Jarosław Kaczyński na żywo

Kiedy prezes PiS-u, Jarosław Kaczyński przyjął zaproszenie do programu „Tomasz Lis na żywo” w TVP, było jasne, że nie będzie to zwykły wywiad. Większość komentatorów, dziennikarzy, ale także polityków, potraktowało to jako zastępczą debatę Jarosława Kaczyńskiego z premierem Donaldem Tuskiem, a Tomasz Lis miał być kimś w rodzaju silnego sparingpartnera. Donald Tusk był kilka tygodni temu w programie Tomasza Lisa i rozmowa była ostra, ale merytoryczna. Bo Tusk myśli o Polsce, a Kaczyński o odzyskaniu władzy, dla zniszczenia oblicza III RP i politycznych przeciwników. Lis wyzwanie zrozumiał, przygotował się do programu, choć mógł zrobić to lepiej. Nie ustrzegł się błędów i nie stłumił do końca emocji, choć jako publicysta miał do tego prawo. Postawił sobie z jednej strony cel przypomnienie wszystkich niedorzeczności, konfabulacji, kłamstw i manipulacji Jarosława Kaczyńskiego i pokazanie, że nowa/stara maska umiarkowanego polityka, jaką znów nosi Kaczyński, jest oszustwem. I choć trwało to dość długo, od połowy programu Kaczyński już był obnażony. Ten stary dobry Kaczyński od „porażających” spraw, „dyfamacji” i innych znanych bzdur.

Publicysta TVP posługując się cytatami, materiałami źródłowymi, przykładami, od pierwszych minut „grillował” szefa PiS. To nie była rozmowa i wywiad z szefem opozycji, ale zamierzone odzieranie Kaczyńskiego ze skorupy kłamstw. Doskonale wykorzystywał błędy Kaczyńskiego, jak choćby ten z dość śmieszną i kuriozalną sprawę straszenia Donalda Tuska pistoletem w windzie. To Kaczyński wywołał temat, a Lis tylko odwrócił lufę tego pistoleciku w stronę prezesa. Nie wszystkie sztychy Lisa w stronę Kaczyńskiego były czyste i perfekcyjne, ale tym bardziej widoczny był brak argumentów i ripost na wykazywane niekonsekwencje, konfabulacje, czy pomówienia. Najwyraźniej chyba zostało to zaznaczone w momencie, kiedy Tomasz Lis poruszył sprawę opinii Kaczyńskiego, zawartą w jego ostatniej książce, że obecna kanclerz Niemiec, Angela Merkel, została szefem rządu w wyniku niejasnych układów. Podtekstem tego jest to, że jako urodzona w NRD musiała być pod wpływem Stasi…Podobnie było z tematem kiboli, gdzie Kaczyński odżegnując się od koalicji z nimi, jednocześnie bronił bandyty Staruchowicza, vel „Staruch”.

Continue Reading →

Objazdu dzień drugi

Drugi dzień rejsu autobusu Donalda Tuska i jego ekipy po południu kraju. Rejs będzie trwał aż do piątku, poza krótką przerwą na posiedzenie rządu we wtorek.

Poranek to poranny jogging wokół Błoń krakowskich, w towarzystwie posła Ireneusza Rasia i sportowców, piłkarzy, Marka Koźmińskiego i Tomasza Rząsy. Dwie rundy, premier kończy z twarzą koloru swojego czerwonego dresu, ale Marek Koźmiński, przecież sportowiec, na ostatnich nogach… Za to Katarzyna Kolenda-Zaleska z TVN jak nowa… tylko, że trasę przejechała Melexem… Po kilku minutach Tusk już odpowiada na pytania dziennikarzy na improwizowanym briefingu pod drzewem. O polityce, oczywiście…”Ja cztery lata temu też myślałem, że w Polsce można więcej osiągnąć. Nie przewidziałem kryzysu. Pamiętam, że cztery lata temu być może powiedziałem za wiele…”. Mówi także, że jeżeli wygra, to rząd czeka poważne przemeldowanie – zostanie może pięciu ministrów.

Niespełna po godzinie już następne spotkanie – Rynek Podgórski, białe miasteczko medyczne. Premier po biegu zrewitalizowany i pełen energii. Słowa do mieszkańców, a właściwie zwolenników PO. Plac, nieduży, nie jest wypełniony do końca, ale są przecież kamery, niektóre stacje dają live… Obok premiera stoi jego ekipa polityczna, nawet pojawił się poseł Jarosław Gowin i były minister ON, kandydat na senatora, Bogdan Klich. Choć raczej jest z boku, ale do zdjęcia został zaproszony. Ale tak jak w sobotę gwiazdą był Tomasz Karolak, tak dziś gra… pardon, towarzyszy premierowi znakomity aktor krakowsko-warszawski, Andrzej Grabowski…

Continue Reading →

„Polska została dziś zawłaszczona przez sondażokrację” – Wawrzyniec Konarski

Polityka w Polsce, a zwłaszcza członkostwo w którejkolwiek z izb parlamentu okazało się znakomitym biznesem, jest połączeniem działalności politycznej z konkretnymi korzyściami merkantylnymi. Z prof. Wawrzyńcem Konarskim, politologiem UJ rozmawia Azrael.

Prof Wawrzyniec Konarski, www.centrumprasowe.swps.pl

Azrael Kubacki: Panie profesorze, jak Pan ocenia tegoroczną kampanię, czy da się do niej przyłożyć jakieś schematy, szablony z poprzednich kampanii wyborczych do parlamentu?

Prof. dr hab. Wawrzyniec Konarski: W sensie formy nie jest to kampania agresywna. Są w niej złośliwości, ale nie ma to tak ostrego wymiaru, jak słynny „dziadek z Wehrmachtu”, podobnych epitetów nie możemy znaleźć w tegorocznej kampanii. Co do jakości… jednak jest trochę merytoryczna, co mnie osobiście cieszy. Retoryka smoleńska ma w niej minimalne znaczenie. Wielokrotnie wcześniej sygnalizowałem, że najlepszym sposobem dialogu jest punktowa forma wypominania rządzącym tego, czego oni nie zrealizowali, pomijając motywacje atakujących, dlatego, że jest to pewna forma dialogu, choć na dużą odległość. Debaty Tusk – Kaczyński raczej nie będzie, ale jednak pewna znamiona dyskusji pomiędzy nimi są, jeden wyraża pewną opinię, a drugi się do niej odnosi, choć oczywiście tylko wtedy, kiedy jest im to na rękę.

Jakościową zmianą w tej kampanii jest to, że praktycznie całą kampanię po stronie PO wziął na swoje barki Donald Tusk, zajmuje się nie tylko strategią, ale również taktyką jej prowadzenia. Okazuje się po raz kolejny, że PO jest wewnętrznie partią bardzo oligarchiczną, w istocie wodzowską, ale jest to przekazywane w sposób miękki do mediów. W przypadku PiS-u mamy do czynienia z władzą w partii sprawowaną w sposób całkowicie autorytarny, natomiast w przypadku Donalda Tuska mamy autorytaryzm miękki co do formy, ale za to twardy co do treści. Oczywiście, tego na zewnątrz nie widać, nici wewnętrznych powiązań są ukryte, ale patrząc na brak cyrkulacji elit wewnątrz PO, widać twarde zarządzanie partią. Jest to siła Donalda Tuska, ale również jego słabość, ponieważ on sam musi być i mózgiem i motorem swojej formacji. Zdał sobie sprawę, że na niewielu swoich ministrów i współpracowników może liczyć.

Continue Reading →

Gaz łupkowy – miraż, interes, czy polityka?

Od kilku lat słyszmy, że Polska leży na gigantycznych złożach gazu łupkowego. Szacunki, ale jak na razie tylko szacunki, mówią że mamy go 5,3 biliona m3, co przy rocznym zużyciu krajowym na poziomie kilkunastu miliardów metrów sześciennych rocznie, czyni nas krezusami. Więcej od nas mają w Europie, ale też tylko szacunkowo, Brytyjczycy. Dziś wydobywamy około pięć miliardów metrów sześciennych gazu ziemnego rocznie, metodami konwencjonalnymi. Po uruchomieniu wydobycia gazu łupkowego na skalę przemysłową, produkcja mogłaby wzrosnąć nawet do 30 mln m3 rocznie. Ale choć gazu łupkowego szuka już w naszym kraju ponad 30 firm, przyznano około 220 koncesji na poszukiwania, to jednak próbnych odwiertów jest mało. PGNiG rozpoczęło wydobycie gazu z łupków w Lubocinie w pobliżu Wejherowa. Ale kiedy przerodzi się to w wydobycie przemysłowe – dalej nie wiadomo.

Pytań i wątpliwości w sprawie gazu w dalszym ciągu jest więcej, niż realnych danych i informacji. Gra się toczy na różnych płaszczyznach i w różnych miejscach, w Warszawie, ale i w Brukseli, a także w… Moskwie, gdzie siedzibę ma Gazprom.

W Brukseli można usłyszeć bardzo różne głosy ekspertów energetycznych i politycznych w sprawie wydobycia gazu łupkowego. Przykładem tego była międzynarodowa konferencja zorganizowana przez polskich europarlamentarzystów, skupionych we frakcji EPP Parlamentu Europejskiego, 20 września tego roku, w siedzibie Parlamentu Europejskiego w Brukseli. Konferencja, prowadzona przez Jacka Saryusz-Wolskiego, Bogusława Sonika i Lenę Kolarską-Bobińską, poruszyła najpoważniejsze problemy wydobycia gazu łupkowego w Polsce. Polityczne, ekonomiczne, ale również technologiczne, gdyż jednym z zaproszonych specjalistów był prof. Paweł Poprawa z Państwowego Instytutu Geologicznego. Reprezentowani byli specjaliści z całego świata, między innymi p. Saya Kitasel z Worldwatch Institute, czy p. Brian Horsfield z Gas Shales in Europe (GASH). A na wypełnionej po brzegi sali byli zwolennicy wydobycia gazu, jak i jego przeciwnicy, między innymi europosłowie z frakcji Zielonych.

Continue Reading →

Putin – Miedwiediew – zmiana czy kontynuacja?

Dmitrij Miedwiediew objął władzę na Kremlu w maju 2008 roku. Został wybrany w wolnych, demokratycznych, tajnych wyborach, ale jak wszyscy doskonale wiedzieli, z namaszczenia swojego poprzednika, Władimira Putina. Dostał ponad 70% głosów, przy frekwencji przekraczającej 60%. Po raz pierwszy w Rosji postsowieckiej został wybrany prezydent po panowaniu po pełniej, dwukrotnej kadencji swojego poprzednika. Wielu zauważyło wtedy, że Miedwiediew po złożeniu przysięgi z dłonią na rosyjskiej konstytucji, sam podjął insygnia władzy, a nie z rąk Putina. Odebrano to jako sygnał, że nowy przywódca nie będzie żadną marionetką. Potwierdził to zresztą w wywiadzie dla polskiej prasy kilka miesięcy później adwokat Michaiła Chodorkowskiego, Robert Amsterdam, który stwierdził, że Miedwiediew jest samodzielnym, autonomicznym politykiem.

Pojawiły się natychmiast pytania – kto będzie rządził w Rosji, czy będzie to nowy prezydent, czy jednak siła władzy zostanie przy Putinie, który został premierem? Rosyjski oligarcha, polityczny emigrant, Borys Bieriezowski twierdził wtedy, że choć argumenty i siła polityczna są po stronie Putina, to jednak Miedwiediew będzie tym, który z każdym rokiem swojego panowania będzie zdobywał przewagę. Czy z perspektywy lat i informacji, jakie do nas spłynęły z Moskwy w sobotę, pomylił się? Niekoniecznie.

Obaj szefowie państwa, Miedwiediew i Putin, tworzą duumwirat polityczny. Putin panuje głównie nad sprawami wewnętrznymi Rosji, nad administracją, nad gospodarką. Nie wynika to tylko z zapisów samej Konstytucji Rosji, ale również z tego, że Putin przystąpił do wzmocnienie roli premiera w strukturach władzy. Sprawy nadzoru nad aparatem bezpieczeństwa pozostały w gestii urzędu prezydenckiego, jak i sprawy zagraniczne – decyzje jednak w kluczowych sprawach zapadają w konsultacji pomiędzy Putinem i Miedwiediewem. I ci dwaj politycy, nie pokłócili się o władzę, ponieważ to ludzie z jednego koszyka, pragmatycy polityczni.

Nie zgadzam się z opinią jednego z moich kolegów ze „Studia Opinii”, Sławomira Popowskiego, wieloletniego polskiego rezydenta PAP-a i „Rzeczpospolitej” w Moskwie, znakomitego dziennikarza, że rosyjska demokracja to demokracja „imitacyjna”. To jest demokracja, która wpisuje się doskonale w historię Rosji i doświadczenia współczesnych aktorów tamtej sceny politycznej. To demokracja autorytarna, do jakiej Rosjanie są przyzwyczajeni. To demokracja bardzo różniąca się od reżimu Łukaszenki. To ustrój, który był, jest i będzie akceptowany przez Unię Europejską, Stany Zjednoczone i przyszłego hegemona, Chiny.

Continue Reading →

Medialny cyrk

Andrzej Ż., były pracownik Centralnego Biura Śledczego, prawnik, emeryt mundurowy, krótko pracownik jednego z warszawskich urzędów skarbowych, oblał się rozpuszczalnikiem i podpalił w Alejach Ujazdowskich, na przeciwko KPRM. Pozostawił list do premiera Donalda Tuska, w którym stwierdza na podstawie „uzasadnionych podejrzeń popełnienia wielu przestępstw”, przez pracowników i kierownictwo US i że to jest motywem jego samopodpalenia. Wzmiankuje też o problemach ze znalezieniem pracy, jakoby z powodu szykan po ujawnieniu nieprawidłowości w US na warszawskiej Pradze. Andrzej Ż. na wielu prawicowych portalach i wielu gazetach jest bohaterem o sprawiedliwość i ofiarą „systemu”. Wina Tuska…

Andrzej Ż., były pracownik CBŚ, emeryt mundurowy z emeryturą w kwocie prawie 3000 zł miesięcznie, krótko pracownik jednego z warszawskich urzędów skarbowych, zwolniony po okresie trwania rocznej umowy, oblał się rozpuszczalnikiem i podpalił w Alejach Ujazdowskich, na przeciwko KPRM. Pozostawił list do premiera Donalda Tuska, w którym stwierdza na podstawie : „uzasadnionych podejrzeń popełnienia wielu przestępstw”, przez pracowników i kierownictwo US i żet o jest motywem jego samopodpalenia. Tylko ogólnikowo pisze o przestępstwach w US, nie wspomina, że zadłużenie, do jakiego doprowadziła jego rodzina, kredytowe, na kartach płatniczych, jest zawinione przez niego. Tak, ponieważ kwota 3000 złotych jest dla wielu marzeniem, a nieumiejętność przeżycia za nią jest drwiną dla wielu z tych, którzy pozbawieni są nawet zasiłku… Pan Andrzej Ż. nie radzi sobie, nie jest to wina państwa, a już na pewno premiera Donalda Tuska…

Obie narracje są upowszechnione w mediach, internecie. W zależności od tego, jaka jest pozycja piszących i jakie są potrzeby, przeważa jedna, lub druga. Są to jednak głównie domysły i spekulacje, a dziennikarze i publicyści już próbują zakwalifikować sprawę politycznie, sugerują, komu ona zaszkodzi. I robią wszystko, jak bezcenny, nieoceniony dla Prawa i Sprawiedliwości Tomasz Sakiewicz i jego tabloid, aby nadać temu tragicznemu wydarzeniu wymiar polityczny i ogólnospołeczny. Już porównuje się czyn sprzed KPRM do samospalenia Ryszarda Siwca z roku 1968, czy równie tragicznej śmierci Jana Palacha w czeskiej Pradze. Rozpoczęła się gra polityczna, zgodna z interesem Prawa i Sprawiedliwości. Nie ważne jest to, że Andrzej Ż. zwolniony został z pracy w roku 2008, a aktu desperackiego dokonał 3 lata później. Ważne jest to, że można to wykorzystać. Rzadko pojawia się gdzieniegdzie głos rozsądku, że może rzeczywiście coś jest na rzeczy ze sprawą funkcjonowania państwa, że warto przyjrzeć się prawu, procedurom, może powtórzyć kontrolę w tym urzędzie (które po pismach Andrzeja Ż. przeprowadzono, ale nie wykazały one nieprawidłowości), ale nie w atmosferze nagonki politycznej, kampanii wyborczej i tragedii człowieka i jego rodziny.

Na dziś wygląda to na to, że samopodpalenie Andrzeja Ż. to raczej sprawa dla biegłych lekarzy, psychiatrów. Może jest on tylko człowiekiem niedojrzałym emocjonalnie, może coś więcej. Ale akt, którego dokonał, mając pod opieką czwórkę potrzebujących go osób, należy najpierw rozpatrywać w kategoriach medycznych, później społecznych, na końcu politycznych. Tego wymaga odpowiedzialność, dziennikarzy, komentatorów, polityków. Andrzej Ż. to nie jest sprawa typu mordercy z łódzkiego biura PiS, Ryszarda C., a tak już zaczyna być medialnie traktowana.

Azrael

​​

Palikot w Sejmie?

Sondaże, sondaże… wszyscy narzekają na ich jakość, ale kiedy się jakikolwiek pojawia, jest szeroko cytowany i równie szeroko komentowany. Czasem tylko zagląda się za kulisy i sprawdza, jakiej metodologii użyto i na jakiej grupie wyborców dokonano badania (manipulacji?).

Ale od pewnego czasu, od kilku tygodni we wszystkich badaniach można zauważyć prawidłowość – Ruch Palikota rośnie. Od 1% doszedł już do 6%. A są także badania, realizowane poza oficjalnymi ośrodkami badań opinii, dające Palikotowi ponad 7%. Są to badania uliczne i we wszystkich zbadanych okręgach ruch Janusza Palikota osiągnął ten poziom.

Palikot po wielu tygodniach objazdu Polski, organizacji struktur, spotkań z każdym, kto chciał się z nim spotkać, zbiera owoce. Rejestracja list w całej Polsce i stworzenie w związku z tym komitetu ogólnokrajowego odnowiło Januszowi Palikotowi także przepustkę do mediów, nie tylko do oficjalnych programów wyborczych w telewizji publicznej, ale również do programów publicystycznych.

Ruch Poparcie Palikota ma więc szansę na wprowadzenie do Sejmu kilkunastu swoich członków, zbierając głosy liberalnych obyczajowo młodych ludzi, dla których inne partie nie mają żadnej oferty. Liberalizm obyczajowy młodych Polaków jest wprawdzie nieco konserwatywny, jednak istnieje spora grupa społeczna, która nie odnajduje się w innych partiach.

Continue Reading →

Kaczyński ogłupia

Joanna Kluzik-Rostkowska, kiedyś członkini Prawa i Sprawiedliwości, teraz, po przygodzie z PJN, kandydatka PO do Sejmu, napisała do Tomasza Poręby, szefa sztabu wyborczego PiS list otwarty. Ostrzega w nim polityków bliskich Jarosławowi Kaczyńskiemu, że obserwując kampanię wizerunkową szefa PiS, jaka jest prowadzona od pewnego czasu, widzi w niej dokładnie to samo, czego była świadkiem (i współtwórcą, jako szefowa sztabu wyborczego) w roku 2010, w czasie kampanii prezydenckiej. Widzi zakłamanie, puste deklaracje i obietnice, które dzień po wyborach zostaną zanegowane i wyrzucone na śmietnik. Kluzik-Rostkowska zawraca uwagę, że tego rodzaju „trik wizerunkowy” może udać się tylko raz, a wiarygodność straci nie Kaczyński, ale osoby, które mu pomagają. I przytacza na dowód własną osobę, jako tę naiwną, która podczas poprzedniej kampanii „miała głębokie poczucie, że mówi Polakom prawdę”, i uważała, że „Jarosław Kaczyński chce poważnej dyskusji o polskich sprawach, o miejscu Polski w Europie, że ma politycznych przeciwników, a nie wrogów.” W ciepły lipcowy wieczór wyborczy okazało się, jak bardzo się myli…

Niektórzy oskarżają Joannę Kluzik-Rostkowską, że jest całkowicie niewiarygodna (taką opinię wygłosił dziennikarz „Rzeczpospolitej”, Piotr Zaremba w niedzielnym programie „Loża prasowa” w TVN24). Tylko, że kto inny, jakie nie były szef sztabu kandydata na prezydenta może wiedzieć, jakie zdolności manipulacji tkwią w Kaczyńskim i jak potrafi oszukać on nie tylko wyborców, pardon, wyznawców, lecz również swoje otoczenie. Nie tylko ona, ale również inni Michał Kamiński, Paweł Poncyliusz, Jan Ołdakowski, czy Marek Migalski płacą teraz cenę za zaufanie, jakim obdarzyli Kaczyńskiego. Ta cena to prawdopodobnie ich brak w polskiej polityce…

Kaczyński nie musi przekonywać swojego twardego elektoratu. On jest już kupiony, obezwładniony i zmanipulowany. To ci, którzy święcie wierzą w spisek smoleński, w to, że żyjemy pod rządami Donalda Tusk w kondominium rosyjsko-niemieckim, że polski katolicyzm jest zagrożony przez wpływy szatana, którego emisariuszem stała się muzyk rockowy, Adam Darski – Nergal. Czeka nas katastrofa państwa, społeczeństwa, a jedyną nadzieją jest „pisowski lud”, który na kolejną miesięcznicę wręczy Kaczyńskiemu złote klucze do władzy. Jarosław Kaczyński nie buduje państwa alternatywnego – on już je zbudował w świadomości dużej części społeczeństwa. I to jest problem, z którym trzeba się będzie zmierzyć – dłużej, niż przez jedno pokolenie…

Continue Reading →

Sondaże z kapelusza

Na początek wyniki sondaży badania opinii publicznej z ostatnich dni, pokazujące poparcie dla dwóch największych partii politycznych;

Homo Homini: PO: 31%, PiS 29%

OBOP: PO 46%, PiS 29%

MillwardBrown SMG/KRC: PO: 35%, PiS: 29%

Jak widzimy, różnica waha się od 2% do aż 17%. I czy można na tej podstawie wysnuć jakieś wnioski? Można. Takie, że znów, podobnie jak w przypadku wyborów prezydenckich w roku 2010 i parlamentarnych z roku 2007, niektóre sondażownie czeka kompromitacja. A drugim wnioskiem jest taki, że sondaże, niezależnie od tego kto je zrobił i jakich metod użył, mogą być przydatne marketingowo, do mobilizacji elektoratu. Nie przybliżają nas jednak do odpowiedzi na pytanie, która partia i z jaką przewagą wygra październikowe wybory do Sejmu. A prognozowanie wyników do Senatu w tym roku, z racji zmiany ordynacji, jest zupełnym wróżeniem z fusów.

Warto pamiętać, że badania ośrodków opinii publicznej nie dotyczą tego, kto i z jakim wynikiem wygra wybory, ale tak naprawdę są to badania preferencji politycznych wyborców. To, czy przełożą się one na faktyczne wyniki, zależy od tego, jak dokładnie zostanie przeprowadzony sondaż, czy będzie on telefoniczny, czy ankieterski, jak duża grupa zostanie poddana badaniom, a także jak zostanie przeprowadzona estymacja wyników badania na całą populację wyborców, uprawnionych do głosowania. Chyba najważniejszym problemem jest to, jak zostanie zaliczona (policzona) grupa wyborców niezdecydowanych, nie tylko na jaką partię oddać głos, ale także tych niezdecydowanych, czy do wyborów w ogóle pójdą. Bo wyniki głosowania twardego elektoratu poszczególnych partii mogą zmienić swoją siłę w zależności od tego, czy frekwencja wyborcza będzie wynosiła 40, 50 czy może 60% wszystkich uprawnionych do głosowania.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 9. września

Pojedynek

Margaret Hoover, pra, pra, prawnuczka byłego prezydenta USA, Herberta Hoovera, zagorzała wielbicielka byłego prezydenta USA, Georga W. Busha, osoba regularnie występująca w telewizji w swojej ostatniej książce twierdzi, że to Republikanie są partią postępowa, dbającą o środowisko, edukację oraz rozwój naukowy i ekonomiczny tego kraju. Ostrzega jednak, że aby wygrać w wyborach na prezydenta w 2012 roku, Republikanie muszą zjednać sobie tzw. „mileniowców” czyli osoby urodzone pomiędzy 1980 i 1990. Republikanie stracili glosy młodych ludzi w 2004 roku i 2008 roku. Według Hoover, aby zyskać ponownie poparcie młodych ludzi, należy zwrócić ich uwagę na finansową rzeczywistość jaka ich czeka w przyszłości. Według Hoover, Republikanie to partia równości, która dba o prawa dla gejów, najbiedniejszych, kobiet oraz wierzy w postęp nauki i rozwoju ekonomicznego. Margaret Hoover żyje w świecie iluzji. Wystarczyło obejrzeć debatę prezydencka Republikanów, aby to, co głosi Margaret Hoover obalić. 7. września kandydaci Republikanów na prezydenta USA przedstawili swoja platformę polityczna. Przez długi czas, Mitt Romney był w czołówce. Jakkolwiek kiedy do pojedynku przystąpił Rick Perry, gubernator Teksasu stracił przewagę.

Continue Reading →

Tabloid dla niewybrednych

Tomasz Sakiewicz potrafi robić pieniądze. Niektórzy twierdzą, że nie ma żadnych hamulców, aby robić pieniądze, wykorzystując wszelkie metody. Dowodów nie brakuje, a tym koronnym jest wzrost nakładu jego flagowego wydawnictwa, tygodnika „Gazeta Polska”, który przez ostanie prawie półtora roku napędzany był historiami i bajkami o spiskach i zamachach, dotyczących katastrofy smoleńskiej. Dziś, jak dobry posokowiec, Sakiewicz poczuł złą krew wokół „Rzeczpospolitej”, która w wyniku zmiany właściciela może stracić swój narodowo-konserwatywny profil i postanowił wejść na rynek z dziennikiem, pod nazwą „Gazeta Polska Codziennie” (GPC). Ma być to tabloid polityczno-plotkarski, z położeniem nacisku na sport.

Szef wydawnictwa Niezależne Wydawnictwo Polskie Sp. z o.o. i naczelny GPC postanowił z przytupem zareklamować nowy dziennik. A właściwie nie tyle zareklamować, co w sowim stylu sprowokować skandal. Bo Sakiewicz oprócz pieniędzy lubuje się w skandalach i prowokacjach. Działa trochę metodą starą jak świat, prowokując reakcję oficjalnych instytucji i mediów, pozując na niezależnego i pokrzywdzonego, jednocześnie wykorzystując słabości i luki prawa. Przygotował spot reklamowy, w którym możemy obejrzeć zbitkę odniesień do rządów Platformy Obywatelskiej, mediów głównego nurtu, tragicznych śmierci kilku osób (m.in. Andrzeja Leppera, Grzegorza Michniewicza, ministra KPRM, Eugeniusza Wróbla, byłego wiceministra gospodarki) i zamachu na działacza PiS w Łodzi. Z 30 sekundowego spotu można wysnuć wniosek, że za wszystko odpowiedzialne są rządy PO i dlatego należy im patrzeć na ręce. Sakiewicz nie waha się przed posługiwaniem tragedią, zmarłymi, ale robi to zręcznie. Całość ma jednak wymiar prowokacji i jest zamierzonym działaniem na wywołanie afery. I to się udaje.

Continue Reading →

Puste debaty

Debaty, debaty, debaty… najczęściej słyszane słowo w tegorocznej kampanii wyborczej. Wszyscy komentatorzy, obserwatorzy twierdzą, że obok samego aktu wyborczego, właśnie debata jest kwintesencją demokracji. Wyborcom się to należy, wyborcy mają prawo poznać programy partii i poglądy polityków na rożne sprawy. I naiwnie sądzi się, że na tej podstawie podejmą decyzję wyborczą, na kogo oddać głos. Jak to się ma do deklarowanego zainteresowania życiem politycznym, a przede wszystkim do frekwencji wyborczej – już rzadko kto wspomina. A frekwencja w Polsce raczej nie przekracza 50% uprawnionych do głosowania…

Odbyła się pierwsza debata merytoryczna w telewizji publicznej, z udziałem przedstawicieli wszystkich komitetów wyborczych. Oglądalność – niewiele przekroczyła 1,2 mln widzów, co jak na temat (gospodarka), miejsce i czas jest wynikiem po prostu nędznym. I potwierdza opinię, że elektorat nie interesuje się merytoryczną zwartością programów, ale wizerunkiem polityków. Debata zresztą „zasługiwała” na taką oglądalność. Była źle zorganizowana, chaotyczna (bezsensowne pytania video od widzów), a skład dyskutantów i czas na wypowiedzi skłaniał raczej do solowych, populistycznych występów, a nie do dyskusji, czyli debaty. I zamiast poznania racji poszczególnych komitetów wyborczych, partii politycznych, otrzymaliśmy kolejną dawkę szumu informacyjnego i politycznego PR. Dlatego najlepiej wypadli populiści lewicowi, Janusz Palikot i Bogusław Ziętek, a najgorzej naukowiec reprezentujący PiS, profesor Jerzy Żyżyński. A gwiazdą debaty był prowadzący redaktor Tadeusz Mosz, mający wybitne zdolności do autopromocji…

Continue Reading →

Pod białą flagą

Tegoroczna kampania wyprana jest z treści jak żadna inna do tej pory. Tak do końca nie wiadomo, czy jest to wina partii politycznych i sztabów wyborczych, czy może jednak jakości przekazu mediów. Bo media, szczególnie te elektroniczne, są już bardziej tabloidami, niż ośrodkami opinii i kontroli działalności polityków. Króluje narracja, marketing, przekaz wizualny, a nie słowo, dyskusja, program. Choć jest jedno słowo, które w tym roku, przed październikowymi wyborami robi furorę. To słowo debata.

Wszyscy dyskutują o tym, kto, kiedy i z kim będzie debatował. Jak na drugi miesiąc oficjalnej kampanii wyborczej, odbyła się do tej pory jedna poważna debata telewizyjna, dotycząca spraw ochrony zdrowia. Szefowie najpoważniejszych partii politycznych tokują samodzielnie przed kamerami, jak zrobił to Jarosław Kaczyński w Polsat News i TVP Info i Donald Tusk w programie Tomasza Lisa w telewizji publicznej. Innych szefów partii trudno zobaczyć w klasycznych debatach przedwyborczych, raczej są to relacje z „terenu”, ze spotkania z wyborcami. Ale trudno z tych spotkań wyciągnąć jakiekolwiek wnioski co do programów, planów, zamierzeń partii politycznych po wygranych wyborach, lub w opozycji. Wprawdzie wszyscy wszystkim zarzucają brak programu i pomysłów na Polskę, ale jednocześnie twardo trzymają przy piersi swój własny program. I istnieje takie podejrzenie, że tego programu nie mają. Tu w najlepszej sytuacji jest Platforma Obywatelska, która po prostu może zaproponować kontynuację swojego programu i rządzenia, co jak pokazują sondaże, w dłuższym okresie, wyborców zadowala.

Continue Reading →

Otrzeźwiająca debata

Jarosław Kaczyński godząc się na spotkanie z dziennikarzami TVP Info i Polsat News, Andrzejem Godlewskim i Dorotą Gawryluk wiedział doskonale, czego można oczekiwać.

Spotkanie, szumnie nazwane debatą, miało określone cele. Pierwszym z nich było pokazanie, że szef Prawa i Sprawiedliwości jest najpoważniejszym partnerem politycznym rządzącego Donalda Tuska i że należy się z nim liczyć. Utwierdził go w tym zaraz na początku spotkania redaktor Godlewski, pytając czy prawdą jest to, że wewnętrzne sondaże pokazują, że PiS wygra. Kaczyński ochoczo na to przystał, sugerując, że zwycięstwo będzie tak wyraźne, że jego formacja będzie rządzić samodzielnie.

Po drugie, otrzymał bezpłatny czas reklamowy, całe 50 minut, gdzie mógł do woli sobie pohasać, poopowiadać różne rzeczy, a dziennikarze niespecjalnie mu przeszkadzali. Nawet kiedy zadawali pytania trudniejsze, czynili to w sposób i z miną taką, jakby się tego wstydzili. Po trzecie, Kaczyński swoim występem włożył kij w szprychy konkurencyjnej, prawdziwej debacie na temat służby zdrowia, odciągając dość skutecznie widzów od tamtego, profesjonalnego i dobrego spotkania.

Co do warstwy merytorycznej spotkania, nie dowiedzieliśmy się wiele nowego, a właściwie potwierdziła się znana już prawda, że lider największej partii opozycyjnej nie jest wstanie przedstawić programu i planu rządzenia państwem, jeżeli doszedłby do władzy. Więcej, poza teorią silnej, scentralizowanej władzy, Jarosław Kaczyński nie ma pomysłu na państwo. Wszystkie jego poprzednie pomysły, łącznie ze zmianami w Konstytucji, zostały już dawno sprane. Dlatego też głównym motywem spotkania były odniesienia do rządów Donalda Tuska w każdym prawie momencie, czego symbolem miała być biała flaga powiewająca nad Kancelarią Premiera Rady Ministrów, oznaczająca brak samodzielności Donalda Tuska w polityce wewnętrznej i zagranicznej.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 7. sierpnia

Alternatywna terapia

 

Wkrótce Republikanie oraz Tea Party wybiorą swojego kandydata, który będzie startował przeciwko prezydentowi Obamie w wyborach w 2012 roku. Republikanie oraz członkowie Tea Party nalezą do konserwatystów, którzy są przeciwko Muzułmanom, gejom, aborcji, środowisku naturalnemu oraz ateistom. Michele Bachman startuje na kandydata swojej partii na prezydenta USA. Jej mąż, Marcus Bachmann jako terapeuta prowadzi klinikę, w której stosuje się terapie konwersyjne polegające na nawróceniu homoseksualisty na heteroseksualizm. Michele Bachmann jest osobą głęboko wierząca. A Michele Bachman robi to co mówi jej mąż. Według niej właśnie tak zachowuje się osoba wierząca, gdyż kobieta powinna słuchać męża. To mąż powiedział jej aby została prawnikiem od podatków i to mąż powiedział jej aby startowała na urząd prezydenta USA. Marcus Bachman miałby wpływ na życie wielu ludzi jeżeli Michele Bachman zostałaby wybraną na prezydenta. Patrząc na Marcusa Bachmana, na jego sposób zachowania, poruszania, mówienia, ubierania oraz manieryzmów, nasuwa się przypuszczenie, że on sam jest gejem, ale ze względu na wiarę, która nie akceptuje homoseksualizmu postanowił zostać heteroseksualistą. Tak jak i kilku innych terapeutów stosuje terapie konwersji, która ma pomoc wierzącym gejom aby zostali heteroseksualnymi mężczyznami. Według APA, Zrzeszenia Amerykańskich Psychologów, ta terapia nie daje rezultatów, wręcz przeciwnie, szkodzi. Ale to nie przeszkadza dużej grupie religijnych ekstremistów w stosowaniu owej terapii. W telewizji pokazano program gdzie obie strony mogły przedstawić argumenty za i przeciw terapii konwersji. Rich Wyler, należał do grupy mężczyzn, którym terapia pomogła stać się heteroseksualistą. Wyler powiedział, że terapia zmieniła jego nastawienie do mężczyzn i już ich nie postrzega jako obiektów pożądania. Wyler wychowywał się w domu zdominowanym przez matkę. Według terapeuty właśnie to było przyczyną, że stał się gejem. Dodatkowo, Wyler był głęboko wierząca osobą, bycie gejem izolowało go od wszystkiego co kochał gdyż jako gej nie był akceptowany. Peterson Toscano reprezentował grupę przeciwko terapi konwersji. Toscano spędził siedemnaście lat uczestnicząc w terapii, która według niego wyrządziła mu ogromną krzywdę, gdyż nie mógł zaakceptować kim był i zrozumieć, że bycie gejem to nic złego. Terapia polega na tłumaczeniu „chorym” , że ich postępowanie było niezgodne z wiarą chrześcijańską. Pacjenci musieli pisać raporty dotyczące ilu mieli kochanków oraz swoje doświadczenia.

Psychologowie oraz lekarze uważają, że tendencje seksualne są zdeterminowane wcześnie w życiu każdego z nas i próba zmiany owych orientacji jest niewskazana. Jeden z lekarzy powiedział, że to tak jakby z mężczyzny hetero próbowano zrobić homoseksualistę. Na Florydzie, metody terapii konwersyjnej są bardzo popularne. Uczestniczący czytaja Sports Illustrated przedstawiający roznegliżowane modelki, mają spotkania z kobietami aby nauczyć się z nimi rozmawiać jako mężczyzna heteroseksualny, muszą czytać obowiązkowe lektury typu „Siedem nawyków bardzo homoseksualnych mężczyzn” oraz „To co robiłem w przeszłości”. Jednym z głównych faktorów aby stać się hetero jest wiara w Boga. Według terapeutów wiara pomaga i jest w stanie uleczyć gejów. Wyler powiedział , że to właśnie wiara w Boga pomogła mu stać się hetero. Jako młody mężczyzna o orientacji homoseksualnej przeprowadził się do Las Vegas, opuścił rodzinę, kościół, przyjaciół ponieważ bycie gejem nie bylo akceptowane. Wyler miał wiel przypadkowych romansów, ale po jakimś czasie stwierdził, że jest samotny, że brakuje mu miejsca oraz ludzi z którymi się wychował. To pragnienie spowodowało, że postanowił spróbować terapie konwersji. Wyler twierdzi, że jest całkowicie wyleczony i obecnie jest wyłącznie zainteresowany kobietami. Według danych z jednej z klinik, 29 z 111 mężczyzn twierdziło, że po kursie nie miało żadnych zainteresowań seksualnych w stosunku do mężczyzn. Ich obiektem pożądania była Rachel z „Przyjaciół” grana przez Jennifer Aniston oraz tenisistka Anna Kurnikowa. Sześciu pacjentów popełniło samobójstwo. Większość terapeutów prowadzących owe terapie to byli homoseksualiści lub „niezadeklarowani geje”. Propagatorzy owej terapii twierdza, że kobiety są zainteresowane byłymi gejami gdyż dobrze się ubierają, lubią oglądać filmy z Cary Grantam, dobrze zarabiają, są zawsze emocjonalnie dostępni w porównaniu do mężczyzn heteroseksualnych. Terapia uszczęśliwia duży procent kobiet…

Mąż Michele Bachmann, Marcus kupuje swojej żonie ubrania i to on decyduje w co Michele Bachmann ma się ubrać. Bachmann twierdzi, że nie stosuje terapii konwersji w swojej klinice, ale stowarzyszenie ludzi walczących z religijnymi ekstremistami odnalazło pacjentów Bachmanna. Jeden z pacjentów udostępnił nagrania z terapii, które zostały przekazane gazecie, The Times.
Radio chrześcijańskie w USA wzywa rodziców aby nie pozwalali zachowań homoseksualnych u swoich dzieci, gdyż te zachowania są ” barbarzyńskie”. Młodzi ludzie, nawet ci, którzy mają tendencje homo powinni się modlić aby nie stać się gejem i czytać Biblię. Modlitwa sprawi, że Bóg pomoże zmieni niezdrowe zachowania…

 

Pozdrowienia z Chicago

Wigg

 

Śmierć Andrzeja Leppera

O Andrzeju Lepperze usłyszałem po raz pierwszy w roku 1991, w siedzibie małej firmy na ulicy Podwale w Warszawie. Dwóch miłych starszych już panów dyskutowało o tym, że ten objawiony właśnie trybun ludu wiejskiego ma duży potencjał, ale należy go uformować. I nastąpiło jego formowanie, aż do momentu, kiedy po marszałkowaniu w Sejmie, w roku 2005 jego formacja polityczna, Samoobrona, budowana na podkładzie związku zawodowego, weszła do koalicji rządowej z Prawem i Sprawiedliwością i Ligą Polskich Rodzin.

Samoobrona była silna osobowością swojego lidera, naturszczyka politycznego. Ale to był naturszczyk, który został szybko zaadaptowany i poddany procedurze obrabiania przez ludzi, którzy widzieli w tym interes i dla których był kapitałem, mogącym im dać zwrot inwestycji. To ludzie bez poglądów politycznych, dlatego łączenie Leppera z lewicą, prawicą, nie ma sensu. On, kiedy zrozumiał swoim chłopskim sprytem, że może wiele dla siebie i innych załatwić – to to realizował, nie oglądając się na to skąd idzie jego partner. Samoobrona mając doskonałe wpływy na biednej wsi doskonale ich reprezentowała, w zamian za co Andrzej Lepper budował swoją pozycję polityczną. I Samoobrona to był Lepper, bez niego ta formacja nie istnieje.

Lepper urwał się swoim opiekunom dość szybko. Stał się politykiem samodzielnym, umiał słuchać i korzystać z rad, umiał również manipulować, grać i wykorzystywać szanse. Popełniał jednak błędy, nie miał odpowiedniej „ochrony kontrwywiadowczej”, która by uchroniła go przed katastrofą. I kiedy poparł w II rundzie wyborów Lecha Kaczyńskiego, a następnie wszedł w koalicję Z Jarosławem Kaczyńskim – jego polityczny los został dopełniony. Wystarczyło tylko uplasować w jego pobliżu odpowiednich ludzi (oficer UOP, Andrzej Kryszyński, afera gruntowa), wykorzystać słabość i naiwność innych (Piotr Ryba), lub odpowiednio wykorzystać słabości samego Leppera i jego otoczenia (Aneta Krawczyk i seksafera) – i można było zrzucić go z polskiego politycznego Olimpu. A Andrzej Czuma, szef komisji „naciskowej”, który przeczytawszy „setki tomów akt” nie zauważył żadnych nacisków i manipulacji służb specjalnych na sprawy polityczne, powinien zabrać teczkę i zniknąć z życia publicznego…

Andrzej Lepper targnął się na swoje życie w warszawskiej siedzibie swoje umierającej partii. Motywacje tego czynu formalnie pozostają nieznane, przynajmniej dziś (nie pozostawił żadnego listu). Kumulacja złych spraw wokół niego (także osobistych – choroba syna), a przede wszystkim świadomość klęski, politycznej i osobistej, popchnęła go do tego czynu. Niektórzy z którymi spotykał się i rozmawiał w ostatnich dniach twierdzą, że zdradzał oznaki depresji. Do samobójstwa mogła go w takim przypadku popchnąć nawet błahostka, dla innego niezrozumiała, może rodzinna scysja… Ale droga, która do tego doprowadziła, jest pełna zagadek i niejednoznaczności.

Śmierć człowieka jest tragedią – śmierć takiego polityka, jak Andrzej Lepper – dla wielu jest ulgą.

 

Azrael

Polski interes wymaga wzmocnienia Unii Europejskiej

 

Wywiad z Włodzimierzem Cimoszewiczem, senatorem, byłym premierem, ministrem spraw zagranicznych, marszałkiem Sejmu, prawnikiem przeprowadzony dla serwisu MojeOpinie.pl

——————————————————————————————————————————————-

Przesiąkanie polityki do służb państwowych, administracji, wojska, policji, instytucji kontrolnych prowadzi do naruszania ich rzetelności i obiektywizmu, do osłabienia aktywności państwa.

 

Azrael Kubacki: Panie Premierze, jesteśmy kilka dni po opublikowaniu raportu komisji badania wypadków lotniczych, pracującej pod kierownictwem min. Jerzego Millera. Czy z wyników jej prac można wysnuć szerszy wniosek o stanie państwa, dziś, w roku 2011?

Włodzimierz Cimoszewicz: Raport znam pośrednio, na podstawie tego, co mówili autorzy i o czym informują media. Wątpię, abym znalazł czas na czytanie ponad 320 stron, zwłaszcza, że prawie niczym nie jestem zaskoczony. Do wyjaśnienia przyczyn i okoliczności katastrofy smoleńskiej potrzebne są oczywiście liczne szczegółowe uwagi zawarte w tym dokumencie. Do zastanowienia się nad kondycją i funkcjonowaniem naszego państwa wystarczy sumaryczny obraz tych wszystkich błędów, zaniechań, głupoty, braku wyobraźni, lekceważenia prawa, wreszcie – braku profesjonalizmu. Z jednej strony, chciałoby się powiedzieć, że nie jest z naszym państwem tak źle, skoro stać je na tak samokrytyczne spojrzenie. To się rzadko zdarza, także w innych krajach. Z drugiej, raport mówi nam wszystkim sporo prawdy o nas samych jako społeczeństwie. Nie są to prawdy odkrywcze, ale powszechny oportunizm sprawia, że rzadko przypominane. Kult profesjonalizmu, który powoli zaczyna zakorzeniać się w młodym pokoleniu to nowość. Widać go coraz częściej na uczelniach, wśród tych studentów, którzy często uczą się równocześnie na kilku kierunkach, pracują, mają rożne,bywa że egzotyczne, zainteresowania. Widać go dość często w gospodarce. Brak go natomiast nadal w instytucjach publicznych, w polityce, w kierowaniu państwem. Stad bierze się tolerancja dla niskich kwalifikacji, bierności, lenistwa, zaniechań. Powszechną chorobą jest nasz lekceważący stosunek do rożnych reguł, obowiązków, procedur i prawa. Można to jeszcze przez 100 lat tłumaczyć zaborami i komunizmem, ale tak długo, jak rygoryzm prawny nie stanie się dla władz i osób publicznych 11-tym przykazaniem, nic się nie zmieni. Przesiąkanie polityki do służb państwowych, administracji, wojska, policji, instytucji kontrolnych etc., prowadzi do naruszania ich rzetelności i obiektywizmu, do osłabienia aktywności. Kariery zawodowe w służbie publicznej, podporządkowane politycznym mechanizmom, oznaczają często promocję braku kompetencji i zdolności. Częste zmiany personalne wywołują brak ciągłości i konsekwencji działania, co prowadzi do tego, że zamiast raz, potykamy się wiele razy na tej samej przeszkodzie. Guzy poprzedników nie bolą następców. W sumie: to co raport Millera ujawnia w wojsku, ma znacznie szerszy zasięg i powinno być podstawą do głębszego namysłu. Naprawa nie może mieć charakteru propagandowej akcji, bo niczego nie zmieni. Prawdopodobna polityczna bijatyka wokół tych spraw będzie tylko kolejnym dowodem nieodpowiedzialności polityków i ich partii.

Jak Pan ocenia, na końcu kadencji obecnego parlamentu rządy koalicji PO – PSL? Czy teza (m.in. Andrzeja Olechowskiego), rząd Donalda Tuska sprawnie zarządza państwem, ale nie rządzi, jest uprawniona? A może Polsce nie są potrzebne już radykalne reformy systemowe?

Największą zasługą tego rządu pozostaje to, że zastąpił poprzedni. Oczywistym osiągnięciem jest poprawa wizerunku Polski w świecie zarówno w wyniku zmian w sposobie uprawiania polityki zagranicznej, jak i dzięki niezłej kondycji polskiej gospodarki, zwłaszcza w czasie powszechnego kryzysu. Większość z nas czuje się lepiej w państwie, w którym rządzący nie wywołują każdego dnia jakiegoś kolejnego konfliktu, a w rządzie nie ma karykaturalnych osobników , od których roiło się w czasach PiS,LPR i Samoobrony.

To mówiąc, nie mam wątpliwości, że w niezwykle wielu ważnych sprawach ten rząd zrobił niewiele albo nic. Jest tez wiele przykładów popełnianych błędów. Rząd nie próbuje nawet inicjowania publicznej debaty o złożonych kwestiach niezbędnych zmian struktury gospodarczej, o koniecznej poważnej reformie finansów publicznych,zabezpieczającej ich stabilność i wydolność, o konieczności nowego modelu edukacji i wychowania stwarzającego szanse na wzrost tzw. kapitału społecznego będącego warunkiem sine qua non dalszego rozwoju ekonomicznego i cywilizacyjnego. Energetyka jest niebezpiecznie blisko załamania w wyniku zestarzenia się potencjału wytwórczego, a inwestycje pozostają mizerniutkie. Rola nauki w gwarantowaniu konkurencyjności naszej gospodarki nie zmieniła się o jotę. I tak dalej, i tak dalej… . Można by długo to wymieniać. To nie jest tak, że reformy już są niepotrzebne. W niektórych obszarach są niezbędne. Prawda natomiast jest, że ich zapowiedzi wywołują często alergiczną reakcję u wielu ludzi. Politycy myślący głównie w perspektywie najbliższych wyborów, wolą więc nie dotykać się do tego. Powiedziałem kiedyś Donaldowi Tuskowi, że po tym jak w pierwszym 20-to leciu transformacji stworzyliśmy niezłe funkcjonującą gospodarkę rynkową, w drugim powinniśmy pomóc jej wspiąć się o piętro wyżej pod względem nowoczesności i konkurencyjności. Niestety, nie widzę żadnych energicznych działań w tym zakresie. Polska stała się zręczniejszym graczem w UE, ale rząd pozostaje w jakimś stopniu zakładnikiem głupawej retoryki opisującej relacje z UE w kategoriach walki. Ciągle udowadnia się jak wiele przy kolejnej okazji wywalczyliśmy. Nasz fundamentalny interes wymaga wzmocnienia Unii Europejskiej, tymczasem po ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego przyłączyliśmy się bezsensownie do tych, którzy nie chcieli w Europie silnego przywództwa.

Polska powinna w zgodzie z własnym i wspólnym interesem państw unijnych, wykorzystywać każdą okazję, w tym swoja prezydencję, do podnoszenia kwestii przyszłości Unii. Obawiam się, że nie mamy jednak własnej klarownej wizji.

Continue Reading →

Senator Piesiewicz

Kiedy pod koniec 2009 roku wybuchła afera wokół senatora Krzysztofa Piesiewicza, trudno było ją komentować. Właściwie nie bardzo było wiadomo, do jakiej kategorii ją zaliczyć – do skandali obyczajowych, takich na miarę afer Profumo, czy „bunga-bunga” Berlusconiego, czy była to afera kryminalna, z szantażem, okupem i narkotykami w tle, czy afera medialna, rozpętana dla celów politycznych. Dziś się okazuje, że wszystkiego było po trochu, a afera nie umarła, ponieważ nie tylko trwają postępowania prokuratorskie (w tym przeciwko senatorowi Piesiewiczowi), ale również ten polityk pragnie przedłużyć swoje funkcjonowanie w Senacie RP.

Na senatora Piesiewicza patrzymy jako na postać wieloznaczną. Wybitny prawnik, obrońca w wielu sprawach działaczy „S”, zaangażowany w sprawę wyjaśnienia śmierci księdza Popiełuszki. Jest to również artysta, a właściwie humanista, jego scenariusze nadawały głębi filmom Krzysztofa Kieślowskiego i nie były to proste interpretacje Dekalogu, czy innych przesłań płynących z wiary. No i na końcu również polityk, i choć bez specjalnego znaczenia formalnego, to jednak jego wypowiedzi, opinie miały wagę znaczną, jak choćby te na tematy lustracyjne. Ale sprawa afery zanegowała wszystkie te dokonania, a szczególnie rys moralny jego poczynań, słów, ocen. Jako liberał i libertyn uważałem, że dopóki senatorowi nie zostało udowodnione przestępstwo, mógł on pełnić swój mandat. Ale przez okres od grudnia 2009 do dziś nie posunęliśmy się praktycznie ani o krok do wyjaśnienia okoliczności afery, roli samego senatora. A on sam w tym nie pomaga, wręcz zaciemnia obraz.

Continue Reading →

Dobry wyrok Trybunału Konstytucyjnego

Opinie na temat Trybunału Konstytucyjnego wahają się w zależności od tego, której sile politycznej jego wyrok akurat pasuje. Tym razem wszyscy wydają się zadowoleni – lub takie zadowolenie udają, robiąc dobrą minę… Jednak ten wyrok, choć przy zaskakującej liczbie zdań odrębnych, 9. na 15. sędziów, dobrze oddaje główną rolę TK jako strażnika, bezwarunkowego, Konstytucji RP. Przy okazji wzmocnił swoją pozycję, a także pozycję urzędu Prezydenta RP.

Wyrok TK w sprawie Kodeksu Wyborczego radykalnie zmienia tylko jedną rzecz w zbliżających się wyborach. Potwierdza zapisane w nim wybory z okręgów jednomandatowych do Senatu, co znacznie ciekawszymi robi wybory do izby wyższej parlamentu. Inicjatywa prezydentów miast, Dutkiewicza, Szczurka, Majchrowskiego, wspólna lista kandydatów, może zamieszać w wyborach – pod warunkiem, że będą to naprawdę osobowości. Może jest to dobry krąg, aby Senat przestał być iluzoryczną „izbą refleksji”, a stał się miejscem głosu samorządowców, przedstawicieli „małych ojczyzn”. Nie oznacza to jednak, że tego rodzaju system wyborczy powinien być stosowany w wyborach do Sejmu. System proporcjonalny daje jednak większy pluralizm.

Zniesienie zakazu billboardów i spotów telewizyjnych w trakcie kampanii (i przed nią, jak pokazała praktyka ostatnich dni…) nie jest porażką PO i zwycięstwem PiS, jak to widzą niektórzy. Jest za to potwierdzaniem prymatu marketingu nad programem i nieuzasadnionym faworyzowaniem tych, którzy mają pieniądze – ze Skarbu Państwa. To rozwiązanie zabija dyskusję merytoryczną, zamyka drogę do innych inicjatyw docierania do wyborcy i, co jest najważniejsze, stawia w gorszej sytuacji partie nie będące w Sejmie, a aspirujące do mandatów poselskich – uderza to między innymi w PJN Pawła Kowala i Prawicę Rzeczpospolitej Marka Jurka. Zakaz reklamowania się w mediach i umieszczania płacht reklamowych nie był żadnym ograniczeniem wolności słowa i dyskusji, lecz zmuszeniem partii politycznych do dywersyfikacji dyskusji i nadania jej nowej formy.

Cześć wyroku odnosząca się niekonstytucyjności dwudniowych wyborów jak sądzę była głównym powodem powodem podziału wśród sędziów trybunału. To jest według mnie ze szkodą dla demokracji, nie ułatwia wyborcom samego aktu głosowania, może zmniejszyć frekwencję. To podejście konserwatywne do litery Konstytucji RP będzie zapewne dyskutowane równie zażarcie, jak sprawa ciszy wyborczej i zakazu agitacji, są to zagadnienia z tego samego zakresu praw wyborczych, szerzej – praw obywatelskich. Za to utrzymano proponowaną w kodeksie możliwość głosowania poprzez pełnomocnika, a także korespondencyjnie. To nie tylko ukłon w stronę niepełnosprawnych, ale również emigracji. To usprawnienie systemy głosowania, a przede wszystkim większe prawa czynnego udziału w wyborach.

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie będzie tym razem kontestowany i nie będzie komentowany jako działania „w imieniu i na rzecz” określonej formacji politycznej. Jest jednak sygnałem, że czas może przyjrzeć się szczegółowym rozwiązaniom Konstytucji RP. I jest również dowodem, że prawo tworzone w Sejmie pozostawia wiele do życzenia…

Azrael

Decyzje już podjęto

Naprawdę trudno przyjąć, że akcje „informacyjne” jakie prowadzi Prawo i Sprawiedliwość w internecie i realu nie są działaniami z kategorii kampanii wyborczej. Nawet propozycja obiadu, czy też śniadania z baronową Beatą Kempą z Kielecczyzny „podpada” raczej pod kampanię. Państwowa Komisja Wyborcza jednak, zamiast zająć twarde i jednoznaczne stanowisko, pogroziła tylko palcem. „Podejmowanie przez podmioty, które zamierzają uczestniczyć w zbliżających się, lecz jeszcze niezarządzonych wyborach, działań, które noszą cechy kampanii wyborczej, jest niezgodne z przepisami prawa wyborczego”. I inna cześć opinii – „w okresie bezpośrednio poprzedzającym kampanię wyborczą działania partii politycznych i innych podmiotów promujące idee, poglądy czy programy lub osoby wizerunkowo kojarzące się z danym podmiotem są odbierane jako (…) prowadzenie kampanii wyborczej przed jej prawnym rozpoczęciem”. A gdzie są zalecenia i sankcję? Nie tylko zresztą pod adresem Prawa i Sprawiedliwości, ale również polityków innych formacji, SLD i PO. Nie jest żadnym tłumaczeniem, że PKW czeka na decyzję Trybunału Konstytucyjnego o zgodności nowego kodeksu wyborczego z Konstytucją RP, ponieważ w tym momencie mają zastosowanie przepisy mówiące, że kampanii prowadzić nie można, dopóki prezydent nie ogłosi jej oficjalnie. A zrobi to dopiero z początkiem sierpnia.

Ciekawsza jednak jest zawartość merytoryczna, treść kampanii PiS, spotów telewizyjno-internetowych i plakatów. Przesłanie kampanii jest zupełnie niejasne. Billboardy z Jarosławem Kaczyńskim, oznajmiające, że jest on premierem, i że czas na odważne decyzje, pozwalają politycznej konkurencji przypomnieć, że takie decyzje już zostały podjęte. Właśnie wtedy, kiedy Jarosław Kaczyński premierem był, ponad 10 milionów wyborców podjęło decyzję o jego odsunięciu. Powiedzieli, że dwa lata szukania „układu” i „szarych sieci”, tropienia lustracyjnego, kopania rowów społecznych to za dużo.

Continue Reading →

  • Facebook