Posts Tagged ‘Etyka’

Wyważyć otwarte drzwi

Posted 14 mar 2010 — by Azrael
Category Etyka, Polityka, Polska, Popaprańcy, etyka dziennikarska

A zapowiadało się tak doskonale; TVN i TVN24 podgrzewały atmosferę od kilkunastu dni, miało być ostro, bezkompromisowo, odważnie i demaskatorsko. A było, jak to czasem bywa – tabloidowo, czasem manipulacyjnie, dziecięco naiwnie…

Film spółki autorskiej Grzegorz Madej/Tomasz Sekielski, “Władcy marionetek”, nadany w prestiżowym dla TVN24 paśmie wczesnych godzin popołudniowych, rozczarował, i to na wielu frontach. Założeniem Tomasza Sekielskiego było to, co powtórzył sam w dyskusji po filmie, że chciał pokazać, że politycy nie biorą odpowiedzialności za swoje słowa, obietnice, wręcz kłamią. Tylko, że my wszyscy, wyborcy, o tym doskonale wiemy, o czym zresztą sam Sekielski potwierdził na końcu filmu, robiąc krótkie mini wywiady z obywatelami idącymi do urn wyborczych.

Sekielski chce rozliczyć polityków z wyborczych obietnic i ewidentnych kłamstw. Robi to dość zręcznie, ale stosując podobne metody działań, to znaczy “podprowadzając” polityków i manipulując wypowiedziami w zderzeniu z obrazem, czasem z ukrytej kamery, czy doprowadzając do kontrowersyjnych konfrontacji. Próbuje nam pokazać politykę zza kotary (słynne i znane słowa, że wyborcy nie powinni wiedzieć tego, jak jest robiona kiełbasa… i polityka), sugerując, że za słowami i obietnicami nic nie stoi.

Autorzy wrzucają do jednego worka sprawy ważne, społecznie i politycznie, jak choćby zatrzymanie asystenta posła Gruszki i całą operację związaną z jego oskarżeniem i być może działaniami służb specjalnych w tej sprawie, a jednocześnie porusza mało znaczący problem wyszynku w Sejmie i picia w hotelu sejmowym. Ilość wątków poruszona w filmie powoduje, że nie wiele spraw, problemów, zostaje potraktowana poważnie i ma jednakowy ciężar gatunkowy. Mnie od sprawy posła Gruszki i jego asystenta bardzie interesują problemy bezradności obywateli państwa i obojętności polityków wobec takich przypadków, jak pokazana w filmie przymusowa eksmisja, czy problemy karno-skarbowe piekarza, rozdającego chleb potrzebującym. Niestety, Sekielski prześlizguje się nad wszystkimi sprawami, materiał jest powierzchowny, a informacje od dawna znane.

Są w tym filmie rzeczy fałszywe. Z jednej strony Sekielski, poprzez rozmowę z Adamem Łaszynem, doradcą medialnym m. in. Donalda Tuska i Mariana Krzaklewskiego, pokazuje kulisy manipulacji i kuchnię działań politycznych, z drugiej strony natomiast kompletnie pomija rolę mediów, dziennikarzy w kreowaniu wizerunków politycznych i przekazu fałszywego obrazu politycznego. Na plus można natomiast zaliczyć to, że film nie oszczędza nikogo, Madej i Sekielski traktują wszystkich polityków na równi.

W projekcie widać powinowactwo do Michaela Moore’a, autora m. in. “Zabaw z bronią” i “Fahrenheit 9.11″, świetnych filmów demaskatorskich o korporacjach, lobbystach, także politykach. Jednak filmowi Sekielskiego daleko do sprawności i jakości produkcji Amerykanina, jest on dość banalny. Niestety, nie tylko nic nie wyjaśnia, ale również nie daje żadnych odpowiedzi i wskazówek, co z tym zrobić.

To, że politycy kłamią, to wiemy a poza tym “polityka to w krysztale pomyje”, jak napisał niezapomniany Jacek Kaczmarski.

Azrael

PS. Film zostanie powtórzony w poniedziałek, w TVN, godzina 22.35

Zapiski zza Atlantyku – 12. marca

Posted 12 mar 2010 — by Azrael
Category Film, Kultura, Polityka, Społeczeństwo, USA, Zza Atlantyku

Too bad…

Dobry thriller nie potrzebuje krwi, bicia, okrucieństwa czy przemocy, wystarczy aby reżyser potrafił ukazać sytuacje tak aby widz był niepewny, ciekawy i nerwowy. Ciemne, zachmurzone niebo, przerażające zimno od morza, atmosfera ukrytego niebezpieczeństwa, oraz tajemnica, która wyjawia się powoli, ale ciekawie w nowym filmie Polańskiego “The Ghost Writer” potwierdza, że Polański jest artystą w swojej sztuce. Film został ukończony w więzieniu, w atmosferze krytyki oraz potępienia i zniszczeniu człowieka, którego przez wiele lat uznawano za jednego z najciekawszych reżyserów. Scenariusz filmu jest fenomenalny, ciekawe ujęcia, kolory, dialogi oraz aktorzy, którzy zostali idealnie dobrani tworzą obraz, który zaskakuje. Ewan McGregor, który przedstawia się Pierce Brosnanowi jako „I am your ghost” jest perfekcyjny w roli pisarza zarabiającego jako „ghost- widmo”. Jest tym, który za kulisami opisuje wspomnienia sławnych ludzi i którego życie zostaje wplątane w zawikłaną sytuację, gdzie polityka i pieniądze są głównymi graczami w grze, której on sam do końca nie rozumie. Film jest oparty na książce Roberta Harrisa pt. „The Ghost”. Ale to dzięki Polańskiemu, w sposób jaki opowiada ta historie, powoli przekonujemy się jak potężna jest władza polityków oraz tych, którzy zarabiają na wojnie. Niestety, również widmo-ghost przeszłości Polańskiego jest dodatkowym bohaterem tego filmu. Film jest grany tylko w 134 kinach, sale są przepełnione od pierwszego seansu i film zarabia pieniądze. Typowo dla Amerykanów, kto pójdzie na film kogoś kto podał narkotyki trzynastolatce i ja zgwałcił?

Czy Amerykanie potrafią udzielić reżysera od jego kreacji? Według mnie, zawsze będzie grupa ślepców żądnych kary, która nigdy mu nie przebaczy i nie zrozumie. Ale pomimo ogromnego ataku na Polańskiego w USA, wielu go broni, próbuje wytłumaczyć system prawny i podziwia jego twórczość. Polański ma 77 lat. Prasa go nie oszczędziła. Po pojawieniu się filmu w kinach, w wielu gazetach ukazały się fragmenty wywiadu z żoną Polańskiego, Emmanuelle Seigner, dla magazynu Viva!. Oczywiście nie pominięto faktu, że miała 18 lat kiedy poznała Polańskiego, że reżyser był od niej o wiele lat starszy, ale trzeba przyznać również wspomniano, że są małżeństwem od 20 lat, z dwójka dzieci. Film zamknął usta wielu osobom, które uważały, że Polański się skończył, a jego filmy są niewarte zobaczenia. Film jest naprawdę dobrze zrobiony i został bardzo dobrze przyjęty zarówno przez widzów, jak i krytyków. Tak jak w większości jego filmów, tak i w „The Ghost Writer” dziennikarze próbują się dopatrzeć podobieństw pomiędzy życiem prywatnym reżysera, a światem, który kreuje. Rozpatrują filmy typu „Repulsion” „Rosemary’s Baby’ czy „The Tenant”, doszukując się paranoi, symptomów szaleństwa odizolowanego człowieka, widma, które ginie w zawiłych sytuacjach. Nawet po przyznaniu Polańskiemu Oskara, wielu ignoruje jego twórczość i próbuje przedstawić go tylko jako gwałciciela nieletnich, człowieka wyuzdanego, bez morałów, oraz szacunku dla prawa. W jednym ze swoich wywiadów Polański powiedział „Uważają mnie za dobrego reżysera, wiem o tym, ale również za diabolicznego małego karla, karykaturę”. Z ciekawości przeczytałam posty, których było ponad 100 w The New York Times ludzi, którzy po recenzji filmu zatytułowanej „Polańskiego wizja ofiary” nie mogli się oprzeć, aby albo go skrytykować albo bronić. Nienawiść ze strony niektórych jest ogromna. Jakby ci ludzie nigdy niczego złego nie zrobili, jakby nie zdawali sobie sprawy, że jednak lata siedemdziesiąte były latami kiedy wszystko było wolno, kiedy to ludzie pod wpływem narkotyków robili co chcieli. W sprawie Polańskiego, oraz tego co wydarzyło się w 1977 roku, zawsze będzie podział opinii, a Polański będzie obiektem sarkastycznych żartów, drwin, krytyki i przez wielu zawsze będzie uważany za gwałciciela nieletnich i nikogo innego.

Read More

Prawo wyboru

Posted 11 mar 2010 — by Azrael
Category Etyka, Państwo, Polityka, Prawo, Społeczeństwo, demokracja

Nieuchronność śmierci dla jednych to strach, dla innych ukojenie, dla jeszcze innych – nadzieja. Dla jednych jest to tylko koniec życia doczesnego i przejście do innej formy, czysto duchowej egzystencji, inni natomiast spokojnie czekają na to, aby zakończyć życie, z pełną świadomością jego czysto biologicznej wartości, a za świadomość przyjmują funkcję swojego umysłu, jeżeli oczywiście jest on sprawny i panuje nad ciałem.

Słowo eutanazja w Polsce, kraju, gdzie przygniatająca większość społeczeństwa przyznaje się do katolicyzmu, budzi strach, Jest to słowo, którego użycie w pozytywnym, czy wręcz tylko dyskusyjnym kontekście, wzbudza emocje, nawet czasem agresję. Sama definicja encyklopedyczna zjawiska eutanazji ma kontekst czysto społeczny i prawny. Przypomnijmy ją, za Wikipedią;

Eutanazją określane jest zadanie śmierci osobie nieuleczalnie chorej, gdzie motyw owacją jest skrócenie jej cierpień. Eutanazja dzielona jest na bierną określana jako ortotanazja i czynną jako zabójstwo z litości.

Okazuje się, że samo odniesienie społeczne w Polsce nie jest wystarczające. Wynika to z tego, że w naszym kraju, pomimo, że mamy konstytucyjnie zagwarantowaną świeckość państwa i oddzielnie instytucji świeckich od wpływów Kościoła Katolickiego, to jednak katolicy uważają, że etyka chrześcijańska musi być na tyle dominująca, że inne poglądy na wiele spraw muszą zostać jej poddane bez dyskusji. Problem polega jednak na tym, że nie wszyscy obywatele chcą dostąpić łaski zbawienia i dokonywać świadomych i bezdyskusyjnych wyborów zgodnie z jej nakazami i zakazami. Próba narzucenia etyki chrześcijańskiej jest de facto ograniczeniem wolnego wyboru i praw człowieka, który się z nią nie zgadza. Zmuszanie innego człowieka do dokonywania wyborów zgodnie z narzuconymi siłą zasadami etycznymi, jest jej zaprzeczeniem. I państwo właśnie powinno mnie, za pomocą swoich praw, chronić przez narzuceniem przez innych ludzi tego, co chcę zrobić ze swoim osobniczym życiem. Życiem i śmiercią.

Read More

“Takich przyjaciół nie życzę…”

Posted 04 mar 2010 — by Azrael
Category Kultura, Literatura, Polityka, Polska, Popaprańcy, Społeczeństwo

Zamieszanie wokół biografii Ryszarda Kapuścińskiego, “Kapuściński non-fiction”, autorstwa Artura Domosławskiego trwa od wielu dni i przynosi wymierny efekt; pierwszy nakład książki, w ilości 45 tyś. egzemplarzy został wykupiony praktycznie na pniu. I o to być może w tym wszystkim chodziło, aby rozgłos, a właściwie skandal wokół książki, jej autora przyniósł wymierne efekty.

Po biografii Lecha Wałęsy, napisanej przez Pawła Zyzaka to następna publikacja książkowa, która wywołała takie emocje. O ile jednak tamta książka była dziełkiem natury czysto demaskatorskiej, napisana została pod tezę i w celu udowodnienia, że Lech Wałęsa pomnikową i nieskazitelną postacią nie był już od czasów młodości, to publikacja Domosławskiego, też demaskatorska, jest jednak pewnym materiałem do dyskusji o wielu sprawach i na wielu płaszczyznach. Jednak nie jest to pozycja traktując o całości zagadnienia pod tytułem “Ryszard Kapuściński – życie i twórczość”. I jak widzimy, jakie emocje ona wyzwala wśród czytających (a nawet tych, którzy jej nie dotknęli, ale wiedzą…), warto było ją wydać. Czy jednak jest ona warta rozgłosu ze względu na wartość merytoryczną – jest to inna sprawa. Niestety, Domosławski bardzo pobieżnie dotyka zagadnienia fenomenu twórczości Kapuścińskiego i jej znaczenia w wielu zakątkach świata. Skupiając się tylko na wątpliwościach i nieścisłościach nie dotyka magii książek Kapuścińskiego.

Read More

Gej, a sprawa polska

Posted 03 mar 2010 — by Azrael
Category Etyka, Państwo, Polska, Prawo, Społeczeństwo, demokracja

Już samo to, że Europejski Trybunał Praw Człowieka musi Polsce zwracać uwagę (i de facto zalecać być może zmianę prawa) w sprawie dyskryminacji z powodu orientacji seksualnej, jest dość ambarasujące nie tylko dla rządu, ale również dla społeczeństwa.

Paweł Kozak, mieszkaniec Szczecina, po śmierci swojego partnera, wystąpił o prawo do kontynuowania mieszkania w lokalu komunalnym. Odmówiono mu tego, powołując się na przepisy, że tego rodzaju możliwość istnieje tylko dla konkubinatów. Gdyby był kobietą – takie prawo otrzymałby praktycznie z automatu (po spełnieniu określonych warunków administracyjnych).

ETPC powołał się na normy konwencji, która zakazuje dyskryminacji związków z powodu orientacji seksualnej. Oznacza to, że polskie normy prawa powinny zostać w tej sprawie znowelizowane (już zresztą to w roku 2001 nastąpiło).

Sprawa ma jednak wymiar szerszy. Jest to dobra podstawa do tego, aby w sposób spokojny, bez ideologicznego zacietrzewienia, powrócić do dyskusji o związkach partnerskich i ich roli nie tylko w społeczeństwie, ale również w ekonomii państwa. Osoby żyjące w związkach stałych są dla społeczeństwa bardziej produktywne i ich działania są bardziej przewidywalne. Stabilność powinna być dla społeczeństwa wartością.

Nie w Polsce jednak; W naszym kraju od razu tego rodzaju sprawa traktowana jest jako zamach na wartości i na “święte prawa rodziny”. Świadczą o tym tytuły w mediach prawicowych, “Gej wygrał z Polską”, czy “Homoseksualista wygrał…”.

Środowiska LGBT już od dawna przestały interesować się sprawami wesołych parad, czy prowokacji, ale umiejętnie wykorzystują nasze uczestnictwo w Unii Europejskiej do poszerzania zakresu praw swoich członków. Nie ma to nic wspólnego z orientacją polityczną, nie jest ważne dla prawa i jego stanowienia, czy inicjatywy legislacyjne wychodzą ze strony środowisk lewicowych, prawicowych, czy liberalnych. Dla każdego środowiska politycznego najważniejsza powinna być ochrona obywateli, co jest składnikiem praw obywatelskich jednostki. Każda dyskryminacja z powodu orientacji seksualnej nie powinna być przedmiotem rozważań ideologów i polityków, lecz prawników. Tak być powinno, ponieważ Polska nie żyje w cywilizacji jednej ideologii, lecz w cywilizacji XXI wieku, cywilizacji prawa.

Azrael

————————

Felieton opublikowany na portalu Wprost.pl

Kwiaty na brudnym śniegu

Posted 28 lut 2010 — by Azrael
Category Kultura, Państwo, Polska, Sport, Społeczeństwo

Finał kobiecego biegu narciarskiego na 30 km w okolicach Vancouver pozostanie w historii polskiego olimpizmu jednym z najpiękniejszych widoków i wspomnień. Obok klaszczącego samemu sobie Wojciecha Fortuny w Sapporo , czy pokazującego niezapomniany gest Władysława Kozakiewicza na letnich IO w Moskwie. I dla takich chwil warto sport oglądać, takie sytuacje wbijają nas w dumę.

Te Igrzyska Olimpijskie były dla polskiego sportu wspaniałe, najlepsze w historii, 6 medali, ze złotym na Justyny Kowalczyk, to osiągnięcie znakomite, jak na tak szczupłą reprezentację. I warte odnotowania, tym bardziej, że w historii polskich startów zdobyliśmy do tegorocznych igrzysk tylko 8 medali. Sukces niezaprzeczalny, ale zupełnie nieadekwatny do siły i znaczenia polskiego sportu zimowego na arenie międzynarodowej.

Nie winiłbym za to Polskiego Komitetu Olimpijskiego, który jest tak naprawdę tylko organizatorem przygotowań olimpijskich wąskiej kadry, czymś w rodzaju sponsora i managera zawodników i trenerów. Problem jest głębszy, wymagający szerszej dyskusji. To sprawy organizacji polskiego sportu, jego zaplecza finansowego, bazy, zaplecza naukowego, klasy trenerów, ich wyszkolenia. Problem jest wielowarstwowy, zaczyna się w systemie szkolnictwa i selekcji , poprzez systemy związków sportowych, zasady finansowania.

Kilka przykładów, dotyczące polskich zawodników.

1. Adam Małysz i Justyna Kowalczyk, a także polscy biathloniści trenowani są przez szkoleniowców zagranicznych – odpowiednio Fina i Białorusinów. Dlaczego polska myśl szkoleniowa jest tu tak słaba?

2. Polscy panczeniści trenują ponad 200 dni w roku w Niemczech i Holandii. Dlaczego? Ponieważ nie ma w Polsce ani jednego sztucznie mrożonego, krytego toru łyżwiarskiego…

3. Dlaczego Polska ma jedną saneczkarkę i jedną drużynę bobslejową? Podobnie jak panczeniści, uprawianie tej dyscypliny w Polsce nie jest możliwe…

4. Polskie narciarstwo alpejskie reprezentowane było przez jedną zawodniczkę, która skupiała się na tym, aby nie zawieść swoich trenerów, przyjaciół i rodziny, i aby dojechać do mety, tak aby była sklasyfikowana. W Polsce nie ma tras, nie na stacji narciarskich, nie ma zaplecza trenerskiego, polskie narciarstwo alpejskie nie ma nawet systemu szkolenia centralnego. Warto by spytać Janusza Zielonackiego, dlaczego w polskich górach nie można wytyczyć choć 5. profesjonalnych tras…

5. Podobnie jak panczeniści, polscy snowboardziści muszą 3/4 roku spędzać zagranicą. Nie ma torów, rynien, skoczni do żadnej konkurencji w tej dyscyplinie w Polsce, podobnie jak do zjazdów na muldach, czy narciarstwa artystycznego…

Ten katalog można by ciągnąć długo. Polskiego narciarstwa klasycznego nie ma, alpejskiego – też nie ma, biathlon po odejściu Sikory i trenerów zagranicznych umrze, polski hokeiści jeżdżą dwa razy wolniej nie tylko od Czechów i Słowaków, ale nawet od Białorusinów, polskie łyżwiarki figurowe potrafią skakać tylko pojedyncze skoki.

Ale w Polsce przede wszystkim dalej nie ma zrozumienia dla faktu, że kultura fizyczna, sport, jest stałym składnikiem życia społecznego, jest elementem równie ważnym, jak edukacja, to wykładnik rozwoju całego społeczeństwa.

Azrael

———————————–

Felieton opublikowany na portalu Wprost.pl

Późne dojrzewanie

Posted 26 lut 2010 — by Azrael
Category Etyka, Platforma, Polityka, Polska, Popaprańcy

Mężczyźni to wieczni chłopcy. Tak mówią o nich kobiety, czasami, dla dyskredytacji jedni chłopcy mówią o innych. Jest nawet taki żart, że mężczyzna dorasta do 6. roku życia, później już tylko rośnie… Coś w tym jest – małe samochodziki zamieniamy na duże, jedne gry – innymi, to, choćby dziecinne corso, czy swojskiego palanta, na coraz mniej ekskluzywnego golfa…

Były minister sportu, Mirosław Drzewiecki, pomimo swoich 54 lat, bogatej przeszłości, majątku i odchowanych, dorosłych synów, wydaje się być takim właśnie chłopcem. Chłopcem na tyle roztropnym, żeby zarabiać pieniądze i robić karierę, mniej roztropnym, aby nie wierzyć wszystkiemu, co go otacza i wszystkim przyjaciołom i znajomym, którym, według niego, dobrze z oczu patrzy.

Mirek, bo tak się sam określa udzielił emocjonalnego wywiadu przed wejściem do klubu golfowego na Florydzie (bo on kocha grać w golfa…). Nie wiem, czy zmęczenie grą, czy brak make up-u, stworzyło wrażenie człowieka niezbyt przytomnego. I niezbyt zdającego sobie sprawę z tego, że jego opinia i jego dość swobodne myśli wymówione do kamery i “sitka”, będą newsem dnia w mediach elektronicznych, a także pożywką dla jego kolegów, nie mówiąc o wrogach. „Polska to dziki kraj”[...] „polityka to dzikie zwierzę, które pożera ludzi”[...]„wara od tego, z kim się spotykam”, ponieważ „jestem Mirek Drzewiecki, będę robił, co będę chciał” – to tylko kilka zwrotów, które zostaną mu zapamiętane.

Te słowa zostały określone jak aroganckie i nieprzemyślane, butne i krzywdzące. Oznaczają one, że Mirek żegna się z dotychczasowym życiem i polityką.

Tylko w związku z tym, co Drzewiecki robił przez 20 lat w polityce, głównie w parlamencie? Czy nie wiedział do tej pory, że “polityka jest takim okrutnym zwierzakiem, który potrafi zjadać ludzi”, czy może właśnie sam był po stronie tych, że zjadali innych – i którym, kolokwialnie pisząc, “żarło” – nie tylko politycznie.

Z ust Drzewieckiego wydobywa się żal, ale i obietnica zemsty. I żal mogę zrozumieć, ale ta deklaracja zemsty brzmi żałośnie – i właśnie dość dziecinnie.

Mam przekonanie, że były minister w swej działalności prawa nie złamał, że tak zwana afera hazardowa, wywołana z zamysłem politycznym przez szefa CBA, Mariusza Kamińskiego tylko go ze sobą zabrała, jak brudna fala. Jednak otaczanie się i pozostawanie w kontaktach z ludźmi o tak marnej konduicie, jak Ryszard Sobiesiak i uleganie ich działaniom, nie świadczy dobrze o jego klasie. I nie ma tu wcale znaczenia, że panów Drzewieckiego i szemranego biznesmena połączyła miłość do golfa. Bo gra, i owszem, szlachetna, ale nie oznacza to z automatu, że wszyscy przy niej szlachectwa nabierają…

Drzewiecki popełnił błędy nieroztropności, za które musi zapłacić. Polska jest tak samo dzikim krajem jak Stany Zjednoczone, Niemcy, czy Japonia. Tam też media polują na takie sprawy, tam też politycy nie mają skrupułów – więcej, z reguły nie mają przyjaciół, tylko interesy. Co więcej, naiwność, do jakiej przyznał się Mirek Drzewiecki, nie jest cnotą, lecz wadą rzeczową, która dyskwalifikuje. Z polityki i z biznesu. No, chyba, że się obie te rzeczy robi na wielką skalę. Ale do tego trzeba dorosnąć – i to nie w wieku pięćdziesięciu lat, ale dużo wcześniej…

Żegnamy się z Mirkiem, zapewne też ze Zbychem, licząc na to, że ich doświadczenie pozwoli innym politycznym chłopcom wyjść z okresu pryszczy politycznych.

Azrael

————-

Felieton opublikowany na portalu Wprost.pl

Zapiski zza Atlantyku – 25. stycznia

Posted 25 lut 2010 — by Azrael
Category Etyka, Społeczeństwo, Służby specjalne, USA, Zza Atlantyku, demokracja

To nie były samobójstwa


Dick Cheney otwarcie bez żadnych skrupułów obwinia Prezydenta Obamę o lekceważenie bezpieczeństwa kraju. Ale to właśnie Dick Cheney oraz George W. Bush zlekceważyli raporty na temat potencjalnych ataków na USA, i to właśnie za ich panowania doszło do wydarzeń 9/11.

Cheney oraz Republikanie uważają, że tortury są potrzebne. Upokorzenie, bicie, duszenie oraz pozbawienie jakichkolwiek praw ma za zadanie pokazanie Światu kto ma władzę i kto jest silny. Według nich, USA to potęga, która ma prawo do wszystkiego, a cokolwiek Prezydent Obama zrobi jest złe i zagraża bezpieczeństwo kraju. Sławne Guantanamo, miejsce tortur, śmierci oraz wstydu dla USA jest nadal otwarte. Kiedy Barack Obama objął urząd Prezydenta w Białym Domu, obiecał, że nie tylko zamknie owo wiezienie, ale również przywróci standardy odpowiedniego traktowania więźniów. Opozycja Republikanów, wredne ataki ze strony pro republikańskiej telewizji zastraszającej społeczeństwo, oraz nieudolność samych Demokratów, odsunęły problem zamknięcia więzienia na dalszy plan. Ci, którzy mieli nadzieję, że Guantanamo, które przyniosło wstyd i ukazało USA jako kraj łamiący prawa człowieka, zostanie zamknięte, obawiają się, że obietnica Obamy nie zostanie zrealizowana, a łamanie praw za rządów Busha wpłynie negatywnie na oblicze prezydenta oraz jego administrację.

Read More

Czytanki (nie)oszołomów – Stefan Bratkowski

Posted 24 lut 2010 — by Azrael
Category Kultura, Literatura, Polityka, Polska, Popaprańcy, Samoobrona

Wczoraj zaprezentowałem materiał Piotra Bratkowskiego o książce Artura Domosławskiego o wielkim polskim reportażyście i pisarzu, Ryszardzie Kapuścińskim. Dziś opinia inna, a raczej wspomnienie, autorstwa bliskiego i długoletniego przyjaciela, nestora polskiego dziennikarstwa, Stefana Bratkowskiego. I tak jak poprzedni tekst, pozostawię to bez komentarza…

Azrael

————————————–

Stefan Bratkowski: Zdemaskować reportera


Wielkość w ogóle trudno się znosi, nie tylko w Polsce, choć u nas ponoć najciężej. Trzeba zrozumieć demaskatora. Zaprzyjaźnia się z wielkim człowiekiem, wchodzi do niego do domu, ale odkrywa, że to po prostu normalny człowiek, a w takiej sytuacji nie da się strawić jego wielkości. Dlatego nie można wymagać, by najpierw przybliżył nam po śmierci Kapuścińskiego jego twórczość. Cudza wielkość rani, kole, uwiera, nie można się dziwić, gdy ból ambicji własnej każe ją zdemistyfikować, odrzeć ze światowego na dobitek uznania i sławy. To naturalne. Pochwały dla „biografistyki” demaskatora świadczą, że to uczucia bardzo częste, prawie powszechne.

Jak odebrać chwałę reporterowi? To proste: trzeba mu odebrać wiarygodność, zaufanie czytelników i wydawców. Ukazać, że Kapuściński koloryzował, mitologizował, upiększał, słowem, zmieniał opisywaną rzeczywistość. Nawet w szczegółach się mijał z prawdą, jak z tym sikającym pieskiem w „Cesarzu”. Nie ważne, że to w ogóle nie reportaż, a wielka metaforyczna proza, wymierzona nie w cesarza Etiopii, lecz w nasz własny, a tym bardziej radziecki, ówczesny ustrój – na etiopskiej kanwie. Piesek się liczy. Z „Szach-in-szacha” usunął Kapuściński CIA, na pewno ze strachu, że CIA w rewanżu zdemaskuje go jako agenta wywiadu PRL; nie ważne, że i to dzieło nie dotyczyło wcale samego tylko Iranu. Jeśli ma się zdołować Kapuścińskiego, wolno nie rozumieć, czego dotyczyła ta proza.

Słyszę, że demaskator nie chciał demaskować… Ale sam tytuł książki – „Kapuściński non-fiction” – odsłania zamiar. Zamiar dużego formatu. Robić twórcę własnego mitu z człowieka bezpośredniego, bezpretensjonalnego, prostego w sposobie bycia – to swoisty wyczyn, dowód wielkich ambicji, na miarę Kapuścińskiego, żeby się na nim podwieźć do sukcesu.

Tak, trzeba demaskatora zrozumieć. Podziwiam, jak zręcznie i do końca potrafił omijać mój numer telefonu, telefonu człowieka, który przyjaźnił się z Ryśkiem 50 lat, czy telefonu Sławomira Popowskiego, u którego w Moskwie Kapuściński mieszkał przez dwa lata, zbierając materiał do „Imperium”. Omijał demaskator owe telefony, bo mógłby dowiedzieć się czegoś psującego słuszną perspektywę – a ileż pracy włożył w zebranie tylu chętnych, słusznych wypowiedzi, nawet takich przyjaciół, co to znali Ryśka przed 60 laty rok, dwa, w szkole! Znali słusznie. Na tyle, by wspólną dziecinność mianować „cynizmem”.

Dowiedzieliśmy się o „współpracy” Ryśka z wywiadem PRL. Nie pierwszy raz, Newsweek już chyba ze dwa lata temu objawiał wiedzę o „teczkach”, w których, jak się okazało, nic nie było. Dlaczego nie było? W roku 1959, po moim reportażu o Polskiej Agencji Prasowej, zaprosił mnie, jednego z rozbitków „Po prostu”, na rozmowę naczelny PAPu, Hoffman. Spytał mnie jako operującego językiem angielskim, czy bym nie miał ochoty na pracę korespondenta zagranicznego. Nie miałem, interesował mnie Kraj, ale nim odpowiedziałem, Hoffman dorzucił, że przy wyjeździe korespondent musi podpisać taki, wiecie, no, papier. Kiedy zobaczył, jak mnie to spłoszyło, pomachał ręką:

- Nie, nie, mylicie się… Kiedy kogoś wysyłam, odbywam z nim rozmowę i wbijam mu w głowę, żeby dobrze zapamiętał, że nasz korespondent nie może podejmować żadnej współpracy z wywiadem, bo w razie jej wykrycia stracimy placówkę i nikt już więcej tam nie dostanie akredytacji. Ten podpis to tylko formalność. Możecie zapytać swoich kolegów, którzy u nas pracują…

Pytałem. Tak było, jak mówił Hoffman, a dziś wiemy, że wywiad PRL po paru bezpłodnych latach skreślał korespondentów PAP ze swego inwentarza. Jeden z moich przyjaciół wysyłał do centrali PAP ze świata informacje nie wywiadowcze – o swych miejscowych znajomych, których można by zainteresować kontaktami handlowymi z Polską, przekazywał telefony, adresy, tematykę możliwych interesów, po czym, wróciwszy do kraju, znalazł wszystko, co przysyłał, w najniższej szufladzie biurka szefa redakcji zagranicznej… Wiadomości od korespondentów, które nie mogły ukazać się w prasie PRL, publikowano w „Biuletynie Specjalnym” PAP. Nigdy, o ile wiem, nie ukazały się drukiem korespondencje Ryśka z Kenii, gdzie zaprzyjaźnił się z młodym, chyba radykalnym, czarnoskórym przywódcą; nazwisko pamiętam do dzisiaj, po 50 latach – Tom M’Boya, po jakichś latach zginął bodaj w zamachu. I nie słyszałem, by ktoś spróbował przejrzeć te BSy.[...]

—————————–

Całość materiału na Studio Opinii

Aferalne media, polityczni dziennikarze

Dwie sprawy o charakterze personalnym rozgrywające się w mediach publicznych, skutecznie przykrywają skandaliczną sytuację, jaka jest pokłosiem politycznych rozgrywek wokół TVP i Polskiego Radia. Te dwie sprawy to odwołanie ze stanowiska szefa publicystyki programu pierwszego TVP Anity Gargas, druga to powierzenie najważniejszych programów politycznych w PR III Polskiego Radia wyrazistemu dziennikarzowi gazety “Polska The Times”, Michałowi Karnowskiemu.

Obie te sprawy to dwie strony tego samego medalu, czyli efekt zawłaszczenia mediów publicznych przez układ polityczny. Nie przez polityków i partie polityczne, ale układ polityczny ściśle ze sobą powiązanych polityków i dziennikarzy. Jest niewątpliwe dla każdego, że już od wielu lat nominacje na stanowiska zarządcze w telewizji i radiu publicznych mają podstawy polityczne, a wręcz partyjne. Jest to praktyka stała, dotycząca wszystkich formacji politycznych, mających swoich przedstawicieli na szczeblu centralnym. W mediach było i jest miejsce dla PO, PiS, PSL, SLD, Samoobrony, LPR i odprysków innych formacji (także w stacjach i rozgłośniach regionalnych).

I jest naturalną rzeczą, że ci szefowie polityczni mediów publicznych dobierają sobie takich współpracowników, którzy będą realizowali nie program merytoryczny – lecz program “zlecony” politycznie.

Read More

Czas medialnych politruków

Media publiczne są publiczne już tylko z nazwy. Panuje w nich polityczna hucpa i kolesiostwo, z misją i zadaniami publicznymi nie ma to nic wspólnego. Takie łajdactwo, jak czyszczenie stacji i programów z ludzi niewygodnych jest na porządku dziennym. Pozwalają na to również często związki zawodowe, które też są w tym układzie korporacji dziennikarskich, jak i Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, które jest już tylko fasadą bez znaczenia. Korporacja dziennikarska działa sobie dokładnie tak, jak korporacje w innych branżach, ale różni ją od innych to, że pozbywa się ona zasad etycznych, staję się powoli gildią w obronie swoich członków.

Jacek Sobala, który został nominowany na stanowisko dyrektora Programu III Polskiego Radia jest politycznym namiestnikiem. Namiestnikiem koalicji politycznej PiS-u i części środowisk lewicowych, związanych ze stowarzyszeniem Ordynacka. To nie technokrata medialny, ani nie dziennikarski intelektualista, za jakiego chciałby uchodzić, ale po prostu polityczny desygnat, mający za zadanie realizowanie konkretnych wytycznych partyjnych. To człowiek, który jest rzucany przez PiS na front medialny do wykonywania konkretnych zadań. Kiedy w 2006, przy wydatnej pomocy szefowej KRRiT, Elżbiety Kruk, partia ta przejęła władzę w Polskim Radiu, Jacek Sobala został szefem Radia BIS. Jego “reforma” stacji polegała na wyrzuceniu kilku osobowości radiowych, spłaszczeniu oferty muzycznej i w efekcie odejściu od głośników młodych słuchaczy. Po wykonaniu tego zadania Sobala przerzucony został na front Programu I PR, gdzie obok innego nominanta PiS, Marcina Wolskiego, na zlecenie Prezesa PR, Krzysztofa Czabańskiego czyścił radio “ze złogów”, doprowadzając tę stację do najgorszych wyników słuchalności w historii. Jak więc widzimy – jest to towarzysz oddany i zdolny…

Sobala w grudniu ubiegłego roku zastąpił Magdę Jethon, długoletnią dziennikarkę PR III, osobę też nie neutralną światopoglądowo, ale za to nie emitującą na antenie swoich sygnałów politycznych. Jethon została zastąpiona Sobalą momencie, kiedy Trójka osiągnęła słuchalność na poziomie 8,1 proc. w grupie słuchaczy między 25 a 45 rokiem życia, a samo odwołanie odbyło się telefonicznie, bez podania przyczyn.

Read More

Kapuściński, czyli podziękujmy SB

Posted 16 lut 2010 — by Azrael
Category Etyka, Kultura, Polityka, Polska, Popaprańcy, Społeczeństwo, etyka dziennikarska

Bardzo często, praktycznie każdego dnia dziękuję Panu B., a przede wszystkim jednak sobie, że udało mi się w życiu nie ulec pokusom chodzenia w stadzie i z prądem dziejowym. Uchroniłem się przed nagabywaniem pezetpeerowskich naganiaczy, z daleka trzymałem się od “S”, a pracę społeczną w organizacjach studenckich wypełniałem sumiennie, dla… własnych korzyści. Wygodnictwo, koniunkturalizm? Oczywiście, ale przede wszystkim zawsze zdrowy dystans. Nawet pani oficer SB stwierdziła, że woli kawę ze mną bez zobowiązań, niż z przymusu służbowego…

Ten dystans wielokrotnie pozwolił nad przechodzeniem do porządku dziennego nad sprawami, co do których moraliści MUSZĄ mieć, z racji doświadczeń, a jeszcze częściej doktryny moralnej, wątpliwości.

Ryszard Kapuściński jest moim ulubionym dziennikarzem, reportażystą – dlatego, że to co pisał, jest nie tylko zapisem widoku i sytuacji, jakie się przed jego oczyma rozgrywały, ale jest on również dogłębnym obserwatorem zjawisk społecznych, politycznych i kreacjonistą świadomości. Nie cenię go tylko za to, co widział, ale jak widział, jak opisywał i jak potrafił to filtrować. Jego kunszt został doceniony na całym Świecie, w Polsce, jak zwykle to u nas bywa – najmniej.

Read More

Obchody katyńskie i polityka

Posted 09 lut 2010 — by Azrael
Category Etyka, Polityka, Polska, Rosja, Społeczeństwo, demokracja

Dyplomacja to sztuka trudna, trzeba się jej uczyć na uczelniach wyższych. Tak, dyplomacja to nie jest domena amatorów. Jeżeli dyplomacją zajmuje się amator, bez wsparcia fachowców, a do tego realizuje swoje wizje, to z reguły kończy się to katastrofą – patrz polityka wschodnia polskiego ośrodka prezydenckiego.

W przypadku 70. rocznicy obchodów mordów w Katyniu, warto pewne rzeczy powiedzieć i wyjaśnić, do końca – i wyciągnąć z nich wnioski.

1. Organizatorem obchodów jest strona rosyjska, reprezentowana przez Władimira Putina, premiera rządu. Są to ustalenia podjęte na szczeblu rządowym, można śmiało powiedzieć – ustalenia pomiędzy Donaldem Tuskiem i Władimirem Putinem, potwierdzone i ustalone w ramach polsko-rosyjskiej komisji ds. trudnych, na czele której stoi prof. Adam Daniel Rotfeld. Zaproszenie Donalda Tuska ma więc wymiar oficjalny (choć nie tylko, o czym później) i jest rewanżem za wizytę Putina 1. Września na Westerplatte.

2. Spotkanie w Katyniu nie jest głównym elementem obchodów rocznicowych – centralne obchody rocznicy katyńskiej będą miały miejsce w Polsce, o czym wspomina obszernie w wywiadzie dla tygodnika “Polityka” minister, sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Przewoźnik. I tu, na czele obchodów stanąć ma obowiązek i prawo Lech Kaczyński. Warto wspomnieć, że w późniejszym terminie mają się odbyć obchody w innych miastach, w Rosji i na Ukrainie.

Jeżeli na te dwie podstawowe informacje nałożymy shell dyplomatyczny, jakże konieczny w kontaktach z Rosjanami, to zobaczymy, że domaganie się przez Lecha Kaczyńskiego zaproszenia do Katynia właśnie wtedy, kiedy będą tam Putin i Tusk, nie jest zgodne z polską racją stanu i obyczajami politycznymi.

Read More

Zapiski zza Atlantyku – 4. lutego

Posted 04 lut 2010 — by Azrael
Category Etyka, Popaprańcy, Społeczeństwo, USA, Zza Atlantyku, demokracja

Piąte – nie zabijaj

Scott Reoder kupił pistolet i zastrzelił Georgea R. Tillera, lekarza ginekologa, który wykonywał późno terminowe aborcje. Reoder, nie opierał się podczas aresztowania, przyznał się do winy i spokojnie oczekiwał wyroku podczas swojego procesu, będąc całkowicie przekonanym, że dostanie lekką karę. Doktor Tiller, jako jeden z niewielu lekarzy, mimo gróźb, oraz ataków ze strony organizacji pro life uważał za swój obowiązek wykonywanie tego typu zabiegów.

W USA klinik aborcyjnych jest coraz mniej. Ataki na lekarzy, krytyka oraz groźby zabójstwa powodują, że lekarze boją się otworzyć tego typu praktykę lekarską. Według organizacji pro life, kobieta nie ma prawa do wyboru, a aborcja to morderstwo, nawet wtedy kiedy ratuje jej to życie. Jedna z pacjentek doktora Tillera była młodą kobietą, u której ciąża spotęgowała problemy z żyłami tak bardzo, że prognoza przeżycia była nikła. Mimo tego jej własny lekarz wiedząc, że jest w wysokim ryzyku, nie chciał jej pomóc. Według owego lekarza jej życie było nieistotne w porównaniu z życiem płodu. Gdyby owa kobieta zmarła podczas porodu lub z powodu komplikacji, czy owy lekarz ponosiłby winę? Scott Roeder był tzw. fanatycznym obrońca nienarodzonych. Podczas zeznań, z detalami, mimo obiekcji prokuratora, oraz sędziego próbował opisywać proces usuwania płodu i podkreślił, że życie nienarodzonych powinno bycia chronione za wszelką cenę, nawet za cenę życia drugiego człowieka. Jako praktykujący chrześcijanin pozbawił życia drugiego człowieka, nie wyraził żadnej skruchy za swój czyn, ani współczucia dla rodziny zabitego lekarza. Reoder powiedział, że po zabiciu doktora Tillera poczuł ulgę ponieważ zrobił coś dobrego, uratował życie nienarodzonym.

Read More

Zapiski zza Atlantyku – 14. stycznia

Posted 14 sty 2010 — by Azrael
Category Etyka, Kultura, Polityka, Społeczeństwo, USA, Zza Atlantyku, demokracja

“Avatar” – James Cameron rasistą?


Pod koniec filmu „Avatar”, najemnik, były żołnierz, który od samego początku był wrogo nastawiony do tubylców z wściekłością mówi do głównego bohatera „Jak to jest jak się zdradza swoja własna rasę?”. Jack Sully jest biały, najemnik tez jest biały, natomiast tubylcy są niebiescy. Dodatkowo film ukazuje w większości białych jako chciwe i pozbawione wartości moralnych istoty, które aby osiągnąć swój cel podejmują decyzje aby zniszczyć tzw. „święte miejsce” tubylców, którzy żyją zgodnie z natura, szanując każdą istotę oraz energię pochodząca z wszystkiego, co ich otacza.

Film zarobił krocie, ludzie idą kilka razy aby go obejrzeć. Ale film ma również wielu krytyków, którzy oskarżyli reżysera filmu, Jamesa Camerona o to, że jest rasistą. Według nich, Cameron ukazał białego jako dzielnego bohatera ratującego prymitywnych tubylców, którzy reprezentują grupę „nie-bialych” w USA. Według nich „Avatar” jest filmem lub raczej fantazją na temat rasizmu oczami białego. Owi krytycy twierdza, że „Avatar” przekazuje idee, że tylko biały może być „Mesjaszem”, tym który zbawi i uratuje istoty ludzkie przed wyginięciem. Główny bohater, Jack Sully, jest grany przez białego aktora, większość naukowców jest również grana przez białych aktorów, natomiast tubylcy to grani przez czarnoskórych aktorów. Dodatkowo krytycy filmu oskarżający Camerona o rasizm uważają, że jest film jest dobrą parabolą do wydarzeń z przeszłości, kiedy to biali w Ameryce wypędzili Indian. Opinie „nie-bialych” w USA, są takie, że fajnie by było, gdyby chociaż raz Hollywood pokazał, ze „nie-biali” też są wstanie się sami uratować i mogą być tymi, którzy ratują Świat.

Read More

Ideolog w czerwonych okularach

Posted 10 sty 2010 — by Azrael
Category Etyka, Państwo, Polityka, Polska, Społeczeństwo, demokracja

Sama idea Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, inicjatywy społecznej powołanej do życia 18 lat temu przez Jurka Owsiaka, została opisana milionami słów. Ma ona wielu zwolenników, głównie wśród tych, którzy rozumieją pomoc społeczną jako coś oddawania z siebie. Ma równie wielu przeciwników, dla których przede wszystkim szef WOŚP jest nie do przyjęcia, jako osoba ponoć o relatywistycznym podejściu do wartości i życia społecznego. To krytycy z pozycji ideologicznych, ponieważ w Polsce każdy, kto wychyla się poza pewien przyjęty kanon poprawności ideologi społecznej (niestety, katolickiej), może od razu być potraktowany jako jak wróg moralny społeczeństwa.

Jurek Owsiak został uznany w sondażu jednego z tygodników opinii za człowieka o największym autorytecie. Daleko za nim znaleźli się politycy, księża, czy ludzie kultury. Dlaczego tak się stało? Czy to przymioty osobiste, empatia i rozpoznawalność medialna uczyniła z Owsiaka autorytet? Czy może jednak coś innego?

Otóż zapewne formuła przekazu, język i osobowość Owsiaka ma wpływ na to, że jest on tak oceniany. Jednak najważniejszą sprawą i powodem powodzenia Owsiaka nie są jego przymioty osobiste, lecz to, że odpowiedział on swoją działalnością, zarówno w ramach WOŚP, jak i innego swojego wielkiego projektu, corocznego festiwalu muzycznego “Przystanek Woodstock”, a od kilku już lat także spotkania ludzi kultury, sztuki, polityki i nawet Kościoła Katolickiego z młodzieżą, na potrzeby społeczne. A przede wszystkim są to jego autorskie projekty, które doskonale wypełniają formułę działalności organizacji spoza establishmentu i państwa w krzewieniu idei państwa obywatelskiego.

Read More

Czytanki (nie)oszołomów – 9 stycznia

Jutro, po raz 18. zagra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Jurek Owsiak znów będzie szalał w telewizji, choć on zawsze, pozytywnie, szaleje. I jak co roku nastąpi głęboka polaryzacja “autorytetów” wobec tego, co Jurek robi. Z jednej strony entuzjaści jego działalności, do których i ja się zaliczam, z drugiej jego gorący przeciwnicy, którzy robią wszystko, aby zdezawuować jego poczynania. Oczywiście, z powodów moralnych, ale i finansowych. Nie chce mi się co rok czytać o tym, wolę patrzeć na dzieci, którym Jurek pomaga, i na tysiące ton sprzętu i medykamentów kupione za pieniądze ze składek.

Znalazłem jednak coś, co trochę na marginesie, ale z wielką swadą, odnosi się do sprawy. To wpis doskonałe blogera ezekiela. Oto on, polecam go gorąco, jak i inne jego materiały.

—————————————————————————————————————————————

Owsiak, świetlówka i moralne wzmożenie


Święta Bożego Narodzenia to czas, kiedy serca napełnione dobrą nowiną, pokrzepione ciepłym słowem i żołądki zasilone wódką nabierają nowej energii do działania. Energia bardzo się przydaje, ponieważ już na początku roku okazuje się, że należy stawić czoła hordzie cywilizacji śmierci. Oto bowiem nadciąga koszmar polskiej prawicy – Jurek Owsiak z tymi swoimi TRZY, DWA, JEDEN, z tymi serduszkami, respiratorami, pompami infuzyjnymi, i z tą rób tą-co-chceta, która infekuje młodzież do tego stopnia, że ta tłucze szyby, pije wódkę i zabija sąsiadów w podarku na osiemnastkę. Wiadomym jest, że róbtacochcetyzm zepsuł, zeszmacił całe pokolenie, działając jak wychowanie bezstresowe, od którego Zachód kaszle, czka i mu bokiem coś wychodzi od wielu, wielu lat. Pokolenie “róbta co chce ta”, to pokolenie, które zabroni swoim dzieciom mówić do siebie „mama” i „tata”, zamiast Bożego Narodzenia ustanowi Święto Świateł, a śpiewanie kolęd zastąpi śpiewaniem „Last Christmas” Georga Michaela, który podczas wykonywania tego utworu jeszcze udawał normalnego człowieka.

Read More

Komisje żartów poselskich

Posted 06 sty 2010 — by Azrael
Category Etyka, Państwo, PiS, Platforma, Polityka, Polska, Popaprańcy, Sejm, Społeczeństwo, demokracja

Chyba nikt nie ma krótszej pamięci niż posłowie. Można dość śmiało napisać, że pamięć posłów jest ograniczona z jednej strony ich immunitetem, z drugiej strony… poleceniami szefów partii lub klubów poselskich. Zresztą komentarze dziennikarzy i publicystów opisujących działania specjalnych komisji sejmowych skażone są podobnym brakiem pamięci długoterminowej. Jeszcze jeżeli do tego dodamy teorię mitu – będziemy mieli komplet.

Ten mit to to, że pierwsza komisja śledcza, ta do wyjaśnienia sprawy korupcji Lwa Rywina, w sprawie telewizji publicznej, jest wzorcem bezstronności i najlepszą wizytówką polskiego parlamentaryzmu. Nic bardziej błędnego. Jest oczywiście prawdą, że prace tej komisji dokonały przełomu politycznego, odsuwając w 2005 roku Sojusz Lewicy Demokratycznej od władzy. Ale w sferze uzyskania prawdy obiektywnej, nie mówiąc o zagadnieniach usprawnienia państwa, prawa i prawodawstwa, komisja rywinowska była wielką porażką. Państwa, polskiego parlamentaryzmu i kultury politycznej. Już samo przyjęcie przez Sejm tak zwanego raportu Zbigniewa Ziobry, jako materiału reprezentatywnego dla komisji, było końcem obiektywizmu komisji. Zostało to później potwierdzone wyrokami sądowymi, które oczyściły i posłów SLD, i urzędników administracji z zarzutów karnych. Nie odkryto ani korupcji wśród urzędników państwowych, ani mitycznej „grupy trzymającej władzę” i media. Tryumfatorem, pomimo straty władzy, został Leszek Miller i jego asystentka, Aleksandra Jakubowska.

Potem było tylko gorzej. Każda następna komisja obnażała już tylko większą degrengoladę polityków, procedur sejmowych i prawa, rozumianego jako procedury wyjaśnienia spraw wątpliwych. Obnażała bezsens procedowania komisji i ich realny wpływ na wyjaśnienie spraw wątpliwych i afer. Poza tym błysk świateł kamer i interesy polityczne poszczególnych partii politycznych i polityków prowadziły do gier i gierek w myśl indywidualnych interesów.

Read More

Egzekucja w Chinach a pragmatyka życia

Posted 30 gru 2009 — by Azrael
Category Pekin 2008, Polityka, Prawo, Społeczeństwo, demokracja

Europejczycy, Amerykanie, Biali, generalnie ludzie demokracji mają problem z Chinami, ChRL. Ten problem to dualizm albo nawet wieloznaczność stosunku naszego do tego kraju, narodu i jego władzy. Z jednej strony chcielibyśmy pokazać naszą wyższość białego, podbudowaną demokracją i prawami człowieka, nie mówiąc już o wartościach chrześcijaństwa, zderzamy się z wielowiekową, starszą niż chrześcijaństwo, bogatą, potężną i ponętną kulturą Chin. Chcielibyśmy uczyć Chińczyków naszych praw i prawodawstwa, ale oni są krajem już 1,5 miliardowym i za nic mają nasze uwagi. Nawet wobec Tybetu. I jeszcze do tego nasz wolny, kapitalistyczny i konkurencyjny (ale tylko w założeniach…) rynek ekonomiczny rośnie trzy- albo i czterokrotnie słabiej niż scentralizowana i ponoć niewydolna gospodarka państwa totalitarnego. No, a ostatnie dwa lata to już pełen dramatyzm, zresztą nie tylko w sferze ekonomicznej. Sprawa Tybetu w roku 2008 pokazała państwom rozwiniętej demokracji (?), jak się Chińczycy z nami liczą. My się z nimi liczymy tak bardzo, że po długich tygodniach protestów w związku z rozruchami i przelewem krwi w Tybecie, wszyscy wielcy wolnego świata zasiedli na stadionie w Pekinie, odwzajemniając wcześniej głębokie, acz tylko kurtuazyjne ukłony chińskiego prezydenta…

Właśnie w Chinach dokonano egzekucji na europejskim przemytniku narkotyków. Wina została mu udowodniona, złapano go na gorącym uczynku, prawo chińskie jest jednoznaczne – za handel narkotykami lub próbę ich przemycenia do Chin grozi kara śmierci. Może nam się to nie podobać, ale w krajach Dalekiego Wschodu kara śmierci dalej jest stosowana, szczególnie za przemyt narkotyków.

Read More

Ja, bezgrzeszny, kamieniem nie rzucę

Posted 16 gru 2009 — by Azrael
Category Etyka, Media, Państwo, Polityka, Polska, Popaprańcy, etyka dziennikarska

Im dalej brniemy w sprawę senatora PO, Krzysztofa Pisiewicza, tym więcej wątków dyskusji nam się otwiera. A to sprawa odpowiedzialności polityka, obranego przez wyborców przed nimi, na ile media mogą wchodzić w prywatne życie ludzi polityki, pytania o legalność używania narkotyków i odpowiedzialność z tego tytułu…. No i na końcu pytanie ćwiczone już przy dalej trwającej sprawie Romana Polańskiego, czyli, czy celebrytom i ludziom sztuki wolno więcej, czy mniej, i o ile.

Dyskusje są oczywiście prowadzone doktrynalnie i z poziomu piedestału, z jakiego komentator przemawia, co prowadzi do groteski. Bo jeżeli naczelny Superaka, który ujawnił sprawę i filmy pisze i mówi o misji niesienia informacji o politykach wyborcom, to mój rechot z tego odbija się od ścian. Pan redaktor ma misje, ale polegają one, z jednej strony, na tym, aby zarabiać pieniądze dla wydawcy, w dowolny sposób, z drugiej strony dostarczać czytelnikom, sprofilowanym na tego rodzaju gazety skandalu, krwi, plotek, gołych d* – również w dowolny sposób, za wszelką cenę.

Jak słyszę, że “autorytet moralny gazety “Fakt” (tak, tak!) redaktor Warzecha, swoim napuszonym i z lekka stentorowym głosem obwieszcza, że senator Piesiewicz jest sam sobie winny, a nie winni są szantażyści, którzy zrealizowali prowokację w jego domu – to już wiem, że takie wartości, jak etyka, nie tylko dziennikarska, prawo do prywatności, czy ważenie wartości człowieka nie tylko na podstawie nagrań z ukrycia, są dla niego pojęciami abstrakcyjnymi. Pan Warzecha zauważył wczoraj w programie telewizyjnym, że polityk zawarł z wyborcami umowę społeczną, w związku z tym im wolno wchodzić w jego życie prywatne, a on musi je pokazywać. Na szczęście drugi obecny w programie dziennikarz, Paweł Wroński zauważył, że tenże Warzecha, jak autorytet i dostawca kontentu informacyjnego poddany jest również takim samym procedurom, ponieważ jest uważany za osobę zaufania publicznego (na szczęście tylko dla czytelników ‘Faktu”…).

Prawo do prywatności jest prawem obywatelskim, jeszcze ważniejszym, niż prawo własności. Do czasu, kiedy posiadacz tego prawa nie łamie prawa innych ludzi. Osobistych i ustalonych przez społeczeństwo. Być może Piesiewicz to prawo złamał, namawiając do kokainy. I o tym fakcie wyborca powinny być poinformowany, ale powinny to zrobić organy państwa – a nie tabloid, w formie wyjątkowo brutalnej. Tu zresztą rodzi się dalsze pytanie – na ile wyborca powinien być świadomy, jak jego wybraniec postępuje w życiu prywatnym? Pisze się ostatnio o dwóch modelach mediów; we Francji przestrzega się prywatności polityków i uznaje się ich wizerunek za dobro publiczne – koronnym przykładem jest nieślubne dziecko francuskiego prezydenta Françoisa Mitterranda, który przez ponad 20 lat ukrywał to, że ma nieślubną córkę, a media mu w tym pomagały – aż do jego śmierci. Drugim, skrajnym przykładem jest Wielka Brytania, gdzie każdy, najmniejszy skandal jest podawany społeczeństwu na tacy. Nawet rodzina królewska jest poza ochroną.

Oczywiście, państwo ma również inklinacje do tego, aby wiedzieć o społeczeństwie i obywatelach jak najwięcej, o czym świadczą zapędy kontrolowania obywateli, pod pozorem zapewnienia bezpieczeństwa. Przykładem jest tego projekt MSWiA powołania rejestru zakazanych stron, w ramach noweli do ustawy hazardowej, co zmusiłoby operatorów internetu do zbierania informacji o internautach (a jest to już ponad 50% obywateli) – a także do ich udostępniania na niezbyt jasnych zasadach.

Wracając do sprawy senatora Piesiewicza; Jako liberał i libertyn uważam, że dopóki senatorowi nie zostanie udowodnione przestępstwo, dopóty może on pełnić dalej swój mandat parlamentarny. A ponieważ sam wyznaję zasadę, za Ernesto Sabato, że “moralność jest sumą moich przyzwyczajeń”, tego samego oczekuję od Krzysztofa Piesiewicza i liczę, że również tak jak ja, pozostanie on wolnym człowiekiem, który lubi łamać konwenanse. A zdrową moralnością i etyką katolicką publiką “Super Expressu” nie powinien się przejmować.

Azrael