ACTA – trochę realizmu

Jestem zwolennikiem regulacji dystrybucji informacji i treści w sieci, jak również kontroli tego, czy prawo własności (prawa majątkowe i prawa intelektualne) są przestrzegane. W związku z tym muszę być również zwolennikiem regulacji ACTA, a właściwie tego, co może ta umowa przynieść.

ACTA to nic innego jak międzynarodowa umowa handlowa o zwalczaniu obrotu podróbkami, skierowana w stronę obrony prawa majątkowych i autorskich – wszystkich. Element dystrybucji w otwartej sieci jest tak jakby elementem dodatkowym. Ograniczenie tej dystrybucji i poddanie jej kontroli (szczególnie chodzi o strony, portale, serwery) budzi objawy, że kryje się za tym próba ograniczenia praw użytkowników internetu. Czyli – cenzura. Czy są to obawy uzasadnione? Tak, ale nie wynika to z zapisów ACTA. Jeżeli się prześledzi tę stosunkową krótką umowę handlową (uwaga – która nie jest obligatoryjna dla Polski, w myśl przepisów Unii Europejskiej, choć Rada Unii ją przyjęła pod koniec ubiegłego roku), to widać, że dopiero wprowadzenie regulacji krajowych, lub skorzystanie z już obowiązującego prawa o ochronie praw autorskich, czy znaków towarowych, może doprowadzić do ograniczenia praw dostępu do treści internetowych. Dopiero, kiedy Polska po podpisaniu umowy przystąpiłaby do porozumienia, dopiero wtedy ustalenia stałego komitetu ACTA byłyby dla nas obowiązujące. Można to sprawdzić, czytając i treść ACTA i opinie na jej temat, zamieszczone na stronie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. To, że grozi internatom zablokowanie dostępu do treści, blokowanie i usuwanie stron, czy nawet odcinanie od sieci – nie wynika z samego ACTA.

Prace nad ACTA trwają od roku 2006 i są poufne. To jest problem podstawowy. Tak naprawdę do końca nie wiadomo, kto stoi za treścią umowy. Nie jest jasne, czy są to ustalenia rządowe, czy eksperckie, tryb procedowania i przyjęcia tego dokumentu (także na szczeblu unijnym) jest mocno podejrzany. Budzi to podejrzenia, że jest to forma totalitarnej (podjętej przez korporacje) próby ograniczenia demokracji (a może anarchii…) w internecie. Jest winą polityków, że doprowadzili do sytuacji (nie tylko zresztą w Polsce), że umowa traktowana jest jako zamach na wolność słowa. W Polsce ma to dość dramatyczny wyraz, ponieważ wszyscy mający dostęp do sieci pamiętają zamieszanie związane z próbą wprowadzenia Rejestru Usług i Stron Niedozwolonych i dyrektywy audiowizualnej, mającej wprowadzić obowiązek rejestracji serwisów i filmów udostępnianych w internecie.

Continue Reading →

Test tabletu Samsung Galaxy Tab 10.1

Trafił w moje ręce następny tablet firmy Samsung, tym razem jest to Samsung Galaxy Tab 10.1 GT-P7500. Przyznam się, że podchodziłem do niego z pewną rezerwą, ze względu na to, że miałem opory co do jego… wielkości. Tak, ponieważ tego rodzaju urządzenia traktuję raczej jako uzupełniające akcesoria reporterskie, a nie główny sprzęt do przeglądania internetu, komunikacji, robienia nagrań wideo, czy nagrywania rozmówców. Myliłem się – GT-P7500 doskonale spełnia swoją rolę w „terenie”.

Tablet Samsunga jest chętne porównywany do „wzorca”, czyli iPada wersji 2. I trzeba sobie tu powiedzieć, że jeżeli chodzi o technikalia, czyli procesor, ekran i transmisję danych via internet, lub sieć 3G, tablet Samsunga jest na równi, a może i lepszy od produktu firmy Apple. Wynika to przede wszystkim ze zgrania poszczególnych elementów – dwurdzeniowego procesora Tegra II (ARM Cortex A9, taktowany zegarem 1,2 GHz), pamięci operacyjnej 1 GB, dysku flash o pojemności 16 GB i znakomitego ekranu, o wyjątkowej ostrości, głębi i jasności (rozdzielczość 1280 x 800 pix). Było to pierwsze urządzenie mobilne, użytkowane przeze mnie, gdzie ekran nie był rozjaśniony do końca.

Rozmiar tabletu, czyli 10,1″ nie spowodował jego nadmiernej wagi (565g, grubość tabletu 8,6 mm). Daje się nim operować jedną ręką, a możliwość obracania ekranu (360 stopni) pozwala na swobodne pisanie jedną ręką na ekranowej klawiaturze QWERTY. Jedyną wadą jest to, że ekran strasznie się „palcuje”, w związku z tym miękka ściereczka z irchy musi być cały czas pod ręką. Duży ekran i potężny jak na to urządzenie procesor nie powoduje nadmiernego zużycia baterii. Jeżeli nie oglądamy filmów z sieci, przeglądanie stron internetowych, wymiana korespondencji, lub surfowanie po stronach portali społecznościowych pozwala na pracę przez 2. dni. Bateria, podobnie jak w mniejszym modelu, P1000 jest zabudowana, ładuje się dosyć długo.

Tablet ma dwie kamery, 3,2 Mpx z tyłu i VGA z przodu. Ta pierwsza robi zdjęcia średniej jakości, druga doskonale sprawdza się przy komunikacji video.

Continue Reading →

Test Samsung Galaxy Tab P1000

Działalność blogera z reguły polega na pisaniu komentarzy przy komputerze w domu, lub w pracy, jeżeli oczywiście szef nie patrzy. Czasem jednak trzeba wstać z fotela i udać się w „teren”, tam gdzie coś się dzieje. I czasem trzeba nadać korespondencję natychmiast, jeżeli sprawa, czy sytuacja jest gorąca. Zmieniło się też samo pisanie blogów, to nie tylko blogi sekwencyjne, gdzie teksty ukazują w kolejności ich pisania. Portale społecznościowe, takie jak Twitter, czy Facebook radykalnie zmieniły zasady pisania komentarzy, a przede wszystkim znacznie poszerzyły krąg odbiorców. No i konwergencja usług w internecie spowodowała, że nie tylko słowo pisane jest ważne, ale również zdjęcie, film, czy nawet transmisja on line, realizowana przez portale oferujące streaming.

Do takiej działalności, niestacjonarnej, można używać już smartphonów, netbooków, czy tabletów. Z czasem ten podział zupełnie się zatrze, nie sądzę, że później niż za 5 lat będziemy mieli do dyspozycji urządzenie, które jednocześnie będzie spełniało te wszystkie funkcje, a będzie można je obsługiwać jedną ręką, czyli będą ważyły dużo mniej, niż 1 kg. Udało mi się coś podobnego przetestować – to tablet firmy Samsung, model Galaxy Tab P1000, z funkcją telefonu.

Tablet ma ekran wielkości 7″, o rozdzielczości 600 na 1024 pixeli, wyposażony w procesor Samsung S5PC110, z zegarem 1 GHz, pracujący pod kontrolą systemu operacyjnego Android 2.2, (model przeze mnie testowany miał już upgrade do wersji 2.3). To system dedykowany raczej do telefonów, a nie tabletów, ale działał znakomicie. Tablet pracuje we wszystkich standardach GSM i UMTS, ma oczywiście Wi-Fi (WLAN 802.11 b/g/n), Bluetooth (w wersji 3.0) , GPS i praktycznie wszystkie systemy transmisji danych(EDGE, GPRS, HSDPA (do 7,2 Mb/s), HSUPA (do 5,76 Mb/s)). Jego waga nie przekracza 400 g. Dwie kamery (3,2 MPx z tyłu i 1,3 MPx z przodu) pozwalają na robienie zdjęć i nagrywanie filmów w przyzwoitej jakości. Tablet wyposażony jest w pamięć RAM 4 GB, pamięć wewnętrzną 16 GB, istnieje możliwość jej rozszerzenia nawet o 32 GB za pomocą kart microSD i microSDHC.

Continue Reading →

Opowieść o narracji

Eryk Mistewicz jest na polskim rynku marketingu zjawiskiem wyjątkowym. Wymyka się z zaszufladkowania jak inni specjaliści, mający wykształcenie i doświadczenie w reklamie, public relations, socjologii, czy psychologii społecznej. Ten dziennikarz i absolwent prestiżowej francuskiej uczelni jest raczej człowiekiem renesansu XXI weku, ponieważ wychodząc raczej z praktyki i znajomości nowoczesnych technik komunikacji, dochodzi do wniosków ogólnych i teorii. A ponieważ nie mieści się w schematach, wzbudza skrajne emocje, czego dowodem jest szereg poświęconych mu artykułów w prasie, od bardzo pochlebnych, do tych podważających jego wiedzę i kompetencje. Tym bardziej, że raczej nie wiadomo, dla kogo pracuje i jakie efekty jego praca przynosi…

Mistewicz wydał właśnie książkę, poświęconą jego sztandarowej specjalności, marketingowi narracyjnemu. To jego autorski pomysł, coś w rodzaju metody marketingu, zarys teorii komunikacji masowej. „Marketing narracyjny. Jak budować historie, które sprzedają”, (Helion SA, 2011) to książka o tym, jak opowiadać historie, które przyniosą sukces. Pomimo, że autor postrzegany jest głównie jako konsultant polityczny, nie jest jednak to książka o polityce. To raczej przegląd zastosowań marketingu narracyjnego w różnych dziedzinach, opis, jak technika pomaga budować historie, które sprawnie opowiedziane zastępują klasyczną reklamę produktu, usługi, czy nawet polityka. To pokazanie, że nie sama marka, ale sposób jej prezentacji we współczesnym świecie jest ważny. Jest w książce również rozdział poświęcony polityce, wyborom, ale jest to raczej pokazanie, jak metoda może być zastosowana w tej dziedzinie. Autor pisze, jak można zostać znanym i wygrać dzięki jego metodzie w polityce, ale ta technika może zostać zastosowana z równym skutkiem w biznesie, w promocji konkretnych towarów, czy w promocji regionów i miast. Jak system narracji wypiera reklamę, która pomimo że jest coraz głośniejsza i bardziej nachalna, jest również coraz mniej zauważalna. I nie kupujemy już towarów i marek, ale dobre opowieści. Media się zmieniają, inaczej tworzy się i zarządza informacją, zmianom ulega reklama, marketing, PR, droga komunikacji wymaga nowych metod.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 8. października

Steve Jobs

“Keep looking, do not settle” czyli , szukaj dalej, jeżeli nie znalazłeś tego co lubisz robić, nie rezygnuj. Słowa Steva Jobsa ważne dla każdego. Jeżeli nie robi się tego co się lubi, człowiek nie jest szczęśliwy, spełniony. Kiedy w 2005 roku dowiedział się, ze ma raka powiedział „Najlepszym sposobem aby uniknąć pułapki myślenia, że ma się coś do stracenia w życiu jest pamiętanie o tym, że każdy umiera. Każdy jest nagi w obliczu śmierci, dlatego nie ma żadnego powodu, aby nie robić tego co się kocha”

Czarny golf, okulary druciaki, charakterystyczny sposób poruszania się i uśmiechania. To typowy Steve Jobs; jakby miał już na myśli coś nowego, coś o czym nikt nie wie, ale coś co ponownie zmieni sposób życia. Jobs był ambasadorem nowych pomysłów, połączeniem człowieka i androida. Wynalazca, kreatorem świata, który zmienił życie ludzi. To dzięki niemu mamy Ipoda, Iphona, Ipada i Maca. Każdy kto ma chociaż jedną z tych rzeczy rozumie geniusz, który je stworzył. Jobs na tym nie poprzestał, przyczynił eis do powstania Itunes, Apstora, oraz ostatnio ICloude. Do końca pracował, tworzył, nigdy się nie poddał. Wiedział, że jest chory, że umiera, a jednak w tworzeniu tego co kochał znalazł spokój. Świat nie miał granic dla Steve Jobsa. Był jedyny w swoim rodzaju. Steve Jobs był tym co jest najlepsze w USA.

Steve Jobs zmarł w środę w wieku 56 lat. Az trudno uwierzyć. Wydawałoby się, że pokona chorobę. Jego energia, niesamowity umysł, pomysły zostaną na zawsze z nami, świat i życie jest o wiele ciekawsze dzięki jego wynalazkom. Steve Jobs nie tylko był współkreatorem Apple, ale również rozwinął działalność Atari, Pixar oraz NeXt. Jobs wykreował jedną z najciekawszych firm oraz technologie, dając pracę oraz możliwość rozwoju wielu ludziom. Stworzył ciekawe miejsca pracy gdzie ludzie lubili przychodzić i tworzyć nowe rzeczy. Widział w ludziach to co jest najlepsze, promował zdolnych ludzi, którzy chcieli się rozwijać i tworzyć. I takie są produkty Apple.
Mimo, ze Steve Jobs odszedł, na zawsze będzie obecny w tym co stworzył.

Pozdrowienie z Chicago

Wigg

 

————————————————

Steve Jobs został pochowany w piątek, uroczystość była rodzinna, skromna…

Zapiski zza Atlantyku – 24. września

Netflix

Netflix pojawił się na rynku amerykańskim w 2004. Zrewolucjonizował system wypożyczania oraz oglądania filmów w USA. Każdy kto wykupił subskrypcje Netflixa miał dostęp do ich strony internetowej i w przeciągu dnia otrzymywał wybrane przez siebie pozycje filmowe. To co zrobił Netflix było fenomenalne. Już nie trzeba było chodzić do wypożyczalni ani martwic się o oddanie filmów w określonym czasie. Po obejrzeniu filmu, wkładało się dysk do koperty opłaconej przez Netflix i czekało na email z potwierdzeniem, że disk dotarł do Netflixa. Nawet jeżeli film zaginał, Netlix nie nakładał kar pieniężnych.

Netflix doprowadził do bankructwa inne wypożyczalnie, które nie miały szansy rywalizacji. Netflix był tani, miał ogromną selekcję filmów, a do tego osoby zajmujące się klientami były naprawdę mile i profesjonalne.
Netflix nie poprzestał na wysyłce filmów. W 2009 roku wprowadził „streaming” czyli bezpośrednie ściąganie filmów ze strony internetowej. Netflix wprowadził szereg urządzeń, które pozwalały za pomocą wifi oglądanie filmów na ekranie telewizora. Bulo to genialne posuniecie. Urządzenia nie są drogie ani trudne w podłączeniu. W zależności od subskrypcji, każdy mógł oglądać co chciał bez żadnego limitu. Netflix zainwestował ogromnę sumę pieniędzy aby nie było problemów w ściąganiu filmów. Jeżeli problem się pojawił, Netflix dawał zniżkę. Dodatkowo, Netflix podpisał kontrakty z niektórymi wytwórniami filmowymi płacąc miliony dolarów aby mógł udostępnić nowe filmy na swoim serwerze. Owo posuniecie było ogromnym sukcesem. Udziały oraz popularność Netflixa wzrosły ogromnie.

Continue Reading →

Polityka w sieci

Marketing polityczny rozwija się. Niektórzy twierdzą nawet, że polska polityka to głównie marketing, bez treści. Przekazy medialne, uczestnictwo polityków w programach telewizyjnych, radiowych, „ustawki” dla tabloidów, to sposób uprawiania polityki albo jak niektórzy chcą, post-polityki. I permanentna kampania wyborcza, ponieważ praktycznie rok w rok mamy mamy jakieś wybory.

Ostatnie zmiany prawne, zakazujące wielkoformatowej reklamy wyborczej, mocno ograniczające płatne reklamy telewizyjne, oraz ograniczenia finansowania partii politycznych (sejmowych) z budżetu państwa, kazały partiom zwrócić baczniejszą uwagę na internet. Internet dla wielu polityków i domorosłych specjalistów politycznego przekazu ma zastąpić kampanie „chodzone”, czyli bezpośrednie kontakty z wyborcami. Czy jest to możliwe? Nie, nie jest, ponieważ internet i jego zasoby to bogate środowisko, bogate treścią, wiedzą i narzędziami, ale nie zastąpi strategii wyborczej, nie mówiąc o programie.

W siedzibie Agory, w ramach projektu „Rewolucja w komunikacji” została zorganizowana krótka debata „Kto ma internet ten ma władzę? Kampania wyborcza 2011 w sieci”, pod patronatem mediów właściciela budynku, czyli radia TOK FM, portali gazeta.pl i wyborcza.pl. Konferencję prowadzili dziennikarze Bartosz Węglarczyk i Łukasz Grass. Punktem wyjścia była kampania wyborcza prezydenta Baracka Obamy i jej internetowe oblicze. Mówił o tym Jędrzej Deryło z agencji Link Me Up. Opisywał kampanię realizowaną przy pomocy Twittera i Facebooka, a przede wszystkim to, jak działania w sieci przekładały się na wyniki amerykańskiego prezydenta w świecie realnym. Następnie zostało to skonfrontowane z aktywnością polskich polityków i partii politycznych w sieci, głównie na Facebooku, o czym mówił dr Jan Zając, z Wydziały Psychologii UW. I nie wygląda to dobrze, szczególnie jeżeli chodzi o interaktywność polskich polityków, kontakty z czytelnikami i kreatywność w stosowaniu narzędzi i aplikacji internetowych.

Continue Reading →

Pisać każdy może

Mamy kolejny dowód na to, jak polskie media zajmują się tematami zastępczymi, jak polityka wizerunkowa i marketingowej narracji zdominowała przekaz. W momencie, kiedy rośnie dług publiczny, kiedy trwa dyskusja o OFE i reformie systemu emerytalnego, od trzech dni z czołówek portali informacyjnych, gazet i pasków informacyjnych telewizyjnych nie schodzi informacja pod tytułem – „Jarosław Kaczyński założył bloga”.

Byłoby pół biedy, gdyby analizie podlegała sprawa tego, co na tym blogu zostało zamieszczone i jaka to ma wartości – nie, tematem jest głównie to, czy jest samodzielna działalność prezesa Kaczyńskiego, czy jednak może to jest działalność jego politycznych pomocników, choć znając jego awersję nie tylko do samego internetu, ale również do nowoczesnych technologii, są to dywagacje pozbawione sensu. Już sam fakt, że choć pod jego tekstem zamieszczono ponad 1500 komentarzy, głównie od jego fanów, to nie ma ani jednej jego własnej adnotacji, świadczy o tym, że mamy do czynienia z kolejnym politycznym, internetowym słupem ogłoszeniowym. Zresztą materiał zamieszczony na blogu, pod tytułem „Nowoczesny patriotyzm gospodarczy” jest transkrypcją jego przemówienia, wygłoszonego na konferencji gospodarczej Prawa i Sprawiedliwości trzy tygodnie wcześniej, o czym nie informuje żadna notatka, nie mówiąc o linku.

Continue Reading →

Demokracja a anarchia

Kilka dni temu historyk idei i filozof profesor Marcin Król w jednym z wywiadów powiedział, że Jarosław Kaczyński powinie stanąć przed Trybunałem Stanu. Szybko specjaliści prawa odszukali informacje, że Kaczyński, pełniący jedynie mandat posła do Sejmu nie może być pociągnięty do takiej odpowiedzialności. Król uważał, że Kaczyńskiemu należy się ukaranie nie tylko za swoje wypowiedzi spod Pałacu Namiestnikowskiego, ale również za wcześniejsze wypowiedzi deprecjonujące wybór Bronisława Komorowskiego na stanowisko Prezydenta RP. Niestety, profesor popełnił niewybaczalny, jak na swoją pozycję naukową i społeczną błąd. Dodatkowo naruszył zasady demokracji, które pozwalają na swobodę wyrażania opinii, a także na organizację zgromadzeń. Ale z drugiej strony z Marcinem Królem wielu się zgodzi co do tego, że Jarosław Kaczyński powinien ponieść karę za anarchizację życia społecznego. Bo demokracja nie może być anarchią, a władza demokratyczna w imię przestrzegania praw nie może dopuszczać do anarchii.

Dyskurs społeczny, wymiana poglądów, opozycja wobec władzy rzeczy ważne w demokracji. Bez tego demokracja, a więc również państwo się degeneruje. Dyskusja społeczna znaczenie się poszerzyła, już nie tylko odbywa się w formie dyskusji bezpośrednich, na wiecach, na ulicy, czy poprzez instytucje państwa demokratycznego, w tym media, ale od kiedy internet stał się właściwie powszechny, dyskusja weszła zupełnie w nową fazę. Niestety, powstał problem, czy wszystkie opinie, tezy i uwagi, które są zamieszczane w internecie, a także na wiecach, mieszczą się w ramach demokracji i obyczajów politycznych.

Continue Reading →

Azrael w „Press”

Branżowy miesięcznik dziennikarski „Press” poprosił mnie jakiś czas temu o moje refleksje na temat sieci internetowej i wskazanie ciekawych miejsc. Co też uczyniłem…

Materiał pojawił się tylko w wydaniu papierowym, w związku z tym zamieszczam ten krótki tekst w technologii Scribd. Interranking – „Azrael w sieci”

Azrael

interranking Azrael

Rewolucja twitterowa

Udział mediów w najważniejszych wydarzeniach globu jest już normą. Normą i koniecznością, jaką narzuca nam ich świat. Atak na WTC, trochę przypadkiem, był filmowany i przekazywany on line od uderzenia pierwszego samolotu. Kamery były też w środku, przekazując obraz, taki jak widzieli i przeżywali ci, którzy byli w obu wieżach WTC.

Wojna i przemoc są dobrym materiałem medialnym. Najlepszym, ponieważ tak zaskakującym, że scenarzyści filmowi mogą sobie tylko marzyć, że mogą zrealizować film, czy serial o takiej dramaturgii.

Inwazja amerykańska na Irak, w 2003, była pierwszą wojną telewizyjną, na taką skalę. Zdjęcia nie tylko z linii frontu, ale również z ostrzeliwanego Bagdadu, też były autentyczne. Nadawane przez telefony satelitarne i telewizję satelitarną nocne bombardowania, wybuchy, ogień obrony przeciwlotniczej, dawały złudzenie uczestnictwa w centrum wydarzeń. Symboliczne obalenie pomnika Saddam Husajna, pod okiem kamer, było kwintesencją tego przekazu.

Równolegle do kamer i mikrofonów mainstreamu błyskawicznie zaczął rosnąć kanał informacji niezależnej, internetowej. Konwergencja elektroniczna spowodował, że obok słowa pisanego w internecie, portali i blogów, olbrzymie znaczenie zaczął mieć obraz, nagrywany cyfrowymi aparatami, kamerami, wreszcie telefonami komórkowymi. Zdjęcia nocnych walk w Afganistanie i Iraku były wymowniejsze, niż najbardziej sugestywne i dramatyczne przekazy korespondentów wojennych. Do tego kanał internetowej informacji był, i jest, praktycznie poza kontrolą, co pozwala na wykorzystywanie go nie tylko do przekazywania informacji i obrazów, ale również do walki politycznej. Ostatnio wielką karierę zrobił system mikroblogowania, Twitter, w którym za pomocą 140 znaków można przekazywać informacje, ale nie tylko, ponieważ błyskawicznie obrasta on w narzędzie i aplikacje, pozwalające na zamieszczanie zdjęć i filmów.

W Stanach Zjednoczonych Twitter jest narzędziem uprawiania marketingu, nie tylko biznesowego, ale również politycznego. Pierwszym, dzięki któremu Twitter stał się popularny, był Barack Obama, którego sztab wyborczy zresztą ustanowił standardy prowadzenie kampanii w internecie, między innymi także poprzez portale społecznościowe, takie jak Facebook.

Specjalnego znaczenia Twitter nabrał jednak dopiero teraz, za przyczyną Irańczyków. Po wyborach 12 czerwca Teheran stał się areną gwałtownych protestów i manifestacji, zwolennicy Mir Husajna Musawiego wyszli na ulice, protestując przeciwko fałszerstwom wyborczym. Jednocześnie władze, widząc rozszerzające się zamieszki, postanowiły odciąć oficjalne media i oficjalnych dziennikarzy od informacji, wprowadzając ostre restrykcje dla dziennikarzy zagranicznych, łącznie z zakazami opuszczania hoteli i zamykaniem biur zachodnich agencji i redakcji. Okazało się jednak, że wszystko na darmo; Zwolennicy pretendenta do fotela prezydenckiego już w trakcie kampanii byli bardzo aktywni w internecie, głównie na portalu Facebook, i wykorzystując to, oraz właśnie Twittera i YouTube, rozpoczęli na masową skalę przekazywanie informacji, zdjęć, komunikatów, organizując w wirtualnym świecie faktyczną opozycję i przekazując informacje całemu światu. I pomimo prób blokowania dostępu, a także namierzania aktywnych internautów – informacja z Iranu stale płyną.

Twitter, z konieczności, stał się dla mediów klasycznych źródłem informacji. Nikt już nie pyta, jak było to jeszcze kilka miesięcy temu, czy jest to źródło wiarygodne, weryfikowalne. Zdjęcia i filmy, przekazywane internetem, stały się podstawą informacji wizualnych, a 140-znakowe informacje z Twittera, od anonimowych internautów, są umieszczane w oficjalnych serwisach agencyjnych. Ma to kolosalne znaczeni dla samych Irańczyków, którzy w ten sposób mogą informować świat, a z drugiej strony, czuć jego solidarność (w odróżnieniu od oficjalnego, wstrzemięźliwego, stanowiska wielu rządów, z administracją Baracka Obamy na czele).

Jednocześnie, poza irańską “zieloną rewolucją”, która dogasa, dokonuje się na naszych oczach rewolucja informacyjno-internetowa. Brak w Teheranie dziennikarzy zachodnich i oficjalnych obserwatorów, spowodował, że kanał informacji niezależnej, pewna forma dziennikarstwa obywatelskiego, okazała się skuteczniejsza i bardziej wiarygodna, niż media mainstreamu.

System komunikacji wielostronnej, jaką nam oferuje internet, niezależnej, niekontrolowanej, po raz pierwszy uzyskał tak znaczącą przewagę nad mediami tradycyjnymi.

Właśnie na naszych oczach, i na naszych monitorach komputerowych, dokonuje się prawdziwa rewolucja medialna.

Azrael

————