Tylko z Europą

Specjaliści mają to do siebie, że rzadko kiedy potrafią przewidzieć scenariusze przyszłości, natomiast doskonale potrafią wytłumaczyć, dlaczego ich prognozy się nie sprawdziły. Może to wynikać z tego, że rzadko posługują się empirią i rzetelnymi badaniami, a najczęściej wiedzą. Wiedza ma to do siebie, że dotyczy przeszłości. Poza tym jest takie stare, wciąż aktualne powiedzenie – specjalista z autorytetem nie bada – on wie.

Kryzys ekonomiczny, jak trwa od roku 2008, próbuje się opisać za pomocą pojęć i narzędzi z XX wieku. Specjaliści chętnie się powołują na Keynesa, na Misesa, czy na innych teoretyków ekonomii. Próbują znaleźć analogie do Wielkiego Kryzysu lat 20. i 30. XX wieku. A świat jest zupełnie inny, system finansowy, bankowy, księgowość… praktycznie nie ma zupełnie żadnych analogii z doświadczeniami ubiegłego wieku, łącznie z tym, że pieniądz jako wartość stał się pochodną kreacji przez rozbudowane narzędzia finansowe. Dlatego klasyczne recepty na wyjście z kryzysu dają tak słabe rezultaty, z reguły nieprzewidywalne.

Podobnie jest w innych dziedzinach życia społecznego, także w polityce. Pojęcia lewica, prawica straciły sens, liberalizm, konserwatyzm, socjalizm… to wszystko są już hasła encyklopedyczne. Nawet pojęcie tak zwanej Trzeciej Drogi, pomysł kreowany przez Tony’ego Blaira i Gerharda Schroedera (pod patronatem Billa Clintona), które zrobiło furorę w połowie lat 90. ubiegłego wieku jest już historią. Ba, historią się stało, kiedy okazało się, że za główne narzędzie ekonomiczne brytyjski premier uznał… liberalizm. Tracą na znaczeniu także pojęcia silnie powiązane z państwem, takie jak wzbudzająca aktualnie w Polsce silne emocje suwerenność.

Continue Reading →

Zarządca, nie wizjoner

Wczorajsze wystąpienie Donalda Tuska w Sejmie nie było klasycznym expose, w którym premier przedstawia wizję rządzenia państwem na najbliższe cztery lata kadencji. Było to jednak najlepsze expose na te kryzysowe czasy, skierowane do obywateli i posłów, ale również do banków, funduszy inwestycyjnych, agencji ratingowych. To było wystąpienie, mające pokazać, że rząd panuje nad sytuacją ekonomiczną państwa. Na projekty, plany rozwojowe i reformy przekrojowe przyjdzie czas, kiedy kryzys paneuropejski zostanie opanowany.

Poprzednie expose, cztery lata temu trwało trzy godziny i siedem minut, co było rekordem polskiego parlamentu. Było pełne dobrej atmosfery i pozytywnej energii, emanującej z Donalda Tuska. Takie było wówczas zapotrzebowanie społeczne po dwóch latach rządów Prawa i Sprawiedliwości. Można było w nim znaleźć wszystko o wszystkim – było o gospodarce, infrastrukturze, polityce zagranicznej. Nie było jednak zaznaczonej sprawy reformy finansów. Były za to obietnice i projekty i prośby o zaufanie. Słowo „zaufanie” wybijało się ponad inne. I choć niewiele z tamtych projektów udało się zrealizować – wyborcy zaufali jeszcze raz.

Tym razem otrzymaliśmy mniej zapowiedzi i obietnic, właściwie wcale, ale za to wiele konkretów. Wreszcie poruszono sprawy, o których przez cztery lata mówiono niechętnie. To zmiany w KRUS, wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat, likwidacja wielu przywilejów i ulg (ale w kontekście solidaryzmu społeczneg0), a także objęcie księży powszechnym systemem ubezpieczeń. To są reformy, wycinkowe, ale jednak reformy. Pomysły premiera dotyczyły sfery finansów publicznych, ale w kontekście społecznym, tak jak na przykład kwestia ulg rodzinnych, czy ubezpieczenia i opodatkowania rolników. Ten ostatni temat zapewne wywołał szczękościsk polityków koalicyjnego PSL, ale przywoływany solidaryzm społeczny będzie im kazał współpracować z Platformą Obywatelską przy tych zmianach. Inaczej miejsce PSL może przecież zająć Janusz Palikot, silniejszy w Sejmie niż Waldemar Pawlak, a swoją rękę może też dołożyć liberalny Leszek Miller. Przedłużenie wieku emerytalnego to wyższe emerytury, ale z kolei ten pomysł nie został zrównoważony pomysłem na ograniczenie tak zwanych umów śmieciowych. Wreszcie również urealniono sprawy emerytur służb mundurowych i górniczych. Nie zapomniano o sprawie rewaloryzacji emerytów, także w kontekście solidaryzmu społecznego z pobierającymi najmniejsze świadczenia. Równie dobrze przyjęto pomysł na ograniczanie ulgi prorodzinnej w zależności od dochodu rodziny i liczby dzieci.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 7. listopada

Cena cywilizacji

 

Jeffrey Sachs należy do jednych z bardziej szanowanych ekonomistów, sam nazywa siebie „klinicznym ekonomistą”, który w swojej ostatniej książce pt. „Cena Cywilizacji” opisał przyczyny oraz detale upadku ekonomicznego USA. Nie analizował jednak dlaczego doszło do kryzysu w 2008. Sachs badał skutki kryzysu, analizował w jaki sposób ten upadek wpłynął na obywateli USA oraz starał się okazać wpływ upadku finansowego na amerykański kapitalizm, który uległ ogromnej zmianie. Sachs stworzył listę chorób USA oraz tego co mogłoby pomoc aby kraj mógł się podnieść z kryzysu. Sachs uważa, że wielką odpowiedzialność ponoszą lobbyści, którzy są mistrzami mediów, kierując politykami jak marionetkami. Sachs wyznacza również jakie cele ekonomiczne powinny być zrealizowane przez następne dziesięć lat. Według niego należy zwiększyć zatrudnienie oraz standard życia Amerykanów, ulepszyć standardy edukacji w USA, zmniejszyć liczbę ludzi żyjących w biedzie, uniknąć katastrofy ekologicznej, zbilansować budżet federalny, polepszyć działalność rządu, dbać o bezpieczeństwo kraju oraz spowodować aby Amerykanie byli zadowoleni ze swojego życia, wykonując prace polepszającą standard ich życia. Sachs wierzy w reformę socjalną. Według niego istnieje ogromna luka pomiędzy 1% bogaczy oraz resztą społeczeństwa. Sachs jest za tym aby zakończyć erę ulg podatkowych dla najbogatszych, która została wprowadzona przez Georga W. Busha i zwiększyć próg podatkowy dla najbogatszych do 40%. Według niego obecny system polityczny nie jest w stanie funkcjonować, gdyż Republikanie oraz Demokraci nie potrafią znaleźć ze sobą wspólnego języka i uważa, że w USA powinna powstać trzecia partia aby złamać stagnacje panująca pomiędzy Republikanami oraz Demokratami.

Continue Reading →

Gaz łupkowy – miraż, interes, czy polityka?

Od kilku lat słyszmy, że Polska leży na gigantycznych złożach gazu łupkowego. Szacunki, ale jak na razie tylko szacunki, mówią że mamy go 5,3 biliona m3, co przy rocznym zużyciu krajowym na poziomie kilkunastu miliardów metrów sześciennych rocznie, czyni nas krezusami. Więcej od nas mają w Europie, ale też tylko szacunkowo, Brytyjczycy. Dziś wydobywamy około pięć miliardów metrów sześciennych gazu ziemnego rocznie, metodami konwencjonalnymi. Po uruchomieniu wydobycia gazu łupkowego na skalę przemysłową, produkcja mogłaby wzrosnąć nawet do 30 mln m3 rocznie. Ale choć gazu łupkowego szuka już w naszym kraju ponad 30 firm, przyznano około 220 koncesji na poszukiwania, to jednak próbnych odwiertów jest mało. PGNiG rozpoczęło wydobycie gazu z łupków w Lubocinie w pobliżu Wejherowa. Ale kiedy przerodzi się to w wydobycie przemysłowe – dalej nie wiadomo.

Pytań i wątpliwości w sprawie gazu w dalszym ciągu jest więcej, niż realnych danych i informacji. Gra się toczy na różnych płaszczyznach i w różnych miejscach, w Warszawie, ale i w Brukseli, a także w… Moskwie, gdzie siedzibę ma Gazprom.

W Brukseli można usłyszeć bardzo różne głosy ekspertów energetycznych i politycznych w sprawie wydobycia gazu łupkowego. Przykładem tego była międzynarodowa konferencja zorganizowana przez polskich europarlamentarzystów, skupionych we frakcji EPP Parlamentu Europejskiego, 20 września tego roku, w siedzibie Parlamentu Europejskiego w Brukseli. Konferencja, prowadzona przez Jacka Saryusz-Wolskiego, Bogusława Sonika i Lenę Kolarską-Bobińską, poruszyła najpoważniejsze problemy wydobycia gazu łupkowego w Polsce. Polityczne, ekonomiczne, ale również technologiczne, gdyż jednym z zaproszonych specjalistów był prof. Paweł Poprawa z Państwowego Instytutu Geologicznego. Reprezentowani byli specjaliści z całego świata, między innymi p. Saya Kitasel z Worldwatch Institute, czy p. Brian Horsfield z Gas Shales in Europe (GASH). A na wypełnionej po brzegi sali byli zwolennicy wydobycia gazu, jak i jego przeciwnicy, między innymi europosłowie z frakcji Zielonych.

Continue Reading →

W obronie euro

Dziś Parlament Europejski i kraje UE praktycznie przyjęły taka zwany sześciopak, czyli pięć ustaw i jedno rozporządzenie, regulacje prawne mające wprowadzić większą przejrzystość, ale jednocześnie większą kontrolę przy tworzeniu budżetów poszczególnych państw unijnych. Pozwoli to na ograniczenie wydatków budżetowych w krajach zadłużonych i ewentualne sankcje w przypadku pogłębiania nierównowagi budżetowej. A warto pamiętać, że średnie zadłużenie dla krajów Unii wynosi teraz ponad 85% PKB… Regulacje powinny zostać przyjęte przez Parlament Europejski jeszcze we wrześniu. I będzie to niepodważalny sukces polskiej prezydencji – i osobiście ministra finansów RP, Jacka Rostowskiego.

I zupełnie inaczej wygląda teraz przemówienie z dnia wczorajszego, jakie na forum PE wygłosił Jacek Rostowski, a z którego karierę zrobiło ostatnie kilkadziesiąt sekund, które tak naprawdę było tylko osobistym „wtrętem” ministra. Przestrzeganie przed rozpadem strefy euro, a co za tym idzie zachwianiem całe idei UE, solidaryzmu i federalizmu unijnego, było jego obowiązkiem. To, że minister finansów posłużył się dykteryjką o swoim przyjacielu, wywołało ożywioną dyskusję, ale jednocześnie wzmocniło przekaz o konieczności wprowadzenia regulacji, które zablokują możliwość dalszego życia całych państw i społeczeństw na kredyt. Bo załamanie finansów jednego kraju, wycofanie go ze strefy euro, może spowodować lawinowe skutki w innych państwach, przerwanie systemu przepływu środków finansowych, upadek banków, krach finansów we wszystkich państwach, dalej idąc kryzys – a co za tym idzie – napięcia wewnątrz państw, wielokrotnie poważniejsze, niż to widzimy na ekranach naszych telewizorów w Grecji. I Jacek Rostowski mówiąc o wojnie, w kontekście doświadczeń i opinii swego przyjaciela profesora polskiej uczelni, tak naprawdę mówił o tym, że ponad 800 milionowa społeczność Europy może zostać poddana takim napięciom, przy których Wielki Kryzys byłby wspominany nostalgicznie jako czas harmonii i spokoju. Warto również wspomnieć, że w przemówieniu Jacka Rostowskiego znalazły się sygnały wysyłane w stronę Berlina i Paryża, ostrzegające te kraje przed próbą wykorzystania sytuacji dla swoich celów politycznych i próby budowy na nowo układu politycznego i ekonomicznego tak zwanych „dwóch prędkości”. Nie są tajemnicą napięcia pomiędzy rządem Niemiec i Wielkiej Brytanii, a Europejskim Bankiem Centralnym i jego szefem, Jeana-Claude Trichetem, co do zasad i metod pomocy dla Grecji, a także polityki wobec banków, które posiadają papiery skarbowe rządu greckiego, głównie francuskie i włoskie, ale też niemieckie. Sygnałem tego była dymisja niemieckiego głównego ekonomisty EBC, Juergena Starka. Rostowski stanął wyraźnie po stronie EBC, miękko, ale stanowczo dając sygnał, że złamanie jedności europejskiej będzie klęską całej Unii.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 11. lipca

Dlaczego nadal wygrywają?

 

Jak za dawnych dobrych czasów , CEO czyli top zarządzający korporacjami, bankami oraz instytucjami finansowymi zarabiają spore pieniądze. Według Hay Group pracującej dla „The Wall Street Journal”, bonusy 50 głównych korporacji w USA wzrosły o 30.5%. Jest to jeden z większych skoków w podwyżkach jeśli chodzi o bonusy. W porównaniu, przeciętny bonus zwykłego pracownika w USA wynosi 2.0%.

Okazuje się, że pomimo krachu finansowego w 2008 roku, pozycja CEO jest o wiele lepsza niż kiedykolwiek. Biorąc pod uwagę machlojki finansowe wielu banków oraz firm, które przyczyniły się w dużej ilości do upadku ekonomicznego oraz finansowego tego kraju jest to wręcz trudne do zaakceptowanie, że nagradza się ludzi, którzy prawie zbankrutowali USA oraz kilka innych części świata. W 2010 roku, top zarządzający w 200 firmach w USA zarobiło przeciętnie 10,8 miliona USD. W procentach wynosi to około 23% w porównaniu z 2009. Fakt wiele korporacji miało profity i dobrze sobie radziło, ale to nie oznacza, ze CEO oraz pracownicy Wall Street mogą ponownie sobie żyć jak pączki w maśle. Nie mowie, ze nie maja prawa do wynagrodzenia czy bonusu, ich praca, wiedza oraz doświadczenie przyczyniły się do owych profitów. Tylko to nie tylko ich praca spowodowała, że firmy sobie radziły bardzo dobrze. To również poświęcenie oraz ciężka praca zatrudnionych pracowników na rożnych stanowiskach. I oni nie dostają milionowych podwyżek oraz bonusów. Wiedza powinna być nagrodzona, ale różnica w zarobkach nie powinna być tak drastyczna jak jest obecnie. Zwykły pracownik dużych firm nie zarabia dużo i jest mu trudno przetrwać. W tym samym czasie CEO firmy, w której pracuje dostaje sumy, które są trudne do uwierzenia. Leslie Moonves, CEO stacji CBS zarobił 56,9 mln. USD. Dauman z Viacom 84,5 mln.. CEO z Comcast 28 mln., CEO Targetu 23.5 mln., etc. Wielu Amerykanów zarówno w 2010 jak i dwóch poprzednich latach nie dostało żadnej podwyżki oraz bonusów. Bezrobocie nadal wynosi 9%. Ale w oczach zarządu akcjonariuszy oraz CEO, nie jest ważny stan ekonomi, tak długo jak zarząd akcjonariuszy jest zadowolony z pracy CEO przynoszącej profity dla inwestorów, CEO dostanie tyle ile chce. W 2010 roku, przeciętny Amerykanin przynosił do domu około 752 dolarów na tydzień. Biorąc pod uwagę inflację oraz podwyżkę podatków w niektórych stanach typu Illinois, zarabia mniej niż w dwóch poprzednich latach. Kilka lat temu kilku polityków zaproponowało aby nałożyć limit ile CEO mogą zarobić. Propozycja została odrzucona. W zeszłym tygodniu, Republikanie wzięli na agendę glosowanie przeciwko regulacji Dodd-Frank, która nakazuje wykazanie różnicę w skali zarobków CEO oraz przeciętnego pracownika danej instytucji. Kilka dużych firm sama to robi bez narzucania regulacji i o dziwo są to miejsca, które zatrudniają i kreują dobre warunki pracy. Niestety, wiele firm uważa, że jeżeli pracownik oraz związki zawodowe będą wiedziały ile zarabiają top zarządzający, wytworzy to negatywne warunki pracy oraz pozwoli to mediom na krytykowanie owych instytucji.

Continue Reading →

Po debacie odpowiedzi nie ma

Debata o Otwartych Funduszach Emerytalnych przedstawiana jest jako najważniejszy spór merytoryczny w Polsce od lat, a telewizyjne spotkanie ministra Jacka Rostowskiego i byłego ministra finansów, Leszka Balcerowicza miało być zwieńczeniem tej dyskusji. Ale wszystko to tylko półprawdy.

​Telewizja publiczna, pod egidą której dyskutowano, po raz kolejny nie stanęła na wysokości zadania. Spotkanie nie było przygotowane co do formy, agendy szczegółowej, co pozwoliłoby na wyciągnięcie z obu dyskutantów interesujących wszystkich opinii. W związku z tym obaj profesorowie „odjechali” w swoje dywagacje i opinie, w pewnym momencie prowadząc dysputę na różnych poziomach. Hermetyczny język Balcerowicza został skontrowany stylową formą argumentowania i twardością polemik Rostowskiego (brytyjska szkoła..). Spowodowało to wizualną przewagę tego pierwszego, ale tak jak Balcerowicz nie odpowiedział na pytanie, czym zastąpić inwestycje OFE w obligacje państwowe (które zwiększają dług publiczny), tak z Rostowskiego nie wyciągnięto informacji, że przeniesienie części składki z funduszy do ZUS nie zmniejsza długu publicznego, a jedynie zmienia jego sposób księgowania.

​Dyskusja o OFE i plan zmian zapisów środków przeznaczanych na emerytury nie dotyka najważniejszych zagadnień, czyli reformy całego systemu emerytalnego, w tym ZUS-u, a przede wszystkim reformy finansów publicznych państwa. To są sprawy fundamentalne i do ich podjęcia konieczne by były prace studialne, opracowania, panele dyskusyjne, raporty, etc.. Debata Rostowski – Balcerowicz w TVP dotyczyła tylko tego, jak każdy z dyskutantów rozumie interes społeczny i z jakich przesłanek wychodzi. Z jednej strony minister Jacek Rostowski bronił propozycji rządowych zmniejszenia ilości środków przekazywanych do OFE, które następnie fundusze pożyczają państwu (co ma kolosalny wpływ na wzrost długu publicznego), z drugiej strony Leszek Balcerowicz bronił systemu OFE, którego jest współautorem. Jeden dyskutant bronił interesu swojego rządu, co do drugiego istnieją podejrzenia, że bronił nie tylko systemu, ale również własnych dogmatów i interesu tych, który za OFE i zarządzającymi nimi PTE stoją. Nie uzyskano odpowiedzi jednak, jak proponowane regulacje odbiją się na emeryturach za lat 12, 15, czy 30.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 19. marca

 

Ludzie vs. Wall Street


Film dokumentalny pt “Inside Job” wygrał w tym roku Oscara. Film ukazuje przyczyny kryzysu finansowego, ludzi odpowiedzialnych za ten kryzys, oraz w jaki sposób wpłynął on na los przeciętnych obywateli USA oraz resztę Świata. Trzy lata minęły od upadku instytucji finansowych, które bez żenady wykorzystały brak regulacji i spowodowały tragedie wielu ludzi. Owe instytucje finansowe, które otrzymały pomoc z pieniędzy podatników, zamiast pomóc ludziom w prze-finansowaniu domów i mieszkań, wykorzystują sytuacje przejmując domu lub oferując prze-finansowanie, które jest niekorzystne i niezrozumiale dla ludzi powodując odebranie własności, zamorzenie kont bankowych, oraz odsetki niemożliwe do spłacenia. Kiedy banki zaczęły bankrutować, stwierdzono, że nie można pozwolić na ich upadek. Banki dostały zapomogę, ponownie są na plusie, zarabiając profity dla swoich inwestorów i ponownie są przyczyną bankructwa oraz utraty domów wielu ludzi.

Charles Ferguson, reżyser dokumentu, po otrzymaniu statuetki powiedział, że trzy lata po okropnym kryzysie finansowym spowodowanym przez oszustów, żaden wyższej rangi bankier nie poszedł do wiezienia. Angelo Mozilo, założyciel i prezydent Countrywide Financial oczekuje na proces, ale zarzuty mu postawione nie zawierają oskarżeń o oszustwo pożyczkowe, czy wpychaniu pożyczek ludziom na których ich nie było stać, czy stworzenia nowej kultury pożyczania bez żadnych konsekwencji. Oskarżenia dotyczą faktu, że Angelo Mozilo nie poinformował swoich inwestorów, że owa działalność jest dla nich ryzykowna. Joe Cassano z AIG nie miał postawionych żadnych zarzutów, Richard Fuld z Lehman Brothers też prześliznął się przez ręce sprawiedliwości. Ralph Cioffi i Matthew Tannin z Bear Stearns zostali uniewinnieni.

Continue Reading →

Lobbyści energetyczni

Przy okazji awarii elektrowni jądrowej w Japonii, uaktywnili się głównie różnego autoramentu… lobbyści.

Oczywiście, awaria w elektrowni jądrowej we wschodniej Japonii musi niepokoić. U nas, pamiętających Czarnobyl, chmurę radioaktywną nad Europą, i u Japończyków, mający w pamięci Hiroszimę i Nagasaki, ale za to jak rzadko który naród obeznanych z tą formą energii i nowoczesnymi technologiami.

Warto jednak wyraźnie zaznaczyć – to nie był wybuch rektora, lecz awaria spowodowana zupełnie krytycznymi warunkami i,  jak zwykle to bywa, zbiegiem nieszczęśliwych okoliczności. Elektrownia Fukushima nie ucierpiała z powodu samego trzęsienia ziemi, ale głównie z powodu tsunami, co dalej spowodowało problemy z dostawami energii do urządzeń chłodzących prawidłowo wyłączone reaktory jądrowe. Nie wybuchły same reaktory, ale skażenie spowodowały wybuchy odpadów jądrowych, będące wynikiem rozpadu uranu, które było paliwem. Niebezpieczne jest to, co wokół samych reaktorów, a nie to, co w ich jądrze. I choć sytuacja jest dramatyczna, to to, co się stało w Japonii tylko może się przyczynić do wzrostu bezpieczeństwa energetyki jądrowej. Awaria dotknęła najstarsze reaktory w Japonii, mające 40 lat, a i tak zakres problemów jest ograniczony.

Histerię anty-jądrową, jak zwykle w takich przypadkach, rozpętują media, ponieważ widok zniszczeń po trzęsieniu ziemi, wielki kataklizmie, już się opatrzył, należy pokazywać coś bardziej dynamicznego, a do tego nieuchwytnego, czym jest radioaktywność. W Polsce również rozpoczęła się debata nad czymś, czego jeszcze tak naprawdę nie ma, czyli nad energetyką jądrową. Oczywiście w całkowitym oderwaniu od realiów geograficznych, geopolitycznych i ekonomicznych.

Continue Reading →

Dyskusja w Belwederze

Belwederska debata , pod auspicjami prezydenta Bronisława Komorowskiego pokazała, że dyskutować można merytorycznie, logicznie argumentując. Szkoda jednak, że dyskusja nie przyczyniła się do refleksji nad tym, co zostało zaniedbane i czego nie dopełniono, tak aby system emerytalny był wydolny. Pryncypialność obrońców obecnego kształtu systemu emerytalnego ogranicza się do stwierdzeń, że obecny rząd z ministrem Jackiem Rostowskim łamie umowę społeczną podpisaną ponad 11 lat temu, tak jakby profesorowie Leszek Balcerowicz i Jerzy Hausner nie byli nie tylko ekonomistami, ale również przecież politykami. I to politykami, którzy legitymizowali rozwiązania osłabiające system emerytalny, tak jak choćby wzrost emerytur mundurowych za czasów, kiedy Jerzy Hausner był wicepremierem i ministrem gospodarki, odpowiedzialnym za reformy.

Dyskusja, trwająca 3 godziny, nie dotknęła praktycznie tematu najważniejszego – jak zreformować Zakład Ubezpieczeń Społecznych i jakie podjąć kroki (także polityczne), aby składki do niego wprowadzane były nie tylko bazą do wypłacanych na bieżąco emerytur, ale także aby stały się podstawą do działalności tej instytucji na rynku kapitałowym. Jeżeli nie zostanie poważnie podjęty ten temat, wymagający głębokich zmian strukturalnych, to w dalszym ciągu emerytury (a także duża cześć samych składek) będzie finansowane z długu publicznego albo, co może jeszcze poważniej zagrozić rozwojowi państwa, ze wzrostu podatków. W Belwederze dyskutowano tylko nad bieżącym projektem rządowym, zakładającym, że składka emerytalna przekazywana do OFE zmaleje z 7,3 proc. do 2,3 proc., a następnie wzrośnie do poziomu 3,5 proc. Dlaczego akurat o takie wartości – tak naprawdę nie wiadomo.

Dość absurdalnie w dyskusji ekonomicznej, o pieniądzu, długu i finansach państwa brzmiały argumenty Jerzego Hausnera i Leszka Balcerowicza, że rządowa propozycja reformy niewielkiej części systemu emerytalnego, jakim są OFE to demontaż elementów ustroju państwa i złamanie umowy społecznej, zawartej przy uchwalaniu reformy emerytalnej z roku 1999, co może podważyć zaufanie obywateli dla państwa. Tak, jakby dopuszczenie przez obecny rząd do całkowitego załamania finansów państwa, przez zaniechanie choćby wycinkowej reformy, byłoby dla państwa i jego szans rozwojowych lepszą alternatywą. Przyznam się, że populizm Leszka Balcerowicza i obrona status quo, w imię grupy twórców reformy, jest dla mnie dużym zaskoczeniem.

Continue Reading →

OFE, populizm i bankructwo

Rząd ma obowiązek dbania o interes Państwa i obywateli, tu i teraz. Ma obowiązek takiego kształtowania polityki w różnych sferach, aby stabilność i bezpieczeństwo było zachowane.

Leszek Balcerowicz był jednym z współautorów reformy emerytalnej, przed ponad jedenastoma laty, według której państwo gwarantowało obywatelowi tylko część pieniędzy odkładanych na kontach emerytalnych, a reszta była przekazywana do OFE. Miała tam podlegać nie tylko kapitalizacji, ale również miała być inwestowana. Jednak nigdy OFE nie były pełnowartościowymi graczami na rynku kapitałowym, większość inwestycji to były inwestycje państwowe, w obligacje Skarbu Państwa. Wydaje się, że stopa zwrotu w OFE nie była wcale wyższa, choćby z powodu samych prowizji funduszy, niż inne formy inwestycji, co oznacza, że ilość środków na kontach funduszy zbliżona była do ilości na indywidualnych kontach w ZUS-ie, w pełni gwarantowanych i waloryzowanych.

Warto pamiętać również, że tak zwany II filar ubezpieczeń nie był nigdy do końca powszechny i jednolity. KRUS, służby mundurowe, wcześniejsze emerytury, tak zwane pomostówki, powodowały to, że państwo nie tylko nie przestało dopłacać do systemu emerytalnego, ale te płatności zaczęły rosnąć, a państwo musiało zacząć zaciągać pożyczki – także od samych OFE. To wszytko powoduje, że dług publiczny w wyniku niewydolnego systemu emerytalnego, może wzrosnąć w tym roku nawet o dodatkowe 20 miliardów złotych.

Rząd kilka dni temu podjął decyzję, mającą wprowadzić od 1 maja rozwiązanie, w którym składki obowiązkowe przekazywane do OFE zmniejszą się z 7,3 proc. do 2,3 proc. całości odpisów na emeryturę. Pozostałe 5 proc., będzie trafiać na specjalne subkonto w ZUS i będzie, podobnie jak środki z OFE, podlegać dziedziczeniu. Do roku 2017 składka do OFE ma wzrosnąć i osiągnąć poziom 3,5 proc (taka była propozycja ministrów Jolanty Fedak i Jacka Rostowskiego). Oznacza to, że środki gromadzone na subkontach w ZUS będą gwarantowane przez państwo i będą miały dokładnie taką samą wartość, jak te przekazywane do OFE.

Continue Reading →

Dźwignie polityczne Jarosława Kaczyńskiego

Kilka lat temu Waldemar Kuczyński, ekonomista, polityk i wreszcie publicysta, w dość emocjonalnym wpisie na swoim blogu życzył Jarosławowi Kaczyńskiemu, aby Polska pod jego rządami popadła w kryzys, marazm i aby dopadły ją wszelkie plagi upadku gospodarki. Oczywiście opinia i „życzenia” Kuczyńskiego spotkały się z gwałtowną krytyką i potępieniem. Kuczyński prawie natychmiast wycofał się ze swojego wpisu i gorąco przeprosił za nieprzemyślane, niegodne szacownej siwizny, kibolskie stwierdzenia. Ale jest mu to pamiętane do dziś…

Kiedy partia opozycyjna buduje swoją strategię polityczną i wytycza drogę politycznego działania w oparciu o rachuby kryzysu państwa, jego instytucji, gospodarki, finansów i załamania się w wielu sferach zależnych od Skarbu Państwa – to nikt jakoś nie załamuje rąk i nie wzywa do opamiętania się. A tak działa od dawna Prawo i Sprawiedliwość, które buduje swoją pozycje w elektoracie na dwóch filarach, które trudno nazwać „pro-motywacyjnymi”. Pierwszy to oczekiwanie na nieunikniony krach fiskalny państwa, który ma przerodzić się w zapaść gospodarczą, drugi to budowanie narracji politycznej, opartej o tragedię smoleńską, w której to winnymi są obecnie rządzący państwem politycy Platformy Obywatelskiej.

Prawo i Sprawiedliwość, partia ponoć prospołeczna, republikańska i zwolenniczka socjalnego wspierania warstw najuboższych, nie bierze w swoich rachubach tego, że kryzys gospodarczy, który nieuchronnie będzie powiązany ze wzrostem bezrobocia, dotknie głównie obywateli gorzej uposażonych, słabiej wykształconych, mniej mobilnych, a bardziej socjalnych. Wyborców PiS-u… Proste założenie , że na ruinach gospodarczych III RP powstanie nowy porządek społeczny i wystraszeni i zagubieni obywatele oddadzą władzę w ręce Jarosława Kaczyńskiego jest założeniem, że zbiorowa mądrość „narodu” uległa zachwianiu. Na szczęście, z reguły w obliczu kryzysu ludziom wraca rozum i nie oddają władzy w ręce populistów, ale raczej tych, którzy potrafią sobie z kryzysem poradzić. Tym, którzy problemy ekonomiczne (nawet kosztem wyrzeczeń) będą potrafili rozwiązać. Dlatego wybiorą raczej Balcerowicza, niż Beatę Szydło, dlatego będą chcieli raczej oddać swoje pieniądze, niż przyjąć nic nie warte obietnice… Ta rachuba Jarosława Kaczyńskiego do władzy nie przywróci.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 29. października

Ekonomiczna przepaść


Za niecały tydzień wybory do Kongresu. Wyniki zadecydują, kto będzie miał przewagę w obu izbach. Od 2008 roku, Demokraci ową przewagę posiadali i to pozwoliło im mimo ogromnej opozycji doprowadzić do reformy służby zdrowia oraz reformy finansowej. Czy Republikanie będą w stanie osiągnąć większość w Kongresie? Trudno powiedzieć i przewidzieć. Republikanie mają konkurencję w postaci kandydatów z Tea Party. Na czele owej formacji stoi Sara Palin, która zamiast zarabiać pieniądze, przygotowuje się do tego aby startować do urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Podczas wyborów prezydenckich w 2008 roku, Barack Obama zdawał sobie sprawę, jak bardzo źle się działo w USA pod względem ekonomicznym i finansowym. Ale chyba nie do końca zdawał sobie sprawę z ogromu tych problemów i jak długo mu zajmie doprowadzenie do jakichkolwiek zmian, aby obywatele to zauważyli i docenili jego wysiłek. Pod koniec 2008 roku, kiedy nadal prezydentem był George W. Bush, doszło do krachu finansowego, ludzie tracili domy, oszczędności, grupa finansowa AIG ogłosiła upadek, a fabryki produkujące samochody były na skraju upadku. Kraj znalazł się o krok od przepaści. Prezydent Obama miał dwie możliwości: pozwolić krajowi wpaść w tę przepaść i obwinić za to Republikanów albo próbować ową przepaść przeskoczyć, ratując co się da. Ten skok nad przepaścią mu się niestety nie do końca udał, z wielu przyczyn. Był to raczej mini skok, gdyż po dwóch latach sytuacja jest nadal trudna, a społeczeństwo z partią „nie” domaga się zmian. Tylko jakich? Powrotu do tego co Republikanie im zgotowali? Każda zmiana wymaga czasu. To co pogrążyło prezydenta Obamę, oraz Demokratów to w pewnym sensie nieumiejętność poinformowania społeczeństwa co zostało zrobione i kto jest za to winny. USA ma ogromny procent bezrobotnych. Firmy nie przyjmują nowych pracowników, zwolnienia są codziennością. Ludzie tracą domy, oszczędności i ogarnia ich nie tylko bezsilność, ale również gniew. I ten gniew jest skierowany w stronę prezydenta Obamy oraz partii, która ma większość w Kongresie, czyli Demokratów. Niestety, nie pomyślą o tym kto przyczynił się do ich problemów. Łatwiej jest oskarżać, niż myśleć. Tak jest wszędzie, jakby ludzie nie byli w stanie myśleć racjonalnie. Nie jest łatwo żyć w trudnych warunkach kiedy nie ma pracy i traci się dom. Ale Republikanie nic dobrego ze sobą nie przyniosą, udowodnili to już nieraz.

Continue Reading →

Zapisy zza Atlantyku – 28. stycznia

Finansowy thriller

Jeżeli chodzi o pieniądze, to ciekawym faktem jest to, że mimo tak wielu poświęca całe swoje życie na to aby zarobić i mieć jak najwięcej, to większość ma problem ze zrozumieniem wartości, wpływu oraz znaczenia pieniądza. Kryzys finansowy w USA ukazał, że nawet bankowcy oraz finansiści, czyli ci co powinni być biegli w znajomości balansowania aktyw oraz zadłużeń, nie gwarantuje, ze zasady logicznego podejmowania decyzji został użyty. CEO dużych banków, oraz instytucji finansowych zlekceważyli sobie fundamentalne w założeniach balansowania aktywów i wydatków, inwestując w coraz to bardziej ryzykowne instrumenty finansowe o dużych profitach zapominając, że prędzej, czy później konsekwencje owych manipulacji dadzą o sobie znać. Kiedy doszło do upadku, to pieniądze podatników zostały wydane, aby uratować owe instytucje. CEO owych firm bez żadnego problemu nadal uważają, że owe pieniądze im się należały i że mogą ponownie je wydawać, tak aby oni czerpali profity. Ludzie ponarzekają, a biznes będzie jak zawsze. Tak naprawdę, to wszystko się odbywa za zamkniętymi drzwiami. Wall Street opłaci lobbistów, przekupi polityków. Politycy, którzy z gniewem zgadzają się ze społeczeństwem, że Wall Street to złodzieje, po wyłączeniu kamer, zrobiła dokładnie to co Wall Street chce. Tylko sytuacja jest trochę inna. Naród jest naprawdę wściekły na Wall Street, a rząd utworzył komisję z Elizabeth Warren na czele, której zadaniem jest znalezienie regulacji tak, aby bronic konsumenta. CEO Goldman Sach zapytany przez owa komisje o to, jakie były największe zaniedbania jego samego, jego firmy, oraz za co chciałby przeprosić, powiedział, że jego firma przyczyniła się tylko w pewnym stopniu do manipulacji a zarazem kryzysu. Wspomniana, Elizabeth Warren, profesor z Harvardu, która jest przewodnicząca tej komisji uważa, że nie można czekać z regulacja Wall Street. Jeżeli Kongres nie zatwierdzi proponowanych regulacji, Wall Street będzie kontynuowała swoją działalność opartą na wzbogacaniu bogatych. Tylko, Kongres, w dużej części jest opłacany przez Wall Street. Około roku 1980, Wall Street zauważyło, że można manipulować i zmieniać zasady gry jeżeli wie się kogo można opłacić i jak manipulować regulacjami, aby nie regulowały działalności finansowej. Od tamtego czasu, podział klasowy pomiędzy 1% bardzo bogatych i resztę wzrósł tak bardzo, że ta mała grupa ludzi uważa się za nietykalnych. I nie ma się co dziwić. Pieniądz rządzi wszystkim i każdego można kupić. Siedem agencji, które miały kontrolować system finansowy nie zrobiło nic. Każda agencja działała w innym kierunku, a lobbiści z ogromnym sukcesem tak manipulowali tymi agencjami oraz politykami, że żadna regulacja nie została zatwierdzona, a rynek ulegał zmianom na korzyść działalności Wall Street. Elizabeth Warren uważa, że teraz kiedy jest tak ogromne oburzenie należy wykorzystać sytuację i nałożyć regulacje na działalność instytucji finansowych aby nie Wall Street, ale przeciętnego obywatela prawa wygrały w Kongresie. Jeżeli do tego nie dojdzie, to to co wydarzyło się w 2008 roku powtórzy się a konsekwencje będą o wiele gorsze powodując, że duży procent obywateli USA będzie jeszcze biedniejsza. Elizabeth Warren ma wielu przeciwników, głównie z partii Republikanów, którzy uważają, że banki powinny się same regulować, a socjalistyczny rząd Baracka Obamy nie ma prawa narzucać praw jak owe instytucje działają. Czyli biznes jak zawsze. Banki maja prawo dawać pożyczki tym, których na to nie stać; manipulować pożyczkami z wysokim ryzykiem i robić tak aby ich profity i bonusy były jak największe. A że ktoś straci dom, prace czy środki do życia jest nieistotne.

Continue Reading →

Pandemia firm farmaceutycznych

Już nie z dnia na dzień, ale z godziny na godzinę coraz wyraźniej widać, że epidemia, czy nawet pandemia gryp (sezonowej i „świńskiej”) jest wielkim, zakrojonym na globalną skalę szwindlem firm farmaceutycznych, organizacji międzynarodowych, które powinny stać na straży dobra i bezpieczeństwa pacjentów, no i oczywiście mediów, które już lata temu przestały informować rzetelnie o tym co się dzieje, ale za swój cel (oprócz zarabiania pieniędzy) postawiły chęć kreowania nowej rzeczywistości zagrożenia.

Kiedy w kwietniu tego roku wybuchła pierwsza fala histerii grypowej, profesor Czapiński wezwał media do zaprzestania epatowania idiotycznymi newsami i tytułami na temat epidemii, gdzie 150 osób porównywało się do hekatomby epidemii z czasów I Wojny Światowej. W przypadku grypy przesunięta została granica przyzwoitości, gdzie pogoń za zyskiem powinna się zatrzymać. W przypadku epidemii jest to granica wywołania paniki społecznej.

Żerowanie na krwi, przemocy i patologiach to rzecz niegodna. Problem jest tylko taki, że dla mediów, szczególnie elektronicznych, takiej granicy nie ma. Dało się także w Polsce zaobserwować, że właśnie pod wpływem mediów Polacy gremialnie poszli do przychodni, choć tak naprawdę racjonalne podejście do choroby i zastosowanie tradycyjnych metod leczenie w 99% przypadkach wystarczy do wyleczenia.

Continue Reading →

Czytanki (nie)oszołomów – 7. października 2009

Dziś w cyklu nieregularnym polecam nie jeden ciekawy wpis blogowy, ale od razu cały blog. Prowadzi go p. Marta Śmigrowska, („Zmiany klimatu a sprawa polska”) a poświęcony jest sprawom klimatycznym.
W kontekście nowych regulacji unijnych, dotyczących spraw ochrony klimatu, a przede wszystkim gorącej, nomen omen, dyskusji o globalnym ociepleniu – warto na bieżąco śledzić te sprawy. Pani Marta robi to profesjonalnie, ale przystępnie. Warto!

————————————————————————-

Pali się moja panno! Polska perspektywa w bojach o klimat


Ludzie mają prawo wiedzieć więcej o negocjacjach klimatycznych. Dlaczego? Bo to ważna gra, jak nam to kiedyś pięknie wyśpiewał Edmund Fetting.

Postaram się rzucić światło reflektora na najważniejsze z polskiego punktu widzenia elementy negocjacyjnej układanki. Istotne niezależnie od tego, czy jesteśmy za, czy przeciw ochronie klimatu.

W negocjacjach klimatycznych mamy swoje miejsce i swój interes. Będą wielkie inwestycje, poważne koszta i wielkie zyski.

Tym bardziej dziwi, że polscy politycy nie pochylają się nad polityką klimatyczną z odpowiednią czułością. Stawia nas to obok Rosji, która również zachowuje się, jakby nie zdawała sobie sprawy z wagi i nieuchronności zmian. A Rosja, jako eksporter paliw kopalnych, na polityce klimatycznej mocno straci…

W wielkiej klimatycznej polityce nasi rządzący budzą się z letargu raz na chwilkę, wyruszają do Brukseli („bo Unia znów coś tam grzebie przy klimacie”), grożą wetem, uzyskują ustępstwa (lub tylko mgliste obietnice), wracają i ogłaszają sukces.

Gaszą pożar. Nie wiedzą jednak, gdzie się pali i dlaczego. Nie pali się w Brukseli – my sobie w ramach Unii z transformacją energetyczną damy radę. Obgadamy, poblokujemy, damy radę. Palić się będzie na szczycie w Kopenhadze i później, jeżeli nie uda się uzgodnić dobrego porozumienia klimatycznego. Bo wg najrzetelniejszych gremiów naukowych emisje powinny osiągnąć szczyt i zacząć spadać nie później niż w roku 2020. Potem będzie znacznie trudniej i znacznie drożej.

A media? W mediach rwetes. O la Boga! Unia chce usiąść wielkim zadkiem na naszym skromnym budżecie! Jest barwnie, dramaturgicznie, ale społeczeństwo nie dowiaduje się, co tak naprawdę się w tej Kopenhadze wydarzy. A ludzie mają prawo wiedzieć.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 22. października

Nietykalni

17.5 biliona dolarów z pieniędzy podatników zostało dane bankom, bez żadnych obligacji lub zapewnień z ich strony. Politycy oraz prezydent podkreślali jak ważne było aby banki ponownie zaczęły pożyczać, i że nie można było doprowadzić do ich upadku, gdyż skutki byłyby tragiczne. I banki te pieniądze dostały. Tylko nadal pożyczek nie dają tym, którzy na nie liczyli. W zeszłym tygodniu, owe banki podały, że wypłacą sobie bonusy. Według nich, te bonusy im się należą, a jeżeli nie nagrodzą swoich pracowników, to zostaną bez zdolnych inwestorów. Co tam podatnicy, których pieniądze otrzymali i którzy tracą domy, prace oraz ubezpieczenia zdrowotne. Od roku mówi się o regulacji systemu finansowego. Założenie, że rynek finansowy, który w swoich oryginalnych założeniach miał się sam regulować, okazało się pułapką, która przyczyniła się do wielu problemów, z którymi USA nie potrafi sobie poradzić. Ale nadal ten 1% najbogatszych w USA uważa, że ma prawo do wysokich profitów, niezależnie od tego, że właśnie to ich działania były szkodliwe i przyniosły tyle strat.

Wigg2 Continue Reading →

Pawlak i prywatyzacja

Wywiad wicepremiera Waldemara Pawlaka dla tygodnika „Newsweek” wzbudził duże zainteresowanie innych mediów i polityków, tylko, że zwrócono uwagę nie na te jego wypowiedzi, które były w nim najważniejsze. I sam Pawlak musiał wyjaśnić, o co tak naprawdę głównie mu chodziło…

Wicepremier i minister gospodarki rzeczywiście zarzucił Platformie Obywatelskiej działanie pod sondaże i chaos w mediach publicznych, ale clou jego wywiadu dotyczy zagadnień zupełnie innych – spraw prywatyzacji. Waldemar Pawlak nie ma żadnego sporu z samym Donaldem Tuskiem i jego bezpośrednim zapleczem politycznym – konflikt dotyczy współpracy z ministrem finansów, Jackiem Rostowskim i ministrem skarbu, Aleksandrem Gradem.

Kilka dni temu premier wyraźnie zapowiedział, że podwyżki podatków w tym roku, ani w przyszłym nie będzie. Nie będzie podwyżki, ale jest zupełnie jasne, że tegoroczna dziura budżetowa, a także plan DEFICYTU nie tylko budżetu, ale również całych finansów publicznych, musi zostać czymś wypełniony. Jeżeli rząd zakłada, że nie dojdzie do zwiększenia obciążeń fiskalnych przedsiębiorstw i osób fizycznych, przy zachowaniu konieczności zachowania wysokości deficytu (sprawa wejścia najpierw w sferę ERM2, następnie przyjęcie euro), to można to zrobić tylko poprzez cięcia wydatków i prywatyzację. A cięcie wydatków trzeba by zacząć od zabrania przywilejów, z których największym jest przecież KRUS, którego PSL i Waldemar Pawlak muszą bronić niczym Szela…, gdyż jest to dla nich być albo nie być na scenie politycznej.

Polskie Stronnictwo Ludowe nie jest już partią chłopską sensu stricte. To partia „aparatu” wiejskiego i małomiasteczkowego, a także bogatego chłopstwa, „kułaków” XXI wieku. PSL jest silny w regionach siłą swoich działaczy i siłą przywilejów, jakie im zapewnia.

Continue Reading →

Fetysz deficytu budżetowego

Nie jest dobrze z polską gospodarką. Nie jest tak dobrze, jak było jeszcze półtora roku temu. Nie jest dobrze, jeżeli patrzymy na wskaźniki produkcji przemysłowej, inwestycji infrastrukturalnych, zatrudnienia, spadają płace. Spada wartość inwestycji zagranicznych, malej polski eksport. Ale polski Produkt Krajowy Brutto rośnie, ma wynieść na koniec orku 0,8 do 1,1% na plusie. Dla przykładu Łotwa ma spadek na poziomie 19%, inne kraje bałtyckie podobnie, a Ukraina – planowany spadek aż o 23%!.

Polska jako kraj Unii Europejskiej, włączona w krwiobieg gospodarczy tej wspólnoty, radzi sobie doskonale. I nie wygląda na to, aby wbrew hiobowym wieściom, głoszonym przez zwolenników PiS – nagle się załamała. Polski system gospodarczy jest zdrowy – a polski system bankowy i zabezpieczenia w nim funkcjonujące – wręcz wzorcowe.

Czy jednak w Polsce kryzys może się pogłębić? Tak, może, ale nie będzie to zależne w najmniejszym stopniu od decyzji, lub jej braku, polskiego rządu. Wydaje się, że polityka nieinterwencjonizmu w polską gospodarkę się sprawdza. Tym bardziej, że zasoby finansowe, jakie Polska mogłaby przeznaczyć na rozwój rynku krajowego, są minimalne. Zawierają się one właściwie tylko w możliwościach powiększenia deficytu budżetowego. Continue Reading →