuje Grzegorz Napieralski. Nie odcina się od kandydata SLD, Jerzego Szmajdzińskiego, ale również go nie popiera. Z drugiej strony jest nęcony przez Donalda Tuska, za pomocą stanowiska szefa rady doradczej do spraw zagranicznych, ciała o kompetencjach i prerogatywach bliżej nieokreślonych, bo nigdzie nie ujętych ustawowo. Snuje się domysły, że może to być przykrywka do ściślejszej współpracy obu polityków, pojawiały się enuncjacje, że Cimoszewicz może zająć miejsce przyboczne obok Tuska, zamiast Jana Krzysztofa Bieleckiego i Grzegorza Schetyny. Być może nawet jako premier, bo wyborze Donalda Tuska na Prezydenta RP.

Zastanawiająca jest w dalszym ciągu popularność tego polityka, który praktycznie nie ma na szczeblu centralnym żadnego zaplecza politycznego. Jest pożądany zresztą nie tylko przez Platformę Obywatelską, ale również przez Andrzeja Olechowskiego, choć ten tego tak wyraźnie nie werbalizuje.

Kiedy w lipcu ubiegłego roku przeprowadzałem wywiad z dr Andrzejem Olechowskim, zasugerowałem mu, że być może dobrze by było, aby jego projekt polityczny, kandydaturę poparli zarówno były prezydent Aleksander Kwaśniewski, jak i drugi “były” – Lech Wałęsa. Olechowski stwierdził, że nie wyobraża sobie takiego scenariusza. Ale w Polsce, gdzie polityka podziału na postkomunistów i postsolidarnościowców właśnie się kończy, wszystko okazuje się możliwe. Oto sam Andrzej Olechowski sugeruje, że na wiosnę okaże się, kto, i przez kogo popierany zostanie kandydatem na prezydenta w kontrze do kandydatów Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości. A tym, który wskaże (namaści?) tego kandydata, będzie Aleksander Kwaśniewski…

Read More

Incitatus IV RP

Jak opublikowała dzisiaj “Gazeta Wyborcza” (na podstawie badań agencji PBS DGA), Lech Kaczyński nie ma praktycznie żadnych szans w wyborach prezydenckich, choć jego twardy elektorat pozwoli mu na wejście do II rundy wyborów. Pod warunkiem wszakże, że Lech Kaczyński wystartuje w nich, a jego przeciwnikami w I rundzie będzie kilku kandydatów, którzy będą sobie podbierali głosy. Prawdopodobnie tak będzie, ponieważ na dzień dzisiejszy należy się spodziewać kandydowania Donalda Tusk, Andrzeja Olechowskiego, Jerzego Szmajdzińskiego, Tomasza Nałęcza… no i może jednak Włodzimierza Cimoszewicza, który otworzył sobie wiele dróg – a choć deklaruje, że nie będzie kandydował, to jeżeli jednak kraj w potrzebie go wezwie…

Elektorat Lecha Kaczyńskiego jest jednak tak spolaryzowany, że niechętni mu wyborcy oddadzą głos nawet na kandydata “obcego ideowo”, pod warunkiem, że nie będzie to obecny mieszkaniec Pałacu Namiestnikowskiego.

I tak sondaże pokazują, że w II turze głosy mogłyby się rozłożyć następująco:

D. Tusk – L. Kaczyński 69:31

A. Olechowski – L. Kaczyński 68:32

J. Szmajdziński– L. Kaczyński 66:34

To nie porażka – to klęska. Dla Lecha Kaczyńskiego osobiście, ale jeszcze większa dla jego brata, który, jak wszystko wskazuje, od dawna z reelekcji swojego brata zrobił oś polityki Prawa i Sprawiedliwości i trampolinę polityczną, która by mogła mu przywrócić realną władzę w roku 2011.

Read More

Zapiski zza Atlantyku – 24 – 31 grudnia

Posted 29 gru 2009 — by Azrael
Category Społeczeństwo, USA, Zza Atlantyku, wybory

Rozterki Świętego Mikołaja


Ach, Święta Bożego Narodzenia, życzenia, przysmaki świąteczne, kolędy, choinka, Święty Mikołaj, śnieg, prezenty oraz szal obdzielania się prezentami.

USA to kraj rożnych wyznań. Aby być politycznie poprawnym i nie obrazić nikogo, od kilku lat zaprzestano używania zwrotów typu „Merry Christmas”(Wesołych Świąt Bożego Narodzenia) i zamienione je na „Happy Holidays” (Wesołych Świąt). Zaprzestano nawet emitowania filmów o narodzeniu Chrystusa. Tak jak kiedyś przynajmniej na dwóch programach można było obejrzeć filmy typu „Jezus z Nazaretu” czy „Król Królów” , to teraz aby nikogo nie obrazić nie pokazuje się ich, za to przez cały dzień pokazują football. Czy naprawdę jest tak trudno zmienić program? Jest przecież przynajmniej sto innych programów do wyboru.

Świętą Bożego Narodzenia w USA, to tak naprawdę tylko jeden dzień, Dzień Bożego Narodzenia, kiedy to rano dzieci znajdują prezenty pod choinka, a rodziny zbierają się po południu na obiad, składający sie z indyka oraz szynki. Święta to przede wszystkim bonanza przedświątecznych zakupów. Prawdziwy szal pozbawiający ludzi myślenia oraz kasy. Mimo tzw. kryzysu, wymagania w stosunku do prezentów są duże. Dzieci, małolaty czy dorośli już nie chcą np. rowerka, lalki, książki czy zegarka etc. Życzenia są o wiele bardziej wyrafinowane, najchętniej dostaliby samochodzik typu BMW, nowy komputer lub telewizor, ale większy, nowy IPod, buty firm typu Puma, czy nowa wersja telefonu, jeszcze jednego. Wszędzie promocje i mnóstwo ludzi popychających się i kupujących coś co im tak naprawdę nie jest potrzebne. Miejsce, w którym pracuje organizuje gwiazdkę dla nieco starszych biednych dzieci. Przed świętami, wywieszona jest lista życzeń przygotowana przez owe dzieci zawierająca dokładny opis prezentów, nie jednego, ale kilku. Żaden z tych prezentów nie jest poniżej 150 dolarów.

W USA, prezenty daje się prawie każdemu kogo się zna: rodzinie, przyjaciołom, bliższym i dalszym znajomy oraz obowiązkiem jest danie prezentów w pracy. I to nie tylko przełożonemu, czy sekretarce, czy tzw. word processor, ale każdemu z kim się ma do czynienia. Jest to tak stresujące oraz meczące, że często odbiera cala radość świat. Ludzie oczekują prezentów, kartka z życzeniami już nie wystarcza. Co roku zastanawiam się co zrobić; dać czy nie dać; jak również komu i co. Można przyjąć metodę zignorowania wszystkich i po prostu nikomu nie kupić. Ale metoda ta się nie sprawdza. Zawsze sobie myślę, jakby było milo gdyby był jeden uniwersalny prezent, który zadowoliłby każdego. Amerykanie uwielbiają dawać tzw. “duperele”, z którymi nie wiadomo co zrobić, im więcej tym lepiej, oby tylko dać. Jest jedna ciekawa forma prezentów w postaci tzw. gift cards, czyli kart kredytowych opłaconych z góry. Osoba, która dostaje taki prezent może kupić sobie co chce. I jest to idealne rozwiązanie z jednym małym problemem, że osoba otrzymująca dokładnie wie ile na nią wydaliśmy. Dawanie i otrzymywanie prezentów jest mile, ale przerost wszystkiego spowodował, ze nie potrafimy się cieszyć z rzeczy i ciągle domagamy się więcej i więcej. I im więcej mamy, tym mniej radości. Prezenty typu książka, płyta czy film już nie wchodzą w rachubę. Coraz mniej osób czyta, wielu osób nie kupuje cd , woli download z Itunes, a filmy to ryzykowne przedsięwzięcie. Gusta są przeróżne, bo trzeba nie tylko wziąć pod uwagę, co dana osoba lubi, ale również wiek, wyznanie, oraz pruderyjność danej osoby. Praca Świętego Mikołaja jest ogromnie stresująca w USA. Także nie dziwie się Świętemu Mikołajowi , ze jak przychodzi to oczekuje, ze pod choinka będą na niego czekały czekoladowe ciastka z mlekiem.

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego Roku.

Wigg

Premier, czy prezydent?

Posted 25 lis 2009 — by Azrael
Category Platforma, Polityka, Polska, Społeczeństwo, Tusk, wybory

Dobrze, że Jan Krzysztof Bielecki odszedł z banku Pekao SA. Media mają kilka dni na “grzanie tematu”, Platforma Obywatelska ma trochę oddechu od nacisków w sprawie afery hazardowej i nowej, tak zwanej afery czorsztyńskiej.

Odejście Bieleckiego z drugiego co do wielkości banku w Polsce jest faktem i spekulacje, dlaczego tak się stało, nie mają już większego sensu. Sprawdził się na tym stanowisku, tak jak wcześniej sprawdził się jako dyrektor w EBOiR, a jeszcze wcześniej jako krótkotrwały premier. To nie był typowy bankier, raczej ekonomista, co pozwoliło mu na szersze spojrzenie na działalność banku i może dzięki temu utrzymał on w czasie ostatniego kryzysowego roku stabilną pozycję, pomimo, że jego macierzysta jednostka, włoskieUnicredito, przeżywało duże zawirowania.

Bielecki, kolega premiera Donalda Tuska z Kongresu Liberalno-Demokratycznego nie odszedł daleko od polityki i był, szczególnie w ostatnich miesiącach, bliskim doradcą. Jak bliskim, nie wiemy, ale mówi się, że obok szarej eminencji Kancelarii Premiera, Igora Ostachowicza, osobą premierowi najbliższą. To on ponoć stał za decyzją gwałtownych ruchów personalnych, po odpaleniu przez media afer stoczniowej i hazardowej. I to on poradził przesunięcie Grzegorza Schetyny do Sejmu.

Premiera Tuska otacza układ. Tak, jest to układ koleżeński, tkwiący korzeniami w Trójmieście, a jego najmocniejszym i najważniejszymi elementami są właśnie Jan Krzysztof Bielecki i Wojciech Duda. A uzupełnia ich wspomniany warszawiak, Igor Ostachowicz. To w tym składzie zapadają strategiczne decyzje personalne, polityczne, wewnętrzne decyzje partyjne.

Read More

Nic nie jest dane na zawsze

Posted 20 lip 2009 — by Azrael
Category Platforma, Polityka, Polska, Popaprańcy, SD, Społeczeństwo, demokracja, wybory

Nie wiem od kiedy Donald Tusk zaczął marzyć o prezydenturze, ale zapewne teraza za dużo o niej myśli. To bardzo źle, destrukcyjnie wpływa na niego i na poczynania nie tylko jego, ale i partii, i przede wszystkim rządu. Jest to stan dryfu politycznego, w który Tusk postawił zarówno siebie, rząd, a przede wszystkim państwo. Może się to dla niego bardzo źle skończyć.

Po wygraniu wyborów w 2007 roku, Tusk zapowiadał, że będzie chciał mocno osłabić Prawo i Sprawiedliwość. Jak się okazało, nie udało się to w pełni, a jak pokazały wybory do Parlamentu Europejskiego, Prawo i Sprawiedliwość, choć mocno zahibernowane na poziomie około 25% poparcia społecznego, stanowi dalej poważną konkurencję polityczną. Brak determinacji i perspektywicznego myślenia Tuska i jego otoczenia, spowodował, że konkurencja za to pojawiła się z innej strony – ze strony Stronnictwa Demokratycznego. Formacji politycznej, która już dziś jawi się jako partia drugiego wyboru dla klasycznego elektoratu Platformy Obywatelskiej, czyli młodzieży i inteligencji. I nie wykluczone, że już wkrótce zagości w sercach i umysłach.

Platforma Obywatelska i jej politycy nic nie zrobili przez okres już ponad półtora roku od przejęcie władzy, aby entuzjazm społeczny i zaufanie młodzieży i inteligencji zamienić w trwałe związki i fundament swojej polityki społecznej. PO nie ma żadnego programu, który by się bezpośrednio odnosił do konkretnych grup wyborców. Nie został zbudowany, nawet w formie haseł i jasnych przekazów, żaden program, który mógłby być podstawą do wykorzystania kapitału społecznego, jak tkwi w ludziach młodych. Hasła modernizacji państwa, integracji europejskiej, nowoczesności to jeszcze mało, aby stworzyć sieć zaufania do PO – a przede wszystkim do państwa – i uczynić wyborców partii grupą lojalną wobec niej.

Kryzys ekonomiczny jak do tej pory omija elektorat PO, ale niewykluczone, że druga połowa roku może być gorsza, jeżeli chodzi o młodych i lepiej wykształconych Polaków. I wtedy zaczną się oni rozglądać, za partią i politykami, którzy nie będą tylko nieobciachowi wizualnie, ale również będą mieli do zaproponowania konkrety.

PO utraciło zdolność “podążania za elektoratem” i odczytywania jego potrzeb. Brak dialogu, czy inaczej – brak narracji zgodnej z odczuciami społecznymi – to poważny błąd, świadczący się o wyrodzeniu się partii.

Read More

Kuchareczka story

Posted 09 lip 2009 — by Azrael
Category Lech Kaczyński, Polityka, Polska, Popaprańcy, Tusk, demokracja, wybory

“Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej tam Prosiaczka nie było…”

Ile razy by Jolanta Kwaśniewska oficjalnie, półoficjalnie i całkowicie nieoficjalnie mówiła, że w wyborach prezydenckich startować nie będzie, zawsze znajdzie się jakaś gazeta, dziennikarz, czy pożal się Boże agencja badania opinii, która ją wstawi w sondaże. Potem wszyscy podsuwają jej wyniki pod nos, w których nieodmiennie jest na miejscu pierwszym, a ona znów mówi, że nie i nie…

W ostatnim sondażu zrobionym dla “Gazety Wyborczej” wygrała i pierwszą i drugą rundę, wyraźnie z Donaldem Tuskiem, miażdżąco z prezydentem wirtualnej IV RP i, jeszcze przez dni 531 prezydentem Polski.

Opublikowany sondaż jest zabawą, ale nie tylko. Jak zwykle, w przypadku “GW” ma on podtekst bardzo wyraźny, polegający na pokazaniu politykom, którzy jeżeli można to tak nazwać, są on line, że ich popularność i zaufanie do nich jest na bardzo niskim poziomie i zawsze może ktoś się znaleźć, kto odpowiednio prowadzony i promowany, może uzyskać konkretne poparcie. Warto pamiętać, że w wyborach prezydenckich nie głosuje się na partie polityczne, lecz na konkretnych kandydatów, którzy tworzą własne komitety wyborcze, i machiny partyjne są oczywiście przydatne, ale nie są jedyną siłą mającą znaczenie.

Read More

Z ornitologa ścierwnik

Posted 19 cze 2009 — by Azrael
Category Etyka, Państwo, PiS, Polityka, Polska, Popaprańcy, demokracja, wybory

Są W Polsce zawody, które traktujemy z dużą estymą, takie jak strażak, górnik, czy żołnierz. Do takich zaliczamy również naukowca. Na przeciwległym biegunie popularności, a właściwie uznania, są takie zawody, jak polityk, czy dziennikarz. Czyli te, które powinny być zawodami zaufania publicznego. Często następuje przejście z jednej strefy do drugiej, czasem nieformalne, czasem granice pomiędzy zawodami i funkcjami spełnianymi w społeczeństwie zacierają się.

Czy osoba prowadząca własny, autorski, komentatorski i polityczny program, jest tylko dziennikarzem, czy już może jednak wchodzi w obszar polityki, sensu stricto? Czy jej opinie, styl prowadzenie programu, tematy, dobór gości i relacje z widzami, nie są formą uprawiania polityki? Takie pytania i takie wątpliwości można mieć zarówno do Tomasza Lisa, jak i do Bronisława Wildsteina, których programy publicystyczne sąsiadują ze sobą w telewizji publicznej.

Podobnie jest z naukowcami, którzy wchodzą w sferę polityki, nie tylko jako działacze państwowi, ale jako funkcjonariusze partyjni. Szczególnie dotyczy to tych, którzy reprezentują szeroko rozumiane nauki społeczne, takie jak socjologia, filozofia, nie mówiąc o politologii. Gdzie się kończy ich niezależność, a gdzie zaczyna działalność polityczna, która z definicji skażona jest stronniczością i wypełnianiem zadań politycznych mocodawców partyjnych? Mamy ostatnio wysyp naukowców, którzy przekroczyli naukowy Rubikon i weszli na brzeg, gdzie rządzą zgoła inne prawa i obyczaje, niż w świecie czystej, niezależnej (przynajmniej w teorii…) nauki.

Lena Kolarska-Bobińska, Magdalena Środa, Ryszard Legutko, wcześniej Paweł Śpiewak, to tylko nieliczne przykłady. Ja jednak zajmę się przypadkiem klinicznym.

Pan Marek Migalski, doktor bez habilitacji, ale za to z przekonaniem o własnej nieomylności i poczuciu wartości, jest postacią dość unikalną, ale jednak reprezentatywną dla świata nauki, który przeszedł na “ciemną stronę”…

Read More

"Prawica zmienia i przyspiesza"

Polska prawica to bezmiar radości i zabawy, głównie dla obserwatorów. Patrzenie na to, jak polskie formacje prawicowe się łączą i dzielą, to rzecz godna prac naukowych, magisterek, doktoratów i habilitacji. Tylko, że dla obserwacji tego, co się na prawej stronie sceny politycznej dzieje, dla badacza konieczne jest użycie mikroskopu i pincety, aby wyłuskać poszczególne elementy z przebogatej palety polskich prawic…

Marek Jurek, lider Prawicy Rzeczpospolitej, chwalił się po wyborach do Parlamentu Europejskiego, że jego formacja uzyskała w wyborach wynik, który kreuje ją na piątą siłę polityczną w Polsce. Tylko, że ta piąta siła, to poniżej 2% oddanych wszystkich głosów. Zbiorowisko frustratów, działających pod szyldem Libertas i żyrowane przez irlandzkiego biznesmena, Declana Ganley’a, wspierane bezczelnie przez telewizję Piotra Farfała, osiągnęło wynik zbliżony. O innych kabaretach politycznych nie warto nawet wspominać.

Prawicowe “elity” płaczą, że takie wyniki wyborcze i takie miejsce polityczne wynika z tego powodu, że polska scena polityczna jest spetryfikowana i podzielona w wyniku określonej, proporcjonalnej ordynacji wyborczej i systemu finansowania partii politycznych, który prowadzi do tego, że cztery oligarchie polityczne mają pozycję niezagrożona. Płacze prawica – płacze również lewica, która, poza z lekka śmierdzącym zgnilizną SLD, jest w sytuacji podobnej. Jest to jednak tylko prawda połowiczna.

Problemem jest to, że polska prawica nie potrafiła przez okres dwudziestolecia wolnej, demokratycznej Polski zbudować spójnego, ideowego i społecznego programu politycznego. Pomijam to program Prawa i Sprawiedliwości, autorstwa Jarosława Kaczyńskiego, bo nie ma on nic wspólnego z ideami i państwem. W programie Jarosława Kaczyńskiego myśli w politycznej nie było żadnej. Był to raczej zbitek teorii interwencjonizmu państwowego z jak najbardziej socjalistycznymi pomysłami, etatyzmem w postaci prostej – czyli rozdawnictwo…a właściwie – obiecanie rozdawnictwa. Chciano to przedstawić jako myśl konserwatywną. Read More

Żal mi wyborców PiS

Właściwie rozliczenie kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego przez Prawo i Sprawiedliwość już nastąpiło. Zrobił to sam prezes Jarosław Kaczyński na kilku konferencjach prasowych. Z jednej strony wywołał z mroków historii najnowszej tak znienawidzone przez “patriotów” stwierdzenie o grubej kresce, dają mu nowe znaczenie i nowego ducha, z drugiej strony – spacyfikował ewentualne spory i próbę krytyki, przeczołgując, też na konferencji prasowej na Nowogrodzkiej, w mateczniku partii, Zbigniewa Ziobro. Ten, wyższy od swojego szefa o głowę, był na scenie malutki… ale zapewne to upokorzenie zapamięta, bo co jak co, ale urazy to on potrafi w sobie nosić długo.

Wprawdzie spin doctorzy, Bielan z Kamińskim, oskarżani o to, że kampania, raz, że nie był skuteczna, dwa, że była niekoniecznie jednakowa dla wszystkich, coś tam sprokurowali, jakiś dokument, opracowanie, ale zapewne nie jest to coś na podobieństwo obrony Sokratesa, a zresztą i tak zostanie to ocenione za pomocą jednej skorupki, prezesa… Tak naprawdę, to oczywiście winne są media, tym razem z Radiem ZET na czele, winny jest układ i takie tam inne, znane od lat problemy, łącznie satyrykiem Majewskim. Niewinny, in definitione, jest oczywiście Jarosław Kaczyński.

Prawda, dość brutalna, jest taka, że PiS wprawdzie nie uniknął kompromitacji, a za taką należałoby uznać wynik na poziomie połowy mandatów PO, ale również nie odniósł sukcesu. Wynik 27,5% oddanych głosów to porażka, i można się wprawdzie chwalić, że się jest najsilniejszą partią opozycyjną, ale biorąc pod uwagę, że jest to trzecia kolejna wyraźna porażka tej partii, oznacza, że droga do powrotu do władzy wydłuża się. Głównym problemem PiS jest to, że partia ta straciła zdolność przyciągnięcia nowego elektoratu. Nowego, czyli młodego, wykształconego, z miast średnich i dużych, które teraz stanowią grupę społecznie najbardziej aktywną. I ten elektorat głosuje, i będzie głosować dalej, na PO, lub na inne partie zbliżające się do centrum politycznego. A elektorat PiS, z przyczyn czysto biologicznych, zaczyna się kurczyć. Read More

Archaiczność Prawa i Sprawiedliwości

Jeszcze wyniki wyborów nie były do końca pewne, jeszcze nie wszyscy mogą rezerwować buduary w Brukseli i Strasburgu, a już rozpoczęło się rozliczanie kampanii wyborczej. Platforma nie ma czego rozliczać, ponieważ jednak osiągnęła sukces, może nie na miarę swoich oczekiwań, ale raczej na miarę swoich potrzeb, więc raczej skończy się na podsumowaniu. PSL, jak zwykle brudy wypierze za zamkniętymi drzwiami, Grzegorz Napieralski, szef SLD, pozbył się największego konkurenta, Wojtka Olejniczaka i też ma na jakiś czas jednak spokój. Natomiast, jak półtora roku temu, po wyborach parlamentarnych, największy ferment rodzi się w Prawie i Sprawiedliwości.

Zbigniew Ziobro bez ceregieli domaga się rozliczenia szefów kampanii, zupełnie nieprzypadkowo będących jego wewnętrznymi przeciwnikami – Adama Bielana i Michała Kamińskiego. Na to “odwinął się” sam prezes, nakazując mu milczenie i naukę języków obcych, jako posłowi, który w PE ma reprezentować majestat RP. Czy w ten sposób spacyfikował spodziewany rokosz? Wątpię.

Kilka tygodni temu, omawiając wstępny etap kampanii, stwierdziłem, że PiS czeka dezintegracja, może nie szybka, ale postępująca. Swoista erozja partii, odchodzenie jej członków, uwiąd struktur i w rezultacie – powołanie alternatywnej partii. Przyznam się, że zakładałem, że jednak wynik wyborczy PiS będzie gorszy, choć i ten rodzi pewne nadzieje…
Erozja postępuje, a przyczynia się do niej sam prezes. W pierwszej wersji, do PE nie mieli kandydować posłowie parlamentu krajowego, ale wystawienie przez PO silnych kandydatów, i wewnętrzna presja doprowadziły do tego, że pierwszy garnitur młodych polityków PiS znalazł się na listach. I ci najlepsi, z najlepszych, wspomniani Bielan, Kamiński, a także Paweł Kowal i nowy nabytek – Marek Migalski (co nie oznacza znów podniebnych zdolności i intelektualnej wirtuozerii…), pojadą do Brukseli. A kto zostanie? Stara, dobra kadra, sprawdzona przez lata… w porażkach, głównie. Co jeszcze można wykrzesać Z Gosiewskiego, Putry, Suskiego, czy Brudzińskiego? A do tego frustracja działaczy partyjnych (także tych, którzy do PE nie weszli) przerodzi się we wściekłość. I zostanie ona skierowana w stronę Jarosława Kaczyńskiego. PiS jest jego partią autorską, wodzowską, więc on, i tylko jest odpowiedzialny za porażkę. Przywódca zdaje sobie doskonale z tego sprawę, i będzie szybko, jak tylko będzie mógł, pacyfikował wszelkiego rodzaju sprzeciw i ferment. Nie należy liczyć na jakiekolwiek rozliczenia…
I oczywiście nie należy też liczyć na to, że sam podejmie decyzję o odejściu. On ma przecież do wykonania zadanie – reelekcję prezydencką brata Lecha. Dlatego też oddanie władzy nad partią, która jest jednocześnie machiną wyborczą, nie wchodzi w ogóle w rachubę. Kaczyński zaryzykuje odejścia z partii, nawet jej rozłam, ale władzy dobrowolnie nie odda. Jest zakładnikiem układu i modelu działania.

Read More

Varia powyborcze

Wyniki znane, jak widać dla większości komentatorów i polityków – nie specjalnie zaskakujące. Nikt nie poniósł miażdżącej porażki (poza sztucznie dmuchanym Libertasem), nikt nie wygrał tak, jak marzył. Jednym słowem, niespodzianek nie ma.

Ważniejsze jest przełożenie wyników tych wyborów na polską scenę polityczną. Dominująca pozycja Platformy Obywatelskiej, i to w momencie niemalże połowy kadencji Sejmu i w czasie kryzysu ekonomicznego, czym straszą i PiS i SLD – to wynik znakomity. Wybory uznali, że rządy sprawowane przez PO, ich styl i zawartość im odpowiadają. I z tego powodu PO może się cieszyć, jak również może się cieszyć jej lider, Donald Tusk. Premier już spokojnie może się zacząć przygotowywać do kampanii prezydenckiej.

PiS pozostaje największą partią opozycyjną, co nie znaczy, że jest silną opozycją. Biorąc pod uwagę procentowy wynik, koalicja PO – PSL ma miażdżącą przewagę. Widać to było wczoraj, po minie Jarosława Kaczyńskiego, dla którego właśnie krajowa scena polityczna jest najważniejsza. PiS nie jest już żadną alternatywą dla PO, więcej, biorąc pod uwagę rozkład społeczny głosów (wyborcy starsi, gorzej sytuowani) partia ta będzie traciła elektorat. PiS jest w podobnej sytuacji, co jeszcze do niedawna SLD. “Nie jest źle” Jarosława Kaczyńskiego, wypowiedziane na gorąco do kamery w sztabie wyborczym, tak naprawdę oznacza, że nie jest – i nie będzie – lepiej.

SLD uzyskała więcej mandatów, niż pięć lat wcześniej, jednak to także porażka. Trzecie miejsce to zachowanie status quo z przed lat dwóch – i wynik nie gwarantujący progresji. Zasmucający jest wynik PdP – Centrolewicy Dariusza Rosatiego i Marka Borowskiego. Czas, aby panowie oddalili się na pozycje “moralnych autorytetów”… a odbudowę lewicy, tej o rysie socjaldemokratycznym, zostawili innym.

Na scenie krajowej najwięcej na wynikach wyborów skorzystał…Paweł Piskorski i jego nowych wehikuł polityczny, Stronnictwo Demokratyczne. Piskorski, słusznie, zajął się odbudową substancji i organizacji partii, przygotowuje się w długim marszu do wyborów parlamentarnych i samorządowych, a nie wykluczone, że również wystawi własnego kandydata w wyborach prezydenckich. Zależy, kto zostanie polskim komisarzem w Komisji Europejskiej. Szykują się w najbliższym czasie fuzje tej partii z innymi, a także transfery osób o ciekawych nazwiskach. SD ma szansę być w przyszłości… trzecią siłą polityczną.

Smaczki kampanii, to wynik wyborów w Stanach Zjednoczonych, gdzie PiS wygrał, i to z wynikiem ponad 70%. To smutne, nasi rodacy żyją w świecie alternatywnym, i patrząc na ostatnie wyniki wyborów prezydenckich w USA, na upadek konserwatystów, można już się dowiedzieć, dlaczego polska Polonia nie liczy się na scenie politycznej w tamtym kraju.

Libertas, który był ciągnięty za uszy i ogon przez TVFarfał, osiągnął wynik kompromitujący – a jego działacze, panowie Zawisza, Grabowski, czy Podkański zapewne skończą żywot polityczny. Podobnie jest, mam nadzieję, z Samoobroną.

Zasmucający jest wynik wyborów w Małopolsce. Zwycięstwo ułomnego intelektualnie Zbigniewa Ziobro, który ani politycznie, ani merytorycznie i językowo nie jest przygotowany do posłowania w Parlamencie Europejskim, to znak, że krakowski konserwatyzm i poczucie smaku mocno się zdewaluowały.

Azrael

P.S. - Dodatkiem do artykułu jest nagranie, które można obejrzeć pod tym adresem - Komentarz video Azraela

Cisza dla refleksji

To, że cisza wyborcza, w takim wymiarze, czyli od godziny 24.00 w piątek, aż do niedzielnego wieczoru, godziny zamknięcia lokali wyborczych, nie ma sensu, kiedy system obiegu informacji tak uległ zmianie – jest chyba już dla wszystkich jasne, przynajmniej dla tych, którzy wiedzą, co oznacza słowo “internet”.

Okazuje się jednak, że nie dla Ferdynanda Rymarza, szefa Państwowej Komisji Wyborczej, który w wywiadzie dla “Gazety Prawnej” stwierdził;

“Informacje wyborcze zawieszone w internecie do piątku są legalne, ale osoby zamieszczające informacje wyborcze na stronach internetowych po godzinie 24 w piątek podlegają tej samej karze co osoby ukarane za rozrzucanie ulotek.”

Proste stwierdzenie pana Rymarza tylko komplikuje sprawę. Bo, jeżeli zamieszczę na swojej stronie internetowej, blogu, który zresztą jest na amerykańskim serwerze, agitkę wyborczą, to złamię ciszę wyborczą, czy nie? Wszak nie jestem przecież wydawcą bloga, a jedynie osobą prywatną. A jeszcze inaczej sprawa wygląda, jeżeli zamieszczę tylko link do strony, na której taki sondaż się znajduje. A czy, jeżeli zamieszczę, w formie cytatu wypowiedź kandydata na posła PE, zamieszczoną w czwartek, na innej stronie, nawołującą do głosowania na niego, to jak? Ustawa zostanie złamana, czy nie?

Cóż, uważam, że prawo do wypowiedzi, czyli inaczej mówiąc, konstytucyjne prawo obywatela do głoszenia swoich poglądów, jest przez ciszę wyborczą gwałcone. Art. 54 Konstytucji RP mówi;

Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

Jednocześnie artykuł 49 mówi, co następuje;

Zapewnia się wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się. Ich ograniczenie może nastąpić jedynie w przypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony.

Możemy przyjąć, że cisza wyborcza łamie nasze prawa obywatelskie, konstytucyjne, swobody głoszenia poglądów i zakazu komunikacji.

W krajach o utrwalonej demokracji pojęcie ciszy wyborczej występuje dość rzadko, jest nie do pomyślenia w USA.

Myślę, że powinien powstać ruch obywatelski, który by zmienił ten bzdurny przepis.

Z drugiej jednak strony ta cisza pozwala refleksyjnie na spojrzenie na minione kilka tygodni. Na kampanię o Niemcach, o Eryce Steinbach, o aktoreczce, co zmieniła preferencje, o niezależnych stoczniowcach, panu prezydentowi, co nie wspierał nikogo, a już na pewno nie kandydatów patriotycznej partii swego brata, o kulturze polemik i dyskusji (“Herr Zalewski”), o tym, że znów czas, pieniądze zostały wrzucone w błoto…

Może jednak warto pójść, ponieważ takich dwóch, co kiedyś chciało kraść księżyc, dziś przymierza się do gwiazdek na unijnej fladze…

Azrael