Paradoks Grada

Kiedy Donald Tusk z rozbrajającą szczerością urwisa-wagarowicza przyznał się, że pomylił się co do swoich słów na temat odwołania ze stanowiska ministra skarbu, Aleksandra Grada, u mnie pojawił się na ustach równie szczery, jak u premiera uśmiech… szyderstwa. O tym, że Grad zostanie, przekonany byłem w 90% – pozostałe 10% stawiałem na rosnącego w sondażach wewnętrznych Platormy Obywatelskiej Grzegorza Dolniaka (tylko cicho sza, żeby się wicepremier Grzegorz Schetyna nie dowiedział…).

Czy to była wpadka Donalda Tuska? Skąd, jego takie rzeczy się nie imają, ponieważ są doskonale rozgrywane w warstwie medialnej i sposobu narracji. Deklaracja, że jeśli do końca sierpnia Grad nie załatwi pozytywnie sprzedaży stoczni gdyńskiej i szczecińskiej, to zostanie odwołany – była przecież tylko tak naprawdę lekkim klapsem dla ministra. On się starał, ale czynniki obiektywne, subiektywne, kryzys, plamy na Słońcu i cień na Księżycu, nie pozwoliły na wywiązanie się z jasnego przekazu. I jest to prawda – w sprawie stoczni, od czasu decyzji komisarz UE Neelie Kroes, zrobić już nic nie można było… a powiedzieć tego otwarcie było po prostu niepolitycznie…

Aleksander Grad musiał zostać na stanowisku; Po pierwsze – lepszego polityka (a jest to stanowisko polityczne, nie tylko urzędowe), nie ma w PO. Przykład Andrzeja Czumy musiał Tuska nauczyć, że wierny – to w wielu przypadkach także – mierny. Być może też okazało by się, że nominując kogoś (Dolniaka?), mógł się narazić komuś zupełnie innemu (patrz wyżej…).
Po drugie – ponoć minister skarbu trzyma w ręce klamkę do pokoju, gdzie ma być podpisane porozumienie w sprawie PZU, z Eureko. Mające wymierną wartość, liczoną dla skarbu państwa w liczbach jedenastocyfrowych, bo tylko Polska by musiała zapłacić odszkodowania Holendrom – odszkodowania, na które wyroki wykonawcze negocjatorzy drugiej strony mają już w teczkach.
No i po trzecie – Grad ma własny, autorski, ambitny, ale ponoć realistyczny program prywatyzacyjny, który ma pozwolić na to, aby deficyt budżetu nie przekroczył kwoty 52 mld złotych, a przede wszystkim, aby poziom zadłużenia państwa wobec PKB nie przekroczył ustawowej wartości 55%. Czy to się uda? Szczerze mówiąc – nie wierzę, że program prywatyzacji się uda domknąć do końca 2010 roku i wykonać zadania budżetowe. Tego rodzaju działania pod presją rzadko kiedy się udają. Należy pamiętać, że zakłady Skarbu Państwa mają silne związki zawodowe, które (z przyczyn politycznych, a jakże…) będą robiły wszystko, żeby zablokować procesy prywatyzacyjne, a „niezależni” doradcy z PiS i SLD będą im pomagać.

Continue Reading →

Mit alternatywny Bronisława Wildsteina

Nie wystarczy usiąść do klawiatury i przelać cisnące się myśli do komputera. Najpierw trzeba je uporządkować, a następnie zrobić korektę – najpierw w głowie, później znów w komputerze…inaczej wyjdzie z tego potok nielogiczności.

Bronisław Wildstein popełnił krótki tekst, w „Rzeczpospolitej”, „Mity narodowe i inne”, w którym odnosząc się do stanowiska profesor Marii Janion o zbytnim mitologizowaniu polskiej historii, stwierdza, że wbrew domniemanym trendom ostatniego dwudziestolecia, które tłumiły dyskusje o polityce, polskiej historii, czy meandrach literatury, Polacy, pomimo prób zamykania im ust, „odzyskują swoją historię”. Ciekawe, pisze to ktoś, kto jest członkiem redakcji opiniotwórczego dziennika, wydał w oficjalnym obiegu kilka książek, ma program w telewizji publicznej, jest niemalże dziennikarskim celebrytą.

Bronisław Wildstein uważa, że przestrzeń społeczną opanowali demitologizatorzy, którzy robią wszystko, aby przedstawić i polską historię i polski heroizm w krzywym zwierciadle. Dla niego próba obalenia mitu, że Polacy w trakcie wojny nie byli tylko bohaterami, ale głównie chcieli przeżyć, a wielu wykorzystywało sytuację dla własnych korzyści, jest zamachem na polskie świętości i polskie poczucie misji. Jednym słowem, dla niego mit bohaterskiego Polaka, jako mit zbiorowy, jest ważniejszy, niż suma indywidualnych doświadczeń Polaków.

Continue Reading →

Filozof vs. ornitolog

Mieliśmy wczoraj, na zakończenie udanego weekendu, (kto by się przejmował polską piłką…) przedstawienie z pogranicza mediów, polityki… i socjologii. Chciałem napisać, że kabaretu, ale niestety, nie było śmiesznie, raczej dość żałośnie. Oto u Anity Werner, w wieczornym programie w stacji TVN24, spotkali się ze sobą politycy PO, Janusz Palikot, z wykształcenia filozof, oraz politolog, dr Marek Migalski, kiedyś mieniący się niezależnym analitykiem, teraz polityk Prawa i Sprawiedliwości. Jak sam pisze na swoim blogu, chciał sprawdzić, czy ornitolog może latać, czyli czy politolog może pełnić funkcje polityczne… może. Może, tylko że lot ten raczej coraz bardziej jest chybotliwy.

Właśnie osnową tego spotkania medialnego były wpisy na blogach interlokutorów, przytoczone przez telewizję. Z jednej strony prowokujące, ostre językowe i celne spostrzeżeniami politycznymi i socjologicznymi, czasem przekraczające granice dobrego smaku (Palikot), z drugiej riposty Migalskiego, personalnie skierowane do posła PO, z założenia również dowcipne, ale jednak nie tej klasy finezji językowej i erudycji. Na zaczepkę o stanie kobiecości posłanek PiS (koń jaki jest, każdy widzi…), Migalski chciałby walić Palikota w pysk, ponieważ ten jakoby nie ma zdolności honorowych. Nie będę przytaczał całej korespondencji – jest łatwa do odnalezienia, w internecie.

„Ustawka” zrobiona przez TVN24 była jednak w sumie dość nudna (może dlatego, że Migalski uchylił się od fizycznego kontaktu z Palikotem, ponieważ był tylko obrazem ze studia w Katowicach), jednak daje możliwość oceny jakość debaty politycznej tak zwanych elit. Od strony czysto formalnej, jakości przekazu i zdolności argumentacji, wygrał tę debatę Janusz Palikot. Konwencja spotkania, forma i treść była zbliżona do jego pojmowania swojego zadania w polityce, czyli robienia prowokacyjnego performance politycznego. Migalski, który sam, jak twierdzi, wynajął się sam do zadania politycznego dania odporu działaniom Palikota, czyli wejścia na jego obszar działania, na jego scenę – wypadł słabo, choć nie żenująco. Wbrew pozorom i nawoływaniom Migalskiego do dyskusji merytorycznej, to Palikot bardziej przekonywująco mówił o podstawach i zasadach swoich działań, wyraźnie mając przewagę nad politykiem PiS w rozumieniu mechanizmów politycznego marketingu. I nie jest prawdą, jak niektórzy twierdzą, że Janusz Palikot wygrał, ponieważ sprowadził Migalskiego do swojego poziomu – to pan politolog z UŚ nie wszedł na platformę posła PO…

Continue Reading →

Uchwała histeryczna

Prawo i Sprawiedliwość chce aby Sejm przyjął uchwałę, na rocznicę 17 września 1939, w której zostanie potępiony sowiecki najazd na Polskę, w porozumieniu z III Rzeszą Hitlera.

Celem uchwały ma być przypomnienie, że Polska dostała się pod podwójną okupację hitlerowsko-sowiecką i było to przyczyną późniejszych polskich losów, czyli wejścia na dziesięciolecia w sowiecką strefę wpływów. To było przyczyną represji, jakie spotkały Polaków, począwszy od Katynia i Miednoje, na opóźnieniach cywilizacyjnych kończąc.

Czytają projekt, mam do niego stosunek mocno ambiwalentny. Trudno się w nim doszukać przekłamań, czy manipulacji, można się natomiast doszukać niedopowiedzeń. Oczywiście, agresja sowiecka na ziemie wschodnie II Rzeczpospolitej była podobna do rozbiorów XVIII wieku, ale również należałoby powiedzieć o tym, że to co się stało we wrześniu 1939 roku, zostało następnie usankcjonowane przez konferencje jałtańską i teherańską. Można by pójść dalej; Można by się zastanowić, czy przypadkiem porządek jałtański nie powinien zostać zweryfikowany, ze wszystkiego tego rodzaju konsekwencjami… Przesadzam? Tak, przesadzam, ponieważ motywacje tych, którzy by chcieli takiej uchwały, są dla mnie nielogiczne.

Wnioskodawcy uchwały wychodzą z założenia, że Polska w dalszym ciągu jest w pozycji geopolitycznej pomiędzy dwoma wrogimi państwami, czyhającymi na nasz kraj, wręcz szykującymi się do aneksji naszego terytorium. To wrogie mocarstwa, a Polska jest zdana na ich łaskę i niełaskę. Nie ma NATO, nie ma Unii Europejskiej, nie ma umów bilateralnych, nie ma gwarancji bezpieczeństwa zbiorowego. Uchwała ma uświadomić, a wręcz pobudzić atmosferę zagrożenia. Z jednej strony demoniczna Erika Steinbach, ze swoimi wypędzonymi, z drugiej – wampiryczny Władimir Putin…Teoria dwóch wrogów, porozumiewających się na bazie politycznej i ekonomicznej (Nord Stream) jest dodatkowo uzupełniona o spisek brukselski, mający osłabić polskiego ducha…

Continue Reading →

Telewizja klanowa

No, właściwie wszystko w sprawie TVP, zwanej z przyzwyczajenia telewizją publiczną, jest już jasne; Głębokie zmiany, które miały doprowadzić do utworzenia apolitycznej, niezależnej, misyjnej i otwartej telewizji społecznej, zakończyły się pełnym sukcesem. Telewizja będzie apolityczna przez to, że główne siły polityczne będą się w niej blokować, niezależna będzie od tych polityków i partii politycznych, które się do tego tortu nie dopchały, misyjnie będzie dalej ogłupiać kupowanymi formatami programowymi, bo na własne produkcje środków nie będzie, a jej otwartość będzie polegała na tym, że jej pracownicy będą „otwarci” na sugestie i podszepty politycznych „wujów”.

TVP w takiej postaci jak jest teraz i w najbliższej przyszłości (co najmniej do następnych wyborów parlamentarnych) jest już tylko zombie tego, czym powinna być. Nie jest to nawet agonia, lecz stan po agonalny. Patrząc na to, jakie programy, przez kogo prowadzone, ile jest powtórek – widać, że nie tylko nie ma zamysłu na uzdrowienie telewizji, ale również nie ma sił wewnętrznych i mechanizmów, które by mogły zachować choć pozory jakości produkcji telewizyjnej.

Kto jest winny temu, że doprowadzono do takiego stanu? Przede wszystkim Platforma Obywatelska, minister Aleksander Grad i posłanka Iwona Śledzińska-Katarasińska, która pilotowała nową ustawę medialną. Ustawę, która mogła być zaakceptowana i stworzyć bazę do nowych regulacji, ale została, po wecie prezydenckim, praktycznie odłożona ad acta. A PO, klub parlamentarny tej partii, zrobił wszystko, aby Sojusz Lewicy Demokratycznej, to weto podtrzymał, za cenę profitów i stanowisk w telewizji.

Platforma Obywatelska i sam premier Donald Tusk do mediów publicznych, a w szczególności do TVP przywiązani nie są. Nie widzą, w przeciwieństwie do innych sił politycznych, w mediach siły sprawczej polityki, lecz raczej zupełnie niepotrzebny twór, który dawno już przestał pełnić role służebne na rzecz społeczeństwa, jest tworem bizantyjskim, żyjącym dla siebie i pokaźnego grona pasożytów, którzy żerują na nim – za pieniądze abonamentowe. Długofalowym celem PO było doprowadzenie mediów do stanu zapaści finansowej (bo w zapaści organizacyjnej TVP jest już od dawna), a następnie do podzielenia śmierdzącej masy upadłościowej – i jej sprzedaży. Tylko niestety, nie potrafiono tego wprowadzić w życie.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 3 września

Upadek miast

Właśnie minęła kolejna rocznica kiedy to huragan Katrina zaatakował i prawie, że zniszczył jedno z bardziej ciekawych miast USA, Nowy Orlean. Ale to czego huragan nie zdołał zniszczyć, uległo zaniedbaniu do tego stopnia, ze Nowy Orlean to miasto zdominowane przez masowe przestępstwa, brud oraz ruiny zdemolowanych budynków. Nikt nie spodziewał się, że Katrina dokona takiego ogromu zniszczeń. Wszyscy ci, którzy mogli coś zrobić dobrze wiedzieli, że miasto nie było przygotowane. Mimo raportów z prośbami o pomoc w zabezpieczeniu miasta przed powodzią, 43 Prezydent USA George W. Bush totalnie zignorował sytuacje. Tysiące ludzi zostało pozbawionych dachu nad głową, źródła zarobku oraz jakiejkolwiek pomocy. Po Katrinie, miasto było ruiną i nadal nią jest. 950,000 tysięcy byłych mieszkańców miało otrzymać pieniądze aby mogło znaleźć tymczasowe miejsce zamieszkania oraz możliwość powrotu. Ale pieniądze zostały wydane i niewielu wie na co.
Były vice prezydent Dick Cheney, który ponownie postanowił wyjść z ukrycia w ową rocznicę uparcie twierdzi, że taktyka Busha oraz działalność jego administracji przyczyniła się do tego, że kraj był bezpieczny. Ale kraj nie był bezpieczny. Zignorowanie sytuacji w Nowym Orleanie spowodowało, że wielu utraciło życie a tysiące ludzi stałego dachu nad głowa. Biedni mieszkańcy tego miasta, głównie społeczność murzyńską najbardziej ucierpiała. Bush nie dotarł do Nowego Orleanu aż przez dwa dni. Kiedy to ludność Nowego Orleanu w upale, wilgotności Południa USA, zaduchu bez wody oraz pomocy lekarskiej przezywała jedna z największych klęsk naturalnych, Bush obserwował sytuację z samolotu. Rok po huraganie, polowa miasta nadal nie miała elektryczności, polowa szpitali oraz przedszkoli była zamknięta, przestępstwo wzrosło tak bardzo, że miasto nie potrafiło kontrolować tego co się działo i stało się miastem duchów i bandytów. Katrina zwana „wielkim potopem” była przykładem, że niebezpieczeństwo to nie tylko terroryści, ale ignorancja ze strony rządu.

Continue Reading →

Władimir Putin to inna półka polityczna

Czytając opinie o dniu wczorajszym na Westerplatte, komentatorów, polityków, widzę, że głównym bohaterem jest dalej Władimir Putin i to co powiedział, a czego nie, co powinien przyznać i za co przeprosić, i oczywiście – czego my, Polacy od niego oczekujemy. Dzisiejszy „występ” Jarosława Kaczyńskiego na konferencji prasowej wyraźnie pokazuje zresztą, czym się różni polityk od politycznego frustrata. Frustrata zresztą przegranego, który nie liczy się ze słowami, a opinie formułuje bez zastanowienia dla szerszego ich kontekstu.

Polacy, pomimo że życiorys i droga kariery Putina są powszechnie znane, nie potrafią z tego wyciągnąć wniosków. Zresztą brak perspektywicznego myślenia i zdolności analitycznych, to standard w polskiej polityce zagranicznej, niezależnie od tego, czy prowadzi ją rząd, czy urząd prezydencki. Tarcza antyrakietowa i wspierania watażki Saakaszwilego, to tylko przykłady pierwsze z brzegu.

Putin to nie jest ciasny kagiebowiec, jak by chciano go nam przedstawić. To polityka wytrawny, skuteczny i taki, który Rosją będzie rządził przez długie lata. Może w partnerstwie z Miedwiediewem, może sam, ale jego oparcie i pozycja w państwie i społeczeństwie jeszcze długo będą nie do podważenia. Może się to nie podobać za granicą Rosji, w Polsce, Unii Europejskiej, czy USA, ale to z Putinem politycy całego Świata będą mieli do czynienia jeszcze przez lata.

Kiedy w 2007 roku amerykański tygodnik „Time” przyznał Putinowi tytuł człowieka roku, uzasadnieniem tego wyboru było to, że że Władimir Władimirowicz wzmocnił Rosję na arenie międzynarodowej i doprowadził do stabilności wewnętrznej kraju. I była to prawda, warto pamiętać, że w tym roku, rok przed wyborami prezydenckimi, Putin przygotował sobie pozycję do premierostwa, osiągając ze stworzoną przez niego siłą polityczną, partią prokremlowską – Jedna Rosja – przygniatające zwycięstwo w wyborach do Dumy.

Continue Reading →

Po obchodach na Westerplatte

Jak można się było spodziewać, politycy zajmowali się głównie rozgrywkami politycznym, media się przyglądały i śledziły uważnie to, co ci najważniejsi powiedzą, a czego nie – a pamięć o wojnie, nie tylko Wrześniu, ale również o innych arenach II Wojny Światowej gdzieś uleciała. Spodziewam się, że omówienia mediów polskich i zagranicznych dalekie będą od refleksji, a bliskie standardom gier politycznych, jakich byliśmy świadkami.

Najważniejsze komunikaty i momenty, jakie można można było dzisiaj usłyszeć i zobaczyć, nie dotyczyły wcale przemówień oficjalnych. Najciekawsze i najważniejsze było spotkanie w cztery oczy Donalda Tuska i Władimira Putina na sopockim molo w godzinach południowych, gdzie swobodna wymiana opinii mogła dać więcej, niż rozmowy negocjacyjne w gabinecie. Sygnałem, że rozmawiano tam poważnie, była informacja, że porozumienie na temat dostaw gazu jest bliskie podpisania. Także informacja i zapewnienia Putina, że Nord Stream nie jest projektem skierowanym przeciwko Polsce, należy odczytać… jako kolejne zaproszenie do uczestnictwa w nim. Poważnie na miejscu Tuska bym się nad tym zastanowił.

Następny ważny sygnał to deklaracja o otwarciu, na zasadach wzajemności archiwów (Putin), a także deklaracja korzystania z doświadczeń i ustaleń polsko-rosyjskiej Grupy ds. Trudnych, która ma zająć się do końca sprawą mordu katyńskiego (Tusk). Uważam, z punktu widzenia politycznego i naszych relacji z Rosją spotkanie premierów Polski i Rosji, a także konferencja prasowa po nim za najważniejszy moment dnia dzisiejszego. Jeżeli dodamy do tego podpisane umowy i porozumienia, a przede wszystkim komunikat o nawiązaniu po wielu latach współpracy pomiędzy Sztabami Generalnymi Wojska Polskiego i armii rosyjskiej, to należy uznać, że bilans jest więcej niż pozytywny.

Nie udało się Lechowi Kaczyńskiemu ani obrazić Władimira Putina, ani wyprowadzić go z równowagi. Technologia polityczna, zawierającą się w działaniach propagandowych ostatnich kilkunastu dni, a także indywidualne i wyszkolone przymioty Putina, pozwoliły na to, aby z założenia prowokacyjne i emocjonalne występy Kaczyńskiego trafiły w próżnię.

Continue Reading →

Co z Konstytucją?

Za kilka dni trzech byłych prezesów, Trybunału Konstytucyjnego, Andrzej Zoll, Marek Safjan i Jerzy Stępień, działając w ramach odtworzonego i odświeżonego Konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość”, ogłosi swoje tezy dotyczące zmian, modyfikacji Konstytucji, RP, mającej dopiero 12 lat.

O konieczności zmiany założeń Konstytucji RP w dziedzinie władzy wykonawczej piszę od mniej więcej dwóch lat, szczególnie zwracając uwagę na zagadnienia struktury i podziału władzy wykonawczej. Sam skłaniam się zdecydowanie ku modelowi podziału władzy jaki istnieje w Niemczech, czyli systemowi kanclerskiemu, gabinetowo-parlamentarnemu.
Jest dla mnie jasne, że Polska potrzebuje nowych regulacji w dziedzinie prawa konstytucyjnego, tworzenia prawodawstwa, podziału i struktury władzy wykonawczej i ustawodawczej. Ale politycy, jacy obecnie zasiadają w polskim parlamencie – nie są przygotowani do tego rodzaju dyskusji. Dlatego inicjatywa trzech prezesów, ciekawa i potrzebna, nie wyjdzie poza sferę dyskusji publicystycznych.

Prawnicy pracujący nad projektem nie wychodzą poza prace studialne. Nie stworzyli szerszego zespołu, który mógłby być zaczątkiem nowej Komisji Konstytucyjnej, skupiając się tylko na pewnym elemencie Konstytucji. Uważam to za poważny błąd, ponieważ jeżeli już zaczyna się dyskutować o tak ważnym aspekcie państwa, należy do tego podejść w sposób globalny i przynajmniej zasygnalizować problemy wynikające ze zmian w Konstytucji. W lutym tego roku, kiedy pp. Zoll, Stępień i Safjan wydali oświadczenie wzywające do szybkiej zmiany Konstytucji RP, w tej części, która dotyczy spraw związanych z kompetencjami, zadaniami i podziałem władzy wykonawczej, zwracałem uwagę, że nie da się w ten sposób wycinkowo traktować tematu, bez odniesień do innych części Konstytucji, a przede wszystkim ordynacji wyborczej.

Continue Reading →

List polityczny i polityka historyczna

Rzadko tak naprawdę się zdarza, aby listy polityczne miały znaczenie i były podstawą do dyskusji politycznych. Polityka wykuwana jest w zaciszu gabinetów i rzadko kiedy to, co możemy przeczytać, w formie artykułu, czy właśnie listu, jest pełnym obrazem tego, co zostało ustalona poza obszarem mediów i publiczności.

Dobrze, że Władimir Putin przyjął zaproszenie i przyjeżdża do polski na obchody 70. rocznicy wybuchu II Wojny Światowej. Jest to gest dużo ważniejszy, niż hucpa historyczno-polityczna, jak się rozgrywa w Moskwie. Nie sądzę oczywiście, że będzie to nowe otwarcie w relacjach polsko-rosyjskich, bo Rosja nie czuje potrzeby hołubienia Polski, jej pamięci i jej martyrologii. Taka jest brutalna prawda, możemy się na nią oburzać – ale nie możemy z tym nic indywidualnie zrobić. Jeżeli sądzimy, że Putin po raz kolejny (po Jelcynie) ukorzy się za Katyń, Miednoje i wywózki Kresowian na Syberię – to mylimy się grubo. Polityka historyczna Rosji tego nie przewiduje.

Czy nam się to podoba, czy nie, każdy naród ma swoje niezbywalne prawo kształtowania swojej historiografii w sposób taki, jak uważa za stosowne. My natomiast mamy prawo do krytykowania takiego, a nie innego podejścia do historii, jeżeli jest ona wspólna, ale nasze możliwości oddziaływania są znikome. I tak, Niemcy, rozliczając się z nazizmem, nie chcą zapominać o losach swoich obywateli, z Prus Wschodnich, Pomorza, czy Sudetów. Możemy się na to zżymać, ale Angela Merkel nie może, nie tylko z powodów politycznych, wyrzucić pamięci o milionach potomków Niemców z terenów, które były kiedyś dla nich terenami rodzinnymi. I nic tu nie ma do tego odpowiedzialność narodu za II WŚ. Losy indywidualne Niemców są równie tragiczne, jak innych wypędzonych. Polska straciła legitymację do protestu przeciwko „Widocznemu Znakowi”, wycofując się z tego projektu.

Polska natomiast dopiero teraz, po 20. latach niepodległości przypomina sobie o Polakach zamordowanych na Wołyniu, we wschodnich województwach II Rzeczpospolitej. Dlaczego dopiero teraz? Dlatego, że przez te lata prowadziliśmy politykę historyczną, polegającą na wymuszonej anty rosyjskością przyjaźnią z Ukrainą. Zaowocowało to tym, że w Polsce nie ma muzeum Kresów Wschodnich, polski Kościół Katolicki nie upomina się o pamięć o pomordowanych, a Ukraina w dużym stopniu buduje swoją tożsamość narodową na nacjonalistycznej legendzie OUN/UPA. I czy mamy na to wpływ? Nie, możemy się tylko czerwienić za to, że „zapomnieliśmy” w oficjalnej polityce o wymordowanych Polakach… ale również nie pamiętamy, że polityka II RP wobec Ukraińców też nie była pozbawiona elementów dyskryminacji…

Continue Reading →

Trzeci szereg

Stany Zjednoczone na obchodach 70. rocznicy wybuchu II Wojny Światowej będzie reprezentował były minister obrony, William J. Perry, z czasów prezydentury Billa Clintona. Emerytowany polityk. Nie mający realnego wpływu na żaden proces decyzyjny administracji amerykańskiej, jak się wydaje, nie jest nawet konsultowany w ważnych sprawach. Kto jest temu winien, że przyjeżdża do nas zasłużony, lecz były polityk? My, i tylko my jesteśmy temu winni.

Polska naiwność w polityce zagranicznej i w relacjach z Amerykanami jest wprost przysłowiowa. Można śmiało stwierdzić, że jej korzenie tkwią jeszcze w latach ’80, gdzie wydawało nam się, że Amerykanie robią wszystko, aby pomóc „Solidarności” w walce z komuną, zapominając, że rząd Ronalda Reagana nie poinformował polskiej opozycji o planach wprowadzenie stanu wyjątkowego, choć taką wiedzę miał…

Potem, po odzyskaniu pełnej suwerenności, przez pewien okres czasu, zajmując się antyszambrowaniem do NATO i Unii Europejskiej, trochę naszym przyjaciołom odpuściliśmy, na rzecz Europejczyków, ale miłość tliła się podskórnie. Potem, po 9/11, wybuchła ona pełną siłą, i rzuciliśmy się w ramiona naszego Wielkiego Brata, a naszych żołnierzy, w rozpadających się butach i z zacinającą się bronią, na wojnę do Iraku, w „obronie demokracji”. Choć dla każdego rozsądnie myślącego było jasne, że nie o obronę źródeł demokracji chodziło, a o obronę źródeł ropy naftowej… Wynieśliśmy z Iraku wiele… doświadczeń, bo kontrakty na ropę i na odbudowę Iraku wynieśli inni, nawet tacy Włosi, co wystawiali kompanie wartownicze, a nie żołnierzy liniowych.

Mieliśmy podpisać umowę o partnerstwie strategicznym, otrzymać pomoc rzeczową i finansową, wskoczyć na pozycję choćby taką, jak Turcja. W zamian za to kupiliśmy samoloty F-16 („Jaszczębie”, jak je pieszczotliwie nazwała aktualna prezydentowa), konstrukcję z przed lat 30.wraz z offsetem, który jest realizowany… jak Amerykanie sobie chcą. Choć są i chlubne wyjątki, jak choćby warszawski IBL…

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 28 sierpnia

Dylemat ekstremistów

Demokraci pomimo przewagi liczebnej w Kongresie, poprzez irracjonalne i trudne do zrozumienia postępowanie, nie potrafią działać efektywnie. Opinia narodu w stosunku do partii Republikanów jest negatywna, ale okazuje się, że Demokraci nie potrafią wykorzystać tej sytuacji. Partia Republikanów to obecnie partia ekstremistów, ludzi, którzy nadal twierdzą, że Prezydent Obama nie urodził się w USA mimo przedstawienia przez niego już za czasów kampanii wyborczej certyfikatu urodzenia wydanego w USA. To partia popierana przez osoby ze stacji Fox News typu Glen Beck czy Rush Limbaugh oskarżające Prezydenta Obamę o rasizm w stosunku do białych oraz wprowadzenie socjalizmu do USA. Socjalizm jest ulubionym słowem używanym przez Republikanów kiedy tylko nadarzy się okazja. Chociaż wątpię, że mają oni jakiekolwiek pojecie na temat socjalizmu oraz jego założeń. Ale według przeciętnego Amerykanina socjalizm jest na równi z założeniami nazizmu.

W Kongresie trwa walka o przeprowadzenie reformy służby zdrowia, która jest potrzebna gdyż koszty opłat za usługi medyczne są kolosalne. Nieudolność Demokratów jest wręcz żenująca i doprowadziła do sytuacji, że zakłamana retoryka Republikanów, którzy otrzymują duże pieniądze od firm ubezpieczeniowych, znalazła odbiorców. Fakt, że procentowo nie jest to duże poparcie bo tylko 7%, ale biorąc pod uwagę liczebność tego kraju, jest to dosyć duża grupa. Ludzie ci maja ogólnie bardzo małe pojecie o czymkolwiek. To co ich łączy to brak wiedzy, częste uczestniczenie w protestach przeciwko reformie służby zdrowia oraz oskarżanie Prezydenta Obamy o bycie nazistą, który chce wykończyć seniorów.

Continue Reading →

Video komentarz Azraela – tarcza antyrakietowa

Na temat systemu tarczy antyrakietowej napisałem już ponad 20. tekstów, w związku z tym, po otrzymaniu wczoraj informacji, że praktycznie administracja Baracka Obamy zarzuciła ten temat, nie będę pisał kolejnego, kompilacyjnego tekstu, lecz po prostu skomentuję to w formie nagrania – i będzie to chyba definitywne zamknięcie tematu. Na szczęście…

Azrael

Amok

Nie bardzo zdajemy sobie sprawę, jaką właściwie uroczystość będziemy obchodzić 1 września w Gdańsku i na Westerplatte. Czy będzie to rocznica wybuchu konfliktu ogólnoświatowego, II Wojny Światowej, czy może rocznica sowieckiej napaści na Polskę, czy może tylko rocznica paktu Ribbentrop- Mołotow, znanego w Świecie jako pakt Hitler- Stalin? Mam dodatkowo wrażenie, że mniej wszystkich interesuje pamięć o Polakach, którzy zginęli w wyniku totalitaryzmu hitlerowskiego (i sowieckiego), a więcej wszystkich interesuje, co na Westerplatte powie niemiecka kanclerz Angela Merkel i rosyjski „car”, premier Władimir Putin. Dobrze, że choć IPN przypomniał, że data 1. września łączy się z liczbą prawie 6 mln zamordowanych polskich obywateli.

Polskie reakcje na rosyjską propagandę (bo przecież nie badania historyczne) są nieadekwatne do jej wartości. Oczywiste kłamstwa, zawarte w filmach i opracowaniach strony rosyjskiej są na tyle skierowane w Polską stronę, jak również na „rynek wewnętrzny”. Film, wyemitowany przez przez rosyjską telewizję, a także opracowania, mówiące, że Polska już w roku 1934 zawarła tajny pakt z Hitlerem, skierowany przeciwko Rosji Sowieckiej, ma być podstawą do konkluzji, że porozumienia z 23 sierpnia 1939 było tak naprawdę nieuniknione i było porozumieniem obronnym, oddalającym niebezpieczeństwo wojny niemiecko-sowieckiej.

Rwetes, jaki się podniósł przede wszystkim w polskich mediach, jest przykładem tego, jak nie potrafimy sobie radzić z tego rodzaju kryzysowymi sytuacjami. Wystarczyłoby racjonalnie podejść do tego i w sposób ostry, lecz merytoryczny odpowiedzieć na na te prowokacje. Dobry, udokumentowany film, z dyskusją panelową po nim, z zaproszonymi rosyjskimi historykami, a trzeźwo patrzących na te sprawy tam przecież też nie brakuje, plus kilka artykułów w prasie – sprawa jest załatwiona. To też jest działanie dyplomatyczne. A tak, histeryczne wezwania do działań dyplomatycznych i niemalże do cofnięcia Putina z lotniska – dają stronie rosyjskiej asumpt do dalszych publikacji i komentarzy. Dobrze, że polska strona jednak zauważyła, że w Moskwie pojawiły się rzetelne analizy i opracowania, dotyczące współpracy sowiecko-hitlerowskiej przed II Wojną Światową, samego paktu Ribbentrop-Mołotow i interwencji z 17 września 1939 roku. Takie opracowanie zamieściła „Nowaja Gazieta”, gdzie rosyjski historyk,Igor Dołuckij, pisze, że Stalin i Mołotow byli zbrodniarzami, a sam Stalin dążył do światowej rewolucji.

Jest oczywiste, że strona rosyjska, zawsze prowadząca politykę totalną i bezkompromisową, zastosowała ten zabieg, żeby podtrzymać nie tylko mit Wielkiej Wojny Ojczyźnianej (która mitem tak naprawdę nie jest, ponieważ 20 mln poległych Rosjan jest faktem), ale również swoje imperialne oblicze, wewnątrz kraju. Jedyną bronią przeciwko temu nie jest unoszenie się na palcach i nadymanie się, do granic czerwoności, lecz po prostu robienie swojego. Prawd o Katyniu, o 17 września, o deportacjach na Syberię nie da się zakłamać, ponieważ na to są nie filmy i nie propagandowe wydawnictwa, lecz twarde dowody i świadectwa.

Continue Reading →

Kolejna runda walki o in vitro

Znów sprawa in vitro na scenie politycznej. Jest to przedostatnia odsłona tego tematu, ostatnia odbędzie się w Sejmie.

Już w środę klub parlamentarny PO będzie rozmawiać o dwóch projektach zmian prawnych dotyczących zapłodnienia in vitro. Pierwszy, Jarosława Gowina przeznaczony jest tylko dla małżeństw i zakłada jedynie zgodę na utworzenie tylko dwóch zarodków. Dodatkowo wprowadza zakaz niszczenia i zamrażania ludzkich embrionów, a do tego ogranicza dostępność tej metody leczenia dla kobieto do czterdziestego roku życia.

Projekt posłanki Małgorzaty Kidawy-Błońskiej dopuszcza możliwość tworzenia zarodków nadliczbowych, ich mrożenie i selekcję przed implantacją do organizmu kobiety. Według jej projektów metoda in vitro ma być dostępna również dla par żyjących w konkubinacie. Jej propozycja jest również bardziej dopracowana pod względem prawnym, ponieważ od razu znalazły się w niej projekt ustawy bioetyczne, nowela ustawy o pobieraniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów oraz nowela kodeksu rodzinnego.

Jak dobrze pamiętamy, Donald Tusk po zakończeniu prac tak zwanej komisji Gowina, której nie udało się znaleźć konsensu, klasycznie umył ręce i zezwolił na pracę nad dwoma równoległymi projektami Gowina i Kidawy-Błońskiej. Środowa dyskusja też zapewne nic nie przyniesie i nie zostanie przyjęte jednolite stanowisko klubu. Oznacza to, że oba projekty, jako poselskie zostaną złożone pod obrady Sejmu. A tam czeka już między innymi projekt Bolesława Piechy i komitetu „Contra In vitro”, w którym ta metoda ma zostać zakazana.

Brak jednolitego stanowiska Platformy Obywatelskiej w tej sprawie to bardzo złe rokowania. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że projekt Jarosława Gowina (projekt Piechy nie ma szans) zostanie poparty nie tylko przez część posłów PO, ale również przez posłów PiS i PSL. Nie muszę chyba specjalnie pisać, co to oznacza dla kobiet, dla dziesiątków tysięcy par, szczególnie tych, które nie będzie stać na wyjazd za granicę…

Continue Reading →

Wracają

Wracają nasi „milusińscy”. Nie jest to niestety niemcewiczowski „Powrót posła”, z Sejmu Czteroletniego, co stało się kanwą dyskusji o Polsce i sarmacji, lecz powrót posłów III RP na ulicę Wiejską. I trudno się spodziewać, że będziemy mieli na sali sejmowej bogate dyskusje o Polsce, jej przyszłości, i ekonomii, reformie ochrony zdrowia (czy ktoś myśli jeszcze w ogóle o tym?!), czy o planach kryzysowych. Nie, na sali sejmowej będzie panowała tak zwana „bieżączka”.

Nie wszystkich zobaczymy, niestety, cześć posłów odjechała pociągiem do Brukseli, do Parlamentu Europejskiego. Nie zobaczymy parafialnie elokwentnego Tadeusza Cymańskiego, dynamicznego Jacka Kurskiego, złotoustej Joanny Senyszyn, wymieniającej ciepłe uwagi z biskupem Pieronkiem, czy gwiazdy konferencji prasowych, Zbigniewa Ziobro. Choć pewnie ten ostatni niedługo powróci. Być może jako kandydat na prezydenta, a być może… na ławę oskarżonych. Trochę spraw się za nim ciągnie, ze sprawą Barbary Blidy na czele.

Posłowie będą odrabiać zaległości z ostatnich tygodni. Na pierwszy strzał pójdzie oczywiście sprawa tajemniczych inwestorów katarskich, którzy mają wykupić majątek upadłościowy stoczni. Nie piszę, że stocznie, ponieważ w nich statków budować się już nie będzie. Jestem ciekaw, czy ktoś stanie wreszcie na trybunie sejmowej i przełamie to zakłamanie i powie wprost – Panowie stoczniowcy, w Gdański, Gdyni i Szczecinie statków już budować nie będziemy! I na nic będzie próba przeczołgania ministra Aleksandra Grada, czy nawet samego Donalda Tuska.

Continue Reading →

Imperatyw życia i śmierci

Warto sobie od czasu do czasu powtórzyć pewne poglądy na temat tego, czym jest życie, jak w społeczeństwie pewne rzeczy powinny być traktowane i jak osobiście, zgodnie z własnymi zasadami, do pewnych spraw podchodzić. Dobrze jest wtedy jednak odrzucić dogmaty, zmusić siebie do niezależnego myślenia i do formułowania poglądów poza sferą ciasnej ideologii.

Ostatnio został ogłoszony program, powołujący w szpitalach specjalnych pełnomocników, zwanych „koordynatorami pobierania narządów”. Mają oni dbać i starać się o to, aby ludzie, którzy znajdują się w stanie wegetatywnym, u których stwierdzono stań śmierci mózgu, czyli brak reakcji mózgu i pnia mózgu, mogli stać się dawcami organów dla innych, żyjących ludzi. Wbrew opiniom co poniektórych, organy ludzkie nie mają się stać własnością szpitala, państwa, czy umownej grupy interesów, lecz mają stać się elementem ratującym drugiego człowiek, ratującym życie. Jest to, jak się wydaje rzecz całkowicie naturalna, że wartość etyczna tego rodzaju działalności jest tylko godna po zazdroszczenia. Niektórzy domorośli filozofowie twierdzą jednak, że istnieją jakoweś pryncypia moralne wyższej wartości, niż życie drugiego człowieka, które są jeszcze do tego ponoć dogmatami (sic!), które tego zachowania czynią aetycznymi…

Transplantologia, czyniona zgodnie z prawem i interesem drugiego człowieka, jest zawsze etyczna. I działa zawsze w interesie drugiego człowieka. Na takim stanowisku stoi również umiłowany przez tych domorosłych filozofów Kościół Katolicki. Bo człowieczeństwo to także lista zasad, które służą, bez patrzenia się na nasz interes, drugiemu człowiekowi.

Continue Reading →

Z generała medialna gwiazda

Zaczęło się piorunem z jasnego nieba, zakończyło mydlaną operą w peruwiańskim stylu.

Wypowiedź generała Waldemara Skrzypczaka nad trumną poległego oficera nie była pierwszym tego rodzaju jego medialnym wystąpieniem. Warto o tym pamiętać, analizując to, co się w ciągu ostatniego tygodnia działo. Po pamiętnym zatrzymaniu 7 żołnierzy słynnego plutonu „Delta” , oskarżonych o mord na ludności cywilnej w Nanghar Khel, Skrzypczak miał podobne wystąpienia, gdzie groził odejściem z armii, jeżeli żołnierze zostaliby skazani. Tak więc również wtedy posunął się do swoistego szantażu, choć oczywiście nie było to tak spektakularne, jak w przypadku jego wystąpienia w Jarocinie. Dlatego na to, co się wokół całej tej afery działo, patrzyłem z dużym dystansem.

Jeżeli jego „występ” w Jarocinie można by uznać za emocjonalną przygodę, to już następne jego działania wskazują na planowaną i w pełni świadomą akcję. Jego wywiad dla „Dziennika”, gdzie generał oskarżał wprost nie tylko urzędników MON o nieudolność i biurokrację, ale również występował przeciwko swoim kolegom i szefom (jako dowódca wojsk lądowych jest członkiem Sztabu Generalnego), świadczy o tym, że robił to w pełni świadomie, wcale nie pod wpływem żadnych emocji. I ma rację generał Franciszek Gągor, szef Sztabu Generalnego, że generał Skrzypczak przekroczył nie tylko postanowienia i decyzje ministra obrony co do postępowania z mediami, ale również naruszył postanowienia ustawy o służbie żołnierzy zawodowych, w której jest jasno zapisane, w jaki sposób żołnierz kieruje swoje wnioski, jak odbywa się droga służbowa. I właśnie tym wywiadem generał Skrzypczak wyszedł poza obszar uprawnień oficera Wojska Polskiego i wszedł w działalność stricte polityczną. Oznacza to jednocześnie to, że naruszył zasady cywilnej kontroli nad wojskiem. Potwierdzają to wszyscy związani z wojskiem, z „wodzem naczelnym”, Lechem Kaczyńskim, na czele. To jest fakt bezsporny, nie było to tylko naruszenie dobrych obyczajów żołnierskich, ale również przekroczenie uprawnień. Gdyby w tym momencie generał został urlopowany i przesunięty do rezerwy kadrowej, nie byłoby całej dalszej, żenującej z punktu widzenia całej armii, sytuacji. I nie ma tu znaczenia wcale intencja generała, lecz kwestia porządku demokratycznego.

Continue Reading →

Kocham Pana, Panie Cejrowski!

Właściwie pisanie o marginesach polskiego życia społecznego, takich jak partie prawdziwie prawicowe, czy środowiska ultrakonserwatywne nie ma sensu, ponieważ ich wpływ na życie społeczne, nie mówiąc o polityce, jest żaden, ale czasem warto się nad pewnymi zjawiskami, czy osobami pochylić niżej.

Wojciech Cejrowski jest właśnie taką osobą, ponieważ ten samozwańczy kowboj Ciemnogrodu jest dla wielu nie tylko autorytetem jako, ponoć, wybitny podróżnik, ale również jako pewnego rodzaju głos środowisk patriotycznych i katolickich. I głos, i twarz tych środowisk, głęboko ideowa i pryncypialna.

Cejrowski już w latach ’90 zajmował się promocją Ciemnogrodu, atakując w swoich programach telewizyjnych i artykułach środowiska mniejszości seksualne, rasowych i Żydów.

Potem było już tylko ostrzej. Kilka miesięcy temu dał popis swoich poglądów na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim,który wizytował na zaproszenie Akademickiego Klubu Myśli Społeczno-Politycznej Vade Mecum. Powiedział tam kilka “złotych” myśli na ulubiony temat katolickich ciemnogrodzian. Powiedział, że pederaści wzbudzają u niego obrzydzenie, ale również Bóg to czuje i dlatego należy ich wytykać palcami. Słuszne poglądy, wygłaszane na słusznym uniwersytecie, który oczywiście się odciął od Cejrowskiego i studenckiej imprezy.

Kilka dni temu z kolei zachował się podobnie, ale już przy otwartej kurtynie, rzecz by można, ponieważ jego wypowiedź została nagrana i upubliczniona. W Poznaniu, na Starym Rynku podpisywał swoje książki podróżnicze. Do jego stoiska podeszło kilku działaczy Kampanii Przeciwko Homofobii i poprosiło go o podpis, z dedykacją. Na to nasz bohater był łaskaw powiedzieć, cytuję;

„Brzydzę się was. To może być zahivione”. I że od „pedziów” nic nie bierze.

Przyznam się, że wypowiedzi Cejrowskiego, jako marginesu właśnie, właściwie mnie już specjalnie nie szokują. Mogę nawet przejść nad nimi do porządku dziennego, nie wzywając go do poszanowania innego człowieka, nie mówiąc o tolerancji, ponieważ jest to słowo przez jego środowiska wyklęte. Sam, jako ateista, nie odważyłbym się mówić, że się brzydzę katolikami, nie mówiąc o takich właśnie jak Wojciech Cejrowski. Ale Cejrowski jest przecież od lat naczelnym obrońcą wartości chrześcijańskich, które powinny kierować się i Dekalogiem i zapisami Starego i Nowego Testamentu. A tam można znaleźć zapisy i opinie, nie pozostawiające żadnego marginesu i żadnej alternatywy. Oto kilka z nich;

„Miłuj bliźniego swego jak siebie samego”

„Każdy człowiek, który staje na drodze mojego życia, jest moim bliźnim. I jest godnym miłości”

„Kto bliźnim gardzi – ten grzeszy, szczęśliwy – kto z biednym współczuje.”

Może tytuł mojego krótkiego felietonu jest trochę na wyrost, ale jedno jest pewne – nie nienawidzę Pana Wojciecha Cejrowskiego, a już na pewno nie czuję do niego tego, co ten głęboko zaangażowany, acz grzeszny katolik, do swoich bliźnich…

Azrael

Powstanie Warszawskie – refleksje

„Serce Warszawy bije na Powązkach, na cmentarzu warszawskich powstańców, przy grobach batalionu „Zośka”, pod brzozowymi krzyżami”

Tomek Budzyński, „Armia”

„Stolica pomimo bezprzykładnego w historii bohaterstwa z góry skazana jest na zagładę. Wywołanie powstania uważamy za ciężką zbrodnię i pytamy się, kto ponosi za to odpowiedzialność”.

Gen. Władysław Anders


Im więcej się wie o Powstaniu Warszawskim, im więcej się czyta materiałów, świadectw, tym trudniej jest formułować opinie o jego roli i zasadności jego wybuchu. Czy dobrze się ono przysłużyło Polsce i Polakom, czy miało realny wpływ na przebieg II Wojny Światowej i na ład polityczny po niej? Miało, zapewne miało, ale nie taki, jak stał u podstaw decyzji o jego wybuchu.

* * *

Jeszcze kilka lat temu, kiedy moja mocno wiekowa sąsiadka z dołu pod koniec lipca rozpoczynała całodzienne i nocne koncerty muzyki powstańczej, denerwowało mnie to. Po co ona rokrocznie to tak wspomina? Czy obraz śmierci i klęski Powstania jest w niej tak dojmujący, że musi się leczyć muzyką? A może wspomina najważniejsze i najpiękniejsze sceny z życia? Może wspomina tych którzy polegli? Pewnie wszystko po trochu… Obok mieszka sąsiad, znam go od wielu lat, ale dopiero kilka lat temu zauważyłem, że 1 sierpnia o poranku wychodzi ubrany w beret z orłem i flagą w ręce… Muzyka mi już nie przeszkadza, czekam na nią i nie włączam swojego radia…

* * *

Powstanie to dla mnie największa tragedia polskich losów, ponieważ jest zawinione głównie przez Polaków. Jeszcze kiedy byłem młodym człowiekiem, w ręce wpadła mi książka „Przemarsz przez piekło” Stanisława Podlewskiego. I jest to w dalszym ciągu dla mnie najważniejsza pozycja o tamtych czasach, ponieważ jest zbiorem świadectw bezpośrednich uczestników, skrupulatnie zbieranych przez autora, jeszcze, kiedy był w niewoli niemieckiej, po upadku Powstania. Jest dziełem wolnym od politycznych dywagacji, pełnym prostej prawdy – i dlatego brutalnym i prawdziwym.

Continue Reading →

  • Facebook