Czytanki (nie)oszołomów – 2011.04.21

Stefan ma rację, ponieważ dotknął komunizmu, a jego dotknął hitleryzm. Bo przeżył cały PRL i go zrozumiał. Bo działał w opozycji demokratycznej ,i to na pierwszej linii frontu. Bo ma doświadczenie życiowe i sumę wiedzy daleko przekraczającą zdolność pojmowania współczesnych dziennikarzy. I dlatego może napisać wprost, czego inni nie chcą widzieć…

Azrael

————————————————————————————————–

Bez niedomówień


Miałem to powiedzieć koleżankom i kolegom dziennikarzom z Oddziału Warszawskiego SDP, zebranym dla wyboru delegatów na walny zjazd Stowarzyszenia. Tak się złożyło jednak, że porządek dzienny przewidywał dyskusję dopiero po wyborach – kiedy większość zebranych udała się już do domu. Dlatego powiem to, co chciałem im zakomunikować, pisemnie, za pośrednictwem Studia Opinii…

Przyszedłem – ze swoistym ostrzeżeniem. Wbrew poprawności, zamazującej rzeczywistość. Czas nazywać rzeczy po imieniu, bez niedomówień. Żeby nie było potem, że nikt nie mówił. Mamy już do czynienia ze zjawiskami wręcz groźnymi. Jest w Europie pogoda na ruchy faszyzujące i faszystowskie, ale to nie znaczy, że mamy je traktować jako równorzędne, tolerowane w demokracji partie, tyle, że o innych tylko poglądach. Nie powinno być żadnej symetrii między ich odmową uznania dla porządku konstytucyjnego a partiami, które szanują ustrój demokratyczny i godzą się z wynikami wyborów. Byłbym rad, gdyby ci, którzy dają się pociągnąć różnym atrakcjom kłamstwa niemal kopiowanego z ruchów faszystowskich, przyjrzeli się, czemu kibicują, w co się angażują. Nie poznaję rozsądnych niegdyś, utalentowanych chłopaków – Tomka, Krzysia, Marcina, teraz jakby nie wiedzących, w co grają. Wydają się sobie mocni, zwarci i gotowi. W bardzo niebezpiecznej drużynie gracie, chłopcy.

Jeśli wódz drugiej siły w kraju bez żenady odwołuje się do idei Carla Schmitta, nauczyciela hitlerowców, jeśli podnosi hasło „Polsko, obudź się”, dosłownie wzorując się na haśle Hitlera „Deutschland, erwache”, Niemcy, obudźcie się, jeśli wzorem hitlerowców organizuje fackelzugi, marsze z pochodniami – to czy te analogie mogą nie budzić niepokoju? Ten wódz przywodzi partii zorganizowanej na sposób stricte faszystowski, z pełnią władzy, skupioną tylko w jednym ręku. Czy można tego nie zauważać? I z dziwną jakoś dokładnością przestrzega on zasady Goebbelsa – powoływać się i korzystać z demokracji, dopóki się nie zdobędzie władzy; nie przypadkiem podczas lat jego władzy nigdy nie padły z jego ust słowa takie jak „społeczeństwo obywatelskie” czy „samorząd”. Władzę wedle tego wodza należy centralizować – dokładnie tak, jak chciał i robił to wódz NSDAP. [...]
—————————–

Całość tekstu na portalu Studio Opinii

Czytanki (nie)oszołomów – 2011-03-19

Chciałem sam na ten temat napisać, ale Galopujący zrobił to lepiej…

=————————————————————————————————————=

Otwarta droga do ustawowej laicyzacji?

Z punktu widzenia któregoś z trzech AAA (ateisty, agnostyka, antyklerykała) wyrok Trybunału Praw Człowieka w sprawie obowiązkowego wieszania krzyży we włoskich szkołach publicznych to istne kuriozum. W olbrzymim skrócie, obowiązek ten nie jest indoktrynacją, albowiem brak dowodów, jakoby miało to wpływ na uczniów. No cóż, chętnie poznałbym metodykę jakiegokolwiek badania dotyczącego wpływu wywieszonych krzyży na uczniów. Również tych watykańskich badań. Wydawać by się więc mogło, że z punktu widzenia cywilizacji życia, która dziś ogłasza tryumfy, wyrok Trybunału jest kamieniem milowym programu powszechnej krucyfikacji Polski. Gdyby się jednak w pełni wczytać w skrót „uzasadnienia” wyroku, można dojść do zaskakujących wniosków.

Continue Reading →

Czytanki (nie)oszołomów – 2011-03-17

Już wielokrotnie pisałem, że czytają niektóre materiały prawdziwych konserwatystów, takich jak Adam Wielomski, Ludwik Skurzak, czy Jan Engelgard, przechodziły mi po plechach ciarki i rzucałem się do lustra patrząc, czy przypadkiem nie staję się „konserwą” i czy nie rosną mi rogi… W ocenie polityki zagranicznej (obecnej i przeszłej), w ocenie historii najnowszej, a także relacji tego środowiska wobec Prawa i Sprawiedliwości, moje opinie są prawie całkowicie zbieżne. Na szczęście różnimy się co do oceny roli Kościoła katolickiego w życiu społecznym i politycznym Polski, a także relacji Polska – Unia Europejska. Nie zmienia to faktu, że tego środowiska (prawdziwej polskiej prawicy) należy słuchać i uważnie jego stanowiska w ważnych sprawach brać pod uwagę. Szkoda, że w Polsce nigdy nie powstanie CDU, z takim Janem Engelgardem, jako zapleczem intelektualnym…

=——————————————————————————————–=

To Jaruzelski obalił komunę


Dekrety Rady Państwa PRL o wprowadzeniu w 1981 r. stanu wojennego są niekonstytucyjne – orzekł Trybunał Konstytucyjny. Trybunał uznał dwa najważniejsze dekrety z 12 grudnia – o stanie wojennym oraz o postępowaniach szczególnych w sprawach o przestępstwa i wykroczenia w czasie stanu wojennego – za niezgodne z konstytucją PRL.

Komentując to orzeczenie pan Łukasz Kamiński z IPN zaapelował do obrońców decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego „do refleksji”. Zachęcony apelem o refleksję natychmiast podjąłem wysiłek myślowy i oto co z niego wynika. Wojciech Jaruzelski w 1981 roku złamał Konstytucję PRL, ustanowioną jeszcze przez Stalina w 1952 roku i poprawioną przez Gierka w 1976 roku. Konstytucja ta gwarantowała władzę PZPR nad narodem polskim i ustanawiała po wsze czasy sojusz z ZSRR. Swoim „niekonstytucyjnym” aktem Jaruzelski zburzył obowiązujący od 1952 (a de facto od 1945 roku) porządek prawny. Co więcej, internował bezprawnie część kierownictwa PZPR z Edwardem Gierkiem na czele oraz odsunął od władzy partię komunistyczną, której Konstytucja gwarantowała władzę. Partię zastąpiło wojsko, co w doktrynie komunistycznej jest określane mianem bonapartyzmu. Już Józef Stalin przestrzegał w latach 30. przed bonapartyzmem i broniąc się przed nim aresztował prawie całą kadrę armii sowieckiej. W Polsce stało się inaczej – bonapartyzm zwyciężył, obalając w ten sposób władzę partii komunistycznej i kończąc de facto panowanie systemu przez tą partię stworzonego. Tak oto, owo mityczne „obalenie komuny” nie nastąpiło, jak chce Solidarność, w 1989 roku, lecz w 1981. Natomiast wszyscy popierający i cieszący się z orzeczenia Trybunału stają de facto po stronie legalności PRL jako państwa i jego Konstytucji zatwierdzonej przez Józefa Stalina w 1952 roku. Werdykt Trybunału natomiast ustanawia gen. Jaruzelskiego jako likwidatora komunizmu w Polsce.

Myślę, że nie o taką „refleksję” chodziło panu Kamińskiemu, ale niestety takie wnioski można wysunąć po decyzji TK. Nie pierwszy to i nie ostatni absurd w III RP. Tak jednak kończy się nieprzeparta chęć postawienia na swoim, udowodnienia wszelkimi sposobami, że „to my mieliśmy rację”. No to macie – stanęliście po stronie systemu prawnego, który werbalnie uznajecie za zbrodniczy, stanęliście po stronie państwa, którego nie uznajecie za państwo. W konsekwencji mianowaliście się sierotkami po komunie.

——————————–

[Źródło: Blog Jana Engelgarda]

 

Czytanki (nie)oszołomów – 14. marca

W ramach dawno nie publikowanego cyklu, dziś mały tekst mojego serdecznego kolegi, od lat wielu, Jana Hermana, lewaka nieuleczalnego, ale za to niepokornego. Polecam czytelnikom jego blog na stałe. Warto.

 

=—————————————————————————–=

Rola digitalizacji w umałpieniu człowieka


Engels Fryderyk, łączący w swojej osobie rolę wyzyskiwacza z rolą sponsora Marksa Karola, zwalczającego wyzysk – popełnił był kiedyś dzieło „Rola pracy w uczłowieczeniu małpy”. Popisywał się w niej zarówno najbardziej aktualną wiedzą na temat ewolucji, z której wynikało, że człowiek to jest łysa na czole małpa wyższego rzędu, jak też swoimi zdolnościami intelektualnymi, które kazały mu wnioskować, że małpa przeistoczyła się w człowieka poprzez poważne zajęcie się pracą.

Gdyby Engels uważniej wczytywał się w to, co Marks pisze o fenomenie pracy, szczególnie w czasach im aktualnych, pojąłby szybko to, co wie początkujący czytelnik Katechizmu: że praca jest dla człowieka złem koniecznym, krańcową uciążliwością, wysiłkiem podejmowanym w pocie czoła, aby przetrwać w nieprzyjaznych ziemskich warunkach. Co innego zabawa.

Continue Reading →

Czytanki (nie)oszołomów – 2011-01-09

Nie mam dziś zbyt wiele czasu, zresztą temat jest ograny, ale ważny – Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy i jej szef, Jurek Owsiak, osoba uznana za najbardziej godną zaufania w Polsce.

Estetyka Jurka mnie nie bierze, ale za to jego pokazanie, jak niezależność myślenia i odwołanie się do ludzkiej wrażliwości i innej etyki, niż chrześcijańska, potrafi przynieść wymierne społeczne korzyści. Dlatego „dzieło” Jurka trzeba bronić i wspierać.

Azrael

———————————————————————————————————————————————

Powody niechęci do Owsiaka. Próba zrozumienia

Od kilku dni nasila się spazmatyczny prawicowy głównie atak (choć nie tylko prawicowy) na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Finał ataków zbiega się, jak co roku zresztą, z finałem akcji. Wiele już zostało zrobione, aby obalić argumenty przeciwników Owsiaka. Nie zamierzam ich tutaj powtarzać. Chciałbym się tylko zastanowić jaka jest geneza takiej niechęci do dobroczynnej akcji, której efektem jest zmniejszanie cierpienia dziesiątek tysięcy ludzi.

Bohater wyobraźni milionów,doktor House mawia, że ludzie zawsze kłamią. Jest to lekcja, którą warto zapamiętać. Nie dlatego, aby sądzić, że ludzie naprawdę kłamią zawsze, ale po to, aby uzmysłowić sobie, że pod doszytą ideologią znajdują się nie zawsze uświadamiane, ale silne motywacje. Nie chcę uciekać się tutaj do naiwnego psychologizowania, co nie jest obce bardzo wielu komentatorom. Stwierdzę jedynie, z czym się chyba większość czytelników zgodzi, że głębokie motywacje zachowań/poglądów często pozostają nie wypowiedziane na głos. Ba, często sami przed sobą się boimy przyznać do naszych motywacji. Jurek Owsiak wydaje się tutaj całkiem niezłym obiektem obserwacji pośredniej. Wydaje się, że akcja charytatywna o takim dodatnim bilansie (tysiące ludzi, którym WOŚP pomaga dojść do zdrowia) nie powinna mieć wielu wrogów. Być może poza jakimś kontestującym odszczepem nastolatków i mizantropów. Jest jednak inaczej. Na Owsiaka boczy się niemalże cała polska prawica. Im bardziej na prawo tym bardziej Owsiaka nie lubią.

Continue Reading →

Czytanki (nie)oszołomów – 22. maja

Voit znam z sieci mniej więcej od roku. Wiem, kim jest, ale nie wiem czy życzy sobie ujawnienia danych. Warszawianka, z wyboru Mazurka, osoba wrażliwa społecznie. Prowadzi osobistego bloga, który jest kwintesencją blogowania, ponieważ jest osobisty i szczery, a jak potrzeba – ostry i zaangażowany.

Założyła drugiego, w którym rozmawia. Z Andrzejem Celińskim, człowiekiem opozycji, „Solidarności”, również lewicowcem, ale przede wszystkim prostolinijnym ideowcem, pasjonatem. Takim, który trudno się mieście w ramach polskiej partyjniackiej polityki. Warto oba blogi czytać…

———————————————————-

Andrzej rozmawia z Voit

Z Andrzejem Celińskim znamy się nie tak długo. Nie pamiętam, jak go poznałam, ale z tego, co mi gdzieś świta, ślizgał się po wypolerowanych podłogach na Rozbrat, żeby pogadać ze mną w jakiejś lokalnej sprawie. Spóźnił się, ja czekałam zupełnie spokojnie. Był wtedy chyba wiceprzewodniczącym SLD. Spodziewałam się poważnego człowieka w garniturze, a trafiłam na faceta w rozchełstanym krawacie i szopie na głowie. I pewnie na długo zapamiętam ten ślizg po posadzkach.

Nasz – mój w zasadzie -  pomysł jest taki: pogadamy sobie z Andrzejem o tym, co się ostatnio wydarzyło. Potem oddajemy głos Wam. Andrzej jest wodoodporny i to on i tylko on będzie na tym blogu odpowiadał na Wasze pytania. Dzisiaj go nie będzie -  ugrzązł gdzieś po Warszawą, ale jutro odpowie na wszelkie pytania. Raz w tygodniu będziecie mieć go do swojej dyspozycji.

——————————–
- Dramat goni dramat – najpierw katastrofa w Smoleńsku, teraz powódź. W międzyczasie kampania wyborcza. Chciałbyś być teraz na miejscu Tuska?

- Tak. Jakkolwiek to brzmi. I jest niedorzeczne. Polska ma swoje pięć minut na lepsze pozycjonowanie się w Europie, w świecie. Od jakości rządzenia, od głębokości i tempa zmian zależy nasza przyszłość nie na jedno ani nawet kilka pokoleń. To czas wielkiej historii. Być premierem to wielka rzecz. Zazdroszczę. I mu kibicuję. On jeden pośród tylu twarzy „gladiatorów” współczesnej polskiej polityki, tego sejmu, liderów tych partii – autentyczny. Skupiony, dorzeczny, wkurzony, kiedy trzeba. Ja z innej jestem bajki, nie uznaję neoliberalizmu jako dobrej perspektywy dla większości, i dla Polski, ale szanuję Tuska.

- Polacy mają to do siebie, że wiecznie narzekają na władze – rząd powinien a nie zrobił, premier powinien, Sejm powinien… Rzadko jesteśmy zadowoleni. O czymś takim, jak katastrofa w Smoleńsku mogliśmy co najwyżej poczytać w kryminałach Clancy’ego. Do tej pory to było coś w rodzaju political-fiction. Jak w tym wszystkim widzisz mechanizmy konstytucyjne? Zadziałały, czy nie?

Jak idzie o opanowanie skutków – zadziałały. Państwo funkcjonuje tak, jak funkcjonowało. Inna rzecz, że prezydent niepotrzebnie tam leciał. Że coś było tam nienaturalnego i w samej decyzji, i w jej konsekwencjach. Zginał prezydent. Zginęło jeszcze 94 ludzi. Niepotrzebnie. W tej katastrofie zakodowana jest jakaś bezgraniczna lekkomyślność. Nie rozumiem tego wszystkiego. Nie akceptuję.W żadnym przyzwoicie urządzonym państwie „naszego świata” nie do przyjęcia jest taki skład pasażerów jednego samolotu. I lądowanie w takich warunkach. To skrajna nieodpowiedzialność. Bo co – prezydent ważniejszy niż państwo, które reprezentuje? Co z procedurami? Co z rozumem, jeśli brak procedur? Gdzie w tym premier, gdzie minister obrony narodowej? Nikt nie poważy się powiedzieć, ze tak się nie robi?

- Dlaczego „prezydent tam niepotrzebnie leciał”? Miał nie lecieć?!

- Nie. Hołd ofiarom został, w imieniu Państwa Polskiego, złożony trzy dni wcześniej. Z punktu widzenia naszego interesu jest doprowadzenie do „zamknięcia” tej sprawy z Rosją. Można pomyśleć, że stosowniej byłoby, aby po stronie rosyjskiej zapraszającym był prezydent. Wówczas po stronie polskiej byłby też prezydent. Ale było inaczej. W końcu to Putin dzisiaj ma największy wpływ na Rosję. A jego partnerem jest polski premier, a nie prezydent. Katyń nie może być miejscem rywalizacji.

Continue Reading →

Czytanki (nie)oszołomów – 2010-04-02

Nie dość, że dziś Wielki Piątek, to jeszcze dodatkowo 5. rocznica śmierci Jana Pawła II. TV nie do oglądania, szczególne TVN24, które idealnie realizuje zadania telewizji komercyjnej, przy okazji tracąc ostatnich bardziej wyrobionych wodzów.

Jednak warto może pewne rzeczy skomentować. Tym razem zrobię to piórem (klawiaturą?) kogoś innego – świetnego i trzeźwego blogera Ezekiela. Warto zapamiętać i sobie wprowadzić ten nick do rss, bo na Salonie24 to już egzemplarz zanikający…

Azrael

——————————————————————————————————————–

Śmierć papieża nie mogła nic zmienić


Tematu miałem nie podejmować, bo sprawa rocznicy śmierci Jana Pawła II dość mocno jest eksploatowana w mediach i w różnorakich wspominkach rocznicowych. Jak każdego roku wspomnienia o Papieżu – Polaku dzielą się na te infantylne, próbujące nie być infantylnymi i te, które infantylnie walczą z infantylizmem tych pierwszych.

Do pierwszych odnosić się chyba nie trzeba, bo wszyscy mniej więcej wiedzą o jakie teksty chodzi. Drugie zawierają jakieś osobiste wspomnienia w stylu „ciocia piekła ciasto, wybiła 21:37 i niniejszym ingrediencją słodkości stały się łzy” okraszone nieśmiałą prośbą o błogosławieństwo lub deklaracją zazdrości odnoszącej się do świętości i czystości. Ostatni rodzaj notek to te, które dziwują się, że JPII stał się albo pustym sloganem polityczno – medialnym, albo brandem wykorzystywanym przez producentów dewocjonaliów. I mnie osobiście to zdziwienie chyba najbardziej dziwi.

Jan Paweł II umierał w atmosferze narodowego poruszenia któremu – aż głupio się przyznać – i ja trochę uległem. Telewizje muzyczne zaprzestały nadawania, jakby muzyka miała zburzyć ten nastrój. Tele 5 postanowiło wstrzymać emisję pornosów. Narodowe histerie to nasza specjalność. Codzienność szara, leniwa, gnuśna i wroga raz na jakiś czas przerywana jest zrywem. Papież umarł!

Continue Reading →

Czytanki (nie)oszołomów – 23. stycznia 2010 roku

Już jeden krótki tekst o książce Artura Domosławskiego, „Kapuściński non-fiction” napisałem, miałem jeszcze tej sprawie poświęcić trochę czasu. Ale ani nie jestem za bardzo do tego upoważniony, ani nie czytałem książki, w związku z tym oddaję głos dziennikarzowi „Newsweeka”, Piotrowi Bratkowskiemu, co i drogę Kapuścińskiego zna, ma tyle lat, że rozumie więcej, a do tego książkę Domosławskiego czytał. Mnie jego opinia przekonuje, że tę pozycję trzeba poznać i że na pewno nie zmieni ona mojego stosunku do osoby i twórczości Maestra.

—————————————————————————————————————————–

Biografia Kapuścińskiego: ani bajka ani lincz


Wiadomo już, że sąd oddalił wniosek o zakaz publikacji książki Artura Domosławskiego „Kapuściński non-fiction”. W całej sprawie wypowiadają się – czasem bardzo autorytatywnie – ludzie, którzy napisanej przez Domosławskiego biografii nie czytali. Ja akurat ją znam – i oto, co sądzę:

Dzieci lubią bajki. Gdy dorastają, przestają w nie wierzyć. To bywa bolesne.

Kiedyś jednak powtarzano, że bez tego bólu niemożliwa jest dorosłość. Ale świat się zmienił: dziś w cenie jest niedojrzałość. Dlatego i ludzie – ba, całe społeczeństwa – wolą bajki od prawdy. Bajka znieczula; prawda boli. I często – niepotrzebnie komplikuje świat, który najwygodniej jest postrzegać w prostych, zero-jedynkowych kategoriach.

Biograficzna książka Artura Domosławskiego „Kapuściński non-fiction” zdążyła już wywołać skandal, choć jeszcze nie ukazała się. I nawet nie wiadomo, czy się ukaże. Od jej wydania odstąpiła oficyna „Znak”, dla której początkowo była przeznaczona. Zaś gdy wydawnictwo „Świat Książki” ogłosiło, że planuje na 1 marca premierę biografii Kapuścińskiego, wdowa po pisarzu złożyła w sądzie pozew, domagający się zakazu rozpowszechniania książki. I dodatkowo żąda, by sąd – w celu zabezpieczenia powództwa – do czasu ogłoszenia wyroku wstrzymał jej dystrybucję.

O ileż byłoby piękniej i prościej, gdyby o zamieszaniu z książką Domosławskiego, dało się opowiedzieć w konwencji bajki! Na przykład takiej, w której po jednej stronie stałaby kobieta, strzegąca dobrego imienia zmarłego męża. A po drugiej – inkwizytorski lustrator lub brukowy pismak, gotowi wdeptać wielkiego pisarza w szambo, w imię fanatycznie wyznawanej ideologii lub własnej, mierzonej siłą medialnej sensacji kariery. Albo bajki odwrotnej, jak w przypadku głośnego filmu o firmie Amway, gdzie siły Dobra reprezentował poszukujący prawdy artysta, zaś potęgę Zła – strzegąca swych sekretów tajemnicza korporacja.

Continue Reading →

Czytanki (nie)oszołomów – 9 stycznia

Jutro, po raz 18. zagra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Jurek Owsiak znów będzie szalał w telewizji, choć on zawsze, pozytywnie, szaleje. I jak co roku nastąpi głęboka polaryzacja „autorytetów” wobec tego, co Jurek robi. Z jednej strony entuzjaści jego działalności, do których i ja się zaliczam, z drugiej jego gorący przeciwnicy, którzy robią wszystko, aby zdezawuować jego poczynania. Oczywiście, z powodów moralnych, ale i finansowych. Nie chce mi się co rok czytać o tym, wolę patrzeć na dzieci, którym Jurek pomaga, i na tysiące ton sprzętu i medykamentów kupione za pieniądze ze składek.

Znalazłem jednak coś, co trochę na marginesie, ale z wielką swadą, odnosi się do sprawy. To wpis doskonałe blogera ezekiela. Oto on, polecam go gorąco, jak i inne jego materiały.

—————————————————————————————————————————————

Owsiak, świetlówka i moralne wzmożenie


Święta Bożego Narodzenia to czas, kiedy serca napełnione dobrą nowiną, pokrzepione ciepłym słowem i żołądki zasilone wódką nabierają nowej energii do działania. Energia bardzo się przydaje, ponieważ już na początku roku okazuje się, że należy stawić czoła hordzie cywilizacji śmierci. Oto bowiem nadciąga koszmar polskiej prawicy – Jurek Owsiak z tymi swoimi TRZY, DWA, JEDEN, z tymi serduszkami, respiratorami, pompami infuzyjnymi, i z tą rób tą-co-chceta, która infekuje młodzież do tego stopnia, że ta tłucze szyby, pije wódkę i zabija sąsiadów w podarku na osiemnastkę. Wiadomym jest, że róbtacochcetyzm zepsuł, zeszmacił całe pokolenie, działając jak wychowanie bezstresowe, od którego Zachód kaszle, czka i mu bokiem coś wychodzi od wielu, wielu lat. Pokolenie „róbta co chce ta”, to pokolenie, które zabroni swoim dzieciom mówić do siebie „mama” i „tata”, zamiast Bożego Narodzenia ustanowi Święto Świateł, a śpiewanie kolęd zastąpi śpiewaniem „Last Christmas” Georga Michaela, który podczas wykonywania tego utworu jeszcze udawał normalnego człowieka.

Continue Reading →

Tragedia na Uralu

Miałem zatytułować ten artykuł, jak zwykle, „Czytanki (nie)oszołomów”, ale to zupełnie inny temat. Wyjątkowy, przejmujący
Dwa odcinki reportażu Polaka mieszkającego w Permie, Gabriela Michalika, opisujące tragedię i to co się po niej stało,w klubie „Chromaja Łoszadź”. Napisany z wyjątkowym talentem.

Tym razem bez żadnego komentarza, jak się pojawią nowe części, zapewne je zamieszczę.

—————————————————————–

Tragedia na Uralu


Jestem tu. Marznę przed klubem „Chromaja Łoszadź” w Permie i wiem mniej niż moja przyjaciółka, która te same zdarzenia śledzi za pośrednictwem telewizji w Środkowej Azji.

Bywałem w tym klubie rzadko. Tłok, hałas, rozbrykana klientela w rodzaju 15-20 latków zajeżdżających przed knajpę hummerami. Ale wczoraj chciało tam być pół miasta. Kto dostał zaproszenie na ten wieczór, mógł się uznać za VIP-a. Świętowano ósme urodziny klubu.

Ktoś dla kawału zapalił racę. Od niej zajęły się fajerwerki zmagazynowane w lokalu. Miały być odpalane na zewnątrz. Wybuchły w środku. Spaliło się 112 osób. Sto a może dwieście (oficjalne i nieoficjalne komunikaty nie są zgodne) cierpi w szpitalach. Umierają. Co chwilę serwisy podają nową, większą liczbę ofiar śmiertelnych.

Podobno w klubie było dwa razy więcej osób niż pozwalały przepisy. Właściciel naruszył wszystkie wymagania przeciwpożarowe. Łamał je przez lata budując i urządzając knajpę, złamał je szczególnie tragicznie wczoraj: składając w klubie fajerwerki.

* * *

Continue Reading →

Czytanki (nie)oszołomów – 7. października 2009

Dziś w cyklu nieregularnym polecam nie jeden ciekawy wpis blogowy, ale od razu cały blog. Prowadzi go p. Marta Śmigrowska, („Zmiany klimatu a sprawa polska”) a poświęcony jest sprawom klimatycznym.
W kontekście nowych regulacji unijnych, dotyczących spraw ochrony klimatu, a przede wszystkim gorącej, nomen omen, dyskusji o globalnym ociepleniu – warto na bieżąco śledzić te sprawy. Pani Marta robi to profesjonalnie, ale przystępnie. Warto!

————————————————————————-

Pali się moja panno! Polska perspektywa w bojach o klimat


Ludzie mają prawo wiedzieć więcej o negocjacjach klimatycznych. Dlaczego? Bo to ważna gra, jak nam to kiedyś pięknie wyśpiewał Edmund Fetting.

Postaram się rzucić światło reflektora na najważniejsze z polskiego punktu widzenia elementy negocjacyjnej układanki. Istotne niezależnie od tego, czy jesteśmy za, czy przeciw ochronie klimatu.

W negocjacjach klimatycznych mamy swoje miejsce i swój interes. Będą wielkie inwestycje, poważne koszta i wielkie zyski.

Tym bardziej dziwi, że polscy politycy nie pochylają się nad polityką klimatyczną z odpowiednią czułością. Stawia nas to obok Rosji, która również zachowuje się, jakby nie zdawała sobie sprawy z wagi i nieuchronności zmian. A Rosja, jako eksporter paliw kopalnych, na polityce klimatycznej mocno straci…

W wielkiej klimatycznej polityce nasi rządzący budzą się z letargu raz na chwilkę, wyruszają do Brukseli („bo Unia znów coś tam grzebie przy klimacie”), grożą wetem, uzyskują ustępstwa (lub tylko mgliste obietnice), wracają i ogłaszają sukces.

Gaszą pożar. Nie wiedzą jednak, gdzie się pali i dlaczego. Nie pali się w Brukseli – my sobie w ramach Unii z transformacją energetyczną damy radę. Obgadamy, poblokujemy, damy radę. Palić się będzie na szczycie w Kopenhadze i później, jeżeli nie uda się uzgodnić dobrego porozumienia klimatycznego. Bo wg najrzetelniejszych gremiów naukowych emisje powinny osiągnąć szczyt i zacząć spadać nie później niż w roku 2020. Potem będzie znacznie trudniej i znacznie drożej.

A media? W mediach rwetes. O la Boga! Unia chce usiąść wielkim zadkiem na naszym skromnym budżecie! Jest barwnie, dramaturgicznie, ale społeczeństwo nie dowiaduje się, co tak naprawdę się w tej Kopenhadze wydarzy. A ludzie mają prawo wiedzieć.

Continue Reading →

Czytanki (nie)oszołomów – 23. października

W starym, trochę zaniedbanym cyklu dziś znów (po raz 3.?) bloger, biznesmen i działacz społeczny, niekonwencjonalny Ras Fufu. Dziś problem trochę z marginesu politycznego, ale szalenie ważny i przenikliwie pokazany. Zapraszam!

————————————————————————————————————————————–

Polska polityka gnije, bo zgniły jej samorządowe fundamenty


Ostatnio dwa razy odwiedziłem rady miejskie. Jeśli to ma być szkoła w której się rodzą polskie talenty polityczne, to już rozwiązałem tą zagadkę nieudolności polskiej polityki. Siedzę właśnie jako konsultant na jednej z rad miejskich i jest to niewyobrażalne marnotrawstwo czasu, niewiarygodnie nudne. Za publiczność w dwóch miastach które odwiedziłem robią głównie lobbyści oraz strażnicy miejscy, nie wiedzieć czemu stale kręcący się w godzinach pracy na loży publiczności.
Kto normalny przebrnie przez to niewiarygodne zbieractwo paplaniny, czczej gadaniny, poruszania trywiów przez osoby bez wiedzy fachowej, a przekonane że pojadły rozumy? Kto przejmuje się stanowiskiem Rady Warszawy w spawie kotów wolno żyjących? Pierdy opowiada się takie, że radni kwikają ze śmiechu. Kot jest bytem poczętym. Pół godziny o kotach. Nudne niesamowicie i niewiarygodnie. Marnotrawstwo czasu. Ultrakatolicy skierowali porównanie kota do człowieka do komisji etyki, nie wiadomo czy żartem, czy nie. Teraz głosuje się nad zamknięciem dyskusji o kotach. Przy okazji kłótnia o to ile osób głosowało. Ta rada trwa już 11. godzinę, jest 9-ta wieczór. Szatniarka już zamyka szatnię, jak obwieszczono przez mikrofon. Ktoś powiedział na jakąś panią „biurwa”. Sala zdominowana jest przez starsze wiekiem pracownice biurowe w okularach.

Continue Reading →

Czytanki (nie)oszołomów, czyli prawicowi popaprańcy

Chciałem sam na ten temat napisać, ale Jan Osiecki, dziennikarz „Newsweeka”, zrobił to nie tylko dokładnie, ale również z odpowiednią dozą humoru.

Po sprawie Pani Katarzyny S., znanej jako kataryna w polskim internecie, to druga afera, związana z blogerami. Choć Panią Szmidt trudno nazwać „blogerką”, ponieważ to czym się ona głównie zajmuje, to kradzież własności intelektualnej. Jej pisanie polega na kradzieży materiałów z innych stron internetowych, a następnie wklejanie ich u siebie. Poza tym znana jest z inicjatyw, które zakłada i tworzy taśmowo, a potem je niszczy. Nikt drugi w polskim internecie tak nie kompromituje prawicy, i jednocześnie blogerów. Druga Pani, Małgorzata Puternicka, jak sądzę, miała dobre intencje, natomiast ich wykonanie powierzyła skrajnym oszołomom. A codo Pani Anny Walentynowicz… cóż, teorie spisku zostały przez nią i jej znajomych, Wyszkowskiego i małżeństwo Gwiazdów mocno wsparte…

Azrael

———————————————————————————————————–

Kompromitacja a la prawica


Kochajmy naszych prawicowców, bo tak szybko się kompromitują. Tragikomedia pt. „benefis Pani Anny Walentynowicz” – dobiega końca. Sprawa będzie jednak długo budziła nie tylko uśmiech, ale również poczucie niesmaku. Dla tych którzy nie znają nie śledzą tak dokładnie okolic prawej ściany naszego internetowego zaścianka krótkie streszczenie.

Continue Reading →